do wydruku - mam.media.pl
Transkrypt
do wydruku - mam.media.pl
SPIS TREŚCI kolejny wielki krok strona 6 fantastyczny Toruń Copernicon 2015 strona 12 ostatni czytelnik #24 strona 17 radość i smutek, szept i krzyk strona 20 filmy w dźwiękach strona 27 lata świetlne przed „słitaśnymi fociami” strona 32 w poszukiwaniu niezależności strona 36 3 WSTĘPNIAK CZY WARTO WSTAWAĆ O CZWARTEJ RANO? Niewiele jest rzeczy, które są w stanie wyciągnąć mnie z łóżka już o czwartej nad ranem. Jednak możliwość zobaczenia zaćmienia „krwawego Księżyca” nie zdarza się w końcu każdej nocy. Kto nie widział, ten... w zasadzie nie ma czego żałować. Rozsiane po Internecie zdjęcia prezentują się o niebo lepiej niż widok obserwowany zaspanym okiem, w środku nocy. Liczę się z tym, że pewnie część z Was się ze mną nie zgodzi – nic przecież nie może zastąpić obrazu widzianego na żywo, a już na pewno nie takie masowo wrzucane zdjęcia. Nie zgo- dziłaby się też ze mną zapewne Natalia Wo- pińska, która w tekś- cie p t . Lata świetlne przed „słitaśnymi fociami” przekonuje nas o wyższości starannie wybranych, wywołanych fotografii nad „seryjnymi” fotkami.. Rajem dla miłośników tej rzeczywistości powinien być świat przedstawiony w recenzowanym przez nią Fotoplastikonie autorstw Jacka Dehnela. na festiwalu Ars Inde- pendent. W obu tych miejscach nie zabrakło pozytywnych zaskoczeń Inni być może odnajdą przygotowanymi się lepiej na którymś atrakcami i naprawdę z festiwali relacjono- niezwykłych doznań! wanych przez nasze dziennikarki. Ariadna Dla wszystkich tych, Grzona odwiedziła którzy ostatni weektyend spędzili w mniej dzień temu Fantasty- emocjonujący i widoczny Toruń, by wziąć wiskowy sposób, mam udział w Copernico- pewne pocieszenie: nie. Z kolei Agnieszka choć następna okazja Kracla była w zupeł- do zobaczenia zaćnie innej części Pols- mienia Superksiężyca ki, w Katowicach, dopiero za osiemnaśgdzie ruszyła W cie lat, to kolejne Suposzuperoutro ujrzycie już 4 STOPKA REDAKCYJNA OUTRO ISSN: 2299 - 5242 Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media Koordynator: Kamil Wiśniowski www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl Szefowie działów: Lena Janeczko (kultura), Agnieszka Kracla (społeczeństwo), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy), Sylwia Pacholczyk (korekta), Patrycja Brejnak (promocja). Korekta: Tomek Król, Sylwia Pacholczyk, Ilona Sieradzka, Mateusz Tutka, Monika Wiśniowska, Patrycja Ziemińska. Redaktor naczelna: Anna Lewicka Zastępcy redaktor naczelnej: Agnieszka Antosik, Karolina Wojtal Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska Zastępca sekretarza redakcji: Mariola Lis Redaktorzy prowadzący: Jakub Dudek, Klaudia Kępska Korekta wydania: Anna Kubica Ostateczna korekta: Ilona Sieradzka Fotoedycja: Tomek Obrębski Zdjęcia w wydaniu zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów. Graficy: Magdalena Kosewska, Patryk Skoczylas. Projekt okładki: Magdalena Kosewska Zdjęcie na okładce: Monika Tarnowska 5 SPOŁECZEŃSTWO KOLEJNY WIELKI KROK Fot. Robert S. Dovan (CC BY 2.0) Apple ma wielu zagorzałych przeciwników. Fani Samsunga obrzucają błotem każdego kolejnego iPhona, a mnóstwo informatyków narzeka na ograniczenia, jakie posiadają Maki. Odnoszę jednak wrażenie, że w ostatnim czasie firma z Cupertino budzi coraz mniej kontrowersji i więcej użytkowników ma szansę przekonać się o tym, że Apple two-rzy po prostu dobre produkty. Kilka z nich poznaliśmy na konferen-cji, która odbyła się 9 września w San Francisco. kiwanie programów, zwłaszcza, Apple TV jeżeli chcemy obejrzeć „jakąś Po kilku latach ciszy w tej ko-medię” lub „najlepszy horror kwestii, wreszcie doczekaliśmy z 2011 roku”, będzie łatwiejsze. się nastę-pcy Apple TV z 2013 Wystarczy, że o tym powiemy roku. Wpro-wadzenie Tima i po kilku sekundach rozpocznie Cooka zrobiło na mnie ogromne się seans. Nie sądzę jednak, aby wrażenie. Wycią-gałem już produkt ten stanowił realną konpieniądze z portfela, ale gdy kurencję dla dostawców rozpoczęła się prezentacja, telewizji. W Polsce forma VOD prowadzona przez Eddy’ego Cue nie ma jesz-cze ugruntowanej (starszego wiceprezesa ds. usług pozycji, a brak Netflixa internetowych), zachwyt uleciał dodatkowo zubaża ofertę ze mnie niczym powietrze sprzętu Apple. Netflix, z przedziurawionego balonu. W amerykań-ski serwis, który hucznie zapowiadanej, nowej umożliwia ko-rzystanie z wersji Apple TV zmieniono nieogromnej biblioteki seriali i wiele w stosunku do poprzedniej programów, nie ma jesz-cze generacji. Nadal możemy dzięki polskiej wersji. Z drugiej stro-ny, niemu oglądać filmy z naszej ciekawym krokiem jest ukłon w biblioteki iTunes, słuchać stronę fanów gier na konsole – muzyki czy śledzić amerykańską nowy pilot zawiera touchpada ligę NFL, choć teraz obsługiwać i może służyć jako pad np. do nas będzie inteligentniejsza Siri, Crossy Road, popularnej gry na czyli asys-tentka głosowa smartfony. Dla rodzin posiadajązaprogramowana przez Apple. 6 SPOŁECZEŃSTWO dzie przydatnym dodatkiem, ale nie przypuszczam, żeby osiągnęło to sukces wśród użytkowników sprzętu innych firm. Jest to kalka technologii Force Touch, którą znamy już z inteligentnych zegarków tej firmy. Dzięki niej urządzenie rozróżnia siłę nacisku, z jaką działamy na ekran. Co w związku z tym oferu-je nam Apple? Na razie zaprezen-towano trzy sposoby wykorzy-stania technologii 3D Touch. „Wyciągałem już pieniądze z portfela, ale gdy rozpoczęła się prezentacja (...), zachwyt uleciał ze mnie niczym powietrze z przedziurawionego balonu” Pierwszy z nich to możliwość szybkiego podglądu treści bez opuszczania miejsca, w którym aktualnie znajdujemy się w aplikacji. Przykładowo, maila będzie-my mogli podejrzeć, dłużej przy-trzymując odnośnik do niego w skrzynce. Puszczając nacisk, wrócimy do miejsca, w którym byliśmy poprzednio. Mnie bardzo przypadła do gustu możliwość podejrzenia strony internetowej w ten sam sposób iPhone 6s, 6s Plus i 3D Touch Prezentacje kolejnych iPhonów są zawsze jednymi z ważniejszych wydarzeń w technologicznym świecie. iPhone 4s dał nam Siri, 5s Touch – ID (czytnik linii papilarnych), a „szóstka” – uprag-niony większy ekran. O czym będziemy mówić, wspominając smartfon Apple z 2015 roku? Nie wątpię, że o 3D Zdjęcie przycięto z oryginału. Fot. Micheal (CC BY 2.0) 7 SPOŁECZEŃSTWO Druga opcja wykorzystania 3D Touch to skróty. Wreszcie na e k r a n i e dotykowym będziemy mieli odpowiednik kliknięcia pra-wym przyciskiem myszy. Trzy-mając dłużej palec nad ikoną apli-kacji, pojawi się rozwijana lista, np. „Selfie” w menu Aparatu. W tej kategorii hitem dla mnie jest szybkie wybieranie w telefonie, choć praktycznie w każdej aplikacji opcja ta powinna być użyteczna. I po trzecie – nowe gesty. Kiedy t y l k o zobaczyłem możliwość przejścia do poprzedniej aplikacji, przeciągając tylko palcem po ek-ranie, byłem zachwycony. Nie ko-rzystam ze wszystkich wbudowa-nych gestów, ale nie muszę się długo zastanawiać, żeby zdać sobie sprawę, jak przydatna jest akurat ta funkcja. To, co daje nam Apple, to dopiero początek. Teraz wszystko w rękach deweloperów, czyli osób tworzących aplikacje na tę platformę. Firma z Cupertino nie upycha w swoich produktach zbędnych cyferek. Zdarzało się, że liczba pikseli na ekranie czy matryca aparatu była mniejsza niż w konkurencyjnych telefonach. iPhone 6s przyniósł poprawę najważniej-szych parametrów. w mniejszej wersji) i nowy proce-sor Apple A9. Wygląd zewnętrzny prawie się nie zmienił – dodano literkę „S” na tylnej klapce. 8 „Dla rodzin posiadających iUrządzenia, Apple TV będzie przydatnym dodatkiem, ale nie przypuszczam, żeby osiągnęło to sukces wśród użytkowników sprzętu innych firm” SPOŁECZEŃSTWO iPad Pro i Apple Pencil Największy, najszybszy, najmocniejszy. Te przymiotniki słyszymy regularnie przy każdej prezentacji nowego urządzenia. W tym wypadku słowo „największy” jest bez wątpienia uzasadnione. Phil Schiller, wiceprezes ds. marketingu Apple, który prezentował iPada Pro, powiedział, że jest to „tafla szkła, z którą można zrobić wszystko” i nie okłamał nas. No-wy tablet Apple wywarł na mnie ogromne wrażenie nie tylko dużym ekranem, bo taki można spo-tkać u wielu producentów, lecz także ogromem korzyści, które ze sobą niesie. Nawet najbardziej wyśrubowane specyfikacje byłyby bez znaczenia, gdyby nie oprogramowanie, które może zostać użyte na danym sprzęcie. Teraz wiele rodzajów profesjonalnego oprogramowania będzie można przenieść na iPada Pro. Pytanie brzmi: czy ktoś z tego skorzysta? Forma pracy „iPad only”, polegająca na korzystaniu z iPada (lub jakiegokolwiek innego tabletu) zamiast komputera, zdobywa co-raz większą popularność wśród osób obeznanych z nowinkami technologicznymi. Niestety, ob-sługiwanie arkuszy kalkulacyj-nych na ekranie dotykowym nie jest zbyt wygodne, a montowanie filmów Excela stanie się w cudowny spo-sób łatwiejsze. Trzeba poczekać na nowe rozwiązania, zanim zgo-dnie z wizją Apple z przerzucimy się z komputerów na tablety. Póki co, na iPadzie swobodnie można pracować z tekstem lub grafiką. I właśnie dla wszystkich lubiących kreślić, rysować bądź malo-wać został stworzony Apple Pen-cil. Firma z logiem w kształcie nadgryzionego jabłuszka proponuje do swojego produktu rysik. Dobrze, że to coś więcej niż tylko zwykły kijek. Nie jest to jednak przełomowe rozwiązanie. 9 Zaawansowane „stylusy” stworzyło już kilka firm. Jeżeli chodzi o produkt Apple, dostrzegam więcej minusów niż plusów. Jego jedyną zaletą jest precyzja. Linie będą dokładniejsze niż te rysowane palcem. Firma z Cupertino zaprezentowała nam już jednak technologie Force Touch, która pozwala wykrywać siłę, z jaką naciskamy na ekran urządzenia. Spoglądając na możliwości, jakie daje nowy iPhone, właśnie tej funkcjonalności brakuje iPadowi Pro. Linie różniące się grubością pod wpływem nacisku można by rysować palcem, a możliwości nowego tableta wzrosłyby niepo-równywalnie. Nie najlepiej wyglą-da też kwestia ładowania SPOŁECZEŃSTWO Zdjęcie przycięto z oryginału. Fot. Alper Qugun (CC BY 2.0) dujące się na dole urządzenia, przez co iPad przypomina loda na patyku. „Nowy tablet Apple wywarł na mnie ogromne wrażenie nie tylko dużym ekranem, bo taki można spotkać u wielu producentów, lecz także ogromem korzyści, które ze sobą niesie” watchOS 2 iOS 9, system operacyjny dla urządzeń przenośnych Apple i OS El Capitan, system operacyjny dla Maków, zostały zaprezentowane już kilka miesięcy temu, ale na temat nowego systemu operacyj-nego Apple Watch nie wiedzie-liśmy zbyt wiele. Aż do środy. Pierwsza wersja watchOS miała sporo ograniczeń w kwestii wy-korzystania możliwości zegarka przez aplikacje film trzecich i na-dchodząca aktualizacja jest ukło-nem w kierunku d e w e l o p e r ó w . Przykładowo, twórcy aplikacji będą mogli projektować swoje „compilations” (elementy ekranu startowego Apple Watch przedstawiające np. pogodę bądź temperaturę). Teraz można tylko czekać, w jaki sposób wykorzy- 10 SPOŁECZEŃSTWO „Teraz można tylko czekać, w jaki sposób wykorzy-stają dane im możliwości” Jak można podsumować konferencję? Było ciekawie, ale chyba n i e przełomowo. W tym roku produktem, który przyciągnie nowych użytkowników do ekosy-stemu Apple, będzie nie iPhone, lecz raczej iPad Pro. Podczas prezentacji zdarzyły się drobne wpa-dki – Phil Schiller pospieszył się kilka razy z przewijaniem slajdów prezentacji. Pominął również no-wego iPada mini 4, ograniczając się do dwóch, trzech zdań na jego temat. „Czwórka” jest pomniej-szonym iPadem Air 2 i myślę, że lepsze podzespoły przyciągną użytkowników do „miniaka”. Lista nowości kończy się na nowych paskach do Apple Watcha – in-nych wariacjach kolorystycznych pasków gumowych oraz ekskluzywnych, skórzanych od firmy Hermes. 16 września ukaże się iOS 9, a na dalsze nowości będ z i e m y musieli poczekać... do WWDC (Konferencja Deweloperów Apple) 2016. Premiera nowych produktów już za nami, ale jeszcze kilka dni i rozpoczną się dywagacje na temat iPada Pro 2, iPhona 7 czy nowego Maka. Zdjęcie przycięto z oryginału. Fot. darwin Bell (CC BY 2.0) 11 FANTASTYCZNY TORUŃ – CO PER NI CON 2015 Od kilku lat w Toruniu odbywa się impreza dla entuzjastów fantastyki – konwent o nazwie Copernicon, łączący w jednym miejscu fantastykę, gry elektroniczne i planszowe oraz kulturę japońską i koreańską. Tuż obok ma miejsce Star Force, czyli zlot fanów Gwiezdnych Wojen. Czego chcieć więcej? Fot. sharkhats (CC BY 2.0) KULTURA: RELACJA Od zeszłego roku obie imprezy odbywają się równolegle, dzieląc między siebie budynek Centrum Sztuki Współczesnej. Sam konwent zajmuje cztery budynki: go-tyckie Collegium Maius i nowo-czesne Collegium Minus – oba należące do Uniwersytetu Miko-łaja Kopernika, Miejski Dom Kul-tury oraz wspomniane już CSW. Wszystkie znajdują się w niewiel-kiej odległości od siebie, a naj-bardziej oddalony MDK dostarcza dodatkowych walorów estetycz-nych – droga do niego to ledwie dziesięć minut spaceru wśród zabytkowych kamienic, a po drodze można zobaczyć pomnik Koper-nika (tzw. Kopiec) oraz uroczą figurkę smoka. Organizacja sięgnęła szczytu To był pierwszy konwent, jaki miałam przyjemność odwiedzić, na którym zwyczajowa gigantyczna kolejka – konwentowy „kolejkon” – po prostu nie miała miejsca. Fotografowie co roku krążą między uczestnikami ustawionymi w długiej linii do stanowiska z akredytacją, żeby ze złoś l i w y m uśmiechem na ustach udokumentować ludzką despera-cję. Wciąż udaje im się to na in-nych festiwalach, ale w Toruniu – nic z tych rzeczy. Obsługa szła sprawnie, tak samo jak i konwen-towicze, którzy bez marudzenia stawali jeden za komputery nie odmawiały posłuszeństwa. Szkoły noclegowe co p r a w d a otwarte były dopiero wieczorem, ale za to szatnie uru-chomiono wraz z początkiem akredytacji. Śpiącym udostępnio-no nie tylko salę gimnastyczną, lecz także korytarze na piętrach, dzięki czemu każdy z trzytysięcz-nego tłumu szybko znalazł dla siebie miejsce. Z całego progra-mu jedynie Komnata Filmów i Seriali zaliczyła sprzętową wpadkę, jednak samo pomieszczenie szybko zmieniono, a uczestnicy zos-tali poinformowani o zmianach. Kupując lembasa, osiedlasz Legolasa Tradycyjną już konwentową tematyką jest Władca Pierścieni, od kilku lat z towarzyszącym mu Hobbitem. Na Coperniconie moż-na było jednak spotkać prawdzi-wego krasnoluda z Ereboru, który prowadził warsztaty z języka khuzdul – rodzimego języka bro-daczy z głębi góry. Nie były to jednak zwykłe warsztaty – prele-gent o pseudonimie Kouji uczył przede wszystkim wyrażeń podstawowych i przydatnych, którymi można by obrazić elfów – a jak wiadomo, krasnoludowie od zaw-sze mieli z elfami na pieńku. W tej egzotycznej 13 KULTURA: RELACJA Fot. Ricky Brigante (CC BY 2.0) drzewołaz” lub całe zdania – „twój ojciec nie miał brody”, „jes-teś gołolicy”. Słuchacze również nie szczędzili kreatywności, do-dając już po polsku, że „twoja matka bardziej kochała to drzewo od ciebie” oraz „kupując lembasa, osiedlasz Legolasa”. Tu należy się małe wyjaśnienie: lembasy, czyli chleb elfów, to dla krasnoludów znienawidzone pożywienie, nato-miast Legolas to książę elfów z Władcy. Cała prelekcja stanowi-ła miłą i raczej niespotykaną od-mianę po serii elfów uczących elfickiego, opierających się na de- Maszerują strzelcy, maszerują… Choć może to raczej nie strzelcy, a cała masa ludzi w przebraniach. Słynną już częścią Star Force’a jest przemarsz przez miasto pos-taci z Gwiezdnych Wojen, który w tym roku szedł przez stary rynek oraz jedno z największych toruńskich skrzyżowań, pieśnią i marszem blokując wszelki ruch kołowy. Wydawać by się mogło, że takie przebieranki to zabawa dla dzieci – a przynajmniej takie było zdanie postronnych obserwatorów, którzy z oburzeniem komentowali, że młodzież zasłania obserwującym przedszkolakom, a przecież to dla przedszko- 14 KULTURA: RELACJA maskaradę. Nic bardziej mylnego! W marszu brały udział przede wszystkim osoby dorosłe – nie-rzadko dorosłe już od kilku dzie-sięcioleci. Najwięcej było sztur-mowców, ale zdarzyło się też kilku Luków, Lei, Darthów Vade-rów i jeden naprawdę imponujący Chewbacca. Marsz zamykał po-chód przebierańców z innych uniwersów, wliczając w t o Na-ruto, Harry’ego Pottera, Alicję w Krainie Czarów i mnóstwo innych. Na samym końcu szli zwykli ludzie towarzyszący swoim dzie-ciom lub idący dla własnej roz-rywki. Koniec trasy znajdował się przy CSW, gdzie na pierwszym piętrze można było za darmo obejrzeć wystawę poświęconą Gwiezdnym Wojnom, porozma-wiać z przebranymi osobami i za-siąść za sterami filmowego myśliwca, którego kokpit udostępniono uczestnikom imprezy. Czy na sali jest genetyk? Na szczęście nie samą fantastyką żyje człowiek. Tegoroczny blok popularnonaukowy stał na wyjąt-kowo wysokim poziomie i ofero-wał zróżnicowaną tematykę oraz doświadczonych p r e l e g e n t ó w . Można było dowiedzieć się co nieco o życiu seksualnym w śred-niowieczu i obejrzeć przypinki z ukoronowanym członkiem, po- tować o przyszłości modyfikacji ludzkiego ciała. Ten ostatni wątek zasługuje na szczególną uwagę – prelekcję, która szybko przero-dziła się w dyskusję, prowadził Andrzej Zimniak, czyli uznany pisarz science-fiction oraz dok-tor chemii, którego wystąpienia przechodzą wszelkie oczekiwa-nia. Tym razem zdecydował się na nazwanie prelekcji In vitro, in vivo, in prospectivo, a krótki wstęp o możliwych już zmianach genetycznych poprowadził ucze-stników ku rozważaniom nad modyfikacjami DNA, przystoso-waniem do życia w kosmosie i grupowemu rodzicielstwu dzieci z probówki. Nie obyło się bez dyskusji nad stroną moralną, do której szybko doprowadziła fan-tastka i tłumaczka Ewa Białołęc-ka. Niestety, godzina (czy może programowe pięćdziesiąt minut) to stanowczo za mało na omó-wienie tak rozległych zagadnień i wyczerpującą dyskusję, a szkoda – było pasjonująco. Pan Bóg od zawsze chciał orką być Jednak nie oszukujmy się – to, na co wszyscy czekają, to nie nauko-we prelekcje i egzotyczne warsz-taty, ale konkurs 15 KULTURA: RELACJA jąc chwile oczekiwania na kolejne wystąpienia i przeprowadzając krótkie wywiady z uczestnikami. Właśnie te wywiady zaskoczyły publiczność najbardziej – cosplayerzy zwykle w te pędy opusz-czają scenę, tu jednak musieli odpowiedzieć na serię zabaw-nych pytań, prawdopodobnie ró-wnież wpływających na ich ogól-ną ocenę. Rozdane nagrody były w pełni zasłużone: krasnolud Kouji wystąpił w stroju Baymaksa z Wielkiej Szóstki, wygrywając ze swoją zabawną scenką; nagrodę za kostium otrzymała odtwórczy-ni Ciri z Wiedźmina, za OC (czyli Original Character – postać wy-myśloną przez samego siebie, niekopiującą cudzych pomysłów) wręczona została nagroda za mę-ską postać również inspirowaną tą powieścią Sapkowskiego, a za wykonanie techniczne wyróżnio-no Yunę z gry Final Fantasy. Nie obyło się oczywiście bez żeńskich postaci z League of L e g e n d s , nie-odłącznego elementu każdego konkursu cosplayu, a także Har-ley Quinn z uniwersum Batmana czy też Deedee i Dextera z Laboratorium Dextera. Na scenie pojawiła się wybuchowa mieszanka najróżniejszych postaci i oso-bowości, a całość zakończona zo-stała wspólnym Fot. Anna Fischer (CC BY 2.0) znaleźć pod tytułem Orki z majorki, czyli nowego hitu YouTube’a, w którym Bóg nieszczęśliwie marzy o zmianie w orkę. Ten sam utwór śpiewali cosplayerzy pod-czas toruńskiego przemarszu. Tegoroczny Copernicon był imprezą wyjątkowo udaną – mimo c i ą g l e zwiększającej się liczby uczestników, organizatorzy podołali stronie technicznej, wspie-rając zarówno uczestników, jak i gości. Toruń użyczył nieco swej tajemniczej atmosfery wszystkim konwentowiczom, którzy w prze-ważającej większości bawili się wyśmienicie. Z czystym sercem mogę polecić tę imprezę każdemu, bo poszaleć tu może zarów- 16 KULTURA OSTATNI CZYTELNIK #24 Nie tylko w Polsce książki trafiają na śmieci i nie tylko u nas są ludzie, którzy starają się je ratować – tym razem przyglądamy się „władcy książek” w Kolumbii oraz irańskiemu sędziemu, który znalazł sposób na alternatywną karę w postaci: „skazany na pięć książek”. Google natomiast stara się nas przekonać do tego, że poetą mo-że być każdy, wystarczy „powiedzieć to”. Na sam koniec gratka dla fanów Kafki – informacja o odnalezionym czechosłowackim pasz-porcie pisarza. Fot. masaaki miyara (CC BY 2.0) Powiedz to O tym, że wierszem może być wszystko, nie trzeba chyba specjalnie nikogo przekonywać. Z podobnego założenia wyszła firma Google, która zainstalowała w Londynie interaktywny billboard. Podczas festiwalu wiedzy i nauki na dworcu King’s Cross przechodnie mogli wziąć udział w tworzeniu poezji – chciałoby się rzec – naszych czasów. Insta-lacja o nazwie „Poetrics” wyko-rzystuje technologie wyszukiwa-nia głosowego i przetwarzania mowy opracowane przez Google. Chętni do jednego z trzech mikrofonów (zamieszczonych na różnych wysokościach) wypowia-dali dowolne słowa, które później były wyświetlane na jednym z siedemnastu paneli ledowych, tworząc w ten sposób eksperymentalne wiersze. Cały projekt powstał przy udziale szkoły 17 KULTURA lnicy), z której mogą korzystać wszyscy, a w szczególności dzieci. Swoje zbiory zasila znaleziskami ze śmietnikowych kubłów w bogatszych dzielnicach, a co ważniejsze – nie selekcjonuje zbiorów. Na jego półkach można z n a l e ź ć zarówno podręczniki szkolne, jak i klasykę literatury dziecięcej. Jak sam mówi: „książki są naszym zbawieniem i tego po-trzebuje Kolumbia” – zresztą, nie tylko ona. Przypomnijmy, że również w Polsce książki trafiają do śmieci… Fot. Pay No Mind (CC BY 2.0) i miał na celu danie ludziom szansy na udział w zbiorowym doświadczeniu gry językowej i absurdu – wiadomo, wszyscy jesteśmy dadaistami… Władca książek Właśnie tak mieszkańcy Bogoty (Kolumbia) nazywają Jose’a Gu-tierreza – śmieciarza, który w ciągu dwudziestu lat pracy uratował przed zniszczeniem po-nad dwadzieścia tysięcy książek. Ten 53-letni mężczyzna, zamie-szkujący jedną z biedniejszych dzielnic Bogoty, z miłości do książek postanowił przerobić swoje mieszkanie na nieoficjalną bibliotekę (zresztą jedyną w dzie- Skazany na pięć książek Zamiast więzienia przymus czytania – brzmi jak niebo dla książkoholików. Irański sędzia Qasem Naqizadeh, korzystając ze zmian, jakie wniosła nowa ustawa w są-downictwie, zezwalająca na sto-sowanie w niektórych przypad-kach innych kar niż przymus więzienia, postanowił popraco-wać nad poziomem czytelnictwa. W ten sposób drobni przestępcy, młodzi czy też nigdy niekarani oraz ich rodziny mogą uniknąć nieodwracalnych psychicznych i fizycznych szkód, które mogłyby być efektem pobytu w więzieniu. W zamian skazani muszą kupić pięć książek (które dobiera sędzia w zależności od przewinienia), a następnie napisać streszczenia. 18 KULTURA sze, w efekcie w miejscach tych notuje się spadek walk między współwięźniami. „Zamiast więzienia przymus czytania – brzmi jak niebo dla książkoholików” Paszport Kafki Co jakiś czas na aukcję trafiają różne pamiątki po znanych postaciach ze świata literatury. Tym razem w domu aukcyjnym Bon-hams zostanie wystawiony cze-chosłowacki paszport Franza Ka-fki, którego wartość szacuje się na 10–15 tysięcy dolarów. Doku-ment ten był używany przez pi-sarza w ostatnich dwóch latach jego życia i do tej pory badacze nie mieli pojęcia o jego istnieniu. Po śmierci Kafki paszport był w posiadaniu jego przyjaciela Ro-berta Klopstocka, który po wyjeź-dzie do Nowego Jorku przekazał go Salmanowi Schockenowi (nie-mieckiemu wydawcy Kafki), a ten z kolei przekazał go swojej przy-jaciółce Gerdzie Schulz, która miała go do swojej śmierci w 2013 roku. Teraz jej rodzina posta-nowiła spieniężyć 32-stronicowy dokument, zawierający m.in. rysopis Kafki, autograf pisarza („Dr F. Kafka František”) czy też pie-czątki dokumentujące podróże. Fot. Tomas Hawk (CC BY 2.0) 19 RADOŚĆ I SMUTEK, SZEPT I KRZYK Nie było się czego obawiać, gdy Mariusz Duda, wokalista i basista grupy Riverside, zapowiadał ich nowy album jako dzieło zupełnie odchodzące od poprzedniej twórczości. Miało być jaśniej i lżej, bardziej optymistycznie, „singlowo”. Mimo porzucenia form, za jakie pokochała ich wcześniej rzesza fanów, na nowym, przełomowym krążku Love, Fear and the Time Machine Riverside serwuje muzykę fenomenalną, niezwykle dojrzałą i nie do końca pozbawioną tak charakterystycznej dla tego zespołu melancholii. Fot. Casey Muri - Taylor (CC BY 2.0) KULTURA: RECENZJA Po ponad pół roku karmienia fanów drobnymi zapowiedziami płyty, podsycania ich ciekawości – najpierw fotorelacjami ze studia nagraniowego, potem premiero-wo zagranymi nowymi kawałkami na letnich koncertach, wreszcie specjalnymi trailerami (filmowomuzyczne trailery były trzy: Love, Fear oraz Time Machine – genial-ny motyw!) – 4 września nowy al-bum Riverside trafił do rąk fanów. Na pierwszy rzut oka zachwyca klimatyczną, prostą okładką, któ-ra jest owocem ponownej współ-pracy Riverside z dobrze im zna-nym artystą, Travisem Smithem. Spokojna, wyciszona i pogodna, choć trochę nostalgiczna, wspa-niale oddaje charakter utworów z tego krążka. Rozcierające się tu i ówdzie barwy tworzą obraz sto-jącego na brzegu morza małego chłopca, wpatrującego się w za-chód słońca. Tym chłopcem mo-że być Mały Książę. Wskazują na to zarówno teksty utworów, jak i słowa Mariusza Dudy o inspiracjach dla tego albumu. Gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca – napisał Anto-ine de Saint-Exupéry w swojej najsłynniejszej powieści. Dlacze-go chłopiec na okładce wpatruje się w zachodzące na horyzoncie słońce? Czy jest mu przez teksty z albumu ma na pozór szczęśliwe zakończenie. Bohater, który na początku stwierdza, że jest zagubiony i musi coś zmienić w swoim życiu, na końcu odnajduje wewnętrzny spokój. Dochodzi do wniosku, że warto cieszyć się życiem, bo jest piękne (co może brzmi jak banał, ale do-kładnie te słowa śpiewane są przez Dudę w refrenie ostatniego kawałka – Oooh, it's a lovely life). Mimo tego optymistycznego ak-centu kończącego album, mimo zapowiedzi Mariusza Dudy dotyczących odejścia od przygnębiaj ą c y c h , mrocznych klimatów, które ostatnio aż nadto obecne były w muzyce zarówno Riverside, jak i solowego projektu artys-ty, Lunatic Soul, płyta Love, Fear and the Time Machine nie składa się z całkowicie jasnych i weso-łych piosenek. Przy pierwszym zetknięciu z tym albumem osobie dobrze zaznajomionej z wcześniejszymi dokonaniami Riverside może on rzeczywiście wydać się dziwnie pogodny, spokojny i pro-sty. Kawałki mogą być nieco mia-łkie i obdarzone zadziwiająco małym ładunkiem emocjonalnym jak na Riverside. W moim przy-padku wrażenia te spowodowane były zupełnie odmiennym podej-ściem zespołu do pisania kompo-zycji, a także trochę innym sty-lem 21 KULTURA: RECENZJA melodyjnym. Jednak przy każdym kolejnym przesłuchiwaniu krążka, przy odkrywaniu kolejnych smaczków, można rzeczywiście zdać sobie sprawę z tego, że na tym albumie jest niesamowicie dużo melancholii, nostalgii i co zaskakujące – smutku. Mimo tego, że jest o wiele mniej mrocznie, a za to o wiele jaśniej, także delikatniej, to smutek pozostał. Zagadka z okładki rozwiązana. Mariusz Duda, wyśpiewując teksty kolejnych utworów, prowadzi nas od rozpoczynającego płytę Lost (Why Should I Be Frightened By a Hat?) przez rozważania bo- Fot. luca savettiere (CC BY 2.0) Fot. Tim Wang (CC BY 2.0) tytuł tego utworu, zawarty w nawiasie, ponownie sugeruje odwo-łania do Małego Księcia. Nasz al-umowy podmiot liryczny c h c e odnaleźć wewnętrzny spokój. Pragnie pogodzić się z czasami, w których żyje, próbuje zaakceptować trudne przeżycia z miłością (o czym mówi Caterpillar and the Barbed Wire) i określić siebie (Under the Pillow). Podczas gdy bohater podejmuje ważną, wpływającą na jego życie decyzję, istotną rolę odgrywają „Miłość”, „Strach” oraz doświadczenia z przeszłości i wyobrażenia siebie w przyszłości, które są tu tytuło-wą „Maszyną Czasu”. Ostatnia kompozycja na albumie 22 KULTURA: RECENZJA (The Unexpected Flaw of Searching) ). Klamra lost–found, czyli zagubiony–odnaleziony jest tylko jednym z powodów, dla których Love, Fear and the Time Machine może być uznawany za concept album. Dzieło dodatkowo kończy tzw. trylogię tłumu, do której za-liczane są dwa poprzednie albu-my studyjne Riverside – Anno Domini High Definition oraz Shrine of New Generation Slaves. Tematy charakterystyki dzisiejszego, zep-sutego przez nowoczesne tech-nologie społeczeństwa, które były podejmowane już na wcześniejszych albumach, są tu kontynuowane i dużo wyraźniej zazna-czone. Widać to już w samej piosence #Addicted, traktującej o potrzebie uzewnętrzniania się, zwracania na siebie ciągłej uwagi i bycia podziwianym, przy której dużo mówi sam hasztag, użyty w tytule. Saturate Me mówi z kolei o autokreacji i ciągłym powiel a n i u gdzieś już pokazanych schematów. Cieszy mnie fakt, że te tematy znowu zostały poruszone i zaznaczone jeszcze wyraźniej niż na poprzednich krążkach. Dziesięć kompozycji i 60 minut muzyki daje średnio sześć minut na jeden utwór. Z jednej strony jest to dużo – nie jest to długość nych na fanklubowym spotkaniu zapowiedziach zespołu o bardziej singlowym i odmiennym charak-terze nowych utworów, można było spodziewać się wszystkiego. Z drugiej strony jest to zbyt kró-tko jak na utwory Riverside, do jakich zdążyliśmy się przyzwy-czaić. Na płycie nie ma miejsca na długie, 15-minutowe kompozycje, jakie gościły na poprzednich wy-dawnictwach. Może być to minu-sem dla fanów proga i utworów ciągnących się w nieskończoność, ale trzeba przyznać, że na Love, Fear and the Time Machine nie brakuje żadnej nuty, która mogłaby je przedłużyć. Utwory nie są przegadane, są za to uporządkowane kompozycyjnie oraz przemyślane. Przy stylu, jaki obrała grupa, nagrywając ten album, kawałki trwające ponad 10 minut niestety mogłyby zanudzić słu-chacza. W obecnej formie wszys-tko jest w sam raz. Na nowym albumie Riverside nie posłuchamy sobie także progmetalu czy hardrockowych gitar. Przez to grupa może stracić wie-lu fanów, którzy lubili ich za mo-cniejsze brzmienie i większą agresywność muzyki. Niektórym będzie brakowało cięższych gita-rowych riffów i ostrzejszego śpiewu Mariusza Dudy. Niektórzy będą rozczarowani, że 23 KULTURA: RECENZJA wie gatunku zwani Dream Theater i wówczas odwrócą się od ze-społu, co zresztą, wierząc ostat-nim wypowiedziom Dudy, będzie efektem dość pożądanym. Z obe-cnymi, naszpikowanymi wspa-niałymi melodiami kawałkami, zespół zyska grono nowych słu-chaczy, nastawionych na odbiór w muzyce głównie emocji i melodii – czyli tego, co zawsze intere-sowało tę grupę najbardziej. Wła-śnie te dwa słowa, emocje i me-lodie, najlepiej opisują ten album. Obfituje on w piękne solówki gitarowe Grudzińskiego, które tak liryczne były ostatnio na Second Life Syndrome. Zaskakuje powro-tem gitary akustycznej tworzącej nostalgiczny klimat w magicznej, choć prostej balladzie Time Tra-vellers. Przynosi mnóstwo intrygujących zwrotów akcji i pięk- Oczywiście na nowej płycie można znaleźć utwory zawierające elementy charakterystyczne dla stylu muzycznego Riverside, jaki zdążyli sobie wyrobić podczas 14-letniej działalności. Absolutnie nie jest to jednak domeną tego albumu – typowe dla tego zes-połu zagrywki i harmonie prze-platane są tu (celowymi lub nie) nawiązaniami do twórczości De-peche Mode, A-Ha, Stevena Wil-sona czy Porcupine Tree, Luna-tic... Zaraz, zaraz. Utwory z Love, Fear and the Time Machine nieprzypadkowo pachną twórczością Lunatic Soul (solowego proje-ktu Mariusza Dudy). Tym razem autorstwo wszystkich kompozycji zostało przypisane jedynie Du-dzie, który to był głównym kompozytorem wszystkich ścieżek do nowego albumu. Aby się o tym Fot. Matt Clark (CC BY 2.0) 24 KULTURA: RECENZJA żeczki, zdecydowanie da się to wyczuć w muzyce. Momentami może wydawać się, że zamiast wyeksponowanych partii gitar Grudzińskiego czy klawiszy Łapa-ja, słuchamy albo mieszającego się w spójną całość instrumen-tarium, albo mocnego basu, któ-rym operuje właśnie Mariusz Du-da. Bas na nowym albumie gra największą rolę. Większość ka-wałków napędzana jest brzmie-niem tego instrumentu, wraz z całą masą świetnych, wpadających w ucho linii melodycznych buduje on klimat tego krążka. Sam artysta decyzje o takiej aran-żacji tłumaczy chęcią nawiązania do muzyki lat 80. i ówczesnego brzmienia wyżej w y m i e n i o n y c h grup. Duda zaznacza, że to dźwięki tych zespołów towarzy-szyły muzykom podczas dorasta-nia i kształtowania świadomości artystycznej, dlatego chciałby (może tytułową maszyną czasu?) powrócić do tamtych lat i do nich nawiązać. Mariusz Duda, opisując nowy album, stwierdził, że „(…) każdy, kto nas trochę zna również marzył, żeby Riverside w ko-ńcu nagrało taki album”. Szczerze mówiąc, nawet w najśmielszych snach nigdy nie przyszło mi do głowy, że Riverside mógłby tak smacznie sze – charakterystyczne, melody-jne zagrywki gitarowe, zapada-jące w pamięć linie wokalne, mo-cno wysunięty do przodu bas i jednostajny, silny rytm. Te oraz inne elementy i odwołania mogą sprawić, że z pozornie jasnymi, pogodnymi i przestrzennymi kawałkami z Love, Fear and the Time Machine kojarzy nam się ciem n a , melancholijna twórczość The Cure, ciężkie utwory Depeche Mode czy Cocteau Twins. Przez te skojarzenia nowy album Riverside jeszcze bardziej zyskuje na mroku i smutku. Jest niby po-godnie, ale drobne elementy za-warte w utworach z tego albumu przypominają momentami nawet dream pop, shoegaze, rock gotycki. W moim odczuciu w nowej muzyce Riverside właśnie te odwołania sprawiają, że klimatem nowy album wiele się nie różni od poprzednich. Na samej płycie tak głębokiego mroku w ogóle nie ma – pojawia się on, gdy na przykład utwór Discard Your Fear skojarzy nam się nagle ze wstępem do cięż kiego, ciemnego Fascination Street The Cure. 25 „Z obecnymi, naszpikowanymi wspaniałymi melodiami kawałkami, zespół zyska grono KULTURA: RECENZJA Fot. juliana luz (CC BY 2.0) W ostatnim wywiadzie dla death-magnetic.pl Mariusz Duda przy-pomniał, że kiedyś nazwał River-side zestawieniem ich własnych czterech żywiołów: radości, smu-tku, szeptu i krzyku. Bardziej op-tymistyczny, radosny charakter nowego albumu na tle poprzednich dokonań grupy w końcu pozwala jej zachować upragniony balans tych żywiołów. Charakter ten tym bardziej będzie pozwalał na zachowanie umiaru podczas nadchodzących koncertów, kiedy to zespół będzie mógł sobie po-zwolić na wyciąganie starszych, dłuższych i cięższych kompo-zycji, kontrastujących na scenie względem piosenek z nowego al-bumu. Mariusz Duda, Piotr Gru-dziński, Michał Łapaj i Piotr Ko-zieradzki, wypuszczając na rynek album będący brakującym czwar-tym elementem układanki, coraz bardziej zbliżają się do perfekcji. Również na estradzie. Riverside jako jeden z najważniejszych– jak nie najważniejszy – towar eks-portowy polskiego rynku muzy-cznego w listopadzie kończy amerykańsko-europejską trasę koncertową i wraca do rodzime-go kraju na trzy występy. Warto się nimi zainteresować, bo mogą to być naprawdę wielkie wyda-rzenia 26 KULTURA FILMY W DŹWIĘKACH Fot. (CC BY 2.0) W świecie muzycznym rzadko można narzekać na nudę. A już szcze-gólnie gdy popatrzy się na scenę muzyki niezależnej. Oto lista właś-nie takiej muzyki, która przykuła moją uwagę w ostatnim czasie, ukazująca siłę dźwięku i tworzonego za jej pomocą obrazu. długie gitarowe drony. Panowie Spectre Eyes – Swallowed Whole z Wisconsin prezentują także Wyobraźmy sobie czarno-biały, cie-kawą wariację na temat zniszczony film przechowywany r o c k o w e j muzyki w ogóle, w okropnych warunkach, wzbudzając zapom-niany, z wieloma w słuchaczu emocje zwykle niewyblakłymi kli-szami. kojarzone z tym gatunkiem, czyli Debiutancka kreacja duetu nostalgię, smutek, panikę. Całość Spectre Eyes jest właśnie takim okraszona jest także ciekawymi, tworem. Dwupłytowy Swallowed często nieregularnymi Whole prezentuje fantastyczne struktura-mi utworów, przez co spektrum dźwięków – ciągle od-czuć można atmosferę zaczynając od rockowych, tego mgli-stego wieczoru w ciężkich wstawek gitarowych, środku lasu. Swallowed Whole to przechodząc przez ciche dźwiękowa opowieść oparta brzmienia starych nagrań 27 KULTURA tach, mocnych ekspresjach i jest pozycją pokazującą, że można tworzyć muzykę, która porusza i choć niełatwa, mocno przyciąga. „(...) prezentują także ciekawą wariację na temat rockowej muzyki w ogóle, wzbudzając w słuchaczu emocje zwykle niekojarzone z tym gatunkiem (...)” Oathless – Peripheral: Music For An Imaginary Film O Oathless dowiedziałem się s t o - s u n k o w o niedawno, lecz jego intrygujący, konceptowy album przykuł moją uwagę w sekundę. Peripheral to debiut jednoosobo-wego projektu, słuchacza w stan zimnej, chłodnej apatii. Muzyka Oathless jest połączeniem brzmień współczes-nej muzyki klasycznej i ambientu z dużym naciskiem na ukazanie ostrych emocji. Każdy detal tej muzycznej konstrukcji zabiera słuchacza w inne miejsce, dużo dalsze, niż mogłoby się wydawać. Melancholijne, długie dźwięki klawiszowe wspierane od czasu do czasu przez brzmienia skrzypiec i gitar połączone są w sposób wręcz idealny. Każda kompo-zycja na płycie przyjmuje inną, dynamiczną konstrukcję, po-brzmiewając niczym buddyjska mantra na szczycie ośnieżonego szczytu. Zapewniam – słuchanie tego albumu poza domowym zaciszem, w drodze, zapewnia nie- Fot. (CC BY 2.0) 28 KULTURA Fot. (CC BY 2.0) zeroh – Pool Party: Original Still Picture Soundtrack Pool Party to album na tyle trudny do opisania, że nie można w pełni opowiedzieć o jego magii. Ryan Asher McShane wplata doj-rzały, surowy beat w elementy hip-hopu, jazzu i funku, a także eksperymentalnej elektroniki. W efekcie mamy do czynienia z dziełem abstrakcyjnym, opartym na poszukiwaniu wizualizacji tematów samokontroli, ludzkiej psychiki i oceanu. Na całym al-bumie można odnieść wrażenie przebywania na ulicach potężnej metropolii, nocą, w otoczeniu klubów, dyskotek i ludzi opowiadających swoje historie, często bardzo nierealne. Każda z kom- i tworzy ciekawą formułę – albumu-piosenki, nigdy niekończącej się historii pełnej różnych chwil i pojawiających się tylko na moment emocji. Zdecydowane antidotum dla wszystkich ludzi, którzy uważają, że hip-hop umarł i nie potrafi już zaskakiwać. tsar – tsar Szczeciński tsar stworzył za plecami wielkich nazw i promowanych polskich zespołów bez wyrazu ep-kę spokojnie mogącą walczyć o album roku w polskim wydawnictwie fonograficznym. I jest to określenie nie bez nadużycia. Znajdziemy tu alternatywny rock na poziomie światowym, gotowy do pokazania szerszej grupie ludzi. Styl prezentowany 29 KULTURA przez kwartet być może nie jest najświeższym elementem grupy, ale stanowi książkowy przykład na to, jak tworzyć coś nowego na zgliszczach. Sporo w tym albumie rockowego pazura, mocnych per-kusyjnych uderzeń i surowego, ostrego wokalu. Nietrudno jed-nak znaleźć też wolniejsze, bardziej elektroniczne momenty na całej, dość krótkiej kreacji. tsar wydaje się przy tym projektem dużo bardziej rozbudowanym i nie skupia się tylko na jednych, d o ś ć ogranych, alternatywnych podwalinach, tworząc także dźwiękowe pejzaże dalekie od ra-diowych, repetycyjnych „kompo-zycji”. Na tsara warto uważać i czekać na jego najnowsze rozdanie. „Każda kompozycja na płycie przyjmuje inną, dynamiczną konstrukcję, pobrzmiewając niczym buddyjska mantra na szczycie ośnieżonego szczytu” Fot. (CC BY 2.0) Weird. – A Long Period of Blindness Włoskie Weird. wielbię na potęgę. Tykają się dogorywającego gatu-nku shoegaze (a więc pełnej 30 KULTURA Fot. (CC BY 2.0) k ę wychodzącą poza tę sferę świadomości. Mamy tu do czynienia z albumem poruszającym nawet najtwardszych. Tworem o mocnych kompozycjach, które-go autorzy nie boją się grać kli-matycznie i, co nie jest t a k i e oczywiste, wolno. Uderzające w uszy echo wokalu, głośne, niejednolite gitary oraz podbudowu-jące atmosferę instrumenty per-kusyjne stawiają słuchacza w dziwnym położeniu, na granicy między wieloma stanami emocjo-nalnymi. Trio doskonale wyko-rzystuje nie tylko klimat oraz in-strumenty, ale także buduje łatwe do zapamiętania kompozycje – spokojne, przepływające przez uszy, dające obraz niczym z głę-bokiego, magicznego snu. Atmo-sferę A na opakowaniu fizycznego wyda-nia płyty „Someone lost it/So-meone never found it”. I tym introspekcyjnym albumem kończę tę odsłonę muzycznych polecanek. Jeśli jesteście zainte-resowani pobraniem któregoś w wyżej wymienionych albumów, wejdźcie w link danej grupy i pod napisem „Digital Album” kliknijcie „Buy Now” oraz wpiszcie cenę, za jaką chcecie kupić dany album (można wpisać także 0, co jest równoznaczne z darmowym po-braniem płyty). Mam nadzieję, że któryś z tych albumów przypa-dnie wam do gustu. Pamiętajcie: szukajcie nowych brzmień w mu-zyce i przede wszystkim – słu-chajcie, słuchajcie i słuchajcie. Bo dzień z nową muzyką to dobry dzień! 31 LATA ŚWIETLNE PRZED „SŁITAŚNYMI FOCIAMI” Setki zdjęć zalegających na naszych komputerach i telefonach. Źle wyka-drowane, amatorskie, byle jakie. Już nie martwimy się, czy „starczy kliszy”, dlatego topimy się w rosnącej lawinie fotografii wrzucanych na portale społecznościowe. Z rozrzewnieniem patrzę więc na te sprzed kilkudziesięciu, a nawet kilkunastu lat. Czy pamiętamy jeszcze, jak wyglądają stare fotografie? I gdzie ich szukać poza rodzinnymi albumami? Fot. martinak15 CC BY 2.0 KULTURA N a ratunek starym zdjęciom przychodzi pisarz Jacek Dehnel. Gdy po raz pierwszy trzymałam w dłoniach jego Fotoplastikon, czułam się, jakbym znalazła skarb. Dehnel w owej książce za-mieścił ponad sto fotografii. Od-nalazł je na pchlich targach, w antykwariatach, pośród strychowych szpargałów. Stare i zapomniane – a jednak ktoś zauważył w nich piękno. Książka Dehnela jest niezwykła ze względu na to, w jaki sposób zostały umieszczone w niej zdjęcia. Mamy tu do czynienia z fotografią stereoskopową. Każda praca składa się z dwóch zdjęć tego sa-mego obiektu, ale wykonanych z różnych punktów. Patrzący przez stereoskop widz ma wra-żenie przestrzenności i trójwy- miarowości oglądanej sceny. W Fotoplastikonie umieszczono po dwa zdjęcia tych samych pos-taci, obiektów. Oznaczone kolej-nymi numerami i literami L i P (lewe i prawe w stereoskopie), jak gdyby stanowiły nierozerwalną całość, a dzięki temu dotyczące ich teksty mają albo podobny temat, albo oparte są na jednym motywie. L e k t u r ę książki zaczęłam od przeczytania tekstu znajdującego się pod zdjęciem – pisarz posłu-guje się esejem, zamieszcza krót-ką refleksje, komentarz. Nie bra-kuje tu również poetyckich unie-sień i lakonicznej, chłodnej prozy. Jednak mimo bardzo dobrego Dehnelowskiego pióra, po pew- Fot. Onan. Andrzej (CC BY 2.0) 33 KULTURA Fot. Jan Tik (CC BY 2.0) i najpierw zaczęłam skupiać się na zamieszczonej fotografii. Wam proponuję robić to samo. Podpis niech będzie tylko dopowiedze-niem, uzupełnieniem tego, czym dla was okazało się być dane zdjęcie. Nie bójmy się zostać narratorami, przewodnikami po tych „odpryskach rzeczywistości”, bo to jedynie porozrzucane fragmenty świata. Dlatego też nie wszystko będzie tu do siebie pa-sować. Możemy, tak jak pisarz, wykreować swoich bohaterów. Mamy prawo zmienić zakończe-nie opowieści bądź w pełni zaak-ceptować to przedstawione przez Dehnela. Możliwości jest wiele. To wszystko sprawia, że obcowa-nie z Fotoplastikonem jest bardzo który znaleźli swe miejsce na kartach tej książki. Kim są dzisiaj? Jaka jest ich historia? Te pytania muszą pozostać bez odpowiedzi. Dehnel pisze, iż istnieją dwie prawdy. Prawda zdjęcia i prawda oglądającego. O pomyłkę więc nie trudno. Mówi o tym sam pisarz, opowiadając historię pewnej dziewczynki. Nazywa j ą Krysią Patyczkówną. Fotografię odnalazł przypadkiem. Przedstawia małą dziewczynkę, chudą, nieśmiałą, ubraną w krakowski strój. Dla Dehnela to biedne galicyjskie dziecko. Kilka lat później odnajduje kolejne zdjęcie tejże dziewczynki. Ubrana jest w tę samą sukienkę. Jedyną różnicą jest teraz to, że pozuje razem ze swoją matką. Dopiero teraz wychodzi na jaw, jak wielka zdarzyła się pomyłka. 34 KULTURA to panienka przebrana za chłopskie dziecko (…) zaraz pobiegnie do domu, zrzuci z siebie te folklory (służąca złoży je ładnie i umieści w mahoniowej szafie) i ubierze się normalnie jak mama, (…) dość tej maskarady, jeszcze ktoś coś sobie pomyśli. Zmyśli. W tej książce mamy wiele okazji do zmyślania, do tworzenia własnej prawdy – pisarz daje nam możliwość zaba-wy, gry wyobraźni. A czy ja popełniłam podobny błąd? Oczywiście, że tak. Mowa o zdjęciu przedstawiającym jelonka i kilku dobrze zbudowanych mężczyzn. Pierwsze wrażenie? Wzruszająca symbioza człowieka ze zwierzętami. Można by rzec – sielanka. Teraz kolej na poznanie prawdy. Czytam opis zdjęcia. To nie arkadia, tylko zakończone po-lowanie. Jelonek jest martwy… Przytrzymywany sztywno dla uzyskania efektu „ładnego zdjęcia”. Czytając-oglądając tę książkę, za-pewne nieraz złapiecie się na tym, jak łatwo dajecie się oszukać. Podejmijcie więc wyzwanie – obserwujcie i czytajcie. Zapew-niam, że Fotoplastikon nie potrafi znudzić. Większość zdjęć zamieszczonych w tej książce jest czarno-biała lub sepiowa. Są jak wyrwane z innej epoki. Bo te Fot. Ryan (CC BY 2.0) – duszę… Fotografie to nic innego jak sprasowany czas. Może więc zamiast niezliczonych zdjęć umieszczanych na „fejsie” warto czasem zrobić to jedno, wywołać je i w ten sposób uratować jakiś fragment świata od zapomnienia – tak jak robi to Dehnel. Jeżeli chcecie przyczynić się do ratowania przeszłości, trzeba tę książkę otwierać. Zachęcam do tego gor ą c o . Zostańcie narratorami, stwórzcie własne historie i nie pozwólcie, aby czas przykrył kurzem kolejny fragment świata… 35 Marlena Rzepniewska KULTURA: RELACJA W POSZUKIWANIU NIEZALEŻNOŚCI czyli relacja z Ars Independent Choć festiwal Ars Independent trwał niecały tydzień, to podczas tych kilku dni można było zobaczyć aż sześć pełnometrażowych filmów konkursowych, dwadzieścia osiem animacji, sześć gier wideo oraz liczne pokazy w ramach innych festiwalowych wydarzeń. Jak w tym gąszczu znaleźć coś dla siebie? Każdy ma inny gust i odmienne oczekiwania wobec tego, jak po-winien wyglądać festiwal i czym jest owa „sztuka niezależności” w świecie filmu, muzyki czy gier. W związku z tym niezwykle trudno o udzielenie jednej uniwersalnej odpowiedzi na pytanie, co warto było zobaczyć. Z pewnością dało się przejść przez ten fes-tiwal, oglądając tylko pokazy kon-kursowe albo wręcz przeciwnie – chodzić tylko na wydarzenia to-warzyszące. Ja, chcąc zobaczyć „z czym to się je”, zdecydowałam się na złoty środek, czyli spró-bowałam wszystkiego po trochu. Zaczęłam tradycyjnie, od gali otwarcia. Podczas pierwszego wieczoru organizatorzy zdecydowali się pokazać Mustanga, debiutan-cki obraz tureckiej reżyserki, De-niz Gamze Ergüven. Film przedstawia historię pięciu młodych Turczynek, które muszą mierzyć nymi poglądami i wynikającymi z nich obyczajami mieszkańców wioski, w której mieszkają. Mimo powagi i trudności tematu reżyserce udało się stworzyć nienachalny, bardzo delikatny obraz, który zarówno bawi, jaki i wzrusza. Mustang to jedna z lepszych produkcji, jakie widziałam podczas festiwalu. Film otwarcia zdecydowanie zaostrzył mój apetyt na konkursowe projekcje. Niestety, w przypa-dku Konkursu pełnometrażowych debiutów i filmów drugich Cza-rny Koń, trochę się zawiodłam. Widziałam dwie z sześciu nomi-nowanych pozycji i obie wypadły poniżej moich oczekiwań. Nie widziałam w nich nic, co wyróżniałoby je na tle innych n i e z a l e ż n y c h produkcji. Niekwestionowanym zwycięzcą w tej kategorii, które-go niestety nie udało mi się zoba-czyć, był irański film Melbourne, który zdobył nie tylko nagrodę jury, 36 KULTURA: RELACJA bliczności. Wśród produkcji biorących udział w konkursie wyróż-niony został też film Zanim za-braknie mi tchu , który otrzymał Podkowę Jury Młodych. Kolejną sekcją konkursową był Czarny Koń Animacji. Tu projekcje podobały mi się o wiele bardziej, przede wszystkim dzięki swojej dużej różnorodności. W konkursie można było zobaczyć filmy o skrajnie różnej tema-tyce, sposobie pokazywania pro-blemów, a każdy z nich został wykonany inną techniką animacji. Najlepszym zdaniem jury był Dokument Marcina Podolskiego. Animacja w gorzko-słodki sposób pokazuje życie Antoniego, star-szego mężczyzny na emeryturze, który marzy o otwarciu kwiaciar-ni, ale wie, że to płonne nadzieje. Dzięki połączeniu animacji i zdjęć, a także ujmującej narracji i poczuciu humoru, film sprawia naprawdę dobre wrażenie i jest na tyle nietypowy, że nie można przejść obok niego obojętnie. Publiczność doceniła także film Ulubione kawałki!, który pokazuje, jak zgubne być życie w natłoku popkulturowych informacji. pierwszy przyznano nagrody w tej dziedzinie. Jury postanowiło nagrodzić grę Plug and Play – „Za przedstawienie nam niezręcznej oraz romantycznej strony międzyludzkich relacji poprzez wkła-danie wtyczek do gniazdek.”. Publiczność natomiast wyróżniła Hotline Miami 2: Wrong Number. W zasadzie na tym mogłabym skończyć, bo gry to zdecydowanie nie moja bajka – nie interesu-ję się tym, nie gram, a nawet jak już w coś gram, to jestem w tym beznadziejna. Jednak, w ramach poszerzania swoich horyzontów postanowiłam przekonać się na własnej skórze, o co tyle szumu. Na koniec opisywania konkursowych kategorii zostawiłam sobie W trakcie trwania festiwalu, w klubie Drzwi Zwane Koniem Fot. Michał Jędrzejowski (CC BY 2.0) 37 KULTURA: RELACJA dukcje biorące udział w konkursie. Mogę powiedzieć tylko: przy-byłam, zobaczyłam, zwyciężyłam. Przy czym to ostatnie odnosi się raczej do przezwyciężania stere-otypów niż do faktycznych wyni-ków w którejś z gier. Dzięki tej wystawie zaczęłam postrzegać gry w innych kategoriach, już nie tylko jako prostą rozrywkę, ale też dziedzinę sztuki. W ramach festiwalu odbyła się również dyskusja o estetyce i krytyce gier wideo. I choć nie była ona wymyślana z myślą o laikach takich jak ja, to prezentacje i późniejsza dyskusja pozwoliły mi choć po c z ę ś c i zobaczyć, jak wygląda świat niezależnych gier wideo. Jeżeli miałabym wskazać najwięk-szą wartość tego festiwalu, to by-łoby to właśnie możliwość poz-nania rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Choć na grach kończy się część konkursowa festiwalu, to podczas tych sześciu dni odbyło się też mnóstwo innych wydarzeń – ko-ncerty, wystawy, przeglądy juror-skie czy pokazy pozakonkurso-wych filmów. Do moich ulubio-nych należały dwie projekcie te-ledysków. Obie w pewien sposób do siebie podobne – pokazywały obrazy, k t ó r e zdecydowanie przekraczały granice tego dość Wideoklipu” – na której można było zobaczyć ciekawe teledyski z ostatnich lat, łamiące w pewien sposób narzucone konwenanse, pokazując w niespotykany sposób ludzkie ciało czy taniec, czyli nie-odzowne elementy (prawie) każ-dego wideoklipu. Po seansie od-było się minispotkanie z twór-cami jednego z przedstawianych filmów, reżyserem Maciejem Gryzełkiem i operatorem Mariuszem Rychłowskim (którzy odpo-wiadają za teledysk do p i o s e n k i Tu do Asi Mina). Podczas dyskusji można było się co nieco dowie-dzieć o tym, jak pracuje się nad tą formą audiowizualną i o tym, któ-re zwierzę jest najbardziej niebezpieczne na planie (wbrew po-zorom to świnka Lal). Druga pro-jekcja – Perswazyjny przewodnik po wideoklipach skupiała najbar-dziej obrazoburcze i kontrower-syjne teledyski od lat 80. do współczesności. Jubileuszowa, V edycja Ars Independent zachwyciła mnie tam, gdzie bym się tego nie spodziewała i zupełnie nie zrobiła na mnie wrażenia podczas niektórych wyczekiwanych przeze mnie momentach festiwalu. Jest to na-uczka i zachęta do otworzenia się na nowe oblicza sztuki, o które przecież chodzi w 38 KULTURA: RELACJA Fot. Michał Jędrzejowski (CC BY 2.0) Fot. Michał Jędrzejowski (CC BY 2.0) [[#]]