E. Martinez, Czy Bóg
Transkrypt
E. Martinez, Czy Bóg
Ewolucjonizm czy kreacjonizm Enrique Martinez Universidad Abat Oliba – CEU, Barcelona Czy Bóg gra w kości? P amiętam, gdy byłem studentem, spotykałem się w każdą sobotę z przyjaciółmi, by pograć w kości, i korzystając z okazji, by rozmawiać o filozofii. Wynik każdego rzutu kośćmi był bez wątpienia przypadkowy, a potwierdzał to brak regularności; zresztą gdyby nie to, szybko zrezygnowalibyśmy z gry. Właśnie przypadkowy charakter naszej gry sprawiał, że mogliśmy poświęcać więcej czasu na konwersację, a ponadto powtarzaliśmy nasze spotkania i to regularnie. Bo tym, co tak naprawdę nas gromadziło, było pragnienie porozmawiania o tym, co sprawiedliwe i niesprawiedliwe, co ludzkie, a co boskie; to właśnie tworzyło naszą małą, ale przyjacielską społeczność. Mogliśmy dobrze zrozumieć to, co pisał Arystoteles, a co chętnie cytowaliśmy między jednym a drugim rzutem kośćmi: „Natura bowiem, jak powiadamy, nic nie czyni bez celu. Otóż człowiek jedyny z istot żyjących obdarzony jest mową [...] do określenia tego, co pożyteczne czy szkodliwe, jak również i tego, co sprawiedliwe czy też niesprawiedliwe”1. Gdyby nie ten cel, jakim były rozmowy o filozofii, nie spotykalibyśmy się, aby pograć w kości, a więc nie dalibyśmy też okazji 1 Arystoteles, Polityka, tłum. L. Piotrowicz, Warszawa 1964, s. 7 (I, 1, 1253a). 105 Enrique Martinez przypadkowi. Oczywiście, gra w kości może opierać się na przypadku, ale w kości nie gra się przypadkowo. Albert Einstein odwołał się do tej właśnie gry, aby zilustrować swój ogólny sposób rozumienia natury, stwierdzając, że „Bóg nie gra w kości”. Działo się to podczas V konferencji Solvay, która miała miejsce w Brukseli w październiku 1927, a która jest uważana za moment inaugurujący powstanie mechaniki kwantowej. Mechanika ta wyjaśniała naturę w świetle zasady nieoznaczoności, wychodząc z założenia, że nie można przewidzieć dokładnego momentu, w którym atom wyemituje kwant światła. Einstein nie mógł zgodzić się na taki stopień niepewności, dlatego że to było niezgodne ze spinozjańskim determinizmem, który podzielał, i dlatego wypowiedział to zdanie: „Bóg nie gra w kości”, co Niels Bohr zripostował: „Panie Einstein, niech Pan nie mówi Bogu, co ma robić”2. Nie sądzę, by Einstein i Bohr grali w kości podczas konferencji Solvay, ale bez wątpienia nie spotkali się tam przypadkowo. Faktycznie, zainteresowanie było tak duże, że wspomniane konferencje odbywały się przez wiele lat. I nie bez racji, bo oprócz zagadnień należących wyłącznie do nauk ścisłych, dochodziło do rozmów dotyczących porządku samego bytu, jak to już widzieliśmy. Chodzi o to, że problem przypadkowości i celowości rozgrywa się na wielu poziomach epistemologicznych. Warto je tu wyróżnić, gdyż ich pomieszanie prowadzić może do niespodziewanych wniosków, a co gorsza, błędnych. Najpierw należy wyróżnić poziom zdroworozsądkowy, którego nie wolno zlekceważyć. On nas prowadzi do podziwu, którego powodem jest obecna w świecie przyrody regularność połączona 2 Cfr. P. Marage, G. Wallenborn, “Les Conseils Solvay et la Phisique Moderne”, en R. Halleux, J. Vandersmissen, A. Despy-Mayer, G. Vanpaemel (ed.), Histoire des Sciences en Belqique. 1815-2000, La Renaissance du Livre, Bruxelles, 2001, vol. 2, s. 109-121. 106 Czy Bóg gra w kości? z celowością i traktująca to, co zdarzy się niespodziewanie, jako coś przypadkowego. Poznanie zdroworozsądkowe prowadzi nas także do uznania, że niejednokrotnie my sami podejmujemy działania, których rezultaty pozostawiamy przypadkowi, jakbyśmy starali się naśladować naturę; dobrym tego przykładem są owe partie gry w kości z moimi przyjaciółmi. Na drugim poziomie epistemologicznym podejmowane są badania, w jakich stałych warunkach doszło do określonego wyniku w rzucie kośćmi albo do określonego zjawiska przyrodniczego, jak trzęsienie ziemi czy mutacja genetyczna. To jest poziom właściwy dla nauk przyrodniczych, które chcą określić w sposób racjonalny, głównie za pomocą obliczeń, stałe korelacje między doświadczeniami. Trzeci poziom epistemologiczny należy już do porządku filozoficznego, który nie zadawalając się korelacjami ustalonymi w ramach nauk empirycznych i wyrażonymi w formie matematycznej, pyta o przyczyny tych zjawisk: co je spowodowało i dlaczego? I tak pojawia się najbardziej charakterystyczna kwestia należąca do filozofii przyrody: czy istnieje celowość, czy też wszystko dzieje się przypadkowo? Czwarty poziom to poziom metafizyczny, w którym, mając przyczyny odnalezione na poziomie wcześniejszym, szuka się odpowiedzi ostatecznej; pytamy o ostateczną przyczynę celowości lub przypadku w przyrodzie, co pozwala na odniesienie się do pierwszej przyczyny porządkującej świat, którą nazywamy Bogiem. Należy dodać jeszcze wyższy poziom epistemologiczny, jest to poziom teologiczny, który dochodzi do swych wniosków w oparciu o zasady objawione przez Boga. Teologia jest, według słów papieża Benedykta VI, „nauką, która pyta się o rację wiary”, a która „powinna znaleźć miejsce na uniwersytecie i w szerokim dialogu nauk”3. 3 “In diesem Sinn gehört Theologie nicht nur als historische und humanwissenschaftliche Disziplin, sondern als eigentliche Theologie, als Frage nach 107 Enrique Martinez Dyskusja, którą prowadził Einstein, Bohr i inni fizycy w r. 1927 wykroczyła zdecydowanie poza granice nauk empirycznych, ponieważ dotyczyła rozważań o przyczynie wyjaśniającej procesy zachodzące na poziomie zjawisk naturalnych. Co więcej, Einstein odniósł się do przyczyny ostatecznej, gdy stwierdził, że „Bóg nie gra w kości”. Ale czy zrobił to w sposób właściwy? 1. Selekcja naturalna, ślepy zegarmistrz Jedna z najbardziej ożywionych dyskusji ostatnich dekad to ta, która dotyczy kwestii pochodzenia gatunków. Jest to debata, w której mieszają się i często mylą różne poziomy epistemologiczne, wcześniej wspomniane, stąd też nie jest niczym dziwnym, że spotyka się badaczy, którzy na podstawie wniosków nauk biologicznych roszczą sobie prawo do negowania stworzenia świata przez Boga Stworzyciela. Przykładem jest Richar Dawkins, znany biolog i polemista z Uniwersytetu w Oksfordzie, stojący na stanowisku neodarwinizmu, który deklaruje, że jest radykalnym przeciwnikiem wszelkich prób finalistycznego wyjaśniania świata przyrody: „Selekcja naturalna, ślepy, nieświadomy, automatyczny proces – który Darwin odkrył, a który, jak dziś wiemy, wyjaśnia istnienie i jawnie celowe formy wszelkiego życia – nie ma w zamyśle żadnego celu. Ona nie ma ani umysłu, ani wyobraźni. Nie planuje nic na der Vernunft des Glaubens an die Universität und in ihren weiten Dialog der Wissenschaften hinein” (Benedicto XVI, “Fe, razón y universidad”, discurso en la Universidad de Ratisbona, 12 de septiembre de 2006). “Sacra autem doctrina propriissime determinat de Deo secundum quod est altissima causa, quia non solum quantum ad illud quod est per creaturas cognoscibile (quod philosophi cognoverunt, ut dicitur Rom. I, quod notum est Dei, manifestum est illis); sed etiam quantum ad id quod notum est sibi soli de seipso, et aliis per revelationem communicatum” (Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae I, q. 1, a. 6 in c.). 108 Czy Bóg gra w kości? przyszłość. Nie posiada żadnej wizji, żadnego przewidywania, ani niczego nie widzi”4. Jak Dawkins dochodzi do takiego wniosku filozoficznego? Zgadza się, że zdrowy rozsądek jest zauroczony pięknem i bogactwem świata, który wzbudza w człowieku uczucie szacunku i czci. Ów zdrowy rozsądek porównuje organizmy żywe i wytwory zaprojektowane przez człowieka, z czego spontanicznie wnosi, że natura jest urządzona celowo5. Ale ten ogólny zachwyt nad porządkiem natury jest niezgodny z rewolucyjnymi wręcz wnioskami, do jakich dochodzi nauka nowożytna, która opierając się na prostych prawach fizyki, wyklucza wszelką domniemaną celowość6. Jakie to są prawa? Najogólniej mówiąc, neodarwiniści są bardzo zjednoczeni w momencie odwoływania się do faktu mutacji genetycznych 4 “Natural selection, the blind, unconscious, automatic process which Darwin discovered, and which we now know is the explanation for the existence and apparently purposeful form of all life, has no purpose in mind. It has no mind and no mind’s eye. It does not plan for the future. It has no vision, no foresight, no sight at all” (R. Dawkins, The Blind Watchmaker: Why the Evidence of Evolution Reveals a Universe without Design, New York, W. W. Norton, 1986, s. 5). 5 “We look about us at the beauty and intricacy of the world - at the aerodynamic sweep of a swallow’s wing, at the delicacy of flowers and of the butterflies that fertilize them, through a microscope at the teeming life in every drop of pond water, through a telescope at the crown of a giant redwood tree. We reflect on the electronic complexity and optical perfection of our own eyes that do the looking. If we have any imagination, these things drive us to a sense of awe and reverence. Moreover, we cannot fail to be struck by the obvious resemblance of living organs to the carefully planned designs of human engineers” (R. Dawkins, “The Improbability of God”, en Free Inquiry Magazine 18 [1998] 3). 6 “And yet, as the result of one of the most astonishing intellectual revolutions in history, we now know that it is wrong, or at least superfluous. We now know that the order and apparent purposefulness of the living world has come about through an entirely different process, a process that works without the need for any designer and one that is a consequence of basically very simple laws of physics. This is the process of evolution by natural selection” (Ibid). 109 Enrique Martinez przekazywanych potomstwu, chociaż w rzeczywistości nie konstytuuje to żadnego prawa fizyki, bo jest to zjawisko nieregularne. Ponieważ zaś faktycznie chodzi o nieregularność, czynią przeskok do twierdzenia filozoficznego, które mutacje genetycznie słusznie ocenia jako przypadkowe: „Długi ciąg przypadkowych kroków, każdy wystarczająco mały, aby był wiarygodnym wytworem swego poprzednika, dokonał się w ciągu następstw, jedno po drugim. Owe małe przypadkowe kroki są powodowane mutacjami genetycznymi, przypadkowymi zmianami – faktycznie błędami – w materiale genetycznym. Nieliczne z tych zmian okazują się być lekkimi ulepszeniami, które doprowadzają do wzrostu przeżywalności i reprodukcji. Poprzez ten proces naturalnej selekcji owe przypadkowe zmiany okazują się być dobroczynne, rozprzestrzeniają się w gatunku i stają się normą”7. Bez zgłębiania, czy te następstwa mutacji genetycznych w historii naturalnej naszej planety zostały zweryfikowane empirycznie, zauważamy w argumentacji filozoficznej uznanego biologa z Oxfordu dziwne przejście: od identyfikacji różnych przypadkowych zdarzeń do stwierdzenia, że przypadek jest kluczem do interpretacji każdego zjawiska naturalnego, a także samych praw naturalnych. Jest to uogólnienie, które w zaskakujący sposób przyzwala na teleologizm, gdyż wskazuje, że dobór naturalny jest istotnie powiązany z wrodzonym dążeniem do przeżycia, które to dążenie Dawkins określa mianem „genu-egoisty”. Jesteśmy maszynami – robotami przetrwania, automatami zaprogramowanymi na ślepo 7 “A whole series of tiny chance steps, each one small enough to be a believable product of its predecessor, occurred one after the other in sequence. These small steps of chance are caused by genetic mutations, random changes - mistakes really - in the genetic material (…) A minority of them turn out to be slight improvements, leading to increased survival and reproduction. By this process of natural selection, those random changes that turn out to be beneficial eventually spread through the species and become the norm” (Ibid). 110 Czy Bóg gra w kości? dla przedłużenia egzystencji egoistycznych genów, które znajdują się w naszych komórkach8. Ale Dawkins na tym nie poprzestaje, bowiem wyznacza przypadkowi tak radykalne miejsce w przyrodzie, że czuje się uprawniony nie tylko do eliminacji wszelkiego finalizmu, ale również i do wkroczenia na teren metafizyki, odrzucając Boga Stworzyciela i dawcę ładu we wszechświecie. Tak więc, jeśli Wolter dopuszczał istnienie Boga, argumentując, że każdy zegar wymaga zegarmistrza9, to Dawkins twierdzi, że wspomniany zegarmistrz to nic innego jak selekcja naturalna, że to jest ślepy zegarmistrz10. Wkroczenie Dawkinsa na teren metafizyki mogłoby się tu zatrzymać, pozostawiając przypadek jako Przyczynę nieuprzyczynowioną, ale jego zapalczywość prowadzi go do ataku na pojęcie Boga Stworzyciela. Sam zresztą przyznaje, że „daleki od bycia beznamiętnym, muszę wyznać, że niektóre części tej książki – Ślepy Zegarmistrz – zostały napisane tak emocjonalnie, że w czasopiśmie naukowym mogłyby wywołać zastrzeżenia”11. Ten hipotetyczny Bóg Stworzyciel jest przedstawiany pod postacią karykatury jako wielki oszust, coś podobnego do „mauvais génie” Kartezjusza12, który każe nam uznać za prawdę to, co jest tylko pozorem: 8 “We are survival machines-robot vehicles blindly programmed to preserve the selfish molecules known as genes” (R. Dawkins, The Selfish Gene, Oxford, Oxford University Press, 19892, preface). 9 “L’univers m’embarrasse, et je ne puis songer que cette horloge existe, et n’ait point d’horloger” (Voltaire, Les Cabales). 10 “The only watchmaker in nature is the blind forces of physics, albeit deployed in a very special way (…) If it can be said to play the role of watchmaker in nature, it is the blind watchmaker” (R. Dawkins, The Blind Watchmaker: Why the Evidence of Evolution Reveals a Universe without Design, s. 5). 11 Ibidem. 12 “Je supposerai donc qu’il y a, non point un vrai Dieu, qui est la souveraine source de vérité, mais un certain mauvais génie, non moins rusé et trompeur que puissant, qui a employé toute son industrie à me tromper. Je penserai que le ciel, l’air, 111 Enrique Martinez „Ewolucja jest teoretycznie zdolna wykonać pracę, która dawniej wydawała się być przywilejem Boga […]. Oczywistość ewolucji jest tak przekonująca, że jedyny sposób, by ocalić teorię stworzenia jest założenie, że Bóg umieścił rozmyślnie ogromne ilości prób, by sprawić, żeby się wydawało, że ewolucja jest prawdziwa. Innymi słowy, skamieniałości, rozmieszczenie geograficzne zwierząt itd., są jedną gigantyczną sztuczką oszusta. Kto chciałby adorować Boga zdolnego do takiego podstępu?”13. Opierając się na swoim „genie egoiście”, ten „rottweiler Darwina” doprowadza do extremum swój sarkazm, pytając: „Jeśli jest jeden jedyny Stworzyciel, który utworzył tygrysa i baranka, geparda i gazelę, to w co gra? Jest sadystą, który cieszy się jako widz oglądaniem krwawych igrzysk?”14. Ostatecznie odnosi się wrażenie, jakby Bóg R. Dawkinsa, którego przyjął jako hipotezę, zabawiał się, grając życiem i śmiercią swych stworzeń, używając do tego znaczonych kości. la terre, les couleurs, les figures, les sons et toutes les choses extérieures que nous voyons, ne sont que des illusions et tromperies, dont il se sert pour surprendre ma crédulité” (R. Descaretes , Méditations Métaphysiques, Méditation première). 13 “Evolution, then, is theoretically capable of doing the job that, once upon a time, seemed to be the prerogative of God. But is there any evidence that evolution actually has happened? The answer is yes; the evidence is overwhelming (…) The evidence for evolution is so compelling that the only way to save the creation theory is to assume that God deliberately planted enormous quantities of evidence to make it look as if evolution had happened. In other words, the fossils, the geographical distribution of animals, and so on, are all one gigantic confidence trick. Does anybody want to worship a God capable of such trickery?” (R. Dawkins, “The Improbability of God”, en Free Inquiry Magazine 18 [1998] 3). 14 “If there is only one Creator who made the tiger and the lamb, the cheetah and the gazelle, what is He playing at? Is He a sadist who enjoys spectator blood sports?” (R. Dawkins, “God’s Utility Function”, en Scientific American [November, 1995] s. 85). 112 Czy Bóg gra w kości? 2. Starożytna polemika Nie jest hipotezą to, że gra w kości sięga dawnych czasów. W poemacie epickim Mahabharata opowiada się o grze znaczonymi kośćmi, w której następca tronu przegrał wszystkie swe posiadłości z czyniącymi sztuczki Shakuni. Grecy i Rzymianie również grali w kości, które po łacinie nazywały się „alea”. Stąd wzięło się powiedzenie Juliusza Cezara przekraczającego Rubikon: „alea iacta est” (kości zostały rzucone), a z kolei hiszpański termin „aleatorio” oznacza to, co dzieje się przez przypadek. Jeśli od zamierzchłych czasów rzuca się kośćmi, aby dać szansę przypadkowi, tak równie stare jest stanowisko Dawkinsa. Mechanicyści greccy nie uważali za konieczne twierdzić, że natura działa przypadkowo, ponieważ deszcz może powodować zarówno wzrost pszenicy, jak i zniszczenie zbiorów, a to stąd, że jego użyteczność jest czysto przypadkowa. Co zatem przeszkadza, pytali się, by rozciągnąć takie wyjaśnienie na całość zdarzeń naturalnych? Pozorne wrażenie celowości tłumaczyli tym, że pewna cecha przypadkowa pozwalała jednym przetrwać, a innym ginąć. Celowość jest pozorna, por.: „Te więc twory organiczne, których wszystkie części połączyły się w sposób jakby celowy, zachowały się dzięki temu, że się tak właśnie samorzutnie ukształtowały. Te natomiast, które się nieodpowiednio ukształtowały, ginęły i giną w dalszym ciągu [...]”15. Arystoteles polemizował z tym tak dawnym mechanicyzmem antyteleologicznym, i, w moim przekonaniu, jego argumenty są ciągle aktualne16. Postaram się zatem odpowiedzieć Dawkinsowi, i w ogóle mechanicyzmowi neodarwinistów, z punktu widzenia filozofii przyrody Greka – Arystotelesa. 15 16 Aristóteles , Física II 8, 198 b 29. Dotyczy tego głównie ks. druga Fizyki. 113 Enrique Martinez Na początku Metafizyki Stagiryta wyjaśnia, że zdziwienie jest tym, co skłoniło ludzi do filozofowania i jest powodem, dla którego „zaczęli się oni powoli interesować także poważniejszymi sprawami, jak własności Księżyca, Słońca i gwiazd czy powstanie Wszechświata”17. Od podziwu, który powstaje dzięki kontemplacji nieba, przechodzi do zachwytu nad istotami żywymi, ponieważ „[...] Natura, która je uorganizowała, rezerwuje niezwykłe rozkosze tym, którzy są w stanie dotrzeć do ich przyczyn i są z natury filozofami”18. Pod tym względem Arystoteles i Darwin są zgodni – nie tylko biorąc za punkt wyjścia podziw wobec przyrody, ale również spontanicznie porównując jej porządek z inteligentnym projektem jakiegoś artysty. Artysta nie może być jakimś szczególnym przypadkiem w przyrodzie i dlatego Stagiryta może twierdzić, że „[...] w ogóle sztuka częściowo uzupełnia to, czego natura nie może urzeczywistnić, a częściowo ją naśladuje. Jeżeli więc sztuczne wytwory powstają ze względu na jakiś cel, to jasne, że również i naturalne powstają w ten sam sposób”19. Ale pojawia się moment, w którym obaj autorzy zaczynają się radykalnie różnić. Analogia między sztuką i przyrodą zostaje przez Dawkinsa odrzucona, a w jej miejsce pojawiają się zdarzenia 17 Aristóteles, Metafisica I, 982 b 11-32. Aristóteles, Sobre las partes de los animales I 5, 645 a 4. “La finalidad ocupó en su filosofía un lugar considerable porque, para él, sus efectos eran una fuente inagotable de contemplación y de admiración (…) Pues, en el caso de los seres vivos, apenas hay diferencia entre admirar la armonía que preside su estructura y discernir la finalidad a que responde el orden de sus partes. La causa final es el punto de vista del artista, y anteriormente del artesano; por la misma razón, la causa final es el objeto a descubrir por el observador de la naturaleza que se propone, en principio, contemplar la belleza” (É. Gilson, De Aristóteles a Darwin (y vuelta), Eunsa, Pamplona, 19883, s. 57-58). 19 Aristóteles, Física II, 8, 199 a 15. Cfr. É. Gilson, op.cit., s. 38-41. 18 114 Czy Bóg gra w kości? przyrodnicze, które wyjaśnia przypadek, tak jak mutacje genetyczne – owo rewolucyjne odkrycie nauki nowożytnej. Dlatego, argumentuje Dawkins, jeśli nawet dzieła ludzkich twórczości, zarówno te powstające regularnie, jak i nieregularnie, mogą być wyjaśnione przez odwołanie się do celowego zamysłu twórcy, a nie do przypadku, to zdarzenia przyrodnicze, zarówno regularne, jak i nieregularne, mogą być wyjaśnione za pomocą przypadku, a nie inteligentnego projektu20. Wniosek stąd taki, że nie ma potrzeby przenoszenia finalizmu charakterystycznego dla ludzkiej twórczości na przyrodę, a regularność w przyrodzie nie jest świadectwem celowości, lecz przypadku. Tymczasem Arystoteles twierdzi coś wręcz przeciwnego: regularność jest manifestacją celowości, „albowiem zarówno rzeczy wyżej wzmiankowane, jak i w ogóle wszystko, co powstaje z natury, albo zawsze, albo najczęściej powstaje w ten właśnie określony sposób; natomiast nie można tego powiedzieć o żadnej rzeczy, która powstała samorzutnie”21. Jak jest możliwe dojście do tak przeciwstawnych wniosków? Możemy przytoczyć dwie racje, jedna mieści się w zakresie filozofii przyrody, a druga dociera aż do metafizyki. Przyjrzyjmy się w szczegółach pierwszej racji. Dawkins bierze za przesłankę dysjunkcję charakterystyczną dla mechanicyzmu: celowość wyklucza przypadek albo przypadek wyklucza celowość. Tak więc, gdy Dawkins stara się wyjaśnić wytwory sztuki, nawet te najbardziej nieprawdopodobne, to odwołuje się do zamysłu twórcy, a nie bierze pod uwagę przypadku; ale gdy pyta się o dzieła przyrody, wtedy odrzuca jakikolwiek rodzaj celowości, a uznaje przypadkowe mutacje genetyczne. 20 R. Dawkins, “The Improbability of God”, en Free Inquiry Magazine 18 [1998] 3. 21 Aristóteles, Física II, 8, 198 b 35. 115 Enrique Martinez Trzeba wobec tego powiedzieć, że celowość w sztuce wcale nie wyklucza przypadku, bo to, co nieprawdopodobne w dziełach sztuki, może być zarówno wynikiem modyfikacji zamysłu twórcy22, jak i przypadkowej interferencji, której efektem jest nieoczekiwany błąd. Arystoteles pisze: „W czynnościach sztucznych zdarzają się pomyłki: na przykład piszący popełnił błąd ortograficzny, a lekarz zalecił złe dawkowanie lekarstwa”23. Z drugiej strony trzeba dodać, że przypadek w przyrodzie nie wyklucza w żaden sposób celowości. Mutacje genetyczne i w ogóle zdarzenia naturalne nieprawdopodobne mogą być z pewnością wynikiem przypadku, ale czy słuszne jest twierdzenie mechanicystów, że efektem przypadku są również zdarzenia, które zachodzą regularnie? Uważać tak to występować przeciwko zdrowemu rozsądkowi, dlatego Tomasz z Akwinu powiada, że mechanicyści mogą przeciwstawiać się celowości w przyrodzie, „wkładając w to wyjątkowo wiele wysiłku”24. A i mechanicyści cały czas używają terminów o wyraźnym znaczeniu teleologicznym, jak funkcja, adaptacja, selekcja, czy egoizm genów, o którym wspomina Dawkins. Każdy człowiek ujmuje w prepoznaniu jako oczywiste to, że regularność jest znakiem celowości i to już powinno wystarczyć, by traktować mechnicyzm jako „dziwne stanowisko” w filozofii25. 22 “Quod non esset si ab intellectu et arte operarentur: non enim omnis aedificator similiter facit domum, quia artifex habet iudicare de forma artificiati, et potest eam variare” (Tomasz z Akwinu, In Physic. 2, lect. 13, n. 5; cfr. Aristóteles, Física II, 8, 199 a 20-29). 23 Aristóteles, Física II, 8, 199 a 33. 24 “Et quia contra hoc praecipue opponere nitebantur” (Tomasz z Akwinu, In Physic. 2, lect. 12, n. 3). 25 “Huiusmodi autem opiniones quae destruunt principia alicuius partis philosophiae, dicuntur positiones extraneae, sicut nihil moveri, quod destruit principia scientiae naturalis. Ad huiusmodi autem positiones ponendas inducti 116 Czy Bóg gra w kości? Arystoteles wskazuje, jakie krańcowe stanowisko może być tego konsekwencją: „[...] kto tak twierdzi, znosi tym samym w ogóle rzeczy naturalne i naturę. Bo rzeczy naturalne to te, które będąc w ciągłym ruchu dzięki zasadzie wewnętrznej dochodzą do pewnego celu”26. Przyjmując takie stanowisko, wyklucza się samą naturę. W efekcie, bez natury, tej istotnej przyczyny podporządkowanej określonemu celowi, nie jest możliwe, by pojawiła się jakakolwiek inna przyczyna, już nie istotna, ale przypadkowa, którą nazywamy przypadkiem. W konsekwencji uznawanie w przyrodzie zdarzeń przypadkowych, jak np. mutacji genetycznych, nie tylko nie neguje celowości, lecz ją potwierdza, co już zostało uznane w odniesieniu do regularności: „Obecność defektu w rzeczach naturalnych jest znakiem, że natura działa dla celu”27. 3. Kwestia metafizyczna W godnym podziwu stwierdzeniu Arystoteles wprowadza te rozważania na teren metafizyki, mówiąc, że „gdyby nawet było prawdą, że niebo powstało samorzutnie, będzie również prawdą, że myśl i przyroda są wcześniejszymi przyczynami wszystkich rzeczy”28. Rozum i natura, które są „przyczyną wszystkich rzeczy”, sugerują, że Filozof doszedł tu do pojęcia Boga stwórcy. sunt aliqui homines partim quidem propter proterviam, partim propter aliquas rationes sophisticas, quas solvere non potuerunt, ut dicitur in IV Metaph.” (Tomasz z Akwinu, De Malo q. 6 in c.). 26 Aristóteles, Física II, 8, 199 b. 27 “Et hoc ipsum quod in naturalibus contingit esse peccatum, est signum quod natura propter aliquid agat” (Tomasz z Akwinu, In Physic. 2, lect. 14, n. 3). 28 Aristóteles, Física II, 6, 198 a 10 117 Enrique Martinez Piąta droga Tomasza z Akwinu, w której dowodzi on istnienia Boga w oparciu o celowość przyrody, jest dobrze znana29. Ale w argumencie przedstawionym przez Arystotelesa punktem wyjścia nie jest celowość stwierdzana w przyrodzie, lecz hipotetyczna powszechność przypadku, która broniona jest przez mechanicystów. I ta hipotetyczna powszechność przypadku również doprowadza do uniwersalnej przyczyny wszystkiego, inteligentnej i porządkującej. Zważywszy na to, że przypadek nie jest niczym innym, jak tylko manifestacją przygodności bytów naturalnych, sądzę, że napotykamy tutaj na początek „trzeciej drogi” Akwinaty, w której to przygodność stwierdzona w przyrodzie prowadzi nas do afirmacji istnienia Bytu Koniecznego30. To nam pozwala rozpoznać teraz ową drugą rację zapowiadaną wcześniej, pozwalającą nam zrozumieć, dlaczego niektórzy mechanicyści negują celowość, a dają całkowity prymat przygodności, przypadkowi jako ostatecznej przyczynie, chaos uznając za naturalny stan wszechświata. Zgadzają się tu z Nietzschem, który 29 “Videmus enim quod aliqua quae cognitione carent, scilicet corpora naturalia, operantur propter finem, quod apparet ex hoc quod semper aut frequentius eodem modo operantur, ut consequantur id quod est optimum; unde patet quod non a casu, sed ex intentione perveniunt ad finem. Ea autem quae non habent cognitionem, non tendunt in finem nisi directa ab aliquo cognoscente et intelligente, sicut sagitta a sagittante. Ergo est aliquid intelligens, a quo omnes res naturales ordinantur ad finem, et hoc dicimus Deum” (Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae I, q. 2, a. 3 in c.). 30 “Invenimus enim in rebus quaedam quae sunt possibilia esse et non esse (…) Non ergo omnia entia sunt possibilia, sed oportet aliquid esse necessarium in rebus. Omne autem necessarium vel habet causam suae necessitatis aliunde, vel non habet. Non est autem possibile quod procedatur in infinitum in necessariis quae habent causam suae necessitates (…) Ergo necesse est ponere aliquid quod sit per se necessarium, non habens causam necessitatis aliunde, sed quod est causa necessitatis aliis, quod omnes dicunt Deum” (Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae I, q. 2, a. 3 in c.). 118 Czy Bóg gra w kości? mówi: „Powszechny charakter świata jest przez całą wieczność chaosem”31. Dawkins rozpoczyna całą swoją argumentację od tego, co niemożliwe w porządku istnienia organizmów żywych. Wygląda to tak, jakby egzystencja bardziej odpowiadała temu, co niedoskonałe, niż temu, co doskonałe, bardziej temu, co przygodne, niż temu, co konieczne. Na to Akwinata odpowiada: „A jeśli to jest prawdą, to teraz nic by nie istniało, dlatego że to, co nie istnieje zaczyna istnieć tylko dzięki temu, co już istnieje. Jeśli by więc nic nie istniało, to niemożliwe, żeby cokolwiek zaczęło istnieć, a w konsekwencji nic by w ogóle nie istniało, a to jak widać jest fałszem”32. Spotykamy się tu już nie tyle z mechanicyzmem, co po prostu z nihilizmem. Nic więc dziwnego, że Dawkins i jemu podobni nie ograniczają się do negowania celowości w przyrodzie, lecz kończą na gwałtowanym ataku skierowanym przeciwko pojęciu stworzenia i Boga stworzyciela. Gdy św. Tomasz z Akwinu wyjaśnia, dlaczego niektórzy negują zasady, które są oczywiste, otwierając drogę do „dziwnych stanowisk”, odwołuje się z jednej strony do „argumentów sofistycznych, których nie są zdolni przezwyciężyć”, a z drugiej wskazuje na ich „przewrotność”. Negacja celowości ze strony Dawkinsa płynie nie tylko z niemożności przezwyciężenia argumentów sofistycznych, ale również z przewrotnej zawziętości wymierzonej przeciwko Bogu, stwórcy świata, w którym jaśnieje blask porządku i piękna. Przypadek nie przeczy temu porządkowi. Przeciwnie, cała przypadkowość, przygodność i różnorodność świata ma swoje miejsce 31 F. Nietzsche, Die fröhliche Wissenschaft III, 109. “Sed si hoc est verum, etiam nunc nihil esset, quia quod non est, non incipit esse nisi per aliquid quod est; si igitur nihil fuit ens, impossibile fuit quod aliquid inciperet esse, et sic modo nihil esset, quod patet esse falsum” (Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae I, q. 2, a. 3 in c.). 32 119 Enrique Martinez w podporządkowaniu całego wszechświata jedynemu celowi, który jest manifestacją boskiej dobroci33. Cała ta różnorodność spotyka się w sposób rozciągły w całym wszechświecie, ale jeszcze bardziej w sposób treściowy spotykamy ją w człowieku, w którym zbiegają się w pewien sposób wszystkie porządki bytu rozproszone we wszechświecie, i który to człowiek jest „otwarty na dobro najwyższe”34. Wnioski Czy więc Bóg gra w kości? Jeśli zamiarem Boga jest promieniowanie jego dobroci w świecie, którego jedność i porządek są potwierdzone przez różnorodności i przygodność, nie jest możliwe twierdzenie, że Bóg gra w kości, tak jakby pragnął, aby wszystko było rzeczą przypadku. Pomimo to, jeśli punktem kulminacyjnym jego zamysłu jest człowiek, zdolny do rozumienia przygodności świata i dobroci Boga, być może wtedy moglibyśmy ośmielić się i powiedzieć, że Bóg wzywa człowieka do gry, z której skorzysta, 33 “Unde dicendum est quod distinctio rerum et multitudo est ex intentione primi agentis, quod est Deus. Produxit enim res in esse propter suam bonitatem communicandam creaturis, et per eas repraesentandam. Et quia per unam creaturam sufficienter repraesentari non potest, produxit multas creaturas et diversas, ut quod deest uni ad repraesentandam divinam bonitatem, suppleatur ex alia” (Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae I, q. 47, a. 1 in c.). 34 “Ad tertium dicendum quod universum est perfectius in bonitate quam intellectualis creatura extensive et diffusive. Sed intensive et collective similitudo divinae perfectionis magis invenitur in intellectuali creatura, quae est capax summi boni. Vel dicendum quod pars non dividitur contra totum, sed contra aliam partem. Unde cum dicitur quod sola natura intellectualis est ad imaginem Dei, non excluditur quin universum, secundum aliquam sui partem, sit ad imaginem Dei; sed excluduntur aliae partes universi” (Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae I, q. 93, a. 2 ad 3). 120 Czy Bóg gra w kości? by porozmawiać – jak to czynimy dzisiaj – o tym, co sprawiedliwe i niesprawiedliwe, o tym, co boskie i o tym, co ludzkie, a to dlatego, że mądrość Boża, przez którą wszystkie rzeczy zostały stworzone, znajduje upodobanie w rozumie ludzkim, z którym rozmawia w przygodności jego dziejów: „Ja byłam u jego boku mistrzynią. Byłam jego rozkoszą dzień w dzień igrając przed nim przez cały dzień”35. Tłum. Piotr Jaroszyński, Leszek Bruśniak Is God dicing? Summary The article refers to a problem of randomness and purposefulness that takes place on many epistemological levels. As the author maintains a confusion of these levels can lead to unexpected and even wrong conclusions. First he concentrates on a common sense level. It leads to an admiration whose reasons are present in the natural world and its regularity and purposefulness, that treats what happens unexpectedly as a chance. The second level is a proper one for sciences which want to assess rationally, mostly by means of calculations, constant correlations between experiences. The third epistemological level belongs to a philosophical order which investigates reasons of these phenomena: what did it cause them and why? Eventually the most characteristic question of the philosophy of nature appears there: does there exist a purposefulness, or does everything happen by chance? The fourth level is a metaphysical one wherein, having causes already discovered on the previous level, 35 “Cum eo eram ut artifex: delectatio eius per singulos dies, ludens coram eo omni tempore, ludens in orbe terrarum, et deliciae meae esse cum filiis hominum” (Prov. 8, 30-31). 121 Enrique Martinez one seeks a definite answer, for we ask a question about a final cause of purposefulness or randomness in the nature, and what leads us to the first cause arranging the world, which we call God. As the author notices there is another higher epistemological level to be added, it is a theological level, which educes its conclusions by rules revealed by God. 122