nr 5 - Społeczeństwo

Transkrypt

nr 5 - Społeczeństwo
Społeczeństwo
STUDIA • PRACE BADAWCZE • DOKUMENTY
Z ZAKRESU NAUKI SPOŁECZNEJ KOŚCIOŁA
57
ROK XIII
2003 nr 5
SPIS TREŚCI
OD REDAKCJI
521 Tadeusz Żeleźnik
Prawda i pokój
PRACE BADAWCZE
525 Jan Paweł II orędownikiem i nauczycielem pokoju
Materiały z międzynarodowej sesji naukowej zorganizowanej
dla uczczenia 25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II
(Wrocław, 9 października 2003 r.)
527 Ks. Ignacy Dec
Antropologiczne podstawy nauczania Jana Pawła II o pokoju
539 Claudio Gentili
Kultura pokoju w nauczaniu Jana Pawła II
553 Ks. Jan Krucina
Pacem in terris – nieustanne zobowiązanie
565 Ks. Franciszek Janusz Mazurek
Podstawowe prawo osoby ludzkiej do pokoju
593 Tadeusz Żeleźnik
Ład moralny u podstaw pokoju społecznego w nauczaniu Jana Pawła II
601 Zbigniew Borowik
Rola Europy w budowaniu pokoju w świetle adhortacji Ecclesia in Europa
?
? ?
605 Kard. Paul Poupard
Papież Jan XXIII (1881-1963) – człowiek jedności i pokoju
623 Mons. Walter Brandmüller
Znaczenie Kościoła katolickiego w integracji europejskiej
– historia i perspektywy
639 Mario Toso
Rodzina na terytorium w świetle nauki społecznej Kościoła
661 Gianni Manzone
Ewangelizacja i zaangażowanie polityczne według nauki społecznej
Kościoła
STUDIA
671 Ernesto Preziosi
Nowe formy solidarności a idea ludowa
689 Vittorio Possenti
ONZ a sprawa pokoju na świecie
707 Edward Kuraciński
Oblicza wolności
FORUM
717 Ks. Edward Sienkiewicz
Świadectwo prawdzie w rzeczywistości odrzucenia
733 Vittorio Possenti
Wywiad z Karolem Wojtyłą o nauce społecznej Kościoła (1978)
– świadectwo
739 Francesco Castellaneta – Silvia Baccarini
Oddziaływanie środków masowego przekazu na demokrację
KSIĄŻKI
749 Krzysztof Wroczyński
Rec.: M. Schooyans, Ukryte oblicze ONZ, Wyd. WSzKSiM, Toruń 2002
753 Ks. Marek Stępniak
Rec.: J. Krukowski – O. Theisen (red.), Kultura i prawo. Materiały III
Międzynarodowej Konferencji na temat „Religia i wolność w Unii
Europejskiej”, TN KUL, Lublin 2002
SUMMARIES
No. 57 (5/2003), September-October 2003
Ks. I. Dec,
ss. 527-538
Antropologiczne podstawy nauczania
Jana Pawła II o pokoju
Pokój jest jedną z podstawowych wartości indywidualnego i społecznego życia człowieka. Myślami
o pokoju wypełniona jest cała ludzka historia. Autor omawia problematykę pokoju w trzech aspektach: definicja pokoju i jego odmiany; nauka Jana
Pawła II o godności osoby ludzkiej jako fundamencie pokoju; środki i sposoby budowania i zachowywania pokoju.
The Anthropological Basis of John Paul II’s
Teachings on Peace
Peace is one of the fundamental values of human
social and individual life. The whole history of mankind is full of reflections on peace. The Author deals
with the problem of peace from three aspects: the
definition and forms of peace; John Paul II’s teachings
on human dignity as a fundament of peace; ways and
methods of achieving and maintaining the peace.
C. Gentili,
ss. 539-552
Kultura pokoju w nauczaniu Jana Pawła II
Przytoczyć nauczanie Jana Pawła II na temat pokoju to przedsięwzięcie prawie niemożliwe, zważywszy na ogromną liczbę papieskich wystąpień na ten
temat. Autor próbuje jednak ukazać najważniejsze
wątki myśli Papieża, które pozwalają nam zrozumieć, czym jest autentyczna kultura pokoju.
The Culture of Peace according to John Paul II’s
Teachings
It is nearly impossible to quote all John Paul II’s
reflection on peace due to its vastness. Nevertheless,
the Auhor attempts to indicate its most significant
elements which help us understand what the true
culture of peace ought to be.
514
Ks. J. Krucina,
ss. 553-563
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
Pacem in terris – nieustanne zobowiązanie
Autor naświetla zagadnienie pokoju z trzech punktów widzenia: pokój jako głębokie dążenie wynikające z natury człowieka; złudne sposoby zaspokajania
pragnienia pokoju; moralne i polityczne warunki
ustanowienia pokojowego ładu międzynarodowego.
„Pacem in terris” – a Permanent Commitment
The Author deals with the question of peace from three
points of view: a strong inclination for peace, which has
its origin in human nature; illusory ways of satisfying
the longing for peace; moral and political conditions of
instituting an international peaceful order.
Ks. F.
Mazurek,
ss. 565-591
Podstawowe prawo osoby ludzkiej do pokoju
Czym jest pokój? Jakie miejsce zajmuje w długim
szeregu praw i wartości człowieka? Na czym się
opiera i jakie są warunki jego słusznej ochrony?
Autor podejmuje próbę odpowiedzi na te i inne
pytania w swoim szczegółowym opracowaniu, kładąc
nacisk na filozoficzną stronę poruszanych zagadnień.
Peace as a Fundamental Human Right
What is peace? What place does it take in the long
series of human rights and values? What is it based on
and what are the conditions of its just protection? The
Author, while attempting to answer these and other
questions in his elaborate paper, puts stress on the
philosophical aspect of the problems at issue.
T. Żeleźnik,
ss. 593-600
Ład moralny u podstaw pokoju społecznego w nauczaniu Jana Pawła II
Autor wymienia główne punkty nauczania Jana Pawła
II o pokoju społecznym w obrębie kraju. Podstawą
takiego pokoju, jak w ogóle pokoju w świecie, jest ład
moralny, zasadzający się na respektowaniu godności
osoby ludzkiej. Jeśli pokój pojmować jako wyraz
porządku, to dla pokoju społecznego głównymi elementami tego porządku są: kultura, solidarność, sprawiedliwość społeczna, funkcja zdrowej rodziny.
SUMMARIES
515
Moral Order as a Basis of Social Peace in John
Paul II’s Teachings
The Author enumerates the main points of John Paul
II’s teachings on a nationwide social peace. This kind
of peace – like a world-wide peace – is founded on
a moral order which consists in respecting human
dignity. If peace is an expression of an order, a social
peace has as proper factors of order: culture, solidarity,
social justice, the function of normal family.
Z. Borowik,
ss. 601-604
Rola Europy w budowaniu pokoju
w świetle adhortacji Ecclesia in Europa
W ogłoszonej niedawno adhortacji Jan Paweł II
zawarł nie tylko analizę bieżącej sytuacji Kościoła
na kontynencie europejskim, ale także cały szereg
wskazań duszpasterskich składających się na program nowej ewangelizacji Europy u progu III tysiąclecia. W zarysowanym przez Papieża planie
duchowego powołania Starego Kontynentu sytuuje
się rola Europy w budowaniu pokoju w obrębie
swych granic i na całym świecie.
The Role of Europe in Promoting Peace in the
Light of the Post-Synodal Apostolic Exhortation
”Ecclesia in Europa”
In his recent exhortation John Paul II not only made
an analysis of the current situation of Church in
Europe, but also gave some pastoral directions for the
new evangelisation of Europe at the beginning of the
third millenium. The plan of the spiritual vocation of
the Old Continent, drafted by the Pope, includes the
role of Europe in promoting peace within its own
boundaries as well as all over the world.
Kard.
P. Poupard,
ss. 605-621
Papież Jan XXIII (1881-1963) – człowiek
jedności i pokoju
Czterdziesta rocznica ogłoszenia encykliki Pacem in
terris kieruje naszą myśl ku postaci jej autora – papieża Jana XXIII. Z uwagi na jego przymioty osobi-
516
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
ste i oddziaływanie społeczne słusznie można go
nazwać człowiekiem jedności i pokoju. Kard. Poupard przygląda się postawie błogosławionego papieża na różnych etapach jego życia i działalności.
Pope John XXIII – a Man of Peace and Unity
The 40 th anniversary of the encyclical ‘Pacem in terris’
makes us reflect upon the figure of its author – pope
John XXIII. Owing to his excellent personal qualities
and subsequent social influence, he can justly be called
a man of peace and unity. Cardinal Poupard looks at
the various aspects of the blessed pope’s life and
activity.
W.
Brandmüller,
ss. 623-638
Znaczenie Kościoła katolickiego w integracji europejskiej – historia i perspektywy
Na przestrzeni wieków Kościół katolicki był znaczącym lub głównym czynnikiem integracji Europy
na różnych poziomach życia. Autor analizuje czynniki, które sprawiły, że było to możliwe. Zastanawia
się również, jakie warunki są konieczne do tego, by
Kościół odegrał podobną rolę w przyszłości Starego
Kontynentu.
The Significance of the Catholic Church in European Integration: the Past and the Future
The Catholic Church was a significant factor, if not the
main factor, in the integration of Europe at many levels
of life through centuries. The author examines the conditions that made it possible. At the same time he asks
what requirements are to be met if the Church is to play
a similar role in the future of the Old Continent.
M. Toso,
ss. 639-659
Rodzina na terytorium w świetle nauki
społecznej Kościoła
Rodzina – naturalna społeczność oparta na trwałych
relacjach miłości, służąca wzajemnej pomocy i spełnieniu człowieka w Bogu – spełnia niezastąpione
i wielorakie funkcje na terytorium, na którym żyje.
SUMMARIES
517
Dlatego wszelka polityka realizowana na każdym
terytorium musi widzieć nie tylko problemy rodziny, ale też uwzględniać jej bogactwo etyczne, kulturowe i społeczne, którego wykorzystanie jest niezbędne dla reformy państwa opiekuńczego oraz
jakości życia, ochrony środowiska i wydajności gospodarki.
The Family in Relationship to the Territory in
the Light of the Social Doctrine of the Church
The family (which is a natural society founded on
stable relations of love, supporting mutual help among
its members and the perfection of man in God), fulfils
many unique functions on the territory where it lives.
Every kind of territorial politics, thus, ought to not
only perceive various problems of families, but also
make use of their ethical, cultural and social richness,
which is necessary for the welfare state to be reformed
as well as very important for the quality of life, for the
protection of environment and for the productivity of
the economics.
G. Manzone,
ss. 661-670
Ewangelizacja i zaangażowanie polityczne według nauki społecznej Kościoła
Gdzie jest miejsce Ewangelii w zaangażowaniu politycznym? Na czym polega społeczne i polityczne
zadanie Kościoła w dzisiejszym świecie? W odpowiedzi na te pytania Autor stwierdza, że aby
powiększać dobro wspólne, potrzeba nie władzy,
ale służby; człowiek zaś może służyć, mając wolność ofiarowania własnego życia, a tę wolność
możemy otrzymać tylko od Syna Człowieczego.
The Gospel and Political Activity according to
the Social Doctrine of the Church
What role can the Gospel play in political activity?
What does the social and political duty of the Church
in the contemporary world consist in? The Author, in
his attempt to answer the questions like these, arrives
518
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
at the conclusion that we need give service, and not
have power, to make the common good greater; and if
we want to give service to others, we need to be at
liberty to sacrifice our lives. We can only receive that
kind of liberty from the Son of Man.
E. Preziosi,
ss. 671-687
Nowe formy solidarności a idea ludowa
Idea ludowa (popularyzm) odegrała decydującą
rolę w realizowaniu społecznej nauki Kościoła na
obszarach konkretnej polityki państwowej. Odnosząc się do tego zjawiska, Autor rozważa jakość
nowych form solidarności, znaczenie sprawiedliwości i pomocniczości, koncepcję zadań i pozycji
państwa oraz sens demokracji uczestniczącej.
Popularism and New Forms of Solidarity
Popularism has played a key role in applicating the social
doctrine of the Church to various domains of actual State
politics. In reference to this fact Author examines the
quality of new forms of solidarity, the meaning of justice
and subsidiarity, the concept of duties and position of the
State as well as the sense of participative democracy.
V. Possenti,
ss. 689-706
ONZ a sprawa pokoju na świecie
Autor rozwija temat globalizacji politycznej, gdyż
w nim mieszczą się decydujące zagadnienia wojny,
pokoju, ujednolicenia politycznego na świecie oraz
światowej władzy publicznej. Na tym tle zastanawia
się nad obecną i możliwą rolą ONZ w budowaniu
międzynarodowego ładu opartego na pokoju.
The UN and the World Peace
The Author explores the subject of political globalization, which contains all the key matters of war and
peace, as well as of a global public authority and the
political unification of the world. In reference to these
questions he considers the current and possible role of
the UN in building an international system of relationships founded on peace.
SUMMARIES
E. Kuraciński,
ss. 707-716
519
Oblicza wolności
Współcześnie wzrasta zainteresowanie ideą społeczeństwa obywatelskiego, szczególnie w Polsce.
Droga do wyjaśnienia jego istoty wiedze przede
wszystkim przez analizę kategorii wolności ludzkiej.
Autor przedstawia główne etapy rozwoju rozumienia wolności w historii Europy.
The Aspects of Liberty
At present we experience a growing interest in the idea
of civil society, particularly in Poland. We need to
carry out an acute analysis of the category of human
liberty in order to explain the essence of civil society.
The Author shows the changing ways of understanding
human liberty through the European history.
OD REDAKCJI
Prawda i pokój
Tadeusz Żeleźnik
Redaktor naczelny „Społeczeństwa”
Dwudziestopięciolecie pontyfikatu Jana Pawła II zbiegło się
– z kilkumiesięcznym przesunięciem tylko – z 40-leciem ogłoszenia przez Jana XXIII encykliki Pacem in terris o pokoju między
wszystkimi narodami opartym na
prawdzie, sprawiedliwości, miłości
i wolności. Od tamtego czasu problematyka pokoju znajduje wciąż
ważne miejsce w orędziu Kościoła
jako zwieńczenie nauki o etycznych zasadach współżycia ludzi
i narodów. To odróżnia kościelne
orędzie od pospolitego pacyfizmu,
który podejrzany bywa o skrzywienie ideologiczne, chociaż ten
komponent nie musi być zawsze
uświadamiany przez szeregowych
uczestników ruchu.
W kościelnym nauczaniu – w
encyklikach i orędziach papieskich
na Światowe Dni Pokoju przede
wszystkim – wielorakie aplikacje
owych najwyższych zasad do potrzeb czasów mają dwa kolejne
wspólne mianowniki. U Pawła VI
jest to rozwój: „rozwój oznacza to
samo co pokój”, jest „nowym imieniem pokoju” (PP 87). U Jana
Pawła II jest to solidarność. W
encyklice Sollicitudo rei socialis
(1987), ogłoszonej w 20 lat po
cytowanym dokumencie Pawła VI,
czytamy: „W taki sposób proponowana przez nas solidarność jest
drogą do pokoju a zarazem do
rozwoju. Pokój światowy bowiem
nie jest do pomyślenia, jeżeli ludzie
zań odpowiedzialni nie uznają, że
współzależność sama w sobie wymaga przezwyciężenia polityki bloków, porzucenia wszelkiej formy
imperializmu ekonomicznego, militarnego czy politycznego, a także
przekształcenia wzajemnej nieufności we współpracę. Współpraca
jest aktem właściwym solidarności
między jednostkami i narodami.
Dewizą pontyfikatu mojego czcigodnego poprzednika Piusa XII
było Opus iustitiae pax, pokój owocem sprawiedliwości. Dzisiaj można by z taką samą dokładnością
i z taką samą mocą inspiracji biblijnej (por. Iz 32; Jk 3, 18) powiedzieć: Opus solidarietatis pax, pokój
owocem solidarności” (SRS 39).
Po wojnach XX w. – nie tylko
światowych, także wielu innych
522
– wydawałoby się, że może już
teraz będzie spokojniej na świecie.
Ale to, co miało wypełniać przestrzeń pokoju, czyli rozwój, staje
się na nowo zarzewiem wojny. Nie
rozwój jako taki, ale rozwój jednych kosztem drugich, nierzadko kamuflowany piękną nazwą
współpracy. Rozwój potrzebuje jeszcze surowców, głównie ropy, ale
najbardziej potrzebuje rynków
zbytu; rynki zbytu są teraz jak
kolonie z dawnych czasów. Drugim pojęciem, któremu nadaje się
różne znaczenia w zależności od
rejonu świata i dlatego konfliktogennym, jest wolność. Mówią politycy: bronimy wolnego świata.
Ale czy ta retoryka nie jest parodią
wielkiego hasła obrony przed obozem komunistycznym, zagrażającym w swoim czasie realnie światu, któremu chciał on narzucić
systemowe zniewolenie? Nie tak
łatwo zwykłemu człowiekowi się
w tym wszystkim rozeznać, zwłaszcza że na usługach selektywnego
rozwoju i podzielonej wolności
jest znaczny wpływowy sektor środków przekazu, wyrażający w tym
zakresie alienację zwaną poprawnością polityczną.
W tej sytuacji trzeba chronić
wolność przed jej zafałszowaniem.
Polityka ze szlachetną ideą wolności w tle też podlega zasadzie plus
ration quam vis [więcej znaczy racja niż siła], a może lepiej, primum
ratio... [najpierw racja...]. Tak myślał genialny Polak już prawie
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
sześć wieków temu, gdy najbardziej szlachetna idea chrześcijańska, wtedy jakoś wypaczana przez
ośrodki polityczne, zagrażała wolności ościennych ludów.
Wolność nie uszlachetniona
racją będzie skłonna zastąpić ją
siłą. Mówiąc „racja”, wchodzimy
na teren prawdy, żeby zabezpieczyć się przed uleganiem racjom
sofistycznym, jakie zawsze fabrykuje się w nadmiarze. Mówiąc „racja”, wchodzimy na drogę identyfikowania prawdziwych przyczyn
konfliktów. Bo nie zawsze racja
jest po stronie zwycięzców.
Papież wypowiedział mea culpa w imieniu Kościoła i za tamte,
wspomniane tu sprawy. Papież
– myśliciel i badacz moralnej struktury wolności, a przede wszystkim obrońca tejże moralnej struktury wolności – przestrzega przed
totalitarną utopią „sprawiedliwości bez wolności” jak też przed
utopią „wolności bez prawdy”,
której towarzyszy fałszywe pojęcie
„tolerancji”. Myśl tę wyraził ostatnio w adhortacji Ecclesia in Europa, odnoszącej się do dziejowego
i przyszłościowego znaczenia
chrześcijaństwa dla Europy, ale ta
myśl jest umieszczona w kontekście nauki społecznej Kościoła,
funkcjonalnej bynajmniej nie tylko
dla Europy. „Dzięki proponowanemu zbiorowi zasad nauka ta
przyczynia się do stworzenia trwałych podstaw życia społecznego na
miarę człowieka, w sprawiedliwo-
OD REDAKCJI
ści, prawdzie, wolności i solidarności. Ukierunkowana na obronę
i promocję godności osoby, będąc
podstawą nie tylko życia gospodarczego i politycznego, ale również
sprawiedliwości społecznej i pokoju, okazuje się ona zdolna podtrzymać filary nośne kontynentu.
W tej nauce znajdują się odniesienia pozwalające bronić struktury
moralnej wolności” (EiE 98). I tu
jest mowa o tych utopiach.
Pierwszą z nich mamy już za
sobą. Ale zawsze jest niebezpieczeństwo tej drugiej i to nie tylko
na forum wewnętrznym: permisywizm moralny, fałszywa tolerancja, ale i w wymiarze międzynarodowym w tym sensie, że rejon,
gdzie zachwiana jest pozycja
prawdy, będzie skłonny forsować
w innym rejonie jakąś sprawiedliwość bez wolności. Nie tylko
523
używanie wolności, ale i to, co się
robi dla wolności, swojej czy innych, winno być zgodne z prawdą
co do racji, środków, kosztów,
najpierw i przede wszystkim kosztów ludzkich.
Jan Paweł II bywa nazywany
Papieżem spraw ludzkich, czasem
w jakimś potocznym, jeśli nie trywialnym rozumieniu. Jeśli jednak
brać to poważnie, to jest, co więcej, Papieżem „praw ludzkich”
– i prawd ludzkich, tych prawd
dotyczących człowieka w jego
kondycji osoby we wspólnocie, aż
do wspólnoty całej rodziny ludzkiej. I w związku z tym jest on
Papieżem pokoju, prawdziwym
obrońcą i nauczycielem pokoju.
Godziło się przeto oddać mu hołd
i pod tym tytułem, zwłaszcza
w tym roku, gdy jego apel o pokój
zabrzmiał tak przejmująco.
Papieski Wydział Teologiczny (Wrocław)
i
Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” (Warszawa)
z okazji
25. rocznicy pontyfikatu Jana Pawła II
zorganizowały
w dniu 9 października 2003 roku
w Auli Papieskiego Wydziału Teologicznego
we Wrocławiu
uroczystą międzynarodową sesję naukową zatytułowaną
Jan Paweł II
orędownikiem i nauczycielem pokoju
z której materiały (wykłady i komunikaty)
publikujemy w niniejszym numerze.
FORUM
Świadectwo prawdzie
w rzeczywistości odrzucenia
Ks. Edward Sienkiewicz
Wydział Teologiczny Uniwersytetu Adama Mickiewicza
Koszalin
Quid est veritas [Co to jest
prawda]? Pytanie Poncjusza Piłata
nie może pozostać bez odpowiedzi, choć sam Piłat zachowywał
się tak, jakby żadnej odpowiedzi
nie oczekiwał. Może nie sądził, że
na to pytanie można dać sensowną i wszystkich zadowalającą odpowiedź. Nie zapytał przecież: jaka jest prawda, ale: czym w ogóle
jest prawda. Czy w kontekście toczących się sporów o „prawdziwość”, „monopol na rację”, można udzielić odpowiedzi, która
obowiązywałaby wszystkich zainteresowanych? Rozmaitych kontekstów, punktów odniesienia,
trudnych do pogodzenia interesów jest przecież tak wiele. Im
ktoś chce szybciej i lepiej dotrzeć
do prawdy, tym skuteczniej ją zamazuje, odbierając nadzieję na jej
ostateczne wyjaśnienie. Namiestnik rzymski skierował swoje pytanie do Jezusa, który „przyszedł
dać świadectwo prawdzie”, który
powiedział o sobie: „Ja jestem
drogą, prawdą i życiem” (J 14, 6).
Mówienie o prawdzie częściowej, dla każdego innej, zależnej
np. od układu sił, koniunktury,
możliwości, nie ma sensu. Takie
rozumienie prawdy czyni bowiem
zbędnym świadectwo, a w końcu
i samego świadka. Coś jest prawdą dla wszystkich i zawsze albo
przestaje nią być w ogóle. Kiedy
znika potrzeba świadectwa prawdzie, życie przestaje mieć głębszy
sens, a droga, po której kroczymy,
nie wiedzie nas do celu i staje się
bezdrożem. Kiedy natomiast pojawiają się świadkowie prawdy i kiedy ich świadectwo potrząsa „uśpionymi sumieniami”, nawet bardzo trudna droga, związana z cierpieniem, wiedzie do celu, do zwycięstwa.
Jak długą drogę musieli
przejść ludzie zniewoleni kłamstwem i z jakich ran trzeba ich
będzie wyleczyć? Może po prostu
wszystko jest w porządku. Temu
jednak przeczy obraz naszych domów rodzinnych, kościołów, szpitali, szkół, instytucji państwowych,
718
urzędów, warsztatów i ulic. No
i co zrobić z tą niecodzienną propozycją na polskim Wybrzeżu
sprzed ponad dwudziestu lat,
gdzie konstytuowała się – choć
jeszcze w niewoli – polska „solidarnościowa” wizja wolności, kiedy
to papież Jan Paweł II deklarował
mówienie w imieniu tych, którzy
jeszcze głośno i bezpiecznie mówić o prawdzie nie mogli 1? Świadkowie prawdy musieli przejść bardzo długą drogę i niestety niektórzy z nich pobłądzili. Czy wobec
tego są jeszcze świadkami prawdy?
1. Czas zwycięzców
czy zwyciężonych?
Tego rodzaju dywagacje jeszcze kilka lat temu byłyby pozbawione sensu. Tymczasem dziś już
nie można zaprzeczyć, że świadkowie prawdy musieli zderzyć się
z „doświadczeniem odrzucenia”,
a ich domniemane zwycięstwo
– wbrew nadziejom i oczekiwaniom – nie uczyniło z nich bohaterów. Czy oznacza to tryumf kłamstwa?
Pojawia się wiele pytań i wątpliwości. Trzeba je spróbować wyjaśnić, tym bardziej, że problem jest
tak samo nowy, jak i stary. Na
nowo i po raz pierwszy musi go
przeżyć polskie społeczeństwo,
w którym wolność nielicznych stała się niewolą wielu. Sama jednak
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
jego istota jest stara jak świat,
ponieważ sięga do biblijnego obrazu zafałszowania prawdy o Bogu
i człowieku. W Jezusie Chrystusie,
odrzuconym przez swój naród, ojciec kłamstwa został pokonany raz
na zawsze, ale walka wciąż trwa
i na jej tle są dwa rodzaje pokonanych czy też takich, którzy nigdy
nie będą mogli uważać się za zwycięzców. Po pierwsze ci, którzy
nie chcą wiedzieć, że kłamstwo
zostało pokonane i dziś nie może
już być rzeczywistego sporu o istnienie obiektywnej prawdy. Po
wtóre, ci, którzy z samego faktu
potwierdzenia obiektywnej prawdy przez Tego, który zwyciężył ojca kłamstwa, chcieliby się zwolnić
z trudu świadectwa, a niejednokrotnie również męczeństwa odrzucenia, będącego ceną świadectwa prawdzie.
Czyżbyśmy mieli do czynienia
z jakimś mitem bohatera czy
„dziejowym złudzeniem milionów
ludzi”? Faktem jest, że marksistowska próba zafałszowania historii spotkała się z oporem społeczeństwa, a przynajmniej jakiejś
jego części. Chodzi tu o „Kowalskiego” 2, który przez ponad 45 lat
„pokoju” musiał za cenę wolności
bronić prawdy o sobie, ponieważ
w sporze o człowieka elementem
przetargowym stała się wolność.
Zresztą system sam obdarowywał
wolnością 3, ale tylko tych, którzy
pozwolili się jakby na nowo „stworzyć” – oczywiście w całkiem no-
EDWARD SIENKIEWICZ, Świadectwo prawdzie w rzeczywistości odrzucenia
wym świecie. Co jednak z tymi,
którzy nie chcieli swojego życia
rozpoczynać od nowa i uznać kreatywnej władzy partii, ponieważ
podobał im się ich dotychczasowy
świat, także świat wartości? Oni
zrezygnowali z wolności, którą daje władza ludowa i chcieli trwać
przy swoich „złudzeniach” oraz
„metafizycznych” sporach. Gotowi byli raczej oddać życie, niż zaakceptować wolność poza prawdą,
która jako taka przestaje być wolnością i staje się skrajnym – ponieważ polegającym na rezygnacji
z własnej podmiotowości – zniewoleniem 4. Takich „szaleńców” –
twierdzili prekursorzy marksistowskiej wizji dziejów – trzeba trzymać w odosobnieniu, gdyż są zagrożeniem dla zdrowo myślących,
czyli tych, którzy niekoniecznie
mieli czas, możliwości, a nawet
ochotę spierać się o to, kto ich
powinien „stworzyć”. Oni chcieli
po prostu żyć i cieszyć się wolnością. Także w systemie totalitarnym, ponieważ zamiarem systemu
i jego przedstawicieli było właśnie
obdarowywanie wolnością, tyle, że
wraz z prawdą. Oddzielić bowiem
jednej wartości od drugiej nie potrafili nawet sami marksiści.
Komunistyczny totalitaryzm jednak to nie jakaś niewytłumaczalna, dobrowolna rezygnacja z jednych wartości na korzyść drugich.
Prawdziwe zło polegało właśnie
na tym, aby utwierdzić człowieka
w przekonaniu, że czyni dobrze,
719
zwłaszcza uczestnicząc w rewolucyjnym i „nieuchronnym” procesie,
nawet jeśli na obecnym etapie pociąga to za sobą chwilowe zawieszenie wolności i stosowanie przemocy, zmieniając w ten sposób system wartości, „stwarzając” na nowo prawdę o człowieku 5. Wszyscy
mówiący takiej propozycji „nie”
wchodzili w samo centrum sporu
o człowieka i zapełniali więzienia.
Tym samym miejscem iście filozoficznego sporu, w którym zaczęli uczestniczyć także robotnicy,
stała się więzienna cela, uwydatniająca jeden z największych paradoksów cywilizacji. Więzienna cela stała się miejscem zachowania
wolności autentycznej, wbrew
proponowanej – za cenę prawdy
– namiastki wolności, która zniewala człowieka w najbardziej istotnym dla niego wymiarze, czyli
w jego własnym sumieniu. W tym
miejscu zdecydowali się pozostać
wszyscy odkrywcy przedziwnej
„tajemnicy” – prawdy, nie mogący,
jak rozumieli, być wolnymi za cenę
własnego sumienia. Odkrywając
prawdę, która nie zależy od nich,
jest poza nimi i domaga się od nich
świadectwa, oraz rozumiejąc, że
prawda zachowuje ich w istnieniu,
jest jedynym wyznacznikiem ich
postępowania, zrozumieli tym samym, że nie zależy ona od kogokolwiek. Zrozumieli, wreszcie, że
nikt – skoro oni znają prawdę – nie
może im dać wolności; jak i oni nie
mogą nikogo wolnością obdarować
720
lub jej pozbawić. Słowa: „podpisz
i będziesz wolny...”, potraktowali
jako zamach na swoją wolność,
przede wszystkim przez zamach,
jakiego ktoś chce dokonać na poznaną przez nich prawdę. Wybrali
pozostanie w więzieniu, bo zrozumieli, że tylko tak mogą do końca
pozostać wolnymi i tylko w ten
sposób ocalić siebie.
W tym kontekście respekt dla
prawdy był respektem dla samego
siebie, pełnym „solidarności” myśleniem o tych, którzy przyjdą po
nich, którym to świadectwo będzie bardzo potrzebne i którzy
właśnie dzięki brakowi ich podpisu na „lojalce” zrozumieją, dlaczego trzeba zdobywać wolność
tam, gdzie nikt już nie straszy
więzieniem 6. Więcej, pozostający
w więzieniu – Kowalski, Sokrates,
Chrystus – wiedzą, że tylko tak
mogą ocalić również tych, którzy
chcą im ofiarować „wolność” 7.
Czy uratowali rzeczywiście?
Czego im bowiem nie wolno wobec siebie, nie wolno również wobec drugich. Wybierając brak wolności zewnętrznej, ale w prawdzie
o sobie i o drugich oraz zachowując wolność wewnętrzną, zdawali
sobie sprawę z tego, że są skazani
na radykalną solidarność z zamykającymi drzwi więzienia i mogącymi użyć wobec nich przemocy.
Trzeba bowiem nawet w warunkach pozbawienia wolności odkryć i zachować człowieczeństwo
w agresorze 8. Agresorzy, właśnie
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
dzięki ich wolnym wyborom, nie
trafili do więzień i nie stali się
ofiarami przemocy, kiedy historia
przyznała rację broniącym prawdy
nawet za cenę wolności, a nie tym,
którzy chcieli obdarowywać wolnością, właśnie za cenę prawdy.9
To dość ważny wątek polskiej
martyrologii i polskiego zwycięstwa w sporze o człowieka, będący
zresztą kopalnią wielu naukowych
(Wojtyła, Styczeń, Buttiglione
i in.) i bardziej popularyzatorskich
(Tischner) opracowań. Niestety
nie jest to jedyny wątek. Pozostali
jeszcze ci pokonani. Nie chodzi
bynajmniej o to, aby przeliczać to
na procenty i z tego wyciągać
wnioski o ostatecznym zwycięstwie. Chodzi o zwyczajną rzetelność i prawdę, że pozbawieni siły,
o sile których pisał w swojej książce Vaclav Havel 10, należą do polskiego sporu o człowieka na równi
z niepokonanymi. Niedostrzeganie tego, czyli budowanie teorii
dziejów i przeliczanie efektu zwycięstwa tylko w oparciu o jeden
wymiar, grozi „szokiem odrzuconych”, czyli nie rozumiejących
prawidłowości świadectwa i ceny,
którą trzeba za nie zapłacić.
Świadectwa tak długo aktualnego, jak długo zagrożona jest
obiektywna prawda.
2. Cud nad Wisłą
Co wobec tego z pokonanymi? Czy oni nie znali prawdy o so-
EDWARD SIENKIEWICZ, Świadectwo prawdzie w rzeczywistości odrzucenia
bie i nie wiedzieli, że system totalitarny nie gwarantuje wolności,
ale zniewala? Nie znali jego zbrodni? Raczej znali. Podobnie jak
znali wszystkie swoje ograniczenia. Dlaczego zatem zdecydowali
się pozostać po stronie ciemiężców? Najprawdopodobniej wybór
nie był taki prosty, co pokazuje
w swojej książce V. Havel. Stróże
socrealistycznego porządku robili
wszystko, aby nikt nie czuł się
wolny od ich zbrodni, aby każdy
czuł się odpowiedzialny za stan
braku wolności i prawdy. I wreszcie, aby każdy był w coś uwikłany
i miał coś na sumieniu. Tyle, że
żaden system nie ma władzy oczyszczać lub obciążać ludzkie sumienia.
Rozumiał to doskonale Kowalski, który zdecydował się pozostać
w więzieniu. Co więcej, on zdobył
się na heroizm świadectwa wiary,
właśnie tam, gdzie inni zwątpili.
Najprawdopodobniej przez długie
jeszcze lata problem świadomości milionów ludzi („świadomość
świadectwa”) co do wagi oraz znaczenia zachowania prawdy, pozostanie nie rozwiązany 11. Kowalski
może nie był aż tak religijny, na
pewno jednak przez swoją odmowę skorzystania z zaproszenia do
udziału w „fabrykowaniu” prawd
o człowieku stał się sprawcą cudu,
kolejnego prawdziwego „cudu
nad Wisłą”. Przylgnął do Jedynej
Prawdy, która zachowuje także
w więzieniu i wyzwala na krzyżu 12.
721
W setkach tysięcy przypadków zapierania się siebie, odmowy skorzystania z „pułapki wolności”, zachował swój naród, który ostatecznie wychodzi zwycięsko z jednej
z najcięższych batalii o swoją tożsamość.13
Nam chodzi jednak również
o koszty tego zwycięstwa, czyli o
świadomość pokonanych, o źródło ich „siły” (Havel) czy też główny powód ich „bezsilności”. Na
dobrą sprawę nie da się tego zrozumieć bez Kowalskiego. Tym bardziej, że wraz z nim pozostawało
w więzieniu lub na wolności wielu
nie zgadzających się na prawdotwórczą władzę obalonego systemu. Niestety dla wielu z nich „siła
pokonanych” nadal pozostaje zagadką. Tak jak mało zrozumiałym
pozostaje dla nich doświadczenie
odrzucenia.
Pokonani znali prawdę, ale nie
do końca. To znaczy nie znali
pełnej prawdy o sobie. Innymi słowy, nie zdobyli się na próbę pokonania totalitarnego lęku i skorygowania go siłą wyzwalającej Prawdy
w warunkach politycznej i kulturowej bezsilności. Waga zwycięstwa w starciu z systemem, uzurpującym sobie prawo do nowego
stwarzania człowieka i tworzenia
nowej prawdy o nim, staje się
możliwa do oszacowania tylko
w wymiarze religijnym. Podobnie
jak waga strachu, który nie pozwala oddać się w ramiona sprawiedliwości, ponieważ nie stoi za tym
722
silna wiara w Jezusa Chrystusa,
w którym „niepokonani” odnajdują potwierdzenie swojego przekonania, że zamach na prawdę staje
się zamachem na samego Stworzyciela i na człowieka. Antropologia w wyborze prawdy za cenę
męczeństwa, odrzucenia i niezrozumienia, wchodzi bardzo głęboko w teologię (por. J 18, 28-39;
J 19,1-16; J 20,1).
„Siła pokonanych” staje się
w tym miejscu słabością wiary.
Spór o człowieka, jaki toczył się
z marksizmem, był w gruncie rzeczy sporem o Pana Boga. Dlatego
marksizm z taką zajadłością zaatakował religię. Stąd problem
wiary w Boga i jej znaczenia dla
narodu „trudnego wyzwania”
i „trudnej wolności” jest tak istotny. Ocena polskiej powojennej
rzeczywistości bez tej perspektywy pozostanie niepełną. Podobnie jak niepełną musi pozostać
bez niej ocena wagi zwycięstwa
i wagi porażki tych, którzy nadal
lękają się konfrontacji z prawdą
i żyją z syndromem podzielonego
„ja”. Doświadczenie ostatnich lat
aż nazbyt wyraźnie przekonuje
nas o tym, że mówienie tylko
o jakimś strukturalnym błędzie,
o „okresie błędów i wypaczeń”,
które – chyba jako jedyne – nie
mają swoich sprawców i odpowiedzialnych, jest ślizganiem się
po powierzchni, ignorowaniem
powagi sytuacji oraz utrwalaniem
mechanizmów kłamstwa 14.
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
3. Ucieczka od wolności
Próbę spojrzenia na to zagadnienie z perspektywy chrześcijańskiego dziedzictwa podejmował
swego czasu m.in. Józef Tischner.
Niewątpliwie słuszną uwagą jest
wskazanie na „rewolucję” w świecie ducha jako autentyczną formę
przemian. Nie podlegające dyskusji jest również spustoszenie, jakie
pozostawił po sobie prawie pół
wieku panujący system, zwłaszcza
w ludzkiej mentalności, sposobie
wartościowania, umiejętności dokonywania nawet tych najprostszych wyborów. Niemniej przy
zniesieniu, niemalże całkowitym,
wolności w podejmowaniu decyzji, trudno mówić o odpowiedzialności, a tym bardziej o winie. J.
Tischner określał ten stan rzeczy
– posługując się sformułowaniem
Ericha Fromma – jako konsekwencję „ucieczki od wolności” 15,
która w warunkach komunistycznego getta mogła zbyt wiele kosztować.
Przy sprzyjających warunkach
(zrzucanie na innych i unikanie
odpowiedzialności 16) całe rzesze
bez jakiejkolwiek troski o jutro
„ustawiały się w kolejce do komunistycznych straganów”, które w
międzyczasie przestały istnieć 17.
Jest to konsekwencją karykaturalnego obrazu obrony wolności we
względnie totalitarnym porządku,
zostawiającym pewną przestrzeń,
aby się nieco ukryć, podzielić swo-
EDWARD SIENKIEWICZ, Świadectwo prawdzie w rzeczywistości odrzucenia
je „ja”, ale za cenę odpowiedzialności. Bardzo dobrze ujmuje to K.
Wojtyła w dziele Osoba i czyn,
podejmując m.in. analizę właściwych socrealistycznej mentalności
postaw „uniku” i „kompromisu”,
w efekcie bardzo do siebie zbliżonych i uzupełniających się, będących niewątpliwym wytworem presji prawdotwórczego systemu. W
ten sposób jednostki i całe rzesze,
w imię innych wartości, np. dobra
i bezpieczeństwa rodziny, kariery
zawodowej itp., unikały konfliktu
sumienia z kłamstwem systemu.
W praktyce oznaczało to wycofanie się z budowania prawdziwego
dobra społecznego na rzecz iluzji 18.
Tymczasem dziś na okres tzw.
PRL-u coraz częściej patrzy się jak
na zły sen, w którym wszystko
przyszło z zewnątrz – jak niejednokrotnie można usłyszeć – „przyniesione na sowieckich bagnetach”. Przekonują o tym zwłaszcza
ci, którym znacznie bliżej było do
„pokonanych” Havla niż do Kowalskiego. Tyle, że to właśnie oni
bardzo szybko skonsumowali zwycięstwo tego drugiego, przede
wszystkim dzięki dobrze przećwiczonej umiejętności uniku i kompromisu. Sukces ma zawsze wielu
ojców! Stąd nadmierne przesunięcie akcentu, minimalizowanie lęku
stającego na przeszkodzie przynajmniej dwóm pokoleniom Polaków, jest krzywdą wyrządzoną
szczególnie tym, którzy lęk prze-
723
zwyciężyli. W ten oto sposób – jak
twierdził Franciszek Blachnicki
– w sumieniach wielu swoich
członków naród został pozbawiony realnej siły, mogącej skutecznie
i od razu przeciwstawić się totalitarnej potędze kłamstwa, także
w wymiarze politycznym 19.
Zamknięcie czy też ograniczenie ciągle nabrzmiałego problemu
tamtych czasów niczego nie rozwiązuje. Pozornie wolni obywatele
nadal nie potrafią budować wolnego państwa. Brak dostatecznego świadectwa wolności w społeczeństwie polskim to, obok systemowego, także podmiotowy
aspekt, o którym nie wolno zapominać. Wolności nie ograniczała
tylko i wyłącznie ideologia totalitarna 20, często odwołująca się do
przemocy. O wiele większym niebezpieczeństwem był, wypływający z nieposłuszeństwa własnemu
sumieniu, lęk społeczeństwa, słabość moralna, częste upadki w
grzech, apatia, a nawet bezmyślność i dopiero na to nakładające
się zło systemu 21.
Właśnie przez bierność i bezmyślność społeczeństwa władza
najczęściej uzyskiwała legitymację
do swoich przestępczych działań
wobec narodu. Akcent trzeba zatem nieco przesunąć z zewnętrznego na bardziej wewnętrzny, dotyczący „ludzkiego serca”. W tym
kierunku szło nauczanie, bodajże
najbardziej zaangażowanych wówczas w ocalenie narodu, Stefana
724
kard. Wyszyńskiego i F. Blachnickiego. Zresztą u tego ostatniego
spór o wolność doczekał się teologicznej interpretacji, według której Bóg dopuścił na ochrzczony
naród „karę w postaci totalitaryzmu”. Powodem były grzechy narodu, zaś celem jego głębsze oczyszczenie, sięgające samych podstaw
ludzkiej egzystencji i umożliwiające skorzystanie z Bożego daru odkupienia 22. Niestety wysiłek Blachnickiego poza niewystarczającymi wyjątkami nie został zauważony i podjęty w polskiej teologii.
Nie doszło do wytworzenia klimatu, który sprzyjałby refleksji nad
rodzimym wydarzeniem w walce
o ludzką wolność 23. Trudno się
zatem dziwić, że ciągle potykamy
się o zbyt powierzchowną analizę
przeszłości, która nie tylko nie
pozwala zamknąć tego rozdziału
historii, ale też skutecznie zaradzić współczesnym problemom, z
przeszłością bardzo mocno związanym.
Polska „rewolucja solidarnościowa” ostatecznie odniosła zwycięstwo. Pojawia się jednak pytanie: czy wraz z nią nie zostali
pokonani sami zwycięzcy, a raczej
konstruktorzy jej sukcesu? Coraz
wyraźniej bowiem ścierają się dziś
ze sobą dwie oceny: tych postrzegających przede wszystkim ostateczne zwycięstwo niepokonanych
świadków prawdy oraz tych, którzy odrzuconym zwycięzcom przeciwstawiają „siłę pokonanych”
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
– siłę przetrwania, uniku i konformizmu. Która z nich jest prawdziwa? Ta optymistyczna, wyrosła w klimacie solidarnościowych
zwycięstw i haseł, także marzeń?
Czy ta bardziej pesymistyczna, dostrzegająca w pierwszych szeregach marszu do świata wolnego
rynku jeszcze wczoraj pokonanych? Obie muszą przejść weryfikację przez owo niewzruszone,
czasem aż okrutne kryterium, jakim jest nasza rzeczywistość. A
może doświadczenie odrzucenia
to efekt braku oporu wobec liberalnego kłamstwa – zafałszowania
obiektywnej prawdy?
4. Wolność liberałów
w jej relacji do prawdy
Uznawanie wolności za istotę
liberalizmu jest truizmem. Wbrew
pozorom nie jednoczy ona wcale
liberałów i nie stanowi jednolitej
ich wizji. Przez rozumienie wolności bowiem i jej znaczenia w życiu
oraz działaniu jednostek między
liberałami biegną największe podziały. Generalnie jednak przedstawiciele tej ideologii opowiadają
się za utrzymaniem czy też powrotem do pierwotnych zasad liberalizmu 24, w tym również do
takiego rozumienia wolności, które nie pozwala dowartościowywać
jej przez wchodzenie w jakiekolwiek zależności od instytucji lub
autorytetów. Stąd wolność pozo-
EDWARD SIENKIEWICZ, Świadectwo prawdzie w rzeczywistości odrzucenia
staje dla liberałów dobrem najwyższym oraz istotą człowieczeństwa. Rdzennie liberalna koncepcja wolności to wolność „od”
wszelkich zewnętrznych ograniczeń 25, a wszelkie porozumiewanie się między ludźmi jak też stosunki zachodzące np. między jednostką a państwem postrzegane są
jak „zło konieczne” i tolerowane
o tyle, o ile prowadzą do osiągnięcia osobistej korzyści 26.
Tymczasem liberalizm, podobnie jak marksizm, absolutyzując
wolność, musi stanąć w konfrontacji z prawdą, czyli wartością jedynie upoważnioną oraz zdolną
do krytycznego osądzenia wolności poddanej konieczności dyktatury proletariatu (komunizm)
i koniecznego jej priorytetu, przed
wszystkimi innymi wartościami (liberalizm) 27. Dlatego też nazywanie liberalizmu ideologią, wbrew
tu i ówdzie podnoszonym protestom, jest całkiem uzasadnione
i uprawomocnione, ponieważ, podobnie jak marksizm, „tworzy” on
prawdę na użytek wolności 28. Co
więcej, jak twierdzą jego przedstawiciele, wolność polega właśnie
na możliwości tworzenia prawdy
o sobie, społeczeństwie, wszelkich
wartościach, świecie, aby nie trzeba było dostosowywać do niej wygodnego i przynoszącego zadowolenie życia. W ten sposób powstaje wiele prawd, a co za tym idzie
brak obiektywnego charakteru
którejkolwiek z nich, ponieważ się
725
wzajemnie wykluczają, zmieniają
i nie mają cech trwałości 29. Priorytet wolności zakłada uzależnienie
od siebie prawdy. W dziedzinie
prawdy zatem nie potrzeba się odwoływać do żadnej zewnętrznej
instancji, np. autorytetu, który
w teorii liberalistycznej nie posiada żadnego instrumentu odkrywać lub rozpoznawać obiektywną
prawdę.
Prawda nie jest, zdaniem liberałów, rozpoznawalna i pozostaje
kwestią sporną 30. Tym bardziej, że
w duchu liberalizmu wszelkie
obiektywne wartości powinny być
zanegowane, głównie z tej przyczyny, że zostały one człowiekowi
narzucone i przez to samo, jak
twierdzą liberałowie, nie mogą
być wybierane w sposób wolny 31.
„Klasyczny liberał” nie czuje się
od nikogo zależny, niewiele się też
spodziewa od drugich, nic nikomu
nie będąc winnym i szybko pozbywa się niewygodnego balastu
zobowiązań. Rozpoczyna się proces wycofywania się w prywatność, w sferę własnego serca 32.
Wszystko to przygotowywało
powoli drogę do tzw. tyranii większości. Od czasu do czasu trzeba
przecież pogodzić wchodzące ze
sobą w konflikt sprzeczne interesy. Liberalne społeczeństwo, które
usunęło obiektywną prawdę, na jej
miejsce musiało znaleźć inny „dogmat”: prawdę większości, która
uzależnia jednych od drugich.
Społeczeństwo takie oddala się
726
też od zasad liberalizmu klasycznego. Coraz częściej i coraz bardziej zagubiona jednostka, aby nie
pogrążyć się zupełnie w alienacji,
zaczyna poszukiwać rozwiązania
poza sobą, w dyktaturze większej
liczby głosów. Kryterium prawdy
staje się odpowiednio kształtowana opinia publiczna, a nieomylność Boga zostaje zastąpiona nieomylnością społeczeństwa 33.
Brak wolności, jaki odczuwała
ludzkość w systemach totalitarnych,
podporządkowanie i uzależnienie
od dyktatury proletariatu, w liberalizmie zostaje zniesione przez „nadmiar” wolności, która nie mogąc
znaleźć w sobie – w jednostce
– rozwiązania problemu prawdy,
musiała szukać go na zewnątrz.
Dwie propozycje rozwiązania wolności człowieka, ustawiane dotąd
na dwóch biegunach (marksizm i liberalizm), potykając się o fundamentalny dla wolności wymiar prawdy, ostatecznie nie wydają się aż
tak bardzo od siebie odległe 34. Charakteryzuje je ten sam błąd: uzależnienie prawdy – w marksizmie od
praktyki rewolucyjnej, a w liberalizmie od opinii większości.
Relatywizm, choć mający różne
przyczyny i opierający się na różnych przesłankach, prowadzi do
tych samych konsekwencji: ujarzmienia jednych przez drugich albo
wyzwolenia silniejszych kosztem
słabszych. Stosowana w procesie
rewolucji marksistowskiej zasada
plus vis quam ratio [więcej znaczy
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
siła niż rozum], znajduje zastosowanie również w ustroju kroczącym pod sztandarem wolności 35.
5. Modyfikacje liberalizmu
w demokratycznej Polsce
O ile filozoficzne podstawy tego kierunku doczekały się dość
pokaźnej literatury, to problem
„eksplozji wolności” i samowoli
jednostek, które nie znajdują, jak
dotąd, w społeczeństwie żadnych
mechanizmów zabezpieczających
ich wolność, staje się prawdziwym
wyzwaniem. Nie można przecież
od wolności oddzielić problemu
wyboru. Ten natomiast może zaistnieć tylko tam, gdzie mamy do
czynienia przynajmniej z konkurującymi wartościami 36. Co jednak
począć, kiedy proces samodecydowania ogranicza się tylko do samego wyboru, czyli negacji dla negacji, ponieważ już tylko ona staje się potwierdzeniem ludzkiego
działania? Innymi słowy, to, co
miało być mechanizmem, wprawdzie niezbywalnym, ale od początku do końca rozumianym jako
środek do samopotwierdzenia osobowego i realizacji, staje się celem,
a tak naprawdę kresem ludzkiej
wolności i jej tragicznym zanegowaniem. Polski eksperyment z
tzw. liberalną koncepcją wolności
może się skończyć podobnie jak
leninowski eksperyment z rewolucją, która marksistowskie – zresz-
EDWARD SIENKIEWICZ, Świadectwo prawdzie w rzeczywistości odrzucenia
tą bardzo wątpliwe – tezy chciała
modyfikować do swoich doraźnych celów 37.
Nie chodzi w tym miejscu
o dowodzenie, że klasyczny liberalizm czy neoliberalizm sam w sobie jest znośny, a wypacza go tylko polska rzeczywistość. Niemniej
właśnie w polskiej rzeczywistości,
poprzez związany z transformacją
systemową kontekst, koncepcje liberalne mogą ulegać dodatkowym
modyfikacjom, i to do tego stopnia, że ocena ich w świetle zasad
klasycznego liberalizmu i doświadczeń innych narodów, a tym bardziej innych czasów, może być
dość kłopotliwa. Problemu nie
ułatwia także propagowanie w polskim społeczeństwie tez liberalnych. Doświadczenia, jakie pozostały po ideologii marksistowskiej,
wpływają nie tylko na nieco inne
zachowania i reakcje społeczeństwa lub poszczególnych jednostek
w sytuacji tzw. eksplozji wolności,
ale też na rozumienie, a nawet
terminologię procesów i idei związanych z koncepcją liberalną 38.
Dobrze byłoby sobie zdawać przy
tym sprawę ze spustoszenia, jakie
pozostawił w ludzkich sumieniach
i relacjach społecznych oparty na
marksizmie system społeczno-gospodarczy. W przeciwnym razie racje przemawiające za szerzącym
się w polskim społeczeństwie nihilizmem, ateizmem, odchodzeniem
od wartości narodowych 39 oraz
chrześcijańskich, niezdolność do
727
świadectwa prawdzie i deifikacja
demokracji będą po prostu niezrozumiałe, a ocena ich oraz przeciwdziałanie im – praktycznie niemożliwe 40.
Stąd nie może specjalnie dziwić intelektualny opór niektórych
środowisk katolickich bardzo mocno związanych z narodowo-patriotyczną tradycją, który w warunkach socjalistycznej Polski stanowił bodajże najpoważniejszą siłę
zdolną przeciwstawić się ideologii
marksistowskiej. Ocena liberalizmu w dokumentach Kościoła była
bardzo krytyczna. Toteż bardzo
szybko okrzyknięto liberalizm jako kolejną po marksistowsko-leninowskiej totalitarnej ideologii,
zgubną dla polskiego narodu i Kościoła w Polsce wizję; tym bardziej, że w niektórych środowiskach liberalizm łączony był z totalnym atakiem na wartości religijne, Kościół i w końcu także na
wszystkie te struktury społeczne
oraz polityczne, które pozwalały
umacniać polską suwerenność
i tożsamość narodową. Niestety
wielokrotnie ataki te, argumentowane nieustannie „spiskową teorią
dziejów” i „masońsko-żydowską”
ofensywą, jawiły się jako nieco
przesadzone, niepotrzebnie demonizowane, a przynajmniej rażące, jeśli chodzi o rzetelną analizę
rzeczywistości. Szczególnie mylące jest w tej perspektywie łączenie
ze sobą pojęć i mechanizmów, które tak naprawdę nie są ze sobą
728
tożsame i niejednokrotnie znacznie
więcej elementów je dzieli, niż łączy (np. liberalizm i demokracja
albo demokracja i walczący ateizm). Nie przesądzamy w tym
miejscu bynajmniej o istotnym niebezpieczeństwie tez liberalnych dla
młodej polskiej demokracji, a zwłaszcza dla polskiego społeczeństwa,
które w bardzo wielu obszarach nie
jest przygotowane do krytycznej
oceny, wynikających z tej opcji,
ubocznych nieprawidłowości.
Chcąc uniknąć tego rodzaju
nieporozumień i nie tylko terminologicznego chaosu, ale także bardzo ściśle z nim związanego bałaganu w wielu dziedzinach życia
społeczno-gospodarczego, musimy
cofnąć się do „pozostałości” po
polskim socrealizmie i zestawić go
z nowym porządkiem. Tu jednak
trzeba jeszcze raz bardzo wyraźnie
podkreślić, że oceny minionego
okresu nie dokona za nas nikt. Co
więcej, nikt poza samymi Polakami
nie może tego dokonać dobrze
i rzetelnie. W tej jednak sprawie
w Polsce nie zrobiono zbyt wiele.
Nie dokonano rzetelnego rozrachunku z marksistowską przeszłością w tych obszarach, które dotyczą
rzeczywistości osoby ludzkiej i dokonanego w niej przez totalitaryzm
i socrealizm spustoszenia. W spotkaniu z nowym systemem społeczno-ekonomicznym, w jakim musi
obecnie egzystować i rozwijać się
polskie społeczeństwo, staje się to
wprost konieczne. Sięganie do za-
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
chodnich autorów i zachodnich
opracowań z nadzieją znalezienia
gotowych rozwiązań jest po prostu
nieporozumieniem 41. Nie znaczy
to wcale, że trzeba wyważać już
dawno pootwierane drzwi. Na pewno jednak polska tradycja, a tym
bardziej złożoność obecnych polskich problemów i dylematów, dojrzała do oryginalnych i samodzielnych ujęć.
Dziś trzeba mówić o pokoleniu ludzi dotkniętych „totalitarną
dewastacją sumienia”. Zagadnienie grzechu społecznego, struktur,
które wypaczyły społeczne relacje
obywateli i kształtowały całe pokolenia, w odzyskanej suwerenności uzyskuje dodatkowe wymiary, domagające się gruntownego
przebadania. Naród, który oparł
się ideologii marksistowskiej, staje
przed nowym wyzwaniem, może
jeszcze bardziej trudnym i wymagającym, przed koniecznością
zmierzenia się z innym prawdotwórczym systemem, tym razem
występującym pod osłoną „domniemanej” większości oraz przyzwolenia społecznego. Najpierw
jednak trzeba określić swoje miejsce, odnaleźć się w nowych warunkach, pamiętając o tym, iż mamy do czynienia ze „starymi” ludźmi. Słowo „solidarność” współczesnemu pokoleniu Polaków
mówi już coraz mniej i jako ruch
społeczny, masowy, zdaniem wielu autorytetów odegrało już swoją
rolę 42.
EDWARD SIENKIEWICZ, Świadectwo prawdzie w rzeczywistości odrzucenia
Przypisy
1
Zob. Jan Paweł II, Homilia podczas Mszy świętej w Gdańsku, 12 czerwca 1987 r.
2
Por. T. Styczeń, Wolność w prawdzie, Rzym 1988.
Publikacja zawiera
wykład wygłoszony w ramach „Tygodnia
Filozoficznego” w KUL w 1987 roku.
Zestawiając starożytnego mędrca Sokratesa z polskim „Kowalskim”, żyjącym
w epoce leninowsko-stalinowskiej wersji
komunizmu, autor stara się wskazać na
wspólne wszystkim czasom i zarazem
miejscom, wartości, które nie mogą być
naruszone jeśli człowiek ma zachować
swoją godność i swoją wolność; jeśli społeczność ma przetrwać, zachowując osiągnięcia swojej kultury. Co więcej, podobnie jak w przypadku Sokratesa tak i Kowalskiego działają te same mechanizmy,
ujawniając przedziwną zależność wolności od prawdy. Refleksja, którą można
uznać za szczególną formę świadectwa
prawdzie, powstała na kilka lat przed
zmianą układu sił, upadkiem komunizmu
w Polsce oraz w Europie i obejmuje
doświadczenia całego okresu braku wolności pod jarzmem komunistycznej ideologii.
3
Marksistowska koncepcja wolności bywa bardzo często przeciwstawiana
wolności liberalnej. Chodzi oczywiście
o powszechnie przyjęte rozumienie tego
terminu, aby nie wchodzić w tym miejscu
w bardzo szczegółowe kwestie. Tymczasem obie koncepcje wolności (marksistowska i liberalna) mają coś wspólnego.
Obie bowiem nie rozwiązują pomyślnie
problemu obiektywnej prawdy, nie pozwalającej kupczyć „królestwem wolności”, za które ceną staje się sama osoba
ludzka, ponieważ tego domaga się – przynajmniej w punkcie wyjścia – „absolutne
nieskrępowanie”. Tyle, że absolutnie wolnego człowieka trzeba stworzyć na nowo,
tym razem przez wszechpotężną praxis.
Klasyczna koncepcja prawdy zostaje
729
w ten sposób zastąpiona koncepcją pragmatyczną. Odtąd „można” już być wolnym nie przejmując się teoretyczną, obiektywną prawdą. To, co z punktu widzenia klasycznej filozofii jest kłopotliwe
i trudne do rozwiązania, z punktu widzenia marksizmu staje się sposobem na
rozwinięcie problemu, a w praktyce realizacją wolności. Odrzucenie wraz z Bogiem możliwości dotarcia do prawdy
obiektywnej wprowadza konflikt między
prawdami subiektywnymi, co w klasycznym rozumieniu problemu rodzi sytuację
bez wyjścia. Praktyczny materializm nie
zna jednak sytuacji bez wyjścia. Pojawia
się konieczny schemat walki klas, który
trzeba jakoś rozwiązać. Konflikt „prawdotwórców” jest nieunikniony, wynika
z historycznej konieczności i ten konflikt
– w przekonaniu marksistów – jest najprostszą drogą do wolności. Trzeba tylko
pokonać w walce przeciwnika, który posiada konkurencyjną prawdę. Por.: tamże, ss. 29-30; K. Marks, Tezy o Feuerbachu, Teza 2, w: tenże – F. Engels,
Dzieła, t. 3, Warszawa 1961, s. 5; K.
Marks, Przyczynek, w: tenże – F. Engels,
Dzieła, t. 1, Warszawa 1960, s. 459; J. Y.
Calvez, Jakie wyzwolenie według teologii
wyzwolenia, w: Problem wyzwolenia człowieka. Materiały z sesji zorganizowanej
przez Instytut Jana Pawła II KUL oraz
Polski Instytut Kultury Chrześcijańskiej
(Rzym) 16-17 maja 1986 r. w Kazimierzu
n. Wisłą, pr. zbior., Rzym 1987, s. 106;
T. Styczeń – A. Szostek, Liberalizm po
marksistowsku, w: Problem wyzwolenia...,
dz. cyt., ss. 123-144.
4
Por. T. Styczeń, Wolność w..., dz.
cyt., s. 5.
5
Por. tenże, Solidarność wyzwala,
Lublin 1993, s. 122.
6
Por. tamże, ss. 97-98.
7
Por.: Solidarni: wolni przez prawdę,
„Ethos” 1990, nr 3-4, s. 6; T. Styczeń,
Wolność w..., dz. cyt., ss. 6-9.
8
Ostatecznie marksizm przegrał bitwę o człowieka, także na polu kultury.
730
Przegrał wobec, toczącej się na wielu
poziomach, obrony obiektywnej prawdy
o człowieku. Wszystkim jednak twórcom
kultury nigdy nie wolno zapomnieć, skąd
płynie moc tego świadectwa. Innymi słowy, co jest zasadą tej kultury, która oparła się pokusie kreowania prawdy. Por. R.
Buttiglione, Jan Paweł II a polska droga
do wolności, tłum. T. Styczeń, „Ethos”
11/12 (1990), s. 42.
9
Odkrycie prześladowanych przez
komunistów obrońców prawdy, że klucz
do wolności leży w ich rękach; nikt nie
może im jej wbrew im samym, ani zabrać,
ani podarować i że użyć tego klucza
mogą tylko w prawdzie o sobie i o swojej
wolności, prowadzi ich do jeszcze jednego, przełomowego odkrycia. Mianowicie do przekonania, iż to wszystko, co
odnosi się do nich, odnosi się do każdego
drugiego. To, czego nie wolno innym
– stróżom więzienia, wobec nich, tego nie
wolno również im wobec stróżów. Niepokonani, którzy wyszli z więzienia, którzy pozostając w więzieniu nie ugięli się
przed przemocą, doskonale rozumieją, że
nie wolno im uciekać się do przemocy,
odwetu względem tych, którzy być może
teraz od nich zależą. Nie wolno, jeśli chcą
zachować swoją, opartą na fundamencie
prawdy wolność, w imię której pozostali
w więzieniu i dla ratowania której wybrali
odosobnienie. Solidarni z prześladowcami w sytuacji zagrożenia ich podmiotowości, nie mogą przestać być solidarni
w innych warunkach, nie mogą zmienić
swojej opcji, na opcję, która była przez
nich samych nie do zaakceptowania.
10
W. Havel przedstawia sprzedawcę jarzyn, któremu reżim nakazuje wywiesić w oknie wystawowym propagandowy plakat. Sprzedawca jarzyn wewnętrznie nie zgadza się z treścią tego plakatu, ostatecznie jednak decyduje się go
wywiesić, wierząc, że w ten sposób zachowuje swoje najgłębsze przekonania,
nie mogąc, na dobrą sprawę, nic zrobić
wobec przemocy. Jak się okazuje nie robi
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
też nic jako świadek i tym samym pozbawia swoich agresorów możliwości
zweryfikowania ich sumienia. Por. W.
Havel, Potere senza potere, Bologna 1980.
11
Por. T. Styczeń, Solidarność..., dz.
cyt., s. 113.
12
Por. A. Święcicki, Struktury a wolność, w: Problem wyzwolenia..., dz. cyt.,
s. 346.
13
Największe zwycięstwo „Solidarności” było przygotowane nie na wiecach,
ale w więziennej samotni, w ciszy umożliwiającej dialog z własnym sumieniem,
który umożliwiał wyzwolenie się przez
prawdę. Chociaż w warunkach skrajnie
ograniczonej niezależności. Od nienawiści do kogokolwiek, ale i od lęku: przed
kimkolwiek. „Kowalski” Tadeusza Stycznia, może być jednak skonfrontowany
z „ubogimi”, którzy są „miejscem teologicznym” południowoamerykańskiej teologii wyzwolenia. Dokładne jednak wsłuchanie się w rytm jednego (polskiego)
i drugiego (południowoamerykańskiego),
sporu, bardzo szybko pozwoli zróżnicować oba głosy i wyczuć odmienną atmosferę, w jakiej się toczą. W jednym i drugim wypadku, przeniknięte teologiczną
refleksją dążenie do wolności, angażuje
Kościół, który nie może się uchylić od
wzięcia na siebie odpowiedzialności za
całego człowieka, powierzonego mu wraz
z jego kontekstem społecznym i kulturowym. Przeciwstawiając „południowoamerykańską drogę do wolności” polskiej,
„solidarnościowej”, mówi się często o sytuacji polskiej, jako „rewolucji zrealizowanej”, będącej konsekwencją klasowego
rozstrzygnięcia i zmiany status quo, ograniczającego ludzką wolność, strukturalnego zła.
14
Por. J. Tischner, Wiara w mrocznych czasach, „Znak” 1992, nr 4, s. 7.
15
Zob. tenże, Nieszczęsny dar wolności, Kraków 1993, ss. 7-8.
16
Por. K. Wojtyła, Osoba i czyn, w:
tenże, Osoba i czyn oraz inne studia antropologiczne, Lublin 1994.
EDWARD SIENKIEWICZ, Świadectwo prawdzie w rzeczywistości odrzucenia
17
Por. J. Tischner, Etyka solidarności oraz Homo sovieticus, Kraków 1992,
ss. 185-186.
18
Por.: R. Buttiglione, Myśl Karola
Wojtyły, tłum. J. Merecki, Lublin 1996, s.
250; J. Nagórny, Solidarność i sprzeciw
u podstaw uczestnictwa w życiu społecznym. Refleksje nad społecznym nauczaniem
Jana Pawła II ze szczególnym uwzględnieniem adhortacji „Christifideles laici”,
„Roczniki Teologiczne” 1991-1992 (38-39), ss. 10-11.
19
Zob. F. Blachnicki, Prawda –
Krzyż – Wyzwolenie. Ku polskiej teologii
wyzwolenia, Carlsberg 1985, s. 79.
20
Por. K. Kaucha, Ideologia, w: M.
Rusecki i in. (red.), Leksykon teologii fundamentalnej, Lublin-Kraków 2002, ss.
527-529.
21
Por. Z. Nosowski, Polska teologia
polityczna?, „Więź” 1991, nr 5, s. 30.
22
Por. tamże ss. 173-174.
23
Por. tamże, s. 28.
24
Wielu z nich odwołuje się w tym
miejscu do sformułowanych teorii człowieka, a w tym także wizji jego wolności,
przez autorów, których poglądy dla całych pokoleń liberałów stawały się szczególnym wyznacznikiem. Chodzi tutaj o
J. Locke’a, który uznał wolność za stan
pierwotny i najbardziej naturalny człowieka, a przez to także fundamentalne prawo każdej istoty ludzkiej, pozwalające jej
kierować własnym życiem i organizować
je niezależnie od jakichkolwiek autorytetów. W podobnym duchu wypowiadał się
J.J. Rousseau. Według niego każdy człowiek rodzi się wolny, choć później bardzo
często bywa zniewalany. Mimo to wolność jest naturą człowieka i dlatego nikt
nie może się jej wyrzec, czy też z niej
zrezygnować (Wstęp do Umowy społecznej). Por. S. Kowalczyk, Liberalizm i jego
filozofia, Katowice 1995, s. 20-21.
25
Por. A. Smith, Teoria uczuć moralnych, tłum., wstęp, przypisy D. Petsch,
Warszawa 1989, s. 348.
26
Por. Z. Pawlak, Współczesny libe-
731
ralizm i jego filozoficzne fundamenty, „Ateneum Kapłańskie” 1999, nr 2-3, ss. 249-250.
27
Może warto w tym miejscu przypomnieć, że zasadnicze, głoszone i podjęte przez ideologię marksistowsko- leninowską zmiany w dziedzinie ekonomii,
z całkowitym unicestwieniem rynku, włącznie, wypływały z przeświadczenia, że
pełna realizacja wolności człowieka nastąpi wówczas, kiedy uda się całkowicie
wyeliminować chaos zrodzony przez
wolny rynek. Por. A. Walicki, Marksizm
i skok do królestwa wolności – dzieje komunistycznej utopii, Warszawa 1996, s. 96
i J. Kochanowicz, Teologia Rynku, „Res
Publica Nowa” 10 (2000), s. 20.
28
Neoliberałom i wszystkim zbliżonym do nich kręgom, nie wolno nigdy
zapominać, że wielkie ideały wolności
politycznej – jak to ujmuje w jednym ze
swoich wykładów F. Hayek – zostały na
kontynencie poznane prawie wyłącznie
w formie nadanej im przez Francuzów,
którzy tak naprawdę nigdy nie mieli doświadczenia wolności i interpretowali tradycje, instytucje oraz idee pochodzące
z zupełnie odmiennego klimatu intelektualnego i politycznego. Liberalizm natomiast, który zrodził się z opozycji przeciw
porządkowi feudalnemu i monarchii absolutnej, musiał bardzo szybko przeciwstawić się dążeniom rewolucji francuskiej
i socjalistów. Z tego też powodu szukał
usilnie sojuszników po stronie konserwatystów, osłabiając jednocześnie i z czasem
wypierając się swego rysu rewolucyjnego,
który bezsprzecznie został mu dopisany
przez historię. Por. F. Hayek, Studies in
Philosophy, Politics and Economics, Simon
and Schuster, New York 1969, s. 107;
J. Szacki, Historia myśli socjalistycznej,
t. I, Warszawa 1981, s. 161.
29
Por. F. Sardh y Salvany, Liberalizm jest grzechem, tłum. Z. Bereszyński,
Poznań 1995, s. 19.
30
Por. J. Ratzinger, Znaczenie wartości religijnych i etycznych w społeczeńst-
732
wie pluralistycznym, tłum. M. Zawisza,
„Communio” 1994, nr 9, s. 184.
31
Por.: Z. Sareło, Miejsca aberracji
liberalizmu i chrześcijaństwa, „Communio” 1994, nr 9, ss. 247-248.
32
Por. K. J. Schippegers, Społeczeństwo egalitarne i związane z nim zagrożenia,
„Communio” 1994, nr 9, s. 263.
33
Por. tamże, s. 266.
34
Por. A. Grzegorczyk, Wprowadzenie – Liberalizm a wyzwolenie człowieka,
w: Problem wyzwolenia..., dz. cyt., s. 185.
35
Por. J. Tischner, Łaska i wolność,
„Znak” 1992, nr 5, s. 4.
36
Por. R. Legutko, Między papugą
a zaściankiem (polskim liberałom ku przestrodze), „Znak” 1992, nr 1, s. 88.
37
Popularność liberalizmu, zwłaszcza
w ostatnich latach, wzrasta przez upadek
komunizmu. Dopóki istniało realne zagrożenie totalitaryzmem, liberałowie świadomi
i dodatkowo pouczeni doświadczeniem, co
do niebezpieczeństw relatywizmu, formułowali dość umiarkowane oceny. Mentalność
ta jednak, w ostatnim czasie, przechodzi
przez szereg zmian. Znikło zewnętrzne zagrożenie dla wolności indywidualnej z jednej strony, a z drugiej, nagle osłabł kontrast
między dobrem i złem. Koncepcje liberalne, poza tym, to nie tylko ożywienie, zauważane zmiany w krajach od wieków liberalnych, ale również zafascynowanie się liberalizmem w krajach postkomunistycznych. Słaba demokracja, zbyt niski, szczątkowy mechanizm „rozładowywania” napięcia spowodowanego splotem konkurujących ze sobą prawd i sposobów realizowania własnej wolności, może prowadzić do
prawdziwego zagubienia całych społeczeństw. Im większy jednak chaos, tym
bardziej radykalne mogą być procesy „porządkujące”, chroniące społeczeństwo
przed „nadmiarem wolności”, aż do totalnego liberalizmu włącznie. Por. R. Legutko,
Pokusa totalnego liberalizmu, „Znak” 8-9
(1984), s. 1077-1097.
38
Znaczenie, jakie przypisuje się
słowom i etymologiczna oraz semantycz-
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
na uczciwość, nie są w historii myśli
ludzkiej bagatelne. To właśnie z powodu
braku tej elementarnej rzetelności agnostycyzm i pozytywizm zachowały chrześcijańską frazeologię, bez chrześcijańskiego znaczenia. Podobnie hasła o powszechnym braterstwie, wolności, suwerenności, równości, solidarności, po rewolucji
francuskiej, w swoim znaczeniu, zupełnie
odbiegały od ideałów chrześcijańskich,
z których się wywodzą. Por. F. Sard
y Salvany, Liberalizm jest grzechem... , dz.
cyt., s. 72.
39
P. Bortkiewicz, Podstawowe wartości społeczno-moralne w kontekście
polskich przeobrażeń ostatnich lat, „Ateneum Kapłańskie” 129(1997), s. 182-183.
40
Niezbyt bogate są też polskie tradycje liberalne. Zwłaszcza w porównaniu
z innymi zdobyczami, także w okresie
zaborów i po odzyskaniu niepodległości,
które wprawdzie nie wystarczyły do stworzenia silnych struktur społecznych (ubolewał nad tym szczególnie C. K. Norwid),
ale bezsprzecznie pozwoliły ugruntować
w narodzie bardzo wiele wartości, tak
bardzo przydatnych dla przetrwania jego
tożsamości i wolności. Tym niemniej
dzieje polskiej ideologii liberalnej sięgają
początków XIX w., kiedy to polscy liberałowie pojawili się jako legalna opozycja
w Królestwie Kongresowym. Mimo to
polskim liberałom nigdy nie udało się
stworzyć jednej, dużej i liczącej się partii
politycznej. Nie sprzyjały też temu wydarzenia z lat 1944-1952, które doprowadziły do całkowitego usunięcia idei liberalnych i ich przedstawicieli z ówczesnej,
polskiej sceny politycznej. Por. W. T.
Kulesza, Ideologie naszych czasów, Warszawa 1996, s. 54-55.
41
Por. Z. Nosowski, Teologia po
Gułagu (wokół Kongresu Teologów Europy Środkowowschodniej), „Więź” 1991, nr
11-12, s. 190.
42
Por. tenże, Polska teologia..., art.
cyt., s. 33.
FORUM
Wywiad z Karolem Wojtyłą
o nauce społecznej Kościoła (1978)
– świadectwo
Vittorio Possenti
Uniwersytet w Wenecji
Cofając się w przeszłość, zapominamy o teraźniejszości. Kiedy od
niej uciekamy, często zmienia ona
zabarwienie i tonację, gdyż przenosimy na przeszłość uczucia z teraźniejszości. Pilnując się, żeby nie
ulec czemuś takiemu, pytam się
dziś, po przeszło 20 latach, o motywy powzięcia pomysłu zrobienia
tomiku – wywiadu o nauce społecznej Kościoła i zwrócenia się
w tej sprawie do kardynała Karola
Wojtyły. Sięgając pamięcią wstecz
i opierając się na dokumentacji
z tamtego czasu (1977-1978), odtwarzam motywy, którymi się kierowałem i cele, jakie obiecałem
sobie osiągnąć przez tę inicjatywę.
Bez większego trudu można
sobie przypomnieć zalew krytyki
i wielką nieufność, jakie mniej
więcej w tym czasie ciążyły na
NSK. Pozwolę sobie zacytować,
co napisałem przed laty o pewnych cechach kultury Zachodu,
także religijnej, z dużym przybliżeniem dających się zlokalizować
w latach 60. i 70.:
„Należy spośród nich przypomnieć: rozpowszechnioną krytykę
metafizyki; upadek infrastruktury
pojęciowej neoscholastyki, która
długo zaopatrywała w środki przekazu merytoryczno-lingwistycznego dokumenty społeczne papieży;
wielkie zaufanie w latach sześćdziesiątych i późniejszych do nauk
humanistycznych, co do których
sądzono, że mogą same kierować
postępowaniem (w Octogesima adveniens Paweł VI ostrzegał przed
używaniem ich przez ideologie);
kryzys myśli personalistycznej, zepchniętej na margines przez silne oddziaływanie strukturalizmu.
Z kolei odrzucenie metafizyki
skłaniało kręgi kultury katolickiej
do porzucenia mediacji ontologii
i prawa naturalnego. Porzucano ją
na rzecz mediacji socjologiczno-analitycznej, której używano w
naukach społecznych. Były one
także często zależne od pewnych
opcji laickich oraz osobliwych teorii postępowania, bez wyjaśniania
ich preanalitycznych podstaw. [...]
734
Poza tym psuje się relacja pomiędzy elementem twórczym i krytycznym z powodu problematycznego założenia, że jedność myśli
i czynu tkwi ze swej istoty w elemencie myśli, nie zaś w elemencie
czynu, który jest konstruktywno-decyzyjny. Znaczny wpływ wywarł też pogląd o całkowitej autonomii porządku światowego, propagowany przez nowe prądy teologiczne już od lat pięćdziesiętych,
który ostatecznie przyznawał prawo do organizacji życia doczesnego wyłącznie racjom technicznym
i ideologicznym. Poglądowi temu
podporządkowana była także teologia sekularyzacji o zabarwieniu protestanckim, według której
świat stał się już dorosły, autonomiczny i coraz bardziej zdolny
do samodzielnego znalezienia reguł własnego rozwoju. Tego rodzaju pogląd pozbawiał chrześcijaństwo wielu powodów decydujących o potrzebie jego obecności
w historii. Do tego dołączył największy w Europie Zachodniej
rozwój marksizmu w kulturze,
zyskując duży autorytet: analiza
marksistowska strojąc się w autorytet nauki i podając się za naukową wizję rzeczywistości została
uznana za skuteczną, konkretną,
podczas gdy naukę społeczną Kościoła uznano za idealistyczną, konserwatywną, w niewłaściwy sposób
reformatorską, naukowo słabą i
abstrakcyjną, gdyż opierającą się
na ahistorycznym prawie natural-
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
nym oraz bez reszty ulegającą nienawistnej interklasowości” 1.
Także na terenie kościelnym
NSK uważano przeważnie za
przestarzałą i nie nadającą się już
do upowszechniania; zwłaszcza
tak to widziały teologia wyzwolenia i teologia polityczna. Poza tym
większa część teologii nie związana z tymi nurtami odsunęła tę
naukę, żeby tak powiedzieć, do
lamusa. W konsekwencji opóźnienie w badaniach na tym polu stawało się znaczne. Trochę szumu
wywołało, zyskując sobie też zwolenników, stanowisko Marie-Dominique’a Chenu, który w książce
La dottrina sociale della Chiesa:
1891-1971 (Queriniana, 1977)
utrzymywał, że ma ona charakter
ideologii. Niezależnie od swego
ostrego charakteru krytycznego
książka wyrażała odczucia obecne
w tamtych latach w kulturze katolickiej.
Obserwując to wtedy i zastanawiając się nad zaistniałą sytuacją, widziałem konieczność spróbowania innych dróg. Wpływało
na to mocne przeświadczenie, że
zawsze jest konieczna, także w nowoczesności i ponowoczesności,
historyczna i „czasowa” projekcja
ewangelicznej nadziei: ta myśl towarzyszy mi nadal i wiąże się z nowymi perspektywami rozwiniętymi
przez Jacques’a Maritaina w Humanizmie integralnym. U źródła
moich ówczesnych zainteresowań
stało, tak jak i dziś stoi, żywotne
VITTORIO POSSENTI, Wywiad z Karolem Wojtyłą
pytanie dotyczące nieskończonych
implikacji Wcielenia Tego, w którym mieszka cieleśnie pełnia bóstwa. Przeczuwałem i myślałem, że
także kwestia NSK jest związana
z Wcieleniem i z ewangelizacją
i że z tego punktu widzenia trzeba
podjąć na nowo refleksję i orientować praktykę 2.
Centralna pozycja Wcielenia
sprawia, że uwaga wierzącego nie
skupia się wyłącznie na eschatologii – w tym sensie, że orędzie
chrześcijańskie nie może sprowadzać się jedynie do zapowiedzi
Sądu albo do gromadzenia „rezerwy” eschatologicznej. Skupienie
się na Wcieleniu pozwala też zachować owocny związek między
stworzeniem i Odkupieniem. Dlatego należało otwierać na nowo
drogę do chrześcijańskiej praktyki, „apostolskiej”, doczesnej (nie
temporalistycznej), ażeby ewangeliczna nadzieja miała swoje skutki
także dla historycznej egzystencji
jednostek i narodów. Konieczne
wydawało się odblokowanie sytuacji, nowe otwarcie, podejście pozytywne, nie tylko ukierunkowane
na odpieranie ataków i krytyk.
Jak przyczynić się do upowszechnienia takich perspektyw?
Pojawiła się okazja, a było nią
stworzenie serii wywiadów w Vita
e Pensiero, wydawnictwie Katolickiego Uniwersytetu w Mediolanie,
w którego rektoracie byłem wówczas zatrudniony i gdzie współpracowałem z rektorem Giuseppe
735
Lazzatim. Szukając teraz w pamięci i opierając się na dokumentacji, mogę odtworzyć nieco
skomplikowaną drogę, która doprowadziła do wywiadu z kard.
Karolem Wojtyłą na temat NSK.
Ogólny zamysł dojrzał we
mnie pod koniec 1977 r. Po sformułowaniu zasadniczego projektu
należało znaleźć odpowiedniego
rozmówcę, żeby mu powierzyć
główny ciężar tej inicjatywy, czyli
logiczne opracowanie odpowiedzi
tak, żeby złożyły się na małą książkę. W pierwszej fazie szukałem na
wielu kierunkach. Sądząc, że
Ameryka Łacińska stanowi wyjątkowy teren z punktu widzenia losów i przyszłości NSK – wtedy
miały swój wielki rozwój różne
nurty teologii wyzwolenia – radziłem się w tej sprawie niektórych
przyjaciół z tamtych stron, myśląc
przez pewien czas o Pierre Bigo
SJ, który działał wtedy w ILADES
(Instituto Latinoamericano de
Doctrina y Estudios Sociales).
Ale myślałem także, żeby zwrócić
się do Giuseppe Dossettiego i
z nim zrobić wywiad.
Tymczasem na Katolickim
Uniwersytecie w Mediolanie wysłuchałem wykładu kard. Karola
Wojtyły do studentów i to ku niemu zwróciłem swoją myśl. Punkt
ciężkości wywiadu miał w takim
razie przenieść się z Ameryki Łacińskiej do Europy Wschodniej.
Ale najpierw należało wybadać gotowość rozmówcy, nie znającego
736
jeszcze projektu. Mając zebrane
myśli, do czego posłużyły mi obszerna literatura i odnośne studia,
przygotowałem jako zarys dla siebie pierwszy wykaz pytań oraz list,
który, podpisany przez rektora
Lazzatiego, został w okresie wielkanocnym 1978 r. przy okazji dostarczony do Polski przez dra
Giancarlo Brasca, dyrektora administracyjnego Katolickiego Uniwersytetu.
Odpowiedź arcybiskupa Krakowa była pozytywna. Pierwsze
spotkanie z nim nastąpiło w wygodnym czasie 20 maja: pojechałem zabrać kardynała i jego sekretarza mons. Dziwisza z lotniska
Linate – przybyli z Rzymu – i towarzyszyłem im w drodze na lotnisko Malpensa, skąd mieli odlecieć dalej do Warszawy. Rozmawialiśmy długo w drodze i na Malpensa, do czego przyczyniło się
też duże opóźnienie lotu. Wręczyłem kardynałowi przygotowaną
listę pytań. Potem widziałem się
z nim znowu w Mediolanie 20
czerwca i przekazałem mu drugi
wykaz, obszerniejszy i bardziej
szczegółowy.
To rozwinięcie wiązało się
z pragnieniem kardynała, żeby odpowiedzieć na piśmie. W pierwszym momencie myślałem o dialogu bezpośrednim, mówionym,
który pozwoliłby na większą interakcję. Rezygnując z tej formy, starałem się to nadrobić przez rozszerzenie pytań. Odczytując dzi-
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
siaj ich siatkę, dostrzegam narastający gąszcz: to próba uchwycenia tematu jak najbardziej z bliska
i oddziałania na rozmówcę przez
pewne zarzuty i krytyczne argumenty – których osobiście nie podzielałem – żeby uzyskać dialektycznie odmienną odpowiedź. Arcybiskup obiecał, że przygotuje
odpowiedzi w ciągu lata 1978 r.,
co też się stało. Z rozmów z nim
łatwo było wywnioskować, że
tekst miał zawierać ważne i pozytywne ujęcia. To jednak pozostało
tylko przeczuciem przez 13 lat,
gdyż nie znałem tych odpowiedzi
aż do 1991 r., kiedy to wywiad
został opublikowany w „Il Nuovo
Areopago” 3 (nr 1, ss. 8-61).
Tekst pozostał w rękach kard.
Karola Wojtyły w momencie jego
wyboru na Stolicę Piotrową. W
nowej sytuacji nie było wskazane
wydanie tekstu, który nie był jeszcze uznany przez autora za definitywny, jak to wynika z listu nadesłanego do mnie przez mons. Józefa Kowalczyka z Sekretariatu
Stanu z dnia 23 grudnia 1978 r. 4
Była to odpowiedź na mój list
skierowany do Jana Pawła II,
w którym prosiłem, żebym mógł
poznać odpowiedzi dla mojego
prywatnego studium, zobowiązując się nie ogłaszać ich publicznie 5.
Czytając je w 1991 r., już po
ogłoszeniu Laborem exercens, Sollicitudo rei socialis i Centesimus
annus, łatwo było można zauwa-
VITTORIO POSSENTI, Wywiad z Karolem Wojtyłą
żyć, że według myśli ówczesnego
kardynała Wojtyły Kościół nie może nie posiadać własnej szczególnej doktryny społecznej, która
wiąże się ściśle z teologią i treścią
ewangelizacji. Jest ona pojęta
przede wszystkim jako teologia,
a w szczególności jako teologia
społeczna: „Nauka społeczna Kościoła jako wyraz Ewangelii musi
być w swoim korzeniu – teologią,
a więc teologią społeczną” 6. NSK
nie jest ideologią, ale jest nauczaniem oryginalnym i niezastąpionym, którego nie można mieszać
z marksizmem ani z liberalizmem.
Nie jest teraz moim zamiarem komentowanie odpowiedzi, ale nie
można nie wskazać, że w wypowiedziach i inspiracji Wojtyły bardzo wyraźnie obecny jest Sobór,
a w całkiem specjalny sposób konstytucja duszpasterska Gaudium et
spes.
Autentyczny sens odpowiedzi
naświetla najpierw przemówienie
w Puebla w 1979 r. na II Konferencji Episkopatu Latynoamerykańskiego, kiedy to zostały przypomniane z mocą konieczność
i oryginalność nauki społecznej
Kościoła; następnie czynią to wymienione już encykliki społeczne.
Jej znaczne ożywienie i wzbogacenie dokonane przez Jana Pawła II
737
wynikało z ugruntowanego przekonania, dojrzałego od dawna u profesora katolickiej etyki
społecznej w Polsce, przekonania
wzmocnionego jeszcze przez kontakt z poważnymi trudnościami
realnego komunizmu na Wschodzie. I opublikowanie wywiadu,
chociaż z opóźnieniem, świadczyło, że nadzieja na nową inspirację,
życie i praktykę NSK nie była
nieuzasadniona. Jest ona zakorzeniona w Ewangelii, ma swój
pierwszy wyraz w czasach apostolskich, dociera do nas i jutro będzie kontynuować swą drogę.
Także dziś „jest rzeczą w pełni
uzasadnioną myśleć o tym, jak
głosić i jak realizować naukę społeczną Kościoła. Jak to czynić we
wciąż zmieniających się uwarunkowaniach, wedle kryteriów «znaków czasu». [....] Gdy chodzi o
akceptację «ewangelii społecznej»,
sprzeciwia się jej z motywów do
pewnego stopnia przeciwstawnych
(chociaż w ostatecznym rozrachunku zbieżnych) zarówno mentalność
kapitalistyczna, jak i kolektywistyczna. [...] Myślę, że właśnie w naszej epoce konieczna jest prawdziwa mobilizacja Kościoła na terenie
nauki społecznej” 7.
Tłum. Tadeusz Żeleźnik
738
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
Przypisy
1
V. Possenti, Katolicka nauka społeczna wobec dziedzictwa Oświecenia, tłum.
Ł. Skuza – S. Pyszka – T. Żeleźnik,
WAM, Kraków 2000, ss. 26-27.
2
„Wraz z tajemnicą Wcielenia cała
rzeczywistość ludzka, a więc rzeczywistość
społeczna, osiągnęła swój Bosko-ludzki
wymiar” (K. Wojtyła, Czy jest możliwa
nauka społeczna Kościoła? Wywiad udzielony drowi Vittorio Possentiemu dnia 21
czerwca 1978 r. w Mediolanie, w: K.
Wojtyła – Jan Paweł II, Nauczanie społeczne Kościoła integralną częścią jego misji,
Fundacja Jana Pawła II. Ośrodek Dokumentacji Pontyfikatu, Rzym 1996, s. 20).
3
Wywiad z „Il Nuovo Areopago”
w tłum. T. Żeleźnika znajduje się w książce V. Possenti, Katolicka nauka..., dz.
cyt., ss. 337- 409.
4
„W imieniu Ojca Świętego serdecznie dziękuję za uprzejmy list z dnia 11
bm. Śpieszę poinformować, że w nowych
okolicznościach nie jest już możliwe opublikowanie albo wykorzystanie prywatne
czy publiczne wywiadu Kardynała Karola
Wojtyły, o którym jest mowa w powyższym liście. Zresztą tekst nie był definitywny i przetłumaczony”.
5
Uwagi o charakterze wywiadu
i ówczesnej sytuacji kulturowej Europy
zob. też w: Między ludzką słabością i heroizmem. Z profesorem Vittorio Possentim
rozmawiają Tadeusz Styczeń SDS i Jarosław Merecki SDS, „Ethos” 1998, nr 3,
ss. 277-297.
6
K. Wojtyła, Czy jest możliwa..., dz.
cyt., s. 60.
7
Tamże, ss. 27-28.
FORUM
Oddziaływanie środków masowego
przekazu na demokrację
Francesco Castellaneta – Silvia Baccarini
Uniwersytet Bocconi
Mediolan
Wstęp
„Demokracja nie będzie mogła
istnieć, jeżeli telewizji nie podda się
kontroli, lub, mówiąc dokładniej,
demokracja nie będzie mogła istnieć w sposób trwały, o ile władza
telewizji nie zostanie w pełni ujawniona” 1. Stwierdzeniem tym Karl R.
Popper podkreśla potencjalnie niebezpieczną rolę telewizji i środków
masowego przekazu w kształtowaniu ideologii. Podstawową myślą
jest to, że prawidłowa informacja
i komunikacja polityczna gwarantują utrzymanie zdrowej demokracji.
Przez komunikację polityczną
rozumie się wymianę i konfrontację treści-komunikatów o znaczeniu publicznym, generowanych
przez system polityczny, system
medialny i obywatela-wyborcę 2. Te
trzy systemy konfrontują się w dialogu i interakcyjnie wymieniają informacjami. Dzisiaj jednak ich interakcja odbywa się przy użyciu
narzędzi, które wytwarzają rosnącą mediatyzację polityki. Zjawisko
to zostało określone jako proces,
w którym działalność polityczna,
musząc uciec się do mediów, aby
być rozpoznaną przez elektorat,
przystosowuje się do logiki i sposobów komunikacji 3. Media kształtują politykę zgodnie z logiką komercji, której przeznaczeniem jest
wywoływanie sensacji i kreowanie
liderów. Ten, kto zajmuje się polityką, powinien umieć prezentować
się w mass mediach.
Uprzywilejowanym środkiem
przekazu jest telewizja, która jest
nastawiona głównie na widowisko.
Z tego powodu dąży się do uproszczenia i skrócenia przemówień.
Polityk musi w krótkich i prostych
słowach przekazać wiele informacji, ponieważ publiczność jest rozproszona przez chaotyczność i fragmentaryczność wizji, które biorą
się z wielkiej liczby możliwości do
wyboru.
1. Wpływ mass mediów
na życie polityczne
Wraz z nasilaniem propagandy
po roku 1933 i w czasie II wojny
740
światowej, rozwijały się studia nad
mediami i ich wpływem na opinię
publiczną. Ostatnio badania nad
komunikacją polityczną skierowano na zagadnienie „skutków” mediów w systemie politycznym oraz
indywidualnych opinii powstałych
w czasie kampanii wyborczych.
Związek między informacją,
opinią publiczną a ustrojem jest
decydującym czynnikiem stabilności władzy politycznej zarówno
w systemach demokratycznych,
jak i w systemach autorytarnych
i totalitarnych. Niemniej jednak
dzięki pojawieniu się powszechnego prawa głosu i mass mediów
związek ten zyskuje na znaczeniu: demokracja zakłada ze strony opinii publicznej kontrolę nad
sprawowaniem władzy, a prasa
i telewizja stanowią najskuteczniejsze środki przekazu informacji i kształtowania tejże opinii publicznej.
Wykorzystanie środków masowego przekazu, przede wszystkim
telewizji, do komunikacji politycznej między rządzącymi (lub dążącymi do objęcia rządów) a rządzonymi powoduje istotne zmiany
w działaniu ustrojów demokratycznych:
1.1. Personalizacja władzy
Telewizja zasadniczo pokazuje
obrazy, ogranicza debatę polityczną do osobistości najlepiej znanych i upraszcza życie polityczne,
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
ukazując je jako konfrontację lub
starcie między liderami. Wywołuje
wrażenie zażyłości, wprowadzając
ważną osobistość w obręb domowego zacisza. W ten sposób telewizja powoduje personalizację polityki (obraz przywódców politycznych, który ma opinia publiczna,
jest w dużej mierze tworzony
przez to, jak prezentują się oni
w telewizji), szczególnie w okresie
kampanii wyborczych. Telewizja
przedstawia kampanię wyborczą
jako konfrontację między kandydatami, dąży do uwydatnienia
w niej wymiaru ludzkiego na niekorzyść wymiaru politycznego
w ściślejszym sensie. Oprócz programów politycznych, czasami nawet wcześniej, kandydaci muszą
stworzyć postać jak najbliższą wyborcy i jego problemom, w której
wyborca mógłby rozpoznać siebie,
a niekiedy postać wyższą od wyborcy, która wzbudziłaby podziw
dla tego, kto bierze na siebie zadanie reprezentacji.
1.2. „Ustalanie porządku dnia”
Mass media wybierają informacje, które proponują obywatelom, selekcjonując je nie tylko według ważności, ale też pod kątem
liczby odbiorców, jaką określony
typ wiadomości może zapewnić.
Właśnie z tej racji media czasami
nie przekazują informacji pożytecznych dla życia politycznego
kraju.
F. CASTELLANETA – S. BACCARINI, Oddziaływanie środków masowego przekazu
To, jakie informacje polityczne
obywatele odbierają, zależy od
mediów (zwłaszcza od telewizji),
które dobierają i hierarchizują
wątki debaty politycznej. Współczesna komunikacja polityczna
polega na tym, że powierza się
mediom główną i stałą rolę pośredniczącą między systemem politycznym a ogółem obywateli.
Właśnie poprzez środki masowego przekazu obywatele poznają
rzeczywistość polityczną, często
nie mając możliwości sprawdzenia
czy potwierdzenia wiadomości.
Jest to o tyle niebezpieczne, że nie
da się korygować ewentualnych
zniekształceń rzeczywistości, ponieważ alternatywne źródła informacji nie istnieją albo dostęp do
nich jest trudny lub ograniczony.
Obywatele, otrzymując większość
informacji politycznych z mediów,
stają się od nich zależni w formułowaniu swych sądów o bieżącej sytuacji i w postrzeganiu życia
politycznego.
1.3. Widowisko informacyjne
Skoro przekaz dyskursu politycznego odbywa się głównie
przez telewizję, musi dostosować
się do reguł jej właściwych. Zasadą
skuteczności telewizji jest widowisko. Telewidz, przyzwyczajony do
tego, że ma rozrywkę, poszukuje
rozrywki. Dąży się zatem do uczynienia widowiska z dyskursu politycznego. Odrzucenie formalnych
741
reguł języka telewizyjnego jest
równoważne „politycznemu samobójstwu”.
Dyskurs polityków staje się
widowiskowy, ponieważ trzeba
uwieść wyborcę. Wyrazi on zgodę
na tego kandydata, którego przekaz będzie najbardziej przekonujący.
1.4. Wpływ komunikatu medialnego
na zachowania w polityce
Liczne badania socjologiczne
dają opis oddziaływania mass mediów na orientację polityczną. Oddziaływanie to kategoryzuje się
według wpływu na:
a. Wiedzę (skutki poznawcze): odbieranie i zapamiętywanie informacji politycznych (rozpoznawanie kandydatów, umiejscawianie partii na scenie politycznej, rozróżnianie programów i
stanowisk odnośnie do głównych
punktów kampanii). Na tym etapie wyborca tworzy sobie obraz
kandydata oraz koalicji, która go
popiera.
b. Postawy (skutki afektywne
i dotyczące osądów): skutki, które
polegają na pozytywnej lub negatywnej zmianie uczuć, postaw,
opinii jednostki w stosunku do
obiektu politycznego (partii, kandydata lub jakiejś kwestii). Do
skutków tych należy też pobudzenie utajonych skłonności politycznych lub wzmocnienie wcześniejszych preferencji.
742
c. Zachowania (skutki perswazyjne). Do tej grupy zaliczamy:
– przeniesienie głosu: wyborca zmienia swoje stanowisko i popiera inne ugrupowanie;
– przekonanie niezdecydowanych: zdolność wywarcia wpływu
na tego, kto jeszcze nie sprecyzował swego wyboru przed odebraniem informacji i komunikatów
wyborczych;
– mobilizacja głosujących: zdolność do skłonienia wyborców, by
poszli do urn.
Z uwagi na intensywność
wpływ mediów na orientacje polityczne określa się jako:
– ważny, ponieważ wzmacnia
istniejące przekonania i opinie;
– decydujący, gdyż skłania
niezdecydowanych;
– bardzo ograniczony, gdy
chodzi o zmianę wcześniej postanowionych wyborów.
Wyniki badań długo wykorzystywano do zmniejszenia wpływu
mediów na życie polityczne. Trzeba jednak zauważyć, że:
– W sytuacji równowagi między dwiema przeciwstawnymi,
lecz podobnie dużymi siłami
politycznymi „efekt wywrócenia”,
wywołany głosami niezdecydowanych, ma podstawowe znaczenie
dla wyniku wyborów. Dlatego
przekonanie niezdecydowanych
staje się często celem kampanii
wyborczych. W tych momentach
działalność komunikacyjna prowadzi do dużych przesunięć w kiero-
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
waniu głosów, wystarczających do
zmiany wyników wyborów.
– W zachodnich demokracjach podobieństwo stylów życia,
upadek totalitaryzmów, zbieżność
propozycji ekonomicznych i politycznych wielkich koalicji partyjnych powodują, że wyborca przypisuje własnemu głosowi mniejsze
znaczenie ideologiczne. Głosuje
się nie po to, by dana klasa czy
credo polityczne wzmocniły się
w dłuższej perspektywie, ile raczej
po to, by uzyskać coś w krótkim,
a najwyższej w średnim okresie.
Głosuje się nie z uwagi na ideę
społeczną, ale zależnie od atrakcyjności ofert politycznych na wyborczym „rynku”. Ta lotność ciała
wyborczego, która nie ogranicza
się do przenoszenia głosów między mniej lub bardziej zbliżonymi
siłami politycznymi, ale polega
również na przechodzeniu z jednego bieguna na drugi, nie jest
uwzględniana przez media, które dostarczają niezdecydowanym
opinii i obrazów dotyczących politycznych konkurentów i determinujących końcowe wybory. Dla
wyborców, którzy nie mają z góry
powziętych przekonań politycznych (a których głos okazuje się
często decydujący), ważny jest,
bardziej nawet niż treść i racjonalne argumentacje, sposób przekazu. W tym przypadku wyborcy nie
dysponują narzędziami do oceny
jakości przedstawianych pomysłów i możliwości ich realizacji,
F. CASTELLANETA – S. BACCARINI, Oddziaływanie środków masowego przekazu
a zatem łatwiej ulegają wpływom
przekazu, który, by był skuteczny,
musi spełniać szereg warunków
medialnych.
Zagrożenie tkwi w tym, że
wraz z rozwojem marketingu politycznego forma bierze górę nad
treścią. Ważniejsze niż robienie
czegoś jest sprawianie wrażenia,
że się to robi.
2. Media i działacze polityczni
Działacze polityczni coraz bardziej troszczą się o obraz, jaki
przekazują obywatelom. Dlatego
korzystają z porad ekspertów od
komunikacji politycznej, żeby znaleźć najskuteczniejszy sposób prezentowania siebie i swojego stanowiska. Rodzi się pewna anomalia,
kiedy politycy podejmują określone decyzje, wybierają określone
wyrażenia tylko dlatego, że są one
najbardziej sugestywne w przekazie medialnym. Niebezpieczeństwo polityki będącej w ścisłej zależności od mediów staje się realne za każdym razem, kiedy „oddźwięk medialny” odgrywa kluczową rolę w podejmowaniu decyzji. Wyrażane opinie i podejmowane decyzje przekazuje się w zależności od tego, czy informacja może zwiększyć popularność polityka, która dałaby większe szanse
zyskania przychylności wyborców.
Proces ten można przedstawić następująco:
743
Efekt → Przekaz → Popularność →
→ Perspektywy wyborcze
Pokusę polityków, by działać ze
względu na efekty medialne, tłumaczymy zarówno przyjemnością, jaka
płynie z popularności wynikającej
z ukazania się w telewizji, jak i skutecznością mechanizmu: efekt –
przekaz – popularność – perspektywy wyborcze. Chociaż nie stwierdza się istnienia proporcjonalności
prostej między ilością przestrzeni
zajmowanej przez polityków w
mass mediach a poparciem ze strony wyborców, to nie sposób zaprzeczyć temu, że zdolność (czyli umiejętność, ale przede wszystkim możliwość) komunikacji, która czyni
działacza widocznym, ma udział
w określaniu świadomości adresatów oferty politycznej.
Wpływ ten zostaje rozszerzony
przez tymczasowe cechy dzisiejszych demokracji zachodnich:
schyłek ideologii, spadek zainteresowania polityką, wzrost lotności
wyborczej. Stąd bierze się u działaczy politycznych pokusa, żeby
na pierwszym miejscu postawić:
uwiedzenie wyborcy, a nie jego
przekonanie; hasło, a nie argument; demagogię, a nie racjonalną
komunikację polityczną.
3. Zmienne
Zmiennymi, które wywierają
wpływ na rodzaj i zakres wyżej
wymienionych skutków, są:
744
3.1. Publiczność
Masowe komunikaty wywierają zróżnicowane skutki na różne
kręgi publiczności, zależnie od zainteresowań, wiadomości, pozycji
społecznej i wykształcenia jednostek. Kto posiada bardziej wyrafinowane narzędzia kulturowe, jest
w stanie dowiedzieć się więcej i lepiej i zwiększyć swój dystans poznawczy w stosunku do tego, kto
jest słabo poinformowany. Jak dowodzą liczne badania, oddziaływanie kampanii wyborczej jest skuteczniejsze wobec wyborców gorzej poinformowanych, mających
słabszą identyfikację kulturową
i mniej zaangażowanych, ponieważ posiadają oni mniejszą zdolność kontrargumentacji. Kto ma
więcej kultury, uczy się więcej, ale
też o wiele trudniej zmienia opinie. Ponadto przynależność do jakiejś partii politycznej stanowi naturalną barierę przed komunikatami perswazyjnymi, gdyż zwiększa
odporność jednostek na najbardziej sugestywne przekazy.
3.2. Cechy komunikatu
Komunikat powinien być:
– skuteczny, to znaczy jasny,
krótki i prosty;
– silny, to znaczy zdolny dotrzeć także do mniej zainteresowanych odbiorców;
– atrakcyjniejszy od komunikatu przeciwnika;
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
– powtarzający się, po to żeby
wyborcy się z nim oswoili i wytworzyli w sobie postawę przychylną wobec niego.
Powtarzalność wywiera pozytywny wpływ na wyborców mniej
zainteresowanych i mniej doświadczonych, a wpływ negatywny
na wyborców dojrzalszych. Jednak
przeprowadzone w tym zakresie
badania prowadzą do wniosku, że
oddziaływania pozytywne na wyborców mniej zainteresowanych są
większe od oddziaływań negatywnych na odbiorców bardziej zainteresowanych.
Te same badania pokazują, że
komunikaty polityczne są w głównej mierze odbierane przez publiczność słabo zaznajomioną z polityką, ale stale oglądającą telewizję, dzienniki telewizyjne, talks-shows i audycje informacyjno-rozrywkowe (infotainment). Na ten
krąg wyborców komunikat oddziałuje w sposób skuteczny i intensywny.
3.3. Cechy źródła i środka przekazu
Wiemy, że źródło przekazu
powinno być wiarygodne.
Badania przeprowadzone w
USA pokazują, że przekaz perswazyjny okazuje się skuteczniejszy, gdy pochodzi nie od kandydatów, ale od innych osób. W USA
największą siłę przekonywania
mają postacie publiczne uznane
za godne zaufania w najwyższym
F. CASTELLANETA – S. BACCARINI, Oddziaływanie środków masowego przekazu
stoppniu, jak komentatorzy, prezydenci, bardzo znani politycy
i dziennikarze (zwłaszcza telewizyjni), którym amerykańscy obywatele przypisują najznaczniejszą
wiarygodność.
Zagadnienie związku między
mediami a politykami jest ważne,
gdyż posiadanie przez kandydata
wachlarza środków informacji nieodzownie mu dopomaga, pozwalając przekazywać informacje dla
niego sprzyjające i mające bezpośredni wpływ na decyzje głosujących.
Wskutek personalizacji polityki, do której przyczyniła się telewizja, mediom podobają się postacie
barwne, mające żywe i jaskrawe
poglądy na jakąś ważną sprawę,
w której się nie zgadzają. Temat
nie musi być omówiony szeroko,
wystarczy, że zostanie przedstawiony esencjonalnie i atrakcyjnie.
Krótkie wystąpienia, które bardzo często są prezentowane w czasie dzienników telewizyjnych, nazywają się soundbites. Spot jest narzędziem lepiej dostosowanym do
twardych praw dzisiejszego przekazu telewizyjnego i dlatego używa się go do poprawiania rozpoznawalności kandydatów. Symbole, kolory, miejsca, siedziby stronnictw, styl wypowiedzi – dzisiaj
nie są już po prostu narzędziami
przekazu, ale stają się w skrajnych
sytuacjach głównym jego przedmiotem. Również poważni doradcy polityczni zwracają uwagę, że
745
przewaga tych elementów w kampanii wyborczej grozi dalszym obniżeniem poziomu jakościowego
idei politycznych.
4. Czy telewizja pomaga nam
zrozumieć politykę?
Przekonanie polityków, że środki masowego przekazu odgrywają
podstawową rolę w osiąganiu pozytywnych wyników w kampanii
wyborczej, pochodzi stąd, że gazety, radio, a przede wszystkim telewizja są dzisiaj głównymi kanałami, przez które informacje polityczne docierają do wyborców.
Telewizja ze swymi salonami,
w których odbywają się debaty
i konfrontacje rozmaitych stanowisk politycznych, stała się faktycznie „środowiskiem instytucjonalnym” równorzędnym względem tych tradycyjnych (jak parlament, rząd, administracja publiczna...).
Narzędzia te, do niedawna nie
wykorzystywane w całej rozciągłości, dzisiaj zmieniają warunki dostępu obywateli do informacji politycznych, umożliwiając także poszerzanie wiedzy o charakterze
politycznym i wywieranie perswazyjnego wpływu na wyborców.
Próbowano utrzymywać, że
dzisiaj wszyscy mają dostęp do
informacji, bo mogą wybierać
środki przekazu i świadomie wypracowywać swoją orientację polityczną. W rzeczywistości jest tak
746
tylko częściowo, ponieważ nie
wszyscy mają te same możliwości
dostępu do środków przekazu
oraz narzędzia kulturowe niezbędne do dekodowania i filtrowania
otrzymywanych informacji. Na
korzystanie z mass mediów wywierają też wpływ inne czynniki,
takie jak wykształcenie, wiek, ilość
czasu spędzanego w domu, osobista ciekawość, zainteresowanie
pewnymi tematami.
W ostatnich 20 latach nastąpiło poszerzenie i zróżnicowanie
oferty telewizyjnej, również w
dziedzinie wyborczej. Telewizja
bardzo znacznie powiększyła obszar swojego działania, m.in. w
następstwie kryzysu partii masowych, które w przeszłości bezpośrednio i niemal wyłącznie wpływały na preferencje wyborcze.
Z ostatnich badań jasno wynika, że informacje wyborcze we
Włoszech są czerpane z telewizji
przede wszystkim przez kobiety
będące mieszkankami południa
kraju i mające niskie wykształcenie, a zatem przez osoby o niewielkim znaczeniu społecznym; telewizyjne komunikaty wyborcze
muszą być zatem dostosowane do
poziomu odbiorców, do których
są kierowane. Natomiast mężczyźni mający średnie lub wyższe wykształcenie i mieszkający w miastach środkowych lub północnych
Włoch, w celu uzyskania informacji wyborczych korzystają głównie
z gazet. Są one zatem używane
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
przez tych, którzy mają dobre wykształcenie i zajmują średnie lub
wysokie pozycje społeczne.
Szerokie wykorzystanie telewizji przez mniej kulturalnych obywateli może prowadzić do wniosku, że dzięki temu medium ta
warstwa wyborców ma szansę poprawić swoje kompetencje polityczne. Nie powinno jednak dziwić, że mimo zwiększenia ilości
dostępnej informacji politycznej
nie podniósł się poziom krytycznej
i świadomej znajomości polityki:
badania stwierdzają, że wciąż mamy duże trudności w określaniu
przynależności politycznej kandydatów, ich idei, ich stanowisk wobec kluczowych tematów debaty
politycznej.
Zakończenie
Ogólnie mówiąc, czas przynosi
aprobatę. Uwaga, jaką siła polityczna jest w stanie sobie zapewnić
dzięki krótkim audycjom (spots)
lub stałej obecności w programach
telewizyjnych, zdaje się stanowić
czynnik, który bezpośrednio i natychmiastowo wywołuje aprobatę.
Telewizja nie przekonuje wprost,
ale zmienia hierarchie ważności,
determinując znaczenie tematów
i osób (ustalanie porządku dnia).
Widz i wyborca nie jest kimś
biernym; jest „procesorem”, który
przetwarza odbierane komunikaty. Problem polega na tym, że
F. CASTELLANETA – S. BACCARINI, Oddziaływanie środków masowego przekazu
747
wynik przetwarzania zależy od
wstępnego doboru, jakości i liczby otrzymywanych komunikatów.
Problem ten zwiększa się na skutek tego, że dzisiaj źródła komunikacji politycznej są bardzo liczne
i mają duży zasięg. Do wyborcy
docierają wiadomości z zagranicznych gazet, z satelity, z Internetu
i wszystkich innych źródeł, które
nowoczesna technika postawiła do
dyspozycji konsumenta. Koncentracja środków przekazu w kilku
wielkich przedsiębiorstwach wielonarodowych może zmniejszyć
wielość źródeł i informacji.
Problem ten dotyka również
Europę. Po rozszerzeniu Unii Europejskiej 450 milionów obywateli
będzie wybierało swoich przedsta-
wicieli. Podczas tej konkurencji
wyborczej komunikacja polityczna
będzie musiała podporządkować
się ścisłym regułom, ażeby zagwarantować różnorakim stanowiskom i kandydatom możliwość zaprezentowania się i znalezienia
miejsca w środkach przekazu informacji.
Ale jakie reguły mogą zapewnić poprawną komunikację polityczną w Europie?
Pytanie to może stać się punktem wyjścia dla nowej i całościowej refleksji, w której nie wolno
nie uwzględnić znaczenia wspólnego europejskiego prawodawstwa w dziedzinie telekomunikacji.
Przypisy
M. Król, Wydawn. „Sic!”, Warszawa
1996, s. 51.
2
Zob. G. Mazzoleni, La comunicazione politica, Il Mulino, Bologna 2002.
3
Zob. tamże.
1
K. Popper, Prawo dla telewizji, w:
J. Condry – K. Popper, Telewizja – zagrożenie dla demokracji, tłum. i posłowie
Tłum. Paweł Borkowski
KSIĄŻKI
Michel Schooyans,
Ukryte oblicze ONZ,
tłum. Marcin Zawadzki,
wstęp do wyd. polskiego
Marek Czachorowski,
Wydawnictwo Wyższej
Szkoły Kultury Społecznej
i Medialnej w Toruniu,
Toruń 2002, ss. 246.
Michel Schooyans, emerytowany profesor w Louvain, w Polsce znany jest ze swej rozprawy
Aborcja i polityka (Lublin 1991),
odsłaniającej kulisy współczesnej
polityki globalnej. Książka rozeszła się w dużym nakładzie, a jej
wnioski ujawniające niebezpieczne, lecz mało znane strony polityki
globalnej, były dużym zaskoczeniem dla czytelnika polskiego
w tamtym czasie. Tezy obecnej
pracy są nie mniej szokujące, choć
Autor opisuje fakty na ogół znane
lub przeczuwane przez społeczeństwa. Ukazuje mianowicie mechanizm tworzenia się nowego globalnego systemu totalitarnego we
współczesnym świecie, w czym aktywnie uczestniczy ONZ. Zło tego
systemu jest o wiele mniej widoczne niż zło znanych z historii tyranii, ustrojów autorytarnych czy dyktatorskich, ale nie mniej od nich
niszczące na dalszą metę. Co więcej, współczesny totalitaryzm jest
ideową kontynuacją struktur pozornie pokonanych. Autor wskazuje na rolę, jaką pełni w tym
dziele ONZ wbrew założeniom
ideowym tej organizacji i intencji
wielu jej pracowników. Przyjrzyjmy się niektórym tezom tej ciekawej, choć prowokującej pracy.
Tworzenie się globalnego systemu totalitarnego skupia się, według M. Schooyansa, wokół
dwóch biegunów: holizmu (co
oznacza, że już nie człowiek jest
w centrum zainteresowania społecznego jako cel wszelkich starań,
ale jakaś rzeczywistość globalna,
„ponad-” czy „pozaludzka”) oraz
indywidualizmu (z zaakcentowaniem całkowitej dowolności decyzji w ramach prawa, a więc w liberalnym znaczeniu słowa). Totalitaryzm taki oznacza zatem w praktyce rezygnację człowieka z bycia
centrum samodzielnych, odpowiedzialnych i osobowych decyzji, za
cenę jakiejś zewnętrznej, pozaosobowej korzyści (konsumpcji, spokoju i bezpieczeństwa, przyjemności, utopijnych perspektyw, ekologii itd.) oraz rezygnację z uprawnień naturalnych na rzecz uprawnień wynegocjowanych i umownych, które są wygodniejsze czy
modniejsze. Akcent położony jest
więc na tworzenie odpowiedniego
prawa (konwencji). Towarzyszy
temu przekonanie, że w warunkach indywidualistycznej dowolności działań tylko konsensus może być podstawą stabilności kultury (nowe prawa człowieka).
Zdaniem Autora współczesny totalitaryzm tym różni się od daw-
750
nych form przemocy, że rodzi się
niepostrzeżenie i uzależnia jak narkotyk – staje się nieusuwalną potrzebą, staje się „chciany”. Jest
zniewoleniem na życzenie, gdyż
proponowane korzyści, np. konsumpcja, zdają się ważniejsze od prawdy o człowieku, a oparte są zwykle na bardzo płytkich pobudkach,
niezależnie od uczonych argumentacji.
Jak to często bywało w historii
przemian społeczno-prawnych, rodzenie się nowych zjawisk (w tym
wypadku totalitaryzmu) rozpoczyna się w sferze pojęć i myśli, i to
na drodze przesunięć czy wręcz
oszustw semantycznych, których
przykłady wymienia prof. Schooyans. W pierwszym rzędzie samo
pojęcie „konsensus” prowokuje
takie przesunięcie. Zastępuje bowiem we współczesnej świadomości zbiorowej miejsce pojęcia
„słuszność: słuszne staje się to,
co dało się wynegocjować. Jest to
pomysł co prawda stary, ale w dobie dzisiejszej znowu staje się atrakcyjny. Gdy następnie słuszność
zwiążemy z konsensusem, to stąd
już tylko krok do paradoksalnej
tezy, że większość miałaby rację,
myląc się. Jeżeli takie przesunięcia
znaczeniowe zastosuje się do praw
człowieka to, zdaniem M. Schooyansa, tracą one swój moralny
i obiektywny sens i oczywiście
związek z prawem naturalnym. Tu
właśnie znajduje się początek tej
części współczesnego totalitaryz-
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
mu, którym zajmuje się Autor
w prezentowanej książce.
Nowy totalitaryzm, którego koryfeuszem, wbrew swej pierwotnej
roli, jest ONZ, wymaga spełnienia
szeregu warunków strukturalnych w
skali globu, warunków utrwalonych
w świadomości zbiorowej. Pierwszym z nich jest niewątpliwie ów
konsensus jako metoda stanowienia
prawa. Przede wszystkim chodzi
o prawa człowieka, gdyż tylko zmieniając ich sens, można odejść od
postawy antropocentrycznej. Powstają „nowe prawa człowieka”,
które obecnie lansuje ONZ, oparte
na umowie i oderwane od podstawy
antropologicznej i prawnonaturalnej. Z konsensusem Schooyans wiąże następnie pozytywistyczną metodę stanowienia prawa, najlepiej wyrażoną w normatywizmie Hansa
Kelsena. W tym ujęciu istota prawa polega na legalizacji przymusu
(stopniowa budowa prawa), a nie
na realizacji konkretnego dobra dla
osoby, które przyjmuje się za umowne. Treściowa strona dobra schodzi na dalszy plan i domaga się
pełnej tolerancji, a nawet, jak określa to Schooyans, „świeckiej inkwizycji”; przymus prawa zastępuje jego
treściową sensowność. Wychodząc
z tych przesłanek, Autor stwierdza,
że „[...] podstawowym prawem
człowieka okazuje się [...] prawo do
zaspokojenia indywidualnego pragnienia, które to prawo winno być
zatwierdzone przez prawo pozytywne” (s. 54).
KSIĄŻKI
Kolejnym warunkiem jest eliminacja człowieka jako rzeczywistego
podmiotu i celu działań społecznych; stąd imperatyw ekologiczny w
miejsce antropologicznego. „Pragnienia ludzkie” stają się elementem
świadomości ekologicznej, a nie
osobowej. Omawiając tzw. Kartę
Ziemi, Schooyans pisze: „[...] Chodzi o Kartę, w której potwierdzona
zostaje wyższość otaczającego nas
świata nad istotami, które wywodzą
się z niego w wyniku ewolucji i są
mu podporządkowane” (s. 60).
Następnie koniecznym staje
się system globalnej kontroli, co
podważa sens ustawodawstwa
państwowego, a nawet samego istnienia państw suwerennych czy
narodów. Ludzkość zaczyna zmierzać w stronę rządu światowego.
Schooyans pisze, że państwa i narody „[...] zostaną zredukowane
– jeśli ten niebezpieczny proces
nie zostanie powstrzymany – do
izb zatwierdzających postanowienia prawne [...]” (s. 52).
Autor dość szczegółowo omawia kolejne etapy tworzenia się nowego totalitaryzmu w teorii i praktyce, opisując działania ONZ i nowe inicjatywy, konferencje, projekty. Bardzo ciekawe, choć po części
znane już wcześniej, są rozważania
dotyczące prób tworzenia globalnej
etyki, tolerancji, pozornego prawa
(tzn. takiego, jakie de facto broni
bezprawia) itd.
Ostatnia część książki poświęcona jest głównej linii obrony przed
751
opisanymi zjawiskami: obrony ze
strony chrześcijaństwa i Kościoła.
Tylko bowiem Kościół, zdaniem
Autora, może się skutecznie przeciwstawić złu, korzystając ze swej
dawnej wiedzy i tradycji, pozycji
moralnej itd. Jest to też w pewnym
sensie „być albo nie być” dla Kościoła. Wśród opisywanych wcześniej
warunków strukturalnych nowego
totalitaryzmu ważne miejsce zajmuje przyszła laickość kultury i świecka
religia, a więc eliminacja instytucjonalnego Kościoła. M. Schooyans
twierdzi wręcz, że ONZ „[...] rości
sobie prawo do pełnienia roli świeckiego kościoła, który zamierza narzucić swój racjonalizm społeczności ludzkiej oraz ogólnej świadomości” (s. 77). W tej sytuacji szczególnie ważne są dwa elementy: ciągłe
przypominanie o człowieku jako
o osobie, a więc jednostce zdolnej
do samodzielnego odczytywania
dobra i zła (bez „programującego”
pośrednika totalnego) oraz przestrzeganie zasady pomocniczości
– wspierania osób i społeczności
naturalnych. Najważniejszą z nich
jest rodzina, która stanowi podstawę społeczności politycznej. Schooyans przytacza wyniki badań wielu
autorów zajmujących się problemami rodziny. Wniosek z tych badań
jest oczywisty: „Rodzina pozostaje
ciągle jedyną instytucją, która zdolna jest rozwiązać problemy społeczne wymykające się w coraz większym stopniu spod kontroli państwa” (s. 192).
752
Konieczność ochrony rodziny
wynika nie tylko z jej podstawowego znaczenia dla życia, lecz także
z faktu, że to ona właśnie jest
najbardziej zagrożona, i to przez
działania ONZ. M. Schooyans pisze, że rodzina stanowi najskuteczniejszą tarczę ochronną wobec
zalewu oświeconego totalitaryzmu
przygotowywanego przez ONZ.
Wśród najważniejszych metod
działania owego oświeconego totalitaryzmu Autor rozważa takie jak:
ekonomiczne pognębienie rodziny,
ułatwienia rozwodów, prokreacja
bez rodziny, pomniejszenie rangi
macierzyństwa, poszerzanie rozumienia rodziny na związki homoseksualne, może w przyszłości kazirodcze, kultura antyrodzinna itd.
Wszystko to dokonuje się poprzez
utrzymywanie i tworzenie odpowiednich środków prawnych.
Na zakończenie tej krótkiej
prezentacji naczelnego przesłania
książki M. Schooyansa można zadać dwa pytania. Po pierwsze, czy
nie mamy tu do czynienia z jakąś
spiskową koncepcją rozwoju kultury w skali globalnej, koncepcją
zaplanowaną, przemyślaną i w
gruncie rzeczy mafijną. Niektóre
sformułowania Autora i ogólny tenor pracy zdają się potwierdzać
taką tezę. Jest to jednak wniosek
mylny, a w każdym razie prawdziwy co najwyżej częściowo. M.
Schooyans wielokrotnie podkreśla
szczytne założenia ONZ, ogromne
zaangażowanie w działanie ONZ
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
rzeszy szlachetnych ludzi, których
zna osobiście, ich uczciwe plany
i nadzieje. Prawda jest więc taka,
że konkretni ludzie czy ośrodki
władcze wykorzystują sytuację historyczną, ekonomiczną, techniczną
lub po prostu ludzką niewiedzę
i ułomność, by w ramach instytucji
mającej szczytne cele realizować
własne interesy. Jest to proces znany z historii – nihil novi sub sole.
Z tymi uwagami wiąże się odpowiedź na drugie pytanie: do kogo adresowana jest omawiana
książka? Jak można sądzić, rozważania i apele M. Shooyansa nie
są kierowane do mafijnych elit,
żeby się opamiętały, lecz do społeczeństw, aby miały świadomość
grożących niebezpieczeństw i poprzez działania środowiskowe i indywidualne nie dopuszczały do
głosu zgubnych projektów.
Michel Schooyans jest naukowcem: teologiem, historykiem kultury. W jego książce jest to widoczne.
Choć jest ona popularna i przeznaczona dla szerokiego grona
czytelników, to jej przesłanie ideowe budowane jest na rzetelnej
wiedzy historycznej i dobrej znajomości współczesnych wydarzeń.
Kryje się w niej również przesłanie o znaczeniu ogólniejszym, mówiące o tym, żeby do powszechnie znanych trendów kulturowych
podchodzić z historiozoficznym
krytycyzmem.
Krzysztof Wroczyński
KSIĄŻKI
Kultura i prawo. Materiały
III Międzynarodowej
Konferencji na temat
„Religia i wolność religijna
w Unii Europejskiej”
(Warszawa, 2-4 września
2002),
red. Józef Krukowski –
Otto Theisen,
Towarzystwo Naukowe KUL,
Lublin 2002, ss. 245.
Od czasu Deklaracji o wolności religijnej Soboru Watykańskiego II Dignitatis humanae prawo do
wolności religijnej jest w nauczaniu społecznym Kościoła podstawowym kryterium oceny systemów
politycznych i zjawisk społecznych.
Jan Paweł II uznaje prawo do
wolności religijnej za podstawowe
prawo człowieka i wskazuje na
bezwzględną konieczność jego zagwarantowania zarówno w rzeczywistości społecznej kształtowanej
przez systemy totalitarne, jak
i przez państwa demokratyczne.
Troska o wolność religijną wydaje
się głównym motywem wielokrotnie powtarzanych apeli Ojca Świętego o wprowadzenie do Traktatu
konstytucyjnego Unii Europejskiej invocatio Dei oraz odniesienia do chrześcijańskich korzeni
kontynentu.
Materiały z konferencji na temat „Religia i wolność religijna
w Unii Europejskiej”, zorganizo-
753
wanej przez Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Stiftung
Gesellschaft für Rechtspolitik w
gmachu Sejmu RP w Warszawie
w dnia 2-4 września 2002 roku
podejmują zagadnienia wolności
religijnej w wymiarze indywidualnym i społecznym na różnych
płaszczyznach. Analiza referatów
wygłoszonych przez wybitnych
teologów, polityków i prawników
pozwala stwierdzić, że celem Konferencji było z jednej strony ukazanie wolności religijnej jako prawa człowieka i podstawowej wartości dla współczesnej Europy,
z drugiej zaś złożonych relacji
między Kościołami a poszczególnymi państwami europejskimi
tworzącymi Unię Europejską i do
niej aspirującymi. Powołując się
na prawodawstwo unijne, szczególnie tzw. klauzulę kościelną
Traktatu amsterdamskiego z 1993
roku i Kartę praw podstawowych
ogłoszoną w Nicei w 2000 roku,
postawiono również szereg pytań
o miejsce religii i prawa ludzi wierzących w strukturach poszerzonej
Unii.
Punktem wyjścia do rozważań
nad wolnością religijną jest próba jej doprecyzowania. Mirosław
Granat definiuje wolność religijną
na płaszczyźnie prawa naturalnego
jako „wewnętrzną i zewnętrzną
możliwość swobodnego wyboru
i wyrażania religii, prowadzącą do
pełni osobowego i społecznego
rozwoju człowieka” (s. 174). Na
754
płaszczyźnie prawa pozytywnego
„wolność religijna oznacza obszar
pewnej aktywności człowieka (obywatela) w sferze przekonań i religii nie poddany reglamentacji
prawnej, większej niż identyczna
wolność innych ludzi, oraz obszar
aktywności w tej sferze wyznaczony przepisami prawa” (s. 175).
Zdefiniowana w ten sposób
wolność religijna realizowana jest
w różnych formach w wymiarze
życia indywidualnego i społecznego. Prawo do wolności religijnej
jest współcześnie powszechnie
uznawane w konstytucjach państw
europejskich, choć istnieją rozbieżności wynikające z różnych regulacji prawnych (Herzog, Safjan,
Granat). Różnorodność jest szczególnie widoczna w prawie regulującym relacje między Kościołami
a państwem, w prawie oświatowym (Brenner, Tretera) oraz w regulacjach dotyczących finansowania Kościołów (Schanda). Chociaż
trudno jest mówić na obecnym
etapie o unijnym prawie wyznaniowym jako określonym zestawie
ustaw, to zarówno przepisy unijne,
jak i praktyka prawna gwarantują
wolność religijną w Unii Europejskiej w wymiarze indywidualnym
i społecznym (Erdo, Robbers,
Mik, Krukowski).
Z punktu widzenia nauczania
Kościoła katolickiego najważniejsze znaczenie ma zagwarantowanie prawa do wolności religijnej w
przygotowywanym Traktacie kon-
SPOŁECZEŃSTWO 13 (2003) nr 5
stytucyjnym. „Stolica Apostolska
szanuje i otwarcie popiera właściwie rozumianą świeckość instytucji politycznych (państwowych
i europejskich) i jednocześnie
sprzeciwia się wszelkim rozwiązaniom zmierzającym do sprowadzenia wymiaru doświadczenia religijnego wyłącznie do faktu prywatnego lub też do marginalizacji
wyznań religijnych, potwierdzając
w ten sposób konieczność pełnego uznania prawa do wolności religijnej” – stwierdza bp A. Nicora
(s. 39). Dlatego Jan Paweł II, odnosząc się do procesu integracji
i poszerzenia Unii Europejskiej,
podkreśla znaczenie wartości, które powinny stanowić podstawę europejskiego porządku prawnego.
Wartości te, kształtujące na przestrzeni wieków europejską tożsamość, odnoszą się do godności
osoby ludzkiej, świętości życia
ludzkiego, rodziny opartej na małżeństwie, wykształcenia, wolności
myśli, słowa, religii, ochrony prawnej jednostek i grup, współpracy
na rzecz dobra wspólnego, władzy
traktowanej jako służba podporządkowana prawu i rozumowi,
ograniczonej przez prawa osoby
i narodów (zob. s. 34).
Dyskusja nad obecnością powyższych wartości w prawodawstwie zjednoczonej Europy jest
w swej istocie, zdaniem Rocco
Butiglionego, dyskusją nad wyborem między modelem państwa
ateistycznego, ograniczającego re-
KSIĄŻKI
ligię wyłącznie do sfery prywatnej,
a modelem państwa demokratycznego, funkcjonującego w społeczeństwie obywatelskim, państwa,
które uznaje konieczność wartości, także religijnych, i podejmuje
współpracę z Kościołami w ramach
dobra wspólnego (zob. ss. 199-200). Wspomniany autor stwierdza nie bez goryczy: „Ci, którzy
mają własne przekonania odnośnie
dobra i zła, są uważani za wrogów
demokracji, a demokracja wydaje
się potrzebować tylko jednego
jedynego warunku kulturalnego,
a mianowicie zasady niedyskryminowania, rozumianej jako zakaz
wydawania jakichkolwiek ocen
moralnych. Przeciwnie – wydaje mi
się, że demokracja bez wartości
musi paść ofiarą powszechnej korupcji i demoralizacji” (s. 200).
755
Prezentowana książka stanowi
poważny głos w dyskusji nad miejscem religii i prawami ludzi wierzących w wymiarze indywidualnym,
wspólnotowym i instytucjonalnym
w integrującej się Europie. Jest także niezwykle bogatym źródłem informacji o Kościołach chrześcijańskich, wypełniających misję w pluralistycznych społeczeństwach i działających w oparciu o różne rozwiązania prawne. Rozwiewa też wiele
obaw o przyszłość chrześcijaństwa
w Unii Europejskiej, wskazując jednocześnie na konieczność zagwarantowania poszczególnym chrześcijanom, wspólnotom religijnym
i Kościołom należnego miejsca i
dalszego wpływu na kształtowanie
oblicza Europy trzeciego tysiąclecia.
Ks. Marek Stępniak