Mieczyslaw Poborski, Rynkowa gospodarka czy rynkowe
Transkrypt
Mieczyslaw Poborski, Rynkowa gospodarka czy rynkowe
Studia i Materiały. Miscellanea Oeconomicae Rok 18, Nr 3/2014 Wydział Zarządzania i Administracji Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach Rozwój regionalny w liczbach Mieczysław Poborski 1 RYNKOWA GOSPODARKA CZY RYNKOWE SPOŁECZEŃSTWO – GLOBALNA ALTERNATYWA? Spór o globalizację ma swoje głębokie uzasadnienie, bowiem nie ma dzisiaj problemu o bardziej globalnym charakterze, zaś tempo zmian w tym zakresie jest tak duże, iż w pełni uzasadnia systematyczne ich monitorowanie, by nie dopuścić do wymknięcia się ich spod kontroli, do czego niezindenfikowany do końca przebieg kryzysu światowych finansów 2008-2012 dostarcza aż nazbyt wielu powodów. Jedni (B. Barber) w ramach tego sporu twierdzą, iż należy „tłumić i cywilizować anarchiczne siły globalnej ekonomii”, inni (J. Gray) sugerują, że globalizacja jest neoliberalnym spiskiem, w ramach którego dotychczasowi beneficjenci systemu próbują przy pomocy kapitalizmu utrzymać swą globalną dominację, do czego zwolennicy globalizacji dostarczają im niechcący argumentów, bowiem w oryginale (J. Norberg) nie sugeruje się wątpliwości dotyczących przebiegu globalizacji lecz expressis verbis nazywa obroną globalnego kapitalizmu2. I w tym miejscu konflikt globaliści - alterglobaliści obnaża swój ideologiczny charakter, bowiem J. Stiglitz3 charakteryzuje popieranie wolnego rynku jako rynkowy fundamentalizm lub wręcz jako rodzaj parareligijnego kultu, a przecież trudno mu odmówić racji jako laureatowi nagrody Nobla w zakresie ekonomii, a z drugiej strony jako wysoko ulokowanemu przedstawicielowi struktur Międzynarodowego Funduszu Walutowego orientacji w organizacji i funkcjonowaniu globalnej gospodarki. 1 Dr hab. prof. UJK Mieczysław Poborski, profesor, Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach. Zob. J. Norberg, Spór o globalizację, Warszawa 2006, Nie stanowi zbyt wiernej wersji oryginalnego tytułu: In Defense of Global Capitalism, London 2003. Por. B. Barber, Globalizing Democracy, New York 2000, s. 16. Por. J. Gray, False Dawn, The Delusion of Global Capitalism, New York 1998, s. 39. 3 J. Stiglitz, Globalizacja, Warszawa 2004. Por. J. Stiglitz, Time for Visible Hand. Lesson from the 2008, Wold Financial Crisis, Oxford 2010, s. 136. 2 315 Brytyjski socjolog A. Giddens4 powoływał się przy tej okazji na kazanie w Yorku (1044 r.) arcybiskupa Wulfstrama, który już wtedy twierdził, że świat pędzi do przodu i zbliża się jego koniec, co stanowić mogłoby motto dla tak modnego na przełomie wieków ideologicznego endyzmu, gdyby nie wykorzystano tego jako trampoliny do najdalej idącego salta, w którym sugeruje się, że „współczesny kaznodzieja” – Jan Paweł II na Placu J. Martini w Hawanie 25.01.1998 r. ostrzegał przed gospodarka rynkową, w której „bogaci stają się coraz bogatsi, a ubodzy coraz ubożsi”5. Zwolennicy globalizacji będą się oczywiście zgadzać z pierwszą połową stwierdzenia, a nie zgadzać z drugą, bowiem ich zdaniem „globalna nędza zmniejszyła się i niesprawiedliwość zaczyna znikać”, co rzekomo dokumentują Human Development Report, Word Development Report oraz ich kompilacja- Word Development Indicators6. Dobrze tę sugestię streszcza motto: jest lepiej, coraz lepiej… i tę brakującą tezę należałoby uzupełnić pytaniem – to dlaczego w rzeczywistości jest tak źle? Ideologiczne grube nici takich twierdzeń są bardzo widoczne – szczególnie, gdy twierdzi się, że kapitalizm niekoniecznie musi być rozumiany jako system oparty na posiadaniu kapitału – czego przecież wystarczająco dowodzi sama nazwa systemu – lecz, że chodzi w nim głównie o liberalna gospodarkę z wolną konkurencją, zaś jądro całego systemu stanowi indywidualna wolność gospodarcza. Przy takiej interpretacji nie chodzi tak naprawdę ani o kapitalizm, ani o kapitalizację, bo „wiara w kapitalizm to przede wszystkim wiara w ludzkość”. Gdy deklaruje się niechęć do wszystkich credo, to „wiara w ludzkość” rodzi pytanie: co to jest ludzkość – ignotum per ignotum?7 Jeżeli globalizacja – również ze względu na jej globalny zasięg – budzi wątpliwości nawet definicyjne – nie wspominając o merytorycznych – to na pewno nie wolno w jednym ciągu jako jej części składowych traktować codziennych czynności, w ramach których jemy banany z Ekwadoru, pijemy wino z Francji, oglądamy amerykańskie filmy. W takim ujęciu globalizacja jest rzeczywiście oddolnym procesem, na który nie mamy większego wpływu i nie pociesza bynajmniej konstatacja, iż nie wszyscy chcą i mogą być graczami globalnymi, bo i bez tego można się stać częścią „globalnego procesu”8. Wynika z tego co najwyżej wniosek, iż globalizacja jest pewnym trendem z którym nie można walczyć, ale co wcale nie świadczy o tym, iż w jej ramach pozbawieni jesteśmy jakiegokolwiek wyboru i skazani na pozycję pasywnego konsumenta jej skutków. Dla europejskiego konsumenta jest praktycznie bez znaczenia czy banany pochodzą z Ameryki Południowej czy Afryki Północnej, ale na pewno zareaguje przy wyborze francuskiego wina czy chilijskiego – traktując to pierwsze jako bardziej markowe. 4 A. Giddens, Runway Word: How Globalization Is Reshaping Our Lives, London 1999. Por. Jan Paweł II, Sollicitudo rei socialis, Warszawa 1991, s. 9. 6 J. Norberg, Spór o globalizację, op. cit., s. 21. 7 Por. M. Cox, R. Alm, Myths of Rich and Poor., New York 2009, s. 14. 8 Zob. M. Todaro, Economic Development, London 1997, s. 38; Por. A. Buszko, Nowy sposób myślenia o ładzie ekonomicznym, Warszawa 2012, s. 18. 5 316 Gorzej będzie przy wyborze filmu, bowiem każdy film będzie dla niego mniej lub bardziej amerykański, ale w tym zakresie wybór będzie już w dużej mierze wyborem typu kulturowego – amerykańskiego stylu życia, który w ramach globalizacyjnej uniformizacji kultury – mass mediów, globalnych sieci – które przecież nieprzypadkowo mają amerykańskie źródła – społecznościowych portali, globalnych wyszukiwarek, które poprzez mass media tworzą globalną mas kulturę9. 1. Globalizacyjne alternatywy proglobalistów i antyglobalistów Faktyczną alternatywą jest proglobalizm contra antyglobalizm, który – należy już we wstępie zaznaczyć – jest alternatywą pozorną, bowiem globalizacja jest procesem obiektywnym, trendem którego nie da się odwrócić. Alterglobalizm jest łatwiejszy do zaakceptowania, bowiem sugeruje, że globalizacja może mieć różne formy, a co więcej jej efekty na poszczególnych odcinkach mogą być różnie oceniane, a przyczyny korygowane. Globalizacja bowiem z izolowanych dotąd „światów” czyni global village unaoczniającą skrywaną dotąd prawdę, iż istnieje „wiele światów”, a odległość pomiędzy nimi wcale się nie musi w czasie zmniejszać. Ukształtowany w wyniku II wojny światowej podział na Wschód – Zachód (złamany przez likwidację Żelaznej Kurtyny w 1989 r.) coraz częściej ewoluuje w kierunku nowego podziału bogata Północ – biedne Południe. Granice pomiędzy nimi są bardziej płynne niż przy poprzednich ideologicznych kontrastach i przebiegają nie tylko pomiędzy kontynentami Europa – Afryka, ale nawet w obrębie poszczególnych krajów, czemu np. Unia Europejska (z miernym zresztą skutkiem) próbuje zapobiegać poprzez fundusze kohezyjne 10. Globalizacja – w sposób przez nikogo nie kwestionowany – umożliwia i uzasadnia komparatystykę i to zarówno w czasie, jak i przestrzeni. Porównania w czasie – chociażby ze względu na zwiększającą się dynamikę zmian – są bardzo zawodne i wymuszają czynniki korygujące uwzględniające zmiany inflacyjne w przypadku konglomeratów globalnych lub przechodzenie od wielkości nominalnych do realnych sił nabywczych w przypadku różnic wywoływanych różnymi systemami walutowymi. Porównania w czasie są bardziej wiarygodne i do nich właśnie globalizacja dostarcza wielu argumentów. Wszystkie jednak te porównania oparte są o statystyki, których wiarygodność bywa ograniczona, a ponadto ich przydatność wcale nie jest funkcją ich rosnącej lawinowo ilości, bowiem każdy znajdzie w nich poparcie dla forsowanych przez siebie tez. Odbiciem tej sytuacji jest deklaracja znanego ekonomisty, iż jego tezy tylko w 5% oparte są o zawodne statystyki, a w pozostałej części przez zupełnie uzasadnione i znajdujące pokrycie w rzeczywistości intuicje badawcze 11. 9 Zob. T. Cowen, Creative Destruction: How Globalization is Changing the Word Cultures, New York 2002. 10 Zob. J. Bajko, Fundusze strukturalne i fundusz spójności w Polsce, Lublin 2006; Por. S. Naruszewicz, Polityka spójności Unii Europejskiej, Warszawa 2004. 11 Zob. S. Kuznets, Economic Grofth and Income Inequality. Cyt. za: J. Norberg, Spór o globalizację, op. cit. s. 90. 317 Liczbę globalnych alternatyw można – ze względu na globalny obszar – mnożyć w nieskończoność, ale można je sprowadzić do kilku zasadniczych: czy globalizacja ogranicza liczbę głodujących na świecie, czy tez odwrotnie – liczbę ich zwiększa? Czy – idąc dalej tym tokiem rozumowania – zmniejsza ona, czy też zwiększa różnice dochodowe w skali świata, wzmaga wzrost i rozwój w krajach bogatych, czy tez powoduje spadek tempa wzrostu i recesję w krajach biednych? Te globalne wskaźniki powodowane są zmianami struktur i to zarówno gospodarki światowej, jak i poszczególnych gospodarek krajowych. W związku z tym uzasadnione wydaje się pytanie czy globalizacja dywersyfikuje podmiotowość rynku światowego, czy wręcz odwrotnie – monopolizuje lub oligopolizuje rynek światowy? Nie ma dymu bez ognia, stąd trzeba zadać pytanie czy globalizacja zmniejsza bezrobocie w krajach bogatych i biednych, czy też zmniejszając w jednych powoduje zwiększanie w tych drugich 12. Gospodarcze skutki globalizacji są widoczne gołym okiem, natomiast bardziej zakamuflowane wydają się być jej społeczno-kulturowe skutki. Trendem globalizacyjnym jest upowszechnianie standardów demokratycznych, ale jednocześnie zadać należy pytanie czy tworzy ona globalne społeczeństwo obywatelskie, czy wręcz odwrotnie – niszczy poczucie wspólnoty i przynależności? Czy rozwija różnorodność kulturową i etniczna świata, czy wręcz odwrotnie – ją zabija? Co prawda S. Rushdie twierdzi, że to drzewa, a nie ludzie mają korzenie, ale być może dlatego jemu tak trudno jest się zakorzenić w zglobalizowanym świecie, że musi to robić pod przybranym nazwiskiem. Przebieg procesów globalizacyjnych tworzy zdaniem ich animatorów podwaliny pod globalne społeczeństwo obywatelskie, którego członkowie mogą się poczuć obywatelami świata, ale z drugiej strony – zdaniem antyglobalistów – niszczy poczucie wspólnoty i przynależności tak niezbędne dla poczucia „zakorzenienia”13. W płaszczyźnie struktur władzy globalizacja ma wzmacniać instytucje państwa – jako chociażby antidotum na niektóre koncepcje obumierania tej instytucji w ramach internacjonalizacji. Z drugiej jednak strony globalizacja – chociażby poprzez różne inicjatywy integracyjne (EU – NAFTA) oznacza konieczność przekazania niektórych prerogatyw na rzecz instytucji ponadnarodowych, co – zdaniem antyglobalistów – degraduje instytucję państwa i związane z nim wartości. W katalogu proglobalistycznych i antyglobalistycznych ocen na pewno nie może zabraknąć bardzo rozbieżnych sugestii, iż globalizacja polepsza jakość środowiska naturalnego, choć zdecydowanie więcej opinii – inspirowanych zapewne ruchem Greenpeace – iż dramatycznie pogarsza ona jakość środowiska naturalnego w związku z postępującą w skali światowej industrializacją. Wiąże się to z wizją społeczeństwa upowszechniającego edukację i budującego społeczeństwo wiedzy, choć z drugiej strony upatruje się w globalizacji preferowanie 12 Zob. S. Bhalla, Powerty, Inequuality and Growth In Era Globalization, Wasinghton 2002; Por. Ch. Grefe, Czego chcą krytycy globalizacji? Kraków 2004, s. 158. 13 Por. T. Larson, The Race to the Top: The Real Story of Globalization, Washington 2001. 318 postaw konsumpcjonistycznych, co w rezultacie stanowić ma nadmierne obciążenie dla środowiska14. Generalnie jednak globalizacja kojarzona jest z liberalizacja handlu, co dla współczesnego zglobalizowanego świata jest błogosławieństwem umożliwiającym przekraczanie granic zgodnie zresztą ze starym powiedzeniem, że tam gdzie towary nie przekraczają granic, to zaczynają przekraczać je żołnierze (F. Bastiat). Likwidacja granic (Układ z Schengen), ruch bezwizowy rzeczywiście ułatwiają komunikację i to w dosłownym i w przenośnym sensie, ale jeśli jedni twierdzą, że WTO to signum XXI zglobalizowanego wieku, to inni twierdzą, że w ramach jego reguł zabezpieczona jest dominacja bogatych nad biednymi, czego organizacje międzynarodowe – z MFW na czele – są tylko zewnętrznym przykładem. To, co dla jednych jest błogosławieństwem (liberalizacja handlu) dla innych jest przekleństwem, w ramach czego jedni twierdzą, że WTO plus MFW to wspaniałe instytucje wyznaczające przyszłościowe perspektywy, dla innych są plagą petryfikującą status quo, w ramach którego bogate kraje jeszcze bardziej się bogacą, a biednym pozostaje peryferyjna rola eksploatowanych pariasów15. 2. Wzrost a rozwój – polaryzacja struktur społecznych w globalnej skali Zależność pomiędzy wzrostem a rozwojem, w płaszczyźnie społecznej nie budzi już niczyjej wątpliwości. Jeżeli nawet ograniczy się badanie globalnych statystyk do ostatniego stulecia16, to wyraźnie z nich wynika, że upowszechnianie się liberalnych standardów – których skutkiem jest chociażby wzrost wymiany międzynarodowej – skutkuje podnoszeniem stopy życiowej w najbardziej ewidentnych obszarach, jak chociażby poziom konsumpcji na głowę mieszkańca, a w dalszej konsekwencji wydłużanie życia ludzkiego, spadek śmiertelności niemowląt, dzięki którym teoria zaklętego kręgu ubóstwa G. Myrdala nie straszy już reprezentantów Trzeciego Świata17. Nie straszy chociażby dlatego, że likwidacja „Żelaznej Kurtyny” zniwelowała różnice pomiędzy Centralistycznym Wschodem a liberalistycznym Zachodem, co wyraźnie wskazuje na ścisłą korelację pomiędzy liberalizacją struktur gospodarki a poziomem rozwoju cywilizacyjnego, na co najlepszym dowodem są liberalizujące się Chiny, które w ostatnich 20-latach uzyskują 10% stopy wzrostu18. Jeżeli nawet jako podstawowym miernikiem posłużymy się PKB per capita, jako ilorazem dóbr i usług przypadających na głowę mieszkańca, to okazuje się, że dochód i standard życia „idą ręka w rękę”. Z badań przeprowadzonych przez eks14 Zob. Word, Development Report: Development and the Environment, Washington 2012. Zob. C. Short, Eliminating Word Poverty: Making Globalization Work for the Poor, London 2000. 16 Zob. UNDP, Human Development Report, New York 2000-2012 17 Por. United Nations Demographic Yearbook, 2007. Z jego danych wynikają jednak porażające różnice, bowiem przeciętny mężczyzna Burkina Faso żył 45,8 lat, kobieta – 49,0 podczas gdy przeciętny Szwed – 76,1 a jego rodaczka 81,4. 18 Word Bank, Poverty and Inequality In Europe and Central Asia, Washington 2000. 15 319 pertów Banku Światowego wynika, że wzrost jest najlepszym remedium na nędzę, bowiem w jego wyniku spada śmiertelność niemowląt i maleje analfabetyzm. Jeżeli jednak jest tak dobrze, to dlaczego – jak wynika z tych samych statystyk – dochód 20 najbogatszych krajów świata pół wieku temu był 15 razy większy niż dochód 20 krajów najbiedniejszych, podczas gdy dziś jest około 30 razy większy19. I w tym miejscu pojawia się problem wiarygodności statystyk – sytuacja, w której stoją one w wyraźnej sprzeczności z najbardziej nawet elementarnymi obserwacjami rzeczywistości. Dochodzi wtedy do sytuacji, w której lekarz (post factum) przyznaje się do błędu, podczas gdy pacjent (pos mortem) nie może powiedzieć nic. Jeżeli w USA uznaje się za granicę ubóstwa dochód 9 121 dolarów na rok, to jak to porównać – w ramach globalnego spectrum – z Rwandą, gdzie PKB per capita nie przekracza 1 000 dolarów. Nieporównywalność w przestrzeni i w czasie tych statystyk jest ewidentna, gdy weźmie się pod uwagę, że 72 % biednych amerykańskich rodzin ma więcej niż jeden samochód, podczas gdy za światowe kryterium nędzy przyjmuje się dochód poniżej 1 dolara20. Dane z UNDP – Human Development Report mają poważną wadę, bowiem nie zostały skorygowane o parytet siły nabywczej, a przecież wiadomo, że w sytuacji krajów ubogich – peryferyjnych szczególnie często funkcjonują peryferyjne waluty. Poważnym ponadto błędem, którym obciążone są globalne statystyki jest fakt, iż dotyczą one krajowych populacji, które najczęściej nie uwzględniają indywidualnych sytuacji poszczególnych członków danej populacji. Odwołując się nawet do tzw. współczynnika Giniego – służącego do mierzenia stopnia nierówności – okazuje się, iż zmalał on dla całego świata w ostatnim półwieczu z poziomu 0,6 do poziomu 0,5. Jeżeli nawet zerowy poziom tego współczynnika oznacza absolutną równość, to okazuje się, że rósł on w krajach Europy Wschodniej, gdzie fortuny oligarchów zawyżały statystyki, a wręcz karykaturalny był w krajach skorumpowanej Afryki i Ameryki Południowej21. Forsowany jako wskaźnik dobrobytu HDI (Human Development Index) łączy różne aspekty dobrobytu: dochód, standardy edukacyjne, średnia długość życia. Zawarty jest on pomiędzy 0 – oznaczającego najgorszą nędzę a 1 – całkowity dobrobyt. Pozytywnie oceniając jego kompleksowy charakter, poprzez który miary czysto ekonomiczne – wielkość dochodu, koryguje się o jego społeczne skutki, nie sposób nie zauważyć, że w dalszym ciągu jedna piąta populacji świata jest 74 razy bardziej zamożna od najbiedniejszej jednej piątej. A przecież trzeba brać poprawkę na to, iż przyrosty we względnej skali są łatwiejsze do osiągnięcia w przypadku krajów biednych niż krajów bogatych. Czy zatem wzrost gospodarczy pociąga za sobą zwiększenie nierówności społecznych i to w globalnej skali? Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie wcale nie jest sprawą najprostszą, bo uzyskanie globalnych danych nie jest łatwe. 19 Zob. D. Dolar, Growth is Good for the Poor, Washington 2011. Por. UNDP Human Development Report, New York 2012. 21 Zob. Ch. Grefe, Czego chcą krytycy globalizacji, op. cit., s. 18. 20 320 W podglobalnych skalach – kontynentalnych, krajowych czy regionalnych – odpowiedź na to pytanie może być bardzo różna i nie uzasadniać jednoznacznych generalizacji. Przyjmując bowiem, że wyższy standard życia jest wielkością niekwestionowaną jako efekt wzrostu gospodarczego, to okazuje się, że społeczny rozkład tego wzrostu może być bardzo różny i wzbudzać kontrowersje. Pomijając już znaną konstatację, że to właśnie ubodzy są zainteresowani równością i sprawiedliwością, podczas gdy bogaci nie są zainteresowani ani jednym, ani drugim (Arystoteles) to nie można indywidualnych różnic – skądinąd niezbędnych jako motywu efektywności ekonomicznej – przenosić na różnice pomiędzy poszczególnymi krajami czy kontynentami22. Nie jest natomiast prawdą, iż nieuprawnione jest nasze usytuowanie materialne w „relacji do innych”, bowiem globalizowanie się skali porównań czyni je w pełni zasadnymi. Porównania przecież można dokonywać w czasie – mierząc ich dynamikę – i w przestrzeni, a tą przestrzeń tworzą właśnie inni. Tezę, że zwiększony wzrost gospodarczy prowadzi do postępujących nierówności uzasadnia tzw. „odwrócona krzywa Kuznieca”, zgodnie z którą wzrost ekonomiczny prowadzi na początkowym etapie do pogłębiania się nierówności społecznych, by dopiero po pewnym czasie je redukować. Jeżeli nawet z danych Banku Światowego wynika, że na przełomie wieków „nierówności ani się nie zwiększały, ani nie zmniejszały”, to przeczą temu inne statystyki, z których wynika, że liczba dolarowych milionerów systematycznie rośnie i to szczególnie w krajach wdrażających systemy rynkowe, zaś w niektórych krajach postsowieckich przyjmuje systemową postać ustrojów oligarchicznych23. Forsowany przez Foreign Policy indeks globalizacji uzależniający jego wielkość od stopnia w jakim mieszkańcy danego kraju kupują, inwestują, komunikują i podróżują za granicę – czyli realizują praktycznie model otwartej gospodarki – nieprzypadkowo najlepiej wypada dla takich małych krajów, jak Irlandia czy Szwajcaria, ale to przecież nie one decydują o prawdziwym obliczu zglobalizowanego świata, a bardziej takie olbrzymy jak Chiny, Indie, Rosja, w przypadku których indeks globalizacji wypada mniej imponująco, bo postulat otwartości realizują one wybiórczo24. 22 Piętnaście największych przedsiębiorstw świata ma większe obroty niż 60 najbiedniejszych państw świata. Cyt za; H. Grefe, Czego chcą krytycy globalizacji? op. cit., s. 38. 23 Zob. M. Goldmann, Putin and the Oligarchs, New York 2004; Por. S. Solomon, The Confidence Game, New York 1996. 24 Por. J. K. Galbraith, Gospodarka niewinnego oszustwa. Prawda naszych czasów, Warszawa 2008. 321 3. Standardy demokratyczne w globalnym społeczeństwie obywatelskim Freedom House słusznie określa XX wiek jako wiek demokracji 25, bowiem według jego statystyk w końcu tego wieku więcej niż połowa państw posiadała charakterystyczny dla demokracji system wielopartyjny z powszechnym i równym prawem wyborczym – zaś jeżeli weźmie się pod uwagę, iż w krajach tych żyje 3,5 miliarda ludzi, to wynika z tego, że ponad połowa globalnej populacji cieszy się z uroków wolności i demokracji. Jeżeli uwzględnimy, że XX wiek zrodził trwający prawie 100 lat komunizm i jeszcze bardziej krwawy faszyzm, to zniweczenie Żelaznej Kurtyny oznaczało w skali kontynentalnej i globalnej otwarcie drogi do wolności i demokracji. O tym, że ten proces nie przebiegał bynajmniej bezkonfliktowo świadczy nie tylko istnienie egzotycznych skądinąd oaz totalitaryzmu jak Kuba – Korea Północna, poszukiwania w Chinach złotego środka pomiędzy gospodarczym liberalizmem i polityczną dominacją partii komunistycznej, co jeszcze bardziej dramatyczne formy przybierało w całym bloku postsowieckim (Gruzja, Ukraina). Uzasadnionym – i to szczególnie w skali globalnej – jest iunctim pomiędzy demokratyzacją struktur poszczególnych państw, a ilością konfliktów zbrojnych. Pacyfikacja całego globu wynika z prostego faktu, iż demokratyzacja rodzi klimat do rozmów i wyklucza rozwiązania siłowe. W ten system doskonale wpisuje się system otwartej gospodarki. Nie bez powodu pierwotne formy wymiany polegały na wymianie towarów – darów pomiędzy uczestnikami, którzy wzajemnie w ogóle się nie znali26. Konflikty zbrojne XX wieku wybuchają w posttotalitarnych państwach, w których etniczne seperatyzmy nakładają się na brak demokratycznych struktur (ZSRR – Jugosławia) uniemożliwiając ich rozwiązanie. Dotyczy to szczególnie prawie całego kontynentu afrykańskiego, na który przypada prawie 90% konfliktów w ostatniej dekadzie XX wieku, a które to statystyki potwierdza następne 50% konfliktów w pierwszej dekadzie XXI wieku. Etniczne czystki w Afryce Środkowej powiększane są o religijno-cywilizacyjne konflikty Afryki Północnej, co wyraźnie też tłumaczy konflikty w pobliskiej (religijnie, kulturowo) Azji Mniejszej. Totalitarne systemy, które bazują na centralistycznych strukturach władzy państwowej nie tylko nie tworzą warunków dla rozwoju demokratycznego społeczeństwa obywatelskiego, ale wręcz jego struktury traktują jako główny powód chaosu naruszającego status quo. Okazuje się jednak, że odległość pomiędzy preferowanymi liberalnymi standardami w sferze gospodarki i wolnego rynku, a strukturami władzy, które w oparciu o demokratyczne zasady gwarantują polityczną – państwową stabilność całego systemu – w praktyce może być bardzo duża. Omnipotentne pań25 Freedom House, Democracys Century. A Survey of Global Political Change In the 20th Century, New York 2000. 26 Zob. N. Ferguson, Finansowa historia świata, Kraków 2010, s. 163. 322 stwo uznawało dyktaturę jednej partii - najczęściej zdominowanych przez swego przywódcę – za podstawę centralnie sterowanej gospodarki, która musiała być oparta o jedną – państwową własność. „Rynkowy kij” miał niestety dwa końce, bowiem liberalizacja gospodarki – rynkowy system, musiał być oparty o nowe formy prywatnej – indywidualnej własności. Dotychczasowi liderzy kolektywnej własności byli w sposób naturalny predestynowani do tego, by przechwycić ster „rynkowych reform”, bowiem to praktycznie od ich arbitralnych prywatyzacyjnych divida uzależnione było impera, o czego zasadniczym kształcie sami decydowali27. Gospodarka rynkowa prowadzi do demokracji, bowiem oparta jest na indywidualnej własności, dla której rynek stanowi naturalną bazę, ale korelacja pomiędzy wolnością gospodarczą a wolnością, której odzwierciedleniem są prawa demokratyczne już nie jest tak jednoznaczna. Okazuje się bowiem, że autorytarne reżimy łatwiej się godzą na demokratyczne – prorynkowe zmiany w gospodarce, niż na demokratyczne zmiany w systemie sprawowania władzy. Jeżeli tak faworyzowane Chiny, których tempo zmian demokratyzacyjnych w gospodarce jest tak silne, iż wyprzedza je jedynie dynamika wzrostu gospodarczych makrowskaźników, jednocześnie wloką się w ogonie standardów demokratycznych, to wynika z tego, iż korelacja pomiędzy nimi nie jest tak jednoznaczna. Przyczynia się do tego w dużej mierze niejasność kryteriów, zgodnie z którymi Chiny w zakresie praw demokratycznych lokowane są na poziomie Kuby i Wietnamu, ale w sposób wysoce dyskusyjny w rankingu praw demokratycznych przodować ma Izrael i Litwa28, bo wystarczy krótka wizyta w obu krajach, by poddać w wątpliwość obiektywność takich ocen. W dodatku okazuje się, że polityczne instrumenty nader często wykorzystuje się do tego, by wywierać wpływ na podejmowanie decyzji gospodarczych, co uzasadnia tezę, iż te pierwsze podyktowane są w dużej mierze ekonomicznymi profitami, z powodu których decyzyjne gremia wykorzystują swą polityczną dominację, by osiągać zgoła niepolityczne efekty. 4. Czy liberalizacja stanowi bezalternatywną opcję globalnego rozwoju? Bez względu na to czy na świat patrzymy w płaszczyźnie wertykalnej – śledząc dynamiczne zmiany w pewnej perspektywie czasowej – czy też w płaszczyźnie horyzontalnej uwzględniającej zmiany w poszczególnych kontynentalnych płaszczyznach, to okazuje się, że trend zmian jest dosyć jednoznaczny. Podział świata na bogatych i biednych (i to nie tylko w relacji Północ – Południe czy też Zachód – Wschód) wynika generalnie rzecz biorąc z tego, że w uprzywilejowanej sytuacji są te części globu, w których najwcześniej wprowadzono libe27 Relacje własnościowo-rynkowe mają już obszerną literaturę: C. B. Macpherson, The Rise and Fall of Economic Justice, Oxford 1985; D. Miller, Citizenshib and Nationale Identity Cambridge. 2000; L. Abalkin, The Market in Socialist Economy, London 2000. 28 Zob. Donway, Lands of Liberty, New York 2000, s. 308. 323 ralną zasadę swobody zawierania umów pomiędzy równorzędnymi partnerami, bo w oparciu o ich suwerenność własnościową. Te warunki spełnia liberalistyczny kapitalizm tworzący w ten sposób motyw do produkcji i wymiany handlowej29. System rynkowy, którego mechanizmy stanowią istotę gospodarki liberalnej, rozprzestrzenia się dzięki globalizacji, o czym świadczy nie tylko rosnący wolumen eksportu i importu w relacjach krajowych, ale również globalnych. Swoboda przepływu towarów i usług spowodowała powstanie tzw. emergins markets, ale beneficjenci tych procesów (Tajwan, Korea Południowa, Malezja, Tajlandia czy Indonezja) doświadczyły w II połowie lat 90-tych przekleństwa kryzysu30, którego udało się uniknąć jeszcze szybciej się rozwijającym Chinom, które staranniej kontrolowały liberalizacyjne trendy. Bez względu jednak na negatywne doświadczenia „azjatyckich tygrysów” przyznać trzeba, że ten model integracji z gospodarka światową, co jest efektem globalizacyjnego trendu, lepiej służy poprawie dobrobytu niż zamykanie się na świat afrykańskich państw, w których brak reform demokratycznych, liberalizacji rynków spycha je na pozycję outsiderów globalnej gospodarki. Konieczność upowszechniania demokratycznych standardów nie budzi już wątpliwości, zaś globalizacja – chociażby przez system globalnej komunikacji – odgrywa w tym procesie rolę, którą trudno jest przecenić. Tworzenie liberalnych – demokratycznych struktur ustrojowych jest podstawą jakichkolwiek zmian w sferze gospodarki i zdeterminowanych przez nią społecznych struktur, problemem jest natomiast w jakim tempie je wprowadzać i jakich używać przy tym instrumentów, by nie wylać dziecka wraz z kąpielą. Te bowiem procesy mają olbrzymia – społeczną skalę i w tym zakresie rewolucyjne eksperymenty mogą być fatalne w skutkach. Sam przepływ towarów, który nie budzi wątpliwości, bo posiada już odpowiednio długą tradycję powinien być uzupełniany o przepływ usług, a ten z kolei łączony jest z przepływem osób – imigracją, której rozmiary w zglobalizowanym świecie rosną lawinowo. Tam, gdzie styk ten przyjmuje postać odgórnych restrykcji (limity imigracyjne) obnażając samą niedoskonałość schematów globalizacyjnych, w ramach których obywatele Północnej Afryki szturmują bramy Unii Europejskiej, jeszcze większe wątpliwości budzi, gdy obywatele samej UE (Układ z Schengen) próbują korzystać z prawa przepływu osób. Jeszcze więcej zastrzeżeń budzi przepływ kapitałów – i to szczególnie w relacjach pomiędzy krajami bogatymi i biednymi. Nie ulega wątpliwości, iż kapitał zawsze poszukuje szans na wyższą efektywność, a jego mobilność powiększana jest przez system elektronicznych giełd. Strumień inwestycji bezpośred29 30 Zob. J. Gwartney, Economic Freedom of the Word, Vancouver 2001. Zob. H. Grefe, Czego chcą krytycy globalizacji, op. cit., s. 60; Por. C. Cook, Third Word Economic Development, New York 2003. 324 nich do krajów rozwijających się wynosi już obecnie kilkaset miliardów dolarów rocznie, ale jednocześnie z tychże danych wynika, że zaledwie 10% transferów gospodarczych to prawdziwy handel związany z przepływem towarów i usług, zaś resztę stanowią operacje finansowe polegające na jałowym ruchu pieniądza31. Rynek finansowy może zwiększać ilość inwestycji w skali globalnej, ale jeżeli zmiany kursów walut – główny indykator tego rynku – zmieniają się w tempie kilku procent na dobę (Forem), to podstawowe pytanie brzmi – w jaki sposób te zmiany uwzględniać w realnym rachunku ekonomicznym? Derywaty – w postaci handlu ryzykiem – nie zawsze, jak tego dowodzi kryzys światowych finansów 2008 r., stanowią skuteczne antidotum. Na zadane w podtytule pytanie czy liberalizacja stanowi bezalternatywną opcję globalnego rozwoju – należałoby odpowiedzieć, że na pewno musi ona być starannie monitorowana w oparciu o rozpoznane jej lokalne skutki, natomiast stanowi to jedynie cząstkową odpowiedź na zasadnicze pytanie czy rynkowa gospodarka i rynkowe społeczeństwo stanowią bezalternatywną opcję globalnego rozwoju? W tym przypadku odpowiedź zabrzmi nieco paradoksalnie, bowiem „rynkowe społeczeństwo” już mamy, natomiast z „rynkową gospodarką” ciągle mamy problemy, wyleczyć się natomiast musimy z przeświadczenia, iż uda się wdrożyć „rynkową gospodarkę” unikając jednocześnie pułapek „rynkowego społeczeństwa”. Bibliografia 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8. 9. 10. 11. 12. 13. 14. 15. 16. 17. 31 Abalkin, L. The Market in Socialist Economy, London 2000. Bajko J., Fundusze strukturalne i fundusz spójności w Polsce, Lublin 2006. Barber B., Globalizing Democracy, New York 2000. Bhalla S., Powerty, Inequuality and Growth In Era Globalization, Washington 2002. Buszko A., Nowy sposób myślenia o ładzie ekonomicznym, Warszawa 2012. Cowen T., Creative Destruction: How Globalization is Changing the Word Cultures, New York 2002. Dolar D., Growth is Good for the Poor, Washington 2011. Donway, Lands of Liberty, New York 2000. Ferguson N., Finansowa historia świata, Kraków 2010. Galbraith J. K., Gospodarka niewinnego oszustwa. Prawda naszych czasów, Warszawa 2008. Giddens A., Runway Word: How Globalization Is Reshaping Our Lives, London 1999. Goldmann M., Putin and the Oligarchs, New York 2004. Gray J., False Dawn, The Delusion of Global Capitalism, New York 1998. Grefe Ch., Czego chcą krytycy globalizacji? Kraków 2004. Gwartney J., Economic Freedom of the Word, Vancouver 2001. Jan Paweł II, Sollicitudo rei socialis, Warszawa 1991. Larson T., The Race to the Top: The Real Story of Globalization, Washington 2001. Zob. A. Seen, Development as Freedom, New York 1999. 325 18. 19. 20. 21. 22. 23. 24. 25. 26. 27. Macpherson C. B., The Rise and Fall of Economic Justice, Oxford 1985. Miller D., Citizenshib and Nationale Identity Cambridge. 2000. Naruszewicz S., Polityka spójności Unii Europejskiej, Warszawa 2004. Norberg J., Spór o globalizację, Warszawa 2006, Nie stanowi zbyt wiernej wersji oryginalnego tytułu: In Defense of Global Capitalism, London 2003. Seen A., Development as Freedom, New York 1999. Short C., Eliminating Word Poverty: Making Globalization Work for the Poor, London 2000. Solomon S., The Confidence Game, New York 1996. Stiglitz J., Globalizacja, Warszawa 2004. Stiglitz J., Time for Visible Hand. Lesson from the 2008, Wold Financial Crisis, Oxford 2010. Todaro M., Economic Development, London 1997. Abstrakt Spór o globalizację wynika z faktu, iż nie ma obecnie problemu bardziej istotnego dla rozwoju gospodarki światowej. Jedni w ramach tego sporu (B. Barber) twierdzą, że należy „cywilizować anarchiczne siły globalnej ekonomii”, inni sugerują (J. Gray), iż stanowi narzędzie globalnej dominacji, a jeszcze inni (J. Norbert) występują w obronie globalnego kapitalizmu. Konflikt pomiędzy globalistami i antyglobalistami wynika z różnej oceny skutków funkcjonowania wolnego rynku, który powoduje, iż „bogaci stają się coraz bogatsi, a ubodzy coraz ubożsi” (Jan Paweł II). Obrońców wolnego rynku nazywa się „rynkowymi fundamentalistami” (J. Stiglitz), ale inni – powołując się na dane Human Development Report i World Development Indicators – twierdzą, że „globalna nędza zmniejszyła się”. Funkcjonowanie mechanizmu wolnego rynku w skali globalnej traktuje się jako fakt obiektywny, wątpliwości rodzą się przy ocenie jego społecznych skutków, stąd tytułowa alternatywa w ramach której (L. Jospin) sugeruje się rynkowa gospodarka – tak, rynkowe społeczeństwo – nie. Market economy and market society - global alternative? The dispute over globalization results from the fact that there is no other such important issue for the development of the world economy. Some in the context of this dispute (B. Barber) argue that one should “civilize anarchic forces of the global economy,” others (J. Gray), have suggested that it is a tool for global domination, and still others (J. Norbert) are in defense of global capitalism. The conflict between globalists and antiglobalists results from different perception of the effects of the functioning of the free market, which makes “the rich are becoming richer and the poor getting poorer” (John Paul II). Defenders of the free market are being called the “market fundamentalists” (J. Stiglitz), but others - citing figures from the Human Development Report and the World Development Indicators claim that “global poverty has decreased”. Functioning of the mechanism of the free market on a global scale is treated as an objective fact, doubts arise in assess326 ing its social consequences, hence the alternative mentioned in the title which suggests (L. Jospin): market economy - yes, market society – no. PhD professor UJK Mieczysław Poborski, Jan Kochanowski University in Kielce. 327