Pobierz PDF - Nowa Konfederacja

Transkrypt

Pobierz PDF - Nowa Konfederacja
„Nowa Konfederacja” nr 39, 3–9 lipca 2014
www.nowakonfederacja.pl
Nabici w mundial
AleksANdrA rybińskA
Redaktor „Nowej Konfederacji”,
publicystka wPolityce.pl
Wielkie imprezy sportowe to zysk tylko dla FIFA i MKOL. Tymczasem kraje
je goszczące ponoszą kolosalne koszty, a ożywienie gospodarcze, na
które liczą, jest krótkotrwałe, jeśli w ogóle następuje.
Był taki czas, gdy sport uchodził za antidotum dla biedy. Masowe imprezy sportowe, jak igrzyska olimpijskie i mistrzostwa
świata w piłce nożnej, podnosiły prestiż
kraju, który je gościł, stanowiły impuls
dla modernizacji oraz ożywiały duch
wspólnoty. Wywoływały poczucie solidarności. Budowały naród.
stadionów ani sponsorów. Impreza była
w całości finansowana przez państwo.
Budżet trzeszczał w szwach. Na mecze
mógł jednak przyjść każdy. Na finałową
rozgrywkę między Brazylią a Urugwajem
do stadionu Maracanã w Rio, który zresztą
wciąż jeszcze nie był gotowy (budowę
ukończono 15 lat później), wcisnęło się
ponad 200 tys. osób. „Pomyślałem wtedy,
że musimy być bardzo ważnym krajem.
Byłem niesłychanie dumny”– wspomina
brazylijski pisarz João Máximo.
Mundial spowodował też wielki boom
modernizacyjny w Brazylii. Powstały nowe
aglomeracje, jak obecna stolica Brasilia,
zbudowana od podstaw w 1960 r. Zaczęły
też powstawać kluby piłkarskie, do których
zaciągała się młodzież z najbiedniejszych
regionów kraju. Magia sportu działała
nawet na tle zawirowań politycznych,
które jeszcze przez długi czas kraj trapiły.
Brazylijczycy pogodzili się przy okazji
z faktem, że są społeczeństwen wieloetnicznym. Zamiast wystawić drużynę składającą się wyłącznie z białych graczy, wy-
Gdzie te zawody?
Kiedy np. w 1954 r. mistrzostwa świata
w piłce nożnej wygrały Niemcy, uznano,
że zwycięstwo sygnalizuje powrót kraju,
a co najmniej jego zachodniej części, do
wspólnoty narodów. Tygodnik „Der Spiegel” opisał ten moment zwycięstwa jako
„akt założycielski Republiki Federalnej”.
„Po 2000 lat wybierania złej drogi Niemcy
odkryli swoje przeznaczenie” – obwieścił.
W 1950 r., gdy Brazylia po raz pierwszy gościła piłkarski mundial, nie było ją
tak naprawdę na to stać. Jedna trzecia
jej wówczas 54 mln obywateli była analfabetami. Nie było pieniędzy na budowę
1
„Nowa Konfederacja” nr 39, 3–9 lipca 2014
www.nowakonfederacja.pl
brano tych, których uznano za najlepszych,
wśród nich wielu zawodników czarnoskórych. Piłka łączyła ludzi.
tam sprzedać nieograniczone ilości maskotek FIFA, breloczków i innych gadżetów.
W przypadku Japonii/Korei oraz RPA
na budowę stadionów i infrastruktury
wydano ponad 2 mld dol. Te stadiony
stoją dziś puste. Tak jak stadiony w Atenach, które powstały wyłącznie po to, by
w 2004 r. gościć igrzyska olimpijskie.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski także
przeszedł bowiem podobną przemianę
jak FIFA.
Nowe porządki
Na drodze sportu jako siły scalającej
wspólnotę stanęła jednak globalizacja kapitału. W 1982 r. ówczesny przewodniczący
FIFA João Havelange zamienił ją w sprawnie zorganizowane przedsiębiorstwo, z odpowiednią liczbą pracowników i dostosowanymi do tego wynagrodzeniami. FIFA
zaczęła oferować pakiety sponsoringowe
międzynarodowym korporacjom oraz telewizyjne pakiety transmisyjne. Havelange
rozpoczął tym samym agresywną komercjalizację piłkarskich mistrzostw. Państwa
przestały odgrywać znaczącą rolę w organizacji mundiali. Musiały tylko dostarczyć infrastruktury w postaci stadionów,
dróg i „stref kibica”, reszta była na sprzedaż. Do gry wkroczyły korporacje: McDonald’s, Coca-Cola, Pepsi. I setki innych.
W efekcie dziś mundial trwa prawie
miesiąc, co wymaga dwa razy więcej stadionów niż w latach 60. i 70. XX w. Dodano też ceremonie otwarcia i zamknięcia,
zamieniając turniej w rodzaj kolorowego
karnawału. Do stadionu Maracanã w Rio
nie zmieściłoby się już 200 tys. kibiców.
Duża część biletów jest bowiem sprzedawana w ramach VIP-owskich pakietów
bądź przydzielana sponsorom.
Duch wspólnoty utonął w morzu komercji. Masowy sportowy entertainment
zamiast budowy narodu. To tłumaczy też,
dlaczego FIFA postanowiła w latach 90.
XX w. podbić nowe kraje i kontynenty
nieposiadające często żadnej tradycji piłki
nożnej: USA (1994), Japonię z Koreą
(2002), a następnie RPA (2010). Należało
za wszelką cenę poszerzyć marketingowy
zasięg, podbić nowe rynki. W końcu można
300 mln dol. na stadion, na
którym po mistrzostwach
prawdopodobnie nie
rozegra się ani jeden mecz.
Miejscowa ludność to biedni
indianie, którzy żyją w
domach bez dostępu do
wody
Niespełnione obietnice
Nic dziwnego więc, że motywy, by gościć
masowe imprezy sportowe, radykalnie
zmieniły się od chwili pierwszego mundialu w Brazylii. Solidarność, budowanie
wspólnoty nie odgrywają dziś już niemal
żadnej roli. Główną przyczyną rywalizacji
o prawo do goszczenia mundiali i olimpiad
jest obietnica ożywienia gospodarczego,
przyjazdu setek tysięcy turystów i poprawienie wizerunku. Te obietnice się jednak
najczęściej nie spełniają.
Wielkie imprezy sportowe są naturalnie źródłem ogromnego zysku, ale
głównie dla FIFA i MKOL. Tymczasem
kraje je goszczące często ponoszą kolosalne
2
„Nowa Konfederacja” nr 39, 3–9 lipca 2014
www.nowakonfederacja.pl
koszty, a ożywienie gospodarcze, na które
liczą, jest krótkotrwałe, jeśli w ogóle następuje. Rząd RPA zakładał, że na mundial
w 2010 r. przyjedzie ponad 750 tys. turystów, w rzeczywistości było ich jednak
zaledwie 250 tys. Liczba rezerwacji w hotelach w tym okresie nawet spadła.
Tymczasem koszt budowy stadionu
w Cape Town przekroczył sumę przeznaczaną co roku na budowę mieszkań na
obszarze całej południowoafrykańskiej
prowincji. Co gorsza, według oficjalnych
szacunków RPA odzyskała tylko jedną
dziesiątą pieniędzy, które zainwestowała
w mundial. Takie koszta są do udźwignięcia dla kraju rozwiniętego, ale nie dla
krajów biednych i wciąż zmagających się
z olbrzymim rozwarstwieniem społecznym.
Dlatego władze w Pretorii usiłowały sprzedać obywatelom mundial jako „wielką
szansę rozwojową”. Prezydent Thabo Mbeki mówił wręcz o „afrykańskim renesansie”.
Postanowiono przy okazji usunąć
slamsy między stadionem w Cape Town
a lotniskiem, zastępując je apartamentowcami o niskim czynszu. I tak się stało.
Slamsy zniknęły, biedota wprowadziła się
do nowych mieszkań, ale czynsze szybko
wzrosły i większość z nowych lokatorów
w krótkim czasie eksmitowano. Wysłano
ich na peryferie miasta, gdzie nie byli
w stanie znaleźć pracy.
Kiedy zaś delegacja FIFA miała przyjechać do Durbanu w 2007 r., by nadzorować postęp w budowie tamtejszego stadionu, oczyszczono miasto z 15 tys. mieszkańców slamsów. Trafili do przepełnionego
więzienia w Westville, a następnie wysłano
ich do „tymczasowego obozu” w Biekkiesdorp, w którym pozostają po dziś. Na
prośbę FIFA zakazano również ulicznej
sprzedaży wokół stadionów, przez co ponad 100 tys. drobnych sprzedawców straciło podstawę bytu.
Element „symboliczny” mistrzostw,
odzwierciedlony w ceremonii otwarcia,
podczas której Nelson Mandela trzymał
w rękach mistrzowski puchar, został wykorzystany przez FIFA i jej komercyjnych
partnerów do tego, by zwiększyć swoje
zarobki. Bilety na mecze mundialowe były
trzykrotnie droższe niż podczas mundialu
w Niemczech w 2006 r. Infrastruktura
sportowa, która miała powstać w następstwie mistrzostw świata i dać czarnoskórej
młodzieży zajęcie, do dziś nie ujrzała zaś
światła dziennego. Wielkie piłkarskie święto, które miało symbolizować zwycięstwo
nad apartheidem, okazało się więc świętem
tylko dla wybranych.
Ulica w Rio mówi: dość
W 1970 r. mieszkańcy brazylijskich faweli
tańczyli na deszczu, kiedy zostali musztrami świata. Tych faweli dziś już nie ma.
Zostały zniesione przez buldożery podczas
przygotowań do tegorocznego piłkarskiego
święta. Większość Brazylijczyków i tak
jednak nie stać na bilety na mecze. Odgrodzono ich od stadionów. Pod groźbą
procesu z FIFA zabroniono im także sprzedawać towarów związanych z mundialem.
Władze przeznaczyły ponad 600 mln
euro na ochronę stadionów, które kosztowały 13 mld dol. Więcej, niż w sumie
na oba mundiale wydały Niemcy i RPA.
Koszty przebiły planowany budżet już
dwa razy. Pieniądze popłynęły zaś do kieszeni kilku wielkich inwestorów, a na
drogi, koleje, rozjazdy czy domy zastępcze
dla burzonych slamsów (ponad 170 tys.
osób utraciło dach nad głową) już nie
wystarczyło.
Nic dziwnego, że Brazylijczycy tego
mundialu nie chcą. Protesty rozpoczęły
się na długo przed piłkarskim świętem
i nadal trwają, na marginesie toczących
3
„Nowa Konfederacja” nr 39, 3–9 lipca 2014
www.nowakonfederacja.pl
się rozgrywek. Od wielu tygodni strajkują
kolejno policjanci, nauczyciele, pracownicy
transportu, ludzie bezdomni i Indianie.
Wszyscy zarzucają władzom marnowanie
miliardów dolarów na stadiony i faraońskie
święto piłkarskie, na którym kokosy zbija
tylko FIFA i kilka koncernów.
Hasła na brazylijskiej ulicy to: „FIFA,
go home!” albo „FIFA, go to hell!”. Demonstracje, które rozpoczęły się od protestu przeciwko 20-procentowej podwyżce
cen biletów komunikacji, zajęły niemal
cały kraj. Wielu z 203 mln mieszkańców
Brazylii w przeciągu ostatnich lat awansowało bowiem do klasy średniej i ma
oczekiwania, których nie da się zaspokoić
obietnicami o „poprawie wizerunku”
i „znakomitej wspólnej zabawie”.
Jest się zresztą przeciwko czemu burzyć. Budowa stadionów się opóźniła
i kosztowała życie co najmniej ośmiu
osób. Doszło do ogromnych przekrętów,
które sekretarz komitetu organizacyjnego
Joana Havelange skwitowała uwagą o tym,
że „co miało zostać rozkradzione, to już
zrabowano, a teraz trzeba się cieszyć
piłką”. Brazylijczycy się jednak nie cieszą.
„Chcemy chleba zamiast igrzysk!” – krzyczą. Na stadionie podczas otwarcia mistrzostw wielu w niewybrednych słowach
domagało się odejścia obecnej prezydent
Dilmy Rousseff. Jak wyjaśnia dziennikarz
gazety „O Globo” Antonio Gois: „Ludzie
chcą szkół i edukacji w standardzie FIFA,
a nie tylko stadionów standardu FIFA”.
By zamortyzować koszty, zaplanowano za dwa lata organizację igrzysk
olimpijskich. Nie uspokoiło to jednak
Brazylijczyków. Nie udało się bowiem
rozpocząć ambitnego projektu linii szybkiej
kolei między Rio de Janeiro a São Paulo.
A zamiast nowoczesnego lotniska w Fortaleza wzniesiono tylko wielki namiot,
który udaje terminal. Wiadomo też, że
nie powstanie połączenie kolejowe w stanie
Cuiabá, choć projekt już pochłonął 700
mln dol.
FIFA przewiduje, że zarobi na brazylijskim mundialu nieco ponad 4 mld
dol. Tyle, ile brazylijscy podatnicy będą
musieli wyłożyć, by pokryć koszta powstałej z tej okazji sportowej infrastruktury. W tym koszt budowy Arena Amazonas w Manaus znajdującej się w samym
środku lasu tropikalnego. 300 mln dol.
na stadion, na którym po mistrzostwach
prawdopodobnie nie rozegra się ani jeden
mecz. Miejscowa ludność to biedni Indianie, którzy żyją w domach bez dostępu
do wody. Czują się wykluczeni z narodowego święta. „Jest mundial, a zapomnieli
nas zaprosić” – mówią. Mają pretensje
zarówno do władz w Brasilii, jak i do
FIFA.
Ta ma jednak inne zmartwienia. Czekają ją mistrzostwa świata w Rosji w 2018
oraz Katarze w 2022 r. Wybór Kataru na
gospodarza mistrzostw świata od początku
budził mnóstwo kontrowersji. Pierwsze
głosy o tym, że Katarczycy dostali imprezę
dzięki korupcji, pojawiły się tuż po głosowaniu. Dowodów na to jak na razie
brak. Pewne jest za to, że Katar nie ma
ani tradycji piłki nożnej, ani odpowiedniego klimatu, by, zgodnie z tradycją, rozegrać mecze latem.
Arabskie państwo stanowi natomiast
kolejny ogromny rynek dla międzynarodowych korporacji. Podobnie jak Rosja,
która już – w potiomkinowskim stylu –
przeprowadziła zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi. Tyle że rosyjskiemu prezydentowi udało się, choćby po części, zamienić sportowe zmagania w narodowy
sukces, w źródło dumy. Także Chińczycy
byli w 2008 r. podnieceni perspektywą
igrzysk w ich kraju, a media wcale nie
musiały nakręcać spirali narodowej euforii.
4
„Nowa Konfederacja” nr 39, 3–9 lipca 2014
www.nowakonfederacja.pl
Faktem pozostaje jednak, że masowe
imprezy sportowe straciły swój pierwotny
charakter ludowego święta. Mundiale w Brazylii i RPA pokazały wyraźnie, że komercjalizacja sportowych zmagań zamieniła je
w lekki i przyjemny karnawał dla tych,
których na to stać. Trudno jednak za pomocą sportowych świąt budować poczucie
narodowej wspólnoty, w sytuacji gdy duża
część narodu jest z nich wykluczona.
5