Kamień - CzytajZaFREE.pl

Transkrypt

Kamień - CzytajZaFREE.pl
Kamień
Publikacja na extrastory.czytajzafree.pl
Autor:
pszym
Kamień
Chorągiew Nadworna posuwała się spokojnym tempem piaszczystą drogą. Odkąd wyruszyli
3 lipca z Czerwińska nad Wisłą, gdzie nastąpiło przekroczenie Wisły i połączenie armii
Jagiełły z oddziałami Witolda, minęli wiele wsi i grodów warownych.
Andrzej Ciołek z Żelechowa herbu Ciołek zaszczyt miał nieść Chorągiew. Wymieniał się nią
podczas drogi ze swoim kamratem Janem ze Sprowy herbu Odrowąż. Chorągiew to była
ważna, bo przyboczna i obok Wielkiej Chorągwi Ziemi Krakowskiej i Chorągwi Gończej
skupiała wokół siebie najprzedniejsze rycerstwo Polskie i Litewskie, a nawet czeskie. Za
królem podążali rycerze Zawisza Czarny z Garbowa herbu Sulima, Florian z Korytnicy, czy
mąż wielki Jaksa z Targowiska z domu Lisów. Za to z Janem i Andrzejem podróżowali
Siemowit Młodszy - książę mazowiecki, Mikołaj Kiełbasa i Przedpełk z Kopydłowa herbu
Dryja
Lato było gorące i suche, zbroje jechały na wozie a obaj rycerze rozkoszowali się
wieczornym wietrzykiem, który plątał się w ich długich, uwalanych ostatnim posiłkiem
brodach.
●
●
●
●
Wiesz Janie, nie umiem rozprawiać o tym co się stanie jutro, czy za dni kilka. Szykuje się
bitwa. Wielka bitwa. Komturie wycofały swoje oddziały ze Świecia, a z Malborka ruszyło
zaciężne rycerstwo i pewnie spotkamy ich w okolicach Tannenbergu. Wiedz, że dobrym
kamratem jesteś i przyjemność niesłychaną czerpię z tych naszych wspólnych wojenek i
podjazdów. Lubię ten stan chwalebny kiedy przywdziewam zbroję i spinam wierzchowca, a
dziewki spoglądają spragnione i niejedna w głowie ma ochotę, aby ją porwać w siodło i
wziąć w jasyr.
Dobrze prawisz Mężu Andrzeju. Każdy może dosiąść konia i galopować na dziko przez bory,
jednak nam – rycerstwu – splendor się należy i poważanie kiedy dosiadamy rumaków
okutych w barwy herbowe i wojować jedziemy. Słodkie to życie jak miód z piwnicy
zamkowej w Dąbrównie co żeśmy go zdobyli wczoraj. Szkoda tylko, że ominęliśmy
Działdowo i Lidzbark Welski, bo tam podobno przednie dziewki.
Ach, bitwa blisko. Ja gotowy jestem oddać życie za mojego króla i mój kraj piękny. Czymże
byłby honor rycerski bez poświęcenia. Naszą rolą walczyć i umierać, albo żyć jak Bóg da.
Jak Bóg da, prawda najświętsza bracie, jak Bóg da...
Strona: 1/8
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
Jacek zapinał swój jednoczęściowy kombinezon. Ciasny, ale lubił go. Przejeździł już w nim
trzy sezony. Przejeździł, to znaczy nie stał pod barem motocyklowym i lansował się przed
koleżankami z jaką największą szybkością jechał, tylko w każdej wolnej chwili dosiadał
swojego ZZRa i nawijał kilometry. Oczywiście jak tylko mógł. Praca, obowiązki, rodzina, to
wszystko było normalnym i zwyczajnym, dobrze poukładanym życiem
trzydziestosiedmiolatka. Zarabiał w miarę dobrze, lubił swoją pracę i cieszył się z
osiąganych sukcesów. Tych dużych i tych małych. Tak naprawdę był szczęśliwym
człowiekiem. Dopełnieniem tego był motocykl. Wolność jaką dawał mu po ciężkim tygodniu
była niewymierna.
Plan na dzisiaj, jak zwykle w wolne popołudnie, przejażdżka na kilka godzin. Za mało czasu
na dalszy wypad, za dużo na szybką wycieczkę, a w sam raz na spokojny przejazd w
ciekawe miejsce. Czyli to co zwykle – Grunwald!
Dwieście kilometrów w jedną stronę i drugie tyle z powrotem. Taki wypad jak za starych
czasów na molo do Sopotu. Dojechać z Warszawy, wpaść nago na chwilkę do morza i
wracać. To były wariackie pomysły. Jacek uśmiechnął się sam do siebie. Pakując tankbag na
stacji pod domem i tankując paliwo, zauważył zazdrosne spojrzenia dwóch małolatów w
golfie podświetlonym od spodu niebieskimi ledami. Wyglądali na takich, których życie toczy
się wokół dyskotek, jedzenia kebabów w pobliskiej budce i pluciu na chodnik rozmawiając
co wieczór pod kioskiem z piwem z ziomalami. Przepraszam, tego języka nie można nazwać
rozmową, to bardziej przypomina szczekanie. Ilość wypluwanych przekleństw jest wprost
proporcjonalna do zainteresowań tych dzieciaków. Patrzcie sobie, proszę. Ja muszę jeszcze
zadzwonić – pomyślał Jacek
●
●
●
●
Krzysiek, ja już zatankowałem. Ruszam na wyjazd z Warszawy,
Dobrze, będę na skrzyżowaniu w Łomiankach za dwadzieścia minut, ok?
Powinienem spokojnie dojechać, grzej tą swoją kanapę. Aha, nie zapomnij kanistra bo
Twoja kobyła ledwo wyjedzie z miasta i już trzeba szukać stacji. To nie jest motocykl, tylko
koń pociągowy, wstyd się z tobą pokazywać...
Też Cię pozdrawiam, nie masz szansy mnie dzisiaj wkurzyć. Za piękny dzień.
Krzysiek był kilka lat starszy od Jacka i mienił się właścicielem pięknie utrzymanej Hondy.
Nie byłoby w tym nic niesamowitego – Honda to Honda, ale ta Honda miała na drugie imię
Valkyrie. Jacek zazdrościł tego pięknego motocykla, jego masywnej sylwetki i pięknego
dźwięku. Kilka razy nawet myślał o zamianie swojego ZZRa na coś ...podobnego. Jednak
jakoś do tej pory się nie zdecydował. Kawa była poręcznym i wygodnym motocyklem. W
ciągu dwóch lat przejechał na niej ponad trzydzieści tysięcy kilometrów. Nigdy go nie
zawiódł. Oczywiście miał swoje niedociągnięcia, ale z motocyklem jest tak że trzeba godzić
się na jego niedoskonałości i szanować zalety. Jacek nigdy nie miał motocykla salonowego,
bo po prostu nigdy nie było go na niego stać. Tym bardziej, że za dużo mniejsze pieniądze
można było trafić coś równie fajnego, tylko używanego. Zresztą chyba nie o to mu chodziło,
żeby mieć coś pięknego i błyszczącego. Sensem była droga, jazda, styl życia.
Minął sobotnie delikatne korki w mieście, ludzie zajęci byli zakupami i jeździli spokojnie,
myśląc do którego centrum handlowego jeszcze pojechać. Przejechał przez tunel na
Wisłostradzie – chyba jedyny tunel na świecie wzdłuż rzeki, a nie pod nią… No cóż, to Polska
właśnie. Minął biała tablicę z przekreślonym miastem i zjechał na polną drogę obok głównej
Strona: 2/8
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
trasy. Zatrzymał się, zdjął kask i wybuchnął śmiechem. Krzysiek w kucki czyścił
chromowane wnętrzności swojego potwora różową szmatką.
●
●
Czego rżysz? O rumaka trzeba dbać.
No ba, tylko ta różowa szmatka lepiej pasowałaby do dziewczyny w mini i pończochach niż
do takiego rockersa jak Ty.
Andrzej Ciołek i Jan ze Sprowy zatrzymali się na popas. Lipcowe słońce powoli opuszczało
horyzont i szykowało się na spoczynek. Mała osada Ulnowo była prawie pusta. Chłopi byli
jeszcze w polu, albo zajmowali się swoimi sprawami. Umorusane dzieci taplały się w
pobliskim jeziorze Lubień. Reszta wieśniaków zbiegła się zobaczyć rycerstwo.
- Rozkładać obóz – padła komenda. Są wieści z Chorągwi. Krzyżacy idą na Stębark,
poczekamy tu na nich. Słać wici do Witolda, niech się nie zatrzymuje i przybywa do nas jak
najszybciej. Ciężkie hufce mają kompletować ekwipunek i w gotowości stawić się na
wieczorny przegląd u marszałka Zbigniewa z Brzezia.
Mężowie pojęli o czym prawi herold. Jasnym się stało, że bitwa ich tu zastanie. Oddali
giermkom swoje konie z przykazem zadbania i opieki nad wierzchowcami, co by jutro
rześkie i gotowe do walki stanęły. Obaj wiedzieli, że dużo zależy od siły i przygotowania
rumaków, które muszą sadło w pełnej zbroi i z kopią nosić.
Jacek z Krzysztofem minęli Płońsk, rozkoszując się nowo oddaną obwodnicą z eleganckim
asfaltem. Taka droga to przyjemność, żadnych kolein, żadnych świateł. Dozwolona
prędkość jak na drodze ekspresowej. Tak się powinno jeździć. Mijali samochody
zapakowane walizkami, jadące na urlop w stronę morza, wyprzedzali miejscowych w swoich
starych Golfach i Pasatach. Wdychali zapach lipcowych pól. Taki zapach jest osiągalny tylko
dla motocyklistów, ludzi na rowerach i pieszych podróżników. Jednak szybkie zmiany
różnych mieszanek zapachowych to tylko przywilej ludzi ujeżdżających dwa koła z silnikiem.
Taki koktajl, dzięki któremu wiesz, że jesteś częścią otaczającego Cię świata. Zawsze kiedy
Jacek przejeżdżał obok szczelnie pozamykanych, klimatyzowanych aut, miał wrażenie że ci
ludzie nie podróżują. Oni się teleportują ze swojego salonu do ośrodka wczasowego nad
morzem. Ich dzieci z poprzyklejanymi nosami do szyb i grami elektronicznymi w dłoniach, w
zaduchu skórzanego wnętrza Volvo czy Audi, nigdy nie zrozumieją sensu drogi.
Z rozmyślania nad ewolucją motoryzacji i postępem wyrwał Jacka Krzysztof. Dwa szybkie
mrugnięcia długimi z tyłu i było wiadomo, że jego jeżdżący fortepian musi się napić. Jacek
zjechał na stację i zatrzymał się. U niego strzałka pokazywała ponad pół baku, szczerz
mówiąc liczył na dojechanie chociaż do Nidzicy.
- Sorry Jacuś, zapomniałem dolać do pełna w Warszawie. Tankuję, płacę i jedziemy. Chcesz
coś ze sklepu?
- Taa, zimne piwo. No co Ty, żartuję. Kup mi wodę gazowaną proszę.
Strona: 3/8
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
W barze przy stacji siedziała para nastolatek, zaczęły się przyglądać na motocykle. Jacek
lubił kiedy ludzie patrzyli w ten sposób. Nie oszukujmy się, motocykl jest pewnego rodzaju
fetyszem, a my nie jesteśmy święci i czerpiemy dużą przyjemność z zazdrości innych.
- Jak szybko jeździ – spytała jedna z nich
- Wystarczająco szybko – odpowiedział Jacek
- A trzysta pojedzie? – zapytała druga
- Nie wiem, nie próbowałem i chyba nie będę. To jest motocykl turystyczny, a nie ścigacz.
- Przewieziesz mnie? – zaczęła znowu ta pierwsza
Jacek zaczął się zastanawiać, po co wdał się w dyskusję z dziewczynami. Tak, do tego
właśnie prowadzi narcyzm i upajanie się posiadaniem wielkiego... motocykla.
Ze stacji wyszedł Krzysztof z wodą i hotdogiem.
- Krzysiek, jedziemy raz dwa.
- No weź daj mi zjeść, głodny jestem – odpowiedział z wypchanymi policzkami i keczupem
na brodzie
- A zresztą, już mi się nie chcę, żebyś mnie przewiózł – nagle przemówiła zainteresowana
wcześniej jazdą dziewczyna. Jakiś taki klockowaty ten Twój motor… Ciężki i nie wiadomo do
czego. Mój eks miał Er Jedynkę. To była maszyna, najlepszy motor jaki może być. Wszyscy
mi zazdrościli jak siadałam z tyłu pod szkołą. Twój to taki nijaki, mało kolorowy. Pewnie
wolny.
- Masz rację – odpowiedział Jacek, on nie jest taki szybki ja Er jedynka. Chyba miał z głowy
licealistkę.
Krzysztof skończył swojego hotdoga i odpalił sprzęt. Boże, jak to pięknie chodzi. Dla samego
dźwięku tych sześciu garów warto mieć takie cudo.
- Co? Podoba Ci się? Widzę jak patrzysz – powiedział zakładając matowy czarny kask i
wiążąc czerwoną bandankę na szyi.
- Żartujesz? Jak będę chciał jeździć lokomotywą, to sobie kupię bilet PKP.
Ruszyli w stronę Nidzicy krajową siódemką. Jacek lubił ten odcinek, bo mimo że kręty i
jeden pas w każdą stronę, na szerokim zakręcie widać już było niebieską tablicę.
Województwo Warmińsko - Mazurskie. Zaczynała się kraina jezior, pagórków i krętych dróg.
Sens jazdy i sens bycia motocyklistą.
Strona: 4/8
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
Po zachodzie słońca zaczęły zjeżdżać się chorągwie. Poznańska z białym orłem bez korony,
Przemyska z żółtym orłem, Chorągiew Ziemi Lubelskiej z Jeleniem na czerwonym polu.
Kwiat rycerstwa i mężów szlachetnych spotkać tu można było pod dostatkiem. Wszyscy w
błyszczących, wysmarowanych mazidłem zbrojach i czystych płaszczach. Konie ozdobione
pięknymi derkami z herbami ich właścicieli. Od strony lasu, z Łodwigowa nadjechali Tatarzy
prowadzeni przez chana Dżalal ad Dina. Ich oddziały znacznie różniły się od Polskiej braci.
Biła od nich dzikość i groza. Nie uwidzisz w nich mężów zbrojnych, tylko przebiegłych ale za
to mężnych wojowników. Gdziekolwiek pojawiała się orda, tam ostawał się popiół, zgliszcza
i śmierć. Dzisiaj byli sojusznikami, jutro kto wie…
Jan poszedł na wieczorny spacer, miał się stawić jeszcze u króla na rozmowę, ale na razie
miał czas tylko dla siebie. Czuł zapach jadła ważonego w obozie i zapach lasu. Niebo było
czyste i pełne gwiazd. Zaczął rozmyślać o swoim życiu, co by w przypadku gdy Krzyżacka
kopia wnijdzie w jego niemłode już ciało, przypomnieć sobie najważniejsze momenty.
Znalazł na niewielkim wzniesieniu duży czarny głaz, który wyglądem przypominał szeroką
ławę i na którym kości swoje osadził , zamyślił się. Wspominał swój rodzinny Żelechów,
piękną wieś – jego włości. Historia zaczęła się tu roku Pańskiego 1325, gdy zbudowano
parafię i dzierżawiono chłopom ziemię i chałupy, żeby mogli w spokoju pracować i oddawać
jego rodzinie to co nakazano w prawie królewskim. Był dobrym panem, szanował ludzi. A
ludzie w Żelechowie prawi, twardzi i pracowici byli. Żeby wszyscy Polacy mogli przykład z
jego poddanych brać, to Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie w dostatki by
opływało. Co prawda chłopi Zelechov mówili na osadę, ale polskiego języka Jan nakazał w
parafii nauczać.
Wspominał kamratów, z którymi ujeżdżał wierzchowce na zielonych polach na Wardzie i
Zakrzewku. Panny piękne jak wiosna w Królestwie. Tak się zafrasował, że zbudził go dopiero
szczęk mieczy nieopodal. Zerwał się na równe nogi i mizerykordyję wydobył zza pasa.
Otrzeźwiał, to tylko giermkowie zabawiają się, potyczkę z krzyżakiem udając.
Jacek i Krzysztof minęli Nidzicę i jechali w stronę Olsztynka. Prędkość podróżna około stu
kilometrów na godzinę była adekwatna do sytuacji. Nie było za wolno, ale nie na tyle szybko
żeby krajobraz uciekał spod wizjera kasku. Krzysiek miał trochę gorzej, bo cruiserowy kask
nie chronił za bardzo przed wiatrem. Za to miał wysoką szybę i niżej siedział, więc w sumie
wszystko się wyrównywało. Fajnie było podróżować z kimś, z kim się rozumie i z kimś, kto
rozumie także Ciebie. Jacek wielokrotnie próbował różnych zlotów motocyklowych, parad,
wspólnych wycieczek. Kończyło się to na tym, że nie chciał jak idiota gonić za wszystkimi na
złamanie karku dwieście na godzinę i zostawał sam. Ostatni. Wcale go to jednak nie
martwiło, bo znacznie wyżej cenił sobie bezpieczeństwo i komfort podróży, niż szczeniackie
udowadnianie innym, że jest twardzielem.
Nie. On tego nie potrzebował. Był na tyle dojrzałym motocyklistą, że potrafił przewidywać
niebezpieczeństwa i różne warianty gier ulicznych, jakie mogą się zdarzyć. Wielokrotnie
pomogło mu to uniknąć wypadku. Instynktownie wyczuwał piasek na skrzyżowaniu,
kierowców którzy przejeżdżali jako ostatni na czerwonym świetle, zimne opony w jesienne
ranki. Tak, doświadczenie i zdrowy rozsądek to było coś na czym opierał swoje drugie,
motocyklowe – jakże cenne i pełne niebezpieczeństw życie.
Krzysztof podjechał obok z lewej, zrównali się i jechali przez chwilę razem. Jak na
Strona: 5/8
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
amerykańskich filmach.
- Jak jest? – Zapytał Krzysiek
- Zajefajnie – krzyknął Jacek. Czuję, że żyję.
- Ja też. Lubię tą drogę. Lubię te lasy i pagórki. Lubię ten cholerny zapach nawozu na polach.
- Dobra, nie mędrkuj tylko zjeżdżaj za mnie, za chwilę skręcamy w Pawłowie na Lubawę i
Grunwald.
Minęli Frąknowo, lewą stroną wyprzedzili dwa kampery na niemieckich rejestracjach i
motocyklistę na obudowanej SVce na warszawskich blachach. Chłopak chyba zaczynał
przygodę z jednośladami. Widać to było po jego napiętej sylwetce, rękach kurczowo
ściskających manetki i pełnej koncentracji na twarzy. Chyba wiedział że Vki to groźne bestie
i czuł respekt. Też tak miałem, pomyślał Jacek. Wyrobi się. Grunt, to że jedzie spokojnie i się
nie wydurnia przed kolegami. Szerokości – pomyślał i odkręcił gaz.
Koło południa pięćdziesiąt Chorągwi stanęło na skraju lasu. Po lewej stronie ciężka jazda
polska pod dowództwem marszałka Zbigniewa z Brzezia, wspomnianego w tej historyji
wcześniej. Po prawej flance stanęli Litwini pod wodzą Wielkiego Księcia Witolda. Wszyscy
pochowani przed słońcem w leśnych ostępach. Mężowie napięci byli i pełni powagi.
Wiedzieli, że o los kraju to rozprawa będzie i o honor. Honor matki Polski i honor rycerski. Ta
bitwa może zakończyć długą wojnę z Zakonem, który na płaszczu krzyż – symbol zbawienia
Jezusowego nosi, a pod tym samym płaszczem śmierć i pożogę na zwykłych ludzi
sprowadza.
Po przeciwnej stronie, w pełnym słońcu, kwiat rycerstwa zachodniej Europy się stawił.
Chorągwie Krzyżackie i zaciężni rycerze z odległych krain. Chorągiew Wielka pod
dowództwem Ulricha Von Jungingena. Chorągiew Mniejsza, której przewodził Albrecht von
Schwarzburg. Chorągiew Świętego Jerzego pod którą zebrali się najznamienitsi goście
Zakonu - Mikołaj de Gara, Rycerze z rodów FitzAlan, Stafford, Lovell, Fauquembergues,
Luksemburczycy, Rakonczay z Węgier, Bacqueville i wielu, wielu innych możnych Panów
pragnących pokonać Słowian i zebrać sowite łupy.
Jan podał prawicę Andrzejowi i uścisnęli się mocno. W tym uścisku była wdzięczność za
wspólną przygodę, radość z bycia razem i pragnienie wolności. Takiej wolności, jakiej nikt
nigdy zabrać im nie może. Żaden Krzyżak, żaden fryzyjski okuty w zbroję mąż.
●
●
●
●
●
●
Pamiętasz hasło na pole walki?– spytał Jan
Kraków – odpowiedział Andrzej
Wilno – odpowiedział Jan
Niech się stanie bracie.
Niech się stanie. I chcę Cię widzieć z powrotem na tej grubej kobyle po walce. Miód czeka.
Z Bogiem
W tej samej chwili rycerstwo zaintonowało Bogurodzicę. Z gardeł tysięcy mężczyzn wyrwał
się duch walki, pieśń sama w sobie była jak sztylet. Była bronią przeciwko wrogom, ale dla
polskich i litewskich rycerzy była natchnieniem. Była ich drogą do wolności i sprawiedliwości.
Strona: 6/8
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
Była ich wybawieniem. Na jej dźwięk, krzyżackie hufce cofnęły się nieco w tył. Rycerstwu
włos się zjeżył. Władysław, nasz król miłościwy wydał rozkaz. Pierwsze do boju ruszyły
zastępy litewskie Witolda. Zaraz po nich Jan z Andrzejem, jako ciężkozbrojni. Z pieśnią na
ustach. W imię prawdy, przyjaźni i zapachu lipcowych mazurskich, polskich pól.
Po odwiedzeniu muzeum grunwaldzkiego, którym zarządza Pan Szymon Drej, Jacek i
Krzysztof wracali do swoich maszyn pozostawionych na parkingu. Po drodze minęli duży
czarny głaz, który wyglądem przypominał szeroką ławę. Zatrzymali się.
●
●
●
●
●
●
●
●
●
●
●
●
●
Krzychu, wiesz. Nie oddałbym tych naszych wspólnych wypraw za żadne pieniądze.
Jacek, ja też. Pamiętaj jednak, że masz rodzinę. Musisz pracować i się rozwijać.
Czy ja nie mogę pracować jeżdżąc na motocyklu?
Szczerze? Zapytał Krzysztof.
Hmm.
Masz trochę poprzestawiane w łepetynie. Jesteś nie dzisiejszy. Masz wiele okazji do
zrobienia biznesu, zarobienia i olewasz to. To jest nie w porządku wobec samego siebie.
Wiesz, mi nie zależy na pieniądzach, chciałbym być taki … Wolny.
Wolny to może być rzut jak grasz w nogę. Ty jesteś dorosły i masz obowiązki.
Jakie? Pracować, zarabiać? Gdzie wzniosłe ideały? Gdzie poświęcenie i walka o honor?
Jacek, wróć na ziemię. Jesteś Piotruś Pan i tyle. Skup się. Po-patrz-na mnie. Gdzie jesteś?
Mamy trzy godziny drogi do domu, a Ty siedzisz na jakimś kamieniu i marzysz. Bierz z
życia to, co możesz. Ok, bądź honorowy i sprawiedliwy. Dopasuj się do sytuacji. Ale bądź
w swoim życiu prawdziwym bohaterem. Rozumiesz
Tak
To zbieraj graty i jedziemy
Jeszcze chwilę, pięć minut
Jacek przyłożył głowę do ciemnego kamienia. Czuł jakby głaz drżał. Słyszał stłumiony odgłos
końskich kopyt i szczęk broni. Śmiech niewiast przybranych w kolorowe stroje,
przygotowujących wieczorną strawę i fujarki kuglarzy podążających zawsze za
najprzedniejszym rycerstwem.
Przed sobą widział zielone pole. Puste, ale wyglądało jakby żyło swoim historycznym życiem.
●
●
●
●
●
Wygraliśmy - powiedział do Krzysztofa
Co znowu wygraliśmy?
Przyjaźń, życie, braterstwo...
I wspólna pasję. Dosiadaj swojej chudej kobyły, co się ledwo drogi trzyma i wracamy do
żon i dzieciaków.
Wracamy, wracamy. Tylko obiecaj mi, że w następny weekend znowu pojedziemy gdzieś
razem.
Strona: 7/8
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
Strona: 8/8
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl