Oblicza miłości. Studia literaturoznawcze
Transkrypt
Oblicza miłości. Studia literaturoznawcze
Oblicza miłości. Studia literaturoznawcze Oblicza miłości. Studia literaturoznawcze Redakcja: Krzysztof Bałękowski Kamil Maciąg Lublin 2016 Recenzenci: dr hab. Agata Skała dr hab. Katarzyna Wądolny-Tatar dr hab. Marek Nalepa, prof. UR Wszystkie opublikowane rozdziały otrzymały pozytywne recenzje. Skład i łamanie: Sandra Czarniecka Korekta: Marzena Dobner Projekt okładki: © Copyright by Wydawnictwo Naukowe TYGIEL sp. z o. o. ISBN 978-83-65598-30-1 Wydawca: Wydawnictwo Naukowe TYGIEL sp. z o. o. Głowackiego 35/341 20-060 Lublin Spis treści Anna Budzeń Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości .................. 7 Mateusz Kucab „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia ............................................................................................................. 18 Magdalena Chołojczyk Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego .......................... 32 Joanna Jabłońska „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny............................................................................ 52 Bartłomiej Borek „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego........... 65 Ewa Borkowiak O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją . 82 Aneta Jabłońska Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga ................................................................. 94 Ewelina Radion Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego ...................................................... 106 Adam Jaworski Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego ................................. 124 Adam Jarosz O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano ................................................................................ 151 Monika Brągiel Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik............................................................ 166 Beata Zielonka Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins ............................................................... 183 Indeks autorów ................................................................................................... 194 Anna Budzeń1 Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości Plutarch z Cheronei, miasta leżącego w Beocji w pobliżu Delf, to pisarz, historyk, mówca, ale przede wszystkim filozof – autor kilkudziesięciu traktatów moralnych (Ethika, łac. Moralia), a także biograf sławnych ludzi (Bioi, łac. Vitae, pol. Żywoty). Doskonałe wykształcenie Plutarcha w dziedzinie literatury, retoryki i filozofii sprawiło, że stał się sławnym w Grecji i Rzymie doradcą w sprawach etyki, nazywanym przez przyjaciół „lekarzem dusz”. Szeroko ujmowane zagadnienie miłości zyskało status popularnego tematu, stanowiąc przedmiot licznych dysput wśród filozofów i retorów. Wyrazem takiego zainteresowania istotą miłości jest właśnie Plutarchowy Dialog o miłości (Amatorius). Cel niniejszego artykułu stanowi próba prezentacji idei miłości w ujęciu Plutarcha. Podjęta w oparciu o tekst Dialogu o miłości analiza pokazuje, że Plutarch gloryfikuje jedynie miłość między kobietą i mężczyzną. Pomniejszając i krytykując relacje homoseksualne, za najprawdziwszą i najważniejszą formę stosunków międzyludzkich uznaje Plutarch miłość małżeńską. Więź erotyczna, która powstaje w związku małżeńskim między mężem i żoną, stanowi według Plutarcha podstawowy i zarazem niezbędny warunek dla rozwoju philia (tj. prawdziwej przyjaźni) oraz cnoty. 1. Krótka charakterystyka utworu Dialog o miłości to dzieło z epoki Cesarstwa Rzymskiego, powstałe na przełomie I/II wieku po Chr., a dokładniej około roku 96, po śmierci cesarza Domicjana (o czym jest mowa w ostatnim rozdziale utworu). Przyjmując ustalenie, że Plutarch żył w latach 40-120 po Chr., wypada odnotować, że tekst przypada na dojrzałe lata autora. Utwór ma charakter diegematyczny („referowany”), tj. zawiera dokładną relację z rozmów prowadzonych przez autora i jego przyjaciół. Rozmówcami w dialogu są przyjaciele Plutarcha, narratorem jego syn, dwudziestokilkuletni Autobulos, który to właśnie opowiada zdarzenia zasłyszane niegdyś od ojca. Relacja ta jest skonstruowana dwupoziomowo: najpierw Plutarch kilkakrotnie przedstawił ją Autobulosowi, a następnie (i tu właśnie 1 [email protected], Katedra Filologii Greckiej, Instytut Filologii Klasycznej, Wydział Nauk Humanistycznych, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, www.kul.pl. 7 Anna Budzeń rozpoczyna się właściwy dialog) Autobulos przedstawił go Flawianowi i jego przyjaciołom. Plutarch zastosował konwencję literacką, znaną z dialogów Platona. Założył mianowicie, że opowiadający potrafili dokładnie zapamiętać szczegóły zdarzeń oraz przeprowadzanych przy tej okazji rozmów2. Utwór zaczyna się od prośby Flawiana skierowanej do Autobulosa, żeby jemu i innym słuchaczom powtórzył rozmowę o miłości, którą kiedyś jego ojciec przeprowadził z przyjaciółmi na Helikonie, gdzie znajdował się ośrodek kultu Muz, w pobliskich zaś Tespiach sprawowano kult Erosa. Właśnie na święto Erotidiów, obchodzone w Tespiach co cztery lata na cześć Erosa, przybył Plutarch ze swoją nowo poślubioną żoną, żeby złożyć patronowi miłości ofiarę błagalną, ponieważ między rodzicami obojga powstało jakieś nieporozumienie, które mogłoby zaszkodzić młodemu małżeństwu. Pretekstem do podjęcia dyskusji na temat, która z miłości jest bardziej wartościowa: pederastyczna czy do kobiet, są wydarzenia opisane w utworze. Oto młoda wdowa, piękna i bogata Ismenodora, zakochuje się w przystojnym efebie Bakchonie (którego krewnym jest Anthemion, a wielbicielem Pejsias) i pragnie go poślubić. Plan ten ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników. W Dialogu o miłości można wyróżnić dwie duże dyskusje, dotyczące różnic między miłością heteroseksualną i miłością homoseksualną: pierwsza wypełnia rozdziały 3-9, druga została ujęta w rozdziałach 21-25. W środkowej części utworu (rozdziały 10-20) zawarł Plutarch staranną pochwałę Erosa3. Przyjrzyjmy się bliżej owym dyskusjom. 2. Stanowisko antagonistów miłości do kobiet Pierwsza dyskusja toczy się między dwoma zwolennikami miłości pederastycznej, tj. Protogenesem i Pejsiasem, oraz między dwoma zwolennikami miłości do kobiet: Anthemionem i Dafnajosem. Według przeciwników miłości do kobiet miłość do chłopców jest różna od uczucia do kobiet i ma nad tymże uczuciem zdecydowaną przewagę. Miłość do kobiet według Protogenesa jest konieczna jedynie dla zrodzenia potomstwa (4, 750c). Jego koronny argument przeciwko miłości do kobiet stanowi, iż to jedynie „sama natura budzi w nas umiarkowany i wystarczający apetyt na chleb i mięso, nadmierne zaś pożądanie wytwarza to, co nazywamy obżarstwem […], gdy popęd nabiera wielkiej siły i gwałtowności nie do opanowania, niewłaściwie nazywają go miłością” (4, 750d). A zatem 2 Plutarch z Cheronei, Dialog o miłości, [w:] Plutarch, Moralia (wybór), przeł. Z. Abramowiczówna, wstęp i opracowanie K. Korus, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, s. 22. 3 Zob. Wstęp do „Dialogu o miłości erotycznej”, [w:] Plutarch, Moralia (wybór), przeł. Z. Abramowiczówna, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Kraków 1977, s. 307. 8 Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości uczucia do kobiet nie są w ogóle miłością. Stają się jedynie dążeniem do fizycznego zaspokojenia erotycznych potrzeb. Miłość poprzez przyjaźń może prowadzić do doskonałości. Jednak ta możliwość nie istnieje dla kobiet, które zdaniem Protogenesa nie są do przyjaźni zdolne. Nie są tym samym przysposobione do miłości. Pożądanie kobiety w najlepszym razie pozwala jedynie rozkoszować się pięknym ciałem (4, 750d-e). Celem bowiem pożądania jest używanie i przyjemność (4, 750e), nie ma ono jednakże nic wspólnego z miłością. Miłość do kobiet jest oznaką zniewieściałości i ma status niegodnej. Podobnie haniebna jest miłość do chłopców-niewolników, będąca tylko obcowaniem płciowym, tak jak miłość do kobiet (4, 751b). Według Protogenesa istnieje tylko jedna prawdziwa miłość – do chłopców, ponieważ nie ma w niej niskich, cielesnych, przyziemnych rozkoszy. Ponadto łączy się ona nierozerwalnie z przyjaźnią oraz cnotą4. Protogenes zatem mocno krytykuje zmysłową erotykę „dziewczęcego Erosa” jako zniewieściałą, pozbawioną przyjaźni i entuzjazmu, przeciwstawiając jej szlachetną, kulturalną przyjaźń i dążenie do cnoty za pośrednictwem „Erosa chłopięcego” (4, 751a-b). Pejsias z kolei uważa, że rozsądnej i przyzwoitej kobiecie nie przystoi nawet myśleć o miłosnych uniesieniach, sama też nie powinna być przedmiotem erotycznego pragnienia (6, 752c). 3. Stanowisko protagonistów miłości do kobiet oraz miłości małżeńskiej W reakcji na argumentację Protogenesa swoje stanowisko przedstawia Dafnajos, który traktuje małżeństwo jak święty związek między kobietą i mężczyzną (4, 750c). Według Dafnajosa prawdziwa relacja miłosna jest możliwa tylko między kobietą i mężczyzną (zgodnie z „prawami natury”), ponieważ prowadzi do przyjaźni (philia), przezwyciężającej wszelkie przeciwności losu, dzięki łasce (charis)5, którym to terminem określano dobrowolne oddawanie się kobiety mężczyźnie (5, 751c-d). W pederastii zaś nienaturalny stosunek zawiera jedynie pozory miłości i efemeryczne przejawy przyjaźni, przemijające chociażby z wiekiem kochanka. Dafnajos zwraca uwagę, że podczas gdy miłość do chłopców jest jak „gwałtowna nawałnica”, miłość małżeńska wprowadza ład i przynosi spokój w życiu (5, 751e). Podkreśla także znaczenie Erosa małżeńskiego dla prokreacji. Mianowicie prowadzi on do nieśmiertelności rasy ludzkiej, „rozniecając wciąż przygasającą naszą naturę przez coraz to nowe narodziny” (5, 752a). 4 Zob. Foucault M., Historia seksualności, przeł. Banasiak B., Komendant T., Matuszewski K., wstępem opatrzył Komendant T., Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2010, s. 412. 5 Więcej na temat funkcji i znaczenia charis zob. Tamże, s. 417. 9 Anna Budzeń Zatem miłość małżeńska według Dafnajosa jest pożyteczna, jako że przynosi spokój i daje potomstwo. Tylko miłość między kobietą i mężczyzną może być doskonała, gdyż tylko w niej uobecniony jest nierozerwalnie Eros wraz z Afrodytą. A jeśli istnieje jakiś Eros bez Afrodyty, to podniecenie przez niego wywołane jest bezowocne i bezcelowe (5, 752b). Eros jest tutaj uosobieniem uczucia, zaś Afrodyta – uosobieniem aktu miłosnego. Plutarch, zgodnie z antyczną tradycją, od boga Erosa wyprowadzał miłość duchową (platoniczną), a od bogini Afrodyty – miłość fizyczną6. W tym miejscu sam Plutarch po raz pierwszy wyraźnie wyraża swoją aprobatę dla małżeństwa. Zbijając argument Pejsiasa, twierdzącego, że małżeństwo to wspólnota pozbawiona miłości i przyjaźni, replikuje: „a przecież, jeśli zabraknie w niej (tj. we wspólnocie małżeńskiej – przyp. A. B.) erotycznej bliskości i czułości, wówczas ledwie będzie można ją utrzymać przez wstyd czy strach”7 (6, 752c-d). Zatem Plutarch gloryfikuje obecność i wartość Erosa w związku małżeńskim jako tego, który w sposób naturalny i pozytywny przyczynia się do powstania czułości i przywiązania w małżeństwie. Przyczynia się tym samym Eros do spójności i trwałości związku małżeńskiego. W odróżnieniu od wstydu i strachu, które chociaż, co prawda, „ledwie utrzymują małżeńską wspólnotę”, to jednak jako uczucia negatywne są raczej mało pożądanymi, nienaturalnymi środkami zewnętrznego przymusu, powodowanymi przez obyczaje czy normy społeczne. Ponadto Dafnajos obnaża niejako kłamstwo Protogenesa twierdząc, że miłośnicy młodych chłopców wypierają się rozkoszy z powodu strachu i wstydu, a dążenie do przyjaźni i cnoty nie jest szczere, lecz stanowi jedynie pozór i wymówkę dla chęci zbliżenia się do pięknych młodzieńców w celu oddania się zmysłowej przyjemności (5, 752a). Dafnajos nazywa miłość pederastyczną nierozsądną. Porównuje ją do „dziecka z nieprawego łoża, urodzonego przez zbyt starego ojca, w przeciwieństwie do starszego brata – naturalnego i prawowitego erosa małżeńskiego” (5, 751f). Przeciwnicy miłości do chłopców zwracają także uwagę na jeszcze jeden aspekt: stosunek z płcią męską, jeśli niedobrowolny, jest gwałtem, jeśli zaś dobrowolny, świadczy o słabości (5, 751e). Stosunek seksualny pederasty może zatem dać jednostronną przyjemność, a młody chłopiec, zgadzając się na ów akt, sam nie odczuwa przyjemności. Takie erotyczne relacje są całkowicie nieprzyzwoite, nie mają nic wspólnego z Afrodytą i nie ma dla nich żadnego uzasadnienia. Dla Plutarcha ważny jest element 6 7 Plutarch z Cheronei, Dialog o miłości…, s. 113. Plutarch powtórzy ten argument w rozdziale 21, 767e. 10 Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości wzajemności między mężczyzną i kobietą w ich heteroseksualnej, małżeńskiej miłości8. Relacje pederastyczne tymczasem z natury wykluczają istnienie elementu wzajemności. W dalszej części Dialogu o miłości ma miejsce ostra krytyka Ismenodory. Obwinia się wdowę o jej majętność. Pieniądze bowiem czynią kobietę próżną, bezmyślną i pretensjonalną, a ponadto domagającą się władzy i dominacji w związku (7, 752f). Następnie Protogenes wysuwa mizoginiczne zarzuty twierdząc, że skromna kobieta nie jest zdolna do prawdziwej miłości małżeńskiej. Jednocześnie zaś deprecjonuje kobietę, która sama przejawia miłosną inicjatywę (8, 753b). Tym samym absurdalnie wyklucza każdą kobietę z możliwości uczestniczenia w jakimkolwiek związku. 4. Plutarcha krytyka przeciwników miłości do kobiet: obrona Ismenodory Z kolei następuje obrona miłości do kobiet oraz samej Ismenodory przez Plutarcha, który w tym właśnie momencie przyłącza się do dyskusji i który stopniowo, najpierw poprzez racjonalną obronę kobiecych zalet, konstruuje swoją teorię jedynie słusznej miłości małżeńskiej. Plutarch zbija argumenty Protogenesa, atakującego Ismenodorę z powodu jej zamożności, i na prośbę Anthemiona podejmuje się „obszerniejszej obrony miłości heteroseksualnej” (9, 753c). Pyta zatem retorycznie Plutarch, czy naprawdę mamy uskarżać się na miłość i bogactwo wdowy, na jej młodość, urodę i wysokie pochodzenie?9 Wprawdzie były kobiety niewolnice czy hetery, które haniebnie ujarzmiły słabych mężów, ale z drugiej strony ubodzy i mało znaczący mężczyźni, poślubiwszy majętne kobiety, żyli z nimi we wzajemnym szacunku (9, 753f- 754a). Wszystko bowiem zależy od charakteru i usposobienia mężczyzny, nie zaś od statusu materialnego kobiety. Mąż powinien starać się dorównać bogatej małżonce poprzez umiarkowany, pełen rozwagi sposób bycia oraz wykorzystując zalety własnego charakteru, lecz bez przesadnie uniżonej postawy względem żony. A zatem niegodziwie jest przedkładać bogactwo przyszłej żony nad jej cnotę i pochodzenie, jednocześnie głupotą byłoby je odrzucać, jeśli staje się przydane do dobrego urodzenia i cnoty przyszłej małżonki (9, 754a-b). Dalej Plutarch zręcznie ośmiesza zarzuty przeciwników małżeństwa dotyczące wieku Ismenodory oraz wskazuje na ich bezpodstawność. Po pierwsze, mówi Plutarch, wiek obydwojga przyszłych małżonków jest 8 Zob. Brenk F. E., Plutarch’s Erotikos: The Drag Down Pulled Up, “Illinois Classical Studies”, 13.2 (1988), s. 463. 9 Zob. Walcot P., Plutarch on Sex, “Greece & Rome”, Vol. 45, No. 2 (October 1998), s. 20. 11 Anna Budzeń odpowiedni do prokreacji. Po drugie, kobieta jest niemalże w tym samym wieku co miłośnicy Bakchona. Zatem jeśli oni nie są „za starzy” na towarzystwo efeba, to co jej samej przeszkadza starać się o względy ukochanego? (9, 754c). Ponadto daje się tutaj zauważyć coraz wyraźniej aprobata, a nawet sympatia Plutarcha dla planowanego małżeństwa Bakchona i Ismenodory. Tym samym burzliwa dyskusja zdaje się kierować już nie tylko ku ogólnej pochwale miłości między kobietą i mężczyzną, lecz przede wszystkim zmierza właśnie ku gloryfikacji miłości stricte małżeńskiej z ważną w niej rolą kobiety: „Cóż więc strasznego, jeśli rozsądna, starsza kobieta będzie kierowała życiem młodego człowieka? Przyniesie mu korzyść przez to, że góruje nad nim rozumem, a miła będzie i słodka, bo go kocha” (9, 754d)10. Stwierdzenie Michela Foucaulta wydaje się stanowić doskonałą puentę do przeanalizowanej powyżej dyskusji między zwolennikami miłości pederastycznej i obrońcami miłości do kobiet: „Plutarch wykorzystuje fundamentalne i tradycyjne cechy erotyki chłopców nie po to, by pokazać, że znajdują zastosowanie w każdej miłości, lecz wyłącznie w związku małżeńskim”11. Druga dyskusja (rozdziały 21-25) ma miejsce, gdy bohaterowie dialogu wracają już z Helikonu do Tespiów. W tym miejscu w tekście mamy dużą lukę – niezachowaną wypowiedź Zeuksipposa, który najprawdopodobniej ostro skrytykował miłość małżeńską. Plutarch będzie formułował odpowiedzi na zarzuty Zeuksipposa – „[…] jak gdyby chodziło o wspólny front w boju, Dafnajosie, stańmy do walki przeciwko argumentom, które właśnie wytoczył Zeuksippos” (21, 767c). Zeuksippos mianowicie utożsamiał miłość z niepohamowaną żądzą, prowadzącą do zepsucia duszy. Plutarch zaznacza, że jego adwersarz słyszał to często od epikurejczyków, których Plutarch nazywa „ludźmi niezadowolonymi i nieznającymi się na miłości” (21, 767c): jedni żenią się z nieatrakcyjnymi kobietami dla żądzy zysku i po ślubie kłócą się o każdy grosz. Drudzy z kolei wchodzą w związek małżeński jedynie dla chęci posiadania potomstwa, a gdy już urodzą się dzieci, nie zależy im na małżeństwie ani na tym, by kochać małżonkę, ani by samemu być kochanym (21, 767d). Dając powyższe przykłady, Plutarch chce powiedzieć, że takie obliczone jedynie na egoistyczny materializm relacje nie mają nic wspólnego z prawdziwą miłością małżeńską. Małżeństwo kochających się osób, kobiety i mężczyzny, ma być natomiast serdecznym i pełnym 10 Zob. Beneker J., Plutarch on the Role of Eros In a Marriage, [w:] The Unity of Plutarch’s Work: Moralia Themes in the Lives, Features of the Lives in the Moralia, Nikolaidis A. G. (red.), Walter de Gruyter, Berlin 2008, s. 690; Nikolaidis A. G., “Wiener Studien: Zeitschrift für Klassische Philologie”, 110 (1997), s. 81. 11 Foucault M., dz. cyt., s. 416. 12 Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości zażyłości związkiem, w którym przywiązanie i życzliwość powstają w naturalny sposób – „czas i nawyk dołączają je do więzi małżeńskiej” (21, 767d). Przywiązanie i więź małżeńska są tak silne, że sprawiają, iż małżonkowie „nie chcą już dłużej być dwojgiem i nie wierzą w to, że są, stapiając dusze w jedność” (21, 767e). Idealne małżeństwo obwarowane jest też wymogiem wierności i powściągliwości (sophrosyne). Kluczowe zatem dla małżonków jest ograniczenie występowania relacji erotycznej ściśle do ram małżeństwa. Poza tym owa wzajemna wierność i umiarkowanie powinny być w małżeństwie zdecydowanie dobrowolne, niewymuszone „z zewnątrz” prawem, wstydem czy też strachem (21, 767e)12. Taką dobrowolną powściągliwość powoduje eros małżeński, który „ma w sobie tyle opanowania i ufności, że nawet jeśli dotknie rozwiązłej duszy, odciąga ją od innych kochanków. Ponadto wytrzebia eros małżeński zuchwałość, powściąga wyniosłość i bezwstydne zachowanie. Zamiast tego przynosi szacunek, cichość, spokój, skromność oraz posłuszeństwo tylko jednej osobie” (21, 767e-f). Charakteryzując rolę Erosa w małżeństwie, stosuje Plutarch metaforykę dotyczącą władzy i panowania13. Porównuje go do rządzącego, który opanowuje dusze kochanków i „gdzie nastanie jako władca, tam człowiek uwalnia się i wyzwala spod wszystkich innych panów i zwierzchności” (21, 768a-b). Szlachetna kobieta natomiast, połączona miłością z uczciwym małżonkiem, dzięki Erosowi będzie wierna i zdolna do poświęceń; „prędzej zniosłaby ona w swym łożu niedźwiedzia czy węża niż obcego mężczyznę lub choćby jego dotknięcie” (21, 768b). Taka godna szacunku żona będzie lojalna wobec męża nawet po jego śmierci14. Można stwierdzić, że miłość małżeńska triumfuje nad śmiercią i grobem. Dalej Plutarch odnosi się do zarzutu swoich przeciwników w dyskusji, którzy twierdzą, że gdy Afrodyta (miłość fizyczna) łączy się z Erosem (miłość duchowa), nie może wówczas powstać przyjaźń (philia; 23, 768e). W odpowiedzi na powyższy zarzut Plutarch po raz kolejny krytycznie odnosi się do stosunków homoerotycznych, nazywając je lubieżnymi i rozpustnymi (23, 768e)15. A ci, mówi Plutarch, którzy „chętnie grają rolę bierną”, uważani są za upodlonych i nie ma dla nich zaufania ani szacunku. Stosunki seksualne wymuszone gwałtem powodują z kolei nienawiść oraz chęć zemsty ze strony 12 Podobny argument wysunął Plutarch już wcześniej w dyskusji (6, 752 c-d), zob. s. 10 niniejszego artykułu. 13 Zob. Tsouvala G., Love and Marriage, [w:] Beck M. (ed.), A Companion to Plutarch, Wiley Blackwell, London 2014, s. 201. 14 W tym miejscu Plutarch przytacza historię Kammy Gallijki, wiernej żony, która po stracie męża nie straciła zimnej krwi i zdołała pomścić ukochanego Sinatosa, zadając podstępnie śmierć jego mordercy, sama niestety przy tym ginąc (22, 768b-e). 15 Plutarch odwołuje się do już wcześniej użytego przez Dafnajosa argumentu w pierwszej dyskusji, zob. 5, 751e. 13 Anna Budzeń gwałconego (23, 768e-f). Tymczasem zaś inaczej jest w związku małżeńskim. Jeśli bowiem przyjemność erotyczna będzie w nim dobrowolna, pozbawiona jakiegokolwiek przymusu, to może się wówczas przyczynić do wzajemnego rozwoju duchowego małżonków, do powstania między nimi szlachetnych uczuć: „Natomiast dla prawej małżonki stosunek płciowy jest początkiem przyjaźni, gdyż jakby współuczestnictwem w wielkich misteriach. Rozkosz jest rzeczą chwilową, ale z niej wykiełkowuje i rozrasta się codziennie szacunek (timē), czułość (charis), wzajemne przywiązanie (agapēsis) i zaufanie (pistis)” (23, 769a). Erotyczna przyjemność nie trwa co prawda długo, ale ważniejsze i trwalsze od niej wydają się być uczucia wzajemnego oddania, lojalności i przywiązania, które powstają w wyniku wzajemnej bliskości. W taki właśnie sposób między mężem i żoną rodzi się prawdziwa przyjaźń i szacunek. Plutarch ponadto przywołuje i aprobuje prawodawstwo Solona, dotyczące zaleceń w kwestii częstotliwości stosunków seksualnych w małżeństwie. Nakazywana częstotliwość nie jest może nader imponująca, jednak ciekawe wydaje się być jej uzasadnienie przez samego Plutarcha. Mianowicie regulacja Solona, który „był prawodawcą bardzo doświadczonym w sprawach małżeńskich, gdyż nakazał, by mąż nie rzadziej niż trzy razy w miesiącu miał stosunek z żoną” (23, 769a), tłumaczy Plutarch, nie ma na względzie jedynie przyjemności erotycznej małżonków. Ma natomiast ważniejszy cel: „[…] żeby w ten sposób więź małżeńska odnawiała się przez czułość (philophrosyne) pomimo nagromadzających się w toku życia różnych pretensji – tak jak i państwa odnawiają co pewien czas zawarte między sobą traktaty” (769a-b). A zatem przyjemność erotyczna wydaje się podstawą dla rozwoju trwałej przyjaźni, wzajemnego zrozumienia i życzliwości oraz duchowej więzi między małżonkami. 5. Ostateczna pochwała miłości małżeńskiej Kontynuując dyskusję, zbija Plutarch wcześniejsze argumenty przeciwników miłości do kobiet, jakoby nie były kobiety z natury w ogóle zdolne „do przyjaźni ani też do uczestnictwa w cnocie” (23, 769b-c). Nazywa takie poglądy niedorzecznością. Wręcz przeciwnie, mówi Plutarch: „kobiety kochają przecież dzieci (philoteknoi), kochają mężów (philoandroi), a ich skłonność do przywiązania (sterktikon) jest jak żyzna ziemia chętnie przyjmująca zalążki przyjaźni […]” (23, 769c). Poprzez wyliczenie kobiecych zalet i zdolności16 zmierza Plutarch konsekwentnie do ostatecznej gloryfikacji miłości małżeńskiej. Miłość cnotliwej, rozsądnej 16 Wśród tych wyróżnia: powściągliwość (sophrosyne), rozsądek (synesis), wierność (pistis), uczciwość (dikaiosyne), a także męstwo (andreios), odwagę (tharsaleōs), wielkoduszność (megalopsychos). Zob. 23, 769b. 14 Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości małżonki nigdy nie przemija i „nawet wśród siwizny i zmarszczek kwitnie i pozostaje w mocy aż do grobowej deski” (24, 770c). Miłość do chłopców tymczasem jest krucha i niestała: „[…] tacy kochankowie jak koczownicy spędzają wiosnę w okolicy bujnie zieleniejącej i kwiecistej, a później zwijają obóz i wycofują się […]” (24, 770b). Niezaprzeczalnie ogromna wartość miłości małżeńskiej wynika ze stałości oraz wzajemności małżonków. Plutarch określa zasadność istnienia przyjemności erotycznej w ten sposób, że ogranicza ją ściśle do ram miłości małżeńskiej. Wyklucza tym samym z miłości relacje pederastyczne jako niemające żadnego uzasadnienia. Gloryfikuje miłość małżeńską jako tę, która opiera się na solidnych fundamentach wzajemnej wierności, życzliwości i trwałej przyjaźni, a także na obopólnej i dobrowolnej aktywności erotycznej małżonków. Przekonuje, że „kochać w małżeństwie większym jest dobrem, niż być kochanym; powstrzymuje bowiem od wielu, a właściwie od wszystkich błędów, które niszczą i psują małżeństwo” (23, 769e). Chociaż miłość wywołuje pewne wrzenie i burzliwość na początku małżeństwa, to jednak z upływem czasu prowadzi do doskonałej stałości i zespalając małżeńską wspólnotę, tworzy jedność (24, 769f). Ponadto nic nie przynosi większej rozkoszy oraz wzajemnych korzyści, ani też żadna inna sytuacja nie jest godna uznania i pozazdroszczenia jak ta, „gdy zgodnym umysłem w domostwie swym gospodarzą mąż i żona” (24, 770a)17. 6. Podsumowanie Ogłoszone w zakończeniu dialogu wesele zakochanych Ismenodory i Bakchona po raz kolejny świadczy dobitnie o przewadze doskonałej miłości małżeńskiej nad miłością pederastyczną. Podobnie, zgoda między uczestnikami dyskusji, a nawet ich chęć uczestniczenia w zaślubinach, jak również przychylność Erosa, zdają się ostatecznie podkreślać najwyższą wartość miłości małżeńskiej. Przeprowadzona analiza prowadzi do rozpoznania, że osobiste doświadczenia Plutarcha, będącego szczęśliwym uczestnikiem małżeństwa, z pewnością miały ogromny wpływ na stworzoną przez niego teorię jedynie słusznej miłości małżeńskiej. Miłość ta, oparta na istotnym, wzajemnym przywiązaniu erotycznym małżonków, jako jedyna „zgodnie z prawami natury” (kata physin) służy osiąganiu doskonałości duchowej, trwałej i prawdziwej przyjaźni oraz cnoty. Natomiast miłość pederastyczna, choć mająca długą tradycję w Beocji, a szczególnie w Tebach, nie znajduje akceptacji u Plutarcha, ponieważ z natury pozbawiona istotnego elementu 17 Plutarch cytuje Homera (Odyseja, VI, 183-184). 15 Anna Budzeń wzajemności, nie sprzyja rozwojowi trwałej przyjaźni (philia). To z kolei uniemożliwia powstanie głębokiej więzi duchowej, wzajemnego zrozumienia oraz poczucia zjednoczenia. Właśnie dlatego nadał Plutarch miłości małżeńskiej tak idealny moralnie charakter. Literatura Źródła: Plutarch, Amatorius [w:] Plutarch, Moralia, Gregorius N. Bernardakis, Teubner, Leipzig 1892. Przekłady: Abramowiczówna Z., Plutarch, Moralia (Wybór), PWN, Biblioteka Klasyków Filozofii, Warszawa 1977. Abramowiczówna Z., Plutarch z Cheronei, Dialog o miłości, wstęp i opracowanie Korus K., Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997. Opracowania: Barrow R. H., Plutarch and his Times, London 1967. Beneker J., Plutarch on the Role of Eros in a Marriage, [w:] The Unity of Plutarch’ s Work: Moralia Themes in the Lives, Features of the Lives in the Moralia, Nikolaidis A. G. (ed.), Walter de Gruyter, Berlin 2008, s. 689-699. Brenk F. E., Plutarch’ s Erotikos: The Drag Down Pulled Up, “Illinois Classical Studies”, 13.2 (1988), s. 457-471. Dover K. J., Homoseksualizm grecki, przekł. Margański J., Wydawnictwo Homini, Kraków 2004. Foucault M., Historia seksualności, przeł. Banasiak B., Komendant T., Matuszewski K., wstępem opatrzył Komendant T., Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2010. Hayes E. and Nimis S., Plutarch’ s Dialogue on Love, An Intermediate Greek Reader, Greek text with running vocabulary and commentary, Faenum Publishing, Oxford 2011. Jurewicz O. (oprac.) na podstawie słownika Zygmunta Węclewskiego, Słownik grecko-polski, t. 1, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa 2000, t. 2, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa 2001. Korus K., Plutarch z Cheronei, [w:] Podbielski H. (red.), Literatura Grecji starożytnej, t. 2, Proza historyczna, krasomówstwo, filozofia i nauka, literatura chrześcijańska, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2005, s. 241-269. Nikolaidis A. G., Plutarch on Women and Marriage, Wiener Studien: Zeitschrift für Klassische Philologie, 110 (1997), s. 27-88. 16 Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości Rist J. M., Plutarch’ s Amatorius: A Commentary on Plato’ s Theory of Love?, “The Classical Quarterly”, Vol. 51, No. 2 (2001), s. 557-575. Sinko T., Plutarch z Cheronei, [w:] Sinko T., Literatura grecka, t. 3, cz. 1, Kraków 1951, s. 194-266. Sowa J., Eros Paidikos kontra miłość do kobiety w „Dialogu o miłości erotycznej” Plutarcha i „Bogach miłości” Lukiana, „Collectanea Philologica”, XVII (2014), s. 5-18. Tsouvala G., Love and Marriage, [w:] Beck M. (ed.), A Companion to Plutarch, Wiley Blackwell, London 2014, s. 191-207. Walcot P., Plutarch on Sex,”Greece & Rome”, Vol. 45, No. 2 (Oct. 1998), s. 166-187. Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości Streszczenie W niniejszym artykule została przedstawiona próba interpretacji istoty miłości w ujęciu Plutarcha z Cheronei. Przeprowadzona analiza Dialogu o miłości (Amatorius) wykazuje (w oparciu o dwie duże dyskusje bohaterów: odpowiednio – zwolenników miłości do chłopców oraz protagonistów miłości do kobiet), że Plutarch gloryfikuje jedynie miłość między kobietą i mężczyzną. Pomniejszając zaś i krytykując relacje homoerotyczne, za najprawdziwszą i najważniejszą formę związków międzyludzkich starożytny filozof uznaje, jako jedynie słuszną, miłość małżeńską. Dowodzi ponadto, że prawdziwa przyjaźń może zaistnieć wyłącznie między małżonkami dzięki ich obopólnej wierności, troskliwości i powściągliwości. Według autora Dialogu o miłości, w relacjach pederastycznych mają miejsce jedynie przejawy pozornej i efemerycznej przyjaźni. Towarzyszące miłości małżeńskiej życie seksualne uważa Plutarch za dodatkowe źródło dla rozwoju wzajemnego uczucia i szacunku małżonków. Słowa kluczowe: Plutarch z Cheronei, miłość małżeńska, miłość heteroseksualna, miłość pederastyczna, philia. 17 Mateusz Kucab1 „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia „Niestety! Smutną jednak jest rzeczą pomyśleć, że na tym świecie jednego może serca nie ma, które by utajonej rany nie zachowywało. Wieleż razy w życiu przechodziemy koło osoby, która z powierzchowności pogodną spokojność […] okazuje, mijamy ją, nie domyślając się nawet o tysiącznych troskach, które wewnątrz burzą duszę jej nieszczęśliwą”2 – czytamy w Malwinie Marii Wirtemberskiej. Do dzisiaj chyba nic się w tej materii nie zmieniło. W dalszym ciągu literatura, teatr, film, sztuka, nauka zajmują się podobnymi pytaniami, bo przecież każdego z nas nurtuje, co tak naprawdę nosi w sercu i co w sercu nosi nasz bliźni. Ujmuje to Franciszek Dionizy Kniaźnin w Rozwadze nad sobą: „Inaczej serce żąda, / Inaczej myśl sądzi; / Inaczej świat spogląda, / Inaczej los rządzi”3. Można powiedzieć, że w owym fragmencie zawarta jest jedna z zawsze aktualnych prawd o miłości i naturze ludzkiej. Marcin w Kandydzie Woltera powiada, że skoro kobuzy zawsze zjadają gołębie, to czemu ludzie nagle nie mieliby być niewdzięcznikami, oszustami, rozpustnikami i kłamcami, jeśli byli nimi kiedyś. Ale przecież potrafią też kochać, jak kochali kiedyś. Trudno określić jedną formułą miłość w literaturze polskiego oświecenia. Podobnie jak w każdej epoce, wiele jest jej odmian i motywów. Mamy miłość do ojczyzny (do państwa, ale i do rodzinnego domu), miłowanie rozumu, miłość do cnotliwego życia, ale także miłość nieszczęśliwą czy postawę libertyńską. Nic zatem nowego pod słońcem! Przyjrzeć się jednak należy tym właśnie motywom i problemom, którymi się zajmowało polskie oświecenie. Nie będzie moim celem syntetyczne ujęcie całości tych spraw, bo jest to niemożliwe, ale chciałbym przypomnieć najważniejsze z nich. Ignacy Krasicki w liryku Do Jana pisał: „życie nasze jest igraszką, I kłopotne, i trwa mało, 1 [email protected], Instytut Filologii Polskiej, Uniwersytet Rzeszowski. M. Wirtemberska, Malwina, czyli domyślność serca, oprac. i wstęp: W. Bilip, Warszawa 1978, s. 153. 3 F. D. Kniaźnin, Wybór poezji, oprac. W. Borowy, Wrocław 1948, s. 105. 2 18 „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia Zatrudniamy się nad fraszką Ułudzonym okazałą”4. W tym ulotnym życiu, której jest „jedną chwilką” pośród spraw błahych, z pewnością są sprawy wielkiej wagi, takie jak dobro ojczyzny. Aktualne problemy życia społecznego, politycznego, próba formowania nowego oświeconego człowieka-patrioty czy ogólną refleksję obyczajową i historyczną podejmowała właśnie literatura klasycystyczna. Klasycyzm zakładał niejako, że twórca przejmie funkcję mentora, mędrca, nauczyciela, choć nie miały to być jedyne jego zadania. Adam Naruszewicz w utworze Do poezji zwracał uwagę, że każda taka nauka jest skuteczna, jeśli pouczający pozyska sobie serce ludzkie, gdyż chodzi o relację między dziełem literackim a odbiorcą. „Oświecenie polskie ciągle eksponowało aktualność horacjańskiej formuły określającej cele poezji jako docere, movere, delectare. Uznany i utrwalony związek poezji z wymową także przyczynił się do wysuwania na plan pierwszy perswazyjnych zadań sztuki słowa, tak bardzo cennych z punktu widzenia reformatorskich zamierzeń naszych oświeconych” – pisze Teresa Kostkiewiczowa5. Zamysł reformatorski ma tutaj ogromne znaczenie, bowiem podporządkowane były mu środki perswazji i tematyka utworów. Chodzi o ojczyznę, którą trzeba wyciągnąć z sarmackiego zacofania, ksenofobii i prywaty. Krytyka mentalności sarmackiej nie była jednak krytyką kultury czy obyczaju szlacheckiego, o czym napiszę za moment. Pamiętamy przepiękny Hymn do miłości ojczyzny Krasickiego, w którym zwracając się do „świętej miłości kochanej ojczyzny” zaznaczał, że warto dla niej żyć w nędzy i umierać. Teresa Kostkiewiczowa dodaje, że „można go [Hymn – M.K.] uznać za zjawisko znamienne i reprezentatywne dla naszej poezji w drugiej połowie XVIII w., a jego społeczny odbiór i funkcjonowanie – za wyraz zbiorowych postaw wobec ojczyzny”6. Badaczka podkreśla, że Hymn mówi o miłości względem ojczyzny w sposób wyrazisty i stanowczy, ale zarazem spokojny i wyciszony (skierowany w stronę zracjonalizowanego wywodu). Owa słynna oktawa z Myszeidy staje się pewnym drogowskazem. Oto bowiem, skoro dobro ojczyzny jest wartością naczelną, pokazać trzeba postawy godne a napiętnować złe. Tak dzieje się w Satyrach czy Bajkach Krasickiego, gdzie mamy kalejdoskop przywar – nie tylko tych szlacheckich, ale i ogólnoludzkich, jak pijaństwo, skąpstwo, małżeństwo z rozsądku, pychę, nadmierną chęć przypodobania się modom i innym 4 I. Krasicki, Wybór liryków, oprac. S. Graciotti, Wrocław 1985, s. 52. T. Kostkiewiczowa, Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko. Szkica o prądach literackich polskiego Oświecenia, Warszawa 1975, s. 51. 6 Taż, Polski wiek świateł. Obszary swoistości, Wrocław 2002, s. 75. 5 19 Mateusz Kucab stylom, prywatę, obojętność na sprawy ojczyzny. Na tym problemie zatrzymam się przez chwilę. Krytykę sarmatyzmu jako formacji kulturowej oraz poczucie kryzysu dostrzec można już w Moraliach Wacława Potockiego, De vanitate consiliorum Stanisława Herakliusza Lubomirskiego czy pismach hetmana Jabłonowskiego. Nie wolno zapomnieć o twórczości Stanisława Leszczyńskiego. Co istotne, owa krytyka płynęła od elit magnackich, i to oni (wraz z częścią środowiska kościelnego, zakonnego oraz naukowego) tworzyli pierwsze grupy oświeceniowe. Dezaprobata wobec sarmatyzmu jako zjawiska kulturowego zawierała w sobie atak na ksenofobię, megalomanię, zawadiactwo, pieniactwo i prywatę, skłonność do burd, ciemnotę, pijaństwo itd. Tak dzieje się np. w komedii Sarmatyzm Zabłockiego, w której autor wyśmiewa także cechy zewnętrze tegoż zjawiska, jak strój czy fryzurę. Stopniowo jednak stosunek do tej sfery ulegał złagodzeniu. Wiązało się to z narastaniem świadomości narodowej i poszukiwaniem odrębności czy korzeni. To właśnie w czasie obrad Sejmu Wielkiego strój sarmacki staje się strojem narodowym. Nie wiązało się to z akceptacją wad szlacheckich, ale raczej z dążeniem reformatorskim. Po rozbiorach i ostatecznym upadku Rzeczypospolitej postać Sarmaty stała się znów wzorem do naśladowania, symbolem patrioty. Tytuł wiersza Franciszka Karpińskiego Żale Sarmaty nad grobem Zygmunta Augusta rozumieć można po prostu jako żale Polaka. Stanisław Staszic w Przestrogach dla Polski, zachowując ambiwalencję w stosunku do sarmatyzmu, podkreślał, że skrytykowano też dwie dobre jego cechy: prostotę i szczerość. Sarmatyzm jest zatem dla oświeconych istotną perspektywą i tematem, który głęboko wpisuje się w problem umiłowania ojczyzny. Z jednej strony jako obiekt krytyki i napiętnowania przywar, które szkodzą krajowi (np. starosta Gadulski w Powrocie posła Niemcewicza czy Staruszkiewicz w Małżeństwie z kalendarza Bohomolca), z drugiej zaś jako poszukiwanie korzeni i sprzeciw wobec bezmyślnego naśladowania obcych wzorów, zwłaszcza francuskich. Jędrzej Kitowicz wspomina, że niewiasty miały wstręt do polskiego stroju, który wynikał z tego, że Polacy nie znali manier dworskich z zagranicy (w umizgach zachowywali obyczaje sarmackie) oraz że nosili długie wąsiska, którym Kniaźnin poświęci swoją odę Do wąsów. Tak autor Opisu obyczajów za Augusta III ilustruje dystynkcję, którą w stroju cudzoziemskim upatrywała sobie młodzież powracająca z podróży po Europie: „Jeżeli się do damy zebrało dwóch konkurentów równej fortuny i talentów, a było w mocy damy obierać sobie męża, bez wątpienia obrała sobie Niemca, a Polaka odprawiła. Jeżeli rodzicy lub opiekuni 20 „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia obierali pannie męża i byli za Polakiem, ale panna płakała, to mu kładli kondycyją, aby się przebrał po niemiecku”7. Rodzi się tutaj problem, który z pewnością warto poddać analizie: opozycja rodzimość – inność, która „stała się problemem pokoleniowym i obyczajowym”8. Oświeceniowa ciekawość świata i fascynacja innymi kulturami, nowością i odmiennością prowadziły czasami do bezrefleksyjnego czerpania oraz naśladowania obcych wzorców. Opisuje to przykładowo Franciszek Bohomolec w swoich komediach konwiktowych. W Kawalerach modnych odnajdujemy postaci negatywnie odnoszące się do wszystkiego, co polskie, narodowe, rodzime (Wojciech mówi: „Ja w żadnej rzeczy polskiej gustu nie znajduję. Wszystko mam z Paryża”9). Wybór tego, co modne i powszechne staje się ważniejsze niż to, co tradycyjne i bliższe kulturze kraju. W komedii Urażający się niesłusznie Frantocki mówi, że jest Europejczykiem, czyli Polakiem. Krytykę takiej postawy nadmiernej afirmacji obcości i krytycznego (czy wręcz pogardliwego) odnoszenia się do tego, co ojczyste, znaleźć możemy w twórczości Zabłockiego (np. Fircyk w zalotach) czy Krasickiego (np. Żona modna). „Książę poetów stanisławowskich” w satyrze Przestroga młodemu konstatuje, że „[…] proste Sarmatki / są i żony podściwe, i starowne matki; / romans je w obowiązkach nigdy nie rozgrzesza”10. Z kolei Elżbieta Drużbacka w swoim Opisaniu czterech części roku, w części poświęconej wiośnie, stwierdza, że wobec piękna rodzimej przyrody „niech się paryskich fabryk materyja wstydzi”, zaś „wenecki jedwab w kłębek zwija”11. Przypomnieć tutaj można postawę Jana Potockiego, człowieka oświecenia o szerokich horyzontach, kosmopolity i obywatela świata, który dobitnie ostrzegał przed tym, aby nie odrzucać tradycji i rodzimości, które spajają ojczyznę. Zwrócić chciałbym tutaj uwagę na problem „miłości do ojczyzny małej i dużej”, która przecież nie zawsze jest łatwa. Często i dzisiaj bowiem słyszymy: ja nie jestem winny(a) nic temu krajowi i dlaczego mam się dla niego poświęcać? Dlaczego mam pielęgnować obyczaje, kulturę, skoro pragnę innego życia i gdzieś indziej? Przychodzą nam na myśl słynne rozmowy Hrabiego z Tadeuszem o niebie polskim i włoskim w Panu Tadeuszu czy rozmowy Zygmunta z matką w Nad Niemnem. Można powiedzieć, że w tym problemie miłości do ojczyzny, 7 J. Kitowicz, Opis obyczajów za Augusta III, oprac. R. Pollak, Wrocław 1970, s. 465. T. Kostkiewiczowa, Polski wiek świateł…, s. 39. 9 F. Bohomolec, Komedie konwiktowe, oprac. i wstępem poprzedził J. Kott, Warszawa 1959, s. 451. 10 I. Krasicki, Satyry i listy, wstęp: J. T. Pokrzywniak, oprac. i komentarze: Z. Goliński, Wrocław 1988, s. 54. 11 Z. Libera, Poezja polska XVIII wieku, Warszawa 1983, s. 101. 8 21 Mateusz Kucab która wymaga poświęcenia, wyartykułowane jest stwierdzenie Kasandra z Parad Jana Potockiego, że „uczciwi ludzie zawsze są najbardziej narażeni na obmowy”12. W utworze Potockiego oczywiście takie stwierdzenie ma charakter humorystyczny, ale jest zarazem zdaniem dramatycznym. Oto bowiem ludziom żyjącym cnotliwie nie jest lepiej. Po co więc tak żyć? Po co się troszczyć o ojczyznę, skoro same są z nią kłopoty, a ci, którzy się niczym nie przejmują, są szczęśliwsi. Zdaniem Potockiego podobne tłumienie miłości do ojczyzny może doprowadzić do sytuacji, że tubylcy staną się u siebie obcokrajowcami. Wiek XVIII i upadek Rzeczypospolitej stanowił tragiczne potwierdzenie tych obaw. Józef Morelowski w swoich Trenach pisał, że może „i wolność zrobić niewolnikiem”, że „ktokolwiek masz ojczyznę, ten skarb chować drogi / naucz się z naszej zguby”, bowiem „zła niewola, zła wolność, gdy z niej zły użytek” (Tren X)13. Nie należy podążać za tym, co modne, ale czerpać to, co dobre, odrzucać zaś elementy szkodliwe: „Niech u nas nigdy przewrotna moda Głów nie zawraca, serc nie psuje… Niech to świat pozna, ze gdzie prostota, Tam zawse cysta została cnota”14 – czytamy w Krakowiakach i Góralach Bogusławskiego. Pod „wspólnym dachem” panować ma poczciwość, wierność, miłość i zgoda, bo ojczyzna jest skarbem, o który musimy dbać wszyscy. Ponieważ kiedy upadnie to wraz z nami wszystkimi – „od małych aż do wielkich” – jesteśmy odpowiedzialni za jej losy, mimo że życie gdzieś indziej wydaje nam się często lepsza, a obca kultura ciekawsza. W Świecie zepsutym czytamy: „Płodzie, szacownych ojców noszący nazwiska! Zewsząd cię zasłużona dolegliwość ściska; Sameś sprawcą twych losów. Zdrożne obyczaje, Krnąbrność, nierząd, rozpusta, zbytki gubią kraje”15. 12 J. Potocki, Parady, przeł. J. Modrzejewski, wstępem opatrzył L. Kukulski, Warszawa 1966, s. 61. 13 Między rozpaczą i nadzieją. Antologia poezji porozbiorowej lat 1793-1806, wstęp: P. Żbikowski, oprac. M. Nalepa, Kraków 2006, s. 243. 14 W. Bogusławski, Cud albo Krakowiaki i Górale, oprac. M. Klimowicz, Wrocław 2005, s. 132. 15 I. Krasicki, Satyry i listy…, s. 15. 22 „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia Kraj zatem oraz dobro ojczyzny są głównym tematem i wartością naczelną utworu. Zwrócić trzeba uwagę, że także w Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkach tytułowy bohater, będąc na nipuańskiej wyspie, która jest utopią, z którą Książę Biskup Warmiński zestawia nam obraz zepsutego świata (nie tylko Rzeczypospolitej sarmackiej), Xaoo wspomina często o obowiązku, potrzebie i pożytku. Nie tylko mowa tutaj o nowym modelu wychowania, zaczerpniętym z Emila Rousseau, ale także edukacji obywatelskiej. To pewien porządek fizyczno-moralny decydować ma o funkcjonowaniu społeczeństwa. Pojedynczy człowiek jest zatem częścią społeczeństwa i to od jednostki, która tworzy grupę, zależy dobro ojczyzny. Z tego względu wydaje się, że prywatne życie jednostki ma ogromny wpływ na życie społeczne, podobnie jak pisał Aleksander Fredo: „Kto bywa trzpiotem jawnie, będzie łotrem skrycie” (Nikt mnie nie zna). Co więcej, podobnie o roli samego poety wypowiadał się Franciszek Ksawery Dmochowski w Sztuce rymotwórczej: „Niech wiersze nie będą twym rzemiosłem wiecznym. Kiedy z ludźmi zostajesz w pożyciu społecznym, Masz swoje obowiązki: ojczyzna cię żąda, Wzywa przyjaźń, ubóstwo twej ręki wygląda. Piękne to, że w pisaniu mocny jesteś wierszy, Lecz dobrym być człowiekiem – to zaszczyt najpierwszy”16. Poeta, który ukazuje odpowiednie postawy, także jest tylko częścią społeczeństwa, ma mu służyć piórem, podobnie jak np. szewc swoim warsztatem. Teresa Kostkiewiczowa dodaje, że „jego [poety – M.K] osobiste cnoty i zasługi są gwarancją wartości i pożytków płynących z jego twórczości. […]. Poeta […] winien był życiem swoim i postępowaniem potwierdzać ważność głoszonych przez siebie norm społecznomoralnych”17. Patrzono zatem na człowieka przez pryzmat tego, co może wnieść do wspólnoty. Rodzi się tutaj pytanie: czy ktoś, kto w życiu prywatnym nie jest do końca etyczny i uczciwy, będzie złym obywatelem – a przecież niedoskonały jest każdy. Czy ktoś, kto np. zdradza żonę, ale jest uczciwy, nie może zostać urzędnikiem skarbu? Wydaje się, że odpowiedzią może być satyra Głupstwo Adama Naruszewicza – warto przytoczyć kilka fragmentów: „Głupi, kto się bez serca i bez sił junaczy, / Kto języka nie umie, a książki tłomaczy”; „Głupi, kto się bez głowy w sprawne głowne 16 F. K. Dmochowski, Sztuka rymotwórcza, [w:] Oświeceni o literaturze, oprac. T. Kostkiewiczowa i Z. Goliński, Warszawa 1993, s. 420. 17 T. Kostkiewiczowa, Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko…, s. 56-57. 23 Mateusz Kucab wtrąci”18. Chodzi tutaj o to, że trzeba niejako miłość własną odsunąć na bok i zastąpić swój egoizm i swoją wygodę – dobrem ogółu. Wykonywać rzetelnie swoje obowiązki, pracować nad sobą, myśleć, być uczciwym wobec siebie i swoich wad, z którymi należy walczyć. Innymi słowy, tak jak Kandyd rzetelnie i sumiennie uprawiać ogródek. Twórcy oświecenia nie byli szaleńcami. Krasicki powie: „Świat poprawiać – zuchwałe rzemiosło” (Palinodia)19. Ludzie nie lubią słuchać prawdy o sobie, ciągle popełniają te same błędy. Naruszewicz zaś życzy ojczyźnie nie mędrków, nie fircyków, ale „poczciwych ziomków, dzielnych wojowników”20 (Szlachetność). Tę część rozważań skonstatować można bardzo trafną uwagą Stanisława Staszica z Przestróg dla Polski. Ów pisarz zauważa, że każdy z nas przychodzi na świat z czuciem, które tutaj możemy odczytać jako uczucie, ale i wrażliwość. Nasze niedoskonałe życie wpisane jest w pewien cykl i prawidła – rodzimy się, rośniemy, starzejemy i umieramy. Pisze dalej Staszic, że „nie tylko utrzymywać życie własne, ale musi każdy człowiek pomnażać plemię własne. Uczucia jednego człowieka będą mogły poruszać zmysły człowieka drugiego i budzić w nim stosowne do siebie uczucie. Boleść cierpiącego człowieka powinna wzruszać w drugim człowieku boleść. Każdy człowiek odbierze władzę wyrażenia przez mowę drugiemu człowiekowi swoich uczuć i udzielenia mu swoich wyobrażeń”21. Ten przepiękny fragment łączy w sobie zarówno miłość do ojczyzny, jak i miłość w ogóle (człowiek potrzebuje przecież drugiego człowieka). Można powiedzieć, że skoro kocham, to i troska o państwo (cnotliwe oraz rozumne życie dla ojczyzny) jest wpisana w taką postawę. Chcę dla tej drugiej osoby, aby żyła w państwie dostatnim, żeby była szczęśliwa, bo tylko taka wspólnota jest bezpieczna, gdzie „hasłem wszystkich zgoda będzie i ojczyzna nasza” (Pieśń Legionów Polskich we Włoszech)22. Zerzabella – bohaterka wspomnianych już Parad Jana Potockiego, napisanych dla sceny łańcuckiego zamku, mówi: „Nie chcę wiedzieć, czy potrafisz kochać. Chcę wiedzieć, czy kochasz”. W tym trywialnym stwierdzeniu odkryć możemy pewne dramatyczne napięcie – chęć pewnej jasnej deklaracji, potrzebę poczucia, że stoję na jakichś pewnych podstawach. Oświecenie, mimo swego racjonalnego podchodzenia do świata i człowieka, nie postało zamknięte na wielkie uczucia, często nieracjonalne, w których serce odgrywa kluczową rolę, ale i poddane jest 18 A. Naruszewicz, Satyry, wstęp i oprac. B. Wolska, Kraków 2002, s. 120. I. Krasicki, Satyry i listy…, s. 87. 20 A. Naruszewicz, Satyry…, s. 112. 21 S. Staszic, Przestrogi dla Polski, oprac. S. Czarnowski, Wrocław 2003, s. 19. 22 Z. Libera, Poezja polska…, s. 460. 19 24 „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia nierzadko wnikliwej analizie. Miłość delikatną i subtelną spotkać możemy przede wszystkim w literaturze sentymentalnej, która wielkie znaczenie poznawcze przypisywała uczuciom. Inspiracji filozoficznych szukała u Johna Locke’a (refleksja wewnętrzna stanowi źródło doświadczenia człowieka, a zarazem poznania świata), Dawida Hume’a (podkreślenie rangi zdolności odczuwania w procesach poznawczych) oraz Jana Jakuba Rousseau (opozycja natura – kultura). Znaczenie dla sentymentalistów miała natura, która w znacznym stopniu wpływała na człowieka, stąd uczuciowość w tej literaturze często związana jest z przyrodą, która wywołuje w podmiocie lirycznym różne obrazy, przypomina mu o stracie, wyzwala tęsknoty i pragnienia. Natura jest tutaj poniekąd przeciwstawiana skażonej cywilizacji, obłudzie; stawia się na prostotę, analizę stanu wewnętrznego. Franciszek Karpiński w swojej rozprawie O wymowie w prozie albo wierszu (1782) wskazywał na źródła wymowy: „pojęcie rzeczy, serce czułe i piękne wzory”. Czułość serca rozumiana jest jako osobista (indywidualna) wrażliwość wobec innego człowieka oraz umiejętność spontanicznego współodczuwania z nim. Autor Laury i Filona zaleca: „Niech [nieumiejący – M. K.] wprawia się słuchać, albo stara się widzieć niewinnego w prześladowaniu, poczciwego w ubóstwie, zdatnego do wielkich rzeczy w pogardzie; niech to stosuje do siebie, gdyby w podobnym był stanie, jakby mu z słodyczą przychodziło drugich politowanie nad nim, a czego by sam dla siebie żądał, niech tego i inszemu udzieli. Niech często poogląda na kaleków w niedostatku, na chorych opuszczonych i niech w tej szkole uczy się być człowiekiem, podobnym każdemu nieszczęśliwemu”23. Mówi zatem o tym, by w sercu nosić politowanie, które jest kluczem do twórczości – serce, współczucie, które jednak często poddajemy analizie, autoanalizie. „Czułość serca pozwala dostrzec w świecie i w człowieku to wszystko, co stać się winno przedmiotem sztuki […]. Jest ona traktowana jako jedyne źródło oceny dzieła”24. Wspomnieć można twórczość Karpińskiego („śpiewaka Justyny”) lub Kniaźnina („piewcy Puław”). Sentymentaliści chcieli, aby utwory odznaczały się czystością stylu i prostotą, jasnym emocjami, stonowanymi uczuciami itd. Chętnie podejmowali analizę psychologiczną. Tak dzieje się np. w powieści sentymenttalnej Malwina, czyli domyślność serca, gdzie serce jest przewodnikiem tytułowej bohaterki, gdy świat zdaje się mówić, że powinna zwątpić w uczciwość swojego ukochanego. Miłość jednak dobrze ją prowadzi. Podobnych analiz dokonują bohaterowie Julii i Adolfa Kropińskiego, choć 23 24 F. Karpiński, O wymowie w prozie albo wierszu, [w:] Oświeceni o literaturze…, s. 202. T. Kostkiewiczowa, Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko…, s. 233. 25 Mateusz Kucab tutaj historia kończy się tragicznie. Adolf oddaje swój stan psychiczny w Liście XXXV: „Tak jest, od chwili rozłączenia się z tobą myśli błąkające się w przeszłości nie posunęły się jeszcze w przyszłość. Dzienne i nocne światło, przeloty ptaków, szum z dala potoku, każde nawet poruszenie drzewa i wszystko, co tylko żyje i nie żyje, tak jest połączone z moją miłością, z moim teraźniejszym stanem, że ani myśl nic objąć, ani wzrok widzieć bez przypomnienia ciebie nie może”25. W poezji Franciszka Karpińskiego często czytamy o naturze, np. motylach, ogrodach, wiośnie czy skowronkach, ale tak naprawdę wiemy, że chodzi o tęsknoty i pragnienia człowieka zakochanego. Tak dzieje się np. w arcyerotyku Do Justyny. Tęskność na wiosnę, gdzie jedynie tytuł sugeruje nam miłosny charakter utworu. Oto bowiem „gospodarz zewsząd stroskany” opisuje nam rozkwitającą przyrodę wiosenną i kontrastujące z nią stany uczuciowe. Jak pisze Roman Sobol: „Obserwując świat ludzki i zwierzęcy, doszedł [Karpiński – M. K.] do przekonania, że prawdziwe szczęścia jednostce i społeczeństwu może dać tylko miłość, jedyna siła naturalna wspólna wszystkim istotom w przyrodzie. Miłość pojmowana jako głos serca i popęd płciowy, jako siła emocjonalna i witalna, rozrodcza, warunkująca utrzymanie gatunku”26. „Kochanek Justyny” odnosił się jednak do wszelkiej swobody obyczajowej, bowiem człowiek po to ma rozum, aby kontrolować swoje popędy. Podkreślał tym samym wartość prawdziwego uczucia, które powinno być etyczne, a zatem realizować się w małżeństwie. Pisze Karpiński w swoich wyznaniach: „Byłem skłonny do kobiet, ale ostrożny, żem nigdy nie chorował; ani rozpustny, żem więcej zdrowie jak rozkosz cenił”27. Dodać trzeba, że „pięknym wzorem”, niewspomnianym wprawdzie w O wymowie w prozie albo wierszu, jest twórczość autora Nowej Heloizy, który uczuciu przyznał rolę przewodnią. Wspominając swoich rodziców, pisze Rousseau: „Ze wszystkich darów, jakich użyczyło im niebo, przekazali mi tylko jeden, to jest tkliwe serce”28. Dwoma bóstwami swego serca nazywa przyjaźń i miłość. Inspiracje russoistyczne widać nie tylko w pamiętnikach Karpińskiego, ale także w jego twórczości, choć sam Rousseau wspomniany jest zaledwie w paru lirykach. Autor Wyznań i jego myśl antropologiczna odgrywa doniosłą rolę w całym nurcie sentymentalnym. Wspomnieć można tutaj wielką antynomię natura – kultura. Stąd w większości liryków dominuje jednak krajobraz wiejski, przyroda, inspiracje ludowe. Również Franciszek Dionizy Kniaźnin 25 L. Kropiński, Julia i Adolf, [w:] Polski romans sentymentalny, oprac. A. Witkowska, Wrocław 1971, s. 72. 26 R. Sobol, Franciszek Karpiński, Warszawa 1979, s. 67. 27 F. Karpiński, Historia mego wieku i ludzi, z którymi żyłem, oprac. R. Sobol, Warszawa 1987, s. 205. 28 J. J. Rousseau, Wyznania, przeł. T. Żeleński (Boy), oprac. E. Rzadkowska, Wrocław 1978, s. 6. 26 „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia w swoich subtelnych lirykach pozwala nam poczuć ból, zawód i cierpienie osoby wystawionej na złośliwe pociski Kupidyna. Popatrzmy na utwór Jesień, opisujący przemijanie i włączony do erotyków: „Już liść opada, żółknieją lasy, Otrzęsa owoce wrzesień: Minęły z latem pogodne czasy, Nastaje posępna jesień”29. Sentymentalizm wyklucza grube mówienie i „przyjmuje normę językową odpowiadającą sferze łagodnych uczuć, smutków i melancholii”30. Przykładem mogą być utwory Karpińskiego i Kniaźnina pod tym samym tytułem: Do motyla. Tytułowy owad jest tutaj przedziwnym wyrazicielem stanu podmiotu. W utworze Kniaźnina dla tego mieszkańca łąki „płoni się ze wstyd róża, lilijka blednie, jacynt omdlewa”, a więc kwiatki, które „powysysał”. Jemu jest jednak mało i udaje się na drzewa, gdzie przysiada na suchej gałęzi i „strząsa się”. Tak dobiegł kresu jego żywot. Nie widomo zatem, czy ten króciutki, napisany strofą saficką wiersz jest ostrzeżeniem przed nadmiernym upodobaniem w miłostkach, czy też ukazaniem wielkiego pragnienia miłości, które się spełnić nie może. U Karpińskiego podmiot liryczny pragnie złapać „pięknego motyla” dla swojej ukochanej Justyny i kiedy zachwyca się nim, ten odlatuje. Podmiot zatem zostaje z pytaniem, z czym wróci z pola do swojej ukochanej. W wielu utworach spotkać można też motyw pasterza, który poszukuje swojej owieczki. Teresa Kostkiewiczowa dodaje, że to miłość nieszczęśliwa była niejako głównym tematem tych analiz, bowiem traktowano owo uczucie „jako przypadek szczególnie głębokiej i wartościowej realizacji ludzkich doznań, których źródła nie płynęły już jednak z bezpośrednich kontaktów ze światem, lecz realizowały tylko mityczny absolut miłości”31. Co jednak, gdy mamy do czynienia z konfliktem między miłością do ojczyzny a miłością do osoby? Ten tragiczny motyw miłości przeciwstawionej obowiązkowi i tragiczny wybór, znany nam z Illiady, Odprawy posłów greckich, rozważa w swojej Barbarze Radziwiłłównie Alojzy Feliński. Oto bowiem miłość króla może zniszczyć królestwo i podzielić je. Sprawa wydaje się prosta – Zygmunt August musi wybrać dobro ojczyzny i nie zważać na uczucia. Kogo wysoko postawiono, od tego wiele się wymaga – wymaga się poświęcenia. Za Janem Kochanowskim można by 29 F. D. Kniaźnin, Wybór poezji. dz. cyt., s. 69. T. Kostkiewiczowa, Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko…, s. 239. 31 Tamże, s. 291. 30 27 Mateusz Kucab zapytać: dlaczego władca ma płacić za swoją miłość niewolą ojczyzny? O ile jednak w Odprawie Aleksander jest ukazany jako sprytny demagog, o tyle w Barbarze Zygmunt jest osobą, która bardzo kocha i ma prawo do uczucia jak każdy człowiek. Barbara w owym utworze zaś to kobieta, która „chce być królową Polaków, a nie Polski”. Chce być królową serc. Przepiękne rozmowy Barbary z Augustem z II aktu zachwyciły przecież samego Mickiewicza, który do zdania tytułowej bohaterki („Ledwie cię stracę z oczu, znowu widzieć żądam”) nawiązuje w swojej Niepewności. Feliński oczywiście nagina w wielu przypadkach fakty historyczne, ale ukazuje pewien ciekawy problem. Oto szczera i czysta miłość, do której każdy ma prawo, stoi na przeszkodzie dobru królestwa. „Tragedii znów nie uchodzi pleść płochych wierszy” – pisał Horacy w Liście do Pizonów32 i zaiste nie jest to temat płochy. Dialogi sceniczne w Barbarze i tematy tam poruszane są chyba wciąż aktualne i chyba ciągle na postawione pytania jasne odpowiedzi nie padły. Zbigniew Raszewski konstatuje, że w Barbarze „prawa serca popadają w zatarg z rozsądkiem politycznym. Ale rozsądek jest przedstawiany jako cnota”33. Horacy zalecał, aby utwór był nie tylko piękny, ale także wzruszający, bo „natura naprzód nas sposobi we wnętrzu stosownie do wszelkiej doli, pociesza nas albo pobudza do gniewu, albo ciężkim smutkiem do ziemi przygniata i dręczy, a potem objawia wzruszenie tłumacząc je mową”34. Wydaje się, że ta wskazówka nie odnosi się tylko do pracy autora czy aktora, ale także do percepcji widza. Oto bowiem siebie możemy odczytać w postaciach z tragedii i zadać pytanie, jak ja bym postąpił(a) w takiej sytuacji. Ryszard Przybylski następująco konkluduje: „Na krześle wraz z ofiarnicą Barbarą kona więc również oświeceniowe pojęcie ładu jako ustabilizowanego szczęścia. Kona staropolska utopia bytu jednolicie pogodnego. Na widowni zaś powinno zrodzić się przekonanie, że byt nie jest jednorodny, lecz składa się z przeciwieństw i prawdziwa harmonia oznacza tylko heraklitejską równowagę między nimi, ich równoczesną obecność, ich równomierne oddziaływanie. Byt jest pełnią i nie znosi przewagi dobra lub zła”35. Velasquez w Rękopisie znalezionym w Saragossie stwierdza, że „nauka nigdy nie prowadzi do niewiary, nieuctwo nas tylko w niej pogrąża”36. Ludzie epoki oświecenia – epoki rozumu – nie różnili się od nas: kochali, 32 Zob. Horacy, List do Pizonów, [w:] Trzy poetyki klasyczne, oprac. T. Sinko, Wrocław 1951, s. 77. 33 Z. Raszewski, Krótka historia teatru polskiego, Warszawa 1977, s. 101. 34 Horacy, List do Pizonów…, s. 70-71. 35 R. Przybylski, Klasycyzm, czyli prawdziwy koniec Królestwa Polskiego, Gdańsk 1996, s. 311. 36 J. Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie, przeł. E. Chojecki, oprac. L. Kukulski, Warszawa 1965, s. 441. 28 „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia cierpieli, mieli nadzieję, spalali się w uczuciach itd. Mieli swoje rozterki, wątpliwości. Do tych banalnych, acz prawdziwych stwierdzeń dołączyć należałoby jeszcze jedno: literatura polskiego oświecenia także nie zamyka się w jednej i klarownej formule. Oto bowiem rozum, który ma być przodownikiem, także napotyka na opór – poznawczy, etyczny. Miłość – parafrazując słowa Velasqueza – wcale nie wyklucza racjonalności. Bohaterowie sentymentalni analizowali i po wielokroć przeżywali stany, nastroje i emocje związane z obiektem swoich uczuć. „Polski wiek świateł w swej swoistości i uniwersalności wpisywał się w całość europejską, wzbogacając obraz kultury czasu tak ważnego w dziejach kontynentu”37. Pisarze i poeci polscy w większości nie artykułowali jednak postaw ateistycznych, co można uznać za jedną ze swoistych cech polskiego oświecenia. Następująco podsumowuje ową tendencję Kostkiewiczowa: „Inspiracje myśli naukowej, odkrywającej ład, prawa budowy i funkcjonowania wszechświata, mogły prowadzić do przekonań o »pustym niebie«, ale też – kierować myśl ku Twórcy”38. Warto przywołać po raz kolejny Rękopis znaleziony w Saragossie arcyerudyty Jana Potockiego, w którym wspomniany już Velasquez układa wzór na miłość – iloczyn nieśmiałości przypominającej niechęć oraz waśni! To właśnie dzieło Potockiego jest dla mnie dowodem niezwykłej różnorodności tej epoki. Podjęty przeze mnie problem miłości w literaturze polskiego oświecenia nie wyczerpuje tego zagadnienia, a jedynie stara się przybliżyć pewne tematy przy założeniu, że jest ich znacznie więcej. Oświecenie bowiem często traktuje się jako zło konieczne przed romantyzmem. Czy jednak będziemy wiedzieć, o jakiej „pieśni o Justynie i powieści o Wiesławie” pisze Adam Mickiewicz w epilogu Pana Tadeusza, jeżeli wcześniej dobrze nie poznamy, jak postrzegali miłość ludzie oświecenia. Pamiętajmy, że na końcu nasz wieszcz dodaje, iż droższy jest wieszczom nad „laur Kapitolu” zwyczajny „wianek rękami wieśniaczki osnuty, / Z modrych bławatków i zielonej ruty”39. Literatura Bogusławski W., Cud albo Krakowiaki i Górale, oprac. M. Klimowicz, Wrocław 2005. Bohomolec F., Komedie konwiktowe, oprac. i wstępem poprzedził J. Kott, Warszawa 1959. Karpiński F., Historia mego wieku i ludzi, z którymi żyłem, oprac. R. Sobol, Warszawa 1987. 37 T. Kostkiewiczowa, Polski wiek świateł…, s. 432. Tamże, s. 358. 39 A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, oprac. K. Górski, Warszawa 1983, s. 383. 38 29 Mateusz Kucab Kitowicz J., Opis obyczajów za Augusta III, oprac. R. Pollak, Wrocław 1970. Klimowicz M., Oświecenie, Warszawa 1998. Kniaźnin F. D., Wybór poezji, oprac. W. Borowy, Wrocław 1948. Kostkiewiczowa T., Klasycyzm, sentymentalizm, rokok. Szkice o prądach literackich polskiego Oświecenia, Warszawa 1975. Kostkiewiczowa T., Polski wiek świateł. Obszary swoistości, Wrocław 2002. Krasicki I, Satyry i listy, wstęp: J. T. Pokrzywniak, oprac. i komentarze: Z. Goliński, Wrocław 1988. Krasicki I., Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, oprac. M. Klimowicz, Wrocław 1975. Krasicki I., Wybór liryków, oprac. S. Graciotti, Wrocław 1985. Libera Z., Poezja polska XVIII wieku, Warszawa 1983. Mickiewicz A., Pan Tadeusz, oprac. K. Górski, Warszawa 1983. Między rozpaczą i nadzieją. Antologia poezji porozbiorowej lat 1793-1806, wstęp: P. Żbikowski, oprac. M. Nalepa, Kraków 2006. Nalepa M., Żałobny orszak poetów, Rzeszów 2001. Naruszewicz A., Satyry, wstęp i oprac. B. Wolska, Kraków 2002. Oświeceni o literaturze, oprac. T. Kostkiewiczowa i Z. Goliński, Warszawa 1993. Polski romans sentymentalny, oprac. A. Witkowska, Wrocław 1971. Potocki J., Parady, przeł. J. Modrzejewski, wstępem opatrzył L. Kukulski, Warszawa 1966. Potocki J., Rękopis znaleziony w Saragossie, przeł. E. Chojecki, oprac. L. Kukulski, Warszawa 1965. Przybylski R., Klasycyzm, czyli prawdziwy koniec Królestwa Polskiego, Gdańsk 1996. Raszewski Z., Krótka historia teatru polskiego, Warszawa 1977. Rousseau J. J., Wyznania, przeł. T. Żeleński (Boy), wybór i oprac. E. Rzadkowska, Wrocław 1978. Słownik literatury polskiego oświecenia, pod red. T. Kostkiewiczowej, Wrocław 1977. Sobol R., Franciszek Karpiński, Warszawa 1979. Staszic S., Przestrogi dla Polski, oprac. S. Czarnowski, Wrocław 2003. Trembecki S., Wybór poezji. Sofijówka, Kraków 2002. Trzy poetyki klasyczne, oprac. T. Sinko, Wrocław 1951. Wirtemberska M., Malwina, czyli domyślność serca, oprac. i wstęp: W. Bilip, Warszawa 1978. 30 „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia „Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia Streszczenie W mojej pracy chciałem się zająć najważniejszymi przejawami obecności motywu miłości w literaturze polskiego oświecenia. Wydaje się, że dążenie reformatorskie i sytuacja Rzeczypospolitej na pierwszy plan wysunęły temat miłości do ojczyzny, a to pociągało za sobą określoną postawę moralną, w literaturze zaś określoną skalę tematów, np. stosunek do sarmatyzmu i poszukiwanie (w późniejszym okresie) korzeni oraz odrębności. Innym zagadnieniem jest miłość międzyludzka, choć przecież i ona wpływa w pewnym stopniu na sytuację kraju. Odwołuję się przede wszystkim do literatury sentymentalnej oraz tematów, które wyartykułowała, a więc miłości niespełnionej i nieszczęśliwej. W mojej pracy chciałem pokazać wielość tych tematów i złożoność samej literatury polskiego oświecenia, która często traktowana jest jako zło konieczne przed romantyzmem oraz kojarzy się zwykle z utworami omawianymi w szkole, tj. bajkami i satyrami Krasickiego. Staram się udowodnić, że problemy ludzi polskiego oświecenia to sprawy ciągle dla nas aktualne – od filozoficznych po polityczne. Wydaje się to tym bardziej zasadne, gdy przypomnimy sobie, że oświecenie jest często nazywane „progiem naszej współczesności”. Słowa kluczowe: miłość do ojczyzny, odpowiedzialność, cnota, rozum, tęsknota. 31 Magdalena Chołojczyk1 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego 1. Wstęp Mieczysław Romanowski to poeta krajowy należący do trzeciej generacji romantyków2. Postrzegany był, i po dziś dzień jest, przede wszystkim przez pryzmat legendy bohaterskiego barda-powstańca. Za najlepsze w jego twórczości uchodzą utwory mówiące o walce za ojczyznę i poświęceniu się dla niej. Dzięki nim Romanowski został uznany za głównego poetę powstania styczniowego. Oprócz tego jest także twórcą licznych liryków miłosnych, jednakże badacze jednogłośnie zgadzają się, że jest to najsłabsza część jego twórczości3. W poezji Romanowskiego to nie miłość łącząca kobietę i mężczyznę, a miłość do narodu jest uczuciem determinującym postawę i czyny człowieka. Staje się ona sensem istnienia, nie żal poświęcić dla niej nawet własnego życia. Zajmując się utworami Mieczysława Romanowskiego, szczególną uwagę należy zwrócić na poezję patriotyczną. 2. Poeta powstaniec4 Maria Janion, pisząc o Mieczysławie Romanowskim, nazywa go „ostatnim romantykiem”5. Badaczka nawiązuje tutaj nie tylko do głoszonych przez niego zasad, ale także do – charakterystycznego dla tego pokolenia – połączenia w jedną spójną całość: życia, postulowanych poglądów oraz twórczości poetyckiej. Romanowski należy do tego wąskiego grona autorów, którzy nie 1 [email protected], Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, Wydział Humanistyczny, Instytut Filologii Polskiej, Zakład Historii Literatury Polskiej. 2 Zob. M. Janion, Gorączka romantyczna. Prace wybrane, t. I, Universitas, Kraków 2002, s. 87. 3 Zdanie takie podzielają m.in.: G. Baumfeld (Mieczysław Romanowski. Studyum ideowe, Księgarnia Feliksa Westa, Warszawa 1909), J. Dicksteinówna (Mieczysław Romanowski i przedzgonne chwile romantyzmu polskiego), S. Lam (Mieczysław Romanowski. Zarys biograficzno-krytyczny na podstawie źródeł rękopiśmiennych, t. 1, Kultura i Sztuka, Lwów 1919) i M. Olszaniecka (Wstęp, [w:] Wybór liryków oraz Dziewczę z Sącza, BN, Seria I, nr 39, Wrocław 1961). 4 Określenie „poeta powstaniec” to tytuł książki Konrada Bartoszewskiego, poświęconej życiu Mieczysława Romanowskiego. Zob. Bartoszewski K., Mieczysław Romanowski. Poeta powstaniec, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1968. 5 M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2001, s. 57. 32 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego tylko nawoływali do walki o wolność ojczyzny, ale w momencie, kiedy pojawia się informacja o zrywie narodowym, sami wyruszali do boju. W przypadku biografii i opracowań poświęconych twórczości poety dostrzec możemy wyraźną dysproporcję: badaczy o wiele bardziej fascynowało życie Romanowskiego niż jego dzieła. Na temat jego literackiego dorobku powstało bardzo niewiele prac. Dużo większym zainteresowaniem cieszyły się losy poety, zakończone bohaterską śmiercią na polu walki. Mieczysław Romanowski urodził się w 1834 roku w Żukowie, w stronach, gdzie jednym z najważniejszych i aktualnych tematów nadal było powstanie listopadowe. Wychował się na historiach o walecznych Polakach, poświęcających własne życie w imię wolności kraju6. Miłość, którą darzył poeta swoją ojczyznę, to w dużej mierze wynik patriotycznego wychowania, jakie otrzymał. Swoje doświadczenia z tych lat zapisał m.in. w utworze dedykowanym siostrze. W wierszu Ze wspomnień dziecinnych pisze o tym, jak cała rodzina starała się wpajać mu miłość do ojczyzny: ojciec snuł opowieści o dawnych czasach i bohaterskich walkach, matka uczyła go wierzyć w Boga, a siostra śpiewała patriotyczne pieśni. W młodości chętnie włączał się w działalność stowarzyszeń, w których dyskutowano o sposobach na odzyskanie wolności. Te ugrupowania przyniosły mu jednak rozczarowanie, gdyż stwierdził, iż ich działania nie wywołują żadnej reakcji w narodzie7. Interesował się też polityką, choć nie miał w niej zbyt dobrego rozeznania. Dużo bardziej niż popieranie konkretnego stronnictwa interesowało go bowiem budzenie w społeczeństwie chęci do walki. Romanowski stawał tu przed bardzo trudnym zadaniem. Galicja nie otrząsnęła się jeszcze po ostatnich wydarzeniach z 1846 roku i bardzo niechętnie przyjmowano myśli o kolejnym zrywie8. Poeta – tak jak romantycy z poprzednich generacji – chciał kształtować w społeczeństwie pewne postawy i wywołać odpowiedni odzew. Właśnie dlatego tak znaczna część jego twórczości mówi o miłości do ojczyzny i różnych jej przejawach, takich jak zbrojna walka czy gotowość poświęcenia samego siebie. Jest to najistotniejszy temat utworów Romanowskiego. Już bardzo wcześnie uświadomił sobie ciążącą na nim odpowiedzialność. W wierszu Do mojej lutni, napisanym w wieku dziewiętnastu lat, odnajdziemy przekonania dość typowe dla ówczesnych poetów. Pisze on tam, że świat marzeń przedstawia mu się jako o wiele bardziej pociągający 6 Zob. K. Bartoszewski, Mieczysław Romanowski. Poeta powstaniec, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1968, s. 8. 7 Zob. M. Olszaniecka, Wstęp…, s. VI. 8 Zob. J. Maciejewski, Przedburzowcy, Z problematyki przełomu między romantyzmem a pozytywizmem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1971, s. 20. 33 Magdalena Chołojczyk niż rzeczywistość (zgadzał się tu z poglądami z początku epoki). Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że nie może uciec w świat wyobraźni, ponieważ ma do spełnienia ważne zadanie – musi walczyć o wolność9. Pojawia się tu także motyw obecny często w późniejszych utworach – konieczność porzucenia „lutni”, czyli własnej twórczości, na rzecz zbrojnej walki. Nie jest to jednak jedyne poświęcenie. W wierszach Romanowskiego można znaleźć także motyw pożegnania z ukochaną. Rozstanie dwójki ludzi, choć bolesne, jest warunkiem koniecznym odniesienia zwycięstwa. Maria Janion w książce Purpurowy płaszcz Mickiewicza nazwała poezję Romanowskiego „anhelliczną”10. Według niej jest to poeta, który w najwyższym stopniu zaadaptował zawarte w Anhellim przekonanie mówiące o tym, że walczącym o wolność kraju nie będzie dane cieszyć się owocami zwycięstwa. To pokolenie musiało się poświęcić, by dopiero ci, którzy przyjdą po nich, mogli być wolni. Romanowski w swych wierszach ze spokojem myślał o oddaniu życia za ojczyznę. Dostrzegał w tym czynie dowód największego bohaterstwa i miłości dla kraju, na jakie mógł zdobyć się Polak. Sam był przygotowany na taki los i zdawał się być z nim pogodzony. Można ulec wrażeniu, że towarzyszył mu nawet pewien pęd ku śmierci. Wynikało to z tego, że śmierć własną i innych młodych patriotów niemalże utożsamiał z odzyskaniem wolności. Pisał do swojej siostry: „Zresztą przekonany jestem, że każda rodzina musi dać w pewnym przeciągu czasu kilka ofiar na ołtarz społeczny. Z rodziny Romanowskich, o ile wiem, dawno takiej ofiary nie było, może mnie wybrał los na taką ofiarę, jeśli tak – niech się spełni jego wola!”11. Doskonale odczuwał narastające w kraju napięcie, które musiało zakończyć się powstaniem. Właśnie dlatego swój tomik wydany na niecały rok przed wybuchem zrywu zakończył utworem Sekstyny, w którym pożegnał się ze swoją poezją. Ma nadzieję, że będzie ona nadal wpływać na ludzi. On sam nie może więcej tworzyć, ponieważ teraz nadszedł czas walki, w której przyjdzie mu najprawdopodobniej zginąć. Kiedy pojawiają się informacje o wybuchu powstania, jest jednym z pierwszych, którzy wyruszą, by dołączyć do walczących. Władze austriackie aresztowały go w drodze do zaboru rosyjskiego, ale gdy tylko 9 Zob. G. Baumfeld, Mieczysław Romanowski. Studyum ideowe, Księgarnia Feliksa Westa, Warszawa 1909, s. 19. 10 Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2001, s. 57. 11 M. Romanowski do Z. Skwarczyńskiej, 30 XI 1857, [w:] W promieniu Lwowa, Żukowa, Medyki Listy Mieczysława Romanowskiego 1853-1863, oprac. B. Gnin i Z. Sudolski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972, s. 146. 34 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego uwolniono go z więzienia, po krótkim pożegnaniu się z rodziną ponownie wybiera się w drogę. Zginął pod koniec kwietnia 1863 roku w bitwie pod Józefowem. Biografowie Romanowskiego podkreślają bohaterski wymiar jego śmierci – niewielki oddział dowodzony przez poetę nie miał najmniejszych szans w walce z wojskiem rosyjskim, ale dzięki heroicznemu poświęceniu umożliwił wycofanie się pozostałym powstańcom. 3. Przedburzowiec 3.1. Romantyzm „obłaskawiony”12 Jarosław Maciejewski w swojej książce Przedburzowcy pisze, że w okresie międzypowstaniowym można wyodrębnić dwa przeciwstawne i często ze sobą polemizujące obozy – Biedermeier i przedburzowców13. Biedermeier charakteryzował się tym, że dystansował się od wszelkiej myśli o powstaniu i o rewolucji, krytykował buntowników, idealistów, ludzi występujących przeciwko panującemu porządkowi. Przedstawiciele Biedermeieru mieli głosić, że w świecie panuje zło, na które nic nie można na poradzić. Całkowicie odmienne poglądy wyznawali przedburzowcy. Sądzili oni, że możliwa, a nawet niezbędna jest zmiana istniejącego porządku. Przedburzowcy tworzyli stowarzyszenie literackie, które wiązało się z ugrupowaniem politycznym „młodych”14; łączyły ich przeważnie podobne poglądy i postulaty. Wierzono m.in. w zapał, altruizm, gotowość do największych poświeceń, demokratyzm i patriotyzm utożsamiany z czynnym działaniem. Za jednego z czołowych przedstawicieli przedburzowców uznaje się właśnie Mieczysława Romanowskiego. Należy zwrócić uwagę na samą nazwę tej grupy, którą mianowali się jej członkowie. Pochodzi ona z wiersza Romanowskiego Żegnaj. Romanowski, tworząc nową nazwę, podkreślał tym samym zmianę nastawienia wobec panującej w kraju sytuacji. Przedtem poeci nazywali samych siebie „pogrobowcami”, co wskazywało na ich bezsilność i brak woli walki 15. Znajdowali się w „grobie”, a więc w sytuacji tragicznej, bez wyjścia. Natomiast „przedburzowiec” był to człowiek oczekujący na gwałtowną zmianę, jaka miała nieuchronnie nadejść. Miał on za zadanie przygotować grunt pod zbliżającą się „burzę”, a nawet przywołać ją. Motyw burzy jest bardzo częsty w twórczości poetów tego okresu, a zwłaszcza u Roma12 Ten termin pochodzi z książki Marii Janion Purpurowy płaszcz Mickiewicza (zob. Tamże, s. 30). 13 Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 252. 14 Zob. Tamże, s. 234. 15 Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 78. 35 Magdalena Chołojczyk nowskiego. Burza stanowiła niepowstrzymaną siłę natury, z którą żaden człowiek nie mógł zwyciężyć. Tak właśnie Romanowski i inni przedstawiciele tej generacji postrzegali zbliżające się powstanie. Była to siła porównywalna z żywiołem, która przyniesie ze sobą ogromne zniszczenia, ale ostatecznie doprowadzi do powstania nowego porządku. Sam motyw został zaczerpnięty od innych poetów romantycznych z pierwszej generacji, przede wszystkim zaś Mickiewicza. Romanowski wprowadza tutaj nowy aspekt – owa „burza” jest konieczna do tego, by społeczeństwo nie pogrążyło się w marazmie. Powstanie ma przebudzić Polaków, sprawić, by „w narodzie nie umarł duch bądź nie uległ degeneracji”16. Przedburzowcy uznali, że ich zadaniem jest jak najlepiej przygotować społeczeństwo do zbliżającej się walki. Ogromną rolę odegrał tu „Dziennik Literacki”, który pod redakcją Jana Dobrzańskiego przekształcił się w programowe narzędzie grupy. W latach 1859-1861, kiedy w Galicji ścierały się dwie postawy – dążenia jednostki przeciwstawiane były dążeniom powstańczo-wyzwoleńczym – w „Dzienniku” dochodzi do głosu program tzw. „emisarki przygotowawczej”17. Ten literacki program stworzony przez Tomasza Teodora Jeża został przyjęty z entuzjazmem przez „młodych”, w tym także przez Romanowskiego. Poeta w pełni zgadzał się z postulatem, by za pomocą twórczości przekazywać społeczeństwu ważne ideowo treści. O swoich staraniach, by „nawrócić” społeczeństwo, wywołać u niego odpowiednie działania, pisze w licznych wierszach. Czasami pojawia się u niego jednak rozpacz, kiedy jego wysiłki nie przynoszą oczekiwanych rezultatów (np. wiersz o incipicie Co kocham – z mogił powstać mi nie może). Najważniejszą myślą było, według niego, oczywiście wezwanie do walki narodowowyzwoleńczej i obudzenie w Polakach miłości do kraju i to właśnie tym tematom poświęcił najwięcej miejsca w swych utworach. Jednakże Romanowski w lirykach poruszał także inne wątki, pozostające w zgodzie z poglądami „Dziennika Literackiego”. Jednym z tematów podejmowanych przez przedburzowców był lud: albo solidaryzowanie się z nim, albo wyniesienie go bądź całkowite się z nim zrównanie18. Poeta często pisał o prostych chłopach, którzy, jak twierdził, niczym nie różnili się od szlachty. Co więcej, zakładał, że o wiele lepiej dostrzegają oni istotę pewnych problemów niż wykształcone warstwy społeczne. Nawołuje do zjednoczenia się wszystkich Polaków bez względu nie tylko na pozycję, ale 16 G. Baumfeld, dz. cyt., s. 37. Zob. K. Poklewska, Między romantyzmem a pozytywizmem (o grupie lwowskiego „Dziennika Literackiego” w latach 1856-1870), [w:] J. Maciejewski (red.), Literatura południa wieku. Twórczość lat sześćdziesiątych XIX stulecia wobec romantyzmu i pozytywizmu, Instytut Badań Literackich, Warszawa 1992, s. 16. 18 Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 287. 17 36 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego i religię. Najlepszym przykładem są tu jego utwory o Żydach, którzy potrafią być tak dobrymi patriotami jak rodowici Polacy (np. wiersz Rabin). 3.2. Spór o miłość Te dwa odrębne stanowiska, dotyczące sposobu postępowania w ówczesnej sytuacji w kraju, wiązały się także z powstaniem dwóch różniących się od siebie poglądów na temat miłości. Tacy poeci jak Berwiński, Wasilewski czy właśnie Romanowski, głoszą konieczność odrzucenia postawy kochanka i zastąpienia jej ideałem bohaterskiego żołnierza. Poezja miłosna musiała w trudnych warunkach panujących w kraju ustąpić miejsca poezji tyrtejskiej. Starano się w ten sposób skierować myśli i dążenia Polaków na walkę i krwawą zemstę na wrogu. Poeci często pozostawali bezkompromisowi zarówno dla siebie samych, jak i innych członków swojego pokolenia, wszelkie oznaki słabości bywały ostro krytykowane. Jak pisała Maria Janion: „Tyrteusze musieli być okrutni dla siebie i dla swoich, i dla uczuć prywatnych, bezwzględnie eliminowali wszystko, co mogło im przeszkodzić, osłabić ich w pełnieniu służby dla Sprawy”19. Jeżeli w poezji pojawiał się temat miłości (co działo się dość rzadko), to najczęściej, tak jak u Romanowskiego, była to scena pożegnania z kochanką. Temat rozstania kochających się ludzi stał się wtedy niezwykle w poezji popularny. W takich wierszach rozłąka nie wywołuje jednak rozpaczy, a wręcz przeciwnie – fakt, że kochanek musi przemienić się w mściciela i wojownika o wolność, sprawiał jedynie, że uczucie to ulegało uwzniośleniu i spotęgowaniu. Sam Romanowski był twórcą licznych liryków miłosnych, powstałych zwłaszcza we wczesnym okresie twórczości. Z biegiem czasu, im bliższy wydaje się moment wybuchu powstania, utwory te stają się coraz rzadsze. Główną uwagę w swojej poezji poświęca poeta tematowi walki narodowowyzwoleńczej. Wymóg złożenia w ofierze krajowi nie tylko własnego życia, ale także serca, nie zyskał aprobaty u wszystkich. Przeciwni takiemu postępowaniu pozostawali „starzy”, którzy uważali, że jest o wiele za wcześnie, by szykować kolejny zryw narodowy. Głosili, że należy zwrócić się raczej ku pracy organicznej i troszczyć się o szczęście i rozwój jednostki20. Także pewnym zwolennikom „młodych” trudno było się pogodzić z myślą o wyzbyciu się uczuć do czasów, aż ojczyzna odzyska upragnioną wolność. Dobrym przykładem są tu niektóre wiersze Adama Pajgerta, który zakładał, że posiadanie serca i słuchanie jego głosu nie musi wykluczać gotowości 19 20 M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 160. Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 147. 37 Magdalena Chołojczyk do walki. Poeta zwraca się najwyraźniej przeciwko poezji tyrtejskiej w wierszu Zaskarżenie z 1856 roku. Przeprasza w nim „braci poetów” za to, że musi ich porzucić, a wraz z nimi ich wspólną misję. Dzieje się tak za sprawą kobiety. Ukochana zostaje w tym utworze jedynie pozornie skrytykowana. W rzeczywistości Pajgert głosi, że miłość może być ważniejsza niż obowiązek wobec ojczyzny: „Dajcież tu radę! Wam ja się skarżę Na taką zdradę, Bracia pieśniarze! Jej to są dzieła! Mnie białolica! Skrzydła podcięła, Czarnoksiężnica!”21 Postawa prezentowana w wierszu Pajgerta spotkała się z naganą. Romanowski bardzo szybko odpowiada na Zaskarżenie utworem o incipicie Wyjdź bracie młody za twoje sioło. Znajdziemy tam dobitną krytykę skierowaną w samego Pajgerta, który został oskarżony o to, że zamiast o ojczyźnie woli pisać o miłości. Dla Romanowskiego twórczość, która nie działa dla Sprawy, nie posiada większej wartości. W reakcji Pajgerta na „upomnienie” ze strony starszego poety widać, jak silny był panujący ówcześnie wymóg pisania utworów o charakterze tyrtejskim, głoszenia konieczności walki i poświęcenia. Pajgert bardzo szybko wycofał się z głoszonych w swym wierszu założeń, tłumacząc w kolejnym utworze, że został źle zrozumiany i tak naprawdę nigdy nie porzucił myśli o sprawie narodowej22. 4. Najważniejszy temat poezji Romanowskiego Miłość do ojczyzny to temat, który bardzo często pojawia się w poezji Romanowskiego. Poeta przedstawia to uczucie jako potężną i niedającą się powstrzymać siłę, z którą nic nie może się równać. Należy jej podporządkować całe swoje życie, poświęcić dla niej wszystko. Miłość do Polski staje się nową religią. Kochając ją, spełnia się jednocześnie wolę Boga. Jest również największą motywacją do działania – nienawiść do wroga i chęć wyzwolenia samego siebie spod jego jarzma schodzą na 21 22 A. Pajgert, Poezje, t. 1, Skład Główny w Księgarni W. Zawadzkiego, Lwów 1876, s. 189-199. Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 164-170. 38 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego dalszy plan, najistotniejsza staje się obrona kraju. Polacy mają odzyskać wolność nie dzięki własnej potędze, przewadze militarnej czy sprytowi, ale właśnie dzięki temu, że kochają ojczyznę. To miłość daje im wytrwałość, dodaje sił, sprawia, że pomimo licznych klęsk nie upadają na duchu i prą do przodu – ku wolności. Swoją postawą mają inspirować innych, a Bóg – widząc oddanie – ma stanąć po ich stronie. W wierszu Na dziś odnajdziemy słowa: „Wszystko czas skruszy! – miłość się ostoi. Niechże serc waszych trwoga nie przenika, Kto się takim orężem uzbroi, Ten ma śród bitew w Bogu naczelnika”23. Romanowski tak chętnie wraca do wątku miłości do ojczyzny, gdyż odwołując się do tego uczucia, stara się obudzić w Polakach chęć do działania. Jedną z głównych myśli w jego poezji jest to, że nie wystarczy mówić o miłości do Polski. Uczucie to należy poprzeć przede wszystkim swoim postępowaniem. Prawdziwie kocha się swój kraj tylko wtedy, gdy działa się na rzecz jego wyzwolenia. Same słowne deklaracje są bezwartościowe – miłość to czyn24. Ten czyn rozumie zaś przede wszystko jako walkę. Poeta popiera tu poglądy ugrupowania „młodych”, którzy nie zgadzali się na pogodzenie z niewolą i dążenie do osiągnięcia porozumienia z zaborcami. Zamiast tego głosili, że potrzebna jest zbrojna batalia z wrogiem25. Według Romanowskiego patriota nie może patrzeć na cierpienia Polski i rzuca się do walki, nie myśląc przy tym o sobie samym, ale także często o konsekwencjach swojego postępowania: „Dosyć już tych modłów bezczynnych od Boga! Walk nam nie wolno dla krzyża pominąć. Jam ptak – od Boga szablę mam na wroga; Mnie walczyć – walce patrzeć w słońce – ginąć” (Do… Prośba o orła26) Jeszcze na długo przed wyklarowaniem się planów zrywu narodowego poeta zakładał, że wkrótce nastąpi moment, w którym Polacy poderwą się 23 M. Romanowski, Wiersze wybrane oraz Dziewczę z Sącza, Universitas, Kraków 2002, s. 46. Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt. s. XXVIII. 25 Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 92. 26 M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 42. 24 39 Magdalena Chołojczyk do boju, a on sam będzie wtedy jednym z pierwszych walczących. Choć poprzez swoją twórczość starał się wpływać na społeczeństwo, to było to dla niego za mało – myślał o momencie, w którym wreszcie przyjdzie mu działać zbrojnie, a nie tylko o tym pisać. Nie mógł się tej chwili doczekać, ale jednocześnie doskonale rozumiał, że on sam i inni żołnierze będą musieli wiele poświęcić. Owo poświęcenie postrzegał jednak jako konieczne dla kraju. Pożegnanie z poezją, która tak wiele dla niego znaczyła, było dlań niezwykle trudnym doświadczeniem. Romanowski czyni ze swojego postępowania przykład dla innych: pokazuje w ten sposób, że nie ma ofiary, która byłaby zbyt wysoka, by ponieść ją dla dobra ojczyzny. Motyw rozstania z twórczością, zastąpienia jej walką, odnaleźć możemy zwłaszcza w dwóch utworach – w Żegnaj mi pieśni! oraz w wierszu Sestyny, zamykającym tomik27. W Sestynach poeta pisze o potrzebie porzucenia pieśni – właśnie nadszedł czas walki i pióro należy zamienić na broń. Ciąży nad nim przeczucie zbliżającej się śmierci, jego przyszłość jest niepewna. W takich warunkach raduje go myśl, że pozostawi po sobie ślad dla potomnych, czyli swoją poezję: „Może już innych [pieśni] pierś ma nie wyśpiewa, Może wy natchnień ostatnim wyrazem!... Dni piorunowych serce się spodziewa, Stwardniała ręka tęskni za żelazem; W powietrzu słychać pobudkę na boje!... Już czas! już czas nam! — Lećcie pieśni moje!” (Sestyny 28) W swych utworach poeta stara się nie wspominać o strachu przed zbliżającą się bitwą, o bólu wynikającym z bycia rannym czy o trudnych warunkach, w jakich muszą żyć żołnierze. Romanowski głosi apologię narodowowyzwoleńczej walki, skupiając się jedynie na jej chwalebnych aspektach. W jego utworach dostrzec możemy nastrój niecierpliwego wyczekiwania, gotowości do krwawego boju z przeciwnikiem. W utworze Kiedyż pisze: „Ach! Kiedyż za ciebie w bój skoczym spragnieni / O! Polsko, ty matko miłości”29. Poświęcenie życia dla ojczyzny staje się nie tylko obowiązkiem, ale wręcz przywilejem walczących. Nie tylko nie przeraża, ale zostaje ukazane 27 Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XX. M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 67. 29 Tamże, s. 19. 28 40 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego jako coś, na co się czeka. Taka śmierć sprawi bowiem, że żołnierze dołączą do grona rycerzy i wodzów, którzy oddali życie za kraj. Romanowski w swych wierszach nieraz przywołuje trudne i ważne dla narodu momenty, zwłaszcza sceny bitewne, stawiając je za przykład dla przyszłych powstańców. W tych utworach można dostrzec zmianę charakterystyczną dla pokolenia przedburzowców, polegającą na odwołaniu się do wizji pięknej rycerskiej utopii i z jednoczesnym pominięciem milczeniem przeszłości sarmackiej30. Poeta stara się doszukać powiązań między dziejami Polski, a współczesną sytuacją. W ten sposób chce pokazać, że już wcześniej ojczyzna znajdowała się w trudnym położeniu, z którego wyszła dzięki bohaterskiej postawie walczących. Dawni rycerze przedstawiani są jako waleczni i odważni, mają stanowić wzór do naśladowania dla współczesnych poecie żołnierzy. Romanowski nieraz podkreśla, że przewyższają oni pod względem moralnym swoich potomków, gdyż nie wahali się oddać życia za ideały i przekonania31. W wierszu Ku ojcom wzywa ich do przebudzenia się, do tego by raz jeszcze ruszyli do walki o ojczyznę: „Budzę was, ojce! powstańcie razem, zbrojni sercami, zbrojni żelazem, z dumą na czole, kopją u boku, na dzielnych koniach i z gromem w oku...”32 Odwołanie się do chwalebnej historii narodu, wskazanie, że istnieją dwa rodzaje zwycięstwa – moralne i rzeczywiste – i że nie zawsze idą one ze sobą w parze, pokazuje, że Romanowski jest świadomy możliwości odniesienia porażki. Zdaje sobie sprawę z tego, że walka o wolność narodu może zakończyć się równie dobrze zwycięstwem, jak i klęską. Jednak nawet jeżeli powstanie zostanie stłamszone, to i tak będzie miało pozytywny wpływ na społeczeństwo. Zgadza się tu poeta z postulatami „młodych”, którzy w walce widzieli przede wszystkim sprzeciw wobec panującego porządku i niechęci Polaków do wprowadzania zmian33. Romanowski głosi, że ci, którzy zginęli w bitwie, zostaną na zawsze uwiecznieni w ludzkiej pamięci jako wielcy bohaterowie. W wierszu Na dziś poeta porównuje ich do Spartan: 30 Zob. K. Poklewska, dz. cyt., s. 13. Zob. Tamże, s. 17. 32 M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 49. 33 Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 250. 31 41 Magdalena Chołojczyk „Szczęśliwy, komu los hartował bólem Miłość – kto gorycz w ciszy pił aż do dna! Nad płaz się bowiem wzniósł, jak ptak nad polem, Dusza w nim czynów piorunowych godna, On będzie w słowie miał moc błyskawicy, Proroctwo święte w utrapienia chwilach, Lub archanielski miecz w swojej prawicy I Leonida śmierć na Termopilach”34. W takich wierszach jak Noc, Audaces Juvat Fortuna czy Kiedyż Polska ulega personifikacji i zostaje ukazana jako matka każdego z Polaków35. W ten sposób uwydatnia się nierozerwalny związek ludzi z ich narodem, miłość do kraju, a także powinność, jaką wobec niego człowiek odczuwa. To naród dał im życie, a więc teraz, w trudnej dla niego chwili, istnieje konieczność stanięcia w jego obronie. W ten sposób Romanowski pokazuje, że to właśnie ojczyznę powinno darzyć się największym w życiu uczuciem i przywiązaniem. W jej obronie nie żal tracić życia, nie sposób też być szczęśliwym, kiedy ona cierpi. W wierszu Noc Polska zostaje przedstawiona jako matka cierpiąca w milczeniu, by nie zasmucić swych dzieci. Jednakże podmiot – ponieważ jest związany z nią – i tak odczuwa jej agonię i za wszelką cenę chce ją uratować. Polska, która do tej pory była dla swych dzieci łagodna, zgodnie z jego radami ma zmienić się w surową karcącą matkę – karać tych, którzy sobie na to zasłużyli, i nagradzać swoim widokiem wiernych jej synów. Z przyjęcia założenia, że Polska jest matką każdego Polaka, wynika również to, iż wszyscy mieszkańcy tego kraju mają być braćmi. Poeta podkreśla w ten sposób związek miedzy rodakami; chce wywołać u nich poczucie wspólnoty i posiadania jednego celu, jakim jest walka o niepodległość. Razem mają walczyć, zwyciężać lub ginąć, mają pomścić tych braci, którzy już w tym boju polegli. Mówi o tym wiersz Hymn Polski: „Tu bracia mrą nasi od ciosów tyrana, / I świadczą, że ta nam od Boga wybrana / Ojczyzna […]”36. Według Romanowskiego skoro wszyscy Polacy są braćmi, to powinni zjednoczyć się niezależnie od tego, do jakiego stanu, ugrupowania politycznego należą oraz jaką religię wyznają. Jego poezja wyraża tutaj poglądy „młodych”, o których pisano m.in. w „Dzienniku Literackim”37. Wszyscy są sobie równi i wszyscy powinni brać czynny udział w walce 34 M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 46. Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XXXV. 36 M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 48. 37 Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 342. 35 42 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego o wolność, każdy ma taki sam obywatelski obowiązek bronienia własnego domu. Dopiero kiedy cały naród będzie działać wspólnie, możliwe stanie się zwycięstwo. Poeta pisze o tym w utworze Do modlącej się Polski: „Sumienia twego Polsko, tarcz stalowa Światu niech bożą odzwierciedli wolę. Tak wyjdź przed domy, i stań po twej męce Wsparta na pługu, z szablą w prawej ręce”38. Wierząc, że tylko zjednoczony naród ma szanse na wywalczenie sobie wolności, poeta w swych wierszach często podejmował temat ludu. Pisał zarówno o chłopach, jak i dla chłopów. Dbał o to, by lud chętnie czytał jego utwory, dlatego pisał prosto, rozwijał swoje myśli na tle wiejskiej przyrody bądź wsi39. W tych wierszach starał się ukazać konieczność porozumienia się między klasami oraz to, jak szkodliwy jest u chłopów brak wiedzy na temat własnej historii. W utworze Rolnik podolski poeta ukazuje chłopa, który nie znając przeszłości kraju nie potrafi wzbudzić w sobie uczuć patriotycznych. Rolnik: „Nie wie, kto mu kruszył pęta, kto mu niósł zniszczenie. Sercem ledwie zapamięta dziada pokolenie”40. Romanowski sądził, że wewnątrzkrajowe spory osłabiają naród i sprawiają, że niemożliwe staje się zdecydowane działanie (Trzy sztandary). Z bólem opisywał konflikty między ludźmi, którzy powinni walczyć razem za wspólną sprawę, a marnują czas i siły na bezowocne spory. Romanowski w swej tyrtejskiej twórczości głosi, że Polacy powinni odważnie ruszać do boju, wyzbywając się obawy o własne życie i myśląc jedynie o dobru narodu. Powinni zapomnieć o prywatnym szczęściu i wszystkich pragnieniach, które nie są bezpośrednio powiązane ze sprawą. W tak trudnych okolicznościach nie ma miejsca na skupianie się na potrzebach jednostki. Egotyzm i indywidualizm okazywały się nieistotne, na pierwsze miejsce wysuwała się sprawa narodowa. Maria Janion zauważa, że w poezji jest to wyraźnie widoczne w zmianie podmiotu albo 38 M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 56. Zob. G. Baumfeld, dz. cyt., s. 50. 40 M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 65. 39 43 Magdalena Chołojczyk jego adresata. Dawniej w wierszu mówiła jedna osoba, o nierzadko indywidualnych cechach i własnej osobowości41. W poezji tyrtejskiej dochodzi do przemiany – głos zabiera podmiot wyrażający zdanie całej grupy. Swoje słowa kieruje zaś ku tym, których także uważa za członków tego kręgu – dzięki temu mają się oni poczuć zobligowani do przyjęcia postawy reprezentowanej przez podmiot. Miłość do narodu to według Romanowskiego najpotężniejsze uczucie, jakiego może doznawać człowiek, wszelkie inne afekty będą jedynie słabym jego odbiciem. Także uczucie łączące kobietę i mężczyznę nie może się z nim mierzyć. Do czasu, aż Polska odzyska wolność, należy porzucić wszelką myśl o ukochanej. W młodzieńczym utworze Żegnaj, napisanym w 1857 roku, Romanowski stwierdza, że miłość do przedburzowca może przynieść jedynie cierpienie42. Przedburzowiec przeznaczony jest bowiem do innych celów, musi pogodzić się z samotnością. Taki stan rzeczy nie budzi jednak u poety chęci buntu, zgadza się on na ten los. Ówczesna sytuacja wymagała wyzbycia się myśli o szczęściu w miłości i w rodzinie, należało się skupić jedynie na walce i to jej poświecić wszystkie swoje siły43. W niektórych wierszach, np. w Pożegnaniu albo w Co tam marzyć, miłość pomiędzy dwójką ludzi zostaje przeciwstawiona uczuciom patriotycznym. Dążenie do wyzwolenia ojczyzny u gotujących się do walki okazuje się o wiele silniejsze niż chęć pozostania przy ukochanej. W takich utworach pojawia się często popularny motyw rozłąki44. W Pożegnaniu opisane zostaje rozstanie żołnierza z wybranką. Brak tu rozpaczy czy wahania. Oboje – kochanek i kochanka – wiedzą, że młodzieniec musi wyruszyć do walki. Oboje godzą się z tym, że być może już nigdy się ze sobą nie spotkają. W Co tam marzyć również jest ukazane przedkładanie uczucia do ojczyzny ponad własne osobiste szczęście: „Co tam marzyć o kochaniu, O bogdance, o róż rwaniu – Dla nas nie ma róż. My – jak ptacy na wędrówce – Dziś tu, jutro na placówce Może staniem już”45. 41 Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 150. Zob. G. Baumfeld, dz. cyt., s. 27. 43 Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XXVIII. 44 Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 169. 45 M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 52. 42 44 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego Żołnierze skupiają się na walce o wolność kraju, a myśl o własnym szczęściu i miłości odkładają do czasu zwycięstwa. Są w pełni świadomi, że powrót do domu, o którym marzą, być może nigdy nie nastąpi, zamiast tego czekać mogą na nich bowiem „mogiły”. Ta perspektywa nie budzi w nich jednak lęku, są gotowi do takiego poświęcenia. Romanowski, pisząc o walce za ojczyznę, bardzo często mówi też o śmierci. Śmierć na polu walki nie przeraża go, a wręcz przeciwnie – ma w sobie coś nęcącego46. To największy dowód miłości, jaki można złożyć Polsce; to także wyraz bohaterstwa i odwagi. Poeta głosi tu za Słowackim, że ofiara z życia młodych żołnierzy jest być może konieczna dla osiągnięcia upragnionej wolności. Zarówno w utworze Nowa znajomość, jak i w Samotności, śmierć zostaje ukazana jako coś wyczekiwanego przez poetę. Dostrzega on w niej piękną matkę i kochankę, która niesie mu ukojenie po licznych cierpieniach. To jego przyjaciółka; pozwala mu zdecydować o tym, jak i kiedy przyjdzie mu umrzeć. Poeta chce zginąć jako bohater, walcząc z wrogiem. „Lewą ręką serce uśpię twoje, Jako matka usypia dziecinę, Prawą oczu przysłonię ci dwoje, Skrzydła duszy wolno ci rozwinę, I ulecisz od bolów, jak płomień, W światło, w życie wieczne – nowy promień”. „Niegdyś – rzekłem – niegdyś mi wróżono, Że mą duszę weźmiesz z pola chwały. Jeszcze nieba gromami nie płoną – Czekaj jeszcze, piękny cieniu biały, I na polu bitwy o mnie spytaj! Teraz, nowa znajoma, mi witaj!” (Nowa znajomość47) W utworze Samotność podmiot postrzega swoje życie jako pasmo bólu i rozczarowań. Jest zmęczony i śmierć byłaby dla niego odpoczynkiem, ale odkłada ją na później, ponieważ chce umrzeć, walcząc o wolność. To jedyny powód, dla którego nadal pragnie żyć. Po tym, jak dowiaduje się, że zbliża się czas walki o wyzwolenie ojczyzny, jest podekscytowany i nie 46 47 Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 57. M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 25. 45 Magdalena Chołojczyk przykłada wagi do tego, że tym samym zbliża się czas, kiedy przyjdzie mu umrzeć. W wierszach poety nie spotkamy się z rozpaczą czy z poczuciem żalu, wynikającymi z konieczności poświęcenia własnego życia. Jego bohaterowie nie wahają się zginąć w obronie kraju. To nie śmierć bowiem napawa ich lękiem, ale życie pozbawione wolności48. Taka egzystencja budzić może jedynie pogardę, nie jest nic warta; to właśnie ona przypomina śmierć. Niewola postrzegana jako śmierć za życia została u Romanowskiego opisana m.in. w utworze Nasza myśl: „Czarno w duszy – hej! czarno Jakby w wnętrzu mogiły. I dni płyną nam marno – Hej, i żywot niemiły. Bo żyjemy tak sobie – Niby żywi – a w grobie!”49 Przedburzowcy nieraz postrzegali samych siebie jako kontynuatorów myśli wielkiego romantyzmu. Poruszali te same tematy i dzielili te same uczucia, co romantycy poprzednich generacji. Wynikało to zaś z tego, że w poezji krajowej – inaczej niż w poezji emigracyjnej – nie nastąpił żaden przełom. Jak pisze Maria Janion, sytuacja w Polsce po powstaniu w dużej mierze przypominała tę sprzed powstania; nadal panowała atmosfera spiskowa50. Ponieważ odczuwano pewną ideową zbieżność z założeniami dwóch wcześniejszych generacji, często odwoływano się do powstałych wtedy utworów. Szczególnie chętnie sięgano po dzieła Mickiewicza, Słowackiego, Ujejskiego. Przy czym charakterystyczne dla poetów trzeciej generacji jest to, że czerpali oni tylko te treści, które odpowiadały ich światopoglądowi, ewentualnie zajmowali się reinterpretacją pewnych motywów, a nawet całych utworów. Takiej wielokrotnej reinterpretacji doczekał się zwłaszcza Farys Adama Mickiewicza, który zyskiwał całkowicie nowe znaczenie. Maria Olszaniecka we wstępie do poezji Mieczysława Romanowskiego podkreśla rolę, jaką dla jego twórczości miała poezja wieszczów51. Poeta 48 Zob. G. Baumfeld, dz. cyt., s. 43. M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 56. 50 Zob. M. Janion, Gorączka romantyczna…, s. 87. 51 Olszaniecka pisze o Romanowskim: „Młody pisarz patrzy na świat przez cudze szkła i spowiada się ze swych uczuć nie swoim oryginalnym młodzieńczym głosem. Spętany jest siłą wzorów, słaby uległym, niesamodzielnym talentem, niewyrobionym – w pierwszych latach – piórem i smakiem artystycznym”. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XVIII. 49 46 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego czuł się silnie powiązany ze Słowackim i Ujejskim, a także z Mickiewiczem. Baumfeld stwierdza, że Romanowski wyczytuje z twórczości Mickiewicza przede wszystkim treści o charakterze tyrtejskim, a siebie samego i jemu podobnych postrzega jako kontynuatorów tej poetyckiej drogi52. Widać to doskonale w utworze Wieszczowi, napisanym po śmierci Mickiewicza. Przywołane tam dzieła: Grażyna i Konrad Wallenrod stają się przykładami gorącej miłości ku ojczyźnie, a Pan Tadeusz – tęsknoty za nią. Stefan Kawyn określa ten utwór lamentem, pokazującym, jak ogromne znaczenie dla narodu miała osoba Mickiewicza, który pośredniczył między Bogiem a Polakami53: „Powracał z nieba on duchem święty, Biały uczuciem, Tobą natchnięty; Widząc posępne oblicza rzeszy, To koi rany, to wieszcząc cieszy: Pielgrzymom Twoje wypieśniał słowo, A tak wspaniale – a tak bojowo!”54 Silne powiązania z poezją Mickiewicza, ale i poglądy Romanowskiego na temat ojczyzny i miłość do niej są dostrzegalne w utworze Farys – nie Arab. Przypomnijmy, że poemat Mickiewicza stanowi apologię niczym nieskrępowanej wolności i potęgi jednostki oraz pochwałę indywidualizmu. U poetów trzeciej generacji motyw farysa zyskiwał nowe znaczenie. Już w poemacie Balińskiego – Farys wieszcz – pojawiają się pewne kwestie polityczne55. Mamy tutaj mowę o grupie spiskowców, „braci farysów”, którzy mieli zorganizować się pod przywództwem wybitnej jednostki. W poemacie Romanowskiego również jest dostrzegalne polityczne podłoże utworu, ale głosi on nieco inne założenia. Z Mickiewiczowskiego Farysa pozostał tu już jedynie pęd po stepie i wyalienowanie jednostki; nawet farys to „nie Arab”, ale Polak (Romanowski odwołuje się tutaj do biografii Henryka Rzewuskiego). Poemat ten kondensuje w sobie poglądy Romanowskiego na temat ojczyzny. Odnaleźć w nim możemy pragnienie odzyskania wolności za wszelką cenę. Farys nie mógł być szczęśliwy, ponieważ jego kraj był w niewoli. Widać tu idee mesjanistyczne, ale przekształcone w pewien charakterystyczny sposób. Poeta godził się na cierpienie, ponieważ wierzył, 52 Zob. G. Baumfeld, dz. cyt., s. 11-12. S. Kawyn, Część pozgonna dla Mickiewicza wśród poetów lwowskich (1855-1856), „Pamiętnik Literacki”, 48/4 (1957), s. 600. 54 M. Romanowski, Poezye, t. IV, Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta, Lwów 1883, s. 35. 55 Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 127-130. 53 47 Magdalena Chołojczyk że Bóg wynagrodzi je kiedyś Polsce i odzyska ona niepodległość. Nie zgadzał się jednak na bierne oczekiwanie na wyzwolenie. Postulował działanie, czego najlepszym przykładem jest właśnie Farys – nie Arab. Jego bohater ucieka na pustynię, gdyż nie może znieść bezczynności. Czas spędzony na modlitwie zamienia na szaloną jazdę po stepie. Ta jazda stanowi dla niego swego rodzaju działanie zastępcze, wypełnia mu czas oczekiwania na walkę z wrogiem: „I raz, gdy w duszy stało mu się czarniej, Zleciał doń z hełmu orzeł szaropióry I spowiadał go oczyma z męczarni, A wzrok miał taki jak Farys ponury. Krótko radzili, koń czekał gotowy: „Rodzinny zamku – ha! bywaj mi zdrowy! Hej do mnie, ptacy!” i wypuścił konia I pędem leciał przez step we błonia”56. Porównując poemat Balińskiego do poematu Romanowskiego, dostrzec można demokratyczne poglądy drugiego poety. Podczas gdy Baliński pisał o jednostce wybitnej, wodzu, który poprowadzi ludzi do zwycięstwa, Romanowski marzył o zjednoczeniu całego społeczeństwa. Odchodził tutaj od założeń głoszonych dawniej przez romantyków, np. idei Konrada Wallenroda Mickiewicza. Miłość do ojczyzny w poezji Romanowskiego ma być tak wielka, że winna prowadzi do zakwestionowania Boskiej opieki nad Polską, a nawet do buntu przeciwko samemu Stwórcy. Poeta zgadza się z mesjanistycznymi założeniami mówiącymi, że Polska jest narodem wybranym i strzeżonym przez Boga i że Stwórca doprowadzi ostatecznie do jej wyzwolenia57. Głosi także w większości swoich wierszy, że sprzeciw wobec zaborcy i odebranie mu władzy nad krajem stanowi spełnienie woli Najwyższego. Potępia jednak bezczynne oczekiwanie na Boską interwencję i nawołuje do działania. W utworze Do modlącej się Polski nie krytykuje modlitwy o wybawienie, ale przestrzega, że nie należy poprzestawać tylko na tym. Odpowiedzialność za wyzwolenie kraju spoczywa już nie w rękach Boga, ale Polaków, to oni mają czynnie przyczynić się do odzyskania wolności. Brak reakcji ze strony Boga sprawia, że poeta coraz bardziej zwraca się ku postawie buntowniczej, coraz więcej w nim żalu skierowanego ku Stwórcy. 56 57 M. Romanowski, Poezye…, s. 198. Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XLI. 48 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego Jest to najwyraźniej widoczne w utworze Modlitwa II, napisanej na obchody żałobne w Warszawie w roku 1861. Romanowski oskarża tam Boga o to, że nie reaguje na cierpienia Polaków, że pomimo całej swojej potęgi pozwala, by wrogowie zabijali niewinnych ludzi: „Co cierpliwość Twoją zbudzi? Sprawiedliwość co obudzi? Wróg bezbronnych ścina ludzi, A Ty gromy w ręku masz, Boże nasz!”58 Sytuacja stała się tak dramatyczna, że podmiot wiersza błaga o jakiekolwiek jej rozwiązanie. Jeżeli Bóg nie chce pomóc Polakom w walce, to powinien odebrać im życie, by chociaż w ten sposób zakończyć ich cierpienia. Także w tym wierszu widoczne są wyraźne powiązania z mesjanizmem – wiarę w to, że przelana krew jest ofiarą złożoną Bogu i że właśnie z niej powstać mają mściciele ojczyzny. 5. Podsumowanie Miłość patriotyczna stanowi jeden z głównych i najważniejszych tematów poezji Mieczysława Romanowskiego. To właśnie ona stoi za pragnieniem walki, gotowością do poświęcenia własnego szczęścia, a nawet i życia oraz potrzebą zjednoczenia z wszystkimi rodakami. Jest to uczucie silniejsze nawet od afektu łączącego kobietę z mężczyzną. W wierszach takich jak Pożegnanie kochankowie rozumieją, że ich miłość musi ustąpić konieczności walki, i godzą się na rozstanie. Romanowski głosił, że nie wystarczy jedynie mówić o tym, że kocha się Polskę, swe słowa należy poprzeć czynami. Sposobem na okazanie wierności krajowi była zbrojna walka. Poeta idealizował ją, koncentrując się jedynie na jej chwalebnych aspektach i pomijał takie tematy, jak strach czy ból z nią związany. Sięgał po przeróżne środki, by wyrazić siłę uczucia łączącego obywateli z narodem. Zwraca tu uwagę zwłaszcza przedstawienie Polski jako cierpiącej bez słowa skargi matki, którą powinno się ratować. Żeby osiągnąć ten cel, należy być gotowym do największych poświęceń, czyli do oddania własnego życia. Śmierć w poezji Romanowskiego nie zostaje jednak ukazana jako coś budzącego strach, ale wyczekiwany od dawna odpoczynek. Romanowski nie ograniczał się jedynie do nawoływania społeczeństwa do przyłączenia się do powstania. Postępując zgodnie z zasadami, które głosił 58 M. Romanowski, Poezye..., s. 16. 49 Magdalena Chołojczyk w swojej poezji, w momencie wybuchu zrywu narodowowyzwoleńczego jest jednym z pierwszych, który wyrusza do walki. Udało mu się poniekąd przewidzieć własny los – zginął tak, jak o tym wielokrotnie pisał w wierszach – bohaterską śmiercią na polu bitewnym. Wraz z niewielkim oddziałem stanął dzielnie naprzeciwko przeważających sił nieprzyjaciela59. W ten sposób, dzięki ofierze złożonej z własnego życia, dał ostateczne i najbardziej dobitne świadectwo swoich przekonań. Literatura Bartoszewski K. Mieczysław Romanowski. Poeta powstaniec, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1968. Baumfeld G., Mieczysław Romanowski. Studyum ideowe, Księgarnia Feliksa Westa, Warszawa 1909. Janion M., Purpurowy płaszcz Mickiewicza, Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2001. Janion M., Gorączka romantyczna. Pisma wybrane, t. I, Universitas, Kraków 2000. Kawyn S., Część pozgonna dla Mickiewicza wśród poetów lwowskich (1855-1856), „Pamiętnik Literacki”, 48/4 (1957), s. 593-608. Kawyn S., Literatura polska w kraju w latach 1831-1863, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Łódź 1972. Lam S., Mieczysław Romanowski. Zarys biograficzno-krytyczny na podstawie źródeł rękopiśmiennych, t. 1, Kultura i Sztuka, Lwów 1919. Maciejewski J., Przedburzowcy. Z problematyki przełomu między romantyzmem a pozytywizmem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1971. Olszaniecka M., Wybór liryków oraz „Dziewczę z Sącza”, BN, Seria I, nr 39, Wrocław 1961. Pajgert A., Poezje, t. I, Skład Główny w Księgarni W. Zawadzkiego, Lwów 1876, s. 189-190. Poklewska K., Między romantyzmem a pozytywizmem (o grupie lwowskiego „Dziennika Literackiego” w latach 1856‒1870), [w:] Maciejewski J. (red.), Literatura południa wieku. Twórczość lat sześćdziesiątych XIX stulecia wobec romantyzmu i pozytywizmu, Instytut Badań Literackich, Warszawa 1992, s. 9-27. Poklewska K., Recepcja Słowackiego we Lwowie w latach 1852-1870, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Nauki humanistyczno-społeczne, seria I, zeszyt 16, Łódź 1980, s. 37-63. Romanowski M., Poezye, t. IV, Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta, Lwów 1883. 59 Zob. K. Bartoszewski, dz. cyt. s. 278. 50 Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego Romanowski M., W promieniu Lwowa, Żukowa, Medyki. Listy Mieczysława Romanowskiego 1853-1863, oprac. Gnin B. i Sudolski Z., Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972. Romanowski M., Wiersze wybrane oraz Dziewczę z Sącza, red. Olszaniecka M., Universitas, Kraków 2002. Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego Streszczenie Mieczysław Romanowski to poeta należący do trzeciej generacji romantyków. Jest jednym z głównych przedstawicieli przedburzowców, czyli poetów i pisarzy, którzy za pomocą swojej twórczości chcieli obudzić w narodzie uczucia patriotyczne i przygotować do walki o wolność. Artykuł ten ukazuje, że miłość do ojczyzny stanowiła jeden z najważniejszych tematów w poezji Romanowskiego. Dowodem tej miłości miała być przede wszystkim zbrojna walka z ciemiężcą narodu. Poeta idealizował wojnę, koncentrując się jedynie na jej pozytywnych aspektach, takich jak pośmiertna chwała. Miłość do kraju w wierszach Romanowskiego było to uczucie, które koniecznie należało poprzeć czynnym działaniem. By podkreślić miłość między obywatelami a ich krajem, używał często figury Polski jako matki Polaków, co miało u nich wywołać poczucie winy oraz chęć do walki. Z miłością do kraju nie mogły się też równać inne afekty, jak np. związek między żołnierzem a dziewczyną. W poezji Romanowskiego temat miłości do ojczyzny łączył się również często z tematem śmierci. Poeta głosił – podobnie jak Słowacki – że śmierć tej generacji jest być może konieczna do odrodzenia się narodu. 51 Joanna Jabłońska1 „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny 1. Miłość w literaturze romantyzmu Motyw miłości pojawia się w literaturze już od czasów starożytnych i nadal pozostaje jednym z najpopularniejszych tematów literackich. Miłość to głębokie uczucie do drugiej osoby, połączone zwykle z silnym pragnieniem stałego obcowania z nią i chęcią obdarzenia jej szczęściem, któremu głównie w relacji kobieta – mężczyzna towarzyszy pociąg fizyczny2. Miłość to piękne uczucie, jednak w literaturze nie brakuje opisów miłości nieszczęśliwych. W czasach romantyzmu miłość była jednym z uprzywilejowanych tematów literackich, częścią romantycznej filozofii życia, dziedziną eksperymentów obyczajowych i słynnych w epoce skandali. W tej epoce uważano za wartość samo doświadczenie miłości niezależnie od tego, czy przynosi ono szczęście, czy nieszczęście, a sztuka przedstawia zwłaszcza miłość prowadzącą do zguby. Romantyzm oddzielał miłość od tradycyjnie wiązanych z nią pojęć szczęścia, powodzenia życiowego, realizacji planów i satysfakcji erotycznej. Miłość romantyczna była raczej konstrukcją polemiczną niż pozytywnym projektem nowej etyki i nowej obyczajowości. Miłość romantyczna była „szalona” nie dlatego, że nie liczyła się z przeszkodami i rozsądkiem, lecz że stanowiła jeden z głównych argumentów w romantycznym konflikcie z racjonalistyczną filozofią życia. Była „nieszczęśliwa”, choć wzajemna, prowadziła do katastrofy jako polemika z postawą hedonistyczną. Była zwykle platoniczna, choć zmysłowa, „niewinna” i „jedyna” przeciw teorii i praktyce swobody erotycznej XVIII wieku uznana za najwyższe 3 i graniczące z ekstazą religijną doświadczenie, niezwykła i „święta” . Zdaniem romantyków brak doświadczenia miłości w życiu jest nieszczęściem – nie jest nim natomiast miłość nieszczęśliwa. Romantyczna miłość powinna być nieszczęśliwa, prowadzić do katastrofy: rozstania na 1 [email protected], Wydział Filologiczny, Uniwersytet Rzeszowski. Zob. Dunaj B. (red.), Popularny słownik języka polskiego, Wydawnictwo WILGA, Warszawa 2002, s. 317. 3 Zob. Piwińska M., Miłość, [w:] Bachórz J., Kowalczykowa A. (red.), Słownik literatury polskiej XIX wieku, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2009, s. 546-547. 2 52 „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny wieki, obłędu lub śmierci, ponieważ była wyrazem buntu przeciw wszelkim dotychczasowym stylom życia ludzkiego i nie ma dla niej „miejsca na ziemi”4. 2. Maria Bartusówna – życiorys i historia miłości Nieszczęśliwej miłości doświadczyła Maria Bartusówna – prawie dziś zapomniana poetka, nauczycielka epoki pozytywizmu. W swojej twórczości wielokrotnie odwoływała się do poetyki romantyzmu. Ze względu na liczne zapożyczenia z tradycji romantycznej jej utwory zyskały miano utworów epigońskich. Nie można zgodzić się z tym umniejszającym wartość tej poezji określeniem, ponieważ „zapożyczenia z tradycji romantycznej dotyczą motywów, a nie ich wykładni”5. Sposób przedstawiania nieszczęśliwej miłości przez tę poetkę z pewnością mieści się w schemacie miłości romantycznej. Przyszła pisarka urodziła się 10 stycznia 1854 roku we Lwowie, jako drugie dziecko Stanisława i Henryki ze Szczepańskch. Można powiedzieć, że Maria przyszła na świat w rodzinie inteligenckiej, gdyż jej dziadek Jan był współpracownikiem „Gazety Lwowskiej”, aktywnym uczestnikiem ruchu literackiego i wydawniczego Galicji. Rodzina Szczepańskich utrzymywała kontakt ze środowiskiem pisarskim Lwowa. Rodzicami chrzestnymi Marii byli Jan Zachariasiewicz, znany powieściopisarz, oraz Letycja Wielopolska. Ojciec poetki – Stanisław Bartus – zmuszony był do rezygnacji z większych ambicji malarskich, aby móc utrzymać żonę i dwie córki. Z trudem udawało mu się utrzymać rodzinę, zajmując się wykonywaniem modnych portretów miniaturowych i wzornictwem użytkowym. Ciężkie warunki życia wywołały gruźlicę, będącą przyczyną jego wczesnej śmierci w 1859 roku. Gdy tylko Maria zaczęła samodzielnie chodzić, większość czasu spędzała w pracowni ojca. Tam z zaciekawieniem przyglądała się jego pracy, bawiła się, a mając trzy lata, uczyła się czytać, składając litery wycięte przez ojca z kartonu. Jego śmierć mocno odbiła się na jej psychice. Wkrótce po nim zmarła siostra Marii – Jadwiga. Niespełna sześcioletnia wtedy Maria została sama z matką, pozbawioną środków materialnych oraz umiejętności wychowawczych. Jednak z pomocą przyszedł dziadek, Jan Szczepański – schorowany i zgorzkniały emeryt, który większość czasu spędzał w swojej bibliotece. To właśnie obficie zaopatrzona biblioteka Szczepańskiego wywarła duży wpływ na osobowość przyszłej nauczycielki. Maria garnęła się do dziadka, unikając 4 Tamże. Borkowska G., Czermińska M., Philips U., Pisarki polskie od średniowiecza do współczesności: przewodnik, Wyd. Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000, s. 83. 5 53 Joanna Jabłońska towarzystwa babki, ciotek, a nawet matki. Słabe zdrowie uniemożliwiało jej uczęszczanie na pensję, do której była zapisana. Maria, zagłębiona w lekturach, żyła oderwana od rzeczywistości. Już w wieku ośmiu lat zaczęła pisać wierszyki, wzbudzające podziw otoczenia. Jednak „cudowne dziecko” nie przywiązywało do nich żadnej wagi, gdyż zaraz zapisane kartki służyły jako papiloty do włosów. Po ślubie matki z rządowym leśniczym Józefem Preyerem w lipcu 1868 roku przyszła poetka wraz z matką przeniosły się do Roztok nad Czeremoszem. Choć zmiana otoczenia wyrwała Marię z biblioteki dziadka i przeniosła ją w urokliwe podgórskie krajobrazy, to nadal skazana była na samotność. Matka nie poświęcała czasu wychowaniu jedynej córki. Wszelkie wiadomości, jakie zdobyła, zawdzięczała lekturze i chociaż zakres wiadomości Marii w niejednym kierunku przechodził zakres wiadomości dziewcząt w jej wieku, to jednak brakowało jej systematycznej nauki, którą zapewnia szkoła. W 1869 roku w Kołomyi zmarł dziadek poetki, do końca życia zagłębiony w swych pracach, wyzyskiwany przez wydawców we Lwowie do tego stopnia, że jego majątek przepadł. Wtedy postanowiono przygotować Marię do jakiegoś konkretnego zawodu. Zamieszkała u swojego wuja Marcelego Sławińskiego i pobierała lekcje krawiectwa u byłej zakonnicy, Honoraty Ruszczyńskiej. Jednak po niedługim czasie postanowiono, by zaczęła przygotowywać się do wykonywania zawodu nauczycielki. Luki w wykształceniu wypełniała, korzystając z pomocy dyrektora szkoły ludowej. Podczas pobytu w domu Sławińskiego dokonał się przełom w życiu psychicznym przyszłej poetki, tak silny, że wycisnął charakterystyczne piętno na całej jej twórczości. Z tego względu, że Marceli Sławiński był radnym miejskim i członkiem wszystkich towarzystw oświatowych i kulturalnych Kołomyi, w jego domu gromadzili się przedstawiciele ruchów oświatowych. W ich gronie znajdował się Mieczysław Wąsowicz, prowizor aptekarski i wydawca lokalnego pisemka literacko-społecznego „Jutrzenka”, w którym Maria zadebiutowała wierszem Trzy obrazy Sybiru. To właśnie Wąsowicza szesnastoletnia wówczas Maria obrała sobie za swój ideał. I tak oto pod wpływem jego obywatelsko-patriotycznej działalności napisała kilka poematów o tematyce narodowej. Miłość ta była dla Bartusówny nie tylko pierwszą, ale także jedyną. Z wiersza Do ***, napisanego w 1871 roku, dowiadujemy się, kim był dla niej wybranek: „Czy to ty jesteś? – mogę zapytać? Ty! – Ideale mych jasnych snów! Którego serce pragnie powitać 54 „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny Dwoma wyrazy: Witaj – bądź zdrów!... Zbrzydli mi ludzie, ci ludzie – karły Myślą, uczuciem! – i długo tak Wpośród nich żyłam jak zamarły, W zimowej porze, pod lodem, ptak! Dziś! – ach, dziś cisły zbawienia zorze Gorący promień, – i pęknął lód I serce uczuć zalało morze, I życie wrócił miłości cud! O, to ty jesteś! – bo w tobie płoną Najszlachetniejszych dążności skry, Bo łkaniem twoje wstrząsają łono Naszej ojczyzny więzy i łzy! Bo się natchnieniem twa skroń promieni, Bo narodowy zdobi cię strój, Bo cię ma dusza nad wszystko ceni I w tobie widzi Ideał swój!...”6 W wierszu występuje wiele apostrof skierowanych do mężczyzny. Liczne eksklamacje świadczą o emocjonalnym zaangażowaniu podmiotu lirycznego. Jak pisze Adam Stodor: „I rzeczywiście stał się on ideałem poetki. Pokochała go całym żarem pierwszej miłości, otoczyła czoło jego aureolą poety (W. pisał marne wiersze), ozdobiła ten swój ideał wszelkimi zasłużonymi i niezasłużonymi cnotami, uległa jego wpływowi, przejmowała się jego myślami, poezję swą do jego poglądów dostrajała”7. Najprawdopodobniej Maria nie była Wąsowiczowi obojętna, ale jako człowiek spoglądający na sprawy życiowe z trzeźwością, dążył do zdobycia wyższego i niezależnego stanowiska, nawet za cenę szczęścia osobistego. I tak oto udało mu się dojść do celu; po studiach we Fryburgu uzyskał tytuł doktora. Nasza poetka tłumaczyła sobie odepchnięcie jej miłości szlachetnością charakteru mężczyzny. Silne uczucie miłości, nigdy nieobjawiające się w jej twórczości zmysłowością, kazało jej współodczuwać z ukochanym przez siebie człowiekiem. Rozłąka, o której 6 Cyt. za: Stodor A., Szkic biograficzno-literacki, [w:] Marya B. (Maria Bartusówna), Dzieła, Nakładem Macierzy Polskiej, Lwów 1914, s. 27. 7 Tamże, s. 28. 55 Joanna Jabłońska zdecydował mężczyzna dla celów praktycznych, była przez poetkę idealizowana i traktowana jako wyższe posłannictwo, pełne poświęceń. Nawet późniejsze zrozumienie pomyłki pod tym względem nie zmieniło właściwego stanowiska poetki. Mimo bólu z powodu zawodu i rozczarowania Bartusówna prawie nie znajdywała słów potępiających Wąsowicza. Powściągliwość w relacjach tych dwojga ludzi wyczuwalna jest w ich korespondencji. Maria Bartusówna, pisząc do Mieczysława Wąsowicza z Utrop, rozpoczyna swój list słowami: „Łaskawy Panie!” i podpisuje po prostu: „Marja Bartus”. Następnie, pisząc z tego samego miejsca 25 września 1875 roku, rozpoczyna zwrotem: „Dobry Panie Mieczysławie” i podpisuje się: „zawsze ta sama – Marja”. Wąsowicz w odpowiedzi zwraca się do pisarki słowami „Dobra a zacna Panno Maryniu!” i podpisuje się „szczerze życzliwy – Mieczysław”8. O rękę młodej poetki starał się zamożny urzędnik pocztowy, Franciszek Oleński. Sprzyjała mu matka poetki, więc doszło do zaręczyn, które zostały zerwane, gdyż Maria nie darzyła go uczuciem, czego wyraz dała w cyklu utworów, który można uznać za poemat, Myśli przedślubne. W 1876 roku wydano pierwszy zbiór jej poezji nakładem księgarni Władysława Bełzy. W tym też roku rozpoczęła kurs freblowski. Przez dwa lata pracowała w ochronkach. Następnie mieszkała w Warszawie, gdzie współpracowała z Antonim Odyńcem przy redakcji czasopisma „Kronika Rodzinna”. W styczniu 1878 roku we Lwowie pojawił się Mieczysław Wąsowicz. Podczas kilku spotkań z uwielbianym i ciągle idealizowanym mężczyzną, Maria przekonała się, że Mieczysław jest innym człowiekiem aniżeli ten, który żył w jej wyobraźni. Oświadczył on Marii, że zamierza ożenić się z bogatą Niemką i wyjechać za granicę, gdzie ma otrzymać lepsze warunki niż w kraju. Wyznanie to doprowadziło poetkę do rozpaczy i rozczarowania osobą Wąsowicza. Po zdaniu egzaminu nauczycielskiego, przyjęła posadę wiejskiej nauczycielki w Sokolnikach pod Lwowem. Następnie przeniosła się do Łazan pod Wieliczką, wreszcie do Nienadowej pod Dubieckiem. Tam rozpoczęła najsmutniejszy okres w swoim życiu, pełny wyczerpującej pracy, nieodpowiadającej jej siłom fizycznym9. To czas 8 W zgromadzonych materiałach Biblioteki Narodowej im. Ossolińskich w Warszawie znajduje się korespondencja prywatna Marii Bartusówny z lat 1873-1885, sztuk 129, wśród nich m.in. listy Marii Bartusówny do Mieczysława Wąsowicza, listy Wąsowicza do Bartusówny, duża liczba listów Franciszka Oleńskiego do Marii Bartusówny, jej matki i Józefa Preyera, listy Kamili Oleńskiej do Marii Bartusówny. Korespondencja, tak jak i inne materiały, dostępna jest jedynie w postaci zmikrofilmowanej, a większa część tekstu jest nieczytelna. Trudności nie nastręcza jedynie odczyt nagłówków i dat listów. 9 Mikulski J. A., Maria Bartus (poetka nauczycielka) sylwetka literacka, Wyd. G. Gebethner i Spółka, Kraków 1908, s. 6-12. 56 „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny walki Bartusówny z nędzą i chorobą. W 1882 roku wróciła do Lwowa. Dwa lata później drukiem ukazał się piąty akt dramatu historycznego Wanda oraz poemat o pieśniarzu ludowym Czarodziejska fujarka. W 1885 roku wydano opowiadania Duch ruin i Wiązanka konwalii. Józef Ignacy Kraszewski, zachwycony poematem Wanda, wezwał społeczeństwo do materialnej pomocy poetce. Dzięki temu Bartusówna wyjechała na kurację do podgórskiej miejscowości. Było już jednak za późno i po powrocie zmarła 2 października 1885 roku, licząc zaledwie 31 lat10. 3. Oblicza nieszczęśliwej miłości w twórczości Marii Bartusówny 3.1. Miłość utracona w cyklu sonetów Myśli przedślubne Swoje prawdziwe powołanie literackie Maria Bartusówna odnalazła w poezji kobiecej i zapoczątkowała nowoczesną kobiecą wrażliwość w liryce. Najpełniej wyraziła to w cyklu dwunastu sonetów, napisanych w 1874 roku, zatytułowanych Myśli przedślubne. Cykl ten uznawany jest za jeden z najlepszych, jakie napisano w Polsce w drugiej połowie XIX wieku11. Warto podkreślić, że wiersze te, chociaż opierają się na prawdziwych dylematach poetki, są kreacją literacką, a nie wierszowanym pamiętnikiem. Antoni Jan Mikulski tak pisał na temat tego cyklu: „Myśli przedślubne […] to jedna wielka gama bólu, zwątpienia, rozpaczy, pragnienia śmierci i wzgardy dla człowieka, którego jej jako męża ofiarowano, dla którego miała zrobić ofiarę, aby sobie i matce byt zapewnić”12. Sonety Bartusówny nie traktują o często opisywanej w literaturze niechęci do małżeństwa z niekochanym człowiekiem, ale o ogólnej niechęci do samej instytucji małżeństwa13. Oto jak poetka wyrażała się o dniu ślubu: „Jedna chwila… i słowo straszliwe «na wieki» Łączące dwoje istot ciężkimi łańcuchy Zimnego obowiązku – usłyszy lud tłumny… Na wieki! – szepną blade moich wspomnień duchy, 10 Zob. Brodzka A., Maria Bartusówna 1854-1885, [w:] Kulczycka-Saloni J., Markiewicz H., Żabicki Z. (red.), Literatura polska w okresie realizmu i naturalizmu, t. I, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965, s. 357-365. 11 Zob. Tomkowski J., Safona w szkole, [w:] Tomkowski J. (red.), Samobójcy i marzyciele: O zabijaniu poetów, Wyd. Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego, Kielce 2002, s. 216. 12 Mikulski J. A., dz. cyt., s. 17. 13 Zob. Borkowska G., Pozytywiści i inni, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1996, s. 187. 57 Joanna Jabłońska Odlatując na zawsze – w świat mroczny… daleki… I wywiodą mnie znowu… Czemuż nie do trumny?!”14 Niejedna przyszła panna młoda przeżywa rozterki związane z zamążpójściem. Jednak, jak pisze Grażyna Borkowska, „Żadna inna poetka poza Bartusówną nie miała dość odwagi, by mówić w tak zdecydowany sposób o swoim antypatriarchalizmie, o poczuciu zagrożenia w świecie narzucającym kobietom określone reguły zachowań”15. Jan Tomkowski zauważa, że cykl Myśli przedślubnych zaskakuje odwagą, szczerością oraz oryginalnością metafor. Podważa silnie utrwalony w dotychczasowej literaturze stereotyp, uważający ceremonię ślubu i wesela za uroczystość radosną, dającą przede wszystkim powody do satysfakcji kobiecie16. W Myślach przedślubnych stosunek do instytucji małżeństwa jest zdecydowanie odmienny od obowiązujących konwenansów. W sonetach wybrzmiewa nie tylko sprzeciw wobec uwięzienia duszy, ale też krzyk oznajmujący, że narzucone postępowanie jest niezgodne ze światopoglądem kobiety. Drogę Bartusówny do napisania cyklu Myśli przedślubne otwiera nieodwzajemniona miłość do Wąsowicza, a następnie zaręczyny z niekochanym mężczyzną. W cyklu sonetów bohaterka zostaje skazana, osaczona i postawiona w sytuacji bez wyjścia. Musi ulec swojemu przeznaczeniu, poddać się wymuszonej przez otoczenie ceremonii, której następstwem staje się utrata wolności i nadziei17. Adresatem wypowiedzi jest Bóg. Cały cykl ma charakter spowiedzi. Przedślubne wyznanie porównane zostało do modlitwy Chrystusa w Ogrójcu. I tak oto wieniec panny młodej staje się koroną cierniową, weselny pochód gości – orszakiem pogrzebowym, słowa przysięgi – więziennymi łańcuchami. Wyobraźnia poetki odkrywa zaskakujące powiązania pomiędzy symbolami uroczystości ślubnych a śmiercią. Otóż biel sukni przypomina biel cmentarnych posągów, droga wiodąca do ołtarza drogę prowadzącą do trumny. Miłość nie kojarzy się z namiętnością, wybuchem wielkich emocji czy pożądaniem. Jest raczej pojednaniem, wyciszeniem i spokojem18. Wielokrotnie określana jest „straconą”: 14 Marya B. (Bartusówna M.), Myśli przedślubne, [w:] Taż, Poezje, dz. cyt., s. 14. Borkowska G., dz. cyt., s. 187. 16 Zob. Tomkowski J., dz. cyt., s. 217. 17 Tamże. 18 Zob. Tamże, s. 218. 15 58 „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny „O, miłości! Tyś nie jest bachantką szaloną Ani maską kryjącą ludzkie cele brudne, Lecz gołębiem z oliwną gałązką zieloną, Co niegdyś nad obszary wznosząc się bezludne, Wieścił wybranych garstce, święto serca cudne, O! miłości!... A jednak tyś dla mnie straconą!”19 Alter ego poetki pragnie snu, w którym spełniają się marzenia. Przyszłość jawi się jako „smutna, zimna, surowa i naga, / odarta z wszelkich złudzeń pozłacanej szaty”20. Po raz ostatni odnosi się do swojego serca, bo po ślubie zostanie go pozbawiona. Relacją bez miłości, okresem panowania chłodu i pustki emocjonalnej, będą „zimne przyszłości pustynie”21. Przyszły mąż wzbudza w niej „zabójczą pogardę”. Pisze: „Bierzesz tylko me ciało, lecz nie weźmiesz duszy!” 22. Wyraźnie sprzeciwia się „sprzedawaniu siebie” dla pieniędzy. Przeraża ją świadomość, że do zawarcia małżeństwa wystarczy „cielec złoty”23, że miłość można kupić. Prawdziwa miłość w tak skonstruowanym świecie nie ma racji bytu. Kamila Tuszyńska w artykule na temat strategii niedoczytania utworów Marii Bartusówny zauważa, że poetka zdaje się podzielać zdanie Fryderyka Engelsa, iż małżeństwo jest „najordynarniejszą prostytucją, uprawianą częściej przez kobiety, sprzedające swe ciało raz na zawsze w niewolę”24. Sonet V Bartusówna uczyniła osią całego cyklu. To w nim mowa jest o niechcianym ślubie: „Wkrótce zielony wieniec upną mi u czoła, Ślubna zasłona skryje wypłakane oczy, Orszak strojnych, wesołych rówieśnic otoczy I powiedzie w rozwarte podwoje kościoła”25. Na jego podstawie mówiono o zawartym już ślubie. W końcu utwór przenosi nas w realia ceremonii ślubnej: wianek, welon, druhny, kościół, 19 Marya B. (Bartusówna M.), Poezye, dz. cyt., s. 24. Tamże, s. 19. 21 Tamże, s. 17. 22 Tamże, s. 21. 23 Tamże, s. 13. 24 Cyt. za: Tuszyńska K., Strategie niedoczytania: Maria Bartusówna, [w:] Bąbel A. (red.), Umysły zniewolone. Literatura pod presją, „Napis”, Seria XV, Wyd. DiG, Warszawa 2009, s. 169. 25 Marya B. (Bartusówna M.), Poezye, dz. cyt., s. 14. 20 59 Joanna Jabłońska muzyka organowa, słowa przysięgi. Jednak nie jest to stereotypowe pojmowanie momentu ślubu. Tutaj przysięga małżeńska łączy „dwoje istot ciężkimi łańcuchy”26 i wywołuje u panny młodej marzenia o śmierci. Sonet XIX rozpoczyna się apostrofą do miłości, określonej jako „smutny z niebios strącony anioł”. Anioł miłości błąka się w tłumie i stara się nieść ukojenie, rozniecać płomień miłości. Kobieta przywołuje go do swego serca słowami: „Do mnie!..”. W jej duszy jest miejsce, na którym chce go postawić i otoczyć wieńcem różanym. Róże są kwiatami szczęścia i to szczęścia o charakterze erotycznym. Wielowiekowa tradycja i powszechna praktyka poetycka spowodowały, „że właśnie ten kwiat stał się uniwersalnym ekwiwalentem obrazowym uczucia miłości”27. W utworze Bartusówny wieniec różany ma łączyć „powiędłe sny”, czyli niespełnione marzenia o szczęśliwej miłości. Ów wieniec „uwiądł już dawno”, więc zapewne chodzi o nieodwzajemnione uczucie szesnastoletniej Marii do Wąsowicza. Również kolejny utwór poświęcony jest miłości. Podmiot liryczny wyraża silne przekonanie o jej istnieniu: „Kłamie, kto ci zaprzecza istnienia i bytu! / Kto mówi, że twą postać przybrał cielec złoty”28. Kobieta pielęgnuje w duszy pamięć o miłości, której kiedyś doświadczyła. Wspomina ją słowami: „Widziałam cię przy sobie od dni moich świtu!”29. Tamta miłość była „posłanką niebiosów” – miłością czystą, świętą i wielką: „A byłaś taką czystą – jak kryształ błękitu, A byłaś taką świętą – jak boleść sieroty… Tak wielką, jak pragnienia przeklętej istoty…”30. W powyższym cytacie występuje paralelizm składniowy, a w ostatnim wersie poetka zastosowała elipsę. Powtórzenie „byłaś” ma na celu podkreślenie czasu przeszłego. Zdaje się, że uczucie miłości było mocno idealizowane przez poetkę. Jej miłość była niezrozumiała przez innych ludzi, uznających ją za szaloną. Ostatni sonet jest puentą całego cyklu. Występuje w nim cały zestaw określeń, wyrażających rozpacz w związku ze zdradą wartości. Pojawia się cierpienie, jęk, płacz i zgroza. 26 Tamże. Sikora I., Symbolika kwiatów w poezji Młodej Polski, Wydawnictwo Naukowe US, Szczecin 1987, s. 44. 28 Marya B. (Bartusówna M.), Poezye…, s. 23. 29 Tamże. 30 Tamże. 27 60 „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny 3.2. Uczucie utraty miłości w lirykach Marii Bartusówny W liryce autorki Myśli przedślubnych dominuje wspomnienie miłości bezpowrotnie utraconej, przeważa nastrój smutku i zwątpienia, który został wyrażony także w wierszu Za późno: „Za późno już! Za późno już, Stracony wraca raj! W wieńcu mych snów zabrakło róż, W łzach uwiądł wiosny maj!... […] I serce me po przejściu burz Zapadło w martwy sen… Nie dla mnie już, nie dla mnie już Anielski oddźwięk ten! Zamilknij więc, jak milczy ból, Co w piersi mojej wre! Świat wdzięcznych masek, sztucznych ról, Nie prawdy od nas chce! […]”31 W pierwszym wersie występuje powtórzenie, podkreślające przeszłość i wprowadzające w stan zamknięcia i milczenia. Słowami „w wieńcu mych snów zabrakło róż” Bartusówna wyraziła brak szczęścia w swoim życiu. Słowa „w łzach uwiądł wiosny maj” sugerują, że beztroski czas młodości dobiegł końca. Tak często pojawiające się w lirykach poetki martwe kwiaty symbolizują przemijanie życia ludzkiego32. Osoba mówiąca w wierszu, tak jak sama autorka, jest rozczarowana młodzieńczą miłością. Miejsce miłości w sercu bohaterki zajmuje teraz sarkazm i obojętność33. Do nieodwzajemnionej miłości podmiot liryczny bezpośrednio przyznaje się w wierszu On mnie nie kocha. Bohaterce w cierpieniu towarzyszą nawet gwiazdy, co świadczy o wszechogarniającym smutku z powodu nieszczęśliwej miłości podmiotu lirycznego: „Przed nią na niebie, Gwiazdy tlejące łagodnie 31 Tamże, s. 52-53. Zob. Kopaliński W., Słownik symboli, Wyd. „Wiedza Powszechna”, Warszawa 1990, s. 184. 33 Zob. Kozłowska E., „Smutna nade mną gwiazda świeciła…” Główne motywy twórczości lirycznej Marii Bartusówny, [w:] J. Rusin, K. Maciąg (red.), Literatura i jej konteksty. Prace ofiarowane Profesorowi Czesławowi Kłakowi, Wyd. Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2005, s. 166. 32 61 Joanna Jabłońska Smutnie mówiły do siebie, Świeciły jak na pogrzebie, Blade pochodnie!...” 34 Towarzyszący kobiecie anioł młodości płakał, żegnając westchnieniem „złote sny szczęścia, miłości”. W kolejnej strofie mowa, o tym, że niekochaną kobietę uniósł bieg życia, przez co zamknęła w piersi żale i w kamiennym krysztale łzy. Słowa te można interpretować jako zaznanie spokoju, jedynie czasami powrócą wspomnienia: „Czasami głucho zaszlocha – Duch, co w pomroce i pyle Duma na wspomnień mogile: On mnie nie kocha!”35 Motyw nieodwzajemnionej miłości pojawił się także w poemacie Opryszek, wydanym w 1876 roku. Jego akcja dzieje się w górach Huculszczyzny, czyli części dawnego województwa stanisławowskiego, obszarze położonym w górnym dorzeczu Prutu i Czeremoszu w Karpatach Wschodnich. U podstaw poematu Bartusówny oprócz lektury dzieł Romantycznych leży przygoda życiowa przyszłej poetki. Otóż w latach pensjonarskich autorka Powitania gór miesiące wakacyjne spędzała u wujostwa we wsi Pistynia nieopodal Kołomyi. Podczas jednej z samotnych wycieczek podgórskich „panience” zastąpili drogę dwaj Huculi, ojciec i syn. Starszy góral, wójt wsi Pistynia, zaproponował Marii małżeństwo z jego synem. Propozycję, popartą uporczywym żądaniem, ponowili Huculi wobec krewnych dziewczyny, która przerażona czym prędzej opuściła tę wieś36. Podobny motyw nieodwzajemnionej miłości panienki do Hucuła występuje w poemacie Opryszek. Jak pisze Jan Orłowski: „W zamyśle autorki anielska dziewczyna («Anioł boży – nie panienka») ma sprowadzić na drogę cnoty opryszka, «upadłego anioła», w którym drzemie ukryta «piękna dusza». Szlachetne porywy w duszy opryszka budzi nie tylko miłość, wrażliwe sumienie, ale również i piękno natury, wśród której przebywa”37. 34 Marya B. (M. Bartusówna), dz. cyt., s. 118. Tamże, s. 119. 36 Stodor A., dz. cyt., s. 26. 37 Orłowski J., Motywy ukraińskie w poezji Marii Bartusówny, s. 20, [w:] http://www.panol.lublin.pl/wydawnictwa/TZwiaz2/Orlowski.pdf. [dostęp: 20.07.2016 r.] 35 62 „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny 4. Podsumowanie Maria Bartusówna w swoim życiu doświadczyła uczucia idealnie wpisującego się w model romantycznej miłości. Jako szesnastoletnia dziewczyna pogrążona w lekturach, pozostawiona przez najbliższych, niewłaściwie ulokowała swoje uczucia. Wybór jej serca padł na człowieka wykształconego i ambitnego, który sprawy uczuciowe odstawił na dalszy plan, dążąc do uzyskania wyższego wykształcenia i dobrej posady. Po latach okazało się, że idealizowany mężczyzna ożenił się z bogatą Niemką. Wiadomość ta była wielkim ciosem dla wrażliwej i samotnej pisarki. Rozpoczęła okres zgorzknienia, smutki i melancholii, który towarzyszył jej do końca życia. Poetka nie była w stanie odwzajemnić szczerego uczucia, jakim darzył ją Franciszek Oleński. Jako człowiek uczciwy, ale nie dość wykształcony, niezwiązany z literaturą, nie mógł wywrzeć na niej wrażenia. Swoje zniechęcenie do jego osoby upamiętniła w cyklu dwunastu sonetów. Postanowiła poświęcić się edukacji, pracy literackiej i szerzeniu oświaty, co przypłaciła najwyższą ofiarą. W lirykach Za późno i On mnie nie kocha wyraziła swoje nieszczęście, spowodowane nieodwzajemnioną miłością. Miłość w twórczości Marii Bartusówny jawi się jako „smutny z niebios strącony anioł”, który bezskutecznie roznieca płomień miłości wśród ludzi. Literatura Borkowska G., Czermińska M., Philips U., Pisarki polskie od średniowiecza do współczesności: przewodnik, Wyd. Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000. Borkowska G., Pozytywiści i inni, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1996. Brodzka A., Maria Bartusówna 1854-1885, [w:] Kulczycka-Saloni J., Markiewicz H., Żabicki Z. (red.) Literatura polska w okresie realizmu i naturalizmu, t. 1, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965. Dunaj B. (red.), Popularny słownik języka polskiego, Wyd. WILGA, Warszawa 2002. Kopaliński W., Słownik symboli, Wyd. „Wiedza Powszechna”, Warszawa 1990. Kozłowska E., „Smutna nade mną gwiazda świeciła…” Główne motywy twórczości lirycznej Marii Bartusówny, [w:] Rusin J., Maciąg K. (red.), Literatura i jej konteksty. Prace ofiarowane Profesorowi Czesławowi Kłakowi, Wyd. Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2005. Marya B. (Bartusówna M.), Myśli przedślubne, [w:] Taż, Poezje, Nakładem Księgarni Wł. Bełzy, Lwów 1876. Mikulski J. A., Maria Bartus (poetka nauczycielka) sylwetka literacka, Wyd. G. Gebethner i Spółka, Kraków 1908. 63 Joanna Jabłońska Piwińska M., Miłość, [w:] Bachórz J., Kowalczykowa A.. (red.), Słownik literatury polskiej XIX wieku, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2009. Sikora I., Symbolika kwiatów w poezji Młodej Polski, Wyd. Naukowe US, Szczecin 1987. Stodor A., Szkic biograficzno-literacki, [w:] Maria Bartusówna, Dzieła, Nakładem Macierzy Polskiej, Lwów 1914. Orłowski J., Motywy ukraińskie w poezji Marii Bartusówny, dostępny w Internecie: http://www.pan-ol.lublin.pl/wydawnictwa/TZwiaz2/Orlowski.pdf. [dostęp: 20.07.2016] Tomkowski J., Safona w szkole, [w:] Tomkowski J. (red.), Samobójcy i marzyciele: O zabijaniu poetów, Wyd. Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego, Kielce 2002. Tuszyńska K., Strategie niedoczytania: Maria Bartusówna, [w:] Umysły zniewolone. Literatura pod presją, „Napis”, Seria XV, red. A. Bąbel, Wyd. DiG, Warszawa 2009. „Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny Streszczenie W artykule zaprezentowano motyw miłości utraconej w życiu i twórczości Marii Bartusówny – poetki i nauczycielki epoki pozytywizmu. Wybrańcem jej serca został Mieczysław Wąsowicz – prowizor aptekarski i wydawca lokalnego pisma literacko-społecznego „Jutrzenka”, w którym poetka zadebiutowała. W opracowaniu odniesiono się do miłości romantycznej. Przedstawiono biografię pisarki i osobę Mieczysława Wąsowicza. Poprzez analizę cyklu sonetów Myśli przedślubne i innych utworów starano się ukazać oblicze miłości utraconej. Wzięto także pod uwagę korespondencję Marii Bartusówny oraz wypowiedzi na temat miłości w jej twórczości wyrażone przez wybitnych badaczy. Wnikliwa analiza biografii i utworów pozwoliła na dojście do wniosku, iż nieodwzajemniona miłość, jakiej doświadczyła poetka, wpisuje się w ideał miłości romantycznej i pozostawiła do końca życia ślad w sercu poetki. Słowa kluczowe: Maria Bartusówna, miłość, utrata, cierpienie. 64 Bartłomiej Borek1 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego 1. Wstęp Omówienie problematyki narcyzmu w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego – do tej pory pomijanej w badaniach literaturoznawców – wymaga na początku streszczenia i interpretacji znanych narracji o losach mitycznego Narcyza. W dalszej części proponuję skonfrontowanie dziejów feerycznego młodzieńca z anielską kreacją bohatera poematu młodopolskiego i ukazanie tej postaci w świetle psychoanalizy Zygmunta Freuda. W niniejszym artykule zostanie przedstawiona interpretacja, która utożsamia tytułowego bohatera poematu z „ja” Lucyfera, a nie „ja” lucyferycznym, czyli alter ego autora W mroku gwiazd. Taka metoda interpretacyjna pozwala na odczytanie Niedokonanego w znacznie szerszym kontekście kulturowym. Badaczami analizującymi kreację Niedokonanego w duchu obranej przeze mnie drogi są m.in.: Czesław Latawiec2, Wojciech Gutowski3, Jan Tomkowski4, Artur Jocz5, Krystyna Bezubik6, Tomasz Staniszewski7. Literaturoznawcami, którzy przyjęli inną perspektywę interpretacyjną, pozwalającą na rozpoznanie tekstu Micińskiego w kontekście „ja” 1 [email protected], Instytut Filologii Polskiej, Wydział Humanistyczny, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, www.umcs.pl. 2 Zob. Latawiec Cz., Introdukcja, [w:] Miciński Tadeusz, Pisma pośmiertne, t. I, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 1931. 3 Zob. Gutowski W., Wprowadzenie do Xięgi Tajemnej. Studia o twórczości Tadeusza Micińskiego, Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej, Bydgoszcz 2002. 4 Zob. Tomkowski J., Świat gnozy Tadeusza Micińskiego, [w:] Młoda Polska: legendy i światopoglądy, red. Bujnicki T., Illga J., Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego , Katowice 1983. 5 Zob. Jocz A., Przypadek „osy rozbójniczej”. Rozważania o gnostycyzmie i neognozie w literaturze polskiej przełomu XIX i XX wieku, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 2009. 6 Zob. Bezubik K., Tatry huczą gnozą! O gnozie w twórczości prozatorskiej Tadeusza Micińskiego, Nomos, Kraków 2013. 7 Zob. Staniszewski T., Gnostycka wizja Lucyfera w poemacie „Niedokonany” Tadeusza Micińskiego, [w:] Oblicza gnozy, pod red. Przybył E., Nomos, Kraków 2000. 65 Bartłomiej Borek lucyferycznego (uznanie głównego bohatera za człowieka o naturze lucyferycznej), są m.in. Jarosław Ławski8 i Edward Boniecki9. 2. Zraniony narcyzm 2.1. Narracja Owidiusza Zachowały się trzy pierwotne warianty mitu o Narkissosie10. Każda z nich zawiera analogiczne i dychotomiczne sekwencje dziejów tytułowego bohatera mitu. Powszechnie obowiązująca wersja opowiadania została spisana przez Publiusa Ovidiusa Nasona – znanego współcześnie jako Owidiusz – w Metamorfozach. Narracja Owidiusza rozpoczyna się profetyczną wizją Tejrezjasza, starca, który otrzymał możliwość obcowania we własnym ciele z pierwiastkiem męskim i kobiecym11, co przyczyniło się do jego późniejszej kary, jaką była utrata wzroku. Wieszcz wprowadza do świata mitów postać feerycznego młodzieńca imieniem Narcyz. Efeb ten był zjawiskowym stworzeniem. Rozkochiwał w sobie zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Jego uroda przyciągała jednako samotnych i zakochanych. Nie dziwi więc, że najbardziej predysponowany do zaprezentowania postaci Narcyza, który zajmuje „pozycję pośrednią pomiędzy biegunami ludzkiej płciowości”12, został właśnie Tejrezjasz. Symetrię pomiędzy nim a Narcyzem dopełnia kierowana przez niego do młodzieńca przestroga przed ujrzeniem siebie jako obiektu pożądania. Starzec ma świadomość, że 8 Zob. Ławski J., Wyobraźnia lucyferyczna. Szkice o poemacie Tadeusza Micińskiego „Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni”, Trans Humana, Warszawa 1995. 9 Boniecki E., Duch się we mnie wichrzy. Tadeusz Miciński wobec zagadki człowieka, Sic!, Warszawa 2000. 10 Narkissos to transliteracja greckiego imienia Νάρκισσος, które w języku polskim odczytywane jest jako Narcyz. Warta podkreślenia jest etymologia tego słowa: rdzeń Νάρκη, oznacza – jak pisze Remigiusz Popowski w Wielkim słowniku grecko-polskim Nowego Testamentu (s. 407) – ‘zdrętwienie’, ‘zesztywnienie’, ‘martwotę’, ‘paraliż’. Od imienia Narkissosa pochodzą obecnie takie wyrazy, jak: narkomania, narkotyk, narkolepsja, a samo słowo ma konotacje pejoratywne. 11 Mając na myśli oba pierwiastki płci, myślę o karze, jaka spotkała Tejrezjasza za wykroczenia, których się dopuścił. Według pierwszej relacji ujrzał on nagą Atenę, co przyczyniło się do wejrzenia w dziedzinę boskiej wiedzy niedostępnej dla śmiertelników. Po incydencie starzec traci wzrok. Druga relacja wspomina o tańcu godowym węży, które zostały rozdzielone kijem wieszcza. Za karę został on przemieniony w kobietę na siedem lat. Po upływie tego czasu powtórzył ten czyn, by znów stać się kobietą. Na Olimpie w tym czasie doszło do sporu na temat tego, która z płci ma większą rozkosz podczas aktu seksualnego. Zapytano o to Tejrezjasza, który wyjawił, że kobiece doznania przerastają dziewięciokrotnie silniej rozkosz mężczyzny. Hera za wyjawienie tej prawdy ukarała Tejrezjasza utartą wzroku. Zob. Niekrasz A., Bogowie Olimpu też są niepełnosprawni, „Echo Życia”, 25 (2013), s. 34-35. 12 Sikora T., EUOI. Studia z symbolizmu i metaforyzacji katoptrycznej, Nomos, Kraków 2004, s. 192. 66 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego dobywając poznania, które nie jest dane zwykłym śmiertelnikom, syn Liriope narazi się na boską karę. Do Tejrezjasza, nieomylnie ogłaszającego przyszłe losy, przybywa matka Narcyza, która pyta o przyszłość młodzieńca: „czy dorośnie, czy dojdzie lat sędziwych?”13. Otrzymuje odpowiedź pobrzmiewającą tajemnicą: „Jeśli siebie nie pozna”14. Mijają lata. Przepowiednia, nadal będąc niezrozumiałą, nie wpływa na życie Narcyza. Dumny z siebie i ze swojego uroku, szesnastoletni już wtedy efeb zostaje zauważony przez nimfę Echo. Ta, przepełniona miłością, pragnie wyrazić swoje uczucie, które okazuje się uniesieniem skazanym z góry na odrzucenie. W odpowiedzi na zaloty Echo zostaje odtrącona. Los boginki podzielali i inni, dlatego ofiary – właściwie to jedna z nich – zapragnęły kary dla swego oprawcy. Wzniesiono prośbę do bogini Nemezis: „Niech i on kocha, nie będąc kochanym”15. Słowa zostają wysłuchane: „Słuszną tę prośbę spełniła Ramnuzja. Było źródło przejrzyste, srebrzące się blaskiem, którego ani pasterze, ani górskie kozy nie t ykał y, ani żadna trzoda. Ptak nie musnął go w locie, zwierz nie mącił lustra, ani sucha gałązka spadająca z drzewa […] żaden promień słońca żarem nie tknął tego miej sc a”16. Strudzony zajęciami dnia Narcyz przysiada nad źródełkiem, chce ugasić pragnienie, gdy „nagle inne pragnienie w nim się obudziło”17. Patrząc w wodne zwierciadło, zaczyna podziwiać własne odbicie, uważając je za żywą istotę. Kara jest o tyle dotkliwa, że nie pozwala na spełnienie pragnień, jakie mieszczą się w sercu zakochanego: „O, ileż razy zbliża usta do zwierciadła wody! Ile razy zanurza w wodzie ręce, by objąć za szyję, nie może sam uścisnąć siebie. Nie wie, co widzi, lecz to, co widzi, go spala. 13 Owidiusz, Metamorfozy, ks. III, w. 347, przeł. Kamieńska A., Stabryła S., Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Kraków 2002. 14 Tamże, w. 348. Odczytanie słów Tejrezjasza można potraktować dwupłaszczyznowo: poznanie wizualne – spojrzenie na siebie – lub poznanie gnostyckie, polegające na ujrzeniu w sobie Pleromy, czyli pełni / światła. 15 Owidiusz, dz. cyt., w. 405. 16 Tamże, w. 406-413. 17 Tamże, w. 414. 67 Bartłomiej Borek Błąd łudząc oczy błąd podsyca. Niemądry, czemu daremnie chwytasz ulotne odbicie?”18. Skonfundowany tym, co ujrzał w wodnej tafli, nie ma świadomości, że przygląda się jedynie złudzeniu, projekcji zwodniczego zmysłu. Narcyz chce widzieć w wodnym zwierciadle kogoś innego, dlatego postrzegając swe własne odbicie, „przekształca się w innego”19. Nie posiada jednak wiedzy, która umożliwiłaby mu zrozumienie, że w momencie odejścia od zwierciadlanej toni zginie razem z nim jego ukochany: „To, co widzisz, jest niczym, co kochasz, zginie, kiedy się obrócis z” 20. Narcyz, nie mogąc połączyć się z tym, którego podziwia i kocha, decyduje się na akt samounicestwienia: „[…] bił rękami w piersi […] ostatnie słowa wyrzekł patrząc w wodę – żegnaj! […] ciemność zamknęła mu oczy”21. Kiedy niespełniony po miłosnym zawodzie udaje się do Hadesu, by tam w samotności dalej odbywać swoją karę, na powierzchni pozostaje po nim jedynie wspomnienie w postaci „kwiatu barwy szafranu z płatkami białymi dokoła”22. 2.2. Narracja Konona Historia Narcyza została przedstawiona również w innej relacji, tzw. wersji boeckiej, w której grecki pisarz Konon ukazuje losy młodzieńca w różny od Owidiuszowego sposób. Elegik do historii dziecka Liriope wplata wątek miłości homoseksualnej. „Gardzący Erosem”23 Narcyz, mężczyzna o urzekającej urodzie, jest obiektem westchnień zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Przepełniony dumą, odrzuca każdego, kto darzy go uczuciem. Tym, który nie zrezygnował z miłości do Narcyza, był Ameniusz. Po wielu nieskutecznych próbach, nie mogąc pogodzić się z odrzuceniem i z tym, że Narcyz jednocześnie go „upokorzył, wysyłając 18 Tamże, w. 428-429. Sikora T., dz. cyt., s. 196. 20 Owidiusz, dz. cyt., w. 447-448. 21 Tamże, w. 481-482. 22 Owidiusz, dz. cyt., w. 510-511. 23 Graves R., Mity greckie, przeł. H. Rzeczkowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992, s. 251. 19 68 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego […] miecz, z poleceniem, by się tym mieczem zabił”24, popełnia samobójstwo. Przed autodestrukcją decyduje się na akt zemsty wobec krzywdziciela. Zasyła do bogów prośbę o zesłanie na niewdzięcznego Narcyza kary: „Usłyszała tę prośbę Artemida i sprawiła, że Narcyz się zakochał, ale nie mógł zaznać spełnienia swej miłości”25. Narcyz – jak opisał to również Owidiusz – skłoniwszy twarz ku powierzchni źródła, patrzy na odbijającą się w nim postać i zakochuje się w niej. W wyniku powierzenia serca iluzji zostaje uwięziony we własnym odbiciu. Staje się swoim pierwszym i jedynym kochankiem. Po okresie podziwu w życiu Narcyza nadchodzi moment uświadomienia sobie, że ten, którego pokochał, jest jedynie jego odbiciem, cieniem, który zniknie wraz z nim, gdy odstąpi od wody. Nie mogąc pokonać myśli o utracie ukochanego, „W końcu zabił się zmuszony rozpaczą i rozumiejąc, że słusznie cierpi za odrzucenie miłości Amejniosa”26. Warto wspomnieć, że wersja Konona powtarza fragment końcowy, który znalazł swoje rozwinięcie u Owidiusza, powielający motyw kwiatowego wspomnienia: „Mieszkańcy tej krainy [Boecji] uważają, że kwiat narcyz narodził się z ich ziemi tam, gdzie wylała się krew Narcyza”27. 2.3. Narracja Pauzaniasza Trzecią relacją o Narcyzie jest historia opowiedziana przez Pauzaniasza w Wędrówce po Helladzie. Wyraźnie odmienna, lecz wysoce komplementarna względem poprzednich relacji, rozpoczyna się od zasygnalizowania nie pojedynczego bohatera mitu, a bohaterów bliźniaczych: „Oboje mieli takie same włosy, tak samo się ubierali i razem polowali”28. Miłość między rodzeństwem była uczuciem niezwykle silnym. Brat zakochany był w swej siostrze na sposób kazirodczy. Gdy miłość 24 Pospiszyl K., Narcyzm: drogi i bezdroża miłości własnej, WSiP, Warszawa 1995, s. 15. Tamże, s. 251. 26 Tamże. 27 Graves R., dz. cyt., s. 251. 28 Pauzaniasz, Wędrówki po Helladzie: U stóp boga Apollona, przeł. Niemirska-Pliszczyńska J., Podbielski H., Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Warszawa 2005, s. 250. 25 69 Bartłomiej Borek rodzeństwa rozkwitała, do sielskiego obrazka domalowana została kostucha. Siostra Narcyza umiera i pozostawia go samego. Warto zauważyć, że relacje o Narcyzie powtarzają motyw kojenia, który wyeksplikowany w tej narracji został jako gest, pozwalający bohaterowi kontynuować peregrynację po świecie: „Narcyz kochał ją bardzo, a ujrzawszy się, po jej śmierci, w źródle, uległ złudzeniu, że widzi swą siostrę, co koiło jego smutek29.” Młodzieniec, by żyć po stracie najważniejszej w swym życiu osoby, pozwala wodnemu złudzeniu na łagodzenie straty. Pomimo świadomości tego, czym jest odbicie, decyduje się na odrzucenie prawdy i zmniejszanie swego smutku przy każdym kolejnym spojrzeniu w wodną toń, co sugeruje Stanisław Jaworski, parafrazujący Pauzaniasza. Jednak: „Wkrótce przekonał się o pomyłce, odtąd […] często spoglądał w wody źródlane, aby pocieszyć się po swojej stracie30.” 3. Narcyz a Niedokonany Narcyz w relacji Owidiusza i Konona został przedstawiony jako mężczyzna odrzucający miłość otrzymaną od tych, którzy darzyli go uczuciem. Identycznie rzecz ma się z Lucyferem Micińskiego, który pomimo wysokiej rangi w niebie decyduje się na jej odtrącenie. Niedokonany wyjaśnia, że zostaje znieważony i wyrzucony przez chęć poznania: „Zwarły się groźne i nieprzystępne przepaście, wśród których szedłem czując, że za widnokręgiem są prawdy wiekuiste i boskie , których nie poznałem […] Demon milczenia, splótłszy ręce, patrzy w moje obumarłe i szaleństwem księżyca zachodzące oczy — nakłada pieczęci na groby tajemnic, których na wieki nie otwarłe m” 31. 29 Jaworski S., Narcyz, [w:] Mit, człowiek, literatura, red. Stabryła S., Gomulicka B., Piasecki T., PWN, Warszawa 1991, s. 135. 30 Tamże. 31 Jaworski. S., dz. cyt., s. 86. 70 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego Grzech Lucyfera polega na tym, że podobnie jak Tejrezjasz, który miał możliwość wejrzeć w dziedzinę boskiej wiedzy, chciał dorównać Bogu i poznać niepoznawalne tajemnice. W rezultacie podjętych przez bohatera poematu działań zostaje on zdegradowany, a Boska Siła odbiera mu miłość, która do tej pory czyniła go wielkim. Kiedy przywołujemy postać Narcyza z relacji Owidiusza, musimy pamiętać, że ważną rolę odegrała w nim również nimfa Echo. Boginka, tak jak Narcyz czy Niedokonany, odrzuca tych, którzy chcą jej szczęścia. Odtrącając miłość bożka Pana, zostaje ukarana, traci Narcyza i własne życie. Narcyz Owidiusza, odrzucając Echo, w sposób symetryczny podziela jej los. Niedokonany, odrzucając miłosierdzie Boga, traci miłość swego brata – Jezusa, a podczas próby odzyskania tego, co bezpowrotnie utracił, ginie. Bardzo ciekawą motywicznie paralelą pomiędzy Narcyzem a Niedokonanym jest scena, w której obaj patrzą w zwierciadło i dostrzegają w nim cień: „To, co widzisz, jest odbitym cieniem obrazu, nie ma własnego bytu”32, „Na wyszlifowanej, jak zwierciadło ścianie otchłani widzę Cień”33. Jak zostało już powiedziane, Narcyz chce widzieć w swym cieniu kogoś innego; pragnie, by odbicie było rzeczywiste. Zastanawiające jest, że Lucyfer Micińskiego rozwija w identyczny sposób pojmowanie swego cienia z części alfa, jak Narcyz. Tak samo jak młody efeb rozmawia z nim i zanosi do niego prośby. Mówi: „proszę Cienia Mojego, aby mnie zabił”34. Przywoływany co pewien czas motyw źródła kryje w sobie jeszcze jedną możliwość interpretacyjną. Oddzielone od świata, niemuskane przez żadne zwierzę czy nawet liść drzewa, „niewinne leśne źródełko jest w istocie okiem Hadesu […] odgałęzieniem wód Styksu”35, jest miejscem, w którym znajduje się Niedokonany patrzący w ścianę, będącą taflą źródła, nad którym pochyla się Narcyz. Syn Liriope i Niedokonany tworzą w tym momencie symetrię, ruchową zborność, jeden staje się odbiciem drugiego. Analiza Niedokonanego w kontekście mitu o Narcyzie według Owidiusza ukazuje czytelnikowi Lucyfera, który przez odrzucenie bożej miłości traci jednocześnie miłość braterską. Nie godząc się z zastaną sytuacją, Lucyfer podejmuje bunt, który kończy się wyrzuceniem z nieba. Przemierzający Ziemię starszy brat Jezusa uświadamia sobie, że 32 Owidiusz dz. cyt., w. 481-482. Miciński T., Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni. Poemat, [w:] Poematy prozą, oprac. W. Gutowski , Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985, s. 74. 34 Tamże, s. 125. 35 Sikora T., dz. cyt., s. 197. 33 71 Bartłomiej Borek zaprzepaścił wszystko to, na czym mu zależało. Utracił przede wszystkim brata, którego zaczyna zastępować swym własnym odbiciem, przez które zagubi realny byt i, tak jak mityczny bohater, zaczyna podziwiać siebie, a nawet tytułować: „Król przeto imię moje – Pan Konaj ącyc h – Archanioł pych y – Zatraciciel – a wszechświat zapomniał imienia mego, które jest Niedokonan y!”36 W wersji Konona kluczowym problemem wydaje się odtrącenie przez Narcyza miłości. Czyn wyparcia się uczucia powoduje niejako uwięzienia boga Erosa. Zbrodnia, jakiej dopuszcza się Narcyz, polega na tym, że nie podporządkowuje się on woli wyższego od siebie, przez co detronizuje boga z urzędu. Przejdźmy teraz do interpretacji mitu podanego przez Pauzaniasza. Pierwsze odczytanie tekstu sprawia wrażenie, jakby autor nie mógł uwierzyć w naiwność Narcyza, w to, że zakochał się on we własnym odbiciu i dlatego – pozornie – racjonalizuje tę historię przez umiejscowienie w niej siostry bliźniaczki. Miłość Narcyza, pomimo że skierowana do odbicia, tak naprawdę byłaby zorientowana w stronę siostry, której wizerunek znajdował się w portrecie własnym bohatera – z racji bliźniactwa. W micie tym użyty zostaje, w odniesieniu do siostry Narcyza, grecki rzeczownik z rodzajnikiem żeńskim – he pais, które tłumaczy się na ta dziecko. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Pauzaniasz tym samym rodzajnikiem – w liczbie mnogiej – nie określił pary rodzeństwa – he paides. Starożytny pisarz, przez użycie tego rodzaju gry słów, uświadamia czytelnikowi, że pomimo wieku dorosłego, płciowość dwojga nie została jeszcze określona, że „społeczne dystynkcje służące określeniu pożądanego dystansu płciowego”37 nie naruszyły jeszcze rodzeństwa, zatem ich płeć jest płcią wspólną, tą samą. Tragedia Narcyza rozpoczyna się w momencie śmierci siostry, gdyż „razem są idealnie komplementarni mocą niezróżnicowanego Erosa”38, bez siostry Narcyz jest po prostu niepełny. Młodzieniec, wpatrując się w taflę wody, dostrzega w niej swoją postać, a właściwie odbicie siostry, które chce widzieć. Jest ono iluzoryczne i nie pozwala Narcyzowi na osiągnięcie pełni doskonałości. 36 Miciński T., dz. cyt., s. 75. Sikora T., dz. cyt., s. 199. 38 Tamże, s. 199. 37 72 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego Jak wynika ze starożytnego tekstu, bohater mitu nigdy nie osiągnie dojrzałości płciowej, przez co jego płeć nie zostaje wyróżniona. Takie zakończenie interpretacji mitu zdaje się być niepełne. Pauzaniasz, znający przecież prace Platona takie jak Uczta, nie mógł pominąć fascynacji tego myśliciela pierwotną androgynią. Uważam, że właśnie w tym odwiecznym problemie coincidentio oppositorum (zbiegu przeciwieństw) kryje się właściwe odczytanie starożytnego tekstu. W myśl idei androgynizmu działanie podjęte przez Narcyza nie jest próbą odzyskania siostry, a dotarciem do doskonałego stanu sprzed podziału płci. Narcyz, dający odbicie w wodzie, oczekuje zobaczenia w wodnym zwierciadle postaci siostry sprzed śmierci. Można przypuszczać, że chce wniknąć głębiej, pragnie dostrzec w odbiciu moment sprzed ich narodzin. Wiadomym powszechnie jest fakt, że bliźniaki powstają z jednej komórki jajowej, więc ich stan w starożytności najbardziej przypominał świętą androgynię. Możliwe, że źródlane zwierciadło staje się wrotami łona, a głębiny Styksu okazują się płodowymi wodami mitycznego praembrionu, w którym Narcyz niestety nie ujrzy wyczekiwanego stanu. Nie ma on możliwości osiągnięcia pełni przez to, że odrzuca odgórnie ustalone prawa, a dla takich wizje tego typu są wyłącznie „wodami śmierci”39. Portret Narcyza w wersji Pauzaniasza niezwykle wyraźnie odbija się w kreacji Lucyfera Tadeusza Micińskiego. Zauważmy, że Niedokonany jest tym, który pragnie osiągnięcia pełni, chce dobycia boskiej iskry. Nosicielem pełni, której tak pragnie tytułowy bohater poematu, można stać się nie tylko przez wniknięcie w tajemnicę za pomocą wiedzy, ale też przez połączenie z Tym, który doświadczył pełni, czyli z Jezusem. Niedokonany w części czternastej poematu daje Emanuelowi wskazówki, które pozwolą na osiągnięcie tego stanu przez „poznanie siebie”40, a w rezultacie oswobodzenie upadłego brata. Nieszczęśliwie dla Niedokonanego nie zostaje ona spełniona, Jezus nie przychyla się do sugestii upadłego anioła i nie przyjmuje roli Androgyna. Podsumowując problematykę narcystyczną ujawniającą się w kreacji Lucyfera Micińskiego, należy zacząć od wyjaśnienia, że „przemieszczenie” mitu, o którym w swoich pracach pisze Northrop Frye, polega na oglądaniu siebie w postaci innej osoby. Lucyfer istnieje dlatego, że istnieje Jezus. Podziwia Go, ogląda się w nim, a jednocześnie tęskni za nim, bo Go utracił. Narcyz przyglądający się tafli wody i widzący w niej swoje odbicie dostrzega postać siostry. Symetrycznie Niedokonany, wpatrujący się 39 40 Zob. Sikora T., dz. cyt., s. 199. Miciński T., dz. cyt., s. 101. 73 Bartłomiej Borek w Jezusa, zauważa w nim siebie, tego kim był, kim mógł być przed buntem. Zbrodnia Niedokonanego, jak i Narcyza, polega przede wszystkim na tym, że sprzeciwili się Bogu. I Narcyz, i Niedokonany odrzucają miłość. Niedokonany dodatkowo wyzbywa się możliwości zbawienia. Efeb sprzeciwia się Erosowi, Lucyfer Micińskiego Bogu Jahwe. Czyn ten powoduje, że obaj są dla siebie jakby bogami. Kończąc rozważania na temat powiązań Niedokonanego z narcyzmem antycznym i przechodząc do spojrzenia psychoanalitycznego, warto jeszcze nawiązać do gnostyckiej relacji o powstaniu świata. Motyw stworzenia znany z relacji Poimandresa dostarcza czytelnikowi informacji na temat motywu genesis: „I tak ten, który miał władzę nad [wszystkim], co śmiertelne w kosmosie i nad nierozumnymi żywotami, przybliżył twarz swą do Harmonii i przedarł się przez jej siłę, ukazując dolnej Naturze piękną Formę Boga. I gdy ujrzała ona piękno Formy, którym nigdy nie można się zaspokoić oraz jego, który [teraz] posiadał w sobie każdą energię [wszystkich siedmiu] Zarządców, jak też i Formę [samego] Boga, uśmiechnęła się z M IŁOŚCIĄ. Było to jakby w lustrze swej Wody ujrzała obraz Człowieka naj piękniej szego, a na powierzchni swej Ziemi jego cień. On zaś ujrzawszy w niej, w jej Wodach for mę do swoj ej podobn ą, pokochał ją i chciał w ni ej zamieszka ć”41. Możliwe, że inspiracją dla tej narracji mógł być właśnie mit o Narcyzie. Wydaje się to tym bardziej prawdopodobne, gdy zestawimy go w szczególności z relacją Pauzaniasza, gdzie brat po stracie siostry łagodzi swoją tęsknotę przez oglądanie jej – a tak naprawdę siebie – w wodnym zwierciadle. Narcyz pragnie połączyć się z siostrą, analogiczny obraz pojawia się również we fragmencie gnostyckiego tekstu. Natura i Człowiek pragną zespolenia w jedno. Narcyz urzekał pięknem, pięknem obezwładnia również osoba nad wodą, będąca bohaterem cytowanego powyżej fragmentu, który wszedł w skład Corpus Hermeticum. Połączenie Natury i Człowieka, który posiadł wiedzę i poznanie, przyczynia się do ruchu „wzwyż”. Tylko przez takie połączenie bohater 41 Poimandres, Poimandres.pdf. http://aetherius.pl/wp-content/uploads/2013/10/Corpus-Hermeticum-I- 74 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego noszący piętno narcyzmu jest w stanie przekazać swoje uczucie. Pamiętać należy, że człowiek jest istotą śmiertelną, a połączenie z Naturą spowodowało jego dualizm. Natura ludzka z powodu ciała jest śmiertelna, ale duch, esencja człowieka, jest nieśmiertelna i to przybliża go do Boga Ukrytego – Deus Absconditus42. 4. Niedokonany w świetle psychoanalizy Zbliżając się do podsumowania rozważań, zestawmy problem narcyzmu z osiągnięciami Zygmunta Freuda, który rozumiał to zjawisko jako: „stadium (…) [polegające] na tym, że indywiduum podlegające rozwojowi, które ujmuje w pewnej jedności swe autoerotycznie pracujące popędy seksualne, w celu zdobycia miłości obiekty zrazu obiera samo siebie, własne ciało za obiekt miłości, zanim przejdzie od niego do wyboru obiektu w postaci innej osoby”43. Podobnie rzecz ma się w świecie przedstawionym poematu Micińskiego. Zafascynowany sobą, określający się mianem „Pana konających”, Niedokonany opiewa swoją osobę. Rozentuzjazmowany swą cudownością jak Narcyz, staje się obiektem własnych uczuć. Freud poszerza definicję zjawiska narcyzmu i wyjaśnia, kiedy faza miłości własnej przenosi się na inny obiekt. W książce Totem i tabu, gdzie porusza problem animizmu (istnienia duszy we wszystkich bytach), stwierdza następująco: „faza ani mist yczn a odpowiada narcyzmowi, faza religij na etapowi odnalezienia obiektu, który charakteryzuje więź z rodzicami, faza naukowa zaś ma swój odpowiednik w stanie dojrzałości jednostki, która zrezygnowała z zasady przyjemności i przez dostosowanie do rzeczywistości poszukuje swego obiektu w świecie zewnętrznym”44. Wydaje się, że Lucyfer Micińskiego przechodzi wszystkie wymienione powyżej fazy. Podczas fazy animistycznej, odpowiadającej narcyzmowi, przedstawione zostają zachowania związane z pielęgnowaniem miłości własnej (tytułowanie siebie). Faza religijna odpowiada spotkaniu z Chrystusem. Fazie naukowej przypisać można przyjęcie Jezusa jako obiektu miłosnego. 42 Zob. Arystoteles, O duszy, [w:] Arystoteles, Dzieła wszystkie, przeł. Siwek P., t. VI, PWN, Warszawa 1988, s. 125. 43 Freud S., Charakter a erotyka, KR, Warszawa 1996, s. 148. 44 Tenże, Animizm, magia i wszechmoc myśli, [w:] Tenże, Totem i tabu, KR, Warszawa 1997, s. 117. 75 Bartłomiej Borek Freud poruszając problem narcyzmu zauważył, że osoba o skłonnościach narcystycznych w fazie animistycznej podlega quasi-śnieniom45, że poddana jest „imitowaniu zaspokojenia”46. Austriacki psychiatra twierdził o takich przypadkach, iż tworzą one swój własny świat, który pozwoli im na późniejsze wyjście z niego i podjęcie próby oswojenia świata zewnętrznego. Zachowanie to wpisuje się w strategię działania obraną przez Niedokonanego. Świat podziemny, będący królestwem Lucyfera, staje się chwilową przystanią zranionego brata Jezusa, który w momencie kulminacyjnym opuści kryjówkę i wyjdzie na spotkanie z własnym lękiem w świecie zewnętrznym. W rozprawie z roku 1914 Freud rozwinął pojęcie narcyzmu, posługując się terminem „narcyzmu patologicznego”, co oznaczać miało według badacza zjawisko przesłania miłości do obiektu i odtrącenia jej przez podmiot, w który została wymierzona. Wracające do „ja” uczucie prowadzić miało do zaburzenia paranoicznego47. Zauważmy, że kiedy Lucyfer pragnął zespolenia ze swoim bratem, jego uczucie zostało odtrącone. Paranoiczne zaburzenie, o którym pisał Freud, urzeczywistniło się w zachowaniu Niedokonanego przez odrzucenie Jezusa i oddanie Go ludziom, a przez to pośrednie doprowadzenie do śmierci brata. Lucyfer, niemogący pogodzić się z czynem, którego dokonał, niemający możliwości przekazania swych uczuć – rozpada się. Jak pisał Freud w dziele z roku 1914, Narcyz – świadomy konieczności przekazania uczucia innemu podmiotowi, a nie potrafiący tego uczynić – podlega zaburzeniom, które prowadzić mogą bezpośrednio do śmierci. Pewna analogia rysuje się też w późniejszej rozprawie, z roku 1921, poświęconej narcyzmowi, której Miciński już znać nie mógł48. Czytając Psychologię mas i analizę ego, można poddać dyskusji sposób wyboru podmiotu, który otrzymuje miłość Lucyfera. Ponieważ Freud pisał, że „w typie narcystycznym podmiot w istocie może kochać to, czym jest, był, chciałby być, lub kogoś kto był jego częścią”49, możemy prześledzić sposób wyboru Jezusa na odbiorcę miłości własnej. Lucyfer jako upadły anioł identyfikuje swego brata Jezusa z naturą anielską, określa Go mianem Cherubina: „duch mojego brata Cherubina w zewłoku człowieczym”50. Miłość Lucyfera do brata wynika więc z pierwszego warunku – „kochać to, 45 Zob. Sikora T., dz. cyt., s. 206. Freud S., dz. cyt., s. 112. 47 Zob. Freud S., Próba wprowadzenia pojęcia narcyzmu, [w:] Z. Rosińska, Freud, Wiedza Powszechna, Warszawa 1993, s. 157-173. 48 Tadeusz Miciński zginął w roku 1918. 49 Freud S., dz. cyt., s. 166. 50 Miciński T., dz. cyt., s. 90. 46 76 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego czym jest”. Obaj są aniołami, obaj mają taką samą naturę. Drugi warunek miłości narcystycznej – „kochać to, czym był” – ujawnia się w niebiańskim bytowaniu Jezusa, który w każdym momencie ma prawo zwrócić się do Boga z pomocą i powrócić do miejsca swych narodzin (jeśli przyjmiemy, że Jezus w słowach Lucyfera ukazany jest jako istota stworzona, anioł51). Lucyfer Micińskiego nie ma już prawa powrotu do nieba, kocha więc Jezusa, który nadal jest częścią miejsca, do którego on sam tęskni. Trzeci warunek – „kochać to, czym chciałby być” – w postawie Lucyfera eksplikuje się w chęci bycia na miejscu Chrystusa, czyli w roli Mesjasza. To nie Jezus miał zostać w myśl Niedokonanego Zbawicielem i może właśnie dlatego Niedokonany określa siebie na kartach poematu mianem Prometeusza, wybawcy ludzkości. Ostatni warunek: „kochać kogoś, kto był jego częścią”, przejawia się w odwiecznym problemie „mitu o heterodoksyjnym rozdzieleniu synów bożych”52. Jezus i Niedokonany zostają ze sobą rozdzieleni, ich więzy braterskie ulegają rozpadowi, a odrzucony Lucyfer traci miłość swego umiłowanego brata, której odzyskać już nie sposób. Według Freuda osoba, która nie może przez pewien czas – u Lucyfera jest to okres samotności w podziemiach – przekazać swojej miłości innej jednostce, zaczyna przelewać ją na siebie, na tzw. „ja” idealne. Upadły z nieba Lucyfer, nie chcąc stracić umiejętności miłowania, przelewa wszystkie swoje uczucia na siebie, czyni się wielkim we własnych oczach, nadaje sobie tytuły. Tak obrana strategia ma nie dozwolić zaniknąć „narcystycznej doskonałości”53. Niedokonany, będąc w swym królestwie, nie może stanąć twarzą w twarz z Jezusem i dlatego zaczyna przyglądać się lustrzanemu odbiciu. Co ważne, wypełnione zwierciadłami królestwo upadłego anioła jest miejscem przypominającym salon luster, gdzie bohater 51 Niektóre wspólnoty chrześcijańskie z pierwszych wieków uznawały, że Lucyfer i Jezus byli braćmi. Takie wyobrażenie wiązało się przede wszystkim z próbą pogodzenia istnienia jednego Boga, którym był Ojciec Jezusa. Doktryna Trójcy nie była znana wszystkim kręgom chrześcijańskim, a co ważniejsze, nauka o Trójcy, którą dziś wyznaje w większości świat chrześcijański, została ustalona dopiero w IV w. n. e., na jednym z soborów. Z tego też powodu pierwsze gminy chrześcijańskie próbowały w inny sposób pogodzić istność Jezusa i wyznawany przez siebie monoteizm. Tak powstała wiara w Jezusa-Anioła, najstarsza forma chrystologii angelomorficznej (gr. morfe, to odpowiednik polskiej natury / kształtu). W Pasterzu Hermasa – apokryficznym tekście greckim – spotykamy się z licznymi określeniami względem JezusaAnioła. Niektóre z nich mocno akcentują Jego anielską naturę: Vis 5, 2; Mand V 1, 7; Sim VII; Sim IV4,4; Sim VIII i IX. Jezusowi przypisane są określenia: anioł chwalebny, anioł Michał, anioł Boga, młodzieniec, anioł pokuty, anioł najczcigodniejszy, anioł Pana. Zob. Szulc F., Syn Boży w „Pasterzu” Hermasa. Świadectwo chrystologii judeochrześcijańskiej, „Studia Antiquitatis Christianae Series Nova”, 2 (2006), s. 202. 52 Gutowski W., Wprowadzenie, [w:] Miciński T., dz. cyt., s. 20. 53 Freud S., dz. cyt., s. 168. 77 Bartłomiej Borek poematu wisi „nagi wśród szyderczych zwierciadeł”54, które zdają się być projekcjami innej postaci, kogoś, kto nie jest tylko imaginacją. Niedokonany, tworząc swoje „ja idealne”, kreuje nową postać, cień, który przyczynia się do jego spotkania z sobowtórem. W świetle poczynionej analizy w perspektywie Freudowskiej należy postawić jeszcze pytania: kogo w lustrze zobaczył Niedokonany? Czy rozpoznał w odbiciu siebie, czy widział w nim kogoś innego? Jeśli lustrzana imaginacja wydała mu się kimś odmiennym niż był w rzeczywistości, to można zaryzykować wniosek, że Lucyfer nigdy nie chciał być tym, kim się stał. Brak akceptacji wobec swego odbicia świadczy o odrzuceniu siebie i próbie zmiany, która nie udaje się z powodu kumulacji cech narcystycznych, przywodzących Niedokonanego do wypełniania ciążącego nad nim fatum: „Przezwyciężając, czy też raczej próbując przezwyciężyć utratę lub brak przy sobie innych, realnych osób, w oczach których mógłby żyć, poruszać się, odnajdywać swą istotę, stał się on sam dla siebie taką właśnie drugą osobą, która mogła na niego spoglądać z lustra […]. Jednostka ma więc teraz obserwatora-prześladowcę w samym jądrze swej istoty […] ta jego część, która zagląda w jego wnętrze, nabiera cech prześladowczych, którą uznawał dotąd za charakterystyczne dla realnych osób z zewnątrz”55. Możliwe, że Miciński znał pierwsze prace psychoanalityczne Freuda i czerpał z nich podczas tworzenia swego największego z „meteorów”56. W końcu poświadczona jest fascynacja Micińskiego twórczością Bergsona, tworzącego w tych samych latach, co austriacki uczony. Jeśli jednak przyjąć, że poeta nie miał do czynienia z wynikami badań Freuda, to bohater jego poematu w bardzo dużym stopniu wpisuje się w narcystyczne kreacje katoptryczne, jakie dał w swoich rozprawach twórca psychoanalizy. Nie może w takim wypadku dziwić, że Miciński tak wzniośle określał swój poemat, który wyprzedzał nawet freudowskie dokonania. 54 Miciński T., dz. cyt., s. 81. Laing R., Podzielone „Ja”, Rebis, Poznań 1995, s. 146-148. 56 Tadeusz Miciński przypisał swojemu poematowi, który tworzył przez całe życie, miano „meteoru”. Określenie to wskazuje na niezwykłą rangę tekstu. Chętnych do zapoznania się z legendą Micińskiego odsyłam do: Gutowski W., Wprowadzenie do Xięgi Tajemnej. Studia o twórczości Tadeusza Micińskiego, Bydgoszcz 2002, s. 11-14. 55 78 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego 5. Podsumowanie Koncepcja fazy lustra wpisuje się w dzieje bohatera rapsodu Micińskiego, poświadczając jednocześnie narcystyczne cechy, które bohater przejawia w swym działaniu. Narodziny, bunt, upadek z nieba, ukrycie w podziemiach, wyjście na świat i śmierć obrazują dzieje narcystycznego bohatera, szukającego siebie w świecie luster. Próba odkrycia własnej tożsamości kończy poszukiwania Lucyfera – bohatera narcystycznego – na iluzorycznym zwycięstwie, które jest w istocie jedynie pogłębiającym się upadkiem i w ostateczności agonią kontestatora, chcącego oddać światu to, co najcenniejsze – miłość. Literatura Literatura podmiotu: Arystoteles, Dzieła wszystkie, przeł. Siwek P., t. VI, PWN, Warszawa 1988, Biblioteka z Nag Hammadi, przeł. Myszor W., Studia Antiquitatis Christianae, Katowice 2008. Graves R., Mity greckie, przeł. Rzeczkowski H., Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1992. Miciński T., Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni. Poemat, [w:] Tenże, Poematy prozą, wstęp i oprac. W. Gutowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985. Miciński T., Wybór poezji, wstęp i oprac. W. Gutowski, Biblioteka Polska, Kraków 1999. Owidiusz, Metamorfozy, przeł. Kamieńska A., Stabryła S., Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Kraków 2002. Pauzaniasz, Wędrówki po Helladzie: U stóp boga Apollona, przeł. Niemirska-Pliszczyńska J. i Podbielski H., Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Warszawa 2005. Literatura przedmiotu: Bezubik K., Tatry huczą gnozą! O gnozie w twórczości prozatorskiej Tadeusza Micińskiego, Nomos, Kraków 2013. Boniecki E., Duch się we mnie wichrzy. Tadeusz Miciński wobec zagadki człowieka, Sic!, Warszawa 2000. Freud S., Próba wprowadzenia pojęcia narcyzmu, [w:] Z. Rosińska, Freud, przeł. Rosińska Z., Wiedza Powszechna, Warszawa 1993. Freud S., Charakter a erotyka, przeł. Reszke R., KR, Warszawa 1996. Freud S., Animizm, magia i wszechmoc myśli, [w:] Tenże, Totem i tabu, przeł. Prokopiuk J., Poręba M., KR, Warszawa 1997. 79 Bartłomiej Borek Gutowski W., Wprowadzenie do Xięgi Tajemnej. Studia o twórczości Tadeusza Micińskiego, Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej, Bydgoszcz 2002. Jaworski S., Narcyz, [w:] Mit, człowiek, literatura, red. Stabryła S., Gomulicka B., Piasecki T., PWN, Warszawa 1991. Jocz A., Przypadek osy rozbójniczej – rozważania o gnostycyzmie i neognozie w literaturze polskiej przełomu XIX i XX wieku, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 2009. Laing R., Podzielone „Ja”, przeł. Karpiński M., Rebis, Poznań 1995 Latawiec Cz., Introdukcja, [w:] Miciński Tadeusz, Pisma pośmiertne, t. I, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 1931. Ławski J., Wyobraźnia lucyferyczna. Szkice o poemacie Tadeusza Micińskiego Niedokonany. Kuszenie Chrystusa pana na pustyni, Trans Humana, Warszawa 1995. Niekrasz A., Bogowie Olimpu też są niepełnosprawni, „Echo Życia” 2013, nr 25. Pietras H., Początki teologii Kościoła, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy, Kraków 2007. Pośpiszyl K., Narcyzm: drogi i bezdroża miłości własnej, WSiP, Warszawa 1995. Rosińska Z., Freud, przeł. Rosińska Z., Wiedza Powszechna, Warszawa 1993. Sikora T., EUOI. Studia z symbolizmu i metaforyzacji katoptrycznej, Nomos, Kraków 2004. Staniszewski T., Gnostycka wizja Lucyfera w poemacie „Niedokonany” Tadeusza Micińskiego, [w:] Oblicza gnozy, red. Przybył E., Nomos, Kraków 2000. Tomkowski J., Świat gnozy Tadeusza Micińskiego, [w:] Młoda Polska: Legendy i światopoglądy, pod red. Bujnicki T., Illg J., Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 1983. 80 „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego „Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego Streszczenie Przedstawione w poniższym artykule badania nad Niedokonanym Tadeusza Micińskiego wykazują nowe możliwości interpretacyjne tego poematu prozą. Z omówionych tu metod interpretacji (przede wszystkim porównawczej) wynika, że nadal nie wykorzystano w pełni asortymentu możliwych objaśnień, wpisujących się w dzieje lucyferycznego bohatera autora Nietoty. Głównym celem niniejszego studium było udowodnienie istności pierwiastka narcystycznego w psychice bohatera poematu. Dla potwierdzenia słuszności interpretacji przywołano odniesienia katoptrologiczne, które łączą postać mitycznego Narcyza z Niedokonanym przez wykorzystanie motywu lustra. Jednocześnie zwrócono uwagę na metody płynące z psychoanalizy, które przysłużyły się scaleniu problematyki zwierciadeł i miłości własnej w świecie przedstawionym rapsodu o odrzuconym aniele. W przyszłości warto pochylić się nad innymi możliwościami metodologicznymi, związanymi z interpretowanym tu dziełem. Pamiętać należy, że Miciński niezwykle silnie zainteresowany był gnozą, a ta – choć często przywoływana w pracach literaturoznawczych – kryje w sobie wiele nieodkrytych niuansów. Przywołać można przedstawiony – w sposób nakreślający tylko złożoność problemu – w poniższym rozdziale motyw gnostyckiego odpowiednika narracji o Narcyzie, wchodzącego w skład Corpus Hermeticum. Ciekawa wydaje się również interpretacja w duchu egipskich rytuałów kwiatowych. Występujący na kartach Niedokonanego kwiat lotosu odgrywa ważną rolę w poemacie (co dotychczas nie zostało wyeksplikowane przez badaczy). Wnioski płynące z przeprowadzonych tu badań wykazują, że pomimo wzrostu zainteresowania twórczością Micińskiego nadal nie jest ona wystarczająco opisana. Kryjąca przed odbiorcą liczne tajemnice twórczość młodopolskiego pisarza zaprasza do peregrynacji tropami myśli poety, który odważył się ukazać kuszenie Chrystusa od strony nie kuszonego, a kuszącego. Słowa kluczowe: narcyzm, psychoanaliza, katoptrologia, mit, cień. 81 Ewa Borkowiak1 O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją 1. Wstęp Modernistyczne projekty światów „innych” to w znacznej mierze przestrzenie przerażająco puste, tchnące grozą wyizolowania, świadczące o tragicznej kondycji jednostki ludzkiej, egzystującej w odosobnieniu w kosmicznym bezkresie. Tym, co w rzeczywistości odbiera młodopolskiej wizji radość życia, jest często brak miłości, nie tylko jako podstawowego wzorca umiłowania drugiej osoby, ale także jako czystej, nieskażonej „chorobą wieku” doskonałej idei. Odmienne, często aksjologicznie skrajne przedstawienia modernistycznej miłości wyniesionej ponad granice cierpienia mają różnorakie oblicza. W interesujący sposób ukazali to Wincenty Korab-Brzozowski w opowiadaniu Wśród gwiazd i Edward Leszczyński w dramacie Atlantyda, przedstawiając apokaliptyczne wizje zagłady ludzkości i kreując podobne sobie światy, gdzie miłość jest zabroniona. 2. Początek drogi ku metamorfozie Wincenty Korab-Brzozowski zabiera swojego czytelnika do świata gwiazd, by towarzyszył jego bezimiennemu bohaterowi w drodze do doskonałej, duchowo-cielesnej metamorfozy. Jedynym warunkiem umożliwiającym przemianę ludzkiej formy w czystą i doskonałą materię jest wyzbycie się największej z ziemskich słabości, czyli miłości. Zawieszony w niebycie bohater opowiadania Wśród gwiazd to jednostka o niepewnym statusie ontologicznym. Pozostaje na granicy życia i śmierci, jego istnienie (lub też nie-istnienie) przypomina sen, a moment przebudzenia jest niczym ponowne narodziny. Skrzydła, którymi zostaje obdarzony, to odpowiedź na odwieczne ludzkie pragnienie nieskrępowanej niczym wolności i wzniesienia się w przestworza. Powoli, poznając swoją nową formę i brak ograniczeń wynikający ze stopniowego odrzucania ludzkiej kondycji, wiedziony ciekawością, oddaje się swobodnej eksploracji nowej, zupełnie obcej rzeczywistości. Na jego oczach dokonuje się cud stworzenia, podobny do biblijnego aktu kreacji – staje się jasność, 1 Doktorantka w Instytucie Filologii Polskiej UMCS. 82 O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją rozświetlona przepychem drogocennych kamieni, wypełniających tę nową przestrzeń. Jednakże Bóg, oddzielając od siebie światłość i ciemność, wiedział, która z nich jest dobra. Nad światem wyobraźni młodopolskiego autora góruje czarne, przerażające sklepienie „nieruchome, straszliwe, jak sklepienie olbrzymiego grobu”2, sugerując przypuszczalną grozę złowrogiego piękna i fałszywego cudu. Gdy bohater obserwuje narodziny zwierząt powstających z kamieni (a raczej początkowo wydających mu się kamieniami), przekonuje się, że nic, co się tu znajduje, nie jest znane człowiekowi i napawa go to przerażeniem. Sfinksy, gryfony, bazyliszki, tragelafusy, mityczne, straszne, dumne, ale zarazem piękne istoty zamieszkujące te ziemie, uświadamiają bohaterowi początek jego duchowo-fizycznej przemiany. Coraz mniej jest już podobny do człowieka, którym był – wyostrzają się jego zmysły, staje się sprawniejszy fizycznie, potrafi porozumiewać się za pomocą telepatii. Wszechogarniająca euforia sprawia, że chce śpiewać, kochać i dzielić się swoją radością z innymi. Spotyka się jednak z niezrozumieniem. Lodowate w dotyku kryształowe bestie, którym emocje wydają się być obce, pokazują pierwszą, niepisaną zasadę nowego świata wspaniałości, gdzie za cenę udoskonalenia formy duchowej i psychicznej żąda się ofiary z miłości. Paradoksalnie, jedynie w tak obcej przestrzeni możliwe wydaje się pełne porozumienie, nieobciążone romantycznym problemem rozdźwięku myśli i słowa. Pobyt w tej pozornie idealnej krainie ma trwać kilka wieków, do pełnej „resocjalizacji” człowieka i jego przeobrażenia w nowy, doskonały byt, pozbawiony ludzkich słabości. Bohater pozostanie wiecznie młody i zdrowy, ale musi porzucić ludzką naturę i przezwyciężyć jej słabości, takie jak głód i pragnienie. Przede wszystkim ma ostatecznie wyrzec się miłości. 2.1. Wergiliańska przewodniczka po dantejskim świecie doskonałym Duchowa przewodniczka bohatera, Chimera, obdarzona nieprawdopodobną urodą, mimo pozornej obojętności ma w sobie bezwzględny urok femme fatale. Dwoista natura mitycznej bestii to wynik zestawienia jej typowo kobiecych, jednoznacznie kojarzących się z seksualnością atutów (rude włosy, zielone oczy) oraz przebiegłej i podstępnej natury, będącej wynikiem doskonalszej formy, nieskalanej ludzkimi ułomnościami. Podobnie jak Wergiliusz, pełni rolę duchowego przewodnika, odkrywając przed bohaterem wszystkie aspekty nowej 2 Korab-Brzozowski W., Wśród gwiazd, [w:] Tenże, Utwory zebrane, oprac. Stala M., Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980, s. 293. 83 Ewa Borkowiak rzeczywistości oraz oferując mu rozrywki „wyższe”. Świat, w którym w tajemniczy sposób znajduje się bohater jest bardzo odległy i skrajnie odmienny od znanej mu ziemi: „– Gdzie jestem? – Bardzo daleko od twojego chwiejącego się globu, którego nie zobaczysz już nigdy, bardzo daleko od twojego smutnego słońca, które zamiera powoli na łonie swoich zimnych planet! Światy twoje spadły w ziejące otchłanie przestrzeni, a na próżno szukałbyś, kędy jest Merkury, Wenus, Mars, Jowisz, Saturn i Uranus? Wszystkie owe dzieci ciemności pokryły się znowu wieczną niepamięcią!”3 Apokaliptyczna wizja utraty ziemi zadziwia prostotą profetycznej przepowiedni. Znany nam układ galaktyczny z perspektywy wiecznej Chimery ulega martwocie. Jedyną alternatywą wydaje się porzucenie wszelkiej nadziei i przyobleczenie się w doskonałą, duchową istotę poprzez wstąpienie na drogę, z której nie ma odwrotu. Przerażające swoją pustką sklepienie niebieskie i zachodzące na nim cuda według przewodniczki są konsekwencją naturalnego blasku istot, uniemożliwiającego ich dostrzeżenie. Chimera prowokacyjnie przekonuje swojego wybrańca do podążenia za sobą, obiecuje pokazanie osobliwości świata i obnaża kolejne słabości pozornie doskonałych bytów, zamieszkujących tę dziwną krainę. Gwiazda, na której się znajdują, „zawieszona na nieskończoności opiera się na […] siostrze bliźniej, nie dotykając jej nigdy – albowiem podchodem po błękitach rządzi prawo wyższe, które trzyma je w jednakim oddaleniu od siebie”4. Podstawowa zasada istnienia świata jest zarazem prawem wyznaczającym stosunki „międzyludzkie” w nowej przestrzeni. Pozostając blisko siebie, wszyscy są dla siebie obcy, nie okazują sobie miłości, którą porzucili, aby stać się doskonałymi bytami. Wyzbycie się wszystkich ludzkich słabości i ograniczeń czyni istoty idealnymi, ale oddala je od człowieczeństwa. Ich świat nie zna wojny, morderstw ani rabunków, obce są im również pragnienia i uczucia. Dążenie do doskonalenia to łańcuch przemian odzierających z człowieczeństwa, jego pokus i radości, oferujących w zamian doskonałość formy zewnętrznej i wewnętrznej – pięknej, ale zarazem przerażającej. Bohater jako adept drogi ku doskonałości nie pojmuje jeszcze wszystkich konsekwencji tej przemiany. Według słów Chimery tchnięty ręką Boga cykl przemian pozostaje przed nim ukryty, podobnie jak cudowności sklepienia niebieskiego, ze względu na jego niegotowość. „Niezadługo pojmiesz to, co wydaje się tobie zbyt mglistym. Bóg nie chciał, aby wtajemniczenie było natychmiastowe, by 3 4 Tamże, s. 295. Tamże. 84 O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją lepiej wypróbować swoich wybrańców”5. Prowokacyjna wypowiedź Chimery przywołuje treści Hymnu o miłości z 1 Listu do Koryntian, co wydaje się absurdalne, zważywszy na fakt, że artykułowana jest w świecie pozbawionym miłości: „Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko cząstkowe […] Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; lecz wtedy [ujrzymy] twarzą w twarz. Teraz poznaję częściowo, wtedy będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany”6. 2.2. W głąb „raju” i siebie Śmierć i ponowne powołanie bohatera wybranego przez Boga do życia jest szansą na odrodzenie się w prawdziwym, idealnym kształcie, zbliżonym do idei anielskich bytów. Drzewem poznania dobrego i złego w tym raju jest miłość zmysłowa. Jej kategoryczny zakaz, wystawiający bohatera na próbę, jest dlań szokujący. Porzucenie miłości zmysłowej, czysto ludzkiej, na rzec odległej miłości platonicznej, przejawiającej się w umiłowaniu świata, wydaje się nieosiągalny. Ludzka kondycja, która wstępnie została odebrana bohaterowi, nie idzie w parze z odrzuceniem wewnętrznie zakorzenionej ludzkiej natury. Pamięć o przeszłości i o tym, kim było się wcześniej, nie stanowi dobrej wróżby na przyszłość. Powołany do istnienia w „wyższej” formie bohater musi zapomnieć o swym ziemskim pochodzeniu. Zrazu nie rozumiejąc w pełni zasad rządzących nowym światem, ochoczo odrzuca swoje człowieczeństwo w potępieńczym akcie pogrzebania przeszłości: „Ciało plugawe, któreś zbyt długo uciskało mi duszę, pozostań w grobie! Niech kości twoje i muszkuły będą łupem larw oswobodzicieli! […] O życie ziemskie, życie nikczemne i zabójcze, nienawidzę ciebie! Lżę cię i gardzę tobą! A wy, dawni bracia moi, którzyście także pili krew i jedli mięso zwierząt mało co od nas niższych […] nie znajduję wyrażeń dość silnych, aby was przekląć!”7 5 Tamże, s. 296. 1 Kor 13,9-10,12 [tzw. Hymn o miłości], [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia rodzinna w przekładzie z języków oryginalnych, oprac. Romaniuk K., Wydarnictwo M, Warszawa 2005. 7 Korab-Brzozowski W., dz. cyt., s. 298. 6 85 Ewa Borkowiak Chimera przestrzega jednak człowieka przed zgubną pychą, przypominając mu, że nie jest jeszcze lepszy od ludzi. Jeżeli nie zachowa w sobie boskiej cząstki, zaprzepaści ponowne narodziny i stanie się podobny pasożytom. Zaintrygowany cudownością nowego świata, nie zważając na czyhające pokusy, bohater prosi Chimerę, aby była mu przewodniczką. Ta ostrzega go po raz drugi, aby za trzecim razem odsłonić swoją prawdziwą naturę kobiety-modliszki: „Odkrywam wszystkim przedziwne widoki, jestem boginią wiecznych szaleństw, westalką wiecznych pragnień! […] Przywiodłam też i wielu innych – i oto zachowuję wszystkie serca, które mi dali w podarunku!...”8 Demoniczna kobieta okazuje się perwersyjną kolekcjonerką – z dumą nosi na swych skrzydłach krwawiące męskie serca jako trofeum. Przepełniony butą i pychą bohater, pewien swojej doskonałości i wyższości, lekceważy ostrzeżenia i decyduje się na wspólną podróż, będącą początkiem drogi do metamorfozy. Szybując w przestworzach, spotyka na dnie przepaści ludzkie szkielety – niegodnych wywyższenia przez Mistrza i doświadczenia ostatecznego poznania, zwiedzionych pokusą i zniszczonych przez ludzkie słabości. Ułomność ludzkiej natury, według Chimery, nie była zamierzeniem Boga, lecz dziełem przypadku – kroplą wody, która zniekształciła i zaburzyła proces ewolucyjny ludzi, czyniąc z nich kalekie, żarłoczne twory: „Pan wtedy odwrócił się od waszego globu, jak odwraca się od chybionego dzieła, i zostawił go przypadkowi”9. Istoty wyższe nie łakną i nie pragną, choć mają zwierzęcą formę. W niczym nie przypominają upodlonego przez zwierzęce instynkty człowieka. Podstawą ludzkiego istnienia jest prawo silniejszego, którego reguły wyznacza łańcuch pokarmowy. Istoty nowego świata gardzą prawem krwi, żywią się oddychaniem, pozostają pozornie czystymi bytami, na wzór anielskich istot. Wyzbywszy się miłości i głodu, nie znają kradzieży, mordu, polityki. Umysł – czysta, niczym nieskażona idea przyobleczona w nowe ciało, w ponownym dziele stworzenia zatriumfowała nad materią. Wybrany przez Chimerę bohater ma szansę na nobilitację ze względu na konsekwentne dążenie do prawdy i dekadenckie przekonanie o zniewoleniu duszy. 2.3. Dwie Salome Pozostający człowiekiem, a marzący o doskonałości bohater wkrótce traci Chimerę z oczu. Zostaje sam, nękany coraz bardziej przez głód i pragnienie. Niewiele zachowało się w nim z jego pierwotnej dumy 8 9 Tamże, s. 299. Portret Chimery jest typowy dla mizoginicznych wizji modernistów. Tamże, s. 301. 86 O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją i pewności siebie. Cudowna kraina traci swój urok i staje się piękną, ale nieprzyjazną istotom ludzkim pustynią. Zawieszony pomiędzy rozpaczą i lękiem, traci wiarę w możliwość przemienienia się we wspaniały, duchowy byt. Melodyjny dźwięk rozlegający się w uszach bohatera przywodzi na myśl biblijną scenę kuszenia – przerażony, będący u kresu wytrzymałości fizycznej bohater musi zmierzyć się z antagonistą, próbującym zniweczyć jego wiarę i osłabić siłę psychiczną. Pojawiająca się nagle, znikąd niewiasta jest odpowiedzią na moralne wątpliwości, ogarniające ciało i umysł mężczyzny. Piękna, niewinna, bezbronna kobieta, wyraźnie znajdująca się w opresji, wystawia go tym samym na próbę. Podobieństwo stanów fizycznych ich dwojga sprawia, że bohater czuje silną więź emocjonalną z niewiastą i, jakby na własne życzenie, staje się ofiarą pozornie niewinnej, jak jednak wkrótce okaże się – krwiożerczej kobiety10. Podburzając bohatera przeciwko woli bożej, według której funkcjonuje ów nowy świat, staje się podobna do Szatana kuszącego Chrystusa na pustyni. Wyznając mu miłość i wiodąc na pokuszenie, podważa celowość wyznaczonej próby i sens istnienia świata. Typowo ludzki punkt widzenia, przyjęty przez tajemniczą niewiastę, jest jednak nieszczery. Podając w wątpliwość wiarygodność słów Chimery i żądając ofiary z ciała i krwi bohatera, nowo spotkana kobieta upodobnia się do wampirycznego pasożyta. Niezwykle zmysłowy, symboliczny akt zaspokojenia ludzkiego pragnienia krwią bohatera prowadzi do tego, że tajemnicza kobieta odsłania swoje prawdziwe intencje i pokazuje skrywane dotąd oblicze. Nieznajomą okazuje się być Chimera. Przez swoją dwojaką naturę jest ona modernistycznym wcieleniem idei dwóch oblicz Salome. Wizerunek biblijnej córki Herodiady i pasierbicy Heroda Antypasa tradycyjnie wydaje się niespójny11. W licznych przedstawieniach literackich i malarskich jest ona najczęściej nieświadomą ofiarą działań matki, ślepo wykonującą jej polecenia, bezwiednie przyczyniającą się do męczeńskiej śmierci Jana Chrzciciela. Skromna, niewinna, młoda i tragicznie nieświadoma Salome ustępuje miejsca modernistycznej femme 10 Zob. Gutowski W., Kobieta fatalna czy fatum natury, [w:] Tenże, Nagie dusze i maski. O młodopolskich mitach miłości, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, s. 17-113. 11 Komentatorzy Pisma Świętego stwierdzają, że należy oddzielić od siebie te dwie postacie. Salome podążająca za apostołami to żona Zebedeusza, matka apostołów Jana i Jakuba, krewna Marii, matki Jezusa. Natomiast Ewangelia według Egipcjan przeczy takiej interpretacji. Według tej apokryficznej tradycji Salome na pytanie o czas panowania śmierci na ziemi dowiaduje się od Jezusa, że będzie ona trwać tak długo, dopóki kobiety będą rodziły. Salome zatem uczyniła dobrze, pozostając bezdzietną. Zob. Trześniowski D., W stronę człowieka: Biblia w literaturze polskiej (1863-1918), Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2005, s. 207-209. 87 Ewa Borkowiak fatale – ucieleśnieniu grzechu i prawdziwie złej kobiecości, wiodącej mężczyznę ku zgubie. Reinterpretując tę historię, moderniści osłabili jej związki z moralizatorskim przesłaniem pierwowzoru. Te dwa sprzeczne, funkcjonujące obok siebie wizerunki są wyrazem intertekstualnej świadomości literackiej Młodopolan. Niewinne dziecko i kobieta-diablica to jednocześnie ofiara bezdusznego posłuszeństwa względem matki oraz zbrodniarka, bawiąca się uczuciami i życiem mężczyzn12. Ambiwalentna ocena moralna biblijnej bohaterki odpowiadałaby podwójnej naturze Chimery. Karząca pychę i brak posłuszeństwa przewodniczka okazuje się biblijnym mścicielem ostatecznie obnażającym swe prawdziwe jestestwo. W opowiadaniu Wincentego Korab-Brzozowskiego Chimera triumfuje nad męskim osobnikiem: „Tak, to ja jestem, rzekła, czarując mnie swoimi zielonawymi oczyma; jak bracia twoi uległeś i ty pokusie. Umieraj więc! Duszo podła, ciało ulepione z błota!”13. Nie ona wszakże próbuje ostatecznie rozedrzeć pierś bohatera, lecz jego kotka, budząca go ze snu. Senna wizja, której doświadczył bohater, zawierająca projekt świata bez miłości, opiera się na dwu konceptach typowych dla modernistycznej literatury: wyzyskuje marzenie artysty o osiągnięciu formy wiecznej oraz motyw miłości połączony z obrazem kobiety – istoty niszczycielskiej, niosącej zakochanemu mężczyźnie zniewolenie lub śmierć. 3. Zagłada przez miłość Miłość zakazana nie przez prawo ludzkie, lecz chciwość i zazdrość bogów, sytuuje Atlantydę Edwarda Leszczyńskiego w kręgu młodopolskiej fascynacji uczuciem występnym, balansującym niebezpiecznie blisko granicy sacrum i profanum. Chryzeis, królewska córka i bohaterka dramatu, to główna winowajczyni apokaliptycznego końca mitycznej krainy14. Modernistyczna reinterpretacja popularnego motywu zagłady wyspy szczęśliwości skupia się na wątku miłosnym. Tragiczne sprzeciwienie się woli bogów sprawia, że Atlantyda musi przestać istnieć. Ludzie, podobnie jak w utworze Wincentego Korab-Brzozowskiego, nie okazali się godni ofiarowanych im przez bogów łask, tutaj: wiecznej 12 Zob. Tamże, s. 210-235; zob. także: Kasprowicz J., Salome, [w:] Tenże, Poezje wybrane, oprac. J. Lipski, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1990. 13 Korab-Brzozowski W., dz. cyt., s. 307-308. 14 Pierwszy wizerunek literacki Atlantydy znajdziemy w Dialogach Platona. Zob. Platon, Timaios, [w:] Tenże, Dialogi, przeł. Witwicki W., oprac. Lam A., Unia Wydawnicza „Verum”, Warszawa 1993; Platon, Kritias, [w:] Tamże. Warto również przywołać pracę Sergiusza Sharypkina, aktualizującą wizerunek mitycznej Atlantydy. Zob. Sharypkin S., Platońska legenda o Atlantydzie w świetle antycznych źródeł historycznych, „Piotrkowskie Zeszyty Historyczne”, t. 6 (2004), s. 13-34. 88 O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją młodości i nieświadomej egzystencji, grzesząc niewinną miłością, której zazdroszczą im byty pozornie doskonalsze. Niezwykły ryt pierwotnego kultu wschodu słońca w scenie otwierającej dramat symbolizuje nadchodzące przebudzenie, które spłynie na celebrujące je niewiasty, stanowiąc przeciwwagę dla groźnego przymierza zawartego z morzem przez Króla Ojca. Dziewczęta, splatając swe dłonie w doskonałym okręgu, deklarują „niezmienność, promienność i czystość w przymierzu słońca”15. To bez wątpienia efekt inspiracji Leszczyńskiego prerafaelickim duchem fascynacji jedności z przyrodą16. Przedstawione w dramacie dziewczęta pozostają niepełne, jakby w uśpieniu – mają jedynie zdolność przeczuwania nieuświadomionego braku. Wyzbyci pamięci na skutek przymierza zawartego z morzem, bohaterowie Atlantydy zostają pozbawieni swojej tożsamości, zdani tylko na ślepe posłuszeństwo woli bogów. Heroiczne poszukiwanie odebranej świadomości zaistnieje niespodzianie i trwać będzie krótko. 3.1. Groza nieuświadomionego Choć codzienny rytuał ku czci Słońca kończy się równie nagle, jak rozpoczyna, to jego ładunek emocjonalny i symboliczny stanowi zapowiedź zakończenia dramatu. Pojawiający się w pełni chwały Król Ojciec swoim statusem reprezentuje odmienny system wartości, intuicyjnie pojmowany przez niewiasty. Symbolizujący ziemską władzę król to władca doskonały – surowy, ale sprawiedliwy, odpowiedzialny za wszystkich poddanych. Tragiczna antynomia dwóch odrębnych i skrajnie różnych systemów wartości, ojca i córki, jest zwiastunem konfliktu. Starający się oddzielić to, co przyziemne i ludzkie, od tego, co należy się bogom, król pobłażliwie traktuje mistyczną celebrację przyrody, której codziennie oddają się dziewczęta. Opuszczając je, aby odnowić odwieczne przymierze z morzem, władca wyjaśnia, że wyrzeczenie się pamięci w zamian za szczęście i wieczną młodość to stosunkowo niewielka cena, jaką przyszło im zapłacić. Groza i wszechogarniający Chryzeidę smutek stanowi zapowiedź nieprzebudzonej i nieuświadomionej jeszcze w pełni potrzeby miłości. Dziewczęta, próbując przypomnieć sobie znaczenie tego uczucia, trafnie upatrują w smutku Chryzeis widma odebranej miłości. Odrzucając takie wytłumaczenie, królewna jeszcze nie jest gotowa postąpić wbrew woli bogów, gdyż wie, że złamanie zakazu poskutkuje karą. 15 Leszczyński E., Atlantyda. Dramat, Kraków 1909, s. 8. Zob. Ruskin J., Sztuka – społeczeństwo – wychowanie, przeł. Doroszowa Z., Treter-Horowitzowa M., oprac. Wojnar I., Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1977. 16 89 Ewa Borkowiak Dotknięcie tajemnicy i cofnięcie klątwy niepamięci staje się możliwe dzięki odkryciu przez samą Chryzeis mocy pocałunku miłości. Nie rozumiejąc jeszcze wagi swojego czynu (uzdrawia pocałunkiem drzewo), daje się ponieść profetycznej grozie nieuświadomionego. Pieśń, którą zaczyna nucić mimo woli, jest zwiastunem groźnej, nieuniknionej przyszłości: „Do mojego wianka, do mojego wianka znalazłam cudny kwiat. Szukałam go co ranka, szukałam go co ranka – tyle lat. Dzisiaj szczęście mi sprzyja, cudnie wianek się zwija – drogi mój kwiat. Choć woń jego zbija, choć woń jego zabija – droższy niż świat”17. Prorocze słowa Chryzeis, będące wyrazem coraz bardziej świadomego pragnienia miłości, sytuują ją w opozycji do niesprawiedliwego boskiego prawa, sprzecznego z ludzkim spojrzeniem na miłość – pierwotnie czystą, nieobciążoną przez ludzkie słabości. Pierwsze spotkanie z nieprzytomnym mężczyzną wyrzuconym przez morze jest już zapowiedzią apokaliptycznego finału. Za przyczyną fatum miłość trafia do miejsca, gdzie jest zabroniona. Obdarowani słodką, dawno zapomnianą wiedzą bohaterowie będą musieli zapłacić za nią straszliwą cenę. Próba, na którą wystawili ich bogowie, zwraca mieszkańcom wyspy pamięć, ale skazuje na potępienie. Magiczna, baśniowa moc pocałunku nie ma funkcji oczyszczającej – narusza bowiem boski zakaz. Dla Chryzeis tajemniczy mieszkaniec stanie się posłańcem miłości, próbującym ją bezskutecznie ocalić. Bohaterka wie, że decyzje, które podejmie, będą ściśle powiązane z losem wszystkich mieszkańców Atlantydy. Rozum podpowiada jej rozwiązanie, które kłóci się z sercem – powinna złożyć w ofierze swą miłość dla dobra i bezpieczeństwa ogółu, nie potrafi jednak odrzucić tego, czego pragnęła od dawna. 17 Leszczyński E., dz. cyt., s. 21. 90 O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją 3.2. Miłosny koniec mitycznej Atlantydy Choć bohaterowie zdają się instynktownie wiedzieć, że nie ma dla nich ratunku, zawierzają swój los sprawiedliwemu osądowi natury, odwołując się do atawistycznej, ludzkiej potrzeby pozostawania z nią w zgodzie i jedności. Przemawiające głosem natury driady wiodą powoli zakochanych coraz głębiej w las, gdzie ci będą mogli swobodnie cieszyć się przygotowaną dla nich godziną cudów i bez obaw celebrować swoją czystą miłość. Jednakże w miejscu, gdzie kochankowie znaleźli swój chwilowy, duchowy azyl, dostrzegają symptomy ścigającego ich fatum. Dwojakie oblicze natury, a zwłaszcza jej mroczna i niebezpieczna emanacja nieujarzmionej potęgi, przypominają o grzechu i nieposłuszeństwie, których Atlanci dopuścili się względem bogów. Nadchodzi dzień gniewu – morze zaczyna zalewać brzegi wyspy, zniszczone zostają okoliczne osady. Co ciekawe, wszyscy czują się współwinni zbrodni miłości, która objawiła się na wyspie nieproszona. Przypatrując się szalejącemu kataklizmowi, mieszkańcy wyspy heroicznie wyznają sobie miłość. Nieubłagalnie nadciąga przerażająca miłosna apokalipsa. Zakochani, przejęci grozą ujawniających się nieujarzmionych sił natury, zdają się dostrzegać tylko tragiczny wymiar mocy boskiego bytu. Tragiczny jest również w swej prostocie nieodwołalny koniec Atlantydy: Król Ojciec, obrońca swojego ludu, który podobnie jak w tradycji ikonicznej Jan Chrzciciel pośredniczy w rozmowach z bogami, nie może już dłużej pełnić swojej roli. Jako władca idealny, podległy wyłącznie siłom wyższym, będzie ich sprawiedliwą ręką, głosem przemawiającym w ich imieniu. Ukarze winowajców, stając się nie sędzią praw ludzkich, ale pohańbionych praw boskich. Gdy rozkazuje rozpalić stos, jeszcze nie wie, że sam zostaje wystawiony na najcięższą z prób wierności bogom. Bliska antycznym tragediom scena ostatecznego rozpoznania swojego losu przeraża koniecznością konfrontacji odmiennych systemów wartości rodzica i dziecka. Rozczulający, ostatni ojcowski pocałunek zmierzającej na stos księżniczki to symboliczna forma pożegnania w obliczu okrutnego przeznaczenia. Kochankowie z dumą wkraczający na stos budzą podziw zebranych i świadczą swoim czynem o niezłomnej sile miłości. Wywyższeni do świętości zakochani, mający zginąć męczeńską śmiercią za grzech czystego, niewinnego uczucia, błogosławią pozostałym, dodając im otuchy. Oszalały z bólu Król, bezlitośnie wierny niesprawiedliwemu boskiemu prawu, przeklina zakochanych. Od okropnej zbrodni dzieciobójstwa ratuje Ojca sprawiedliwy osąd natury, któremu zawierzyli kochankowie. Ostatnim ich sprzymierzeńcem okazuje się Słońce. Stos płonie, zalany słonecznymi płomieniami – zakochani zostają oczyszczeni, Król zaś ocalony przed bezduszną wiarą w słuszność boskiego prawa. Tak 91 Ewa Borkowiak oto miłość zatriumfowała nad rozumem, a „hańbiące drzewo męki”18 zostało przemienione w „ołtarz miłości”19. 4. Podsumowanie Wśród gwiazd Wincentego Korab-Brzozowskiego i Atlantyda Edwarda Leszczyńskiego to dzieła stylistycznie i gatunkowo odmienne, spójne jednak na poziomie ideowym. Wykreowane w nich podobne sobie oniryczne raje projektują takie sfery szczęśliwości, w których w zamian za wieczną młodość żąda się od ich mieszkańców ofiary z miłości, pamięci i człowieczeństwa. Heroiczna walka o odzyskanie tożsamości w obu utworach kończy się „miłosną apokalipsą” – zagładą jednostki zbyt ludzkiej na to, aby dostąpić przemiany w byt doskonalszy, lub też anihilacją całej populacji. I w jednym, i w drugim dziele miłość ziemska przezwycięża boski zakaz. Utwór Wincentego Korab-Brzozowskiego czyni to poprzez polemikę z brakiem zgody na rzeczywistość bez miłości – świat bez miłości to jedynie podświadoma strefa, zdegradowana do sennego lęku. Edward Leszczyński natomiast, składając swoich bohaterów w ofierze bogom, przenosi ich do przestrzeni wiecznego mitu, upodabniając męczeńską śmierć bohaterów do największej ofiary miłości – Chrystusa do ludzi. Literatura Gutowski W., Kobieta fatalna czy fatum natury?, [w:] Tenże, Nagie dusze i maski. O młodopolskich mitach miłości, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997. 1 Kor 13,9-10,12 [tzw. Hymn o miłości], [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia rodzinna w przekładzie z języków oryginalnych, oprac. Romaniuk K., Wydawnictwo M, Warszawa 2005. Kasprowicz J., Salome, [w:] Tenże, Poezje wybrane, oprac. J. Lipski, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1990. Korab-Brzozowski W., Wśród gwiazd, [w:] Tenże, Utwory zebrane, oprac. Stala M., Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980. Leszczyński E., Atlantyda. Dramat, Kraków 1909. Platon, Timaios, [w:] Tenże, Dialogi, przeł. Witwicki W., oprac. Lam A., Unia Wydawnicza „Verum”, Warszawa 1993. Platon, Kritias, [w:] Tenże, Dialogi, przeł. Witwicki, W., oprac. Lam A., Unia Wydawnicza „Verum”, Warszawa 1993. 18 19 Tamże, s. 70. Tamże. 92 O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją Sharypkin S., Platońska legenda o Atlantydzie w świetle antycznych źródeł historycznych, „Piotrkowskie Zeszyty Historyczne”, t. 6 (2004), s. 13-34. Ruskin J., Sztuka – społeczeństwo – wychowanie, przeł. Doroszowa Z., Treter-Horowitzowa M., oprac. Wojnar I., Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1977. Trześniowski D., W stronę człowieka. Biblia w literaturze polskiej (1863-1918), Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2005. O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją Streszczenie Apokaliptyczne wizje miłości, wykreowane przez Edwarda Leszczyńskiego i Wincentego Korab-Brzozowskiego, choć rozgrywają się na odmiennych płaszczyznach (indywidualnej oraz społecznej), ukazują zwycięstwo miłości typowo ludzkiej nad prawem boskim. Bohaterowie Wśród gwiazd i Atlantydy, odrzucając szansę na egzystencję w onirycznych rajach, skazują się na zaprzepaszczenie swoich szans na przemiany w istoty podobne bogom. Tragiczna walka o odzyskanie utraconej osobowości w obu przypadkach kończy się anihilacją. Miłość okazuje się być siłą prowadzącą do przezwyciężenia okrutnego boskiego prawa. W jednym dziele zyskuje podobieństwo do wiecznej ofiary miłości Chrystusa (Atlantyda), w drugim zostaje przeniesiona do podświadomej sfery sennego lęku (Wśród gwiazd). Słowa kluczowe: miłość, apokalipsa, modernizm. 93 Aneta Jabłońska1 Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga 1. Wstęp Witkacy w każdej ze swoich powieści umieszcza niejednoznaczną charakterystykę kobiety, przede wszystkim zaś jej cielesności. Trudno jednak znaleźć w świecie przedstawionym utworów Witkiewicza rozważania prowadzone z perspektywy kobiecej. Jeśli się pojawiają, to najczęściej są one związane z rozmyślaniami o mężczyznach i niespełnieniem wynikającym ze stosunków z nimi. Tak więc kobieta, choć piękna, wyrafinowana i ozdobiona bogatym strojem, nigdy nie jest centralną postacią powieści, nieczęsto uczestniczy w rozmowach istotnych, nie jest intelektualistką, partnerką do dyskusji. Wyjątkiem może być Irina Wsiełodowna lub Hela Bertz, choć ta jednak, mimo erudycji (poznała filozofię Russella, Husserla, Bergsona, Corneliusa, Macha i Jamesa, a także indyjską mitologię), nie była „umysłowo twórczą – w tym tkwiła jej tragedia – a wymagania od siebie miała wprost straszne”2. Kobieta w prozie Witkacego pełni więc rolę podrzędną, jest w pewien sposób zdegradowana, bo pozbawiona walorów mentalnych. Jej postać nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy wchodzi w relację (zawsze skomplikowaną) z mężczyzną i w dogodny dla siebie sposób stara się penetrować jego psychikę. Jak się zdaje, właśnie ta sfera interesuje Witkiewicza najbardziej, tę problematykę porusza w swoich powieściach – wpływ kobiety na świadome istnienie mężczyzny, na jego metafizyczne odczuwanie. Zatem kobieta, choć sama być może nie do końca pojmuje metafizykę istnienia, staje się przyczyną metafizycznych problemów mężczyzn, znacząco wpływa na ich życiowe koncepcje i twórczość. Mimo że kobiety w powieściach Witkacego traktowane są jedynie jako postacie poboczne, determinują życie głównych bohaterów. 1 [email protected], Zakład Literatury XX i XXI wieku, Instytut Literatury Polskiej, Wydział Polonistyki, Uniwersytet Warszawski. 2 Witkiewicz S.I., Pożegnanie jesieni, oprac. M. Misiorny, PIW, Warszawa 1985, s. 254. 94 Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga 2. Prekursor mizoginizmu – Otto Weininger Paralelne, choć nie identyczne, ujęcie statusu kobiety w społeczeństwie przynosi książka Otto Weiningera Płeć i charakter. Rozbiór zasadniczy. Sądzić można, że utwór ten, wydany w 1903 roku, wpłynął na mizoginistyczne poglądy Witkacego3. Książka Weiningera jest swoistą summą wcześniejszych rozważań o fenomenie kobiety. Nawiązuje się tu do Schopenhauera, Hartmanna, Nietzschego, Ibsena, Strindberga i wielu innych4. Witkiewicz cenił twórczość Ibsena i Strindberga5. Na to, że zapoznał się z książką Weiningera, może wskazywać wypowiedź bohatera dramatu Nadobnisie i koczkodany, czyli Zielona pigułka. Tarkwiniusz mówi tu: „Znam Kamasutrę i Weiningera, Freuda i babilońskich erotomanów”6. Weininger w swojej książce opozycję między kobietą a mężczyzną doprowadził do ekstremum. Według niego kobieta nie może być traktowana na równi z mężczyzną, jest ona istotą niższą, niezdolną do tworzenia kultury intelektualnej czy materialnej. Kultura zrodziła się tylko dzięki umysłowi mężczyzny. Ponadprzeciętne kobiety, które uczestniczyły w życiu społecznym, intelektualnym, de facto są jedynie prostymi naśladowczyniami mężczyzn lub uzurpatorkami. W takim ujęciu kobieta nie może zostać uznana za w pełni ludzką. Nie posiada mocy kreacji, jej intelekt jest ograniczony. Pełnię człowieczeństwa Weininger przypisuje jedynie mężczyźnie, kobieta zaś zajmuje pozycję pośrednią między dzieckiem a mężczyzną. Dlatego w książce Płeć i charakter znaleźć można zdanie: „Kobieta absolutna nie ma jaźni”7, jej osobowość jest nieciągła, nigdy do końca ukształtowana, bo pozbawiona autorefleksji, świadomości oraz umiejętności autonomicznego, logicznego myślenia; kobieta jest „istotą pozbawioną czynności pojęciowych”8. Kobiecie brak umiejętności sformułowania własnej indywidualności, jako że jej nie odczuwa. Nie odczuwa, bo nie posiada, pisze Weininger, tak to tłumacząc: „Jeśli kobietę zapytać, co przez swe »ja« rozumie, nie potrafi ona przedstawić sobie pod tym nic innego, jak tylko swe własne ciało. Jaźnią kobiety jest jej powierzchowność zewnętrzna”9. 3 Zob. Sokół L.., Metafizyka płci: Strindberg, Weininger i Witkacy, „Pamiętnik Literacki”, 4 (1985), s. 3-15. 4 Zob. Sokół L., Witkacy i Strindberg. Studium porównawcze, Wiedza o Kulturze, Warszawa 1990, cz. I-II. 5 Zob. Tamże. 6 Witkiewicz S. I. , Dramaty, PIW, Warszawa 1972, s. 177, t. 2. 7 Weininger O., Płeć i charakter, przeł. Ortwin O., SAGITTARIUS, Warszawa 1994, s. 24. 8 Tamże, s. 34. 9 Tamże, s. 45. 95 Aneta Jabłońska Kobieta zatem interpretuje swoją egzystencję jedynie poprzez cielesność. Seksualizm jest jej siłą witalną, celem i swoistym usprawiedliwieniem istnienia. Skoro więc kobieta trwa tylko w sferze fizyczności, nie może pojmować świata inaczej niż przez pryzmat własnych popędów. Stąd twierdzenie Weiningera głoszące, że kobieta nie ma w sobie duchowego pierwiastka. Dlatego też filozof uznaje, że pierwiastkami konstytuującymi damski byt są: Natura, Biologia, Ciało i Nieświadomość. Pojęcia te najlepiej określają mentalność kobiety. Antagonistyczne kategorie definiują osobowość męską; są to: Intelekt, Świadomość, Wola. Dlatego wszystko, co jest przejawem duchowej działalności kobiety, czy to utwór literacki, czy też własna osobowość i sposób myślenia, w rzeczywistości pochodzi od mężczyzn. Kobiety są zawsze odtwórcze, nigdy twórcze, a ich wzorem są mężczyźni. Kobieta oczarowuje mężczyznę, gdyż pragnie posiąść jego intelektualne siły, potrzebuje jego mentalnej energii, by stać się indywiduum, jednostką wyższego rzędu. Mężczyzna ustępuje, adoruje, poddaje się sile cielesności w obawie, że jeśli nie odda kobiecie swej woli, ta pozostanie wobec niego beznamiętną i zrezygnuje z jedynego elementu łączącego płcie – erotyzmu. Kobieta więc odbiera mężczyźnie siłę życiową; jest niczym wampir, który powoli niszczy swoją ofiarę, pozbawiając ją najistotniejszych dla niej wartości. Poprzez degradowanie mężczyzny kobieta tworzy siebie; on upada, ona powstaje z nicości. Zaawansowanie duchowe mężczyzny staje się coraz słabsze, ponieważ wkroczył on w sferę kobiety, pozostawił świadomość; bo poznał nieświadomość, zamiast intelektu wybrał naturę, zamiast ducha cielesność. Tak opisuje tę sytuację Weininger: „Kobieta wtedy dopiero osiąga egzystencję, kiedy mężczyzna przytakuje własnej płciowości, kiedy neguje absolut i odwraca się od życia wiekuistego ku życiu niższemu. Tylko wtedy, gdy coś, co jest czymś, dochodzi do tego, co jest niczym, może to, co jest niczym, dojść do czegoś”10. Kobieta nie tylko zabija w mężczyźnie élan vital, ale też pragnie mężczyznę poniżyć, zapanować nad nim, wtedy czuje się wartościowszą. Ta chęć wynika z poczucia niższości. Na uczucie kobiety do mężczyzny składają się tylko pożądliwość i nienawiść, emocje te wciąż przechodzą – ze skrajności w skrajność. Zatem kobieta nie ma do swego partnera stałego stosunku. Jej nadrzędnym celem, który pragnie zrealizować podczas relacji z mężczyzną, jest chęć posiadania potomstwa11 . Te kobiety, które nie dążą do urodzenia dziecka, pragną jedynie nasycić swój popęd seksualny. Są one 10 Weininger O., dz. cyt., s. 215. Fryderyk Nietzsche ujął tę koncepcję w aforyzm: „Mężczyzna jest dla kobiety tylko środkiem: celem jest zawsze dziecko”. 11 96 Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga groźniejsze, jako że nie przyświeca im żadna idea wyższa. Takie są bohaterki powieści Witkiewicza. W obydwu wypadkach jednak mężczyzna zostaje uprzedmiotowiony, kobieta zmniejsza zakres jego istnienia, istnieje on dla niej tylko wtedy, gdy spełni jej seksualne oczekiwania. To właśnie akt miłosny doprowadza mężczyznę do upadku i zhańbienia. Stosunek seksualny to akt animalny w pełni satysfakcjonujący tylko dla kobiety; dla mężczyzny jest on oznaką zaniku ducha na rzecz ciała, niszczenia świadomości własnej tożsamości. Konfrontacja przeciwieństw jest nieuchronna. Kobieta albo strąca mężczyznę z piedestału intelektu w otchłań zmysłowości, zaborczo przejmując jego duchowość, albo staje się mu przeciwną, nienawidzi go. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie. Nie ma w tym stwierdzeniu przesady, walczy się przecież o sprawy najwyższej wagi, o indywidualność, wolność osobistą, własną tożsamość. Jeżeli wygra kobieta, przekroczy granice kobiecości, zbliży się do pełni bytu kosztem mężczyzny, który – odarty ze swej tożsamości – utraci swe człowieczeństwo, rozpocznie godne pożałowania, ograniczone życie improduktywa. Zawsze to ona wygrywa. Wygrywa, bo jest amoralna, nie ma skrupułów, nie uznaje zasad fair play. Razem z mężczyzną zostają pokonane pierwiastki, które go stanowiły – świadomość, intelekt, wola, duchowość, moralność. Rządy przejmuje to, co kobiece – biologia, natura, animalizm, cielesność, amoralność, Schopenhauerowska „wola gatunku”, która zawsze stoi w opozycji do indywiduum. Interpretując weiningerowską kategoryzację płci przy pomocy narzędzi psychoanalizy12, należałoby stwierdzić, że kobieta, pozbawiona superego, żyje błądząc wśród sfery id. Mężczyzna natomiast jest predestynowany do tego, by id przezwyciężyć. Geniusz, najpełniejszy wyraz umysłowych możliwości mężczyzny, pozbył się sfery id, przejmując nad nią zupełną kontrolę. Geniusz (tylko mężczyzna) jest zatem samą duchowością, jako że podświadomość łączy się z ciałem, dlatego właśnie kobieta jest określana jako cielesność. Można mniemać, iż w relacji damsko-męskiej mężczyzna jest uzupełnieniem struktury psychicznej kobiety, jest jej superego. Mężczyzna dąży do wydobycia kobiety z klatki jej własnych pożądań, pragnie zapoznać ją z egzystencją, która przekracza animalizm i cielesność. Celem kobiety nie jest jednak osiąganie wyższych wymiarów egzystencji, lecz sprowadzenie mężczyzny do jej poziomu; dopiero wtedy może go wykorzystać mentalnie. W moim przekonaniu ta rozbieżność między intencją kobiety i mężczyzny jest główną przyczyną agresywnej w swym 12 Zob. Freud S., Wstęp do psychoanalizy, przeł. S. Kempnerówna i W. Zaniewicki, PWN, Warszawa 2002. 97 Aneta Jabłońska przebiegu walki płci. Istotnym jest, że u Schopenhauera, Hartmanna, Nietzschego, Wagnera, Ibsena i Strindberga ów konflikt płci jest rozpatrywany jako tragiczny. Podobnie to starcie przeciwieństw ujmuje Witkacy w swoich powieściach13. 3. Witkacego definicja demonizmu Witkiewicz zawęża krąg kobiet, których dotyczyć będą jego sądy. Odróżnia on „baby” od kobiet demonów14. Nie znaczy to oczywiście, że według pisarza kobiecość demoniczna znajduje się na wyższym poziomie psychicznym czy egzystencjalnym. Jak dla Weiningera, tak i dla Witkiewicza wszystkim kobietom brak „tego organu, przy pomocy którego mogłyby się dziwić same nad sobą: brak im rozumu, czyli duszy, jak by powiedział Mahomet”15. Specyfiką kobiet demonicznych jest ich pozorna niebanalność umysłowa, uroda i umiejętność całkowitego zapanowania nad mężczyzną, spętania go i obezwładnienia. Kobieta demoniczna według Witkacego jest po stokroć groźniejszą dla mężczyzny niż zwykła „baba”. Demonowi przypisuje Witkiewicz wszystkie cechy, które według Weiningera dotyczą kobiet w ogóle. To demon dąży do destrukcji mężczyzn i tylko on, dzięki swym walorom, może to osiągnąć. W utworach autora Pożegnania jesieni demonizm jest zawsze identyfikowany z agresywną zwierzęcością, wyrażającą się poprzez wzajemne traktowanie się jednostek jako przedmiotów służących do zaspokojenia własnych pożądań i ambicji. Takie właśnie relacje łączą bohaterów powieści Witkiewicza. Tu nie istnieje miłość, o której pisze św. Paweł w Liście do Koryntian, nie jest tu celem bezwarunkowe oddanie siebie, lecz zaborcze zapanowanie nad tożsamością partnera. Ofiarami kobiety demonicznej są najczęściej mężczyźni wyjątkowi, rozwinięci duchowo, ale też posiadający w głębi siebie pierwiastek animalny. „Prawdziwa kobieta nie jest zła ani dobra. Jest k o b i e t ą – to wystarcza, a winni są zawsze tylko i jedynie mężczyźni”16. Są winni, ponieważ by kobieta mogła wydobyć z nich animalizm, cielesność i pożądanie, muszą oni kryć w sobie te „drapieżne, okrutne i podłe instynkty”17, które wykorzystuje „kacica” (określenie kobiety doskonale streszczające filozofię Witkiewicza; jest to kontaminacja 13 Zob. Sokół L., Witkacy i Strindberg…, dz. cyt. Szczegółowa analiza sylwetek demonicznych kobiet w powieściach Witkacego zob. Skwarowie M. i M., Rodowód demonicznej kobiety, „Dialog”, 12 (1994). 15 Witkiewicz S. I., Stanisław Ignacy Witkiewicz. Bez kompromisu, oprac. Degler J., PIW, Warszawa 1976, s. 506. 16 Tenże, 622 Upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, oprac. Micińska A., PIW, Warszawa 1974, s. 47. 17 Tenże, Stanisław Ignacy Witkiewicz…, s. 494. 14 98 Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga słów „kat” i „kocica”, „kotka” – te właśnie siły stymulują egzystencją kobiety: zniszczenie i seksualizm). Oto jak Witkiewicz określa demonizm, analizując grafiki Schulza, którego uważa za jednego z czołowych demonologów płci: „Tu nie chodzi o akcesoria demonizmu (czarownice, diabły, itp.), tylko o to zło, w istocie swej podkładkę duszy ludzkiej (egoizm, który robi wyjątek tylko dla gatunku, drapieżność, chęć posiadania, żądze płciowe, sadyzm, okrucieństwo, pragnienie władzy, gnębienie wszystkiego dookoła) […]”18. Schulz wedle Witkiewicza w sferze demonizmu człowieczego jest wprost niezrównany w oddawaniu sadyzmu kobiecego, połączonego z męskim masochizmem. Pod takim względem analizuje Witkacy dzieło Schulza, ponieważ uznaje, że podstawą relacji damsko-męskich jest zjednoczenie psychicznego sadyzmu i fizycznego masochizmu kobiet oraz psychicznego masochizmu i fizycznego sadyzmu mężczyzn19. Ten pogląd znajdzie swe odzwierciedlenie w powieściach. 4. Bungo upada, czyli o triumfie kobiety demonicznej Już pierwsza powieść Witkiewicza, 622 Upadki Bunga, jest nie tylko literackim wyrazem poglądów autora o kobiecie, lecz przede wszystkim szczegółowym zapisem przebiegu walki pomiędzy Bungiem i Akne20. Sam tytuł pozwala domyślić się, kto z tej batalii wychodzi przegranym. Kobietą demoniczną jest tu Akne Montecalfi, blondynka o lnianych włosach i zielonych, nieco skośnych oczach. Mężczyzn zniewala figurą „indyjskiej bogini”. To kobieta dojrzała, która mimo wieku wygląda na lat dwadzieścia. Akne jest zarazem „dziewczynkowata i perwersyjna”, na jej sylwetkę składają się sprzeczne w swym charakterze przymioty, można by uznać ją za wyuzdaną świętą. Akne to femme fragile i femme fatale w jednym ciele. Często w powieści pojawiają się opisy Akne leżącej na kanapce, w czerwonawym świetle buduaru. Obrazki takie rodzą skojarzenia z Naną Zoli, która odpoczywała, a nieraz przyjmowała gości w takiej właśnie pozie, czy też o Majach Goi. Za najwierniejszy wizualny wyraz przedstawionej w powieści Witkiewicza sytuacji uznać jednak trzeba rysunek Schulza Leżąca kobieta 18 Tamże, s. 183. „Według mnie, kobieta z natury swej […] musi być zasadniczo psychiczną sadystką i fizyczną masochistką, podczas gdy mężczyzna musi być ogólnie psychicznym masochistą, fizycznym zaś sadystą. Schulz doprowadził wyraz obu tych psychicznych kombinacyj do ostatnich granic natężenia i potwornego niemal patosu”. Zob. Tenże, Stanisław Ignacy Witkiewicz…, s. 182. 20 Inaczej psychomachię damsko-męską w powieściach Witkiewicza interpretują Skwarowie. Zob. Skwarowie M. i M., dz. cyt. Autorce bliższe są jednak wnioski Sokoła L. (zob. Tenże, Metafizyka płci…). 19 99 Aneta Jabłońska i dwu mężczyzn u jej stóp, jako że Akne niemal ciągle jest w towarzystwie mężczyzn, którzy ją adorują, poniżając się. Ona natomiast torturuje ich, świadomie odwołując się do wypalających i wewnętrznie niszczących instynktów. Bungo nie może nawiązać z Akne psychicznej relacji, przeprowadzić z nią rozmowy istotnej, bo zawsze jest Ona i jej otoczenie, narysowane przez Witkiewicza nie tylko słowem, ale też węglem. Weininger pisze, że „kobieta, nawet gdy jest sama, żyje ciągle w stanie zespolenia ze wszystkimi ludźmi, których zna. To dowód, że nie jest monadą, gdyż wszystkie monady mają granice”21. Skoro kobieta nie jest monadą, to stale potrzebuje towarzystwa realnych istot – mężczyzn, ponieważ tylko dzięki interakcji z nimi może określić siebie, poczuć własne istnienie. Tak Akne mówi do Bunga: „mnie trzeba […] trzymać z całej siły. Inaczej nie ma mnie. Ginę czasem nawet sama dla siebie”22. Właśnie z tego powodu, że kobieta nie istnieje bez mężczyzny, Weininger może powiedzieć, że „z chwilą, kiedy mężczyzna przezwyciężyłby swoją płciowość, kobieta musiałaby umrzeć”23. Bungo, który zapewne nie czytał Weiningera i nie wie, czym de facto jest kobieta i czego oczekuje od mężczyzny, widzi w Akne pokłady ukrytej, metafizycznej głębi, którą pragnie z niej wydobyć i zanalizować. Bungo chciałby zjednoczyć się z Akne mentalnie; pragnie, aby zespoliło ich tożsame uczucie metafizyczne. Tak te aspiracje przedstawia Witkiewicz: „I nagle uczuł straszliwe w swej mocy pragnienie, żeby ona, ta wcielona metafizyczna dziwność, stała się jego wyłączną własnością, żeby istota jej najskrytszych, najgłębszych przemyśleń, na równi z tajemnicą jej przedziwnej twarzy i ciała, stała się częścią jego istoty, czymś identycznym z nim samym”24. Jednak już podczas pierwszej rozmowy istotnej, kiedy Bungo tłumaczy Akne przyczynę swego negatywnego stosunku do śpiewu (brak w nim metafizycznego przeżycia tajemnicy), ta jest przeraźliwie znudzona, a jej repliką jest stwierdzenie, że Bungo za dużo myśli, przez co nie potrafi normalnie odczuwać rzeczywistości. Podczas tego dialogu uwidacznia się również brak zrozumienia przez demona pierwszej klasy kategorii abstrakcyjnych. Kobiety, podobnie jak dzieci, wszystkie pojęcia odnoszą do świata konkretu. Dlatego kiedy Bungo używa słowa „gwałt” po to tylko, by zobrazować artystyczne wrażenia wywołane zetknięciem się z transcendentną jednością bytu, Akne przechodzą dreszcze na całym ciele. Nie 21 Weininger O., dz. cyt., s. 139. Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, dz.cyt., s. 238. 23 Weinninger O., s. 215. 24 Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, dz. cyt., s. 199. 22 100 Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga urzeka zatem Akne swoją inteligencją poziomu „pierwszej lepszej przekupki zmieszanej z ulicznicą”25. Bungo, mimo miernej inteligencji swej wybranki, naiwnie wierzy, że zmieni ją i jej egzystencję. Czuje do niej litość (biedaczka, musi nurzać się w tym błocie, jakim jest męskie, niepozwalające jej na chwile wytchnienia otoczenie) pomieszaną z miłością, tą duchową. Stopniowo Bungo odkrywa zwyrodnienie Akne. Momentem przełomowym, w którym dostrzega Bungo prawdziwe oblicze swojego demona, są odwiedziny Stanisława Ignacego Zdyba. Podczas tej wizyty twarz Akne zaczyna przypominać „kokotę po całonocnej, ciężkiej pracy”. Ekscesy ze Stasiem Zdybem sprawiły, że Akne z tajemniczo zmysłowej femme fatale przeistacza się w wulgarnego demona trzeciej klasy. Bungo postrzega ją jako odrażającą, jej oczy „obwiedzione sinymi, przechodzącymi w kawowy odcień obwódkami, były szczytem świńskiego rozbestwienia”26. W takich chwilach sentymentalna miłość Bunga wygasa, rodzi się nienawiść i, według Weiningerowskiej kategoryzacji, jeden z najniższych i upodlających mężczyznę instynktów – pożądanie. Te „najniższe instynkty” Bunga, które sprawiają, że wpada w objęcia pani Akne, ujawniają się podczas wizji sennych. Bungo śni, że jest sobowtórem Zdyba, który wygląda jak narysowany przez „jakiegoś straszliwego japońskiego pornografa”27. Stanisław Ignacy Zdyb to symbol siły fizycznej, lecz nie intelektualnej. Kochanek Akne ma tylko zaspakajać jej potrzeby seksualne. Sen Bunga jest więc wyrazem nie tylko pragnienia, by zająć miejsce Zdyba, lecz także lęku przed „zbydlęceniem”. Zgadzałoby się to z twierdzeniem Freuda, który sądził, że marzenia senne to ekspresja pragnień zmieszanych z lękami28. Bungo zaczyna rozumieć, że Akne chce z niego zrobić prostego w swej istocie, silnego i kompletnie pozbawionego metafizycznych rozmyślań Stanisława Ignacego Zdyba; boi się, że przegra tę walkę o samego siebie. Widać tu wyraźnie zbieżność poglądów Weiningera i Witkacego – kobieta sieje wewnętrzne zniszczenie w mężczyźnie, którego wykorzystuje do swoich niecnych celów. Akne nie chce prowadzić z Bungiem długich i nużących ją dyskusji o tajemnicy istnienia. Wymaga ona od niego „silnego uderzenia, silnego powiedzenia, mocnego gestu”29, a zatem agresywnego animalizmu, perwersji formy, którą uznaje za nieskończenie ważniejszą od treści. 25 Tamże, s. 380. Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, s.320. 27 Tamże, s. 330. 28 Zob. S. Freud, dz. cyt. 29 Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, s. 387. 26 101 Aneta Jabłońska Bungo, gdy zdał sobie sprawę, jak destruktywną siłą jest demon, pojął, że jedyną możliwością uniezależnienia się od niego jest przyjęcie jego amoralnych zasad. Uczy się zatem Bungo okłamywać Akne, zdradza ją z Donną Querpią, wykorzystując jednocześnie tę ostatnią. Bungo spełnia prośby Akne, która wciąż powtarza: „Zbij mnie”. Tytułowy bohater zaczyna grać rolę „wstrętnego samca”. Przy Akne Bungo zakłada maskę, przestaje być sobą, a staje się kimś dla siebie zupełnie obcym. Tak pisze do Akne w swoim pamiętniku: „Zrozum, że jest we mnie dwóch: ja sam dla siebie, który powoli zaczyna się wytwarzać, wyłazić z tego błota, a drugi człowiek zły w znaczeniu Tymbeuszowym. Ten drugi jest wściekle podobny do Ciebie. Jest przez Ciebie stworzony”30. Jednak taki zabieg sprawia, że Bungo przestaje odróżniać prawdę od kłamstwa, rzeczywistość od imaginacji, siebie prawdziwego od tego, którym rządzą instynkty. Żyjąc w tej dychotomii, Bungo zaczyna tracić swoją tożsamość albo rozpoznaje w sobie coraz więcej z osobowości „wstrętnego samca”, albo odczuwa „[…] siebie jako coś prawie nie istniejącego, nie dającego się zupełnie ująć”31. Spełnia się zatem zapowiedź Weiningera – kobieta zniszczy prędzej czy później superego mężczyzny i nauczy go życia przepełnionego animalną agresją. Bungo jednak, mimo świadomości, że ta „farsa”, którą odgrywa z Akne, jest dla jego autonomicznego istnienia wielce niebezpieczna, nie rezygnuje z niej. Odchodzi od Akne, którą teraz uważa już za demona trzeciej klasy, ale po dłuższej rozłące powraca, czyli upada, przegrywa. Nie potrafi stworzyć życia bez Akne, ponieważ stała się ona centralną postacią jego egzystencji, przy niej tylko wie, kim powinien być. Gdy Bungo pozostaje sam i pozbywa się swej fałszywej tożsamości, jest wewnętrznie pusty, odarty z samego siebie. Zbyt jest jednak wycieńczony psychicznie, by móc sformułować swoje rozbite ego na nowo. Ponadto wciąż czuje do Akne pociąg fizyczny. Doświadcza więc Bungo weiningerowskiej opozycji, musi dokonać wyboru między cielesnością a duchowością. Niemal zawsze sytuuje się pośrodku. Chociaż walczy o siebie, nie potrafi wygrać, nie z Panią Akne, lecz z własnym pożądaniem – to jego prawdziwy demon, którego Akne tylko wyzwala i prowokuje. Każdy stosunek seksualny z Akne to dla Bunga upadek, zhańbienie, będące przejawem poddania się swoim animalistycznym i niskim popędom32. Myślę, że doskonałą ilustracją stanu psychicznego Bunga jest rysunek Witkiewicza Na dnie. 30 Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, s. 451. Tamże, s. 416. 32 Witkiewicz pyta w Nienasyceniu: „Czy jest gorsze upokorzenie dla mężczyzny niż akt płciowy?” Tenże, Nienasycenie, oprac. Misiorny M., PIW, Warszawa 1985, s. 451. 31 102 Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga Widać tu twarz mężczyzny wykrzywioną w szaleńczym uśmiechu. Mężczyzna nie patrzy na kobietę pogrążoną w ekstazie, można sądzić, że dostrzega groteskowość sytuacji – on tylko udaje, że góruje nad kobietą, jest to poza sztucznie wytworzona, w istocie to ona włada jego duszą. Ostatecznie Bungowi udaje się wydostać z sideł Akne. Pomaga mu w tym rozłąka. Akne udaje się w trasę koncertową, Bungo w góry, gdzie spotyka Maga Childeryka. Rozmowy z nim zwracają Bungowi własną duchowość. Po powrocie ma już dość sił, by powiedzieć Akne, że już nigdy się nie zobaczą. Nie wydaje się jednak, by to było całkowite wyzwolenie spod władz „kobiety […] posiadającej w najwyższym stopniu technikę opanowywania i niszczenia mężczyzn”33. Nie wiadomo przecież, jak potoczyłyby się losy Bunga, gdyby nie stracił oka, a przez to części swojego malarskiego talentu. Główny bohater popełnia samobójstwo, a zostaje ono przedstawione przez Witkiewicza w parodystyczny sposób. Nie ujawnia Witkacy ówczesnych myśli Bunga. Pytaniem otwartym więc na zawsze już pozostanie, dlaczego Bungo napisał: „trup już jestem, trup!”. Można sądzić, że na ten dramatyczny czyn złożyło się wiele czynników. Jednym z nich na pewno były upadki Bunga, do których niewątpliwie przyczyniła się Pani Akne. Tak Bungo charakteryzuje związek z Akne: „Tego rodzaju historia jak moja z tobą, działa jak lekarstwo takie, które wywołuje albo śmierć, albo wyzdrowienie”34. Na tyle głęboko przeżył Bungo swojego sobowtóra, zespolił się z nim, że chwilami rzeczywiście sądził, iż wyzdrowiał, zdawało mu się, że naprawdę góruje nad Akne. Kłamstwo, szczególnie popełnione wobec siebie, nie może stać się życiową teorią, podstawą egzystencji. W Upadkach Bunga okazało się wyjątkowo gorzkim lekarstwem, przynoszącym śmierć. Nie tylko Bungowi Witkacy kazał przegrać z demonem. Żaden z powieściowych bohaterów autora Szewców nie pokonał „kacicy”. Atanazy, bohater Pożegnania jesieni, kończąc związek z wyjątkowo piękną i perwersyjną semitką Helą Bertz, jest „zmiażdżony do szpiku” i próbuje popełnić samobójstwo. Młody maturzysta Zypek w Nienasyceniu został skonfrontowany ze starszą, doświadczoną w uwodzeniu i niszczeniu mężczyzn Iriną Wsiełodowną. Skutkiem tego starcia – szaleństwo Zypcia, który zamienił się w zautomatyzowanego mordercę. 5. Opętani metafizycznym pożądaniem Opisane tu pokrótce wydarzenia wyraźnie ukazują, jak wyczerpujące psychicznie są dla mężczyzn – głównych bohaterów powieści Witkacego – 33 34 Tenże, 622 Upadki Bunga…, s. 412. Tamże, s. 448. 103 Aneta Jabłońska ich stosunki z kobietami35. Zasadnym jest więc pytanie, dlaczego Bungowi tak trudno jest zrezygnować z demonicznej miłości? Otóż ekstaza seksualna wprowadza do świata metafizyki, czyli udziwnia rzeczywistość, wyzwala od nudy, banalności, a także przypadkowości ludzkiej egzystencji. Takie właśnie pragnienia witkacowscy bohaterowie chcą zaspokoić, chcą nasycić się metafizyczną dziwnością istnienia36. To ich dążenie uznać można za przejaw działania Schopenhauerowskiej woli. Powieściowi bohaterzy wielokrotnie przekraczają granice etyczne, moralne, społeczne, by doświadczyć metafizycznych doznań. Dla takiego odczuwania są w stanie poświęcić wszystko – nawet samych siebie. Z tego właśnie powodu dla postaci Witkacego tak istotny jest akt płciowy, gdyż wprowadza w metafizyczny świat, zapewnia maksymalne napięcie świadomości, wyzwala bergsonowskie élan vital, zbliża do nieskończoności. Erotyczne upojenie jest dla nich wyjątkowym momentem kulminacyjnym – bytowania poza czasem, wolności absolutnej, a może nawet upragnionej pełni istnienia. Takie odczuwanie pozwala na poznanie własnej, „nagiej” tożsamości. Tak jest w istocie. Jednak nie tylko tak. Wszystkie te odczucia są krótkotrwałe, przemijają zbyt szybko, by móc je zapamiętać, naprawdę przeżyć. Niecałkowicie też są rzeczywiste, bo przecież metafizycznej pełni osiągnąć całkowicie nie można – Witkacy uzasadnia to ontologicznie i pesymistycznie. Dopowiada, że uczucia metafizyczne (nawet te „niepełne”) stopniowo będą zanikać37. Poza tym, jeśli człowiek dozna już metafizycznej dziwności, pragnie jej coraz mocniej, a co gorsza, wtedy właśnie trudniejsza się ona staje do uchywycenia. Nasycanie metafizycznego głodu wzmacnia apetyt. Dlatego witkiewiczowscy bohaterowie nigdy nie zaspokoją swojego instynktu seksualnego. Wymyślają oni wciąż nowe perwersje seksualne, decydują się na coraz to dziwaczniejsze sposoby fizycznej ekscytacji (masochizm, sadyzm, homoseksualizm, nawet nimfomania), ponieważ to, co wcześniej wywoływało metafizyczny wstrząs, później staje się tylko nawykiem, częścią szarej codzienności. Miłość to tragedia nienasycenia. Mimo to 35 „[…] należy stwierdzić, że malownicze załamania męskich protagonistów w sztukach Witkiewicza nie wynikają tylko z arbitralnej decyzji autora i z »nonsensu«. Prawie zawsze mają przyczyny bardziej konkretne i odpowiedzialność za nie ponosi Kobieta”. A. van Crugten, Witkiewicz, czyli walka płci, przeł. W. Bieńkowska, „Twórczość”, 1 (1968). 36 Dążenie powieściowych bohaterów Witkacego do przeżycia metafizycznej dziwności analizuje Jan Błoński. Zob. Tenże, Doświadczenie dekadencji, [w:] Tenże, Witkacy. Sztukmistrz, filozof, estetyk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001. 37 Zob. Witkiewicz S. I., Nowe formy w malarstwie i wynikające stąd nieporozumienia, PIW, Warszawa 2002. 104 Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga jednak bohaterowie ryzykują i sięgają po tę truciznę, spodziewając się, że okaże się ona lekarstwem. Na początku nim jest, później jednak staje się przyczyną występowania coraz silniejszych objawów chorobowych. Literatura Błoński J., Witkacy. Sztukmistrz, filozof, estetyk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001. Crugten A., Witkiewicz, czyli walka płci, przeł. W. Bieńkowska, „Twórczość”, 1 (1968). Freud S., Wstęp do psychoanalizy, przeł. S. Kempnerówna i W. Zaniewicki, PWN, Warszawa 2002. Skwarowie M. i M., Rodowód demonicznej kobiety, „Dialog”, 12 (1994). Sokół L., Metafizyka płci: Strindberg, Weininger i Witkacy, „Pamiętnik Literacki”, 4 (1985). Sokół L., Witkacy i Strindberg. Studium porównawcze, Wiedza o Kulturze, Warszawa 1990, cz. I-II. Weininger O., Płeć i charakter, przeł. Ortwin O., SAGITTARIUS, Warszawa 1994. Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, oprac. Micińska A., PIW, Warszawa 1974. Witkiewicz S.I., Pożegnanie jesieni, oprac. Misiorny M., PIW, Warszawa 1985. Witkiewicz S. I., Nienasycenie, oprac. Misiorny M., PIW, Warszawa 1985. Witkiewicz S. I. , Dramaty, t. 1-2, PIW, Warszawa 1972. Witkiewicz S. I., Nowe formy w malarstwie i wynikające stąd nieporozumienia, PIW, Warszawa 2002. Witkiewicz S. I., Stanisław Ignacy Witkiewicz. Bez kompromisu, oprac. Degler J., PIW, Warszawa 1976. Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga Streszczenie W niniejszym artykule konfrontuję poglądy dotyczące m.in. walki płci, miłości oraz podmiotowości kobiety Otto Weiningera i Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wykazuję zbieżność teorii obu autorów. Ponadto ukazuję, w jaki sposób Witkacy przełożył swoje poglądy na powieściową materię. Pod tym kątem szczegółowej analizie poddaję pierwszą powieść Witkiewicza 622 Upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta. Celem artykułu jest udowodnienie, że niemal każdy sąd Weiningera znajduje swoją realizację w prozie Witkacego. Słowa kluczowe: kobieta demoniczna, miłość, tajemnica istnienia, niepokój metafizyczny, nienasycenie. 105 Ewelina Radion1 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego 1. Melancholijne preteksty Melancholia, będąca reakcją na utratę obiektu (np. ukochanej osoby lub podstawionego w jej miejsce pojęcia abstrakcyjnego), skutkuje długotrwałym, przekraczającym granice przeciętności zasmuceniem, obezwładniającym chorego. Dlatego prawdziwym zwycięstwem jest pogodzenie się ze zmienionym obrazem świata. Jednakże z oczywistych względów nie może to nastąpić natychmiast. W poszczególnych przypadkach ów triumf nad nadmiernym przygnębieniem wiąże się z ogromnym nakładem czasu i energii, niekiedy wręcz z nadludzkim wysiłkiem, zmierzającym do przerwania psychicznej egzystencji utraconego obiektu. Tylko po zakończonym procesie żałoby „ja” może stać się wolne i nieskrępowane2. Niezgoda na zastaną rzeczywistość sprawia, że myśli melancholika krążą wokół tych samych problemów, mimo że ciągłe rozpamiętywanie przeżycia utraty nie przynosi ukojenia, a nieustanne powracanie do tych samych zdarzeń utrudnia zdystansowanie się od utraconego obiektu i opóźnia przyjęcie postawy żałobnika. Tym bardziej, że na skutek przyjęcia wypaczonej perspektywy melancholik wyolbrzymia własne kłopoty i coraz głębiej zanurza się we własnych, nierzadko demonizowanych nieszczęściach. Na domiar złego nie potrafi oderwać się od przykrych myśli. Jego perseweracja przeżyć przypomina nieco nerwicę natręctw, z tym tylko, że w natręctwach myśli są obce, chory z nimi walczy, a w depresji stanowią jądro jego przeżyć, są dla niego najprawdziwszą prawdą, której dotychczas może nie dostrzegał, a która dopiero odsłoniła mu się w chorobie3. Uporczywe rozpamiętywanie przeżycia utraty sprawia, że melancholik pogrąża się w nieutulonym żalu i „»nigdy, nigdy nie odnajduje straty« i z tego ubytku, 1 [email protected], Instytut Filologii Polskiej, Wydział Filologiczny, Uniwersytet Rzeszowski. Zob. K. Pospiszyl, Zygmunt Freud. Człowiek i dzieło, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 296; tenże, Narcyzm a twórczość, „Przegląd Humanistyczny”, 1 (1994), s. 109-129. 3 Zob. A. Kępiński, Melancholia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 150. 2 106 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego tego nieodnalezienia czyni swój modus vivendi, tymczasowy, lecz wciąż ten sam tryb swej smutnej na zawsze wieczności”4. Lubowanie się pisarzy w ciemnych odczuciach to zapewne – obok fascynacji tradycją tak zwanego „ciemnego romantyzmu”, ożywianą w modernizmie5 – rezultat zaakceptowania pisarskiej filozofii, według której poezja rodzi się z pęknięć6. Przyjmują ją zazwyczaj pisarze obdarzeni szczególną konstrukcją psychiczną, wrażliwością ukierunkowaną na intensywne przeżywanie własnej egzystencji, odczuwających silną więź z tym, co minęło, koncentrujących się na przeżyciu utraty7. Należą do nich również poeci zmuszeni porzucić kraj swojego dzieciństwa: Zygmunt Ławrynowicz (1924-1987), w utworach którego obecne są refleksje ogniskujące się na dojmującym braku, na obserwacji, jak „rośnie […] [w nim – E. R.] ból kłujący” (SM 12)8 – oraz Wiesław Kulikowski (ur. 1935), przyznający że jego wiersze „wynikają z bólu, świadczą o duchowych porażkach”9; że jego pisanie „to słuchanie / muzyki, która boli” (PKO 24)10. 4 M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Świat Książki, Warszawa 2002, s. 12. Zob. Ostasz G., Ożywianie tradycji „ciemnego romantyzmu”, [w:] tenże, W cieniu „Herostratesa”. O tradycji romantyzmu w poezji polskiej lat 1914-1939, Wydawnictwo WSP, Rzeszów 1994. „Ciemny romantyzm” to termin Tadeusza Kłaka. Zob. Tenże, Wstęp, [w:] J. Czechowicz, Wybór poezji, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1970, s. LXXXV. 6 Zob. Drewnowski T., Walka o oddech – bio-poetyka. O pisarstwie Tadeusza Różewicza, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 279. 7 Zob. A. Świeściak, Melancholia w poezji polskiej po roku 1989, Universitas, Kraków 2010, s. 15-16. 8 Referat „Zabierz smutek z dusz osowiałych”. Melancholia w poezji Zygmunta Ławrynowicza przedstawiłam w czasie Konferencji Naukowej „Strącony z rodzinnego gniazda wprost w kipiel epoki”. Twórczość Zygmunta Ławrynowicza. W dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin i dwudziestą ósmą rocznicę śmierci, Uniwersytet Rzeszowski, Rzeszów 14-15.10.2015. Przy wszystkich cytowanych utworach Ławrynowicza (dalej: ZŁ) i Kulikowskiego (dalej: WK) stosuję następujące skróty tomów: AB – Anglobabilon (ZŁ, Londyn 1986); BN – Blisko i najbliżej (WK, Kraków-Mielec 1997), DRI – Dawna rozmowa z igliwiem (WK, Kraków-Rzeszów 1997), EJ – Epitafium jesieni (ZŁ, Londyn 1953), GJ – Granice dla jaskółek (WK, Kraków-Mielec 1997), GP – Głębiej niż letnie popołudnia (WK, Rzeszów 2005), ID – Imiona na drogach (WK, Mielec 1998), MRL – Z muzyki zza rzeki list (WK, Rzeszów 2003), MZK – Milcząca na złotej kładce (WK, Kraków 2010), OO – Okruchy obrazu (WK, Rzeszów 1997), PKO – Przystanek dla kilku osób (WK, Rzeszów 1995), POZ – Poranek odnajdzie zagubioną (WK, Sandomierz 2008), SM – Syn marnotrawny i inne wiersze (1954-1960; ZŁ, Londyn 1968), ŚP – Ścieżka do ptaka (WK, Lublin 1972), UW – Ucieczka z wesela (WK, Rzeszów 1979), WM – Wyprzedaż muzyki (WK, Mielec 1992), ZP – Zakwita już powrót (WK, Rzeszów 2002), ZS – Zbieranie szronu (WK, Lublin 1967), ZUM – Zamiatacze ulic malowanych (WK, Rzeszów 1981). Cyfra obok oznacza numer strony. 9 Rozmowa telefoniczna W. Kulikowskiego z E. Radion, 24.12.2009. 10 Zob. Radion E., „Mundus melancholicus” Wiesława Kulikowskiego, [w:] Dybizbański M., Mazur A. (red.), Światy melancholii. W 500-lecie „Melencolii” Albrechta Dürera, Uniwersytet Opolski, Opole 2016, s. 457-469. 5 107 Ewelina Radion 2. Narcystowska miłość Rozpacz melancholika jest najbardziej pierwotnym wyrazem narcystycznego zranienia, którego nie da się wyobrazić ani zwerbalizować; zranienia na tyle wczesnego, że nie może odsyłać do żadnego czynnika zewnętrznego (podmiotu lub przedmiotu). Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w przypadku depresji narcystycznej smutek jest jedynym obiektem; właściwie można powiedzieć, że jest namiastką obiektu, do którego, z braku innego, chory przywiązuje się, który obłaskawia i ubóstwia11. Dlatego melancholik, po jakimś czasie, w wyniku przeniesienia afektu z utraconego obiektu na smutek, zaczyna ubóstwiać własne narcystyczne zranienie. W depresji myślenie chorego staje się „trudne, kojarzenia są skąpe, myśl obraca się wokół jednego tematu: beznadziejności własnego życia, własnych win i własnej bezradności”12. Aż w końcu melancholik ulega „miłosnej obsesji”13. Wtedy jego rzeczywistość staje się „łatwo porzucającym granice normalności światem kolekcjonerów, którzy samowolnie i kapryśnie wychwytują chwile i zdarzenia, by dołączyć je do swojej kolekcji i tym tylko są naprawdę zaabsorbowani, gotowi do wszelkich w tym względzie wyrzeczeń”14. 2.1. Perspektywa „syna marnotrawnego” Zygmunt Ławrynowicz urodził się na Litwie Kowieńskiej (1925), a następnie został wydarty z zamożnego „rodzinnego gniazda / wprost w kipiel epoki” (SM 23). W roku 1943 wywieziony do Niemiec, skąd przez Jugosławię i Austrię przedostał się do Włoch, a następnie − do Anglii. Po ukończeniu studiów ekonomicznych Ławrynowicz – będący niekwestionowanym „humanistą z ducha” – spędzał odtąd „papierowe różańce godzin” w londyńskiej filii międzynarodowego banku Lloyds jako specjalista od spraw dewizowych. Większość pozaurzędniczego czasu poświęcał samokształceniu, aktywności pisarskiej i translatorskiej15. 11 Zob. Kristeva J., Czarne słońce. Depresja i melancholia, przeł. Markowski M.P., Ryziński R., Universitas, Kraków 2007, s. 15. 12 Kępiński A., dz. cyt., s. 12. 13 Piękne niedopasowanie. Z M. Pękalą o życiu i twórczości W. Kulikowskiego rozmawia E. Radion, „Nowa Okolica Poetów”, 11 (2003), s. 21. 14 M. Zaleski, Formy pamięci. O przedstawianiu przeszłości w polskiej literaturze współczesnej, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 1996, s. 18. 15 Zob. A. Siomkajło, Polono-Lithuanus „w szuwarach świata”. Zygmunt Ławrynowicz – poeta i tłumacz, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PK/litwa.html. [dostęp 12.03.2015] O przyczynkach do biografii tego emigracyjnego poety mówił Jan Wolski podczas rzeszowskiej 108 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego Poetę cechował „niezależny sposób myślenia i zbyt samodzielny stosunek do szeregu problemów, które przybrały dla tutejszej emigracji niezmienne, wręcz kamienne oblicze, odstraszał zwolenników […] od jakiejkolwiek próby uznania jego prac. Nie powiązany w końcu z żadnym zespołem, oddany bezinteresownie sprawom sztuki, zbyt obszernie wykształcony jak na tutejsze potrzeby, o zainteresowaniach wykraczających daleko poza unię dążeń tutejszych kół politycznych i dziennikarskich, nie mógł liczyć na jakiekolwiek poparcie, które najczęściej, jak dobrze wiadomo, nie respektowało wartości, zastępując je przynależnością do tej czy innej koterii”16. Niewątpliwie sytuacja życiowa autora Syna marnotrawnego wpłynęła na postawę Ławrynowiczowskiego bohatera-podmiotu, który w wierszach niejednokrotnie wyraża przekonanie, że cała rzeczywistość sprzysięgła się przeciw niemu, że kiedy schyla się po kwiat lub pragnie „napić się wody z wesołego strumienia”, to kwiat natychmiast więdnie, opadają mu płatki, a woda staje się „nagle mętna nie nadająca się do picia” (AB 64). Jest przekonany – czego dowody znajdujemy w wielu utworach – że został zesłany do „świątyni Beliala / gdzie złoty cielec / jest jedynym elementem / budzącym zachwyt lub prze-strach” (AB 63). Ubolewa, że los obszedł się z nim „po macoszemu” (AB 34), że kiedy „nieśmiałą ziemię / smaga wiatr / rodem z Syberii”, on nie posiada nawet kożucha „na zimę” (AB 34). A do tego: nie ma „ani pędzi ziemi” (AB 35), jakby dla niego zabrakło „miejsca / przy pulsującym korycie” (AB 35). Oto fragment wiersza Poeta (EJ 11): „Ja jestem smutku pełną czarą wykutą z alabastru snów, rękami muz swawolnych. Jam pieśnią ślepą, muszlą szarą, co kryje w morzu dźwięcznych snów wonny śmiech kwiatów polnych. Ja jestem ptasim krzykiem mewy ponad falami obcych mórz, wzburzonych wściekłym gniewem. Ja jestem słabym synem Ewy.” sesji naukowej: „Strącony z rodzinnego gniazda wprost w kipiel epoki”. Twórczość Zygmunta Ławrynowicza (2015). 16 Niemojewski J., Zygmunt Ławrynowicz, „Tydzień Polski”, 1 (1988), s. 2. 109 Ewelina Radion Natomiast w wierszu Kraju mój (SM 5) czytamy: „Ani ja z soli ani z roli ja jestem z tego, co mnie boli17 pełne krwi niosę, łez, ja hardy, serce pęknięte od pogardy. Milcząc hoduję na dnie wrzawy cierpliwy niby kwiat agawy obraz udręki, bólu, troski, jak uśmiech Pani Matki Boskiej.” Melancholia Ławrynowiczowskiego bohatera-podmiotu, który z miłosną kontemplacją obserwuje, jak rozbudowują się w nim wielkie, niemalże kosmiczne „konstelacje smutku” (EJ 32), jest reakcją na utratę ukochanego obiektu, w tym wypadku – tęsknoty za krajem lat dziecinnych. Jego smutek wynika ze zranienia powstałego w czasie przebywania na emigracji, z konieczności egzystowania w „koszmarnym domu”; nocowania w „zziębniętym barłogu”. Żyjąc pośród obcych, czuje się „osierocony / przez zabitą ojczyznę / przez brata język” (AB 28), jakby był „niemy i głuchy w świecie” (AB 28). Doświadcza bowiem typowego zagubienia, będącego udziałem mówców schwytanych „w potrzask języka obcego”, którzy zmuszeni są używać na co dzień „języka, którego formy i znaczenia są mu obce”18. Stąd też „poezja tworzona w języku polskim, języku dzieciństwa i młodości stała się dla Ławrynowicza wyrazem więzi z krajem i kulturą przodków z jednej strony, i z drugiej – ekspresją wewnętrznych przeżyć duchowych związanych z walką o własną tożsamość”19. Tym bardziej, że „ja” mówiące w wierszach autora Błędnych ogników, na próżno szuka „siebie / w oczach bliźnich / których – jak wyznaje prowadząc ze sobą wyobrażoną rozmowę – nie zachwyciłeś urodą / nie olśniłeś dowcipem / nie przepłaciłeś pieniędzmi” (AB 121). Tworzy więc, 17 Sformułowanie „Ja nie z soli ani z roli, ale z tego, co mnie boli wyrosłem” przypisuje się Stefanowi Czarnieckiemu, który w ten sposób wskazał, że do swoich stanowisk nie doszedł – tak jak inni, współcześni mu dowódcy – dzięki zyskom z handlu solą i płodami rolnymi, ale poprzez zasługi odniesione na polu walki. 18 Pieńkowska M., Zerwać czarne słońce, czyli o zaradzeniu melancholii, s. 25, [w:] Małczyńska A., Małczyński B. (red.), W kręgu melancholii, Chiazm, Opole-Katowice 2010. 19 Wolski J., „Przyjdzie pora na słowa”. O niektórych elementach poezji Zygmunta Ławrynowicza, s. 206, [w:] Andres Z., Wolski J. (red.), Poetycki krąg „Kontynentów”. Artykuły i szkice, Wydawnictwo WSP, Rzeszów 1997. 110 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego jak każdy melancholik, „zwiewne na ogół urojenia prześladowcze”20, wyrażając podobne odczucia, jakie kilka wieków wcześniej sformułował Jan Jakub Rousseau, który „nie wybrał samotności, ale został do niej zmuszony przez zawistnych ludzi, dawnych przyjaciół, fałszywych protektorów […]. Obwieścił nawet, że jest ofiarą powszechnego spisku”21. W utworze Wolę czytamy (EJ 5): „Nie lubię tłumu, stugębnej gawiedzi. Nie lubię krzykliwego świata en masse: jego arogancji, nonszalancji, pogoni za nowością bez sensu, bez tchu. Gardzę jego opinią, gardzę jego złością i wolę, wolę położyć się na mchu i słuchać jak szumi las” Melancholiczny bohater-podmiot wycofuje się więc ze świata, obarczając za taki stan rzeczy swoich nieprzyjaciół: „nie miejcie / do mnie pretensji / że nie zakwitłem / na waszym niebie […] / wasze niebo – / sufit kurnej chaty / wasza ziemia – / chwasty i głazy” (SM 90). I w gruncie rzeczy − tak jak autor Marzeń samotnego wędrowca i Wyznań − może poświęcić się „dwóm rzeczom: obserwacji własnej duszy lub obserwacji dookolnej natury”22. Prowadzi więc „flirt z przyrodą”, podziwiając jej niezmienność, piękno, szlachetność, ale też pogodną zgodę na nieuchronność upływu czasu. Przygląda się „żałobnym cyprysom”, chryzantemom, jesiennym astrom, przekwitłej róży, wiatrom, które „omiatają spadłe liście”, oraz gasnącym o zmroku światłom. Przyjmując postawę świętego Biedaczyny z Asyżu, odczuwa „braterstwo słońca” (SM 57). Melancholikowi wydaje się, że przebywa w odosobnieniu również dlatego, że stał się on przedmiotem ataków ludzi ogarniętych „szałem nieprawdy” (AB 115), którzy podejmują wysiłek, żeby przemienić go w nowoczesnego konsumenta: „zagarnąć język”, „zacementować duszę”, „zasnuć horyzonty”, a następnie – skierować jego marzenia „ku 20 Kępiński A., dz. cyt., s. 4. Śniedziewski P., Melancholijne spojrzenie, Universitas, Kraków 2011, s. 21-22. 22 Tamże, s. 22. 21 111 Ewelina Radion świątyniom przekupnym” (AB 115). Jednakże bohaterowie wierszy i podmiot mówiący Ławrynowicza potrafią znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły, aby nie tylko odrzucić różne nawykowe formy zarządzania sobą, przeciwstawiając się zasadom postępowania wpajanym odgórnie wszystkim uczestnikom postępującej globalizacji. Bohater-podmiot jest również w stanie – na przekór naciskom otoczenia i wbrew nieprzychylnym okolicznościom – wyzwolić się z obezwładniającego smutku i skoncentrować się na sprawach naprawdę dla niego ważnych, po prostu fundamentalnych, stanowiących istotę jego życia. Wtedy wspomina „zaklęte rewiry / dzieciństwa wschodzącego niczym jabłka w sadzie” (AB 144) i cieszy się namiastką rodzinnych stron, którą zdają mu się krajobrazy nieskażone działaniem człowieka oraz zwykła ludzka życzliwość. Przyznaje się do tego chociażby w wierszu Upodobałem sobie (EJ 17): „Upodobałem sobie w chacie cichej wśród lip i wśród topoli, gdzie śpi zaklęta polska psyche, tam gdzie zły sen ją boli […].” W ten sposób potrafi obronić się przed globalną standaryzacją doświadczenia, przed unicestwieniem własnego, niepowtarzalnego „ja” i w sobie pierwotny, dobrze rozumiany narcyzm, niezbędny do skupiania uwagi na własnych sprawach. Z wytrwałością godną sprawy pielęgnuje w sobie „wieczną zieloną prawdziwość”, aby – zgodnie z przeznaczeniem każdego człowieka – „przerastać / wymiary doczesnych mieszkań” (AB 115). Próbując nie dopuścić do rozbicia własnej osobowości, sam siebie dyscyplinuje, napomina i skłania do pokory: „nie zadzieraj więc / nosa / pamiętaj / w bogatych pałacach / nie ma się przyjaciół” (AB 124). Innym razem samodzielnie wyznacza sobie drogi rozwoju: „ucz się, mówię ci, / ucz się / obalać bóstwa pogańskie / w świątyniach pychy” (AB 145); „ucz się posłusznym być prochu” (AB 146). A zwracając się do Boga, prosi o przebaczenie lub wsparcie: „Ty który przebaczyłeś łotrowi na krzyżu po lewej stronie kaźni zgotowanej Tobie przez kapłanów obłudy w mieście Jeruzalem daruj nam nasze dzienne zawroty pamięci ozdrów sumienia ślepe gdy pędząc na oślep za urokliwą kraską doczesnych przewidzeń 112 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego padamy łatwo łupem zwodniczej syreny […]” (AB 150) „Panie naucz nas się modlić byśmy byli jak pielgrzymi wędrujący przez rzeki złego czasu po kamykach świętych wersetów ale daj nam wesołe życie oddal smutek twarzy zakapturzonych męką […]” (SM 22) Dopiero wtedy jest gotów, niczym biblijny syn marnotrawny, wrócić do tych, których porzucił. Jest nawet w stanie wymazać z pamięci doznane krzywdy, zapomnieć własne „pożary wstydu”, „zdradę przyjaciół”, „kamienne słowo”, czy też „ręce kupczące / na raty miedzianą mową” (SM 85). 2.2. Wizje „dawnego chłopca” Wiesław Kulikowski, autor dwudziestu książek poetyckich, urodził się w 1935 roku w Endrychowcach, w miejscowości ówczesnego powiatu wołkowyskiego w województwie białostockim (dzisiejsza Białoruś). Krótką sielankę dzieciństwa przyszłego poety zniszczyła najpierw śmierć ojca, Józefa, a ostatecznie – wybuch wojny w 1939 roku i konieczność opuszczenia gniazda rodzinnego, kresowego dworku. Wówczas owdowiała matka, Władysława, z dwójką małych dzieci, Wiesławem i Haliną, znalazła schronienie u kuzynostwa oraz w domostwach miejscowych Białorusinów23. Po zdobyciu dokumentów niezbędnych do opuszczenia nowo utworzonej Białoruskiej Republiki Radzieckiej wróciła, w roku 1946, wraz z dziećmi pociągiem towarowym w rodzinne strony, do podmieleckiego Rzemienia. Pisarz zadebiutował − zarówno prasowo („Kamena” 1957), jak i książkowo (Zbieranie szronu, 1967) − w Lublinie, gdzie w latach 1955-1957 studiował w Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Ostatecznie studia polonistyczne ukończył w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie (1970), po których rozpoczął pracę w mieleckim Liceum 23 Zob. Wierzę w cud wiersza… Rozmowa M.A. Łypa z W. Kulikowskim, [w:] Poeci Podkarpacia. Stanisława Kopiec, Wiesław Kulikowski, Mitel, Rzeszów 2002, s. 42-43. 113 Ewelina Radion Medycznym. W połowie lat 90. XX wieku przeszedł na nauczycielską emeryturę. Biografia autora zawsze ułatwia zrozumienie jego poezji, jednakże w tym wypadku jest kontekstem odrzucanym przez samego Kulikowskiego, który również w wierszach niejednokrotnie zaciemnia jasność swojej wypowiedzi24. Postępuje więc jak typowy melancholik, dla którego „zrozumienie jest prawdziwym nieszczęściem”25. Niejasność poetyckich wizji zatwierdzają chociażby nader często stosowane w wierszach zaimki nieokreślone: „ktoś”, „coś”, „kiedyś”, „gdzieś” oraz partykuły: „nie tylko”, „niby”, „jakby”, „prawie”, „może”, osłabiające kategoryczność słów, wyrażające przypuszczenie, wahanie, niedowierzanie. „Oto wybrane przykłady z wierszy: Odlatują studzienne żurawie, metafory stare, zostają moje sny, złote, dzikie grusze, prawie nad stawem, utopione w lesie.” (ZS 5) „A malwy jakby z daleka – w blasku jabłek, pod słońcem, przypominają dawny dzień, sen gorzki.” (ŚP 21) 24 Poeta wielokrotnie podkreśla zarówno w czasie prywatnych rozmów, jak i spotkań poetyckich, że najważniejsza jest twórczość, biografia zaś – mniej ważna. Być może dlatego fakty biograficzne Kulikowskiego nie zostały, jak dotąd, potwierdzone przez niego stosownymi dokumentami prywatnymi lub urzędowymi; poeta nie zdecydował się ich udostępnić ani ujawnić nazwisk dalszych krewnych ze strony swojej nieżyjącej już siostry. Nie mogąc poznać osób z rodziny pisarza, prowadziłam rozmowy z jego znajomymi. Pozyskane w ten sposób, z drugiej ręki, a więc mniej wiarygodne informacje konfrontowałam z danymi utrwalonymi w materiałach pisanych, rejestrujących dzieje powiatu wołkowyskiego, lub znalezionymi w wydawnictwach mieleckich, rzeszowskich, lubelskich. Podejmując się rozwikłania spornych kwestii biograficznych, korzystałam z materiałów pomocniczych, również z opublikowanych rozmów z poetą. Zestawienie zebranych informacji ujawniło, że autor chętnie inkrustuje życiorys fantazmatami legendy rodzinnej bądź też zasłania się wygodną aurą niepamięci. Akceptację pisarza dla zrekonstruowanego przeze mnie życiorysu, który kilkakrotnie był przez niego uzupełniany i poprawiany, otrzymałam pocztą tradycyjną w formie listów zapisanych na papierze (w 2009 roku). Po kilku latach poeta jednak uznał, że ta wersja jego biografii jest dla niego niezadawalająca. Dlatego należy przyjąć, że curriculum vitae Kulikowskiego w dużej mierze cechuje fragmentaryczność i porządek nielinearny. 25 E. Cioran, Ćwiczenia z zachwytu. Eseje i portrety, przeł. Kłoczowski J.M., Czytelnik, Warszawa 1998, s. 53. 114 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego „Zakopany w ogrodzie mój kochany pies – – – jakby ciągle jeszcze czekał.” (WM 8) „Widzi mnie trawa, leżącego na dawnej łące, która może gdzieś jeszcze jest, gdy mnie nie ma.” (PKO 52) „Dzieci dzięki wyobraźni jedzą poziomki – – – – i jakby w samych koszulach spoceni mężczyźni znosili ławy, jakby dziewczęta w letnich sukniach tańczyły.” (DRI 36) „Widzę go przez płonącą gałąź. Prawie leci, do katedry, prawie przez noc.” (OO 18) „Wszyscy się odwrócili, niby jej nie słyszą, gdy biegną, dochodzi prawie do nas.” (GP 56) „Po przejściach wiosen bukowickich i zim, może kobiety szły w stronę rzeki.” (MZK 79) Nieprzejrzystość, wprost oniryczność lirycznej narracji to ważny element surrealistycznego widzenia świata, obecnego w całej twórczości Kulikowskiego. Szczególnie po roku 2002 w książkach poetyckich zamieszczane są długie, wielostronicowe utwory, w których zazwyczaj brak głównych wątków. Pojawiają się w nich nieprzebrane obrazy, zestawiane jakby bez powiązań przyczynowo-skutkowych. Utwory bywają zapisem strumienia świadomości, który odpowiada semantycznie używanym przez Kulikowskiego metaforom: „rwący potok”, „długi film o nas”. Nadchodzenie kolejnych wyobrażeń zwiastują określenia: „teraz widzę…”, „przypominają się też…”, „z daleka widać jeszcze…”, „są też…”, „są jeszcze…”, „słyszę…”, „widzę…”, „wiele obrazów się piętrzy” lub zdania, pomiędzy którymi istnieją trudno uchwytne zależności. Oto fragment wiersza Wakacje między słowami (GP 7): „Cisza jest w pieśni, w Bukowinie Tatrzańskiej. W Dusznikach deszcz się rozsypał. W Dreźnie już po deszczu. Murów nie wolno dotykać. 115 Ewelina Radion Nikifor sam nocą wyszedł z Krynicy. W Pradze poranek jest rześki. Najważniejsze zdania zostają w powietrzu. Dante prowadzi dalej niż piekło.” Aby pozostać dla innych niezrozumiałym, Kulikowski chętnie posługuje się „wypowiedzią-maską”26, sugerującą migotliwość znaczeń. Niemniej czytając jego wiersze, nie sposób nie zauważyć, że poeta chętniej ujawnia curriculum vitae w świecie wewnętrznym swych wierszy27, ukrywając twarz pod maskami bohaterów, niż udziela o sobie wywiadów. Zamiast mówić wprost, woli zawiązywać ze swoimi bohaterami rzekomy „»pakt autobiograficzny« (krypto- i parabiograficzny) i czerpać tworzywo” z własnego życiorysu albo też z „historii rodziny i środowisk wygnańczych”28. Kulikowskiego „ja” mówiące przygląda się sobie nawet wtedy, gdy ukrywa twarz pod licznymi maskami, należącymi do – korzystam z określeń używanych w wierszach – „zupełnie innych osób”, które są przecież, jak wskazał Carl Gustav Jung, integralnym elementem osobowości człowieka29. Nawet gdy autor czyni bohaterami wierszy pierwszego skrzypka, pannę młodą, „spłowiałych” żniwiarzy, dziczkę, którą każdy „mylił z dzikimi owocami” (UW 6), albo inne, często niedoprecyzowane w wierszach postaci – tak naprawdę zawsze koncentruje się na własnych przeżyciach. 26 „Wypowiedź-maska” to termin używany przez Danutę Danek, synteza konstrukcji semantycznej, którą zainicjował Zygmunt Freud. Zob. Danek D., Psychoanaliza i analiza semiotyczna (Tezy), s. 58, [w:] Taż, Sztuka rozumienia. Literatura i psychoanaliza, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 1997. 27 Zob. np. Ożóg J. B., Liryka Kulikowskiego, „Życie Literackie”, 44 (1982), s. 10-11; Żbikowski P., Śladami poetyckiej wyobraźni Wiesława Kulikowskiego, [w:] Pejzaże poetyckie. Szkice o poetach rzeszowskiego środowiska literackiego, Andres Z. (red.), WSP, Rzeszów 1988, s. 127-155; Pieńkosz K., Wywoływanie echa, „Sycyna”, 81 (1998), s. 16; Niewolak-Krzywda A., Ręce matki, czyli poetycka autobiografia, [w:] Poeci Podkarpacia…, s. 39-40; Piękne niedopasowanie. Z M. Pękalą o życiu i twórczości W. Kulikowskiego rozmawia E. Radion, „Nowa Okolica Poetów”, 11 (2003), s. 20-25; Radion E., Nad wierszem „Ania wraca z lekcji języka francuskiego” Wiesława Kulikowskiego, „Kamerton”, 1 (2009), 71-75; Gąsiewski W., Kulikowski – poeta dwóch epok, „Wieści Regionalne”, 8, (2010), s. 10; Gąsiewski W., Wiesław Kulikowski. Poetycki kresowy patronat duchowy, „Nadwisłocze”, 4 (2011), s. 44-47; Radion E., Olśniewająca „pokora piękna”, „Nadwisłocze”, 1 (2014), s. 36-37. 28 Wyrażenia zaczerpnięte z książki Bolesława Hadaczka. Zob. Tenże, Historia literatury kresowej, Universitas, Kraków 2011, s. 351. 29 Zob. Szewczuk W. (red.), Słownik psychologiczny, Wiedza Powszechna, Warszawa 1985, s. 145. 116 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego Autor Granic dla jaskółek skupia się na sobie również wtedy, gdy z niezmienną intensywnością eksploruje wciąż te same obrazy, najczęściej związane z własną biografią. Ścisłą relację między podmiotem mówiącym a pisarzem z Mielca potwierdzają liczne wyznania „ja” lirycznego, które przyznaje się do wspólnej z autorem genealogii. Podaje „imiona rodziców / Władysława, Józef” (ID 17). Przedstawia się: „moje imię, Wiesław” (PKO 39). Odnotowuje: „ten chłopiec z fotografii to ja” (GP 44), to jest „mój dziecięcy cień” (MZK 12), to jestem „ja na koniku wśród koniczyn” (ZP 46). Wymienia imiona osób z rodziny pisarza, matki i ojca, żony Anny, siostry Haliny, cioci Cezi (Cezarii). Napomyka także o dziadku i prababce z Prowansji. Wspomina wojenne dzieciństwo: zimowe zabawy z rówieśnikami. Nieraz przypomina przygodę na łubinowym polu, po której długo nie mógł „przyjść do siebie” (MZK 8). Nawraca wciąż do podróży z roku 1946, kiedy „w kołyszącym się wagonie towarowym” wyruszył z Wołkowyska, gdzie się urodził, do Rzemienia pod Mielcem. Koncentrując się na własnych odczuciach, gloryfikuje własną subiektywność. Być może dlatego preferuje wojaże imaginacyjne, podległe wyłącznie prawom jego fantazji; wszakże uważa, że od faktycznej obecności w danym miejscu ważniejsze są uczucia „wywołane” wyobrażoną podróżą, która budzi, według niego, „niepowtarzalne przeżycia”30. Przy tym chętnie podejmuje wędrówki po „swojszczyźnie”, odwiedzając miejsca związane z własną biografią. Już w debiutanckiej książce autor objawił swój sentyment do krajobrazu rodzinnego, a w zbiorach kolejnych, szczególnie w tomie Blisko i najbliżej, rozwinął podróże, które są kontynuacją takich wędrówek z czasów romantyzmu31. Wymienia miejsca, które poprzez związki z wybitnymi postaciami odsyłają do kulturowego dziedzictwa Rzeszowszczyzny: Duklę (św. Jan, pustelnik), Żarnowiec (Maria Konopnicka), Gwoźnicę (Julian Przyboś), Wielowieś (Stanisław Piętak), Nienadówkę (Jan Bolesław Ożóg) oraz Kombornię, Łańcut, Baranów Sandomierski i wiele innych. Wymienia nazwy topograficzne związane z jego własnymi dziejami: Roś, Wołkowysk, Mielec, Gawłuszowice, Rzemień, Rzeszów, Lublin. W wierszu Lublin (POZ 51) używa lakonicznej peryfrazy: miasto „Pierwszej Książki”. Określa w ten sposób miejsce własnego debiutu i równocześnie – za sprawą ulicy Lipowej – miasto „Pierwszej Książki”, czyli poezji Jana Kochanowskiego, który właśnie w Lublinie zmarł 22 sierpnia 1584 roku. Za sprawą minionych zdarzeń Lublin jest miastem 30 Zob. Poetyckie podróże. Z W. Kulikowskim rozmawia E. Radion, „Fraza”, 3-4 (2004), s. 24-25. 31 Zob. Burkot S., Polskie podróżopisarstwo romantyczne, PWN, Warszawa 1988. 117 Ewelina Radion muzeów, dokąd paradoksalnie – w wewnętrznym świecie tej poezji – „przyjeżdżają nieobecni”. Wśród nich znajdują się osoby związane z – chełmską i lubelską – „Kameną”: Zygmunt Mikulski; Kazimierz Andrzej Jaworski; Andrzej Tchórzewski, nazwany w wierszu Kulikowskiego „chrześniakiem Czechowicza”; Wiera Korneluk, która – jak zwierza się z radością porte-parole autora – „odnalazła moje słowa / w gazecie, moje pierwsze wiersze” (POZ 52); ponadto inni poeci: Józef Czechowicz, Jerzy Pleśniarowicz, Julian Przyboś i Adam Mickiewicz. W wierszu znajduje się wzmianka o czasopiśmie („Kamena”), w którym autor debiutował, a także o przyczynie wyjazdu stamtąd: „opuszczałem uniwersytet Marii, / bo za bardzo lubiłem Lublin” (POZ 52)32. Bywa i tak, że poeta z Mielca swoją uwagę kieruje również poza miejsca związane z własną biografią, gdyż – jak wyznaje w rozmowie – nie zawęża „małej ojczyzny” do obszaru najbliższego w sensie terytorialnym33. Odwiedza miejsca związane z życiem wybitnych pisarzy i artystów w kraju i poza jego granicami: Czarnolas (Jan Kochanowski), Delfty (Johannes Vermeer), Lubekę i Lipsk (Jan Sebastian Bach), Lublin (Jerzy Pleśniarowicz, Józef Czechowicz), Nohant i Majorkę (Fryderyk Chopin), Peszt (Ferenc Liszt), Sandomierz i Stawisko (Jarosław Iwaszkiewicz), Pragę (Franz Kafka, Bohumil Hrabal), a także wiele innych miast i regionów. I chociaż podejmuje liczne „podróże intelektualne”34, które inicjowane są pobudkami poznawczymi, chęcią skupienia się na świecie zewnętrznym, przyrodzie i dziełach sztuki, to w ostatecznym rozrachunku zawsze uczestniczy w podróżach „w głąb siebie samego”. Melancholik skupia się na sobie, ponieważ tak naprawdę tęskni „nie tyle za miejscem utraconym, ile za sobą dawnym w tym miejscu, […] nie […] za miejscem swej młodości, ale za swoją młodością, za swoim dzieciństwem”35. Dlatego bohaterem wielu swoich utworów Kulikowski czyni „dawnego chłopca”, postać w pewnym sensie znaną z autobiograficznych utworów innych „starych poetów”, na przykład 32 Pisarz, wspominając swój debiut w rozmowie z Markiem Pękalą, wyznał: „Z […] pierwszymi próbami [wierszy] poszedłem do cotygodniowego dodatku kulturalnego przy »Sztandarze Ludu« i pani Wiera Korneluk przychylnie na nie popatrzyła. Gdzieś po dwóch tygodniach, stojąc w kolejce w barze, zobaczyłem, że człowiek stojący przede mną czyta kolumnę z moimi wierszami! Poczułem się wtedy tak jakoś istotnie [!], wydawało mi się, że nagle urosłem sam dla siebie [!]. Poczułem, że jestem poetą. Ale to nie było związane z przekonaniem o jakimś posłannictwie, po prostu zrozumiałem, że będę pisać. I tych stanów gorączkowych, gdy piszę, przestałem się obawiać”. Z potrzeby miłości. Z W. Kulikowskim rozmawia M. Pękala, „Nowiny”, 29 (1996), s.6. 33 Poetyckie podróże…., dz. cyt., s. 24-25. 34 Zob. Kozicka D., Wędrowcy światów prawdziwych. Dwudziestowieczne relacje z podróży, Universitas, Kraków 2003, s. 74. 35 Zaleski M., dz. cyt., s. 17. 118 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego Jarosława Iwaszkiewicza, Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza. Każdy z nich, poszukując własnej tożsamości, uparcie przywołuje wizerunek siebie jako młodego chłopca36. W wewnętrznym świecie tej poezji „dawny chłopiec” przebywa w rzeczywistości wojennej. Jest malcem pozbawionym beztroski dzieciństwa, chłopcem „bez ogrodu”, „zaplątanym” w wojnę, która negatywnie wpłynęła na jego osobowość, oferując w zamian śmierć wewnętrzną37. Ten „zraniony, mały chłopiec”, który się „nie bawił”, który przebywa „na dnie” lub „na końcu drogi”, został rozstrzelany „pod gwiazdą”. Melancholiczny bohater-podmiot często podkreśla, że skupia się na sobie, że mówi o swoich snach, marzeniach, wierszach, drogach, miejscach, o własnym sumieniu i sercu, że wspomina swoje dzieciństwo. Tym samym wskazuje, że świat jego wyobraźni jest niepowtarzalny i wyjątkowy, że jest „jedynym listem”, „jedynym dokumentem” 38. A przede wszystkim koncentruje się na własnych „wybujałych niepokojach” (WM 8) i „dojrzewających klęskach”. Ponieważ nie umie on „lata wyleczyć z bólu” (ŚP 12), ze swoistą atencją zanurza się w otchłani własnej rozpaczy. Skarży się, że po traumatycznych zdarzeniach, których był mimowolnym świadkiem, jego „serce nie może dojść do siebie” (POZ 41). Zadręcza się myślą, że „nikt już nie naprawi zła” (ZS 29). Jest przekonany o swej nieprzeciętnej wrażliwości, która sprawia, że dość łatwo może „siebie zranić” (OO 19). Równocześnie czuje się „wyklętym chwastem” (ŚP 12), wygnańcem zmuszonym do podjęcia duchowego wysiłku, aby ocalić „cząstkę siebie”. 3. Melancholijne (nie)rozstrzygnięcia Melancholia jako choroba, którą nie tylko lekarze utożsamiają niejednokrotnie z depresją39, z założenia skazuje chorego na trwanie między dwoma skrajnie różnymi postawami, na chwiejny bilans, na nierozstrzygalność40. Nie zawsze więc metaforyczne otwieranie drzwi do własnego wnętrza, nieustanne pytanie „siebie o siebie” wiąże się ze słabością podmiotu uwikłanego w smutek, we własne udręczenie. 36 Wójcik T., Esencja biografii a liryka esencji. (Świadectwa autobiograficzne w poezji późnej), s. 194, [w:] Gosk H., Zienkiewicz A. (red.), Autobiografizm – przemiany, formy, znaczenia, Elipsa, Warszawa 2001. 37 Zob. Danek D., dz. cyt. 38 Zob. Ostasz G., Słowa, które dotykają muzyki, „Fraza”, 3-4 (2010), s. 306. 39 Zob. Kępiński A., dz. cyt. 40 Zob. Bałus W., Mundus melancholicus. Melancholiczny świat w zwierciadle sztuki, Kraków 1996, s. 23-24. 119 Ewelina Radion Przedstawione w niniejszym artykule dwa oblicza narcystowskiej miłości melancholików, chociaż rodzą się w podobnych okolicznościach, rozwijają się w przeciwległych kierunkach. Pomimo że źródłem narcystowskiej miłości zarówno w poezji Ławrynowicza, jak i w wierszach Kulikowskiego, jest niemożność zaakceptowania utraty, to jednak drogi tych dwóch melancholików są zupełnie różne. Postawa „syna marnotrawnego”, znajdującego w sobie siły na podźwignięcie się z własnego smutku, na wyswobodzenie się z „nocy duchowej”, umożliwia rozwój własnej duchowości. Ławrynowicz nie pozbawia sensu doświadczenia wygnania, traktuje jako „konieczność, sprawdzian, któremu człowieka poddał Bóg. Mocna wiara jest bowiem prawdziwą ostoją poety. Dlatego, choć jego doświadczenia są bolesne, z pokorą, ufnością i nadzieją przyjmuje i godzi się na swój los”41. Postawa „dawnego chłopca”, który zawsze i wszędzie widzi tylko siebie, uniemożliwia zdystansowanie się od własnego bólu i zniwelowanie odczucia utraty. Chociaż z jednej strony zaciera ślady, nie chcąc ujawnić, że mówi o sobie, to z drugiej koncentruje się tylko na własnych odczuciach. Temu wydają się służyć zarówno relacje z innymi, ożywiane raz po raz wspomnienia, jak i wojaże imaginacyjne, podróże „po swojszczyźnie”, czy wędrówki „w głąb siebie”. Narcyz jest nieszczęśliwy głównie z tej racji, że stając się niezdolny do miłości, nie może w pełni zwrócić się do świata. Kiedy bohater-podmiot „mówi / do siebie, tylko do siebie” (GP 33), po prostu zaprzecza podstawowemu prawu życia, które wymaga od człowieka stałej wymiany informacji z otoczeniem42. Tylko w ten sposób można zbudować właściwą relację ze światem zewnętrznym, a tym samym stworzyć rzeczywisty, a nie tylko wyobrażony obraz samego siebie”43. „Żeby żyć – wskazał Antoni Kępiński – trzeba po prostu życie kochać”44. Literatura Bałus W., Mundus melancholicus. Melancholiczny świat w zwierciadle sztuki, Universitas, Kraków 1996. Bieńczyk M., Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Świat Książki, Warszawa 2002. Burkot S., Polskie podróżopisarstwo romantyczne, PWN, Warszawa 1988. 41 Wolski J., dz. cyt., s. 204. Zob. Kępiński A., dz. cyt., s. 123. 43 Tamże, s. 121. 44 Tamże, s. 123. 42 120 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego Cieśla-Korytowska M., Puchalska I., Siwiec M. (red.), Oblicza Narcyza. Oblicza autora w dziele literackim, Universitas, Kraków 2008. Cioran E., Ćwiczenia z zachwytu. Eseje i portrety, Czytelnik, Warszawa 1998. Danek D., Sztuka rozumienia. Literatura i psychoanaliza, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 1997. Dłuski S., Bibliofilskie poetyckie cymelium [rec. tomu WM WK], „Nowe Książki”, 11 (1993). Drewnowski T., Walka o oddech – bio-poetyka. O pisarstwie Tadeusza Różewicza, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002. Gąsiewski W., Kulikowski – poeta dwóch epok, „Wieści Regionalne”, 8 (2010). Gąsiewski W., Wiesław Kulikowski. Poetycki kresowy patronat duchowy, „Nadwisłocze”, 4 (2011). Hadaczek B., Historia literatury kresowej, Universitas, Kraków 2011. Kępiński A., Melancholia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014. Kociuba G., Podróż w głąb pamięci [rec. zbioru wierszy ID WK], „Literatura”, 5 (1999). Kociuba G., Powroty Kulikowskiego [rec. tomu ZP WK], „Nowa Okolica Poetów”, 11 (2003). Kozicka D., Wędrowcy światów prawdziwych. Dwudziestowieczne relacje z podróży, Universitas, Kraków 2003. Kristeva J., Czarne słońce. Depresja i melancholia, Universitas, Kraków 2007. Lisowski K., Jaka nieobecność jest jeszcze możliwa [rec. książki poetyckiej PKO WK], „Dekada Literacka”, 7 (1995). Lisowski K., Sens wszystkich rozstań i powrotów [rec. zbioru wierszy MRL WK], „Nowe Książki”, 2 (2005). Narbut J., Gdyby Proust pisał wiersze..., [rec. tomu poezji OO WK], „Arcana”, 20 (1998). Niemojewski J., Zygmunt Ławrynowicz, „Tydzień Polski”, 1 (1988). Niewolak-Krzywda A., Ręce matki, czyli poetycka autobiografia [WK], [w:] Poeci Podkarpacia. Stanisława Kopiec, Wiesław Kulikowski, Mitel, Rzeszów 2002. Ostasz G., Słowa, które dotykają muzyki [rec. zbioru poezji MZK WK], „Fraza”, 3-4, (2010) Ostasz G., W cieniu „Herostratesa”. O tradycji romantyzmu w poezji polskiej lat 1914-1939, Wydawnictwo WSP, Rzeszów 1994. Ożóg J.B., Liryka Kulikowskiego, [rec. tomu wierszy ZUM WK], „Życie Literackie”, 44 (1982). 121 Ewelina Radion Pieńkosz K., Wywoływanie echa [rec. tomów poezji BN, DRI, GJ, OO, PKO WK], „Sycyna”, 81 (1998). Pieńkowska M., Zerwać czarne słońce, czyli o zaradzeniu melancholii, [w:] Małczyńska A., Małczyński B. (red.), W kręgu melancholii, Chiazm, Opole-Katowice 2010. Piękne niedopasowanie. Z M. Pękalą o życiu i twórczości W. Kulikowskiego rozmawia E. Radion, „Nowa Okolica Poetów”, 11 (2003). Poetyckie podróże. Z W. Kulikowskim rozmawia E. Radion, „Fraza”, 3-4 (2004). Pospieszyl K., Narcyzm a twórczość, „Przegląd Humanistyczny”, 1 (1994). Pospieszyl K., Zygmunt Freud. Człowiek i dzieło, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991. Radion E., „Mundus melancholicus” Wiesława Kulikowskiego, [w:] , Dybizbański M., Mazur A. (red.), Światy melancholii. W 500-lecie „Melencolii” Albrechta Dürera, Uniwersytet Opolski, Opole 2016. Radion E., „Zabierz smutek z dusz osowiałych”. Melancholia w poezji Zygmunta Ławrynowicza. Referat wygłoszony na Konferencji Naukowej „Strącony z rodzinnego gniazda wprost w kipiel epoki”. Twórczość Zygmunta Ławrynowicza. W dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin i dwudziestą ósmą rocznicę śmierci, Rzeszów 2015. Radion E., Nad wierszem „Ania wraca z lekcji języka francuskiego” Wiesława Kulikowskiego, „Kamerton”, 1 (2009). Radion E., Olśniewająca „pokora piękna” [rec. zbioru wierszy POZ WK], „Nadwisłocze”, 1 (2014). Radion, E., „Musimy to zapamiętać”. Wiesława Kulikowskiego imperatyw pamięci, „Acta Humana”, 5 (2014). Rżany R., Jeden wiersz i królestwo [rec. tomów poezji OO, DRI, BIN WK], „Nowiny”, 181 (1997). Sendyka R., Od kultury „ja” do kultury „siebie”. O zwrotnych formach w projektach tożsamościowych, Universitas, Kraków 2015. Siomkajło A., Polono-Lithuanus „w szuwarach świata”. Zygmunt Ławrynowicz – poeta i tłumacz, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PK/litwa.html. Szewczuk W. (red.), Słownik psychologiczny, Wiedza Powszechna, Warszawa 1985. Śniadziewski P., Melancholijne spojrzenie, Universitas, Kraków 2011. Świeściak A., Melancholia w poezji polskiej po roku 1989, Universitas, Kraków 2010. Wierzę w cud wiersza…, Rozmowa M.A. Łypa z W. Kulikowskim [w:] Poeci Podkarpacia. Stanisława Kopiec, Wiesław Kulikowski, Mitel, Rzeszów 2002. 122 Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego Wolski J., „Przyjdzie pora na słowa”. O niektórych elementach poezji Zygmunta Ławrynowicza, [w:] Andres Z., Wolski J. (red.), Poetycki krąg „Kontynentów”. Artykuły i szkice, Wydawnictwo WSP, Rzeszów 1997. Wolski J., Przyczynki do biografii. Referat wygłoszony podczas sesji naukowej: „Strącony z rodzinnego gniazda wprost w kipiel epoki”. Twórczość Zygmunta Ławrynowicza W dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin i dwudziestą ósmą rocznicę śmierci, Rzeszów 2015. Wójcik T., Esencja biografii a liryka esencji. (Świadectwa autobiograficzne w poezji późnej), [w:] Gosk H., Zienkiewicz A. (red.), Autobiografizm – przemiany, formy, znaczenia, Elipsa, Warszawa 2001. Z potrzeby miłości. Z W. Kulikowskim rozmawia M. Pękala, „Nowiny”, 29 (1996). Zaleski M., Formy pamięci. O przedstawianiu przeszłości w polskiej literaturze współczesnej, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 1996. Zaworska H., Piękno, które boli [rec. zbioru OO WK], „Literatura”, 10 (1997). Żbikowski P., Śladami poetyckiej wyobraźni Wiesława Kulikowskiego, [w:] Andres Z. (red.), Pejzaże poetyckie. Szkice o poetach rzeszowskiego środowiska literackiego, Wyższa Szkoła Pedagogiczna, Rzeszów 1988. Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego Streszczenie Narcystowska miłość melancholików jest reakcją na utratę obiektu, skutkującą dojmującym zasmuceniem, które po pewnym czasie staje się namiastką utraconego obiektu. Melancholik, postrzegając siebie w kategoriach człowieka pokrzywdzonego, dotkniętego swoistym niedosytem, przywiązuje się do swojego smutku, obłaskawia go, a nawet ubóstwia. Coraz głębiej zanurzając się we własnych bolesnych wspomnieniach, w końcu popada w miłosną kontemplację własnego narcystycznego zranienia, które objawia się jako narcystyczna miłość samego siebie. Refleksje tyczące się narcystowskiej miłości melancholików sformułowano na podstawie analizy i interpretacji twórczości poetyckiej Zygmunta Ławrynowicza (1925-1987) i Wiesława Kulikowskiego (ur. 1935), autorów naznaczonych piętnem wykorzenia, którzy nawracając do własnych bolesnych wspomnień, nie tylko kontemplują własny smutek w izolacji od otoczenia, ale również – „pytając siebie o siebie” – starają się uchronić własną tożsamość przed rozbiciem. Słowa kluczowe: miłość własna, depresja, poezja XX wieku. 123 Adam Jaworski1 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego 1. Św. Paweł versus św. Sebastian. Zamiast wstępu „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, ich krew [spadnie] na 2 nich” – głosi trzynasty werset dwudziestego rozdziału Księgi Kapłańskiej . W rozdziale osiemnastym tej księgi pada jawny zakaz: „Nie będziesz 3 obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” . W szóstym rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian św. Pawła możemy przeczytać: „[...] Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą [...] nie 4 odziedziczą królestwa Bożego” . Jeszcze ostrzejsze słowa znajdują się w Liście do Rzymian: „Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie [...] ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci”5. Nauka Kościoła dotycząca homoseksualizmu opiera się nie tylko na tych kilku ustępach biblijnych, lecz na całościowym spojrzeniu na Pismo Święte. Począwszy od Księgi Rodzaju, w której człowiek zostaje stworzony na podobieństwo Boga w wersji kobiecej i męskiej, homoseksualizm jawi się jako przeciwny prawdzie o stworzeniu, stanowi odrzucenie niepodważalnego planu Boskiego. Zboczenie, obrzydliwość, bezwstyd – Stary Testament jednoznacznie naznacza homoseksualizm piętnem grzechu. W konsekwencji homoerotyczny akt to przeczenie Bogu, 1 [email protected], Instytut Filologii Polskiej, Wydział Humanistyczny UMCS w Lublinie. 2 Kpł. 20,13, [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Dynarski K., Przybył M. i in. (red.), Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2008, s. 145. 3 Kpł. 18,22, [w:] Tamże, s. 143. 4 1 Kor. 6,9-11, [w:] Tamże, s.1489. 5 Rz.1,27.32, [w:] Tamże, s. 1466. 124 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego pogwałcenie prawa moralnego i naturalnego, zbrodnia przeciwko naturze, dewiacja prowadząca do zatrzymania ludzkiej płodności. Szczególnie na ten ostatni aspekt zwraca uwagę Katechizm Kościoła Katolickiego: „akty homoseksualizmu […] są sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane. […] Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi ona trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji. Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej”6. Na podstawie tego fragmentu można także wywnioskować, że Kościół Katolicki w swej interpretacji homoseksualizmu pozostawia biblijny stygmat grzechu jedynie na akcie homoerotycznym, nie potępiając, a co więcej – przestrzegając przed dyskryminacją osób o orientacji innej niż heteroseksualna. Grzechem naznaczony zostaje sam akt płciowy między osobami tej samej płci, a nie osoby przejawiające homoseksualne skłonności. W konsekwencji abstynencja seksualna staje się dla takich jednostek drogą do moralnego doskonalenia i szansą na osiągnięcie zbawienia. Chociaż stosunek Kościoła katolickiego do homoseksualizmu stanowi temat dyskusyjny i trudny, nieustannie przybywa publikacji dotyczących omawianego zjawiska, organizowane są spotkania zrzeszające homoseksualną część katolików, a nawet powstają strony internetowe, dedykowane osobom, które znalazły się w takiej sytuacji np. http://chrzescijanin-homoseksualny.pl. Od słynnych zamieszek w barze dla homoseksualistów Stonewall Inn w Nowym Jorku w 1969 roku, które rozpoczęły światowy ruch walki o prawa osób LGBT, problem homoseksualizmu stał się zagadnieniem wyjątkowo często poruszanym 6 KKK 2357-2359, [w:] Katechizm Kościoła Katolickiego, http://www.katechizm.opoka.org.pl/, oprac. internetowe Baranowski M., za zgodą i w oparciu o wydanie Pallotinum 1994. 125 Adam Jaworski w powszechnym dyskursie, awansując niemalże na jeden ze sztandarowych tematów naszych czasów. Mimo to do tej pory budzi kontrowersje i sprzeciw, w szczególności konserwatywnie usposobionej części społeczeństwa. Jeszcze większe spory wywołuje rozpatrywanie homoseksualizmu w kontekście wiary katolickiej, bowiem mimo braku potępienia jednostki homoseksualnej przez Kościół, czyn homoseksualny pozostał grzechem, a miłość homoseksualna według Kościoła Katolickiego miłością nie jest. Jean Genet podobno powiedział kiedyś: „nasze czasy można sprowadzić do prostej formuły: podróże kosmiczne plus seks”. Słowa te wydają mi się wyjątkowo celnym wyjaśnieniem braku aprobaty ogromnej części homoseksualnej społeczności dla tak rozumianej przez Kościół tolerancji. We współczesnych czasach, które rehabilitację seksu jako równouprawnionego elementu ludzkiego życia mają już dawno za sobą, ciężkie do zaakceptowania wydają się rygorystyczne przesłanki katolicyzmu o wstrzemięźliwości seksualnej. Świadczą o tym chociażby dyskusje na forach i stronach internetowych, reinterpretacje Pisma Świętego, np. dopatrywanie się miłości homoerotycznej między Jonatanem i Dawidem, a także nieoficjalne traktowanie postaci świętego Sebastiana jako patrona gejów i lesbijek. W działaniach tych można dostrzec próby pogodzenia „nieheteronormatywnej” orientacji seksualnej z wiarą katolicką. W polskiej rzeczywistości natomiast określenie „homoseksualny katolik” wydaje się być nadal oksymoronem, godnym pióra wprawnego barokowego poety. Swoją pracę chciałbym poświęcić badaniom wzajemnej relacji tych zagadnień na gruncie poetyckim, skupiając się na analizie i interpretacji utworów Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Chociaż poetów tych dzieli na pozór niemalże wszystko: czas działalności twórczej, kontynent, strategia poetycka, możemy dostrzec w ich poezji próby pogodzenia homoseksualizmu i katolicyzmu, wykraczające poza wnioski i przesłanie Kościoła katolickiego. Ich twórczość, podobnie jak postać św. Sebastiana w anonimowej aktywności internautów, pokazuje, że możliwe jest pogodzenie miłości homoseksualnej w wymiarze duchowym i zmysłowym, ze specyficznie pojmowanym zachowaniem wiary katolickiej. Analizę i interpretację problemu rozpatruję w kontekście zmian kulturowych XX wieku, historii kontrkultury, teorii gender, a także figur: Chrystusa-Dionizosa i homoseksualisty jako współczesnego Hioba. 2. Panie, ja nie porzuciłem Twojego domu. Świętość moczu, hiacynty i Hiob z Wólki Krowickiej Stwierdzenie, że motywy LGBT w literaturze nie stanowią novum XX czy XXI wieku, stanowi komunał. Wątki miłości homoseksualnej w sztuce pisarskiej sięgają czasów antycznych. Homoerotyczne akcenty dostrzega 126 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego się między bohaterami takimi, jak Gilgamesz i Enkidu, Achilles i Patrokles, w poezji Safony i dziełach Platona. Następne epoki również nie pozostają w tym temacie bierne. Katalog homoseksualnych tematów (choćby w postaci aluzji) według wielu badaczy wzbogaca twórczość Villona, Boccaccia, Marlowe’a. Szekspira, Wilde’a, Balzaca, Verlaine’a, Prousta, Manna, Geneta i innych. Da się jednak zauważyć, że wiatr tolerancji drugiej połowy XX i w wieku XXI, w których to społeczność LGBT zaczęła oficjalnie i jawnie walczyć o swoje prawa, zaowocował zwiększonym zainteresowaniem tą tematyką w literaturze. Pochodzący z Wólki Krowickiej współczesny poeta, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, uznawany jest niemalże jednogłośnie za jednego z najbardziej intrygujących i docenionych twórców na współczesnej polskiej arenie poetyckiej. Absolwent filologii polskiej UMCS w dość krótkim czasie zapisał się w historii polskiej literatury, zdobywając za swoją działalność literacką pokaźną ilość nagród, w tym dwie najbardziej prestiżowe: Literacką Nagrodę Gdynia i Literacką Nagrodę „Nike”. Zanim przystąpię do analizy i interpretacji interesujących w kontekście homoseksualizmu utworów poety, chciałbym zaznaczyć i jednocześnie ostrzec przed wyjątkową niejednoznacznością jego literackiej spuścizny, warunkowaną przez obraną przez niego strategię poetycką. Chociaż materię większości wierszy stanowi autobiografia poety, obracająca się m.in. wokół ukraińsko-polskich korzeni autora, choroby matki, schizofrenii, nie powinniśmy traktować wszystkich utworów poprzez wykładnię biograficznego wzorca. Dycki jako podmiot-bohater wierszy to „chytry Dycio” (CXV., LM)7, który zastawia sidła na potencjalnego odbiorcę: „nie daj się pochwycić w sidła / które na ciebie zastawiam / już przy pierwszym wierszu myślałem jak by cię połknąć”, przestrzegając: „szamocząc się ze mną / przegrasz niewątpliwie szamocząc się/ ze mną wyjdziesz na durnia / większego od autora książki” (LI. Ad benevolum lectorem, P). Mówiąc językiem Kochanowskiego, do którego wiele razy odwołuje się Dycki, twórczość poety to dla czytelnika labirynt, „skąd żadna Aryjadna, żadne kłębki tylne wywieść go móc nie będą, tak tam ścieżki mylne”. Poezja, której istotą jest „bezzasadność napomknień i powtórzeń” (CCCXXXI, PZ), to niepozwalająca się zaklasyfikować do sztywnej typologii literackiej, 7 Wszystkie przytoczone utwory Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego pochodzą ze zbiorczego tomu Oddam wiersze w dobre ręce (1988-2010), Biuro Literackie, Wrocław 2010. Tytuły wierszy i konkretne tomiki zamieszczać będę w tekście, w nawiasach. Tytuły tomików oznaczone zostaną skrótami: N – Nenia i inne wiersze, P – Peregrynarz, MWO – Młodzieniec o wzorowych obyczajach, LM – Liber mortuorum, DRP – Dzieje rodzin polskich, RZ – Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem, PDB – Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania. 127 Adam Jaworski zazębiająca się ze sobą mantra; poetycka powieść-rzeka, lawirująca pomiędzy różnymi możliwościami interpretacji; chytrze okrążający sedno taniec poetyckich strzępków o niemalże epickim charakterze, którego wodzirejem jest zazwyczaj (w mniej lub bardziej widoczny sposób) śmierć. Powracająca refreniczność, powtarzalność, odwoływanie się do wcześniejszych wierszy, a nawet całych tomików tworzy chybotliwą poetycką konstrukcję, odporną na laboratoryjne, akademickie podejście do interpretacji utworu literackiego. Dycki momentami wydaje się z ironicznym uśmiechem drwić z oczekiwań odbiorcy, pozostawia jedynie posmak sensu, przez co nigdy nie możemy być pewni swoich sądów wobec uplecionej z rozdrapanej przeszłości poezji. Obiegowym stwierdzeniem stało się zdanie mówiące, że Tkaczyszyn-Dycki pisze od lat jeden i ten sam wiersz. Ciężko jest pozbyć się wrażenia, że schizofrenia nie stanowi jedynie tematu wielu utworów, ale możemy mówić wręcz o schizofreniczności tej poezji, której przyczyną tworzenia może być chęć pokonania śmiesznej przestrzeni „między jednym a drugim niejasnym słowem / które wypływa, albo nie wypływa z ciemności” (IV., N). Jednoznaczna, rygorystyczna interpretacja zaprowadzić może w tym przypadku jedynie do „spartaczenia” sensu utworu, jak spartaczony został wyczekujący chłopiec z utworu LV. Początek piosenki z tomiku Peregrynarz: „nawet nie ucharakteryzowany lecz zwyczajnie / spartaczony z tą kreską szminki na ustach”. Andrzej Niewiadomski pisał, że: „można bez zbytniego ryzyka pomyłki stwierdzić, iż »standardowe« odczytanie najistotniejszych wymiarów wierszy Dyckiego opiera się o penetrowanie umiejętnie podsycanej przez samego poetę i pełnej przekłamań krytycznych »legendy« biograficznej”8. Podkreślenie tego faktu wydaje mi się niezwykle istotne. Dodając do niego chorobę języka, która powinna stanowić antidotum na rozbitą tożsamość podmiotu, podczas gdy jest wręcz przeciwnie: cechuje się chorobą niewyrażalności, można stwierdzić, że wiele figur w poezji Dyckiego, m.in. homoseksualisty, nie musi stanowić jawnego odwołania do autobiografii, lecz być rodzajem metafory, wyrazem transgresji czy zwyczajnie sposobem na usytuowanie się na marginesie kultury dzięki oswojonemu tabu. Podmiot-bohater, zdaniem Joanny Orskiej, „podporządkowując sobie obcego, zamyka się na dalsze życie w tekście, a tym samym skazuje się na śmierć – pozostaje w kręgu tych 8 Niewiadomski A., Poezja jako terapia (nie)możliwa. O wierszach Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.phpsite=100&co=txt_ 0294. 128 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego 9 samych, rozpoznanych już problemów” . Zresztą sam akt pisania Dyckiego – jak zauważa Maria Magdalena Beszterda – to „akt spółkowania, wynaturzenie piętnujące i wykluczające z porządku normalności”10. Interpretację figury homoseksualisty utrudnia także pomnażająca opozycje semantyczne, nieumiarkowana przerzutnia Dyckiego, potęgująca migotliwość sensów, a także zabawa znaczeniami leksemów poprzez eksploatowanie ich semantycznych możliwości konotacyjnych. Flirtująca z językiem staropolskiej poezji twórczość poety potrafi zabarwić archaizm często wulgarnym i zupełnie odmiennym od pierwotnego znaczeniem, igrając z potencjałem prowokacji tkwiącym w neutralnym słowie, powodując tym samym niepewność u odbiorcy starającego się odczytać utwór zgodnie z obowiązującymi normami moralnymi i poprawnością „polityczną”. Ewa Dunaj trafnie nazywa to „szantażem emocjonalnym” 11. Według mnie zabiegi te nie tylko kreują specyficzny rodzaj wisielczego humoru, zawartego w dziełach Dyckiego, lecz także sygnalizują niewystarczalność poezji jako środka wyznania i autoekspresji. Za przykład może posłużyć zakorzeniony w polskiej literaturze, znany przede wszystkim z piętnastowiecznej satyry stanowej leksem „bydlić” (Chytrze bydlą z pany kmiecie), który u Dyckiego nabiera odmiennego, wulgarnie nacechowanego znaczenia, określając homoerotyczny akt płciowy: „frajer z którym dzisiaj bydlę / mówią iż chytrze ma na imię / Gemlaburbitsky” (LXXXIV., P). Nawet jeżeli potraktujemy figurę homoseksualisty w poezji twórcy Peregrynarza jako sygnał peryferyczności lub ekwiwalent „Obcego” – „nie chciałem stronić w poezji od darmozjadów / wyrzutków podrzutków” (CCCLXXV. Ars poetica, Rz) – bądź nawet Lacanowskiego Innego, częstotliwość pojawiania się tej figury w tekstach sprawia, że gdyby to była tylko prowokacyjna kreacja, bez wątpienia też zasługuje na omówienie. Pierwsze, co rzuca się w oczy przy wątkach homoerotycznych podmiotu-bohatera poezji Dyckiego, to powiązanie ich z wykładnią starotestamentowego grzechu sodomii. Już w jednym z wierszy otwierających twórczość poetycką twórcy Liber mortuorum czytamy: „z naszego nasienia nie będzie tego co jest i tego / co było z naszego 9 Orska J., Kresy tożsamości. Na postawie poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] Taż, Liryczne narracje. Nowe tendencje w poezji polskiej 1989–2006, Kraków 2006, s. 103. 10 Beszterda M. M., Brud pod językiem. Nieczystości, sekrecje w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] Pokarmy. Szkice o twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, red. Śliwiński P., Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2012. 11 Dunaj E., Bezzasadność napomknień i powtórzeń, [w:] http://www.akcentpismo.pl/pliki/nr1.09/dunaj.html. [dostęp: 01.05.2016] 129 Adam Jaworski nasienia żadnego napełnienia dla zmarłych / jutro już nie będzie z naszego nasienia wołania dzieci” (VIII, N). Uważam, że jest to jawne odwołanie do homoseksualizmu jako zatrzymania cyklu płodności. Homoseksualizm jawi się tutaj jako niezgodny z planem Boskim i naturalnym, gdyż prowadzi do zatrzymania reprodukcji gatunku ludzkiego. „Dar życia” zostaje wykluczony z aktu płciowego, a przez to akt ten staje się grzeszny, wrogi porządkowi ustanowionemu przez Boga. Takie ujęcie problemu mogłoby sugerować sprzeciw podmiotu lirycznego, jasną apologię homoseksualizmu, zbliżając się do tzw. gay poetry, poezji zaangażowanej, walczącej o emancypację i obronę praw osób LGBT. W twórczości Dyckiego niczego takiego jednak nie znajdziemy. Czynności homoseksualne bohatera-podmiotu nie stanowią wyzwolenia i spełnienia. Nie są również nawet powierzchownie nacechowane pozytywnie. Można powiedzieć, że są to kontakty alienujące, wprowadzające do egzystencji chaos, podszyte lękiem i trwogą. Dobitnie obrazuje to wiersz XXIII z tomu Nenia i Inne Wiersze: „znienawidziliśmy miasta do których przyjeżdżaliśmy w piątek po południu albo w sobotę rano a zwłaszcza dworce na których spędzaliśmy resztę dni ludzi z którymi nie zamieniliśmy słowa na pustych zakazanych placach choć to oni pieścili nasze ciała w szeleszczących skórach choć to oni pochylali się nad nami w zmarszczkach bez cienia intymności niekiedy bardzo śmieszni a zawsze bardzo starzy w szeleszczących skórach którą zatykaliśmy sobie uszy ażeby nie słyszeć ich dalekiego oddechu i którą jak zielskiem przykrywaliśmy swoje oczy zielone jak bielmem” Homoerotyczne przygody pozbawione są tu jakiegokolwiek zabarwienia uczuciowego, wiążą się raczej z lękiem, umartwieniem bohaterów niż z osiągnięciem spełnienia i satysfakcji. Tło tych „czynności” to sceneria dworców w „znienawidzonych miastach”, konotująca obraz prostytucji. Na uwagę zasługują postacie, z którymi spotykają się w celach seksualnych bohaterowie utworu: są to starcy, przywołujący na myśl leciwych mężczyzn z biblijnej Księgi Daniela, starających się zmusić Zuzannę do 130 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego aktu płciowego, rozgoryczeni swą nieudolnością i chartem ducha kobiety, oskarżający ją publicznie o cudzołóstwo. Postaci starców pojawiają się także w innych utworach Dyckiego, np. „o tej godzinie zwykłem próżnować / ze starcem jednym i drugim (CLII. Bażant, LM); „i starzec przeszło sześćdziesięcioletni / który […] powraca / do swoich niegdysiejszych przeto kształtnych / kamieni i wśród nich płacze” (CXXVIII., LM). Warto zauważyć, że kamień w poezji Dyckiego to nie tylko znana chociażby z polskiej tradycji poetyckiej (Herbert, Szymborska) figura Kantowskiego noumenu, lecz także figura seksualności, popędu erotycznego: „kamień głodny który jeszcze dzisiaj / rzucę w okno twojej sypialni” (CXLV. Nieśmiałość, LM), niejako na siłę wepchnięta w człowieka: „kamień / pełen pokarmu żeby go wepchnąć / do ust 12 dziecka”. O takich konotacjach pisał już Michał Witkowski . Bohaterowie wiersza Dyckiego gubią jednak cnotliwość Zuzanny, oddają się starcom, starając się zagłuszyć głos sumienia szelestem skór, które zaciemniają ich słuch i wzrok. Skażone zmysły odwodzą bohaterów ze ścieżki chrześcijanina, zaślepiają ich moralność jak bielmo, nasuwające na myśl obraz człowieka martwego. W utworze LVI. Piosenka z tomu Peregrynarz czytamy: „w wielkich miastach używamy dużo kosmetyków na zdziwione pryszcze na wielkich dworcach skąd nas zabierają udajemy dzieci przyssanych do płaczu i rozstających się z płaczem jak nikt jeszcze na wielkich dworcach skąd nas zabierają udajemy chłopców wyrzuconych z baśni bez łatwego powrotu do rzeczywistości a w wielkich miastach używamy dużo kosmetyków na wyciśnięte krosty udajemy chłopców wyrzuconych z baśni bez pamięci do nazwisk starszych panów i pieniędzy z pikiety jednego miasta na pikietę 12 Witkowski M., „Spartaczony z tą kreską szminki na ustach…” – Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki i pożądanie, „Kresy” 2004, nr 4, s. 117–125. 131 Adam Jaworski na wielkich dworcach krótki postój i pośpiech mężczyzn którzy obnażają nas i nagie lądy daleko stąd pośpiech mężczyzn którzy przypatrują się naszej nagości niepewnej jak daleki ląd a na wielkich dworcach paru urwipołciów którzy nas obnażają i obnażyć nie mogą a wszystko przez pośpiech z jakim nas biorą za kawałek bezpiecznego lądu tych paru mężczyzn odchodzi potem przerażonych nami lub sobą i zawraca pod wieczór do żon” czy wierszu LXVII z tego tomu: „niekiedy jak zwierzęta a prawie zawsze jak chłopcy zaciągnięci do bramy prawie zawsze nadzy i nadzy i tylko niekiedy jak chłopcy zaciągnięci na torowisko i tam nie wiedzieć czemu odebrani matce i ojcu pamiętam tylko przetaczający się w oddali pociąg o którym nie powiedziałem nikomu niekiedy jak zwierzęta a prawie zawsze jak dzieci które chciały się wyrwać z szalonych objęć matki do najpiękniejszego ogrodu i wpadały pod pośpieszny” Z utworów tych wyłania się wyjątkowo dramatyczny obraz homoerotycznych doświadczeń, określanych jako zwierzęce. Zaciągnięci do bramy chłopcy, jeszcze dzieci, naiwnie wierząc w odległy nagi ląd, zostają zderzeni z brutalizmem rzeczywistości. Homoseksualizm przedstawiający się początkowo jako droga do wyrwania się z szalonych objęć matki, z symbolicznie wywróconego przez Dyckiego obrazu sielskiego dzieciństwa (które w tej poezji jest arkadią co najmniej wybrakowaną, zespoloną z traumą), okazuje się pozbawionym wszelkich uczuciowych asocjacji czynem. Akt seksualny wiąże się z pośpiechem, strachem, odebraniem rodzinie, ma charakter alienujący i wydaje się nie mieć w tym 132 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego przypadku niczego wspólnego z pozytywnie pojmowaną naturalnością popędów człowieka. Nie przynosi zadowolenia, opiera się na wynaturzonej stylizacji, sztuczności, wymaga charakteryzacji, kosmetyków, stojących w opozycji do naturalności krost: „to było w zeszłym roku N.N. Leszek i ja Wolph / świeżo ucharakteryzowany na wyczekującego chłopca / nawet nie ucharakteryzowany lecz zwyczajnie / spartaczony z tą kreską szminki na ustach” (LV. Początek piosenki, P), a także wcielenia się w seksualną rolę kobiety. Towarzyszy mu poczucie wstydu, zarówno w przypadku chłopców, jak i mężczyzn, którzy przerażeni sytuacją zawracają do swoich żon. Podmiot-bohater wyraźnie stwierdza: „nigdy nie chcieliśmy tej miłości naprawdę / nigdy nie chcieliśmy zamknąć w niej powieki do końca [...] znienawidziliśmy nagość […] pragnąłem żebyśmy wyszli z tej miłości / jak wiatr do ludzi” (LVII, P). Homoerotyczna miłość okazuje się jedynie zwierzęcym popędem, obarczonym piętnem grzechu: „i wypłynął / ze mnie grzech jak ropa moimi / ustami gdy stanąłem do pocałunku (XCVI. Piosenka dla Funi Bełskiej, MWO). Podmiot przeklina tego, który zrodził w nim homoerotyczne skłonności, zainicjował łańcuch „grzesznych czynów”: „niechaj będzie przeklęty / który do naszych wnętrzności / rzucił ogień […] który zwał się / chłopcem a prowadził jak rozdziapisko” (C., MWO). Żywioł ognia u Dyckiego utożsamiany jest zazwyczaj z niezahamowanym, noszącym znamię przewinienia wobec Boga popędem erotycznym. W poezji tej można doszukać się także wielu aluzji do genezyjskiego odejścia od Boga, grzechu pierworodnego, który przywoływany jest za pomocą biblijnego węża: „wąż pierwej / głowę ciśnie gdy całym sobą chce się wsunąć / wieczne odpoczywanie racz dać mu Panie / i opatrzenie albowiem od węża był napastowany / śpiewaliśmy więc iż nie posiądziemy jego ciała / które z łatwością pomiędzy nas rozdawał i sprzedawał […] z jaką łatwością / on się rozdawał robactwu nie mówiąc już o mnie (LXXXVIII, MWO) Jeszcze dobitniej popęd homoerotyczny zostaje utożsamiony z szatanem, diabłem „włochatym, który wcale nie jest szpetny […] i choć nie ma czym całym sobą / chce się wsunąć (LXXXIX, MWO). Ujawnia się tutaj niejednoznaczność semantyczna leksemów „wsunąć” czy „wąż”, charakterystyczna dla unaocznionej już wcześniej igraszki słów. Wąż jest tutaj nie tylko reminiscencją szatana i grzechu, lecz także symbolem fallicznym. Egzystencja ludzka, a w szczególności egzystencja jednostki obarczonej homoerotycznymi skłonnościami, to niemalże „wojna z szatanem, światem i ciałem”– by posłużyć się konceptem Mikołaja SępaSzarzyńskiego. Specyfika poezji polskiej po 1989 roku przy takim założeniu mogłaby sugerować nam możliwość dopatrywania się w tym miejscu humorystycznej stylizacji i aluzyjności. Wydaje mi się jednak, że 133 Adam Jaworski nie mamy podstaw, aby całkowicie odrzucić poetycką „grę z autentykiem”. Pamiętać należy o wskrzeszaniu przez poetę wielu poetyckich kalek, zakorzenionych w tradycji klisz, za pomocą których wyraża on problemy współczesności, balansując na granicy ironii, parodii, ale i konfesyjności. Migotliwość możliwości interpretacyjnych to Dyckie sidła, pozostawione przez poetę na naiwnego, szukającego taniej sensacji czytelnika. Chciałbym jednak, mając na względzie wiele możliwości interpretacyjnych, podążyć właśnie tropem barokowego tematu konwersji, bądź chociażby religijnej metanoi, która pozwala dopatrywać się w twórcy Kochanki Norwida poety „neobarokowego”. W takim ujęciu podmiot liryczny prowadzi niemalże metafizyczną bitwę między przestrzenią Boga a światem zmysłów, które zostają niejako skażone homoerotyzmem, zakładając sugerowaną w utworach interpretację odmienności seksualnej w duchu biblijnym. Oprócz wcześniej opisanych związków homoerotyzmu ze sferą cielesności, grzechu, szatanem, „gdy rządzą zwiedzione myśli cukrują nazbyt rzeczy one które i mienić i muszą się psować”, warto zaznaczyć, że oprócz oddalenia od Boga popęd homoerotyczny w realiach polskich w poezji „Dycia” warunkował także pewne wykluczenie społeczne. Homoseksualiści określani są tutaj jako „trędowaci”, żyjący w „otchłani pełnej mrocznych plag” (CI. Nosiciele na schodach katedry., MOW), skazani są na zaczepki ze strony wrogo nastawionego społeczeństwa: „co tu dużo gadać zawsze miałem garb wielki/ pracowałem na te wszystkie inwektywy(<pedały/ do gazu>) nadal pracuję nad nowym wierszem” (CCXC, DRP). Pojawia się także wątek „choroby co idzie od pedała do pedała” (CXXIII. Księżyc wschodzi nad Wisłą., LM). Co ciekawe, realia życia homoseksualistów drugiej połowy XX wieku ilustrują liczne wzmianki odwołujące się do akcji Hiacynt: „[...] ma na imię / Gemlaburbitsky jego prawdziwe imię / nic nie znaczy może rozpacz matki / i ojca kiedy odebrali anonimowy telefon / Gemlaburbitsky z którym bydlę od kilku tygodni / boi się akcji Hiacynt jakiej pewnie nie uniknie […] powiada tych którzy uprawiają nierząd / trzeba wskazać palcem podczas łapanki / przy okrąglaku i skorzystać z zamieszania” (LXXXIV, MWO). Krzysztof Tomasik, opisując życie mniejszości seksualnych w PRL-u, pisze, że: „Minęło niewiele ponad dwadzieścia lat, od kiedy rozpadł się twór zwany Polska Rzeczpospolita Ludowa, a ta epoka wydaje się równie odległa i zmitologizowana jak dwudziestolecie międzywojenne czy czasy rozbiorów. Można odnieść wrażenie, że geje i lesbijki wówczas nie istnieli. Słowa »gej« faktycznie nie było, królował »pedał«, a sam temat średnio 134 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego funkcjonował w świadomości społecznej. Pojedyncze książki, kilka filmów z ciotowskimi epizodami, dobrze ukryte kluby, artykuły w specjalistycznych pismach na temat zboczeń płciowych i kryminogennych środowisk – wyobrażamy sobie, że tak to właśnie wyglądało, dostrzegane przez grupkę najbardziej zainteresowanych, niewidoczne dla reszty”13. Wspomina w niej także o akcji Hiacynt, która w pewien sposób stworzyła mit, powszechny sposób wyobrażenia życia mniejszości seksualnych w Polsce Ludowej. Określa ją jako „prawdziwy stan wojenny dla mniejszości seksualnych”. W opublikowanym na łamach „Polityki” artykule Jakuba Stachowiaka, dotyczącym akcji Hiacynt, można przeczytać: „Zaczęło się w listopadzie 1985 r. z rozkazu gen. Czesława Kiszczaka, ministra spraw wewnętrznych. Milicjanci odwiedzali wszystkich, co do których władza miała podejrzenia, że są homoseksualistami lub lesbijkami. – Ludzi zabierano z domów, czasem z zakładów pracy, uczelni, nawet z ulicy. Milicjanci nie mówili po co i dlaczego nas zabierają – wspomina jeden z inwigilowanych wówczas ludzi, warszawski naukowiec. Nie chce dziś się ujawnić. Dziś nikt dokładnie nie wie, ile osób trafiło na przesłuchania i ile powstało potem teczek słynnego różowego archiwum. Według jednych źródeł – 11 tys., według Szymona Niemca i Jacka Adlera, działaczy organizacji gejowskich – 12 tys.”14 Dalszą część artykułu wypełniają wzmianki o związanych z akcją szantażach, pobiciach, zakładaniu kartotek, pobieraniu odcisków palców. Osoby takie często zastraszano, groziło im zepsuciem wizerunku publicznego poprzez poinformowanie pracodawców i rodzin „o zboczeniu” krewnego. Chociaż mit akcji Hiacynt rozpatruje się w obecnych czasach różnie, zarówno nakładając go na obraz całych realiów życia polskich homoseksualistów ostatnich lat XX wieku, jak i traktując marginalnie, a nawet nadając mu rangę przełomu świadomościowego, impulsu, który być może stanowi fundament przyszłej emancypacji LGBT w pokomunistycznej Polsce, obraz akcji u Dyckiego zabarwiony jest negatywnie. Jak czytamy w przytoczonych wierszach, oprócz zastraszania takich osób, poprzez kontaktowanie się z ich rodzinami, Hiacynt powoduje także rozbicie wspólnoty i więzi pomiędzy homoseksualistami. Często 13 Tomasik K., Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012, s. 3. 14 Stachowiak J., Różowe archiwum, „Polityka”, 2007, nr 43 (2626). 135 Adam Jaworski ratują się oni donosem na bliźniego i „korzystają z zamieszania”, żeby ujść cało. Podkreślając wcześniejsze wnioski, potęguje to jedynie dość negatywny obraz homoseksualnej społeczności. Oprócz lęku, grzechu, brutalności mamy także brak solidarności i donosicielstwo. W utworze XCIV z tomu MWO znajdujemy zdanie: „zostawiłem kartotekę odcisków placów i donosy / na Leszka kiedyś mieszkałem na samej górze / dzisiaj zaledwie na siódmym piętrze”. Mimochodem można dodać, że siódme piętro odsyłać nas może do siódmego kręgu dantejskiego piekła, w którym przebywali m.in. sodomici i bluźniercy przeciwko Bogu (co jest niezwykle istotne w kontekście moich rozważań), jednak bardziej interesująca wydaje się w tym miejscu postać Leszka Ruszkowskiego, o którym traktuje bądź do którego jest skierowana ogromna liczba utworów poety. Otóż z pojawieniem się w tej poezji postaci Leszka pozornie jednoznaczny obraz homoseksualnej społeczności ulega zaburzeniu. W wierszu tym, podmiot zostaje określony „księżycem w posiadaniu wariatów”, który „wędrował z rąk do rąk / coraz bardziej nierzeczywisty wrzodziejący”. Wydaje mi się, że jest to wyraźny sygnał zdystansowania się od społeczności homoseksualnej, postawienie opozycji między tą społecznością a bohaterem-podmiotem, który wpadł w złe środowisko, szpony grzechu, ale zachował odrębność, indywidualizm. Chłopcy, określani także jako durnie, kradną „księżyc”, który zanurzony w otchłani grzechu chciał jedynie „wyrwać się z szalonych objęć matki, ale wpadł pod pośpieszny”. Pozwala to na zupełnie odmienne spojrzenie na obraz jednostki o skłonnościach homoseksualnych. Chociażby powszechne konotacje symboliczne księżyca nasuwają od razu skojarzenia z sentymentalną sferą uczuć, głównie miłości. Interesująca jest także sama postać Leszka, który w wielu wierszach Dyckiego określany jest po prostu jako przyjaciel. To właśnie na skutek śmierci Leszka powstają żałobne elegie, treny, nenie. Chociaż niejednokrotnie dostrzegamy ślady swoistej psychomachii bohatera-podmiotu tych wierszy (co stanowić może jedynie pełniącą wiele funkcji staropolską stylizację), z wyraźnym ujemnym nacechowaniem moralnym homoseksualizmu, poprzez wręcz natrętne kojarzenie go z biblijnym grzechem w manierze barokowych poetów metafizycznych, Dycki kolejny raz zwodzi nas i przedstawia alternatywny biegun rozumienia tego problemu. Można powiedzieć, że oprócz tej grzesznej wykładni aktualizuje się inna, której zrozumienie możliwe jest jedynie wtedy, gdy prześledzi się swoisty mit genezy obecny w poezji wschodniego poety. Otóż umożliwia ją już sam sposób pisania utworów, oparty na grze oksymoronami, wirtuozerii przerzutni, która, jak pisze 136 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego Krzysztof Hoffman, „łamie oczywistość słów, które ją poprzedzały, nie znosi ich jednak całkowicie, wprowadza suspens, nie negację”15. Na skutek tych i innych zabiegów dochodzi do rozmycia semantycznego utrwalonych w tradycji poetyckiej symboli, które stają się wręcz antysymbolami. Aspekt ten wydaje się szczególnie interesujący w przypadku autokreacji mitu początku poety. Natalia Stencel stwierdza, że: „Utrata – w najszerszym tego słowa znaczeniu – wychodzi na plan pierwszy; siłą kształtującą człowieka jest w tej poezji doświadczenie traumy – wieloaspektowej utraty »zadomowienia« w osobach matki, ojca, przyjaciół, w miejscu pochodzenia, zamkniętych w grobach przodków. Pozostaje bolesne »zakorzenienie« – melancholia w wymiarze niemożności uwolnienia się od »znaczących innych« czy też »znaczących zmarłych«”16. Biorąc więc pod uwagę zakorzenienie, ale nie zadomowienie podmiotubohatera tych wierszy, ma się wrażenie, że poezja ta pełni funkcję antidotum, bądź też jej nie pełni („nigdy przenigdy / nie pogodzę się z nieprzydatnością / poezji”17). Można powiedzieć, że motorem napędowym wielu utworów jest właśnie jej terapeutyczny wymiar, którego celem jest sklejenie porozbijanej tożsamości podmiotu. Mit tworzenia własnej pragenezy połączony jest ściśle z obecnymi w poezji Dyckiego wątkami kosmogonicznymi i jest to zazwyczaj kosmogonia akwatyczna, nawiązująca do Księgi Rodzaju (pisała o tym w swej pracy magisterskiej Dominika Kijek). Widoczne jest to wyjątkowo dobrze w utworze CLXI. Wakacje z Kamień pełen pokarmu: „dni płyną korytarzem tylko jednej małej / rzeczki albo wszystkich rzek naraz gdy wchodzę / z tobą do wody (każdy wchodzi do swojej / Sołotwy) jestem jeszcze młody i wynurzę się z kimś / kim pewnie nie będę podczas tegorocznych / wakacji gdy wchodzę z tobą do wody w długich / atramentówkach jestem jeszcze dziecinny / i nie znam smaku złej przygody i żegnam się / na widok nieczystości co wybijają z pobliskiego / szpitalnego szamba lub prędzej biorą się ze mnie / lecz ja o tym nie wiem o niczym nie wiem / dopóki / dopóty nie wynurzę się z kimś kim nigdy nie będę”, jak również we fragmencie: „mój przyjaciel jest martwy i w ustach / jego ta ciemna woda co w ciemnościach / i w oczach ta ciemna woda co w bulgotaniu / gwiazd [...] wyłoniliśmy się 15 Hoffmann K., Dubitatio: o poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, Wydawnictwo Forma, Szczecin 2012. 16 Stencel N., „Krwotok powtórzeń” i „odwrócona źrenica” Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, „Fragile”, 2015, nr 4 (30), s. 23. 17 Tkaczyszyn-Dycki E., Imię i znamię, Biuro Literackie, Wrocław 2011, s.11. 137 Adam Jaworski z jednej sadzawki która jeszcze / dzisiaj śmierci w nas po wypiciu dykty” (CII. Bojkot radia i telewizji w latach osiemdziesiątych, MWO). Podmiot, aby odkrywać swoje prawdziwe „ja”, „pije ożywczą wodę ze studni, czerpie z dna” (CLXXXIV. Źródełko, PDB). W trakcie czytania utworów, w których da się zauważyć wyraźne powiązanie udziału żywiołu wodnego z podróżą do swoich początków, możemy dostrzec pewne nieścisłości. Biblijna woda Dyckiego pozostaje w sprzeczności z potocznym, sakralnym wyobrażeniem akwatycznego żywiołu. W większości liryków Dyckiego jest ona brudna, śmierdząca, ciemna. W tym miejscu rozpoczyna się swoista reinterpretacja Pisma Świętego, coś, co Dominika Kijek nazwała „teologicznymi wywichnięciami”. Otóż żywioł wodny poszukujący podmiot utożsamia z pewną przestrzenią ludzkiego brudu, w związku z czym brud pełni w poezji Dyckiego zupełnie niezgodną z obiegowym wyobrażeniem rolę. Związany jest z bliżej niesprecyzowaną pramaterią, początkiem wszystkiego. Celnym określeniem jest nazwanie go „fundatorem ludzkiego bytu”, jak proponuje Alina Świeściak18. Ale to właśnie on okazuje się najbliższy Istocie Boskiej. W wierszu XIV. z pierwszego tomu poetyckiego Tkaczyszyna obserwujemy sytuację, gdy roztargniony Bóg wydaje się nie poznawać dzieła swojego stworzenia w trzech półnagich żołnierzach, pracujących w niedzielne popołudnie. Roztargniony tym faktem, a być może także złamaniem przykazania o uświęceniu dnia niedzielnego, decyduje się On na ponowne stworzenie kosmosu, początku i końca. Nie dostrzegając swych dzieci w skoszarowanych, przeżartych kulturą i cywilizacją ciałach, myszkuje w ich wnętrzach w poszukiwaniu wspólnego elementu, którym okazuje się swojskość potu, kropla brudu, „bez której nie bylibyśmy sobą”. Zakorzeniona w tradycji sfera sacrum i profanum zderza się i na skutek kolizji zamienia miejscami. To właśnie brud, pot okazuje się święty, najbliższy pierwotnemu wizerunkowi bożego potomka: „twoja matka [..] lubi na mnie patrzeć jak się biorę z brudu”, czytamy w utworze CCIV (PDB). Dlatego nie dziwi to, że w późniejszych tekstach odnajdujemy świętość plam moczu (CIII. MWO). Święta jest fizjologia zmarłego przyjaciela. Podmiot stwierdza: „mój oddech z niego / a moje ciało do jego ciała nie doczepione” (CXIII. Nagły deszcz, LM). Skoro „to grzech główny mieć matkę ziemską” (CLV. Rekolekcje w 1988 roku, LM), fizjologia jest święta, a drzewo rodzi owoce (papierówki) „dla naszej dezorientacji i dla naszego popędu” (CIX., P), czy koniecznie należałoby myśleć o homoseksualizmie jako o skazującym na potępienie grzechu, zgodnie 18 Zob. A. Świeściak, Śmiertelne sublimacje. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, [w:] Taż, Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku, Universitas, Kraków 2010, s. 145-155. 138 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego z wykładnią Starego Testamentu i Listów św. Pawła? Uważam, że obraz poetycki mówi coś zupełnie innego. Stanowi konglomerat religijnych myśli, prób nawiązania kontaktu z Bogiem. Możemy w nim dostrzec niemalże metafizyczne rozważania nad problemem religijnego potępienia homoseksualizmu. Podmiot sam nie jest pewny, czy homoerotyzm stanowi jednoznaczny sprzeciw wobec Boga. Walczy z myślami, prowadzi duchową bitwę, skazaną na brak możliwości uzyskania precyzyjnej odpowiedzi. Pojawia się jednak pewne światełko nadziei. Stylizowane na psalmy utwory ukazują podmiot nieustannie zwracający się wprost do Boga. „Jesień już panie a ja nie mam domu” – to wers, który już wszedł do języka potocznego. Pojawia się on z zadziwiającą natrętnością w poezji Tkaczyszyna-Dyckiego. Co więcej, utwór VI. z debiutanckiego tomu poety głosi: „Panie ja nie odbiegłem / ja nie porzuciłem Twojego domu / we mnie tylko wilk Dobry Pasterzu wbił swoje zęby / a ja mu powiedziałem to nie są zęby które się na mnie zawezmą / Panie ja nie usłyszałem / bo byłem głuchy Twojego głosu / nie wchodź w paszczę zwierzęcia bez jednego / zęba abyś nie był samotny”. Możemy podejrzewać, że chuć, popęd Erosa zapędził bohatera w sferę grzechu, ale nie pozbawił go Boga. Mimo popełnianych błędów nie oddalił się on od Bożego domu, który musi być brudny, skoro już ludzie są „raz a dobrze zrobieni z gliny / i zmieszani z błotem” (CCLXXXIV. DZRP). Obraz religijnej bitwy kreuje utwór XXXIII. (N): „oto złożyliśmy ciało do trumienki / i ponieśliśmy przez chore miasto / w którym mężczyźni uprawiają nierząd / i nikt jeszcze nikogo nie uzdrowił / pocałunkiem a przecież / pocałunek jest od Boga / który nie rozstaje się z ludźmi”. Pocałunek wywodzący się od Boga, chociaż nie uzdrawia, nie sprowadza na ścieżkę Pana, nie może być przez niego zanegowany – oto sensy tego sylogistycznego rozumowania. Jest to ten sam Bóg, który dostrzegł w człowieku wspólny element w kropli brudu. Dlatego grzechem wydaje się okazywać nie sam akt homoerotyczny, czy tym bardziej homoerotyczny popęd, ale przede wszystkim świadome odejście od Boga, na skutek przyjęcia błędnej tezy o tym, że homoseksualista nie może być katolikiem i zostać zbawiony. Nie da się ukryć, że taki wniosek stanowi pewną „drogę na skróty” dla homoseksualnego chrześcijanina, który nie wdając się w religijne rozważania, odrzuca Boga. Tak też mógł początkowo uczynić podmiot-bohater wierszy Dyckiego, czemu sam jednak zaprzecza. Te sidła, funkcjonujące do tej pory w powszechnym sposobie myślenia, wspieranym zarówno przez katolickie media, ale także mającym ukonstytuowanie w nieprecyzyjnym dyskursie wielu autorytetów Kościoła, prowadzą do takiego błędnego pojmowania istoty rzeczy i stają się przyczyną rezygnowania przez wielu z drogi katolickiego rozwoju. Stanowią próbę 139 Adam Jaworski moralną, duchową dla każdego homoseksualisty i w tym kontekście można by pokusić się o nazwanie bohatera wierszy Dyckiego współczesną wersją Hioba. Oczywiście, mając na względzie fakt, że ów Hiob „nie odbiegł z domu Pana”, bo, jak mówi: „niewiara jest jak okowa / i obręcz płomienista / w której wstydziłem się siebie / choć to nie wstyd przymierzać się do istnienia a światła duszy / nie zmarnowałem i wykrzyknąłem Panie / niewiara jest cudownym miejscem / które opuszczam codziennie dla kogo innego” (LII., P). Skoro brud, popędy, naturalne skłonności erotyczne jednostki są przymierzaniem się do istnienia, zakładając wyłożoną przez Dyckiego ontologię brudu, nie mogą być złe. Złe są przesłanki, które do takiego myślenia prowadzą, powodują „zmarnowanie światła duszy”(LII., P). Podmiot w psalmicznym tonie wręcz prosi Stwórcę: „od niepewności trzymaj mnie Panie (CCCI., DZRP). Podsumowując, w twórczości Dyckiego można dostrzec ślady religijnych rozważań nad „piętnem homoseksualizmu”, jednoznacznym skazaniem na potępienie i brakiem możliwości przynależenia do społeczności wyznawców katolicyzmu. Warunkują je nawiązania do starotestamentowej wykładni tego problemu, kojarzące homoerotyzm z grzechem. Chociaż w rozmyślaniach tych zdaje się pobłyskiwać pokusa odejścia od Boga, podmiot na skutek specyficznie rozumianej kosmogonii, istoty pramaterii i sakralności brudu oraz fizjologii ludzkiego ciała dochodzi do wniosku (mimo ciągle wracających wątpliwości), że homoseksualizm nie stanowi grzechu odłączającego go od Boga. W tym celu nawiązuje swoisty, poetycki kontakt z Panem, przekonując Go, że nie opuścił Jego Królestwa i niczym Hiob przetrwał wszelkie próby niedoli ludzkiej egzystencji: od pokus odejścia od wiary po szykany ze strony wrogo nastawionego społeczeństwa, jak i samych homoseksualistów, nie zapominając o akcji Hiacynt i szerzących się chorobach, w domyśle: AIDS. Opozycja między katolicyzmem a homoseksualizmem zostaje w pewnym stopniu zniesiona. 3. Chrystus-Dionizos na pustyni Molocha. Święty Allen Ginsberg Allen Ginsberg to poeta wyjątkowo osobliwy, niepokorny i kontrowersyjny, nawet dla współczesnego czytelnika. Zanim omówię relacje między katolicyzmem a homoseksualizmem w jego twórczości, chciałbym przywołać opinie dwóch wybitnych polskich poetów, bez których nie da się mówić o polskiej poezji XX wieku. Dodam, że w rozważaniach pomocne okażą się niektóre wnioski wyprowadzone z analizy i interpretacji utworów Dyckiego. Zbigniew Herbert i Czesław Miłosz – obaj zdawałoby się pozostający na skrajnym biegunie wobec apostoła kontrkulturowej awangardy – 140 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego zwrócili uwagę na wyjątkową postać Ginsberga. Herbert w jednym z listów do Miłosza określił amerykańskiego poetę jako „zresztą miłego chłopca z zupełną kapustą w głowie”19. Biorąc pod uwagę skrajnie odmienne postawy i temperamenty obu twórców wobec Ginsberga, opinia Herberta nie dziwi. W jednym z listów możemy przeczytać już o stosunku Herberta do Baudelaire’a i setnej rocznicy śmierci tego poety w zaskakująco niepoprawnej formie: „jak można o kurwach aleksandrynem? To ich skończyło”20. Biorąc pod uwagę nieumiarkowany, zmysłowy, irracjonalny styl poezji Ginsberga i taki sam światopogląd oraz sposób życia poety, zauważamy, jak ideologicznie odmienny stawał się w tym zestawieniu Herbert. Dziwić może jednak postawa Miłosza, który w odpowiedzi na słowa Herberta stwierdza: „Bardzo mi przykro, ale myślę, że Ginsberg pomimo całej swojej histerii ma rację, nie ty, i że jego Howl jest ważnym poematem”21. Ta obrona natchnionego nonkonformisty i buntownika, sformułowana z pozycji antytetycznej względem brawurowego beatnika, wygląda jeszcze ciekawiej, gdy spojrzy się na wiersz Miłosza skierowany do Ginsberga. Miłosz pisze w nim o swoim życiu jako „niepotrzebnej oponie na skraju drogi” i zwraca się do amerykańskiego kolegi po piórze: „Allen, dobry człowieku, wielki poeto morderczego stulecia”22. Znamienna wydaje się w tym kontekście kolejność określeń, jakimi obdarza on „natchnionego pośród mędrków wojny”. Zanim nazwie go wielkim poetą morderczego stulecia, kieruje się do niego po prostu jako do dobrego człowieka, sygnalizuje wyższość etyki nad samym kształtem czy istotą poezji. Wydaje się to niezwykle interesujące, biorąc pod uwagę charakter twórczości poety z Paterson. Twórczość Ginsberga stanowiła bowiem zawsze poezję zaangażowaną. Najsłynniejszy poemat, Skowyt23, wydany w 1956 roku, stał się dziełem sztandarowym kontrkulturowych ruchów Ameryki lat 50., 60., a nawet 70. Skowyt był zarówno emblematem awangardy literackiej pokolenia beatników, jak i dziełem niezwykle ważnym dla ruchu hipisowskiego. Przypominający wrzask konającego zwierzęcia utwór to burzący amerykański establishment krzyk, sprzeciw wobec nieludzkiego skrępowania ludzkiej jednostki w czasach wyścigu zbrojeń, zimnej wojny, obłąkania makkartyzmu, chęć ucieczki przed rzeczywistością, która stała się bezdusznym molochem, odczłowieczającym kulturę, stwarzającym 19 Herbert Z., Miłosz Cz., Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2006. Tamże, s. 93. 21 Tamże, s. 95. 22 Miłosz Cz., Na brzegu rzeki, Wydawnictwo Znak, Kraków 1994, s. 30-32. 23 Ginsberg A., Skowyt i inne wiersze, przekł. Musiał G., Redakcja Wydawnictw Pozaprasowych „Pomorze”, Bydgoszcz 1984, s. 11. 20 141 Adam Jaworski fałszywy raj klasy średniej. Poemat ten to kamień milowy walki z cenzurą, pruderią i zakłamaniem USA, okrzyknięty świętym, proroczym głosem wołającym o poszanowanie każdej mniejszości. Opisując chylące się ku upadkowi społeczeństwo konsumpcyjne, Ginsberg wyznaczył plan, program swojej działalności artystycznej, ale także i sposobu życia. Tylko rozumiejąc wagę specyficznie pojmowanej etyki Ginsberga, nieskrępowaną niczym wolność, jesteśmy w stanie zrozumieć koncepcję katolicyzmu i homoseksualizmu w twórczości autora Kadyszu. To, co zdecydowanie odróżnia Ginsberga od Dyckiego, pomijając sprawy tak oczywiste jak kraj, kontynent, czas tworzenia, odmienne tradycje kulturowe, to fakt, że Ginsberg był zdeklarowanym homoseksualistą. Spędził większość życia z Peterem Orlovskym, natomiast wątki homoerotyczne poruszał w poezji z budzącą podziw i zgorszenie odwagą. Granicząc z mistyczną ekstazą, owe wątki przekształcały się w naturalistyczne i wulgarne opisy, przy czym nawet wulgarność w poezji beatnika miała nacechowanie sakralne. Pod tym względem Ginsberg różnił się także od innych twórców ruchu Beat Generation. Andrzej Pietrasz w polskim wydaniu Kadyszu i innych wierszy Ginsberga stwierdza, że o ile dla innych beatników seks wraz z homoseksualizmem stanowił raczej dziecinny dreszczyk anarchii i bilet wstępu do hermetycznych kręgów San Francisco Reneisssance, Greenwich Village czy Harlemu, o tyle został on zupełnie inaczej potraktowany przez Allena24. Ginsberg jawnie proklamował i eksponował w swej twórczości gejowskie wątki erotyczne, co było aktem prowokacji w rygorystycznej, surowej, purytańskiej wobec homoseksualizmu Ameryce. Tomasik, zestawiając realia życia homoseksualnej społeczności w Polsce i Ameryce lat 50. i 60., stwierdza, że represje związane z odmienną orientacją homoseksualną w Ameryce tych lat były o wiele gorsze niż w „peerelowskiej Warszawie”: Amerykański ruch wyzwolenia mniejszości seksualnych zaczął się zresztą właśnie w Nowym Jorku, gdy 27 czerwca 1969 roku w barze Stonewall Inn jego bywalcy po raz pierwszy sprzeciwili się rutynowemu nalotowi policji. Ówczesną sytuację społeczności LGBT podsumowywał po latach Paul Russell: „Naloty takie stanowiły zwykłą procedurę w latach sześćdziesiątych. Gejowskie bary, często niemające licencji na sprzedaż alkoholu, zamykano, ich bywalców traktowano brutalnie, niekiedy aresztowano, a nazwiska drukowano w gazetach, beztrosko rujnując niejedno życie i karierę. Było to po prostu jeszcze jedno ryzyko związane z byciem gejem i bywalcy takich 24 Zob. Ginsberg A., Kadysz i inne wiersze, przeł. Musiał G., Pomorze, Bydgoszcz 1992, s. 165-166. 142 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego barów godzili się z tym, ponieważ nie mieli żadnego innego wyjścia, jeśli chcieli spotykać ludzi sobie podobnych25. Dlatego też głos, który miał zmienić ówczesne realia musiał być dosadny, ocierać się o prowokację, szaleństwo czy bluźnierstwo. Święte bluźnierstwo? Twórczość Ginsberga pełna jest bowiem natchnionych fragmentów, przypominających mistyczne, religijne uniesienia. Wynika to po części z mistycznych zainteresowań pisarza, m.in. twórczością Williama Blake’a, który według jego relacji objawił mu się i zainspirował do napisania wielu utworów, ale także mistyków chrześcijańskich, takich jak święta Teresa z Ávili czy św. Jan od Krzyża (ich obecność zaznaczyła się już w Skowycie). Pełna aniołów, wręcz naznaczona panteistycznym szaleństwem i irracjonalizmem poezja, niejednokrotnie pokazuje nadużywanie epitetu „święty” (opatrywani są nim znajomi Ginsberga; także przysługuje on częściom ludzkiego ciała, które według chrześcijańskiej dychotomii sacrum i profanum kulturowo należą do tej drugiej sfery, konstytuując się przez wieki w kategorii grzechu). Już w Przypisie do Skowytu czytamy: „Święty Piotr święty Allen święty Solomon święty Lucien święty Kerouac święty Huncke święty Burroughs święty Cassady święci nieznani wyruchani i cierpiący żebracy święte upadłe ludzkie anioły!” A także: „Dusza jest święta! Skóra jest święta! Nos jest święty! Język i kutas i ręka i s r a k a są święte!”26 Chociaż na pierwszy rzut oka wyznania te mogą graniczyć z profanacją i bluźnierstwem, Ginsberg dokonuje w ten sposób poetyckiej, sakralnej rehabilitacji ludzkiego ciała, dosadnie i bez skrupułów nadaje mu rangę niemalże sakramentalną. Jest to manifest, którego celem jest zaakceptowanie pełni człowieczeństwa. Wymowny jest także utwór Jabłko nocy27: „Zeszłej nocy śnił mi się ktoś kogo kochałem przez siedem długich lat lecz nie widziałem twarzy tylko znajomą obecność ciała pot skórę oczy kał mocz spermę 25 Tomasik K., Gejerel. Mniejszności seksualne w PRL-u, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012, s. 7. 26 Ginsberg A., Skowyt i inne wiersze…, s.37. 27 Tenże, Znajomi z tego świata, wybór i oprac. Sommer P., Wydawnictwo M, Kraków 1993, s. 16. 143 Adam Jaworski ślinę wszystko o tym samym zapachu i śmiertelnym smaku” Oszczędny i krótki utwór obrazuje to, co w nieco innym aspekcie widzieliśmy już u Dyckiego. Ciało razem z wydzielinami, słabościami ma wiele wspólnego ze świętością, pełnią człowieczeństwa. To ono wraz z sekrecjami przypomina się tęskniącemu podmiotowi i powiązane jest ze sferą jego uczuć. Podobne wnioski możemy wysnuć z utworu Na popioły Neala28, w którym podmiot, wspominając zmarłego przyjaciela, przypomina sobie części jego ciała, nie pomijając narządów płciowych. Nawiązując do świętości ciała w Skowycie, można zaryzykować stwierdzenie, że tutaj także cielesność wiąże się z Bogiem, jest Jego darem, więc nie może być czymś skazanym na potępienie, niebyt, grzeszność. Dlatego w innych wierszach, skierowanych do Boga dostrzeżemy jeszcze bardziej ekspresywne i radykalne sposoby na poetyckie nawiązanie kontaktu z Bogiem. Warto w tym miejscu przytoczyć Psalm magiczny29, utwór napisany podczas pobytu poety w Amazonii, pod wpływem silnie psychodelicznego środka o nazwie ayahuasca. Podmiot liryczny, rozpoczynając wyznanie stwierdzeniem, że świat jest „uskrzydlony i żaden człowiek nie pojmie przyszłości”, zwraca się do Boga w różnych niekonwencjonalnych formach. Bóg zostaje nazwany Zjawą, Niepodzielnym, Mistrzem, Geniuszem Wszechświata, Czarodziejem Nicości, Niewysłowionym Królem, by nagle przerodzić się w Krzywdziciela, Niszczyciela Świata, Kakafonicznego Wojennoustego Gołąbka, Małżowinę uszną budowli Nowego Jorku czy Srakę Wszechświata. Poeta próbuje nawiązać transcendentną więź z Bogiem, a przesadna stylistyka utworu przypomina halucynogenny szał. Istotne wydaje się określenie Boga „Pożądaniem, które mnie stworzyło”. Podmiot liryczny w tym utworze obnaża się i z właściwą Ginsbergowi manierą zwraca uwagę na całą zmysłowość ludzkiego stworzenia, wraz ze wszelkimi ludzkimi popędami. W takiej niezafałszowanej i autentycznej postaci podmiot próbuje znaleźć zrozumienie Boga. Stosunek ten ma wymiar niemalże erotyczny30. Poeta deklamuje: „wtargnij w me ciało swoją Boską płcią”, określa Boga zarówno Aniołem i Potworem, zawodząc nad jego niedefiniowalnością. Stwierdza, że Bóg jest Kochankiem, który przychodzi do niego, aby po wieki go rżnąć, Miękkoustą Pochwą, czuje jego dłoń na niewidzialnym penisie, samo Jego Imię powoduje u poety 28 Tamże, s. 62. Zob. Ginsberg A., Kadysz i inne wiersze…, s. 147-151. 30 Rodzi to podobieństwa z wizją wyobrażoną w Ekstazie św. Teresy Berniniego. 29 144 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego orgazm, utożsamia go z ludzkim pożądaniem. Nazywa siebie boskim prorokiem i błaga o przerwanie szaleństwa bomb i morderstw. Interesująco przedstawia się stwierdzenie, że Kościół nigdy nie istniał i prośba, by podmiot przezwyciężył pożądanie transcendencją. Utrzymany w klimacie psychodelicznych wizji poemat, będący monstrualną apostrofą, uderza bezpośredniością i brawurą. Przepełniony jest tym wszystkim, co tak bardzo odróżnia Ginsberga od pozostałym beatników. Wybija się niemalże infantylnie utopijną wiarą w odpowiedź Stwórcy, która przychodzi wraz z następnym utworem. Istotne wydaje mi się w tym miejscu przytoczenie wersu utworu pt. Psalm III: „Karmię się twym Imieniem jak karaluch okruchem chleba – ten karaluch jest święty”31. Jak widać, pełny zmysłowości, niewolny od erotycznego wymiaru egzystencji podmiot określa siebie jako karalucha, ale ten karaluch także jest święty, zasługuje na Bożą uwagę z każdą swą słabością, gdyż jest dziełem Jego stworzenia. Warto jednak przytoczyć jeszcze słowa, które wyakcentowane zostają w Hymnie, jednej z części poematu Kadysz, poświęconego zmarłej matce poety – Naomi Ginsberg. Podmiot nazywa w nim Boga „Błogosławionym w homoseksualizmie”. Okazuje się jednak, że odpowiedź Stwórcy, którą otrzymuje poeta (być może na skutek działania psychoaktywnych substancji), jest nieprzychylna. Bóg bowiem pozostaje surowym sędzią z Pięcioksięgu. Nie odpowiada na prośbę poety w oczekiwany przez niego sposób, pozostaje nielitościwym absolutem, wszechmogącym, niedostępnym, ale obecnym, jak w utworze Kwas Lizergowy: „potworem wielorakim o milionie oczu”, prowadząc podmiot do rozpaczliwego krzyku: „jestem przeklęty”32. Wiersz następujący po Psalmie magicznym o tytule Odpowiedź rozpoczyna stwierdzenie: „Odpowiedzią Boga jest moje potępienie”33. Bóg nie okazuje zrozumienia poecie, pragnącego w swej twórczości stać się drugim bogiem. Wydaje się negatywnie nastawiony do pełnego zmysłowości i powierzchownego bluźnierstwa apelu. Poeta jednak nie poddaje się i pewną nadzieję dostrzega w Chrystusie. Istotny z pewnością jest fakt, że sprawa religijności Ginsberga okazuje się niejednoznaczna i niemożliwa do precyzyjnego określenia. Wystarczy przeczytać tylko Skowyt, aby dostrzec w tej poezji sąsiadujące ze sobą elementy katolicyzmu, judaizmu, islamu i buddyzmu. Sam Ginsberg określał siebie jako „żyda buddystę” zwracając się często w stronę swoich 31 Ginsberg A., Znajomi z tego świata, wybór i oprac. Sommer P., Wydawnictwo M, Kraków 1993, s. 42. 32 Tenże, Kadysz i inne wiersze…, s. 137. 33 Tamże, s. 153-156. 145 Adam Jaworski żydowskich korzeni34. Pamiętać jednak należy, że poeta pisze: „Jestem […] Żydem, bo nietolerancji monoteistycznych Żydów, katolików, muzułmanów nie da się tolerować”35. Na stałe związał się także z buddyzmem, który pozwolił mu znaleźć duchowy spokój po walce z własną tożsamością homoseksualną, rozwodem rodziców i chorobą matki. Są to, co warto zaznaczyć, epizody nieobce także dla biografii Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Zainteresowanie buddyzmem zakończyło także psychodeliczne eksperymenty Ginsberga, ukierunkowane na osiągnięcie mistycznej ekstazy. Można powiedzieć, że poezja Ginsberga odbija próbę stworzenia pewnej religii opierającej się na międzyreligijnym dialogu, pokonaniu barier pomiędzy wyznaniami, poprzez wybieranie w nich wszystkiego, co może przynieść duchowy spokój, przy odrzuceniu jednak wszelkich rygorystycznych zakazów. Można tu mówić o próbie stworzenia przez poetę konglomeratu wiar, który nosi wyraźne cechy późniejszej kultury duchowej New Age, hippisowskiego panteizmu naiwnego. Eksperymenty takie, zdecydowanie na mniejszą skalę, prowadził już Kerouac, próbując dostosować buddyzm do religii katolickiej. To dlatego Chrystus w poezji Ginsberga jest bardziej Synem Człowieczym niż Synem Bożym. Poeta dostrzega Jego cierpienie i wierzy bezgranicznie w Jego miłość do ludzi. Jeżeli akcent pada gdzieś na świętość Chrystusa, należy mieć na uwadze, że sakralnym charakterem nacechowane jest u tego poety prawie wszystko. Jest to „Chrystus biedny bez nadziei”, jak zbity doświadczeniem wojny i antykomunistycznym terrorem beatnik-prorok, „Chrystus wzniesiony na Krzyżu między Wymiarami aby dojrzeć Wszech-Niepojmowalne”, co nie udało się poecie, chociaż deklamował takie ambicje36. To Chrystus baranek, który z miłości do świata oddał swe życie, zwyczajnie dobry człowiek, niczym reminiscencja Chrystusa z Żywota Jezusa Ernesta Renana. Renan, żegnając w Żywocie Jezusa Zbawiciela, pisze: „Spoczywaj w chwale, szlachetny ofiarniku!”37. To właśnie epitet „szlachetny” wydaje się najbardziej pasować do Chrystusa w twórczości Ginsberga. Szlachetny i ludzki. Obraz Jezusa zostaje naniesiony przez poetę na obraz całego pokolenia. Dlatego, biorąc pod uwagę fakt nadchodzącej rewolucji seksualnej, nie dziwi już określenie Chrystusa „szerokopierśnym i sexy”, jak pokazuje się to w utworze Nad grobem Apollinaire’a38. Istotny jest także wiersz Big beat39: 34 Zob. Pietrasz A., Allen Ginsberg w Polsce, Semper, Warszawa 2014, s. 62. Ginsberg A., Żydowskie kiepełe, przeł. M. Bończa, „Kwartalnik Artystyczny”, 1997, nr 3, s.34. 36 Tenże, Kadysz i inne wiersze, dz. cyt., s. 153-156. 37 Renan E., Żywot Jezusa, przeł. Niemowejski A., G. Centnerszwer i Spółka, Kraków 1907, s. 416. 38 Ginsberg A., Kadysz i inne wiersze, dz. cyt., s. 85. 39 Tenże, [w:] https://poema.pl/publikacja/174396-allen-ginsberg-big-beat. [dostęp: 01.05.2016] 35 146 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego „Igrzyska zeszły w czerwono-pluszowe piwniczne teatry Centrum długie długie włosy na chudych chłopakach cienkie czarne krawaty, blade piękne policzki i wrzaski, wrzaski ekstaza tłumu na widowni wzrasta z tego nowego pokolenia pośladków oczu i miękkich sutek Bo ciało znów się porusza, ciało znów tańczy, ciało znów śpiewa ciało krzyczy nowo narodzone po Wojnie, dzieci dotknięte tajemnymi zgonami w zimnych więzieniach lat pięćdziesiątych – A dziś dziewczyny o świeżych piersiach o miękkich złotych włosach łona – 1000 głosów wyje przez pięć minut klaskanie tysiąca rąk w wielkim antycznym metrum pozdrowienia Mięsnego Boga XX Wieku, który płynie przez teatr niczym sekretny rytm brzucha w Orgazmie Kalki! Chrystus Apokaliptyczny! Maitreja! Surowy Chronos ze zmęczenia płacze w saksofon, Ziemia Zbawiona! Następny numer! SHE’S A WOMAN Czerwone brzuchy elektrycznych gitar! i zjawia się Ganimedes tupiąc z Uciechy na scenie kłania się w pas i płacząc, DAJE. O, mocy Boga na tronie otoczonym stale bębnami prawa ręka tłucze Berłem w mosiężne cymbały!” Czasy skostniałej, zimnowojennej Ameryki odchodzą. Ludzkie ciało odradza się w swej naturalności, tańczy, śpiewa, a wraz z nim Chrystus. 147 Adam Jaworski Chrystus beatnik i hipis. W wierszu Dziki Sierota pojawia się określenie: „chuj, krzyż / wspaniałości miłości”40. Zestawienie symbolu męki Chrystusa i genitaliów mogłoby zakrawać o bluźnierstwo i na pierwszy rzut oka sugerować obrazę katolicyzmu. Tak jednak nie jest. Zarówno męski członek, jak i krzyż stanowią dla poety symbol miłości, sfery uczuciowej, powiązanej z radością życia. Można zaryzykować stwierdzenie, że wiele utworów beatnika pisanych jest w jakimś dionizyjskim szale, bakchicznym tańcu opiewającym uroki życia, włącznie z miłością erotyczną. To pochwała „uduchowionego hedonizmu”, nieskażonego technologią i materializmem, szał uniesień nasycony mistycyzmem, radością i naturalistyczną pochwałą życia, do której Syn Boży zostaje zaproszony. 4. Podsumowanie i wnioski Chociaż katolicyzm i homoseksualizm mogą sprawiać wrażenie niemożliwych do pogodzenia, twórczość Tkaczszyna-Dyckiego i Ginsberga prezentuje próby zniesienia opozycji między tymi zagadnieniami. Dycki w barokowym tonie metafizycznego poety, odwołując się do świętości brudu, nie opuszcza powinności katolika i nie rezygnuje z Bożej łaski. W swych utworach próbuje nawiązać kontakt z Bogiem, zapewnia Go o swojej ufności i wierze, której nie stracił mimo licznych prób, jakim został poddany. Jego wiara w możliwość bycia katolikiem, mimo homoseksualizmu, możliwa jest dzięki swoiście pojmowanej świętości człowieczego brudu. Podobnie jest u Ginsberga, który jednak dostrzega powiernika w Chrystusie. Ten zostaje obdarzony przez poetę ludzką mentalnością i wszystkimi ludzkimi słabościami. Jest to Chrystus, który cierpiał jak beatnik, a wraz z nadejściem nowej epoki, pełnej wolności i radości życia, stwierdził: „nic co ludzkie nie jest mi obce”. I rzeczywiście, Chrystusowi z wierszy Ginsberga nie jest obca nawet zmysłowość i ludzka seksualność. Z werwą wkracza On w ekstatyczny taniec nadchodzącej epoki dzieci kwiatów. Żaden z poetów nie tworzy jednak typowej „gay poetry”, która walczyłaby jedynie o prawa i emancypację mniejszości seksualnych. Nie znajdziemy tutaj raczej przyszłych przesłanek ideologii gender, chociaż manifestacyjny pierwiastek poezji zaangażowanej jest mocno zaznaczony w twórczości Ginsberga. Obu poetów można by lokować pod patronatem św. Sebastiana. Nie przyjmują oni bowiem surowego stanowiska św. Pawła i Kościoła 40 Tenże, przeł. Walkowiak M., [w:] https://poema.pl/publikacja/1394-dziki-sierota. [dostęp: 01.05.2016] 148 Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego katolickiego, lecz starają się znaleźć sposób, aby pogodzić katolicyzm i homoseksualizm, nie wykluczając z uczucia homoerotycznego miłości erotycznej. Podejście obydwu twórców do tego problemu jest jednak zupełnie odmienne. Literatura Beszterda M. M., Brud pod językiem. Nieczystości, sekrecje w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] Pokarmy. Szkice o twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, red. Śliwiński P., Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2012. Dunaj E., Bezzasadność napomknień i powtórzeń, [w:] Herbert Z., Miłosz Cz., Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2006. Ginsberg A., Kadysz i inne wiersze, przeł. Musiał G., Redakcja Wydawnictw Pozaprasowych Pomorze, Bydgoszcz 1992. Ginsberg A., Skowyt i inne wiersze, przekł. Musiał G., Redakcja Wydawnictw Pozaprasowych Pomorze, Bydgoszcz 1984. Ginsberg A., Znajomi z tego świata, wybór i oprac. Sommer P., Wydawnictwo M, Kraków 1993. Ginsberg A., Żydowskie kiepełe, przeł. M. Bończa, „Kwartalnik Artystyczny”1997, nr 3, s. 34. Herbert Z., Miłosz Cz., Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2006. Hoffmann K., Dubitatio: o poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, Wydawnictwo Forma, Szczecin 2012. Miłosz Cz., Na brzegu rzeki, Wydawnictwo Znak, Kraków 1994. Niewiadomski A., Poezja jako terapia (nie)możliwa. O wierszach Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.phpsite=100&co=txt_0294. Orska J., Kresy tożsamości. Na postawie poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] Taż, Liryczne narracje. Nowe tendencje w poezji polskiej 1989–2006, Kraków 2006. Pietrasz A., Allen Ginsberg w Polsce, Semper, Warszawa 2014 Renan E., Żywot Jezusa, przeł. Niemowejski A., G. Centnerszwer i Spółka, Kraków 1907 Stachowiak J., Różowe archiwum, „Polityka”2007, nr 43 (2626) Stencel N., „Krwotok powtórzeń” i „odwrócona źrenica” Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, „Fragile”, 2015, nr 4 (30). 149 Adam Jaworski Świeściak A., Śmiertelne sublimacje. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, [w:] Taż, Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku, Kraków 2010. Tkaczyszyn-Dycki E., Imię i znamię, Biuro Literackie, Wrocław 2011. Tkaczyszyn-Dycki E., Oddam wiersze w dobre ręce (1988-2010), Biuro Literackie, Wrocław 2010. Tomasik K., Gejerel. Mniejszności seksualne w PRL-u, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012. Witkowski M., „Spartaczony z tą kreską szminki na ustach…” – Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki i pożądanie, „Kresy”, 2004, nr 4. Katechizm Kościoła Katolickiego, [w:] http://www.katechizm.opoka.org.pl/, oprac. internetowe Baranowski M., za zgodą i w oparciu o wydanie Pallottinum 1994. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Dynarski K., Przybyl M. i in. (red.), Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2008. Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego Streszczenie Celem niniejszej pracy jest analiza wzajemnych relacji między homoseksualizmem a katolicyzmem w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego i Allena Ginsberga. Uwzględniając czas działalności artystycznej obu poetów, warunki kulturowe, ruchy kontrkultury, a także nawiązania do Biblii, podjąłem się badań polegających na analizie i interpretacji całokształtu twórczości obu poetów. Doszedłem do wniosku, że zarówno u Dyckiego, jak i u Ginsberga można dostrzec próby zniesienia opozycji między tymi zagadnieniami. U pierwszego polegają one na swoistym przezwyciężeniu duchowych wątpliwości przy pomocy reinterpretacji Pisma Świętego, a także specyficznej ontologii uświęconego brudu. U drugiego poety wynikają one natomiast z dążenia do pogodzenia różnych wyznań, związane są z amerykańskimi ruchami kontrkultury i w konsekwencji pełnym uczłowieczeniem postaci Chrystusa, który staje się w tej poezji Istotą erotyczną i zmysłową. W przypadku Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego oraz Allena Ginsberga dochodzi do dostosowania Pisma Świętego do współczesnych realiów: u Dyckiego polega ono głównie na redefinicji pojęcia grzechu, natomiast u Ginsberga na włączeniu Syna Bożego do orszaku rodzącej się kultury dzieci kwiatów i kontrkultury beatników. W twórczości obu poetów dochodzi także do pełnego zaakceptowania ludzkiej cielesności. Słowa kluczowe: katolicyzm, poezja, homoseksualizm. 150 Adam Jarosz1 O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano „Czyż sensem miłości nie jest przemiana?” Marcela Serrano 1. Wprowadzenie Historia związku miłosnego oraz rozstania kobiety i mężczyzny, opowieść o przeżyciu egzystencjalnym, które zmienia los dwojga ludzi – tak mogłoby w największym skrócie brzmieć streszczenie fabuły powieści Abyś mnie nie zapomniał (Para que no me olvides, 1993) chilijskiej pisarki Marceli Serrano. Zanim przejdziemy do zasadniczego tematu naszych rozważań, inicjacyjnych i terapeutycznych aspektów miłości ukazanych w powieści Serrano, warto poświęcić kilka uwag wstępnych autorce dzieła oraz wskazać ramy tematyczne, w których krytyka literacka sytuuje całość twórczości Serrano2. Marcela Serrano jest jedną z najbardziej emblematycznych przedstawicielek nowej prozy latynoamerykańskiej. Jej powieści, wraz z twórczością takich autorek, jak Isabel Allende, Zoé Valdés, Ángeles Mastretta y Laura Esquivel, są klasyfikowane jako boom pisarek latynoamerykańskich, zjawisko literackie, które zaznacza się z dużą siłą w prozie Ameryki Łacińskiej lat 90. Charakteryzując narodziny i nowatorski charakter prozy tego okresu, Sara Beatriz Guardia stwierdza: „Najważniejszym faktem lat dziewięćdziesiątych był boom utworów powieściowych napisanych przez autorki z Ameryki Łacińskiej, wyrażający się w czterech powieściach: Dom duchów Isabel Allende, Wydrzyj mi życie Ángeles Mastretty, Przepiórki 1 adamjarosz1@wp, Instytut Skandynawistyki i Lingwistyki Stosowanej, Wydział Filologiczny, Uniwersytet Gdański. 2 Pomijamy tu charakterystykę zjawiska miłości, pojęcia, które doczekało się niezwykle obfitej literatury obejmującej praktycznie wszystkie dziedziny naukowe, i której nawet pobieżne przedstawienie przekracza ramy tematyczne proponowanej analizy. Przegląd wybranych koncepcji miłości (Peck, Fromm, Bardis, Stenberg, Lee, Wojtyła, Witczak) został zaprezentowany przez M. Jankowską. Zob. Jankowska M., Miłość jako najpełniejszy sposób wyrażania siebie, „Kwartalnik Naukowy Fides et Ratio”, 3 (2010), s. 30-44. Na temat koncepcji Stenberga, charakteryzującej dynamikę rozwoju związku miłosnego, zob. Wojciszke B., Psychologia miłości. Intymność. Namiętność. Zaangażowanie, GWP, Gdańsk, 1999, s. 8-19. 151 Adam Jarosz w płatkach róży Laury Esquivel i My, które tak kochamy Marceli Serrano. Stwierdzono wówczas, że realizm magiczny zapoczątkowany w Ameryce Południowej powieścią Sto lat samotności Márqueza odnalazł swój kobiecy wyraz w Domu duchów, powieści powszechnie docenionej przez krytyków, i że zapoczątkował on cały dyskurs, który zafascynował dekadę lat dziewięćdziesiątych. Dyskurs ten odwoływał się do pojęć takich jak miłość, najbliższe otoczenie i kuchnia”3. W podobnym tonie, choć nieco bardziej lakonicznie, wypowiada się o dziele Serrano Giuseppe Bellini, który charakteryzując prozę latynoamerykańską lat 90., odnotowuje: „Ze znacznej liczby autorów końca XX wieku przypomnijmy jeszcze postać Marceli Serrano, autorki powieści My, które tak kochamy i Abyś mnie nie zapomniał, w których mieszają się problemy kobiet i obrazy sytuacji politycznej Chile lat siedemdziesiątych”4. Choć nieco zaskakująca pod względem zaprezentowanych ram czasowych – akcja Abyś mnie nie zapomniał rozgrywa się na początku dziewiątej dekady ubiegłego wieku, w momencie upadku muru berlińskiego, co wielokrotnie podkreśla Serrano w obu wspomnianych utworach – charakterystyka Belliniego trafnie ujmuje to, co stanowi podstawową osnowę tematyczną Abyś mnie nie zapomniał: miłość i walkę o odzyskiwanie pamięci o Chile z czasów dyktatury Pinocheta. Przechodząc do omówienia ram metodologicznych proponowanej analizy, należy podkreślić, że odwołują się one wprost do kluczowych pojęć inicjacji i powieści inicjacyjnej, dokładnie scharakteryzowanych zarówno w pracach teoretycznych Eliadego, jak i znanych badaczy literatury, takich jak Léon Cellier, Simone Vierne i Hodrová5. Odnosząc się 3 Guardia S. G., Literatura y Escritura femenina en América Latina, http://www.uesc.br/seminariomulher/anais/PDF/conferencias/SARA_ORIGINAL.pdf...., s. 15. Tytuły powieści I. Allende, Á. Mastretty i L. Esquivel według przekładów dostępnych na polskim rynku wydawniczym. Tytuł powieści Serrano mojego przekładu (A. J.). 4. Bellini G., Nueva historia de la literatura hispanoamericana, Castalia, Madrid 1997, s. 598. Przekład własny (A. J.). 5 Według Eliadego, „na ogół przez inicjację rozumie się zespół obrzędów i pouczeń ustnych zmierzających do radykalnej modyfikacji statusu religijnego i społecznego inicjowanego podmiotu. Filozoficznie rzecz biorąc, inicjacja jest równoważna z ontologiczną przemianą porządku egzystencjalnego. Po zakończeniu swych prób neofita cieszy się egzystencją zupełnie inną niż przed inicjacją: stał się innym. […]. Inicjacja wprowadza nowicjusza zarazem do wspólnoty ludzkiej i w świat wartości duchowych. Poznaje on zachowania, techniki i instytucje dorosłych, ale także mity i święte tradycje plemienia, imiona bogów i historię ich dzieł; poznaje zwłaszcza mistyczne relacje między plemieniem i Istotami nadprzyrodzonymi w postaci ustanowionej na początku czasów”. Eliade M., Inicjacja, obrzędy, stowarzyszenia tajemne. Narodziny mistyczne, przeł. Kocjan K., Znak, Kraków, 1997, s. 8. Na temat obecności scenariusza inicjacyjnego w dziełach literackich zob. między innymi uwagi Gutowskiego: Gutowski W., Młodopolskie inspiracje, s. 138, [w:]: Gutowski W., Owczarz E. (red.), 152 O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano do samego pojęcia inicjacji oraz prób jego jednoznacznej identyfikacji w dziele literackim, Vierne zauważa: „Krytyka literacka mówi coraz więcej o wierszach, opowieściach i powieściach o charakterze inicjacyjnym. Lecz samo słowo »inicjacyjny« stosowane jest w bardzo szerokim zakresie. Wydawało nam się słuszne przyjrzeć się temu bliżej. Inicjacja religijna była podporządkowana konkretnemu rytuałowi bogatemu w symbole i zmierzała ku ściśle określonemu celowi, nawet jeśli ów cel był różnie definiowany w zależności od kultury. Jeśli dzieło literackie ma zostać zakwalifikowane jako inicjacyjne, to powinno ono zawierać analogię strukturalną i symboliczną [do tego procesu], wystarczająco rozpoznawalną, ścisłą i precyzyjną”6. Zgodnie z postulatem teoretycznym sformułowanym przez Vierne, Abyś mnie nie zapomniał może być uznana za powieść inicjacyjną, gdyż spełnia wszystkie wymogi stawiane tego typu powieści7. Konkluzja wydaje się oczywista, gdyż utwór przedstawiając metamorfozę bohaterki, Blanki, wskazuje na liczne związki ze scenariuszem inicjacyjnym. Związki te ujawniają się zwłaszcza dzięki faktowi, silnie akcentowanemu przez Vierne, obecności trzech faz inicjacji (przygotowanie, śmierć inicjacyjna i powtórne narodziny) oraz, co ważniejsze, dzięki pojawieniu się wielkich obrazów symbolicznych, które towarzyszą tymże fazom8. Dodatkowo charakter inicjacyjny powieści podkreślony jest przez aktualizację Z problemów prozy. Powieść inicjacyjna, Duct, Toruń 2003. Zob. również: Hodrová D., Le roman intiatique, „Zagadnienia Rodzajów Literackich”, 39 (1996), s. 7-28. 6 Vierne S., Rite. Roman. Initiation, PUG, Grenoble, 2000, s. 5-6. Przekład własny (A. J.). 7 Pomijamy tu dokładniejszą analizę różnic pomiędzy powieścią edukacyjną a powieścią inicjacyjną, w pełni jednakże zgadzając się ze stanowiskiem Vierne, która zauważa: „neofita, jak ziarno, musi najpierw umrzeć aby zmartwychwstać. W tym właśnie fakcie należy poszukiwać sensu, który wszyscy etnologowie i historycy religii upatrują w inicjacji. Jest oczywiste, że nie należy rozumieć tego terminu w jego współczesnym znaczeniu, które błędnie utożsamia inicjację z edukacją bądź nabyciem podstaw wiedzy […]. Inicjacja zwiera w sobie również edukację, ale jest przede wszystkim modyfikacją statutu ontologicznego postulanta”. Vierne S., Rite..., s. 8. Przekład własny (A. J.). 8 Według Vierne cscenariusz inicjacyjny jest niezwykle bogaty w obrazy symboliczne związane z dynamicznymi schematami wyobraźni. Jeśli przeanalizujemy je zgodnie ze strukturami wyróżnionymi przez G. Duranda, to stwierdzimy obecność trzech serii obrazów należących odpowiednio do trzech porządków symbolicznych: porządku schizomorficznego podczas separacji ze światem profanum, mistycznego podczas drugiej fazy, gdy postulant stapia się z Matką-Ziemią, i wreszcie porządku syntetycznego, który pozwala przezwyciężyć wszystkie napięcia i osiągnąć nową harmonię. Inicjacja jest więc źródłem bardzo bogatej gamy obrazów symbolicznych”. Vierne S., Jules Verne et le roman initiatique – contribution à l’étude de l’imaginaire, Sirac, Paris, 1973, s. 25. Przekład własny (A. J.) w oparciu o terminologię zaproponowaną przez K. Falicką. Zob. Falicka K. (red.), Potęga świata wyobrażeń, czyli archetypologia według Gilberta Duranda, Wydawnictwo UMCS, Lublin, 2002. Na temat faz inicjacji i towarzyszących im obrazów symbolicznych zob. Hodrová D., dz. cyt. s. 7-28. 153 Adam Jarosz wszystkich istotnych elementów scenariusza sytuacji inicjacyjnej: miejsca inicjacji, postulantki (Blanka) oraz mistrza wtajemniczenia, eliadowskiego maître de l'initiation, czyli osoby odpowiedzialnej za sens i kierunek procesu zmian osobowościowych bohaterki. Jak zobaczymy później, powieść rezerwuje tę rolę dla niejakiego Gringo, Amerykanina i byłego więźnia dyktatury, który wchodząc w związek miłosny z Blanką, zapoczątkowuje tym samym cykl przemian osobowościowych ukochanej, które całkowicie przeobrażą jej życie. 2. O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości W powieści Abyś mnie nie zapomniał Alfonso, brat Blanki, tak charakteryzuje kolor bieli, myśląc jednocześnie o swojej siostrze: „Biały, powiedział mi Alfonso, kolor początku i końca. Kolor tego, kto za chwilę zmieni swoją sytuację życiową. Biały, powiedział mi, kolor absolutnego milczenia, nie milczenia śmierci, lecz milczenia, które wyraża przygotowanie wszystkich możliwości”9.. Ta niezwykle eliadowska w formie i w treści charakterystyka Blanki jest w istocie swoistą metaforyczną zapowiedzią tego, co wydarzy się później, przynoszącą jednocześnie informacje bardzo odmienne od tego, czego dowiadujemy się o bohaterce na początku powieści. Abyś mnie nie zapomniał to historia związku miłosnego zamężnej czterdziestoletniej kobiety z wyższych sfer, Blanki, i wspomnianego już Gringo, o którym wiadomo tylko, iż był więźniem dyktatury Pinocheta oraz towarzyszem więziennym Wiktorii, kobiety z niższej klasy społecznej Chile, z którą zaprzyjaźnia się Blanka. To nawiązanie przyjaźni następuje w sytuacji dość specyficznej. Znudzona życiem bogatej arystokracji, nigdy niepracująca zarobkowo i udzielająca się jedynie w akcjach charytatywnych w najbliższej parafii Blanka dostaje 9 Serrano M., Para que no me olvides, Santillana Ediciones Generales S.L. Madrid, 2011, s. 95. Wszystkie cytowane poniżej fragmenty powieści mojego przekładu (A. J.). Proponowany przekład cytowanego fragmentu nie w pełni oddaje intencję autorki, która podkreśla związek imienia bohaterki (Blanka) z kolorem do niego nawiązującym (blanco). Pragnę zauważyć, że w analizowanej powieści Serrano samo imię „Blanka” staje się niezwykle istotnym nośnikiem znaczeń inicjacyjnych. Wniosek nasuwa się po analizie semantycznej znaczeń symbolicznych bieli, koloru, od którego pochodzi wspomniane imię, jak i po analizie znaczenia tegoż koloru zaproponowanego w innej, nieco późniejszej powieści Serrano Antigua moje życie (Antigua vida mía, 1995), której jedna z bohaterek, Violeta, zdradza wiele podobieństw z Blanką. W Antigua moje życie światło i jasność stają się emblematem godności i podmiotowości kobiety, a każdy zamach na tę godność powoduje symboliczny zanik światła. Nic zatem dziwnego, iż Violeta, wyrusza do Meksyku, „regionu jak najbardziej świetlistego”, aby uwolnić się z opresji męża, Eduardo. Zob. Serrano M., Antigua vida mía, Suma de letras S. L, Madrid, 2002, s. 117. Przekład własny (A. J.). Na temat aspektów inicjacyjnych światła i bieli zob. Chevalier J., Gheerbrant A., Dictionnaire des symboles, Laffont/Jupiter, Paris 2008, s. 125-127. 154 O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano propozycję zajęcia się chłopcem, który ma trudności szkolne i który prawdopodobnie cierpi na dysleksję. Za namową swojej szwagierki Sofii, przyjaciółki Wiktorii, Blanka udaje się do domu tejże, aby spotkać się po raz pierwszy z jej synem Bernardo. Spotkanie to okazuje się brzemienne w skutkach, gdyż odbywa się w scenerii ubogiej dzielnicy Santiago, miejscu budzącym niechęć zamożnych mieszkańców metropolii. Dramatyzm dekoracji, w których odbywa się to spotkanie, w pełni odpowiada dramatyzmowi przemian, które nastąpią później w życiu bohaterki, gdyż dla Blanki wkroczenie w życie Bernardo, Wiktorii i jej matki Yolandy stanowi prawdziwy inicjacyjny descensus ad inferus, brutalne i niespodziewane odkrycie zupełnie nieznanej historii politycznej Chile, pełnej przemocy, ofiar dyktatury i, co najważniejsze, cierpień ich rodzin żyjących w stanie zawieszenia emocjonalnego, gdyż pozbawionych żadnych wiadomości o swoich zaginionych krewnych. Jednak niebezpieczne wyjście poza horyzont ideologiczny własnej klasy społecznej to nie jedyny aspekt inicjacji Blanki. Wkroczenie w krąg znajomych Wiktorii i jej rodziny to przede wszystkim poznanie Gringo – mężczyzny, którego miłość stanie się potężnym czynnikiem zmiany sytuacji życiowej i metamorfozy osobowościowej Blanki. Choć dosadne, oba sformułowania są uzasadnione, gdyż Blanka zapłaci wysoką cenę za romans z Gringo i odzyskanie własnej podmiotowości. Dowiedziawszy się o zdradzie Blanki, jej mąż wyrzuci ją z domu, rozwiedzie się z nią i kontaktów z synem. Zmuszona do porzucenia własnego domu, Blanka przeprowadzi się do wiejskiego domku, który, odległy o godzinę drogi samochodem od Santiago, stanie się jej schronieniem na ziemi 10. Ostatnie strony powieści przynoszą przejmujący obraz Blanki – kobiety dotkniętej afazją, sparaliżowanej i na wpół obłąkanej, rozpamiętującej swoje spotkania z Gringo, który ją porzucił11. Abstrahując tu od niezwykle Wspomniany szczegół jest ważny gdyż stanowi dodatkowe potwierdzenie charakteru inicjacyjnego powieści. Jak zauważa Hodrová, w powieści inicjacyjnej adept kieruje się ku „wewnątrz”, czyli ku zamkniętej przestrzeni, która stanie się miejscem jego inicjacji. Zob. Hodrová D., dz. cyt., s. 22. Widać tu pewną analogię do sytuacji Blanki, która porzuca miasto, by przenieść się do domku na wsi, miejsca, w którym zrealizują się ostatnie fazy jej przebudzenia inicjacyjnego. 11 Warto zwrócić uwagę na fakt, że w optyce inicjacyjnej afazja, która staje się częścią doświadczeń Blanki, może być rozumiana jako jeden z przejawów powtórnych narodzin bohaterki. Jak podkreśla Vierne, w niektórych rytach inicjacyjnych faza powtórnych narodzin łączy się ściśle i w sposób niezwykle dosłowny z symboliką powrotu do dzieciństwa, wręcz do stanu embrionalnego, czyli do sytuacji, która jest podkreślona takimi elementami, jak nagość czy też utrata języka. Vierne S., Rite..., s. 58-70. Co ważne, w powieści Serrano obraz Blanki dotkniętej afazją wzmocniony jest jeszcze zarysowującym się obrazem Blanki, którą reszta rodziny traktuje jak dziecko. „Traktują nas tak samo, Trinidad i mnie. Dwoje dzieci w domu”. Serrano M., Para que..., s. 28. 10 155 Adam Jarosz dotkliwej ceny, jaką Blanka zapłaci za swoją inicjację (afazja, depresja, szaleństwo i być może śmierć), warto podkreślić ponownie fakt podstawowy, który będzie przedmiotem dalszych naszych rozważań. W optyce inicjacyjnej, którą przyjęliśmy dla interpretacji sytuacji Blanki, Gringo urasta do rangi eliadowskiego maître de l'initiation, czyli mistrza wtajemniczenia inicjacyjnego, dzięki któremu zakochana w nim Blanka dozna niejako podwójnego wtajemniczenia: w sferze miłości i w obszarze trudnej historii swego kraju z okresu dyktatury, wiedzy usuniętej z obiegu medialnego, będącej przedmiotem swoistej amnezji społecznej Chile lat 90.12. W powieści Serrano Gringo może aspirować do roli głównego mistrza inicjacji Blanki dzięki jednej ważnej cesze, która w myśl praw psychologii społecznej w dużej mierze przesądza o efektywności jego oddziaływań inicjacyjnych. Zielonooki i złotowłosy Gringo jest bardzo atrakcyjnym fizycznie mężczyzną i tym samym osobą niezwykle przekonującą, a zakochana w nim Blanka porównuje go w swoich fantazjach do „wikinga”, „rzymskiego wojownika” i „bohaterów z filmów ze […] [swojego] dzieciństwa”13. Potęga atrakcyjności fizycznej w służbie perswazji w sferze erotycznej i historycznej? Bez wątpienia, i to tym silniejsza, iż wzmocniona przez nieświadome oczekiwania i iluzje projekcyjne Blanki, która widzi w Gringo wszystko to, czego nie zaznała ze strony męża, czyli poczucie własnej wartości i podmiotowości. Odwołując się do pierwszego z dwóch zasygnalizowanych aspektów przemiany inicjacyjnej, inicjacji Blanki w sferze miłości, należy, nolens volens, powrócić do bliższej charakterystyki samej bohaterki i stanu, który opisuje ją przed procesem inicjacji. Blanka, jak już powiedziano, to bogata i zamężna kobieta należąca do „crème de la crème” elity intelektualnej i finansowej Santiago, „młoda kobieta z prawicy”, jak sama się określa14. Ma dwójkę dzieci, jedenastoletniego syna Ignacio oraz małą córeczkę Trinidad, i jest żoną niezwykle zaborczego mężczyzny, Juana-Luisa, który zgodnie z wielopokoleniową tradycją rodzinną widzi w niej jedynie żonę i kochankę, czyli osobę całkowicie uzależnioną od niego finansowo Zjawisko to bardzo trafnie nazwane jest przez Sofię, która, opisując społeczeństwo Chile początków lat 90., mówi o „milczącej większości, która nie chce wiedzieć”. Serrano M., Para que..., s. 192. 13 Tamże s. 67. Dotykamy tu tematu niezwykle ważnego dla zrozumienia efektywności wpływu inicjacyjnego Gringo. Atrakcyjność fizyczna jest jednym z kluczowych czynników psychologicznych, determinujących wpływ jednej jednostki ludzkiej na drugą. Analizując ten wpływ, Cialdini mówi o efekcie „halo”, który polega na automatycznej atrybucji cech pozytywnych osobie uznawanej za atrakcyjną fizycznie. Zob. Cialdini R., Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka, przeł. Wojciszke B., GWP, Gdańsk, 1999, s. 157; Aronson E., Człowiek – istota społeczna, przeł. Radzicki J., PIW, Warszawa, 1978, s. 285-290. 14 Zob. Serrano M., Para que..., s. 23. 12 156 O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano i intelektualnie. Co więcej, kilkunastoletni związek Blanki i jej męża jest już związkiem czysto formalnym, w którym nigdy nie było miejsca na podmiotowość Blanki, respektowanie jej potrzeb emocjonalnych i, co ważne, również seksualnych. „Nie byłam przyzwyczajona mówić o seksie z nikim” – stwierdza w którymś momencie Blanka i ta deklaracja być może najtrafniej określa stosunki panujące w jej małżeństwie. Nic zatem dziwnego, że zapytana wprost o jakość swojego pożycia małżeńskiego i męża do niej, Blanka odpowiada, zgnębiona i niepewna: „nie wiem..., nie wiem...”15. Jakże symboliczne w wymowie, wahania bohaterki wydają się zrozumiałe, gdyż w istocie Blanka jest niewolnicą seksualną swojego męża, który zapanował całkowicie i pod każdym względem nad jej ciałem i umysłem. Zamknięta w kokonie luksusu materialnego, ubezwłasnowolniona i przekonana o własnej nieatrakcyjności fizycznej, Blanka nie czuje się uprawniona do protestu16. Tym bardziej, iż protest ten nie znalazłby żadnego zrozumienia w oczach jej najbliższych. Rozczarowana i zrezygnowana Blanka poświęca większość swojego wolnego czasu na pisanie dziennika intymnego, pozostawiając w nim „całą swoją energię”17. Lecz nagłe pojawienie się w domu Wiktorii młodego Gringo burzy gwałtownie istniejące status quo, budząc w Blance nie do końca wyparte potrzeby i oczekiwania. Sprawca tego zamieszania, Gringo, staje się współtowarzyszem w wieloaspektowej inicjacji Blanki. Ten niezwykle złożony proces dokonuje się jednocześnie w kilku obszarach, takich jak: uświadomienie sobie własnej podmiotowości, odzyskanie władzy nad własnym ciałem zawłaszczonej przez społeczeństwo fallokratyczne, przyznanie sobie prawa do orgazmu w związku z mężczyzną i wreszcie głębokich przewartościowań w sferze ustosunkowań do sensu życia i do Boga18. Pierwsze trzy ze wspomnianych aspektów metamorfozy inicjałcyjnej Blanki zostały trafnie scharakteryzowane przez Elisabeth RojasAyuda, która stwierdza: „Pozamałżeńska relacja miłosna pozwala Blance odkryć swoje potrzeby i w pełni korzystać ze swojej seksualności. Dzięki tej relacji Blanka uwalnia się od ciężaru zahamowań i tradycji w trakcie aktu seksualnego. Wyzwolenie seksualne i uświadomienie sobie tego faktu Tamże, s. 107. W innym fragmencie powieści Blanka mówi o codziennej agresji, deprecjacji („violencia cotidiana de no valoración”). Zob. Tamże, s. 224. 17 Tamże, s. 102. 18 Na temat pojęcia społeczeństwa fallokratycznego zob. Irigaray L., Ta płeć (jedną) płcią nie będąca, przeł. Królak S., Wydawnictwo UJ, Kraków 2010, s. 112-113. Nietrudno tu zauważyć zarysowujący się dysonans pomiędzy wartościami inicjacyjnymi rozumianymi w duchu feministycznym a elementami aksjologii chrześcijańskiej, która zarysowuje się w ostatnich partiach utworu. Wrócimy do tej kwestii w trakcie omawiania kolejnych zdobyczy inicjacyjnych Blanki. 15 16 157 Adam Jarosz jest punktem kulminacyjnym metamorfozy Blanki, która konstytuuje się jako podmiot własnych działań. Dokonując tej metamorfozy, Blanka dokonuje transgresji narzuconych konwencji społecznych, zdominowanych przez zasadę prawa seksualnego, zgodnie z którym żona jest własnością męża, a on sam należy tylko do siebie. Jakakolwiek próba przekroczenia tychże norm jest karana przy pomocy uczuć winy i grzechu. Autorka demaskuje tu podwójny standard seksualny istniejący od niepamiętnych czasów, zgodnie z którym ciało kobiety jest własnością mężczyzny i jakakolwiek próba zmiany tego status quo jest karana przemocą ze strony tych, którzy dzierżą władzę. Społeczeństwo fallokratyczne jest konsekwentne w formułowaniu swoich praw podporządkowujących kobietę mężczyźnie”19. Rojas-Ayuda podkreśla, iż metamorfoza (sic!) inicjacyjna Blanki jest tożsama z dokonaniem aktu transgresji norm narzuconych przez tradycjonalistyczne społeczeństwo. Nic zatem dziwnego, iż w obliczu nacisków społecznych, z którymi musi się zmierzyć, Blanka odczuwa ze wzmożoną siłą to, co jest immanentnym elementem każdego procesu inicjacji: dekompozycję starej osobowości, która ma zostać zastąpiona nową, reprezentującą wyższy poziom rozwoju. Pewną egzemplifikacją tej dokonującej się gwałtownie zmiany może być to, o czym mówi sama Blanka w kluczowym momencie swojej inicjacji: „Mam dwa »ja«, jestem tak rozproszona, że sama nie wiem, kim jestem”20. Co do ostatniego i najważniejszego aspektu inicjacyjnego, odkrycia nieznanych wcześniej doznań seksualnych, czyli – powiedzmy sobie szczerze – orgazmu, to aspekt ten pojawia się w kluczowej scenie powieści, intymnym spotkaniu Blanki i Gringo w jej domku na wsi. Niezwykle śmiały opis tego wydarzenia tak ilustruje novum erotyczne, które staje się udziałem bohaterki: „Moje łóżko było moim łóżkiem i z tego powodu mogłam położyć się w nim wraz z Gringo bez poczucia wstydu lub zdrady. […] Pieściliśmy się długo tak długo, jak tylko kobieta i mężczyzna mogą to robić. […]. Wypowiedziałam słowa, których nigdy przedtem nie wypowiedziałam, które nie sądziłam że znam, których nigdy nie odczuwałam, i które nigdy nie były związane z moją przeszłością. Wszystkie te słowa […] wydawały mi się uzasadnione, moje, prawdziwe Rojas-Auda E., La reconstrucción del cuerpo femenino en la narrativa de Marcela Serrano, Grafemas :Boletín electrónico de la AILCFH, http://people.wku.edu/inma.pertusa/ encuentros/grafemas/febrero_07/rojas.pdf, s. 4-5. Podkreślenie autorki cytatu. 20 Serrano M., Para que..., s. 157. Warto podkreślić, że obraz rozmytego „ja” jest jednym z obrazów katabazy, o których mówi Hodrová. W terminologii Vierne obraz ten może być uznany za jedną z form descensus ad inferos. Vierne S., Rite. Roman..... dz. cyt., s. 71. 19 158 O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano i rzeczywiste”21. Dalsze wyznania Blanki stanowią już opis samego aktu seksualnego prowadzącego do „kompletnego spełnienia”, uczucia, którego bohaterka nie doznała „nigdy wcześniej ani później”22. . Nigdy wcześniej ani później... Wypowiedziane słowa nie mogą mylić. Niedoświadczona seksualnie Blanka doznaje w związku z Gringo tego, czego nigdy przedtem nie przeżyła z mężem: poczucia komunii ciał i umysłów, ekstatycznego stanu spełnienia miłosnego, który z trudem poddaje się językowi opisu. Można byłoby założyć, zgodnie z poglądami Rojas-Ayuda, że proces inicjacyjny Blanki osiąga tu swój punkt kulminacyjny i definiować to zjawisko jedynie w kategoriach dyskursu feministycznego, jednakże podobne założenie miałoby nieco redukcjonistyczny charakter, zwłaszcza w kontekście ostatnich fragmentów utworu, w których pojawia się element dotychczas pomijany milczeniem przez Serrano: stosunek Blanki do Boga i sensu życia23. Dotknięta afazją bohaterka tak podsumowuje swoją zakończoną relację z Gringo i jej późniejsze konsekwencje: „Było to wspaniałe i pozwoliło i mi to połączyć się ze światem, z bliźnimi i ze mną samą. Jakże mój biedny umysł mógł pojąć, że mój wielki błąd był tym, co mnie wzbogaciło i uwzniośliło. […]. Byłam i jestem prostą kobietą, Moja relacja z Bogiem nigdy nie była zbyt skomplikowana. Z tego powodu jest mi trudno powiedzieć, jak i dlaczego, kiedy pogrążyłam się w grzechu, nigdy nie byłam bliżej od Niego. [...] Wówczas poczułam, że mogę umrzeć wiedząc, że moja ziemska wędrówka miała jakiś cel. Jedyna pewność która prowadzi ku wieczności”24. Miłość do człowieka, czyli uczucie, które – zakończone klęską – w ostatecznym rozrachunku prowadzi do nowej, pełniejszej, miłości do Boga? Trudno stawiać wniosek tak daleko idący, zwłaszcza że wysuwając go, należałoby zadać uzasadnione pytanie, czy ów wspomniany lepszy kontakt z Bogiem wynika z samej miłości do Gringo, czy też raczej (co wydaje się bardziej uzasadnione) z ogromu frustracji i nieszczęść, którym Tamże, s. 201. Tamże. W świetle sygnalizowanej koncepcji Stenberga wspomniana sytuacja odpowiadałaby pograniczu dwóch pierwszych faz rozwoju związku miłosnego, fazie „zakochania” i fazie „romantycznych początków”. W fazach tych występuje stosunkowo wysoki poziom „namiętności” i „intymności”, brak jeszcze natomiast tego, co Sternberg określa mianem „decyzji/zobowiązania”, czyli deklarowanych decyzji o przedłużaniu związku. Sytuacja ta odpowiada „brakowi zaangażowania w związek”, według terminologii Wojciszke. Zob. Wojciszke B., dz. cyt, s. 8-12. W powieści Serrano brak „zaangażowania w związek” jest widoczny ze strony obojga bohaterów, którzy unikają rozmów o przyszłości. Podkreśla to nietrwały charakter miłości pomiędzy Blanką a Gringo, która nie nabiera cech dojrzałego uczucia. 23 W analizie proponowanej przez Rojas-Ayuda fragment ten nie został w żaden sposób zinterpretowany. 24 Serrano M., Para que..., s. 229. 21 22 159 Adam Jarosz musi stawić czoła Blanka postulantka, pozostawiona sama sobie po odejściu swego ukochanego i wygnaniu jej z domu przez męża (ostracyzm rodziny, choroba, afazja). Nie wdając się w ten spór, który wydaje się nie do rozstrzygnięcia wobec braku wystarczających argumentów, należy zadowolić się konkluzją o nieco bardziej ograniczonym zasięgu. Mimo iż nieco niejednoznaczna i tym samym otwierająca pole do różnych, często sprzecznych interpretacji, opinia Blanki odwołuje się do kluczowych pojęć inicjacji: lepszego poznania siebie, przedefiniowania sensu własnego życia, lepszego kontaktu ze światem i, co wydaje się najważniejsze, z Bogiem. Emancypacja społeczna, odzyskanie władzy nad własnym ciałem, bogactwo nowych, nieznanych wcześniej doznań erotycznych oraz całość wspomnianych, niezwykle trudnych do jednoznacznego uchwycenia przemian duchowych Blanki to argumenty wystarczające, aby postulować charakter inicjacyjny związku miłosnego Blanki i Gringo. Lecz, jak już stwierdzono, oprócz miłosnego inicjacja Blanki ma również wymiar historyczny, a sam proces dokonuje się także poprzez miłość. Kochany przez Blankę i kochający, bardzo atrakcyjny fizycznie, zatem niezwykle przekonujący, w świetle wspomnianych już praw psychologii społecznej, Gringo jest znakomitym mistrzem wtajemniczenia w dziedzinie zapomnianej historii o Chile z epoki dyktatury, a całość jego życia (zrekonstruowana post factum przez Blankę na podstawie skąpych opowiadań samego Gringo i jego znajomych) doskonale ilustruje historię życia kilku generacji Chilijczyków, którzy przeciwstawiając się dyktaturze, bądź po prostu poszukując prawdy o swoich zaginionych krewnych (to przypadek Wiktorii), stają się obiektem prześladowań ze strony dyktatury25. Co ważne, w powieści Serrano Gringo nie jest niezłomnym bojownikiem o wolność polityczną w Chile. To raczej przypadkowa ofiara wciągnięta w tryby wielkiej historii, na którą ma wpływ bardzo ograniczony. Ceniący spokój i zatopiony w książkach, Gringo zostaje pewnego dnia aresztowany za pomoc udzieloną koledze zaangażowanemu w działalność opozycyjną. Przesłuchiwany i brutalnie torturowany, Gringo staje się mimowolnym uczestnikiem granicznej sytuacji egzystencjalnej, czyli ofiarą wyrafino25 Teza o inicjacyjnym charakterze docierania do prawdy o dyktaturze w Chile znajduje potwierdzenie w charakterystyce społeczeństwa postmodernistycznego, dokonanej przez Zygmunta Baumana. Bauman podkreśla, że w ponowoczesnym świecie zdominowanym przez kłamstwo odróżnienie prawdy od fałszu nie odbywa się drogą prostego nabywania informacji, lecz wymaga długiego procesu, który czasami może dokonywać się jedynie w obrębie psychoanalizy. Zob. Viñar M., La spécificité de la torture comme source de trauma, “Revue Française de Psychanalyse”, 4 (2005) s. 1205-1224. W polskim przekładzie wzmiankowanego przez Viñara dzieła Baumana (Modernité et holocauste) nie udało nam się odnaleźć analizowanego fragmentu przedmowy. Zob. Bauman Z., Nowoczesność i zagłada, przeł. Jaszuński F., Fundacja Kulturalna Masada, Warszawa, 1992, s. 3-15. 160 O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano wanych tortur zadawanych, tu ważny szczegół, wyłącznie przez kobiety, upokorzeń, które odbierają mu wszelką godność ludzką i prowadzą do nerwicy lękowej i do impotencji26. Wspomniana już Sofia, terapeutka Gringo, tak relacjonuje znaną jej w szczegółach historię mężczyzny: „Ten człowiek […] został poddany granicznemu doznaniu bólu fizycznego i psychicznego, zadawanego w celu zniszczenia go. Jest kłamstwem, że celem tortur jest wydobycie zeznań. Rzeczą najważniejszą jest zniszczenie [torturowanego]. W moim zawodzie nazywamy to rozpadem struktury »ja«. W trakcie tortur Gringo był całkowicie sam i bezbronny. Świat zewnętrzny i wewnętrzny scalił się w jedno w jego ciele. Nie miał jak się bronić, ani do kogo zwrócić, jego życie zależało całkowicie od oprawcy, który stał się dla niego jedynym dostępnym punktem odniesienia”27. Odwołując się do swoich innych doświadczeń terapeutycznych z byłymi więźniami dyktatury, Sofia dopełnia w sposób następujący opis stanu psychicznego Gringo: „Jest bardzo trudno mówić o torturach. Wiem to od moich pacjentów […]. Ani wstyd, ani zaprzeczenie nie są [pojęciami] wystarczającymi, aby opisać to, co zawiera to milczenie. Chociaż część przeżytych wspomnień zamienia się później w słowa, inna część nie może być nigdy wyrażona. Nie ma dla niej języka. Gringo skrywa w sobie ogromną ilość koszmaru, który jest niemożliwy do opowiedzenia”28. W powieści Serrano Gringo jest więc nie tylko mistrzem inicjacji erotycznej i historycznej Blanki, lecz również (i być może przede wszystkim) ofiarą represji, za którą zapłacił bardzo wysoką cenę, licznych Na temat psychicznych konsekwencji tortur zob. Bleger L., Ulriksen de Viñar M., Souffrance de l'horreur: une problématique pour la psychiatrie et la psychanalyse en Amérique Latine?, [w:] Nouvelle Encyclopédie Diderot, PUF, Paris 1989, s. 262-281; Viñar M., dz. cyt., s. 1205-1224; Popielski K., Mamcarz P., Trauma egzystencjalna a wartości, Engram, Warszawa 2015, s. 63-64. 27 Serrano M., Para que..., s. 19. Podobne stwierdzenia formułuje Marcelo Viñar, zauważając: „wbrew rozpowszechnionym, lecz błędnym opiniom, modus operandi współczesnych tortur nie ogranicza się tylko do okrucieństwa i maltretowania fizycznego ofiar. Przy pomocy ściśle badanych środków aplikuje się niezbędną dawkę tortur, aby doprowadzić do psychozy eksperymentalnej. [Ma to na celu] zburzenie konstelacji identyfikacyjnej, która konstytuowała dotychczas tożsamość osoby, aby zmienić następnie tę osobę, przy pomocy tortur, w resztkę samej siebie. Celem tortur nie jest więc zabicie ofiary […], lecz doprowadzenie jej do takiego stanu, aby stała się posłusznym współpracownikiem swojego przeciwnika. „Zniszczenie” (démolition) to termin, którego używam od dziesiątek lat, aby określić proces, którego skutków [ofiara] obawia się bardziej niż samej śmierci”. Viñar M., Généalogie de la violence, „Libres Cahiers Pour la Psychanalyse”, (2) 2007, s. 159-168. Przekład własny (A. J.). 28 Serrano M., Para que..., s. 191. Słowa Sofii dobrze korespondują z opinią J. Améry'ego, byłego więźnia obozu koncentracyjnego, który stwierdza: „Tortura jest najstraszniejszym doświadczeniem, które człowiek może zapamiętać. [...] [Torturowany] jest od razu pozbawiony tego, co nazywamy zaufaniem do świata. [...] To część naszego życia, która gaśnie, aby nigdy więcej się nie zapalić”. Améry J., Par-delà le crime et châtiment: essai pour surmonter l'insurmontable, Actes Sud, Arles 1995, s. 53, 61-62 . Przekład własny (A. J.). 26 161 Adam Jarosz i nigdy niewypowiedzianych traum psychicznych, które doprowadziły do całkowitej utraty poczucia wartości, załamania się struktur „ja”, jak określa to fachowo Sofia, szwagierka Blanki i terapeutka Amerykanina, oraz do impotencji. Co gorsza, przeżyte tortury i traumy z nich wynikające czynią z wiecznego wygnańca emocjonalnego, „człowieka bez korzeni” (to jego własne rozpoznanie), czyli osobę niezdolną do tworzenia trwalszych związków afektywnych29. Ten sposób spostrzegania Gringo jako osoby mentalnie okaleczonej, zatem wymagającej stałej pomocy psychologicznej, jeśli nie psychiatrycznej, rodzi zasadnicze pytanie: w jaki sposób mężczyzna dotknięty impotencją może być uznany za mistrza inicjacji w dziedzinie erotycznej? Odpowiedź pojawia się w samym tekście. Pierwsze spotkania Blanki z Gringo mają jeszcze charakter platoniczny i na poły aseksualny, co nie przeszkadza zresztą Blance w osiągnięciu orgazmu. Odwołując się do jednego ze swoich pierwszych kontaktów z Gringo, Blanka relacjonuje: „Gringo nie potrzebuje przeniknąć mnie, aby przebiegł mnie ostatni dreszcz rozkoszy. Moje spazmy mieszają się z moimi krzykami [...], które unoszą się do nieba”30. Oto jeden z wielu lirycznych portretów uniesienia miłosnego, który jednoznacznie prezentuje wspomniany fakt. W trakcie pierwszych spotkań między Blanką a Gringo nie dochodzi do stosunku fizycznego. Sytuacja taka ma natomiast miejsce w trakcie ich trzeciej schadzki, zorganizowanej w wiejskim domku należącym do bohaterki, miejscu, w którym dochodzi do pełnego aktu seksualnego. W trakcie tego spotkania Gringo po raz pierwszy od dłuższego czasu doznaje korzystnych zmian w zakresie własnej fizjologii, co świadczy o zapoczątkowaniu procesu ozdrowieńczego, czyli rehabilitacji psychicznej, która jest możliwa dzięki miłości Blanki. Fakt ten pozwala postulować istnienie innych niż tylko inicjacyjne aspektów relacji miłosnej między Blanką a Gringo. Innymi słowy, dla Gringo miłość Blanki staje się swoistym katharsis, a także czynnikiem terapeutycznym, który pomaga mu stać się ponownie mężczyzną i – na tyle, na ile to możliwe – odzyskać poczucie własnej wartości. To ostatnie zastrzeżenie nie ma charakteru li tylko retorycznego, gdyż, jak wiemy z dalszego rozwoju akcji powieści, po odkryciu ich romansu przez męża Gringo opuszcza Blankę, nie czując się na siłach unieść ciężaru odpowiedzialności za ukochaną kobietę. Tchórzostwo czy też dowód nie do końca przezwyciężonej traumy przeżytych tortur? Oba te wytłumaczenia wydają się równie uprawnione. Jest jednakże trzecie, które w optyce inicjacyjnej wydaje się nie mniej słuszne. Jak podkreśla Eliade, po zakończeniu procesu transmisji wiedzy Według Popielskiego i Mamcarza, trwałe poczucie wyobcowania to jeden z objawów, składających się na wymiar noetyczny traumy egzystencjalnej. Popielski K., Mamcarz P., dz. cyt., s. 63. 30 Serrano M., Para que..., s. 108. 29 162 O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano inicjacyjnej mistrz inicjacji zawsze zrywa związek z neofitą, wierząc w trwałość przekazanych zdobyczy inicjacyjnych. Rodzi się pytanie, czy – w odróżnieniu od Gringo – inicjacja Blanki jest trwała? Z pewnością tak, gdyż prowadzi ona do całkowitego, choć niezwykle bolesnego, przemodelowania całego życia bohaterki, zmiany, w konsekwencji której bohaterka uświadamia sobie wszystkie swoje potrzeby jako kobiety i jednostki ludzkiej, choć, jak wspominano, trudno mówić o ich pełnej harmonizacji. Obserwowany rozdźwięk pomiędzy zdobyczami inicjałcyjnymi typu stricte feministycznego (własna podmiotowość, odzyskanie władzy nad własnym ciałem, wreszcie prawo do poszukiwania satysfakcji seksualnej w związkach miłosnych) a pierwiastkami deistycznymi, które nagle pojawiają się u schyłku znanej nam historii Blanki (głębokie przewartościowanie w sferze ustosunkowań do sensu życia i do Boga, pojęcia grzechu, celowości i inne), sugeruje pewne analogie do tego, co Gutowski nazywa „inicjacją inwersyjną”, czyli sytuacją, w której „adept dostępuje potępienia, rozpadu, unicestwienia”, a inicjator jest istotą demoniczną31. W prawdzie w powieści Serrano Gringo nie ma nic z demona, a jego miłość trudno uznać za diaboliczną, lecz samo wtajemniczenie Blanki z pewnością nabiera charakteru tragicznego, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę odium potępienia i skalę ostracyzmu społecznego, z którym musi się ona zmierzyć. Uciekając się do języka metafor, można zatem stwierdzić, że wielowymiarowa inicjacja Blanki jest zarówno strumieniem światła, iluminacją (słowo często pojawiające się w powieści), czyli tym, co wydobywa z jednostki ludzkiej to, co najlepsze, jak i gromem (to metafora Honorii, służącej Blanki). Ów grom, uderzając w Blankę doprowadza ją do choroby, szaleństwa i być może śmierci. 3. Podsumowanie Kończąc prezentację aspektów inicjacyjnych i terapeutycznych, miłości ukazanych w powieści Serrano, warto pokusić się o kilka wniosków wynikających z przeprowadzonej analizy. Sama próba przełożenia zjawisk tak skomplikowanych, jak inicjacja i miłość, oraz – co najważniejsze – unaocznienie wpływu tej ostatniej na kierunek, dynamikę i formy wyrazu procesu inicjacyjnego, jawi się jako wielkie wyzwanie poznawcze, którego podjęcie wiąże się zawsze z koniecznością ominięcia raf i mielizn zarówno nadmiernych uproszeń, jak i przeciążenia informacyjnego, które – nieuwzględnione – zagrażałoby wyrazistości interpretacji. Nie będąc w stanie przedstawić w ramach niewielkiej objętościowo analizy całej bogatej symptomatyki procesu inicjacji, wpisanej w fabułę Abyś mnie nie 31 Gutowski W., dz. cyt., s. 143. 163 Adam Jarosz zapomniał (fazy inicjacji, wielkie obrazy archetypiczne śmierci i powtórnych narodzin), mogliśmy tylko ograniczyć się do zasygnalizowania najprostszych zależności, zarysowujących się między tym procesem a fenomenem miłości, który staje się udziałem Blanki i Gringo. Z punktu widzenia problematyki inicjacji miłość dwojga bohaterów okazuje się siłą sprawczą, spiritus movens całego wieloaspektowego procesu, zaś sam Gringo, rzeczywisty, wyimaginowany czy wręcz idealizowany przez Blankę, urasta do rangi maître de l'intiation, czyli osoby, która świadomie bądź samym tylko swoim pojawieniem się nadaje sens i kierunek zmianom osobo-wościowym Blanki. Nie wdając się tutaj w dyskusję nad rozgraniczeniem między Gringo realnym a wyidealizowanym, czyli tym, który pojawia się w wyobraźni Blanki (to problem, który mógłby stać się przedmiotem odrębnej analizy), warto podkreślić fakt podstawowy: dla tych, którzy jej ulegają, miłość jest potężnym czynnikiem sprawczym decydującym o życiu i jego zmianach, niezależnie od faktu, jak dramatyczne byłyby ich konsekwencje. Jednak w powieści Serrano, co podkreślano niejednokrotnie, miłość to nie tylko czynnik, który katalizuje proces przemiany inicjacyjnej. To również uczucie, które leczy. Z tego i tylko z tego jedynego punktu widzenia fabuła Abyś mnie nie zapomniał upodabnia się do schematu średniowiecznej farsy, odwołującej się do inwersji sytuacji początkowej: leczący staje się leczonym, a leczony urasta do rangi lekarza. Zastrzeżenie o jedynym podobieństwie między powieścią Serrano a farsą wydaje się niezbędne. Któż bowiem i w jakim innym kontekście ośmieliłby się nazwać farsą miłość? Wszak nie można mieć wątpliwości, że miłość jest wielkim uczuciem – jego potęga łączy i zmienia ludzi. Literatura Améry J., Par-delà le crime et châtiment: essai pour surmonter l'insurmontable, Actes Sud, Arles 1995. Aronson E., Człowiek – istota społeczna, PIW, Warszawa, 1978. Bauman Z., Nowoczesność i zagłada, Fundacja Kulturalna Masada, Warszawa 1992. Bellini G., Nueva historia de la literatura hispanoamericana, Castalia, Madrid 1997. Bleger L., Ulriksen de Viñar M., Souffrance de l'horreur: une problématique pour la psychiatrie et la psychanalyse en Amérique Latine?, [w:] Nouvelle Encyclopédie Diderot, PUF, Paris 1989. Cialdini R., Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka, GWP, Gdańsk 1999. Eliade M., Inicjacja, Obrzędy, Stowarzyszenia tajemne. Narodziny mistyczne, Znak, Kraków 1997. 164 O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano Chevalier J., Gheerbrant A., Dictionnaire des symboles, Laffont/Jupiter, Paris 2008. Falicka K. (red.)., Potęga świata wyobrażeń, czyli archetypologia według Gilberta Duranda, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2002. Guardia S. G., Literatura y Escritura femenina en América Latina, http://www.uesc.br/seminariomulher/anais/PDF/conferencias/SARA_ORIGINAL.pdf. Gutowski W., Młodopolskie inspiracje [w:] Gutowski W., Owczarz E. (red.), Z problemów prozy. Powieść inicjacyjna, Duct, Toruń 2003. Hodrová D., Le roman intiatique, „Zagadnienia Rodzajów Literackich ”, 39 (1996). Irigaray L., Ta płeć (jedną) płcią nie będąca, Wydawnictwo UJ, Kraków 2010. Jankowska M., Miłość jako najpełniejszy sposób wyrażania siebie, „Kwartalnik Naukowy Fides et Ratio“, 3 (2010). Popielski K., Mamcarz P., Trauma egzystencjalna a wartości, Engram, Warszawa 2015. Serrano M., Antigua vida mía, Suma de letras S. L., Madrid 2002. Serrano M., Para que no me olvides, Santillana Ediciones Generales S.L., Madrid 2011. Vierne S., Jules Verne et le roman initiatique – contribution à l’étude de l’imaginaire, Sirac, Paris 1973 Vierne S., Rite. Roman. Initiation, PUG, Grenoble 2000. Viñar M., Généalogie de la violence, “Libres Cahiers Pour la Psychanalyse”, 2 (2007). Viñar M., La spécificité de la torture comme source de trauma, “Revue Française de Psychanalyse”, 4 (2005). Wojciszke B., Psychologia miłości. Intymność. Namiętność. Zaangażowanie, GWP, Gdańsk 2000. O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał Marceli Serrano Streszczenie Niniejszy artykuł stawia sobie za cel przeanalizowanie inicjacyjnych i terapeutycznych aspektów miłości ukazanych w powieści Abyś mnie nie zapomniał chilijskiej pisarki Marceli Serrano. Przeprowadzona analiza, z wykorzystaniem aparatury pojęciowej zaproponowanej przez Eliadego, Vierne i Hodrovą – by wymienić tu tylko najważniejszych badaczy zajmujących się wspomnianą tematyką – pozwala postulować inicjacyjny charakter powieści oraz stwierdzić, że sam proces inicjacji bohaterki (Blanki) obejmuje co najmniej dwa obszary tematyczne: dotyczy miłości (choć samo słowo nie oddaje tutaj kompleksowości przemian, które dokonują się we wspomnianej sferze) i historii Chile z czasów dyktatury. Inicjacja w obu tych obszarach tematycznych jest możliwa dzięki głębokiej więzi afektywnej, która rodzi się pomiędzy Blanką a Gringo, pełniącym rolę mistrza wtajemniczeń Blanki. Jednocześnie, niezależnie od swojej roli czynnika zapoczątkowującego zmiany inicjacyjne bohaterki, w powieści Serrano miłość nabiera także charakteru terapeutycznego, stając się formą pomocy psychologicznej dla Gringo, ofiary dyktatury Pinocheta. Słowa kluczowe: miłość, inicjacja, pamięć, dyktatura, społeczeństwo fallokratyczne, płeć. 165 Monika Brągiel1 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik 1. Wstęp Przedmiotem mojego zainteresowania jest miłość jako temat poezji trzech znanych, cenionych, wyróżniających się wypracowanym stylem i językiem współczesnych poetek: Julii Fiedorczuk, Marty Podgórnik i Justyny Bargielskiej. W próbie namysłu nad charakterem zjawiska oraz sposobami jego przedstawiania, z konieczności skrótowej, ograniczonej do reprezentatywnych przykładów, chciałabym skupić się przede wszystkim na trzech problemowych polach. Po pierwsze – będzie mnie zajmowała kwestia kreowania wiersza jako przestrzeni mówienia o miłości, a więc o byciu w relacji miłosnej, warunkach tego bycia lub jego niemożliwości. Po drugie – skupię się na świadomości pragnienia i utraty wpisanych w zdarzenie miłości, a następnie rozważę możliwości przemiany sposobów mówienia o kochającej / kochanej kobiecie w poezji w realiach ponowoczesnego świata. Wymienione pola nie stanowią odrębnych wariantów opisu miłości we współczesnych wierszach, ale wzajemnie się dopełniają, tworząc przekrojowy obraz zagadnienia. 2. Miłosne relacje – zmysły i to, co nieuchwytne Włodzimierz Bolecki we wstępie do antologii Snuć miłość… Polska poezja miłosna XV-XX w., napisał: „mimo zmian, jakie literatura zawdzięcza rewolucji obyczajowej, uczuciowej i językowej romantyków i modernistów, a potem pisarzy z okresu II Rzeczypospolitej i autorów powojennych, nietrudno spostrzec, że – jak w żadnej chyba dziedzinie słowa – jest obszarem zdumiewającej niezmienności. Mówiąc najkrócej: w jakikolwiek sposób poeci piszą o miłości, zawsze przecież wiemy, o czym piszą”2. To stwierdzenie badacza oddaje podstawową właściwość odczytywania poezji traktującej o miłości – bezproblemowe w większości przyporząd1 [email protected], Wydział Polonistyki, Uniwersytet Jagielloński. W. Bolecki, O miłości najkrócej (Wstęp), [w:] Snuć miłość… Polska poezja miłosna XV-XX w. Antologia, red. W. Bolecki, Warszawa 1999, s. 7. 2 166 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik kowanie określonych wątków i motywów do funkcji liryki. Trudno się nie zgodzić z myślą, że problemy oscylujące wokół tematu miłości znane są od wieków, a zatem ich rozpoznanie nie nastręcza większych trudności. Wybrane autorki, których wiersze będę analizować, dają nam jednak wgląd w sytuację języka i sposobu postrzegania miłości, jako zjawiska zmysłowego i uczuciowego czy też duchowego, w czasach współczesnych. W poetyckim uniwersum Julii Fiedorczuk3 rzeczywistość zmysłowa staje się dzięki uczuciom przestrzenią umożliwiającą zawiązywanie relacji dopełniających indywidualne doświadczanie świata. Jednostkowość kobiecego podmiotu tych wierszy odbija się we fragmentarycznych obrazach widzianego, ciągle poszukując ram dla sytuacji komunikacyjnej, w której odnaleźć można obecność innego. Istotne jest w tym kontekście zwrócenie uwagi na sposób postrzegania tego, co cielesne, i tego, co zdaje się wychodzić poza sferę zmysłowości w konstruowaniu przestrzeni miłosnego związku. Maurice Merleau-Ponty pisał: „efektywne ciało, które zwę moim, czuwające w ciszy pod moimi słowami i poczynaniami”4. Takie określenie ciała pozwala dostrzegać w nim potencjał poznawczy. Ludzka świadomość posiadania ciała i odczuwania go jako własnego pozwala wszakże wchodzić w relacje, „widzi ono siebie jako coś, co widzi, dotyka siebie jako coś, co dotyka, jest dla siebie samego widzialne i wyczuwalne”5. W wierszu Kochankowie na niebieskim tle relacja dwojga ludzi współistnieje z warunkami otaczającej ich rzeczywistości. Opis przestrzeni uwzględnia jej rozległość, choć nie występują tu żadne określenia pozwalające identyfikować ją z konkretnym miejscem. Można przypuszczać, że cała sytuacja ma znaczenie metaforyczne, gdy pada pytanie: „I skąd tam oni? Nad dachami, nad głowami drzew? / Ponad umorusaną wykładziną z chmur?” Owo uniesienie wyrażające stan zakochania zostaje za chwilę skojarzone z ziemią przez wzgląd na cielesność bohaterów. Spoglądają w stronę rzeczywistości niematerialnej, gdzieś „w górę”, będąc fizycznie tuż obok siebie, ze sobą, razem, pojmując życie jako stopniowe wznoszenie się ponad materialną postać: „Bliscy ziemi, spoglądamy w górę. Bezmiar ma na policzku biały opatrunek. Skoro musimy zniknąć, to we dwoje: 3 Cytowane przeze mnie fragmenty utworów Julii Fiedorczuk pochodzą z następujących wydań: Planeta rzeczy zagubionych (PRZ), Biuro Literackie, Wrocław 2006; Tlen (Tl), Biuro Literackie, Wrocław 2009; Tuż – tuż (TT), Biuro Literackie, Wrocław 2012. W nawiasie podaję skróty i tytuły wierszy. 4 M. Merleau-Ponty, Oko i umysł. Szkice o malarstwie, przeł. S. Cichowicz, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1996, s. 18. 5 Tamże, s. 22. 167 Monika Brągiel pustka przy pustce, jedna para skrzydeł. I nura: niebo, morze, piach cała wyspa kwiatów” (Kochankowie na niebieskim tle, PRZ) Innym aspektem przedstawianej relacji jest nałożenie na postaci zakochanych filtru estetycznego i etycznego. Max Scheler za istotę miłości uznaje „rozbudowujące i budujące działanie w świecie i przekraczające świat”6. W świecie poetyckim budowanym przez Fiedorczuk istnieje wyraźna tęsknota do takiego stanu, bowiem podmiot tych wierszy niejednokrotnie prezentuje się jako dążący do przekraczania granic rozumienia, granic bycia „tu i teraz”. Jednocześnie należy podkreślić, że pragnienie przekroczenia nie jest pragnieniem naiwnym. W utwory wpisana jest świadomość zakorzenienia w trudnej do uchwycenia prawdzie miłości, to znaczy w obecności drugiego człowieka i odpowiedzialności za zachodzące między dwojgiem ludzi zdarzenia, określające ich podmiotowość i współzależność. Cytując za Charlesem Taylorem – ludzka potrzeba posiadania tożsamości „skupia się na owej podstawowej właściwości ludzkiego podmiotu polegającej na tym, że nie potrafimy poradzić sobie bez jakiejś orientacji wobec dobra; że to, kim jesteśmy, jest zasadniczo określone przez stanowisko, jakie zajmujemy w tej kwestii”7. Jeśli spojrzeć na sytuację z wiersza jako na ustanawianie się wobec ukochanego, można zauważyć unaoczniany przez poetkę stosunek do obecności drugiego jako warunku, może dobrego, a nawet doskonałego, bycia w świecie: „niektóre rzeczy są do grobowej deski. jednak to nie zależy od rzeczy, tylko od planów przypadku. podobno gdybyśmy żyli wystarczająco długo, nie tylko Ciebie, ale nawet tej nieśmiertelnej rozpaczy na myśl, że – jasne – zapomnę. rzecz może w tym, że ani “albo”, ani “i”; co zawsze, to nie my, tylko papieros w czyjejś dłoni zobaczony tak, że rozstąpiły się sezony, przeszło światło?” (grafik, TT) 6 Cyt. za: M. Grabowski, O miłości, Wyd. UMK, Toruń 1998, s. 25. Ch. Taylor, Tożsamość i dobro, przeł. A. Lipszyc, [w:] Tenże, Źródła podmiotowości. Narodziny tożsamości nowoczesnej, oprac. T. Gadacz, wstęp A. Bielik-Robson, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2001, s. 64. 7 168 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik W ujęciu Ludwiga Feuerbacha „zmysłowość to rzeczywistość […], zmysłowość to doskonałość”8. Poetyckie obrazy i związane z nimi sensy układające się w historie miłosne tworzą wrażenie pełni, całości osiągniętej po okresie oczekiwania. W wierszach o miłości przewijających się przez utwory innych interesujących mnie w tym artykule poetek można wyróżnić kilka możliwości opisu tego aspektu relacji miłosnej. O ile w utworach Fiedorczuk wiąże się ona z próbą całościowego ujęcia, prowadzącego do uczuciowej pełni, o tyle u innych nie jest to trop właściwy. Aby relacja była możliwa, konieczna jest jednak pełna afirmacja lirycznego „ty” prowadząca do stanu, w którym rozgrywa się już „jedność istot”, wspólnota zmysłowa i ponadzmysłowa. „Jestem tylko w kimś innym – pisze Feuerbach – z kimś innym, dla kogoś innego”9. Bez względu na warunki, człowiek kochający wszakże „spala jak zapałkę swą jałową, suchą jaźń i egoizm w ogniu miłości”10. Jeśli jednak z jakiegoś powodu występują zakłócenia, podmiot miłości może chcieć się bronić przed ponownym rozczarowaniem. W poezji Bargielskiej11 miłość nie jest doświadczeniem transcendentalnym czy metafizycznym. Jeśli się pojawia, jest zwykle procesem wpisanym w codzienność, wydarzeniem stającym się faktem w zwyczajnych sytuacjach. Poetka stara się w swojej twórczości ukazywać różne strony cielesnych i emocjonalnych związków, a także umieszczać je „w różnorodnych uwikłaniach: macierzyństwa, seksualności, śmierci”12. Specyficzna relacja ma związek z byciem obok / byciem z – niekoniecznie lub nie zawsze ukochanym – ale z dzieckiem lub towarzyszem drogi. „[…] Jakiego szukasz potwierdzenia, miłości? Takiego szukam potwierdzenia, dziewczynko. Że bierzesz ten autobus razem z tamtą w czapce, z tą na biało, z tym dzieckiem i z drzewem irysowym”. (Irysowe drzewo, DF) 8 L. A. Feuerbach, Przeciwko dualizmowi duszy i ciała, ducha i materii, [w:] Tenże, Wybór pism, t. 2, przeł. K. Krzemieniowa, M. Skwieciński, PWN, Warszawa 1998, s. 346-347. 9 Tenże, Myśli o śmierci i nieśmiertelności, [w:] Tenże, Wybór pism, t. 1, przeł. K. Krzemieniowa, M. Skwieciński, PWN, Warszawa 1988, s. 159. 10 Tamże. 11 Cytowane przeze mnie fragmenty utworów Justyny Bargielskiej pochodzą z następujących wydań: Dating session (DS), Zielona Sowa, Kraków 2003; Dwa fiaty (DF), WBPiCAK, Poznań 2009; Bach for my baby (BB), Biuro Literackie, Wrocław 2013. W nawiasie podaję skróty i tytuły wierszy. 12 A. Kałuża, Czy kobiety muszą mieć ciała? Poetka jako materializacja męskiej fantazji (Justyna Bargielska), [w:] Taż, Pod grą. Jak dziś znaczą wiersze, poetki i poeci, Universitas, Kraków 2015, s. 95. 169 Monika Brągiel Bargielska posługuje się kreacją sytuacji lirycznej, która opiera się na dialogu. Co interesujące, jest to fingowana rozmowa między kobietą a „miłością”, z której – można wnioskować – wynika stosunek mówiącej do przedstawianych wydarzeń. „Szukanie potwierdzenia” odnosi się do postawy kobiety, która – jeśli kocha – akceptuje warunki stworzone przez miłosne (oraz kulturowe) ramy i przeżywa w nich kolejne doświadczenia. Nawet jeśli zdarzają się momenty zwątpienia, wraca do tego, co jest dla niej wartością, jak w wierszu Co było złote: „ale potem wstałam, odeszłam i postanowiłam cię kochać, a także napisać o tym wiersz tak dyskretnie rymowany, że tylko ty usłyszysz tę melodię. I co było szare, stało się złote” (Co było złote, BB) Często jednak temat ten wiąże się u poetki z doświadczeniem niepewności, rozczarowania, przymusu lub zmienności. Bargielska ukazuje bohaterki swoich wierszy w sytuacjach, w których muszą się one mierzyć z własnymi emocjami czy obawami. Sprawdza ich wytrzymałość i umiejętność radzenia sobie z najtrudniejszymi problemami, takimi jak rozstanie, utrata czy poczucie bycia niekochaną. Wszystko to ma na celu przygotowanie na nieszczęście czy niepowodzenie, których podmiot wierszy się spodziewa. Poddając bohaterki próbom na przestrzeni wiersza, autorka Bach for my baby odwołuje się zarówno do sfery zmysłowej, jak i duchowej czy uczuciowej, dzięki czemu stajemy się świadkami zmagań postaci doświadczających skrajnych nieraz stanów, lecz zawsze świadomych swojej sytuacji. Jak twierdzi Merleau-Ponty, „Być świadomością, a raczej być doświadczeniem, to komunikować się wewnętrznie ze światem, z ciałem i z innymi, to być z nimi, a nie obok nich”13.Tymczasem brak komunikacji oznacza nieuchronny koniec relacji, a więc i zmianę stosunku do zmysłowej reprezentacji innego człowieka. W twórczości Bargielskiej obecność drugiej osoby, często mężczyzny, jest problematyczna, bowiem nawet fizyczna bliskość nie stanowi gwarantu trwania związku. W wierszu Na śmierć gołębia ciało kochanego mężczyzny staje się pretekstem do mówienia o niepewności i niespełnieniu przewidywanym przez podmiot. Brak więzi mogących dawać poczucie spełnienia prowadzi do poetyckiego 13 M. Merleau-Ponty, Fenomenologia percepcji, przeł. M. Kowalska, J. Migasiński, Aletheia, Warszawa 2001, s. 115. 170 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik spojrzenia na teraźniejszą sytuację jako zapowiedź odejścia, czy nawet śmierci: „i gdy chodzi o obecność twojego ciała przy moim, mówią mi, że ono zazwyczaj będzie nieobecne. Najpierw trochę i przy mnie, potem całkiem i wszędzie.” (Na śmierć gołębia, BB) Miłość, jak zauważył Roland Barthes, uchyla się przed definicjami. Pomiędzy bohaterami istnieje więź, jednak już teraz przewiduje się jej zerwanie. Niejednokrotnie wydarza się sytuacja inna, w której bycie kochającą daje poczucie pełni, przynajmniej w momencie zapisu. Krytyczka literacka Anna Kałuża, pisząca m.in. o ucieleśniającej lekturze wierszy Bargielskiej, zauważyła, że łączy je „pragnienie miłosnej relacji z językiem, zmysłowe nacechowanie znaku”14. Dzięki niemu realizuje się romansowa poetyka, w której ciało i zmysły odgrywają ważną rolę. Według Moniki Glosovitz twórczość poetycka Bargielskiej „prezentuje kobiecy podmiot jako »afektowany i afektujący«, mierzący się z językowym widmem owych doznań, rozprawiający się na marginesie tych zmagań ze skostniałymi w literaturze i sztuce ikonami kobiecości”15. Wizja miłości, jaka wyłania się z poezji Marty Podgórnik16, jest natomiast wizją nieustannie negocjowaną – tak przez bohaterki wierszy, jak przez ich język. Poetka wychodzi od modelu miłości romantycznej, by wskazać jej słabe strony. Zestawiając ze sobą duchowe i materialne aspekty miłosnych przygód, manifestuje niewiarę w metafizyczne aspekty doświadczeń. W jednym z wierszy czytamy: „Jej serce pęka na każdym zakręcie. każde przyjęcie zmienia się w harmider rozczarowania. o co cały ten hałas?” (Latynoskie odcinki, RS) 14 A. Kałuża, Antyelementarz: „China shipping” Justyny Bargielskiej, [w:] Taż, Bumerang. Szkice o polskiej poezji przełomu XX i XXI wieku, Biuro Literackie, Wrocław 2010, s. 178. 15 M. Glosovitz, Niemożliwe światy Justyny Bargielskiej. Lektura afektywna, „Śląskie Studia Polonistyczne” 2014, nr 1 / 2 (5), s. 178. 16 Cytowane przeze mnie fragmenty utworów Marty Podgórnik pochodzą z następujących wydań: Paradiso (P), Biuro Literackie, Wrocław 2000; Dwa do jeden (DJ), Biuro Literackie, Wrocław 2006; Rezydencja surykatek (RS), Biuro Literackie, Wrocław 2011; Nic o mnie nie wiesz (NNW), Biuro Literackie, Wrocław 2012. W nawiasie podaję skróty i tytuły wierszy. 171 Monika Brągiel Jak pisze Monika Glosovitz17, porzucenie oswojonej retoryki miłosnej w poezji Podgórnik otwiera możliwość opowieści o zmysłowym spełnieniu. Pożądanie oraz jego związki ze sposobem postrzegania relacji przez mówiącą w wierszach kobietę stają się pretekstem do snucia opowieści o niepowodzeniach i wątpliwych chwilach szczęścia w międzyludzkich związkach o charakterze erotycznym czy też miłosnym. W utworze Chelsea Hotel no. 5 podmiotem jest jednak mężczyzna, który zwraca się do kobiety, przywołując łączącą ich przeszłość. Relacja, o której mówi mężczyzna, staje się w jego wspomnieniach cielesną przygodą oderwaną od jakichkolwiek miłosnych uniesień: „Kiedy wspominam Cię, widzę tani hotel Pyskowałaś tak pięknie i słodko W wymiętej pościeli kochaliśmy się A taksówki czekały pod pocztą I nie było sprawy, trzymaliśmy twarz Pieniądze i sławy i seks Miłości w zabawy nie włączał nikt z nas” (Chelsea Hotel no. 5, RS) Obrazy nawiązujące do scen o charakterze miłosnym mają w tekstach Podgórnik negatywny potencjał znaczeniowy. Cielesność postrzegana jest w swojej materialnej postaci jako element gry między partnerami. Brak ponadzmysłowych, duchowych pragnień przesądza o fałszywości miłosnych konotacji. Takie definiowanie miłości przez poetkę, oddające głównie sytuację nieudanego przebiegu relacji miłości, jest głównym budulcem osi lirycznej sytuacji. Podmiot mówi: „Jak w piosenkach miłość musi być słodka i bolesna” (stacja docelowa, P). Ciało jako ważna figura w wierszach jawi się natomiast jako materialny aspekt relacji, jest „po to, by go używać, jest może jedyną kartą przetargową (do czasu, co gorzko stwierdza bohaterka), a więc ciało i wiersze – te dwa atrybuty, coś, czym można się potargować, czym można zagrać”18. Ostatecznie jednak miłość nie będzie miała szansy na realizację; uczucia i wyobrażenia będą musiały zmienić się w niepowodzenia, gorzkie refleksje. Stąd obecne w wierszu „zalecenia”: 17 M. Glosowitz, „Struktura małego systemu”. O miłości w poezji Marty Podgórnik, http://wakat.sdk.pl/struktura-malego-systemu-o-milosci-w-poezji-marty-podgornik/. [dostęp: 12.04.2016] 18 A. Wolny-Hamkało, Miłość poszła sobie w pizdu, http://www.dwutygodnik.com/artykul/2072mlodosc-poszla-sobie-w-pizdu.html. [dostęp: 15.04.2016] 172 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik „i utocz z tej miłości coś na kształt monety ilekroć przyjdzie będziesz ją wydawał […] wydawaj ciało, które jest naczyniem smutku i które jest bez woli i nie zna zmęczenia a każdy jego grzech jest emanacją smutku i słowa tego wiersza podyktował smutek” (reflektarz, P) 3. Między pragnieniem a utratą Jakub Winiarski w recenzji tomu Planeta rzeczy zagubionych Julii Fiedorczuk zastanawiał się, czy nie potraktować książki przede wszystkim jako zbioru wierszy miłosnych „lub o miłości w przeważającej mierze mówiących. […] mamy tu z jednej strony opisy miłości, opisy radości miłosnego posiadania, a z drugiej liczne opisy tracenia, obrazy olchodzenia, wykańczania się nietrwałych uczuć”19. Tę właściwość wierszy o miłości Julii Fiedorczuk chciałabym podkreślić, jako że związane z nią doświadczenie wyczerpywania się czy też utraty miłości bądź obiektu obdarzanego uczuciem determinuje kształt wielu wierszy z różnych zbiorów. Podmiot bardzo często sytuuje się między stanem bycia w relacji z innym człowiekiem a wyobrażeniem lub projekcją braku. Dla Rolanda Barthesa „miłosna nieobecność ma jeden zaledwie kierunek i może być wypowiedziana tylko od strony tego, kto pozostaje”20. W vilanelli Echo czytamy na przykład: „Ponieważ znika się z niedoboru miłości / ciało ulega atrofii, śmierć wchodzi w duszę / i nie ma mowy o nagości. // W słowach nie ma już ani kropli wolności” (Echo, PRZ). Podmiot w melancholijnym dyskursie otwiera się na nieobecność, jednocześnie rejestrując związane z nią procesy ubywania i zanikania. Cały wiersz staje się próbą oddania owych procesów; próbą, podczas której mówiąca kobieta kształtuje obraz miłosnej niemożności spełnienia. „Historycznie rzecz ujmując – pisze Barthes – dyskurs nieobecności należy do Kobiety [...]. To ona nadaje nieobecności formę, czyni z niej opowieść, gdyż ma na to czas: tka i śpiewa”.21 W takiej sytuacji w wierszu ciało nie skrywa już sekretu ani wiadomości dla drugiego. Nieobecność może natomiast stać się pretekstem do podjęcia próby wyrażenia pragnienia, jak w poniższym fragmencie: 19 J. Winiarski, Sen ogniem podszyty, baśń podszyta ciałem (Julia Fiedorczuk, „Planeta rzeczy zagubionych”, http://www.literaturajestsexy.pl/sen-ogniem-podszyty-basn-podszyta-cialem-juliafiedorczuk-planeta-rzeczy-zagubionych/. [dostęp: 16. 04.2016] 20 R. Barthes, dz. cyt., s. 53. 21 Tamże, s. 54. 173 Monika Brągiel „Ponieważ płakać za tobą, za tobą, to nie do zniesienia! Poniekąd żywi może się jeszcze spotkamy, w rzeczach obliczam szanse na nagość. Błąd w pożądaniu: nie ma cię tam, gdzie cię widzę. Biorę ze sobą twój cień. I rozpuszczamy się w krajobrazie pojemnym jak morze, gościnnym jak wiersz.” (A delikatna rozpacz lgnie do małych rzeczy, PRZ) Miłosne uniesienia wydają się ułudą, jednak język wiersza usiłuje zachować ślady bycia. W innym utworze spotykamy się z subtelną prośbą, wyrazem potrzeby bliskości łączonej ze świadomością własnej skończoności: „Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało języka i dnia. Proszę, wyciągnij dłonie. Dotknę cię lekko jak czas. Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało nocy. Zliżę sól z twoich chłodnych powiek.(…)” (*** Droga. Wyjście, Tl) Z innego rodzaju przestrzenią wytwarzaną przez związki miłosnego pragnienia i świadomości utraty mamy do czynienia w twórczości Podgórnik. Przez wiersze tej autorki przewija się głównie nieszczęśliwa historia miłosna. Pojawia się wówczas m.in. figura królowej poezji, nieszczęśliwej kochanki, porzucanej i porzucającej. Pisze Podgórnik: „Miłość, jedynie miłość może nas rozerwać” (Telefon na drugiej linii, NNW) albo: „Nie oddałaś mu na tamtej pierwszej randce / Ani serca, ani ciała, nic a nic / I myślałaś na przystanku wczesnym rankiem / O kimś innym, i o innych déja vu” (Ragazza, RS). Samo pragnienie zostaje zdyskredytowane, jako że jego realizacja może być tylko częściowa lub spreparowana. Zawsze, jak się wydaje, miłosna przygoda musi też zakończyć się gorzkim rozczarowaniem. Miłość tymczasem, jak uważa François Chirpaz, „pragnie skierować się ku istocie ponad jej ciałem, ponad jej cielesną konsystencją, jakby była ona 174 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik czymś mało znaczącym”22. W wierszach Julii Fiedorczuk była to sytuacja, w której to, co cielesne i zmysłowe stanowiło punkt wyjścia dla refleksji o niematerialnych aspektach uczucia. W utworach Marty Podgórnik w historię o miłości i jej doświadczeniach wpisane zostaje przeczucie koniecznej klęski. Jej poezja dysponuje rezerwuarem gestów, które Anna Kałuża określa jako „stały zestaw emocji (rozczarowanie, smutek, rozgoryczenie tzw. doświadczonej kobiety)”23. Karol Maliszewski pisze natomiast o rozgrywaniu sensów ograniczających podmiot, przyjmujących formę kilku „podręcznych wartości typu: małżeństwo, rodzina, «biały domek», stały związek”24 i ukazywaniu ich nieprzystawalności do życia lirycznej bohaterki. Bohaterka znajduje za to język, którym wypowiada smutek, gorycz, ale i ironiczną świadomość przekształcającą wizję miłości szczęśliwej w przygodę, której rychłego końca trzeba się spodziewać: „z ukochanymi pięknie i pod mostem jest coś więcej w słowach których nie rozumiemy a wypowiadamy w odpowiednich momentach więcej niż sami chcielibyśmy słyszeć w nieodpowiednich momentach gdy nie jest tak jak myślisz i nie jest jak na to wygląda i wszystko ci wytłumaczę a przecież wiadomo jak to bywa między nami a ukochanymi co nie lubią być wierni ani prawdomówni zostawiając to szeregom miśków i kociaków z którymi nie zadajemy się nawet przez moment a ci ze swoich powodów nie pchają się do nas” (fleksja, DM) „Ponowoczesność wymaga od nas posługiwania się myśleniem zmysłowym, czyli fundowania doświadczenia na syntezie wykluczających się do tej pory doświadczeń – racjonalności i odczuwania. Paradoksalność tej sytuacji polega na tym, że rozum już nie porządkuje i nie selekcjonuje 22 F. Chirpaz, Ciało, przeł. J. Margasiński, Warszawa 1998, s. 57. A. Kałuża, Seks odczarowany: „Długi maj” Marty Podgórnik, [w:] Taż, Bumerang. Szkice o polskiej poezji przełomu XX i XXI wieku, Wrocław 2010, s. 129. 24 K. Maliszewski, Pierwsze zgrzyty w raju, [w:] Tenże, Rozproszone głosy. Notatki krytyka. Warszawa 2006, s. 263. 23 175 Monika Brągiel wrażeń zmysłowych. On ma być w nich zawarty.”25 – pisze Wojciech Klimczyk w książce Erotyzm ponowoczesny. Wariant utraty, miłości wpisanej w proces tracenia przejawia się także w wierszach Justyny Bargielskiej. U niej język, mowa, także pismo – stanowią przestrzeń znaków, komunikującą o niemożności i pragnieniu. W wierszach daje się zauważyć takie spojrzenie na miłosne relacje, które w procesie obserwacji i kolekcjonowania emocjonalnych oraz cielesnych doświadczeń meandruje pomiędzy podmiotowym ujęciem sytuacji a przyjmowaniem lub oddawaniem charakteru bytu obiektu pożądania. Warto w tym momencie powtórzyć za Baumanem: ,,Mamy solidne podstawy, żeby uznawać miłość, a zwłaszcza «bycie zakochanym», za stan – niemal ze swej istoty – powracający, możliwy do powtórzenia, a nawet domagający się prób ponowienia”26. Co więcej, zgodnie z diagnozami współczesnych filozofów, większość doświadczeń dostępnych dziś człowie-kowi to doświadczenia zapośredniczone. W związku z tym pojawia się konieczność odnalezienia i określenia się jednostek w warunkach rzeczywistości tworzonych przez efekt kolażu, przesył, będący nierzadko trudną do odszyfrowania plątaniną znaków27. Doświadczenie miłości ma w tym przypadku szczególne znaczenie: ze względu na przypisywaną mu wartość, jak i specyficzne uczucia i relacje, które powstają w jego ramach. Wiersze Bargielskiej wskazują często na wielość emocjonalnych relacji, spośród których można wybrać te związane z zakochaniem, zauroczeniem czy pewnymi formami miłości. Pragnienie realizacji na tym właśnie poziomie wiedzie bohaterkę przez różne ścieżki. Najpewniejszą jednak okazuje się ta, na której spotyka przeszkody, jak w wierszu będącym listem do kochanka: „[…] Twoje maile to nie maile, to pieszczoty, dzisiaj pójdę spać z tobą, mówi mi mail. Nie, mailu, dzisiaj pójdziesz spać z żoną, a ja pójdę spać z mężem. Niemniej nie dalej niż jutro planuję pozbyć się ze świata wszystkich naczyń, do picia, do sikania, przechowywania prochów bliskich, zbierania krwi naszego Zbawiciela, i będę ostatnim naczyniem na świecie. I, umówmy się, ja i krew Zbawiciela, tylko my dwie wiemy, czym jest tęsknota.” (Pies ci je kapelusz, BB) 25 W. Klimczyk, Erotyzm ponowoczesny, Kraków 2008, s. 64. Z. Bauman, Razem, osobno, Kraków 2003, s. 13. 27 Zob. A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość: ,,Ja” i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności, Warszawa 2010, s. 44-45. 26 176 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik 4. Przemiany i gry Epoka ponowoczesna czy też tzw. późna nowoczesność obfituje w wydarzenia i prądy myślowe prowadzące do przewartościowania miłości i sposobów jej rozumienia oraz reprezentowania w tekstach kultury. W poezji jest to o tyle interesujące, że angażuje zarówno pole problemowe, jak i językowe, bowiem każdy sposób ujmowania i rozumienia jakiegoś aspektu miłości może być oddany w indywidualnie wypracowanym stylu, prezentującym stosunek do tradycji i samego tematu. W ujęciu Zygmunta Baumana ponowoczesność skupia się na doznawaniu wrażeń i kolekcjonowaniu ich przez podmiotowo traktowaną jednostkę, zachęca do podążania za bodźcami dającymi rozkosz28. W wierszach Fiedorczuk, Podgórnik i Bargielskiej można odnaleźć tropy sugerujące włączanie się w proces odczytywania i oceny zjawiska, w którym ważną rolę odgrywa komentarz i próba rozegrania dostrzeżonego aspektu miłosnej relacji. Wiersze Bargielskiej cechuje często ironiczne spojrzenie na postać kobiety kochającej, ale także gorzka świadomość niemożności bycia „naiwnie” kochającą. Bohaterka bywa nadświadoma, gdy chodzi o rozpoznawanie ram językowego spektaklu, jakim może być relacja nazywana miłosną. W utworze 40 czarnych książek czytamy: „Zgodziliśmy się co do tego, że powinniśmy ze sobą mieszkać, ale nie, że powinniśmy zamieszkać razem. Język uratował nas przed życiem, inni kochankowie nie mają tyle szczęścia. Teraz każde z nas może napisać czterdziestą pierwszą czarną książkę składającą się z tysiąca powtórzeń […]” (40 czarnych książek, BB) Kreowana na przestrzeni wiersza scena początków romansu, czy też jego możliwości, okazuje się zdarzeniem językowym, skazanym na niepowodzenie: „Język / uratował nas przed życiem, inni kochankowie nie mają tyle szczęścia”. Ironia zakrywa tutaj – a przynajmniej powinna zakrywać w zamierzeniu mówiącej – świadomość porażki. Bohaterowie: on i ona mogą zakładać maski kochanków, grać w miłość, jednak będzie się to działo tylko pozornie. Będą bowiem jednocześnie widzami spektaklu, który sami odegrają. Warto tu także zauważyć, że figura kochanka wyłania się i znika dzięki językowi. W rezultacie – pisze Piotr Śliwiński – kochająca kobieta 28 Zob. Z. Bauman, O ponowoczesnych pożytkach z seksu, „Studia Socjologiczne”, 4 (1997), PAN Komitet Socjologii, Instytut Filozofii i Socjologii, s. 87-89. 177 Monika Brągiel „oddaje się słowom, nie temu drugiemu”29. Bargielska w scenach romansowych czy zdarzeniach o charakterze miłosnym pokazuje, jak język potrafi zniekształcać relacje. Co ważne, prezentuje kobiecy punkt widzenia, podkreśla go, ale nie popada w czułostkowość. W tekście zatytułowanym Randka, odwołującym się do specyficznej formy spotkania dwojga ludzi, jego emocjonalny i wartościujący wymiar zostaje sprowadzony do poziomu pozbawionego większego znaczenia pojawienia się wspólnie w jakimś miejscu: „Widziano mnie z mężczyzną w hali wolnego lotu (boskie ary paskudzą jak gołębie z blachy, którymi miasto zakrywa dziury do Gdzie Indziej). Miał w oczach bella donnę, ale potem przejrzał na wylot wiśniową lukrowaną torebkę, i tak/nie/nie wiem, akcesoria miss autobusu. Rzekł: obiecanko cacanko, małżu, co kryje niebieski koralik. Czyli inne torebki lepiej mu błyszczały. To poszłam do domu, z cichym dzwonieniem kot jadł suchą karmę. […]” (Randka, DS) Georges Bataille trafnie spostrzegł, iż „tym, co potępiamy w miłości, jest nasza niemoc, nigdy zaś otwierana przez nią perspektywa możliwego”30. Mówiąc o poezji Fiedorczuk, otwartej na tę perspektywę, trzeba podkreślić, że świadomość skończoności może być złagodzona przez zgodę na możliwe doświadczenia, jak chociażby w takich wersach: „[…] teraz tylko żyjmy potem się zobaczy w tej wersji idę do ciebie przez miasto szarość pełna mokrych świateł ja je tobie niosę kuleczki ze srebra […] mój miły jest mój a ja jestem jego mamy psa lodówkę plazmę oraz buddę miłość jest higieniczna dla zdrowia i długowieczności” (Wiersz, Tl) 29 P. Śliwiński, Trzecia finalistka Nike: Justyna Bargielska i jej „Bach for my baby”, http://wyborcza.pl/1,76842,14582457,Trzecia_finalistka_Nike__Justyna_Bargielska_i_jej.html?d isableRedirects=true#ixzz47gPMdXFn. [dostęp: 16.04.2016] 30 G. Bataille, Historia erotyzmu, przeł. I. Kania, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2008, s. 217. 178 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik Literackie figury jednostkowego doświadczania i wyrażania świata przez podmiot, który kocha lub doznaje miłosnego zawodu, wymagają zastanowienia nad różnymi aspektami tekstowej sytuacji. Te z kolei pozostają otwarte na doznania „ja” i płynące z zewnątrz bodźce. W słynnej Historii erotyzmu Bataille pokazuje, jak trudno dochować wierności, „gdyż związek jest stabilny zawsze tylko pozornie” 31. Oparty na odradzającym się pożądaniu erotyzm może być czymś stałym, w miłości oczekuje się za to na pragnienie wzajemności. Czy będzie ono spełnione, czy też nie, bohaterka wiersza Fiedorczuk może pytać i mówić: „znów o miłości? czy odnajdziesz słodycz ironii w tych poważnych słowach? […] czy odnajdziesz pokruszone szkło w tej stercie dźwięków? uważaj, mówię, żeby powiedzieć “uważaj”. choć nie kocham go bardziej, niż on kocha świat.” (Serenada, TT) Zastanawiające są refleksje pojawiające się w czasie lektury wierszy Podgórnik, w których jednym z wątków lub tematem przewodnim jest jakiś aspekt miłości zbliżającej nas do diagnozy, wedle której jesteśmy w takim momencie rozwoju świata oraz dekonstrukcji pojęcia miłości, „kiedy miłością nazywamy rozmaite doświadczenia, łącznie z ich przeciwieństwami”32. Zależności między estetycznymi i etycznymi formami zaangażowania w związek ujawniają się w wierszu, przynosząc informację o stosunku mówiącej do tworzonego wspólnie układu. Świadomość bycia częścią przedstawienia, jakim jest tutaj schadzka, przesądza o nieprawdziwości zdarzenia. Różnorodne figury podmiotowego doświadczania miłości przez kobietę – ponieważ takie ujęcie dominuje w omawianych wierszach – składają się na wieloznaczną opowieść o literackim, ale i egzystencjalnym konstruowaniu i konceptualizowaniu uczucia. „więc to tak: tylko ciężar uchodzi za miłość i rodzi się struktura małego systemu więc brak już łez i w końcu nie ma o czym pisać dostrzegasz jak dalece pozostałeś z tyłu 31 32 Tamże. A. Scola, G. Reale, Dialog o wartościach człowieka, przeł. E. I. Zieliński, Warszawa 1991, s. 99. 179 Monika Brągiel lecz nagle ci wystarcza, podłożone słowa pod twój najlepszy numer, który ci popsuli i ciało w które wnika każdy i nikt go nie bierze do końca bo do końca jest tylko muzyczka” (Faceci i babki, NNW) Bohaterka utworu Luxemburg i inne wiersze tak opowiada o swoim doświadczeniu: „raz tylko byłam szczęśliwa w miłości ale źle się skończyło / tę porywającą skądinąd historię właśnie sprzedałam / gazecie kobiecej za pierwsze przyzwoite honorarium” (luxemburg i inne wiersze, P). Niejednokrotnie kpiąc z danych ról, poetka przedstawia obraz miłosnych gier, nie wolnych też od mechanizmów ekonomicznych i społecznych. Tego rodzaju zabiegi obecne w wierszach, będące wyrazem świadomości człowieka odnośnie do warunków stwarzanych przez współczesność i określone wzorce zachowań, stanowią asumpt do postawienia pytania o to, czy w ogóle można dziś jeszcze w wierszu mówić o miłości? Skoro sytuacje kojarzone z tą tematyką ukazywane są w konwencji ironicznej lub parodystycznej, ich możliwość zostaje poddana w wątpliwość. Z drugiej strony, miłość nie jest negowana jako uczucie niemożliwe, lecz rozpoznane jako fałsz lub konieczna klęska przez mówiący podmiot. 5. Podsumowanie Przyglądając się wierszom współczesnych polskich poetek, starałam się ukazać różne warianty twórczego spojrzenia na miłość jako relację międzyludzką, pretekst do tworzenia języka oddającego doświadczenie oraz próbę przekształcenia lub odegrania i oceny danej postawy. Istotną kwestią była dla mnie interpretacja wybranych wierszy oraz analiza sposobu ich istnienia w kontekście kulturowych i literackich obrazów przemian w sposobie pojmowania i przedstawiania miłosnej relacji. Samo doświadczenie czy raczej doświadczanie jako proces albo zdarzenie bywa w utworach problematyzowane w odniesieniu do możliwości przedstawienia pragnienia lub uczuciowego zawodu. W kontekście próby namysłu nad problemem tego, czy i jak dziś możliwe jest przedstawianie miłości w poezji, mogę stwierdzić, że w światach poetyckich rozgrywa się ona na współgrających z warunkami życia w ponowoczesnym świecie warunkach; co najważniejsze – rozgrywa się właśnie – a więc istnieje pośród zdarzeń tak międzyludzkich, jak społecznych i literackich. Jak zauważyła Monika Glosovitz: „Poetyckie obrazy ściśle sprzężone z przemianami współczesnego podmiotu funkcjonują na trzech poziomach: reprodukują normatywne wizje kobiecości w jej 180 Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik relacji z otoczeniem, zaburzają je w krytycznym i często ironicznym przeformułowaniu i/albo stają się postulatywnymi wariantami przemian”33. Obrazy związane ze zmysłową stroną relacji współistnieją lub wyraźnie rozmijają się z wychodzącymi poza tę sferę, choć czerpiącymi z niej, wrażeniami emocjonalnymi, intelektualnymi. Literatura podmiotu Bargielska J., Dating session, Zielona Sowa, Kraków 2003. Bargielska J., Dwa fiaty, WBPiCAK, Poznań 2009. Bargielska J., Bach for my baby, Biuro Literackie, Wrocław 2013. Fiedorczuk J., Planeta rzeczy zagubionych, Biuro Literackie, Wrocław 2006. Fiedorczuk J., Tlen, Biuro Literackie, Wrocław 2009. Fiedorczuk J., Tuż – tuż, Biuro Literackie, Wrocław 2012. Podgórnik M., Paradiso, Biuro Literackie, Wrocław 2000. Podgórnik M., Dwa do jeden, Biuro Literackie, Wrocław 2006. Podgórnik M., Rezydencja surykatek, Biuro Literackie, Wrocław 2011. Podgórnik M., Nic o mnie nie wiesz, Biuro Literackie, Wrocław 2012. Literatura przedmiotu R. Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego, przeł. M. Bieńczyk, wstęp M.P. Markowski, Wydawnictwo KR, Warszawa 1999. Bataille G., Historia erotyzmu, przeł. I. Kania, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2008. Bauman Z., O ponowoczesnych pożytkach z seksu, „Studia Socjologiczne”, 4 (2007). Bauman Z., Razem, osobno, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003. F. Chirpaz, Ciało, przeł. J. Margasiński, Warszawa 1998. Feuerbach L. A., Myśli o śmierci i nieśmiertelności, [w:] Tenże, Wybór pism, t. 1, przeł. K. Krzemieniowa, M. Skwieciński, Warszawa 1988. Feuerbach L. A., Przeciwko dualizmowi duszy i ciała, ducha i materii, [w:] Tenże, Wybór pism, t. 2, przeł. K. Krzemieniowa, M. Skwieciński, Warszawa 1998. Giddens A., Nowoczesność i tożsamość: ,,Ja” i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności, PWN, Warszawa 2010. Glosovitz M., Niemożliwe światy Justyny Bargielskiej. Lektura afektywna, „Śląskie Studia Polonistyczne”, 2014, nr 1/2 (5), s. 178. 33 M. Glosovitz, Strategie reprezentacji w najnowszej poezji kobiet, http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=219&artykul=4820. [dostęp: 15.04.2016] 181 Monika Brągiel Glosowitz M. „Struktura małego systemu”. O miłości w poezji Marty Podgórnik, http://wakat.sdk.pl/struktura-malego-systemu-o-milosci-w-poezji-martypodgornik/. Grabowski M., O miłości, Wyd. UMK, Toruń 1998. Kałuża A., Antyelementarz: „China shipping” Justyny Bargielskiej, [w:] Taż, Bumerang. Szkice o polskiej poezji przełomu XX i XXI wieku, Biuro Literackie, Wrocław 2010. Kałuża A., Czy kobiety muszą mieć ciała? Poetka jako materializacja męskiej fantazji (Justyna Bargielska), [w:] Taż, Pod grą. Jak dziś znaczą wiersze, poetki i poeci, Universitas, Kraków 2015. Klimczyk W., Erotyzm ponowoczesny, Kraków 2008. Luhmann N., Semantyka miłości. O kodowaniu intymności, przeł. J. Łoziński, Scholar, Warszawa 2003. Merleau-Ponty M., Fenomenologia percepcji, przeł. M. Kowalska, J. Migasiński, Warszawa 2001. Merleau-Ponty M., Oko i umysł. Szkice o malarstwie, przeł. S. Cichowicz, Gdańsk 1996. Reale G., Scola A., Dialog o wartościach człowieka, przeł. E. I. Zieliński, Warszawa 1991. Śliwiński P., Trzecia finalistka Nike: Justyna Bargielska i jej „Bach for my baby”, http://wyborcza.pl/1,76842,14582457,Trzecia_finalistka_Nike__Justyna_Bargielsk a_i_jej.html?disableRedirects=true#ixzz47gPMdXFn. Taylor Ch., Tożsamość i dobro, przeł. A. Lipszyc, [w:] Tenże, Źródła podmiotowości. Narodziny tożsamości nowoczesnej, oprac. T. Gadacz, wstęp A. Bielik-Robson, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2001. Winiarski J., Sen ogniem podszyty, baśń podszyta ciałem (Julia Fiedorczuk, „Planeta rzeczy zagubionych”, http://www.literaturajestsexy.pl/sen-ogniempodszyty-basn-podszyta-cialem-julia-fiedorczuk-planeta-rzeczy-zagubionych. Wolny-Hamkało A., Miłość poszła sobie w pizdu, http://www.dwutygodnik.com/artykul/2072-mlodosc-poszla-sobie-w-pizdu.html. Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik Streszczenie Głównym tematem niniejszego artykułu jest miłość w poezji trzech współczesnych poetek: Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik. Z uwagi na szeroki zakres związanych z tematem problemów autorka skupia się na kwestii ujmowania w wierszach doświadczenia miłości oraz wypracowywania języka służącego mówieniu o tymże doświadczeniu. W celu ukazania sposobów przedstawiania zostały omówione takie kwestie, jak obrazowe i zmysłowe warunki bycia w miłosnej relacji, powiązane z nimi możliwości języka oddającego pragnienie i utratę jako wyznaczniki indywidualnego przeżywania miłości oraz sposoby nawiązywania do znanych ujęć miłości, ich reprodukcje i przewartościowania. Wszystko to w kontekście przemian zachodzących w epoce ponowoczesnej oraz w sposobie postrzegania poezji pisanej przez obiekty i ukazywane przez nie afektywne własności opisywanych stanów. Słowa kluczowe: pragnienie, utrata, język, doświadczenie, ciało. 182 Beata Zielonka1 Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins Miłość jest złożonym i wielowymiarowym uczuciem. Pytanie, czym tak naprawdę jest, towarzyszy ludzkości od zawsze. Kalos kai agathos, mówiące o dobru i pięknie, które razem tworzą doskonałą harmonię, przyczyniają się do ukazania miłości idealnej. Reprezentują ją obie bohaterki omawianych przeze mnie trylogii. Za Pismem Świętym John Lee wyodrębnił trzy podstawowe typy miłości: eros, ludus oraz storge, a także trzy typy wtórne: miłość maniakalną, pragmatyczną i agape. Porównał je z paletą barw, w której wszystkie kolory pochodzą od trzech podstawowych: czerwonego, żółtego oraz niebieskiego2. Lee uważał, że różne rodzaje miłości mieszają się ze sobą i chociaż u jednej osoby dominuje zwykle jeden styl, ludzie doświadczają różnych typów miłości. Badania sugerują, że kobiety są bardziej skłonne do pragmatycznego, maniakalnego i storgeicznego kochania niż mężczyźni, którzy z kolei często demonstrują styl erotyczny i ludyczny3. 1. Od miłości ludus do storge Katniss Everdeen, narratorka i główna bohaterka trylogii Igrzyska śmierci, jest szesnastoletnią niezależną dziewczyną, która zna się na ziołolecznictwie i samotnie utrzymuje rodzinę po tragicznej śmierci ojca w wypadku w kopalni4. Nauczyła się polować, gdyż jej matka zachorowała na depresję i dziewczyna musiała przejąć obowiązki jedynego żywiciela rodziny. Świadczy to o sile jej charakteru i podążaniu ścieżką wychowania typową dla mężczyzny. Kulturowe wyobrażenie o kobietach jako uczuciowych, wrażliwych, łagodnych i delikatnych w naturalny sposób wyznacza im prace w charakterze opiekuńczym, dlatego dziewczyna troszczy się o swoją rodzinę i jest wobec niej bezgranicznie lojalna. Również tak 1 [email protected], Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej. Zob. Turner J., Helms D., Rozwój człowieka, przeł. Lis S., Wydawnictwa Szkolne i Oświatowe, Warszawa 1999, s. 418. 3 Zob. Tamże, s. 419. 4 Zob. Trzcińska I., Mit i narracja, „Przegląd Religioznawczy”, 1 (2013), s. 127-139. 2 183 Beata Zielonka rozumie miłość – jako przywiązanie i poświęcenie dla swoich bliskich. Świadczy choćby o tym fakt, że nie pozwoliła wziąć siostrze astrala, czyli drobnej pomocy żywnościowej ze strony władzy w zamian za zdublowanie nazwiska w losowaniu do igrzysk śmierci. Szanse wylosowania dziewczynki, której nazwisko miało być po raz pierwszy w kuli z tysiącami losów, były bliskie zeru. Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu tak właśnie się stało. Młoda i niewinna Prim nie umie walczyć, a fascynuje ją leczenie oraz zajmują obowiązki domowe. Przypomina typową, zagubioną i słabą kobietę, która bez pomocy mężczyzny nie ma szans na przeżycie w konfrontacji z silniejszymi i bardziej doświadczonymi zawodnikami. Katniss z miłości zgłasza się zamiast siostry. Bohaterka na igrzyska musi zacząć wyglądać jak kobieta. Wcześniej nie zwracała uwagi na swój wizerunek, skupiając się na zaleceniach ojca, jak przetrwać. Rozwinęła się przez to fizycznie i psychicznie. Jej kobiecość jest widoczna w scenie prezentacji wszystkich trybutów, kiedy rozdaje pocałunki, szeroko się uśmiecha do tłumu i trzyma za rękę z partnerem Peetą Mellarkiem. Wzmianka o jego ewentualnej dziewczynie denerwuje ją, ale jeszcze nie rozumie, co to może dla niej oznaczać. Staje się interesująca dla sponsorów, kiedy chłopak deklaruje miłość do niej. Przypominają drużynę, a nie wyglądają na indywidualnych zawodników. Kobiety są lepsze w inicjowaniu i kontynuowaniu konwersacji. Jednak Katniss nie radzi sobie dobrze w takiej grze. Paradoksalnie to Peeta sprawdza się w tym doskonale. Narratorka wspomina pierwsze spotkanie z chłopcem, który spalił specjalnie chleb dla głodującej dziewczyny. Czuje się przez to jego dłużniczką. Dzięki niemu zaczęła mieć nadzieję na życie: „Do dziś wyczuwam związek między Peetą Mellarkiem, chlebem, który dał mi nadzieję, a kwitnącym mniszkiem, źródłem wiary w to, że nie jestem skazana na śmierć. Nieraz odwracałam się na korytarzu i napotykałam spojrzenie Peety, który w tej samej chwili odwracał wzrok”5. Dziewczyna nie chce zastanawiać się również nad swoją relacją z przyjacielem Gale’em. Poznali się na polowaniu. Miała wtedy 12 lat, a on 14; oboje stracili ojców w wybuchu w kopalni. Zaczęli współpracować, dzielili się swoją wiedzą i umiejętnościami, dzięki czemu łowy były znacznie bardziej obfite. Katniss nie mówi zbyt wiele, przez co wydaje się ponura i wroga. Rzadko się uśmiecha. Nie jest skupiona na sobie i nie analizuje własnych uczuć. Staje się symbolem jednoczenia pokłóconych ludzi. Nie pozwala nikomu na mówienie, co ma robić, bo jest niezależna. Zachowuje się jak uparta buntowniczka (co jest kojarzone z męskością), jednak zna swoje cele 5 Collins S., Igrzyska śmierci, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P., Poznań 2009, s. 35. 184 Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins i ufa swemu kobiecemu instynktowi. Broni swojej godności, co staje się przyczyną rewolucji6. Na igrzyskach Peeta współpracuje z zawodowcami, starając odwrócić ich uwagę od Katniss. Ratuje jej życie, kiedy ta jest oszołomiona po użądleniu gończych os. Atakuje Catona z Dystryktu 2., sam zostając ciężko rannym. Po zmianie zasad, według których zwycięzcą może zostać dwójka trybutów z tego samego dystryktu, Katniss zmienia podejście do Peety. Traktuje swoją kobiecość jako pewną rolę do zagrania, dlatego karmi go, opatruje jego rany, a nawet sprzedaje swoje pocałunki, co komentatorzy powieści określają jako prostytuowanie się w celu zdobycia jedzenia7. Oprócz fizycznej bliskości, przejawiającej się w pocałunkach, Katniss musi udowodnić wytworzoną między nimi intymność psychiczną. Dlatego pyta Peetę, skąd ją pamięta, a ten szczerze wymienia wszystkie szczegóły: czerwoną sukienkę, historię jego ojca i lekcję muzyki. To w tym momencie dziewczyna zaczyna zdawać sobie sprawę, że Peeta nie udaje i naprawdę jest w niej od dawna zakochany. Zwykle to kobieta odkrywa się przed partnerem, tutaj robi to chłopak. Katniss staje się zatem mężczyzną w ich relacji, a Peeta łączy cechy męskie i kobiece. Podobnie jak Katniss, wydaje się pewny siebie i samowystarczalny, ale jednocześnie otwarty i ufny. Osiągnął tężyznę fizyczną, jednak unika przemocy i agresji, chyba że w obronie własnej. Jest miły i opiekuńczy, co w trylogii zostało wielokrotnie podkreślone. Szczerze wyznaje swoją miłość do Katniss. Według badań, kobiety wspierają partnera, a mężczyźni traktują je w sposób bardziej dominujący8. Jednak w relacji głównych bohaterów Igrzysk śmierci to Katniss potrzebuje przestrzeni, czasu i wolności, gdyż ciągle nie wie, którego chłopaka wybrać. W domu został jej przyjaciel Gale, z którym łączy ją wiele wspólnych zakazanych wypraw. Peeta odbiera wszystkie niewerbalne sygnały i czeka na nią cierpliwie. Pocałunki zaczynają wzbudzać w Katniss namiętność i tylko fakt, że jest obserwowana przez całe Panem, sprawia, że nie ulega emocjom. Wciąż broni się przed swoimi uczuciami: W przeciwieństwie do Peety, czasami trudno mi znaleźć odpowiednie słowa. Kiedy mówiłam, ponownie do mnie dotarło, jak silnie wstrząsnęłaby mną śmierć Peety. Nawet nie podejrzewałam, że tak bardzo się o niego boję. Wcale nie chodzi o sponsorów. Ani o to, co się stanie, gdy wrócę do 6 Zob. Miller J., „Ona nie ma pojęcia. W ogóle nie rozumie, jak ludzie na nią reagują”. Katniss i polityka gender, [w:] Igrzyska śmierci i filozofia: rzecz o podglądactwie, red. Dunn G., Michaud N., przeł. Kwiecień-Maniewska O., Wydawnictwo Helion, Gliwice 2013, s. 123-136. 7 Zob. A. Urbanowska, Lekcja nieufności. O „Igrzyskach śmierci” Suzanne Collins, „Dekada Literacka”, 4 (2011), s. 24-27. 8 Zob. Turner J., Helms D., dz. cyt., s. 415. 185 Beata Zielonka domu. Ani o to, że nie chcę być sama. Chodzi wyłącznie o Peetę. Nie mogę stracić chłopca, który podarował mi chleb. […] To pierwszy pocałunek, który oboje w pełni odczuwamy. Żadne z nas nie jest osłabione chorobą, bólem ani zwyczajnie nieprzytomne. Nasze wargi nie płoną od gorączki, nie są zmarznięte na kość. Jeszcze nigdy w życiu nie całowałam nikogo tak, aby poczuć przyjemne ciepło. To pierwszy pocałunek, po którym mam ochotę na następny9. W finale reguły zostają zmienione i Kapitol oczekuje krwawego zakończenia, w którym zakochani zwrócą się przeciwko sobie. Trybuci grożą zamiast tego popełnieniem samobójstwa przez skonsumowanie trujących jagód. Igrzyska muszą mieć zwycięzcę, więc zostaje to odebrane jako bunt. Jednak mieszkańcy Kapitolu widzą w tym przede wszystkim akt rozpaczliwej miłości. Kobiecość Katniss zostaje podkreślona niewinnymi ubraniami oraz prezentowaniem się wszędzie jako oszalałej z miłości, co ma odwrócić uwagę od rebelii społecznej oraz uratować jej życie. Według badań mężczyźni częściej niż kobiety uznają romantyczne przesądy, takie jak: kocha się tylko raz, miłość trwa wiecznie. Mężczyźni pokonują bariery społeczne i obyczajowe, dlatego też zakochują się szybciej niż kobiety10. Peeta nie zdawał sobie sprawy, że to tylko gra ze strony Katniss. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, pomimo tego, że ona wywodziła się ze Złożyska, a on był synem piekarza. Nie spodobałoby się to jego rodzinie ze względu na dzielącą ich przepaść społeczną. Tymczasem Katniss zbliżała się do Peety stopniowo. Po powrocie do domu oddalają się od siebie, co jest wynikiem odkrycia przez chłopaka przyczyn zachowania dziewczyny. Zamieszkują w Wiosce Zwycięzców. Dziewczyna tęskni za Peetą i nie wie, co się z nią dzieje. Na potrzeby kamer Peeta ciągle deklaruje miłość do Katniss i ją wspiera, ale na co dzień unikają się i nie wiedzą, jak mogliby ze sobą szczerze porozmawiać. Całe Panem bierze udział w wyborze sukni ślubnej. Ich wprawa jako triumfatorów po Dystryktach miała uspokoić nastroje rebelianckie. Nie udało się to, zatem zostają ogłoszone kolejne igrzyska, w których Katniss musi wziąć udział jako jedyna żeńska trybutka z Dystryktu 12. Podczas prezentacji pojawia się jako panna młoda, a potem jej sukienka staje się Kosogłosem – symbolem rewolucji. Peeta natychmiast zgłasza się na ochotnika zamiast starego mentora Haymitcha i chronią ją wspólnie. W programie rozrywkowym kłamie, że są już małżeństwem poprzez obrzęd (typowy dla Dystryktu 12) wspólnego wypiekania tostów. Woleli rodzinną uroczystość, a nie widowisko. W ten sposób Peeta buntuje się przeciwko 9 Collins S., dz. cyt., s. 281. Zob. Turner J., Helms D., dz. cyt., s. 416. 10 186 Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins Kapitolowi i stara się ratować Katniss za wszelką cenę. Z tego powodu kłamie, że dziewczyna jest w ciąży, co okazuje się szokujące dla mieszkańców Kapitolu, którzy nie widzieli w zawodnikach ludzi, lecz walczących ze sobą podludzi, pozbawionych emocji morderców. Podczas igrzysk znowu współpracują ze sobą, ale kiedy Peeta wchodzi na pole siłowe i jego serce przestaje bić, dziewczyna zdradza się ze swoimi prawdziwymi uczuciami, z czego sama nie zdaje sobie jednak sprawy. Zostają rozdzieleni podczas akcji ratunkowej buntowników. Chłopak staje się marionetką w rękach Kapitolu, nawołuje do poddania się, ale jednocześnie ostrzega rebeliantów przed nalotem. Zostaje poddany osaczeniu jadem gończych os i usiłuje zabić ukochaną. Katniss nie wie, co się z nią dzieje. Nie potrafi przestać o nim myśleć, pomimo że nie wiadomo, czy ten kiedyś wróci do zdrowia i przestanie jej zagrażać. Obaj rywale o względy Katniss są zupełnymi przeciwieństwami. Gale jest typowym romantycznym kochankiem: wysokim, przystojnym, opiekuńczym, ale jednocześnie skłonnym do wybuchu i agresji. To przedstawiciel nieokrzesanej męskości. Jego sposób postrzegania świata jest czarno-biały i prowadzi do surowego oceniania tych, którzy dopuszczą się czegoś złego. Gale przyczynił się pośrednio do śmierci siostry bohaterki, więc dziewczyna odwraca się od niego. Gdyby go wybrała, zgodziłaby się na intrygę, w wyniku której zginęłoby wiele niewinnych osób. Peeta był zawsze lojalny w stosunku do Katniss, dopiero po okrutnych torturach i „praniu mózgu” stał się innym człowiekiem. Dziewczyna przebacza mu okrutne zachowanie, na które nie miał wpływu. Zdaje sobie sprawę, że w jakiś sposób już zawsze będzie złamany, ale akceptuje go takim, jaki jest11. Katniss nie postrzega siebie jako bezbronnej i naiwnej dziewczyny, która musi wybrać pomiędzy dwoma mężczyznami. Wraz z Peetą traktują się po partnersku, czego nigdy nie byłoby pomiędzy nią a Gale’em, dlatego Katniss decyduje: „To, czego potrzebuję do przeżycia, to nie ogień Gale’a, podsycany wściekłością i nienawiścią. Mam w sobie wystarczająco dużo żaru. Potrzeba mi wiosennego mniszka, jaskrawożółtego kwiatu, który symbolizuje odrodzenie i nie oznacza zniszczenia. Oczekuję zapowiedzi, że życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to, jak poważne ponieśliśmy straty. Chcę wiedzieć, że znowu może być dobrze, a tylko Peeta może mi to ofiarować”12. 11 Zob. Mann A., Dlaczego Katniss wybiera Peetę? Spojrzenie na miłość oczami stoika, [w:] Igrzyska śmierci i filozofia: rzecz o podglądactwie, red. Dunn G., Michaud N., tł. KwiecieńManiewska O., Wydawnictwo Helion, Gliwice 2013, s. 115-122. 12 Collins S., Kosogłos, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P., Poznań 2010, s. 369. 187 Beata Zielonka Katniss przeszła długą drogę od niewiary, jak ktoś może kochać kogoś takiego jak ona, czyli zbuntowaną, troszczącą się o bliskich, w swoim mniemaniu brzydką, przez trójkąt miłosny i ostateczną decyzję o związku z Peetą. Tylko w jego obecności jest szczęśliwa i wyłącznie na niego może liczyć. To on chroni ją i uspokaja po koszmarach sennych czy nawracających wspomnieniach z areny. Stał się jej potrzebny i bliski. Uważa go za ważny element własnego życia. W tradycyjnym związku kobieta i mężczyzna specjalizują się w podejmowaniu decyzji z wyznaczonych przez kulturę ról społecznych. To kobieta ma zajmować się rodziną, a mężczyzna zarabiać na jej utrzymanie13. W trylogii Katniss jest tą silną, która ratuje Peetę wielokrotnie, wybierając jego mniszek, słońce i ciepło. Ich życie po wojnie jest zaprzeczeniem stereotypu. On piecze, ona poluje, on marzy o dzieciach, ona się wzbrania. Miłość ludus jest zabawowym typem miłości. Zakochani koncentrują się na własnych osobach. Ludyczni kochankowie są często kokieteryjni, ale od swoich partnerów nie oczekują dłuższego przywiązania. Większość z nich nie chce także, aby partnerzy byli uzależnieni od nich emocjonalnie. Postrzegają miłość jako grę14. Tak właśnie jest na początku z Katniss, która widzi w miłosnej historii przedstawienie. Gwarantuje jej ono prezenty od sponsorów, co ułatwia przetrwanie na arenie. Pragnie przeżyć dla swojej rodziny i utrzymać przy życiu również Peetę. Gdyby tego nie zrobiła, nigdy nie wróciłaby do domu. Wszyscy mieszkańcy Dystryktu 12. żywiliby do niej niechęć z powodu tej gry. Miłość storge można scharakteryzować jako spokojne zaangażowanie i przyjaźń. Sam termin pochodzi z greki i oznacza zrównoważone, czułe uczucie. Kochankowie storgiczni cieszą się ze wspólnego wykonywania różnych rzeczy, ale zwykle nie akcentują emocjonalnego zaangażowania15. Peeta daje Katniss poczucie bezpieczeństwa i siłę do walki z demonami przeszłości. Ich relacja przekształciła się w przyjaźń i wzajemny szacunek, pomimo omamów wywołanych przez Kapitol. Połączyła ich także namiotność i wzajemne zaufanie, gdyż nawzajem próbowali sobie pomóc zapomnieć o okropnościach areny. Zawsze mogli na siebie liczyć. Nic nie jest w stanie zmienić ich uczuć. 13 Zob. Duch-Krzystoszek D., KTO rządzi w rodzinie: socjologiczna analiza relacji w małżeństwie, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2007. 14 Zob. Turner J., Helms D., dz. cyt., s. 418. 15 Tamże. 188 Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins 2. Agape Tris Główna bohaterka Niezgodnej, Beatrice Prior, pochodzi z frakcji Altruizmu. Dokonuje transferu do Nieustraszonych, przybierając nowe imię: Tris. Jest Niezgodną, czyli osobą idealną genetycznie. Zakochuje się w swoim trenerze Tobiasu Eatonie, który był gnębiony psychicznie i fizycznie przez ojca i również przeszedł z Altruizmu do Nieustraszonych. Jest powszechnie znany jako Cztery. Chłopak ratuje jej życie przed wrogimi kandydatami do frakcji, którzy chcą ją zrzucić do wodospadu. Uczy ją technik walki i udawania słabszej niż jest w rzeczywistości. Tobias deklaruje, że odpędzi od niej koszmary pięściami i będzie jej rodziną. Nie musi się już o nic martwić. Liczy się dla niego tylko ona. Denerwuje go jej niepewność oraz pogardzanie sobą. Nie wyobraża sobie życia bez niej. Mimo to dziewczyna ryzykuje, żeby uratować Niezgodnych, których Erudycja zmusza do popełniania samobójstw. Tris nie zgadza się na podział Agencji Bezpieczeństwa Genetycznego. Nie uważa, że wszyscy ludzie są skłonni do zła i niebezpieczni tylko dlatego, że mają inne geny. Tris wybrała ludzi, których kocha i dzięki którym czuje się potrzebna. Ma nadzieję na spokojną przyszłość z ukochanym, lecz jednocześnie boi się przyszłości, czasów, kiedy nie będą musieli przed niczym uciekać: Tak jak ja z uporem powtarzałam, że Tobias jest kimś wartościowszym, on z uporem powtarzał, że jestem silna, że mogę więcej, niż mi się wydaje. I choć nikt mnie tego nie uczył, wiem, że na tym polega miłość. Jeśli jest prawdziwa, sprawia, że człowiek staje się kimś więcej, niż był, kimś więcej, niż wierzył, że może być. A ta jest prawdziwa16. Wraz z przyjaciółmi Tris organizuje ruch oporu, którego celem jest zmiana poglądów Agencji przez rozpylenie serum zapomnienia. Kiedy wszyscy zapomną o błędnych uprzedzeniach, staną się bezpieczni. Bohaterka wierzy, że jest odporna na serum śmierci, ponieważ żadne inne do tej pory na nią nie zadziałały. W ten sposób z miłości chroni brata, który został wybrany do tej samobójczej misji. Uważa, że więzy krwi są ważniejsze niż poczucie krzywdy. Wie, że nie powinna iść zamiast niego, bo jego zdrada wciąż ją boli. Jednak potrafi zapomnieć o swoich egoistycznych emocjach i poświęca się dla dobra ludzkości. Zostaje postrzelona przez dyrektora Agencji i ginie. Tobias nie może poradzić sobie z jej śmiercią. Pragnie pozbyć się balastu wiedzy, zażywając serum zapomnienia, ale wtedy utraci wszystkie wspomnienia z nią związane. Wie, że ona by tego nie chciała. Po zagubieniu i bezradności rozumie wybór dziewczyny: 16 Roth V., Wierna, przeł. Czub M., Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014, s. 300. 189 Beata Zielonka „Wiedziałem, że życie nas okalecza. Każdego z nas. Nie da się tego uniknąć. Ale powoli zaczynam się przekonywać, że możemy zostać uzdrowieni. Że nawzajem się uzdrawiamy”17. Miłość agape nie oczekuje niczego w zamian, to miłość altruistyczna. Kochający taką miłością głęboko troszczą się o swoich partnerów i starają się w serdeczny sposób zapewnić im dobre samopoczucie. Tak również czyni Tris, która poświęca się dla całej społeczności oraz ukochanego. To z frakcji Altruizmu pochodzi główna bohaterka, więc przede wszystkim myśli o innych, dopiero na drugim miejscu stawiając swoje potrzeby. Nie chce zostawić ukochanego i umrzeć, ale wie, że są ważniejsze rzeczy niż tylko własne namiętności. 3. Posumowanie W Igrzyskach śmierci oraz w Niezgodnej miłość stanowi osnowę historii. Obie bohaterki podejmują decyzje ze względu na uczucie, czym wywołują rewolucję społeczną i zmieniają świat. Intuicyjność, wrażliwość, delikatność, skłonność do poświęceń, uprzejmość, subtelność, uległość, współpraca, zależność, emocjonalność, brak agresji, niskie kompetencje, nieracjonalność, nielogiczność, niezdecydowanie, niesamodzielność, bezradność – to cechy stereotypowo przynależne kobietom. Tymczasem obie bohaterki omawianych przeze mnie trylogii są zupełnym przeciwieństwem tych określeń. Z kolei mężczyznom przypisuje się: dominację, niezależność, ambitne dążenie do celu, samodzielność, racjonalność, logikę, powściągliwość, opanowanie, abstrakcyjność myślenia, aktywność, stanowczość, skuteczność, łatwość decydowania, agresję, duże poczucie własnej wartości oraz brak emocjonalności18. Tobias posiada cechy wyłącznie męskie, ale Peeta łączy je z typowo kobiecymi. Stereotypy te mają przeciwstawny charakter i sytuują cechy męskie oraz kobiece na krańcach kontinuum. W Igrzyskach Śmierci tyrania bezwzględnego Kapitolu upada i wszyscy stają się równi. Wracają do zniszczonych wojną domową Dystryktów. Bohaterowie uczą się życia na nowo ze sobą i odkrywają spokój, a nie tylko doświadczają miłości w warunkach ekstremalnych. Katniss i Peeta mierzą się z koszmarami, które ich dręczą i dopiero potem zakładają rodzinę. Przechodzą od wzajemnej fascynacji i namiętności, czyli miłości erosa, sprowokowanej przez potrzeby Kapitolu, do gry (ludus) oraz 17 Tamże, s. 377. Zob. Iwasiów I., Gender, tożsamość, stereotypy, „Ruch Literacki”, 6 (2002), s. 541-555; Łebkowska A., Gender – dylematy badacza literatury, „Ruch Literacki”, 6 (2005), s. 525-537. 18 190 Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins spokojnej miłości dwójki doświadczonych przyjaciół, czyli sexus. Tylko razem są w stanie normalnie funkcjonować. W Niezgodnej bohaterka ginie, ratując ludzkość. Żałuje, że zostawia swego ukochanego Cztery, ale jest w stanie poświęcić się dla większego dobra zgodnie z modelem miłości agape. To ona otworzyła Chicago na ludzi spoza eksperymentu genetycznego. Zniosła frakcje i zmieniła stosunek ludzi do uszkodzonych genetycznie. Udowodniła, że to nie geny są odpowiedzialne za zło. Dzięki niej wszyscy stają się tak samo ważni i równoprawni. Obie bohaterki przeżyły swoją pierwszą miłość i dla obu była ona niezwykła. Stała się przyczyną rewolucji, co świadczy o jej sile i wyjątkowości. Katniss i Tris potrzebują bliskości oraz czułości Peety i Tobiasa; zwierzają się im, ufają, notorycznie szukając kontaktu. Obie przechodzą fazy od lubienia przez zadurzenie, romantyczną miłość do partnerskiej miłości. Według Ericha Fromma miłość wyraża się przez dawanie19. W dawaniu właśnie przejawia się siła bohaterek obu trylogii. Ofiarowują one swoją radość, jaka ich przepełnia, ale nie stają się przez to słabe. Obie interesują się swoimi partnerami i próbują być dobrowolnie ich podporą. Pragną dla nich rozwoju i wspierają w każdej sytuacji. W zamian oczekują tego samego. Katniss i Tris musiały wpierw poznać same siebie, zanim zakochały się prawdziwie. Obie przebyły długą drogę. Zarówno Peeta, jak i Tobias walczyli o swoje ukochane i wspólnie przeszli przez wszystkie fazy związku dzięki dyscyplinie, koncentracji, zaangażowaniu i cierpliwości. Miłość jest aktywną siłą w człowieku, która jednoczy go z innymi. Dzięki niej człowiek przezwycięża uczucie izolacji i osamotnienia, pozostając przy tym sobą, zachowując swą integralność. W miłości urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, będąc mimo to dwiema osobami. Tak właśnie stało się z bohaterami obu trylogii. Miłość w młodzieżowych powieściach fantasy jest jednym z najważniejszych składników, wpływającym na atrakcyjność lektury. Wymaga ona wiecznej i wyłącznej lojalności, co pozostaje w sprzeczności z koncepcją Zygmunta Baumana, który stwierdził: W kulturze ponowoczesnej podejmuje się środki ostrożności, by zabezpieczyć wolność aktywności erotycznej przed ograniczeniami narzuconymi biologicznie przez zdolność reprodukcyjną seksu i kulturalnie przez stawianie przez miłość żądanie wiecznej i ściśle wybiórczej – w rzeczywistości wyłącznej – lojalności20. 19 Zob. Fromm E., O sztuce miłości, przeł. Bogdański A., Państwowy Instytut Wydawniczy, 1971. 20 Bauman Z., Zindywidualizowane społeczeństwo, przeł. Kubińscy O. i W., Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2008, s. 11. 191 Beata Zielonka Wśród bohaterów opowiadań dla dzieci przeważają postaci chłopięce. Dziewczynki pełnią podrzędną rolę, nie są atrakcyjnymi bohaterkami, nie przeżywają przygód, czas spędzają w domu21. Nastolatki wierzą w szczęśliwe zakończenie, powielane wielokrotnie w filmach i w lieraturze. Pierwsza miłość jest tą najsilniejszą, zatem staje się przyczyną i siłą rewolucji w trylogiach. Uczucia były i są często wykorzystywane w literaturze, a „pierwsza miłość” stała się tematem większości romansów dla nastolatków. Zarówno Tris, jak i Katniss zostały pokazane jako pozytywne bohaterki, kierujące się wyższymi wartościami, honorowe i wierne. Ich przygody stanowią wzór dla współczesnych nastolatek, które pragną przeżyć podobne wielkie uczucie w swoim życiu. Tego typu lektury spełniają funkcję ludyczną, dając przyjemność tym, którzy szukają autorytetów, szlachetnych, idealnych wzorców godnych powielenia. Literatura Literatura podmiotu: Collins S., Igrzyska śmierci, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P., Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2009. Collins S., W pierścieniu ognia, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P., Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2009. Collins S., Kosogłos, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P., Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2010. Roth V., Niezgodna, przeł. Zych D., Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014. Roth V., Zbuntowana, przeł. Czub M., Ratajczak E., Wydawnictwo Amber, Warszawa 2012. Roth V., Wierna, przeł. Czub M., Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014. Literatura przedmiotu: Bauman Z., Zindywidualizowane społeczeństwo, przeł. Kubińscy O. i W., Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2008. Duch-Krzystoszek D., KTO rządzi w rodzinie: socjologiczna analiza relacji w małżeństwie, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2007. Fromm E., O sztuce miłości, przeł. Bogdański A., Państwowy Instytut Wydawniczy, 1971. Iwasiów I., Gender, tożsamość, stereotypy, „Ruch Literacki”, 6 (2002), s. 541-555. 21 Zob. Mazurkiewicz-Krause I., Polska powieść dla dziewcząt wobec wartości, „Nowa Polszczyzna”, 2 (2007), s. 30-36. 192 Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins Łebkowska A., Gender – dylematy badacza literatury, „Ruch Literacki”, 6 (2005), s. 525-537. Mann A., Dlaczego Katniss wybiera Peetę? Spojrzenie na miłość oczami stoika, [w:] Igrzyska śmierci i filozofia: rzecz o podglądactwie, red. Dunn G., Michaud N., przeł. Kwiecień-Maniewska O., Wydawnictwo Helion, Gliwice 2013, s. 115-122. Mazurkiewicz-Krause I., Polska powieść dla dziewcząt wobec wartości, „Nowa Polszczyzna”, 2 (2007), s. 30-36. Miller J., „Ona nie ma pojęcia. W ogóle nie rozumie jak ludzie na nią reagują”. Katniss i polityka gender, [w:] Igrzyska śmierci i filozofia: rzecz o podglądactwie, red. Dunn G., Michaud N., przeł. Kwiecień-Maniewska O., Wydawnictwo Helion, Gliwice 2013, s. 123-136. Trzcińska I., Mit i narracja, „Przegląd Religioznawczy”, 1 (2013), s. 127-139. Turner J., Helms D., Rozwój człowieka, przeł. Lis S., Wydawnictwa Szkolne i Oświatowe, Warszawa 1999. Urbanowska A., Lekcja nieufności. O „Igrzyskach śmierci” Suzanne Collins, „Dekada Literacka”, 4 (2011), s. 24-27. Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins Streszczenie Celem tego artykułu było pokazanie potęgi pierwszej miłości w trylogiach przeznaczonych dla młodego czytelnika. Wykorzystując badania gender oraz intuicyjną metodę doszłam do wniosku, że w obu powieściach miłość była przyczyną rewolucji społecznej oraz kulturowej. Katniss Everdeen została pokazana jako męska kobieta, a jej partner Peeta Mellark łączy cechy męskie i kobiece. Ich miłość jest miłością storge. Cztery uczy się życia na nowo, bez Tris, w otwartym na ludzi spoza eksperymentu Chicago. Jego ukochana przedłożyła miłość do niego nad miłość do niewinnych ludzi, kierując się agape. Męscy bohaterowie w literaturze młodzieżowej reprezentują wysoko cenione wartości: pomysłowość, dzielność, wytrwałość, a kobiece postacie skoncentrowane są głównie na zajęciach związanych z domem. Mężczyźni okazują się bardziej aktywni, zdobywczy, odnoszący sukcesy, zaś kobiety – uczuciowe, skoncentrowane na innych ludziach, bezradne wobec sytuacji zagrożenia. Bywają aktywne jedynie wtedy, kiedy nie ma obok nich męskich towarzyszy. Jednak obie bohaterki omawianych przeze mnie trylogii są zaprzeczeniem tego stereotypu. Słowa kluczowe: pierwsza miłość, fantasy, gender, stereotyp, rewolucja społeczna. 193 Indeks autorów Borek B. ................................................................................................................ 65 Borkowiak E. ........................................................................................................ 82 Brągiel M. ........................................................................................................... 166 Budzeń A. ............................................................................................................... 7 Chołojczyk M. ...................................................................................................... 32 Jabłońska A ........................................................................................................... 94 Jabłońska J. ........................................................................................................... 52 Jarosz A. .............................................................................................................. 151 Jaworski A. ......................................................................................................... 124 Kucab M................................................................................................................ 18 Radion E.............................................................................................................. 106 ZielonkaB............................................................................................................ 183 194