Ekspedycja Zew Północy - pierwszy polski rejs jachtem dookoła

Transkrypt

Ekspedycja Zew Północy - pierwszy polski rejs jachtem dookoła
Ekspedycja Zew Północy - pierwszy polski rejs
jachtem dookoła Skandynawii ukończony w jednym
sezonie, bez składania masztu.
Główny cel projektu to zatoczenie jachtem pod polską banderą pełnej pętli wokół półwyspu Skandynawskiego z
wykorzystaniem akwenów morskich, jak i wód śródlądowych Federacji Rosyjskiej bez demontowania masztu.
Poza wyczynem stricte sportowym mieliśmy nadzieję zwrócić uwagę szczególnie na mało uczęszczany, a ważny
dla Polaków fragment wód rosyjskich - Kanał Białomorski i rejon Wysp Sołowieckich oraz tragiczne historie
naszych rodaków z tym związane. Start projektu w Portugalii, finał 6 miesięcy później w Trójmieście.
Stała załoga projektu to Marta Sziłajtis - Obiegło i Michał Dylon – oboje z patentem kapitańskim, olbrzymim
doświadczeniem i wielką pasją do żeglowania. Stroną techniczną, organizacyjną i logistyczną na lądzie
zawiadywała Anna Janik. Na poszczególnych odcinkach towarzyszyła im rodzina, przyjaciele, znajomi oraz
uczestnicy chcący w tak niebanalny sposób przemierzać świat. W rejsie wzięły udział w sumie 54 osoby. Załoga
podążała za wyzwaniem w poszukiwaniu pięknych wspomnień, arktycznych krajobrazów i żeglarskiego
doświadczenia, ale także śladów swoich przodków - szczególnie w Rosji. Projekt nie miał charakteru wyprawy
komercyjnej. Koszty ekspedycji pokryte zostały ze składek uczestników oraz prywatnych oszczędności załogi
stałej.
Trasa rejsu to ponad 9 tysięcy mil morskich. Jej pokonanie zajęło nieco ponad 6 miesięcy rzetelnej i
konsekwentnej żeglugi, podzielonej na 15 etapów. Odwiedziliśmy łącznie 60 portów i kotwicowisk w 11 krajach.
Żeglowaliśmy przez 5 mórz (Północne, Bałtyckie, Białe, Barentsa, Norweskie) 2 oceany (Atlantycki i Arktyczny)
oraz 3 kanały: Angielski, Kiloński i Białomorski. Spotkaliśmy się z masą gościnności zarówno wśród lokalnych
społeczności jak i od licznych rodaków napotykanych na całej trasie. Zachwycaliśmy się białymi nocami i piękną,
słoneczną pogodą w dzikich pustkowiach północno-zachodniej Rosji. Dokonaliśmy trawersu 2 największych
jezior Europy – Ładogi i Onegi. Obserwowaliśmy morsy, wieloryby, lisy polarne, foki i renifery. W Arktyce nasz
dzień polarny trwał dokładnie 840 h - przez ponad miesiąc nie mieliśmy okazji doświadczyć zmierzchu nocy. Po
powrocie na kontynent udało nam się kilkakrotnie podziwiać bajecznie świetliste zorze polarne. Trasa rejsu
wiodła przez najmniej eksplorowany zakątek Europy - wody śródlądowe północnej Rosji. Z tego odcinka
jesteśmy szczególnie dumni, gdyż jako pierwszy polski jacht otrzymaliśmy oficjalną zgodę administracji
rosyjskiej na żeglugę po wodach wewnętrznych tego kraju. (zał. 1- certyfikat) Trasa rosyjskiego etapu liczyła 780
mil – w tym 2 jeziora i 3 rzeki, wreszcie 227 km Kanału Białomorskiego - 13 wielokomorowych śluz, kilkanaście
mostów. Mimo licznych utrudnień po drodze jacht udało się przeprowadzić bez konieczności składania masztu.
O Kanale Białomorskim niewiele osób miało okazję usłyszeć prawdziwą historię. Jeszcze mniej ludzi widziało go
na własne oczy, a jest to niezwykła konstrukcja hydrotechniczna, łącząca Bałtyk z Morzem Białym. Kanał liczy
sobie 80 lat. Dzięki niemu trasa z Archangielska do Petersburga skrócona została z 8 tysięcy mil do zaledwie
900. Miało to kluczowe znaczenie dla planów ekspansji militarnej carskiej Rosji, a później również politycznych
ambicji Stalina. Przy wykorzystaniu kanału ówczesny dyktator mógłby utrzymywać rosyjską dominację na wielu
morzach jednocześnie, angażując przy tym niewielką część podległej sobie armii. Ostatecznie plan założony przy
projektowaniu kanału nie został zrealizowany. Ukończona budowla jest zbyt płytka, by swobodnie
przemieszczać się po niej mogły duże okręty wojenne.
Rejs do Rosji marzył się Marcie od dawna, zwłaszcza przez pamięć minionych dziejów i liczne zawieruchy
wojenne, które nie oszczędziły także jej rodziny - pradziadek Marty więziony był w łagrze na Wyspach
Sołowieckich. Długotrwała niemożność uzyskania pozwoleń, kilkakrotne otrzymanie negatywnych odpowiedzi
ze strony rosyjskiej administracji tylko wzmagało jej chęć dotarcia do tego tajemniczego zakątka świata. W tym
roku nareszcie stało się to możliwe, a Marta po raz pierwszy namówiła mamę Ritę by dała się porwać na pokład
jachtu. Co więcej, Rosja okazała się idealnym miejscem do podróżowania drogą wodną. Wykorzystywane tam
dość powszechnie szlaki rzeczne dają olbrzymie możliwości logistyczne oraz swobodę przemieszczania
nieporównywalną z rosyjską infrastrukturą drogową.
Jest to szczególnie cenne dla wszystkich, którzy cenią sobie ciszę, spokój i nieskrępowaną przestrzeń
bezludnych terenów. Ten olbrzymi kraj dostarcza także niezliczonych okazji do wzruszeń, zachwytów, ale i
odruchów nostalgii czy przerażenia. Rejs z historią w tle nie raz nas zadziwił, długo też nie pozwolił wyjść z
głębszej zadumy nad niezwykłymi kolejami naszej wspólnej, polsko-rosyjskiej przeszłości.
Sama budowa kanału godna jest szczególnej uwagi. Prace konstrukcyjne trwały zaledwie 20 miesięcy, zaś
stworzony trakt wodny liczy sobie 227 kilometrów. Dla porównania kanał Sueski oraz Panamski są dużo krótsze,
a budowane były przez pełne 10 lat. Przy budowie pracowało około 300 tysięcy więźniów politycznych, w tym
kilkanaście procent Polaków. Mówi się, że za każdy metr kanału jeden więzień oddał życie. Praca w tym rejonie
była potwornie ciężka- bez narzędzi, urządzeń, jakichkolwiek mechanicznych usprawnień. Więźniowie własnymi
rękoma lub samymi tylko drewnianymi przyrządami drążyli kanał w skale oraz bagnistych glinach. Trakt został
wytyczony przez podmokłe tereny, a robotników atakowały liczne plagi komarów, gzów i meszków, co
dodatkowo utrudniało katorżniczą pracę. Do wybudowania śluz używano jedynie gliny i drewna, a warto
zaznaczyć, że sam kanał pokonuje przewyższenie aż 103 metrów. Niewyobrażalnym jest dla nas trud
skazańców, nieludzkie warunki pracy i tempo wykonania całej budowli. Szkoda, że mało który Polak zna
wymowę tego miejsca.
Wyspy Sołowieckie to kolejny zaklęty krąg milczenia. Nie łatwo się tam dostać nawet dziś, po upadku
komunizmu i rozpadzie ZSRR, zwłaszcza obcokrajowcom na własnym jachcie. Współcześnie miejsce to
promowane jest jako niezwykłe z dwóch powodów; znajduje się tutaj średniowieczny monastyr rzadkiej urody i
jednocześnie największa twierdza północnej części Imperium Rosyjskiego. Dziś to przede wszystkim cel
pielgrzymek, wyspa o wybitnie czystym powietrzu i sprzyjającym mikroklimacie. Jednak ten niewielki skrawek
ziemi na odległym morzu Białym posłużył niegdyś władzom carskim do stworzenia pierwszego w Rosji
eksperymentalnego obozu pracy, później również specjalnego obozu jenieckiego dla więźniów politycznych.
Potworności i masy okrucieństw, jakich doznawali zesłani tutaj więźniowie, nie da się nijak wytłumaczyć. Nie
sposób również przyrównać tego miejsca do żadnego innego karceru na świecie. Nas szczególnie uderzyła jedna
niekonsekwencja - zależnie od wersji językowej w jakiej przewodnicy opowiadają o twierdzy i klasztorze,
podawane są inne fakty z historii tego miejsca. Rosjanie mogą usłyszeć o zrównaniu monastyru z ziemią przez
armię czerwoną, tymczasem angielskojęzyczni turyści dowiadują się, że wszystkie zachowane na wyspie obiekty
są oryginalne, a obóz pracy, jaki się tu mieścił produkował ponad 80% PKB całego kraju. Po kilku tygodniach
pobytu w Rosji sami nie wiedzieliśmy już czy podziwiać ogromną skalę, rozmach i siłę tego mocarstwa czy się go
raczej wyłącznie bać!?
Z morza Białego trasa rejsu wiodła dalej na północ, w kierunku rzadko odwiedzanych lodowatych rejonów
Spitsbergenu. Pomysł na ten kierunek zrodził się już 2 lata temu, podczas poprzedniej wyprawy Marty zimą do
Murmańska. Fascynacja bezludną, niedostępną krainą lodu i zimna zrodziła myśl o powrocie w te rejony w
bardziej sprzyjających warunkach – latem. Sięgając 80 stopnia szerokości geograficznej byliśmy najbliżej
brzegów bieguna północnego podczas całej tegorocznej wyprawy. To stąd w 1926 roku norweski podróżnik
Roland Amundsen wystartował swoim zeppelinem na udany trawers bieguna. Współcześnie na Spitsbergenie
prowadzone są liczne badania związane z obserwacją klimatu, a Polacy mogą być dumni aż z 5 placówek
naukowych, nad którymi powiewa Polska flaga. Naszych naukowców jest najwięcej na całym Svalbardzie.
Na koniec rejsu czekała nas jeszcze żegluga wzdłuż zachodnich wybrzeży Norwegii, krainy pełnej surowej
przyrody i magicznych fiordów. Powrót na start w jesiennej odsłonie Morza Północnego do przyjaznej mariny w
Calais i Breście. Tam, wraz z końcem października zamknęliśmy pętlę wokół Skandynawii, kończąc nasz
sześciomiesięczny projekt pełnym sukcesem. Jako pierwszy jacht w historii Polski opłynęliśmy Skandynawię z
postawionym masztem. Wcześniej próby takiej dokonała jedynie załoga Rzeszowiaka, jednak uwięzieni w Rosji
pomiędzy mostami musieli zmienić się z dzielnego jachtu w zwykłą motorówkę, zrzucając żagle i demontując
maszt. Rejs zakończyliśmy w pierwszych dniach listopada dopływając do brzegów rodzinnego Trójmiasta.
Pełna trasa rejsu: Porto – La Coruna – Zatoka Biskajska - Kanał Angielski – Morze Północne - Kanał Kiloński –
Morze Bałtyckie – Trójmiasto – Zatoka Fińska – Sankt Petersburg – Kanał Białomorski – Morze Białe – Wyspy
Sołowieckie – Archangielsk - Morze Arktyczne – Svalbard – Norwegia – Morze Północne – Kanał Angielski –
Morze Północne – Kanał Kiloński – Bałtyk – Trójmiasto.
Termin: koniec kwietnia – początek listopada 2012 r.
Łączna ilość przebytych mil: 9 250 Nm
Rys.1 Trasa całego rejsu.
Rys.2 Etap rosyjski – kanał Białomorski
Marta Sziłajtis – Obiegło, kapitan jachtowy, najmłodsza
Polka, która samotnie opłynęła świat, laureatka gdyńskich
KOLOSÓW, wyróżniona nagrodą Rejs Roku 2009,
uhonorowana dyplomem Kapitana Żeglugi Wielkiej Honoris
Causa, główna pomysłodawczyni i kapitan rejsu etapowego
jachtem dookoła Skandynawii Zew Północy.
Marta urodziła się w Poznaniu, związana jest jednak bardzo
mocno z Gdynią, gdzie się wychowywała i mieszka. W roku 2005
r. w wieku 19 lat została najmłodszym kapitanem z tzw. starym
patentem. Zorganizowała i prowadziła kilkadziesiąt rejsów
szkoleniowych i turystycznych. Była oficerem wachtowym na polskich żaglowcach Pogoria, Gedania, Kapitan
Głowacki. Na swoim koncie ma już ponad 60 tys. przebytych mil morskich. Dotychczas najczęściej żeglowała po
Bałtyku, Morzu Północnym i Śródziemnym. Zafascynowana Oceanem Atlantyckim żeglowała z upodobaniem
zarówno po jego części europejskiej, jak i wzdłuż brzegów Brazylii, uczestnicząc w Kobiecych Regatach Dookoła
Świata. W 2008 roku uzyskała tytuł magistra Turystyki i Rekreacji, i wyruszyła w samotny rejs dookoła świata.
Trasa rejsu prowadziła z Wenezueli przez Morze Karaibskie, Kanał Panamski, Pacyfik, Północną Australię, Ocean
Indyjski i Południowy Atlantyk. Odwiedziła 19 portów w 11 krajach. Projekt ten spotkał się z bardzo dużym
zainteresowaniem społecznym. Na stronach www zmagania Marty śledziło ok. 50 tysięcy osób. W mediach
pojawiło się przeszło 900 publikacji krajowych i 30 zagranicznych.
Michał Dylon podobno żegluje od trzeciego roku życia, ale prawdziwych początków dokładnie nie pamięta.
Absolwent Akademii Morskiej w Gdyni (Nawigacja), do której trafił tylko po to, żeby popływać na Darze
Młodzieży. Posiada patent Kapitana Jachtowego oraz Motorowodnego wg PZŻ jak i International Yacht Training
(USA). Pracował także dla Kanadyjskiej Szkoły Pod Żaglami (Class Afloat, The Lunenburg Academy) jako Chief
Officer na żaglowcu Concordia.
Z uwagi na charakter swojej zawodowej pracy odwiedził wiele mało popularnych miejsc, od Afryki Zachodniej
aż po Spitsbergen. Przepłyniętych mil z zasady nie liczy, cieszą go za to każde wschody i zachody słońca
niezależnie od aktualnej szerokości geograficznej. Na lądzie uwielbia włóczyć się własnymi ścieżkami, zwłaszcza
po górach. Jego trzecią największą pasją jest fotografia. Lubi wymagające i niebanalne podróże. W wolnym
czasie biega i jeździ na rowerze. Poza morzem i górami najłatwiej go spotkać w trójmieście i w towarzystwie
Marty 
Anna Janik – prawdziwy przyjaciel i prawa ręka pani kapitan. Wyprawę jachtem dookoła Skandynawii
zawiadywała głównie z biura na lądzie, gromadząc wszelkie niezbędne informacje do sprawnej obsługi rejsu.
Prowadziła dokumentację fotograficzną, zawiadywała rezerwacjami i ubezpieczeniem. Zarządza stroną
internetową i profilami na facebook'u. A poza tym... stanowi niezawodne emergency logistyczne oraz
pogodowe dla dzielnej załogi na jachcie. W trakcie całego rejsu żeglowała jako załoga w 4 etapach – w sumie
ponad 2 tyś Mn. Anna po godzinach sporo podróżuje (zwiedziła ponad 30 krajów), wspina w górach wysokich
(Tatry, Alpy, Kaukaz, Himalaje), biega (m.in. biegi uliczne, górskie, pustynne, podziemne, przeprawowe) oraz
fotografuje - i to jak!
kpt. Marta Sziłajtis - Obiegło
kpt. Michał Dylon
Anna Janik
Więcej na: www.oceanprzygody.pl
Kontakt: Marta Sziłajtis- Obiegło; 601162527; [email protected]
lub [email protected]