Przeklęty Anioł - Forum - CD

Transkrypt

Przeklęty Anioł - Forum - CD
Przeklęty Anioł
Marcin Iwaniec
Głuchy odgłos uderzenia wytrącił kapitana straży z papierkowej roboty. Było już dosyć
późno, więc błyskawicznie sięgnął po leżący obok miecz, podnosząc równocześnie wzrok. Kiedy
zobaczył wysokiego mężczyznę, stojącego przed jego biurkiem, uspokoił się trochę
i odchylił się na krześle do tył, kładąc dłonie na brzuchu.
– Wole jak się puka – rzekł chłodno kapitan.
– Szkoda czasu – odpowiedział obojętnie mężczyzna, wzruszając lekko ramionami.
Kapitan zwrócił uwagę na strój przybysza. Ubrany był on w skórzane, brązowe spodnie,
białą koszulę oraz niedbale zarzuconą materiałową kurtkę. Z szyi zwisała mu poszarpana czerwona
chusta, a z tył zauważyć można było z zewnątrz czarną, a wewnątrz czerwoną, ciężką pelerynę.
Kruczoczarne włosy nieznajomego, przysłaniały mu lewe oko. Tęczówka prawego była mieszaniną
koloru stalowego i czarnego.
Po tym wzrok kapitana padł na jego biurko, a dokładniej na wypełniony czymś lekko
zakrwawiony worek.
– Co to? – zapytał strażnik, wskazując głową na tobołek.
– To... – odpowiedział nieznajomy, wyciągając spod peleryny zwój, który podał stróżowi prawa.
Kapitan bez słowa przyjął pergamin, który natychmiast rozwinął. Od razu rozpoznał list
gończy znanego przestępcy, za którego głowę obiecano tysiąc sztuk złota nagrody. Strażnik odłożył
pergamin i zajrzał do worka. Bez żadnego trudu rozpoznał ludzką głowę.
– I pewnie chcesz nagrodę, łowco głów?
– No po przepis jak to zamarynować bym nie przychodził – odpowiedział obojętnym głosem.
Nieznajomy, imieniem Xue, jeszcze tej samej nocy opuścił miasto Yolothamp, będąc
bogatszym o kolejne tysiąc sztuk złota.
***
Jasny księżyc, będący w pełni, przebijał się przez zachmurzone, nocne niebo. Dookoła
panowała złowroga cisza, którą od czasu do czasu przerywało jedynie mrożące krew
w żyłach wycie. To jednak nie przeszkadzało samotnemu łowcy głów, siedzącego przy niewielkim
ognisku, będącego wpatrzonym w tańczące płomienie.
Źle mu się robiło gdy pomyślał, że musi pokonać co najmniej trzydzieści mil na piechotę,
aby dostać się do miasta Schamedar. Normalnie wypożyczyłby konia i w ciągu połowy dnia,
spokojnie dojechałby do celu, lecz równina, która dzieliła oba miasta, była niezwykle trudnym
i usianym w ostre głazy terenem. Koń by tędy nie przejechał. Yolothamp było ogólnie rzadko
odwiedzanym miastem, oddalonym od Wrót Baldura o jakieś sześćset pięćdziesiąt mil na
południowy wchód. Kupcy witali tu jeszcze rzadziej, ale jeżeli już, to dzięki magicznym, latającym
statkom. Następny miał przylecieć dopiero za miesiąc. Yolothamp było miastem portowym, jednak
o tej porze roku statki nie wypływają, gdyż częste i nieprzewidywalne sztormy w tym regionie,
zatapiają każdy okręt. Z racji braku czasu, Xue musiał wyruszyć pieszo w drogę.
Kiedy już miał się udać na spoczynek, nagle usłyszał w oddali jakieś dźwięki. Przeklną
w myślach i bez pośpiech sięgnął lewą dłonią po rękojeść długiego miecza, którego klinga wykuta
była z adamentu, rzadkiego metalu, neutralizującego wszelką magię, natomiast prawą ręką
wyciągnął zza paska krótki, bogato zdobiony na klindze, jednak pozbawiony magicznych
właściwości miecz.
Dopiero po tym podniósł wzrok aby zobaczyć co się stało. Kilkadziesiąt metrów od Xue,
kilka ludzkich, lecz niskich sylwetek, oświetlonych światłem pochodni, ścigało humanoidalne
stworzenie, z boków którego wyrastały w górę... skrzydła? Łowcy głów rzadko obchodziły cudze
sprawy, jednak uciekinier zdrowo go zainteresował, szczególnie, że pogoń zbliżała się w jego
stronę. Pół minuty później Xue wstał, dzierżąc w dłoniach miecze. Światło ogniska dawało
dostatecznie dużo światła, aby Xue mógł stwierdzić, iż faktycznie, to co widział wcześniej było
pierzastymi skrzydłami. Pierwsze co poczuł Xue, to zysk.
***
~2~
Młoda kobieta, właścicielka skrzydeł, na początku biegła w stronę Xue, jednak kiedy
dostrzegło miecze w dłoniach nieznajomego, oraz nieprzyjemny blask w jego oczach, od razu
zmieniła kierunek morderczego biegu. Była bliska rozpaczy. Jej ostatnie deska ratunku umarła, ale
nie wiara, że jakimś cudem ucieknie.
Dysząc ciężko odwróciła głowę, aby zobaczyć gdzie jest pościg. Nagle nieszczęście
sprawiło, że kobieta potknęła się o wystający kamień i upadła zaledwie kilkadziesiąt centymetrów
obok nieznajomego. Koniuszek jej skrzydła musnął go w policzek. To koniec! Pomyślała elfka.
Wraz z upadkiem, upadła również jej nadzieja. Zacisnęła mocno oczy, oraz nieruszająca się,
oczekiwała na ostateczny cios. Niech mnie tylko zabiją szybko!
***
Xue obserwował, z lekkim zdziwieniem, leżącą młodą elfkę, aż do przybycia pościgu.
Potem jego wzrok zwrócił się ku bandzie pięciu krasnoludów, która nie zbliżyła się jednak do
uciekinierki.
– To wasze? – wskazał łowca głów krótkim mieczem na uskrzydloną istotę.
– Wara od niej! – warknął krasnolud dzierżący topór bojowy z obustronnym ostrzem. – To nasz
towar, nieznajomy. Oddaj ją po dobroci a może nie zrobimy ci krzywdy.
Xue popatrzył się niedowierzającym wzrokiem na krasnoluda i parsknął szczerym
śmiechem.
– Grozisz mi kurduplu?! No moim własnym terenie. Taktu to ty za grosz nie masz...
– To żeś se wykopał grób, sukinsynu! – powiedział ostro krasnolud.
Właściciel bojowego topora już chciał zaatakować Xue, kiedy inny krasnolud chwycił
napalonego topornika za ramie i rzekł szybko:
– Uspokój się, matole! – I rzekł po tym do Xue. – Nie chcemy kłopotów. Oddaj nam po prostu
kobietę.
– Masz szczęście, że bogowie obdarzyli cię kimś, kto myśli za ciebie – warknął Xue do wrogo
nastawionego krasnoluda i ruchem głowy wskazał na kobietę – bierzcie ją, tylko szybko.
W tym momencie elfka odwróciła głowę w stronę łowcy głów. Mimo, iż mężczyzna nie dał
tego po sobie poznać, to w Xue coś pękło, kiedy zobaczył jej błagalny, przerażony oraz zapłakany
wzrok. Pierwszy raz od bardzo dawna poczuł coś takiego. Jego dłonie mocniej zacisnęły się na
klingach mieczy.
Krasnolud, który uspokoił swojego towarzysza, ruszył powoli w stronę elfki, nie spuszczając
oczu z łowcy głów. W końcu jednak opuścił gardę, podczas schylania się po kobietę, mówiąc cicho:
– A z tobą suko rozliczymy się później.
Xue jednym krokiem znalazł się obok krasnoluda i z całej siły wbił krótki miecz w plecy
karła. Ostrze przebiło mężczyznę na wylot, plamiąc krwią śnieżnobiałe skrzydła elfki oraz wszystko
dookoła.
– Rozmyśliłem się – powiedział zimno Xue, prosto w przerażoną twarz krasnoluda po czym
szybkim, silnym ruchem wyrwał zakrwawiony miecz, odwracając się przodem do pozostałych
wrogów.
***
Elfka chciała pisnąć, kiedy przed jej oczyma pojawiła się zastygła w przerażeniu twarz
krasnoludzkiego oprawcy, lecz głos ugrzązł jej w gardle. Leżała sparaliżowana strachem, pragnąc
jedynie końca tego koszmaru. Słyszała dobiegające ją dźwięki, jednak nie potrafiła rozróżnić
żadnego z nich. Każda sekunda wydawała się być godziną. Bez przerwy wyczekiwała tego
przeszywającego, bólu oznaczającego śmierć. Chciała chociaż zemdleć, lecz nie potrafiła.
– Matko, dlaczego się wtedy oddaliła. Dlaczego pomogłam temu chłopcu. Zasłużyłam sobie na
ten los. Ja chce już umrzeć – łkała cicho i nieświadomie.
~3~
Nie wiedziała, że dziś nie przyjdzie jej zginąć.
***
Xue stał w pozycji bojowej ciężko dysząc. Cztery krasnoludy już nie żyły, kiedy on sam
doznał jedynie małego zadrapania. Ostatnim przeciwnikiem był owy napalony krasnolud, który
chciał już na początku walczyć z łowcą głów.
– Nie jesteś takim leszczem jak ci pozostali – stwierdził Xue z nikłym, krwawym uśmieszkiem
na twarzy.
– Zaraz poharatam tą twoją buźkę! – rzekł hardo krasnolud.
Z krzykiem na na ustach, przeciwnik rzucił się Xue. W jego oczach płonęła nienawiść.
Człowiek wiedział, że nie zdoła już umknąć w bok, bez ryzyka nadziania się na topór krasnoluda.
Zamarkował skok w bok, lecz tak naprawdę wybił się w górę przeskakując wroga i tnąc go
równocześnie w plecy, rozcinając nawet kolczugę. Tamten zachwiał się i odwrócił głowę. Oczy
krasnoludy przepełniała jedynie wściekłość, a nawet szaleństwo. Nagle przekręcił klejnot na jego
pierścieniu i zaraz obok topornika pojawił się owalny teleport, w który krasnolud wskoczył bez
zastanowienia. Xue nawet nie próbował go gonić, uśmiechając się szyderczo. Po sekundzie
wszystko ucichło.
Mężczyzna schował miecze do pochw, uprzednio wycierając je z krwi o ubranie
najbliższego, martwego krasnoluda. Następnie wolnym krokiem podszedł do ciągle leżącej elfki,
aby przyjrzeć się jej dokładniej. Ubrana była w szatę w kompozycji koloru żółtego oraz
pomarańczowego. Jej falowane blond włosy, opadły by jej trochę poniżej ramion, gdyby wstała.
Normalnie śnieżnobiałe skrzydła, w tej chwili ozdobione były jasnoczerwonymi plamami. Prawe
skrzydło było nienaturalnie zgięte w połowie.
– Masz złamane skrzydło – powiedział obojętnie Xue. – Trzeba je opatrzeć.
Xue podszedł do stosu drewna przygotowanego na ognisko i dorzucając trochę do
przygasającego już ognia, znalazł w miarę prostą i odpowiednio długą gałąź. Wracając do elfki
rzekł do niej, po drodze wyciągając cały swój bandaż z ekwipunku jaki miał.
– Jesteś Avariel, prawda? Skrzydlate elfy – uklęknął na jednym kolenie obok elfki i przyjrzał się
skrzydłu.
Kątem oka zauważył, że wzrok elfki jest nieobecny.
– Ciebie nie ma z nami, co? – rzekł już praktycznie do siebie. – No więc trzeba cię przywołać.
Po tym zdaniu, szybkim i zdecydowanym ruchem nastawił z powrotem kość. Operacji
towarzyszyło nieprzyjemne chrupnięcie, które jednak szybko utonęło w głośnym, przepełnionym
bólem krzyku elfki. Xue przyłożył szybko gałąź do skrzydła i zaczął ciasno obwijać bandażem. Nie
miał pojęcia czy mu go wystarczy. Bez mrugnięcia oka, ignorował ciągłe pojękiwanie elfki.
W końcu, po jakiś dziesięciu minutach, zawiązał ostatni supeł, zużywając tym samym dokładnie
cały zapas bandaży. Nagle usłyszał wymęczony głos elfki.
– Dziękuję...
Xue przechylił się lekko w bok, gdyż skrzydła kobiety zasłaniały mu jej twarz.
– Ty mówisz... – zauważył sarkastycznie Xue. – Możesz chodzić?
Elfka spróbowała wstać, i mimo tego, iż sprawiło jej to pewną trudność, po chwili stała
niepewnie na własnych nogach.
– Chyba tak... – odpowiedziała roztrzęsionym głosem.
– Dobrze – stwierdził Xue. – W takim razie musimy przenieść obozowisko... No chyba że nie
przeszkadzają ci zwłoki. – Łowca nagród podszedł do drewna na opał i wziął na swoje ręce tyle
chrustu ile tylko mógł, mówiąc. – Weź mój plecak, i pochwę z mieczami.
Po chwili Xue odwrócił się, trzymając dobre kilka kilo drewna. Od razu zobaczył, że elfka
nie ruszyła się ze swojego.
– Pobudka! – niecierpliwił się Xue. – Ja się z tym nie zabiorę, a skoro już cię uratowałem,
~4~
chociaż o wiele bardziej wolał bym po prostu iść spać, to może byś do czegoś przydała!
Elfka jakby dopiero teraz zrozumiała słowa łowcy nagród i zapominając zapewne o swych
obrażeniach, zrobiła szybki i długi krok w stronę rzeczy Xue, upadając na kolana. Łowca nagród
pokręcił głową z niedowierzaniem i rzekł:
– Dogonisz mnie.
Po tych słowach ruszył szybkim krokiem w ciemność, aby odszukać inne dogodne miejsce
na obozowisko.
Znalazł je dość szybko, jakieś pięćdziesiąt metrów dalej. Położył chrust i wybrał małe
patyczki. Wykorzystując hubkę i krzesiwo, które miał w kieszeni, z wprawą zaczął rozpalać nowe
ognisko. Po pięciu minutach, ognisko zdrowo się już paliło i po tym samym czasie, w obozowisku
pojawiła się elfka, wypuszczając z rąk ekwipunek Xue, który trzymała.
– Jestem ranna... – zaczęła mówić pewnym siebie głosem, lecz przenikliwy wzrok Xue szybko ją
onieśmielił i dokończyła znacznie ciszej. – Mógłbyś być trochę bardziej wyrozumiały...
– Oddałem ci przysługę – odpowiedział jak zwykle obojętnym głosem, wracając do obserwacji
płomieni. – Dzięki temu, że przeniosłaś moje rzeczy, spłaciłaś swój dług, który powstał, kiedy
ja cię uratowałem i opatrzyłem. Nie chcę nic więcej od ciebie. Możesz odejść.
Tak naprawdę, Xue liczył na korzyści płynące z uwolnienia kogoś takiego jak Avariel, lecz
elfka widocznie nie mogła mu nic ofiarować.
– Ale ja nie mam dokąd odejść – powiedziała z rozpaczą, wbijając wzrok w ziemię. – Czy... Czy
mogła bym zostać z tobą. Mimo wszystko okazałaś mi najwięcej dobroci...
– Dać psu kawałek mięsa i przyklei się do ciebie jak pijawka... – powiedział cicho,
niezadowolony łowca głów, a po tym rzekł głośniej. – Nie obchodzi mnie czy będziesz ze mną
podróżować, czy nie. Bylebym nie musiał odczuwać twojej obecności.
Kiedy po chwili nie usłyszał odpowiedzi, z zadowoleniem kiwnął głową, widząc, że elfka
szybko przyswoiła sobie jego zasady. Tak mu się przynajmniej zdawało, do kiedy usłyszał kolejne
pytanie.
– Mogła bym dostać coś do jedzenia...? Nie jadłam już jedną dobę...
Xue przewrócił oczami z rezygnacją i sięgną do plecaka po zapakowany na jutro kawałek
upieczonego mięsa, który następnie rzucił bezceremonialnie elfce. Po tym rzekł:
– Widzę, że tak do niczego nie dojdziemy. Słuchaj. Możesz ze mną formalnie podróżować, ale
pod warunkiem, że opowiesz mi jak się znalazłaś tak daleko od domu. Bo Avariel gdzieś
w południowych górach żyją, tak?
Xue uwielbiał dobrą opowieść, tak więc miał nadzieję, że przynajmniej tak mu się przyda
elfka, szczególnie, że ma przed sobą wiele godzin podróży.
– Dobrze. Opowiem ci moją historię – odrzekła skrzydlata elfka po chwili namysłu.
– Zaczniesz od jutra, bo teraz chce w końcu iść spać.
Kiedy łowca głów leżał już wygodnie na plecach, podpierając sobie głowę rękami, nie
otwierając nawet oczu zapytał:
– Hej... Jak cię zwą?
Usłyszał odpowiedź:
– Aerie. A ciebie?
– … Xue.
***
Następnego dnia, ranek był osobliwie nieprzyjemny. Szare chmury zwiastowały deszcz,
a zimne, lekko zamglone powietrze wprowadzało nieprzyjemny nastrój. Xue i Aerie wyruszyli jak
tylko zrobiło się w miarę jasno. Po chwili marszu pomiędzy ostrymi skałami, łowca głów rzekł:
– Miałaś mi opowiedzieć swoją historię.
– Wiem... Zastanawiam się jak zacząć – odpowiedziała elfka
~5~
–
Najlepiej od początku – wypalił bezceremonialnie Xue.
Aerie zamknęła oczy i zaczęła opowiadać swoją opowieść...
***
Dzień był niezwykle słoneczny jak na późną jesień. Słońce przygrzewało mimo zimnego
wiatru, który owiewał twarz elfki. Aerie szybowała wśród chmur, radując się magią tej czynności.
Latanie dawało jej niezwykle dużo radości. Przez chwile próbowała wyobrazić sobie siebie, jako
stworzenie bez skrzydeł, ale nie potrafiła. Istoty przykute do ziemi mają straszny żywot, stwierdziła
po chwili w myślach. Nagle zauważyła całkiem spory, biały obłok, w który wleciała z wielką
przyjemnością. Przypominało jej to pływanie wśród śnieżnego puchu. Nie musiała się zastanawiać,
jak czuje się szybujący anioł.
Aerie już dawno zapomniała o przestrodze matki, zabraniająca córce oddalać się od domu,
którym były drzewa ludu Avariel. Elfka już kilka godzin temu straciła z oczu swój rodzinny las,
poddając się całkowicie zabawie w powietrzu.
Nagle chmura skończyła się i Aerie obniżyła lot, lecąc kilkadziesiąt metrów nad ziemią.
Niespodziewanie elfka usłyszała jakieś podniesione krzyki na ziemi. Popatrzyła się w tamtą stronę
i ujrzała grupę ludzi. Zaciekawiona podleciała bliżej. Szybko zdołała dostrzec, iż owe ludzkie
zbiorowisko było grupą mężczyzn, dzierżących różnego rodzaju broń, stojących wokół małego
chłopczyka. Mężczyźni byli wyraźnie wrogo nastawieni wobec dziecka.
Elfce od razu drgnęło serce i ogarnęła ją chęć działania. Rozejrzała się szybko dookoła,
szukając kogoś lub czegoś co mogło jej pomóc, jednak nie widząc niczego, bez większego
zastanowienia, sama odważnie ruszyła na ratunek. Zaczęła szybko lecieć prosto w ludzi, chcąc
chwycić jedynie chłopca. Z każdą sekundą była coraz bliżej celu, zwiększając równocześnie swoją
prędkość. W ostatniej sekundzie wstrzymała powietrze i chwyciła mocnym objęciem chłopczyka,
podrywając się równocześnie ostro do góry. Nie spodziewała się takiego uderzenie i straciła na
chwile dech w piersiach, ale nie przestawała silnie bić skrzydłami. W pierwszej chwili,
oszołomione dziecko nie wiedziało co się dzieje, jednak kiedy odzyskało przytomność umysłu,
zaczęło się niezwykle szarpać. Aerie nie miała wyboru i musiała zwolnić lot, aby utrzymać dziecko.
– Chce ci pom..
Tylko tyle zdążyła powiedzieć do chłopczyka, gdyż ostry ból przeszył ją z lewej strony pod
żebrami. Próbowała jeszcze bezradnie wzbić się w powietrze, ale ból uniemożliwiał jakiekolwiek
działanie. Z przerażeniem obserwowała jak niezwykle szybko, ziemia zbliża się do niej. Elfce udało
się jeszcze obrócić na plecy, aby ocalić przynajmniej dziecko. Po trzech sekundach bezwładnego
lotu i strasznego wstrząsu na koniec, Aerie przywitała ciemność...
***
Elfkę obudziło wiadro zimnej wody. Oszołomiona nie wiedziała co się dzieje. Pierwsze co
do niej dotarło, to to, że siedzi w jakimś ciemnym pomieszczeniu, oświetlonym jedynie przez parę
świec. Drugie, to było słowa, a właściwie krzyki skierowane w jej stronę:
– Kim jesteś elfia dziwko!
– Ja... Co, nie... – jęczała Aerie nie wiedząc co się dzieje.
Nagle Avariel zaczęła wszystko dobrze rozumieć i słyszeć. Rozglądnęła się szybko
i z przerażeniem. Pomieszczenie było bez okien, a ona sama siedziała w ciasnej klatce. Była cała
obolała, a skrzydła już jej zdrętwiały od niewygodnej pozycji, lecz nie dawała rady jej zmienić.
Przed klatką stało trzech mężczyzn. Ten co do niej wrzeszczał, był dobrze zbudowanym osiłkiem ze
sztyletem w dłoni. Za nim stało dwóch mniejszych ludzi.
– Kim... jesteś... elfko! – powtórzył powoli osiłek pokazując elfce dokładnie sztylet.
– Jestem Aerie... – zaczęła mówić elfka, nie odrywając przerażonych oczu od ostrza, lecz osiłek
jej przerwał.
– Nie pytam o twoje imię, idiotko, ale czym jesteś dziwko!
~6~
Avariel! Skrzydlate elfy! – Aerie zaczęła tracić głowę. – Błagam was wypuścicie mnie choć na
chwilę. Moje skrzydła... tak mi zdrętwiały.
Bandyci wydawali się już nie słyszeć prośby elfki. Nagle Aerie usłyszała postać, siedzącą
w kącie pomieszczenia, której do tej pory nie widziała.
– Mówiłem ci, że to Avariel. I tak samo ci mówię. Dziś na aukcji zarobimy fortunę na niej.
Aerie szybko się domyśliła, że ci ludzie to handlarze niewolnikami.
***
–
Skrzydlata elfka jeszcze długo siedziała w klatce. Po kilku godzinach, do pomieszczenia
weszło trzech umięśnionych mężczyzn, którzy razem podnieśli klatkę, wraz z elfką. Po krótkiej
drodze, podczas której zauważyła, iż jest noc, Aerie znalazła się na dość dużej scenie. Jej klatkę
postawiono obok chudego mężczyzny, stojącego za mównicą. Przemawiał on energicznie do licznie
zgromadzonych ludzi oraz krasnoludów.
– … Moi drodzy państwo mam do zaprezentowania skrzydlatą elfkę! Dziw to nad dziwy lecz
naprawdę warto kupić coś takiego. Młoda – mówił wskazując zachęcającymi gestami na elfkę –
energiczna i sporo warta. Zaczynamy od tysiąca sztuk złota!
Na sali zaczął się chaos. Każdy przekrzykiwał każdego, mówiąc większą sumę niż
poprzednik. Aerie patrzyła na to wszystko z takim samym przerażeniem jak i zaskoczeniem. Chudy
mężczyzna musiał mówić niezwykle szybko.
– Proszę usłyszałem tysiąc sto, tysiąc dwieście, tysiąc dwieście pięćdziesiąt...
Kiedy cena doszło do trzech tysięcy, na sali licytowało się już niewiele osób. Była to banda
krasnoludów, grupa ludzi, ubranych w pełne zbroje płytowe oraz trzy, zakapturzona postacie. Po
chwili zaciekłego wrzeszczenia i rzucania groźbami oraz przekleństwami, nagle na sali zadudnił
donośny głos
– Dziesięć tysięcy!
– Sprzedane! – krzyknął chudy mężczyzna niemal odruchowo – pana maga poproszę teraz
o uiszczenie zapłaty.
Istotnie. Człowiek który kupił Aerie był magiem. Ubrany był w długą, czerwoną szatę,
a w ręce dzierżył poskręcany, niebieski kostur.
Mag podszedł do sceny i zaczął rozmawiać cicho z licytatorem. Po tym wyciągnął spod
płaszcza duży worek, który wręczył chudemu mężczyźnie. Następnie wykonał krótki gest, patrząc
się na Aerie. Klatka nagle uniosła się i zaczęła podążać za magiem, który wyszedł z sali.
Jak tylko przekroczyli próg drzwi wyjściowych, Aerie natychmiast zaczęła domagać się
jakichś informacji:
– Kim jesteś?! Co masz zamiar ze mną...
– Cicho Avariel! – przerwał jej rozkazującym tonem mag. – Nie dane ci jest zrozumieć me
magiczne eksperymenty.
Elfka nie odezwała się więcej, gdyż już wszystko rozumiała. Z rezygnacją rozejrzała się
dookoła siebie.
Znajdowała się w dość rozbudowanym mieście. Uliczki były wybrukowane, domy
kamienne, a nawet i lampy paliły się co kilka metrów. Nigdzie nie było ludzi, a głucha cisza tylko
pogrążała rozpacz elfki.
Mag dalej szedł przed siebie, nie zwracając nawet najmniejszej uwagi na lewitującą klatkę
elfki, kiedy nagle Aerie usłyszała za sobą szorstki głos:
– Czarodzieju. Chętnie odkupie ją od ciebie.
Elfka natychmiast odwróciła głowę i zobaczyła, w świetle przydrożnych lamp, kilka
krasnoludów. Od razu skojarzyła, że to byli ci, którzy tak zaciekle licytowali się o nią.
– Odejdźcie stąd, brudne, małe humanoidy! – rozkazał wyniosłym tonem, mag. – Nie jesteście
godni aby ze mną rozmawiać!
~7~
Hej chłopaki... Czy on nas właśnie obraził? – zapytał jeden z krasnoludów.
Wygląda na to, że tak! – odpowiedział drugi, szykując pałkę.
Chcieliśmy po dobroci... – rzekł trzeci.
Wszystkie krasnoludy ruszyły zwartym krokiem w stronę maga. Czarodziej zaczął robić
jakiś gest dłonią, jednak nagle zatrzymał się i ze wściekłym grymasem, obiema rękami wyczarował
niewielką, białą kulę, która szybko rozrosła się do owalnego portalu.
– Macie szczęści... – zaczął mówić czarodziej, jednak widząc lecący topór w jego stronę,
odruchowo wskoczył do portalu, który zamknął się, zaraz po zniknięciu maga.
– Nienawidzę magów! – splunął jeden z krasnoludów.
– Co z nią robimy? – zapytał inny karzeł.
– Głupie pytanie – odpowiedział posiadacz bojowego, dwusiecznego topora. – Zabawimy się
trochę, a potem sprzedamy jakiemuś frajerowi.
– Zostawcie mnie! – krzyknęła Aerie, od razu rozumiejąc, co krasnolud miał na myśli mówiąc
„zabawimy się”.
– Hehe, aniołek waleczny jest – szydził ten sam krasnolud.
Zamachnął się toporem i kłódka od klatki roztrzaskała się z iskrami na kilka części. Aerie
chciała cofnąć się jeszcze do tył, jednak ciasna klatka nie pozwalała jej na zbyt wiele ruchów. Na
dodatek jedno skrzydło zaklinowało się między prętami. Krasnolud otworzył klatkę i szybkim,
brutalnym ruchem, wyciągnął elfkę z więzienia. Zaklinowane skrzydło trzasnęło nieprzyjemnie,
powodując u elfki straszliwy ból. Nagle ogarnęła ją niesamowita wściekłość, która uleciała z całą
mocą, kiedy jej pięść spotkała się ze skronią brutalnego krasnoluda. Aerie stała przez kilka sekund,
z szeroko otwartymi oczami, zastanawiając się co zrobiła. Inne krasnoludy również były
oszołomione i to patrzyły na leżącego krasnoluda, to na elfkę. Nagle do świadomości Aerie przebił
się tępy, pulsujący ból skrzydła, który sprowadził ją na ziemie. Nie wiedząc za bardzo co robi,
rzuciła się do ucieczki, biegnąc po prostu przed siebie. Szybko zorientowała się, że biegną za nią
wściekłe krasnoludy, z topornikiem na czele. Szybko przebiegła przez bramy miasta, zauważając
w oddali ognisko. Nie zwracając uwagi na zmęczenie, biegła dalej, niczym zwierzyna uciekająca
przed myśliwym. Ognień świecił jasno pośród ciemności, niczym nadzieja w sercu elfki, że
znajdzie pomoc wśród obozujących. Ognisko szybko się powiększało i wkrótce Aerie mogła
zobaczyć twarz mężczyzny, który przy nim stał. Jednak kiedy zobaczyła jego wzrok...
***
–
–
–
Resztę historii już znasz – dokończyła elfka.
Ciekawa opowieść – zaczął mówić Xue, po chwili ciszy. – Ale krótka. Miałem nadzieję na coś
dłuższego. Przynajmniej szybko zleciał mi jeden dzień... – rzekł, spoglądając na zachodzące
słońce.
Nagle Xue zatrzymał się, rozglądając się po okolicy. Ta kamienista, bezśnieżna tundra, była
zbyt monotonna, jak na gust Xue.
– Zatrzymujemy się? – zapytała elfka z nadzieją.
Xue niemal się roześmiał, słysząc prawie że dziecinny ton elfki, jednak ze stoickim
spokojem i, jak zwykle, obojętnym głosem, odpowiedział:
– Taa...
Po chwili zrobiło się ciemno, jednak ognisko, które rozpalił łowca, świeciło radośnie,
rozświetlając najbliższą okolicę. Co by było, gdyby nie wynaleziono ognia... Zastanawiał się Xue.
Nagle elfka przerwała ciszę, pytając się nieśmiało:
– Dlaczego mi pomogłeś?
– A co? Źle ci z tym? – odpowiedział trochę chłodno Xue.
– Nie, ależ skąd! – odparła, ignorując nieprzyjemny ton Xue. – Ale cały czas starasz się
zachować pozory chłodnego i egoistycznego... A ja myślę, że wcale taki nie jesteś. W końcu
–
–
~8~
mnie uwolniłeś...
– Już ci mówiłem – przerwał jej z pozoru zdenerwowanym głosem, jednak ta rozmowa nawet go
bawiła. – Uwolniłem cię, ponieważ myślałem, że coś będę z tego miał. Gdybym znał
przyszłość, nawet bym wtedy nie wstał.
– Ja... i tak twierdzę, że ja mam rację – kontynuowała niezrażenie elfka.
Xue już tego nie skomentował, leżąc z zamkniętymi oczami. Do samego rana, kompletnie
nic się nie działo.
***
Następnego ranka pogoda była wręcz przepiękna. Słońce przygrzewało, a na niebie nie było
żadnej chmurki. Xue i Aerie byli już od ponad pół godziny na nogach, podróżując do Schamedar.
Maszerowali w ciszy, marząc o tym, żeby w terenie pojawiło się coś ciekawszego, poza monotonną
tundrą. Bogowie niestety nie interesowali się tego dnia dwoma podróżnikami, gdyż do południa nie
stało się nic, godnego nadmienienia. Potem jednak działo się aż za dużo rzeczy.
***
Xue był pogrążony jak zwykle w zamyśleniu. Zastanawiał się, czemu nie zapłacił jakiemuś
magowi, żeby go po prostu przeteleportować. Nagle Aerie przerwała jago przemyślenia.
– Xue... Czujesz to?
– Niby co mam czu... – zaczął mówić, odwracając głowę w stronę elfki, jednak przerwał po tym
co zobaczył.
Za elfką zaczęła bezgłośnie formować się biała kula z małych błyskawic. Aerie była jakieś
trzy metry za Xue. Łowca rzucił się w stronę elfki, jednak zanim dobiegł, portal był już w pełni
otwarty. Avariel jęknęła, kiedy niespodziewanie została wciągnięta w teleport. Xue jednym
skokiem, znalazł się przy niej, łapiąc elfkę za rękę i wspólnie wlecieli do portalu. Łowca w ostatniej
chwili podkulił nogi, mieszcząc się na milimetry w portalu. Po sekundzie ogłuszającego
i nieprzyjemnego lotu, Xue i Aerie upadli na twardy kamień. Znajdowali się na ściętym czubku
jakiejś wysokiej góry. Niebo było usiane czarnymi, burzowymi chmurami, z których od czasu do
czasu uderzały błyskawice. Łowca nagród, mimo że wzrok nie powrócił mu do końca, wstał
momentalnie przewrotem w tył, wyciągając równocześnie oba miecze. Rozglądnął się szybko,
odbijając odruchowo adamentowym mieczem, magiczną błyskawicę, która pojawiła się nie
wiadomo skąd. Siła uderzenia wytrąciła go z równowagi, lecz Xue utrzymał się na nogach. Wzrok
mu już powrócił. Zobaczył maga ubranego w czerwone szaty, będącego otoczonym wieloma
różnokolorowymi kulami. Mag już, hipnotycznymi ruchami rąk, tworzył jakieś zaklęcie. Mając
doświadczenie z magią, Xue odwrócił głowę, zasłaniając oczy ręką. Kątem oka zauważył, że elfka
leży nieprzytomna w jasno świecącej kuli, która lewitowała szybko w stronę maga. Nagle ciało
łowcy nagród przeszły dreszcze i dziwne uczucie ulgi. Dzięki doświadczeniu, jego umysł odparł
próbę zdominowania. Wyczuwając podstęp, rzucił się od razu w bok, stając po przewrocie nisko na
nogach. Wokół rąk maga zaczęły tańczyć małe czerwone kulki. Xue wiedział, że to magia
wywołania. Najszybciej jak potrafił, rzucił się biegiem prosto na maga, znajdującego się kilkanaście
metrów przed nim. Czarodziej nawet nie mrugnął, kiedy z jego wyprostowanych rąk wystrzelił
ognisty obłok. Xue odskoczył w bok, unikając kuli, a następnie rzucił się przed siebie, lądując
ciężko na brzuchu. Uniknął jednak tym samym ognistej fali uderzeniowej, która powstała po
uderzeniu ognistej kuli w ziemię. Przeturlał się w bok i wstając, wyuczonym oraz nieświadomym
ruchem, przeciął powietrze za sobą. Popatrzył się prosto w oczy maga. Cała ta walka zaczęła go
irytować. Ponownie rzucił się biegiem w stronę czarodzieja. Wystarczyło że dobiegnie do niego
i będzie po walce. Mag znów, z zaciśniętymi zębami, zaczął czarować kolejne zaklęcie. Tym razem
nie zajęło mu to dłużej niż sekundę i już w stronę Xue leciało w rzędzie sześć małych, czerwonych
pocisków. W pewnym momencie rozdzieliły się po połowie. Łowca wiedział, że Magiczne Pociski
zaatakują go od boków oraz że nie zdoła ich uniknąć. Adamentowym mieczem odbił jeden pocisk,
~9~
posyłając go w niebo, a pozostałe, na zmianę uderzały w Xue powodując ostry ból. Xue upadł na
jedno kolano, podbierając się ręką o ziemię. Podniósł wściekły wzrok na maga i z rykiem rzucił się
na czarodzieja. Niespodziewanie, obok Xue otwarł się kolejny portal, z którego wyskoczył
krasnolud, dzierżący obusieczny topór bojowy. Xue od razu go rozpoznał.
Aerie również rozpoznała brutalnego krasnoluda. Przytomność odzyskała kilka chwil temu.
Była zamknięta w jakimś dziwnym, magicznym kloszu, którego nie mogła rozbić gołymi pięściami.
Nagle zauważyła, jak Xue odskakuje do tył, patrząc się to na maga, to na krasnoluda. Przez krótką
chwilę, wszyscy walczący stali w miejscu milcząc.
– Widzę że zabawa już trwa. – rzekł krasnolud niemalże szaleńczym tonem. – Wybaczcie me
spóźnienie. Zrekompensuje to wypruwając wasze flaki!
– To prywatna impreza kurduplu – odpowiedział Xue, odsuwając się powoli od krasnoluda
i przybliżając równocześnie do maga – Ale jak chcesz, to znajdzie się dla ciebie miejsce.
– Elfka jest moja! Potrzeba jest mi do mych eksperymentów! – wrzasnął mag, czarując kolejne
zaklęcie.
Z jego dłoni wystrzelił słup ognia, uderzający w biegnącego już Xue, jednak ten zasłonił się
długim mieczem. Magiczny ogień rozczepiał się na adamencie, lecąc po bokach łowcy, który nawet
nie zwolnił biegu. Krasnolud wykorzystując rozkojarzenie Xue, rzucił się za nim, chcąc wbić
w jego plecy swój topór.
Aerie patrzyła na to wszystko z przerażeniem. Oni są szaleni! Wszystko działo się
w błyskawicznym tempie. Co chwilę jakieś lecące zaklęcie przeszywało powietrze, co chwilę miecz
Xue spotykał się z krasnoludzkim toporem...
Xue w końcu dotarł do maga i biegając dookoła niego, niczym uprzykrzająca życie mucha,
uderzał raz po raz adamentowym mieczem w magiczne tarcze maga, rozpraszając je.
– Przestań się ruszać! – ryknął mag, daremnie próbując trafić kosturem łowcę głów.
Po krótkiej chwili do walczących włączył się krasnolud, atakując znienacka Xue. Czujny
łowca uchylił się przed potężnym uderzeniem topora i krasnolud trafił w maga, roztrzaskując jego
kolejną osłonę, niczym szkło.
Czarodziej popatrzył się wściekle na krasnoluda. Wokół jego rąk, znowu zaczęły krążyć
czerwone kule, które szybko przemieniły się w jasną błyskawicę. Karzeł przyjął zaklęcie, nie
próbując go nawet uniknąć. Ryknął wściekle po uderzeniu, bijąc się pięścią w pierś. W miejscu
gdzie uderzyła błyskawica, stopiły się pierścienie kolczugi karła. Xue widząc rozkojarzenie
krasnoluda, podbiegł do niego od boku, uderzając z obrotu długim mieczem. Był pewny, że jego
miecz nie spotka się z oporem. Nagły wstrząs uświadomił Xue o popełnionym błędzie. Siła
uderzenia była tak duża, że łowca omal nie wypuścił swojej broni. Nie kontrolując jednak swojej
ręki, adamentowy oręż uderzył w ostatnią magiczną osłonę maga, czyniąc go podatnego na ataki.
Czarodziej jęknął z przerażenia i zaczął się cofać, skandując równocześnie jakieś zaklęcie. W tym
samym czasie, wykorzystując chwilową bezbronność Xue, krasnolud uderzył go z całej siły
toporem w pierś. Ostrze wbiło się głęboko, miażdżąc żebra i uszkadzając płuco. Łowca nagród
z niedowierzaniem stwierdził, że przegrał.
Elfka krzyknęła, kiedy zobaczyła krew tryskającą z piersi Xue. Nie mogła jednak wiedzieć,
że w łowcę nagród wstąpiła niesamowita energia.
– Zabiorę was ze sobą! – ryknął Xue, rzucając długim mieczem w stronę elfki.
Krasnolud chciał wyrwać swoją broń, jednak Xue chwycił wolną już ręką za drzewiec broni
karła i przycisnął topór do siebie. Równocześnie, niezwykle szybkim ruchem, wbił krótki miecz
w szyję krasnoluda, przebijając ją na wylot. Fontanna krwi wytrysnęła z rany. Spojrzał jeszcze na
zaskoczone oczy krasnoluda i odepchnął go od siebie, razem z toporem.
W tym samym czasie, siedząca elfka, jak zahipnotyzowana obserwowała lecący w nią
miecz. Kiedy adamentowe ostrze przebiło klosz, roztrzaskując go na tysiące małych kawałeczków,
Aerie w ostatniej chwili osłoniła rękami swoją głowę. Miecz zranił ją płytko
w przedramię lewej ręki i z brzękiem upadł przed nią. Dzielnie wytrzymała ból i działając
~10~
całkowicie instynktownie, chwyciła oburącz miecz. Z lekkim trudem wstała i niepewnym krokiem
podeszła do maga, który był całkowicie skoncentrowany na skandowaniu jakiegoś długiego
zaklęcia. Nagle zauważyła upadającego Xue, trzymającego się za swoją ranę. Działając całkowicie
pod wpływem impulsu, wbiła z całych swoich sił ostrze w plecy czarodzieja. Ten jęknął z bólu,
rozpościerając szeroko ręce, a następnie upadł bezwładnie na ziemie, z orężem tkwiącym
w plecach. Elfka cofnęła się kilka kroków, patrząc na swoje zakrwawione ręce. Otrząsnęła się
szybko i podbiegła do Xue, przyklękając przy nim.
– Użyj pierścienia... krasnoluda... żeby się stąd wydostać... – wyszeptał Xue, walcząc z bólem
i śmiercią.
– Nie... ty nie możesz umrzeć... – Głos elfki załamał się, a z jej oczu popłynęły łzy.
– Mówiłem... że nie będzie... z ciebie.... żadnego... pożyt... – mówił cichnącym głosem, z lekkim
uśmiechem na twarzy. Nie udało mu się dokończyć ostatniego słowa.
Elfka jeszcze długo klęczała nad ciałem łowcy nagród, popłakując cicho. W końcu
postanowiła opuścić pole walki. Zrobiła tak, jak kazał jej Xue i użyła pierścienia krasnoluda.
Myśląc, że w końcu wróci do domu, elfka przeszła przez owalny portal. Pojawiła się na
gościńcu jakiegoś mrocznego lasu. Nie wiedząc co robić, elfka odruchowo chciała wzbić się
w powietrze, jednak natychmiast odezwało się jej złamane skrzydło. Ruszyła po prostu wzdłuż
drogi.
Aerie chciała zapomnieć o Xue, jednak nie potrafiła. Popadła w depresje. Jeszcze tego
samego dnia, Avariel została przechwycona przez kupców, którzy transportowali konwój
niewolników, jednak jej los już ją nie obchodził. Po kilku dniach została sprzedana do cyrku. To już
jednak całkiem inna historia.
***
Na płaskim wierzchołku góry, zwanej Szczytem Bohaterów, panowała złowroga cisza.
Nagle, burzowe chmury, nie będące w stanie dłużej dźwigać ciężaru wody, zaatakowały deszczem
z całej siły. Woda zmieszała krew trzech poległych mężów, nie dbając o uprzedzeniach
wojowników za życia. Nagle przez ciężkie, gęste chmury, przebił się słup niesamowicie białego
światła, uderzając w martwe ciało łowcy nagród. Nie wiadomo skąd, rozległ się dudniący głos:
– Nie dziś śmierć cię pokona...
~11~