do wydruku - mam.media.pl

Transkrypt

do wydruku - mam.media.pl
SPIS TREŚCI
kolejny wielki krok
strona 6
fantastyczny Toruń Copernicon 2015
strona 12
ostatni czytelnik #24
strona 17
radość i smutek, szept i krzyk
strona 20
filmy w dźwiękach
strona 27
lata świetlne przed „słitaśnymi
fociami”
strona 32
w poszukiwaniu niezależności
strona 36
3
WSTĘPNIAK
CZY WARTO WSTAWAĆ
O CZWARTEJ RANO?
Niewiele jest rzeczy, które są w stanie wyciągnąć mnie z łóżka już
o czwartej nad ranem. Jednak możliwość zobaczenia zaćmienia
„krwawego Księżyca” nie zdarza się w końcu każdej nocy. Kto nie
widział, ten... w zasadzie nie ma czego żałować. Rozsiane po Internecie zdjęcia prezentują się o niebo lepiej niż widok
obserwowany zaspanym okiem, w środku nocy.
Liczę się z tym, że
pewnie część z Was
się ze mną nie zgodzi
– nic przecież nie
może zastąpić obrazu
widzianego na żywo,
a już na pewno nie
takie masowo wrzucane zdjęcia. Nie
zgo- dziłaby się też
ze mną zapewne
Natalia Wo- pińska,
która w tekś- cie
p t . Lata
świetlne
przed „słitaśnymi fociami”
przekonuje
nas
o
wyższości
starannie wybranych,
wywołanych
fotografii
nad
„seryjnymi” fotkami..
Rajem
dla
miłośników
tej
rzeczywistości powinien być świat przedstawiony w recenzowanym przez nią Fotoplastikonie autorstw
Jacka Dehnela.
na
festiwalu
Ars
Inde- pendent. W
obu tych
miejscach
nie
zabrakło
pozytywnych zaskoczeń
Inni być może odnajdą przygotowanymi
się lepiej na którymś
atrakcami i naprawdę
z festiwali relacjono- niezwykłych doznań!
wanych przez nasze
dziennikarki. Ariadna Dla wszystkich tych,
Grzona
odwiedziła którzy ostatni weektyend spędzili w mniej
dzień temu Fantasty- emocjonujący i widoczny Toruń, by wziąć wiskowy sposób, mam
udział w Copernico- pewne pocieszenie:
nie. Z kolei Agnieszka choć następna okazja
Kracla była w zupeł- do zobaczenia zaćnie innej części Pols- mienia Superksiężyca
ki, w Katowicach, dopiero za osiemnaśgdzie
ruszyła
W cie lat, to kolejne Suposzuperoutro ujrzycie już
4
STOPKA REDAKCYJNA
OUTRO
ISSN: 2299 - 5242
Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy
Wydawca: Fundacja Nowe Media
Koordynator: Kamil Wiśniowski
www.outro.pl
Mail: redakcja(@)outro.pl,
rekrutacja(@)outro.pl
Szefowie działów:
Lena Janeczko (kultura),
Agnieszka Kracla (społeczeństwo),
Roksana Grzmil (foto),
Patryk Skoczylas (graficy),
Sylwia Pacholczyk (korekta),
Patrycja Brejnak (promocja).
Korekta:
Tomek Król,
Sylwia Pacholczyk,
Ilona Sieradzka,
Mateusz Tutka,
Monika Wiśniowska,
Patrycja Ziemińska.
Redaktor naczelna: Anna Lewicka
Zastępcy redaktor naczelnej:
Agnieszka Antosik, Karolina Wojtal
Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska
Zastępca sekretarza redakcji:
Mariola Lis
Redaktorzy
prowadzący:
Jakub
Dudek, Klaudia Kępska
Korekta wydania: Anna Kubica
Ostateczna korekta: Ilona Sieradzka
Fotoedycja: Tomek Obrębski
Zdjęcia w wydaniu zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów.
Graficy: Magdalena Kosewska,
Patryk Skoczylas.
Projekt okładki: Magdalena Kosewska
Zdjęcie
na
okładce:
Monika
Tarnowska
5
SPOŁECZEŃSTWO
KOLEJNY
WIELKI KROK
Fot. Robert S. Dovan
(CC BY 2.0)
Apple ma wielu zagorzałych przeciwników. Fani Samsunga
obrzucają błotem każdego kolejnego iPhona, a mnóstwo
informatyków narzeka na ograniczenia, jakie posiadają Maki.
Odnoszę jednak wrażenie, że w ostatnim czasie firma z Cupertino
budzi coraz mniej kontrowersji i więcej użytkowników ma szansę
przekonać się o tym, że Apple two-rzy po prostu dobre produkty.
Kilka z nich poznaliśmy na konferen-cji, która odbyła się 9
września w San Francisco.
kiwanie programów, zwłaszcza,
Apple TV
jeżeli chcemy obejrzeć „jakąś
Po kilku latach ciszy w tej
ko-medię” lub „najlepszy horror
kwestii, wreszcie doczekaliśmy
z 2011 roku”, będzie łatwiejsze.
się nastę-pcy Apple TV z 2013
Wystarczy, że o tym powiemy
roku.
Wpro-wadzenie
Tima
i po kilku sekundach rozpocznie
Cooka zrobiło na mnie ogromne
się seans. Nie sądzę jednak, aby
wrażenie.
Wycią-gałem już
produkt ten stanowił realną konpieniądze z portfela, ale gdy
kurencję
dla
dostawców
rozpoczęła
się
prezentacja,
telewizji. W Polsce forma VOD
prowadzona przez Eddy’ego Cue
nie ma jesz-cze ugruntowanej
(starszego wiceprezesa ds. usług
pozycji,
a
brak
Netflixa
internetowych), zachwyt uleciał
dodatkowo
zubaża
ofertę
ze mnie niczym powietrze
sprzętu
Apple.
Netflix,
z przedziurawionego balonu. W
amerykań-ski
serwis,
który
hucznie zapowiadanej, nowej
umożliwia
ko-rzystanie
z
wersji Apple TV zmieniono nieogromnej
biblioteki
seriali
i
wiele w stosunku do poprzedniej
programów, nie ma jesz-cze
generacji. Nadal możemy dzięki
polskiej wersji. Z drugiej stro-ny,
niemu oglądać filmy z naszej
ciekawym krokiem jest ukłon w
biblioteki
iTunes,
słuchać
stronę fanów gier na konsole –
muzyki czy śledzić amerykańską
nowy pilot zawiera touchpada
ligę NFL, choć teraz obsługiwać
i może służyć jako pad np. do
nas będzie inteligentniejsza Siri,
Crossy Road, popularnej gry na
czyli
asys-tentka
głosowa
smartfony. Dla rodzin posiadajązaprogramowana przez Apple.
6
SPOŁECZEŃSTWO
dzie przydatnym dodatkiem, ale
nie przypuszczam, żeby osiągnęło
to
sukces
wśród
użytkowników sprzętu innych
firm.
Jest to kalka technologii Force
Touch, którą znamy już z inteligentnych zegarków tej firmy.
Dzięki niej urządzenie rozróżnia
siłę nacisku, z jaką działamy na
ekran. Co w związku z tym
oferu-je nam Apple? Na razie
zaprezen-towano trzy sposoby
wykorzy-stania technologii 3D
Touch.
„Wyciągałem już pieniądze
z portfela, ale gdy rozpoczęła się prezentacja (...),
zachwyt uleciał ze mnie
niczym powietrze z przedziurawionego balonu”
Pierwszy z nich to możliwość
szybkiego podglądu treści bez
opuszczania miejsca, w którym
aktualnie znajdujemy się w aplikacji.
Przykładowo,
maila
będzie-my mogli podejrzeć,
dłużej
przy-trzymując
odnośnik do niego
w skrzynce. Puszczając nacisk,
wrócimy do miejsca, w którym
byliśmy
poprzednio.
Mnie
bardzo przypadła do gustu
możliwość podejrzenia strony
internetowej w ten sam sposób
iPhone 6s, 6s Plus i 3D Touch
Prezentacje kolejnych iPhonów
są zawsze jednymi z ważniejszych wydarzeń w technologicznym świecie. iPhone 4s dał nam
Siri, 5s Touch – ID (czytnik linii
papilarnych), a „szóstka” –
uprag-niony większy ekran. O
czym
będziemy
mówić,
wspominając smartfon Apple z
2015 roku? Nie wątpię, że o 3D
Zdjęcie przycięto z oryginału. Fot. Micheal (CC BY 2.0)
7
SPOŁECZEŃSTWO
Druga opcja wykorzystania 3D
Touch to skróty. Wreszcie na
e k r a n i e dotykowym będziemy
mieli odpowiednik kliknięcia
pra-wym przyciskiem myszy.
Trzy-mając dłużej palec nad
ikoną apli-kacji, pojawi się
rozwijana lista, np. „Selfie” w
menu Aparatu.
W tej kategorii hitem dla mnie
jest szybkie wybieranie w telefonie, choć praktycznie w każdej
aplikacji opcja ta powinna być
użyteczna.
I po trzecie – nowe gesty. Kiedy
t y l k o zobaczyłem możliwość
przejścia
do
poprzedniej
aplikacji,
przeciągając
tylko
palcem po ek-ranie, byłem
zachwycony. Nie ko-rzystam ze
wszystkich
wbudowa-nych
gestów, ale nie muszę się długo
zastanawiać, żeby zdać sobie
sprawę, jak przydatna jest akurat
ta funkcja. To, co daje nam
Apple, to dopiero początek.
Teraz wszystko w rękach
deweloperów,
czyli
osób
tworzących aplikacje na tę
platformę.
Firma z Cupertino nie upycha
w swoich produktach zbędnych
cyferek. Zdarzało się, że liczba
pikseli na ekranie czy matryca
aparatu była mniejsza niż w konkurencyjnych telefonach. iPhone
6s
przyniósł
poprawę
najważniej-szych parametrów.
w mniejszej wersji) i nowy
proce-sor Apple A9. Wygląd
zewnętrzny prawie się nie
zmienił – dodano literkę „S” na
tylnej klapce.
8
„Dla rodzin posiadających
iUrządzenia, Apple TV
będzie przydatnym
dodatkiem, ale nie
przypuszczam, żeby
osiągnęło to sukces
wśród użytkowników
sprzętu innych firm”
SPOŁECZEŃSTWO
iPad Pro i Apple Pencil
Największy, najszybszy, najmocniejszy.
Te
przymiotniki
słyszymy
regularnie przy każdej prezentacji nowego urządzenia. W tym
wypadku słowo „największy” jest
bez wątpienia uzasadnione. Phil
Schiller, wiceprezes ds. marketingu Apple, który prezentował
iPada Pro, powiedział, że jest to
„tafla szkła, z którą można
zrobić wszystko” i nie okłamał
nas. No-wy tablet Apple wywarł
na mnie
ogromne wrażenie nie tylko dużym ekranem, bo taki można
spo-tkać u wielu producentów,
lecz także ogromem korzyści,
które ze sobą niesie. Nawet
najbardziej
wyśrubowane
specyfikacje
byłyby
bez
znaczenia, gdyby nie oprogramowanie, które może zostać
użyte na danym sprzęcie. Teraz
wiele rodzajów profesjonalnego
oprogramowania będzie można
przenieść na iPada Pro. Pytanie
brzmi: czy ktoś z tego skorzysta?
Forma pracy „iPad only”, polegająca na korzystaniu z iPada (lub
jakiegokolwiek innego tabletu)
zamiast komputera, zdobywa
co-raz większą popularność
wśród osób obeznanych z
nowinkami
technologicznymi.
Niestety, ob-sługiwanie arkuszy
kalkulacyj-nych
na
ekranie
dotykowym
nie
jest
zbyt
wygodne, a montowanie filmów
Excela stanie się w cudowny
spo-sób
łatwiejsze.
Trzeba
poczekać na nowe rozwiązania,
zanim zgo-dnie z wizją Apple z
przerzucimy się z komputerów
na tablety. Póki co, na iPadzie
swobodnie można pracować z
tekstem lub grafiką.
I właśnie dla wszystkich lubiących kreślić, rysować bądź
malo-wać
został
stworzony
Apple Pen-cil. Firma z logiem w
kształcie
nadgryzionego
jabłuszka proponuje do swojego produktu rysik.
Dobrze, że to coś więcej niż
tylko zwykły kijek. Nie jest to
jednak przełomowe rozwiązanie.
9
Zaawansowane „stylusy” stworzyło już kilka firm. Jeżeli chodzi
o produkt
Apple, dostrzegam
więcej minusów niż plusów. Jego
jedyną zaletą jest precyzja. Linie
będą dokładniejsze niż te rysowane palcem. Firma z Cupertino
zaprezentowała nam już jednak
technologie Force Touch, która
pozwala wykrywać siłę, z jaką
naciskamy na ekran urządzenia.
Spoglądając na możliwości, jakie
daje nowy iPhone, właśnie tej
funkcjonalności brakuje iPadowi
Pro. Linie różniące się grubością
pod wpływem nacisku można by
rysować palcem, a możliwości
nowego
tableta
wzrosłyby
niepo-równywalnie. Nie najlepiej
wyglą-da też kwestia ładowania
SPOŁECZEŃSTWO
Zdjęcie przycięto z oryginału. Fot. Alper Qugun (CC BY 2.0)
dujące się na dole urządzenia,
przez co iPad przypomina loda
na patyku.
„Nowy tablet Apple wywarł
na mnie ogromne wrażenie
nie tylko dużym ekranem,
bo taki można spotkać
u wielu producentów, lecz
także ogromem korzyści,
które ze sobą niesie”
watchOS 2
iOS 9, system operacyjny dla
urządzeń przenośnych Apple i
OS
El
Capitan,
system
operacyjny dla Maków, zostały
zaprezentowane
już kilka miesięcy temu, ale na
temat
nowego
systemu
operacyj-nego Apple Watch nie
wiedzie-liśmy zbyt wiele. Aż do
środy. Pierwsza wersja watchOS
miała sporo ograniczeń w
kwestii
wy-korzystania
możliwości
zegarka
przez aplikacje film trzecich i
na-dchodząca aktualizacja jest
ukło-nem
w
kierunku
d e w e l o p e r ó w . Przykładowo,
twórcy aplikacji będą mogli
projektować
swoje
„compilations” (elementy ekranu
startowego Apple Watch przedstawiające np. pogodę bądź temperaturę). Teraz można tylko
czekać, w jaki sposób wykorzy-
10
SPOŁECZEŃSTWO
„Teraz można tylko czekać,
w jaki sposób wykorzy-stają
dane im możliwości”
Jak można podsumować konferencję? Było ciekawie, ale chyba
n i e przełomowo. W tym roku
produktem,
który przyciągnie
nowych
użytkowników
do
ekosy-stemu Apple, będzie nie
iPhone, lecz raczej iPad Pro.
Podczas prezentacji zdarzyły się drobne
wpa-dki
–
Phil
Schiller
pospieszył się
kilka razy z przewijaniem
slajdów prezentacji. Pominął
również no-wego iPada mini 4,
ograniczając się do dwóch,
trzech zdań na jego temat.
„Czwórka” jest pomniej-szonym
iPadem Air 2 i myślę, że lepsze
podzespoły
przyciągną
użytkowników do „miniaka”.
Lista nowości kończy się na
nowych paskach do Apple
Watcha – in-nych wariacjach
kolorystycznych
pasków
gumowych
oraz
ekskluzywnych, skórzanych od firmy
Hermes. 16 września ukaże się
iOS 9, a na dalsze nowości będ z i e m y musieli poczekać... do
WWDC (Konferencja Deweloperów Apple) 2016. Premiera nowych produktów już za nami, ale
jeszcze kilka dni i rozpoczną się
dywagacje na temat iPada Pro 2,
iPhona 7 czy nowego Maka.
Zdjęcie przycięto z oryginału. Fot. darwin
Bell (CC BY 2.0)
11
FANTASTYCZNY
TORUŃ
– CO
PER
NI
CON
2015
Od kilku lat w Toruniu odbywa się impreza dla entuzjastów
fantastyki – konwent o nazwie Copernicon, łączący w jednym
miejscu fantastykę, gry elektroniczne i planszowe oraz kulturę japońską i koreańską. Tuż obok ma miejsce Star Force,
czyli zlot fanów Gwiezdnych Wojen. Czego chcieć więcej?
Fot. sharkhats (CC BY 2.0)
KULTURA: RELACJA
Od zeszłego roku obie imprezy
odbywają się równolegle, dzieląc
między siebie budynek Centrum
Sztuki Współczesnej. Sam konwent zajmuje cztery budynki:
go-tyckie Collegium Maius i
nowo-czesne Collegium Minus –
oba należące do Uniwersytetu
Miko-łaja Kopernika, Miejski
Dom Kul-tury oraz wspomniane
już CSW. Wszystkie znajdują się
w niewiel-kiej odległości od
siebie, a naj-bardziej oddalony
MDK dostarcza dodatkowych
walorów estetycz-nych – droga
do niego to ledwie dziesięć
minut
spaceru
wśród
zabytkowych kamienic, a po
drodze można zobaczyć pomnik
Koper-nika (tzw. Kopiec) oraz
uroczą figurkę smoka.
Organizacja sięgnęła szczytu
To był pierwszy konwent, jaki
miałam przyjemność odwiedzić,
na którym zwyczajowa gigantyczna kolejka – konwentowy „kolejkon” – po prostu nie miała
miejsca. Fotografowie co roku
krążą między uczestnikami ustawionymi w długiej linii do stanowiska z akredytacją, żeby ze złoś l i w y m uśmiechem na ustach
udokumentować
ludzką
despera-cję. Wciąż udaje im się
to na in-nych festiwalach, ale w
Toruniu – nic z tych rzeczy.
Obsługa szła sprawnie, tak samo
jak i konwen-towicze, którzy bez
marudzenia stawali jeden za
komputery nie odmawiały posłuszeństwa. Szkoły noclegowe co
p r a w d a otwarte
były dopiero
wieczorem, ale za to szatnie
uru-chomiono
wraz
z
początkiem akredytacji. Śpiącym
udostępnio-no nie tylko salę
gimnastyczną,
lecz
także
korytarze na piętrach, dzięki
czemu każdy z trzytysięcz-nego
tłumu szybko znalazł dla siebie
miejsce. Z całego progra-mu
jedynie Komnata Filmów i Seriali zaliczyła sprzętową wpadkę,
jednak samo pomieszczenie szybko zmieniono, a uczestnicy
zos-tali
poinformowani
o zmianach.
Kupując lembasa,
osiedlasz Legolasa
Tradycyjną już konwentową tematyką jest Władca Pierścieni,
od kilku lat z towarzyszącym mu
Hobbitem.
Na
Coperniconie
moż-na było jednak spotkać
prawdzi-wego
krasnoluda z
Ereboru,
który
prowadził
warsztaty z języka khuzdul –
rodzimego języka bro-daczy z
głębi góry. Nie były to jednak
zwykłe warsztaty – prele-gent o
pseudonimie Kouji uczył przede
wszystkim
wyrażeń
podstawowych i przydatnych, którymi można by obrazić elfów – a
jak wiadomo, krasnoludowie od
zaw-sze mieli z elfami na
pieńku. W tej egzotycznej
13
KULTURA: RELACJA
Fot. Ricky Brigante (CC BY 2.0)
drzewołaz” lub całe zdania –
„twój ojciec nie miał brody”,
„jes-teś gołolicy”. Słuchacze
również
nie
szczędzili
kreatywności, do-dając już po
polsku, że „twoja matka bardziej
kochała to drzewo od ciebie”
oraz „kupując lembasa, osiedlasz
Legolasa”. Tu należy się małe
wyjaśnienie: lembasy, czyli chleb
elfów, to dla krasnoludów
znienawidzone
pożywienie,
nato-miast Legolas to książę
elfów
z
Władcy.
Cała
prelekcja
stanowi-ła
miłą
i
raczej niespotykaną od-mianę
po
serii
elfów
uczących
elfickiego, opierających się na
de-
Maszerują strzelcy, maszerują…
Choć może to raczej nie
strzelcy, a cała masa ludzi w
przebraniach.
Słynną
już
częścią
Star
Force’a
jest
przemarsz przez miasto pos-taci
z Gwiezdnych Wojen, który
w tym roku szedł przez stary rynek oraz jedno z największych
toruńskich skrzyżowań, pieśnią
i marszem blokując wszelki ruch
kołowy. Wydawać by się mogło,
że takie przebieranki to zabawa
dla dzieci – a przynajmniej takie
było zdanie postronnych obserwatorów, którzy z oburzeniem
komentowali, że młodzież zasłania obserwującym przedszkolakom,
a
przecież
to
dla
przedszko-
14
KULTURA: RELACJA
maskaradę.
Nic
bardziej
mylnego! W marszu brały udział
przede wszystkim osoby dorosłe
– nie-rzadko dorosłe już od kilku
dzie-sięcioleci. Najwięcej było
sztur-mowców, ale zdarzyło się
też kilku Luków, Lei, Darthów
Vade-rów i jeden naprawdę
imponujący Chewbacca. Marsz
zamykał po-chód przebierańców
z innych uniwersów, wliczając w
t o Na-ruto, Harry’ego Pottera,
Alicję
w Krainie Czarów i mnóstwo innych. Na samym końcu szli
zwykli
ludzie
towarzyszący
swoim dzie-ciom lub idący dla
własnej roz-rywki. Koniec trasy
znajdował się przy CSW, gdzie
na pierwszym piętrze można
było za darmo obejrzeć wystawę
poświęconą
Gwiezdnym
Wojnom,
porozma-wiać
z
przebranymi osobami i za-siąść
za
sterami filmowego myśliwca, którego kokpit udostępniono uczestnikom imprezy.
Czy na sali jest genetyk?
Na szczęście nie samą fantastyką
żyje człowiek. Tegoroczny blok
popularnonaukowy
stał
na
wyjąt-kowo wysokim poziomie i
ofero-wał
zróżnicowaną
tematykę oraz doświadczonych
p r e l e g e n t ó w . Można
było
dowiedzieć się co nieco o życiu
seksualnym w śred-niowieczu i
obejrzeć przypinki
z ukoronowanym członkiem, po-
tować o przyszłości modyfikacji
ludzkiego ciała. Ten ostatni
wątek zasługuje na szczególną
uwagę – prelekcję, która szybko
przero-dziła się w dyskusję,
prowadził Andrzej Zimniak, czyli
uznany pisarz science-fiction
oraz dok-tor chemii, którego
wystąpienia
przechodzą
wszelkie oczekiwa-nia. Tym
razem
zdecydował
się
na
nazwanie prelekcji In vitro, in
vivo, in prospectivo,
a krótki
wstęp o możliwych już zmianach
genetycznych
poprowadził
ucze-stników ku rozważaniom
nad
modyfikacjami
DNA,
przystoso-waniem do życia w
kosmosie
i
grupowemu
rodzicielstwu
dzieci z probówki. Nie obyło się
bez dyskusji nad stroną moralną,
do której szybko doprowadziła
fan-tastka i tłumaczka Ewa
Białołęc-ka. Niestety, godzina
(czy
może
programowe
pięćdziesiąt
minut)
to
stanowczo
za
mało
na
omó-wienie
tak
rozległych
zagadnień
i wyczerpującą dyskusję, a
szkoda – było pasjonująco.
Pan Bóg od zawsze
chciał orką być
Jednak nie oszukujmy się – to, na
co wszyscy czekają, to nie
nauko-we prelekcje i egzotyczne
warsz-taty,
ale
konkurs
15
KULTURA: RELACJA
jąc chwile oczekiwania na
kolejne
wystąpienia
i
przeprowadzając
krótkie
wywiady
z
uczestnikami.
Właśnie te wywiady zaskoczyły
publiczność najbardziej – cosplayerzy zwykle w te pędy
opusz-czają scenę, tu jednak
musieli odpowiedzieć na serię
zabaw-nych
pytań,
prawdopodobnie
ró-wnież
wpływających na ich ogól-ną
ocenę. Rozdane nagrody były w
pełni zasłużone: krasnolud Kouji wystąpił w stroju Baymaksa
z Wielkiej Szóstki, wygrywając ze
swoją zabawną scenką; nagrodę
za
kostium
otrzymała
odtwórczy-ni Ciri z Wiedźmina,
za OC (czyli Original Character –
postać
wy-myśloną
przez
samego siebie, niekopiującą
cudzych pomysłów) wręczona
została nagroda za mę-ską
postać również inspirowaną tą
powieścią Sapkowskiego, a za
wykonanie
techniczne
wyróżnio-no Yunę z gry Final
Fantasy. Nie obyło się oczywiście
bez żeńskich postaci z League of
L e g e n d s , nie-odłącznego
elementu każdego konkursu
cosplayu, a także Har-ley Quinn
z uniwersum Batmana czy też
Deedee
i
Dextera
z Laboratorium Dextera. Na scenie
pojawiła się wybuchowa mieszanka najróżniejszych postaci i
oso-bowości,
a
całość
zakończona zo-stała wspólnym
Fot. Anna Fischer (CC BY 2.0)
znaleźć pod tytułem Orki z majorki, czyli nowego hitu YouTube’a,
w
którym
Bóg
nieszczęśliwie marzy o zmianie
w orkę. Ten sam utwór śpiewali
cosplayerzy
pod-czas
toruńskiego przemarszu.
Tegoroczny Copernicon był imprezą wyjątkowo udaną – mimo
c i ą g l e zwiększającej się liczby
uczestników, organizatorzy podołali
stronie
technicznej,
wspie-rając
zarówno
uczestników, jak
i gości. Toruń użyczył nieco swej
tajemniczej
atmosfery
wszystkim
konwentowiczom,
którzy
w
prze-ważającej
większości
bawili
się
wyśmienicie. Z czystym sercem
mogę polecić tę imprezę każdemu, bo poszaleć tu może zarów-
16
KULTURA
OSTATNI CZYTELNIK
#24
Nie tylko w Polsce książki trafiają na śmieci i nie tylko u nas są ludzie, którzy starają się je ratować – tym razem przyglądamy się
„władcy książek” w Kolumbii oraz irańskiemu sędziemu, który znalazł sposób na alternatywną karę w postaci: „skazany na pięć książek”. Google natomiast stara się nas przekonać do tego, że poetą
mo-że być każdy, wystarczy „powiedzieć to”. Na sam koniec gratka
dla fanów Kafki – informacja o odnalezionym czechosłowackim
pasz-porcie pisarza.
Fot. masaaki miyara (CC BY 2.0)
Powiedz to
O tym, że wierszem może być
wszystko, nie trzeba chyba specjalnie nikogo przekonywać. Z podobnego założenia wyszła firma
Google, która zainstalowała
w Londynie interaktywny billboard. Podczas festiwalu wiedzy
i nauki na dworcu King’s Cross
przechodnie mogli wziąć udział
w tworzeniu poezji – chciałoby
się rzec – naszych czasów.
Insta-lacja o nazwie „Poetrics”
wyko-rzystuje
technologie
wyszukiwa-nia
głosowego
i
przetwarzania
mowy
opracowane
przez
Google.
Chętni do jednego z trzech mikrofonów (zamieszczonych na
różnych
wysokościach)
wypowia-dali dowolne słowa,
które później były wyświetlane
na jednym
z siedemnastu paneli ledowych,
tworząc w ten sposób eksperymentalne wiersze. Cały projekt
powstał przy udziale szkoły
17
KULTURA
lnicy), z której mogą korzystać
wszyscy, a w szczególności dzieci. Swoje zbiory zasila znaleziskami ze śmietnikowych kubłów
w bogatszych dzielnicach, a co
ważniejsze – nie selekcjonuje
zbiorów. Na jego półkach można
z n a l e ź ć zarówno podręczniki
szkolne, jak i klasykę literatury
dziecięcej. Jak sam mówi:
„książki są naszym zbawieniem i
tego po-trzebuje Kolumbia” –
zresztą,
nie
tylko
ona.
Przypomnijmy, że również w
Polsce
książki
trafiają
do
śmieci…
Fot. Pay No Mind (CC BY 2.0)
i miał na celu danie ludziom szansy na udział w zbiorowym doświadczeniu gry językowej i absurdu
–
wiadomo,
wszyscy
jesteśmy dadaistami…
Władca książek
Właśnie tak mieszkańcy Bogoty
(Kolumbia)
nazywają
Jose’a
Gu-tierreza – śmieciarza, który
w ciągu dwudziestu lat pracy
uratował przed zniszczeniem
po-nad
dwadzieścia
tysięcy
książek. Ten 53-letni mężczyzna,
zamie-szkujący
jedną
z
biedniejszych dzielnic Bogoty, z
miłości do książek postanowił
przerobić swoje mieszkanie na
nieoficjalną bibliotekę (zresztą
jedyną w dzie-
Skazany na pięć książek
Zamiast więzienia przymus czytania – brzmi jak niebo dla książkoholików.
Irański
sędzia
Qasem Naqizadeh, korzystając
ze zmian, jakie wniosła nowa
ustawa
w
są-downictwie,
zezwalająca na sto-sowanie w
niektórych przypad-kach innych
kar
niż przymus więzienia,
postanowił popraco-wać nad
poziomem czytelnictwa. W ten
sposób
drobni
przestępcy,
młodzi czy też nigdy niekarani
oraz ich rodziny mogą uniknąć
nieodwracalnych psychicznych
i
fizycznych
szkód,
które
mogłyby być efektem pobytu w
więzieniu. W zamian skazani
muszą kupić pięć książek (które
dobiera sędzia w zależności od
przewinienia),
a
następnie
napisać
streszczenia.
18
KULTURA
sze, w efekcie w miejscach tych
notuje się spadek walk między
współwięźniami.
„Zamiast więzienia przymus czytania – brzmi jak
niebo dla książkoholików”
Paszport Kafki
Co jakiś czas na aukcję trafiają
różne pamiątki po znanych postaciach ze świata literatury.
Tym razem w domu aukcyjnym
Bon-hams zostanie wystawiony
cze-chosłowacki
paszport
Franza Ka-fki, którego wartość
szacuje się na 10–15 tysięcy
dolarów. Doku-ment ten był
używany przez pi-sarza w
ostatnich dwóch latach jego
życia i do tej pory badacze nie
mieli pojęcia o jego istnieniu. Po
śmierci Kafki paszport był
w posiadaniu jego przyjaciela
Ro-berta Klopstocka, który po
wyjeź-dzie do Nowego Jorku
przekazał
go
Salmanowi
Schockenowi
(nie-mieckiemu
wydawcy Kafki), a ten z kolei
przekazał go swojej przy-jaciółce
Gerdzie Schulz, która miała go
do swojej śmierci w 2013 roku.
Teraz jej rodzina posta-nowiła
spieniężyć
32-stronicowy
dokument, zawierający m.in. rysopis Kafki, autograf pisarza („Dr
F. Kafka František”) czy też
pie-czątki
dokumentujące
podróże.
Fot. Tomas Hawk (CC BY 2.0)
19
RADOŚĆ
I SMUTEK,
SZEPT
I KRZYK
Nie było się czego obawiać, gdy Mariusz Duda, wokalista i basista
grupy Riverside, zapowiadał ich nowy album jako dzieło zupełnie
odchodzące od poprzedniej twórczości. Miało być jaśniej i lżej,
bardziej optymistycznie, „singlowo”. Mimo porzucenia form, za jakie
pokochała ich wcześniej rzesza fanów, na nowym, przełomowym
krążku Love, Fear and the Time Machine Riverside serwuje muzykę
fenomenalną, niezwykle dojrzałą i nie do końca pozbawioną tak
charakterystycznej dla tego zespołu melancholii.
Fot. Casey Muri - Taylor (CC BY 2.0)
KULTURA: RECENZJA
Po ponad pół roku karmienia
fanów drobnymi zapowiedziami
płyty, podsycania ich ciekawości
– najpierw fotorelacjami ze
studia nagraniowego, potem
premiero-wo zagranymi nowymi
kawałkami
na
letnich
koncertach,
wreszcie
specjalnymi trailerami (filmowomuzyczne trailery były trzy:
Love, Fear oraz Time Machine –
genial-ny motyw!) – 4 września
nowy al-bum Riverside trafił do
rąk fanów. Na pierwszy rzut oka
zachwyca klimatyczną, prostą
okładką, któ-ra jest owocem
ponownej współ-pracy Riverside
z dobrze im zna-nym artystą,
Travisem Smithem. Spokojna,
wyciszona i pogodna, choć
trochę nostalgiczna, wspa-niale
oddaje charakter utworów
z tego krążka. Rozcierające się tu
i ówdzie barwy tworzą obraz
sto-jącego na brzegu morza
małego chłopca, wpatrującego
się w za-chód słońca. Tym
chłopcem mo-że być Mały
Książę. Wskazują na to zarówno
teksty utworów, jak
i słowa Mariusza Dudy o inspiracjach dla tego albumu.
Gdy jest bardzo smutno, to kocha
się zachody słońca – napisał
Anto-ine de Saint-Exupéry w
swojej najsłynniejszej powieści.
Dlacze-go chłopiec na okładce
wpatruje się w zachodzące na
horyzoncie słońce? Czy jest mu
przez teksty z albumu ma na pozór szczęśliwe zakończenie. Bohater, który na początku stwierdza, że jest zagubiony i musi coś
zmienić w swoim życiu, na
końcu
odnajduje wewnętrzny
spokój. Dochodzi do wniosku, że
warto cieszyć się życiem, bo jest
piękne (co może brzmi jak banał,
ale
do-kładnie
te
słowa
śpiewane są przez Dudę w
refrenie ostatniego kawałka –
Oooh, it's a lovely life). Mimo
tego optymistycznego ak-centu
kończącego
album,
mimo
zapowiedzi Mariusza Dudy dotyczących odejścia od przygnębiaj ą c y c h , mrocznych klimatów,
które ostatnio aż nadto obecne
były w muzyce zarówno Riverside, jak i solowego projektu
artys-ty, Lunatic Soul, płyta
Love, Fear and the Time Machine
nie składa się z całkowicie
jasnych i weso-łych piosenek.
Przy pierwszym zetknięciu z tym
albumem
osobie
dobrze
zaznajomionej
z
wcześniejszymi dokonaniami Riverside
może on rzeczywiście wydać się
dziwnie pogodny, spokojny i
pro-sty. Kawałki mogą być nieco
mia-łkie
i
obdarzone
zadziwiająco małym ładunkiem
emocjonalnym jak na Riverside.
W moim przy-padku wrażenia te
spowodowane były zupełnie
odmiennym
podej-ściem
zespołu do pisania kompo-zycji,
a także trochę innym sty-lem
21
KULTURA: RECENZJA
melodyjnym.
Jednak
przy
każdym
kolejnym
przesłuchiwaniu krążka, przy
odkrywaniu
kolejnych
smaczków, można rzeczywiście zdać
sobie sprawę z tego, że na tym
albumie jest niesamowicie dużo
melancholii, nostalgii i co zaskakujące – smutku. Mimo tego, że
jest o wiele mniej mrocznie, a za
to o wiele jaśniej, także delikatniej,
to
smutek
pozostał.
Zagadka z okładki rozwiązana.
Mariusz Duda, wyśpiewując teksty
kolejnych
utworów,
prowadzi
nas
od
rozpoczynającego
płytę Lost
(Why Should I Be Frightened By a
Hat?) przez rozważania bo-
Fot. luca savettiere (CC BY 2.0)
Fot. Tim Wang (CC BY 2.0)
tytuł tego utworu, zawarty w nawiasie,
ponownie
sugeruje
odwo-łania do Małego Księcia.
Nasz al-umowy podmiot liryczny
c h c e odnaleźć
wewnętrzny
spokój. Pragnie pogodzić się z
czasami,
w których żyje, próbuje zaakceptować trudne przeżycia z miłością (o czym mówi Caterpillar and
the Barbed Wire) i określić siebie
(Under the Pillow). Podczas gdy
bohater podejmuje ważną, wpływającą na jego życie decyzję,
istotną rolę odgrywają „Miłość”,
„Strach” oraz doświadczenia
z przeszłości i wyobrażenia
siebie w przyszłości, które są tu
tytuło-wą „Maszyną Czasu”.
Ostatnia kompozycja na albumie
22
KULTURA: RECENZJA
(The Unexpected Flaw of Searching) ). Klamra lost–found, czyli
zagubiony–odnaleziony
jest
tylko jednym z powodów, dla
których Love, Fear and the Time
Machine może być uznawany za
concept
album.
Dzieło
dodatkowo kończy tzw. trylogię
tłumu, do której za-liczane są
dwa
poprzednie
albu-my
studyjne Riverside – Anno Domini High Definition oraz Shrine
of New Generation Slaves.
Tematy
charakterystyki
dzisiejszego, zep-sutego przez
nowoczesne
tech-nologie
społeczeństwa,
które
były
podejmowane już na wcześniejszych albumach, są tu kontynuowane
i
dużo wyraźniej
zazna-czone. Widać to już w
samej
piosence
#Addicted,
traktującej
o potrzebie uzewnętrzniania się,
zwracania na siebie ciągłej uwagi
i bycia podziwianym, przy której
dużo mówi sam hasztag, użyty
w tytule. Saturate Me mówi z kolei o autokreacji i ciągłym powiel a n i u gdzieś
już pokazanych
schematów. Cieszy mnie fakt, że
te tematy znowu zostały poruszone i zaznaczone jeszcze wyraźniej niż na poprzednich krążkach.
Dziesięć kompozycji i 60 minut
muzyki daje średnio sześć minut
na jeden utwór. Z jednej strony
jest to dużo – nie jest to długość
nych na fanklubowym spotkaniu
zapowiedziach
zespołu
o
bardziej singlowym i odmiennym
charak-terze nowych utworów,
można było spodziewać się
wszystkiego. Z drugiej strony
jest to zbyt kró-tko jak na
utwory Riverside, do jakich
zdążyliśmy się przyzwy-czaić.
Na płycie nie ma miejsca na
długie,
15-minutowe
kompozycje, jakie gościły na
poprzednich wy-dawnictwach.
Może być to minu-sem dla
fanów
proga
i
utworów
ciągnących się w nieskończoność, ale trzeba przyznać, że na
Love, Fear and the Time Machine
nie brakuje żadnej nuty, która
mogłaby je przedłużyć. Utwory
nie są przegadane, są za to uporządkowane kompozycyjnie oraz
przemyślane. Przy stylu, jaki obrała grupa, nagrywając ten
album, kawałki trwające ponad
10 minut niestety mogłyby
zanudzić słu-chacza. W obecnej
formie wszys-tko jest w sam raz.
Na nowym albumie Riverside nie
posłuchamy sobie także progmetalu czy hardrockowych gitar.
Przez to grupa może stracić
wie-lu fanów, którzy lubili ich za
mo-cniejsze brzmienie i większą
agresywność muzyki. Niektórym
będzie brakowało cięższych
gita-rowych riffów i ostrzejszego
śpiewu
Mariusza
Dudy.
Niektórzy będą rozczarowani, że
23
KULTURA: RECENZJA
wie gatunku zwani Dream Theater i wówczas odwrócą się od
ze-społu, co zresztą, wierząc
ostat-nim wypowiedziom Dudy,
będzie
efektem
dość
pożądanym.
Z
obe-cnymi,
naszpikowanymi wspa-niałymi
melodiami kawałkami, zespół
zyska grono nowych słu-chaczy,
nastawionych na odbiór w
muzyce głównie emocji i melodii – czyli tego, co zawsze
intere-sowało
tę
grupę
najbardziej. Wła-śnie te dwa
słowa, emocje i me-lodie,
najlepiej opisują ten album.
Obfituje on w piękne solówki gitarowe Grudzińskiego, które tak
liryczne były ostatnio na Second
Life
Syndrome.
Zaskakuje
powro-tem gitary akustycznej
tworzącej nostalgiczny klimat w
magicznej, choć prostej balladzie
Time
Tra-vellers.
Przynosi
mnóstwo intrygujących zwrotów akcji i pięk-
Oczywiście na nowej płycie można znaleźć utwory zawierające
elementy charakterystyczne dla
stylu muzycznego Riverside, jaki
zdążyli sobie wyrobić podczas
14-letniej
działalności.
Absolutnie nie jest to jednak
domeną tego albumu – typowe
dla tego zes-połu zagrywki i
harmonie prze-platane są tu
(celowymi lub nie) nawiązaniami
do twórczości De-peche Mode,
A-Ha, Stevena Wil-sona czy
Porcupine
Tree,
Luna-tic...
Zaraz, zaraz. Utwory z Love, Fear
and the Time Machine nieprzypadkowo pachną twórczością Lunatic Soul (solowego
proje-ktu Mariusza Dudy). Tym
razem autorstwo wszystkich
kompozycji zostało przypisane
jedynie Du-dzie, który to był
głównym
kompozytorem wszystkich ścieżek
do
nowego albumu. Aby się o tym
Fot. Matt Clark (CC BY 2.0)
24
KULTURA: RECENZJA
żeczki, zdecydowanie da się to
wyczuć w muzyce. Momentami
może wydawać się, że zamiast
wyeksponowanych partii gitar
Grudzińskiego
czy
klawiszy
Łapa-ja,
słuchamy
albo
mieszającego się w spójną całość
instrumen-tarium, albo mocnego
basu, któ-rym operuje właśnie
Mariusz Du-da. Bas na nowym
albumie gra największą rolę.
Większość
ka-wałków
napędzana jest brzmie-niem
tego instrumentu, wraz
z całą masą świetnych, wpadających w ucho linii melodycznych
buduje on klimat tego krążka.
Sam artysta decyzje o takiej
aran-żacji
tłumaczy
chęcią
nawiązania do muzyki lat 80. i
ówczesnego brzmienia wyżej
w y m i e n i o n y c h grup.
Duda
zaznacza, że to dźwięki tych
zespołów
towarzy-szyły
muzykom podczas dorasta-nia i
kształtowania
świadomości
artystycznej, dlatego chciałby
(może tytułową maszyną czasu?)
powrócić do tamtych lat i do
nich nawiązać. Mariusz Duda,
opisując
nowy album, stwierdził, że „(…)
każdy, kto nas trochę zna również marzył, żeby Riverside w
ko-ńcu nagrało taki album”.
Szczerze mówiąc, nawet w
najśmielszych snach nigdy nie
przyszło mi do głowy, że
Riverside mógłby tak smacznie
sze
–
charakterystyczne,
melody-jne zagrywki gitarowe,
zapada-jące w pamięć linie
wokalne, mo-cno wysunięty do
przodu bas
i jednostajny, silny rytm. Te oraz
inne elementy i odwołania mogą
sprawić, że z pozornie jasnymi,
pogodnymi i przestrzennymi kawałkami z Love, Fear and the Time Machine kojarzy nam się ciem n a , melancholijna twórczość
The Cure, ciężkie utwory Depeche Mode czy Cocteau Twins.
Przez te skojarzenia nowy album
Riverside
jeszcze
bardziej
zyskuje na mroku i smutku. Jest
niby
po-godnie,
ale
drobne elementy za-warte w
utworach
z
tego
albumu
przypominają momentami nawet
dream pop, shoegaze, rock gotycki. W moim odczuciu w nowej
muzyce Riverside właśnie te odwołania sprawiają, że klimatem
nowy album wiele się nie różni
od poprzednich. Na samej płycie
tak głębokiego mroku w ogóle
nie ma – pojawia się on, gdy na
przykład
utwór Discard Your
Fear skojarzy nam się nagle ze
wstępem do cięż
kiego, ciemnego Fascination
Street The Cure.
25
„Z obecnymi, naszpikowanymi wspaniałymi
melodiami kawałkami,
zespół zyska grono
KULTURA: RECENZJA
Fot. juliana luz (CC BY 2.0)
W ostatnim wywiadzie dla
death-magnetic.pl Mariusz Duda
przy-pomniał, że kiedyś nazwał
River-side zestawieniem ich
własnych czterech żywiołów:
radości, smu-tku, szeptu i
krzyku. Bardziej op-tymistyczny,
radosny charakter
nowego albumu na tle poprzednich dokonań grupy w końcu
pozwala
jej
zachować
upragniony
balans
tych
żywiołów. Charakter ten tym
bardziej będzie pozwalał na
zachowanie umiaru podczas
nadchodzących
koncertów,
kiedy to zespół będzie mógł
sobie po-zwolić na wyciąganie
starszych, dłuższych i cięższych
kompo-zycji, kontrastujących na
scenie względem piosenek z
nowego al-bumu. Mariusz Duda,
Piotr Gru-dziński, Michał Łapaj i
Piotr Ko-zieradzki, wypuszczając
na
rynek
album
będący
brakującym
czwar-tym
elementem układanki, coraz
bardziej zbliżają się do perfekcji.
Również na estradzie. Riverside
jako jeden z najważniejszych–
jak nie najważniejszy – towar
eks-portowy polskiego rynku
muzy-cznego
w listopadzie
kończy amerykańsko-europejską
trasę koncertową i wraca do
rodzime-go
kraju
na
trzy
występy.
Warto
się
nimi
zainteresować, bo mogą to być
naprawdę wielkie wyda-rzenia
26
KULTURA
FILMY W DŹWIĘKACH
Fot. (CC BY 2.0)
W świecie muzycznym rzadko można narzekać na nudę. A już
szcze-gólnie gdy popatrzy się na scenę muzyki niezależnej. Oto
lista właś-nie takiej muzyki, która przykuła moją uwagę w
ostatnim czasie, ukazująca siłę dźwięku i tworzonego za jej pomocą
obrazu.
długie gitarowe drony. Panowie
Spectre Eyes – Swallowed Whole
z Wisconsin prezentują także
Wyobraźmy sobie czarno-biały,
cie-kawą wariację na temat
zniszczony film przechowywany
r o c k o w e j muzyki w ogóle,
w
okropnych
warunkach,
wzbudzając
zapom-niany,
z
wieloma
w słuchaczu emocje zwykle niewyblakłymi
kli-szami.
kojarzone z tym gatunkiem, czyli
Debiutancka
kreacja
duetu
nostalgię, smutek, panikę. Całość
Spectre Eyes jest właśnie takim
okraszona jest także ciekawymi,
tworem. Dwupłytowy Swallowed
często
nieregularnymi
Whole prezentuje fantastyczne
struktura-mi utworów, przez co
spektrum
dźwięków
–
ciągle od-czuć można atmosferę
zaczynając
od
rockowych,
tego
mgli-stego wieczoru w
ciężkich wstawek gitarowych,
środku lasu. Swallowed Whole to
przechodząc
przez
ciche
dźwiękowa opowieść oparta
brzmienia
starych
nagrań
27
KULTURA
tach, mocnych ekspresjach i jest
pozycją pokazującą, że można
tworzyć muzykę, która porusza
i
choć
niełatwa,
mocno
przyciąga.
„(...) prezentują także
ciekawą wariację na
temat rockowej muzyki
w ogóle, wzbudzając
w słuchaczu emocje
zwykle niekojarzone
z tym gatunkiem (...)”
Oathless – Peripheral: Music
For An Imaginary Film
O Oathless dowiedziałem się
s t o - s u n k o w o niedawno, lecz
jego intrygujący, konceptowy
album przykuł moją uwagę w
sekundę. Peripheral to debiut
jednoosobo-wego
projektu,
słuchacza w stan zimnej, chłodnej apatii. Muzyka Oathless jest
połączeniem
brzmień
współczes-nej muzyki klasycznej
i ambientu z dużym naciskiem
na ukazanie ostrych emocji.
Każdy detal tej muzycznej
konstrukcji zabiera słuchacza w
inne miejsce, dużo dalsze, niż
mogłoby się wydawać.
Melancholijne, długie dźwięki
klawiszowe wspierane od czasu
do czasu przez brzmienia skrzypiec i gitar połączone są w sposób
wręcz
idealny.
Każda
kompo-zycja na płycie przyjmuje
inną, dynamiczną konstrukcję,
po-brzmiewając
niczym
buddyjska mantra na szczycie
ośnieżonego
szczytu.
Zapewniam – słuchanie tego
albumu poza domowym zaciszem, w drodze, zapewnia nie-
Fot. (CC BY 2.0)
28
KULTURA
Fot. (CC BY 2.0)
zeroh – Pool Party: Original
Still Picture Soundtrack
Pool Party to album na tyle trudny do opisania, że nie można
w pełni opowiedzieć o jego
magii. Ryan Asher McShane
wplata doj-rzały, surowy beat w
elementy hip-hopu, jazzu i
funku, a także
eksperymentalnej elektroniki.
W efekcie mamy do czynienia
z dziełem abstrakcyjnym, opartym
na
poszukiwaniu
wizualizacji
tematów
samokontroli, ludzkiej psychiki i
oceanu. Na całym al-bumie
można
odnieść
wrażenie
przebywania na ulicach potężnej
metropolii, nocą, w otoczeniu
klubów, dyskotek i ludzi opowiadających swoje historie, często
bardzo nierealne. Każda z kom-
i tworzy ciekawą formułę – albumu-piosenki, nigdy niekończącej
się historii pełnej różnych chwil
i pojawiających się tylko na moment emocji. Zdecydowane antidotum dla wszystkich ludzi, którzy uważają, że hip-hop umarł
i nie potrafi już zaskakiwać.
tsar – tsar
Szczeciński tsar stworzył za plecami wielkich nazw i promowanych polskich zespołów bez wyrazu ep-kę spokojnie mogącą
walczyć o album roku w polskim
wydawnictwie fonograficznym.
I jest to określenie nie bez nadużycia. Znajdziemy tu alternatywny rock na poziomie światowym,
gotowy do pokazania szerszej
grupie ludzi. Styl prezentowany
29
KULTURA
przez kwartet być może nie jest
najświeższym elementem grupy,
ale stanowi książkowy przykład
na to, jak tworzyć coś nowego
na zgliszczach. Sporo w tym
albumie
rockowego
pazura,
mocnych per-kusyjnych uderzeń
i surowego, ostrego wokalu.
Nietrudno jed-nak znaleźć też
wolniejsze, bardziej elektroniczne momenty na
całej, dość krótkiej kreacji. tsar
wydaje się przy tym projektem
dużo bardziej rozbudowanym
i nie skupia się tylko na jednych,
d o ś ć ogranych, alternatywnych
podwalinach, tworząc
także
dźwiękowe pejzaże dalekie od
ra-diowych,
repetycyjnych
„kompo-zycji”. Na tsara warto
uważać
i czekać na jego najnowsze rozdanie.
„Każda kompozycja
na płycie przyjmuje
inną, dynamiczną konstrukcję, pobrzmiewając niczym buddyjska
mantra na szczycie
ośnieżonego szczytu”
Fot. (CC BY 2.0)
Weird. – A Long Period
of Blindness
Włoskie Weird. wielbię na
potęgę.
Tykają
się
dogorywającego
gatu-nku
shoegaze
(a
więc
pełnej
30
KULTURA
Fot. (CC BY 2.0)
k ę wychodzącą poza tę sferę
świadomości. Mamy tu do czynienia z albumem poruszającym
nawet najtwardszych. Tworem
o
mocnych
kompozycjach,
które-go autorzy nie boją się
grać kli-matycznie i, co nie jest
t a k i e oczywiste,
wolno.
Uderzające
w uszy echo wokalu, głośne, niejednolite
gitary
oraz
podbudowu-jące
atmosferę
instrumenty
per-kusyjne
stawiają słuchacza
w dziwnym położeniu, na
granicy między wieloma stanami
emocjo-nalnymi. Trio doskonale
wyko-rzystuje nie tylko klimat
oraz in-strumenty, ale także
buduje łatwe do zapamiętania
kompozycje
–
spokojne,
przepływające przez uszy, dające
obraz niczym z głę-bokiego,
magicznego snu. Atmo-sferę A
na
opakowaniu
fizycznego
wyda-nia płyty „Someone lost
it/So-meone never found it”.
I tym introspekcyjnym albumem
kończę tę odsłonę muzycznych
polecanek.
Jeśli
jesteście
zainte-resowani
pobraniem
któregoś
w
wyżej
wymienionych
albumów, wejdźcie w link danej
grupy i pod napisem „Digital
Album” kliknijcie „Buy Now” oraz
wpiszcie cenę, za jaką chcecie
kupić dany album (można wpisać
także 0, co jest równoznaczne z
darmowym po-braniem płyty).
Mam nadzieję, że któryś z tych
albumów przypa-dnie wam do
gustu. Pamiętajcie: szukajcie
nowych brzmień w mu-zyce i
przede wszystkim – słu-chajcie,
słuchajcie i słuchajcie. Bo dzień
z nową muzyką to dobry dzień!
31
LATA ŚWIETLNE PRZED
„SŁITAŚNYMI FOCIAMI”
Setki zdjęć zalegających na naszych komputerach i telefonach. Źle
wyka-drowane, amatorskie, byle jakie. Już nie martwimy się, czy
„starczy kliszy”, dlatego topimy się w rosnącej lawinie fotografii
wrzucanych na portale społecznościowe. Z rozrzewnieniem patrzę
więc na te sprzed kilkudziesięciu, a nawet kilkunastu lat.
Czy pamiętamy jeszcze, jak wyglądają stare fotografie?
I gdzie ich szukać poza rodzinnymi albumami?
Fot. martinak15 CC BY 2.0
KULTURA
N a ratunek starym zdjęciom
przychodzi pisarz Jacek Dehnel.
Gdy po raz pierwszy trzymałam
w dłoniach jego Fotoplastikon,
czułam
się, jakbym znalazła
skarb. Dehnel w owej książce
za-mieścił ponad sto fotografii.
Od-nalazł je na pchlich targach,
w antykwariatach, pośród strychowych szpargałów. Stare i zapomniane – a jednak ktoś zauważył w nich piękno. Książka
Dehnela jest niezwykła ze względu na to, w jaki sposób zostały
umieszczone w niej zdjęcia. Mamy tu do czynienia z fotografią
stereoskopową. Każda praca
składa się z dwóch zdjęć tego
sa-mego
obiektu,
ale
wykonanych z różnych punktów.
Patrzący przez stereoskop widz
ma wra-żenie przestrzenności i
trójwy-
miarowości oglądanej sceny.
W Fotoplastikonie umieszczono
po dwa zdjęcia tych samych
pos-taci, obiektów. Oznaczone
kolej-nymi numerami i literami L
i
P
(lewe
i
prawe
w
stereoskopie),
jak
gdyby
stanowiły nierozerwalną całość,
a dzięki temu dotyczące ich
teksty mają albo podobny temat, albo oparte są na jednym
motywie.
L e k t u r ę książki zaczęłam od
przeczytania
tekstu
znajdującego się pod zdjęciem –
pisarz posłu-guje się esejem,
zamieszcza krót-ką refleksje,
komentarz. Nie bra-kuje tu
również poetyckich unie-sień i
lakonicznej, chłodnej prozy.
Jednak mimo bardzo dobrego
Dehnelowskiego pióra, po pew-
Fot. Onan. Andrzej (CC BY 2.0)
33
KULTURA
Fot. Jan Tik (CC BY 2.0)
i najpierw zaczęłam skupiać się
na zamieszczonej fotografii.
Wam proponuję robić to samo.
Podpis niech będzie tylko
dopowiedze-niem,
uzupełnieniem tego, czym dla
was okazało się być dane
zdjęcie. Nie bójmy się zostać
narratorami, przewodnikami po
tych „odpryskach rzeczywistości”, bo to jedynie porozrzucane
fragmenty świata. Dlatego też
nie wszystko będzie tu do siebie
pa-sować. Możemy, tak jak
pisarz,
wykreować
swoich
bohaterów.
Mamy
prawo
zmienić zakończe-nie opowieści
bądź w pełni zaak-ceptować to
przedstawione przez Dehnela.
Możliwości jest wiele.
To
wszystko
sprawia,
że
obcowa-nie
z
Fotoplastikonem jest bardzo
który znaleźli swe miejsce na
kartach tej książki. Kim są
dzisiaj? Jaka jest ich historia? Te
pytania muszą pozostać bez
odpowiedzi. Dehnel pisze, iż
istnieją dwie prawdy. Prawda
zdjęcia i prawda oglądającego. O
pomyłkę więc nie trudno. Mówi
o tym sam pisarz, opowiadając
historię
pewnej dziewczynki.
Nazywa j ą Krysią Patyczkówną.
Fotografię
odnalazł
przypadkiem. Przedstawia małą
dziewczynkę, chudą, nieśmiałą,
ubraną w krakowski strój. Dla
Dehnela to biedne galicyjskie dziecko. Kilka lat później odnajduje
kolejne
zdjęcie
tejże
dziewczynki. Ubrana jest w tę
samą sukienkę. Jedyną różnicą
jest teraz to, że pozuje razem ze
swoją matką. Dopiero teraz
wychodzi
na
jaw,
jak
wielka zdarzyła się pomyłka.
34
KULTURA
to panienka przebrana za chłopskie dziecko (…) zaraz pobiegnie
do domu, zrzuci z siebie te
folklory (służąca złoży je ładnie i
umieści w mahoniowej szafie) i
ubierze się normalnie jak mama,
(…) dość tej maskarady, jeszcze
ktoś coś sobie pomyśli. Zmyśli. W
tej książce mamy wiele okazji do
zmyślania, do tworzenia własnej
prawdy – pisarz daje nam
możliwość
zaba-wy,
gry
wyobraźni.
A czy ja popełniłam podobny
błąd? Oczywiście, że tak. Mowa
o zdjęciu przedstawiającym jelonka i kilku dobrze zbudowanych
mężczyzn. Pierwsze wrażenie?
Wzruszająca symbioza człowieka
ze zwierzętami. Można by rzec –
sielanka. Teraz kolej na poznanie
prawdy. Czytam opis zdjęcia. To
nie arkadia, tylko zakończone
po-lowanie.
Jelonek
jest
martwy…
Przytrzymywany sztywno dla uzyskania efektu „ładnego zdjęcia”.
Czytając-oglądając tę książkę,
za-pewne nieraz złapiecie się na
tym, jak łatwo dajecie się oszukać. Podejmijcie więc wyzwanie
–
obserwujcie
i
czytajcie.
Zapew-niam, że Fotoplastikon
nie potrafi znudzić.
Większość
zdjęć
zamieszczonych w tej książce
jest czarno-biała lub sepiowa. Są
jak wyrwane z innej epoki. Bo te
Fot. Ryan (CC BY 2.0)
– duszę… Fotografie to nic innego jak sprasowany czas. Może
więc zamiast niezliczonych zdjęć
umieszczanych na „fejsie” warto
czasem
zrobić
to
jedno,
wywołać je i w ten sposób
uratować jakiś fragment świata
od zapomnienia – tak jak robi to
Dehnel.
Jeżeli
chcecie przyczynić się do ratowania przeszłości, trzeba tę książkę
otwierać. Zachęcam do tego gor ą c o . Zostańcie narratorami,
stwórzcie własne historie i nie
pozwólcie, aby czas przykrył kurzem kolejny fragment świata…
35
Marlena Rzepniewska
KULTURA: RELACJA
W POSZUKIWANIU NIEZALEŻNOŚCI
czyli relacja z Ars Independent
Choć festiwal Ars Independent trwał niecały tydzień, to podczas
tych kilku dni można było zobaczyć aż sześć pełnometrażowych
filmów konkursowych, dwadzieścia osiem animacji, sześć gier
wideo oraz liczne pokazy w ramach innych festiwalowych
wydarzeń. Jak w tym gąszczu znaleźć coś dla siebie?
Każdy ma inny gust i odmienne
oczekiwania wobec tego, jak
po-winien wyglądać festiwal i
czym
jest
owa
„sztuka
niezależności”
w świecie filmu, muzyki czy gier.
W związku z tym niezwykle trudno o udzielenie jednej uniwersalnej odpowiedzi na pytanie, co
warto było zobaczyć. Z pewnością dało się przejść przez ten
fes-tiwal, oglądając tylko pokazy
kon-kursowe
albo
wręcz
przeciwnie – chodzić tylko na
wydarzenia to-warzyszące. Ja,
chcąc zobaczyć „z czym to się
je”, zdecydowałam się na złoty
środek,
czyli
spró-bowałam
wszystkiego po trochu.
Zaczęłam tradycyjnie, od gali otwarcia. Podczas pierwszego wieczoru
organizatorzy
zdecydowali
się
pokazać
Mustanga, debiutan-cki obraz
tureckiej
reżyserki,
De-niz
Gamze Ergüven. Film przedstawia historię pięciu młodych
Turczynek, które muszą mierzyć
nymi poglądami i wynikającymi
z nich obyczajami mieszkańców
wioski, w której mieszkają. Mimo
powagi i trudności tematu reżyserce udało się stworzyć nienachalny, bardzo delikatny obraz,
który zarówno bawi, jaki i wzrusza. Mustang to jedna z lepszych
produkcji, jakie widziałam podczas festiwalu.
Film otwarcia zdecydowanie zaostrzył mój apetyt na konkursowe
projekcje.
Niestety,
w
przypa-dku
Konkursu
pełnometrażowych debiutów i
filmów drugich Cza-rny Koń,
trochę się zawiodłam. Widziałam
dwie z sześciu nomi-nowanych
pozycji i obie wypadły poniżej
moich oczekiwań. Nie widziałam w nich nic, co wyróżniałoby
je
na
tle
innych
n i e z a l e ż n y c h produkcji.
Niekwestionowanym zwycięzcą
w tej kategorii, które-go niestety
nie udało mi się zoba-czyć, był
irański
film Melbourne, który
zdobył nie tylko nagrodę jury,
36
KULTURA: RELACJA
bliczności. Wśród produkcji biorących udział w konkursie
wyróż-niony został też film
Zanim za-braknie mi tchu , który
otrzymał
Podkowę
Jury
Młodych.
Kolejną sekcją konkursową był
Czarny Koń Animacji. Tu projekcje podobały mi się o wiele bardziej, przede wszystkim dzięki
swojej dużej różnorodności.
W konkursie można było zobaczyć filmy o skrajnie różnej
tema-tyce,
sposobie
pokazywania pro-blemów, a
każdy z nich został wykonany
inną
techniką
animacji.
Najlepszym zdaniem jury był Dokument Marcina Podolskiego.
Animacja
w
gorzko-słodki
sposób
pokazuje
życie
Antoniego,
star-szego
mężczyzny na emeryturze, który
marzy o otwarciu kwiaciar-ni,
ale wie, że to płonne nadzieje.
Dzięki połączeniu animacji
i zdjęć, a także ujmującej narracji
i poczuciu humoru, film sprawia
naprawdę dobre wrażenie i jest
na tyle nietypowy, że nie można
przejść obok niego obojętnie.
Publiczność doceniła także film
Ulubione kawałki!, który pokazuje, jak zgubne być życie w
natłoku
popkulturowych
informacji.
pierwszy przyznano nagrody
w
tej
dziedzinie.
Jury
postanowiło nagrodzić grę Plug
and Play – „Za przedstawienie
nam
niezręcznej
oraz
romantycznej
strony
międzyludzkich
relacji
poprzez
wkła-danie
wtyczek
do
gniazdek.”. Publiczność natomiast wyróżniła
Hotline Miami 2: Wrong Number.
W zasadzie na tym mogłabym
skończyć, bo gry to zdecydowanie nie moja bajka – nie
interesu-ję się tym, nie gram, a
nawet jak już w coś gram, to
jestem w tym
beznadziejna. Jednak, w ramach
poszerzania swoich horyzontów
postanowiłam przekonać się na
własnej skórze, o co tyle szumu.
Na koniec opisywania konkursowych kategorii zostawiłam sobie
W trakcie trwania festiwalu,
w klubie Drzwi Zwane Koniem
Fot. Michał Jędrzejowski (CC BY 2.0)
37
KULTURA: RELACJA
dukcje biorące udział w konkursie. Mogę powiedzieć tylko:
przy-byłam,
zobaczyłam,
zwyciężyłam. Przy czym to
ostatnie odnosi się raczej do
przezwyciężania stere-otypów
niż do faktycznych wyni-ków w
którejś z gier. Dzięki tej
wystawie zaczęłam postrzegać
gry w innych kategoriach, już nie
tylko jako prostą rozrywkę, ale
też dziedzinę sztuki. W ramach
festiwalu odbyła się również dyskusja o estetyce i krytyce gier
wideo. I choć nie była ona wymyślana z myślą o laikach takich
jak ja, to prezentacje i późniejsza
dyskusja pozwoliły mi choć po
c z ę ś c i zobaczyć, jak wygląda
świat niezależnych gier wideo.
Jeżeli
miałabym
wskazać
najwięk-szą
wartość
tego
festiwalu, to by-łoby to właśnie
możliwość poz-nania rzeczy, o
których wcześniej
nie miałam pojęcia.
Choć na grach kończy się część
konkursowa
festiwalu,
to
podczas tych sześciu dni odbyło
się
też
mnóstwo
innych
wydarzeń – ko-ncerty, wystawy,
przeglądy juror-skie czy pokazy
pozakonkurso-wych filmów. Do
moich ulubio-nych należały dwie
projekcie te-ledysków. Obie w
pewien
sposób
do
siebie
podobne – pokazywały obrazy,
k t ó r e zdecydowanie
przekraczały granice tego dość
Wideoklipu” – na której można
było zobaczyć ciekawe teledyski
z ostatnich lat, łamiące w pewien
sposób narzucone konwenanse,
pokazując
w
niespotykany
sposób ludzkie ciało czy taniec,
czyli nie-odzowne elementy
(prawie) każ-dego wideoklipu.
Po
seansie
od-było
się
minispotkanie
z
twór-cami
jednego
z
przedstawianych
filmów, reżyserem Maciejem
Gryzełkiem i operatorem Mariuszem
Rychłowskim
(którzy
odpo-wiadają za teledysk do
p i o s e n k i Tu do Asi Mina).
Podczas dyskusji można było się
co nieco dowie-dzieć o tym, jak
pracuje się nad tą formą
audiowizualną i o tym, któ-re
zwierzę jest najbardziej niebezpieczne na planie (wbrew
po-zorom to świnka Lal). Druga
pro-jekcja
– Perswazyjny
przewodnik po wideoklipach
skupiała
najbar-dziej
obrazoburcze i kontrower-syjne
teledyski
od
lat
80.
do
współczesności.
Jubileuszowa, V edycja Ars Independent zachwyciła mnie tam,
gdzie bym się tego nie spodziewała i zupełnie nie zrobiła na
mnie wrażenia podczas niektórych wyczekiwanych przeze
mnie momentach festiwalu. Jest
to na-uczka i zachęta do
otworzenia się na nowe oblicza
sztuki, o które przecież chodzi w
38
KULTURA: RELACJA
Fot. Michał Jędrzejowski (CC BY 2.0)
Fot. Michał Jędrzejowski (CC BY 2.0)
[[#]]