Oblicza miłości. Studia literaturoznawcze

Transkrypt

Oblicza miłości. Studia literaturoznawcze
Oblicza miłości.
Studia literaturoznawcze
Oblicza miłości.
Studia literaturoznawcze
Redakcja:
Krzysztof Bałękowski
Kamil Maciąg
Lublin 2016
Recenzenci:
 dr hab. Agata Skała
 dr hab. Katarzyna Wądolny-Tatar
 dr hab. Marek Nalepa, prof. UR
Wszystkie opublikowane rozdziały otrzymały pozytywne recenzje.
Skład i łamanie:
Sandra Czarniecka
Korekta:
Marzena Dobner
Projekt okładki:
© Copyright by Wydawnictwo Naukowe TYGIEL sp. z o. o.
ISBN 978-83-65598-30-1
Wydawca:
Wydawnictwo Naukowe TYGIEL sp. z o. o.
Głowackiego 35/341
20-060 Lublin
Spis treści
Anna Budzeń
Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości .................. 7
Mateusz Kucab
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego
oświecenia ............................................................................................................. 18
Magdalena Chołojczyk
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego .......................... 32
Joanna Jabłońska
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu
i twórczości Marii Bartusówny............................................................................ 52
Bartłomiej Borek
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego........... 65
Ewa Borkowiak
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją . 82
Aneta Jabłońska
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek z kobietą
demoniczną w 622 Upadkach Bunga ................................................................. 94
Ewelina Radion
Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta
Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego ...................................................... 106
Adam Jaworski
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm
a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości
Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego ................................. 124
Adam Jarosz
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie
zapomniał Marceli Serrano ................................................................................ 151
Monika Brągiel
Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk,
Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik............................................................ 166
Beata Zielonka
Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth
i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins ............................................................... 183
Indeks autorów ................................................................................................... 194
Anna Budzeń1
Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym
Dialogu o miłości
Plutarch z Cheronei, miasta leżącego w Beocji w pobliżu Delf, to pisarz,
historyk, mówca, ale przede wszystkim filozof – autor kilkudziesięciu
traktatów moralnych (Ethika, łac. Moralia), a także biograf sławnych ludzi
(Bioi, łac. Vitae, pol. Żywoty). Doskonałe wykształcenie Plutarcha
w dziedzinie literatury, retoryki i filozofii sprawiło, że stał się sławnym
w Grecji i Rzymie doradcą w sprawach etyki, nazywanym przez przyjaciół
„lekarzem dusz”. Szeroko ujmowane zagadnienie miłości zyskało status
popularnego tematu, stanowiąc przedmiot licznych dysput wśród filozofów
i retorów. Wyrazem takiego zainteresowania istotą miłości jest właśnie
Plutarchowy Dialog o miłości (Amatorius). Cel niniejszego artykułu
stanowi próba prezentacji idei miłości w ujęciu Plutarcha. Podjęta
w oparciu o tekst Dialogu o miłości analiza pokazuje, że Plutarch
gloryfikuje jedynie miłość między kobietą i mężczyzną. Pomniejszając
i krytykując relacje homoseksualne, za najprawdziwszą i najważniejszą
formę stosunków międzyludzkich uznaje Plutarch miłość małżeńską. Więź
erotyczna, która powstaje w związku małżeńskim między mężem i żoną,
stanowi według Plutarcha podstawowy i zarazem niezbędny warunek dla
rozwoju philia (tj. prawdziwej przyjaźni) oraz cnoty.
1. Krótka charakterystyka utworu
Dialog o miłości to dzieło z epoki Cesarstwa Rzymskiego, powstałe na
przełomie I/II wieku po Chr., a dokładniej około roku 96, po śmierci
cesarza Domicjana (o czym jest mowa w ostatnim rozdziale utworu).
Przyjmując ustalenie, że Plutarch żył w latach 40-120 po Chr., wypada
odnotować, że tekst przypada na dojrzałe lata autora. Utwór ma charakter
diegematyczny („referowany”), tj. zawiera dokładną relację z rozmów
prowadzonych przez autora i jego przyjaciół. Rozmówcami w dialogu są
przyjaciele Plutarcha, narratorem jego syn, dwudziestokilkuletni
Autobulos, który to właśnie opowiada zdarzenia zasłyszane niegdyś od
ojca. Relacja ta jest skonstruowana dwupoziomowo: najpierw Plutarch
kilkakrotnie przedstawił ją Autobulosowi, a następnie (i tu właśnie
1
[email protected], Katedra Filologii Greckiej, Instytut Filologii Klasycznej, Wydział Nauk
Humanistycznych, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, www.kul.pl.
7
Anna Budzeń
rozpoczyna się właściwy dialog) Autobulos przedstawił go Flawianowi
i jego przyjaciołom. Plutarch zastosował konwencję literacką, znaną
z dialogów Platona. Założył mianowicie, że opowiadający potrafili
dokładnie zapamiętać szczegóły zdarzeń oraz przeprowadzanych przy tej
okazji rozmów2. Utwór zaczyna się od prośby Flawiana skierowanej do
Autobulosa, żeby jemu i innym słuchaczom powtórzył rozmowę o miłości,
którą kiedyś jego ojciec przeprowadził z przyjaciółmi na Helikonie, gdzie
znajdował się ośrodek kultu Muz, w pobliskich zaś Tespiach sprawowano
kult Erosa. Właśnie na święto Erotidiów, obchodzone w Tespiach co cztery
lata na cześć Erosa, przybył Plutarch ze swoją nowo poślubioną żoną, żeby
złożyć patronowi miłości ofiarę błagalną, ponieważ między rodzicami
obojga powstało jakieś nieporozumienie, które mogłoby zaszkodzić
młodemu małżeństwu. Pretekstem do podjęcia dyskusji na temat, która
z miłości jest bardziej wartościowa: pederastyczna czy do kobiet, są
wydarzenia opisane w utworze. Oto młoda wdowa, piękna i bogata
Ismenodora, zakochuje się w przystojnym efebie Bakchonie (którego
krewnym jest Anthemion, a wielbicielem Pejsias) i pragnie go poślubić.
Plan ten ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników.
W Dialogu o miłości można wyróżnić dwie duże dyskusje, dotyczące
różnic między miłością heteroseksualną i miłością homoseksualną:
pierwsza wypełnia rozdziały 3-9, druga została ujęta w rozdziałach 21-25.
W środkowej części utworu (rozdziały 10-20) zawarł Plutarch staranną
pochwałę Erosa3. Przyjrzyjmy się bliżej owym dyskusjom.
2. Stanowisko antagonistów miłości do kobiet
Pierwsza dyskusja toczy się między dwoma zwolennikami miłości
pederastycznej, tj. Protogenesem i Pejsiasem, oraz między dwoma
zwolennikami miłości do kobiet: Anthemionem i Dafnajosem. Według
przeciwników miłości do kobiet miłość do chłopców jest różna od uczucia
do kobiet i ma nad tymże uczuciem zdecydowaną przewagę. Miłość do
kobiet według Protogenesa jest konieczna jedynie dla zrodzenia potomstwa
(4, 750c). Jego koronny argument przeciwko miłości do kobiet stanowi, iż
to jedynie „sama natura budzi w nas umiarkowany i wystarczający apetyt
na chleb i mięso, nadmierne zaś pożądanie wytwarza to, co nazywamy
obżarstwem […], gdy popęd nabiera wielkiej siły i gwałtowności nie do
opanowania, niewłaściwie nazywają go miłością” (4, 750d). A zatem
2
Plutarch z Cheronei, Dialog o miłości, [w:] Plutarch, Moralia (wybór), przeł. Z. Abramowiczówna, wstęp i opracowanie K. Korus, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, s. 22.
3
Zob. Wstęp do „Dialogu o miłości erotycznej”, [w:] Plutarch, Moralia (wybór), przeł.
Z. Abramowiczówna, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Kraków 1977, s. 307.
8
Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości
uczucia do kobiet nie są w ogóle miłością. Stają się jedynie dążeniem do
fizycznego zaspokojenia erotycznych potrzeb. Miłość poprzez przyjaźń
może prowadzić do doskonałości. Jednak ta możliwość nie istnieje dla
kobiet, które zdaniem Protogenesa nie są do przyjaźni zdolne. Nie są tym
samym przysposobione do miłości. Pożądanie kobiety w najlepszym razie
pozwala jedynie rozkoszować się pięknym ciałem (4, 750d-e). Celem
bowiem pożądania jest używanie i przyjemność (4, 750e), nie ma ono
jednakże nic wspólnego z miłością. Miłość do kobiet jest oznaką
zniewieściałości i ma status niegodnej. Podobnie haniebna jest miłość do
chłopców-niewolników, będąca tylko obcowaniem płciowym, tak jak
miłość do kobiet (4, 751b). Według Protogenesa istnieje tylko jedna
prawdziwa miłość – do chłopców, ponieważ nie ma w niej niskich,
cielesnych, przyziemnych rozkoszy. Ponadto łączy się ona nierozerwalnie
z przyjaźnią oraz cnotą4. Protogenes zatem mocno krytykuje zmysłową
erotykę „dziewczęcego Erosa” jako zniewieściałą, pozbawioną przyjaźni
i entuzjazmu, przeciwstawiając jej szlachetną, kulturalną przyjaźń i dążenie
do cnoty za pośrednictwem „Erosa chłopięcego” (4, 751a-b). Pejsias z kolei
uważa, że rozsądnej i przyzwoitej kobiecie nie przystoi nawet myśleć
o miłosnych uniesieniach, sama też nie powinna być przedmiotem
erotycznego pragnienia (6, 752c).
3. Stanowisko protagonistów miłości do kobiet
oraz miłości małżeńskiej
W reakcji na argumentację Protogenesa swoje stanowisko przedstawia
Dafnajos, który traktuje małżeństwo jak święty związek między kobietą
i mężczyzną (4, 750c). Według Dafnajosa prawdziwa relacja miłosna jest
możliwa tylko między kobietą i mężczyzną (zgodnie z „prawami natury”),
ponieważ prowadzi do przyjaźni (philia), przezwyciężającej wszelkie
przeciwności losu, dzięki łasce (charis)5, którym to terminem określano
dobrowolne oddawanie się kobiety mężczyźnie (5, 751c-d). W pederastii
zaś nienaturalny stosunek zawiera jedynie pozory miłości i efemeryczne
przejawy przyjaźni, przemijające chociażby z wiekiem kochanka. Dafnajos
zwraca uwagę, że podczas gdy miłość do chłopców jest jak „gwałtowna
nawałnica”, miłość małżeńska wprowadza ład i przynosi spokój w życiu (5,
751e). Podkreśla także znaczenie Erosa małżeńskiego dla prokreacji.
Mianowicie prowadzi on do nieśmiertelności rasy ludzkiej, „rozniecając
wciąż przygasającą naszą naturę przez coraz to nowe narodziny” (5, 752a).
4
Zob. Foucault M., Historia seksualności, przeł. Banasiak B., Komendant T., Matuszewski K.,
wstępem opatrzył Komendant T., Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2010, s. 412.
5
Więcej na temat funkcji i znaczenia charis zob. Tamże, s. 417.
9
Anna Budzeń
Zatem miłość małżeńska według Dafnajosa jest pożyteczna, jako że
przynosi spokój i daje potomstwo. Tylko miłość między kobietą
i mężczyzną może być doskonała, gdyż tylko w niej uobecniony jest
nierozerwalnie Eros wraz z Afrodytą. A jeśli istnieje jakiś Eros bez
Afrodyty, to podniecenie przez niego wywołane jest bezowocne
i bezcelowe (5, 752b). Eros jest tutaj uosobieniem uczucia, zaś Afrodyta –
uosobieniem aktu miłosnego. Plutarch, zgodnie z antyczną tradycją, od
boga Erosa wyprowadzał miłość duchową (platoniczną), a od bogini
Afrodyty – miłość fizyczną6.
W tym miejscu sam Plutarch po raz pierwszy wyraźnie wyraża swoją
aprobatę dla małżeństwa. Zbijając argument Pejsiasa, twierdzącego, że
małżeństwo to wspólnota pozbawiona miłości i przyjaźni, replikuje:
„a przecież, jeśli zabraknie w niej (tj. we wspólnocie małżeńskiej – przyp.
A. B.) erotycznej bliskości i czułości, wówczas ledwie będzie można ją
utrzymać przez wstyd czy strach”7 (6, 752c-d). Zatem Plutarch gloryfikuje
obecność i wartość Erosa w związku małżeńskim jako tego, który w sposób
naturalny i pozytywny przyczynia się do powstania czułości i przywiązania
w małżeństwie. Przyczynia się tym samym Eros do spójności i trwałości
związku małżeńskiego. W odróżnieniu od wstydu i strachu, które chociaż,
co prawda, „ledwie utrzymują małżeńską wspólnotę”, to jednak jako
uczucia negatywne są raczej mało pożądanymi, nienaturalnymi środkami
zewnętrznego przymusu, powodowanymi przez obyczaje czy normy
społeczne. Ponadto Dafnajos obnaża niejako kłamstwo Protogenesa
twierdząc, że miłośnicy młodych chłopców wypierają się rozkoszy
z powodu strachu i wstydu, a dążenie do przyjaźni i cnoty nie jest szczere,
lecz stanowi jedynie pozór i wymówkę dla chęci zbliżenia się do pięknych
młodzieńców w celu oddania się zmysłowej przyjemności (5, 752a).
Dafnajos nazywa miłość pederastyczną nierozsądną. Porównuje ją do
„dziecka z nieprawego łoża, urodzonego przez zbyt starego ojca,
w przeciwieństwie do starszego brata – naturalnego i prawowitego erosa
małżeńskiego” (5, 751f).
Przeciwnicy miłości do chłopców zwracają także uwagę na jeszcze
jeden aspekt: stosunek z płcią męską, jeśli niedobrowolny, jest gwałtem,
jeśli zaś dobrowolny, świadczy o słabości (5, 751e). Stosunek seksualny
pederasty może zatem dać jednostronną przyjemność, a młody chłopiec,
zgadzając się na ów akt, sam nie odczuwa przyjemności. Takie erotyczne
relacje są całkowicie nieprzyzwoite, nie mają nic wspólnego z Afrodytą
i nie ma dla nich żadnego uzasadnienia. Dla Plutarcha ważny jest element
6
7
Plutarch z Cheronei, Dialog o miłości…, s. 113.
Plutarch powtórzy ten argument w rozdziale 21, 767e.
10
Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości
wzajemności między mężczyzną i kobietą w ich heteroseksualnej, małżeńskiej miłości8. Relacje pederastyczne tymczasem z natury wykluczają istnienie elementu wzajemności.
W dalszej części Dialogu o miłości ma miejsce ostra krytyka
Ismenodory. Obwinia się wdowę o jej majętność. Pieniądze bowiem czynią
kobietę próżną, bezmyślną i pretensjonalną, a ponadto domagającą się
władzy i dominacji w związku (7, 752f). Następnie Protogenes wysuwa
mizoginiczne zarzuty twierdząc, że skromna kobieta nie jest zdolna do
prawdziwej miłości małżeńskiej. Jednocześnie zaś deprecjonuje kobietę,
która sama przejawia miłosną inicjatywę (8, 753b). Tym samym
absurdalnie wyklucza każdą kobietę z możliwości uczestniczenia
w jakimkolwiek związku.
4. Plutarcha krytyka przeciwników miłości do kobiet:
obrona Ismenodory
Z kolei następuje obrona miłości do kobiet oraz samej Ismenodory przez
Plutarcha, który w tym właśnie momencie przyłącza się do dyskusji i który
stopniowo, najpierw poprzez racjonalną obronę kobiecych zalet, konstruuje
swoją teorię jedynie słusznej miłości małżeńskiej. Plutarch zbija argumenty
Protogenesa, atakującego Ismenodorę z powodu jej zamożności, i na prośbę
Anthemiona podejmuje się „obszerniejszej obrony miłości heteroseksualnej” (9, 753c). Pyta zatem retorycznie Plutarch, czy naprawdę mamy
uskarżać się na miłość i bogactwo wdowy, na jej młodość, urodę i wysokie
pochodzenie?9 Wprawdzie były kobiety niewolnice czy hetery, które
haniebnie ujarzmiły słabych mężów, ale z drugiej strony ubodzy i mało
znaczący mężczyźni, poślubiwszy majętne kobiety, żyli z nimi we wzajemnym szacunku (9, 753f- 754a). Wszystko bowiem zależy od charakteru
i usposobienia mężczyzny, nie zaś od statusu materialnego kobiety. Mąż
powinien starać się dorównać bogatej małżonce poprzez umiarkowany,
pełen rozwagi sposób bycia oraz wykorzystując zalety własnego
charakteru, lecz bez przesadnie uniżonej postawy względem żony. A zatem
niegodziwie jest przedkładać bogactwo przyszłej żony nad jej cnotę
i pochodzenie, jednocześnie głupotą byłoby je odrzucać, jeśli staje się
przydane do dobrego urodzenia i cnoty przyszłej małżonki (9, 754a-b).
Dalej Plutarch zręcznie ośmiesza zarzuty przeciwników małżeństwa
dotyczące wieku Ismenodory oraz wskazuje na ich bezpodstawność. Po
pierwsze, mówi Plutarch, wiek obydwojga przyszłych małżonków jest
8
Zob. Brenk F. E., Plutarch’s Erotikos: The Drag Down Pulled Up, “Illinois Classical Studies”,
13.2 (1988), s. 463.
9
Zob. Walcot P., Plutarch on Sex, “Greece & Rome”, Vol. 45, No. 2 (October 1998), s. 20.
11
Anna Budzeń
odpowiedni do prokreacji. Po drugie, kobieta jest niemalże w tym samym
wieku co miłośnicy Bakchona. Zatem jeśli oni nie są „za starzy” na
towarzystwo efeba, to co jej samej przeszkadza starać się o względy
ukochanego? (9, 754c). Ponadto daje się tutaj zauważyć coraz wyraźniej
aprobata, a nawet sympatia Plutarcha dla planowanego małżeństwa
Bakchona i Ismenodory. Tym samym burzliwa dyskusja zdaje się kierować
już nie tylko ku ogólnej pochwale miłości między kobietą i mężczyzną,
lecz przede wszystkim zmierza właśnie ku gloryfikacji miłości stricte
małżeńskiej z ważną w niej rolą kobiety: „Cóż więc strasznego, jeśli
rozsądna, starsza kobieta będzie kierowała życiem młodego człowieka?
Przyniesie mu korzyść przez to, że góruje nad nim rozumem, a miła będzie
i słodka, bo go kocha” (9, 754d)10. Stwierdzenie Michela Foucaulta wydaje
się stanowić doskonałą puentę do przeanalizowanej powyżej dyskusji
między zwolennikami miłości pederastycznej i obrońcami miłości do
kobiet: „Plutarch wykorzystuje fundamentalne i tradycyjne cechy erotyki
chłopców nie po to, by pokazać, że znajdują zastosowanie w każdej
miłości, lecz wyłącznie w związku małżeńskim”11.
Druga dyskusja (rozdziały 21-25) ma miejsce, gdy bohaterowie dialogu
wracają już z Helikonu do Tespiów. W tym miejscu w tekście mamy dużą
lukę – niezachowaną wypowiedź Zeuksipposa, który najprawdopodobniej
ostro skrytykował miłość małżeńską. Plutarch będzie formułował
odpowiedzi na zarzuty Zeuksipposa – „[…] jak gdyby chodziło o wspólny
front w boju, Dafnajosie, stańmy do walki przeciwko argumentom, które
właśnie wytoczył Zeuksippos” (21, 767c). Zeuksippos mianowicie
utożsamiał miłość z niepohamowaną żądzą, prowadzącą do zepsucia duszy.
Plutarch zaznacza, że jego adwersarz słyszał to często od epikurejczyków,
których Plutarch nazywa „ludźmi niezadowolonymi i nieznającymi się na
miłości” (21, 767c): jedni żenią się z nieatrakcyjnymi kobietami dla żądzy
zysku i po ślubie kłócą się o każdy grosz. Drudzy z kolei wchodzą
w związek małżeński jedynie dla chęci posiadania potomstwa, a gdy już
urodzą się dzieci, nie zależy im na małżeństwie ani na tym, by kochać
małżonkę, ani by samemu być kochanym (21, 767d).
Dając powyższe przykłady, Plutarch chce powiedzieć, że takie
obliczone jedynie na egoistyczny materializm relacje nie mają nic
wspólnego z prawdziwą miłością małżeńską. Małżeństwo kochających się
osób, kobiety i mężczyzny, ma być natomiast serdecznym i pełnym
10
Zob. Beneker J., Plutarch on the Role of Eros In a Marriage, [w:] The Unity of Plutarch’s
Work: Moralia Themes in the Lives, Features of the Lives in the Moralia, Nikolaidis A. G. (red.),
Walter de Gruyter, Berlin 2008, s. 690; Nikolaidis A. G., “Wiener Studien: Zeitschrift für
Klassische Philologie”, 110 (1997), s. 81.
11
Foucault M., dz. cyt., s. 416.
12
Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości
zażyłości związkiem, w którym przywiązanie i życzliwość powstają
w naturalny sposób – „czas i nawyk dołączają je do więzi małżeńskiej” (21,
767d). Przywiązanie i więź małżeńska są tak silne, że sprawiają, iż
małżonkowie „nie chcą już dłużej być dwojgiem i nie wierzą w to, że są,
stapiając dusze w jedność” (21, 767e). Idealne małżeństwo obwarowane jest
też wymogiem wierności i powściągliwości (sophrosyne). Kluczowe zatem
dla małżonków jest ograniczenie występowania relacji erotycznej ściśle do
ram małżeństwa. Poza tym owa wzajemna wierność i umiarkowanie
powinny być w małżeństwie zdecydowanie dobrowolne, niewymuszone
„z zewnątrz” prawem, wstydem czy też strachem (21, 767e)12. Taką
dobrowolną powściągliwość powoduje eros małżeński, który „ma w sobie
tyle opanowania i ufności, że nawet jeśli dotknie rozwiązłej duszy, odciąga ją
od innych kochanków. Ponadto wytrzebia eros małżeński zuchwałość,
powściąga wyniosłość i bezwstydne zachowanie. Zamiast tego przynosi
szacunek, cichość, spokój, skromność oraz posłuszeństwo tylko jednej
osobie” (21, 767e-f). Charakteryzując rolę Erosa w małżeństwie, stosuje
Plutarch metaforykę dotyczącą władzy i panowania13. Porównuje go do
rządzącego, który opanowuje dusze kochanków i „gdzie nastanie jako
władca, tam człowiek uwalnia się i wyzwala spod wszystkich innych panów
i zwierzchności” (21, 768a-b). Szlachetna kobieta natomiast, połączona
miłością z uczciwym małżonkiem, dzięki Erosowi będzie wierna i zdolna do
poświęceń; „prędzej zniosłaby ona w swym łożu niedźwiedzia czy węża niż
obcego mężczyznę lub choćby jego dotknięcie” (21, 768b). Taka godna
szacunku żona będzie lojalna wobec męża nawet po jego śmierci14. Można
stwierdzić, że miłość małżeńska triumfuje nad śmiercią i grobem. Dalej
Plutarch odnosi się do zarzutu swoich przeciwników w dyskusji, którzy
twierdzą, że gdy Afrodyta (miłość fizyczna) łączy się z Erosem (miłość
duchowa), nie może wówczas powstać przyjaźń (philia; 23, 768e).
W odpowiedzi na powyższy zarzut Plutarch po raz kolejny krytycznie odnosi
się do stosunków homoerotycznych, nazywając je lubieżnymi i rozpustnymi
(23, 768e)15. A ci, mówi Plutarch, którzy „chętnie grają rolę bierną”, uważani
są za upodlonych i nie ma dla nich zaufania ani szacunku. Stosunki seksualne
wymuszone gwałtem powodują z kolei nienawiść oraz chęć zemsty ze strony
12
Podobny argument wysunął Plutarch już wcześniej w dyskusji (6, 752 c-d), zob. s. 10
niniejszego artykułu.
13
Zob. Tsouvala G., Love and Marriage, [w:] Beck M. (ed.), A Companion to Plutarch, Wiley
Blackwell, London 2014, s. 201.
14
W tym miejscu Plutarch przytacza historię Kammy Gallijki, wiernej żony, która po stracie
męża nie straciła zimnej krwi i zdołała pomścić ukochanego Sinatosa, zadając podstępnie śmierć
jego mordercy, sama niestety przy tym ginąc (22, 768b-e).
15
Plutarch odwołuje się do już wcześniej użytego przez Dafnajosa argumentu w pierwszej
dyskusji, zob. 5, 751e.
13
Anna Budzeń
gwałconego (23, 768e-f). Tymczasem zaś inaczej jest w związku
małżeńskim. Jeśli bowiem przyjemność erotyczna będzie w nim dobrowolna,
pozbawiona jakiegokolwiek przymusu, to może się wówczas przyczynić do
wzajemnego rozwoju duchowego małżonków, do powstania między nimi
szlachetnych uczuć: „Natomiast dla prawej małżonki stosunek płciowy jest
początkiem przyjaźni, gdyż jakby współuczestnictwem w wielkich
misteriach. Rozkosz jest rzeczą chwilową, ale z niej wykiełkowuje i rozrasta
się codziennie szacunek (timē), czułość (charis), wzajemne przywiązanie
(agapēsis) i zaufanie (pistis)” (23, 769a). Erotyczna przyjemność nie trwa co
prawda długo, ale ważniejsze i trwalsze od niej wydają się być uczucia
wzajemnego oddania, lojalności i przywiązania, które powstają w wyniku
wzajemnej bliskości. W taki właśnie sposób między mężem i żoną rodzi się
prawdziwa przyjaźń i szacunek. Plutarch ponadto przywołuje i aprobuje
prawodawstwo Solona, dotyczące zaleceń w kwestii częstotliwości stosunków seksualnych w małżeństwie. Nakazywana częstotliwość nie jest może
nader imponująca, jednak ciekawe wydaje się być jej uzasadnienie przez
samego Plutarcha. Mianowicie regulacja Solona, który „był prawodawcą
bardzo doświadczonym w sprawach małżeńskich, gdyż nakazał, by mąż nie
rzadziej niż trzy razy w miesiącu miał stosunek z żoną” (23, 769a), tłumaczy
Plutarch, nie ma na względzie jedynie przyjemności erotycznej małżonków.
Ma natomiast ważniejszy cel: „[…] żeby w ten sposób więź małżeńska
odnawiała się przez czułość (philophrosyne) pomimo nagromadzających się
w toku życia różnych pretensji – tak jak i państwa odnawiają co pewien czas
zawarte między sobą traktaty” (769a-b). A zatem przyjemność erotyczna
wydaje się podstawą dla rozwoju trwałej przyjaźni, wzajemnego zrozumienia
i życzliwości oraz duchowej więzi między małżonkami.
5. Ostateczna pochwała miłości małżeńskiej
Kontynuując dyskusję, zbija Plutarch wcześniejsze argumenty
przeciwników miłości do kobiet, jakoby nie były kobiety z natury w ogóle
zdolne „do przyjaźni ani też do uczestnictwa w cnocie” (23, 769b-c). Nazywa takie poglądy niedorzecznością. Wręcz przeciwnie, mówi Plutarch:
„kobiety kochają przecież dzieci (philoteknoi), kochają mężów (philoandroi), a ich skłonność do przywiązania (sterktikon) jest jak żyzna ziemia
chętnie przyjmująca zalążki przyjaźni […]” (23, 769c). Poprzez wyliczenie
kobiecych zalet i zdolności16 zmierza Plutarch konsekwentnie do
ostatecznej gloryfikacji miłości małżeńskiej. Miłość cnotliwej, rozsądnej
16
Wśród tych wyróżnia: powściągliwość (sophrosyne), rozsądek (synesis), wierność (pistis),
uczciwość (dikaiosyne), a także męstwo (andreios), odwagę (tharsaleōs), wielkoduszność
(megalopsychos). Zob. 23, 769b.
14
Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości
małżonki nigdy nie przemija i „nawet wśród siwizny i zmarszczek kwitnie
i pozostaje w mocy aż do grobowej deski” (24, 770c). Miłość do chłopców
tymczasem jest krucha i niestała: „[…] tacy kochankowie jak koczownicy
spędzają wiosnę w okolicy bujnie zieleniejącej i kwiecistej, a później
zwijają obóz i wycofują się […]” (24, 770b). Niezaprzeczalnie ogromna
wartość miłości małżeńskiej wynika ze stałości oraz wzajemności
małżonków.
Plutarch określa zasadność istnienia przyjemności erotycznej w ten
sposób, że ogranicza ją ściśle do ram miłości małżeńskiej. Wyklucza tym
samym z miłości relacje pederastyczne jako niemające żadnego
uzasadnienia. Gloryfikuje miłość małżeńską jako tę, która opiera się na
solidnych fundamentach wzajemnej wierności, życzliwości i trwałej przyjaźni, a także na obopólnej i dobrowolnej aktywności erotycznej małżonków. Przekonuje, że „kochać w małżeństwie większym jest dobrem, niż
być kochanym; powstrzymuje bowiem od wielu, a właściwie od wszystkich
błędów, które niszczą i psują małżeństwo” (23, 769e). Chociaż miłość
wywołuje pewne wrzenie i burzliwość na początku małżeństwa, to jednak
z upływem czasu prowadzi do doskonałej stałości i zespalając małżeńską
wspólnotę, tworzy jedność (24, 769f). Ponadto nic nie przynosi większej
rozkoszy oraz wzajemnych korzyści, ani też żadna inna sytuacja nie jest
godna uznania i pozazdroszczenia jak ta, „gdy zgodnym umysłem
w domostwie swym gospodarzą mąż i żona” (24, 770a)17.
6. Podsumowanie
Ogłoszone w zakończeniu dialogu wesele zakochanych Ismenodory
i Bakchona po raz kolejny świadczy dobitnie o przewadze doskonałej
miłości małżeńskiej nad miłością pederastyczną. Podobnie, zgoda między
uczestnikami dyskusji, a nawet ich chęć uczestniczenia w zaślubinach, jak
również przychylność Erosa, zdają się ostatecznie podkreślać najwyższą
wartość miłości małżeńskiej.
Przeprowadzona analiza prowadzi do rozpoznania, że osobiste
doświadczenia Plutarcha, będącego szczęśliwym uczestnikiem małżeństwa,
z pewnością miały ogromny wpływ na stworzoną przez niego teorię
jedynie słusznej miłości małżeńskiej. Miłość ta, oparta na istotnym,
wzajemnym przywiązaniu erotycznym małżonków, jako jedyna „zgodnie
z prawami natury” (kata physin) służy osiąganiu doskonałości duchowej,
trwałej i prawdziwej przyjaźni oraz cnoty. Natomiast miłość pederastyczna,
choć mająca długą tradycję w Beocji, a szczególnie w Tebach, nie znajduje
akceptacji u Plutarcha, ponieważ z natury pozbawiona istotnego elementu
17
Plutarch cytuje Homera (Odyseja, VI, 183-184).
15
Anna Budzeń
wzajemności, nie sprzyja rozwojowi trwałej przyjaźni (philia). To z kolei
uniemożliwia powstanie głębokiej więzi duchowej, wzajemnego
zrozumienia oraz poczucia zjednoczenia. Właśnie dlatego nadał Plutarch
miłości małżeńskiej tak idealny moralnie charakter.
Literatura
Źródła:
Plutarch, Amatorius [w:] Plutarch, Moralia, Gregorius N. Bernardakis, Teubner,
Leipzig 1892.
Przekłady:
Abramowiczówna Z., Plutarch, Moralia (Wybór), PWN, Biblioteka Klasyków
Filozofii, Warszawa 1977.
Abramowiczówna Z., Plutarch z Cheronei, Dialog o miłości, wstęp i opracowanie
Korus K., Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997.
Opracowania:
Barrow R. H., Plutarch and his Times, London 1967.
Beneker J., Plutarch on the Role of Eros in a Marriage, [w:] The Unity of
Plutarch’ s Work: Moralia Themes in the Lives, Features of the Lives in the
Moralia, Nikolaidis A. G. (ed.), Walter de Gruyter, Berlin 2008, s. 689-699.
Brenk F. E., Plutarch’ s Erotikos: The Drag Down Pulled Up, “Illinois Classical
Studies”, 13.2 (1988), s. 457-471.
Dover K. J., Homoseksualizm grecki, przekł. Margański J., Wydawnictwo Homini,
Kraków 2004.
Foucault M., Historia seksualności, przeł. Banasiak B., Komendant T., Matuszewski
K., wstępem opatrzył Komendant T., Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2010.
Hayes E. and Nimis S., Plutarch’ s Dialogue on Love, An Intermediate Greek
Reader, Greek text with running vocabulary and commentary, Faenum Publishing,
Oxford 2011.
Jurewicz O. (oprac.) na podstawie słownika Zygmunta Węclewskiego, Słownik
grecko-polski, t. 1, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa 2000, t. 2,
Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa 2001.
Korus K., Plutarch z Cheronei, [w:] Podbielski H. (red.), Literatura Grecji
starożytnej, t. 2, Proza historyczna, krasomówstwo, filozofia i nauka, literatura
chrześcijańska, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
Lublin 2005, s. 241-269.
Nikolaidis A. G., Plutarch on Women and Marriage, Wiener Studien: Zeitschrift
für Klassische Philologie, 110 (1997), s. 27-88.
16
Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości
Rist J. M., Plutarch’ s Amatorius: A Commentary on Plato’ s Theory of Love?,
“The Classical Quarterly”, Vol. 51, No. 2 (2001), s. 557-575.
Sinko T., Plutarch z Cheronei, [w:] Sinko T., Literatura grecka, t. 3, cz. 1, Kraków
1951, s. 194-266.
Sowa J., Eros Paidikos kontra miłość do kobiety w „Dialogu o miłości erotycznej”
Plutarcha i „Bogach miłości” Lukiana, „Collectanea Philologica”, XVII (2014),
s. 5-18.
Tsouvala G., Love and Marriage, [w:] Beck M. (ed.), A Companion to Plutarch,
Wiley Blackwell, London 2014, s. 191-207.
Walcot P., Plutarch on Sex,”Greece & Rome”, Vol. 45, No. 2 (Oct. 1998),
s. 166-187.
Apoteoza miłości małżeńskiej w Plutarchowym Dialogu o miłości
Streszczenie
W niniejszym artykule została przedstawiona próba interpretacji istoty miłości w ujęciu
Plutarcha z Cheronei. Przeprowadzona analiza Dialogu o miłości (Amatorius) wykazuje
(w oparciu o dwie duże dyskusje bohaterów: odpowiednio – zwolenników miłości do
chłopców oraz protagonistów miłości do kobiet), że Plutarch gloryfikuje jedynie miłość
między kobietą i mężczyzną. Pomniejszając zaś i krytykując relacje homoerotyczne, za
najprawdziwszą i najważniejszą formę związków międzyludzkich starożytny filozof uznaje,
jako jedynie słuszną, miłość małżeńską. Dowodzi ponadto, że prawdziwa przyjaźń może
zaistnieć wyłącznie między małżonkami dzięki ich obopólnej wierności, troskliwości
i powściągliwości. Według autora Dialogu o miłości, w relacjach pederastycznych mają
miejsce jedynie przejawy pozornej i efemerycznej przyjaźni. Towarzyszące miłości
małżeńskiej życie seksualne uważa Plutarch za dodatkowe źródło dla rozwoju wzajemnego
uczucia i szacunku małżonków.
Słowa kluczowe: Plutarch z Cheronei, miłość małżeńska, miłość heteroseksualna, miłość
pederastyczna, philia.
17
Mateusz Kucab1
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość
w literaturze polskiego oświecenia
„Niestety! Smutną jednak jest rzeczą pomyśleć, że na tym świecie
jednego może serca nie ma, które by utajonej rany nie zachowywało.
Wieleż razy w życiu przechodziemy koło osoby, która z powierzchowności
pogodną spokojność […] okazuje, mijamy ją, nie domyślając się nawet
o tysiącznych troskach, które wewnątrz burzą duszę jej nieszczęśliwą”2 –
czytamy w Malwinie Marii Wirtemberskiej. Do dzisiaj chyba nic się w tej
materii nie zmieniło. W dalszym ciągu literatura, teatr, film, sztuka, nauka
zajmują się podobnymi pytaniami, bo przecież każdego z nas nurtuje, co
tak naprawdę nosi w sercu i co w sercu nosi nasz bliźni. Ujmuje to
Franciszek Dionizy Kniaźnin w Rozwadze nad sobą: „Inaczej serce żąda, /
Inaczej myśl sądzi; / Inaczej świat spogląda, / Inaczej los rządzi”3. Można
powiedzieć, że w owym fragmencie zawarta jest jedna z zawsze aktualnych
prawd o miłości i naturze ludzkiej. Marcin w Kandydzie Woltera powiada,
że skoro kobuzy zawsze zjadają gołębie, to czemu ludzie nagle nie mieliby
być niewdzięcznikami, oszustami, rozpustnikami i kłamcami, jeśli byli
nimi kiedyś. Ale przecież potrafią też kochać, jak kochali kiedyś.
Trudno określić jedną formułą miłość w literaturze polskiego
oświecenia. Podobnie jak w każdej epoce, wiele jest jej odmian
i motywów. Mamy miłość do ojczyzny (do państwa, ale i do rodzinnego
domu), miłowanie rozumu, miłość do cnotliwego życia, ale także miłość
nieszczęśliwą czy postawę libertyńską. Nic zatem nowego pod słońcem!
Przyjrzeć się jednak należy tym właśnie motywom i problemom, którymi
się zajmowało polskie oświecenie. Nie będzie moim celem syntetyczne
ujęcie całości tych spraw, bo jest to niemożliwe, ale chciałbym
przypomnieć najważniejsze z nich.
Ignacy Krasicki w liryku Do Jana pisał:
„życie nasze jest igraszką,
I kłopotne, i trwa mało,
1
[email protected], Instytut Filologii Polskiej, Uniwersytet Rzeszowski.
M. Wirtemberska, Malwina, czyli domyślność serca, oprac. i wstęp: W. Bilip, Warszawa 1978,
s. 153.
3
F. D. Kniaźnin, Wybór poezji, oprac. W. Borowy, Wrocław 1948, s. 105.
2
18
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia
Zatrudniamy się nad fraszką
Ułudzonym okazałą”4.
W tym ulotnym życiu, której jest „jedną chwilką” pośród spraw
błahych, z pewnością są sprawy wielkiej wagi, takie jak dobro ojczyzny.
Aktualne problemy życia społecznego, politycznego, próba formowania
nowego oświeconego człowieka-patrioty czy ogólną refleksję obyczajową
i historyczną podejmowała właśnie literatura klasycystyczna. Klasycyzm
zakładał niejako, że twórca przejmie funkcję mentora, mędrca, nauczyciela,
choć nie miały to być jedyne jego zadania. Adam Naruszewicz w utworze
Do poezji zwracał uwagę, że każda taka nauka jest skuteczna, jeśli
pouczający pozyska sobie serce ludzkie, gdyż chodzi o relację między
dziełem literackim a odbiorcą. „Oświecenie polskie ciągle eksponowało
aktualność horacjańskiej formuły określającej cele poezji jako docere,
movere, delectare. Uznany i utrwalony związek poezji z wymową także
przyczynił się do wysuwania na plan pierwszy perswazyjnych zadań sztuki
słowa, tak bardzo cennych z punktu widzenia reformatorskich zamierzeń
naszych oświeconych” – pisze Teresa Kostkiewiczowa5. Zamysł
reformatorski ma tutaj ogromne znaczenie, bowiem podporządkowane były
mu środki perswazji i tematyka utworów. Chodzi o ojczyznę, którą trzeba
wyciągnąć z sarmackiego zacofania, ksenofobii i prywaty. Krytyka
mentalności sarmackiej nie była jednak krytyką kultury czy obyczaju
szlacheckiego, o czym napiszę za moment. Pamiętamy przepiękny Hymn
do miłości ojczyzny Krasickiego, w którym zwracając się do „świętej
miłości kochanej ojczyzny” zaznaczał, że warto dla niej żyć w nędzy
i umierać. Teresa Kostkiewiczowa dodaje, że „można go [Hymn – M.K.]
uznać za zjawisko znamienne i reprezentatywne dla naszej poezji w drugiej
połowie XVIII w., a jego społeczny odbiór i funkcjonowanie – za wyraz
zbiorowych postaw wobec ojczyzny”6. Badaczka podkreśla, że Hymn mówi
o miłości względem ojczyzny w sposób wyrazisty i stanowczy, ale zarazem
spokojny i wyciszony (skierowany w stronę zracjonalizowanego wywodu).
Owa słynna oktawa z Myszeidy staje się pewnym drogowskazem. Oto
bowiem, skoro dobro ojczyzny jest wartością naczelną, pokazać trzeba
postawy godne a napiętnować złe. Tak dzieje się w Satyrach czy Bajkach
Krasickiego, gdzie mamy kalejdoskop przywar – nie tylko tych
szlacheckich, ale i ogólnoludzkich, jak pijaństwo, skąpstwo, małżeństwo
z rozsądku, pychę, nadmierną chęć przypodobania się modom i innym
4
I. Krasicki, Wybór liryków, oprac. S. Graciotti, Wrocław 1985, s. 52.
T. Kostkiewiczowa, Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko. Szkica o prądach literackich polskiego
Oświecenia, Warszawa 1975, s. 51.
6
Taż, Polski wiek świateł. Obszary swoistości, Wrocław 2002, s. 75.
5
19
Mateusz Kucab
stylom, prywatę, obojętność na sprawy ojczyzny. Na tym problemie
zatrzymam się przez chwilę. Krytykę sarmatyzmu jako formacji kulturowej
oraz poczucie kryzysu dostrzec można już w Moraliach Wacława
Potockiego, De vanitate consiliorum Stanisława Herakliusza Lubomirskiego czy pismach hetmana Jabłonowskiego. Nie wolno zapomnieć
o twórczości Stanisława Leszczyńskiego. Co istotne, owa krytyka płynęła
od elit magnackich, i to oni (wraz z częścią środowiska kościelnego,
zakonnego oraz naukowego) tworzyli pierwsze grupy oświeceniowe.
Dezaprobata wobec sarmatyzmu jako zjawiska kulturowego zawierała
w sobie atak na ksenofobię, megalomanię, zawadiactwo, pieniactwo
i prywatę, skłonność do burd, ciemnotę, pijaństwo itd. Tak dzieje się np.
w komedii Sarmatyzm Zabłockiego, w której autor wyśmiewa także cechy
zewnętrze tegoż zjawiska, jak strój czy fryzurę. Stopniowo jednak
stosunek do tej sfery ulegał złagodzeniu. Wiązało się to z narastaniem
świadomości narodowej i poszukiwaniem odrębności czy korzeni. To
właśnie w czasie obrad Sejmu Wielkiego strój sarmacki staje się strojem
narodowym. Nie wiązało się to z akceptacją wad szlacheckich, ale raczej
z dążeniem reformatorskim. Po rozbiorach i ostatecznym upadku Rzeczypospolitej postać Sarmaty stała się znów wzorem do naśladowania,
symbolem patrioty. Tytuł wiersza Franciszka Karpińskiego Żale Sarmaty
nad grobem Zygmunta Augusta rozumieć można po prostu jako żale
Polaka. Stanisław Staszic w Przestrogach dla Polski, zachowując ambiwalencję w stosunku do sarmatyzmu, podkreślał, że skrytykowano też dwie
dobre jego cechy: prostotę i szczerość. Sarmatyzm jest zatem dla
oświeconych istotną perspektywą i tematem, który głęboko wpisuje się
w problem umiłowania ojczyzny. Z jednej strony jako obiekt krytyki
i napiętnowania przywar, które szkodzą krajowi (np. starosta Gadulski
w Powrocie posła Niemcewicza czy Staruszkiewicz w Małżeństwie
z kalendarza Bohomolca), z drugiej zaś jako poszukiwanie korzeni
i sprzeciw wobec bezmyślnego naśladowania obcych wzorów, zwłaszcza
francuskich. Jędrzej Kitowicz wspomina, że niewiasty miały wstręt do
polskiego stroju, który wynikał z tego, że Polacy nie znali manier
dworskich z zagranicy (w umizgach zachowywali obyczaje sarmackie) oraz
że nosili długie wąsiska, którym Kniaźnin poświęci swoją odę Do wąsów.
Tak autor Opisu obyczajów za Augusta III ilustruje dystynkcję, którą
w stroju cudzoziemskim upatrywała sobie młodzież powracająca z podróży
po Europie: „Jeżeli się do damy zebrało dwóch konkurentów równej
fortuny i talentów, a było w mocy damy obierać sobie męża, bez wątpienia
obrała sobie Niemca, a Polaka odprawiła. Jeżeli rodzicy lub opiekuni
20
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia
obierali pannie męża i byli za Polakiem, ale panna płakała, to mu kładli
kondycyją, aby się przebrał po niemiecku”7.
Rodzi się tutaj problem, który z pewnością warto poddać analizie:
opozycja rodzimość – inność, która „stała się problemem pokoleniowym
i obyczajowym”8. Oświeceniowa ciekawość świata i fascynacja innymi
kulturami, nowością i odmiennością prowadziły czasami do bezrefleksyjnego czerpania oraz naśladowania obcych wzorców. Opisuje to
przykładowo Franciszek Bohomolec w swoich komediach konwiktowych.
W Kawalerach modnych odnajdujemy postaci negatywnie odnoszące się do
wszystkiego, co polskie, narodowe, rodzime (Wojciech mówi: „Ja w żadnej
rzeczy polskiej gustu nie znajduję. Wszystko mam z Paryża”9). Wybór
tego, co modne i powszechne staje się ważniejsze niż to, co tradycyjne
i bliższe kulturze kraju. W komedii Urażający się niesłusznie Frantocki
mówi, że jest Europejczykiem, czyli Polakiem. Krytykę takiej postawy
nadmiernej afirmacji obcości i krytycznego (czy wręcz pogardliwego)
odnoszenia się do tego, co ojczyste, znaleźć możemy w twórczości
Zabłockiego (np. Fircyk w zalotach) czy Krasickiego (np. Żona modna).
„Książę poetów stanisławowskich” w satyrze Przestroga młodemu
konstatuje, że „[…] proste Sarmatki / są i żony podściwe, i starowne matki;
/ romans je w obowiązkach nigdy nie rozgrzesza”10. Z kolei Elżbieta
Drużbacka w swoim Opisaniu czterech części roku, w części poświęconej
wiośnie, stwierdza, że wobec piękna rodzimej przyrody „niech się
paryskich fabryk materyja wstydzi”, zaś „wenecki jedwab w kłębek
zwija”11. Przypomnieć tutaj można postawę Jana Potockiego, człowieka
oświecenia o szerokich horyzontach, kosmopolity i obywatela świata, który
dobitnie ostrzegał przed tym, aby nie odrzucać tradycji i rodzimości, które
spajają ojczyznę. Zwrócić chciałbym tutaj uwagę na problem „miłości do
ojczyzny małej i dużej”, która przecież nie zawsze jest łatwa. Często
i dzisiaj bowiem słyszymy: ja nie jestem winny(a) nic temu krajowi
i dlaczego mam się dla niego poświęcać? Dlaczego mam pielęgnować
obyczaje, kulturę, skoro pragnę innego życia i gdzieś indziej? Przychodzą
nam na myśl słynne rozmowy Hrabiego z Tadeuszem o niebie polskim
i włoskim w Panu Tadeuszu czy rozmowy Zygmunta z matką w Nad
Niemnem. Można powiedzieć, że w tym problemie miłości do ojczyzny,
7
J. Kitowicz, Opis obyczajów za Augusta III, oprac. R. Pollak, Wrocław 1970, s. 465.
T. Kostkiewiczowa, Polski wiek świateł…, s. 39.
9
F. Bohomolec, Komedie konwiktowe, oprac. i wstępem poprzedził J. Kott, Warszawa 1959,
s. 451.
10
I. Krasicki, Satyry i listy, wstęp: J. T. Pokrzywniak, oprac. i komentarze: Z. Goliński, Wrocław
1988, s. 54.
11
Z. Libera, Poezja polska XVIII wieku, Warszawa 1983, s. 101.
8
21
Mateusz Kucab
która wymaga poświęcenia, wyartykułowane jest stwierdzenie Kasandra
z Parad Jana Potockiego, że „uczciwi ludzie zawsze są najbardziej narażeni
na obmowy”12. W utworze Potockiego oczywiście takie stwierdzenie ma
charakter humorystyczny, ale jest zarazem zdaniem dramatycznym. Oto
bowiem ludziom żyjącym cnotliwie nie jest lepiej. Po co więc tak żyć? Po
co się troszczyć o ojczyznę, skoro same są z nią kłopoty, a ci, którzy się
niczym nie przejmują, są szczęśliwsi. Zdaniem Potockiego podobne
tłumienie miłości do ojczyzny może doprowadzić do sytuacji, że tubylcy
staną się u siebie obcokrajowcami. Wiek XVIII i upadek Rzeczypospolitej
stanowił tragiczne potwierdzenie tych obaw. Józef Morelowski w swoich
Trenach pisał, że może „i wolność zrobić niewolnikiem”, że „ktokolwiek
masz ojczyznę, ten skarb chować drogi / naucz się z naszej zguby”,
bowiem „zła niewola, zła wolność, gdy z niej zły użytek” (Tren X)13. Nie
należy podążać za tym, co modne, ale czerpać to, co dobre, odrzucać zaś
elementy szkodliwe:
„Niech u nas nigdy przewrotna moda
Głów nie zawraca, serc nie psuje…
Niech to świat pozna, ze gdzie prostota,
Tam zawse cysta została cnota”14
– czytamy w Krakowiakach i Góralach Bogusławskiego. Pod
„wspólnym dachem” panować ma poczciwość, wierność, miłość i zgoda,
bo ojczyzna jest skarbem, o który musimy dbać wszyscy. Ponieważ kiedy
upadnie to wraz z nami wszystkimi – „od małych aż do wielkich” –
jesteśmy odpowiedzialni za jej losy, mimo że życie gdzieś indziej wydaje
nam się często lepsza, a obca kultura ciekawsza.
W Świecie zepsutym czytamy:
„Płodzie, szacownych ojców noszący nazwiska!
Zewsząd cię zasłużona dolegliwość ściska;
Sameś sprawcą twych losów. Zdrożne obyczaje,
Krnąbrność, nierząd, rozpusta, zbytki gubią kraje”15.
12
J. Potocki, Parady, przeł. J. Modrzejewski, wstępem opatrzył L. Kukulski, Warszawa 1966,
s. 61.
13
Między rozpaczą i nadzieją. Antologia poezji porozbiorowej lat 1793-1806, wstęp:
P. Żbikowski, oprac. M. Nalepa, Kraków 2006, s. 243.
14
W. Bogusławski, Cud albo Krakowiaki i Górale, oprac. M. Klimowicz, Wrocław 2005, s. 132.
15
I. Krasicki, Satyry i listy…, s. 15.
22
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia
Kraj zatem oraz dobro ojczyzny są głównym tematem i wartością
naczelną utworu. Zwrócić trzeba uwagę, że także w Mikołaja
Doświadczyńskiego przypadkach tytułowy bohater, będąc na nipuańskiej
wyspie, która jest utopią, z którą Książę Biskup Warmiński zestawia nam
obraz zepsutego świata (nie tylko Rzeczypospolitej sarmackiej), Xaoo
wspomina często o obowiązku, potrzebie i pożytku. Nie tylko mowa tutaj
o nowym modelu wychowania, zaczerpniętym z Emila Rousseau, ale także
edukacji obywatelskiej. To pewien porządek fizyczno-moralny decydować
ma o funkcjonowaniu społeczeństwa. Pojedynczy człowiek jest zatem
częścią społeczeństwa i to od jednostki, która tworzy grupę, zależy dobro
ojczyzny. Z tego względu wydaje się, że prywatne życie jednostki ma
ogromny wpływ na życie społeczne, podobnie jak pisał Aleksander Fredo:
„Kto bywa trzpiotem jawnie, będzie łotrem skrycie” (Nikt mnie nie zna).
Co więcej, podobnie o roli samego poety wypowiadał się Franciszek
Ksawery Dmochowski w Sztuce rymotwórczej:
„Niech wiersze nie będą twym rzemiosłem wiecznym.
Kiedy z ludźmi zostajesz w pożyciu społecznym,
Masz swoje obowiązki: ojczyzna cię żąda,
Wzywa przyjaźń, ubóstwo twej ręki wygląda.
Piękne to, że w pisaniu mocny jesteś wierszy,
Lecz dobrym być człowiekiem – to zaszczyt najpierwszy”16.
Poeta, który ukazuje odpowiednie postawy, także jest tylko częścią
społeczeństwa, ma mu służyć piórem, podobnie jak np. szewc swoim
warsztatem. Teresa Kostkiewiczowa dodaje, że „jego [poety – M.K]
osobiste cnoty i zasługi są gwarancją wartości i pożytków płynących z jego
twórczości. […]. Poeta […] winien był życiem swoim i postępowaniem
potwierdzać ważność głoszonych przez siebie norm społecznomoralnych”17. Patrzono zatem na człowieka przez pryzmat tego, co może
wnieść do wspólnoty. Rodzi się tutaj pytanie: czy ktoś, kto w życiu
prywatnym nie jest do końca etyczny i uczciwy, będzie złym obywatelem –
a przecież niedoskonały jest każdy. Czy ktoś, kto np. zdradza żonę, ale jest
uczciwy, nie może zostać urzędnikiem skarbu? Wydaje się, że odpowiedzią
może być satyra Głupstwo Adama Naruszewicza – warto przytoczyć kilka
fragmentów: „Głupi, kto się bez serca i bez sił junaczy, / Kto języka nie
umie, a książki tłomaczy”; „Głupi, kto się bez głowy w sprawne głowne
16
F. K. Dmochowski, Sztuka rymotwórcza, [w:] Oświeceni o literaturze, oprac. T.
Kostkiewiczowa i Z. Goliński, Warszawa 1993, s. 420.
17
T. Kostkiewiczowa, Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko…, s. 56-57.
23
Mateusz Kucab
wtrąci”18. Chodzi tutaj o to, że trzeba niejako miłość własną odsunąć na
bok i zastąpić swój egoizm i swoją wygodę – dobrem ogółu. Wykonywać
rzetelnie swoje obowiązki, pracować nad sobą, myśleć, być uczciwym
wobec siebie i swoich wad, z którymi należy walczyć. Innymi słowy, tak
jak Kandyd rzetelnie i sumiennie uprawiać ogródek. Twórcy oświecenia
nie byli szaleńcami. Krasicki powie: „Świat poprawiać – zuchwałe
rzemiosło” (Palinodia)19. Ludzie nie lubią słuchać prawdy o sobie, ciągle
popełniają te same błędy. Naruszewicz zaś życzy ojczyźnie nie mędrków,
nie fircyków, ale „poczciwych ziomków, dzielnych wojowników”20
(Szlachetność).
Tę część rozważań skonstatować można bardzo trafną uwagą Stanisława
Staszica z Przestróg dla Polski. Ów pisarz zauważa, że każdy z nas
przychodzi na świat z czuciem, które tutaj możemy odczytać jako uczucie,
ale i wrażliwość. Nasze niedoskonałe życie wpisane jest w pewien cykl
i prawidła – rodzimy się, rośniemy, starzejemy i umieramy. Pisze dalej
Staszic, że „nie tylko utrzymywać życie własne, ale musi każdy człowiek
pomnażać plemię własne. Uczucia jednego człowieka będą mogły poruszać
zmysły człowieka drugiego i budzić w nim stosowne do siebie uczucie.
Boleść cierpiącego człowieka powinna wzruszać w drugim człowieku
boleść. Każdy człowiek odbierze władzę wyrażenia przez mowę drugiemu
człowiekowi swoich uczuć i udzielenia mu swoich wyobrażeń”21.
Ten przepiękny fragment łączy w sobie zarówno miłość do ojczyzny,
jak i miłość w ogóle (człowiek potrzebuje przecież drugiego człowieka).
Można powiedzieć, że skoro kocham, to i troska o państwo (cnotliwe oraz
rozumne życie dla ojczyzny) jest wpisana w taką postawę. Chcę dla tej
drugiej osoby, aby żyła w państwie dostatnim, żeby była szczęśliwa, bo
tylko taka wspólnota jest bezpieczna, gdzie „hasłem wszystkich zgoda
będzie i ojczyzna nasza” (Pieśń Legionów Polskich we Włoszech)22.
Zerzabella – bohaterka wspomnianych już Parad Jana Potockiego,
napisanych dla sceny łańcuckiego zamku, mówi: „Nie chcę wiedzieć, czy
potrafisz kochać. Chcę wiedzieć, czy kochasz”. W tym trywialnym
stwierdzeniu odkryć możemy pewne dramatyczne napięcie – chęć pewnej
jasnej deklaracji, potrzebę poczucia, że stoję na jakichś pewnych
podstawach. Oświecenie, mimo swego racjonalnego podchodzenia do
świata i człowieka, nie postało zamknięte na wielkie uczucia, często
nieracjonalne, w których serce odgrywa kluczową rolę, ale i poddane jest
18
A. Naruszewicz, Satyry, wstęp i oprac. B. Wolska, Kraków 2002, s. 120.
I. Krasicki, Satyry i listy…, s. 87.
20
A. Naruszewicz, Satyry…, s. 112.
21
S. Staszic, Przestrogi dla Polski, oprac. S. Czarnowski, Wrocław 2003, s. 19.
22
Z. Libera, Poezja polska…, s. 460.
19
24
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia
nierzadko wnikliwej analizie. Miłość delikatną i subtelną spotkać możemy
przede wszystkim w literaturze sentymentalnej, która wielkie znaczenie
poznawcze przypisywała uczuciom. Inspiracji filozoficznych szukała
u Johna Locke’a (refleksja wewnętrzna stanowi źródło doświadczenia
człowieka, a zarazem poznania świata), Dawida Hume’a (podkreślenie
rangi zdolności odczuwania w procesach poznawczych) oraz Jana Jakuba
Rousseau (opozycja natura – kultura). Znaczenie dla sentymentalistów
miała natura, która w znacznym stopniu wpływała na człowieka, stąd
uczuciowość w tej literaturze często związana jest z przyrodą, która
wywołuje w podmiocie lirycznym różne obrazy, przypomina mu o stracie,
wyzwala tęsknoty i pragnienia. Natura jest tutaj poniekąd przeciwstawiana
skażonej cywilizacji, obłudzie; stawia się na prostotę, analizę stanu
wewnętrznego. Franciszek Karpiński w swojej rozprawie O wymowie
w prozie albo wierszu (1782) wskazywał na źródła wymowy: „pojęcie
rzeczy, serce czułe i piękne wzory”. Czułość serca rozumiana jest jako
osobista (indywidualna) wrażliwość wobec innego człowieka oraz
umiejętność spontanicznego współodczuwania z nim. Autor Laury i Filona
zaleca: „Niech [nieumiejący – M. K.] wprawia się słuchać, albo stara się
widzieć niewinnego w prześladowaniu, poczciwego w ubóstwie, zdatnego
do wielkich rzeczy w pogardzie; niech to stosuje do siebie, gdyby
w podobnym był stanie, jakby mu z słodyczą przychodziło drugich
politowanie nad nim, a czego by sam dla siebie żądał, niech tego i inszemu
udzieli. Niech często poogląda na kaleków w niedostatku, na chorych
opuszczonych i niech w tej szkole uczy się być człowiekiem, podobnym
każdemu nieszczęśliwemu”23.
Mówi zatem o tym, by w sercu nosić politowanie, które jest kluczem do
twórczości – serce, współczucie, które jednak często poddajemy analizie,
autoanalizie. „Czułość serca pozwala dostrzec w świecie i w człowieku to
wszystko, co stać się winno przedmiotem sztuki […]. Jest ona traktowana
jako jedyne źródło oceny dzieła”24. Wspomnieć można twórczość
Karpińskiego („śpiewaka Justyny”) lub Kniaźnina („piewcy Puław”).
Sentymentaliści chcieli, aby utwory odznaczały się czystością stylu
i prostotą, jasnym emocjami, stonowanymi uczuciami itd. Chętnie podejmowali analizę psychologiczną. Tak dzieje się np. w powieści sentymenttalnej Malwina, czyli domyślność serca, gdzie serce jest przewodnikiem
tytułowej bohaterki, gdy świat zdaje się mówić, że powinna zwątpić
w uczciwość swojego ukochanego. Miłość jednak dobrze ją prowadzi.
Podobnych analiz dokonują bohaterowie Julii i Adolfa Kropińskiego, choć
23
24
F. Karpiński, O wymowie w prozie albo wierszu, [w:] Oświeceni o literaturze…, s. 202.
T. Kostkiewiczowa, Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko…, s. 233.
25
Mateusz Kucab
tutaj historia kończy się tragicznie. Adolf oddaje swój stan psychiczny
w Liście XXXV: „Tak jest, od chwili rozłączenia się z tobą myśli błąkające
się w przeszłości nie posunęły się jeszcze w przyszłość. Dzienne i nocne
światło, przeloty ptaków, szum z dala potoku, każde nawet poruszenie
drzewa i wszystko, co tylko żyje i nie żyje, tak jest połączone z moją
miłością, z moim teraźniejszym stanem, że ani myśl nic objąć, ani wzrok
widzieć bez przypomnienia ciebie nie może”25. W poezji Franciszka
Karpińskiego często czytamy o naturze, np. motylach, ogrodach, wiośnie
czy skowronkach, ale tak naprawdę wiemy, że chodzi o tęsknoty
i pragnienia człowieka zakochanego. Tak dzieje się np. w arcyerotyku Do
Justyny. Tęskność na wiosnę, gdzie jedynie tytuł sugeruje nam miłosny
charakter utworu. Oto bowiem „gospodarz zewsząd stroskany” opisuje
nam rozkwitającą przyrodę wiosenną i kontrastujące z nią stany uczuciowe.
Jak pisze Roman Sobol: „Obserwując świat ludzki i zwierzęcy, doszedł
[Karpiński – M. K.] do przekonania, że prawdziwe szczęścia jednostce
i społeczeństwu może dać tylko miłość, jedyna siła naturalna wspólna
wszystkim istotom w przyrodzie. Miłość pojmowana jako głos serca
i popęd płciowy, jako siła emocjonalna i witalna, rozrodcza, warunkująca
utrzymanie gatunku”26. „Kochanek Justyny” odnosił się jednak do
wszelkiej swobody obyczajowej, bowiem człowiek po to ma rozum, aby
kontrolować swoje popędy. Podkreślał tym samym wartość prawdziwego
uczucia, które powinno być etyczne, a zatem realizować się w małżeństwie.
Pisze Karpiński w swoich wyznaniach: „Byłem skłonny do kobiet, ale
ostrożny, żem nigdy nie chorował; ani rozpustny, żem więcej zdrowie jak
rozkosz cenił”27. Dodać trzeba, że „pięknym wzorem”, niewspomnianym
wprawdzie w O wymowie w prozie albo wierszu, jest twórczość autora
Nowej Heloizy, który uczuciu przyznał rolę przewodnią. Wspominając
swoich rodziców, pisze Rousseau: „Ze wszystkich darów, jakich użyczyło
im niebo, przekazali mi tylko jeden, to jest tkliwe serce”28. Dwoma
bóstwami swego serca nazywa przyjaźń i miłość. Inspiracje russoistyczne
widać nie tylko w pamiętnikach Karpińskiego, ale także w jego twórczości,
choć sam Rousseau wspomniany jest zaledwie w paru lirykach. Autor
Wyznań i jego myśl antropologiczna odgrywa doniosłą rolę w całym nurcie
sentymentalnym. Wspomnieć można tutaj wielką antynomię natura –
kultura. Stąd w większości liryków dominuje jednak krajobraz wiejski,
przyroda, inspiracje ludowe. Również Franciszek Dionizy Kniaźnin
25
L. Kropiński, Julia i Adolf, [w:] Polski romans sentymentalny, oprac. A. Witkowska, Wrocław
1971, s. 72.
26
R. Sobol, Franciszek Karpiński, Warszawa 1979, s. 67.
27
F. Karpiński, Historia mego wieku i ludzi, z którymi żyłem, oprac. R. Sobol, Warszawa 1987, s. 205.
28
J. J. Rousseau, Wyznania, przeł. T. Żeleński (Boy), oprac. E. Rzadkowska, Wrocław 1978, s. 6.
26
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia
w swoich subtelnych lirykach pozwala nam poczuć ból, zawód i cierpienie
osoby wystawionej na złośliwe pociski Kupidyna. Popatrzmy na utwór
Jesień, opisujący przemijanie i włączony do erotyków:
„Już liść opada, żółknieją lasy,
Otrzęsa owoce wrzesień:
Minęły z latem pogodne czasy,
Nastaje posępna jesień”29.
Sentymentalizm wyklucza grube mówienie i „przyjmuje normę
językową odpowiadającą sferze łagodnych uczuć, smutków i melancholii”30. Przykładem mogą być utwory Karpińskiego i Kniaźnina pod tym
samym tytułem: Do motyla. Tytułowy owad jest tutaj przedziwnym
wyrazicielem stanu podmiotu. W utworze Kniaźnina dla tego mieszkańca
łąki „płoni się ze wstyd róża, lilijka blednie, jacynt omdlewa”, a więc
kwiatki, które „powysysał”. Jemu jest jednak mało i udaje się na drzewa,
gdzie przysiada na suchej gałęzi i „strząsa się”. Tak dobiegł kresu jego
żywot. Nie widomo zatem, czy ten króciutki, napisany strofą saficką wiersz
jest ostrzeżeniem przed nadmiernym upodobaniem w miłostkach, czy też
ukazaniem wielkiego pragnienia miłości, które się spełnić nie może.
U Karpińskiego podmiot liryczny pragnie złapać „pięknego motyla” dla
swojej ukochanej Justyny i kiedy zachwyca się nim, ten odlatuje. Podmiot
zatem zostaje z pytaniem, z czym wróci z pola do swojej ukochanej.
W wielu utworach spotkać można też motyw pasterza, który poszukuje
swojej owieczki. Teresa Kostkiewiczowa dodaje, że to miłość
nieszczęśliwa była niejako głównym tematem tych analiz, bowiem
traktowano owo uczucie „jako przypadek szczególnie głębokiej
i wartościowej realizacji ludzkich doznań, których źródła nie płynęły już
jednak z bezpośrednich kontaktów ze światem, lecz realizowały tylko
mityczny absolut miłości”31.
Co jednak, gdy mamy do czynienia z konfliktem między miłością do
ojczyzny a miłością do osoby? Ten tragiczny motyw miłości przeciwstawionej obowiązkowi i tragiczny wybór, znany nam z Illiady, Odprawy
posłów greckich, rozważa w swojej Barbarze Radziwiłłównie Alojzy
Feliński. Oto bowiem miłość króla może zniszczyć królestwo i podzielić je.
Sprawa wydaje się prosta – Zygmunt August musi wybrać dobro ojczyzny
i nie zważać na uczucia. Kogo wysoko postawiono, od tego wiele się
wymaga – wymaga się poświęcenia. Za Janem Kochanowskim można by
29
F. D. Kniaźnin, Wybór poezji. dz. cyt., s. 69.
T. Kostkiewiczowa, Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko…, s. 239.
31
Tamże, s. 291.
30
27
Mateusz Kucab
zapytać: dlaczego władca ma płacić za swoją miłość niewolą ojczyzny?
O ile jednak w Odprawie Aleksander jest ukazany jako sprytny demagog,
o tyle w Barbarze Zygmunt jest osobą, która bardzo kocha i ma prawo do
uczucia jak każdy człowiek. Barbara w owym utworze zaś to kobieta, która
„chce być królową Polaków, a nie Polski”. Chce być królową serc.
Przepiękne rozmowy Barbary z Augustem z II aktu zachwyciły przecież
samego Mickiewicza, który do zdania tytułowej bohaterki („Ledwie cię
stracę z oczu, znowu widzieć żądam”) nawiązuje w swojej Niepewności.
Feliński oczywiście nagina w wielu przypadkach fakty historyczne, ale
ukazuje pewien ciekawy problem. Oto szczera i czysta miłość, do której
każdy ma prawo, stoi na przeszkodzie dobru królestwa. „Tragedii znów nie
uchodzi pleść płochych wierszy” – pisał Horacy w Liście do Pizonów32
i zaiste nie jest to temat płochy. Dialogi sceniczne w Barbarze i tematy tam
poruszane są chyba wciąż aktualne i chyba ciągle na postawione pytania
jasne odpowiedzi nie padły. Zbigniew Raszewski konstatuje, że w
Barbarze „prawa serca popadają w zatarg z rozsądkiem politycznym. Ale
rozsądek jest przedstawiany jako cnota”33. Horacy zalecał, aby utwór był
nie tylko piękny, ale także wzruszający, bo „natura naprzód nas sposobi we
wnętrzu stosownie do wszelkiej doli, pociesza nas albo pobudza do gniewu,
albo ciężkim smutkiem do ziemi przygniata i dręczy, a potem objawia
wzruszenie tłumacząc je mową”34. Wydaje się, że ta wskazówka nie odnosi
się tylko do pracy autora czy aktora, ale także do percepcji widza. Oto
bowiem siebie możemy odczytać w postaciach z tragedii i zadać pytanie,
jak ja bym postąpił(a) w takiej sytuacji. Ryszard Przybylski następująco
konkluduje: „Na krześle wraz z ofiarnicą Barbarą kona więc również
oświeceniowe pojęcie ładu jako ustabilizowanego szczęścia. Kona
staropolska utopia bytu jednolicie pogodnego. Na widowni zaś powinno
zrodzić się przekonanie, że byt nie jest jednorodny, lecz składa się
z przeciwieństw i prawdziwa harmonia oznacza tylko heraklitejską równowagę między nimi, ich równoczesną obecność, ich równomierne oddziaływanie. Byt jest pełnią i nie znosi przewagi dobra lub zła”35.
Velasquez w Rękopisie znalezionym w Saragossie stwierdza, że „nauka
nigdy nie prowadzi do niewiary, nieuctwo nas tylko w niej pogrąża”36.
Ludzie epoki oświecenia – epoki rozumu – nie różnili się od nas: kochali,
32
Zob. Horacy, List do Pizonów, [w:] Trzy poetyki klasyczne, oprac. T. Sinko, Wrocław 1951,
s. 77.
33
Z. Raszewski, Krótka historia teatru polskiego, Warszawa 1977, s. 101.
34
Horacy, List do Pizonów…, s. 70-71.
35
R. Przybylski, Klasycyzm, czyli prawdziwy koniec Królestwa Polskiego, Gdańsk 1996, s. 311.
36
J. Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie, przeł. E. Chojecki, oprac. L. Kukulski, Warszawa
1965, s. 441.
28
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia
cierpieli, mieli nadzieję, spalali się w uczuciach itd. Mieli swoje rozterki,
wątpliwości. Do tych banalnych, acz prawdziwych stwierdzeń dołączyć
należałoby jeszcze jedno: literatura polskiego oświecenia także nie zamyka
się w jednej i klarownej formule. Oto bowiem rozum, który ma być
przodownikiem, także napotyka na opór – poznawczy, etyczny. Miłość –
parafrazując słowa Velasqueza – wcale nie wyklucza racjonalności.
Bohaterowie sentymentalni analizowali i po wielokroć przeżywali stany,
nastroje i emocje związane z obiektem swoich uczuć. „Polski wiek świateł
w swej swoistości i uniwersalności wpisywał się w całość europejską,
wzbogacając obraz kultury czasu tak ważnego w dziejach kontynentu”37.
Pisarze i poeci polscy w większości nie artykułowali jednak postaw
ateistycznych, co można uznać za jedną ze swoistych cech polskiego
oświecenia. Następująco podsumowuje ową tendencję Kostkiewiczowa:
„Inspiracje myśli naukowej, odkrywającej ład, prawa budowy i funkcjonowania wszechświata, mogły prowadzić do przekonań o »pustym niebie«,
ale też – kierować myśl ku Twórcy”38. Warto przywołać po raz kolejny
Rękopis znaleziony w Saragossie arcyerudyty Jana Potockiego, w którym
wspomniany już Velasquez układa wzór na miłość – iloczyn nieśmiałości
przypominającej niechęć oraz waśni! To właśnie dzieło Potockiego jest dla
mnie dowodem niezwykłej różnorodności tej epoki.
Podjęty przeze mnie problem miłości w literaturze polskiego oświecenia
nie wyczerpuje tego zagadnienia, a jedynie stara się przybliżyć pewne
tematy przy założeniu, że jest ich znacznie więcej. Oświecenie bowiem
często traktuje się jako zło konieczne przed romantyzmem. Czy jednak
będziemy wiedzieć, o jakiej „pieśni o Justynie i powieści o Wiesławie”
pisze Adam Mickiewicz w epilogu Pana Tadeusza, jeżeli wcześniej dobrze
nie poznamy, jak postrzegali miłość ludzie oświecenia. Pamiętajmy, że na
końcu nasz wieszcz dodaje, iż droższy jest wieszczom nad „laur Kapitolu”
zwyczajny „wianek rękami wieśniaczki osnuty, / Z modrych bławatków
i zielonej ruty”39.
Literatura
Bogusławski W., Cud albo Krakowiaki i Górale, oprac. M. Klimowicz, Wrocław
2005.
Bohomolec F., Komedie konwiktowe, oprac. i wstępem poprzedził J. Kott, Warszawa 1959.
Karpiński F., Historia mego wieku i ludzi, z którymi żyłem, oprac. R. Sobol,
Warszawa 1987.
37
T. Kostkiewiczowa, Polski wiek świateł…, s. 432.
Tamże, s. 358.
39
A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, oprac. K. Górski, Warszawa 1983, s. 383.
38
29
Mateusz Kucab
Kitowicz J., Opis obyczajów za Augusta III, oprac. R. Pollak, Wrocław 1970.
Klimowicz M., Oświecenie, Warszawa 1998.
Kniaźnin F. D., Wybór poezji, oprac. W. Borowy, Wrocław 1948.
Kostkiewiczowa T., Klasycyzm, sentymentalizm, rokok. Szkice o prądach
literackich polskiego Oświecenia, Warszawa 1975.
Kostkiewiczowa T., Polski wiek świateł. Obszary swoistości, Wrocław 2002.
Krasicki I, Satyry i listy, wstęp: J. T. Pokrzywniak, oprac. i komentarze:
Z. Goliński, Wrocław 1988.
Krasicki I., Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki, oprac. M. Klimowicz,
Wrocław 1975.
Krasicki I., Wybór liryków, oprac. S. Graciotti, Wrocław 1985.
Libera Z., Poezja polska XVIII wieku, Warszawa 1983.
Mickiewicz A., Pan Tadeusz, oprac. K. Górski, Warszawa 1983.
Między rozpaczą i nadzieją. Antologia poezji porozbiorowej lat 1793-1806, wstęp:
P. Żbikowski, oprac. M. Nalepa, Kraków 2006.
Nalepa M., Żałobny orszak poetów, Rzeszów 2001.
Naruszewicz A., Satyry, wstęp i oprac. B. Wolska, Kraków 2002.
Oświeceni o literaturze, oprac. T. Kostkiewiczowa i Z. Goliński, Warszawa 1993.
Polski romans sentymentalny, oprac. A. Witkowska, Wrocław 1971.
Potocki J., Parady, przeł. J. Modrzejewski, wstępem opatrzył L. Kukulski,
Warszawa 1966.
Potocki J., Rękopis znaleziony w Saragossie, przeł. E. Chojecki, oprac.
L. Kukulski, Warszawa 1965.
Przybylski R., Klasycyzm, czyli prawdziwy koniec Królestwa Polskiego, Gdańsk 1996.
Raszewski Z., Krótka historia teatru polskiego, Warszawa 1977.
Rousseau J. J., Wyznania, przeł. T. Żeleński (Boy), wybór i oprac. E. Rzadkowska,
Wrocław 1978.
Słownik literatury polskiego oświecenia, pod red. T. Kostkiewiczowej, Wrocław 1977.
Sobol R., Franciszek Karpiński, Warszawa 1979.
Staszic S., Przestrogi dla Polski, oprac. S. Czarnowski, Wrocław 2003.
Trembecki S., Wybór poezji. Sofijówka, Kraków 2002.
Trzy poetyki klasyczne, oprac. T. Sinko, Wrocław 1951.
Wirtemberska M., Malwina, czyli domyślność serca, oprac. i wstęp: W. Bilip,
Warszawa 1978.
30
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego oświecenia
„Ja się po tobie dosyć nie zasmucę” – miłość w literaturze polskiego
oświecenia
Streszczenie
W mojej pracy chciałem się zająć najważniejszymi przejawami obecności motywu miłości
w literaturze polskiego oświecenia. Wydaje się, że dążenie reformatorskie i sytuacja
Rzeczypospolitej na pierwszy plan wysunęły temat miłości do ojczyzny, a to pociągało za
sobą określoną postawę moralną, w literaturze zaś określoną skalę tematów, np. stosunek do
sarmatyzmu i poszukiwanie (w późniejszym okresie) korzeni oraz odrębności. Innym
zagadnieniem jest miłość międzyludzka, choć przecież i ona wpływa w pewnym stopniu na
sytuację kraju. Odwołuję się przede wszystkim do literatury sentymentalnej oraz tematów,
które wyartykułowała, a więc miłości niespełnionej i nieszczęśliwej.
W mojej pracy chciałem pokazać wielość tych tematów i złożoność samej literatury
polskiego oświecenia, która często traktowana jest jako zło konieczne przed romantyzmem
oraz kojarzy się zwykle z utworami omawianymi w szkole, tj. bajkami i satyrami
Krasickiego. Staram się udowodnić, że problemy ludzi polskiego oświecenia to sprawy
ciągle dla nas aktualne – od filozoficznych po polityczne. Wydaje się to tym bardziej
zasadne, gdy przypomnimy sobie, że oświecenie jest często nazywane „progiem naszej
współczesności”.
Słowa kluczowe: miłość do ojczyzny, odpowiedzialność, cnota, rozum, tęsknota.
31
Magdalena Chołojczyk1
Miłość patriotyczna w poezji
Mieczysława Romanowskiego
1. Wstęp
Mieczysław Romanowski to poeta krajowy należący do trzeciej
generacji romantyków2. Postrzegany był, i po dziś dzień jest, przede
wszystkim przez pryzmat legendy bohaterskiego barda-powstańca. Za
najlepsze w jego twórczości uchodzą utwory mówiące o walce za ojczyznę
i poświęceniu się dla niej. Dzięki nim Romanowski został uznany za
głównego poetę powstania styczniowego. Oprócz tego jest także twórcą
licznych liryków miłosnych, jednakże badacze jednogłośnie zgadzają się,
że jest to najsłabsza część jego twórczości3. W poezji Romanowskiego to
nie miłość łącząca kobietę i mężczyznę, a miłość do narodu jest uczuciem
determinującym postawę i czyny człowieka. Staje się ona sensem istnienia,
nie żal poświęcić dla niej nawet własnego życia. Zajmując się utworami
Mieczysława Romanowskiego, szczególną uwagę należy zwrócić na poezję
patriotyczną.
2. Poeta powstaniec4
Maria Janion, pisząc o Mieczysławie Romanowskim, nazywa go „ostatnim
romantykiem”5. Badaczka nawiązuje tutaj nie tylko do głoszonych przez niego
zasad, ale także do – charakterystycznego dla tego pokolenia – połączenia
w jedną spójną całość: życia, postulowanych poglądów oraz twórczości
poetyckiej. Romanowski należy do tego wąskiego grona autorów, którzy nie
1
[email protected], Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, Wydział
Humanistyczny, Instytut Filologii Polskiej, Zakład Historii Literatury Polskiej.
2
Zob. M. Janion, Gorączka romantyczna. Prace wybrane, t. I, Universitas, Kraków 2002, s. 87.
3
Zdanie takie podzielają m.in.: G. Baumfeld (Mieczysław Romanowski. Studyum ideowe,
Księgarnia Feliksa Westa, Warszawa 1909), J. Dicksteinówna (Mieczysław Romanowski i przedzgonne chwile romantyzmu polskiego), S. Lam (Mieczysław Romanowski. Zarys biograficzno-krytyczny na podstawie źródeł rękopiśmiennych, t. 1, Kultura i Sztuka, Lwów 1919) i M. Olszaniecka (Wstęp, [w:] Wybór liryków oraz Dziewczę z Sącza, BN, Seria I, nr 39, Wrocław 1961).
4
Określenie „poeta powstaniec” to tytuł książki Konrada Bartoszewskiego, poświęconej życiu
Mieczysława Romanowskiego. Zob. Bartoszewski K., Mieczysław Romanowski. Poeta
powstaniec, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1968.
5
M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2001, s. 57.
32
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
tylko nawoływali do walki o wolność ojczyzny, ale w momencie, kiedy
pojawia się informacja o zrywie narodowym, sami wyruszali do boju.
W przypadku biografii i opracowań poświęconych twórczości poety
dostrzec możemy wyraźną dysproporcję: badaczy o wiele bardziej fascynowało życie Romanowskiego niż jego dzieła. Na temat jego literackiego
dorobku powstało bardzo niewiele prac. Dużo większym zainteresowaniem
cieszyły się losy poety, zakończone bohaterską śmiercią na polu walki.
Mieczysław Romanowski urodził się w 1834 roku w Żukowie, w stronach, gdzie jednym z najważniejszych i aktualnych tematów nadal było
powstanie listopadowe. Wychował się na historiach o walecznych Polakach, poświęcających własne życie w imię wolności kraju6. Miłość, którą
darzył poeta swoją ojczyznę, to w dużej mierze wynik patriotycznego
wychowania, jakie otrzymał. Swoje doświadczenia z tych lat zapisał m.in.
w utworze dedykowanym siostrze. W wierszu Ze wspomnień dziecinnych
pisze o tym, jak cała rodzina starała się wpajać mu miłość do ojczyzny:
ojciec snuł opowieści o dawnych czasach i bohaterskich walkach, matka
uczyła go wierzyć w Boga, a siostra śpiewała patriotyczne pieśni.
W młodości chętnie włączał się w działalność stowarzyszeń, w których
dyskutowano o sposobach na odzyskanie wolności. Te ugrupowania
przyniosły mu jednak rozczarowanie, gdyż stwierdził, iż ich działania nie
wywołują żadnej reakcji w narodzie7. Interesował się też polityką, choć nie
miał w niej zbyt dobrego rozeznania. Dużo bardziej niż popieranie
konkretnego stronnictwa interesowało go bowiem budzenie w społeczeństwie chęci do walki. Romanowski stawał tu przed bardzo trudnym
zadaniem. Galicja nie otrząsnęła się jeszcze po ostatnich wydarzeniach
z 1846 roku i bardzo niechętnie przyjmowano myśli o kolejnym zrywie8.
Poeta – tak jak romantycy z poprzednich generacji – chciał kształtować
w społeczeństwie pewne postawy i wywołać odpowiedni odzew. Właśnie
dlatego tak znaczna część jego twórczości mówi o miłości do ojczyzny
i różnych jej przejawach, takich jak zbrojna walka czy gotowość poświęcenia samego siebie. Jest to najistotniejszy temat utworów Romanowskiego.
Już bardzo wcześnie uświadomił sobie ciążącą na nim odpowiedzialność. W wierszu Do mojej lutni, napisanym w wieku dziewiętnastu lat,
odnajdziemy przekonania dość typowe dla ówczesnych poetów. Pisze on
tam, że świat marzeń przedstawia mu się jako o wiele bardziej pociągający
6
Zob. K. Bartoszewski, Mieczysław Romanowski. Poeta powstaniec, Państwowy Instytut
Wydawniczy, Warszawa 1968, s. 8.
7
Zob. M. Olszaniecka, Wstęp…, s. VI.
8
Zob. J. Maciejewski, Przedburzowcy, Z problematyki przełomu między romantyzmem
a pozytywizmem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1971, s. 20.
33
Magdalena Chołojczyk
niż rzeczywistość (zgadzał się tu z poglądami z początku epoki).
Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że nie może uciec w świat wyobraźni,
ponieważ ma do spełnienia ważne zadanie – musi walczyć o wolność9.
Pojawia się tu także motyw obecny często w późniejszych utworach –
konieczność porzucenia „lutni”, czyli własnej twórczości, na rzecz zbrojnej
walki. Nie jest to jednak jedyne poświęcenie. W wierszach Romanowskiego można znaleźć także motyw pożegnania z ukochaną. Rozstanie
dwójki ludzi, choć bolesne, jest warunkiem koniecznym odniesienia
zwycięstwa.
Maria Janion w książce Purpurowy płaszcz Mickiewicza nazwała poezję
Romanowskiego „anhelliczną”10. Według niej jest to poeta, który
w najwyższym stopniu zaadaptował zawarte w Anhellim przekonanie
mówiące o tym, że walczącym o wolność kraju nie będzie dane cieszyć się
owocami zwycięstwa. To pokolenie musiało się poświęcić, by dopiero ci,
którzy przyjdą po nich, mogli być wolni. Romanowski w swych wierszach
ze spokojem myślał o oddaniu życia za ojczyznę. Dostrzegał w tym czynie
dowód największego bohaterstwa i miłości dla kraju, na jakie mógł zdobyć
się Polak.
Sam był przygotowany na taki los i zdawał się być z nim pogodzony.
Można ulec wrażeniu, że towarzyszył mu nawet pewien pęd ku śmierci.
Wynikało to z tego, że śmierć własną i innych młodych patriotów niemalże
utożsamiał z odzyskaniem wolności. Pisał do swojej siostry: „Zresztą
przekonany jestem, że każda rodzina musi dać w pewnym przeciągu czasu
kilka ofiar na ołtarz społeczny. Z rodziny Romanowskich, o ile wiem,
dawno takiej ofiary nie było, może mnie wybrał los na taką ofiarę, jeśli tak
– niech się spełni jego wola!”11. Doskonale odczuwał narastające w kraju
napięcie, które musiało zakończyć się powstaniem. Właśnie dlatego swój
tomik wydany na niecały rok przed wybuchem zrywu zakończył utworem
Sekstyny, w którym pożegnał się ze swoją poezją. Ma nadzieję, że będzie
ona nadal wpływać na ludzi. On sam nie może więcej tworzyć, ponieważ
teraz nadszedł czas walki, w której przyjdzie mu najprawdopodobniej
zginąć.
Kiedy pojawiają się informacje o wybuchu powstania, jest jednym
z pierwszych, którzy wyruszą, by dołączyć do walczących. Władze
austriackie aresztowały go w drodze do zaboru rosyjskiego, ale gdy tylko
9
Zob. G. Baumfeld, Mieczysław Romanowski. Studyum ideowe, Księgarnia Feliksa Westa,
Warszawa 1909, s. 19.
10
Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2001, s. 57.
11
M. Romanowski do Z. Skwarczyńskiej, 30 XI 1857, [w:] W promieniu Lwowa, Żukowa,
Medyki Listy Mieczysława Romanowskiego 1853-1863, oprac. B. Gnin i Z. Sudolski, Państwowy
Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972, s. 146.
34
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
uwolniono go z więzienia, po krótkim pożegnaniu się z rodziną ponownie
wybiera się w drogę. Zginął pod koniec kwietnia 1863 roku w bitwie pod
Józefowem. Biografowie Romanowskiego podkreślają bohaterski wymiar
jego śmierci – niewielki oddział dowodzony przez poetę nie miał najmniejszych szans w walce z wojskiem rosyjskim, ale dzięki heroicznemu
poświęceniu umożliwił wycofanie się pozostałym powstańcom.
3. Przedburzowiec
3.1. Romantyzm „obłaskawiony”12
Jarosław Maciejewski w swojej książce Przedburzowcy pisze, że
w okresie międzypowstaniowym można wyodrębnić dwa przeciwstawne
i często ze sobą polemizujące obozy – Biedermeier i przedburzowców13.
Biedermeier charakteryzował się tym, że dystansował się od wszelkiej
myśli o powstaniu i o rewolucji, krytykował buntowników, idealistów,
ludzi występujących przeciwko panującemu porządkowi. Przedstawiciele
Biedermeieru mieli głosić, że w świecie panuje zło, na które nic nie można
na poradzić. Całkowicie odmienne poglądy wyznawali przedburzowcy.
Sądzili oni, że możliwa, a nawet niezbędna jest zmiana istniejącego
porządku. Przedburzowcy tworzyli stowarzyszenie literackie, które wiązało
się z ugrupowaniem politycznym „młodych”14; łączyły ich przeważnie podobne poglądy i postulaty. Wierzono m.in. w zapał, altruizm, gotowość do
największych poświeceń, demokratyzm i patriotyzm utożsamiany
z czynnym działaniem. Za jednego z czołowych przedstawicieli przedburzowców uznaje się właśnie Mieczysława Romanowskiego.
Należy zwrócić uwagę na samą nazwę tej grupy, którą mianowali się jej
członkowie. Pochodzi ona z wiersza Romanowskiego Żegnaj. Romanowski, tworząc nową nazwę, podkreślał tym samym zmianę nastawienia
wobec panującej w kraju sytuacji. Przedtem poeci nazywali samych siebie
„pogrobowcami”, co wskazywało na ich bezsilność i brak woli walki 15.
Znajdowali się w „grobie”, a więc w sytuacji tragicznej, bez wyjścia.
Natomiast „przedburzowiec” był to człowiek oczekujący na gwałtowną
zmianę, jaka miała nieuchronnie nadejść. Miał on za zadanie przygotować
grunt pod zbliżającą się „burzę”, a nawet przywołać ją. Motyw burzy jest
bardzo częsty w twórczości poetów tego okresu, a zwłaszcza u Roma12
Ten termin pochodzi z książki Marii Janion Purpurowy płaszcz Mickiewicza (zob. Tamże,
s. 30).
13
Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 252.
14
Zob. Tamże, s. 234.
15
Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 78.
35
Magdalena Chołojczyk
nowskiego. Burza stanowiła niepowstrzymaną siłę natury, z którą żaden
człowiek nie mógł zwyciężyć. Tak właśnie Romanowski i inni przedstawiciele tej generacji postrzegali zbliżające się powstanie. Była to siła
porównywalna z żywiołem, która przyniesie ze sobą ogromne zniszczenia,
ale ostatecznie doprowadzi do powstania nowego porządku. Sam motyw
został zaczerpnięty od innych poetów romantycznych z pierwszej generacji,
przede wszystkim zaś Mickiewicza. Romanowski wprowadza tutaj nowy
aspekt – owa „burza” jest konieczna do tego, by społeczeństwo nie
pogrążyło się w marazmie. Powstanie ma przebudzić Polaków, sprawić, by
„w narodzie nie umarł duch bądź nie uległ degeneracji”16.
Przedburzowcy uznali, że ich zadaniem jest jak najlepiej przygotować
społeczeństwo do zbliżającej się walki. Ogromną rolę odegrał tu „Dziennik
Literacki”, który pod redakcją Jana Dobrzańskiego przekształcił się
w programowe narzędzie grupy. W latach 1859-1861, kiedy w Galicji
ścierały się dwie postawy – dążenia jednostki przeciwstawiane były
dążeniom powstańczo-wyzwoleńczym – w „Dzienniku” dochodzi do głosu
program tzw. „emisarki przygotowawczej”17. Ten literacki program
stworzony przez Tomasza Teodora Jeża został przyjęty z entuzjazmem przez
„młodych”, w tym także przez Romanowskiego. Poeta w pełni zgadzał się
z postulatem, by za pomocą twórczości przekazywać społeczeństwu ważne
ideowo treści. O swoich staraniach, by „nawrócić” społeczeństwo, wywołać
u niego odpowiednie działania, pisze w licznych wierszach. Czasami pojawia
się u niego jednak rozpacz, kiedy jego wysiłki nie przynoszą oczekiwanych
rezultatów (np. wiersz o incipicie Co kocham – z mogił powstać mi nie
może). Najważniejszą myślą było, według niego, oczywiście wezwanie do
walki narodowowyzwoleńczej i obudzenie w Polakach miłości do kraju i to
właśnie tym tematom poświęcił najwięcej miejsca w swych utworach.
Jednakże Romanowski w lirykach poruszał także inne wątki, pozostające
w zgodzie z poglądami „Dziennika Literackiego”. Jednym z tematów
podejmowanych przez przedburzowców był lud: albo solidaryzowanie się
z nim, albo wyniesienie go bądź całkowite się z nim zrównanie18. Poeta
często pisał o prostych chłopach, którzy, jak twierdził, niczym nie różnili się
od szlachty. Co więcej, zakładał, że o wiele lepiej dostrzegają oni istotę
pewnych problemów niż wykształcone warstwy społeczne. Nawołuje do
zjednoczenia się wszystkich Polaków bez względu nie tylko na pozycję, ale
16
G. Baumfeld, dz. cyt., s. 37.
Zob. K. Poklewska, Między romantyzmem a pozytywizmem (o grupie lwowskiego „Dziennika
Literackiego” w latach 1856-1870), [w:] J. Maciejewski (red.), Literatura południa wieku.
Twórczość lat sześćdziesiątych XIX stulecia wobec romantyzmu i pozytywizmu, Instytut Badań
Literackich, Warszawa 1992, s. 16.
18
Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 287.
17
36
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
i religię. Najlepszym przykładem są tu jego utwory o Żydach, którzy potrafią
być tak dobrymi patriotami jak rodowici Polacy (np. wiersz Rabin).
3.2. Spór o miłość
Te dwa odrębne stanowiska, dotyczące sposobu postępowania
w ówczesnej sytuacji w kraju, wiązały się także z powstaniem dwóch
różniących się od siebie poglądów na temat miłości. Tacy poeci jak
Berwiński, Wasilewski czy właśnie Romanowski, głoszą konieczność
odrzucenia postawy kochanka i zastąpienia jej ideałem bohaterskiego
żołnierza. Poezja miłosna musiała w trudnych warunkach panujących
w kraju ustąpić miejsca poezji tyrtejskiej. Starano się w ten sposób skierować
myśli i dążenia Polaków na walkę i krwawą zemstę na wrogu. Poeci często
pozostawali bezkompromisowi zarówno dla siebie samych, jak i innych
członków swojego pokolenia, wszelkie oznaki słabości bywały ostro
krytykowane. Jak pisała Maria Janion: „Tyrteusze musieli być okrutni dla
siebie i dla swoich, i dla uczuć prywatnych, bezwzględnie eliminowali
wszystko, co mogło im przeszkodzić, osłabić ich w pełnieniu służby dla
Sprawy”19. Jeżeli w poezji pojawiał się temat miłości (co działo się dość
rzadko), to najczęściej, tak jak u Romanowskiego, była to scena pożegnania
z kochanką. Temat rozstania kochających się ludzi stał się wtedy niezwykle
w poezji popularny. W takich wierszach rozłąka nie wywołuje jednak
rozpaczy, a wręcz przeciwnie – fakt, że kochanek musi przemienić się
w mściciela i wojownika o wolność, sprawiał jedynie, że uczucie to ulegało
uwzniośleniu i spotęgowaniu.
Sam Romanowski był twórcą licznych liryków miłosnych, powstałych
zwłaszcza we wczesnym okresie twórczości. Z biegiem czasu, im bliższy
wydaje się moment wybuchu powstania, utwory te stają się coraz rzadsze.
Główną uwagę w swojej poezji poświęca poeta tematowi walki
narodowowyzwoleńczej.
Wymóg złożenia w ofierze krajowi nie tylko własnego życia, ale także
serca, nie zyskał aprobaty u wszystkich. Przeciwni takiemu postępowaniu
pozostawali „starzy”, którzy uważali, że jest o wiele za wcześnie, by
szykować kolejny zryw narodowy. Głosili, że należy zwrócić się raczej ku
pracy organicznej i troszczyć się o szczęście i rozwój jednostki20. Także
pewnym zwolennikom „młodych” trudno było się pogodzić z myślą
o wyzbyciu się uczuć do czasów, aż ojczyzna odzyska upragnioną wolność.
Dobrym przykładem są tu niektóre wiersze Adama Pajgerta, który zakładał,
że posiadanie serca i słuchanie jego głosu nie musi wykluczać gotowości
19
20
M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 160.
Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 147.
37
Magdalena Chołojczyk
do walki. Poeta zwraca się najwyraźniej przeciwko poezji tyrtejskiej
w wierszu Zaskarżenie z 1856 roku. Przeprasza w nim „braci poetów” za
to, że musi ich porzucić, a wraz z nimi ich wspólną misję. Dzieje się tak za
sprawą kobiety. Ukochana zostaje w tym utworze jedynie pozornie
skrytykowana. W rzeczywistości Pajgert głosi, że miłość może być ważniejsza niż obowiązek wobec ojczyzny:
„Dajcież tu radę!
Wam ja się skarżę
Na taką zdradę,
Bracia pieśniarze!
Jej to są dzieła!
Mnie białolica!
Skrzydła podcięła,
Czarnoksiężnica!”21
Postawa prezentowana w wierszu Pajgerta spotkała się z naganą.
Romanowski bardzo szybko odpowiada na Zaskarżenie utworem
o incipicie Wyjdź bracie młody za twoje sioło. Znajdziemy tam dobitną
krytykę skierowaną w samego Pajgerta, który został oskarżony o to, że
zamiast o ojczyźnie woli pisać o miłości. Dla Romanowskiego twórczość,
która nie działa dla Sprawy, nie posiada większej wartości.
W reakcji Pajgerta na „upomnienie” ze strony starszego poety widać,
jak silny był panujący ówcześnie wymóg pisania utworów o charakterze
tyrtejskim, głoszenia konieczności walki i poświęcenia. Pajgert bardzo
szybko wycofał się z głoszonych w swym wierszu założeń, tłumacząc
w kolejnym utworze, że został źle zrozumiany i tak naprawdę nigdy nie
porzucił myśli o sprawie narodowej22.
4. Najważniejszy temat poezji Romanowskiego
Miłość do ojczyzny to temat, który bardzo często pojawia się w poezji
Romanowskiego. Poeta przedstawia to uczucie jako potężną i niedającą się
powstrzymać siłę, z którą nic nie może się równać. Należy jej
podporządkować całe swoje życie, poświęcić dla niej wszystko. Miłość do
Polski staje się nową religią. Kochając ją, spełnia się jednocześnie wolę
Boga. Jest również największą motywacją do działania – nienawiść do
wroga i chęć wyzwolenia samego siebie spod jego jarzma schodzą na
21
22
A. Pajgert, Poezje, t. 1, Skład Główny w Księgarni W. Zawadzkiego, Lwów 1876, s. 189-199.
Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 164-170.
38
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
dalszy plan, najistotniejsza staje się obrona kraju. Polacy mają odzyskać
wolność nie dzięki własnej potędze, przewadze militarnej czy sprytowi, ale
właśnie dzięki temu, że kochają ojczyznę. To miłość daje im wytrwałość,
dodaje sił, sprawia, że pomimo licznych klęsk nie upadają na duchu i prą
do przodu – ku wolności. Swoją postawą mają inspirować innych, a Bóg –
widząc oddanie – ma stanąć po ich stronie. W wierszu Na dziś odnajdziemy
słowa:
„Wszystko czas skruszy! – miłość się ostoi.
Niechże serc waszych trwoga nie przenika,
Kto się takim orężem uzbroi,
Ten ma śród bitew w Bogu naczelnika”23.
Romanowski tak chętnie wraca do wątku miłości do ojczyzny, gdyż
odwołując się do tego uczucia, stara się obudzić w Polakach chęć do
działania. Jedną z głównych myśli w jego poezji jest to, że nie wystarczy
mówić o miłości do Polski. Uczucie to należy poprzeć przede wszystkim
swoim postępowaniem. Prawdziwie kocha się swój kraj tylko wtedy, gdy
działa się na rzecz jego wyzwolenia. Same słowne deklaracje są
bezwartościowe – miłość to czyn24. Ten czyn rozumie zaś przede wszystko
jako walkę. Poeta popiera tu poglądy ugrupowania „młodych”, którzy nie
zgadzali się na pogodzenie z niewolą i dążenie do osiągnięcia
porozumienia z zaborcami. Zamiast tego głosili, że potrzebna jest zbrojna
batalia z wrogiem25. Według Romanowskiego patriota nie może patrzeć na
cierpienia Polski i rzuca się do walki, nie myśląc przy tym o sobie samym,
ale także często o konsekwencjach swojego postępowania:
„Dosyć już tych modłów bezczynnych od Boga!
Walk nam nie wolno dla krzyża pominąć.
Jam ptak – od Boga szablę mam na wroga;
Mnie walczyć – walce patrzeć w słońce – ginąć”
(Do… Prośba o orła26)
Jeszcze na długo przed wyklarowaniem się planów zrywu narodowego
poeta zakładał, że wkrótce nastąpi moment, w którym Polacy poderwą się
23
M. Romanowski, Wiersze wybrane oraz Dziewczę z Sącza, Universitas, Kraków 2002, s. 46.
Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt. s. XXVIII.
25
Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 92.
26
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 42.
24
39
Magdalena Chołojczyk
do boju, a on sam będzie wtedy jednym z pierwszych walczących. Choć
poprzez swoją twórczość starał się wpływać na społeczeństwo, to było to
dla niego za mało – myślał o momencie, w którym wreszcie przyjdzie mu
działać zbrojnie, a nie tylko o tym pisać. Nie mógł się tej chwili doczekać,
ale jednocześnie doskonale rozumiał, że on sam i inni żołnierze będą
musieli wiele poświęcić. Owo poświęcenie postrzegał jednak jako
konieczne dla kraju. Pożegnanie z poezją, która tak wiele dla niego
znaczyła, było dlań niezwykle trudnym doświadczeniem. Romanowski
czyni ze swojego postępowania przykład dla innych: pokazuje w ten
sposób, że nie ma ofiary, która byłaby zbyt wysoka, by ponieść ją dla dobra
ojczyzny. Motyw rozstania z twórczością, zastąpienia jej walką, odnaleźć
możemy zwłaszcza w dwóch utworach – w Żegnaj mi pieśni! oraz
w wierszu Sestyny, zamykającym tomik27. W Sestynach poeta pisze
o potrzebie porzucenia pieśni – właśnie nadszedł czas walki i pióro należy
zamienić na broń. Ciąży nad nim przeczucie zbliżającej się śmierci, jego
przyszłość jest niepewna. W takich warunkach raduje go myśl, że
pozostawi po sobie ślad dla potomnych, czyli swoją poezję:
„Może już innych [pieśni] pierś ma nie wyśpiewa,
Może wy natchnień ostatnim wyrazem!...
Dni piorunowych serce się spodziewa,
Stwardniała ręka tęskni za żelazem;
W powietrzu słychać pobudkę na boje!...
Już czas! już czas nam! — Lećcie pieśni moje!”
(Sestyny 28)
W swych utworach poeta stara się nie wspominać o strachu przed
zbliżającą się bitwą, o bólu wynikającym z bycia rannym czy o trudnych
warunkach, w jakich muszą żyć żołnierze. Romanowski głosi apologię
narodowowyzwoleńczej walki, skupiając się jedynie na jej chwalebnych
aspektach. W jego utworach dostrzec możemy nastrój niecierpliwego
wyczekiwania, gotowości do krwawego boju z przeciwnikiem. W utworze
Kiedyż pisze: „Ach! Kiedyż za ciebie w bój skoczym spragnieni / O!
Polsko, ty matko miłości”29.
Poświęcenie życia dla ojczyzny staje się nie tylko obowiązkiem, ale
wręcz przywilejem walczących. Nie tylko nie przeraża, ale zostaje ukazane
27
Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XX.
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 67.
29
Tamże, s. 19.
28
40
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
jako coś, na co się czeka. Taka śmierć sprawi bowiem, że żołnierze dołączą
do grona rycerzy i wodzów, którzy oddali życie za kraj. Romanowski
w swych wierszach nieraz przywołuje trudne i ważne dla narodu momenty,
zwłaszcza sceny bitewne, stawiając je za przykład dla przyszłych
powstańców. W tych utworach można dostrzec zmianę charakterystyczną
dla pokolenia przedburzowców, polegającą na odwołaniu się do wizji
pięknej rycerskiej utopii i z jednoczesnym pominięciem milczeniem przeszłości sarmackiej30. Poeta stara się doszukać powiązań między dziejami
Polski, a współczesną sytuacją. W ten sposób chce pokazać, że już
wcześniej ojczyzna znajdowała się w trudnym położeniu, z którego wyszła
dzięki bohaterskiej postawie walczących. Dawni rycerze przedstawiani są
jako waleczni i odważni, mają stanowić wzór do naśladowania dla
współczesnych poecie żołnierzy. Romanowski nieraz podkreśla, że
przewyższają oni pod względem moralnym swoich potomków, gdyż nie
wahali się oddać życia za ideały i przekonania31. W wierszu Ku ojcom
wzywa ich do przebudzenia się, do tego by raz jeszcze ruszyli do walki
o ojczyznę:
„Budzę was, ojce! powstańcie razem,
zbrojni sercami, zbrojni żelazem,
z dumą na czole, kopją u boku,
na dzielnych koniach i z gromem w oku...”32
Odwołanie się do chwalebnej historii narodu, wskazanie, że istnieją dwa
rodzaje zwycięstwa – moralne i rzeczywiste – i że nie zawsze idą one ze
sobą w parze, pokazuje, że Romanowski jest świadomy możliwości
odniesienia porażki. Zdaje sobie sprawę z tego, że walka o wolność narodu
może zakończyć się równie dobrze zwycięstwem, jak i klęską. Jednak
nawet jeżeli powstanie zostanie stłamszone, to i tak będzie miało
pozytywny wpływ na społeczeństwo. Zgadza się tu poeta z postulatami
„młodych”, którzy w walce widzieli przede wszystkim sprzeciw wobec
panującego porządku i niechęci Polaków do wprowadzania zmian33.
Romanowski głosi, że ci, którzy zginęli w bitwie, zostaną na zawsze
uwiecznieni w ludzkiej pamięci jako wielcy bohaterowie. W wierszu Na
dziś poeta porównuje ich do Spartan:
30
Zob. K. Poklewska, dz. cyt., s. 13.
Zob. Tamże, s. 17.
32
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 49.
33
Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 250.
31
41
Magdalena Chołojczyk
„Szczęśliwy, komu los hartował bólem
Miłość – kto gorycz w ciszy pił aż do dna!
Nad płaz się bowiem wzniósł, jak ptak nad polem,
Dusza w nim czynów piorunowych godna,
On będzie w słowie miał moc błyskawicy,
Proroctwo święte w utrapienia chwilach,
Lub archanielski miecz w swojej prawicy
I Leonida śmierć na Termopilach”34.
W takich wierszach jak Noc, Audaces Juvat Fortuna czy Kiedyż Polska
ulega personifikacji i zostaje ukazana jako matka każdego z Polaków35.
W ten sposób uwydatnia się nierozerwalny związek ludzi z ich narodem,
miłość do kraju, a także powinność, jaką wobec niego człowiek odczuwa.
To naród dał im życie, a więc teraz, w trudnej dla niego chwili, istnieje
konieczność stanięcia w jego obronie. W ten sposób Romanowski
pokazuje, że to właśnie ojczyznę powinno darzyć się największym w życiu
uczuciem i przywiązaniem. W jej obronie nie żal tracić życia, nie sposób
też być szczęśliwym, kiedy ona cierpi. W wierszu Noc Polska zostaje
przedstawiona jako matka cierpiąca w milczeniu, by nie zasmucić swych
dzieci. Jednakże podmiot – ponieważ jest związany z nią – i tak odczuwa
jej agonię i za wszelką cenę chce ją uratować. Polska, która do tej pory była
dla swych dzieci łagodna, zgodnie z jego radami ma zmienić się w surową
karcącą matkę – karać tych, którzy sobie na to zasłużyli, i nagradzać swoim
widokiem wiernych jej synów.
Z przyjęcia założenia, że Polska jest matką każdego Polaka, wynika
również to, iż wszyscy mieszkańcy tego kraju mają być braćmi. Poeta
podkreśla w ten sposób związek miedzy rodakami; chce wywołać u nich
poczucie wspólnoty i posiadania jednego celu, jakim jest walka
o niepodległość. Razem mają walczyć, zwyciężać lub ginąć, mają pomścić
tych braci, którzy już w tym boju polegli. Mówi o tym wiersz Hymn Polski:
„Tu bracia mrą nasi od ciosów tyrana, / I świadczą, że ta nam od Boga
wybrana / Ojczyzna […]”36.
Według Romanowskiego skoro wszyscy Polacy są braćmi, to powinni
zjednoczyć się niezależnie od tego, do jakiego stanu, ugrupowania
politycznego należą oraz jaką religię wyznają. Jego poezja wyraża tutaj
poglądy „młodych”, o których pisano m.in. w „Dzienniku Literackim”37.
Wszyscy są sobie równi i wszyscy powinni brać czynny udział w walce
34
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 46.
Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XXXV.
36
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 48.
37
Zob. J. Maciejewski, dz. cyt., s. 342.
35
42
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
o wolność, każdy ma taki sam obywatelski obowiązek bronienia własnego
domu. Dopiero kiedy cały naród będzie działać wspólnie, możliwe stanie
się zwycięstwo. Poeta pisze o tym w utworze Do modlącej się Polski:
„Sumienia twego Polsko, tarcz stalowa
Światu niech bożą odzwierciedli wolę.
Tak wyjdź przed domy, i stań po twej męce
Wsparta na pługu, z szablą w prawej ręce”38.
Wierząc, że tylko zjednoczony naród ma szanse na wywalczenie sobie
wolności, poeta w swych wierszach często podejmował temat ludu. Pisał
zarówno o chłopach, jak i dla chłopów. Dbał o to, by lud chętnie czytał
jego utwory, dlatego pisał prosto, rozwijał swoje myśli na tle wiejskiej
przyrody bądź wsi39. W tych wierszach starał się ukazać konieczność
porozumienia się między klasami oraz to, jak szkodliwy jest u chłopów
brak wiedzy na temat własnej historii. W utworze Rolnik podolski poeta
ukazuje chłopa, który nie znając przeszłości kraju nie potrafi wzbudzić
w sobie uczuć patriotycznych. Rolnik:
„Nie wie, kto mu kruszył pęta,
kto mu niósł zniszczenie.
Sercem ledwie zapamięta
dziada pokolenie”40.
Romanowski sądził, że wewnątrzkrajowe spory osłabiają naród
i sprawiają, że niemożliwe staje się zdecydowane działanie (Trzy
sztandary). Z bólem opisywał konflikty między ludźmi, którzy powinni
walczyć razem za wspólną sprawę, a marnują czas i siły na bezowocne
spory.
Romanowski w swej tyrtejskiej twórczości głosi, że Polacy powinni
odważnie ruszać do boju, wyzbywając się obawy o własne życie i myśląc
jedynie o dobru narodu. Powinni zapomnieć o prywatnym szczęściu
i wszystkich pragnieniach, które nie są bezpośrednio powiązane ze sprawą.
W tak trudnych okolicznościach nie ma miejsca na skupianie się na
potrzebach jednostki. Egotyzm i indywidualizm okazywały się nieistotne,
na pierwsze miejsce wysuwała się sprawa narodowa. Maria Janion
zauważa, że w poezji jest to wyraźnie widoczne w zmianie podmiotu albo
38
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 56.
Zob. G. Baumfeld, dz. cyt., s. 50.
40
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 65.
39
43
Magdalena Chołojczyk
jego adresata. Dawniej w wierszu mówiła jedna osoba, o nierzadko
indywidualnych cechach i własnej osobowości41. W poezji tyrtejskiej
dochodzi do przemiany – głos zabiera podmiot wyrażający zdanie całej
grupy. Swoje słowa kieruje zaś ku tym, których także uważa za członków
tego kręgu – dzięki temu mają się oni poczuć zobligowani do przyjęcia
postawy reprezentowanej przez podmiot.
Miłość do narodu to według Romanowskiego najpotężniejsze uczucie,
jakiego może doznawać człowiek, wszelkie inne afekty będą jedynie
słabym jego odbiciem. Także uczucie łączące kobietę i mężczyznę nie
może się z nim mierzyć. Do czasu, aż Polska odzyska wolność, należy
porzucić wszelką myśl o ukochanej. W młodzieńczym utworze Żegnaj,
napisanym w 1857 roku, Romanowski stwierdza, że miłość do przedburzowca może przynieść jedynie cierpienie42. Przedburzowiec przeznaczony jest bowiem do innych celów, musi pogodzić się z samotnością. Taki
stan rzeczy nie budzi jednak u poety chęci buntu, zgadza się on na ten los.
Ówczesna sytuacja wymagała wyzbycia się myśli o szczęściu w miłości i w
rodzinie, należało się skupić jedynie na walce i to jej poświecić wszystkie
swoje siły43.
W niektórych wierszach, np. w Pożegnaniu albo w Co tam marzyć,
miłość pomiędzy dwójką ludzi zostaje przeciwstawiona uczuciom
patriotycznym. Dążenie do wyzwolenia ojczyzny u gotujących się do walki
okazuje się o wiele silniejsze niż chęć pozostania przy ukochanej. W takich
utworach pojawia się często popularny motyw rozłąki44. W Pożegnaniu
opisane zostaje rozstanie żołnierza z wybranką. Brak tu rozpaczy czy
wahania. Oboje – kochanek i kochanka – wiedzą, że młodzieniec musi
wyruszyć do walki. Oboje godzą się z tym, że być może już nigdy się ze
sobą nie spotkają. W Co tam marzyć również jest ukazane przedkładanie
uczucia do ojczyzny ponad własne osobiste szczęście:
„Co tam marzyć o kochaniu,
O bogdance, o róż rwaniu –
Dla nas nie ma róż.
My – jak ptacy na wędrówce –
Dziś tu, jutro na placówce
Może staniem już”45.
41
Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 150.
Zob. G. Baumfeld, dz. cyt., s. 27.
43
Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XXVIII.
44
Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 169.
45
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 52.
42
44
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
Żołnierze skupiają się na walce o wolność kraju, a myśl o własnym
szczęściu i miłości odkładają do czasu zwycięstwa. Są w pełni świadomi,
że powrót do domu, o którym marzą, być może nigdy nie nastąpi, zamiast
tego czekać mogą na nich bowiem „mogiły”. Ta perspektywa nie budzi
w nich jednak lęku, są gotowi do takiego poświęcenia.
Romanowski, pisząc o walce za ojczyznę, bardzo często mówi też
o śmierci. Śmierć na polu walki nie przeraża go, a wręcz przeciwnie – ma
w sobie coś nęcącego46. To największy dowód miłości, jaki można złożyć
Polsce; to także wyraz bohaterstwa i odwagi. Poeta głosi tu za Słowackim,
że ofiara z życia młodych żołnierzy jest być może konieczna dla
osiągnięcia upragnionej wolności. Zarówno w utworze Nowa znajomość,
jak i w Samotności, śmierć zostaje ukazana jako coś wyczekiwanego przez
poetę. Dostrzega on w niej piękną matkę i kochankę, która niesie mu
ukojenie po licznych cierpieniach. To jego przyjaciółka; pozwala mu
zdecydować o tym, jak i kiedy przyjdzie mu umrzeć. Poeta chce zginąć
jako bohater, walcząc z wrogiem.
„Lewą ręką serce uśpię twoje,
Jako matka usypia dziecinę,
Prawą oczu przysłonię ci dwoje,
Skrzydła duszy wolno ci rozwinę,
I ulecisz od bolów, jak płomień,
W światło, w życie wieczne – nowy promień”.
„Niegdyś – rzekłem – niegdyś mi wróżono,
Że mą duszę weźmiesz z pola chwały.
Jeszcze nieba gromami nie płoną –
Czekaj jeszcze, piękny cieniu biały,
I na polu bitwy o mnie spytaj!
Teraz, nowa znajoma, mi witaj!”
(Nowa znajomość47)
W utworze Samotność podmiot postrzega swoje życie jako pasmo bólu
i rozczarowań. Jest zmęczony i śmierć byłaby dla niego odpoczynkiem, ale
odkłada ją na później, ponieważ chce umrzeć, walcząc o wolność. To
jedyny powód, dla którego nadal pragnie żyć. Po tym, jak dowiaduje się, że
zbliża się czas walki o wyzwolenie ojczyzny, jest podekscytowany i nie
46
47
Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 57.
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 25.
45
Magdalena Chołojczyk
przykłada wagi do tego, że tym samym zbliża się czas, kiedy przyjdzie mu
umrzeć.
W wierszach poety nie spotkamy się z rozpaczą czy z poczuciem żalu,
wynikającymi z konieczności poświęcenia własnego życia. Jego
bohaterowie nie wahają się zginąć w obronie kraju. To nie śmierć bowiem
napawa ich lękiem, ale życie pozbawione wolności48. Taka egzystencja
budzić może jedynie pogardę, nie jest nic warta; to właśnie ona przypomina
śmierć. Niewola postrzegana jako śmierć za życia została
u Romanowskiego opisana m.in. w utworze Nasza myśl:
„Czarno w duszy – hej! czarno
Jakby w wnętrzu mogiły.
I dni płyną nam marno –
Hej, i żywot niemiły.
Bo żyjemy tak sobie –
Niby żywi – a w grobie!”49
Przedburzowcy nieraz postrzegali samych siebie jako kontynuatorów
myśli wielkiego romantyzmu. Poruszali te same tematy i dzielili te same
uczucia, co romantycy poprzednich generacji. Wynikało to zaś z tego, że w
poezji krajowej – inaczej niż w poezji emigracyjnej – nie nastąpił żaden
przełom. Jak pisze Maria Janion, sytuacja w Polsce po powstaniu w dużej
mierze przypominała tę sprzed powstania; nadal panowała atmosfera
spiskowa50. Ponieważ odczuwano pewną ideową zbieżność z założeniami
dwóch wcześniejszych generacji, często odwoływano się do powstałych
wtedy utworów. Szczególnie chętnie sięgano po dzieła Mickiewicza,
Słowackiego, Ujejskiego. Przy czym charakterystyczne dla poetów trzeciej
generacji jest to, że czerpali oni tylko te treści, które odpowiadały ich
światopoglądowi, ewentualnie zajmowali się reinterpretacją pewnych
motywów, a nawet całych utworów. Takiej wielokrotnej reinterpretacji
doczekał się zwłaszcza Farys Adama Mickiewicza, który zyskiwał
całkowicie nowe znaczenie.
Maria Olszaniecka we wstępie do poezji Mieczysława Romanowskiego
podkreśla rolę, jaką dla jego twórczości miała poezja wieszczów51. Poeta
48
Zob. G. Baumfeld, dz. cyt., s. 43.
M. Romanowski, Wiersze wybrane..., s. 56.
50
Zob. M. Janion, Gorączka romantyczna…, s. 87.
51
Olszaniecka pisze o Romanowskim: „Młody pisarz patrzy na świat przez cudze szkła
i spowiada się ze swych uczuć nie swoim oryginalnym młodzieńczym głosem. Spętany jest siłą
wzorów, słaby uległym, niesamodzielnym talentem, niewyrobionym – w pierwszych latach –
piórem i smakiem artystycznym”. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XVIII.
49
46
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
czuł się silnie powiązany ze Słowackim i Ujejskim, a także z Mickiewiczem. Baumfeld stwierdza, że Romanowski wyczytuje z twórczości
Mickiewicza przede wszystkim treści o charakterze tyrtejskim, a siebie
samego i jemu podobnych postrzega jako kontynuatorów tej poetyckiej
drogi52. Widać to doskonale w utworze Wieszczowi, napisanym po śmierci
Mickiewicza. Przywołane tam dzieła: Grażyna i Konrad Wallenrod stają
się przykładami gorącej miłości ku ojczyźnie, a Pan Tadeusz – tęsknoty za
nią. Stefan Kawyn określa ten utwór lamentem, pokazującym, jak ogromne
znaczenie dla narodu miała osoba Mickiewicza, który pośredniczył między
Bogiem a Polakami53:
„Powracał z nieba on duchem święty,
Biały uczuciem, Tobą natchnięty;
Widząc posępne oblicza rzeszy,
To koi rany, to wieszcząc cieszy:
Pielgrzymom Twoje wypieśniał słowo,
A tak wspaniale – a tak bojowo!”54
Silne powiązania z poezją Mickiewicza, ale i poglądy Romanowskiego
na temat ojczyzny i miłość do niej są dostrzegalne w utworze Farys – nie
Arab. Przypomnijmy, że poemat Mickiewicza stanowi apologię niczym
nieskrępowanej wolności i potęgi jednostki oraz pochwałę indywidualizmu.
U poetów trzeciej generacji motyw farysa zyskiwał nowe znaczenie. Już
w poemacie Balińskiego – Farys wieszcz – pojawiają się pewne kwestie
polityczne55. Mamy tutaj mowę o grupie spiskowców, „braci farysów”,
którzy mieli zorganizować się pod przywództwem wybitnej jednostki.
W poemacie Romanowskiego również jest dostrzegalne polityczne podłoże
utworu, ale głosi on nieco inne założenia. Z Mickiewiczowskiego Farysa
pozostał tu już jedynie pęd po stepie i wyalienowanie jednostki; nawet
farys to „nie Arab”, ale Polak (Romanowski odwołuje się tutaj do biografii
Henryka Rzewuskiego).
Poemat ten kondensuje w sobie poglądy Romanowskiego na temat
ojczyzny. Odnaleźć w nim możemy pragnienie odzyskania wolności za
wszelką cenę. Farys nie mógł być szczęśliwy, ponieważ jego kraj był
w niewoli. Widać tu idee mesjanistyczne, ale przekształcone w pewien
charakterystyczny sposób. Poeta godził się na cierpienie, ponieważ wierzył,
52
Zob. G. Baumfeld, dz. cyt., s. 11-12.
S. Kawyn, Część pozgonna dla Mickiewicza wśród poetów lwowskich (1855-1856), „Pamiętnik
Literacki”, 48/4 (1957), s. 600.
54
M. Romanowski, Poezye, t. IV, Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta, Lwów 1883, s. 35.
55
Zob. M. Janion, Purpurowy płaszcz Mickiewicza…, s. 127-130.
53
47
Magdalena Chołojczyk
że Bóg wynagrodzi je kiedyś Polsce i odzyska ona niepodległość. Nie
zgadzał się jednak na bierne oczekiwanie na wyzwolenie. Postulował
działanie, czego najlepszym przykładem jest właśnie Farys – nie Arab.
Jego bohater ucieka na pustynię, gdyż nie może znieść bezczynności. Czas
spędzony na modlitwie zamienia na szaloną jazdę po stepie. Ta jazda
stanowi dla niego swego rodzaju działanie zastępcze, wypełnia mu czas
oczekiwania na walkę z wrogiem:
„I raz, gdy w duszy stało mu się czarniej,
Zleciał doń z hełmu orzeł szaropióry
I spowiadał go oczyma z męczarni,
A wzrok miał taki jak Farys ponury.
Krótko radzili, koń czekał gotowy:
„Rodzinny zamku – ha! bywaj mi zdrowy!
Hej do mnie, ptacy!” i wypuścił konia
I pędem leciał przez step we błonia”56.
Porównując poemat Balińskiego do poematu Romanowskiego, dostrzec
można demokratyczne poglądy drugiego poety. Podczas gdy Baliński pisał
o jednostce wybitnej, wodzu, który poprowadzi ludzi do zwycięstwa,
Romanowski marzył o zjednoczeniu całego społeczeństwa. Odchodził tutaj
od założeń głoszonych dawniej przez romantyków, np. idei Konrada
Wallenroda Mickiewicza.
Miłość do ojczyzny w poezji Romanowskiego ma być tak wielka, że
winna prowadzi do zakwestionowania Boskiej opieki nad Polską, a nawet
do buntu przeciwko samemu Stwórcy. Poeta zgadza się z mesjanistycznymi
założeniami mówiącymi, że Polska jest narodem wybranym i strzeżonym
przez Boga i że Stwórca doprowadzi ostatecznie do jej wyzwolenia57. Głosi
także w większości swoich wierszy, że sprzeciw wobec zaborcy i odebranie
mu władzy nad krajem stanowi spełnienie woli Najwyższego. Potępia
jednak bezczynne oczekiwanie na Boską interwencję i nawołuje do
działania. W utworze Do modlącej się Polski nie krytykuje modlitwy
o wybawienie, ale przestrzega, że nie należy poprzestawać tylko na tym.
Odpowiedzialność za wyzwolenie kraju spoczywa już nie w rękach Boga,
ale Polaków, to oni mają czynnie przyczynić się do odzyskania wolności.
Brak reakcji ze strony Boga sprawia, że poeta coraz bardziej zwraca się ku
postawie buntowniczej, coraz więcej w nim żalu skierowanego ku Stwórcy.
56
57
M. Romanowski, Poezye…, s. 198.
Zob. M. Olszaniecka, dz. cyt., s. XLI.
48
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
Jest to najwyraźniej widoczne w utworze Modlitwa II, napisanej na
obchody żałobne w Warszawie w roku 1861. Romanowski oskarża tam
Boga o to, że nie reaguje na cierpienia Polaków, że pomimo całej swojej
potęgi pozwala, by wrogowie zabijali niewinnych ludzi:
„Co cierpliwość Twoją zbudzi?
Sprawiedliwość co obudzi?
Wróg bezbronnych ścina ludzi,
A Ty gromy w ręku masz,
Boże nasz!”58
Sytuacja stała się tak dramatyczna, że podmiot wiersza błaga
o jakiekolwiek jej rozwiązanie. Jeżeli Bóg nie chce pomóc Polakom
w walce, to powinien odebrać im życie, by chociaż w ten sposób zakończyć
ich cierpienia. Także w tym wierszu widoczne są wyraźne powiązania
z mesjanizmem – wiarę w to, że przelana krew jest ofiarą złożoną Bogu i że
właśnie z niej powstać mają mściciele ojczyzny.
5. Podsumowanie
Miłość patriotyczna stanowi jeden z głównych i najważniejszych tematów
poezji Mieczysława Romanowskiego. To właśnie ona stoi za pragnieniem
walki, gotowością do poświęcenia własnego szczęścia, a nawet i życia oraz
potrzebą zjednoczenia z wszystkimi rodakami. Jest to uczucie silniejsze nawet
od afektu łączącego kobietę z mężczyzną. W wierszach takich jak Pożegnanie
kochankowie rozumieją, że ich miłość musi ustąpić konieczności walki,
i godzą się na rozstanie. Romanowski głosił, że nie wystarczy jedynie mówić
o tym, że kocha się Polskę, swe słowa należy poprzeć czynami. Sposobem na
okazanie wierności krajowi była zbrojna walka. Poeta idealizował ją,
koncentrując się jedynie na jej chwalebnych aspektach i pomijał takie tematy,
jak strach czy ból z nią związany. Sięgał po przeróżne środki, by wyrazić siłę
uczucia łączącego obywateli z narodem. Zwraca tu uwagę zwłaszcza
przedstawienie Polski jako cierpiącej bez słowa skargi matki, którą powinno
się ratować. Żeby osiągnąć ten cel, należy być gotowym do największych
poświęceń, czyli do oddania własnego życia. Śmierć w poezji Romanowskiego
nie zostaje jednak ukazana jako coś budzącego strach, ale wyczekiwany od
dawna odpoczynek.
Romanowski nie ograniczał się jedynie do nawoływania społeczeństwa do
przyłączenia się do powstania. Postępując zgodnie z zasadami, które głosił
58
M. Romanowski, Poezye..., s. 16.
49
Magdalena Chołojczyk
w swojej poezji, w momencie wybuchu zrywu narodowowyzwoleńczego jest
jednym z pierwszych, który wyrusza do walki. Udało mu się poniekąd
przewidzieć własny los – zginął tak, jak o tym wielokrotnie pisał w wierszach
– bohaterską śmiercią na polu bitewnym. Wraz z niewielkim oddziałem stanął
dzielnie naprzeciwko przeważających sił nieprzyjaciela59. W ten sposób, dzięki
ofierze złożonej z własnego życia, dał ostateczne i najbardziej dobitne
świadectwo swoich przekonań.
Literatura
Bartoszewski K. Mieczysław Romanowski. Poeta powstaniec, Państwowy Instytut
Wydawniczy, Warszawa 1968.
Baumfeld G., Mieczysław Romanowski. Studyum ideowe, Księgarnia Feliksa Westa,
Warszawa 1909.
Janion M., Purpurowy płaszcz Mickiewicza, Słowo/Obraz Terytoria, Gdańsk 2001.
Janion M., Gorączka romantyczna. Pisma wybrane, t. I, Universitas, Kraków 2000.
Kawyn S., Część pozgonna dla Mickiewicza wśród poetów lwowskich (1855-1856),
„Pamiętnik Literacki”, 48/4 (1957), s. 593-608.
Kawyn S., Literatura polska w kraju w latach 1831-1863, Państwowe
Wydawnictwo Naukowe, Łódź 1972.
Lam S., Mieczysław Romanowski. Zarys biograficzno-krytyczny na podstawie
źródeł rękopiśmiennych, t. 1, Kultura i Sztuka, Lwów 1919.
Maciejewski J., Przedburzowcy. Z problematyki przełomu między romantyzmem
a pozytywizmem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1971.
Olszaniecka M., Wybór liryków oraz „Dziewczę z Sącza”, BN, Seria I, nr 39,
Wrocław 1961.
Pajgert A., Poezje, t. I, Skład Główny w Księgarni W. Zawadzkiego, Lwów 1876,
s. 189-190.
Poklewska K., Między romantyzmem a pozytywizmem (o grupie lwowskiego
„Dziennika Literackiego” w latach 1856‒1870), [w:] Maciejewski J. (red.),
Literatura południa wieku. Twórczość lat sześćdziesiątych XIX stulecia wobec
romantyzmu i pozytywizmu, Instytut Badań Literackich, Warszawa 1992, s. 9-27.
Poklewska K., Recepcja Słowackiego we Lwowie w latach 1852-1870, „Zeszyty
Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Nauki humanistyczno-społeczne, seria I,
zeszyt 16, Łódź 1980, s. 37-63.
Romanowski M., Poezye, t. IV, Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta, Lwów 1883.
59
Zob. K. Bartoszewski, dz. cyt. s. 278.
50
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
Romanowski M., W promieniu Lwowa, Żukowa, Medyki. Listy Mieczysława
Romanowskiego 1853-1863, oprac. Gnin B. i Sudolski Z., Państwowy Instytut
Wydawniczy, Warszawa 1972.
Romanowski M., Wiersze wybrane oraz Dziewczę z Sącza, red. Olszaniecka M.,
Universitas, Kraków 2002.
Miłość patriotyczna w poezji Mieczysława Romanowskiego
Streszczenie
Mieczysław Romanowski to poeta należący do trzeciej generacji romantyków. Jest jednym
z głównych przedstawicieli przedburzowców, czyli poetów i pisarzy, którzy za pomocą
swojej twórczości chcieli obudzić w narodzie uczucia patriotyczne i przygotować do walki
o wolność.
Artykuł ten ukazuje, że miłość do ojczyzny stanowiła jeden z najważniejszych tematów
w poezji Romanowskiego. Dowodem tej miłości miała być przede wszystkim zbrojna walka
z ciemiężcą narodu. Poeta idealizował wojnę, koncentrując się jedynie na jej pozytywnych
aspektach, takich jak pośmiertna chwała. Miłość do kraju w wierszach Romanowskiego
było to uczucie, które koniecznie należało poprzeć czynnym działaniem.
By podkreślić miłość między obywatelami a ich krajem, używał często figury Polski jako
matki Polaków, co miało u nich wywołać poczucie winy oraz chęć do walki. Z miłością do
kraju nie mogły się też równać inne afekty, jak np. związek między żołnierzem
a dziewczyną.
W poezji Romanowskiego temat miłości do ojczyzny łączył się również często z tematem
śmierci. Poeta głosił – podobnie jak Słowacki – że śmierć tej generacji jest być może
konieczna do odrodzenia się narodu.
51
Joanna Jabłońska1
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!”
– miłość utracona w życiu i twórczości
Marii Bartusówny
1. Miłość w literaturze romantyzmu
Motyw miłości pojawia się w literaturze już od czasów starożytnych
i nadal pozostaje jednym z najpopularniejszych tematów literackich. Miłość
to głębokie uczucie do drugiej osoby, połączone zwykle z silnym
pragnieniem stałego obcowania z nią i chęcią obdarzenia jej szczęściem,
któremu głównie w relacji kobieta – mężczyzna towarzyszy pociąg
fizyczny2. Miłość to piękne uczucie, jednak w literaturze nie brakuje
opisów miłości nieszczęśliwych. W czasach romantyzmu miłość była
jednym z uprzywilejowanych tematów literackich, częścią romantycznej
filozofii życia, dziedziną eksperymentów obyczajowych i słynnych
w epoce skandali. W tej epoce uważano za wartość samo doświadczenie
miłości niezależnie od tego, czy przynosi ono szczęście, czy nieszczęście,
a sztuka przedstawia zwłaszcza miłość prowadzącą do zguby. Romantyzm
oddzielał miłość od tradycyjnie wiązanych z nią pojęć szczęścia,
powodzenia życiowego, realizacji planów i satysfakcji erotycznej. Miłość
romantyczna była raczej konstrukcją polemiczną niż pozytywnym
projektem nowej etyki i nowej obyczajowości. Miłość romantyczna była
„szalona” nie dlatego, że nie liczyła się z przeszkodami i rozsądkiem, lecz
że stanowiła jeden z głównych argumentów w romantycznym konflikcie
z racjonalistyczną filozofią życia. Była „nieszczęśliwa”, choć wzajemna,
prowadziła do katastrofy jako polemika z postawą hedonistyczną. Była
zwykle platoniczna, choć zmysłowa, „niewinna” i „jedyna” przeciw teorii
i praktyce swobody erotycznej XVIII wieku uznana za najwyższe
3
i graniczące z ekstazą religijną doświadczenie, niezwykła i „święta” .
Zdaniem romantyków brak doświadczenia miłości w życiu jest
nieszczęściem – nie jest nim natomiast miłość nieszczęśliwa. Romantyczna
miłość powinna być nieszczęśliwa, prowadzić do katastrofy: rozstania na
1
[email protected], Wydział Filologiczny, Uniwersytet Rzeszowski.
Zob. Dunaj B. (red.), Popularny słownik języka polskiego, Wydawnictwo WILGA, Warszawa
2002, s. 317.
3
Zob. Piwińska M., Miłość, [w:] Bachórz J., Kowalczykowa A. (red.), Słownik literatury polskiej
XIX wieku, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2009, s. 546-547.
2
52
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!”
– miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny
wieki, obłędu lub śmierci, ponieważ była wyrazem buntu przeciw wszelkim
dotychczasowym stylom życia ludzkiego i nie ma dla niej „miejsca na
ziemi”4.
2. Maria Bartusówna – życiorys i historia miłości
Nieszczęśliwej miłości doświadczyła Maria Bartusówna – prawie dziś
zapomniana poetka, nauczycielka epoki pozytywizmu. W swojej
twórczości wielokrotnie odwoływała się do poetyki romantyzmu. Ze
względu na liczne zapożyczenia z tradycji romantycznej jej utwory zyskały
miano utworów epigońskich. Nie można zgodzić się z tym umniejszającym
wartość tej poezji określeniem, ponieważ „zapożyczenia z tradycji
romantycznej dotyczą motywów, a nie ich wykładni”5. Sposób
przedstawiania nieszczęśliwej miłości przez tę poetkę z pewnością mieści
się w schemacie miłości romantycznej.
Przyszła pisarka urodziła się 10 stycznia 1854 roku we Lwowie, jako
drugie dziecko Stanisława i Henryki ze Szczepańskch. Można powiedzieć,
że Maria przyszła na świat w rodzinie inteligenckiej, gdyż jej dziadek Jan
był współpracownikiem „Gazety Lwowskiej”, aktywnym uczestnikiem
ruchu literackiego i wydawniczego Galicji. Rodzina Szczepańskich
utrzymywała kontakt ze środowiskiem pisarskim Lwowa. Rodzicami
chrzestnymi Marii byli Jan Zachariasiewicz, znany powieściopisarz, oraz
Letycja Wielopolska. Ojciec poetki – Stanisław Bartus – zmuszony był do
rezygnacji z większych ambicji malarskich, aby móc utrzymać żonę i dwie
córki. Z trudem udawało mu się utrzymać rodzinę, zajmując się
wykonywaniem modnych portretów miniaturowych i wzornictwem
użytkowym. Ciężkie warunki życia wywołały gruźlicę, będącą przyczyną
jego wczesnej śmierci w 1859 roku. Gdy tylko Maria zaczęła samodzielnie
chodzić, większość czasu spędzała w pracowni ojca. Tam z zaciekawieniem przyglądała się jego pracy, bawiła się, a mając trzy lata, uczyła
się czytać, składając litery wycięte przez ojca z kartonu. Jego śmierć mocno
odbiła się na jej psychice. Wkrótce po nim zmarła siostra Marii – Jadwiga.
Niespełna sześcioletnia wtedy Maria została sama z matką, pozbawioną
środków materialnych oraz umiejętności wychowawczych. Jednak
z pomocą przyszedł dziadek, Jan Szczepański – schorowany i zgorzkniały
emeryt, który większość czasu spędzał w swojej bibliotece. To właśnie
obficie zaopatrzona biblioteka Szczepańskiego wywarła duży wpływ na
osobowość przyszłej nauczycielki. Maria garnęła się do dziadka, unikając
4
Tamże.
Borkowska G., Czermińska M., Philips U., Pisarki polskie od średniowiecza do współczesności:
przewodnik, Wyd. Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000, s. 83.
5
53
Joanna Jabłońska
towarzystwa babki, ciotek, a nawet matki. Słabe zdrowie uniemożliwiało
jej uczęszczanie na pensję, do której była zapisana. Maria, zagłębiona
w lekturach, żyła oderwana od rzeczywistości. Już w wieku ośmiu lat
zaczęła pisać wierszyki, wzbudzające podziw otoczenia. Jednak „cudowne
dziecko” nie przywiązywało do nich żadnej wagi, gdyż zaraz zapisane
kartki służyły jako papiloty do włosów.
Po ślubie matki z rządowym leśniczym Józefem Preyerem w lipcu 1868
roku przyszła poetka wraz z matką przeniosły się do Roztok nad
Czeremoszem. Choć zmiana otoczenia wyrwała Marię z biblioteki dziadka
i przeniosła ją w urokliwe podgórskie krajobrazy, to nadal skazana była na
samotność. Matka nie poświęcała czasu wychowaniu jedynej córki.
Wszelkie wiadomości, jakie zdobyła, zawdzięczała lekturze i chociaż
zakres wiadomości Marii w niejednym kierunku przechodził zakres
wiadomości dziewcząt w jej wieku, to jednak brakowało jej systematycznej
nauki, którą zapewnia szkoła.
W 1869 roku w Kołomyi zmarł dziadek poetki, do końca życia
zagłębiony w swych pracach, wyzyskiwany przez wydawców we Lwowie
do tego stopnia, że jego majątek przepadł. Wtedy postanowiono
przygotować Marię do jakiegoś konkretnego zawodu. Zamieszkała
u swojego wuja Marcelego Sławińskiego i pobierała lekcje krawiectwa
u byłej zakonnicy, Honoraty Ruszczyńskiej. Jednak po niedługim czasie
postanowiono, by zaczęła przygotowywać się do wykonywania zawodu
nauczycielki. Luki w wykształceniu wypełniała, korzystając z pomocy
dyrektora szkoły ludowej. Podczas pobytu w domu Sławińskiego dokonał
się przełom w życiu psychicznym przyszłej poetki, tak silny, że wycisnął
charakterystyczne piętno na całej jej twórczości. Z tego względu, że
Marceli Sławiński był radnym miejskim i członkiem wszystkich
towarzystw oświatowych i kulturalnych Kołomyi, w jego domu gromadzili
się przedstawiciele ruchów oświatowych. W ich gronie znajdował się
Mieczysław Wąsowicz, prowizor aptekarski i wydawca lokalnego pisemka
literacko-społecznego „Jutrzenka”, w którym Maria zadebiutowała
wierszem Trzy obrazy Sybiru. To właśnie Wąsowicza szesnastoletnia
wówczas Maria obrała sobie za swój ideał. I tak oto pod wpływem jego
obywatelsko-patriotycznej działalności napisała kilka poematów
o tematyce narodowej. Miłość ta była dla Bartusówny nie tylko pierwszą,
ale także jedyną. Z wiersza Do ***, napisanego w 1871 roku,
dowiadujemy się, kim był dla niej wybranek:
„Czy to ty jesteś? – mogę zapytać?
Ty! – Ideale mych jasnych snów!
Którego serce pragnie powitać
54
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!”
– miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny
Dwoma wyrazy: Witaj – bądź zdrów!...
Zbrzydli mi ludzie, ci ludzie – karły
Myślą, uczuciem! – i długo tak
Wpośród nich żyłam jak zamarły,
W zimowej porze, pod lodem, ptak!
Dziś! – ach, dziś cisły zbawienia zorze
Gorący promień, – i pęknął lód
I serce uczuć zalało morze,
I życie wrócił miłości cud!
O, to ty jesteś! – bo w tobie płoną
Najszlachetniejszych dążności skry,
Bo łkaniem twoje wstrząsają łono
Naszej ojczyzny więzy i łzy!
Bo się natchnieniem twa skroń promieni,
Bo narodowy zdobi cię strój,
Bo cię ma dusza nad wszystko ceni
I w tobie widzi Ideał swój!...”6
W wierszu występuje wiele apostrof skierowanych do mężczyzny.
Liczne eksklamacje świadczą o emocjonalnym zaangażowaniu podmiotu
lirycznego. Jak pisze Adam Stodor: „I rzeczywiście stał się on ideałem
poetki. Pokochała go całym żarem pierwszej miłości, otoczyła czoło jego
aureolą poety (W. pisał marne wiersze), ozdobiła ten swój ideał wszelkimi
zasłużonymi i niezasłużonymi cnotami, uległa jego wpływowi, przejmowała się jego myślami, poezję swą do jego poglądów dostrajała”7.
Najprawdopodobniej Maria nie była Wąsowiczowi obojętna, ale jako
człowiek spoglądający na sprawy życiowe z trzeźwością, dążył do zdobycia wyższego i niezależnego stanowiska, nawet za cenę szczęścia osobistego. I tak oto udało mu się dojść do celu; po studiach we Fryburgu uzyskał
tytuł doktora. Nasza poetka tłumaczyła sobie odepchnięcie jej miłości
szlachetnością charakteru mężczyzny. Silne uczucie miłości, nigdy
nieobjawiające się w jej twórczości zmysłowością, kazało jej współodczuwać z ukochanym przez siebie człowiekiem. Rozłąka, o której
6
Cyt. za: Stodor A., Szkic biograficzno-literacki, [w:] Marya B. (Maria Bartusówna), Dzieła,
Nakładem Macierzy Polskiej, Lwów 1914, s. 27.
7
Tamże, s. 28.
55
Joanna Jabłońska
zdecydował mężczyzna dla celów praktycznych, była przez poetkę
idealizowana i traktowana jako wyższe posłannictwo, pełne poświęceń.
Nawet późniejsze zrozumienie pomyłki pod tym względem nie zmieniło
właściwego stanowiska poetki. Mimo bólu z powodu zawodu
i rozczarowania Bartusówna prawie nie znajdywała słów potępiających
Wąsowicza. Powściągliwość w relacjach tych dwojga ludzi wyczuwalna
jest w ich korespondencji. Maria Bartusówna, pisząc do Mieczysława
Wąsowicza z Utrop, rozpoczyna swój list słowami: „Łaskawy Panie!”
i podpisuje po prostu: „Marja Bartus”. Następnie, pisząc z tego samego
miejsca 25 września 1875 roku, rozpoczyna zwrotem: „Dobry Panie
Mieczysławie” i podpisuje się: „zawsze ta sama – Marja”. Wąsowicz
w odpowiedzi zwraca się do pisarki słowami „Dobra a zacna Panno
Maryniu!” i podpisuje się „szczerze życzliwy – Mieczysław”8.
O rękę młodej poetki starał się zamożny urzędnik pocztowy, Franciszek
Oleński. Sprzyjała mu matka poetki, więc doszło do zaręczyn, które zostały
zerwane, gdyż Maria nie darzyła go uczuciem, czego wyraz dała w cyklu
utworów, który można uznać za poemat, Myśli przedślubne. W 1876 roku
wydano pierwszy zbiór jej poezji nakładem księgarni Władysława Bełzy.
W tym też roku rozpoczęła kurs freblowski. Przez dwa lata pracowała
w ochronkach. Następnie mieszkała w Warszawie, gdzie współpracowała
z Antonim Odyńcem przy redakcji czasopisma „Kronika Rodzinna”.
W styczniu 1878 roku we Lwowie pojawił się Mieczysław Wąsowicz.
Podczas kilku spotkań z uwielbianym i ciągle idealizowanym mężczyzną,
Maria przekonała się, że Mieczysław jest innym człowiekiem aniżeli ten,
który żył w jej wyobraźni. Oświadczył on Marii, że zamierza ożenić się
z bogatą Niemką i wyjechać za granicę, gdzie ma otrzymać lepsze warunki
niż w kraju. Wyznanie to doprowadziło poetkę do rozpaczy i rozczarowania osobą Wąsowicza. Po zdaniu egzaminu nauczycielskiego, przyjęła
posadę wiejskiej nauczycielki w Sokolnikach pod Lwowem. Następnie
przeniosła się do Łazan pod Wieliczką, wreszcie do Nienadowej pod
Dubieckiem. Tam rozpoczęła najsmutniejszy okres w swoim życiu, pełny
wyczerpującej pracy, nieodpowiadającej jej siłom fizycznym9. To czas
8
W zgromadzonych materiałach Biblioteki Narodowej im. Ossolińskich w Warszawie znajduje
się korespondencja prywatna Marii Bartusówny z lat 1873-1885, sztuk 129, wśród nich m.in. listy
Marii Bartusówny do Mieczysława Wąsowicza, listy Wąsowicza do Bartusówny, duża liczba
listów Franciszka Oleńskiego do Marii Bartusówny, jej matki i Józefa Preyera, listy Kamili
Oleńskiej do Marii Bartusówny. Korespondencja, tak jak i inne materiały, dostępna jest jedynie
w postaci zmikrofilmowanej, a większa część tekstu jest nieczytelna. Trudności nie nastręcza
jedynie odczyt nagłówków i dat listów.
9
Mikulski J. A., Maria Bartus (poetka nauczycielka) sylwetka literacka, Wyd. G. Gebethner
i Spółka, Kraków 1908, s. 6-12.
56
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!”
– miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny
walki Bartusówny z nędzą i chorobą. W 1882 roku wróciła do Lwowa.
Dwa lata później drukiem ukazał się piąty akt dramatu historycznego
Wanda oraz poemat o pieśniarzu ludowym Czarodziejska fujarka. W 1885
roku wydano opowiadania Duch ruin i Wiązanka konwalii. Józef Ignacy
Kraszewski, zachwycony poematem Wanda, wezwał społeczeństwo do
materialnej pomocy poetce. Dzięki temu Bartusówna wyjechała na kurację
do podgórskiej miejscowości. Było już jednak za późno i po powrocie
zmarła 2 października 1885 roku, licząc zaledwie 31 lat10.
3. Oblicza nieszczęśliwej miłości w twórczości Marii Bartusówny
3.1. Miłość utracona w cyklu sonetów Myśli przedślubne
Swoje prawdziwe powołanie literackie Maria Bartusówna odnalazła
w poezji kobiecej i zapoczątkowała nowoczesną kobiecą wrażliwość
w liryce. Najpełniej wyraziła to w cyklu dwunastu sonetów, napisanych
w 1874 roku, zatytułowanych Myśli przedślubne. Cykl ten uznawany jest
za jeden z najlepszych, jakie napisano w Polsce w drugiej połowie XIX
wieku11. Warto podkreślić, że wiersze te, chociaż opierają się na
prawdziwych dylematach poetki, są kreacją literacką, a nie wierszowanym
pamiętnikiem. Antoni Jan Mikulski tak pisał na temat tego cyklu: „Myśli
przedślubne […] to jedna wielka gama bólu, zwątpienia, rozpaczy,
pragnienia śmierci i wzgardy dla człowieka, którego jej jako męża
ofiarowano, dla którego miała zrobić ofiarę, aby sobie i matce byt
zapewnić”12. Sonety Bartusówny nie traktują o często opisywanej
w literaturze niechęci do małżeństwa z niekochanym człowiekiem, ale
o ogólnej niechęci do samej instytucji małżeństwa13. Oto jak poetka
wyrażała się o dniu ślubu:
„Jedna chwila… i słowo straszliwe «na wieki»
Łączące dwoje istot ciężkimi łańcuchy
Zimnego obowiązku – usłyszy lud tłumny…
Na wieki! – szepną blade moich wspomnień duchy,
10
Zob. Brodzka A., Maria Bartusówna 1854-1885, [w:] Kulczycka-Saloni J., Markiewicz H.,
Żabicki Z. (red.), Literatura polska w okresie realizmu i naturalizmu, t. I, Państwowe
Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965, s. 357-365.
11
Zob. Tomkowski J., Safona w szkole, [w:] Tomkowski J. (red.), Samobójcy i marzyciele:
O zabijaniu poetów, Wyd. Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego, Kielce 2002,
s. 216.
12
Mikulski J. A., dz. cyt., s. 17.
13
Zob. Borkowska G., Pozytywiści i inni, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1996, s. 187.
57
Joanna Jabłońska
Odlatując na zawsze – w świat mroczny… daleki…
I wywiodą mnie znowu… Czemuż nie do trumny?!”14
Niejedna przyszła panna młoda przeżywa rozterki związane
z zamążpójściem. Jednak, jak pisze Grażyna Borkowska, „Żadna inna
poetka poza Bartusówną nie miała dość odwagi, by mówić w tak
zdecydowany sposób o swoim antypatriarchalizmie, o poczuciu zagrożenia
w świecie narzucającym kobietom określone reguły zachowań”15. Jan
Tomkowski zauważa, że cykl Myśli przedślubnych zaskakuje odwagą,
szczerością oraz oryginalnością metafor. Podważa silnie utrwalony
w dotychczasowej literaturze stereotyp, uważający ceremonię ślubu
i wesela za uroczystość radosną, dającą przede wszystkim powody do
satysfakcji kobiecie16. W Myślach przedślubnych stosunek do instytucji
małżeństwa jest zdecydowanie odmienny od obowiązujących konwenansów. W sonetach wybrzmiewa nie tylko sprzeciw wobec uwięzienia
duszy, ale też krzyk oznajmujący, że narzucone postępowanie jest
niezgodne ze światopoglądem kobiety. Drogę Bartusówny do napisania
cyklu Myśli przedślubne otwiera nieodwzajemniona miłość do Wąsowicza,
a następnie zaręczyny z niekochanym mężczyzną. W cyklu sonetów
bohaterka zostaje skazana, osaczona i postawiona w sytuacji bez wyjścia.
Musi ulec swojemu przeznaczeniu, poddać się wymuszonej przez otoczenie
ceremonii, której następstwem staje się utrata wolności i nadziei17.
Adresatem wypowiedzi jest Bóg. Cały cykl ma charakter spowiedzi.
Przedślubne wyznanie porównane zostało do modlitwy Chrystusa
w Ogrójcu. I tak oto wieniec panny młodej staje się koroną cierniową,
weselny pochód gości – orszakiem pogrzebowym, słowa przysięgi –
więziennymi łańcuchami. Wyobraźnia poetki odkrywa zaskakujące
powiązania pomiędzy symbolami uroczystości ślubnych a śmiercią. Otóż
biel sukni przypomina biel cmentarnych posągów, droga wiodąca do
ołtarza drogę prowadzącą do trumny. Miłość nie kojarzy się
z namiętnością, wybuchem wielkich emocji czy pożądaniem. Jest raczej
pojednaniem, wyciszeniem i spokojem18. Wielokrotnie określana jest
„straconą”:
14
Marya B. (Bartusówna M.), Myśli przedślubne, [w:] Taż, Poezje, dz. cyt., s. 14.
Borkowska G., dz. cyt., s. 187.
16
Zob. Tomkowski J., dz. cyt., s. 217.
17
Tamże.
18
Zob. Tamże, s. 218.
15
58
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!”
– miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny
„O, miłości! Tyś nie jest bachantką szaloną
Ani maską kryjącą ludzkie cele brudne,
Lecz gołębiem z oliwną gałązką zieloną,
Co niegdyś nad obszary wznosząc się bezludne,
Wieścił wybranych garstce, święto serca cudne,
O! miłości!... A jednak tyś dla mnie straconą!”19
Alter ego poetki pragnie snu, w którym spełniają się marzenia.
Przyszłość jawi się jako „smutna, zimna, surowa i naga, / odarta
z wszelkich złudzeń pozłacanej szaty”20. Po raz ostatni odnosi się do
swojego serca, bo po ślubie zostanie go pozbawiona. Relacją bez miłości,
okresem panowania chłodu i pustki emocjonalnej, będą „zimne przyszłości
pustynie”21. Przyszły mąż wzbudza w niej „zabójczą pogardę”. Pisze:
„Bierzesz tylko me ciało, lecz nie weźmiesz duszy!” 22. Wyraźnie
sprzeciwia się „sprzedawaniu siebie” dla pieniędzy. Przeraża ją świadomość, że do zawarcia małżeństwa wystarczy „cielec złoty”23, że miłość
można kupić. Prawdziwa miłość w tak skonstruowanym świecie nie ma
racji bytu. Kamila Tuszyńska w artykule na temat strategii niedoczytania
utworów Marii Bartusówny zauważa, że poetka zdaje się podzielać zdanie
Fryderyka Engelsa, iż małżeństwo jest „najordynarniejszą prostytucją,
uprawianą częściej przez kobiety, sprzedające swe ciało raz na zawsze
w niewolę”24. Sonet V Bartusówna uczyniła osią całego cyklu. To w nim
mowa jest o niechcianym ślubie:
„Wkrótce zielony wieniec upną mi u czoła,
Ślubna zasłona skryje wypłakane oczy,
Orszak strojnych, wesołych rówieśnic otoczy
I powiedzie w rozwarte podwoje kościoła”25.
Na jego podstawie mówiono o zawartym już ślubie. W końcu utwór
przenosi nas w realia ceremonii ślubnej: wianek, welon, druhny, kościół,
19
Marya B. (Bartusówna M.), Poezye, dz. cyt., s. 24.
Tamże, s. 19.
21
Tamże, s. 17.
22
Tamże, s. 21.
23
Tamże, s. 13.
24
Cyt. za: Tuszyńska K., Strategie niedoczytania: Maria Bartusówna, [w:] Bąbel A. (red.),
Umysły zniewolone. Literatura pod presją, „Napis”, Seria XV, Wyd. DiG, Warszawa 2009,
s. 169.
25
Marya B. (Bartusówna M.), Poezye, dz. cyt., s. 14.
20
59
Joanna Jabłońska
muzyka organowa, słowa przysięgi. Jednak nie jest to stereotypowe
pojmowanie momentu ślubu. Tutaj przysięga małżeńska łączy „dwoje istot
ciężkimi łańcuchy”26 i wywołuje u panny młodej marzenia o śmierci.
Sonet XIX rozpoczyna się apostrofą do miłości, określonej jako
„smutny z niebios strącony anioł”. Anioł miłości błąka się w tłumie i stara
się nieść ukojenie, rozniecać płomień miłości. Kobieta przywołuje go do
swego serca słowami: „Do mnie!..”. W jej duszy jest miejsce, na którym
chce go postawić i otoczyć wieńcem różanym. Róże są kwiatami szczęścia
i to szczęścia o charakterze erotycznym. Wielowiekowa tradycja
i powszechna praktyka poetycka spowodowały, „że właśnie ten kwiat stał
się uniwersalnym ekwiwalentem obrazowym uczucia miłości”27. W utworze Bartusówny wieniec różany ma łączyć „powiędłe sny”, czyli
niespełnione marzenia o szczęśliwej miłości. Ów wieniec „uwiądł już
dawno”, więc zapewne chodzi o nieodwzajemnione uczucie szesnastoletniej Marii do Wąsowicza. Również kolejny utwór poświęcony jest miłości.
Podmiot liryczny wyraża silne przekonanie o jej istnieniu: „Kłamie, kto ci
zaprzecza istnienia i bytu! / Kto mówi, że twą postać przybrał cielec
złoty”28. Kobieta pielęgnuje w duszy pamięć o miłości, której kiedyś
doświadczyła. Wspomina ją słowami: „Widziałam cię przy sobie od dni
moich świtu!”29. Tamta miłość była „posłanką niebiosów” – miłością
czystą, świętą i wielką:
„A byłaś taką czystą – jak kryształ błękitu,
A byłaś taką świętą – jak boleść sieroty…
Tak wielką, jak pragnienia przeklętej istoty…”30.
W powyższym cytacie występuje paralelizm składniowy, a w ostatnim
wersie poetka zastosowała elipsę. Powtórzenie „byłaś” ma na celu
podkreślenie czasu przeszłego. Zdaje się, że uczucie miłości było mocno
idealizowane przez poetkę. Jej miłość była niezrozumiała przez innych
ludzi, uznających ją za szaloną. Ostatni sonet jest puentą całego cyklu.
Występuje w nim cały zestaw określeń, wyrażających rozpacz w związku
ze zdradą wartości. Pojawia się cierpienie, jęk, płacz i zgroza.
26
Tamże.
Sikora I., Symbolika kwiatów w poezji Młodej Polski, Wydawnictwo Naukowe US, Szczecin
1987, s. 44.
28
Marya B. (Bartusówna M.), Poezye…, s. 23.
29
Tamże.
30
Tamże.
27
60
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!”
– miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny
3.2. Uczucie utraty miłości w lirykach Marii Bartusówny
W liryce autorki Myśli przedślubnych dominuje wspomnienie miłości
bezpowrotnie utraconej, przeważa nastrój smutku i zwątpienia, który został
wyrażony także w wierszu Za późno:
„Za późno już! Za późno już,
Stracony wraca raj!
W wieńcu mych snów zabrakło róż,
W łzach uwiądł wiosny maj!...
[…]
I serce me po przejściu burz
Zapadło w martwy sen…
Nie dla mnie już, nie dla mnie już
Anielski oddźwięk ten!
Zamilknij więc, jak milczy ból,
Co w piersi mojej wre!
Świat wdzięcznych masek, sztucznych ról,
Nie prawdy od nas chce! […]”31
W pierwszym wersie występuje powtórzenie, podkreślające przeszłość
i wprowadzające w stan zamknięcia i milczenia. Słowami „w wieńcu mych
snów zabrakło róż” Bartusówna wyraziła brak szczęścia w swoim życiu.
Słowa „w łzach uwiądł wiosny maj” sugerują, że beztroski czas młodości
dobiegł końca. Tak często pojawiające się w lirykach poetki martwe kwiaty
symbolizują przemijanie życia ludzkiego32. Osoba mówiąca w wierszu, tak
jak sama autorka, jest rozczarowana młodzieńczą miłością. Miejsce miłości
w sercu bohaterki zajmuje teraz sarkazm i obojętność33. Do nieodwzajemnionej miłości podmiot liryczny bezpośrednio przyznaje się w wierszu
On mnie nie kocha. Bohaterce w cierpieniu towarzyszą nawet gwiazdy, co
świadczy o wszechogarniającym smutku z powodu nieszczęśliwej miłości
podmiotu lirycznego:
„Przed nią na niebie,
Gwiazdy tlejące łagodnie
31
Tamże, s. 52-53.
Zob. Kopaliński W., Słownik symboli, Wyd. „Wiedza Powszechna”, Warszawa 1990, s. 184.
33
Zob. Kozłowska E., „Smutna nade mną gwiazda świeciła…” Główne motywy twórczości
lirycznej Marii Bartusówny, [w:] J. Rusin, K. Maciąg (red.), Literatura i jej konteksty. Prace
ofiarowane Profesorowi Czesławowi Kłakowi, Wyd. Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów
2005, s. 166.
32
61
Joanna Jabłońska
Smutnie mówiły do siebie,
Świeciły jak na pogrzebie,
Blade pochodnie!...” 34
Towarzyszący kobiecie anioł młodości płakał, żegnając westchnieniem
„złote sny szczęścia, miłości”. W kolejnej strofie mowa, o tym, że
niekochaną kobietę uniósł bieg życia, przez co zamknęła w piersi żale
i w kamiennym krysztale łzy. Słowa te można interpretować jako zaznanie
spokoju, jedynie czasami powrócą wspomnienia:
„Czasami głucho zaszlocha –
Duch, co w pomroce i pyle
Duma na wspomnień mogile:
On mnie nie kocha!”35
Motyw nieodwzajemnionej miłości pojawił się także w poemacie
Opryszek, wydanym w 1876 roku. Jego akcja dzieje się w górach
Huculszczyzny, czyli części dawnego województwa stanisławowskiego,
obszarze położonym w górnym dorzeczu Prutu i Czeremoszu w Karpatach
Wschodnich. U podstaw poematu Bartusówny oprócz lektury dzieł Romantycznych leży przygoda życiowa przyszłej poetki. Otóż w latach pensjonarskich autorka Powitania gór miesiące wakacyjne spędzała u wujostwa we
wsi Pistynia nieopodal Kołomyi. Podczas jednej z samotnych wycieczek
podgórskich „panience” zastąpili drogę dwaj Huculi, ojciec i syn. Starszy
góral, wójt wsi Pistynia, zaproponował Marii małżeństwo z jego synem.
Propozycję, popartą uporczywym żądaniem, ponowili Huculi wobec
krewnych dziewczyny, która przerażona czym prędzej opuściła tę wieś36.
Podobny motyw nieodwzajemnionej miłości panienki do Hucuła występuje
w poemacie Opryszek. Jak pisze Jan Orłowski: „W zamyśle autorki
anielska dziewczyna («Anioł boży – nie panienka») ma sprowadzić na
drogę cnoty opryszka, «upadłego anioła», w którym drzemie ukryta
«piękna dusza». Szlachetne porywy w duszy opryszka budzi nie tylko
miłość, wrażliwe sumienie, ale również i piękno natury, wśród której
przebywa”37.
34
Marya B. (M. Bartusówna), dz. cyt., s. 118.
Tamże, s. 119.
36
Stodor A., dz. cyt., s. 26.
37
Orłowski J., Motywy ukraińskie w poezji Marii Bartusówny, s. 20, [w:] http://www.panol.lublin.pl/wydawnictwa/TZwiaz2/Orlowski.pdf. [dostęp: 20.07.2016 r.]
35
62
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!”
– miłość utracona w życiu i twórczości Marii Bartusówny
4. Podsumowanie
Maria Bartusówna w swoim życiu doświadczyła uczucia idealnie
wpisującego się w model romantycznej miłości. Jako szesnastoletnia
dziewczyna pogrążona w lekturach, pozostawiona przez najbliższych,
niewłaściwie ulokowała swoje uczucia. Wybór jej serca padł na człowieka
wykształconego i ambitnego, który sprawy uczuciowe odstawił na dalszy
plan, dążąc do uzyskania wyższego wykształcenia i dobrej posady. Po
latach okazało się, że idealizowany mężczyzna ożenił się z bogatą Niemką.
Wiadomość ta była wielkim ciosem dla wrażliwej i samotnej pisarki.
Rozpoczęła okres zgorzknienia, smutki i melancholii, który towarzyszył jej
do końca życia. Poetka nie była w stanie odwzajemnić szczerego uczucia,
jakim darzył ją Franciszek Oleński. Jako człowiek uczciwy, ale nie dość
wykształcony, niezwiązany z literaturą, nie mógł wywrzeć na niej
wrażenia. Swoje zniechęcenie do jego osoby upamiętniła w cyklu dwunastu
sonetów. Postanowiła poświęcić się edukacji, pracy literackiej i szerzeniu
oświaty, co przypłaciła najwyższą ofiarą. W lirykach Za późno i On mnie
nie kocha wyraziła swoje nieszczęście, spowodowane nieodwzajemnioną
miłością. Miłość w twórczości Marii Bartusówny jawi się jako „smutny
z niebios strącony anioł”, który bezskutecznie roznieca płomień miłości
wśród ludzi.
Literatura
Borkowska G., Czermińska M., Philips U., Pisarki polskie od średniowiecza do
współczesności: przewodnik, Wyd. Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000.
Borkowska G., Pozytywiści i inni, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1996.
Brodzka A., Maria Bartusówna 1854-1885, [w:] Kulczycka-Saloni J., Markiewicz
H., Żabicki Z. (red.) Literatura polska w okresie realizmu i naturalizmu, t. 1,
Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1965.
Dunaj B. (red.), Popularny słownik języka polskiego, Wyd. WILGA, Warszawa 2002.
Kopaliński W., Słownik symboli, Wyd. „Wiedza Powszechna”, Warszawa 1990.
Kozłowska E., „Smutna nade mną gwiazda świeciła…” Główne motywy
twórczości lirycznej Marii Bartusówny, [w:] Rusin J., Maciąg K. (red.), Literatura
i jej konteksty. Prace ofiarowane Profesorowi Czesławowi Kłakowi, Wyd.
Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2005.
Marya B. (Bartusówna M.), Myśli przedślubne, [w:] Taż, Poezje, Nakładem
Księgarni Wł. Bełzy, Lwów 1876.
Mikulski J. A., Maria Bartus (poetka nauczycielka) sylwetka literacka, Wyd.
G. Gebethner i Spółka, Kraków 1908.
63
Joanna Jabłońska
Piwińska M., Miłość, [w:] Bachórz J., Kowalczykowa A.. (red.), Słownik literatury
polskiej XIX wieku, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2009.
Sikora I., Symbolika kwiatów w poezji Młodej Polski, Wyd. Naukowe US, Szczecin 1987.
Stodor A., Szkic biograficzno-literacki, [w:] Maria Bartusówna, Dzieła, Nakładem
Macierzy Polskiej, Lwów 1914.
Orłowski J., Motywy ukraińskie w poezji Marii Bartusówny, dostępny w Internecie:
http://www.pan-ol.lublin.pl/wydawnictwa/TZwiaz2/Orlowski.pdf. [dostęp:
20.07.2016]
Tomkowski J., Safona w szkole, [w:] Tomkowski J. (red.), Samobójcy i marzyciele:
O zabijaniu poetów, Wyd. Akademii Świętokrzyskiej im. Jana Kochanowskiego,
Kielce 2002.
Tuszyńska K., Strategie niedoczytania: Maria Bartusówna, [w:] Umysły
zniewolone. Literatura pod presją, „Napis”, Seria XV, red. A. Bąbel, Wyd. DiG,
Warszawa 2009.
„Miłości! Smutny z niebios strącony aniele!” – miłość utracona w życiu
i twórczości Marii Bartusówny
Streszczenie
W artykule zaprezentowano motyw miłości utraconej w życiu i twórczości Marii
Bartusówny – poetki i nauczycielki epoki pozytywizmu. Wybrańcem jej serca został
Mieczysław Wąsowicz – prowizor aptekarski i wydawca lokalnego pisma literacko-społecznego „Jutrzenka”, w którym poetka zadebiutowała. W opracowaniu odniesiono się
do miłości romantycznej. Przedstawiono biografię pisarki i osobę Mieczysława Wąsowicza.
Poprzez analizę cyklu sonetów Myśli przedślubne i innych utworów starano się ukazać
oblicze miłości utraconej. Wzięto także pod uwagę korespondencję Marii Bartusówny oraz
wypowiedzi na temat miłości w jej twórczości wyrażone przez wybitnych badaczy.
Wnikliwa analiza biografii i utworów pozwoliła na dojście do wniosku, iż
nieodwzajemniona miłość, jakiej doświadczyła poetka, wpisuje się w ideał miłości
romantycznej i pozostawiła do końca życia ślad w sercu poetki.
Słowa kluczowe: Maria Bartusówna, miłość, utrata, cierpienie.
64
Bartłomiej Borek1
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród
szyderczych zwierciadeł”. O tajemnicy miłości
własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
1. Wstęp
Omówienie problematyki narcyzmu w Niedokonanym Tadeusza
Micińskiego – do tej pory pomijanej w badaniach literaturoznawców – wymaga na początku streszczenia i interpretacji znanych narracji o losach
mitycznego Narcyza. W dalszej części proponuję skonfrontowanie dziejów
feerycznego młodzieńca z anielską kreacją bohatera poematu młodopolskiego i ukazanie tej postaci w świetle psychoanalizy Zygmunta Freuda.
W niniejszym artykule zostanie przedstawiona interpretacja, która utożsamia
tytułowego bohatera poematu z „ja” Lucyfera, a nie „ja” lucyferycznym,
czyli alter ego autora W mroku gwiazd. Taka metoda interpretacyjna pozwala
na odczytanie Niedokonanego w znacznie szerszym kontekście kulturowym.
Badaczami analizującymi kreację Niedokonanego w duchu obranej przeze
mnie drogi są m.in.: Czesław Latawiec2, Wojciech Gutowski3, Jan Tomkowski4, Artur Jocz5, Krystyna Bezubik6, Tomasz Staniszewski7.
Literaturoznawcami, którzy przyjęli inną perspektywę interpretacyjną,
pozwalającą na rozpoznanie tekstu Micińskiego w kontekście „ja”
1
[email protected], Instytut Filologii Polskiej, Wydział Humanistyczny, Uniwersytet
Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, www.umcs.pl.
2
Zob. Latawiec Cz., Introdukcja, [w:] Miciński Tadeusz, Pisma pośmiertne, t. I, Wydawnictwo
Literackie, Warszawa 1931.
3
Zob. Gutowski W., Wprowadzenie do Xięgi Tajemnej. Studia o twórczości Tadeusza
Micińskiego, Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej, Bydgoszcz 2002.
4
Zob. Tomkowski J., Świat gnozy Tadeusza Micińskiego, [w:] Młoda Polska: legendy
i światopoglądy, red. Bujnicki T., Illga J., Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego , Katowice
1983.
5
Zob. Jocz A., Przypadek „osy rozbójniczej”. Rozważania o gnostycyzmie i neognozie
w literaturze polskiej przełomu XIX i XX wieku, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im.
Adama Mickiewicza, Poznań 2009.
6
Zob. Bezubik K., Tatry huczą gnozą! O gnozie w twórczości prozatorskiej Tadeusza
Micińskiego, Nomos, Kraków 2013.
7
Zob. Staniszewski T., Gnostycka wizja Lucyfera w poemacie „Niedokonany” Tadeusza
Micińskiego, [w:] Oblicza gnozy, pod red. Przybył E., Nomos, Kraków 2000.
65
Bartłomiej Borek
lucyferycznego (uznanie głównego bohatera za człowieka o naturze
lucyferycznej), są m.in. Jarosław Ławski8 i Edward Boniecki9.
2. Zraniony narcyzm
2.1. Narracja Owidiusza
Zachowały się trzy pierwotne warianty mitu o Narkissosie10. Każda
z nich zawiera analogiczne i dychotomiczne sekwencje dziejów tytułowego
bohatera mitu. Powszechnie obowiązująca wersja opowiadania została
spisana przez Publiusa Ovidiusa Nasona – znanego współcześnie jako
Owidiusz – w Metamorfozach.
Narracja Owidiusza rozpoczyna się profetyczną wizją Tejrezjasza,
starca, który otrzymał możliwość obcowania we własnym ciele
z pierwiastkiem męskim i kobiecym11, co przyczyniło się do jego
późniejszej kary, jaką była utrata wzroku. Wieszcz wprowadza do świata
mitów postać feerycznego młodzieńca imieniem Narcyz. Efeb ten był
zjawiskowym stworzeniem. Rozkochiwał w sobie zarówno mężczyzn, jak
i kobiety. Jego uroda przyciągała jednako samotnych i zakochanych. Nie
dziwi więc, że najbardziej predysponowany do zaprezentowania postaci
Narcyza, który zajmuje „pozycję pośrednią pomiędzy biegunami ludzkiej
płciowości”12, został właśnie Tejrezjasz. Symetrię pomiędzy nim
a Narcyzem dopełnia kierowana przez niego do młodzieńca przestroga
przed ujrzeniem siebie jako obiektu pożądania. Starzec ma świadomość, że
8
Zob. Ławski J., Wyobraźnia lucyferyczna. Szkice o poemacie Tadeusza Micińskiego
„Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni”, Trans Humana, Warszawa 1995.
9
Boniecki E., Duch się we mnie wichrzy. Tadeusz Miciński wobec zagadki człowieka, Sic!,
Warszawa 2000.
10
Narkissos to transliteracja greckiego imienia Νάρκισσος, które w języku polskim odczytywane
jest jako Narcyz. Warta podkreślenia jest etymologia tego słowa: rdzeń Νάρκη, oznacza – jak
pisze Remigiusz Popowski w Wielkim słowniku grecko-polskim Nowego Testamentu (s. 407) –
‘zdrętwienie’, ‘zesztywnienie’, ‘martwotę’, ‘paraliż’. Od imienia Narkissosa pochodzą obecnie
takie wyrazy, jak: narkomania, narkotyk, narkolepsja, a samo słowo ma konotacje pejoratywne.
11
Mając na myśli oba pierwiastki płci, myślę o karze, jaka spotkała Tejrezjasza za
wykroczenia, których się dopuścił. Według pierwszej relacji ujrzał on nagą Atenę, co
przyczyniło się do wejrzenia w dziedzinę boskiej wiedzy niedostępnej dla śmiertelników. Po
incydencie starzec traci wzrok. Druga relacja wspomina o tańcu godowym węży, które zostały
rozdzielone kijem wieszcza. Za karę został on przemieniony w kobietę na siedem lat. Po
upływie tego czasu powtórzył ten czyn, by znów stać się kobietą. Na Olimpie w tym czasie
doszło do sporu na temat tego, która z płci ma większą rozkosz podczas aktu seksualnego.
Zapytano o to Tejrezjasza, który wyjawił, że kobiece doznania przerastają dziewięciokrotnie
silniej rozkosz mężczyzny. Hera za wyjawienie tej prawdy ukarała Tejrezjasza utartą wzroku.
Zob. Niekrasz A., Bogowie Olimpu też są niepełnosprawni, „Echo Życia”, 25 (2013), s. 34-35.
12
Sikora T., EUOI. Studia z symbolizmu i metaforyzacji katoptrycznej, Nomos, Kraków 2004, s. 192.
66
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
dobywając poznania, które nie jest dane zwykłym śmiertelnikom, syn
Liriope narazi się na boską karę. Do Tejrezjasza, nieomylnie ogłaszającego
przyszłe losy, przybywa matka Narcyza, która pyta o przyszłość
młodzieńca: „czy dorośnie, czy dojdzie lat sędziwych?”13. Otrzymuje
odpowiedź pobrzmiewającą tajemnicą: „Jeśli siebie nie pozna”14. Mijają
lata. Przepowiednia, nadal będąc niezrozumiałą, nie wpływa na życie
Narcyza. Dumny z siebie i ze swojego uroku, szesnastoletni już wtedy efeb
zostaje zauważony przez nimfę Echo. Ta, przepełniona miłością, pragnie
wyrazić swoje uczucie, które okazuje się uniesieniem skazanym z góry na
odrzucenie.
W odpowiedzi na zaloty Echo zostaje odtrącona. Los boginki podzielali
i inni, dlatego ofiary – właściwie to jedna z nich – zapragnęły kary dla
swego oprawcy. Wzniesiono prośbę do bogini Nemezis: „Niech i on kocha,
nie będąc kochanym”15.
Słowa zostają wysłuchane:
„Słuszną tę prośbę spełniła Ramnuzja. Było źródło
przejrzyste, srebrzące się blaskiem, którego ani pasterze, ani
górskie kozy nie t ykał y, ani żadna trzoda. Ptak nie musnął
go w locie, zwierz nie mącił lustra, ani sucha gałązka
spadająca z drzewa […] żaden promień słońca żarem
nie tknął tego miej sc a”16.
Strudzony zajęciami dnia Narcyz przysiada nad źródełkiem, chce ugasić
pragnienie, gdy „nagle inne pragnienie w nim się obudziło”17. Patrząc
w wodne zwierciadło, zaczyna podziwiać własne odbicie, uważając je za
żywą istotę. Kara jest o tyle dotkliwa, że nie pozwala na spełnienie
pragnień, jakie mieszczą się w sercu zakochanego:
„O, ileż razy zbliża usta do zwierciadła wody! Ile razy
zanurza w wodzie ręce, by objąć za szyję, nie może sam
uścisnąć siebie. Nie wie, co widzi, lecz to, co widzi, go spala.
13
Owidiusz, Metamorfozy, ks. III, w. 347, przeł. Kamieńska A., Stabryła S., Zakład Narodowy
im. Ossolińskich, Kraków 2002.
14
Tamże, w. 348. Odczytanie słów Tejrezjasza można potraktować dwupłaszczyznowo:
poznanie wizualne – spojrzenie na siebie – lub poznanie gnostyckie, polegające na ujrzeniu
w sobie Pleromy, czyli pełni / światła.
15
Owidiusz, dz. cyt., w. 405.
16
Tamże, w. 406-413.
17
Tamże, w. 414.
67
Bartłomiej Borek
Błąd łudząc oczy błąd podsyca. Niemądry, czemu
daremnie chwytasz ulotne odbicie?”18.
Skonfundowany tym, co ujrzał w wodnej tafli, nie ma świadomości, że
przygląda się jedynie złudzeniu, projekcji zwodniczego zmysłu. Narcyz
chce widzieć w wodnym zwierciadle kogoś innego, dlatego postrzegając
swe własne odbicie, „przekształca się w innego”19. Nie posiada jednak
wiedzy, która umożliwiłaby mu zrozumienie, że w momencie odejścia od
zwierciadlanej toni zginie razem z nim jego ukochany:
„To, co widzisz, jest niczym, co kochasz,
zginie, kiedy się obrócis z” 20.
Narcyz, nie mogąc połączyć się z tym, którego podziwia i kocha,
decyduje się na akt samounicestwienia:
„[…] bił rękami w piersi […] ostatnie słowa wyrzekł patrząc
w wodę – żegnaj! […] ciemność zamknęła mu oczy”21.
Kiedy niespełniony po miłosnym zawodzie udaje się do Hadesu, by tam
w samotności dalej odbywać swoją karę, na powierzchni pozostaje po nim
jedynie wspomnienie w postaci „kwiatu barwy szafranu z płatkami białymi
dokoła”22.
2.2. Narracja Konona
Historia Narcyza została przedstawiona również w innej relacji, tzw.
wersji boeckiej, w której grecki pisarz Konon ukazuje losy młodzieńca
w różny od Owidiuszowego sposób. Elegik do historii dziecka Liriope
wplata wątek miłości homoseksualnej. „Gardzący Erosem”23 Narcyz,
mężczyzna o urzekającej urodzie, jest obiektem westchnień zarówno
kobiet, jak i mężczyzn. Przepełniony dumą, odrzuca każdego, kto darzy go
uczuciem. Tym, który nie zrezygnował z miłości do Narcyza, był
Ameniusz. Po wielu nieskutecznych próbach, nie mogąc pogodzić się
z odrzuceniem i z tym, że Narcyz jednocześnie go „upokorzył, wysyłając
18
Tamże, w. 428-429.
Sikora T., dz. cyt., s. 196.
20
Owidiusz, dz. cyt., w. 447-448.
21
Tamże, w. 481-482.
22
Owidiusz, dz. cyt., w. 510-511.
23
Graves R., Mity greckie, przeł. H. Rzeczkowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa
1992, s. 251.
19
68
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
[…] miecz, z poleceniem, by się tym mieczem zabił”24, popełnia
samobójstwo. Przed autodestrukcją decyduje się na akt zemsty wobec
krzywdziciela. Zasyła do bogów prośbę o zesłanie na niewdzięcznego
Narcyza kary:
„Usłyszała tę prośbę Artemida i sprawiła, że Narcyz się
zakochał, ale nie mógł zaznać spełnienia swej miłości”25.
Narcyz – jak opisał to również Owidiusz – skłoniwszy twarz ku
powierzchni źródła, patrzy na odbijającą się w nim postać i zakochuje się
w niej. W wyniku powierzenia serca iluzji zostaje uwięziony we własnym
odbiciu. Staje się swoim pierwszym i jedynym kochankiem. Po okresie
podziwu w życiu Narcyza nadchodzi moment uświadomienia sobie, że ten,
którego pokochał, jest jedynie jego odbiciem, cieniem, który zniknie wraz
z nim, gdy odstąpi od wody. Nie mogąc pokonać myśli o utracie
ukochanego,
„W końcu zabił się zmuszony rozpaczą i rozumiejąc, że
słusznie cierpi za odrzucenie miłości Amejniosa”26.
Warto wspomnieć, że wersja Konona powtarza fragment końcowy,
który znalazł swoje rozwinięcie u Owidiusza, powielający motyw
kwiatowego wspomnienia:
„Mieszkańcy tej krainy [Boecji] uważają, że kwiat narcyz
narodził się z ich ziemi tam, gdzie wylała się krew
Narcyza”27.
2.3. Narracja Pauzaniasza
Trzecią relacją o Narcyzie jest historia opowiedziana przez Pauzaniasza
w Wędrówce po Helladzie. Wyraźnie odmienna, lecz wysoce
komplementarna względem poprzednich relacji, rozpoczyna się od
zasygnalizowania nie pojedynczego bohatera mitu, a bohaterów
bliźniaczych: „Oboje mieli takie same włosy, tak samo się ubierali i razem
polowali”28. Miłość między rodzeństwem była uczuciem niezwykle silnym.
Brat zakochany był w swej siostrze na sposób kazirodczy. Gdy miłość
24
Pospiszyl K., Narcyzm: drogi i bezdroża miłości własnej, WSiP, Warszawa 1995, s. 15.
Tamże, s. 251.
26
Tamże.
27
Graves R., dz. cyt., s. 251.
28
Pauzaniasz, Wędrówki po Helladzie: U stóp boga Apollona, przeł. Niemirska-Pliszczyńska J.,
Podbielski H., Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Warszawa 2005, s. 250.
25
69
Bartłomiej Borek
rodzeństwa rozkwitała, do sielskiego obrazka domalowana została
kostucha. Siostra Narcyza umiera i pozostawia go samego. Warto
zauważyć, że relacje o Narcyzie powtarzają motyw kojenia, który
wyeksplikowany w tej narracji został jako gest, pozwalający bohaterowi
kontynuować peregrynację po świecie:
„Narcyz kochał ją bardzo, a ujrzawszy się, po jej śmierci,
w źródle, uległ złudzeniu, że widzi swą siostrę, co koiło
jego smutek29.”
Młodzieniec, by żyć po stracie najważniejszej w swym życiu osoby,
pozwala wodnemu złudzeniu na łagodzenie straty. Pomimo świadomości
tego, czym jest odbicie, decyduje się na odrzucenie prawdy i zmniejszanie
swego smutku przy każdym kolejnym spojrzeniu w wodną toń, co sugeruje
Stanisław Jaworski, parafrazujący Pauzaniasza. Jednak:
„Wkrótce przekonał się o pomyłce, odtąd […] często
spoglądał w wody źródlane, aby pocieszyć się po swojej
stracie30.”
3. Narcyz a Niedokonany
Narcyz w relacji Owidiusza i Konona został przedstawiony jako
mężczyzna odrzucający miłość otrzymaną od tych, którzy darzyli go
uczuciem. Identycznie rzecz ma się z Lucyferem Micińskiego, który
pomimo wysokiej rangi w niebie decyduje się na jej odtrącenie.
Niedokonany wyjaśnia, że zostaje znieważony i wyrzucony przez chęć
poznania:
„Zwarły się groźne i nieprzystępne przepaście, wśród
których szedłem czując, że za widnokręgiem są prawdy
wiekuiste i boskie , których nie poznałem […] Demon
milczenia, splótłszy ręce, patrzy w moje obumarłe
i szaleństwem księżyca zachodzące oczy — nakłada
pieczęci na groby tajemnic, których na wieki nie
otwarłe m” 31.
29
Jaworski S., Narcyz, [w:] Mit, człowiek, literatura, red. Stabryła S., Gomulicka B., Piasecki T.,
PWN, Warszawa 1991, s. 135.
30
Tamże.
31
Jaworski. S., dz. cyt., s. 86.
70
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
Grzech Lucyfera polega na tym, że podobnie jak Tejrezjasz, który miał
możliwość wejrzeć w dziedzinę boskiej wiedzy, chciał dorównać Bogu
i poznać niepoznawalne tajemnice. W rezultacie podjętych przez bohatera
poematu działań zostaje on zdegradowany, a Boska Siła odbiera mu miłość,
która do tej pory czyniła go wielkim.
Kiedy przywołujemy postać Narcyza z relacji Owidiusza, musimy
pamiętać, że ważną rolę odegrała w nim również nimfa Echo. Boginka, tak
jak Narcyz czy Niedokonany, odrzuca tych, którzy chcą jej szczęścia.
Odtrącając miłość bożka Pana, zostaje ukarana, traci Narcyza i własne
życie. Narcyz Owidiusza, odrzucając Echo, w sposób symetryczny podziela
jej los. Niedokonany, odrzucając miłosierdzie Boga, traci miłość swego
brata – Jezusa, a podczas próby odzyskania tego, co bezpowrotnie utracił,
ginie.
Bardzo ciekawą motywicznie paralelą pomiędzy Narcyzem
a Niedokonanym jest scena, w której obaj patrzą w zwierciadło
i dostrzegają w nim cień: „To, co widzisz, jest odbitym cieniem obrazu, nie
ma własnego bytu”32, „Na wyszlifowanej, jak zwierciadło ścianie otchłani
widzę Cień”33. Jak zostało już powiedziane, Narcyz chce widzieć w swym
cieniu kogoś innego; pragnie, by odbicie było rzeczywiste. Zastanawiające
jest, że Lucyfer Micińskiego rozwija w identyczny sposób pojmowanie
swego cienia z części alfa, jak Narcyz. Tak samo jak młody efeb rozmawia
z nim i zanosi do niego prośby. Mówi: „proszę Cienia Mojego, aby mnie
zabił”34.
Przywoływany co pewien czas motyw źródła kryje w sobie jeszcze
jedną możliwość interpretacyjną. Oddzielone od świata, niemuskane przez
żadne zwierzę czy nawet liść drzewa, „niewinne leśne źródełko jest
w istocie okiem Hadesu […] odgałęzieniem wód Styksu”35, jest miejscem,
w którym znajduje się Niedokonany patrzący w ścianę, będącą taflą źródła,
nad którym pochyla się Narcyz. Syn Liriope i Niedokonany tworzą w tym
momencie symetrię, ruchową zborność, jeden staje się odbiciem drugiego.
Analiza Niedokonanego w kontekście mitu o Narcyzie według
Owidiusza ukazuje czytelnikowi Lucyfera, który przez odrzucenie bożej
miłości traci jednocześnie miłość braterską. Nie godząc się z zastaną
sytuacją, Lucyfer podejmuje bunt, który kończy się wyrzuceniem z nieba.
Przemierzający Ziemię starszy brat Jezusa uświadamia sobie, że
32
Owidiusz dz. cyt., w. 481-482.
Miciński T., Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni. Poemat, [w:] Poematy prozą,
oprac. W. Gutowski , Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985, s. 74.
34
Tamże, s. 125.
35
Sikora T., dz. cyt., s. 197.
33
71
Bartłomiej Borek
zaprzepaścił wszystko to, na czym mu zależało. Utracił przede wszystkim
brata, którego zaczyna zastępować swym własnym odbiciem, przez które
zagubi realny byt i, tak jak mityczny bohater, zaczyna podziwiać siebie,
a nawet tytułować:
„Król przeto imię moje – Pan Konaj ącyc h –
Archanioł pych y – Zatraciciel – a wszechświat
zapomniał imienia mego, które jest Niedokonan y!”36
W wersji Konona kluczowym problemem wydaje się odtrącenie przez
Narcyza miłości. Czyn wyparcia się uczucia powoduje niejako uwięzienia
boga Erosa. Zbrodnia, jakiej dopuszcza się Narcyz, polega na tym, że nie
podporządkowuje się on woli wyższego od siebie, przez co detronizuje
boga z urzędu.
Przejdźmy teraz do interpretacji mitu podanego przez Pauzaniasza.
Pierwsze odczytanie tekstu sprawia wrażenie, jakby autor nie mógł
uwierzyć w naiwność Narcyza, w to, że zakochał się on we własnym
odbiciu i dlatego – pozornie – racjonalizuje tę historię przez
umiejscowienie w niej siostry bliźniaczki. Miłość Narcyza, pomimo że
skierowana do odbicia, tak naprawdę byłaby zorientowana w stronę siostry,
której wizerunek znajdował się w portrecie własnym bohatera – z racji
bliźniactwa. W micie tym użyty zostaje, w odniesieniu do siostry Narcyza,
grecki rzeczownik z rodzajnikiem żeńskim – he pais, które tłumaczy się na
ta dziecko. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Pauzaniasz tym samym
rodzajnikiem – w liczbie mnogiej – nie określił pary rodzeństwa – he
paides. Starożytny pisarz, przez użycie tego rodzaju gry słów, uświadamia
czytelnikowi, że pomimo wieku dorosłego, płciowość dwojga nie została
jeszcze określona, że „społeczne dystynkcje służące określeniu pożądanego
dystansu płciowego”37 nie naruszyły jeszcze rodzeństwa, zatem ich płeć
jest płcią wspólną, tą samą.
Tragedia Narcyza rozpoczyna się w momencie śmierci siostry, gdyż
„razem są idealnie komplementarni mocą niezróżnicowanego Erosa”38, bez
siostry Narcyz jest po prostu niepełny. Młodzieniec, wpatrując się w taflę
wody, dostrzega w niej swoją postać, a właściwie odbicie siostry, które
chce widzieć. Jest ono iluzoryczne i nie pozwala Narcyzowi na osiągnięcie
pełni doskonałości.
36
Miciński T., dz. cyt., s. 75.
Sikora T., dz. cyt., s. 199.
38
Tamże, s. 199.
37
72
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
Jak wynika ze starożytnego tekstu, bohater mitu nigdy nie osiągnie
dojrzałości płciowej, przez co jego płeć nie zostaje wyróżniona. Takie
zakończenie interpretacji mitu zdaje się być niepełne. Pauzaniasz, znający
przecież prace Platona takie jak Uczta, nie mógł pominąć fascynacji tego
myśliciela pierwotną androgynią. Uważam, że właśnie w tym odwiecznym
problemie coincidentio oppositorum (zbiegu przeciwieństw) kryje się
właściwe odczytanie starożytnego tekstu. W myśl idei androgynizmu
działanie podjęte przez Narcyza nie jest próbą odzyskania siostry,
a dotarciem do doskonałego stanu sprzed podziału płci. Narcyz, dający
odbicie w wodzie, oczekuje zobaczenia w wodnym zwierciadle postaci
siostry sprzed śmierci. Można przypuszczać, że chce wniknąć głębiej,
pragnie dostrzec w odbiciu moment sprzed ich narodzin. Wiadomym
powszechnie jest fakt, że bliźniaki powstają z jednej komórki jajowej, więc
ich stan w starożytności najbardziej przypominał świętą androgynię.
Możliwe, że źródlane zwierciadło staje się wrotami łona, a głębiny Styksu
okazują się płodowymi wodami mitycznego praembrionu, w którym
Narcyz niestety nie ujrzy wyczekiwanego stanu. Nie ma on możliwości
osiągnięcia pełni przez to, że odrzuca odgórnie ustalone prawa, a dla takich
wizje tego typu są wyłącznie „wodami śmierci”39.
Portret Narcyza w wersji Pauzaniasza niezwykle wyraźnie odbija się
w kreacji Lucyfera Tadeusza Micińskiego. Zauważmy, że Niedokonany
jest tym, który pragnie osiągnięcia pełni, chce dobycia boskiej iskry.
Nosicielem pełni, której tak pragnie tytułowy bohater poematu, można stać
się nie tylko przez wniknięcie w tajemnicę za pomocą wiedzy, ale też przez
połączenie z Tym, który doświadczył pełni, czyli z Jezusem. Niedokonany
w części czternastej poematu daje Emanuelowi wskazówki, które pozwolą
na osiągnięcie tego stanu przez „poznanie siebie”40, a w rezultacie
oswobodzenie upadłego brata. Nieszczęśliwie dla Niedokonanego nie
zostaje ona spełniona, Jezus nie przychyla się do sugestii upadłego anioła
i nie przyjmuje roli Androgyna.
Podsumowując problematykę narcystyczną ujawniającą się w kreacji
Lucyfera Micińskiego, należy zacząć od wyjaśnienia, że „przemieszczenie”
mitu, o którym w swoich pracach pisze Northrop Frye, polega na oglądaniu
siebie w postaci innej osoby. Lucyfer istnieje dlatego, że istnieje Jezus.
Podziwia Go, ogląda się w nim, a jednocześnie tęskni za nim, bo Go
utracił. Narcyz przyglądający się tafli wody i widzący w niej swoje odbicie
dostrzega postać siostry. Symetrycznie Niedokonany, wpatrujący się
39
40
Zob. Sikora T., dz. cyt., s. 199.
Miciński T., dz. cyt., s. 101.
73
Bartłomiej Borek
w Jezusa, zauważa w nim siebie, tego kim był, kim mógł być przed
buntem.
Zbrodnia Niedokonanego, jak i Narcyza, polega przede wszystkim na
tym, że sprzeciwili się Bogu. I Narcyz, i Niedokonany odrzucają miłość.
Niedokonany dodatkowo wyzbywa się możliwości zbawienia. Efeb
sprzeciwia się Erosowi, Lucyfer Micińskiego Bogu Jahwe. Czyn ten
powoduje, że obaj są dla siebie jakby bogami.
Kończąc rozważania na temat powiązań Niedokonanego z narcyzmem
antycznym i przechodząc do spojrzenia psychoanalitycznego, warto jeszcze
nawiązać do gnostyckiej relacji o powstaniu świata. Motyw stworzenia
znany z relacji Poimandresa dostarcza czytelnikowi informacji na temat
motywu genesis:
„I tak ten, który miał władzę nad [wszystkim], co śmiertelne
w kosmosie i nad nierozumnymi żywotami, przybliżył twarz
swą do Harmonii i przedarł się przez jej siłę, ukazując dolnej
Naturze piękną Formę Boga. I gdy ujrzała ona piękno
Formy, którym nigdy nie można się zaspokoić oraz jego,
który [teraz] posiadał w sobie każdą energię [wszystkich
siedmiu] Zarządców, jak też i Formę [samego] Boga,
uśmiechnęła się z M IŁOŚCIĄ. Było to jakby w lustrze
swej Wody ujrzała obraz Człowieka naj piękniej szego,
a na powierzchni swej Ziemi jego cień. On zaś ujrzawszy
w niej, w jej Wodach for mę do swoj ej podobn ą,
pokochał ją i chciał w ni ej zamieszka ć”41.
Możliwe, że inspiracją dla tej narracji mógł być właśnie mit o Narcyzie.
Wydaje się to tym bardziej prawdopodobne, gdy zestawimy go
w szczególności z relacją Pauzaniasza, gdzie brat po stracie siostry łagodzi
swoją tęsknotę przez oglądanie jej – a tak naprawdę siebie – w wodnym
zwierciadle. Narcyz pragnie połączyć się z siostrą, analogiczny obraz
pojawia się również we fragmencie gnostyckiego tekstu. Natura i Człowiek
pragną zespolenia w jedno. Narcyz urzekał pięknem, pięknem obezwładnia
również osoba nad wodą, będąca bohaterem cytowanego powyżej
fragmentu, który wszedł w skład Corpus Hermeticum.
Połączenie Natury i Człowieka, który posiadł wiedzę i poznanie,
przyczynia się do ruchu „wzwyż”. Tylko przez takie połączenie bohater
41
Poimandres,
Poimandres.pdf.
http://aetherius.pl/wp-content/uploads/2013/10/Corpus-Hermeticum-I-
74
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
noszący piętno narcyzmu jest w stanie przekazać swoje uczucie. Pamiętać
należy, że człowiek jest istotą śmiertelną, a połączenie z Naturą
spowodowało jego dualizm. Natura ludzka z powodu ciała jest śmiertelna,
ale duch, esencja człowieka, jest nieśmiertelna i to przybliża go do Boga
Ukrytego – Deus Absconditus42.
4. Niedokonany w świetle psychoanalizy
Zbliżając się do podsumowania rozważań, zestawmy problem narcyzmu
z osiągnięciami Zygmunta Freuda, który rozumiał to zjawisko jako:
„stadium (…) [polegające] na tym, że indywiduum podlegające rozwojowi,
które ujmuje w pewnej jedności swe autoerotycznie pracujące popędy
seksualne, w celu zdobycia miłości obiekty zrazu obiera samo siebie,
własne ciało za obiekt miłości, zanim przejdzie od niego do wyboru
obiektu w postaci innej osoby”43. Podobnie rzecz ma się w świecie
przedstawionym poematu Micińskiego. Zafascynowany sobą, określający
się mianem „Pana konających”, Niedokonany opiewa swoją osobę.
Rozentuzjazmowany swą cudownością jak Narcyz, staje się obiektem
własnych uczuć. Freud poszerza definicję zjawiska narcyzmu i wyjaśnia,
kiedy faza miłości własnej przenosi się na inny obiekt. W książce Totem
i tabu, gdzie porusza problem animizmu (istnienia duszy we wszystkich
bytach), stwierdza następująco:
„faza ani mist yczn a odpowiada narcyzmowi, faza
religij na
etapowi
odnalezienia
obiektu,
który
charakteryzuje więź z rodzicami, faza naukowa zaś ma
swój odpowiednik w stanie dojrzałości jednostki, która
zrezygnowała z zasady przyjemności i przez dostosowanie
do rzeczywistości poszukuje swego obiektu w świecie
zewnętrznym”44.
Wydaje się, że Lucyfer Micińskiego przechodzi wszystkie wymienione
powyżej fazy. Podczas fazy animistycznej, odpowiadającej narcyzmowi,
przedstawione zostają zachowania związane z pielęgnowaniem miłości
własnej (tytułowanie siebie). Faza religijna odpowiada spotkaniu
z Chrystusem. Fazie naukowej przypisać można przyjęcie Jezusa jako
obiektu miłosnego.
42
Zob. Arystoteles, O duszy, [w:] Arystoteles, Dzieła wszystkie, przeł. Siwek P., t. VI, PWN,
Warszawa 1988, s. 125.
43
Freud S., Charakter a erotyka, KR, Warszawa 1996, s. 148.
44
Tenże, Animizm, magia i wszechmoc myśli, [w:] Tenże, Totem i tabu, KR, Warszawa 1997, s. 117.
75
Bartłomiej Borek
Freud poruszając problem narcyzmu zauważył, że osoba o skłonnościach narcystycznych w fazie animistycznej podlega quasi-śnieniom45, że
poddana jest „imitowaniu zaspokojenia”46. Austriacki psychiatra twierdził o
takich przypadkach, iż tworzą one swój własny świat, który pozwoli im na
późniejsze wyjście z niego i podjęcie próby oswojenia świata
zewnętrznego. Zachowanie to wpisuje się w strategię działania obraną
przez Niedokonanego. Świat podziemny, będący królestwem Lucyfera,
staje się chwilową przystanią zranionego brata Jezusa, który w momencie
kulminacyjnym opuści kryjówkę i wyjdzie na spotkanie z własnym lękiem
w świecie zewnętrznym.
W rozprawie z roku 1914 Freud rozwinął pojęcie narcyzmu, posługując
się terminem „narcyzmu patologicznego”, co oznaczać miało według
badacza zjawisko przesłania miłości do obiektu i odtrącenia jej przez
podmiot, w który została wymierzona. Wracające do „ja” uczucie
prowadzić miało do zaburzenia paranoicznego47. Zauważmy, że kiedy
Lucyfer pragnął zespolenia ze swoim bratem, jego uczucie zostało
odtrącone. Paranoiczne zaburzenie, o którym pisał Freud, urzeczywistniło
się w zachowaniu Niedokonanego przez odrzucenie Jezusa i oddanie Go
ludziom, a przez to pośrednie doprowadzenie do śmierci brata. Lucyfer,
niemogący pogodzić się z czynem, którego dokonał, niemający możliwości
przekazania swych uczuć – rozpada się. Jak pisał Freud w dziele z roku
1914, Narcyz – świadomy konieczności przekazania uczucia innemu
podmiotowi, a nie potrafiący tego uczynić – podlega zaburzeniom, które
prowadzić mogą bezpośrednio do śmierci.
Pewna analogia rysuje się też w późniejszej rozprawie, z roku 1921,
poświęconej narcyzmowi, której Miciński już znać nie mógł48. Czytając
Psychologię mas i analizę ego, można poddać dyskusji sposób wyboru
podmiotu, który otrzymuje miłość Lucyfera. Ponieważ Freud pisał, że
„w typie narcystycznym podmiot w istocie może kochać to, czym jest, był,
chciałby być, lub kogoś kto był jego częścią”49, możemy prześledzić
sposób wyboru Jezusa na odbiorcę miłości własnej. Lucyfer jako upadły
anioł identyfikuje swego brata Jezusa z naturą anielską, określa Go mianem
Cherubina: „duch mojego brata Cherubina w zewłoku człowieczym”50.
Miłość Lucyfera do brata wynika więc z pierwszego warunku – „kochać to,
45
Zob. Sikora T., dz. cyt., s. 206.
Freud S., dz. cyt., s. 112.
47
Zob. Freud S., Próba wprowadzenia pojęcia narcyzmu, [w:] Z. Rosińska, Freud, Wiedza
Powszechna, Warszawa 1993, s. 157-173.
48
Tadeusz Miciński zginął w roku 1918.
49
Freud S., dz. cyt., s. 166.
50
Miciński T., dz. cyt., s. 90.
46
76
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
czym jest”. Obaj są aniołami, obaj mają taką samą naturę. Drugi warunek
miłości narcystycznej – „kochać to, czym był” – ujawnia się w niebiańskim
bytowaniu Jezusa, który w każdym momencie ma prawo zwrócić się do
Boga z pomocą i powrócić do miejsca swych narodzin (jeśli przyjmiemy,
że Jezus w słowach Lucyfera ukazany jest jako istota stworzona, anioł51).
Lucyfer Micińskiego nie ma już prawa powrotu do nieba, kocha więc
Jezusa, który nadal jest częścią miejsca, do którego on sam tęskni. Trzeci
warunek – „kochać to, czym chciałby być” – w postawie Lucyfera eksplikuje się w chęci bycia na miejscu Chrystusa, czyli w roli Mesjasza. To nie
Jezus miał zostać w myśl Niedokonanego Zbawicielem i może właśnie
dlatego Niedokonany określa siebie na kartach poematu mianem Prometeusza, wybawcy ludzkości. Ostatni warunek: „kochać kogoś, kto był jego
częścią”, przejawia się w odwiecznym problemie „mitu o heterodoksyjnym
rozdzieleniu synów bożych”52. Jezus i Niedokonany zostają ze sobą
rozdzieleni, ich więzy braterskie ulegają rozpadowi, a odrzucony Lucyfer
traci miłość swego umiłowanego brata, której odzyskać już nie sposób.
Według Freuda osoba, która nie może przez pewien czas – u Lucyfera
jest to okres samotności w podziemiach – przekazać swojej miłości innej
jednostce, zaczyna przelewać ją na siebie, na tzw. „ja” idealne. Upadły
z nieba Lucyfer, nie chcąc stracić umiejętności miłowania, przelewa
wszystkie swoje uczucia na siebie, czyni się wielkim we własnych oczach,
nadaje sobie tytuły. Tak obrana strategia ma nie dozwolić zaniknąć
„narcystycznej doskonałości”53. Niedokonany, będąc w swym królestwie,
nie może stanąć twarzą w twarz z Jezusem i dlatego zaczyna przyglądać się
lustrzanemu odbiciu. Co ważne, wypełnione zwierciadłami królestwo
upadłego anioła jest miejscem przypominającym salon luster, gdzie bohater
51
Niektóre wspólnoty chrześcijańskie z pierwszych wieków uznawały, że Lucyfer i Jezus byli
braćmi. Takie wyobrażenie wiązało się przede wszystkim z próbą pogodzenia istnienia jednego
Boga, którym był Ojciec Jezusa. Doktryna Trójcy nie była znana wszystkim kręgom
chrześcijańskim, a co ważniejsze, nauka o Trójcy, którą dziś wyznaje w większości świat
chrześcijański, została ustalona dopiero w IV w. n. e., na jednym z soborów. Z tego też powodu
pierwsze gminy chrześcijańskie próbowały w inny sposób pogodzić istność Jezusa i wyznawany
przez siebie monoteizm. Tak powstała wiara w Jezusa-Anioła, najstarsza forma chrystologii
angelomorficznej (gr. morfe, to odpowiednik polskiej natury / kształtu). W Pasterzu Hermasa –
apokryficznym tekście greckim – spotykamy się z licznymi określeniami względem JezusaAnioła. Niektóre z nich mocno akcentują Jego anielską naturę: Vis 5, 2; Mand V 1, 7; Sim VII;
Sim IV4,4; Sim VIII i IX. Jezusowi przypisane są określenia: anioł chwalebny, anioł Michał, anioł
Boga, młodzieniec, anioł pokuty, anioł najczcigodniejszy, anioł Pana. Zob. Szulc F., Syn Boży
w „Pasterzu” Hermasa. Świadectwo chrystologii judeochrześcijańskiej, „Studia Antiquitatis
Christianae Series Nova”, 2 (2006), s. 202.
52
Gutowski W., Wprowadzenie, [w:] Miciński T., dz. cyt., s. 20.
53
Freud S., dz. cyt., s. 168.
77
Bartłomiej Borek
poematu wisi „nagi wśród szyderczych zwierciadeł”54, które zdają się być
projekcjami innej postaci, kogoś, kto nie jest tylko imaginacją. Niedokonany, tworząc swoje „ja idealne”, kreuje nową postać, cień, który
przyczynia się do jego spotkania z sobowtórem.
W świetle poczynionej analizy w perspektywie Freudowskiej należy
postawić jeszcze pytania: kogo w lustrze zobaczył Niedokonany? Czy
rozpoznał w odbiciu siebie, czy widział w nim kogoś innego? Jeśli
lustrzana imaginacja wydała mu się kimś odmiennym niż był
w rzeczywistości, to można zaryzykować wniosek, że Lucyfer nigdy nie
chciał być tym, kim się stał. Brak akceptacji wobec swego odbicia
świadczy o odrzuceniu siebie i próbie zmiany, która nie udaje się z powodu
kumulacji cech narcystycznych, przywodzących Niedokonanego do
wypełniania ciążącego nad nim fatum:
„Przezwyciężając, czy też raczej próbując przezwyciężyć
utratę lub brak przy sobie innych, realnych osób, w oczach
których mógłby żyć, poruszać się, odnajdywać swą istotę,
stał się on sam dla siebie taką właśnie drugą osobą, która
mogła na niego spoglądać z lustra […]. Jednostka ma więc
teraz obserwatora-prześladowcę w samym jądrze swej istoty
[…] ta jego część, która zagląda w jego wnętrze, nabiera
cech prześladowczych, którą uznawał dotąd za
charakterystyczne dla realnych osób z zewnątrz”55.
Możliwe, że Miciński znał pierwsze prace psychoanalityczne Freuda
i czerpał z nich podczas tworzenia swego największego z „meteorów”56.
W końcu poświadczona jest fascynacja Micińskiego twórczością Bergsona,
tworzącego w tych samych latach, co austriacki uczony. Jeśli jednak
przyjąć, że poeta nie miał do czynienia z wynikami badań Freuda, to
bohater jego poematu w bardzo dużym stopniu wpisuje się w narcystyczne
kreacje katoptryczne, jakie dał w swoich rozprawach twórca psychoanalizy.
Nie może w takim wypadku dziwić, że Miciński tak wzniośle określał swój
poemat, który wyprzedzał nawet freudowskie dokonania.
54
Miciński T., dz. cyt., s. 81.
Laing R., Podzielone „Ja”, Rebis, Poznań 1995, s. 146-148.
56
Tadeusz Miciński przypisał swojemu poematowi, który tworzył przez całe życie, miano
„meteoru”. Określenie to wskazuje na niezwykłą rangę tekstu. Chętnych do zapoznania się
z legendą Micińskiego odsyłam do: Gutowski W., Wprowadzenie do Xięgi Tajemnej. Studia
o twórczości Tadeusza Micińskiego, Bydgoszcz 2002, s. 11-14.
55
78
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
5. Podsumowanie
Koncepcja fazy lustra wpisuje się w dzieje bohatera rapsodu
Micińskiego, poświadczając jednocześnie narcystyczne cechy, które
bohater przejawia w swym działaniu. Narodziny, bunt, upadek z nieba,
ukrycie w podziemiach, wyjście na świat i śmierć obrazują dzieje
narcystycznego bohatera, szukającego siebie w świecie luster. Próba
odkrycia własnej tożsamości kończy poszukiwania Lucyfera – bohatera
narcystycznego – na iluzorycznym zwycięstwie, które jest w istocie jedynie
pogłębiającym się upadkiem i w ostateczności agonią kontestatora,
chcącego oddać światu to, co najcenniejsze – miłość.
Literatura
Literatura podmiotu:
Arystoteles, Dzieła wszystkie, przeł. Siwek P., t. VI, PWN, Warszawa 1988,
Biblioteka z Nag Hammadi, przeł. Myszor W., Studia Antiquitatis Christianae,
Katowice 2008.
Graves R., Mity greckie, przeł. Rzeczkowski H., Państwowy Instytut Wydawniczy,
Warszawa 1992.
Miciński T., Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni. Poemat, [w:] Tenże,
Poematy prozą, wstęp i oprac. W. Gutowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985.
Miciński T., Wybór poezji, wstęp i oprac. W. Gutowski, Biblioteka Polska,
Kraków 1999.
Owidiusz, Metamorfozy, przeł. Kamieńska A., Stabryła S., Zakład Narodowy
imienia Ossolińskich, Kraków 2002.
Pauzaniasz, Wędrówki po Helladzie: U stóp boga Apollona, przeł. Niemirska-Pliszczyńska J. i Podbielski H., Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Warszawa
2005.
Literatura przedmiotu:
Bezubik K., Tatry huczą gnozą! O gnozie w twórczości prozatorskiej Tadeusza
Micińskiego, Nomos, Kraków 2013.
Boniecki E., Duch się we mnie wichrzy. Tadeusz Miciński wobec zagadki
człowieka, Sic!, Warszawa 2000.
Freud S., Próba wprowadzenia pojęcia narcyzmu, [w:] Z. Rosińska, Freud, przeł.
Rosińska Z., Wiedza Powszechna, Warszawa 1993.
Freud S., Charakter a erotyka, przeł. Reszke R., KR, Warszawa 1996.
Freud S., Animizm, magia i wszechmoc myśli, [w:] Tenże, Totem i tabu, przeł.
Prokopiuk J., Poręba M., KR, Warszawa 1997.
79
Bartłomiej Borek
Gutowski W., Wprowadzenie do Xięgi Tajemnej. Studia o twórczości Tadeusza
Micińskiego, Wydawnictwo Akademii Bydgoskiej, Bydgoszcz 2002.
Jaworski S., Narcyz, [w:] Mit, człowiek, literatura, red. Stabryła S., Gomulicka B.,
Piasecki T., PWN, Warszawa 1991.
Jocz A., Przypadek osy rozbójniczej – rozważania o gnostycyzmie i neognozie w
literaturze polskiej przełomu XIX i XX wieku, Wydawnictwo Naukowe
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 2009.
Laing R., Podzielone „Ja”, przeł. Karpiński M., Rebis, Poznań 1995
Latawiec Cz., Introdukcja, [w:] Miciński Tadeusz, Pisma pośmiertne, t. I,
Wydawnictwo Literackie, Warszawa 1931.
Ławski J., Wyobraźnia lucyferyczna. Szkice o poemacie Tadeusza Micińskiego
Niedokonany. Kuszenie Chrystusa pana na pustyni, Trans Humana, Warszawa
1995.
Niekrasz A., Bogowie Olimpu też są niepełnosprawni, „Echo Życia” 2013, nr 25.
Pietras H., Początki teologii Kościoła, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy,
Kraków 2007.
Pośpiszyl K., Narcyzm: drogi i bezdroża miłości własnej, WSiP, Warszawa 1995.
Rosińska Z., Freud, przeł. Rosińska Z., Wiedza Powszechna, Warszawa 1993.
Sikora T., EUOI. Studia z symbolizmu i metaforyzacji katoptrycznej, Nomos,
Kraków 2004.
Staniszewski T., Gnostycka wizja Lucyfera w poemacie „Niedokonany” Tadeusza
Micińskiego, [w:] Oblicza gnozy, red. Przybył E., Nomos, Kraków 2000.
Tomkowski J., Świat gnozy Tadeusza Micińskiego, [w:] Młoda Polska: Legendy
i światopoglądy, pod red. Bujnicki T., Illg J., Wydawnictwo Uniwersytetu
Śląskiego, Katowice 1983.
80
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
„Idzie Miłość do mnie, gdy wiszę nagi wśród szyderczych zwierciadeł”.
O tajemnicy miłości własnej w Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
Streszczenie
Przedstawione w poniższym artykule badania nad Niedokonanym Tadeusza Micińskiego
wykazują nowe możliwości interpretacyjne tego poematu prozą. Z omówionych tu metod
interpretacji (przede wszystkim porównawczej) wynika, że nadal nie wykorzystano w pełni
asortymentu możliwych objaśnień, wpisujących się w dzieje lucyferycznego bohatera autora
Nietoty. Głównym celem niniejszego studium było udowodnienie istności pierwiastka
narcystycznego w psychice bohatera poematu. Dla potwierdzenia słuszności interpretacji
przywołano odniesienia katoptrologiczne, które łączą postać mitycznego Narcyza
z Niedokonanym przez wykorzystanie motywu lustra. Jednocześnie zwrócono uwagę na
metody płynące z psychoanalizy, które przysłużyły się scaleniu problematyki zwierciadeł
i miłości własnej w świecie przedstawionym rapsodu o odrzuconym aniele.
W przyszłości warto pochylić się nad innymi możliwościami metodologicznymi,
związanymi z interpretowanym tu dziełem. Pamiętać należy, że Miciński niezwykle silnie
zainteresowany był gnozą, a ta – choć często przywoływana w pracach literaturoznawczych
– kryje w sobie wiele nieodkrytych niuansów. Przywołać można przedstawiony – w sposób
nakreślający tylko złożoność problemu – w poniższym rozdziale motyw gnostyckiego
odpowiednika narracji o Narcyzie, wchodzącego w skład Corpus Hermeticum. Ciekawa
wydaje się również interpretacja w duchu egipskich rytuałów kwiatowych. Występujący na
kartach Niedokonanego kwiat lotosu odgrywa ważną rolę w poemacie (co dotychczas nie
zostało wyeksplikowane przez badaczy).
Wnioski płynące z przeprowadzonych tu badań wykazują, że pomimo wzrostu
zainteresowania twórczością Micińskiego nadal nie jest ona wystarczająco opisana. Kryjąca
przed odbiorcą liczne tajemnice twórczość młodopolskiego pisarza zaprasza do peregrynacji
tropami myśli poety, który odważył się ukazać kuszenie Chrystusa od strony nie kuszonego,
a kuszącego.
Słowa kluczowe: narcyzm, psychoanaliza, katoptrologia, mit, cień.
81
Ewa Borkowiak1
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje
literackie w dialogu z tradycją
1. Wstęp
Modernistyczne projekty światów „innych” to w znacznej mierze
przestrzenie przerażająco puste, tchnące grozą wyizolowania, świadczące
o tragicznej kondycji jednostki ludzkiej, egzystującej w odosobnieniu
w kosmicznym bezkresie. Tym, co w rzeczywistości odbiera młodopolskiej
wizji radość życia, jest często brak miłości, nie tylko jako podstawowego
wzorca umiłowania drugiej osoby, ale także jako czystej, nieskażonej
„chorobą wieku” doskonałej idei. Odmienne, często aksjologicznie skrajne
przedstawienia modernistycznej miłości wyniesionej ponad granice
cierpienia mają różnorakie oblicza. W interesujący sposób ukazali to
Wincenty Korab-Brzozowski w opowiadaniu Wśród gwiazd i Edward
Leszczyński w dramacie Atlantyda, przedstawiając apokaliptyczne wizje
zagłady ludzkości i kreując podobne sobie światy, gdzie miłość jest
zabroniona.
2. Początek drogi ku metamorfozie
Wincenty Korab-Brzozowski zabiera swojego czytelnika do świata
gwiazd, by towarzyszył jego bezimiennemu bohaterowi w drodze do
doskonałej, duchowo-cielesnej metamorfozy. Jedynym warunkiem
umożliwiającym przemianę ludzkiej formy w czystą i doskonałą materię
jest wyzbycie się największej z ziemskich słabości, czyli miłości.
Zawieszony w niebycie bohater opowiadania Wśród gwiazd to jednostka
o niepewnym statusie ontologicznym. Pozostaje na granicy życia i śmierci,
jego istnienie (lub też nie-istnienie) przypomina sen, a moment
przebudzenia jest niczym ponowne narodziny. Skrzydła, którymi zostaje
obdarzony, to odpowiedź na odwieczne ludzkie pragnienie nieskrępowanej
niczym wolności i wzniesienia się w przestworza. Powoli, poznając swoją
nową formę i brak ograniczeń wynikający ze stopniowego odrzucania
ludzkiej kondycji, wiedziony ciekawością, oddaje się swobodnej
eksploracji nowej, zupełnie obcej rzeczywistości. Na jego oczach dokonuje
się cud stworzenia, podobny do biblijnego aktu kreacji – staje się jasność,
1
Doktorantka w Instytucie Filologii Polskiej UMCS.
82
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją
rozświetlona przepychem drogocennych kamieni, wypełniających tę nową
przestrzeń. Jednakże Bóg, oddzielając od siebie światłość i ciemność,
wiedział, która z nich jest dobra. Nad światem wyobraźni młodopolskiego
autora góruje czarne, przerażające sklepienie „nieruchome, straszliwe, jak
sklepienie olbrzymiego grobu”2, sugerując przypuszczalną grozę
złowrogiego piękna i fałszywego cudu. Gdy bohater obserwuje narodziny
zwierząt powstających z kamieni (a raczej początkowo wydających mu się
kamieniami), przekonuje się, że nic, co się tu znajduje, nie jest znane
człowiekowi i napawa go to przerażeniem. Sfinksy, gryfony, bazyliszki,
tragelafusy, mityczne, straszne, dumne, ale zarazem piękne istoty
zamieszkujące te ziemie, uświadamiają bohaterowi początek jego
duchowo-fizycznej przemiany. Coraz mniej jest już podobny do człowieka,
którym był – wyostrzają się jego zmysły, staje się sprawniejszy fizycznie,
potrafi porozumiewać się za pomocą telepatii. Wszechogarniająca euforia
sprawia, że chce śpiewać, kochać i dzielić się swoją radością z innymi.
Spotyka się jednak z niezrozumieniem. Lodowate w dotyku kryształowe
bestie, którym emocje wydają się być obce, pokazują pierwszą, niepisaną
zasadę nowego świata wspaniałości, gdzie za cenę udoskonalenia formy
duchowej i psychicznej żąda się ofiary z miłości. Paradoksalnie, jedynie w
tak obcej przestrzeni możliwe wydaje się pełne porozumienie, nieobciążone
romantycznym problemem rozdźwięku myśli i słowa. Pobyt w tej pozornie
idealnej krainie ma trwać kilka wieków, do pełnej „resocjalizacji”
człowieka i jego przeobrażenia w nowy, doskonały byt, pozbawiony
ludzkich słabości. Bohater pozostanie wiecznie młody i zdrowy, ale musi
porzucić ludzką naturę i przezwyciężyć jej słabości, takie jak głód
i pragnienie. Przede wszystkim ma ostatecznie wyrzec się miłości.
2.1. Wergiliańska przewodniczka po dantejskim świecie
doskonałym
Duchowa
przewodniczka
bohatera,
Chimera,
obdarzona
nieprawdopodobną urodą, mimo pozornej obojętności ma w sobie
bezwzględny urok femme fatale. Dwoista natura mitycznej bestii to wynik
zestawienia jej typowo kobiecych, jednoznacznie kojarzących się
z seksualnością atutów (rude włosy, zielone oczy) oraz przebiegłej
i podstępnej natury, będącej wynikiem doskonalszej formy, nieskalanej
ludzkimi ułomnościami. Podobnie jak Wergiliusz, pełni rolę duchowego
przewodnika, odkrywając przed bohaterem wszystkie aspekty nowej
2
Korab-Brzozowski W., Wśród gwiazd, [w:] Tenże, Utwory zebrane, oprac. Stala M.,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980, s. 293.
83
Ewa Borkowiak
rzeczywistości oraz oferując mu rozrywki „wyższe”. Świat, w którym
w tajemniczy sposób znajduje się bohater jest bardzo odległy i skrajnie
odmienny od znanej mu ziemi:
„– Gdzie jestem?
– Bardzo daleko od twojego chwiejącego się globu, którego nie
zobaczysz już nigdy, bardzo daleko od twojego smutnego słońca, które
zamiera powoli na łonie swoich zimnych planet! Światy twoje spadły
w ziejące otchłanie przestrzeni, a na próżno szukałbyś, kędy jest Merkury,
Wenus, Mars, Jowisz, Saturn i Uranus? Wszystkie owe dzieci ciemności
pokryły się znowu wieczną niepamięcią!”3
Apokaliptyczna wizja utraty ziemi zadziwia prostotą profetycznej
przepowiedni. Znany nam układ galaktyczny z perspektywy wiecznej
Chimery ulega martwocie. Jedyną alternatywą wydaje się porzucenie
wszelkiej nadziei i przyobleczenie się w doskonałą, duchową istotę poprzez
wstąpienie na drogę, z której nie ma odwrotu. Przerażające swoją pustką
sklepienie niebieskie i zachodzące na nim cuda według przewodniczki są
konsekwencją naturalnego blasku istot, uniemożliwiającego ich
dostrzeżenie. Chimera prowokacyjnie przekonuje swojego wybrańca do
podążenia za sobą, obiecuje pokazanie osobliwości świata i obnaża kolejne
słabości pozornie doskonałych bytów, zamieszkujących tę dziwną krainę.
Gwiazda, na której się znajdują, „zawieszona na nieskończoności opiera się
na […] siostrze bliźniej, nie dotykając jej nigdy – albowiem podchodem po
błękitach rządzi prawo wyższe, które trzyma je w jednakim oddaleniu od
siebie”4. Podstawowa zasada istnienia świata jest zarazem prawem
wyznaczającym stosunki „międzyludzkie” w nowej przestrzeni. Pozostając
blisko siebie, wszyscy są dla siebie obcy, nie okazują sobie miłości, którą
porzucili, aby stać się doskonałymi bytami. Wyzbycie się wszystkich
ludzkich słabości i ograniczeń czyni istoty idealnymi, ale oddala je od
człowieczeństwa. Ich świat nie zna wojny, morderstw ani rabunków, obce
są im również pragnienia i uczucia. Dążenie do doskonalenia to łańcuch
przemian odzierających z człowieczeństwa, jego pokus i radości,
oferujących w zamian doskonałość formy zewnętrznej i wewnętrznej –
pięknej, ale zarazem przerażającej. Bohater jako adept drogi ku
doskonałości nie pojmuje jeszcze wszystkich konsekwencji tej przemiany.
Według słów Chimery tchnięty ręką Boga cykl przemian pozostaje przed
nim ukryty, podobnie jak cudowności sklepienia niebieskiego, ze względu
na jego niegotowość. „Niezadługo pojmiesz to, co wydaje się tobie zbyt
mglistym. Bóg nie chciał, aby wtajemniczenie było natychmiastowe, by
3
4
Tamże, s. 295.
Tamże.
84
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją
lepiej wypróbować swoich wybrańców”5. Prowokacyjna wypowiedź
Chimery przywołuje treści Hymnu o miłości z 1 Listu do Koryntian, co
wydaje się absurdalne, zważywszy na fakt, że artykułowana jest w świecie
pozbawionym miłości:
„Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko cząstkowe […]
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; lecz wtedy [ujrzymy]
twarzą w twarz.
Teraz poznaję częściowo,
wtedy będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany”6.
2.2. W głąb „raju” i siebie
Śmierć i ponowne powołanie bohatera wybranego przez Boga do życia
jest szansą na odrodzenie się w prawdziwym, idealnym kształcie,
zbliżonym do idei anielskich bytów. Drzewem poznania dobrego i złego
w tym raju jest miłość zmysłowa. Jej kategoryczny zakaz, wystawiający
bohatera na próbę, jest dlań szokujący. Porzucenie miłości zmysłowej,
czysto ludzkiej, na rzec odległej miłości platonicznej, przejawiającej się
w umiłowaniu świata, wydaje się nieosiągalny. Ludzka kondycja, która
wstępnie została odebrana bohaterowi, nie idzie w parze z odrzuceniem
wewnętrznie zakorzenionej ludzkiej natury. Pamięć o przeszłości i o tym,
kim było się wcześniej, nie stanowi dobrej wróżby na przyszłość.
Powołany do istnienia w „wyższej” formie bohater musi zapomnieć
o swym ziemskim pochodzeniu. Zrazu nie rozumiejąc w pełni zasad
rządzących nowym światem, ochoczo odrzuca swoje człowieczeństwo
w potępieńczym akcie pogrzebania przeszłości:
„Ciało plugawe, któreś zbyt długo uciskało mi duszę, pozostań
w grobie! Niech kości twoje i muszkuły będą łupem larw oswobodzicieli!
[…] O życie ziemskie, życie nikczemne i zabójcze, nienawidzę ciebie! Lżę
cię i gardzę tobą! A wy, dawni bracia moi, którzyście także pili krew i jedli
mięso zwierząt mało co od nas niższych […] nie znajduję wyrażeń dość
silnych, aby was przekląć!”7
5
Tamże, s. 296.
1 Kor 13,9-10,12 [tzw. Hymn o miłości], [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu.
Biblia rodzinna w przekładzie z języków oryginalnych, oprac. Romaniuk K., Wydarnictwo M,
Warszawa 2005.
7
Korab-Brzozowski W., dz. cyt., s. 298.
6
85
Ewa Borkowiak
Chimera przestrzega jednak człowieka przed zgubną pychą,
przypominając mu, że nie jest jeszcze lepszy od ludzi. Jeżeli nie zachowa
w sobie boskiej cząstki, zaprzepaści ponowne narodziny i stanie się
podobny pasożytom. Zaintrygowany cudownością nowego świata, nie
zważając na czyhające pokusy, bohater prosi Chimerę, aby była mu
przewodniczką. Ta ostrzega go po raz drugi, aby za trzecim razem odsłonić
swoją prawdziwą naturę kobiety-modliszki: „Odkrywam wszystkim
przedziwne widoki, jestem boginią wiecznych szaleństw, westalką
wiecznych pragnień! […] Przywiodłam też i wielu innych – i oto
zachowuję wszystkie serca, które mi dali w podarunku!...”8
Demoniczna kobieta okazuje się perwersyjną kolekcjonerką – z dumą
nosi na swych skrzydłach krwawiące męskie serca jako trofeum.
Przepełniony butą i pychą bohater, pewien swojej doskonałości
i wyższości, lekceważy ostrzeżenia i decyduje się na wspólną podróż,
będącą początkiem drogi do metamorfozy. Szybując w przestworzach,
spotyka na dnie przepaści ludzkie szkielety – niegodnych wywyższenia
przez Mistrza i doświadczenia ostatecznego poznania, zwiedzionych
pokusą i zniszczonych przez ludzkie słabości. Ułomność ludzkiej natury,
według Chimery, nie była zamierzeniem Boga, lecz dziełem przypadku –
kroplą wody, która zniekształciła i zaburzyła proces ewolucyjny ludzi,
czyniąc z nich kalekie, żarłoczne twory: „Pan wtedy odwrócił się od
waszego globu, jak odwraca się od chybionego dzieła, i zostawił go
przypadkowi”9. Istoty wyższe nie łakną i nie pragną, choć mają zwierzęcą
formę. W niczym nie przypominają upodlonego przez zwierzęce instynkty
człowieka. Podstawą ludzkiego istnienia jest prawo silniejszego, którego
reguły wyznacza łańcuch pokarmowy. Istoty nowego świata gardzą
prawem krwi, żywią się oddychaniem, pozostają pozornie czystymi bytami,
na wzór anielskich istot. Wyzbywszy się miłości i głodu, nie znają
kradzieży, mordu, polityki. Umysł – czysta, niczym nieskażona idea
przyobleczona w nowe ciało, w ponownym dziele stworzenia
zatriumfowała nad materią. Wybrany przez Chimerę bohater ma szansę na
nobilitację ze względu na konsekwentne dążenie do prawdy i dekadenckie
przekonanie o zniewoleniu duszy.
2.3. Dwie Salome
Pozostający człowiekiem, a marzący o doskonałości bohater wkrótce
traci Chimerę z oczu. Zostaje sam, nękany coraz bardziej przez głód
i pragnienie. Niewiele zachowało się w nim z jego pierwotnej dumy
8
9
Tamże, s. 299. Portret Chimery jest typowy dla mizoginicznych wizji modernistów.
Tamże, s. 301.
86
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją
i pewności siebie. Cudowna kraina traci swój urok i staje się piękną, ale
nieprzyjazną istotom ludzkim pustynią. Zawieszony pomiędzy rozpaczą
i lękiem, traci wiarę w możliwość przemienienia się we wspaniały,
duchowy byt. Melodyjny dźwięk rozlegający się w uszach bohatera
przywodzi na myśl biblijną scenę kuszenia – przerażony, będący u kresu
wytrzymałości fizycznej bohater musi zmierzyć się z antagonistą,
próbującym zniweczyć jego wiarę i osłabić siłę psychiczną. Pojawiająca się
nagle, znikąd niewiasta jest odpowiedzią na moralne wątpliwości,
ogarniające ciało i umysł mężczyzny. Piękna, niewinna, bezbronna kobieta,
wyraźnie znajdująca się w opresji, wystawia go tym samym na próbę.
Podobieństwo stanów fizycznych ich dwojga sprawia, że bohater czuje
silną więź emocjonalną z niewiastą i, jakby na własne życzenie, staje się
ofiarą pozornie niewinnej, jak jednak wkrótce okaże się – krwiożerczej
kobiety10. Podburzając bohatera przeciwko woli bożej, według której
funkcjonuje ów nowy świat, staje się podobna do Szatana kuszącego
Chrystusa na pustyni. Wyznając mu miłość i wiodąc na pokuszenie,
podważa celowość wyznaczonej próby i sens istnienia świata. Typowo
ludzki punkt widzenia, przyjęty przez tajemniczą niewiastę, jest jednak
nieszczery. Podając w wątpliwość wiarygodność słów Chimery i żądając
ofiary z ciała i krwi bohatera, nowo spotkana kobieta upodobnia się do
wampirycznego pasożyta. Niezwykle zmysłowy, symboliczny akt
zaspokojenia ludzkiego pragnienia krwią bohatera prowadzi do tego, że
tajemnicza kobieta odsłania swoje prawdziwe intencje i pokazuje skrywane
dotąd oblicze. Nieznajomą okazuje się być Chimera. Przez swoją dwojaką
naturę jest ona modernistycznym wcieleniem idei dwóch oblicz Salome.
Wizerunek biblijnej córki Herodiady i pasierbicy Heroda Antypasa
tradycyjnie wydaje się niespójny11. W licznych przedstawieniach
literackich i malarskich jest ona najczęściej nieświadomą ofiarą działań
matki, ślepo wykonującą jej polecenia, bezwiednie przyczyniającą się do
męczeńskiej śmierci Jana Chrzciciela. Skromna, niewinna, młoda
i tragicznie nieświadoma Salome ustępuje miejsca modernistycznej femme
10
Zob. Gutowski W., Kobieta fatalna czy fatum natury, [w:] Tenże, Nagie dusze i maski.
O młodopolskich mitach miłości, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, s. 17-113.
11
Komentatorzy Pisma Świętego stwierdzają, że należy oddzielić od siebie te dwie postacie.
Salome podążająca za apostołami to żona Zebedeusza, matka apostołów Jana i Jakuba, krewna
Marii, matki Jezusa. Natomiast Ewangelia według Egipcjan przeczy takiej interpretacji. Według
tej apokryficznej tradycji Salome na pytanie o czas panowania śmierci na ziemi dowiaduje się od
Jezusa, że będzie ona trwać tak długo, dopóki kobiety będą rodziły. Salome zatem uczyniła
dobrze, pozostając bezdzietną. Zob. Trześniowski D., W stronę człowieka: Biblia w literaturze
polskiej (1863-1918), Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2005,
s. 207-209.
87
Ewa Borkowiak
fatale – ucieleśnieniu grzechu i prawdziwie złej kobiecości, wiodącej
mężczyznę ku zgubie. Reinterpretując tę historię, moderniści osłabili jej
związki z moralizatorskim przesłaniem pierwowzoru. Te dwa sprzeczne,
funkcjonujące obok siebie wizerunki są wyrazem intertekstualnej
świadomości literackiej Młodopolan. Niewinne dziecko i kobieta-diablica
to jednocześnie ofiara bezdusznego posłuszeństwa względem matki oraz
zbrodniarka, bawiąca się uczuciami i życiem mężczyzn12. Ambiwalentna
ocena moralna biblijnej bohaterki odpowiadałaby podwójnej naturze
Chimery. Karząca pychę i brak posłuszeństwa przewodniczka okazuje się
biblijnym mścicielem ostatecznie obnażającym swe prawdziwe jestestwo.
W opowiadaniu Wincentego Korab-Brzozowskiego Chimera triumfuje nad
męskim osobnikiem: „Tak, to ja jestem, rzekła, czarując mnie swoimi
zielonawymi oczyma; jak bracia twoi uległeś i ty pokusie. Umieraj więc!
Duszo podła, ciało ulepione z błota!”13. Nie ona wszakże próbuje
ostatecznie rozedrzeć pierś bohatera, lecz jego kotka, budząca go ze snu.
Senna wizja, której doświadczył bohater, zawierająca projekt świata bez
miłości, opiera się na dwu konceptach typowych dla modernistycznej
literatury: wyzyskuje marzenie artysty o osiągnięciu formy wiecznej oraz
motyw miłości połączony z obrazem kobiety – istoty niszczycielskiej,
niosącej zakochanemu mężczyźnie zniewolenie lub śmierć.
3. Zagłada przez miłość
Miłość zakazana nie przez prawo ludzkie, lecz chciwość i zazdrość
bogów, sytuuje Atlantydę Edwarda Leszczyńskiego w kręgu młodopolskiej
fascynacji uczuciem występnym, balansującym niebezpiecznie blisko
granicy sacrum i profanum. Chryzeis, królewska córka i bohaterka
dramatu, to główna winowajczyni apokaliptycznego końca mitycznej
krainy14. Modernistyczna reinterpretacja popularnego motywu zagłady
wyspy szczęśliwości skupia się na wątku miłosnym. Tragiczne
sprzeciwienie się woli bogów sprawia, że Atlantyda musi przestać istnieć.
Ludzie, podobnie jak w utworze Wincentego Korab-Brzozowskiego, nie
okazali się godni ofiarowanych im przez bogów łask, tutaj: wiecznej
12
Zob. Tamże, s. 210-235; zob. także: Kasprowicz J., Salome, [w:] Tenże, Poezje wybrane,
oprac. J. Lipski, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1990.
13
Korab-Brzozowski W., dz. cyt., s. 307-308.
14
Pierwszy wizerunek literacki Atlantydy znajdziemy w Dialogach Platona. Zob. Platon,
Timaios, [w:] Tenże, Dialogi, przeł. Witwicki W., oprac. Lam A., Unia Wydawnicza „Verum”,
Warszawa 1993; Platon, Kritias, [w:] Tamże. Warto również przywołać pracę Sergiusza
Sharypkina, aktualizującą wizerunek mitycznej Atlantydy. Zob. Sharypkin S., Platońska legenda
o Atlantydzie w świetle antycznych źródeł historycznych, „Piotrkowskie Zeszyty Historyczne”,
t. 6 (2004), s. 13-34.
88
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją
młodości i nieświadomej egzystencji, grzesząc niewinną miłością, której
zazdroszczą im byty pozornie doskonalsze. Niezwykły ryt pierwotnego
kultu wschodu słońca w scenie otwierającej dramat symbolizuje nadchodzące przebudzenie, które spłynie na celebrujące je niewiasty, stanowiąc
przeciwwagę dla groźnego przymierza zawartego z morzem przez Króla
Ojca. Dziewczęta, splatając swe dłonie w doskonałym okręgu, deklarują
„niezmienność, promienność i czystość w przymierzu słońca”15. To bez
wątpienia efekt inspiracji Leszczyńskiego prerafaelickim duchem fascynacji jedności z przyrodą16. Przedstawione w dramacie dziewczęta
pozostają niepełne, jakby w uśpieniu – mają jedynie zdolność przeczuwania nieuświadomionego braku. Wyzbyci pamięci na skutek przymierza
zawartego z morzem, bohaterowie Atlantydy zostają pozbawieni swojej
tożsamości, zdani tylko na ślepe posłuszeństwo woli bogów. Heroiczne
poszukiwanie odebranej świadomości zaistnieje niespodzianie i trwać
będzie krótko.
3.1. Groza nieuświadomionego
Choć codzienny rytuał ku czci Słońca kończy się równie nagle, jak
rozpoczyna, to jego ładunek emocjonalny i symboliczny stanowi
zapowiedź zakończenia dramatu. Pojawiający się w pełni chwały Król
Ojciec swoim statusem reprezentuje odmienny system wartości, intuicyjnie
pojmowany przez niewiasty. Symbolizujący ziemską władzę król to władca
doskonały – surowy, ale sprawiedliwy, odpowiedzialny za wszystkich
poddanych. Tragiczna antynomia dwóch odrębnych i skrajnie różnych
systemów wartości, ojca i córki, jest zwiastunem konfliktu. Starający się
oddzielić to, co przyziemne i ludzkie, od tego, co należy się bogom, król
pobłażliwie traktuje mistyczną celebrację przyrody, której codziennie
oddają się dziewczęta. Opuszczając je, aby odnowić odwieczne przymierze
z morzem, władca wyjaśnia, że wyrzeczenie się pamięci w zamian za
szczęście i wieczną młodość to stosunkowo niewielka cena, jaką przyszło
im zapłacić. Groza i wszechogarniający Chryzeidę smutek stanowi
zapowiedź nieprzebudzonej i nieuświadomionej jeszcze w pełni potrzeby
miłości. Dziewczęta, próbując przypomnieć sobie znaczenie tego uczucia,
trafnie upatrują w smutku Chryzeis widma odebranej miłości. Odrzucając
takie wytłumaczenie, królewna jeszcze nie jest gotowa postąpić wbrew
woli bogów, gdyż wie, że złamanie zakazu poskutkuje karą.
15
Leszczyński E., Atlantyda. Dramat, Kraków 1909, s. 8.
Zob. Ruskin J., Sztuka – społeczeństwo – wychowanie, przeł. Doroszowa Z., Treter-Horowitzowa M., oprac. Wojnar I., Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1977.
16
89
Ewa Borkowiak
Dotknięcie tajemnicy i cofnięcie klątwy niepamięci staje się możliwe
dzięki odkryciu przez samą Chryzeis mocy pocałunku miłości. Nie
rozumiejąc jeszcze wagi swojego czynu (uzdrawia pocałunkiem drzewo),
daje się ponieść profetycznej grozie nieuświadomionego. Pieśń, którą
zaczyna nucić mimo woli, jest zwiastunem groźnej, nieuniknionej
przyszłości:
„Do mojego wianka,
do mojego wianka
znalazłam cudny kwiat.
Szukałam go co ranka,
szukałam go co ranka
– tyle lat.
Dzisiaj szczęście mi sprzyja,
cudnie wianek się zwija –
drogi mój kwiat.
Choć woń jego zbija,
choć woń jego zabija –
droższy niż świat”17.
Prorocze słowa Chryzeis, będące wyrazem coraz bardziej świadomego
pragnienia miłości, sytuują ją w opozycji do niesprawiedliwego boskiego
prawa, sprzecznego z ludzkim spojrzeniem na miłość – pierwotnie czystą,
nieobciążoną przez ludzkie słabości. Pierwsze spotkanie z nieprzytomnym
mężczyzną wyrzuconym przez morze jest już zapowiedzią
apokaliptycznego finału. Za przyczyną fatum miłość trafia do miejsca,
gdzie jest zabroniona. Obdarowani słodką, dawno zapomnianą wiedzą
bohaterowie będą musieli zapłacić za nią straszliwą cenę. Próba, na którą
wystawili ich bogowie, zwraca mieszkańcom wyspy pamięć, ale skazuje na
potępienie. Magiczna, baśniowa moc pocałunku nie ma funkcji
oczyszczającej – narusza bowiem boski zakaz. Dla Chryzeis tajemniczy
mieszkaniec stanie się posłańcem miłości, próbującym ją bezskutecznie
ocalić. Bohaterka wie, że decyzje, które podejmie, będą ściśle powiązane
z losem wszystkich mieszkańców Atlantydy. Rozum podpowiada jej
rozwiązanie, które kłóci się z sercem – powinna złożyć w ofierze swą
miłość dla dobra i bezpieczeństwa ogółu, nie potrafi jednak odrzucić tego,
czego pragnęła od dawna.
17
Leszczyński E., dz. cyt., s. 21.
90
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją
3.2. Miłosny koniec mitycznej Atlantydy
Choć bohaterowie zdają się instynktownie wiedzieć, że nie ma dla nich
ratunku, zawierzają swój los sprawiedliwemu osądowi natury, odwołując
się do atawistycznej, ludzkiej potrzeby pozostawania z nią w zgodzie
i jedności. Przemawiające głosem natury driady wiodą powoli zakochanych
coraz głębiej w las, gdzie ci będą mogli swobodnie cieszyć się
przygotowaną dla nich godziną cudów i bez obaw celebrować swoją czystą
miłość. Jednakże w miejscu, gdzie kochankowie znaleźli swój chwilowy,
duchowy azyl, dostrzegają symptomy ścigającego ich fatum. Dwojakie
oblicze natury, a zwłaszcza jej mroczna i niebezpieczna emanacja
nieujarzmionej potęgi, przypominają o grzechu i nieposłuszeństwie,
których Atlanci dopuścili się względem bogów. Nadchodzi dzień gniewu –
morze zaczyna zalewać brzegi wyspy, zniszczone zostają okoliczne osady.
Co ciekawe, wszyscy czują się współwinni zbrodni miłości, która objawiła
się na wyspie nieproszona. Przypatrując się szalejącemu kataklizmowi,
mieszkańcy wyspy heroicznie wyznają sobie miłość. Nieubłagalnie
nadciąga przerażająca miłosna apokalipsa. Zakochani, przejęci grozą
ujawniających się nieujarzmionych sił natury, zdają się dostrzegać tylko
tragiczny wymiar mocy boskiego bytu. Tragiczny jest również w swej
prostocie nieodwołalny koniec Atlantydy: Król Ojciec, obrońca swojego
ludu, który podobnie jak w tradycji ikonicznej Jan Chrzciciel pośredniczy
w rozmowach z bogami, nie może już dłużej pełnić swojej roli. Jako
władca idealny, podległy wyłącznie siłom wyższym, będzie ich
sprawiedliwą ręką, głosem przemawiającym w ich imieniu. Ukarze
winowajców, stając się nie sędzią praw ludzkich, ale pohańbionych praw
boskich. Gdy rozkazuje rozpalić stos, jeszcze nie wie, że sam zostaje
wystawiony na najcięższą z prób wierności bogom. Bliska antycznym
tragediom scena ostatecznego rozpoznania swojego losu przeraża
koniecznością konfrontacji odmiennych systemów wartości rodzica
i dziecka. Rozczulający, ostatni ojcowski pocałunek zmierzającej na stos
księżniczki to symboliczna forma pożegnania w obliczu okrutnego
przeznaczenia. Kochankowie z dumą wkraczający na stos budzą podziw
zebranych i świadczą swoim czynem o niezłomnej sile miłości.
Wywyższeni do świętości zakochani, mający zginąć męczeńską śmiercią za
grzech czystego, niewinnego uczucia, błogosławią pozostałym, dodając im
otuchy. Oszalały z bólu Król, bezlitośnie wierny niesprawiedliwemu
boskiemu prawu, przeklina zakochanych. Od okropnej zbrodni
dzieciobójstwa ratuje Ojca sprawiedliwy osąd natury, któremu zawierzyli
kochankowie. Ostatnim ich sprzymierzeńcem okazuje się Słońce. Stos
płonie, zalany słonecznymi płomieniami – zakochani zostają oczyszczeni,
Król zaś ocalony przed bezduszną wiarą w słuszność boskiego prawa. Tak
91
Ewa Borkowiak
oto miłość zatriumfowała nad rozumem, a „hańbiące drzewo męki”18
zostało przemienione w „ołtarz miłości”19.
4. Podsumowanie
Wśród gwiazd Wincentego Korab-Brzozowskiego i Atlantyda Edwarda
Leszczyńskiego to dzieła stylistycznie i gatunkowo odmienne, spójne
jednak na poziomie ideowym. Wykreowane w nich podobne sobie
oniryczne raje projektują takie sfery szczęśliwości, w których w zamian za
wieczną młodość żąda się od ich mieszkańców ofiary z miłości, pamięci
i człowieczeństwa. Heroiczna walka o odzyskanie tożsamości w obu
utworach kończy się „miłosną apokalipsą” – zagładą jednostki zbyt
ludzkiej na to, aby dostąpić przemiany w byt doskonalszy, lub też
anihilacją całej populacji. I w jednym, i w drugim dziele miłość ziemska
przezwycięża boski zakaz. Utwór Wincentego Korab-Brzozowskiego czyni
to poprzez polemikę z brakiem zgody na rzeczywistość bez miłości – świat
bez miłości to jedynie podświadoma strefa, zdegradowana do sennego lęku.
Edward Leszczyński natomiast, składając swoich bohaterów w ofierze
bogom, przenosi ich do przestrzeni wiecznego mitu, upodabniając
męczeńską śmierć bohaterów do największej ofiary miłości – Chrystusa do
ludzi.
Literatura
Gutowski W., Kobieta fatalna czy fatum natury?, [w:] Tenże, Nagie dusze i maski.
O młodopolskich mitach miłości, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997.
1 Kor 13,9-10,12 [tzw. Hymn o miłości], [w:] Pismo Święte Starego i Nowego
Testamentu. Biblia rodzinna w przekładzie z języków oryginalnych, oprac.
Romaniuk K., Wydawnictwo M, Warszawa 2005.
Kasprowicz J., Salome, [w:] Tenże, Poezje wybrane, oprac. J. Lipski,
Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1990.
Korab-Brzozowski W., Wśród gwiazd, [w:] Tenże, Utwory zebrane, oprac. Stala
M., Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980.
Leszczyński E., Atlantyda. Dramat, Kraków 1909.
Platon, Timaios, [w:] Tenże, Dialogi, przeł. Witwicki W., oprac. Lam A., Unia
Wydawnicza „Verum”, Warszawa 1993.
Platon, Kritias, [w:] Tenże, Dialogi, przeł. Witwicki, W., oprac. Lam A., Unia
Wydawnicza „Verum”, Warszawa 1993.
18
19
Tamże, s. 70.
Tamże.
92
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie w dialogu z tradycją
Sharypkin S., Platońska legenda o Atlantydzie w świetle antycznych źródeł
historycznych, „Piotrkowskie Zeszyty Historyczne”, t. 6 (2004), s. 13-34.
Ruskin J., Sztuka – społeczeństwo – wychowanie, przeł. Doroszowa Z., Treter-Horowitzowa M., oprac. Wojnar I., Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1977.
Trześniowski D., W stronę człowieka. Biblia w literaturze polskiej (1863-1918),
Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 2005.
O światach bez miłości. Modernistyczne wizje literackie
w dialogu z tradycją
Streszczenie
Apokaliptyczne wizje miłości, wykreowane przez Edwarda Leszczyńskiego i Wincentego
Korab-Brzozowskiego, choć rozgrywają się na odmiennych płaszczyznach (indywidualnej
oraz społecznej), ukazują zwycięstwo miłości typowo ludzkiej nad prawem boskim.
Bohaterowie Wśród gwiazd i Atlantydy, odrzucając szansę na egzystencję w onirycznych
rajach, skazują się na zaprzepaszczenie swoich szans na przemiany w istoty podobne
bogom. Tragiczna walka o odzyskanie utraconej osobowości w obu przypadkach kończy się
anihilacją. Miłość okazuje się być siłą prowadzącą do przezwyciężenia okrutnego boskiego
prawa. W jednym dziele zyskuje podobieństwo do wiecznej ofiary miłości Chrystusa
(Atlantyda), w drugim zostaje przeniesiona do podświadomej sfery sennego lęku (Wśród
gwiazd).
Słowa kluczowe: miłość, apokalipsa, modernizm.
93
Aneta Jabłońska1
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości,
czyli związek z kobietą demoniczną
w 622 Upadkach Bunga
1. Wstęp
Witkacy w każdej ze swoich powieści umieszcza niejednoznaczną
charakterystykę kobiety, przede wszystkim zaś jej cielesności. Trudno
jednak znaleźć w świecie przedstawionym utworów Witkiewicza
rozważania prowadzone z perspektywy kobiecej. Jeśli się pojawiają, to
najczęściej są one związane z rozmyślaniami o mężczyznach
i niespełnieniem wynikającym ze stosunków z nimi. Tak więc kobieta,
choć piękna, wyrafinowana i ozdobiona bogatym strojem, nigdy nie jest
centralną postacią powieści, nieczęsto uczestniczy w rozmowach istotnych,
nie jest intelektualistką, partnerką do dyskusji. Wyjątkiem może być Irina
Wsiełodowna lub Hela Bertz, choć ta jednak, mimo erudycji (poznała
filozofię Russella, Husserla, Bergsona, Corneliusa, Macha i Jamesa, a także
indyjską mitologię), nie była „umysłowo twórczą – w tym tkwiła jej
tragedia – a wymagania od siebie miała wprost straszne”2.
Kobieta w prozie Witkacego pełni więc rolę podrzędną, jest w pewien
sposób zdegradowana, bo pozbawiona walorów mentalnych. Jej postać
nabiera znaczenia dopiero wtedy, gdy wchodzi w relację (zawsze
skomplikowaną) z mężczyzną i w dogodny dla siebie sposób stara się
penetrować jego psychikę. Jak się zdaje, właśnie ta sfera interesuje
Witkiewicza najbardziej, tę problematykę porusza w swoich powieściach –
wpływ kobiety na świadome istnienie mężczyzny, na jego metafizyczne
odczuwanie. Zatem kobieta, choć sama być może nie do końca pojmuje
metafizykę istnienia, staje się przyczyną metafizycznych problemów
mężczyzn, znacząco wpływa na ich życiowe koncepcje i twórczość. Mimo
że kobiety w powieściach Witkacego traktowane są jedynie jako postacie
poboczne, determinują życie głównych bohaterów.
1
[email protected], Zakład Literatury XX i XXI wieku, Instytut Literatury Polskiej,
Wydział Polonistyki, Uniwersytet Warszawski.
2
Witkiewicz S.I., Pożegnanie jesieni, oprac. M. Misiorny, PIW, Warszawa 1985, s. 254.
94
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości,
czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga
2. Prekursor mizoginizmu – Otto Weininger
Paralelne, choć nie identyczne, ujęcie statusu kobiety w społeczeństwie
przynosi książka Otto Weiningera Płeć i charakter. Rozbiór zasadniczy.
Sądzić można, że utwór ten, wydany w 1903 roku, wpłynął na
mizoginistyczne poglądy Witkacego3. Książka Weiningera jest swoistą
summą wcześniejszych rozważań o fenomenie kobiety. Nawiązuje się tu do
Schopenhauera, Hartmanna, Nietzschego, Ibsena, Strindberga i wielu
innych4. Witkiewicz cenił twórczość Ibsena i Strindberga5. Na to, że
zapoznał się z książką Weiningera, może wskazywać wypowiedź bohatera
dramatu Nadobnisie i koczkodany, czyli Zielona pigułka. Tarkwiniusz
mówi tu: „Znam Kamasutrę i Weiningera, Freuda i babilońskich
erotomanów”6.
Weininger w swojej książce opozycję między kobietą a mężczyzną
doprowadził do ekstremum. Według niego kobieta nie może być
traktowana na równi z mężczyzną, jest ona istotą niższą, niezdolną do
tworzenia kultury intelektualnej czy materialnej. Kultura zrodziła się tylko
dzięki umysłowi mężczyzny. Ponadprzeciętne kobiety, które uczestniczyły
w życiu społecznym, intelektualnym, de facto są jedynie prostymi
naśladowczyniami mężczyzn lub uzurpatorkami. W takim ujęciu kobieta
nie może zostać uznana za w pełni ludzką. Nie posiada mocy kreacji, jej
intelekt jest ograniczony. Pełnię człowieczeństwa Weininger przypisuje
jedynie mężczyźnie, kobieta zaś zajmuje pozycję pośrednią między
dzieckiem a mężczyzną. Dlatego w książce Płeć i charakter znaleźć można
zdanie: „Kobieta absolutna nie ma jaźni”7, jej osobowość jest nieciągła,
nigdy do końca ukształtowana, bo pozbawiona autorefleksji, świadomości
oraz umiejętności autonomicznego, logicznego myślenia; kobieta jest
„istotą pozbawioną czynności pojęciowych”8. Kobiecie brak umiejętności
sformułowania własnej indywidualności, jako że jej nie odczuwa. Nie
odczuwa, bo nie posiada, pisze Weininger, tak to tłumacząc: „Jeśli kobietę
zapytać, co przez swe »ja« rozumie, nie potrafi ona przedstawić sobie pod
tym nic innego, jak tylko swe własne ciało. Jaźnią kobiety jest jej
powierzchowność zewnętrzna”9.
3
Zob. Sokół L.., Metafizyka płci: Strindberg, Weininger i Witkacy, „Pamiętnik Literacki”,
4 (1985), s. 3-15.
4
Zob. Sokół L., Witkacy i Strindberg. Studium porównawcze, Wiedza o Kulturze, Warszawa
1990, cz. I-II.
5
Zob. Tamże.
6
Witkiewicz S. I. , Dramaty, PIW, Warszawa 1972, s. 177, t. 2.
7
Weininger O., Płeć i charakter, przeł. Ortwin O., SAGITTARIUS, Warszawa 1994, s. 24.
8
Tamże, s. 34.
9
Tamże, s. 45.
95
Aneta Jabłońska
Kobieta zatem
interpretuje swoją egzystencję jedynie poprzez
cielesność. Seksualizm jest jej siłą witalną, celem i swoistym
usprawiedliwieniem istnienia. Skoro więc kobieta trwa tylko w sferze
fizyczności, nie może pojmować świata inaczej niż przez pryzmat
własnych popędów. Stąd twierdzenie Weiningera głoszące, że kobieta nie
ma w sobie duchowego pierwiastka. Dlatego też filozof uznaje, że
pierwiastkami konstytuującymi damski byt są: Natura, Biologia, Ciało
i Nieświadomość. Pojęcia te najlepiej określają mentalność kobiety.
Antagonistyczne kategorie definiują osobowość męską; są to: Intelekt,
Świadomość, Wola. Dlatego wszystko, co jest przejawem duchowej
działalności kobiety, czy to utwór literacki, czy też własna osobowość
i sposób myślenia, w rzeczywistości pochodzi od mężczyzn. Kobiety są
zawsze odtwórcze, nigdy twórcze, a ich wzorem są mężczyźni.
Kobieta oczarowuje mężczyznę, gdyż pragnie posiąść jego intelektualne
siły, potrzebuje jego mentalnej energii, by stać się indywiduum, jednostką
wyższego rzędu. Mężczyzna ustępuje, adoruje, poddaje się sile cielesności
w obawie, że jeśli nie odda kobiecie swej woli, ta pozostanie wobec niego
beznamiętną i zrezygnuje z jedynego elementu łączącego płcie – erotyzmu.
Kobieta więc odbiera mężczyźnie siłę życiową; jest niczym wampir, który
powoli niszczy swoją ofiarę, pozbawiając ją najistotniejszych dla niej
wartości. Poprzez degradowanie mężczyzny kobieta tworzy siebie; on
upada, ona powstaje z nicości. Zaawansowanie duchowe mężczyzny staje
się coraz słabsze, ponieważ wkroczył on w sferę kobiety, pozostawił
świadomość; bo poznał nieświadomość, zamiast intelektu wybrał naturę,
zamiast ducha cielesność. Tak opisuje tę sytuację Weininger: „Kobieta
wtedy dopiero osiąga egzystencję, kiedy mężczyzna przytakuje własnej
płciowości, kiedy neguje absolut i odwraca się od życia wiekuistego ku
życiu niższemu. Tylko wtedy, gdy coś, co jest czymś, dochodzi do tego, co
jest niczym, może to, co jest niczym, dojść do czegoś”10.
Kobieta nie tylko zabija w mężczyźnie élan vital, ale też pragnie
mężczyznę poniżyć, zapanować nad nim, wtedy czuje się wartościowszą.
Ta chęć wynika z poczucia niższości. Na uczucie kobiety do mężczyzny
składają się tylko pożądliwość i nienawiść, emocje te wciąż przechodzą –
ze skrajności w skrajność. Zatem kobieta nie ma do swego partnera stałego
stosunku. Jej nadrzędnym celem, który pragnie zrealizować podczas relacji
z mężczyzną, jest chęć posiadania potomstwa11 . Te kobiety, które nie dążą
do urodzenia dziecka, pragną jedynie nasycić swój popęd seksualny. Są one
10
Weininger O., dz. cyt., s. 215.
Fryderyk Nietzsche ujął tę koncepcję w aforyzm: „Mężczyzna jest dla kobiety tylko środkiem:
celem jest zawsze dziecko”.
11
96
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości,
czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga
groźniejsze, jako że nie przyświeca im żadna idea wyższa. Takie są
bohaterki powieści Witkiewicza. W obydwu wypadkach jednak mężczyzna
zostaje uprzedmiotowiony, kobieta zmniejsza zakres jego istnienia, istnieje
on dla niej tylko wtedy, gdy spełni jej seksualne oczekiwania. To właśnie
akt miłosny doprowadza mężczyznę do upadku i zhańbienia. Stosunek
seksualny to akt animalny w pełni satysfakcjonujący tylko dla kobiety; dla
mężczyzny jest on oznaką zaniku ducha na rzecz ciała, niszczenia
świadomości własnej tożsamości.
Konfrontacja przeciwieństw jest nieuchronna. Kobieta albo strąca
mężczyznę z piedestału intelektu w otchłań zmysłowości, zaborczo
przejmując jego duchowość, albo staje się mu przeciwną, nienawidzi go.
Rozpoczyna się walka na śmierć i życie. Nie ma w tym stwierdzeniu
przesady, walczy się przecież o sprawy najwyższej wagi,
o indywidualność, wolność osobistą, własną tożsamość. Jeżeli wygra
kobieta, przekroczy granice kobiecości, zbliży się do pełni bytu kosztem
mężczyzny, który – odarty ze swej tożsamości – utraci swe
człowieczeństwo, rozpocznie godne pożałowania, ograniczone życie
improduktywa. Zawsze to ona wygrywa. Wygrywa, bo jest amoralna, nie
ma skrupułów, nie uznaje zasad fair play. Razem z mężczyzną zostają
pokonane pierwiastki, które go stanowiły – świadomość, intelekt, wola,
duchowość, moralność. Rządy przejmuje to, co kobiece – biologia, natura,
animalizm, cielesność, amoralność, Schopenhauerowska „wola gatunku”,
która zawsze stoi w opozycji do indywiduum.
Interpretując weiningerowską kategoryzację płci przy pomocy narzędzi
psychoanalizy12, należałoby stwierdzić, że kobieta, pozbawiona superego,
żyje błądząc wśród sfery id. Mężczyzna natomiast jest predestynowany do
tego, by id przezwyciężyć. Geniusz, najpełniejszy wyraz umysłowych
możliwości mężczyzny, pozbył się sfery id, przejmując nad nią zupełną
kontrolę. Geniusz (tylko mężczyzna) jest zatem samą duchowością, jako że
podświadomość łączy się z ciałem, dlatego właśnie kobieta jest określana
jako cielesność. Można mniemać, iż w relacji damsko-męskiej mężczyzna
jest uzupełnieniem struktury psychicznej kobiety, jest jej superego.
Mężczyzna dąży do wydobycia kobiety z klatki jej własnych pożądań,
pragnie zapoznać ją z egzystencją, która przekracza animalizm i cielesność.
Celem kobiety nie jest jednak osiąganie wyższych wymiarów egzystencji,
lecz sprowadzenie mężczyzny do jej poziomu; dopiero wtedy może go
wykorzystać mentalnie. W moim przekonaniu ta rozbieżność między
intencją kobiety i mężczyzny jest główną przyczyną agresywnej w swym
12
Zob. Freud S., Wstęp do psychoanalizy, przeł. S. Kempnerówna i W. Zaniewicki, PWN,
Warszawa 2002.
97
Aneta Jabłońska
przebiegu walki płci. Istotnym jest, że u Schopenhauera, Hartmanna,
Nietzschego, Wagnera, Ibsena i Strindberga ów konflikt płci jest
rozpatrywany jako tragiczny. Podobnie to starcie przeciwieństw ujmuje
Witkacy w swoich powieściach13.
3. Witkacego definicja demonizmu
Witkiewicz zawęża krąg kobiet, których dotyczyć będą jego sądy.
Odróżnia on „baby” od kobiet demonów14. Nie znaczy to oczywiście, że
według pisarza kobiecość demoniczna znajduje się na wyższym poziomie
psychicznym czy egzystencjalnym. Jak dla Weiningera, tak i dla
Witkiewicza wszystkim kobietom brak „tego organu, przy pomocy którego
mogłyby się dziwić same nad sobą: brak im rozumu, czyli duszy, jak by
powiedział Mahomet”15. Specyfiką kobiet demonicznych jest ich pozorna
niebanalność umysłowa, uroda i umiejętność całkowitego zapanowania nad
mężczyzną, spętania go i obezwładnienia. Kobieta demoniczna według
Witkacego jest po stokroć groźniejszą dla mężczyzny niż zwykła „baba”.
Demonowi przypisuje Witkiewicz wszystkie cechy, które według
Weiningera dotyczą kobiet w ogóle. To demon dąży do destrukcji
mężczyzn i tylko on, dzięki swym walorom, może to osiągnąć. W utworach
autora Pożegnania jesieni demonizm jest zawsze identyfikowany
z agresywną zwierzęcością, wyrażającą się poprzez wzajemne traktowanie
się jednostek jako przedmiotów służących do zaspokojenia własnych
pożądań i ambicji. Takie właśnie relacje łączą bohaterów powieści
Witkiewicza. Tu nie istnieje miłość, o której pisze św. Paweł w Liście do
Koryntian, nie jest tu celem bezwarunkowe oddanie siebie, lecz zaborcze
zapanowanie nad tożsamością partnera. Ofiarami kobiety demonicznej są
najczęściej mężczyźni wyjątkowi, rozwinięci duchowo, ale też posiadający
w głębi siebie pierwiastek animalny. „Prawdziwa kobieta nie jest zła ani
dobra. Jest k o b i e t ą – to wystarcza, a winni są zawsze tylko i jedynie
mężczyźni”16. Są winni, ponieważ by kobieta mogła wydobyć z nich
animalizm, cielesność i pożądanie, muszą oni kryć w sobie te „drapieżne,
okrutne i podłe instynkty”17, które wykorzystuje „kacica” (określenie
kobiety doskonale streszczające filozofię Witkiewicza; jest to kontaminacja
13
Zob. Sokół L., Witkacy i Strindberg…, dz. cyt.
Szczegółowa analiza sylwetek demonicznych kobiet w powieściach Witkacego zob.
Skwarowie M. i M., Rodowód demonicznej kobiety, „Dialog”, 12 (1994).
15
Witkiewicz S. I., Stanisław Ignacy Witkiewicz. Bez kompromisu, oprac. Degler J., PIW,
Warszawa 1976, s. 506.
16
Tenże, 622 Upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, oprac. Micińska A., PIW, Warszawa
1974, s. 47.
17
Tenże, Stanisław Ignacy Witkiewicz…, s. 494.
14
98
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości,
czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga
słów „kat” i „kocica”, „kotka” – te właśnie siły stymulują egzystencją
kobiety: zniszczenie i seksualizm).
Oto jak Witkiewicz określa demonizm, analizując grafiki Schulza,
którego uważa za jednego z czołowych demonologów płci: „Tu nie chodzi
o akcesoria demonizmu (czarownice, diabły, itp.), tylko o to zło, w istocie
swej podkładkę duszy ludzkiej (egoizm, który robi wyjątek tylko dla
gatunku, drapieżność, chęć posiadania, żądze płciowe, sadyzm,
okrucieństwo, pragnienie władzy, gnębienie wszystkiego dookoła) […]”18.
Schulz wedle Witkiewicza w sferze demonizmu człowieczego jest wprost
niezrównany w oddawaniu sadyzmu kobiecego, połączonego z męskim
masochizmem. Pod takim względem analizuje Witkacy dzieło Schulza,
ponieważ uznaje, że podstawą relacji damsko-męskich jest zjednoczenie
psychicznego sadyzmu i fizycznego masochizmu kobiet oraz psychicznego
masochizmu i fizycznego sadyzmu mężczyzn19. Ten pogląd znajdzie swe
odzwierciedlenie w powieściach.
4. Bungo upada, czyli o triumfie kobiety demonicznej
Już pierwsza powieść Witkiewicza, 622 Upadki Bunga, jest nie tylko
literackim wyrazem poglądów autora o kobiecie, lecz przede wszystkim
szczegółowym zapisem przebiegu walki pomiędzy Bungiem i Akne20. Sam
tytuł pozwala domyślić się, kto z tej batalii wychodzi przegranym. Kobietą
demoniczną jest tu Akne Montecalfi, blondynka o lnianych włosach
i zielonych, nieco skośnych oczach. Mężczyzn zniewala figurą „indyjskiej
bogini”. To kobieta dojrzała, która mimo wieku wygląda na lat
dwadzieścia. Akne jest zarazem „dziewczynkowata i perwersyjna”, na jej
sylwetkę składają się sprzeczne w swym charakterze przymioty, można by
uznać ją za wyuzdaną świętą. Akne to femme fragile i femme fatale
w jednym ciele. Często w powieści pojawiają się opisy Akne leżącej na
kanapce, w czerwonawym świetle buduaru. Obrazki takie rodzą skojarzenia
z Naną Zoli, która odpoczywała, a nieraz przyjmowała gości w takiej
właśnie pozie, czy też o Majach Goi.
Za najwierniejszy wizualny wyraz przedstawionej w powieści
Witkiewicza sytuacji uznać jednak trzeba rysunek Schulza Leżąca kobieta
18
Tamże, s. 183.
„Według mnie, kobieta z natury swej […] musi być zasadniczo psychiczną sadystką i fizyczną
masochistką, podczas gdy mężczyzna musi być ogólnie psychicznym masochistą, fizycznym zaś
sadystą. Schulz doprowadził wyraz obu tych psychicznych kombinacyj do ostatnich granic
natężenia i potwornego niemal patosu”. Zob. Tenże, Stanisław Ignacy Witkiewicz…, s. 182.
20
Inaczej psychomachię damsko-męską w powieściach Witkiewicza interpretują Skwarowie.
Zob. Skwarowie M. i M., dz. cyt. Autorce bliższe są jednak wnioski Sokoła L. (zob. Tenże,
Metafizyka płci…).
19
99
Aneta Jabłońska
i dwu mężczyzn u jej stóp, jako że Akne niemal ciągle jest w towarzystwie
mężczyzn, którzy ją adorują, poniżając się. Ona natomiast torturuje ich,
świadomie odwołując się do wypalających i wewnętrznie niszczących
instynktów. Bungo nie może nawiązać z Akne psychicznej relacji,
przeprowadzić z nią rozmowy istotnej, bo zawsze jest Ona i jej otoczenie,
narysowane przez Witkiewicza nie tylko słowem, ale też węglem.
Weininger pisze, że „kobieta, nawet gdy jest sama, żyje ciągle w stanie
zespolenia ze wszystkimi ludźmi, których zna. To dowód, że nie jest
monadą, gdyż wszystkie monady mają granice”21. Skoro kobieta nie jest
monadą, to stale potrzebuje towarzystwa realnych istot – mężczyzn,
ponieważ tylko dzięki interakcji z nimi może określić siebie, poczuć własne
istnienie. Tak Akne mówi do Bunga: „mnie trzeba […] trzymać z całej siły.
Inaczej nie ma mnie. Ginę czasem nawet sama dla siebie”22. Właśnie z tego
powodu, że kobieta nie istnieje bez mężczyzny, Weininger może
powiedzieć, że „z chwilą, kiedy mężczyzna przezwyciężyłby swoją
płciowość, kobieta musiałaby umrzeć”23.
Bungo, który zapewne nie czytał Weiningera i nie wie, czym de facto
jest kobieta i czego oczekuje od mężczyzny, widzi w Akne pokłady ukrytej,
metafizycznej głębi, którą pragnie z niej wydobyć i zanalizować. Bungo
chciałby zjednoczyć się z Akne mentalnie; pragnie, aby zespoliło ich
tożsame uczucie metafizyczne. Tak te aspiracje przedstawia Witkiewicz:
„I nagle uczuł straszliwe w swej mocy pragnienie, żeby ona, ta wcielona
metafizyczna dziwność, stała się jego wyłączną własnością, żeby istota jej
najskrytszych, najgłębszych przemyśleń, na równi z tajemnicą jej
przedziwnej twarzy i ciała, stała się częścią jego istoty, czymś identycznym
z nim samym”24.
Jednak już podczas pierwszej rozmowy istotnej, kiedy Bungo tłumaczy
Akne przyczynę swego negatywnego stosunku do śpiewu (brak w nim
metafizycznego przeżycia tajemnicy), ta jest przeraźliwie znudzona, a jej
repliką jest stwierdzenie, że Bungo za dużo myśli, przez co nie potrafi
normalnie odczuwać rzeczywistości. Podczas tego dialogu uwidacznia się
również brak zrozumienia przez demona pierwszej klasy kategorii
abstrakcyjnych. Kobiety, podobnie jak dzieci, wszystkie pojęcia odnoszą
do świata konkretu. Dlatego kiedy Bungo używa słowa „gwałt” po to tylko,
by zobrazować artystyczne wrażenia wywołane zetknięciem się z transcendentną jednością bytu, Akne przechodzą dreszcze na całym ciele. Nie
21
Weininger O., dz. cyt., s. 139.
Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, dz.cyt., s. 238.
23
Weinninger O., s. 215.
24
Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, dz. cyt., s. 199.
22
100
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości,
czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga
urzeka zatem Akne swoją inteligencją poziomu „pierwszej lepszej
przekupki zmieszanej z ulicznicą”25.
Bungo, mimo miernej inteligencji swej wybranki, naiwnie wierzy, że
zmieni ją i jej egzystencję. Czuje do niej litość (biedaczka, musi nurzać się
w tym błocie, jakim jest męskie, niepozwalające jej na chwile wytchnienia
otoczenie) pomieszaną z miłością, tą duchową. Stopniowo Bungo odkrywa
zwyrodnienie Akne. Momentem przełomowym, w którym dostrzega Bungo
prawdziwe oblicze swojego demona, są odwiedziny Stanisława Ignacego
Zdyba. Podczas tej wizyty twarz Akne zaczyna przypominać „kokotę po
całonocnej, ciężkiej pracy”. Ekscesy ze Stasiem Zdybem sprawiły, że Akne
z tajemniczo zmysłowej femme fatale przeistacza się w wulgarnego
demona trzeciej klasy. Bungo postrzega ją jako odrażającą, jej oczy
„obwiedzione sinymi, przechodzącymi w kawowy odcień obwódkami, były
szczytem świńskiego rozbestwienia”26. W takich chwilach sentymentalna
miłość Bunga wygasa, rodzi się nienawiść i, według Weiningerowskiej
kategoryzacji, jeden z najniższych i upodlających mężczyznę instynktów –
pożądanie.
Te „najniższe instynkty” Bunga, które sprawiają, że wpada w objęcia
pani Akne, ujawniają się podczas wizji sennych. Bungo śni, że jest
sobowtórem Zdyba, który wygląda jak narysowany przez „jakiegoś
straszliwego japońskiego pornografa”27. Stanisław Ignacy Zdyb to symbol
siły fizycznej, lecz nie intelektualnej. Kochanek Akne ma tylko zaspakajać
jej potrzeby seksualne. Sen Bunga jest więc wyrazem nie tylko pragnienia,
by zająć miejsce Zdyba, lecz także lęku przed „zbydlęceniem”. Zgadzałoby
się to z twierdzeniem Freuda, który sądził, że marzenia senne to ekspresja
pragnień zmieszanych z lękami28. Bungo zaczyna rozumieć, że Akne chce
z niego zrobić prostego w swej istocie, silnego i kompletnie pozbawionego
metafizycznych rozmyślań Stanisława Ignacego Zdyba; boi się, że przegra
tę walkę o samego siebie. Widać tu wyraźnie zbieżność poglądów
Weiningera i Witkacego – kobieta sieje wewnętrzne zniszczenie
w mężczyźnie, którego wykorzystuje do swoich niecnych celów.
Akne nie chce prowadzić z Bungiem długich i nużących ją dyskusji
o tajemnicy istnienia. Wymaga ona od niego „silnego uderzenia, silnego
powiedzenia, mocnego gestu”29, a zatem agresywnego animalizmu,
perwersji formy, którą uznaje za nieskończenie ważniejszą od treści.
25
Tamże, s. 380.
Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, s.320.
27
Tamże, s. 330.
28
Zob. S. Freud, dz. cyt.
29
Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, s. 387.
26
101
Aneta Jabłońska
Bungo, gdy zdał sobie sprawę, jak destruktywną siłą jest demon, pojął, że
jedyną możliwością uniezależnienia się od niego jest przyjęcie jego
amoralnych zasad. Uczy się zatem Bungo okłamywać Akne, zdradza ją
z Donną Querpią, wykorzystując jednocześnie tę ostatnią. Bungo spełnia
prośby Akne, która wciąż powtarza: „Zbij mnie”. Tytułowy bohater
zaczyna grać rolę „wstrętnego samca”. Przy Akne Bungo zakłada maskę,
przestaje być sobą, a staje się kimś dla siebie zupełnie obcym. Tak pisze do
Akne w swoim pamiętniku: „Zrozum, że jest we mnie dwóch: ja sam dla
siebie, który powoli zaczyna się wytwarzać, wyłazić z tego błota, a drugi
człowiek zły w znaczeniu Tymbeuszowym. Ten drugi jest wściekle
podobny do Ciebie. Jest przez Ciebie stworzony”30. Jednak taki zabieg
sprawia, że Bungo przestaje odróżniać prawdę od kłamstwa, rzeczywistość
od imaginacji, siebie prawdziwego od tego, którym rządzą instynkty. Żyjąc
w tej dychotomii, Bungo zaczyna tracić swoją tożsamość albo rozpoznaje
w sobie coraz więcej z osobowości „wstrętnego samca”, albo odczuwa
„[…] siebie jako coś prawie nie istniejącego, nie dającego się zupełnie
ująć”31. Spełnia się zatem zapowiedź Weiningera – kobieta zniszczy
prędzej czy później superego mężczyzny i nauczy go życia przepełnionego
animalną agresją.
Bungo jednak, mimo świadomości, że ta „farsa”, którą odgrywa z Akne,
jest dla jego autonomicznego istnienia wielce niebezpieczna, nie rezygnuje
z niej. Odchodzi od Akne, którą teraz uważa już za demona trzeciej klasy,
ale po dłuższej rozłące powraca, czyli upada, przegrywa. Nie potrafi
stworzyć życia bez Akne, ponieważ stała się ona centralną postacią jego
egzystencji, przy niej tylko wie, kim powinien być. Gdy Bungo pozostaje
sam i pozbywa się swej fałszywej tożsamości, jest wewnętrznie pusty,
odarty z samego siebie. Zbyt jest jednak wycieńczony psychicznie, by móc
sformułować swoje rozbite ego na nowo. Ponadto wciąż czuje do Akne
pociąg fizyczny. Doświadcza więc Bungo weiningerowskiej opozycji, musi
dokonać wyboru między cielesnością a duchowością. Niemal zawsze
sytuuje się pośrodku. Chociaż walczy o siebie, nie potrafi wygrać, nie
z Panią Akne, lecz z własnym pożądaniem – to jego prawdziwy demon,
którego Akne tylko wyzwala i prowokuje. Każdy stosunek seksualny
z Akne to dla Bunga upadek, zhańbienie, będące przejawem poddania się
swoim animalistycznym i niskim popędom32. Myślę, że doskonałą
ilustracją stanu psychicznego Bunga jest rysunek Witkiewicza Na dnie.
30
Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga…, s. 451.
Tamże, s. 416.
32
Witkiewicz pyta w Nienasyceniu: „Czy jest gorsze upokorzenie dla mężczyzny niż akt
płciowy?” Tenże, Nienasycenie, oprac. Misiorny M., PIW, Warszawa 1985, s. 451.
31
102
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości,
czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga
Widać tu twarz mężczyzny wykrzywioną w szaleńczym uśmiechu.
Mężczyzna nie patrzy na kobietę pogrążoną w ekstazie, można sądzić, że
dostrzega groteskowość sytuacji – on tylko udaje, że góruje nad kobietą,
jest to poza sztucznie wytworzona, w istocie to ona włada jego duszą.
Ostatecznie Bungowi udaje się wydostać z sideł Akne. Pomaga mu
w tym rozłąka. Akne udaje się w trasę koncertową, Bungo w góry, gdzie
spotyka Maga Childeryka. Rozmowy z nim zwracają Bungowi własną
duchowość. Po powrocie ma już dość sił, by powiedzieć Akne, że już nigdy
się nie zobaczą. Nie wydaje się jednak, by to było całkowite wyzwolenie
spod władz „kobiety […] posiadającej w najwyższym stopniu technikę
opanowywania i niszczenia mężczyzn”33. Nie wiadomo przecież, jak
potoczyłyby się losy Bunga, gdyby nie stracił oka, a przez to części
swojego malarskiego talentu. Główny bohater popełnia samobójstwo,
a zostaje ono przedstawione przez Witkiewicza w parodystyczny sposób.
Nie ujawnia Witkacy ówczesnych myśli Bunga. Pytaniem otwartym więc
na zawsze już pozostanie, dlaczego Bungo napisał: „trup już jestem, trup!”.
Można sądzić, że na ten dramatyczny czyn złożyło się wiele czynników.
Jednym z nich na pewno były upadki Bunga, do których niewątpliwie
przyczyniła się Pani Akne. Tak Bungo charakteryzuje związek z Akne:
„Tego rodzaju historia jak moja z tobą, działa jak lekarstwo takie, które
wywołuje albo śmierć, albo wyzdrowienie”34. Na tyle głęboko przeżył
Bungo swojego sobowtóra, zespolił się z nim, że chwilami rzeczywiście
sądził, iż wyzdrowiał, zdawało mu się, że naprawdę góruje nad Akne.
Kłamstwo, szczególnie popełnione wobec siebie, nie może stać się życiową
teorią, podstawą egzystencji. W Upadkach Bunga okazało się wyjątkowo
gorzkim lekarstwem, przynoszącym śmierć.
Nie tylko Bungowi Witkacy kazał przegrać z demonem. Żaden
z powieściowych bohaterów autora Szewców nie pokonał „kacicy”.
Atanazy, bohater Pożegnania jesieni, kończąc związek z wyjątkowo piękną
i perwersyjną semitką Helą Bertz, jest „zmiażdżony do szpiku” i próbuje
popełnić samobójstwo. Młody maturzysta Zypek w Nienasyceniu został
skonfrontowany ze starszą, doświadczoną w uwodzeniu i niszczeniu
mężczyzn Iriną Wsiełodowną. Skutkiem tego starcia – szaleństwo Zypcia,
który zamienił się w zautomatyzowanego mordercę.
5. Opętani metafizycznym pożądaniem
Opisane tu pokrótce wydarzenia wyraźnie ukazują, jak wyczerpujące
psychicznie są dla mężczyzn – głównych bohaterów powieści Witkacego –
33
34
Tenże, 622 Upadki Bunga…, s. 412.
Tamże, s. 448.
103
Aneta Jabłońska
ich stosunki z kobietami35. Zasadnym jest więc pytanie, dlaczego Bungowi
tak trudno jest zrezygnować z demonicznej miłości? Otóż ekstaza
seksualna wprowadza do świata metafizyki, czyli udziwnia rzeczywistość,
wyzwala od nudy, banalności, a także przypadkowości ludzkiej egzystencji.
Takie właśnie pragnienia witkacowscy bohaterowie chcą zaspokoić, chcą
nasycić się metafizyczną dziwnością istnienia36. To ich dążenie uznać
można za przejaw działania Schopenhauerowskiej woli.
Powieściowi bohaterzy wielokrotnie przekraczają granice etyczne,
moralne, społeczne, by doświadczyć metafizycznych doznań. Dla takiego
odczuwania są w stanie poświęcić wszystko – nawet samych siebie. Z tego
właśnie powodu dla postaci Witkacego tak istotny jest akt płciowy, gdyż
wprowadza w metafizyczny świat, zapewnia maksymalne napięcie
świadomości, wyzwala bergsonowskie élan vital, zbliża do
nieskończoności. Erotyczne upojenie jest dla nich wyjątkowym momentem
kulminacyjnym – bytowania poza czasem, wolności absolutnej, a może
nawet upragnionej pełni istnienia. Takie odczuwanie pozwala na poznanie
własnej, „nagiej” tożsamości.
Tak jest w istocie. Jednak nie tylko tak. Wszystkie te odczucia są
krótkotrwałe, przemijają zbyt szybko, by móc je zapamiętać, naprawdę
przeżyć. Niecałkowicie też są rzeczywiste, bo przecież metafizycznej pełni
osiągnąć całkowicie nie można – Witkacy uzasadnia to ontologicznie
i pesymistycznie. Dopowiada, że uczucia metafizyczne (nawet te
„niepełne”) stopniowo będą zanikać37. Poza tym, jeśli człowiek dozna już
metafizycznej dziwności, pragnie jej coraz mocniej, a co gorsza, wtedy
właśnie trudniejsza się ona staje do uchywycenia. Nasycanie
metafizycznego głodu wzmacnia apetyt. Dlatego witkiewiczowscy
bohaterowie nigdy nie zaspokoją swojego instynktu seksualnego.
Wymyślają oni wciąż nowe perwersje seksualne, decydują się na coraz to
dziwaczniejsze sposoby fizycznej ekscytacji (masochizm, sadyzm,
homoseksualizm, nawet nimfomania), ponieważ to, co wcześniej
wywoływało metafizyczny wstrząs, później staje się tylko nawykiem,
częścią szarej codzienności. Miłość to tragedia nienasycenia. Mimo to
35
„[…] należy stwierdzić, że malownicze załamania męskich protagonistów w sztukach
Witkiewicza nie wynikają tylko z arbitralnej decyzji autora i z »nonsensu«. Prawie zawsze mają
przyczyny bardziej konkretne i odpowiedzialność za nie ponosi Kobieta”. A. van Crugten,
Witkiewicz, czyli walka płci, przeł. W. Bieńkowska, „Twórczość”, 1 (1968).
36
Dążenie powieściowych bohaterów Witkacego do przeżycia metafizycznej dziwności analizuje
Jan Błoński. Zob. Tenże, Doświadczenie dekadencji, [w:] Tenże, Witkacy. Sztukmistrz, filozof,
estetyk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001.
37
Zob. Witkiewicz S. I., Nowe formy w malarstwie i wynikające stąd nieporozumienia, PIW,
Warszawa 2002.
104
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości,
czyli związek z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga
jednak bohaterowie ryzykują i sięgają po tę truciznę, spodziewając się, że
okaże się ona lekarstwem. Na początku nim jest, później jednak staje się
przyczyną występowania coraz silniejszych objawów chorobowych.
Literatura
Błoński J., Witkacy. Sztukmistrz, filozof, estetyk, Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2001.
Crugten A., Witkiewicz, czyli walka płci, przeł. W. Bieńkowska, „Twórczość”,
1 (1968).
Freud S., Wstęp do psychoanalizy, przeł. S. Kempnerówna i W. Zaniewicki, PWN,
Warszawa 2002.
Skwarowie M. i M., Rodowód demonicznej kobiety, „Dialog”, 12 (1994).
Sokół L., Metafizyka płci: Strindberg, Weininger i Witkacy, „Pamiętnik Literacki”, 4 (1985).
Sokół L., Witkacy i Strindberg. Studium porównawcze, Wiedza o Kulturze,
Warszawa 1990, cz. I-II.
Weininger O., Płeć i charakter, przeł. Ortwin O., SAGITTARIUS, Warszawa
1994.
Witkiewicz S. I., 622 Upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta, oprac. Micińska
A., PIW, Warszawa 1974.
Witkiewicz S.I., Pożegnanie jesieni, oprac. Misiorny M., PIW, Warszawa 1985.
Witkiewicz S. I., Nienasycenie, oprac. Misiorny M., PIW, Warszawa 1985.
Witkiewicz S. I. , Dramaty, t. 1-2, PIW, Warszawa 1972.
Witkiewicz S. I., Nowe formy w malarstwie i wynikające stąd nieporozumienia,
PIW, Warszawa 2002.
Witkiewicz S. I., Stanisław Ignacy Witkiewicz. Bez kompromisu, oprac. Degler J.,
PIW, Warszawa 1976.
Weininger i Witkacy. Rozpad męskiej tożsamości, czyli związek
z kobietą demoniczną w 622 Upadkach Bunga
Streszczenie
W niniejszym artykule konfrontuję poglądy dotyczące m.in. walki płci, miłości oraz
podmiotowości kobiety Otto Weiningera i Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wykazuję
zbieżność teorii obu autorów. Ponadto ukazuję, w jaki sposób Witkacy przełożył swoje
poglądy na powieściową materię. Pod tym kątem szczegółowej analizie poddaję pierwszą
powieść Witkiewicza 622 Upadki Bunga, czyli demoniczna kobieta. Celem artykułu jest
udowodnienie, że niemal każdy sąd Weiningera znajduje swoją realizację w prozie
Witkacego.
Słowa kluczowe: kobieta demoniczna, miłość, tajemnica istnienia, niepokój metafizyczny,
nienasycenie.
105
Ewelina Radion1
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława
Kulikowskiego
1. Melancholijne preteksty
Melancholia, będąca reakcją na utratę obiektu (np. ukochanej osoby lub
podstawionego w jej miejsce pojęcia abstrakcyjnego), skutkuje długotrwałym,
przekraczającym granice przeciętności zasmuceniem, obezwładniającym
chorego. Dlatego prawdziwym zwycięstwem jest pogodzenie się ze
zmienionym obrazem świata. Jednakże z oczywistych względów nie może to
nastąpić natychmiast. W poszczególnych przypadkach ów triumf nad
nadmiernym przygnębieniem wiąże się z ogromnym nakładem czasu i energii,
niekiedy wręcz z nadludzkim wysiłkiem, zmierzającym do przerwania
psychicznej egzystencji utraconego obiektu. Tylko po zakończonym procesie
żałoby „ja” może stać się wolne i nieskrępowane2.
Niezgoda na zastaną rzeczywistość sprawia, że myśli melancholika krążą
wokół tych samych problemów, mimo że ciągłe rozpamiętywanie przeżycia
utraty nie przynosi ukojenia, a nieustanne powracanie do tych samych
zdarzeń utrudnia zdystansowanie się od utraconego obiektu i opóźnia
przyjęcie postawy żałobnika. Tym bardziej, że na skutek przyjęcia
wypaczonej perspektywy melancholik wyolbrzymia własne kłopoty i coraz
głębiej zanurza się we własnych, nierzadko demonizowanych nieszczęściach.
Na domiar złego nie potrafi oderwać się od przykrych myśli. Jego perseweracja przeżyć przypomina nieco nerwicę natręctw, z tym tylko, że w
natręctwach myśli są obce, chory z nimi walczy, a w depresji stanowią jądro
jego przeżyć, są dla niego najprawdziwszą prawdą, której dotychczas może
nie dostrzegał, a która dopiero odsłoniła mu się w chorobie3. Uporczywe
rozpamiętywanie przeżycia utraty sprawia, że melancholik pogrąża się
w nieutulonym żalu i „»nigdy, nigdy nie odnajduje straty« i z tego ubytku,
1
[email protected], Instytut Filologii Polskiej, Wydział Filologiczny, Uniwersytet Rzeszowski.
Zob. K. Pospiszyl, Zygmunt Freud. Człowiek i dzieło, Zakład Narodowy im.
Ossolińskich, Wrocław 1991, s. 296; tenże, Narcyzm a twórczość, „Przegląd
Humanistyczny”, 1 (1994), s. 109-129.
3
Zob. A. Kępiński, Melancholia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 150.
2
106
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
tego nieodnalezienia czyni swój modus vivendi, tymczasowy, lecz wciąż ten
sam tryb swej smutnej na zawsze wieczności”4.
Lubowanie się pisarzy w ciemnych odczuciach to zapewne – obok
fascynacji tradycją tak zwanego „ciemnego romantyzmu”, ożywianą
w modernizmie5 – rezultat zaakceptowania pisarskiej filozofii, według
której poezja rodzi się z pęknięć6. Przyjmują ją zazwyczaj pisarze
obdarzeni szczególną konstrukcją psychiczną, wrażliwością ukierunkowaną
na intensywne przeżywanie własnej egzystencji, odczuwających silną więź
z tym, co minęło, koncentrujących się na przeżyciu utraty7. Należą do nich
również poeci zmuszeni porzucić kraj swojego dzieciństwa: Zygmunt
Ławrynowicz (1924-1987), w utworach którego obecne są refleksje
ogniskujące się na dojmującym braku, na obserwacji, jak „rośnie […]
[w nim – E. R.] ból kłujący” (SM 12)8 – oraz Wiesław Kulikowski (ur.
1935), przyznający że jego wiersze „wynikają z bólu, świadczą
o duchowych porażkach”9; że jego pisanie „to słuchanie / muzyki, która
boli” (PKO 24)10.
4
M. Bieńczyk, Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Świat Książki, Warszawa 2002, s. 12.
Zob. Ostasz G., Ożywianie tradycji „ciemnego romantyzmu”, [w:] tenże, W cieniu
„Herostratesa”. O tradycji romantyzmu w poezji polskiej lat 1914-1939, Wydawnictwo WSP,
Rzeszów 1994. „Ciemny romantyzm” to termin Tadeusza Kłaka. Zob. Tenże, Wstęp, [w:]
J. Czechowicz, Wybór poezji, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1970, s. LXXXV.
6
Zob. Drewnowski T., Walka o oddech – bio-poetyka. O pisarstwie Tadeusza Różewicza,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 279.
7
Zob. A. Świeściak, Melancholia w poezji polskiej po roku 1989, Universitas, Kraków 2010, s. 15-16.
8
Referat „Zabierz smutek z dusz osowiałych”. Melancholia w poezji Zygmunta Ławrynowicza
przedstawiłam w czasie Konferencji Naukowej „Strącony z rodzinnego gniazda wprost w kipiel
epoki”. Twórczość Zygmunta Ławrynowicza. W dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin i dwudziestą
ósmą rocznicę śmierci, Uniwersytet Rzeszowski, Rzeszów 14-15.10.2015.
Przy wszystkich cytowanych utworach Ławrynowicza (dalej: ZŁ) i Kulikowskiego (dalej: WK)
stosuję następujące skróty tomów: AB – Anglobabilon (ZŁ, Londyn 1986); BN – Blisko
i najbliżej (WK, Kraków-Mielec 1997), DRI – Dawna rozmowa z igliwiem (WK, Kraków-Rzeszów 1997), EJ – Epitafium jesieni (ZŁ, Londyn 1953), GJ – Granice dla jaskółek (WK,
Kraków-Mielec 1997), GP – Głębiej niż letnie popołudnia (WK, Rzeszów 2005), ID – Imiona na
drogach (WK, Mielec 1998), MRL – Z muzyki zza rzeki list (WK, Rzeszów 2003), MZK –
Milcząca na złotej kładce (WK, Kraków 2010), OO – Okruchy obrazu (WK, Rzeszów 1997),
PKO – Przystanek dla kilku osób (WK, Rzeszów 1995), POZ – Poranek odnajdzie zagubioną
(WK, Sandomierz 2008), SM – Syn marnotrawny i inne wiersze (1954-1960; ZŁ, Londyn 1968),
ŚP – Ścieżka do ptaka (WK, Lublin 1972), UW – Ucieczka z wesela (WK, Rzeszów 1979), WM
– Wyprzedaż muzyki (WK, Mielec 1992), ZP – Zakwita już powrót (WK, Rzeszów 2002), ZS –
Zbieranie szronu (WK, Lublin 1967), ZUM – Zamiatacze ulic malowanych (WK, Rzeszów
1981). Cyfra obok oznacza numer strony.
9
Rozmowa telefoniczna W. Kulikowskiego z E. Radion, 24.12.2009.
10
Zob. Radion E., „Mundus melancholicus” Wiesława Kulikowskiego, [w:] Dybizbański M.,
Mazur A. (red.), Światy melancholii. W 500-lecie „Melencolii” Albrechta Dürera, Uniwersytet
Opolski, Opole 2016, s. 457-469.
5
107
Ewelina Radion
2. Narcystowska miłość
Rozpacz melancholika jest najbardziej pierwotnym wyrazem
narcystycznego zranienia, którego nie da się wyobrazić ani zwerbalizować;
zranienia na tyle wczesnego, że nie może odsyłać do żadnego czynnika
zewnętrznego (podmiotu lub przedmiotu). Warto w tym miejscu zaznaczyć,
że w przypadku depresji narcystycznej smutek jest jedynym obiektem;
właściwie można powiedzieć, że jest namiastką obiektu, do którego,
z braku innego, chory przywiązuje się, który obłaskawia i ubóstwia11.
Dlatego melancholik, po jakimś czasie, w wyniku przeniesienia afektu
z utraconego obiektu na smutek, zaczyna ubóstwiać własne narcystyczne
zranienie.
W depresji myślenie chorego staje się „trudne, kojarzenia są skąpe, myśl
obraca się wokół jednego tematu: beznadziejności własnego życia,
własnych win i własnej bezradności”12. Aż w końcu melancholik ulega
„miłosnej obsesji”13. Wtedy jego rzeczywistość staje się „łatwo
porzucającym granice normalności światem kolekcjonerów, którzy
samowolnie i kapryśnie wychwytują chwile i zdarzenia, by dołączyć je do
swojej kolekcji i tym tylko są naprawdę zaabsorbowani, gotowi do
wszelkich w tym względzie wyrzeczeń”14.
2.1. Perspektywa „syna marnotrawnego”
Zygmunt Ławrynowicz urodził się na Litwie Kowieńskiej (1925),
a następnie został wydarty z zamożnego „rodzinnego gniazda / wprost
w kipiel epoki” (SM 23). W roku 1943 wywieziony do Niemiec, skąd przez
Jugosławię i Austrię przedostał się do Włoch, a następnie − do Anglii. Po
ukończeniu studiów ekonomicznych Ławrynowicz – będący
niekwestionowanym „humanistą z ducha” – spędzał odtąd „papierowe
różańce godzin” w londyńskiej filii międzynarodowego banku Lloyds jako
specjalista od spraw dewizowych. Większość pozaurzędniczego czasu
poświęcał samokształceniu, aktywności pisarskiej i translatorskiej15.
11
Zob. Kristeva J., Czarne słońce. Depresja i melancholia, przeł. Markowski M.P., Ryziński R.,
Universitas, Kraków 2007, s. 15.
12
Kępiński A., dz. cyt., s. 12.
13
Piękne niedopasowanie. Z M. Pękalą o życiu i twórczości W. Kulikowskiego rozmawia E.
Radion, „Nowa Okolica Poetów”, 11 (2003), s. 21.
14
M. Zaleski, Formy pamięci. O przedstawianiu przeszłości w polskiej literaturze współczesnej,
Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 1996, s. 18.
15
Zob. A. Siomkajło, Polono-Lithuanus „w szuwarach świata”. Zygmunt Ławrynowicz – poeta
i tłumacz,
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PK/litwa.html.
[dostęp
12.03.2015]
O przyczynkach do biografii tego emigracyjnego poety mówił Jan Wolski podczas rzeszowskiej
108
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
Poetę cechował „niezależny sposób myślenia i zbyt samodzielny
stosunek do szeregu problemów, które przybrały dla tutejszej emigracji
niezmienne, wręcz kamienne oblicze, odstraszał zwolenników […] od
jakiejkolwiek próby uznania jego prac. Nie powiązany w końcu z żadnym
zespołem, oddany bezinteresownie sprawom sztuki, zbyt obszernie
wykształcony jak na tutejsze potrzeby, o zainteresowaniach
wykraczających daleko poza unię dążeń tutejszych kół politycznych
i dziennikarskich, nie mógł liczyć na jakiekolwiek poparcie, które
najczęściej, jak dobrze wiadomo, nie respektowało wartości, zastępując je
przynależnością do tej czy innej koterii”16.
Niewątpliwie sytuacja życiowa autora Syna marnotrawnego wpłynęła
na postawę Ławrynowiczowskiego bohatera-podmiotu, który w wierszach
niejednokrotnie wyraża przekonanie, że cała rzeczywistość sprzysięgła się
przeciw niemu, że kiedy schyla się po kwiat lub pragnie „napić się wody
z wesołego strumienia”, to kwiat natychmiast więdnie, opadają mu płatki,
a woda staje się „nagle mętna nie nadająca się do picia” (AB 64). Jest
przekonany – czego dowody znajdujemy w wielu utworach – że został
zesłany do „świątyni Beliala / gdzie złoty cielec / jest jedynym elementem /
budzącym zachwyt lub prze-strach” (AB 63). Ubolewa, że los obszedł się
z nim „po macoszemu” (AB 34), że kiedy „nieśmiałą ziemię / smaga wiatr /
rodem z Syberii”, on nie posiada nawet kożucha „na zimę” (AB 34). A do
tego: nie ma „ani pędzi ziemi” (AB 35), jakby dla niego zabrakło „miejsca /
przy pulsującym korycie” (AB 35).
Oto fragment wiersza Poeta (EJ 11):
„Ja jestem smutku pełną czarą
wykutą z alabastru snów,
rękami muz swawolnych.
Jam pieśnią ślepą, muszlą szarą,
co kryje w morzu dźwięcznych snów
wonny śmiech kwiatów polnych.
Ja jestem ptasim krzykiem mewy
ponad falami obcych mórz,
wzburzonych wściekłym gniewem.
Ja jestem słabym synem Ewy.”
sesji naukowej: „Strącony z rodzinnego gniazda wprost w kipiel epoki”. Twórczość Zygmunta
Ławrynowicza (2015).
16
Niemojewski J., Zygmunt Ławrynowicz, „Tydzień Polski”, 1 (1988), s. 2.
109
Ewelina Radion
Natomiast w wierszu Kraju mój (SM 5) czytamy:
„Ani ja z soli ani z roli
ja jestem z tego, co mnie boli17
pełne krwi niosę, łez, ja hardy,
serce pęknięte od pogardy.
Milcząc hoduję na dnie wrzawy
cierpliwy niby kwiat agawy
obraz udręki, bólu, troski,
jak uśmiech Pani Matki Boskiej.”
Melancholia
Ławrynowiczowskiego
bohatera-podmiotu,
który
z miłosną kontemplacją obserwuje, jak rozbudowują się w nim wielkie,
niemalże kosmiczne „konstelacje smutku” (EJ 32), jest reakcją na utratę
ukochanego obiektu, w tym wypadku – tęsknoty za krajem lat dziecinnych.
Jego smutek wynika ze zranienia powstałego w czasie przebywania na
emigracji, z konieczności egzystowania w „koszmarnym domu”;
nocowania w „zziębniętym barłogu”. Żyjąc pośród obcych, czuje się
„osierocony / przez zabitą ojczyznę / przez brata język” (AB 28), jakby był
„niemy i głuchy w świecie” (AB 28). Doświadcza bowiem typowego
zagubienia, będącego udziałem mówców schwytanych „w potrzask języka
obcego”, którzy zmuszeni są używać na co dzień „języka, którego formy
i znaczenia są mu obce”18. Stąd też „poezja tworzona w języku polskim,
języku dzieciństwa i młodości stała się dla Ławrynowicza wyrazem więzi
z krajem i kulturą przodków z jednej strony, i z drugiej – ekspresją
wewnętrznych przeżyć duchowych związanych z walką o własną
tożsamość”19.
Tym bardziej, że „ja” mówiące w wierszach autora Błędnych ogników,
na próżno szuka „siebie / w oczach bliźnich / których – jak wyznaje
prowadząc ze sobą wyobrażoną rozmowę – nie zachwyciłeś urodą / nie
olśniłeś dowcipem / nie przepłaciłeś pieniędzmi” (AB 121). Tworzy więc,
17
Sformułowanie „Ja nie z soli ani z roli, ale z tego, co mnie boli wyrosłem” przypisuje się
Stefanowi Czarnieckiemu, który w ten sposób wskazał, że do swoich stanowisk nie doszedł – tak
jak inni, współcześni mu dowódcy – dzięki zyskom z handlu solą i płodami rolnymi, ale poprzez
zasługi odniesione na polu walki.
18
Pieńkowska M., Zerwać czarne słońce, czyli o zaradzeniu melancholii, s. 25, [w:] Małczyńska
A., Małczyński B. (red.), W kręgu melancholii, Chiazm, Opole-Katowice 2010.
19
Wolski J., „Przyjdzie pora na słowa”. O niektórych elementach poezji Zygmunta
Ławrynowicza, s. 206, [w:] Andres Z., Wolski J. (red.), Poetycki krąg „Kontynentów”. Artykuły
i szkice, Wydawnictwo WSP, Rzeszów 1997.
110
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
jak każdy melancholik, „zwiewne na ogół urojenia prześladowcze”20,
wyrażając podobne odczucia, jakie kilka wieków wcześniej sformułował
Jan Jakub Rousseau, który „nie wybrał samotności, ale został do niej
zmuszony przez zawistnych ludzi, dawnych przyjaciół, fałszywych
protektorów […]. Obwieścił nawet, że jest ofiarą powszechnego spisku”21.
W utworze Wolę czytamy (EJ 5):
„Nie lubię tłumu,
stugębnej gawiedzi.
Nie lubię krzykliwego świata en masse:
jego arogancji,
nonszalancji,
pogoni za nowością
bez sensu, bez tchu.
Gardzę jego opinią,
gardzę jego złością
i wolę,
wolę położyć się na mchu
i słuchać jak szumi las”
Melancholiczny bohater-podmiot wycofuje się więc ze świata,
obarczając za taki stan rzeczy swoich nieprzyjaciół: „nie miejcie / do mnie
pretensji / że nie zakwitłem / na waszym niebie […] / wasze niebo – / sufit
kurnej chaty / wasza ziemia – / chwasty i głazy” (SM 90). I w gruncie
rzeczy − tak jak autor Marzeń samotnego wędrowca i Wyznań − może
poświęcić się „dwóm rzeczom: obserwacji własnej duszy lub obserwacji
dookolnej natury”22. Prowadzi więc „flirt z przyrodą”, podziwiając jej
niezmienność, piękno, szlachetność, ale też pogodną zgodę na nieuchronność upływu czasu. Przygląda się „żałobnym cyprysom”, chryzantemom,
jesiennym astrom, przekwitłej róży, wiatrom, które „omiatają spadłe
liście”, oraz gasnącym o zmroku światłom. Przyjmując postawę świętego
Biedaczyny z Asyżu, odczuwa „braterstwo słońca” (SM 57).
Melancholikowi wydaje się, że przebywa w odosobnieniu również
dlatego, że stał się on przedmiotem ataków ludzi ogarniętych „szałem
nieprawdy” (AB 115), którzy podejmują wysiłek, żeby przemienić go
w nowoczesnego konsumenta: „zagarnąć język”, „zacementować duszę”,
„zasnuć horyzonty”, a następnie – skierować jego marzenia „ku
20
Kępiński A., dz. cyt., s. 4.
Śniedziewski P., Melancholijne spojrzenie, Universitas, Kraków 2011, s. 21-22.
22
Tamże, s. 22.
21
111
Ewelina Radion
świątyniom przekupnym” (AB 115). Jednakże bohaterowie wierszy
i podmiot mówiący Ławrynowicza potrafią znaleźć w sobie wystarczająco
dużo siły, aby nie tylko odrzucić różne nawykowe formy zarządzania sobą,
przeciwstawiając się zasadom postępowania wpajanym odgórnie
wszystkim uczestnikom postępującej globalizacji. Bohater-podmiot jest
również w stanie – na przekór naciskom otoczenia i wbrew
nieprzychylnym okolicznościom – wyzwolić się z obezwładniającego
smutku i skoncentrować się na sprawach naprawdę dla niego ważnych, po
prostu fundamentalnych, stanowiących istotę jego życia. Wtedy wspomina
„zaklęte rewiry / dzieciństwa wschodzącego niczym jabłka w sadzie” (AB
144) i cieszy się namiastką rodzinnych stron, którą zdają mu się krajobrazy
nieskażone działaniem człowieka oraz zwykła ludzka życzliwość.
Przyznaje się do tego chociażby w wierszu Upodobałem sobie (EJ 17):
„Upodobałem sobie w chacie cichej
wśród lip i wśród topoli,
gdzie śpi zaklęta polska psyche,
tam gdzie zły sen ją boli
[…].”
W ten sposób potrafi obronić się przed globalną standaryzacją
doświadczenia, przed unicestwieniem własnego, niepowtarzalnego „ja” i w
sobie pierwotny, dobrze rozumiany narcyzm, niezbędny do skupiania
uwagi na własnych sprawach. Z wytrwałością godną sprawy pielęgnuje w
sobie „wieczną zieloną prawdziwość”, aby – zgodnie z przeznaczeniem
każdego człowieka – „przerastać / wymiary doczesnych mieszkań” (AB
115).
Próbując nie dopuścić do rozbicia własnej osobowości, sam siebie
dyscyplinuje, napomina i skłania do pokory: „nie zadzieraj więc / nosa /
pamiętaj / w bogatych pałacach / nie ma się przyjaciół” (AB 124). Innym
razem samodzielnie wyznacza sobie drogi rozwoju: „ucz się, mówię ci, /
ucz się / obalać bóstwa pogańskie / w świątyniach pychy” (AB 145); „ucz
się posłusznym być prochu” (AB 146). A zwracając się do Boga, prosi
o przebaczenie lub wsparcie:
„Ty który przebaczyłeś łotrowi na krzyżu
po lewej stronie kaźni zgotowanej Tobie
przez kapłanów obłudy w mieście Jeruzalem
daruj nam nasze dzienne zawroty pamięci
ozdrów sumienia ślepe gdy pędząc na oślep
za urokliwą kraską doczesnych przewidzeń
112
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
padamy łatwo łupem zwodniczej syreny
[…]” (AB 150)
„Panie naucz nas się modlić
byśmy byli jak pielgrzymi
wędrujący przez rzeki złego czasu
po kamykach świętych wersetów
ale daj nam wesołe życie
oddal smutek twarzy
zakapturzonych męką
[…]” (SM 22)
Dopiero wtedy jest gotów, niczym biblijny syn marnotrawny, wrócić do
tych, których porzucił. Jest nawet w stanie wymazać z pamięci doznane
krzywdy, zapomnieć własne „pożary wstydu”, „zdradę przyjaciół”, „kamienne
słowo”, czy też „ręce kupczące / na raty miedzianą mową” (SM 85).
2.2. Wizje „dawnego chłopca”
Wiesław Kulikowski, autor dwudziestu książek poetyckich, urodził się
w 1935 roku w Endrychowcach, w miejscowości ówczesnego powiatu
wołkowyskiego w województwie białostockim (dzisiejsza Białoruś).
Krótką sielankę dzieciństwa przyszłego poety zniszczyła najpierw śmierć
ojca, Józefa, a ostatecznie – wybuch wojny w 1939 roku i konieczność
opuszczenia gniazda rodzinnego, kresowego dworku. Wówczas owdowiała
matka, Władysława, z dwójką małych dzieci, Wiesławem i Haliną, znalazła
schronienie u kuzynostwa oraz w domostwach miejscowych Białorusinów23. Po zdobyciu dokumentów niezbędnych do opuszczenia nowo
utworzonej Białoruskiej Republiki Radzieckiej wróciła, w roku 1946, wraz
z dziećmi pociągiem towarowym w rodzinne strony, do podmieleckiego
Rzemienia.
Pisarz zadebiutował − zarówno prasowo („Kamena” 1957), jak
i książkowo (Zbieranie szronu, 1967) − w Lublinie, gdzie w latach 1955-1957 studiował w Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Ostatecznie
studia polonistyczne ukończył w Wyższej Szkole Pedagogicznej
w Rzeszowie (1970), po których rozpoczął pracę w mieleckim Liceum
23
Zob. Wierzę w cud wiersza… Rozmowa M.A. Łypa z W. Kulikowskim, [w:] Poeci
Podkarpacia. Stanisława Kopiec, Wiesław Kulikowski, Mitel, Rzeszów 2002, s. 42-43.
113
Ewelina Radion
Medycznym. W połowie lat 90. XX wieku przeszedł na nauczycielską
emeryturę.
Biografia autora zawsze ułatwia zrozumienie jego poezji, jednakże
w tym wypadku jest kontekstem odrzucanym przez samego
Kulikowskiego, który również w wierszach niejednokrotnie zaciemnia
jasność swojej wypowiedzi24. Postępuje więc jak typowy melancholik, dla
którego „zrozumienie jest prawdziwym nieszczęściem”25.
Niejasność poetyckich wizji zatwierdzają chociażby nader często
stosowane w wierszach zaimki nieokreślone: „ktoś”, „coś”, „kiedyś”,
„gdzieś” oraz partykuły: „nie tylko”, „niby”, „jakby”, „prawie”, „może”,
osłabiające kategoryczność słów, wyrażające przypuszczenie, wahanie,
niedowierzanie.
„Oto wybrane przykłady z wierszy:
Odlatują studzienne żurawie, metafory stare,
zostają moje sny, złote, dzikie grusze,
prawie nad stawem, utopione w lesie.” (ZS 5)
„A malwy jakby z daleka –
w blasku jabłek,
pod słońcem,
przypominają dawny dzień, sen gorzki.” (ŚP 21)
24
Poeta wielokrotnie podkreśla zarówno w czasie prywatnych rozmów, jak i spotkań poetyckich,
że najważniejsza jest twórczość, biografia zaś – mniej ważna. Być może dlatego fakty
biograficzne Kulikowskiego nie zostały, jak dotąd, potwierdzone przez niego stosownymi
dokumentami prywatnymi lub urzędowymi; poeta nie zdecydował się ich udostępnić ani ujawnić
nazwisk dalszych krewnych ze strony swojej nieżyjącej już siostry. Nie mogąc poznać osób
z rodziny pisarza, prowadziłam rozmowy z jego znajomymi. Pozyskane w ten sposób, z drugiej
ręki, a więc mniej wiarygodne informacje konfrontowałam z danymi utrwalonymi w materiałach
pisanych, rejestrujących dzieje powiatu wołkowyskiego, lub znalezionymi w wydawnictwach
mieleckich, rzeszowskich, lubelskich. Podejmując się rozwikłania spornych kwestii
biograficznych, korzystałam z materiałów pomocniczych, również z opublikowanych rozmów
z poetą. Zestawienie zebranych informacji ujawniło, że autor chętnie inkrustuje życiorys
fantazmatami legendy rodzinnej bądź też zasłania się wygodną aurą niepamięci. Akceptację
pisarza dla zrekonstruowanego przeze mnie życiorysu, który kilkakrotnie był przez niego
uzupełniany i poprawiany, otrzymałam pocztą tradycyjną w formie listów zapisanych na papierze
(w 2009 roku). Po kilku latach poeta jednak uznał, że ta wersja jego biografii jest dla niego
niezadawalająca. Dlatego należy przyjąć, że curriculum vitae Kulikowskiego w dużej mierze
cechuje fragmentaryczność i porządek nielinearny.
25
E. Cioran, Ćwiczenia z zachwytu. Eseje i portrety, przeł. Kłoczowski J.M., Czytelnik,
Warszawa 1998, s. 53.
114
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
„Zakopany w ogrodzie mój kochany pies
– – – jakby ciągle jeszcze czekał.” (WM 8)
„Widzi mnie trawa,
leżącego na dawnej łące,
która może gdzieś jeszcze jest,
gdy mnie nie ma.” (PKO 52)
„Dzieci dzięki wyobraźni jedzą poziomki –
– – – i jakby w samych koszulach spoceni mężczyźni
znosili ławy, jakby dziewczęta w letnich sukniach tańczyły.” (DRI 36)
„Widzę go przez płonącą gałąź.
Prawie leci, do katedry, prawie przez noc.” (OO 18)
„Wszyscy się odwrócili,
niby jej nie słyszą, gdy biegną,
dochodzi prawie do nas.” (GP 56)
„Po przejściach wiosen bukowickich i zim,
może kobiety szły w stronę rzeki.” (MZK 79)
Nieprzejrzystość, wprost oniryczność lirycznej narracji to ważny
element surrealistycznego widzenia świata, obecnego w całej twórczości
Kulikowskiego. Szczególnie po roku 2002 w książkach poetyckich
zamieszczane są długie, wielostronicowe utwory, w których zazwyczaj
brak głównych wątków. Pojawiają się w nich nieprzebrane obrazy,
zestawiane jakby bez powiązań przyczynowo-skutkowych. Utwory bywają
zapisem strumienia świadomości, który odpowiada semantycznie
używanym przez Kulikowskiego metaforom: „rwący potok”, „długi film
o nas”. Nadchodzenie kolejnych wyobrażeń zwiastują określenia: „teraz
widzę…”, „przypominają się też…”, „z daleka widać jeszcze…”, „są
też…”, „są jeszcze…”, „słyszę…”, „widzę…”, „wiele obrazów się piętrzy”
lub zdania, pomiędzy którymi istnieją trudno uchwytne zależności.
Oto fragment wiersza Wakacje między słowami (GP 7):
„Cisza jest w pieśni, w Bukowinie Tatrzańskiej.
W Dusznikach deszcz się rozsypał.
W Dreźnie już po deszczu.
Murów nie wolno dotykać.
115
Ewelina Radion
Nikifor sam nocą wyszedł z Krynicy.
W Pradze poranek jest rześki.
Najważniejsze zdania zostają w powietrzu.
Dante prowadzi dalej niż piekło.”
Aby pozostać dla innych niezrozumiałym, Kulikowski chętnie posługuje
się „wypowiedzią-maską”26, sugerującą migotliwość znaczeń. Niemniej
czytając jego wiersze, nie sposób nie zauważyć, że poeta chętniej ujawnia
curriculum vitae w świecie wewnętrznym swych wierszy27, ukrywając
twarz pod maskami bohaterów, niż udziela o sobie wywiadów. Zamiast
mówić wprost, woli zawiązywać ze swoimi bohaterami rzekomy „»pakt
autobiograficzny« (krypto- i parabiograficzny) i czerpać tworzywo”
z własnego życiorysu albo też z „historii rodziny i środowisk
wygnańczych”28.
Kulikowskiego „ja” mówiące przygląda się sobie nawet wtedy, gdy
ukrywa twarz pod licznymi maskami, należącymi do – korzystam
z określeń używanych w wierszach – „zupełnie innych osób”, które są
przecież, jak wskazał Carl Gustav Jung, integralnym elementem
osobowości człowieka29. Nawet gdy autor czyni bohaterami wierszy
pierwszego skrzypka, pannę młodą, „spłowiałych” żniwiarzy, dziczkę,
którą każdy „mylił z dzikimi owocami” (UW 6), albo inne, często
niedoprecyzowane w wierszach postaci – tak naprawdę zawsze koncentruje
się na własnych przeżyciach.
26
„Wypowiedź-maska” to termin używany przez Danutę Danek, synteza konstrukcji
semantycznej, którą zainicjował Zygmunt Freud. Zob. Danek D., Psychoanaliza i analiza
semiotyczna (Tezy), s. 58, [w:] Taż, Sztuka rozumienia. Literatura i psychoanaliza, Wydawnictwo
Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 1997.
27
Zob. np. Ożóg J. B., Liryka Kulikowskiego, „Życie Literackie”, 44 (1982), s. 10-11; Żbikowski
P., Śladami poetyckiej wyobraźni Wiesława Kulikowskiego, [w:] Pejzaże poetyckie. Szkice
o poetach rzeszowskiego środowiska literackiego, Andres Z. (red.), WSP, Rzeszów 1988, s. 127-155; Pieńkosz K., Wywoływanie echa, „Sycyna”, 81 (1998), s. 16; Niewolak-Krzywda A., Ręce
matki, czyli poetycka autobiografia, [w:] Poeci Podkarpacia…, s. 39-40; Piękne niedopasowanie.
Z M. Pękalą o życiu i twórczości W. Kulikowskiego rozmawia E. Radion, „Nowa Okolica
Poetów”, 11 (2003), s. 20-25; Radion E., Nad wierszem „Ania wraca z lekcji języka
francuskiego” Wiesława Kulikowskiego, „Kamerton”, 1 (2009), 71-75; Gąsiewski W.,
Kulikowski – poeta dwóch epok, „Wieści Regionalne”, 8, (2010), s. 10; Gąsiewski W., Wiesław
Kulikowski. Poetycki kresowy patronat duchowy, „Nadwisłocze”, 4 (2011), s. 44-47; Radion E.,
Olśniewająca „pokora piękna”, „Nadwisłocze”, 1 (2014), s. 36-37.
28
Wyrażenia zaczerpnięte z książki Bolesława Hadaczka. Zob. Tenże, Historia literatury
kresowej, Universitas, Kraków 2011, s. 351.
29
Zob. Szewczuk W. (red.), Słownik psychologiczny, Wiedza Powszechna, Warszawa 1985,
s. 145.
116
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
Autor Granic dla jaskółek skupia się na sobie również wtedy, gdy
z niezmienną intensywnością eksploruje wciąż te same obrazy, najczęściej
związane z własną biografią. Ścisłą relację między podmiotem mówiącym
a pisarzem z Mielca potwierdzają liczne wyznania „ja” lirycznego, które
przyznaje się do wspólnej z autorem genealogii. Podaje „imiona rodziców /
Władysława, Józef” (ID 17). Przedstawia się: „moje imię, Wiesław” (PKO
39). Odnotowuje: „ten chłopiec z fotografii to ja” (GP 44), to jest „mój
dziecięcy cień” (MZK 12), to jestem „ja na koniku wśród koniczyn” (ZP
46). Wymienia imiona osób z rodziny pisarza, matki i ojca, żony Anny,
siostry Haliny, cioci Cezi (Cezarii). Napomyka także o dziadku i prababce
z Prowansji. Wspomina wojenne dzieciństwo: zimowe zabawy
z rówieśnikami. Nieraz przypomina przygodę na łubinowym polu, po której
długo nie mógł „przyjść do siebie” (MZK 8). Nawraca wciąż do podróży
z roku 1946, kiedy „w kołyszącym się wagonie towarowym” wyruszył
z Wołkowyska, gdzie się urodził, do Rzemienia pod Mielcem.
Koncentrując się na własnych odczuciach, gloryfikuje własną
subiektywność. Być może dlatego preferuje wojaże imaginacyjne, podległe
wyłącznie prawom jego fantazji; wszakże uważa, że od faktycznej
obecności w danym miejscu ważniejsze są uczucia „wywołane”
wyobrażoną podróżą, która budzi, według niego, „niepowtarzalne
przeżycia”30. Przy tym chętnie podejmuje wędrówki po „swojszczyźnie”,
odwiedzając miejsca związane z własną biografią.
Już w debiutanckiej książce autor objawił swój sentyment do krajobrazu
rodzinnego, a w zbiorach kolejnych, szczególnie w tomie Blisko i najbliżej,
rozwinął podróże, które są kontynuacją takich wędrówek z czasów
romantyzmu31. Wymienia miejsca, które poprzez związki z wybitnymi
postaciami odsyłają do kulturowego dziedzictwa Rzeszowszczyzny: Duklę
(św. Jan, pustelnik), Żarnowiec (Maria Konopnicka), Gwoźnicę (Julian
Przyboś), Wielowieś (Stanisław Piętak), Nienadówkę (Jan Bolesław Ożóg)
oraz Kombornię, Łańcut, Baranów Sandomierski i wiele innych. Wymienia
nazwy topograficzne związane z jego własnymi dziejami: Roś,
Wołkowysk, Mielec, Gawłuszowice, Rzemień, Rzeszów, Lublin.
W wierszu Lublin (POZ 51) używa lakonicznej peryfrazy: miasto
„Pierwszej Książki”. Określa w ten sposób miejsce własnego debiutu
i równocześnie – za sprawą ulicy Lipowej – miasto „Pierwszej Książki”,
czyli poezji Jana Kochanowskiego, który właśnie w Lublinie zmarł
22 sierpnia 1584 roku. Za sprawą minionych zdarzeń Lublin jest miastem
30
Zob. Poetyckie podróże. Z W. Kulikowskim rozmawia E. Radion, „Fraza”, 3-4 (2004),
s. 24-25.
31
Zob. Burkot S., Polskie podróżopisarstwo romantyczne, PWN, Warszawa 1988.
117
Ewelina Radion
muzeów, dokąd paradoksalnie – w wewnętrznym świecie tej poezji –
„przyjeżdżają nieobecni”. Wśród nich znajdują się osoby związane z –
chełmską i lubelską – „Kameną”: Zygmunt Mikulski; Kazimierz Andrzej
Jaworski; Andrzej Tchórzewski, nazwany w wierszu Kulikowskiego
„chrześniakiem Czechowicza”; Wiera Korneluk, która – jak zwierza się
z radością porte-parole autora – „odnalazła moje słowa / w gazecie, moje
pierwsze wiersze” (POZ 52); ponadto inni poeci: Józef Czechowicz, Jerzy
Pleśniarowicz, Julian Przyboś i Adam Mickiewicz. W wierszu znajduje się
wzmianka o czasopiśmie („Kamena”), w którym autor debiutował, a także
o przyczynie wyjazdu stamtąd: „opuszczałem uniwersytet Marii, / bo za
bardzo lubiłem Lublin” (POZ 52)32.
Bywa i tak, że poeta z Mielca swoją uwagę kieruje również poza
miejsca związane z własną biografią, gdyż – jak wyznaje w rozmowie – nie
zawęża „małej ojczyzny” do obszaru najbliższego w sensie terytorialnym33.
Odwiedza miejsca związane z życiem wybitnych pisarzy i artystów w kraju
i poza jego granicami: Czarnolas (Jan Kochanowski), Delfty (Johannes
Vermeer), Lubekę i Lipsk (Jan Sebastian Bach), Lublin (Jerzy
Pleśniarowicz, Józef Czechowicz), Nohant i Majorkę (Fryderyk Chopin),
Peszt (Ferenc Liszt), Sandomierz i Stawisko (Jarosław Iwaszkiewicz),
Pragę (Franz Kafka, Bohumil Hrabal), a także wiele innych miast
i regionów. I chociaż podejmuje liczne „podróże intelektualne”34, które
inicjowane są pobudkami poznawczymi, chęcią skupienia się na świecie
zewnętrznym, przyrodzie i dziełach sztuki, to w ostatecznym rozrachunku
zawsze uczestniczy w podróżach „w głąb siebie samego”.
Melancholik skupia się na sobie, ponieważ tak naprawdę tęskni „nie tyle
za miejscem utraconym, ile za sobą dawnym w tym miejscu, […] nie […]
za miejscem swej młodości, ale za swoją młodością, za swoim
dzieciństwem”35. Dlatego bohaterem wielu swoich utworów Kulikowski
czyni „dawnego chłopca”, postać w pewnym sensie znaną
z autobiograficznych utworów innych „starych poetów”, na przykład
32
Pisarz, wspominając swój debiut w rozmowie z Markiem Pękalą, wyznał: „Z […] pierwszymi
próbami [wierszy] poszedłem do cotygodniowego dodatku kulturalnego przy »Sztandarze Ludu«
i pani Wiera Korneluk przychylnie na nie popatrzyła. Gdzieś po dwóch tygodniach, stojąc w kolejce
w barze, zobaczyłem, że człowiek stojący przede mną czyta kolumnę z moimi wierszami! Poczułem
się wtedy tak jakoś istotnie [!], wydawało mi się, że nagle urosłem sam dla siebie [!]. Poczułem, że
jestem poetą. Ale to nie było związane z przekonaniem o jakimś posłannictwie, po prostu
zrozumiałem, że będę pisać. I tych stanów gorączkowych, gdy piszę, przestałem się obawiać”.
Z potrzeby miłości. Z W. Kulikowskim rozmawia M. Pękala, „Nowiny”, 29 (1996), s.6.
33
Poetyckie podróże…., dz. cyt., s. 24-25.
34
Zob. Kozicka D., Wędrowcy światów prawdziwych. Dwudziestowieczne relacje z podróży,
Universitas, Kraków 2003, s. 74.
35
Zaleski M., dz. cyt., s. 17.
118
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
Jarosława Iwaszkiewicza, Czesława Miłosza, Tadeusza Różewicza. Każdy
z nich, poszukując własnej tożsamości, uparcie przywołuje wizerunek
siebie jako młodego chłopca36.
W wewnętrznym świecie tej poezji „dawny chłopiec” przebywa w rzeczywistości wojennej. Jest malcem pozbawionym beztroski dzieciństwa,
chłopcem „bez ogrodu”, „zaplątanym” w wojnę, która negatywnie wpłynęła na jego osobowość, oferując w zamian śmierć wewnętrzną37. Ten
„zraniony, mały chłopiec”, który się „nie bawił”, który przebywa „na dnie”
lub „na końcu drogi”, został rozstrzelany „pod gwiazdą”.
Melancholiczny bohater-podmiot często podkreśla, że skupia się na
sobie, że mówi o swoich snach, marzeniach, wierszach, drogach, miejscach, o własnym sumieniu i sercu, że wspomina swoje dzieciństwo. Tym
samym wskazuje, że świat jego wyobraźni jest niepowtarzalny i wyjątkowy, że jest „jedynym listem”, „jedynym dokumentem” 38. A przede
wszystkim koncentruje się na własnych „wybujałych niepokojach” (WM 8)
i „dojrzewających klęskach”. Ponieważ nie umie on „lata wyleczyć z bólu”
(ŚP 12), ze swoistą atencją zanurza się w otchłani własnej rozpaczy. Skarży
się, że po traumatycznych zdarzeniach, których był mimowolnym
świadkiem, jego „serce nie może dojść do siebie” (POZ 41). Zadręcza się
myślą, że „nikt już nie naprawi zła” (ZS 29). Jest przekonany o swej
nieprzeciętnej wrażliwości, która sprawia, że dość łatwo może „siebie
zranić” (OO 19). Równocześnie czuje się „wyklętym chwastem” (ŚP 12),
wygnańcem zmuszonym do podjęcia duchowego wysiłku, aby ocalić
„cząstkę siebie”.
3. Melancholijne (nie)rozstrzygnięcia
Melancholia jako choroba, którą nie tylko lekarze utożsamiają
niejednokrotnie z depresją39, z założenia skazuje chorego na trwanie
między dwoma skrajnie różnymi postawami, na chwiejny bilans, na
nierozstrzygalność40. Nie zawsze więc metaforyczne otwieranie drzwi do
własnego wnętrza, nieustanne pytanie „siebie o siebie” wiąże się ze
słabością podmiotu uwikłanego w smutek, we własne udręczenie.
36
Wójcik T., Esencja biografii a liryka esencji. (Świadectwa autobiograficzne w poezji późnej),
s. 194, [w:] Gosk H., Zienkiewicz A. (red.), Autobiografizm – przemiany, formy, znaczenia,
Elipsa, Warszawa 2001.
37
Zob. Danek D., dz. cyt.
38
Zob. Ostasz G., Słowa, które dotykają muzyki, „Fraza”, 3-4 (2010), s. 306.
39
Zob. Kępiński A., dz. cyt.
40
Zob. Bałus W., Mundus melancholicus. Melancholiczny świat w zwierciadle sztuki, Kraków
1996, s. 23-24.
119
Ewelina Radion
Przedstawione w niniejszym artykule dwa oblicza narcystowskiej
miłości melancholików, chociaż rodzą się w podobnych okolicznościach,
rozwijają się w przeciwległych kierunkach. Pomimo że źródłem
narcystowskiej miłości zarówno w poezji Ławrynowicza, jak i w wierszach
Kulikowskiego, jest niemożność zaakceptowania utraty, to jednak drogi
tych dwóch melancholików są zupełnie różne.
Postawa „syna marnotrawnego”, znajdującego w sobie siły na
podźwignięcie się z własnego smutku, na wyswobodzenie się z „nocy
duchowej”, umożliwia rozwój własnej duchowości. Ławrynowicz nie
pozbawia sensu doświadczenia wygnania, traktuje jako „konieczność,
sprawdzian, któremu człowieka poddał Bóg. Mocna wiara jest bowiem
prawdziwą ostoją poety. Dlatego, choć jego doświadczenia są bolesne,
z pokorą, ufnością i nadzieją przyjmuje i godzi się na swój los”41.
Postawa „dawnego chłopca”, który zawsze i wszędzie widzi tylko
siebie, uniemożliwia zdystansowanie się od własnego bólu i zniwelowanie
odczucia utraty. Chociaż z jednej strony zaciera ślady, nie chcąc ujawnić,
że mówi o sobie, to z drugiej koncentruje się tylko na własnych
odczuciach. Temu wydają się służyć zarówno relacje z innymi, ożywiane
raz po raz wspomnienia, jak i wojaże imaginacyjne, podróże „po
swojszczyźnie”, czy wędrówki „w głąb siebie”.
Narcyz jest nieszczęśliwy głównie z tej racji, że stając się niezdolny do
miłości, nie może w pełni zwrócić się do świata. Kiedy bohater-podmiot
„mówi / do siebie, tylko do siebie” (GP 33), po prostu zaprzecza
podstawowemu prawu życia, które wymaga od człowieka stałej wymiany
informacji z otoczeniem42. Tylko w ten sposób można zbudować właściwą
relację ze światem zewnętrznym, a tym samym stworzyć rzeczywisty, a nie
tylko wyobrażony obraz samego siebie”43. „Żeby żyć – wskazał Antoni
Kępiński – trzeba po prostu życie kochać”44.
Literatura
Bałus W., Mundus melancholicus. Melancholiczny świat w zwierciadle sztuki,
Universitas, Kraków 1996.
Bieńczyk M., Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty, Świat Książki,
Warszawa 2002.
Burkot S., Polskie podróżopisarstwo romantyczne, PWN, Warszawa 1988.
41
Wolski J., dz. cyt., s. 204.
Zob. Kępiński A., dz. cyt., s. 123.
43
Tamże, s. 121.
44
Tamże, s. 123.
42
120
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
Cieśla-Korytowska M., Puchalska I., Siwiec M. (red.), Oblicza Narcyza. Oblicza
autora w dziele literackim, Universitas, Kraków 2008.
Cioran E., Ćwiczenia z zachwytu. Eseje i portrety, Czytelnik, Warszawa 1998.
Danek D., Sztuka rozumienia. Literatura i psychoanaliza, Wydawnictwo Instytutu
Badań Literackich PAN, Warszawa 1997.
Dłuski S., Bibliofilskie poetyckie cymelium [rec. tomu WM WK], „Nowe Książki”,
11 (1993).
Drewnowski T., Walka o oddech – bio-poetyka. O pisarstwie Tadeusza Różewicza,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002.
Gąsiewski W., Kulikowski – poeta dwóch epok, „Wieści Regionalne”, 8 (2010).
Gąsiewski W., Wiesław Kulikowski. Poetycki kresowy patronat duchowy,
„Nadwisłocze”, 4 (2011).
Hadaczek B., Historia literatury kresowej, Universitas, Kraków 2011.
Kępiński A., Melancholia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.
Kociuba G., Podróż w głąb pamięci [rec. zbioru wierszy ID WK], „Literatura”, 5 (1999).
Kociuba G., Powroty Kulikowskiego [rec. tomu ZP WK], „Nowa Okolica Poetów”,
11 (2003).
Kozicka D., Wędrowcy światów prawdziwych. Dwudziestowieczne relacje
z podróży, Universitas, Kraków 2003.
Kristeva J., Czarne słońce. Depresja i melancholia, Universitas, Kraków 2007.
Lisowski K., Jaka nieobecność jest jeszcze możliwa [rec. książki poetyckiej PKO
WK], „Dekada Literacka”, 7 (1995).
Lisowski K., Sens wszystkich rozstań i powrotów [rec. zbioru wierszy MRL WK],
„Nowe Książki”, 2 (2005).
Narbut J., Gdyby Proust pisał wiersze..., [rec. tomu poezji OO WK], „Arcana”, 20 (1998).
Niemojewski J., Zygmunt Ławrynowicz, „Tydzień Polski”, 1 (1988).
Niewolak-Krzywda A., Ręce matki, czyli poetycka autobiografia [WK], [w:] Poeci
Podkarpacia. Stanisława Kopiec, Wiesław Kulikowski, Mitel, Rzeszów 2002.
Ostasz G., Słowa, które dotykają muzyki [rec. zbioru poezji MZK WK], „Fraza”,
3-4, (2010)
Ostasz G., W cieniu „Herostratesa”. O tradycji romantyzmu w poezji polskiej lat
1914-1939, Wydawnictwo WSP, Rzeszów 1994.
Ożóg J.B., Liryka Kulikowskiego, [rec. tomu wierszy ZUM WK], „Życie
Literackie”, 44 (1982).
121
Ewelina Radion
Pieńkosz K., Wywoływanie echa [rec. tomów poezji BN, DRI, GJ, OO, PKO WK],
„Sycyna”, 81 (1998).
Pieńkowska M., Zerwać czarne słońce, czyli o zaradzeniu melancholii, [w:]
Małczyńska A., Małczyński B. (red.), W kręgu melancholii, Chiazm, Opole-Katowice 2010.
Piękne niedopasowanie. Z M. Pękalą o życiu i twórczości W. Kulikowskiego
rozmawia E. Radion, „Nowa Okolica Poetów”, 11 (2003).
Poetyckie podróże. Z W. Kulikowskim rozmawia E. Radion, „Fraza”, 3-4 (2004).
Pospieszyl K., Narcyzm a twórczość, „Przegląd Humanistyczny”, 1 (1994).
Pospieszyl K., Zygmunt Freud. Człowiek i dzieło, Zakład Narodowy im.
Ossolińskich, Wrocław 1991.
Radion E., „Mundus melancholicus” Wiesława Kulikowskiego, [w:] , Dybizbański
M., Mazur A. (red.), Światy melancholii. W 500-lecie „Melencolii” Albrechta
Dürera, Uniwersytet Opolski, Opole 2016.
Radion E., „Zabierz smutek z dusz osowiałych”. Melancholia w poezji Zygmunta
Ławrynowicza. Referat wygłoszony na Konferencji Naukowej „Strącony z rodzinnego
gniazda wprost w kipiel epoki”. Twórczość Zygmunta Ławrynowicza.
W dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin i dwudziestą ósmą rocznicę śmierci,
Rzeszów 2015.
Radion E., Nad wierszem „Ania wraca z lekcji języka francuskiego” Wiesława
Kulikowskiego, „Kamerton”, 1 (2009).
Radion E., Olśniewająca „pokora piękna” [rec. zbioru wierszy POZ WK],
„Nadwisłocze”, 1 (2014).
Radion, E., „Musimy to zapamiętać”. Wiesława Kulikowskiego imperatyw
pamięci, „Acta Humana”, 5 (2014).
Rżany R., Jeden wiersz i królestwo [rec. tomów poezji OO, DRI, BIN WK],
„Nowiny”, 181 (1997).
Sendyka R., Od kultury „ja” do kultury „siebie”. O zwrotnych formach
w projektach tożsamościowych, Universitas, Kraków 2015.
Siomkajło A., Polono-Lithuanus „w szuwarach świata”. Zygmunt Ławrynowicz –
poeta i tłumacz, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PK/litwa.html.
Szewczuk W. (red.), Słownik psychologiczny, Wiedza Powszechna, Warszawa 1985.
Śniadziewski P., Melancholijne spojrzenie, Universitas, Kraków 2011.
Świeściak A., Melancholia w poezji polskiej po roku 1989, Universitas, Kraków 2010.
Wierzę w cud wiersza…, Rozmowa M.A. Łypa z W. Kulikowskim [w:] Poeci
Podkarpacia. Stanisława Kopiec, Wiesław Kulikowski, Mitel, Rzeszów 2002.
122
Nad narcystowską miłością melancholików.
O poezji Zygmunta Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
Wolski J., „Przyjdzie pora na słowa”. O niektórych elementach poezji Zygmunta
Ławrynowicza, [w:] Andres Z., Wolski J. (red.), Poetycki krąg „Kontynentów”.
Artykuły i szkice, Wydawnictwo WSP, Rzeszów 1997.
Wolski J., Przyczynki do biografii. Referat wygłoszony podczas sesji naukowej:
„Strącony z rodzinnego gniazda wprost w kipiel epoki”. Twórczość Zygmunta
Ławrynowicza W dziewięćdziesiątą rocznicę urodzin i dwudziestą ósmą rocznicę
śmierci, Rzeszów 2015.
Wójcik T., Esencja biografii a liryka esencji. (Świadectwa autobiograficzne
w poezji późnej), [w:] Gosk H., Zienkiewicz A. (red.), Autobiografizm –
przemiany, formy, znaczenia, Elipsa, Warszawa 2001.
Z potrzeby miłości. Z W. Kulikowskim rozmawia M. Pękala, „Nowiny”, 29 (1996).
Zaleski M., Formy pamięci. O przedstawianiu przeszłości w polskiej literaturze
współczesnej, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 1996.
Zaworska H., Piękno, które boli [rec. zbioru OO WK], „Literatura”, 10 (1997).
Żbikowski P., Śladami poetyckiej wyobraźni Wiesława Kulikowskiego, [w:] Andres
Z. (red.), Pejzaże poetyckie. Szkice o poetach rzeszowskiego środowiska
literackiego, Wyższa Szkoła Pedagogiczna, Rzeszów 1988.
Nad narcystowską miłością melancholików. O poezji Zygmunta
Ławrynowicza i Wiesława Kulikowskiego
Streszczenie
Narcystowska miłość melancholików jest reakcją na utratę obiektu, skutkującą dojmującym
zasmuceniem, które po pewnym czasie staje się namiastką utraconego obiektu. Melancholik,
postrzegając siebie w kategoriach człowieka pokrzywdzonego, dotkniętego swoistym
niedosytem, przywiązuje się do swojego smutku, obłaskawia go, a nawet ubóstwia. Coraz
głębiej zanurzając się we własnych bolesnych wspomnieniach, w końcu popada w miłosną
kontemplację własnego narcystycznego zranienia, które objawia się jako narcystyczna
miłość samego siebie.
Refleksje tyczące się narcystowskiej miłości melancholików sformułowano na podstawie
analizy i interpretacji twórczości poetyckiej Zygmunta Ławrynowicza (1925-1987)
i Wiesława Kulikowskiego (ur. 1935), autorów naznaczonych piętnem wykorzenia, którzy
nawracając do własnych bolesnych wspomnień, nie tylko kontemplują własny smutek
w izolacji od otoczenia, ale również – „pytając siebie o siebie” – starają się uchronić własną
tożsamość przed rozbiciem.
Słowa kluczowe: miłość własna, depresja, poezja XX wieku.
123
Adam Jaworski1
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki
Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm
w poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie
twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza
Tkaczyszyna-Dyckiego
1. Św. Paweł versus św. Sebastian. Zamiast wstępu
„Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą,
popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, ich krew [spadnie] na
2
nich” – głosi trzynasty werset dwudziestego rozdziału Księgi Kapłańskiej .
W rozdziale osiemnastym tej księgi pada jawny zakaz: „Nie będziesz
3
obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” .
W szóstym rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian św. Pawła możemy
przeczytać: „[...] Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani
cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą [...] nie
4
odziedziczą królestwa Bożego” . Jeszcze ostrzejsze słowa znajdują się
w Liście do Rzymian: „Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne
współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni
z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę
należną za zboczenie [...] ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni
są śmierci”5. Nauka Kościoła dotycząca homoseksualizmu opiera się nie
tylko na tych kilku ustępach biblijnych, lecz na całościowym spojrzeniu na
Pismo Święte. Począwszy od Księgi Rodzaju, w której człowiek zostaje
stworzony na podobieństwo Boga w wersji kobiecej i męskiej,
homoseksualizm jawi się jako przeciwny prawdzie o stworzeniu, stanowi
odrzucenie niepodważalnego planu Boskiego. Zboczenie, obrzydliwość,
bezwstyd – Stary Testament jednoznacznie naznacza homoseksualizm
piętnem grzechu. W konsekwencji homoerotyczny akt to przeczenie Bogu,
1
[email protected], Instytut Filologii Polskiej, Wydział Humanistyczny UMCS
w Lublinie.
2
Kpł. 20,13, [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Dynarski K., Przybył M. i in.
(red.), Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2008, s. 145.
3
Kpł. 18,22, [w:] Tamże, s. 143.
4
1 Kor. 6,9-11, [w:] Tamże, s.1489.
5
Rz.1,27.32, [w:] Tamże, s. 1466.
124
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
pogwałcenie prawa moralnego i naturalnego, zbrodnia przeciwko naturze,
dewiacja prowadząca do zatrzymania ludzkiej płodności. Szczególnie na
ten ostatni aspekt zwraca uwagę Katechizm Kościoła Katolickiego:
„akty homoseksualizmu […] są sprzeczne z prawem naturalnym;
wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej
komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą
mogły zostać zaaprobowane. […] Skłonność taka, obiektywnie
nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi ona trudne
doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem,
współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich
jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do
wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do
złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu
swojej kondycji. Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki
cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy
dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę
sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo
i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej”6.
Na podstawie tego fragmentu można także wywnioskować, że Kościół
Katolicki w swej interpretacji homoseksualizmu pozostawia biblijny
stygmat grzechu jedynie na akcie homoerotycznym, nie potępiając, a co
więcej – przestrzegając przed dyskryminacją osób o orientacji innej niż
heteroseksualna. Grzechem naznaczony zostaje sam akt płciowy między
osobami tej samej płci, a nie osoby przejawiające homoseksualne
skłonności. W konsekwencji abstynencja seksualna staje się dla takich
jednostek drogą do moralnego doskonalenia i szansą na osiągnięcie
zbawienia.
Chociaż stosunek Kościoła katolickiego do homoseksualizmu stanowi
temat dyskusyjny i trudny, nieustannie przybywa publikacji dotyczących
omawianego zjawiska, organizowane są spotkania zrzeszające
homoseksualną część katolików, a nawet powstają strony internetowe,
dedykowane osobom, które znalazły się w takiej sytuacji np.
http://chrzescijanin-homoseksualny.pl. Od słynnych zamieszek w barze dla
homoseksualistów Stonewall Inn w Nowym Jorku w 1969 roku, które
rozpoczęły światowy ruch walki o prawa osób LGBT, problem
homoseksualizmu stał się zagadnieniem wyjątkowo często poruszanym
6
KKK 2357-2359, [w:] Katechizm Kościoła Katolickiego, http://www.katechizm.opoka.org.pl/,
oprac. internetowe Baranowski M., za zgodą i w oparciu o wydanie Pallotinum 1994.
125
Adam Jaworski
w powszechnym dyskursie, awansując niemalże na jeden ze sztandarowych
tematów naszych czasów. Mimo to do tej pory budzi kontrowersje
i sprzeciw, w szczególności konserwatywnie usposobionej części społeczeństwa. Jeszcze większe spory wywołuje rozpatrywanie homoseksualizmu
w kontekście wiary katolickiej, bowiem mimo braku potępienia jednostki
homoseksualnej przez Kościół, czyn homoseksualny pozostał grzechem,
a miłość homoseksualna według Kościoła Katolickiego miłością nie jest.
Jean Genet podobno powiedział kiedyś: „nasze czasy można sprowadzić
do prostej formuły: podróże kosmiczne plus seks”. Słowa te wydają mi się
wyjątkowo celnym wyjaśnieniem braku aprobaty ogromnej części
homoseksualnej społeczności dla tak rozumianej przez Kościół tolerancji.
We współczesnych czasach, które rehabilitację seksu jako równouprawnionego elementu ludzkiego życia mają już dawno za sobą, ciężkie do
zaakceptowania wydają się rygorystyczne przesłanki katolicyzmu
o wstrzemięźliwości seksualnej. Świadczą o tym chociażby dyskusje na
forach i stronach internetowych, reinterpretacje Pisma Świętego, np.
dopatrywanie się miłości homoerotycznej między Jonatanem i Dawidem,
a także nieoficjalne traktowanie postaci świętego Sebastiana jako patrona
gejów i lesbijek. W działaniach tych można dostrzec próby pogodzenia
„nieheteronormatywnej” orientacji seksualnej z wiarą katolicką. W polskiej
rzeczywistości natomiast określenie „homoseksualny katolik” wydaje się być
nadal oksymoronem, godnym pióra wprawnego barokowego poety.
Swoją pracę chciałbym poświęcić badaniom wzajemnej relacji tych
zagadnień na gruncie poetyckim, skupiając się na analizie i interpretacji
utworów Allena Ginsberga i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Chociaż
poetów tych dzieli na pozór niemalże wszystko: czas działalności twórczej,
kontynent, strategia poetycka, możemy dostrzec w ich poezji próby
pogodzenia homoseksualizmu i katolicyzmu, wykraczające poza wnioski
i przesłanie Kościoła katolickiego. Ich twórczość, podobnie jak postać św.
Sebastiana w anonimowej aktywności internautów, pokazuje, że możliwe
jest pogodzenie miłości homoseksualnej w wymiarze duchowym
i zmysłowym, ze specyficznie pojmowanym zachowaniem wiary katolickiej.
Analizę i interpretację problemu rozpatruję w kontekście zmian kulturowych
XX wieku, historii kontrkultury, teorii gender, a także figur: Chrystusa-Dionizosa i homoseksualisty jako współczesnego Hioba.
2. Panie, ja nie porzuciłem Twojego domu. Świętość moczu,
hiacynty i Hiob z Wólki Krowickiej
Stwierdzenie, że motywy LGBT w literaturze nie stanowią novum XX
czy XXI wieku, stanowi komunał. Wątki miłości homoseksualnej w sztuce
pisarskiej sięgają czasów antycznych. Homoerotyczne akcenty dostrzega
126
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
się między bohaterami takimi, jak Gilgamesz i Enkidu, Achilles i Patrokles,
w poezji Safony i dziełach Platona. Następne epoki również nie pozostają
w tym temacie bierne. Katalog homoseksualnych tematów (choćby
w postaci aluzji) według wielu badaczy wzbogaca twórczość Villona,
Boccaccia, Marlowe’a. Szekspira, Wilde’a, Balzaca, Verlaine’a, Prousta,
Manna, Geneta i innych. Da się jednak zauważyć, że wiatr tolerancji
drugiej połowy XX i w wieku XXI, w których to społeczność LGBT
zaczęła oficjalnie i jawnie walczyć o swoje prawa, zaowocował
zwiększonym zainteresowaniem tą tematyką w literaturze.
Pochodzący z Wólki Krowickiej współczesny poeta, Eugeniusz
Tkaczyszyn-Dycki, uznawany jest niemalże jednogłośnie za jednego
z najbardziej intrygujących i docenionych twórców na współczesnej
polskiej arenie poetyckiej. Absolwent filologii polskiej UMCS w dość
krótkim czasie zapisał się w historii polskiej literatury, zdobywając za
swoją działalność literacką pokaźną ilość nagród, w tym dwie najbardziej
prestiżowe: Literacką Nagrodę Gdynia i Literacką Nagrodę „Nike”.
Zanim przystąpię do analizy i interpretacji interesujących w kontekście
homoseksualizmu utworów poety, chciałbym zaznaczyć i jednocześnie
ostrzec przed wyjątkową niejednoznacznością jego literackiej spuścizny,
warunkowaną przez obraną przez niego strategię poetycką. Chociaż materię
większości wierszy stanowi autobiografia poety, obracająca się m.in. wokół
ukraińsko-polskich korzeni autora, choroby matki, schizofrenii, nie
powinniśmy traktować wszystkich utworów poprzez wykładnię
biograficznego wzorca. Dycki jako podmiot-bohater wierszy to „chytry
Dycio” (CXV., LM)7, który zastawia sidła na potencjalnego odbiorcę: „nie
daj się pochwycić w sidła / które na ciebie zastawiam / już przy pierwszym
wierszu myślałem jak by cię połknąć”, przestrzegając: „szamocząc się ze
mną / przegrasz niewątpliwie szamocząc się/ ze mną wyjdziesz na durnia /
większego od autora książki” (LI. Ad benevolum lectorem, P). Mówiąc
językiem Kochanowskiego, do którego wiele razy odwołuje się Dycki,
twórczość poety to dla czytelnika labirynt, „skąd żadna Aryjadna, żadne
kłębki tylne wywieść go móc nie będą, tak tam ścieżki mylne”. Poezja,
której istotą jest „bezzasadność napomknień i powtórzeń” (CCCXXXI, PZ),
to niepozwalająca się zaklasyfikować do sztywnej typologii literackiej,
7
Wszystkie przytoczone utwory Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego pochodzą ze zbiorczego
tomu Oddam wiersze w dobre ręce (1988-2010), Biuro Literackie, Wrocław 2010. Tytuły
wierszy i konkretne tomiki zamieszczać będę w tekście, w nawiasach. Tytuły tomików oznaczone
zostaną skrótami: N – Nenia i inne wiersze, P – Peregrynarz, MWO – Młodzieniec o wzorowych
obyczajach, LM – Liber mortuorum, DRP – Dzieje rodzin polskich, RZ – Rzeczywiste
i nierzeczywiste staje się jednym ciałem, PDB – Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od
miejsca zamieszkania.
127
Adam Jaworski
zazębiająca się ze sobą mantra; poetycka powieść-rzeka, lawirująca
pomiędzy różnymi możliwościami interpretacji; chytrze okrążający sedno
taniec poetyckich strzępków o niemalże epickim charakterze, którego
wodzirejem jest zazwyczaj (w mniej lub bardziej widoczny sposób) śmierć.
Powracająca refreniczność, powtarzalność, odwoływanie się do
wcześniejszych wierszy, a nawet całych tomików tworzy chybotliwą
poetycką konstrukcję, odporną na laboratoryjne, akademickie podejście do
interpretacji utworu literackiego. Dycki momentami wydaje się
z ironicznym uśmiechem drwić z oczekiwań odbiorcy, pozostawia jedynie
posmak sensu, przez co nigdy nie możemy być pewni swoich sądów wobec
uplecionej z rozdrapanej przeszłości poezji. Obiegowym stwierdzeniem
stało się zdanie mówiące, że Tkaczyszyn-Dycki pisze od lat jeden i ten sam
wiersz. Ciężko jest pozbyć się wrażenia, że schizofrenia nie stanowi
jedynie tematu wielu utworów, ale możemy mówić wręcz
o schizofreniczności tej poezji, której przyczyną tworzenia może być chęć
pokonania śmiesznej przestrzeni „między jednym a drugim niejasnym
słowem / które wypływa, albo nie wypływa z ciemności” (IV., N).
Jednoznaczna, rygorystyczna interpretacja zaprowadzić może w tym
przypadku jedynie do „spartaczenia” sensu utworu, jak spartaczony został
wyczekujący chłopiec z utworu LV. Początek piosenki z tomiku
Peregrynarz: „nawet nie ucharakteryzowany lecz zwyczajnie / spartaczony
z tą kreską szminki na ustach”. Andrzej Niewiadomski pisał, że: „można
bez zbytniego ryzyka pomyłki stwierdzić, iż »standardowe« odczytanie
najistotniejszych wymiarów wierszy Dyckiego opiera się o penetrowanie
umiejętnie podsycanej przez samego poetę i pełnej przekłamań
krytycznych »legendy« biograficznej”8. Podkreślenie tego faktu wydaje mi
się niezwykle istotne. Dodając do niego chorobę języka, która powinna
stanowić antidotum na rozbitą tożsamość podmiotu, podczas gdy jest wręcz
przeciwnie: cechuje się chorobą niewyrażalności, można stwierdzić, że
wiele figur w poezji Dyckiego, m.in. homoseksualisty, nie musi stanowić
jawnego odwołania do autobiografii, lecz być rodzajem metafory, wyrazem
transgresji czy zwyczajnie sposobem na usytuowanie się na marginesie
kultury dzięki oswojonemu tabu. Podmiot-bohater, zdaniem Joanny
Orskiej, „podporządkowując sobie obcego, zamyka się na dalsze życie
w tekście, a tym samym skazuje się na śmierć – pozostaje w kręgu tych
8
Niewiadomski A., Poezja jako terapia (nie)możliwa. O wierszach Eugeniusza
Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.phpsite=100&co=txt_
0294.
128
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
9
samych, rozpoznanych już problemów” . Zresztą sam akt pisania Dyckiego
– jak zauważa Maria Magdalena Beszterda – to „akt spółkowania,
wynaturzenie piętnujące i wykluczające z porządku normalności”10.
Interpretację figury homoseksualisty utrudnia także pomnażająca opozycje
semantyczne, nieumiarkowana przerzutnia Dyckiego, potęgująca
migotliwość sensów, a także zabawa znaczeniami leksemów poprzez
eksploatowanie ich semantycznych możliwości konotacyjnych. Flirtująca
z językiem staropolskiej poezji twórczość poety potrafi zabarwić archaizm
często wulgarnym i zupełnie odmiennym od pierwotnego znaczeniem,
igrając z potencjałem prowokacji tkwiącym w neutralnym słowie,
powodując tym samym niepewność u odbiorcy starającego się odczytać
utwór zgodnie z obowiązującymi normami moralnymi i poprawnością
„polityczną”. Ewa Dunaj trafnie nazywa to „szantażem emocjonalnym” 11.
Według mnie zabiegi te nie tylko kreują specyficzny rodzaj wisielczego
humoru, zawartego w dziełach Dyckiego, lecz także sygnalizują
niewystarczalność poezji jako środka wyznania i autoekspresji. Za przykład
może posłużyć zakorzeniony w polskiej literaturze, znany przede
wszystkim z piętnastowiecznej satyry stanowej leksem „bydlić” (Chytrze
bydlą z pany kmiecie), który u Dyckiego nabiera odmiennego, wulgarnie
nacechowanego znaczenia, określając homoerotyczny akt płciowy: „frajer
z którym dzisiaj bydlę / mówią iż chytrze ma na imię / Gemlaburbitsky”
(LXXXIV., P). Nawet jeżeli potraktujemy figurę homoseksualisty w poezji
twórcy Peregrynarza jako sygnał peryferyczności lub ekwiwalent
„Obcego” – „nie chciałem stronić w poezji od darmozjadów / wyrzutków
podrzutków” (CCCLXXV. Ars poetica, Rz) – bądź nawet Lacanowskiego
Innego, częstotliwość pojawiania się tej figury w tekstach sprawia, że
gdyby to była tylko prowokacyjna kreacja, bez wątpienia też zasługuje na
omówienie.
Pierwsze, co rzuca się w oczy przy wątkach homoerotycznych
podmiotu-bohatera poezji Dyckiego, to powiązanie ich z wykładnią
starotestamentowego grzechu sodomii. Już w jednym z wierszy
otwierających twórczość poetycką twórcy Liber mortuorum czytamy:
„z naszego nasienia nie będzie tego co jest i tego / co było z naszego
9
Orska J., Kresy tożsamości. Na postawie poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] Taż,
Liryczne narracje. Nowe tendencje w poezji polskiej 1989–2006, Kraków 2006, s. 103.
10
Beszterda M. M., Brud pod językiem. Nieczystości, sekrecje w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] Pokarmy. Szkice o twórczości Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, red. Śliwiński
P., Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu,
Poznań 2012.
11
Dunaj
E.,
Bezzasadność
napomknień
i
powtórzeń,
[w:]
http://www.akcentpismo.pl/pliki/nr1.09/dunaj.html. [dostęp: 01.05.2016]
129
Adam Jaworski
nasienia żadnego napełnienia dla zmarłych / jutro już nie będzie z naszego
nasienia wołania dzieci” (VIII, N). Uważam, że jest to jawne odwołanie do
homoseksualizmu jako zatrzymania cyklu płodności. Homoseksualizm jawi
się tutaj jako niezgodny z planem Boskim i naturalnym, gdyż prowadzi do
zatrzymania reprodukcji gatunku ludzkiego. „Dar życia” zostaje
wykluczony z aktu płciowego, a przez to akt ten staje się grzeszny, wrogi
porządkowi ustanowionemu przez Boga.
Takie ujęcie problemu mogłoby sugerować sprzeciw podmiotu
lirycznego, jasną apologię homoseksualizmu, zbliżając się do tzw. gay
poetry, poezji zaangażowanej, walczącej o emancypację i obronę praw
osób LGBT. W twórczości Dyckiego niczego takiego jednak nie
znajdziemy. Czynności homoseksualne bohatera-podmiotu nie stanowią
wyzwolenia i spełnienia. Nie są również nawet powierzchownie
nacechowane pozytywnie. Można powiedzieć, że są to kontakty alienujące,
wprowadzające do egzystencji chaos, podszyte lękiem i trwogą. Dobitnie
obrazuje to wiersz XXIII z tomu Nenia i Inne Wiersze:
„znienawidziliśmy miasta do których przyjeżdżaliśmy
w piątek po południu albo w sobotę rano
a zwłaszcza dworce na których spędzaliśmy resztę dni
ludzi z którymi nie zamieniliśmy słowa
na pustych zakazanych placach
choć to oni pieścili nasze ciała w szeleszczących skórach
choć to oni pochylali się nad nami w zmarszczkach
bez cienia intymności
niekiedy bardzo śmieszni a zawsze bardzo starzy
w szeleszczących skórach którą zatykaliśmy sobie uszy
ażeby nie słyszeć ich dalekiego oddechu
i którą jak zielskiem przykrywaliśmy swoje oczy zielone
jak bielmem”
Homoerotyczne przygody pozbawione są tu jakiegokolwiek zabarwienia
uczuciowego, wiążą się raczej z lękiem, umartwieniem bohaterów niż
z osiągnięciem spełnienia i satysfakcji. Tło tych „czynności” to sceneria
dworców w „znienawidzonych miastach”, konotująca obraz prostytucji. Na
uwagę zasługują postacie, z którymi spotykają się w celach seksualnych
bohaterowie utworu: są to starcy, przywołujący na myśl leciwych
mężczyzn z biblijnej Księgi Daniela, starających się zmusić Zuzannę do
130
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
aktu płciowego, rozgoryczeni swą nieudolnością i chartem ducha kobiety,
oskarżający ją publicznie o cudzołóstwo. Postaci starców pojawiają się
także w innych utworach Dyckiego, np. „o tej godzinie zwykłem
próżnować / ze starcem jednym i drugim (CLII. Bażant, LM); „i starzec
przeszło sześćdziesięcioletni / który […] powraca / do swoich
niegdysiejszych przeto kształtnych / kamieni i wśród nich płacze”
(CXXVIII., LM). Warto zauważyć, że kamień w poezji Dyckiego to nie
tylko znana chociażby z polskiej tradycji poetyckiej (Herbert, Szymborska)
figura Kantowskiego noumenu, lecz także figura seksualności, popędu
erotycznego: „kamień głodny który jeszcze dzisiaj / rzucę w okno twojej
sypialni” (CXLV. Nieśmiałość, LM), niejako na siłę wepchnięta
w człowieka: „kamień / pełen pokarmu żeby go wepchnąć / do ust
12
dziecka”. O takich konotacjach pisał już Michał Witkowski . Bohaterowie
wiersza Dyckiego gubią jednak cnotliwość Zuzanny, oddają się starcom,
starając się zagłuszyć głos sumienia szelestem skór, które zaciemniają ich
słuch i wzrok. Skażone zmysły odwodzą bohaterów ze ścieżki
chrześcijanina, zaślepiają ich moralność jak bielmo, nasuwające na myśl
obraz człowieka martwego. W utworze LVI. Piosenka z tomu Peregrynarz
czytamy:
„w wielkich miastach używamy
dużo kosmetyków na zdziwione pryszcze
na wielkich dworcach skąd nas zabierają
udajemy dzieci przyssanych do płaczu
i rozstających się z płaczem jak nikt jeszcze
na wielkich dworcach skąd nas zabierają
udajemy chłopców wyrzuconych z baśni
bez łatwego powrotu do rzeczywistości
a w wielkich miastach używamy
dużo kosmetyków na wyciśnięte krosty
udajemy chłopców wyrzuconych z baśni
bez pamięci do nazwisk starszych
panów i pieniędzy
z pikiety jednego miasta na pikietę
12
Witkowski M., „Spartaczony z tą kreską szminki na ustach…” – Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
i pożądanie, „Kresy” 2004, nr 4, s. 117–125.
131
Adam Jaworski
na wielkich dworcach krótki postój
i pośpiech mężczyzn którzy obnażają nas
i nagie lądy daleko stąd
pośpiech mężczyzn którzy przypatrują się
naszej nagości niepewnej jak daleki ląd
a na wielkich dworcach paru urwipołciów
którzy nas obnażają i obnażyć nie mogą
a wszystko przez pośpiech z jakim nas biorą
za kawałek bezpiecznego lądu
tych paru mężczyzn odchodzi potem przerażonych
nami lub sobą i zawraca pod wieczór do żon”
czy wierszu LXVII z tego tomu:
„niekiedy jak zwierzęta a prawie zawsze
jak chłopcy zaciągnięci do bramy
prawie zawsze nadzy i nadzy
i tylko niekiedy jak chłopcy
zaciągnięci na torowisko i tam nie wiedzieć
czemu odebrani matce i ojcu
pamiętam tylko przetaczający się w oddali
pociąg o którym nie powiedziałem nikomu
niekiedy jak zwierzęta a prawie zawsze
jak dzieci które chciały się wyrwać
z szalonych objęć matki do najpiękniejszego
ogrodu i wpadały pod pośpieszny”
Z utworów tych wyłania się wyjątkowo dramatyczny obraz homoerotycznych doświadczeń, określanych jako zwierzęce. Zaciągnięci do
bramy chłopcy, jeszcze dzieci, naiwnie wierząc w odległy nagi ląd, zostają
zderzeni z brutalizmem rzeczywistości. Homoseksualizm przedstawiający
się początkowo jako droga do wyrwania się z szalonych objęć matki,
z symbolicznie wywróconego przez Dyckiego obrazu sielskiego
dzieciństwa (które w tej poezji jest arkadią co najmniej wybrakowaną,
zespoloną z traumą), okazuje się pozbawionym wszelkich uczuciowych
asocjacji czynem. Akt seksualny wiąże się z pośpiechem, strachem,
odebraniem rodzinie, ma charakter alienujący i wydaje się nie mieć w tym
132
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
przypadku niczego wspólnego z pozytywnie pojmowaną naturalnością
popędów człowieka. Nie przynosi zadowolenia, opiera się na wynaturzonej
stylizacji, sztuczności, wymaga charakteryzacji, kosmetyków, stojących
w opozycji do naturalności krost: „to było w zeszłym roku N.N. Leszek i ja
Wolph / świeżo ucharakteryzowany na wyczekującego chłopca / nawet nie
ucharakteryzowany lecz zwyczajnie / spartaczony z tą kreską szminki na
ustach” (LV. Początek piosenki, P), a także wcielenia się w seksualną rolę
kobiety. Towarzyszy mu poczucie wstydu, zarówno w przypadku
chłopców, jak i mężczyzn, którzy przerażeni sytuacją zawracają do swoich
żon. Podmiot-bohater wyraźnie stwierdza: „nigdy nie chcieliśmy tej miłości
naprawdę / nigdy nie chcieliśmy zamknąć w niej powieki do końca [...]
znienawidziliśmy nagość […] pragnąłem żebyśmy wyszli z tej miłości / jak
wiatr do ludzi” (LVII, P). Homoerotyczna miłość okazuje się jedynie
zwierzęcym popędem, obarczonym piętnem grzechu: „i wypłynął / ze mnie
grzech jak ropa moimi / ustami gdy stanąłem do pocałunku (XCVI.
Piosenka dla Funi Bełskiej, MWO). Podmiot przeklina tego, który zrodził
w nim homoerotyczne skłonności, zainicjował łańcuch „grzesznych
czynów”: „niechaj będzie przeklęty / który do naszych wnętrzności / rzucił
ogień […] który zwał się / chłopcem a prowadził jak rozdziapisko” (C.,
MWO). Żywioł ognia u Dyckiego utożsamiany jest zazwyczaj z niezahamowanym, noszącym znamię przewinienia wobec Boga popędem
erotycznym.
W poezji tej można doszukać się także wielu aluzji do genezyjskiego
odejścia od Boga, grzechu pierworodnego, który przywoływany jest za
pomocą biblijnego węża: „wąż pierwej / głowę ciśnie gdy całym sobą chce
się wsunąć / wieczne odpoczywanie racz dać mu Panie / i opatrzenie
albowiem od węża był napastowany / śpiewaliśmy więc iż nie posiądziemy
jego ciała / które z łatwością pomiędzy nas rozdawał i sprzedawał […]
z jaką łatwością / on się rozdawał robactwu nie mówiąc już o mnie
(LXXXVIII, MWO) Jeszcze dobitniej popęd homoerotyczny zostaje
utożsamiony z szatanem, diabłem „włochatym, który wcale nie jest szpetny
[…] i choć nie ma czym całym sobą / chce się wsunąć (LXXXIX, MWO).
Ujawnia się tutaj niejednoznaczność semantyczna leksemów „wsunąć” czy
„wąż”, charakterystyczna dla unaocznionej już wcześniej igraszki słów.
Wąż jest tutaj nie tylko reminiscencją szatana i grzechu, lecz także
symbolem fallicznym. Egzystencja ludzka, a w szczególności egzystencja
jednostki obarczonej homoerotycznymi skłonnościami, to niemalże „wojna
z szatanem, światem i ciałem”– by posłużyć się konceptem Mikołaja SępaSzarzyńskiego. Specyfika poezji polskiej po 1989 roku przy takim
założeniu mogłaby sugerować nam możliwość dopatrywania się w tym
miejscu humorystycznej stylizacji i aluzyjności. Wydaje mi się jednak, że
133
Adam Jaworski
nie mamy podstaw, aby całkowicie odrzucić poetycką „grę z autentykiem”.
Pamiętać należy o wskrzeszaniu przez poetę wielu poetyckich kalek,
zakorzenionych w tradycji klisz, za pomocą których wyraża on problemy
współczesności, balansując na granicy ironii, parodii, ale i konfesyjności.
Migotliwość możliwości interpretacyjnych to Dyckie sidła, pozostawione
przez poetę na naiwnego, szukającego taniej sensacji czytelnika.
Chciałbym jednak, mając na względzie wiele możliwości
interpretacyjnych, podążyć właśnie tropem barokowego tematu konwersji,
bądź chociażby religijnej metanoi, która pozwala dopatrywać się w twórcy
Kochanki Norwida poety „neobarokowego”. W takim ujęciu podmiot
liryczny prowadzi niemalże metafizyczną bitwę między przestrzenią Boga
a światem zmysłów, które zostają niejako skażone homoerotyzmem,
zakładając sugerowaną w utworach interpretację odmienności seksualnej
w duchu biblijnym.
Oprócz wcześniej opisanych związków homoerotyzmu ze sferą
cielesności, grzechu, szatanem, „gdy rządzą zwiedzione myśli cukrują
nazbyt rzeczy one które i mienić i muszą się psować”, warto zaznaczyć, że
oprócz oddalenia od Boga popęd homoerotyczny w realiach polskich
w poezji „Dycia” warunkował także pewne wykluczenie społeczne.
Homoseksualiści określani są tutaj jako „trędowaci”, żyjący w „otchłani
pełnej mrocznych plag” (CI. Nosiciele na schodach katedry., MOW),
skazani są na zaczepki ze strony wrogo nastawionego społeczeństwa: „co
tu dużo gadać zawsze miałem garb wielki/ pracowałem na te wszystkie
inwektywy(<pedały/ do gazu>) nadal pracuję nad nowym wierszem”
(CCXC, DRP). Pojawia się także wątek „choroby co idzie od pedała do
pedała” (CXXIII. Księżyc wschodzi nad Wisłą., LM). Co ciekawe, realia
życia homoseksualistów drugiej połowy XX wieku ilustrują liczne
wzmianki odwołujące się do akcji Hiacynt: „[...] ma na imię /
Gemlaburbitsky jego prawdziwe imię / nic nie znaczy może rozpacz matki /
i ojca kiedy odebrali anonimowy telefon / Gemlaburbitsky z którym bydlę
od kilku tygodni / boi się akcji Hiacynt jakiej pewnie nie uniknie […]
powiada tych którzy uprawiają nierząd / trzeba wskazać palcem podczas
łapanki / przy okrąglaku i skorzystać z zamieszania” (LXXXIV, MWO).
Krzysztof Tomasik, opisując życie mniejszości seksualnych w PRL-u,
pisze, że:
„Minęło niewiele ponad dwadzieścia lat, od kiedy rozpadł się twór
zwany Polska Rzeczpospolita Ludowa, a ta epoka wydaje się równie
odległa i zmitologizowana jak dwudziestolecie międzywojenne czy czasy
rozbiorów. Można odnieść wrażenie, że geje i lesbijki wówczas nie istnieli.
Słowa »gej« faktycznie nie było, królował »pedał«, a sam temat średnio
134
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
funkcjonował w świadomości społecznej. Pojedyncze książki, kilka filmów
z ciotowskimi epizodami, dobrze ukryte kluby, artykuły w specjalistycznych pismach na temat zboczeń płciowych i kryminogennych środowisk –
wyobrażamy sobie, że tak to właśnie wyglądało, dostrzegane przez grupkę
najbardziej zainteresowanych, niewidoczne dla reszty”13.
Wspomina w niej także o akcji Hiacynt, która w pewien sposób
stworzyła mit, powszechny sposób wyobrażenia życia mniejszości
seksualnych w Polsce Ludowej. Określa ją jako „prawdziwy stan wojenny
dla mniejszości seksualnych”. W opublikowanym na łamach „Polityki”
artykule Jakuba Stachowiaka, dotyczącym akcji Hiacynt, można
przeczytać:
„Zaczęło się w listopadzie 1985 r. z rozkazu gen. Czesława Kiszczaka,
ministra spraw wewnętrznych. Milicjanci odwiedzali wszystkich, co do
których władza miała podejrzenia, że są homoseksualistami lub lesbijkami.
– Ludzi zabierano z domów, czasem z zakładów pracy, uczelni, nawet
z ulicy. Milicjanci nie mówili po co i dlaczego nas zabierają – wspomina
jeden z inwigilowanych wówczas ludzi, warszawski naukowiec. Nie chce
dziś się ujawnić. Dziś nikt dokładnie nie wie, ile osób trafiło na
przesłuchania i ile powstało potem teczek słynnego różowego archiwum.
Według jednych źródeł – 11 tys., według Szymona Niemca i Jacka Adlera,
działaczy organizacji gejowskich – 12 tys.”14
Dalszą część artykułu wypełniają wzmianki o związanych z akcją
szantażach, pobiciach, zakładaniu kartotek, pobieraniu odcisków palców.
Osoby takie często zastraszano, groziło im zepsuciem wizerunku
publicznego poprzez poinformowanie pracodawców i rodzin „o zboczeniu”
krewnego. Chociaż mit akcji Hiacynt rozpatruje się w obecnych czasach
różnie, zarówno nakładając go na obraz całych realiów życia polskich
homoseksualistów ostatnich lat XX wieku, jak i traktując marginalnie,
a nawet nadając mu rangę przełomu świadomościowego, impulsu, który
być może stanowi fundament przyszłej emancypacji LGBT
w pokomunistycznej Polsce, obraz akcji u Dyckiego zabarwiony jest
negatywnie. Jak czytamy w przytoczonych wierszach, oprócz zastraszania
takich osób, poprzez kontaktowanie się z ich rodzinami, Hiacynt powoduje
także rozbicie wspólnoty i więzi pomiędzy homoseksualistami. Często
13
Tomasik K., Gejerel. Mniejszości seksualne w PRL-u, Wydawnictwo Krytyki Politycznej,
Warszawa 2012, s. 3.
14
Stachowiak J., Różowe archiwum, „Polityka”, 2007, nr 43 (2626).
135
Adam Jaworski
ratują się oni donosem na bliźniego i „korzystają z zamieszania”, żeby ujść
cało. Podkreślając wcześniejsze wnioski, potęguje to jedynie dość
negatywny obraz homoseksualnej społeczności. Oprócz lęku, grzechu,
brutalności mamy także brak solidarności i donosicielstwo. W utworze
XCIV z tomu MWO znajdujemy zdanie: „zostawiłem kartotekę odcisków
placów i donosy / na Leszka kiedyś mieszkałem na samej górze / dzisiaj
zaledwie na siódmym piętrze”. Mimochodem można dodać, że siódme
piętro odsyłać nas może do siódmego kręgu dantejskiego piekła, w którym
przebywali m.in. sodomici i bluźniercy przeciwko Bogu (co jest niezwykle
istotne w kontekście moich rozważań), jednak bardziej interesująca wydaje
się w tym miejscu postać Leszka Ruszkowskiego, o którym traktuje bądź
do którego jest skierowana ogromna liczba utworów poety. Otóż
z pojawieniem się w tej poezji postaci Leszka pozornie jednoznaczny obraz
homoseksualnej społeczności ulega zaburzeniu. W wierszu tym, podmiot
zostaje określony „księżycem w posiadaniu wariatów”, który „wędrował
z rąk do rąk / coraz bardziej nierzeczywisty wrzodziejący”. Wydaje mi się,
że jest to wyraźny sygnał zdystansowania się od społeczności
homoseksualnej, postawienie opozycji między tą społecznością
a bohaterem-podmiotem, który wpadł w złe środowisko, szpony grzechu,
ale zachował odrębność, indywidualizm. Chłopcy, określani także jako
durnie, kradną „księżyc”, który zanurzony w otchłani grzechu chciał
jedynie „wyrwać się z szalonych objęć matki, ale wpadł pod pośpieszny”.
Pozwala to na zupełnie odmienne spojrzenie na obraz jednostki
o skłonnościach homoseksualnych. Chociażby powszechne konotacje
symboliczne księżyca nasuwają od razu skojarzenia z sentymentalną sferą
uczuć, głównie miłości. Interesująca jest także sama postać Leszka, który w
wielu wierszach Dyckiego określany jest po prostu jako przyjaciel. To
właśnie na skutek śmierci Leszka powstają żałobne elegie, treny, nenie.
Chociaż niejednokrotnie dostrzegamy ślady swoistej psychomachii
bohatera-podmiotu tych wierszy (co stanowić może jedynie pełniącą wiele
funkcji staropolską stylizację), z wyraźnym ujemnym nacechowaniem
moralnym homoseksualizmu, poprzez wręcz natrętne kojarzenie go
z biblijnym grzechem w manierze barokowych poetów metafizycznych,
Dycki kolejny raz zwodzi nas i przedstawia alternatywny biegun
rozumienia tego problemu. Można powiedzieć, że oprócz tej grzesznej
wykładni aktualizuje się inna, której zrozumienie możliwe jest jedynie
wtedy, gdy prześledzi się swoisty mit genezy obecny w poezji
wschodniego poety. Otóż umożliwia ją już sam sposób pisania utworów,
oparty na grze oksymoronami, wirtuozerii przerzutni, która, jak pisze
136
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
Krzysztof Hoffman, „łamie oczywistość słów, które ją poprzedzały, nie
znosi ich jednak całkowicie, wprowadza suspens, nie negację”15. Na skutek
tych i innych zabiegów dochodzi do rozmycia semantycznego utrwalonych
w tradycji poetyckiej symboli, które stają się wręcz antysymbolami. Aspekt
ten wydaje się szczególnie interesujący w przypadku autokreacji mitu
początku poety. Natalia Stencel stwierdza, że:
„Utrata – w najszerszym tego słowa znaczeniu – wychodzi na plan
pierwszy; siłą kształtującą człowieka jest w tej poezji doświadczenie
traumy – wieloaspektowej utraty »zadomowienia« w osobach matki, ojca,
przyjaciół, w miejscu pochodzenia, zamkniętych w grobach przodków.
Pozostaje bolesne »zakorzenienie« – melancholia w wymiarze niemożności
uwolnienia się od »znaczących innych« czy też »znaczących zmarłych«”16.
Biorąc więc pod uwagę zakorzenienie, ale nie zadomowienie podmiotubohatera tych wierszy, ma się wrażenie, że poezja ta pełni funkcję
antidotum, bądź też jej nie pełni („nigdy przenigdy / nie pogodzę się
z nieprzydatnością / poezji”17). Można powiedzieć, że motorem
napędowym wielu utworów jest właśnie jej terapeutyczny wymiar, którego
celem jest sklejenie porozbijanej tożsamości podmiotu. Mit tworzenia
własnej pragenezy połączony jest ściśle z obecnymi w poezji Dyckiego
wątkami kosmogonicznymi i jest to zazwyczaj kosmogonia akwatyczna,
nawiązująca do Księgi Rodzaju (pisała o tym w swej pracy magisterskiej
Dominika Kijek). Widoczne jest to wyjątkowo dobrze w utworze CLXI.
Wakacje z Kamień pełen pokarmu: „dni płyną korytarzem tylko jednej
małej / rzeczki albo wszystkich rzek naraz gdy wchodzę / z tobą do wody
(każdy wchodzi do swojej / Sołotwy) jestem jeszcze młody i wynurzę się
z kimś / kim pewnie nie będę podczas tegorocznych / wakacji gdy wchodzę
z tobą do wody w długich / atramentówkach jestem jeszcze dziecinny / i nie
znam smaku złej przygody i żegnam się / na widok nieczystości co
wybijają z pobliskiego / szpitalnego szamba lub prędzej biorą się ze mnie /
lecz ja o tym nie wiem o niczym nie wiem / dopóki / dopóty nie wynurzę
się z kimś kim nigdy nie będę”, jak również we fragmencie: „mój
przyjaciel jest martwy i w ustach / jego ta ciemna woda co w ciemnościach
/ i w oczach ta ciemna woda co w bulgotaniu / gwiazd [...] wyłoniliśmy się
15
Hoffmann K., Dubitatio: o poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, Wydawnictwo Forma,
Szczecin 2012.
16
Stencel N., „Krwotok powtórzeń” i „odwrócona źrenica” Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego,
„Fragile”, 2015, nr 4 (30), s. 23.
17
Tkaczyszyn-Dycki E., Imię i znamię, Biuro Literackie, Wrocław 2011, s.11.
137
Adam Jaworski
z jednej sadzawki która jeszcze / dzisiaj śmierci w nas po wypiciu dykty”
(CII. Bojkot radia i telewizji w latach osiemdziesiątych, MWO). Podmiot,
aby odkrywać swoje prawdziwe „ja”, „pije ożywczą wodę ze studni,
czerpie z dna” (CLXXXIV. Źródełko, PDB). W trakcie czytania utworów,
w których da się zauważyć wyraźne powiązanie udziału żywiołu wodnego
z podróżą do swoich początków, możemy dostrzec pewne nieścisłości.
Biblijna woda Dyckiego pozostaje w sprzeczności z potocznym, sakralnym
wyobrażeniem akwatycznego żywiołu. W większości liryków Dyckiego
jest ona brudna, śmierdząca, ciemna. W tym miejscu rozpoczyna się
swoista reinterpretacja Pisma Świętego, coś, co Dominika Kijek nazwała
„teologicznymi wywichnięciami”. Otóż żywioł wodny poszukujący
podmiot utożsamia z pewną przestrzenią ludzkiego brudu, w związku
z czym brud pełni w poezji Dyckiego zupełnie niezgodną z obiegowym
wyobrażeniem rolę. Związany jest z bliżej niesprecyzowaną pramaterią,
początkiem wszystkiego. Celnym określeniem jest nazwanie go
„fundatorem ludzkiego bytu”, jak proponuje Alina Świeściak18. Ale to
właśnie on okazuje się najbliższy Istocie Boskiej. W wierszu XIV.
z pierwszego tomu poetyckiego Tkaczyszyna obserwujemy sytuację, gdy
roztargniony Bóg wydaje się nie poznawać dzieła swojego stworzenia
w trzech półnagich żołnierzach, pracujących w niedzielne popołudnie.
Roztargniony tym faktem, a być może także złamaniem przykazania
o uświęceniu dnia niedzielnego, decyduje się On na ponowne stworzenie
kosmosu, początku i końca. Nie dostrzegając swych dzieci w skoszarowanych, przeżartych kulturą i cywilizacją ciałach, myszkuje w ich
wnętrzach w poszukiwaniu wspólnego elementu, którym okazuje się
swojskość potu, kropla brudu, „bez której nie bylibyśmy sobą”.
Zakorzeniona w tradycji sfera sacrum i profanum zderza się i na skutek
kolizji zamienia miejscami. To właśnie brud, pot okazuje się święty,
najbliższy pierwotnemu wizerunkowi bożego potomka: „twoja matka [..]
lubi na mnie patrzeć jak się biorę z brudu”, czytamy w utworze CCIV
(PDB). Dlatego nie dziwi to, że w późniejszych tekstach odnajdujemy
świętość plam moczu (CIII. MWO). Święta jest fizjologia zmarłego
przyjaciela. Podmiot stwierdza: „mój oddech z niego / a moje ciało do jego
ciała nie doczepione” (CXIII. Nagły deszcz, LM). Skoro „to grzech główny
mieć matkę ziemską” (CLV. Rekolekcje w 1988 roku, LM), fizjologia jest
święta, a drzewo rodzi owoce (papierówki) „dla naszej dezorientacji i dla
naszego popędu” (CIX., P), czy koniecznie należałoby myśleć
o homoseksualizmie jako o skazującym na potępienie grzechu, zgodnie
18
Zob. A. Świeściak, Śmiertelne sublimacje. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, [w:] Taż, Melancholia
w poezji polskiej po 1989 roku, Universitas, Kraków 2010, s. 145-155.
138
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
z wykładnią Starego Testamentu i Listów św. Pawła? Uważam, że obraz
poetycki mówi coś zupełnie innego. Stanowi konglomerat religijnych
myśli, prób nawiązania kontaktu z Bogiem. Możemy w nim dostrzec
niemalże metafizyczne rozważania nad problemem religijnego potępienia
homoseksualizmu. Podmiot sam nie jest pewny, czy homoerotyzm stanowi
jednoznaczny sprzeciw wobec Boga. Walczy z myślami, prowadzi
duchową bitwę, skazaną na brak możliwości uzyskania precyzyjnej
odpowiedzi. Pojawia się jednak pewne światełko nadziei. Stylizowane na
psalmy utwory ukazują podmiot nieustannie zwracający się wprost do
Boga. „Jesień już panie a ja nie mam domu” – to wers, który już wszedł do
języka potocznego. Pojawia się on z zadziwiającą natrętnością w poezji
Tkaczyszyna-Dyckiego. Co więcej, utwór VI. z debiutanckiego tomu poety
głosi: „Panie ja nie odbiegłem / ja nie porzuciłem Twojego domu / we mnie
tylko wilk Dobry Pasterzu wbił swoje zęby / a ja mu powiedziałem to nie
są zęby które się na mnie zawezmą / Panie ja nie usłyszałem / bo byłem
głuchy Twojego głosu / nie wchodź w paszczę zwierzęcia bez jednego /
zęba abyś nie był samotny”. Możemy podejrzewać, że chuć, popęd Erosa
zapędził bohatera w sferę grzechu, ale nie pozbawił go Boga. Mimo
popełnianych błędów nie oddalił się on od Bożego domu, który musi być
brudny, skoro już ludzie są „raz a dobrze zrobieni z gliny / i zmieszani
z błotem” (CCLXXXIV. DZRP). Obraz religijnej bitwy kreuje utwór
XXXIII. (N): „oto złożyliśmy ciało do trumienki / i ponieśliśmy przez chore
miasto / w którym mężczyźni uprawiają nierząd / i nikt jeszcze nikogo nie
uzdrowił / pocałunkiem a przecież / pocałunek jest od Boga / który nie
rozstaje się z ludźmi”. Pocałunek wywodzący się od Boga, chociaż nie
uzdrawia, nie sprowadza na ścieżkę Pana, nie może być przez niego
zanegowany – oto sensy tego sylogistycznego rozumowania. Jest to ten
sam Bóg, który dostrzegł w człowieku wspólny element w kropli brudu.
Dlatego grzechem wydaje się okazywać nie sam akt homoerotyczny, czy
tym bardziej homoerotyczny popęd, ale przede wszystkim świadome
odejście od Boga, na skutek przyjęcia błędnej tezy o tym, że
homoseksualista nie może być katolikiem i zostać zbawiony. Nie da się
ukryć, że taki wniosek stanowi pewną „drogę na skróty” dla
homoseksualnego chrześcijanina, który nie wdając się w religijne
rozważania, odrzuca Boga. Tak też mógł początkowo uczynić
podmiot-bohater wierszy Dyckiego, czemu sam jednak zaprzecza. Te sidła,
funkcjonujące do tej pory w powszechnym sposobie myślenia, wspieranym
zarówno przez katolickie media, ale także mającym ukonstytuowanie
w nieprecyzyjnym dyskursie wielu autorytetów Kościoła, prowadzą do
takiego błędnego pojmowania istoty rzeczy i stają się przyczyną
rezygnowania przez wielu z drogi katolickiego rozwoju. Stanowią próbę
139
Adam Jaworski
moralną, duchową dla każdego homoseksualisty i w tym kontekście można
by pokusić się o nazwanie bohatera wierszy Dyckiego współczesną wersją
Hioba. Oczywiście, mając na względzie fakt, że ów Hiob „nie odbiegł
z domu Pana”, bo, jak mówi: „niewiara jest jak okowa / i obręcz
płomienista / w której wstydziłem się siebie / choć to nie wstyd
przymierzać się do istnienia a światła duszy / nie zmarnowałem
i wykrzyknąłem Panie / niewiara jest cudownym miejscem / które
opuszczam codziennie dla kogo innego” (LII., P). Skoro brud, popędy,
naturalne skłonności erotyczne jednostki są przymierzaniem się do
istnienia, zakładając wyłożoną przez Dyckiego ontologię brudu, nie mogą
być złe. Złe są przesłanki, które do takiego myślenia prowadzą, powodują
„zmarnowanie światła duszy”(LII., P). Podmiot w psalmicznym tonie
wręcz prosi Stwórcę: „od niepewności trzymaj mnie Panie (CCCI., DZRP).
Podsumowując, w twórczości Dyckiego można dostrzec ślady
religijnych rozważań nad „piętnem homoseksualizmu”, jednoznacznym
skazaniem na potępienie i brakiem możliwości przynależenia do
społeczności wyznawców katolicyzmu. Warunkują je nawiązania do
starotestamentowej wykładni tego problemu, kojarzące homoerotyzm
z grzechem. Chociaż w rozmyślaniach tych zdaje się pobłyskiwać pokusa
odejścia od Boga, podmiot na skutek specyficznie rozumianej kosmogonii,
istoty pramaterii i sakralności brudu oraz fizjologii ludzkiego ciała
dochodzi do wniosku (mimo ciągle wracających wątpliwości), że
homoseksualizm nie stanowi grzechu odłączającego go od Boga. W tym
celu nawiązuje swoisty, poetycki kontakt z Panem, przekonując Go, że nie
opuścił Jego Królestwa i niczym Hiob przetrwał wszelkie próby niedoli
ludzkiej egzystencji: od pokus odejścia od wiary po szykany ze strony
wrogo nastawionego społeczeństwa, jak i samych homoseksualistów, nie
zapominając o akcji Hiacynt i szerzących się chorobach, w domyśle: AIDS.
Opozycja między katolicyzmem a homoseksualizmem zostaje w pewnym
stopniu zniesiona.
3. Chrystus-Dionizos na pustyni Molocha. Święty Allen Ginsberg
Allen Ginsberg to poeta wyjątkowo osobliwy, niepokorny
i kontrowersyjny, nawet dla współczesnego czytelnika. Zanim omówię
relacje między katolicyzmem a homoseksualizmem w jego twórczości,
chciałbym przywołać opinie dwóch wybitnych polskich poetów, bez
których nie da się mówić o polskiej poezji XX wieku. Dodam, że
w rozważaniach pomocne okażą się niektóre wnioski wyprowadzone
z analizy i interpretacji utworów Dyckiego.
Zbigniew Herbert i Czesław Miłosz – obaj zdawałoby się pozostający
na skrajnym biegunie wobec apostoła kontrkulturowej awangardy –
140
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
zwrócili uwagę na wyjątkową postać Ginsberga. Herbert w jednym z listów
do Miłosza określił amerykańskiego poetę jako „zresztą miłego chłopca
z zupełną kapustą w głowie”19. Biorąc pod uwagę skrajnie odmienne
postawy i temperamenty obu twórców wobec Ginsberga, opinia Herberta
nie dziwi. W jednym z listów możemy przeczytać już o stosunku Herberta
do Baudelaire’a i setnej rocznicy śmierci tego poety w zaskakująco
niepoprawnej formie: „jak można o kurwach aleksandrynem? To ich
skończyło”20. Biorąc pod uwagę nieumiarkowany, zmysłowy, irracjonalny
styl poezji Ginsberga i taki sam światopogląd oraz sposób życia poety,
zauważamy, jak ideologicznie odmienny stawał się w tym zestawieniu
Herbert. Dziwić może jednak postawa Miłosza, który w odpowiedzi na
słowa Herberta stwierdza: „Bardzo mi przykro, ale myślę, że Ginsberg
pomimo całej swojej histerii ma rację, nie ty, i że jego Howl jest ważnym
poematem”21. Ta obrona natchnionego nonkonformisty i buntownika,
sformułowana z pozycji antytetycznej względem brawurowego beatnika,
wygląda jeszcze ciekawiej, gdy spojrzy się na wiersz Miłosza skierowany
do Ginsberga. Miłosz pisze w nim o swoim życiu jako „niepotrzebnej
oponie na skraju drogi” i zwraca się do amerykańskiego kolegi po piórze:
„Allen, dobry człowieku, wielki poeto morderczego stulecia”22. Znamienna
wydaje się w tym kontekście kolejność określeń, jakimi obdarza on
„natchnionego pośród mędrków wojny”. Zanim nazwie go wielkim poetą
morderczego stulecia, kieruje się do niego po prostu jako do dobrego
człowieka, sygnalizuje wyższość etyki nad samym kształtem czy istotą
poezji. Wydaje się to niezwykle interesujące, biorąc pod uwagę charakter
twórczości poety z Paterson.
Twórczość Ginsberga stanowiła bowiem zawsze poezję zaangażowaną.
Najsłynniejszy poemat, Skowyt23, wydany w 1956 roku, stał się dziełem
sztandarowym kontrkulturowych ruchów Ameryki lat 50., 60., a nawet 70.
Skowyt był zarówno emblematem awangardy literackiej pokolenia
beatników, jak i dziełem niezwykle ważnym dla ruchu hipisowskiego.
Przypominający wrzask konającego zwierzęcia utwór to burzący
amerykański establishment krzyk, sprzeciw wobec nieludzkiego
skrępowania ludzkiej jednostki w czasach wyścigu zbrojeń, zimnej wojny,
obłąkania makkartyzmu, chęć ucieczki przed rzeczywistością, która stała
się bezdusznym molochem, odczłowieczającym kulturę, stwarzającym
19
Herbert Z., Miłosz Cz., Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2006.
Tamże, s. 93.
21
Tamże, s. 95.
22
Miłosz Cz., Na brzegu rzeki, Wydawnictwo Znak, Kraków 1994, s. 30-32.
23
Ginsberg A., Skowyt i inne wiersze, przekł. Musiał G., Redakcja Wydawnictw Pozaprasowych
„Pomorze”, Bydgoszcz 1984, s. 11.
20
141
Adam Jaworski
fałszywy raj klasy średniej. Poemat ten to kamień milowy walki z cenzurą,
pruderią i zakłamaniem USA, okrzyknięty świętym, proroczym głosem
wołającym o poszanowanie każdej mniejszości. Opisując chylące się ku
upadkowi społeczeństwo konsumpcyjne, Ginsberg wyznaczył plan,
program swojej działalności artystycznej, ale także i sposobu życia. Tylko
rozumiejąc wagę specyficznie pojmowanej etyki Ginsberga, nieskrępowaną
niczym wolność, jesteśmy w stanie zrozumieć koncepcję katolicyzmu
i homoseksualizmu w twórczości autora Kadyszu.
To, co zdecydowanie odróżnia Ginsberga od Dyckiego, pomijając
sprawy tak oczywiste jak kraj, kontynent, czas tworzenia, odmienne
tradycje kulturowe, to fakt, że Ginsberg był zdeklarowanym
homoseksualistą. Spędził większość życia z Peterem Orlovskym,
natomiast wątki homoerotyczne poruszał w poezji z budzącą podziw
i zgorszenie odwagą. Granicząc z mistyczną ekstazą, owe wątki
przekształcały się w naturalistyczne i wulgarne opisy, przy czym nawet
wulgarność w poezji beatnika miała nacechowanie sakralne. Pod tym
względem Ginsberg różnił się także od innych twórców ruchu Beat
Generation. Andrzej Pietrasz w polskim wydaniu Kadyszu i innych wierszy
Ginsberga stwierdza, że o ile dla innych beatników seks wraz
z homoseksualizmem stanowił raczej dziecinny dreszczyk anarchii i bilet
wstępu do hermetycznych kręgów San Francisco Reneisssance, Greenwich
Village czy Harlemu, o tyle został on zupełnie inaczej potraktowany przez
Allena24. Ginsberg jawnie proklamował i eksponował w swej twórczości
gejowskie wątki erotyczne, co było aktem prowokacji w rygorystycznej,
surowej, purytańskiej wobec homoseksualizmu Ameryce. Tomasik,
zestawiając realia życia homoseksualnej społeczności w Polsce i Ameryce
lat 50. i 60., stwierdza, że represje związane z odmienną orientacją
homoseksualną w Ameryce tych lat były o wiele gorsze niż
w „peerelowskiej Warszawie”:
Amerykański ruch wyzwolenia mniejszości seksualnych zaczął się zresztą
właśnie w Nowym Jorku, gdy 27 czerwca 1969 roku w barze Stonewall Inn
jego bywalcy po raz pierwszy sprzeciwili się rutynowemu nalotowi policji.
Ówczesną sytuację społeczności LGBT podsumowywał po latach Paul
Russell: „Naloty takie stanowiły zwykłą procedurę w latach sześćdziesiątych.
Gejowskie bary, często niemające licencji na sprzedaż alkoholu, zamykano,
ich bywalców traktowano brutalnie, niekiedy aresztowano, a nazwiska
drukowano w gazetach, beztrosko rujnując niejedno życie i karierę. Było to
po prostu jeszcze jedno ryzyko związane z byciem gejem i bywalcy takich
24
Zob. Ginsberg A., Kadysz i inne wiersze, przeł. Musiał G., Pomorze, Bydgoszcz 1992, s. 165-166.
142
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
barów godzili się z tym, ponieważ nie mieli żadnego innego wyjścia, jeśli
chcieli spotykać ludzi sobie podobnych25.
Dlatego też głos, który miał zmienić ówczesne realia musiał być
dosadny, ocierać się o prowokację, szaleństwo czy bluźnierstwo. Święte
bluźnierstwo?
Twórczość Ginsberga pełna jest bowiem natchnionych fragmentów,
przypominających mistyczne, religijne uniesienia. Wynika to po części
z mistycznych zainteresowań pisarza, m.in. twórczością Williama Blake’a,
który według jego relacji objawił mu się i zainspirował do napisania wielu
utworów, ale także mistyków chrześcijańskich, takich jak święta Teresa
z Ávili czy św. Jan od Krzyża (ich obecność zaznaczyła się już
w Skowycie). Pełna aniołów, wręcz naznaczona panteistycznym
szaleństwem i irracjonalizmem poezja, niejednokrotnie pokazuje nadużywanie epitetu „święty” (opatrywani są nim znajomi Ginsberga; także
przysługuje on częściom ludzkiego ciała, które według chrześcijańskiej
dychotomii sacrum i profanum kulturowo należą do tej drugiej sfery,
konstytuując się przez wieki w kategorii grzechu). Już w Przypisie do
Skowytu czytamy: „Święty Piotr święty Allen święty Solomon święty
Lucien święty Kerouac święty Huncke święty Burroughs święty Cassady
święci nieznani wyruchani i cierpiący żebracy święte upadłe ludzkie
anioły!” A także: „Dusza jest święta! Skóra jest święta! Nos jest święty!
Język i kutas i ręka i s r a k a są święte!”26 Chociaż na pierwszy rzut oka
wyznania te mogą graniczyć z profanacją i bluźnierstwem, Ginsberg
dokonuje w ten sposób poetyckiej, sakralnej rehabilitacji ludzkiego ciała,
dosadnie i bez skrupułów nadaje mu rangę niemalże sakramentalną. Jest to
manifest, którego celem jest zaakceptowanie pełni człowieczeństwa.
Wymowny jest także utwór Jabłko nocy27:
„Zeszłej nocy śnił mi się ktoś kogo kochałem
przez siedem długich lat
lecz nie widziałem twarzy
tylko znajomą
obecność ciała
pot skórę oczy
kał mocz spermę
25
Tomasik K., Gejerel. Mniejszności seksualne w PRL-u, Wydawnictwo Krytyki Politycznej,
Warszawa 2012, s. 7.
26
Ginsberg A., Skowyt i inne wiersze…, s.37.
27
Tenże, Znajomi z tego świata, wybór i oprac. Sommer P., Wydawnictwo M, Kraków 1993,
s. 16.
143
Adam Jaworski
ślinę wszystko o tym samym
zapachu i śmiertelnym smaku”
Oszczędny i krótki utwór obrazuje to, co w nieco innym aspekcie
widzieliśmy już u Dyckiego. Ciało razem z wydzielinami, słabościami ma
wiele wspólnego ze świętością, pełnią człowieczeństwa. To ono wraz
z sekrecjami przypomina się tęskniącemu podmiotowi i powiązane jest ze
sferą jego uczuć. Podobne wnioski możemy wysnuć z utworu Na popioły
Neala28, w którym podmiot, wspominając zmarłego przyjaciela,
przypomina sobie części jego ciała, nie pomijając narządów płciowych.
Nawiązując do świętości ciała w Skowycie, można zaryzykować
stwierdzenie, że tutaj także cielesność wiąże się z Bogiem, jest Jego darem,
więc nie może być czymś skazanym na potępienie, niebyt, grzeszność.
Dlatego w innych wierszach, skierowanych do Boga dostrzeżemy jeszcze
bardziej ekspresywne i radykalne sposoby na poetyckie nawiązanie
kontaktu z Bogiem. Warto w tym miejscu przytoczyć Psalm magiczny29,
utwór napisany podczas pobytu poety w Amazonii, pod wpływem silnie
psychodelicznego środka o nazwie ayahuasca. Podmiot liryczny,
rozpoczynając wyznanie stwierdzeniem, że świat jest „uskrzydlony i żaden
człowiek nie pojmie przyszłości”, zwraca się do Boga w różnych
niekonwencjonalnych formach. Bóg zostaje nazwany Zjawą,
Niepodzielnym, Mistrzem, Geniuszem Wszechświata, Czarodziejem
Nicości, Niewysłowionym Królem, by nagle przerodzić się
w Krzywdziciela, Niszczyciela Świata, Kakafonicznego Wojennoustego
Gołąbka, Małżowinę uszną budowli Nowego Jorku czy Srakę
Wszechświata. Poeta próbuje nawiązać transcendentną więź z Bogiem,
a przesadna stylistyka utworu przypomina halucynogenny szał. Istotne
wydaje się określenie Boga „Pożądaniem, które mnie stworzyło”. Podmiot
liryczny w tym utworze obnaża się i z właściwą Ginsbergowi manierą
zwraca uwagę na całą zmysłowość ludzkiego stworzenia, wraz ze
wszelkimi ludzkimi popędami. W takiej niezafałszowanej i autentycznej
postaci podmiot próbuje znaleźć zrozumienie Boga. Stosunek ten ma
wymiar niemalże erotyczny30. Poeta deklamuje: „wtargnij w me ciało swoją
Boską płcią”, określa Boga zarówno Aniołem i Potworem, zawodząc nad
jego niedefiniowalnością. Stwierdza, że Bóg jest Kochankiem, który
przychodzi do niego, aby po wieki go rżnąć, Miękkoustą Pochwą, czuje
jego dłoń na niewidzialnym penisie, samo Jego Imię powoduje u poety
28
Tamże, s. 62.
Zob. Ginsberg A., Kadysz i inne wiersze…, s. 147-151.
30
Rodzi to podobieństwa z wizją wyobrażoną w Ekstazie św. Teresy Berniniego.
29
144
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
orgazm, utożsamia go z ludzkim pożądaniem. Nazywa siebie boskim
prorokiem i błaga o przerwanie szaleństwa bomb i morderstw. Interesująco
przedstawia się stwierdzenie, że Kościół nigdy nie istniał i prośba, by
podmiot przezwyciężył pożądanie transcendencją. Utrzymany w klimacie
psychodelicznych wizji poemat, będący monstrualną apostrofą, uderza
bezpośredniością i brawurą. Przepełniony jest tym wszystkim, co tak
bardzo odróżnia Ginsberga od pozostałym beatników. Wybija się niemalże
infantylnie utopijną wiarą w odpowiedź Stwórcy, która przychodzi wraz
z następnym utworem. Istotne wydaje mi się w tym miejscu przytoczenie
wersu utworu pt. Psalm III: „Karmię się twym Imieniem jak karaluch
okruchem chleba – ten karaluch jest święty”31. Jak widać, pełny
zmysłowości, niewolny od erotycznego wymiaru egzystencji podmiot
określa siebie jako karalucha, ale ten karaluch także jest święty, zasługuje
na Bożą uwagę z każdą swą słabością, gdyż jest dziełem Jego stworzenia.
Warto jednak przytoczyć jeszcze słowa, które wyakcentowane zostają
w Hymnie, jednej z części poematu Kadysz, poświęconego zmarłej matce
poety – Naomi Ginsberg. Podmiot nazywa w nim Boga „Błogosławionym
w homoseksualizmie”. Okazuje się jednak, że odpowiedź Stwórcy, którą
otrzymuje poeta (być może na skutek działania psychoaktywnych
substancji), jest nieprzychylna. Bóg bowiem pozostaje surowym sędzią
z Pięcioksięgu. Nie odpowiada na prośbę poety w oczekiwany przez niego
sposób,
pozostaje
nielitościwym
absolutem,
wszechmogącym,
niedostępnym, ale obecnym, jak w utworze Kwas Lizergowy: „potworem
wielorakim o milionie oczu”, prowadząc podmiot do rozpaczliwego
krzyku: „jestem przeklęty”32. Wiersz następujący po Psalmie magicznym
o tytule Odpowiedź rozpoczyna stwierdzenie: „Odpowiedzią Boga jest
moje potępienie”33. Bóg nie okazuje zrozumienia poecie, pragnącego
w swej twórczości stać się drugim bogiem. Wydaje się negatywnie
nastawiony do pełnego zmysłowości i powierzchownego bluźnierstwa
apelu. Poeta jednak nie poddaje się i pewną nadzieję dostrzega
w Chrystusie.
Istotny z pewnością jest fakt, że sprawa religijności Ginsberga okazuje
się niejednoznaczna i niemożliwa do precyzyjnego określenia. Wystarczy
przeczytać tylko Skowyt, aby dostrzec w tej poezji sąsiadujące ze sobą
elementy katolicyzmu, judaizmu, islamu i buddyzmu. Sam Ginsberg
określał siebie jako „żyda buddystę” zwracając się często w stronę swoich
31
Ginsberg A., Znajomi z tego świata, wybór i oprac. Sommer P., Wydawnictwo M, Kraków
1993, s. 42.
32
Tenże, Kadysz i inne wiersze…, s. 137.
33
Tamże, s. 153-156.
145
Adam Jaworski
żydowskich korzeni34. Pamiętać jednak należy, że poeta pisze: „Jestem […]
Żydem, bo nietolerancji monoteistycznych Żydów, katolików, muzułmanów nie da się tolerować”35. Na stałe związał się także z buddyzmem,
który pozwolił mu znaleźć duchowy spokój po walce z własną tożsamością
homoseksualną, rozwodem rodziców i chorobą matki. Są to, co warto
zaznaczyć, epizody nieobce także dla biografii Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego. Zainteresowanie buddyzmem zakończyło także psychodeliczne
eksperymenty Ginsberga, ukierunkowane na osiągnięcie mistycznej
ekstazy. Można powiedzieć, że poezja Ginsberga odbija próbę stworzenia
pewnej religii opierającej się na międzyreligijnym dialogu, pokonaniu
barier pomiędzy wyznaniami, poprzez wybieranie w nich wszystkiego, co
może przynieść duchowy spokój, przy odrzuceniu jednak wszelkich
rygorystycznych zakazów. Można tu mówić o próbie stworzenia przez
poetę konglomeratu wiar, który nosi wyraźne cechy późniejszej kultury
duchowej New Age, hippisowskiego panteizmu naiwnego. Eksperymenty
takie, zdecydowanie na mniejszą skalę, prowadził już Kerouac, próbując
dostosować buddyzm do religii katolickiej.
To dlatego Chrystus w poezji Ginsberga jest bardziej Synem
Człowieczym niż Synem Bożym. Poeta dostrzega Jego cierpienie i wierzy
bezgranicznie w Jego miłość do ludzi. Jeżeli akcent pada gdzieś na
świętość Chrystusa, należy mieć na uwadze, że sakralnym charakterem
nacechowane jest u tego poety prawie wszystko. Jest to „Chrystus biedny
bez nadziei”, jak zbity doświadczeniem wojny i antykomunistycznym
terrorem beatnik-prorok, „Chrystus wzniesiony na Krzyżu między
Wymiarami aby dojrzeć Wszech-Niepojmowalne”, co nie udało się poecie,
chociaż deklamował takie ambicje36. To Chrystus baranek, który z miłości
do świata oddał swe życie, zwyczajnie dobry człowiek, niczym
reminiscencja Chrystusa z Żywota Jezusa Ernesta Renana. Renan, żegnając
w Żywocie Jezusa Zbawiciela, pisze: „Spoczywaj w chwale, szlachetny
ofiarniku!”37. To właśnie epitet „szlachetny” wydaje się najbardziej
pasować do Chrystusa w twórczości Ginsberga. Szlachetny i ludzki. Obraz
Jezusa zostaje naniesiony przez poetę na obraz całego pokolenia. Dlatego,
biorąc pod uwagę fakt nadchodzącej rewolucji seksualnej, nie dziwi już
określenie Chrystusa „szerokopierśnym i sexy”, jak pokazuje się to
w utworze Nad grobem Apollinaire’a38. Istotny jest także wiersz Big beat39:
34
Zob. Pietrasz A., Allen Ginsberg w Polsce, Semper, Warszawa 2014, s. 62.
Ginsberg A., Żydowskie kiepełe, przeł. M. Bończa, „Kwartalnik Artystyczny”, 1997, nr 3, s.34.
36
Tenże, Kadysz i inne wiersze, dz. cyt., s. 153-156.
37
Renan E., Żywot Jezusa, przeł. Niemowejski A., G. Centnerszwer i Spółka, Kraków 1907, s. 416.
38
Ginsberg A., Kadysz i inne wiersze, dz. cyt., s. 85.
39
Tenże, [w:] https://poema.pl/publikacja/174396-allen-ginsberg-big-beat. [dostęp: 01.05.2016]
35
146
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
„Igrzyska zeszły
w czerwono-pluszowe
piwniczne teatry Centrum
długie długie włosy na chudych chłopakach
cienkie czarne krawaty, blade piękne
policzki i wrzaski, wrzaski
ekstaza tłumu na widowni wzrasta
z tego nowego pokolenia pośladków oczu
i miękkich sutek
Bo ciało znów się porusza, ciało
znów tańczy, ciało
znów śpiewa
ciało krzyczy nowo narodzone
po Wojnie, dzieci dotknięte tajemnymi zgonami
w zimnych więzieniach lat pięćdziesiątych – A dziś
dziewczyny o świeżych piersiach
o miękkich złotych włosach łona –
1000 głosów wyje przez pięć minut
klaskanie tysiąca rąk w wielkim antycznym metrum
pozdrowienia Mięsnego Boga XX Wieku,
który płynie przez teatr niczym
sekretny rytm brzucha
w Orgazmie
Kalki! Chrystus Apokaliptyczny! Maitreja! Surowy
Chronos ze zmęczenia
płacze w saksofon,
Ziemia Zbawiona! Następny numer!
SHE’S A WOMAN
Czerwone brzuchy elektrycznych gitar!
i zjawia się Ganimedes tupiąc
z Uciechy na scenie
kłania się w pas i płacząc, DAJE.
O, mocy Boga na tronie
otoczonym stale bębnami
prawa ręka tłucze Berłem w mosiężne cymbały!”
Czasy skostniałej, zimnowojennej Ameryki odchodzą. Ludzkie ciało
odradza się w swej naturalności, tańczy, śpiewa, a wraz z nim Chrystus.
147
Adam Jaworski
Chrystus beatnik i hipis. W wierszu Dziki Sierota pojawia się określenie:
„chuj, krzyż / wspaniałości miłości”40. Zestawienie symbolu męki
Chrystusa i genitaliów mogłoby zakrawać o bluźnierstwo i na pierwszy rzut
oka sugerować obrazę katolicyzmu. Tak jednak nie jest. Zarówno męski
członek, jak i krzyż stanowią dla poety symbol miłości, sfery uczuciowej,
powiązanej z radością życia. Można zaryzykować stwierdzenie, że wiele
utworów beatnika pisanych jest w jakimś dionizyjskim szale, bakchicznym
tańcu opiewającym uroki życia, włącznie z miłością erotyczną. To
pochwała „uduchowionego hedonizmu”, nieskażonego technologią
i materializmem, szał uniesień nasycony mistycyzmem, radością
i naturalistyczną pochwałą życia, do której Syn Boży zostaje zaproszony.
4. Podsumowanie i wnioski
Chociaż katolicyzm i homoseksualizm mogą sprawiać wrażenie
niemożliwych do pogodzenia, twórczość Tkaczszyna-Dyckiego i Ginsberga
prezentuje próby zniesienia opozycji między tymi zagadnieniami. Dycki
w barokowym tonie metafizycznego poety, odwołując się do świętości
brudu, nie opuszcza powinności katolika i nie rezygnuje z Bożej łaski.
W swych utworach próbuje nawiązać kontakt z Bogiem, zapewnia Go
o swojej ufności i wierze, której nie stracił mimo licznych prób, jakim
został poddany. Jego wiara w możliwość bycia katolikiem, mimo
homoseksualizmu, możliwa jest dzięki swoiście pojmowanej świętości
człowieczego brudu.
Podobnie jest u Ginsberga, który jednak dostrzega powiernika
w Chrystusie. Ten zostaje obdarzony przez poetę ludzką mentalnością
i wszystkimi ludzkimi słabościami. Jest to Chrystus, który cierpiał jak
beatnik, a wraz z nadejściem nowej epoki, pełnej wolności i radości życia,
stwierdził: „nic co ludzkie nie jest mi obce”. I rzeczywiście, Chrystusowi
z wierszy Ginsberga nie jest obca nawet zmysłowość i ludzka seksualność.
Z werwą wkracza On w ekstatyczny taniec nadchodzącej epoki dzieci
kwiatów.
Żaden z poetów nie tworzy jednak typowej „gay poetry”, która
walczyłaby jedynie o prawa i emancypację mniejszości seksualnych. Nie
znajdziemy tutaj raczej przyszłych przesłanek ideologii gender, chociaż
manifestacyjny pierwiastek poezji zaangażowanej jest mocno zaznaczony
w twórczości Ginsberga.
Obu poetów można by lokować pod patronatem św. Sebastiana. Nie
przyjmują oni bowiem surowego stanowiska św. Pawła i Kościoła
40
Tenże, przeł. Walkowiak M., [w:] https://poema.pl/publikacja/1394-dziki-sierota. [dostęp:
01.05.2016]
148
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej. Homoseksualizm a katolicyzm w
poezji polskiej i amerykańskiej, na przykładzie twórczości Allena Ginsberga
i Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego
katolickiego, lecz starają się znaleźć sposób, aby pogodzić katolicyzm
i homoseksualizm, nie wykluczając z uczucia homoerotycznego miłości
erotycznej. Podejście obydwu twórców do tego problemu jest jednak
zupełnie odmienne.
Literatura
Beszterda M. M., Brud pod językiem. Nieczystości, sekrecje w poezji Eugeniusza
Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:] Pokarmy. Szkice o twórczości Eugeniusza
Tkaczyszyna-Dyckiego, red. Śliwiński P., Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki
Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2012.
Dunaj E., Bezzasadność napomknień i powtórzeń, [w:] Herbert Z., Miłosz Cz.,
Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2006.
Ginsberg A., Kadysz i inne wiersze, przeł. Musiał G., Redakcja Wydawnictw
Pozaprasowych Pomorze, Bydgoszcz 1992.
Ginsberg A., Skowyt i inne wiersze, przekł. Musiał G., Redakcja Wydawnictw
Pozaprasowych Pomorze, Bydgoszcz 1984.
Ginsberg A., Znajomi z tego świata, wybór i oprac. Sommer P., Wydawnictwo M,
Kraków 1993.
Ginsberg A., Żydowskie kiepełe, przeł. M. Bończa, „Kwartalnik Artystyczny”1997,
nr 3, s. 34.
Herbert Z., Miłosz Cz., Korespondencja, Fundacja Zeszytów Literackich,
Warszawa 2006.
Hoffmann K., Dubitatio: o poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego,
Wydawnictwo Forma, Szczecin 2012.
Miłosz Cz., Na brzegu rzeki, Wydawnictwo Znak, Kraków 1994.
Niewiadomski A., Poezja jako terapia (nie)możliwa. O wierszach Eugeniusza
Tkaczyszyna-Dyckiego, [w:]
http://www.biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.phpsite=100&co=txt_0294.
Orska J., Kresy tożsamości. Na postawie poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego,
[w:] Taż, Liryczne narracje. Nowe tendencje w poezji polskiej 1989–2006,
Kraków 2006.
Pietrasz A., Allen Ginsberg w Polsce, Semper, Warszawa 2014
Renan E., Żywot Jezusa, przeł. Niemowejski A., G. Centnerszwer i Spółka,
Kraków 1907
Stachowiak J., Różowe archiwum, „Polityka”2007, nr 43 (2626)
Stencel N., „Krwotok powtórzeń” i „odwrócona źrenica” Eugeniusza
Tkaczyszyna-Dyckiego, „Fragile”, 2015, nr 4 (30).
149
Adam Jaworski
Świeściak A., Śmiertelne sublimacje. Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, [w:] Taż,
Melancholia w poezji polskiej po 1989 roku, Kraków 2010.
Tkaczyszyn-Dycki E., Imię i znamię, Biuro Literackie, Wrocław 2011.
Tkaczyszyn-Dycki E., Oddam wiersze w dobre ręce (1988-2010), Biuro Literackie,
Wrocław 2010.
Tomasik K., Gejerel. Mniejszności seksualne w PRL-u, Wydawnictwo Krytyki
Politycznej, Warszawa 2012.
Witkowski M., „Spartaczony z tą kreską szminki na ustach…” – Eugeniusz
Tkaczyszyn-Dycki i pożądanie, „Kresy”, 2004, nr 4.
Katechizm Kościoła Katolickiego, [w:] http://www.katechizm.opoka.org.pl/, oprac.
internetowe Baranowski M., za zgodą i w oparciu o wydanie Pallottinum 1994.
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Dynarski K., Przybyl M. i in. (red.),
Wydawnictwo Pallotinum, Poznań 2008.
Chrystus w orszaku Dionizosa i Hiob z Wólki Krowickiej.
Homoseksualizm a katolicyzm w poezji polskiej i amerykańskiej,
na przykładzie twórczości Allena Ginsberga i Eugeniusza
Tkaczyszyna-Dyckiego
Streszczenie
Celem niniejszej pracy jest analiza wzajemnych relacji między homoseksualizmem
a katolicyzmem w poezji Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego i Allena Ginsberga.
Uwzględniając czas działalności artystycznej obu poetów, warunki kulturowe, ruchy
kontrkultury, a także nawiązania do Biblii, podjąłem się badań polegających na analizie
i interpretacji całokształtu twórczości obu poetów. Doszedłem do wniosku, że zarówno
u Dyckiego, jak i u Ginsberga można dostrzec próby zniesienia opozycji między tymi
zagadnieniami. U pierwszego polegają one na swoistym przezwyciężeniu duchowych
wątpliwości przy pomocy reinterpretacji Pisma Świętego, a także specyficznej ontologii
uświęconego brudu. U drugiego poety wynikają one natomiast z dążenia do pogodzenia
różnych wyznań, związane są z amerykańskimi ruchami kontrkultury i w konsekwencji
pełnym uczłowieczeniem postaci Chrystusa, który staje się w tej poezji Istotą erotyczną
i zmysłową. W przypadku Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego oraz Allena Ginsberga
dochodzi do dostosowania Pisma Świętego do współczesnych realiów: u Dyckiego polega
ono głównie na redefinicji pojęcia grzechu, natomiast u Ginsberga na włączeniu Syna
Bożego do orszaku rodzącej się kultury dzieci kwiatów i kontrkultury beatników.
W twórczości obu poetów dochodzi także do pełnego zaakceptowania ludzkiej cielesności.
Słowa kluczowe: katolicyzm, poezja, homoseksualizm.
150
Adam Jarosz1
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach
miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał
Marceli Serrano
„Czyż sensem miłości nie jest przemiana?”
Marcela Serrano
1. Wprowadzenie
Historia związku miłosnego oraz rozstania kobiety i mężczyzny,
opowieść o przeżyciu egzystencjalnym, które zmienia los dwojga ludzi
– tak mogłoby w największym skrócie brzmieć streszczenie fabuły
powieści Abyś mnie nie zapomniał (Para que no me olvides, 1993)
chilijskiej pisarki Marceli Serrano. Zanim przejdziemy do zasadniczego
tematu naszych rozważań, inicjacyjnych i terapeutycznych aspektów
miłości ukazanych w powieści Serrano, warto poświęcić kilka uwag
wstępnych autorce dzieła oraz wskazać ramy tematyczne, w których
krytyka literacka sytuuje całość twórczości Serrano2. Marcela Serrano jest
jedną z najbardziej emblematycznych przedstawicielek nowej prozy
latynoamerykańskiej. Jej powieści, wraz z twórczością takich autorek, jak
Isabel Allende, Zoé Valdés, Ángeles Mastretta y Laura Esquivel, są
klasyfikowane jako boom pisarek latynoamerykańskich, zjawisko
literackie, które zaznacza się z dużą siłą w prozie Ameryki Łacińskiej lat
90. Charakteryzując narodziny i nowatorski charakter prozy tego okresu,
Sara Beatriz Guardia stwierdza: „Najważniejszym faktem lat dziewięćdziesiątych był boom utworów powieściowych napisanych przez autorki
z Ameryki Łacińskiej, wyrażający się w czterech powieściach: Dom
duchów Isabel Allende, Wydrzyj mi życie Ángeles Mastretty, Przepiórki
1
adamjarosz1@wp, Instytut Skandynawistyki i Lingwistyki Stosowanej, Wydział Filologiczny,
Uniwersytet Gdański.
2
Pomijamy tu charakterystykę zjawiska miłości, pojęcia, które doczekało się niezwykle obfitej
literatury obejmującej praktycznie wszystkie dziedziny naukowe, i której nawet pobieżne
przedstawienie przekracza ramy tematyczne proponowanej analizy. Przegląd wybranych
koncepcji miłości (Peck, Fromm, Bardis, Stenberg, Lee, Wojtyła, Witczak) został
zaprezentowany przez M. Jankowską. Zob. Jankowska M., Miłość jako najpełniejszy sposób
wyrażania siebie, „Kwartalnik Naukowy Fides et Ratio”, 3 (2010), s. 30-44. Na temat koncepcji
Stenberga, charakteryzującej dynamikę rozwoju związku miłosnego, zob. Wojciszke B.,
Psychologia miłości. Intymność. Namiętność. Zaangażowanie, GWP, Gdańsk, 1999, s. 8-19.
151
Adam Jarosz
w płatkach róży Laury Esquivel i My, które tak kochamy Marceli Serrano.
Stwierdzono wówczas, że realizm magiczny zapoczątkowany w Ameryce
Południowej powieścią Sto lat samotności Márqueza odnalazł swój kobiecy
wyraz w Domu duchów, powieści powszechnie docenionej przez krytyków, i że zapoczątkował on cały dyskurs, który zafascynował dekadę lat
dziewięćdziesiątych. Dyskurs ten odwoływał się do pojęć takich jak miłość,
najbliższe otoczenie i kuchnia”3.
W podobnym tonie, choć nieco bardziej lakonicznie, wypowiada się
o dziele Serrano Giuseppe Bellini, który charakteryzując prozę latynoamerykańską lat 90., odnotowuje: „Ze znacznej liczby autorów końca XX
wieku przypomnijmy jeszcze postać Marceli Serrano, autorki powieści My,
które tak kochamy i Abyś mnie nie zapomniał, w których mieszają się
problemy kobiet i obrazy sytuacji politycznej Chile lat siedemdziesiątych”4.
Choć nieco zaskakująca pod względem zaprezentowanych ram
czasowych – akcja Abyś mnie nie zapomniał rozgrywa się na początku
dziewiątej dekady ubiegłego wieku, w momencie upadku muru berlińskiego, co wielokrotnie podkreśla Serrano w obu wspomnianych utworach
– charakterystyka Belliniego trafnie ujmuje to, co stanowi podstawową
osnowę tematyczną Abyś mnie nie zapomniał: miłość i walkę
o odzyskiwanie pamięci o Chile z czasów dyktatury Pinocheta.
Przechodząc do omówienia ram metodologicznych proponowanej
analizy, należy podkreślić, że odwołują się one wprost do kluczowych
pojęć inicjacji i powieści inicjacyjnej, dokładnie scharakteryzowanych
zarówno w pracach teoretycznych Eliadego, jak i znanych badaczy
literatury, takich jak Léon Cellier, Simone Vierne i Hodrová5. Odnosząc się
3
Guardia S. G., Literatura y Escritura femenina en América Latina,
http://www.uesc.br/seminariomulher/anais/PDF/conferencias/SARA_ORIGINAL.pdf...., s. 15.
Tytuły powieści I. Allende, Á. Mastretty i L. Esquivel według przekładów dostępnych na polskim
rynku wydawniczym. Tytuł powieści Serrano mojego przekładu (A. J.).
4.
Bellini G., Nueva historia de la literatura hispanoamericana, Castalia, Madrid 1997, s. 598.
Przekład własny (A. J.).
5
Według Eliadego, „na ogół przez inicjację rozumie się zespół obrzędów i pouczeń ustnych
zmierzających do radykalnej modyfikacji statusu religijnego i społecznego inicjowanego
podmiotu. Filozoficznie rzecz biorąc, inicjacja jest równoważna z ontologiczną przemianą
porządku egzystencjalnego. Po zakończeniu swych prób neofita cieszy się egzystencją zupełnie
inną niż przed inicjacją: stał się innym. […]. Inicjacja wprowadza nowicjusza zarazem do
wspólnoty ludzkiej i w świat wartości duchowych. Poznaje on zachowania, techniki i instytucje
dorosłych, ale także mity i święte tradycje plemienia, imiona bogów i historię ich dzieł; poznaje
zwłaszcza mistyczne relacje między plemieniem i Istotami nadprzyrodzonymi w postaci
ustanowionej na początku czasów”. Eliade M., Inicjacja, obrzędy, stowarzyszenia tajemne.
Narodziny mistyczne, przeł. Kocjan K., Znak, Kraków, 1997, s. 8. Na temat obecności
scenariusza inicjacyjnego w dziełach literackich zob. między innymi uwagi Gutowskiego:
Gutowski W., Młodopolskie inspiracje, s. 138, [w:]: Gutowski W., Owczarz E. (red.),
152
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał
Marceli Serrano
do samego pojęcia inicjacji oraz prób jego jednoznacznej identyfikacji
w dziele literackim, Vierne zauważa: „Krytyka literacka mówi coraz więcej
o wierszach, opowieściach i powieściach o charakterze inicjacyjnym. Lecz
samo słowo »inicjacyjny« stosowane jest w bardzo szerokim zakresie.
Wydawało nam się słuszne przyjrzeć się temu bliżej. Inicjacja religijna była
podporządkowana konkretnemu rytuałowi bogatemu w symbole i zmierzała
ku ściśle określonemu celowi, nawet jeśli ów cel był różnie definiowany
w zależności od kultury. Jeśli dzieło literackie ma zostać zakwalifikowane
jako inicjacyjne, to powinno ono zawierać analogię strukturalną
i symboliczną [do tego procesu], wystarczająco rozpoznawalną, ścisłą
i precyzyjną”6.
Zgodnie z postulatem teoretycznym sformułowanym przez Vierne,
Abyś mnie nie zapomniał może być uznana za powieść inicjacyjną, gdyż
spełnia wszystkie wymogi stawiane tego typu powieści7. Konkluzja wydaje
się oczywista, gdyż utwór przedstawiając metamorfozę bohaterki, Blanki,
wskazuje na liczne związki ze scenariuszem inicjacyjnym. Związki te
ujawniają się zwłaszcza dzięki faktowi, silnie akcentowanemu przez
Vierne, obecności trzech faz inicjacji (przygotowanie, śmierć inicjacyjna
i powtórne narodziny) oraz, co ważniejsze, dzięki pojawieniu się wielkich
obrazów symbolicznych, które towarzyszą tymże fazom8. Dodatkowo
charakter inicjacyjny powieści podkreślony jest przez aktualizację
Z problemów prozy. Powieść inicjacyjna, Duct, Toruń 2003. Zob. również: Hodrová D., Le
roman intiatique, „Zagadnienia Rodzajów Literackich”, 39 (1996), s. 7-28.
6
Vierne S., Rite. Roman. Initiation, PUG, Grenoble, 2000, s. 5-6. Przekład własny (A. J.).
7
Pomijamy tu dokładniejszą analizę różnic pomiędzy powieścią edukacyjną a powieścią
inicjacyjną, w pełni jednakże zgadzając się ze stanowiskiem Vierne, która zauważa: „neofita, jak
ziarno, musi najpierw umrzeć aby zmartwychwstać. W tym właśnie fakcie należy poszukiwać
sensu, który wszyscy etnologowie i historycy religii upatrują w inicjacji. Jest oczywiste, że nie
należy rozumieć tego terminu w jego współczesnym znaczeniu, które błędnie utożsamia inicjację
z edukacją bądź nabyciem podstaw wiedzy […]. Inicjacja zwiera w sobie również edukację, ale
jest przede wszystkim modyfikacją statutu ontologicznego postulanta”. Vierne S., Rite..., s. 8.
Przekład własny (A. J.).
8
Według Vierne cscenariusz inicjacyjny jest niezwykle bogaty w obrazy symboliczne związane
z dynamicznymi schematami wyobraźni. Jeśli przeanalizujemy je zgodnie ze strukturami
wyróżnionymi przez G. Duranda, to stwierdzimy obecność trzech serii obrazów należących
odpowiednio do trzech porządków symbolicznych: porządku schizomorficznego podczas
separacji ze światem profanum, mistycznego podczas drugiej fazy, gdy postulant stapia się
z Matką-Ziemią, i wreszcie porządku syntetycznego, który pozwala przezwyciężyć wszystkie
napięcia i osiągnąć nową harmonię. Inicjacja jest więc źródłem bardzo bogatej gamy obrazów
symbolicznych”. Vierne S., Jules Verne et le roman initiatique – contribution à l’étude de
l’imaginaire, Sirac, Paris, 1973, s. 25. Przekład własny (A. J.) w oparciu o terminologię
zaproponowaną przez K. Falicką. Zob. Falicka K. (red.), Potęga świata wyobrażeń, czyli
archetypologia według Gilberta Duranda, Wydawnictwo UMCS, Lublin, 2002. Na temat faz
inicjacji i towarzyszących im obrazów symbolicznych zob. Hodrová D., dz. cyt. s. 7-28.
153
Adam Jarosz
wszystkich istotnych elementów scenariusza sytuacji inicjacyjnej: miejsca
inicjacji, postulantki (Blanka) oraz mistrza wtajemniczenia, eliadowskiego
maître de l'initiation, czyli osoby odpowiedzialnej za sens i kierunek
procesu zmian osobowościowych bohaterki. Jak zobaczymy później,
powieść rezerwuje tę rolę dla niejakiego Gringo, Amerykanina i byłego
więźnia dyktatury, który wchodząc w związek miłosny z Blanką,
zapoczątkowuje tym samym cykl przemian osobowościowych ukochanej,
które całkowicie przeobrażą jej życie.
2. O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości
W powieści Abyś mnie nie zapomniał Alfonso, brat Blanki, tak
charakteryzuje kolor bieli, myśląc jednocześnie o swojej siostrze: „Biały,
powiedział mi Alfonso, kolor początku i końca. Kolor tego, kto za chwilę
zmieni swoją sytuację życiową. Biały, powiedział mi, kolor absolutnego
milczenia, nie milczenia śmierci, lecz milczenia, które wyraża przygotowanie wszystkich możliwości”9.. Ta niezwykle eliadowska w formie
i w treści charakterystyka Blanki jest w istocie swoistą metaforyczną
zapowiedzią tego, co wydarzy się później, przynoszącą jednocześnie
informacje bardzo odmienne od tego, czego dowiadujemy się o bohaterce
na początku powieści. Abyś mnie nie zapomniał to historia związku
miłosnego zamężnej czterdziestoletniej kobiety z wyższych sfer, Blanki,
i wspomnianego już Gringo, o którym wiadomo tylko, iż był więźniem
dyktatury Pinocheta oraz towarzyszem więziennym Wiktorii, kobiety
z niższej klasy społecznej Chile, z którą zaprzyjaźnia się Blanka. To
nawiązanie przyjaźni następuje w sytuacji dość specyficznej. Znudzona
życiem bogatej arystokracji, nigdy niepracująca zarobkowo i udzielająca
się jedynie w akcjach charytatywnych w najbliższej parafii Blanka dostaje
9
Serrano M., Para que no me olvides, Santillana Ediciones Generales S.L. Madrid, 2011, s. 95.
Wszystkie cytowane poniżej fragmenty powieści mojego przekładu (A. J.). Proponowany
przekład cytowanego fragmentu nie w pełni oddaje intencję autorki, która podkreśla związek
imienia bohaterki (Blanka) z kolorem do niego nawiązującym (blanco). Pragnę zauważyć, że
w analizowanej powieści Serrano samo imię „Blanka” staje się niezwykle istotnym nośnikiem
znaczeń inicjacyjnych. Wniosek nasuwa się po analizie semantycznej znaczeń symbolicznych
bieli, koloru, od którego pochodzi wspomniane imię, jak i po analizie znaczenia tegoż koloru
zaproponowanego w innej, nieco późniejszej powieści Serrano Antigua moje życie (Antigua vida
mía, 1995), której jedna z bohaterek, Violeta, zdradza wiele podobieństw z Blanką. W Antigua
moje życie światło i jasność stają się emblematem godności i podmiotowości kobiety, a każdy
zamach na tę godność powoduje symboliczny zanik światła. Nic zatem dziwnego, iż Violeta,
wyrusza do Meksyku, „regionu jak najbardziej świetlistego”, aby uwolnić się z opresji męża,
Eduardo. Zob. Serrano M., Antigua vida mía, Suma de letras S. L, Madrid, 2002, s. 117. Przekład
własny (A. J.). Na temat aspektów inicjacyjnych światła i bieli zob. Chevalier J., Gheerbrant A.,
Dictionnaire des symboles, Laffont/Jupiter, Paris 2008, s. 125-127.
154
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał
Marceli Serrano
propozycję zajęcia się chłopcem, który ma trudności szkolne i który
prawdopodobnie cierpi na dysleksję. Za namową swojej szwagierki Sofii,
przyjaciółki Wiktorii, Blanka udaje się do domu tejże, aby spotkać się po
raz pierwszy z jej synem Bernardo. Spotkanie to okazuje się brzemienne
w skutkach, gdyż odbywa się w scenerii ubogiej dzielnicy Santiago,
miejscu budzącym niechęć zamożnych mieszkańców metropolii. Dramatyzm dekoracji, w których odbywa się to spotkanie, w pełni odpowiada
dramatyzmowi przemian, które nastąpią później w życiu bohaterki, gdyż
dla Blanki wkroczenie w życie Bernardo, Wiktorii i jej matki Yolandy
stanowi prawdziwy inicjacyjny descensus ad inferus, brutalne i niespodziewane odkrycie zupełnie nieznanej historii politycznej Chile, pełnej
przemocy, ofiar dyktatury i, co najważniejsze, cierpień ich rodzin żyjących
w stanie zawieszenia emocjonalnego, gdyż pozbawionych żadnych
wiadomości o swoich zaginionych krewnych.
Jednak niebezpieczne wyjście poza horyzont ideologiczny własnej klasy
społecznej to nie jedyny aspekt inicjacji Blanki. Wkroczenie w krąg
znajomych Wiktorii i jej rodziny to przede wszystkim poznanie Gringo –
mężczyzny, którego miłość stanie się potężnym czynnikiem zmiany
sytuacji życiowej i metamorfozy osobowościowej Blanki. Choć dosadne,
oba sformułowania są uzasadnione, gdyż Blanka zapłaci wysoką cenę za
romans z Gringo i odzyskanie własnej podmiotowości. Dowiedziawszy się
o zdradzie Blanki, jej mąż wyrzuci ją z domu, rozwiedzie się z nią
i kontaktów z synem. Zmuszona do porzucenia własnego domu, Blanka
przeprowadzi się do wiejskiego domku, który, odległy o godzinę drogi
samochodem od Santiago, stanie się jej schronieniem na ziemi 10. Ostatnie
strony powieści przynoszą przejmujący obraz Blanki – kobiety dotkniętej
afazją, sparaliżowanej i na wpół obłąkanej, rozpamiętującej swoje
spotkania z Gringo, który ją porzucił11. Abstrahując tu od niezwykle
Wspomniany szczegół jest ważny gdyż stanowi dodatkowe potwierdzenie charakteru
inicjacyjnego powieści. Jak zauważa Hodrová, w powieści inicjacyjnej adept kieruje się ku
„wewnątrz”, czyli ku zamkniętej przestrzeni, która stanie się miejscem jego inicjacji. Zob.
Hodrová D., dz. cyt., s. 22. Widać tu pewną analogię do sytuacji Blanki, która porzuca miasto, by
przenieść się do domku na wsi, miejsca, w którym zrealizują się ostatnie fazy jej przebudzenia
inicjacyjnego.
11
Warto zwrócić uwagę na fakt, że w optyce inicjacyjnej afazja, która staje się częścią
doświadczeń Blanki, może być rozumiana jako jeden z przejawów powtórnych narodzin
bohaterki. Jak podkreśla Vierne, w niektórych rytach inicjacyjnych faza powtórnych narodzin
łączy się ściśle i w sposób niezwykle dosłowny z symboliką powrotu do dzieciństwa, wręcz do
stanu embrionalnego, czyli do sytuacji, która jest podkreślona takimi elementami, jak nagość czy
też utrata języka. Vierne S., Rite..., s. 58-70. Co ważne, w powieści Serrano obraz Blanki
dotkniętej afazją wzmocniony jest jeszcze zarysowującym się obrazem Blanki, którą reszta
rodziny traktuje jak dziecko. „Traktują nas tak samo, Trinidad i mnie. Dwoje dzieci w domu”.
Serrano M., Para que..., s. 28.
10
155
Adam Jarosz
dotkliwej ceny, jaką Blanka zapłaci za swoją inicjację (afazja, depresja,
szaleństwo i być może śmierć), warto podkreślić ponownie fakt
podstawowy, który będzie przedmiotem dalszych naszych rozważań.
W optyce inicjacyjnej, którą przyjęliśmy dla interpretacji sytuacji Blanki,
Gringo urasta do rangi eliadowskiego maître de l'initiation, czyli mistrza
wtajemniczenia inicjacyjnego, dzięki któremu zakochana w nim Blanka
dozna niejako podwójnego wtajemniczenia: w sferze miłości i w obszarze
trudnej historii swego kraju z okresu dyktatury, wiedzy usuniętej z obiegu
medialnego, będącej przedmiotem swoistej amnezji społecznej Chile lat
90.12. W powieści Serrano Gringo może aspirować do roli głównego
mistrza inicjacji Blanki dzięki jednej ważnej cesze, która w myśl praw
psychologii społecznej w dużej mierze przesądza o efektywności jego
oddziaływań inicjacyjnych. Zielonooki i złotowłosy Gringo jest bardzo
atrakcyjnym fizycznie mężczyzną i tym samym osobą niezwykle
przekonującą, a zakochana w nim Blanka porównuje go w swoich
fantazjach do „wikinga”, „rzymskiego wojownika” i „bohaterów z filmów
ze […] [swojego] dzieciństwa”13. Potęga atrakcyjności fizycznej w służbie
perswazji w sferze erotycznej i historycznej? Bez wątpienia, i to tym
silniejsza, iż wzmocniona przez nieświadome oczekiwania i iluzje
projekcyjne Blanki, która widzi w Gringo wszystko to, czego nie zaznała ze
strony męża, czyli poczucie własnej wartości i podmiotowości.
Odwołując się do pierwszego z dwóch zasygnalizowanych aspektów
przemiany inicjacyjnej, inicjacji Blanki w sferze miłości, należy, nolens
volens, powrócić do bliższej charakterystyki samej bohaterki i stanu, który
opisuje ją przed procesem inicjacji. Blanka, jak już powiedziano, to bogata
i zamężna kobieta należąca do „crème de la crème” elity intelektualnej
i finansowej Santiago, „młoda kobieta z prawicy”, jak sama się określa14.
Ma dwójkę dzieci, jedenastoletniego syna Ignacio oraz małą córeczkę
Trinidad, i jest żoną niezwykle zaborczego mężczyzny, Juana-Luisa, który
zgodnie z wielopokoleniową tradycją rodzinną widzi w niej jedynie żonę
i kochankę, czyli osobę całkowicie uzależnioną od niego finansowo
Zjawisko to bardzo trafnie nazwane jest przez Sofię, która, opisując społeczeństwo Chile
początków lat 90., mówi o „milczącej większości, która nie chce wiedzieć”. Serrano M., Para
que..., s. 192.
13
Tamże s. 67. Dotykamy tu tematu niezwykle ważnego dla zrozumienia efektywności wpływu
inicjacyjnego Gringo. Atrakcyjność fizyczna jest jednym z kluczowych czynników
psychologicznych, determinujących wpływ jednej jednostki ludzkiej na drugą. Analizując ten
wpływ, Cialdini mówi o efekcie „halo”, który polega na automatycznej atrybucji cech
pozytywnych osobie uznawanej za atrakcyjną fizycznie. Zob. Cialdini R., Wywieranie wpływu na
ludzi. Teoria i praktyka, przeł. Wojciszke B., GWP, Gdańsk, 1999, s. 157; Aronson E., Człowiek
– istota społeczna, przeł. Radzicki J., PIW, Warszawa, 1978, s. 285-290.
14
Zob. Serrano M., Para que..., s. 23.
12
156
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał
Marceli Serrano
i intelektualnie. Co więcej, kilkunastoletni związek Blanki i jej męża jest
już związkiem czysto formalnym, w którym nigdy nie było miejsca na
podmiotowość Blanki, respektowanie jej potrzeb emocjonalnych i, co
ważne, również seksualnych. „Nie byłam przyzwyczajona mówić o seksie
z nikim” – stwierdza w którymś momencie Blanka i ta deklaracja być może
najtrafniej określa stosunki panujące w jej małżeństwie. Nic zatem
dziwnego, że zapytana wprost o jakość swojego pożycia małżeńskiego
i męża do niej, Blanka odpowiada, zgnębiona i niepewna: „nie wiem..., nie
wiem...”15. Jakże symboliczne w wymowie, wahania bohaterki wydają się
zrozumiałe, gdyż w istocie Blanka jest niewolnicą seksualną swojego męża,
który zapanował całkowicie i pod każdym względem nad jej ciałem
i umysłem. Zamknięta w kokonie luksusu materialnego, ubezwłasnowolniona i przekonana o własnej nieatrakcyjności fizycznej, Blanka nie
czuje się uprawniona do protestu16. Tym bardziej, iż protest ten nie
znalazłby żadnego zrozumienia w oczach jej najbliższych. Rozczarowana
i zrezygnowana Blanka poświęca większość swojego wolnego czasu na
pisanie dziennika intymnego, pozostawiając w nim „całą swoją energię”17.
Lecz nagłe pojawienie się w domu Wiktorii młodego Gringo burzy
gwałtownie istniejące status quo, budząc w Blance nie do końca wyparte
potrzeby i oczekiwania. Sprawca tego zamieszania, Gringo, staje się
współtowarzyszem w wieloaspektowej inicjacji Blanki. Ten niezwykle
złożony proces dokonuje się jednocześnie w kilku obszarach, takich jak:
uświadomienie sobie własnej podmiotowości, odzyskanie władzy nad
własnym ciałem zawłaszczonej przez społeczeństwo fallokratyczne,
przyznanie sobie prawa do orgazmu w związku z mężczyzną i wreszcie
głębokich przewartościowań w sferze ustosunkowań do sensu życia i do
Boga18. Pierwsze trzy ze wspomnianych aspektów metamorfozy inicjałcyjnej Blanki zostały trafnie scharakteryzowane przez Elisabeth RojasAyuda, która stwierdza: „Pozamałżeńska relacja miłosna pozwala Blance
odkryć swoje potrzeby i w pełni korzystać ze swojej seksualności. Dzięki
tej relacji Blanka uwalnia się od ciężaru zahamowań i tradycji w trakcie
aktu seksualnego. Wyzwolenie seksualne i uświadomienie sobie tego faktu
Tamże, s. 107.
W innym fragmencie powieści Blanka mówi o codziennej agresji, deprecjacji („violencia
cotidiana de no valoración”). Zob. Tamże, s. 224.
17
Tamże, s. 102.
18
Na temat pojęcia społeczeństwa fallokratycznego zob. Irigaray L., Ta płeć (jedną) płcią nie
będąca, przeł. Królak S., Wydawnictwo UJ, Kraków 2010, s. 112-113. Nietrudno tu zauważyć
zarysowujący się dysonans pomiędzy wartościami inicjacyjnymi rozumianymi w duchu
feministycznym a elementami aksjologii chrześcijańskiej, która zarysowuje się w ostatnich
partiach utworu. Wrócimy do tej kwestii w trakcie omawiania kolejnych zdobyczy inicjacyjnych
Blanki.
15
16
157
Adam Jarosz
jest punktem kulminacyjnym metamorfozy Blanki, która konstytuuje się
jako podmiot własnych działań. Dokonując tej metamorfozy, Blanka
dokonuje transgresji narzuconych konwencji społecznych, zdominowanych
przez zasadę prawa seksualnego, zgodnie z którym żona jest własnością
męża, a on sam należy tylko do siebie. Jakakolwiek próba przekroczenia
tychże norm jest karana przy pomocy uczuć winy i grzechu. Autorka
demaskuje tu podwójny standard seksualny istniejący od niepamiętnych
czasów, zgodnie z którym ciało kobiety jest własnością mężczyzny
i jakakolwiek próba zmiany tego status quo jest karana przemocą ze strony
tych, którzy dzierżą władzę. Społeczeństwo fallokratyczne jest konsekwentne w formułowaniu swoich praw podporządkowujących kobietę
mężczyźnie”19.
Rojas-Ayuda podkreśla, iż metamorfoza (sic!) inicjacyjna Blanki jest
tożsama z dokonaniem aktu transgresji norm narzuconych przez
tradycjonalistyczne społeczeństwo. Nic zatem dziwnego, iż w obliczu
nacisków społecznych, z którymi musi się zmierzyć, Blanka odczuwa ze
wzmożoną siłą to, co jest immanentnym elementem każdego procesu
inicjacji: dekompozycję starej osobowości, która ma zostać zastąpiona
nową, reprezentującą wyższy poziom rozwoju. Pewną egzemplifikacją tej
dokonującej się gwałtownie zmiany może być to, o czym mówi sama
Blanka w kluczowym momencie swojej inicjacji: „Mam dwa »ja«, jestem
tak rozproszona, że sama nie wiem, kim jestem”20. Co do ostatniego
i najważniejszego aspektu inicjacyjnego, odkrycia nieznanych wcześniej
doznań seksualnych, czyli – powiedzmy sobie szczerze – orgazmu, to
aspekt ten pojawia się w kluczowej scenie powieści, intymnym spotkaniu
Blanki i Gringo w jej domku na wsi. Niezwykle śmiały opis tego
wydarzenia tak ilustruje novum erotyczne, które staje się udziałem
bohaterki: „Moje łóżko było moim łóżkiem i z tego powodu mogłam
położyć się w nim wraz z Gringo bez poczucia wstydu lub zdrady. […]
Pieściliśmy się długo tak długo, jak tylko kobieta i mężczyzna mogą to
robić. […]. Wypowiedziałam słowa, których nigdy przedtem nie
wypowiedziałam, które nie sądziłam że znam, których nigdy nie
odczuwałam, i które nigdy nie były związane z moją przeszłością.
Wszystkie te słowa […] wydawały mi się uzasadnione, moje, prawdziwe
Rojas-Auda E., La reconstrucción del cuerpo femenino en la narrativa de Marcela Serrano,
Grafemas :Boletín electrónico de la AILCFH,
http://people.wku.edu/inma.pertusa/
encuentros/grafemas/febrero_07/rojas.pdf, s. 4-5. Podkreślenie autorki cytatu.
20
Serrano M., Para que..., s. 157. Warto podkreślić, że obraz rozmytego „ja” jest jednym
z obrazów katabazy, o których mówi Hodrová. W terminologii Vierne obraz ten może być
uznany za jedną z form descensus ad inferos. Vierne S., Rite. Roman..... dz. cyt., s. 71.
19
158
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał
Marceli Serrano
i rzeczywiste”21. Dalsze wyznania Blanki stanowią już opis samego aktu
seksualnego prowadzącego do „kompletnego spełnienia”, uczucia, którego
bohaterka nie doznała „nigdy wcześniej ani później”22. .
Nigdy wcześniej ani później... Wypowiedziane słowa nie mogą mylić.
Niedoświadczona seksualnie Blanka doznaje w związku z Gringo tego,
czego nigdy przedtem nie przeżyła z mężem: poczucia komunii ciał
i umysłów, ekstatycznego stanu spełnienia miłosnego, który z trudem
poddaje się językowi opisu. Można byłoby założyć, zgodnie z poglądami
Rojas-Ayuda, że proces inicjacyjny Blanki osiąga tu swój punkt
kulminacyjny i definiować to zjawisko jedynie w kategoriach dyskursu
feministycznego, jednakże podobne założenie miałoby nieco redukcjonistyczny charakter, zwłaszcza w kontekście ostatnich fragmentów utworu,
w których pojawia się element dotychczas pomijany milczeniem przez
Serrano: stosunek Blanki do Boga i sensu życia23. Dotknięta afazją
bohaterka tak podsumowuje swoją zakończoną relację z Gringo i jej
późniejsze konsekwencje: „Było to wspaniałe i pozwoliło i mi to połączyć
się ze światem, z bliźnimi i ze mną samą. Jakże mój biedny umysł mógł
pojąć, że mój wielki błąd był tym, co mnie wzbogaciło i uwzniośliło. […].
Byłam i jestem prostą kobietą, Moja relacja z Bogiem nigdy nie była zbyt
skomplikowana. Z tego powodu jest mi trudno powiedzieć, jak i dlaczego,
kiedy pogrążyłam się w grzechu, nigdy nie byłam bliżej od Niego. [...]
Wówczas poczułam, że mogę umrzeć wiedząc, że moja ziemska wędrówka
miała jakiś cel. Jedyna pewność która prowadzi ku wieczności”24.
Miłość do człowieka, czyli uczucie, które – zakończone klęską –
w ostatecznym rozrachunku prowadzi do nowej, pełniejszej, miłości do
Boga? Trudno stawiać wniosek tak daleko idący, zwłaszcza że wysuwając
go, należałoby zadać uzasadnione pytanie, czy ów wspomniany lepszy
kontakt z Bogiem wynika z samej miłości do Gringo, czy też raczej (co
wydaje się bardziej uzasadnione) z ogromu frustracji i nieszczęść, którym
Tamże, s. 201.
Tamże. W świetle sygnalizowanej koncepcji Stenberga wspomniana sytuacja odpowiadałaby
pograniczu dwóch pierwszych faz rozwoju związku miłosnego, fazie „zakochania” i fazie
„romantycznych początków”. W fazach tych występuje stosunkowo wysoki poziom „namiętności”
i „intymności”, brak jeszcze natomiast tego, co Sternberg określa mianem „decyzji/zobowiązania”,
czyli deklarowanych decyzji o przedłużaniu związku. Sytuacja ta odpowiada „brakowi
zaangażowania w związek”, według terminologii Wojciszke. Zob. Wojciszke B., dz. cyt, s. 8-12.
W powieści Serrano brak „zaangażowania w związek” jest widoczny ze strony obojga bohaterów,
którzy unikają rozmów o przyszłości. Podkreśla to nietrwały charakter miłości pomiędzy Blanką
a Gringo, która nie nabiera cech dojrzałego uczucia.
23
W analizie proponowanej przez Rojas-Ayuda fragment ten nie został w żaden sposób
zinterpretowany.
24
Serrano M., Para que..., s. 229.
21
22
159
Adam Jarosz
musi stawić czoła Blanka postulantka, pozostawiona sama sobie po
odejściu swego ukochanego i wygnaniu jej z domu przez męża (ostracyzm
rodziny, choroba, afazja). Nie wdając się w ten spór, który wydaje się nie
do rozstrzygnięcia wobec braku wystarczających argumentów, należy
zadowolić się konkluzją o nieco bardziej ograniczonym zasięgu. Mimo iż
nieco niejednoznaczna i tym samym otwierająca pole do różnych, często
sprzecznych interpretacji, opinia Blanki odwołuje się do kluczowych pojęć
inicjacji: lepszego poznania siebie, przedefiniowania sensu własnego życia,
lepszego kontaktu ze światem i, co wydaje się najważniejsze, z Bogiem.
Emancypacja społeczna, odzyskanie władzy nad własnym ciałem,
bogactwo nowych, nieznanych wcześniej doznań erotycznych oraz całość
wspomnianych, niezwykle trudnych do jednoznacznego uchwycenia
przemian duchowych Blanki to argumenty wystarczające, aby postulować
charakter inicjacyjny związku miłosnego Blanki i Gringo. Lecz, jak już
stwierdzono, oprócz miłosnego inicjacja Blanki ma również wymiar
historyczny, a sam proces dokonuje się także poprzez miłość. Kochany
przez Blankę i kochający, bardzo atrakcyjny fizycznie, zatem niezwykle
przekonujący, w świetle wspomnianych już praw psychologii społecznej,
Gringo jest znakomitym mistrzem wtajemniczenia w dziedzinie zapomnianej historii o Chile z epoki dyktatury, a całość jego życia (zrekonstruowana post factum przez Blankę na podstawie skąpych opowiadań
samego Gringo i jego znajomych) doskonale ilustruje historię życia kilku
generacji Chilijczyków, którzy przeciwstawiając się dyktaturze, bądź po
prostu poszukując prawdy o swoich zaginionych krewnych (to przypadek
Wiktorii), stają się obiektem prześladowań ze strony dyktatury25. Co
ważne, w powieści Serrano Gringo nie jest niezłomnym bojownikiem
o wolność polityczną w Chile. To raczej przypadkowa ofiara wciągnięta
w tryby wielkiej historii, na którą ma wpływ bardzo ograniczony. Ceniący
spokój i zatopiony w książkach, Gringo zostaje pewnego dnia aresztowany
za pomoc udzieloną koledze zaangażowanemu w działalność opozycyjną.
Przesłuchiwany i brutalnie torturowany, Gringo staje się mimowolnym
uczestnikiem granicznej sytuacji egzystencjalnej, czyli ofiarą wyrafino25
Teza o inicjacyjnym charakterze docierania do prawdy o dyktaturze w Chile znajduje
potwierdzenie w charakterystyce społeczeństwa postmodernistycznego, dokonanej przez
Zygmunta Baumana. Bauman podkreśla, że w ponowoczesnym świecie zdominowanym przez
kłamstwo odróżnienie prawdy od fałszu nie odbywa się drogą prostego nabywania informacji,
lecz wymaga długiego procesu, który czasami może dokonywać się jedynie w obrębie
psychoanalizy. Zob. Viñar M., La spécificité de la torture comme source de trauma, “Revue
Française de Psychanalyse”, 4 (2005) s. 1205-1224. W polskim przekładzie wzmiankowanego
przez Viñara dzieła Baumana (Modernité et holocauste) nie udało nam się odnaleźć
analizowanego fragmentu przedmowy. Zob. Bauman Z., Nowoczesność i zagłada, przeł.
Jaszuński F., Fundacja Kulturalna Masada, Warszawa, 1992, s. 3-15.
160
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał
Marceli Serrano
wanych tortur zadawanych, tu ważny szczegół, wyłącznie przez kobiety,
upokorzeń, które odbierają mu wszelką godność ludzką i prowadzą do
nerwicy lękowej i do impotencji26. Wspomniana już Sofia, terapeutka
Gringo, tak relacjonuje znaną jej w szczegółach historię mężczyzny: „Ten
człowiek […] został poddany granicznemu doznaniu bólu fizycznego
i psychicznego, zadawanego w celu zniszczenia go. Jest kłamstwem, że
celem tortur jest wydobycie zeznań. Rzeczą najważniejszą jest zniszczenie
[torturowanego]. W moim zawodzie nazywamy to rozpadem struktury
»ja«. W trakcie tortur Gringo był całkowicie sam i bezbronny. Świat
zewnętrzny i wewnętrzny scalił się w jedno w jego ciele. Nie miał jak się
bronić, ani do kogo zwrócić, jego życie zależało całkowicie od oprawcy,
który stał się dla niego jedynym dostępnym punktem odniesienia”27.
Odwołując się do swoich innych doświadczeń terapeutycznych z byłymi
więźniami dyktatury, Sofia dopełnia w sposób następujący opis stanu
psychicznego Gringo: „Jest bardzo trudno mówić o torturach. Wiem to od
moich pacjentów […]. Ani wstyd, ani zaprzeczenie nie są [pojęciami]
wystarczającymi, aby opisać to, co zawiera to milczenie. Chociaż część
przeżytych wspomnień zamienia się później w słowa, inna część nie może
być nigdy wyrażona. Nie ma dla niej języka. Gringo skrywa w sobie
ogromną ilość koszmaru, który jest niemożliwy do opowiedzenia”28.
W powieści Serrano Gringo jest więc nie tylko mistrzem inicjacji
erotycznej i historycznej Blanki, lecz również (i być może przede
wszystkim) ofiarą represji, za którą zapłacił bardzo wysoką cenę, licznych
Na temat psychicznych konsekwencji tortur zob. Bleger L., Ulriksen de Viñar M., Souffrance
de l'horreur: une problématique pour la psychiatrie et la psychanalyse en Amérique Latine?, [w:]
Nouvelle Encyclopédie Diderot, PUF, Paris 1989, s. 262-281; Viñar M., dz. cyt., s. 1205-1224;
Popielski K., Mamcarz P., Trauma egzystencjalna a wartości, Engram, Warszawa 2015, s. 63-64.
27
Serrano M., Para que..., s. 19. Podobne stwierdzenia formułuje Marcelo Viñar, zauważając:
„wbrew rozpowszechnionym, lecz błędnym opiniom, modus operandi współczesnych tortur nie
ogranicza się tylko do okrucieństwa i maltretowania fizycznego ofiar. Przy pomocy ściśle
badanych środków aplikuje się niezbędną dawkę tortur, aby doprowadzić do psychozy
eksperymentalnej. [Ma to na celu] zburzenie konstelacji identyfikacyjnej, która konstytuowała
dotychczas tożsamość osoby, aby zmienić następnie tę osobę, przy pomocy tortur, w resztkę
samej siebie. Celem tortur nie jest więc zabicie ofiary […], lecz doprowadzenie jej do takiego
stanu, aby stała się posłusznym współpracownikiem swojego przeciwnika. „Zniszczenie”
(démolition) to termin, którego używam od dziesiątek lat, aby określić proces, którego skutków
[ofiara] obawia się bardziej niż samej śmierci”. Viñar M., Généalogie de la violence, „Libres
Cahiers Pour la Psychanalyse”, (2) 2007, s. 159-168. Przekład własny (A. J.).
28
Serrano M., Para que..., s. 191. Słowa Sofii dobrze korespondują z opinią J. Améry'ego, byłego
więźnia obozu koncentracyjnego, który stwierdza: „Tortura jest najstraszniejszym
doświadczeniem, które człowiek może zapamiętać. [...] [Torturowany] jest od razu pozbawiony
tego, co nazywamy zaufaniem do świata. [...] To część naszego życia, która gaśnie, aby nigdy
więcej się nie zapalić”. Améry J., Par-delà le crime et châtiment: essai pour surmonter
l'insurmontable, Actes Sud, Arles 1995, s. 53, 61-62 . Przekład własny (A. J.).
26
161
Adam Jarosz
i nigdy niewypowiedzianych traum psychicznych, które doprowadziły do
całkowitej utraty poczucia wartości, załamania się struktur „ja”, jak określa
to fachowo Sofia, szwagierka Blanki i terapeutka Amerykanina, oraz do
impotencji. Co gorsza, przeżyte tortury i traumy z nich wynikające czynią
z wiecznego wygnańca emocjonalnego, „człowieka bez korzeni” (to jego
własne rozpoznanie), czyli osobę niezdolną do tworzenia trwalszych
związków afektywnych29. Ten sposób spostrzegania Gringo jako osoby
mentalnie okaleczonej, zatem wymagającej stałej pomocy psychologicznej,
jeśli nie psychiatrycznej, rodzi zasadnicze pytanie: w jaki sposób
mężczyzna dotknięty impotencją może być uznany za mistrza inicjacji
w dziedzinie erotycznej? Odpowiedź pojawia się w samym tekście.
Pierwsze spotkania Blanki z Gringo mają jeszcze charakter platoniczny i na
poły aseksualny, co nie przeszkadza zresztą Blance w osiągnięciu orgazmu.
Odwołując się do jednego ze swoich pierwszych kontaktów z Gringo,
Blanka relacjonuje: „Gringo nie potrzebuje przeniknąć mnie, aby przebiegł
mnie ostatni dreszcz rozkoszy. Moje spazmy mieszają się z moimi
krzykami [...], które unoszą się do nieba”30. Oto jeden z wielu lirycznych
portretów uniesienia miłosnego, który jednoznacznie prezentuje
wspomniany fakt. W trakcie pierwszych spotkań między Blanką a Gringo
nie dochodzi do stosunku fizycznego. Sytuacja taka ma natomiast miejsce
w trakcie ich trzeciej schadzki, zorganizowanej w wiejskim domku
należącym do bohaterki, miejscu, w którym dochodzi do pełnego aktu
seksualnego. W trakcie tego spotkania Gringo po raz pierwszy od
dłuższego czasu doznaje korzystnych zmian w zakresie własnej fizjologii,
co świadczy o zapoczątkowaniu procesu ozdrowieńczego, czyli
rehabilitacji psychicznej, która jest możliwa dzięki miłości Blanki. Fakt ten
pozwala postulować istnienie innych niż tylko inicjacyjne aspektów relacji
miłosnej między Blanką a Gringo. Innymi słowy, dla Gringo miłość Blanki
staje się swoistym katharsis, a także czynnikiem terapeutycznym, który
pomaga mu stać się ponownie mężczyzną i – na tyle, na ile to możliwe –
odzyskać poczucie własnej wartości. To ostatnie zastrzeżenie nie ma
charakteru li tylko retorycznego, gdyż, jak wiemy z dalszego rozwoju akcji
powieści, po odkryciu ich romansu przez męża Gringo opuszcza Blankę,
nie czując się na siłach unieść ciężaru odpowiedzialności za ukochaną
kobietę. Tchórzostwo czy też dowód nie do końca przezwyciężonej traumy
przeżytych tortur? Oba te wytłumaczenia wydają się równie uprawnione.
Jest jednakże trzecie, które w optyce inicjacyjnej wydaje się nie mniej
słuszne. Jak podkreśla Eliade, po zakończeniu procesu transmisji wiedzy
Według Popielskiego i Mamcarza, trwałe poczucie wyobcowania to jeden z objawów, składających się na wymiar noetyczny traumy egzystencjalnej. Popielski K., Mamcarz P., dz. cyt., s. 63.
30
Serrano M., Para que..., s. 108.
29
162
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał
Marceli Serrano
inicjacyjnej mistrz inicjacji zawsze zrywa związek z neofitą, wierząc
w trwałość przekazanych zdobyczy inicjacyjnych. Rodzi się pytanie, czy
– w odróżnieniu od Gringo – inicjacja Blanki jest trwała? Z pewnością tak,
gdyż prowadzi ona do całkowitego, choć niezwykle bolesnego,
przemodelowania całego życia bohaterki, zmiany, w konsekwencji której
bohaterka uświadamia sobie wszystkie swoje potrzeby jako kobiety
i jednostki ludzkiej, choć, jak wspominano, trudno mówić o ich pełnej
harmonizacji. Obserwowany rozdźwięk pomiędzy zdobyczami inicjałcyjnymi typu stricte feministycznego (własna podmiotowość, odzyskanie
władzy nad własnym ciałem, wreszcie prawo do poszukiwania satysfakcji
seksualnej w związkach miłosnych) a pierwiastkami deistycznymi, które
nagle pojawiają się u schyłku znanej nam historii Blanki (głębokie
przewartościowanie w sferze ustosunkowań do sensu życia i do Boga,
pojęcia grzechu, celowości i inne), sugeruje pewne analogie do tego, co
Gutowski nazywa „inicjacją inwersyjną”, czyli sytuacją, w której „adept
dostępuje potępienia, rozpadu, unicestwienia”, a inicjator jest istotą
demoniczną31. W prawdzie w powieści Serrano Gringo nie ma nic
z demona, a jego miłość trudno uznać za diaboliczną, lecz samo
wtajemniczenie Blanki z pewnością nabiera charakteru tragicznego,
zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę odium potępienia i skalę ostracyzmu
społecznego, z którym musi się ona zmierzyć. Uciekając się do języka
metafor, można zatem stwierdzić, że wielowymiarowa inicjacja Blanki jest
zarówno strumieniem światła, iluminacją (słowo często pojawiające się
w powieści), czyli tym, co wydobywa z jednostki ludzkiej to, co najlepsze,
jak i gromem (to metafora Honorii, służącej Blanki). Ów grom, uderzając
w Blankę doprowadza ją do choroby, szaleństwa i być może śmierci.
3. Podsumowanie
Kończąc prezentację aspektów inicjacyjnych i terapeutycznych, miłości
ukazanych w powieści Serrano, warto pokusić się o kilka wniosków
wynikających z przeprowadzonej analizy. Sama próba przełożenia zjawisk
tak skomplikowanych, jak inicjacja i miłość, oraz – co najważniejsze –
unaocznienie wpływu tej ostatniej na kierunek, dynamikę i formy wyrazu
procesu inicjacyjnego, jawi się jako wielkie wyzwanie poznawcze, którego
podjęcie wiąże się zawsze z koniecznością ominięcia raf i mielizn zarówno
nadmiernych uproszeń, jak i przeciążenia informacyjnego, które
– nieuwzględnione – zagrażałoby wyrazistości interpretacji. Nie będąc
w stanie przedstawić w ramach niewielkiej objętościowo analizy całej
bogatej symptomatyki procesu inicjacji, wpisanej w fabułę Abyś mnie nie
31
Gutowski W., dz. cyt., s. 143.
163
Adam Jarosz
zapomniał (fazy inicjacji, wielkie obrazy archetypiczne śmierci
i powtórnych narodzin), mogliśmy tylko ograniczyć się do
zasygnalizowania najprostszych zależności, zarysowujących się między
tym procesem a fenomenem miłości, który staje się udziałem Blanki
i Gringo. Z punktu widzenia problematyki inicjacji miłość dwojga
bohaterów okazuje się siłą sprawczą, spiritus movens całego
wieloaspektowego procesu, zaś sam Gringo, rzeczywisty, wyimaginowany
czy wręcz idealizowany przez Blankę, urasta do rangi maître de l'intiation,
czyli osoby, która świadomie bądź samym tylko swoim pojawieniem się
nadaje sens i kierunek zmianom osobo-wościowym Blanki. Nie wdając się
tutaj w dyskusję nad rozgraniczeniem między Gringo realnym
a wyidealizowanym, czyli tym, który pojawia się w wyobraźni Blanki (to
problem, który mógłby stać się przedmiotem odrębnej analizy), warto
podkreślić fakt podstawowy: dla tych, którzy jej ulegają, miłość jest
potężnym czynnikiem sprawczym decydującym o życiu i jego zmianach,
niezależnie od faktu, jak dramatyczne byłyby ich konsekwencje. Jednak
w powieści Serrano, co podkreślano niejednokrotnie, miłość to nie tylko
czynnik, który katalizuje proces przemiany inicjacyjnej. To również
uczucie, które leczy. Z tego i tylko z tego jedynego punktu widzenia fabuła
Abyś mnie nie zapomniał upodabnia się do schematu średniowiecznej farsy,
odwołującej się do inwersji sytuacji początkowej: leczący staje się
leczonym, a leczony urasta do rangi lekarza. Zastrzeżenie o jedynym
podobieństwie między powieścią Serrano a farsą wydaje się niezbędne.
Któż bowiem i w jakim innym kontekście ośmieliłby się nazwać farsą
miłość? Wszak nie można mieć wątpliwości, że miłość jest wielkim
uczuciem – jego potęga łączy i zmienia ludzi.
Literatura
Améry J., Par-delà le crime et châtiment: essai pour surmonter l'insurmontable,
Actes Sud, Arles 1995.
Aronson E., Człowiek – istota społeczna, PIW, Warszawa, 1978.
Bauman Z., Nowoczesność i zagłada, Fundacja Kulturalna Masada, Warszawa 1992.
Bellini G., Nueva historia de la literatura hispanoamericana, Castalia, Madrid 1997.
Bleger L., Ulriksen de Viñar M., Souffrance de l'horreur: une problématique pour
la psychiatrie et la psychanalyse en Amérique Latine?, [w:] Nouvelle Encyclopédie
Diderot, PUF, Paris 1989.
Cialdini R., Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka, GWP, Gdańsk 1999.
Eliade M., Inicjacja, Obrzędy, Stowarzyszenia tajemne. Narodziny mistyczne,
Znak, Kraków 1997.
164
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś mnie nie zapomniał
Marceli Serrano
Chevalier J., Gheerbrant A., Dictionnaire des symboles, Laffont/Jupiter,
Paris 2008.
Falicka K. (red.)., Potęga świata wyobrażeń, czyli archetypologia według Gilberta
Duranda, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2002.
Guardia S. G., Literatura y Escritura femenina en América Latina,
http://www.uesc.br/seminariomulher/anais/PDF/conferencias/SARA_ORIGINAL.pdf.
Gutowski W., Młodopolskie inspiracje [w:] Gutowski W., Owczarz E. (red.),
Z problemów prozy. Powieść inicjacyjna, Duct, Toruń 2003.
Hodrová D., Le roman intiatique, „Zagadnienia Rodzajów Literackich ”, 39 (1996).
Irigaray L., Ta płeć (jedną) płcią nie będąca, Wydawnictwo UJ, Kraków 2010.
Jankowska M., Miłość jako najpełniejszy sposób wyrażania siebie, „Kwartalnik
Naukowy Fides et Ratio“, 3 (2010).
Popielski K., Mamcarz P., Trauma egzystencjalna a wartości, Engram, Warszawa 2015.
Serrano M., Antigua vida mía, Suma de letras S. L., Madrid 2002.
Serrano M., Para que no me olvides, Santillana Ediciones Generales S.L.,
Madrid 2011.
Vierne S., Jules Verne et le roman initiatique – contribution à l’étude de
l’imaginaire, Sirac, Paris 1973
Vierne S., Rite. Roman. Initiation, PUG, Grenoble 2000.
Viñar M., Généalogie de la violence, “Libres Cahiers Pour la Psychanalyse”,
2 (2007).
Viñar M., La spécificité de la torture comme source de trauma, “Revue Française
de Psychanalyse”, 4 (2005).
Wojciszke B., Psychologia miłości. Intymność. Namiętność. Zaangażowanie,
GWP, Gdańsk 2000.
O inicjacyjnych i terapeutycznych aspektach miłości w powieści Abyś
mnie nie zapomniał Marceli Serrano
Streszczenie
Niniejszy artykuł stawia sobie za cel przeanalizowanie inicjacyjnych i terapeutycznych
aspektów miłości ukazanych w powieści Abyś mnie nie zapomniał chilijskiej pisarki Marceli
Serrano. Przeprowadzona analiza, z wykorzystaniem aparatury pojęciowej zaproponowanej
przez Eliadego, Vierne i Hodrovą – by wymienić tu tylko najważniejszych badaczy
zajmujących się wspomnianą tematyką – pozwala postulować inicjacyjny charakter powieści
oraz stwierdzić, że sam proces inicjacji bohaterki (Blanki) obejmuje co najmniej dwa obszary
tematyczne: dotyczy miłości (choć samo słowo nie oddaje tutaj kompleksowości przemian,
które dokonują się we wspomnianej sferze) i historii Chile z czasów dyktatury. Inicjacja w obu
tych obszarach tematycznych jest możliwa dzięki głębokiej więzi afektywnej, która rodzi się
pomiędzy Blanką a Gringo, pełniącym rolę mistrza wtajemniczeń Blanki. Jednocześnie,
niezależnie od swojej roli czynnika zapoczątkowującego zmiany inicjacyjne bohaterki, w
powieści Serrano miłość nabiera także charakteru terapeutycznego, stając się formą pomocy
psychologicznej dla Gringo, ofiary dyktatury Pinocheta.
Słowa kluczowe: miłość, inicjacja, pamięć, dyktatura, społeczeństwo fallokratyczne, płeć.
165
Monika Brągiel1
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej
i Marty Podgórnik
1. Wstęp
Przedmiotem mojego zainteresowania jest miłość jako temat poezji
trzech znanych, cenionych, wyróżniających się wypracowanym stylem
i językiem współczesnych poetek: Julii Fiedorczuk, Marty Podgórnik
i Justyny Bargielskiej. W próbie namysłu nad charakterem zjawiska oraz
sposobami jego przedstawiania, z konieczności skrótowej, ograniczonej do
reprezentatywnych przykładów, chciałabym skupić się przede wszystkim
na trzech problemowych polach. Po pierwsze – będzie mnie zajmowała
kwestia kreowania wiersza jako przestrzeni mówienia o miłości, a więc
o byciu w relacji miłosnej, warunkach tego bycia lub jego niemożliwości.
Po drugie – skupię się na świadomości pragnienia i utraty wpisanych
w zdarzenie miłości, a następnie rozważę możliwości przemiany sposobów
mówienia o kochającej / kochanej kobiecie w poezji w realiach
ponowoczesnego świata. Wymienione pola nie stanowią odrębnych
wariantów opisu miłości we współczesnych wierszach, ale wzajemnie się
dopełniają, tworząc przekrojowy obraz zagadnienia.
2. Miłosne relacje – zmysły i to, co nieuchwytne
Włodzimierz Bolecki we wstępie do antologii Snuć miłość… Polska
poezja miłosna XV-XX w., napisał:
„mimo zmian, jakie literatura zawdzięcza rewolucji obyczajowej,
uczuciowej i językowej romantyków i modernistów, a potem pisarzy
z okresu II Rzeczypospolitej i autorów powojennych, nietrudno spostrzec,
że – jak w żadnej chyba dziedzinie słowa – jest obszarem zdumiewającej
niezmienności. Mówiąc najkrócej: w jakikolwiek sposób poeci piszą
o miłości, zawsze przecież wiemy, o czym piszą”2.
To stwierdzenie badacza oddaje podstawową właściwość odczytywania
poezji traktującej o miłości – bezproblemowe w większości przyporząd1
[email protected], Wydział Polonistyki, Uniwersytet Jagielloński.
W. Bolecki, O miłości najkrócej (Wstęp), [w:] Snuć miłość… Polska poezja miłosna XV-XX w.
Antologia, red. W. Bolecki, Warszawa 1999, s. 7.
2
166
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
kowanie określonych wątków i motywów do funkcji liryki. Trudno się nie
zgodzić z myślą, że problemy oscylujące wokół tematu miłości znane są od
wieków, a zatem ich rozpoznanie nie nastręcza większych trudności.
Wybrane autorki, których wiersze będę analizować, dają nam jednak
wgląd w sytuację języka i sposobu postrzegania miłości, jako zjawiska
zmysłowego i uczuciowego czy też duchowego, w czasach współczesnych.
W poetyckim uniwersum Julii Fiedorczuk3 rzeczywistość zmysłowa
staje się dzięki uczuciom przestrzenią umożliwiającą zawiązywanie relacji
dopełniających indywidualne doświadczanie świata. Jednostkowość
kobiecego podmiotu tych wierszy odbija się we fragmentarycznych
obrazach widzianego, ciągle poszukując ram dla sytuacji komunikacyjnej,
w której odnaleźć można obecność innego. Istotne jest w tym kontekście
zwrócenie uwagi na sposób postrzegania tego, co cielesne, i tego, co zdaje
się wychodzić poza sferę zmysłowości w konstruowaniu przestrzeni
miłosnego związku. Maurice Merleau-Ponty pisał: „efektywne ciało, które
zwę moim, czuwające w ciszy pod moimi słowami i poczynaniami”4. Takie
określenie ciała pozwala dostrzegać w nim potencjał poznawczy. Ludzka
świadomość posiadania ciała i odczuwania go jako własnego pozwala
wszakże wchodzić w relacje, „widzi ono siebie jako coś, co widzi, dotyka
siebie jako coś, co dotyka, jest dla siebie samego widzialne i wyczuwalne”5.
W wierszu Kochankowie na niebieskim tle relacja dwojga ludzi
współistnieje z warunkami otaczającej ich rzeczywistości. Opis przestrzeni
uwzględnia jej rozległość, choć nie występują tu żadne określenia
pozwalające identyfikować ją z konkretnym miejscem. Można
przypuszczać, że cała sytuacja ma znaczenie metaforyczne, gdy pada
pytanie: „I skąd tam oni? Nad dachami, nad głowami drzew? / Ponad
umorusaną wykładziną z chmur?” Owo uniesienie wyrażające stan
zakochania zostaje za chwilę skojarzone z ziemią przez wzgląd na
cielesność bohaterów. Spoglądają w stronę rzeczywistości niematerialnej,
gdzieś „w górę”, będąc fizycznie tuż obok siebie, ze sobą, razem, pojmując
życie jako stopniowe wznoszenie się ponad materialną postać:
„Bliscy ziemi, spoglądamy w górę.
Bezmiar ma na policzku biały opatrunek.
Skoro musimy zniknąć, to we dwoje:
3
Cytowane przeze mnie fragmenty utworów Julii Fiedorczuk pochodzą z następujących wydań:
Planeta rzeczy zagubionych (PRZ), Biuro Literackie, Wrocław 2006; Tlen (Tl), Biuro Literackie,
Wrocław 2009; Tuż – tuż (TT), Biuro Literackie, Wrocław 2012. W nawiasie podaję skróty
i tytuły wierszy.
4
M. Merleau-Ponty, Oko i umysł. Szkice o malarstwie, przeł. S. Cichowicz, Słowo/obraz
terytoria, Gdańsk 1996, s. 18.
5
Tamże, s. 22.
167
Monika Brągiel
pustka przy pustce, jedna para skrzydeł.
I nura: niebo, morze, piach
cała wyspa kwiatów”
(Kochankowie na niebieskim tle, PRZ)
Innym aspektem przedstawianej relacji jest nałożenie na postaci
zakochanych filtru estetycznego i etycznego. Max Scheler za istotę miłości
uznaje „rozbudowujące i budujące działanie w świecie i przekraczające
świat”6. W świecie poetyckim budowanym przez Fiedorczuk istnieje
wyraźna tęsknota do takiego stanu, bowiem podmiot tych wierszy
niejednokrotnie prezentuje się jako dążący do przekraczania granic
rozumienia, granic bycia „tu i teraz”. Jednocześnie należy podkreślić, że
pragnienie przekroczenia nie jest pragnieniem naiwnym. W utwory
wpisana jest świadomość zakorzenienia w trudnej do uchwycenia prawdzie
miłości, to znaczy w obecności drugiego człowieka i odpowiedzialności za
zachodzące między dwojgiem ludzi zdarzenia, określające ich
podmiotowość i współzależność. Cytując za Charlesem Taylorem – ludzka
potrzeba posiadania tożsamości „skupia się na owej podstawowej
właściwości ludzkiego podmiotu polegającej na tym, że nie potrafimy
poradzić sobie bez jakiejś orientacji wobec dobra; że to, kim jesteśmy, jest
zasadniczo określone przez stanowisko, jakie zajmujemy w tej kwestii”7.
Jeśli spojrzeć na sytuację z wiersza jako na ustanawianie się wobec
ukochanego, można zauważyć unaoczniany przez poetkę stosunek do
obecności drugiego jako warunku, może dobrego, a nawet doskonałego,
bycia w świecie:
„niektóre rzeczy są do grobowej deski.
jednak to nie zależy od rzeczy, tylko od planów przypadku.
podobno gdybyśmy żyli wystarczająco długo,
nie tylko Ciebie, ale nawet tej nieśmiertelnej rozpaczy
na myśl, że – jasne – zapomnę. rzecz może w tym,
że ani “albo”, ani “i”; co zawsze, to nie my,
tylko papieros w czyjejś dłoni zobaczony tak,
że rozstąpiły się sezony, przeszło światło?”
(grafik, TT)
6
Cyt. za: M. Grabowski, O miłości, Wyd. UMK, Toruń 1998, s. 25.
Ch. Taylor, Tożsamość i dobro, przeł. A. Lipszyc, [w:] Tenże, Źródła podmiotowości.
Narodziny tożsamości nowoczesnej, oprac. T. Gadacz, wstęp A. Bielik-Robson, Wydawnictwo
PWN, Warszawa 2001, s. 64.
7
168
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
W ujęciu Ludwiga Feuerbacha „zmysłowość to rzeczywistość […],
zmysłowość to doskonałość”8. Poetyckie obrazy i związane z nimi sensy
układające się w historie miłosne tworzą wrażenie pełni, całości osiągniętej
po okresie oczekiwania. W wierszach o miłości przewijających się przez
utwory innych interesujących mnie w tym artykule poetek można wyróżnić
kilka możliwości opisu tego aspektu relacji miłosnej. O ile w utworach
Fiedorczuk wiąże się ona z próbą całościowego ujęcia, prowadzącego do
uczuciowej pełni, o tyle u innych nie jest to trop właściwy. Aby relacja była
możliwa, konieczna jest jednak pełna afirmacja lirycznego „ty” prowadząca
do stanu, w którym rozgrywa się już „jedność istot”, wspólnota zmysłowa
i ponadzmysłowa. „Jestem tylko w kimś innym – pisze Feuerbach – z kimś
innym, dla kogoś innego”9. Bez względu na warunki, człowiek kochający
wszakże „spala jak zapałkę swą jałową, suchą jaźń i egoizm w ogniu
miłości”10. Jeśli jednak z jakiegoś powodu występują zakłócenia, podmiot
miłości może chcieć się bronić przed ponownym rozczarowaniem.
W poezji Bargielskiej11 miłość nie jest doświadczeniem transcendentalnym czy metafizycznym. Jeśli się pojawia, jest zwykle procesem
wpisanym w codzienność, wydarzeniem stającym się faktem w zwyczajnych sytuacjach. Poetka stara się w swojej twórczości ukazywać różne
strony cielesnych i emocjonalnych związków, a także umieszczać je
„w różnorodnych uwikłaniach: macierzyństwa, seksualności, śmierci”12.
Specyficzna relacja ma związek z byciem obok / byciem z – niekoniecznie
lub nie zawsze ukochanym – ale z dzieckiem lub towarzyszem drogi.
„[…] Jakiego szukasz potwierdzenia, miłości?
Takiego szukam potwierdzenia, dziewczynko.
Że bierzesz ten autobus razem z tamtą w czapce,
z tą na biało, z tym dzieckiem i z drzewem irysowym”.
(Irysowe drzewo, DF)
8
L. A. Feuerbach, Przeciwko dualizmowi duszy i ciała, ducha i materii, [w:] Tenże, Wybór pism,
t. 2, przeł. K. Krzemieniowa, M. Skwieciński, PWN, Warszawa 1998, s. 346-347.
9
Tenże, Myśli o śmierci i nieśmiertelności, [w:] Tenże, Wybór pism, t. 1, przeł. K. Krzemieniowa,
M. Skwieciński, PWN, Warszawa 1988, s. 159.
10
Tamże.
11
Cytowane przeze mnie fragmenty utworów Justyny Bargielskiej pochodzą z następujących
wydań: Dating session (DS), Zielona Sowa, Kraków 2003; Dwa fiaty (DF), WBPiCAK, Poznań
2009; Bach for my baby (BB), Biuro Literackie, Wrocław 2013. W nawiasie podaję skróty
i tytuły wierszy.
12
A. Kałuża, Czy kobiety muszą mieć ciała? Poetka jako materializacja męskiej fantazji (Justyna
Bargielska), [w:] Taż, Pod grą. Jak dziś znaczą wiersze, poetki i poeci, Universitas, Kraków 2015, s. 95.
169
Monika Brągiel
Bargielska posługuje się kreacją sytuacji lirycznej, która opiera się na
dialogu. Co interesujące, jest to fingowana rozmowa między kobietą
a „miłością”, z której – można wnioskować – wynika stosunek mówiącej
do przedstawianych wydarzeń. „Szukanie potwierdzenia” odnosi się do
postawy kobiety, która – jeśli kocha – akceptuje warunki stworzone przez
miłosne (oraz kulturowe) ramy i przeżywa w nich kolejne doświadczenia.
Nawet jeśli zdarzają się momenty zwątpienia, wraca do tego, co jest dla
niej wartością, jak w wierszu Co było złote:
„ale potem wstałam, odeszłam i postanowiłam
cię kochać, a także napisać o tym wiersz tak dyskretnie
rymowany, że tylko ty usłyszysz
tę melodię. I co było szare, stało się złote”
(Co było złote, BB)
Często jednak temat ten wiąże się u poetki z doświadczeniem
niepewności, rozczarowania, przymusu lub zmienności. Bargielska ukazuje
bohaterki swoich wierszy w sytuacjach, w których muszą się one mierzyć
z własnymi emocjami czy obawami. Sprawdza ich wytrzymałość
i umiejętność radzenia sobie z najtrudniejszymi problemami, takimi jak
rozstanie, utrata czy poczucie bycia niekochaną. Wszystko to ma na celu
przygotowanie na nieszczęście czy niepowodzenie, których podmiot
wierszy się spodziewa. Poddając bohaterki próbom na przestrzeni wiersza,
autorka Bach for my baby odwołuje się zarówno do sfery zmysłowej, jak
i duchowej czy uczuciowej, dzięki czemu stajemy się świadkami zmagań
postaci doświadczających skrajnych nieraz stanów, lecz zawsze
świadomych swojej sytuacji.
Jak twierdzi Merleau-Ponty, „Być świadomością, a raczej być doświadczeniem, to komunikować się wewnętrznie ze światem, z ciałem i z innymi,
to być z nimi, a nie obok nich”13.Tymczasem brak komunikacji oznacza
nieuchronny koniec relacji, a więc i zmianę stosunku do zmysłowej
reprezentacji innego człowieka. W twórczości Bargielskiej obecność
drugiej osoby, często mężczyzny, jest problematyczna, bowiem nawet
fizyczna bliskość nie stanowi gwarantu trwania związku. W wierszu Na
śmierć gołębia ciało kochanego mężczyzny staje się pretekstem do
mówienia o niepewności i niespełnieniu przewidywanym przez podmiot.
Brak więzi mogących dawać poczucie spełnienia prowadzi do poetyckiego
13
M. Merleau-Ponty, Fenomenologia percepcji, przeł. M. Kowalska, J. Migasiński, Aletheia,
Warszawa 2001, s. 115.
170
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
spojrzenia na teraźniejszą sytuację jako zapowiedź odejścia, czy nawet
śmierci:
„i gdy chodzi o obecność twojego ciała przy moim,
mówią mi, że ono zazwyczaj będzie nieobecne.
Najpierw trochę i przy mnie, potem całkiem i wszędzie.”
(Na śmierć gołębia, BB)
Miłość, jak zauważył Roland Barthes, uchyla się przed definicjami.
Pomiędzy bohaterami istnieje więź, jednak już teraz przewiduje się jej
zerwanie. Niejednokrotnie wydarza się sytuacja inna, w której bycie
kochającą daje poczucie pełni, przynajmniej w momencie zapisu.
Krytyczka literacka Anna Kałuża, pisząca m.in. o ucieleśniającej lekturze
wierszy Bargielskiej, zauważyła, że łączy je „pragnienie miłosnej relacji
z językiem, zmysłowe nacechowanie znaku”14. Dzięki niemu realizuje się
romansowa poetyka, w której ciało i zmysły odgrywają ważną rolę.
Według Moniki Glosovitz twórczość poetycka Bargielskiej „prezentuje
kobiecy podmiot jako »afektowany i afektujący«, mierzący się
z językowym widmem owych doznań, rozprawiający się na marginesie
tych zmagań ze skostniałymi w literaturze i sztuce ikonami kobiecości”15.
Wizja miłości, jaka wyłania się z poezji Marty Podgórnik16, jest
natomiast wizją nieustannie negocjowaną – tak przez bohaterki wierszy, jak
przez ich język. Poetka wychodzi od modelu miłości romantycznej, by
wskazać jej słabe strony. Zestawiając ze sobą duchowe i materialne aspekty
miłosnych przygód, manifestuje niewiarę w metafizyczne aspekty
doświadczeń. W jednym z wierszy czytamy:
„Jej serce pęka na każdym zakręcie.
każde przyjęcie zmienia się w harmider
rozczarowania.
o co cały ten hałas?”
(Latynoskie odcinki, RS)
14
A. Kałuża, Antyelementarz: „China shipping” Justyny Bargielskiej, [w:] Taż, Bumerang.
Szkice o polskiej poezji przełomu XX i XXI wieku, Biuro Literackie, Wrocław 2010, s. 178.
15
M. Glosovitz, Niemożliwe światy Justyny Bargielskiej. Lektura afektywna, „Śląskie Studia
Polonistyczne” 2014, nr 1 / 2 (5), s. 178.
16
Cytowane przeze mnie fragmenty utworów Marty Podgórnik pochodzą z następujących
wydań: Paradiso (P), Biuro Literackie, Wrocław 2000; Dwa do jeden (DJ), Biuro Literackie,
Wrocław 2006; Rezydencja surykatek (RS), Biuro Literackie, Wrocław 2011; Nic o mnie nie
wiesz (NNW), Biuro Literackie, Wrocław 2012. W nawiasie podaję skróty i tytuły wierszy.
171
Monika Brągiel
Jak pisze Monika Glosovitz17, porzucenie oswojonej retoryki miłosnej
w poezji Podgórnik otwiera możliwość opowieści o zmysłowym
spełnieniu. Pożądanie oraz jego związki ze sposobem postrzegania relacji
przez mówiącą w wierszach kobietę stają się pretekstem do snucia
opowieści o niepowodzeniach i wątpliwych chwilach szczęścia
w międzyludzkich związkach o charakterze erotycznym czy też miłosnym.
W utworze Chelsea Hotel no. 5 podmiotem jest jednak mężczyzna, który
zwraca się do kobiety, przywołując łączącą ich przeszłość. Relacja, o której
mówi mężczyzna, staje się w jego wspomnieniach cielesną przygodą
oderwaną od jakichkolwiek miłosnych uniesień:
„Kiedy wspominam Cię, widzę tani hotel
Pyskowałaś tak pięknie i słodko
W wymiętej pościeli kochaliśmy się
A taksówki czekały pod pocztą
I nie było sprawy, trzymaliśmy twarz
Pieniądze i sławy i seks
Miłości w zabawy nie włączał nikt z nas”
(Chelsea Hotel no. 5, RS)
Obrazy nawiązujące do scen o charakterze miłosnym mają w tekstach
Podgórnik negatywny potencjał znaczeniowy. Cielesność postrzegana jest
w swojej materialnej postaci jako element gry między partnerami. Brak
ponadzmysłowych, duchowych pragnień przesądza o fałszywości
miłosnych konotacji. Takie definiowanie miłości przez poetkę, oddające
głównie sytuację nieudanego przebiegu relacji miłości, jest głównym
budulcem osi lirycznej sytuacji. Podmiot mówi: „Jak w piosenkach miłość
musi być słodka i bolesna” (stacja docelowa, P). Ciało jako ważna figura
w wierszach jawi się natomiast jako materialny aspekt relacji, jest „po to,
by go używać, jest może jedyną kartą przetargową (do czasu, co gorzko
stwierdza bohaterka), a więc ciało i wiersze – te dwa atrybuty, coś, czym
można się potargować, czym można zagrać”18. Ostatecznie jednak miłość
nie będzie miała szansy na realizację; uczucia i wyobrażenia będą musiały
zmienić się w niepowodzenia, gorzkie refleksje. Stąd obecne w wierszu
„zalecenia”:
17
M. Glosowitz, „Struktura małego systemu”. O miłości w poezji Marty Podgórnik,
http://wakat.sdk.pl/struktura-malego-systemu-o-milosci-w-poezji-marty-podgornik/.
[dostęp:
12.04.2016]
18
A. Wolny-Hamkało, Miłość poszła sobie w pizdu, http://www.dwutygodnik.com/artykul/2072mlodosc-poszla-sobie-w-pizdu.html. [dostęp: 15.04.2016]
172
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
„i utocz z tej miłości coś na kształt monety
ilekroć przyjdzie będziesz ją wydawał
[…]
wydawaj ciało, które jest naczyniem smutku
i które jest bez woli i nie zna zmęczenia
a każdy jego grzech jest emanacją smutku
i słowa tego wiersza podyktował smutek”
(reflektarz, P)
3. Między pragnieniem a utratą
Jakub Winiarski w recenzji tomu Planeta rzeczy zagubionych Julii
Fiedorczuk zastanawiał się, czy nie potraktować książki przede wszystkim
jako zbioru wierszy miłosnych „lub o miłości w przeważającej mierze
mówiących. […] mamy tu z jednej strony opisy miłości, opisy radości
miłosnego posiadania, a z drugiej liczne opisy tracenia, obrazy olchodzenia, wykańczania się nietrwałych uczuć”19. Tę właściwość wierszy
o miłości Julii Fiedorczuk chciałabym podkreślić, jako że związane z nią
doświadczenie wyczerpywania się czy też utraty miłości bądź obiektu
obdarzanego uczuciem determinuje kształt wielu wierszy z różnych
zbiorów. Podmiot bardzo często sytuuje się między stanem bycia w relacji
z innym człowiekiem a wyobrażeniem lub projekcją braku. Dla Rolanda
Barthesa „miłosna nieobecność ma jeden zaledwie kierunek i może być
wypowiedziana tylko od strony tego, kto pozostaje”20. W vilanelli Echo
czytamy na przykład: „Ponieważ znika się z niedoboru miłości / ciało ulega
atrofii, śmierć wchodzi w duszę / i nie ma mowy o nagości. // W słowach
nie ma już ani kropli wolności” (Echo, PRZ). Podmiot w melancholijnym
dyskursie otwiera się na nieobecność, jednocześnie rejestrując związane
z nią procesy ubywania i zanikania. Cały wiersz staje się próbą oddania
owych procesów; próbą, podczas której mówiąca kobieta kształtuje obraz
miłosnej niemożności spełnienia.
„Historycznie rzecz ujmując – pisze Barthes – dyskurs nieobecności
należy do Kobiety [...]. To ona nadaje nieobecności formę, czyni z niej
opowieść, gdyż ma na to czas: tka i śpiewa”.21 W takiej sytuacji w wierszu
ciało nie skrywa już sekretu ani wiadomości dla drugiego. Nieobecność
może natomiast stać się pretekstem do podjęcia próby wyrażenia
pragnienia, jak w poniższym fragmencie:
19
J. Winiarski, Sen ogniem podszyty, baśń podszyta ciałem (Julia Fiedorczuk, „Planeta rzeczy
zagubionych”, http://www.literaturajestsexy.pl/sen-ogniem-podszyty-basn-podszyta-cialem-juliafiedorczuk-planeta-rzeczy-zagubionych/. [dostęp: 16. 04.2016]
20
R. Barthes, dz. cyt., s. 53.
21
Tamże, s. 54.
173
Monika Brągiel
„Ponieważ płakać za tobą, za tobą,
to nie do zniesienia! Poniekąd żywi
może się jeszcze spotkamy,
w rzeczach
obliczam szanse na nagość.
Błąd w pożądaniu: nie ma cię tam, gdzie cię widzę.
Biorę ze sobą twój cień.
I rozpuszczamy się w krajobrazie pojemnym jak morze,
gościnnym jak wiersz.”
(A delikatna rozpacz lgnie do małych rzeczy, PRZ)
Miłosne uniesienia wydają się ułudą, jednak język wiersza usiłuje
zachować ślady bycia. W innym utworze spotykamy się z subtelną prośbą,
wyrazem potrzeby bliskości łączonej ze świadomością własnej
skończoności:
„Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało języka
i dnia. Proszę, wyciągnij dłonie.
Dotknę cię lekko jak czas.
Kimkolwiek jesteś podaj mi swoje ciało nocy.
Zliżę sól z twoich chłodnych powiek.(…)”
(*** Droga. Wyjście, Tl)
Z innego rodzaju przestrzenią wytwarzaną przez związki miłosnego
pragnienia i świadomości utraty mamy do czynienia w twórczości
Podgórnik. Przez wiersze tej autorki przewija się głównie nieszczęśliwa
historia miłosna. Pojawia się wówczas m.in. figura królowej poezji,
nieszczęśliwej kochanki, porzucanej i porzucającej. Pisze Podgórnik:
„Miłość, jedynie miłość może nas rozerwać” (Telefon na drugiej linii,
NNW) albo: „Nie oddałaś mu na tamtej pierwszej randce / Ani serca, ani
ciała, nic a nic / I myślałaś na przystanku wczesnym rankiem / O kimś
innym, i o innych déja vu” (Ragazza, RS). Samo pragnienie zostaje
zdyskredytowane, jako że jego realizacja może być tylko częściowa lub
spreparowana. Zawsze, jak się wydaje, miłosna przygoda musi też
zakończyć się gorzkim rozczarowaniem.
Miłość tymczasem, jak uważa François Chirpaz, „pragnie skierować się
ku istocie ponad jej ciałem, ponad jej cielesną konsystencją, jakby była ona
174
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
czymś mało znaczącym”22. W wierszach Julii Fiedorczuk była to sytuacja,
w której to, co cielesne i zmysłowe stanowiło punkt wyjścia dla refleksji
o niematerialnych aspektach uczucia. W utworach Marty Podgórnik
w historię o miłości i jej doświadczeniach wpisane zostaje przeczucie
koniecznej klęski. Jej poezja dysponuje rezerwuarem gestów, które Anna
Kałuża określa jako „stały zestaw emocji (rozczarowanie, smutek,
rozgoryczenie tzw. doświadczonej kobiety)”23. Karol Maliszewski pisze
natomiast o rozgrywaniu sensów ograniczających podmiot, przyjmujących
formę kilku „podręcznych wartości typu: małżeństwo, rodzina, «biały
domek», stały związek”24 i ukazywaniu ich nieprzystawalności do życia
lirycznej bohaterki.
Bohaterka znajduje za to język, którym wypowiada smutek, gorycz, ale
i ironiczną świadomość przekształcającą wizję miłości szczęśliwej
w przygodę, której rychłego końca trzeba się spodziewać:
„z ukochanymi pięknie i pod mostem jest coś
więcej w słowach których nie rozumiemy
a wypowiadamy w odpowiednich momentach
więcej niż sami chcielibyśmy słyszeć
w nieodpowiednich momentach gdy nie jest
tak jak myślisz i nie jest jak na to wygląda
i wszystko ci wytłumaczę a przecież wiadomo
jak to bywa między nami a ukochanymi
co nie lubią być wierni ani prawdomówni
zostawiając to szeregom miśków i kociaków
z którymi nie zadajemy się nawet przez moment
a ci ze swoich powodów nie pchają się do nas”
(fleksja, DM)
„Ponowoczesność wymaga od nas posługiwania się myśleniem
zmysłowym, czyli fundowania doświadczenia na syntezie wykluczających
się do tej pory doświadczeń – racjonalności i odczuwania. Paradoksalność
tej sytuacji polega na tym, że rozum już nie porządkuje i nie selekcjonuje
22
F. Chirpaz, Ciało, przeł. J. Margasiński, Warszawa 1998, s. 57.
A. Kałuża, Seks odczarowany: „Długi maj” Marty Podgórnik, [w:] Taż, Bumerang. Szkice
o polskiej poezji przełomu XX i XXI wieku, Wrocław 2010, s. 129.
24
K. Maliszewski, Pierwsze zgrzyty w raju, [w:] Tenże, Rozproszone głosy. Notatki krytyka.
Warszawa 2006, s. 263.
23
175
Monika Brągiel
wrażeń zmysłowych. On ma być w nich zawarty.”25 – pisze Wojciech
Klimczyk w książce Erotyzm ponowoczesny. Wariant utraty, miłości
wpisanej w proces tracenia przejawia się także w wierszach Justyny
Bargielskiej. U niej język, mowa, także pismo – stanowią przestrzeń
znaków, komunikującą o niemożności i pragnieniu. W wierszach daje się
zauważyć takie spojrzenie na miłosne relacje, które w procesie obserwacji
i kolekcjonowania emocjonalnych oraz cielesnych doświadczeń meandruje
pomiędzy podmiotowym ujęciem sytuacji a przyjmowaniem lub
oddawaniem charakteru bytu obiektu pożądania.
Warto w tym momencie powtórzyć za Baumanem: ,,Mamy solidne
podstawy, żeby uznawać miłość, a zwłaszcza «bycie zakochanym», za stan
– niemal ze swej istoty – powracający, możliwy do powtórzenia, a nawet
domagający się prób ponowienia”26. Co więcej, zgodnie z diagnozami
współczesnych filozofów, większość doświadczeń dostępnych dziś
człowie-kowi to doświadczenia zapośredniczone. W związku z tym
pojawia się konieczność odnalezienia i określenia się jednostek w warunkach rzeczywistości tworzonych przez efekt kolażu, przesył, będący
nierzadko trudną do odszyfrowania plątaniną znaków27. Doświadczenie
miłości ma w tym przypadku szczególne znaczenie: ze względu na
przypisywaną mu wartość, jak i specyficzne uczucia i relacje, które
powstają w jego ramach. Wiersze Bargielskiej wskazują często na wielość
emocjonalnych relacji, spośród których można wybrać te związane
z zakochaniem, zauroczeniem czy pewnymi formami miłości. Pragnienie
realizacji na tym właśnie poziomie wiedzie bohaterkę przez różne ścieżki.
Najpewniejszą jednak okazuje się ta, na której spotyka przeszkody, jak
w wierszu będącym listem do kochanka:
„[…] Twoje maile
to nie maile, to pieszczoty, dzisiaj pójdę spać z tobą,
mówi mi mail. Nie, mailu, dzisiaj pójdziesz spać z żoną,
a ja pójdę spać z mężem. Niemniej nie dalej niż jutro
planuję pozbyć się ze świata wszystkich naczyń,
do picia, do sikania, przechowywania prochów bliskich,
zbierania krwi naszego Zbawiciela, i będę ostatnim
naczyniem na świecie. I, umówmy się,
ja i krew Zbawiciela, tylko my dwie wiemy,
czym jest tęsknota.”
(Pies ci je kapelusz, BB)
25
W. Klimczyk, Erotyzm ponowoczesny, Kraków 2008, s. 64.
Z. Bauman, Razem, osobno, Kraków 2003, s. 13.
27
Zob. A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość: ,,Ja” i społeczeństwo w epoce późnej
nowoczesności, Warszawa 2010, s. 44-45.
26
176
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
4. Przemiany i gry
Epoka ponowoczesna czy też tzw. późna nowoczesność obfituje w wydarzenia i prądy myślowe prowadzące do przewartościowania miłości
i sposobów jej rozumienia oraz reprezentowania w tekstach kultury. W poezji
jest to o tyle interesujące, że angażuje zarówno pole problemowe, jak
i językowe, bowiem każdy sposób ujmowania i rozumienia jakiegoś aspektu
miłości może być oddany w indywidualnie wypracowanym stylu, prezentującym stosunek do tradycji i samego tematu. W ujęciu Zygmunta Baumana
ponowoczesność skupia się na doznawaniu wrażeń i kolekcjonowaniu ich
przez podmiotowo traktowaną jednostkę, zachęca do podążania za bodźcami
dającymi rozkosz28. W wierszach Fiedorczuk, Podgórnik i Bargielskiej można
odnaleźć tropy sugerujące włączanie się w proces odczytywania i oceny
zjawiska, w którym ważną rolę odgrywa komentarz i próba rozegrania
dostrzeżonego aspektu miłosnej relacji.
Wiersze Bargielskiej cechuje często ironiczne spojrzenie na postać kobiety
kochającej, ale także gorzka świadomość niemożności bycia „naiwnie”
kochającą. Bohaterka bywa nadświadoma, gdy chodzi o rozpoznawanie ram
językowego spektaklu, jakim może być relacja nazywana miłosną. W utworze
40 czarnych książek czytamy:
„Zgodziliśmy się co do tego, że powinniśmy ze sobą mieszkać,
ale nie, że powinniśmy zamieszkać razem. Język
uratował nas przed życiem, inni kochankowie
nie mają tyle szczęścia. Teraz każde z nas może napisać
czterdziestą pierwszą czarną książkę
składającą się z tysiąca powtórzeń […]”
(40 czarnych książek, BB)
Kreowana na przestrzeni wiersza scena początków romansu, czy też
jego możliwości, okazuje się zdarzeniem językowym, skazanym na niepowodzenie: „Język / uratował nas przed życiem, inni kochankowie nie mają
tyle szczęścia”. Ironia zakrywa tutaj – a przynajmniej powinna zakrywać w
zamierzeniu mówiącej – świadomość porażki. Bohaterowie: on i ona mogą
zakładać maski kochanków, grać w miłość, jednak będzie się to działo
tylko pozornie. Będą bowiem jednocześnie widzami spektaklu, który sami
odegrają. Warto tu także zauważyć, że figura kochanka wyłania się i znika
dzięki językowi. W rezultacie – pisze Piotr Śliwiński – kochająca kobieta
28
Zob. Z. Bauman, O ponowoczesnych pożytkach z seksu, „Studia Socjologiczne”, 4 (1997),
PAN Komitet Socjologii, Instytut Filozofii i Socjologii, s. 87-89.
177
Monika Brągiel
„oddaje się słowom, nie temu drugiemu”29. Bargielska w scenach
romansowych czy zdarzeniach o charakterze miłosnym pokazuje, jak język
potrafi zniekształcać relacje. Co ważne, prezentuje kobiecy punkt widzenia,
podkreśla go, ale nie popada w czułostkowość.
W tekście zatytułowanym Randka, odwołującym się do specyficznej
formy spotkania dwojga ludzi, jego emocjonalny i wartościujący wymiar
zostaje sprowadzony do poziomu pozbawionego większego znaczenia
pojawienia się wspólnie w jakimś miejscu:
„Widziano mnie z mężczyzną w hali wolnego lotu
(boskie ary paskudzą jak gołębie z blachy,
którymi miasto zakrywa dziury do Gdzie Indziej).
Miał w oczach bella donnę, ale potem przejrzał
na wylot wiśniową lukrowaną torebkę,
i tak/nie/nie wiem, akcesoria miss autobusu.
Rzekł: obiecanko cacanko, małżu, co kryje
niebieski koralik. Czyli inne torebki
lepiej mu błyszczały. To poszłam do domu,
z cichym dzwonieniem kot jadł suchą karmę. […]”
(Randka, DS)
Georges Bataille trafnie spostrzegł, iż „tym, co potępiamy w miłości,
jest nasza niemoc, nigdy zaś otwierana przez nią perspektywa możliwego”30. Mówiąc o poezji Fiedorczuk, otwartej na tę perspektywę, trzeba
podkreślić, że świadomość skończoności może być złagodzona przez zgodę
na możliwe doświadczenia, jak chociażby w takich wersach:
„[…] teraz tylko żyjmy potem się zobaczy
w tej wersji idę do ciebie przez miasto
szarość pełna mokrych świateł ja je tobie niosę
kuleczki ze srebra […]
mój miły jest mój a ja jestem jego
mamy psa lodówkę plazmę oraz buddę
miłość jest higieniczna dla zdrowia
i długowieczności”
(Wiersz, Tl)
29
P. Śliwiński, Trzecia finalistka Nike: Justyna Bargielska i jej „Bach for my baby”,
http://wyborcza.pl/1,76842,14582457,Trzecia_finalistka_Nike__Justyna_Bargielska_i_jej.html?d
isableRedirects=true#ixzz47gPMdXFn. [dostęp: 16.04.2016]
30
G. Bataille, Historia erotyzmu, przeł. I. Kania, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2008, s. 217.
178
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
Literackie figury jednostkowego doświadczania i wyrażania świata
przez podmiot, który kocha lub doznaje miłosnego zawodu, wymagają
zastanowienia nad różnymi aspektami tekstowej sytuacji. Te z kolei pozostają otwarte na doznania „ja” i płynące z zewnątrz bodźce. W słynnej
Historii erotyzmu Bataille pokazuje, jak trudno dochować wierności, „gdyż
związek jest stabilny zawsze tylko pozornie” 31. Oparty na odradzającym
się pożądaniu erotyzm może być czymś stałym, w miłości oczekuje się za
to na pragnienie wzajemności. Czy będzie ono spełnione, czy też nie,
bohaterka wiersza Fiedorczuk może pytać i mówić:
„znów o miłości? czy odnajdziesz
słodycz ironii w tych poważnych słowach?
[…]
czy odnajdziesz pokruszone szkło
w tej stercie dźwięków?
uważaj, mówię, żeby powiedzieć
“uważaj”. choć nie kocham go
bardziej, niż on kocha świat.”
(Serenada, TT)
Zastanawiające są refleksje pojawiające się w czasie lektury wierszy
Podgórnik, w których jednym z wątków lub tematem przewodnim jest jakiś
aspekt miłości zbliżającej nas do diagnozy, wedle której jesteśmy w takim
momencie rozwoju świata oraz dekonstrukcji pojęcia miłości, „kiedy
miłością nazywamy rozmaite doświadczenia, łącznie z ich przeciwieństwami”32. Zależności między estetycznymi i etycznymi formami zaangażowania w związek ujawniają się w wierszu, przynosząc informację
o stosunku mówiącej do tworzonego wspólnie układu. Świadomość bycia
częścią przedstawienia, jakim jest tutaj schadzka, przesądza o nieprawdziwości zdarzenia. Różnorodne figury podmiotowego doświadczania
miłości przez kobietę – ponieważ takie ujęcie dominuje w omawianych
wierszach – składają się na wieloznaczną opowieść o literackim, ale
i egzystencjalnym konstruowaniu i konceptualizowaniu uczucia.
„więc to tak: tylko ciężar uchodzi za miłość
i rodzi się struktura małego systemu
więc brak już łez i w końcu nie ma o czym pisać
dostrzegasz jak dalece pozostałeś z tyłu
31
32
Tamże.
A. Scola, G. Reale, Dialog o wartościach człowieka, przeł. E. I. Zieliński, Warszawa 1991, s. 99.
179
Monika Brągiel
lecz nagle ci wystarcza, podłożone słowa
pod twój najlepszy numer, który ci popsuli
i ciało w które wnika każdy i nikt go nie bierze
do końca bo do końca jest tylko muzyczka”
(Faceci i babki, NNW)
Bohaterka utworu Luxemburg i inne wiersze tak opowiada o swoim
doświadczeniu: „raz tylko byłam szczęśliwa w miłości ale źle się skończyło
/ tę porywającą skądinąd historię właśnie sprzedałam / gazecie kobiecej za
pierwsze przyzwoite honorarium” (luxemburg i inne wiersze, P).
Niejednokrotnie kpiąc z danych ról, poetka przedstawia obraz miłosnych
gier, nie wolnych też od mechanizmów ekonomicznych i społecznych.
Tego rodzaju zabiegi obecne w wierszach, będące wyrazem świadomości
człowieka odnośnie do warunków stwarzanych przez współczesność
i określone wzorce zachowań, stanowią asumpt do postawienia pytania
o to, czy w ogóle można dziś jeszcze w wierszu mówić o miłości? Skoro
sytuacje kojarzone z tą tematyką ukazywane są w konwencji ironicznej lub
parodystycznej, ich możliwość zostaje poddana w wątpliwość. Z drugiej
strony, miłość nie jest negowana jako uczucie niemożliwe, lecz rozpoznane
jako fałsz lub konieczna klęska przez mówiący podmiot.
5. Podsumowanie
Przyglądając się wierszom współczesnych polskich poetek, starałam się
ukazać różne warianty twórczego spojrzenia na miłość jako relację
międzyludzką, pretekst do tworzenia języka oddającego doświadczenie
oraz próbę przekształcenia lub odegrania i oceny danej postawy. Istotną
kwestią była dla mnie interpretacja wybranych wierszy oraz analiza
sposobu ich istnienia w kontekście kulturowych i literackich obrazów
przemian w sposobie pojmowania i przedstawiania miłosnej relacji. Samo
doświadczenie czy raczej doświadczanie jako proces albo zdarzenie bywa
w utworach problematyzowane w odniesieniu do możliwości przedstawienia pragnienia lub uczuciowego zawodu.
W kontekście próby namysłu nad problemem tego, czy i jak dziś
możliwe jest przedstawianie miłości w poezji, mogę stwierdzić, że
w światach poetyckich rozgrywa się ona na współgrających z warunkami
życia w ponowoczesnym świecie warunkach; co najważniejsze – rozgrywa
się właśnie – a więc istnieje pośród zdarzeń tak międzyludzkich, jak
społecznych i literackich. Jak zauważyła Monika Glosovitz: „Poetyckie
obrazy ściśle sprzężone z przemianami współczesnego podmiotu funkcjonują na trzech poziomach: reprodukują normatywne wizje kobiecości w jej
180
Miłość współcześnie – język i doświadczenie.
O poezji Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
relacji z otoczeniem, zaburzają je w krytycznym i często ironicznym
przeformułowaniu i/albo stają się postulatywnymi wariantami przemian”33.
Obrazy związane ze zmysłową stroną relacji współistnieją lub wyraźnie
rozmijają się z wychodzącymi poza tę sferę, choć czerpiącymi z niej,
wrażeniami emocjonalnymi, intelektualnymi.
Literatura podmiotu
Bargielska J., Dating session, Zielona Sowa, Kraków 2003.
Bargielska J., Dwa fiaty, WBPiCAK, Poznań 2009.
Bargielska J., Bach for my baby, Biuro Literackie, Wrocław 2013.
Fiedorczuk J., Planeta rzeczy zagubionych, Biuro Literackie, Wrocław 2006.
Fiedorczuk J., Tlen, Biuro Literackie, Wrocław 2009.
Fiedorczuk J., Tuż – tuż, Biuro Literackie, Wrocław 2012.
Podgórnik M., Paradiso, Biuro Literackie, Wrocław 2000.
Podgórnik M., Dwa do jeden, Biuro Literackie, Wrocław 2006.
Podgórnik M., Rezydencja surykatek, Biuro Literackie, Wrocław 2011.
Podgórnik M., Nic o mnie nie wiesz, Biuro Literackie, Wrocław 2012.
Literatura przedmiotu
R. Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego, przeł. M. Bieńczyk, wstęp M.P.
Markowski, Wydawnictwo KR, Warszawa 1999.
Bataille G., Historia erotyzmu, przeł. I. Kania, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa
2008.
Bauman Z., O ponowoczesnych pożytkach z seksu, „Studia Socjologiczne”, 4 (2007).
Bauman Z., Razem, osobno, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003.
F. Chirpaz, Ciało, przeł. J. Margasiński, Warszawa 1998.
Feuerbach L. A., Myśli o śmierci i nieśmiertelności, [w:] Tenże, Wybór pism, t. 1,
przeł. K. Krzemieniowa, M. Skwieciński, Warszawa 1988.
Feuerbach L. A., Przeciwko dualizmowi duszy i ciała, ducha i materii, [w:] Tenże,
Wybór pism, t. 2, przeł. K. Krzemieniowa, M. Skwieciński, Warszawa 1998.
Giddens A., Nowoczesność i tożsamość: ,,Ja” i społeczeństwo w epoce późnej
nowoczesności, PWN, Warszawa 2010.
Glosovitz M., Niemożliwe światy Justyny Bargielskiej. Lektura afektywna, „Śląskie
Studia Polonistyczne”, 2014, nr 1/2 (5), s. 178.
33
M.
Glosovitz,
Strategie
reprezentacji
w
najnowszej
poezji
kobiet,
http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=219&artykul=4820. [dostęp: 15.04.2016]
181
Monika Brągiel
Glosowitz M. „Struktura małego systemu”. O miłości w poezji Marty Podgórnik,
http://wakat.sdk.pl/struktura-malego-systemu-o-milosci-w-poezji-martypodgornik/.
Grabowski M., O miłości, Wyd. UMK, Toruń 1998.
Kałuża A., Antyelementarz: „China shipping” Justyny Bargielskiej, [w:] Taż,
Bumerang. Szkice o polskiej poezji przełomu XX i XXI wieku, Biuro Literackie,
Wrocław 2010.
Kałuża A., Czy kobiety muszą mieć ciała? Poetka jako materializacja męskiej
fantazji (Justyna Bargielska), [w:] Taż, Pod grą. Jak dziś znaczą wiersze, poetki
i poeci, Universitas, Kraków 2015.
Klimczyk W., Erotyzm ponowoczesny, Kraków 2008.
Luhmann N., Semantyka miłości. O kodowaniu intymności, przeł. J. Łoziński,
Scholar, Warszawa 2003.
Merleau-Ponty M., Fenomenologia percepcji, przeł. M. Kowalska, J. Migasiński,
Warszawa 2001.
Merleau-Ponty M., Oko i umysł. Szkice o malarstwie, przeł. S. Cichowicz, Gdańsk
1996.
Reale G., Scola A., Dialog o wartościach człowieka, przeł. E. I. Zieliński,
Warszawa 1991.
Śliwiński P., Trzecia finalistka Nike: Justyna Bargielska i jej „Bach for my baby”,
http://wyborcza.pl/1,76842,14582457,Trzecia_finalistka_Nike__Justyna_Bargielsk
a_i_jej.html?disableRedirects=true#ixzz47gPMdXFn.
Taylor Ch., Tożsamość i dobro, przeł. A. Lipszyc, [w:] Tenże, Źródła
podmiotowości. Narodziny tożsamości nowoczesnej, oprac. T. Gadacz, wstęp
A. Bielik-Robson, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2001.
Winiarski J., Sen ogniem podszyty, baśń podszyta ciałem (Julia Fiedorczuk,
„Planeta rzeczy zagubionych”, http://www.literaturajestsexy.pl/sen-ogniempodszyty-basn-podszyta-cialem-julia-fiedorczuk-planeta-rzeczy-zagubionych.
Wolny-Hamkało A., Miłość poszła sobie w pizdu,
http://www.dwutygodnik.com/artykul/2072-mlodosc-poszla-sobie-w-pizdu.html.
Miłość współcześnie – język i doświadczenie. O poezji Julii Fiedorczuk,
Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik
Streszczenie
Głównym tematem niniejszego artykułu jest miłość w poezji trzech współczesnych poetek:
Julii Fiedorczuk, Justyny Bargielskiej i Marty Podgórnik. Z uwagi na szeroki zakres
związanych z tematem problemów autorka skupia się na kwestii ujmowania w wierszach
doświadczenia miłości oraz wypracowywania języka służącego mówieniu o tymże
doświadczeniu. W celu ukazania sposobów przedstawiania zostały omówione takie kwestie,
jak obrazowe i zmysłowe warunki bycia w miłosnej relacji, powiązane z nimi możliwości
języka oddającego pragnienie i utratę jako wyznaczniki indywidualnego przeżywania
miłości oraz sposoby nawiązywania do znanych ujęć miłości, ich reprodukcje
i przewartościowania. Wszystko to w kontekście przemian zachodzących w epoce
ponowoczesnej oraz w sposobie postrzegania poezji pisanej przez obiekty i ukazywane
przez nie afektywne własności opisywanych stanów.
Słowa kluczowe: pragnienie, utrata, język, doświadczenie, ciało.
182
Beata Zielonka1
Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach
Niezgodna Veroniki Roth i Igrzyskach śmierci
Suzanne Collins
Miłość jest złożonym i wielowymiarowym uczuciem. Pytanie, czym tak
naprawdę jest, towarzyszy ludzkości od zawsze. Kalos kai agathos,
mówiące o dobru i pięknie, które razem tworzą doskonałą harmonię,
przyczyniają się do ukazania miłości idealnej. Reprezentują ją obie
bohaterki omawianych przeze mnie trylogii.
Za Pismem Świętym John Lee wyodrębnił trzy podstawowe typy
miłości: eros, ludus oraz storge, a także trzy typy wtórne: miłość
maniakalną, pragmatyczną i agape. Porównał je z paletą barw, w której
wszystkie kolory pochodzą od trzech podstawowych: czerwonego, żółtego
oraz niebieskiego2.
Lee uważał, że różne rodzaje miłości mieszają się ze sobą i chociaż
u jednej osoby dominuje zwykle jeden styl, ludzie doświadczają różnych
typów miłości. Badania sugerują, że kobiety są bardziej skłonne do
pragmatycznego, maniakalnego i storgeicznego kochania niż mężczyźni,
którzy z kolei często demonstrują styl erotyczny i ludyczny3.
1. Od miłości ludus do storge
Katniss Everdeen, narratorka i główna bohaterka trylogii Igrzyska
śmierci, jest szesnastoletnią niezależną dziewczyną, która zna się na
ziołolecznictwie i samotnie utrzymuje rodzinę po tragicznej śmierci ojca
w wypadku w kopalni4. Nauczyła się polować, gdyż jej matka zachorowała
na depresję i dziewczyna musiała przejąć obowiązki jedynego żywiciela
rodziny. Świadczy to o sile jej charakteru i podążaniu ścieżką wychowania
typową dla mężczyzny. Kulturowe wyobrażenie o kobietach jako uczuciowych, wrażliwych, łagodnych i delikatnych w naturalny sposób wyznacza
im prace w charakterze opiekuńczym, dlatego dziewczyna troszczy się
o swoją rodzinę i jest wobec niej bezgranicznie lojalna. Również tak
1
[email protected], Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej.
Zob. Turner J., Helms D., Rozwój człowieka, przeł. Lis S., Wydawnictwa Szkolne i Oświatowe,
Warszawa 1999, s. 418.
3
Zob. Tamże, s. 419.
4
Zob. Trzcińska I., Mit i narracja, „Przegląd Religioznawczy”, 1 (2013), s. 127-139.
2
183
Beata Zielonka
rozumie miłość – jako przywiązanie i poświęcenie dla swoich bliskich.
Świadczy choćby o tym fakt, że nie pozwoliła wziąć siostrze astrala, czyli
drobnej pomocy żywnościowej ze strony władzy w zamian za zdublowanie
nazwiska w losowaniu do igrzysk śmierci. Szanse wylosowania dziewczynki, której nazwisko miało być po raz pierwszy w kuli z tysiącami
losów, były bliskie zeru. Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu tak
właśnie się stało. Młoda i niewinna Prim nie umie walczyć, a fascynuje ją
leczenie oraz zajmują obowiązki domowe. Przypomina typową, zagubioną
i słabą kobietę, która bez pomocy mężczyzny nie ma szans na przeżycie
w konfrontacji z silniejszymi i bardziej doświadczonymi zawodnikami.
Katniss z miłości zgłasza się zamiast siostry.
Bohaterka na igrzyska musi zacząć wyglądać jak kobieta. Wcześniej nie
zwracała uwagi na swój wizerunek, skupiając się na zaleceniach ojca, jak
przetrwać. Rozwinęła się przez to fizycznie i psychicznie. Jej kobiecość
jest widoczna w scenie prezentacji wszystkich trybutów, kiedy rozdaje
pocałunki, szeroko się uśmiecha do tłumu i trzyma za rękę z partnerem
Peetą Mellarkiem. Wzmianka o jego ewentualnej dziewczynie denerwuje
ją, ale jeszcze nie rozumie, co to może dla niej oznaczać. Staje się interesująca dla sponsorów, kiedy chłopak deklaruje miłość do niej. Przypominają drużynę, a nie wyglądają na indywidualnych zawodników. Kobiety
są lepsze w inicjowaniu i kontynuowaniu konwersacji. Jednak Katniss nie
radzi sobie dobrze w takiej grze. Paradoksalnie to Peeta sprawdza się
w tym doskonale. Narratorka wspomina pierwsze spotkanie z chłopcem,
który spalił specjalnie chleb dla głodującej dziewczyny. Czuje się przez to
jego dłużniczką. Dzięki niemu zaczęła mieć nadzieję na życie:
„Do dziś wyczuwam związek między Peetą Mellarkiem, chlebem, który
dał mi nadzieję, a kwitnącym mniszkiem, źródłem wiary w to, że nie jestem
skazana na śmierć. Nieraz odwracałam się na korytarzu i napotykałam
spojrzenie Peety, który w tej samej chwili odwracał wzrok”5.
Dziewczyna nie chce zastanawiać się również nad swoją relacją
z przyjacielem Gale’em. Poznali się na polowaniu. Miała wtedy 12 lat, a on
14; oboje stracili ojców w wybuchu w kopalni. Zaczęli współpracować,
dzielili się swoją wiedzą i umiejętnościami, dzięki czemu łowy były
znacznie bardziej obfite.
Katniss nie mówi zbyt wiele, przez co wydaje się ponura i wroga.
Rzadko się uśmiecha. Nie jest skupiona na sobie i nie analizuje własnych
uczuć. Staje się symbolem jednoczenia pokłóconych ludzi. Nie pozwala
nikomu na mówienie, co ma robić, bo jest niezależna. Zachowuje się jak
uparta buntowniczka (co jest kojarzone z męskością), jednak zna swoje cele
5
Collins S., Igrzyska śmierci, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P., Poznań 2009, s. 35.
184
Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth
i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins
i ufa swemu kobiecemu instynktowi. Broni swojej godności, co staje się
przyczyną rewolucji6.
Na igrzyskach Peeta współpracuje z zawodowcami, starając odwrócić
ich uwagę od Katniss. Ratuje jej życie, kiedy ta jest oszołomiona po
użądleniu gończych os. Atakuje Catona z Dystryktu 2., sam zostając ciężko
rannym. Po zmianie zasad, według których zwycięzcą może zostać dwójka
trybutów z tego samego dystryktu, Katniss zmienia podejście do Peety.
Traktuje swoją kobiecość jako pewną rolę do zagrania, dlatego karmi go,
opatruje jego rany, a nawet sprzedaje swoje pocałunki, co komentatorzy
powieści określają jako prostytuowanie się w celu zdobycia jedzenia7.
Oprócz fizycznej bliskości, przejawiającej się w pocałunkach, Katniss
musi udowodnić wytworzoną między nimi intymność psychiczną. Dlatego
pyta Peetę, skąd ją pamięta, a ten szczerze wymienia wszystkie szczegóły:
czerwoną sukienkę, historię jego ojca i lekcję muzyki. To w tym momencie
dziewczyna zaczyna zdawać sobie sprawę, że Peeta nie udaje i naprawdę
jest w niej od dawna zakochany. Zwykle to kobieta odkrywa się przed
partnerem, tutaj robi to chłopak. Katniss staje się zatem mężczyzną w ich
relacji, a Peeta łączy cechy męskie i kobiece. Podobnie jak Katniss, wydaje
się pewny siebie i samowystarczalny, ale jednocześnie otwarty i ufny.
Osiągnął tężyznę fizyczną, jednak unika przemocy i agresji, chyba że
w obronie własnej. Jest miły i opiekuńczy, co w trylogii zostało wielokrotnie podkreślone. Szczerze wyznaje swoją miłość do Katniss.
Według badań, kobiety wspierają partnera, a mężczyźni traktują je
w sposób bardziej dominujący8. Jednak w relacji głównych bohaterów
Igrzysk śmierci to Katniss potrzebuje przestrzeni, czasu i wolności, gdyż
ciągle nie wie, którego chłopaka wybrać. W domu został jej przyjaciel
Gale, z którym łączy ją wiele wspólnych zakazanych wypraw. Peeta
odbiera wszystkie niewerbalne sygnały i czeka na nią cierpliwie. Pocałunki
zaczynają wzbudzać w Katniss namiętność i tylko fakt, że jest
obserwowana przez całe Panem, sprawia, że nie ulega emocjom. Wciąż
broni się przed swoimi uczuciami:
W przeciwieństwie do Peety, czasami trudno mi znaleźć odpowiednie
słowa. Kiedy mówiłam, ponownie do mnie dotarło, jak silnie wstrząsnęłaby
mną śmierć Peety. Nawet nie podejrzewałam, że tak bardzo się o niego
boję. Wcale nie chodzi o sponsorów. Ani o to, co się stanie, gdy wrócę do
6
Zob. Miller J., „Ona nie ma pojęcia. W ogóle nie rozumie, jak ludzie na nią reagują”. Katniss
i polityka gender, [w:] Igrzyska śmierci i filozofia: rzecz o podglądactwie, red. Dunn G., Michaud
N., przeł. Kwiecień-Maniewska O., Wydawnictwo Helion, Gliwice 2013, s. 123-136.
7
Zob. A. Urbanowska, Lekcja nieufności. O „Igrzyskach śmierci” Suzanne Collins, „Dekada
Literacka”, 4 (2011), s. 24-27.
8
Zob. Turner J., Helms D., dz. cyt., s. 415.
185
Beata Zielonka
domu. Ani o to, że nie chcę być sama. Chodzi wyłącznie o Peetę. Nie mogę
stracić chłopca, który podarował mi chleb. […] To pierwszy pocałunek,
który oboje w pełni odczuwamy. Żadne z nas nie jest osłabione chorobą,
bólem ani zwyczajnie nieprzytomne. Nasze wargi nie płoną od gorączki,
nie są zmarznięte na kość. Jeszcze nigdy w życiu nie całowałam nikogo
tak, aby poczuć przyjemne ciepło. To pierwszy pocałunek, po którym mam
ochotę na następny9.
W finale reguły zostają zmienione i Kapitol oczekuje krwawego
zakończenia, w którym zakochani zwrócą się przeciwko sobie. Trybuci
grożą zamiast tego popełnieniem samobójstwa przez skonsumowanie
trujących jagód. Igrzyska muszą mieć zwycięzcę, więc zostaje to odebrane
jako bunt. Jednak mieszkańcy Kapitolu widzą w tym przede wszystkim akt
rozpaczliwej miłości. Kobiecość Katniss zostaje podkreślona niewinnymi
ubraniami oraz prezentowaniem się wszędzie jako oszalałej z miłości, co
ma odwrócić uwagę od rebelii społecznej oraz uratować jej życie.
Według badań mężczyźni częściej niż kobiety uznają romantyczne
przesądy, takie jak: kocha się tylko raz, miłość trwa wiecznie. Mężczyźni
pokonują bariery społeczne i obyczajowe, dlatego też zakochują się
szybciej niż kobiety10. Peeta nie zdawał sobie sprawy, że to tylko gra ze
strony Katniss. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, pomimo tego,
że ona wywodziła się ze Złożyska, a on był synem piekarza. Nie
spodobałoby się to jego rodzinie ze względu na dzielącą ich przepaść
społeczną. Tymczasem Katniss zbliżała się do Peety stopniowo. Po
powrocie do domu oddalają się od siebie, co jest wynikiem odkrycia przez
chłopaka przyczyn zachowania dziewczyny. Zamieszkują w Wiosce
Zwycięzców. Dziewczyna tęskni za Peetą i nie wie, co się z nią dzieje.
Na potrzeby kamer Peeta ciągle deklaruje miłość do Katniss i ją
wspiera, ale na co dzień unikają się i nie wiedzą, jak mogliby ze sobą
szczerze porozmawiać. Całe Panem bierze udział w wyborze sukni ślubnej.
Ich wprawa jako triumfatorów po Dystryktach miała uspokoić nastroje
rebelianckie. Nie udało się to, zatem zostają ogłoszone kolejne igrzyska, w
których Katniss musi wziąć udział jako jedyna żeńska trybutka z Dystryktu
12. Podczas prezentacji pojawia się jako panna młoda, a potem jej sukienka
staje się Kosogłosem – symbolem rewolucji. Peeta natychmiast zgłasza się
na ochotnika zamiast starego mentora Haymitcha i chronią ją wspólnie. W
programie rozrywkowym kłamie, że są już małżeństwem poprzez obrzęd
(typowy dla Dystryktu 12) wspólnego wypiekania tostów. Woleli rodzinną
uroczystość, a nie widowisko. W ten sposób Peeta buntuje się przeciwko
9
Collins S., dz. cyt., s. 281.
Zob. Turner J., Helms D., dz. cyt., s. 416.
10
186
Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth
i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins
Kapitolowi i stara się ratować Katniss za wszelką cenę. Z tego powodu
kłamie, że dziewczyna jest w ciąży, co okazuje się szokujące dla
mieszkańców Kapitolu, którzy nie widzieli w zawodnikach ludzi, lecz
walczących ze sobą podludzi, pozbawionych emocji morderców.
Podczas igrzysk znowu współpracują ze sobą, ale kiedy Peeta wchodzi
na pole siłowe i jego serce przestaje bić, dziewczyna zdradza się ze swoimi
prawdziwymi uczuciami, z czego sama nie zdaje sobie jednak sprawy.
Zostają rozdzieleni podczas akcji ratunkowej buntowników. Chłopak staje
się marionetką w rękach Kapitolu, nawołuje do poddania się, ale jednocześnie ostrzega rebeliantów przed nalotem. Zostaje poddany osaczeniu
jadem gończych os i usiłuje zabić ukochaną. Katniss nie wie, co się z nią
dzieje. Nie potrafi przestać o nim myśleć, pomimo że nie wiadomo, czy ten
kiedyś wróci do zdrowia i przestanie jej zagrażać.
Obaj rywale o względy Katniss są zupełnymi przeciwieństwami. Gale
jest typowym romantycznym kochankiem: wysokim, przystojnym, opiekuńczym, ale jednocześnie skłonnym do wybuchu i agresji. To przedstawiciel nieokrzesanej męskości. Jego sposób postrzegania świata jest
czarno-biały i prowadzi do surowego oceniania tych, którzy dopuszczą się
czegoś złego. Gale przyczynił się pośrednio do śmierci siostry bohaterki,
więc dziewczyna odwraca się od niego. Gdyby go wybrała, zgodziłaby się
na intrygę, w wyniku której zginęłoby wiele niewinnych osób. Peeta był
zawsze lojalny w stosunku do Katniss, dopiero po okrutnych torturach
i „praniu mózgu” stał się innym człowiekiem. Dziewczyna przebacza mu
okrutne zachowanie, na które nie miał wpływu. Zdaje sobie sprawę, że w
jakiś sposób już zawsze będzie złamany, ale akceptuje go takim, jaki jest11.
Katniss nie postrzega siebie jako bezbronnej i naiwnej dziewczyny,
która musi wybrać pomiędzy dwoma mężczyznami. Wraz z Peetą traktują
się po partnersku, czego nigdy nie byłoby pomiędzy nią a Gale’em, dlatego
Katniss decyduje:
„To, czego potrzebuję do przeżycia, to nie ogień Gale’a, podsycany
wściekłością i nienawiścią. Mam w sobie wystarczająco dużo żaru.
Potrzeba mi wiosennego mniszka, jaskrawożółtego kwiatu, który
symbolizuje odrodzenie i nie oznacza zniszczenia. Oczekuję zapowiedzi, że
życie będzie toczyć się dalej, bez względu na to, jak poważne ponieśliśmy
straty. Chcę wiedzieć, że znowu może być dobrze, a tylko Peeta może mi to
ofiarować”12.
11
Zob. Mann A., Dlaczego Katniss wybiera Peetę? Spojrzenie na miłość oczami stoika, [w:]
Igrzyska śmierci i filozofia: rzecz o podglądactwie, red. Dunn G., Michaud N., tł. KwiecieńManiewska O., Wydawnictwo Helion, Gliwice 2013, s. 115-122.
12
Collins S., Kosogłos, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P., Poznań 2010, s. 369.
187
Beata Zielonka
Katniss przeszła długą drogę od niewiary, jak ktoś może kochać kogoś
takiego jak ona, czyli zbuntowaną, troszczącą się o bliskich, w swoim
mniemaniu brzydką, przez trójkąt miłosny i ostateczną decyzję o związku
z Peetą. Tylko w jego obecności jest szczęśliwa i wyłącznie na niego może
liczyć. To on chroni ją i uspokaja po koszmarach sennych czy nawracających wspomnieniach z areny. Stał się jej potrzebny i bliski. Uważa go za
ważny element własnego życia. W tradycyjnym związku kobieta i mężczyzna specjalizują się w podejmowaniu decyzji z wyznaczonych przez
kulturę ról społecznych. To kobieta ma zajmować się rodziną, a mężczyzna
zarabiać na jej utrzymanie13. W trylogii Katniss jest tą silną, która ratuje
Peetę wielokrotnie, wybierając jego mniszek, słońce i ciepło. Ich życie po
wojnie jest zaprzeczeniem stereotypu. On piecze, ona poluje, on marzy
o dzieciach, ona się wzbrania.
Miłość ludus jest zabawowym typem miłości. Zakochani koncentrują
się na własnych osobach. Ludyczni kochankowie są często kokieteryjni, ale
od swoich partnerów nie oczekują dłuższego przywiązania. Większość
z nich nie chce także, aby partnerzy byli uzależnieni od nich emocjonalnie.
Postrzegają miłość jako grę14. Tak właśnie jest na początku z Katniss, która
widzi w miłosnej historii przedstawienie. Gwarantuje jej ono prezenty od
sponsorów, co ułatwia przetrwanie na arenie. Pragnie przeżyć dla swojej
rodziny i utrzymać przy życiu również Peetę. Gdyby tego nie zrobiła, nigdy
nie wróciłaby do domu. Wszyscy mieszkańcy Dystryktu 12. żywiliby do
niej niechęć z powodu tej gry.
Miłość storge można scharakteryzować jako spokojne zaangażowanie
i przyjaźń. Sam termin pochodzi z greki i oznacza zrównoważone, czułe
uczucie. Kochankowie storgiczni cieszą się ze wspólnego wykonywania
różnych rzeczy, ale zwykle nie akcentują emocjonalnego zaangażowania15.
Peeta daje Katniss poczucie bezpieczeństwa i siłę do walki z demonami
przeszłości. Ich relacja przekształciła się w przyjaźń i wzajemny szacunek,
pomimo omamów wywołanych przez Kapitol. Połączyła ich także namiotność i wzajemne zaufanie, gdyż nawzajem próbowali sobie pomóc zapomnieć o okropnościach areny. Zawsze mogli na siebie liczyć. Nic nie jest
w stanie zmienić ich uczuć.
13
Zob. Duch-Krzystoszek D., KTO rządzi w rodzinie: socjologiczna analiza relacji
w małżeństwie, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk,
Warszawa 2007.
14
Zob. Turner J., Helms D., dz. cyt., s. 418.
15
Tamże.
188
Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth
i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins
2. Agape Tris
Główna bohaterka Niezgodnej, Beatrice Prior, pochodzi z frakcji
Altruizmu. Dokonuje transferu do Nieustraszonych, przybierając nowe
imię: Tris. Jest Niezgodną, czyli osobą idealną genetycznie. Zakochuje się
w swoim trenerze Tobiasu Eatonie, który był gnębiony psychicznie
i fizycznie przez ojca i również przeszedł z Altruizmu do Nieustraszonych.
Jest powszechnie znany jako Cztery. Chłopak ratuje jej życie przed
wrogimi kandydatami do frakcji, którzy chcą ją zrzucić do wodospadu.
Uczy ją technik walki i udawania słabszej niż jest w rzeczywistości. Tobias
deklaruje, że odpędzi od niej koszmary pięściami i będzie jej rodziną. Nie
musi się już o nic martwić. Liczy się dla niego tylko ona. Denerwuje go jej
niepewność oraz pogardzanie sobą. Nie wyobraża sobie życia bez niej.
Mimo to dziewczyna ryzykuje, żeby uratować Niezgodnych, których
Erudycja zmusza do popełniania samobójstw. Tris nie zgadza się na podział
Agencji Bezpieczeństwa Genetycznego. Nie uważa, że wszyscy ludzie są
skłonni do zła i niebezpieczni tylko dlatego, że mają inne geny. Tris
wybrała ludzi, których kocha i dzięki którym czuje się potrzebna. Ma
nadzieję na spokojną przyszłość z ukochanym, lecz jednocześnie boi się
przyszłości, czasów, kiedy nie będą musieli przed niczym uciekać:
Tak jak ja z uporem powtarzałam, że Tobias jest kimś wartościowszym,
on z uporem powtarzał, że jestem silna, że mogę więcej, niż mi się wydaje.
I choć nikt mnie tego nie uczył, wiem, że na tym polega miłość. Jeśli jest
prawdziwa, sprawia, że człowiek staje się kimś więcej, niż był, kimś
więcej, niż wierzył, że może być. A ta jest prawdziwa16.
Wraz z przyjaciółmi Tris organizuje ruch oporu, którego celem jest
zmiana poglądów Agencji przez rozpylenie serum zapomnienia. Kiedy
wszyscy zapomną o błędnych uprzedzeniach, staną się bezpieczni.
Bohaterka wierzy, że jest odporna na serum śmierci, ponieważ żadne inne
do tej pory na nią nie zadziałały. W ten sposób z miłości chroni brata, który
został wybrany do tej samobójczej misji. Uważa, że więzy krwi są
ważniejsze niż poczucie krzywdy. Wie, że nie powinna iść zamiast niego,
bo jego zdrada wciąż ją boli. Jednak potrafi zapomnieć o swoich
egoistycznych emocjach i poświęca się dla dobra ludzkości. Zostaje
postrzelona przez dyrektora Agencji i ginie.
Tobias nie może poradzić sobie z jej śmiercią. Pragnie pozbyć się
balastu wiedzy, zażywając serum zapomnienia, ale wtedy utraci wszystkie
wspomnienia z nią związane. Wie, że ona by tego nie chciała. Po
zagubieniu i bezradności rozumie wybór dziewczyny:
16
Roth V., Wierna, przeł. Czub M., Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014, s. 300.
189
Beata Zielonka
„Wiedziałem, że życie nas okalecza. Każdego z nas. Nie da się tego
uniknąć. Ale powoli zaczynam się przekonywać, że możemy zostać
uzdrowieni. Że nawzajem się uzdrawiamy”17.
Miłość agape nie oczekuje niczego w zamian, to miłość altruistyczna.
Kochający taką miłością głęboko troszczą się o swoich partnerów i starają
się w serdeczny sposób zapewnić im dobre samopoczucie. Tak również
czyni Tris, która poświęca się dla całej społeczności oraz ukochanego. To
z frakcji Altruizmu pochodzi główna bohaterka, więc przede wszystkim
myśli o innych, dopiero na drugim miejscu stawiając swoje potrzeby. Nie
chce zostawić ukochanego i umrzeć, ale wie, że są ważniejsze rzeczy niż
tylko własne namiętności.
3. Posumowanie
W Igrzyskach śmierci oraz w Niezgodnej miłość stanowi osnowę
historii. Obie bohaterki podejmują decyzje ze względu na uczucie, czym
wywołują rewolucję społeczną i zmieniają świat.
Intuicyjność, wrażliwość, delikatność, skłonność do poświęceń,
uprzejmość, subtelność, uległość, współpraca, zależność, emocjonalność,
brak agresji, niskie kompetencje, nieracjonalność, nielogiczność, niezdecydowanie, niesamodzielność, bezradność – to cechy stereotypowo
przynależne kobietom. Tymczasem obie bohaterki omawianych przeze
mnie trylogii są zupełnym przeciwieństwem tych określeń. Z kolei
mężczyznom przypisuje się: dominację, niezależność, ambitne dążenie do
celu, samodzielność, racjonalność, logikę, powściągliwość, opanowanie,
abstrakcyjność myślenia, aktywność, stanowczość, skuteczność, łatwość
decydowania, agresję, duże poczucie własnej wartości oraz brak
emocjonalności18. Tobias posiada cechy wyłącznie męskie, ale Peeta łączy
je z typowo kobiecymi. Stereotypy te mają przeciwstawny charakter
i sytuują cechy męskie oraz kobiece na krańcach kontinuum.
W Igrzyskach Śmierci tyrania bezwzględnego Kapitolu upada i wszyscy
stają się równi. Wracają do zniszczonych wojną domową Dystryktów.
Bohaterowie uczą się życia na nowo ze sobą i odkrywają spokój, a nie
tylko doświadczają miłości w warunkach ekstremalnych. Katniss i Peeta
mierzą się z koszmarami, które ich dręczą i dopiero potem zakładają
rodzinę. Przechodzą od wzajemnej fascynacji i namiętności, czyli miłości
erosa, sprowokowanej przez potrzeby Kapitolu, do gry (ludus) oraz
17
Tamże, s. 377.
Zob. Iwasiów I., Gender, tożsamość, stereotypy, „Ruch Literacki”, 6 (2002), s. 541-555;
Łebkowska A., Gender – dylematy badacza literatury, „Ruch Literacki”, 6 (2005), s. 525-537.
18
190
Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth
i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins
spokojnej miłości dwójki doświadczonych przyjaciół, czyli sexus. Tylko
razem są w stanie normalnie funkcjonować.
W Niezgodnej bohaterka ginie, ratując ludzkość. Żałuje, że zostawia
swego ukochanego Cztery, ale jest w stanie poświęcić się dla większego
dobra zgodnie z modelem miłości agape. To ona otworzyła Chicago na
ludzi spoza eksperymentu genetycznego. Zniosła frakcje i zmieniła
stosunek ludzi do uszkodzonych genetycznie. Udowodniła, że to nie geny
są odpowiedzialne za zło. Dzięki niej wszyscy stają się tak samo ważni
i równoprawni.
Obie bohaterki przeżyły swoją pierwszą miłość i dla obu była ona
niezwykła. Stała się przyczyną rewolucji, co świadczy o jej sile i wyjątkowości. Katniss i Tris potrzebują bliskości oraz czułości Peety i Tobiasa;
zwierzają się im, ufają, notorycznie szukając kontaktu. Obie przechodzą
fazy od lubienia przez zadurzenie, romantyczną miłość do partnerskiej miłości.
Według Ericha Fromma miłość wyraża się przez dawanie19. W dawaniu
właśnie przejawia się siła bohaterek obu trylogii. Ofiarowują one swoją
radość, jaka ich przepełnia, ale nie stają się przez to słabe. Obie interesują
się swoimi partnerami i próbują być dobrowolnie ich podporą. Pragną dla
nich rozwoju i wspierają w każdej sytuacji. W zamian oczekują tego
samego. Katniss i Tris musiały wpierw poznać same siebie, zanim zakochały się prawdziwie. Obie przebyły długą drogę. Zarówno Peeta, jak
i Tobias walczyli o swoje ukochane i wspólnie przeszli przez wszystkie
fazy związku dzięki dyscyplinie, koncentracji, zaangażowaniu i cierpliwości. Miłość jest aktywną siłą w człowieku, która jednoczy go z innymi.
Dzięki niej człowiek przezwycięża uczucie izolacji i osamotnienia, pozostając przy tym sobą, zachowując swą integralność. W miłości
urzeczywistnia się paradoks, że dwie istoty stają się jedną, będąc mimo to
dwiema osobami. Tak właśnie stało się z bohaterami obu trylogii.
Miłość w młodzieżowych powieściach fantasy jest jednym z najważniejszych składników, wpływającym na atrakcyjność lektury. Wymaga ona
wiecznej i wyłącznej lojalności, co pozostaje w sprzeczności z koncepcją
Zygmunta Baumana, który stwierdził:
W kulturze ponowoczesnej podejmuje się środki ostrożności, by
zabezpieczyć wolność aktywności erotycznej przed ograniczeniami
narzuconymi biologicznie przez zdolność reprodukcyjną seksu i kulturalnie
przez stawianie przez miłość żądanie wiecznej i ściśle wybiórczej
– w rzeczywistości wyłącznej – lojalności20.
19
Zob. Fromm E., O sztuce miłości, przeł. Bogdański A., Państwowy Instytut Wydawniczy,
1971.
20
Bauman Z., Zindywidualizowane społeczeństwo, przeł. Kubińscy O. i W., Gdańskie
Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2008, s. 11.
191
Beata Zielonka
Wśród bohaterów opowiadań dla dzieci przeważają postaci chłopięce.
Dziewczynki pełnią podrzędną rolę, nie są atrakcyjnymi bohaterkami, nie
przeżywają przygód, czas spędzają w domu21. Nastolatki wierzą
w szczęśliwe zakończenie, powielane wielokrotnie w filmach i w lieraturze.
Pierwsza miłość jest tą najsilniejszą, zatem staje się przyczyną i siłą
rewolucji w trylogiach. Uczucia były i są często wykorzystywane
w literaturze, a „pierwsza miłość” stała się tematem większości romansów
dla nastolatków. Zarówno Tris, jak i Katniss zostały pokazane jako
pozytywne bohaterki, kierujące się wyższymi wartościami, honorowe
i wierne. Ich przygody stanowią wzór dla współczesnych nastolatek, które
pragną przeżyć podobne wielkie uczucie w swoim życiu. Tego typu lektury
spełniają funkcję ludyczną, dając przyjemność tym, którzy szukają
autorytetów, szlachetnych, idealnych wzorców godnych powielenia.
Literatura
Literatura podmiotu:
Collins S., Igrzyska śmierci, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P.,
Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2009.
Collins S., W pierścieniu ognia, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P.,
Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2009.
Collins S., Kosogłos, przeł. Hesko-Kołodzińska M., Budkiewicz P., Wydawnictwo
Media Rodzina, Poznań 2010.
Roth V., Niezgodna, przeł. Zych D., Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014.
Roth V., Zbuntowana, przeł. Czub M., Ratajczak E., Wydawnictwo Amber,
Warszawa 2012.
Roth V., Wierna, przeł. Czub M., Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014.
Literatura przedmiotu:
Bauman Z., Zindywidualizowane społeczeństwo, przeł. Kubińscy O. i W.,
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2008.
Duch-Krzystoszek D., KTO rządzi w rodzinie: socjologiczna analiza relacji
w małżeństwie, Wydawnictwo Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii
Nauk, Warszawa 2007.
Fromm E., O sztuce miłości, przeł. Bogdański A., Państwowy Instytut
Wydawniczy, 1971.
Iwasiów I., Gender, tożsamość, stereotypy, „Ruch Literacki”, 6 (2002), s. 541-555.
21
Zob. Mazurkiewicz-Krause I., Polska powieść dla dziewcząt wobec wartości, „Nowa
Polszczyzna”, 2 (2007), s. 30-36.
192
Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth
i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins
Łebkowska A., Gender – dylematy badacza literatury, „Ruch Literacki”, 6 (2005),
s. 525-537.
Mann A., Dlaczego Katniss wybiera Peetę? Spojrzenie na miłość oczami stoika,
[w:] Igrzyska śmierci i filozofia: rzecz o podglądactwie, red. Dunn G., Michaud N.,
przeł. Kwiecień-Maniewska O., Wydawnictwo Helion, Gliwice 2013, s. 115-122.
Mazurkiewicz-Krause I., Polska powieść dla dziewcząt wobec wartości, „Nowa
Polszczyzna”, 2 (2007), s. 30-36.
Miller J., „Ona nie ma pojęcia. W ogóle nie rozumie jak ludzie na nią reagują”.
Katniss i polityka gender, [w:] Igrzyska śmierci i filozofia: rzecz o podglądactwie,
red. Dunn G., Michaud N., przeł. Kwiecień-Maniewska O., Wydawnictwo Helion,
Gliwice 2013, s. 123-136.
Trzcińska I., Mit i narracja, „Przegląd Religioznawczy”, 1 (2013), s. 127-139.
Turner J., Helms D., Rozwój człowieka, przeł. Lis S., Wydawnictwa Szkolne
i Oświatowe, Warszawa 1999.
Urbanowska A., Lekcja nieufności. O „Igrzyskach śmierci” Suzanne Collins,
„Dekada Literacka”, 4 (2011), s. 24-27.
Miłość jako przyczyna buntu w trylogiach Niezgodna Veroniki Roth
i Igrzyskach śmierci Suzanne Collins
Streszczenie
Celem tego artykułu było pokazanie potęgi pierwszej miłości w trylogiach przeznaczonych
dla młodego czytelnika. Wykorzystując badania gender oraz intuicyjną metodę doszłam do
wniosku, że w obu powieściach miłość była przyczyną rewolucji społecznej oraz
kulturowej. Katniss Everdeen została pokazana jako męska kobieta, a jej partner Peeta
Mellark łączy cechy męskie i kobiece. Ich miłość jest miłością storge. Cztery uczy się życia
na nowo, bez Tris, w otwartym na ludzi spoza eksperymentu Chicago. Jego ukochana
przedłożyła miłość do niego nad miłość do niewinnych ludzi, kierując się agape. Męscy
bohaterowie w literaturze młodzieżowej reprezentują wysoko cenione wartości: pomysłowość, dzielność, wytrwałość, a kobiece postacie skoncentrowane są głównie na zajęciach
związanych z domem. Mężczyźni okazują się bardziej aktywni, zdobywczy, odnoszący
sukcesy, zaś kobiety – uczuciowe, skoncentrowane na innych ludziach, bezradne wobec
sytuacji zagrożenia. Bywają aktywne jedynie wtedy, kiedy nie ma obok nich męskich
towarzyszy. Jednak obie bohaterki omawianych przeze mnie trylogii są zaprzeczeniem tego
stereotypu.
Słowa kluczowe: pierwsza miłość, fantasy, gender, stereotyp, rewolucja społeczna.
193
Indeks autorów
Borek B. ................................................................................................................ 65
Borkowiak E. ........................................................................................................ 82
Brągiel M. ........................................................................................................... 166
Budzeń A. ............................................................................................................... 7
Chołojczyk M. ...................................................................................................... 32
Jabłońska A ........................................................................................................... 94
Jabłońska J. ........................................................................................................... 52
Jarosz A. .............................................................................................................. 151
Jaworski A. ......................................................................................................... 124
Kucab M................................................................................................................ 18
Radion E.............................................................................................................. 106
ZielonkaB............................................................................................................ 183
194