Nr 2/2010 (2)
Transkrypt
Nr 2/2010 (2)
Nr 2/2010 (2)
0
W najnowszym numerze Front Sight, znanego Wam zapewne dwumiesięcznika USPSA,
George Jones zamieścił ciekawy artykuł zatytułowany „Re-Shoots. The Downfall of
a Match”. Potwierdzają się w jego treści konstatacje odnośnie roli reshoot’ów
w „uwalaniu” perfekcyjnej z założenia organizacji każdych zawodów dynamicznych.
Reshoot może wiele...
Stąd liczne, napastliwe nagabywania, jakimi Redakcja była ostatnimi czasy zalewana
drogą mailową i komórkową (aż pięciu Kolegów zdecydowanie starało się wykorzystad
tę drogę korespondencji), a które sprowadzały się do powtarzanego, jak mantra pytania:
kiedy następny Reshoot?
Kiedy, kiedy? Oto jest. Numer drugi internetowego pisma, które Redakcja ma
w zamiarze wydawad jako kwartalnik – czyli w marcu, czerwcu, wrześniu i grudniu.
To jest numer grudniowy. Tym razem, dzięki szerszej współpracy i poświęceniu (głównie
czasu na twórczośd literacką) Kolegów spoza grona autorów numeru pierwszego, mamy
41 stronicowe wydanie, którego lektura powinno zająd Wam nieco czasu w przerwach
między głównymi stage’ami Świąt Bożego Narodzenia.
Jeśli ta współpraca się poszerzy jeszcze, a poszerzy się na pewno, to mamy szansę
stworzyd naszą polską odmianę Front Sight’a - pisma poświęconego w 90%
zagadnieniom związanym ze strzelectwem dynamicznym w każdej jego postaci,
i „prawie” tylko takim. Dobrym znakiem jest udział w niniejszym numerze materiałów
przygotowanych przez Kolegów „z każdej strony polskiego strzelectwa dynamicznego”.
Mamy nadzieję, że Reshoot stanie się taką dobrą platformą porozumienia i wzajemnego
zrozumienia, cokolwiek to znaczy, byleby znaczyło pozytywnie...
Nadchodzi Nowy Rok. Rok, jak co rok. Wejdziemy weo wciąż „dwutorowo”. Osłabia to
nasze i tak mizerne siły. Może jednak skutkiem takiej „pokuty” będzie rychłe
ozdrowienie? Przed Świętami i Nowym Rokiem to dobre marzenia i nadzieje.
W dyskusjach, jakie przetaczają się falami przez fora internetowe poświęcone
strzelectwu, można zaobserwowad ciekawą i budującą tendencję – Koledzy żyjący wciąż
w dwubiegunowym światku strzeleckim, dogryzają sobie, skubią się „po kostkach”,
niektórzy, jak to określają – kopią się z koniem (a czemu nie?) ale najczęściej kooczą
swoje wypowiedzi pozdrowieniami i przesyłanymi wyrazami szacunku... Nie ma
podstaw by nie wierzyd w dobre intencje zawarte w każdym fragmencie tych
wypowiedzi. W gruncie rzeczy jesteśmy bowiem jedną sforą podobnie chcących
i podobnie myślących pasjonatów – jedną sforą. A sfora wewnątrz może się różnicowad,
osobniki mogą się podgryzad, ale biada osobnikom spoza sfory... Tak funkcjonuje sfora.
W sforze jest też zawsze przewodnik - dominujący samiec alfa, dominujący... I tu jest
mały problem - ale do rozwiązania wewnątrz... Na zewnątrz sfora powinna stanowid
monolit.
Koocząc ten briefing życzę w imieniu całej Załogi Reshoot’a Dobrych, Zdrowych Świąt
Bożego Narodzenia i Dobrego Nowego 2011 Roku wszystkim Wam - Kolegom spod
znaku strzelectwa dynamicznego, taktycznego, snajperskiego, czarno prochowego i air
softu, Wszystkiego Czego sami sobie życzycie i czego życzycie Swoim Bliskim!
A na koniec cytat z Front Sight’a: „The shooters have sent their registrations and the
squadding is done. The match planning team has built the stages. The staff has
gathered. The weather forecast looks great. Everything is set for an outstanding match.
What could possibly go wrong?
Indeks artykułów
No właśnie, co?
Reshoot'ownia
- konkurs str. 40
Yours Old White Bear
European Handgun
Championship - Belgrad
2010 - relacja
str. 4
Cicha Wojna - artykuł
str. 7
Tactical Longshot
- Strzepcz 2010 - relacja
str. 11
Mushrooms Match
Kowno, Litwa - relacja
str. 18
3 Guns
Olsztyn Challenge 2010
Mój pierwszy raz
- relacja str. 20
Pojedynek Olsztyński
Shoot-off karabinowo pistoletowy - artykuł
str. 22
Poznańskie Trykanie
3 Guns Liga Sportera
- artykuł str. 24
Sport & Tactical
Equipment
W czy strzelać? - artykuł
str. 26
Jesień w Bańgowie
- relacja str. 29
Ze strzelnicy
CZ SP-01 Shadow
- artykuł str. 30
Zabawa dla dużych
chłopców
Air Soft Gun - artykuł
str. 33
Strzeleckie Klimaty Art
- prezentacja str. 37
1
Koleżanki i Koledzy!
W dniu 27 listopada 2010 roku w Krakowie odbyło się pierwsze spotkanie Komisji
Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego ds. strzelań dynamicznych i czarnoprochowych.
Miałem nadzieję, że jeszcze przed spotkaniem dojdzie do porozumienia naszych środowisk.
Moja nadzieja była tym głębsza, iż oparta była o informacje dotyczące powstania projektu
porozumienia pomiędzy Związkiem Klubów Strzelectwa Dynamicznego, a Stowarzyszeniem
Kultury Fizycznej "Region IPSC Polska".
Propozycje zmian statutu ZKSD przygotowane były w nawiązaniu do propozycji złożonych przez
przedstawiciela Zarządu SKF, które miały gwarantować całkowitą swobodę rozwoju IPSC
w Polsce w oparciu o obecnie obowiązującą ustawę o sporcie... Jako absolutny priorytet
uważaliśmy i dalej uważamy dokonywanie zmian i animację życia sportowego w oparciu o pracę
prowadzoną w macierzystych klubach zawodników i przy pełnej współpracy z Polskim Związkiem
Strzelectwa Sportowego.
ZKSD miał być silną organizacją, która przez swoich przedstawicieli będzie dbać o interesy
zawodników oraz tworzyć korzystny klimat do rozwoju wszystkich konkurencji dynamicznych
jakie są w zainteresowaniu klubów i zawodników. Wspólnym celem PZSS i ZKSD była misja
uporządkowania spraw związanych z kwalifikacjami kadry sędziowskiej konkurencji
dynamicznych oraz adaptacja przepisów poszczególnych konkurencji.
Także wspólny,
ogólnopolski kalendarz zawodów miał być podstawą do uporządkowania patologicznej sytuacji
zawłaszczania niektórych konkurencji dynamicznych przez pojedyncze kluby i osoby
skompromitowane zarówno w kraju jak i zagranicą.
Licząc na jakąkolwiek aktywność ze strony SKF skupiliśmy się na własnych sprawach, pracując
jednocześnie nad możliwymi wariantami zawarcia kompromisu. Szereg naszych Kolegów
bezinteresownie zaangażowało się w próby mediacji i tworzenia klimatu do rozmów. Pismo z dnia
09.06.2010 skierowane do Pana Dyrektora Regionu IPSC Polska, a które mogło być podstawą
do podjęcia rozmów, zostało zignorowane i w odpowiedzi, po miesiącu, w tonie lekceważącym
udzielono mi informacji o bezpodstawnych obawach ZKSD o rozwój IPSC w naszym kraju.
Wobec powyższego Związek kierowany przeze mnie skoncentrował się całkowicie na realizacji
zadań statutowych w oparciu o Kluby (członków) w nim zrzeszone. To pozorne „zawieszenie
broni” podyktowane było tylko i wyłącznie oczekiwaniem na decyzje jakie w sprawie Polskiego
IPSC miały zapaść w Belgradzie we wrześniu 2010 roku. Jest rzeczą oczywistą, że władze
światowego IPSC oczekują normalizacji sytuacji nawet w tak małym Regionie jakim jest Region
IPSC Polska. Po kompromitujących komunikatach ze strony „Biura Zarządu” SKF degradujących
konkurencje IPSC w Polsce do rangi rekreacji ruchowej i odcinającej się od narodowego związku
sportowego, w ostatnich dniach SKF nagle skierował do prac w komisji nieakceptowanego
wcześniej Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego Pana Prezesa Stanisława Kwietnia.
Daleko idące deklaracje współpracy z PZSS, a nawet możliwość wstąpienia SKF do PZSS
spowodowały moje uzasadnione zdumienie. Moja propozycja, aby wstrzymać się
z delegowaniem osoby do prac w komisji do czasu podpisania porozumienia również nie znalazła
akceptacji ze strony obecnego Dyrektora Regionalnego. W opinii zarządu ZKSD działanie takie
ma na celu jedynie efekt propagandowy i dalsze odwlekanie w czasie nierozwiązanych spraw
dręczących nasze środowisko – spraw nierozwiązanych już od ponad roku.
2
Wobec powyższych faktów oraz dalszej, postępującej degradacji rangi konkurencji IPSC w Polsce
wzywam po raz ostatni przedstawicieli klubu SKF Region IPSC Polska do podjęcia
merytorycznego, konstruktywnego dialogu, którego celem będzie ostateczne uporządkowanie
organizacji IPSC w Polsce przez uzgodnienie stosownych zmian statutu Związku Klubów
Strzelectwa Dynamicznego. Zmiany te powinny stworzyć optymalne warunki do rozwoju
konkurencji IPSC na gruncie obowiązującego w Polsce prawa. Zdecydowanie proszę ponownie
o przesłanie na piśmie, w terminie do dnia 18 grudnia stanowiska SKF określającego
sugerowane przez Państwa zmiany.
Ze swojej strony i w imieniu całego zarządu ZKSD deklaruję wnikliwą i merytoryczna współpracę
w tym zakresie z przedstawicielami SKF. Oczekuję, że poza deklaracjami rozmów - niepopartymi
dotąd jakimikolwiek działaniami, przedstawiciele SKF zdecydują się wreszcie na uzgodnienie
projektu porozumienia, które pozwoli na konsolidację naszego środowiska i doprowadzi do
rozwoju strzelectwa dynamicznego w Polsce. Środowisko strzelców dynamicznych oczekuje,
że dojdziemy do porozumienia, ale w tym zakresie dobrą wolę musi okazać także SKF. Sama
dobra wola ZKSD nie wystarczy.
Aby zakończyć bezsensowny i szkodliwy spór, a także wobec wielu antagonizmów oraz
olbrzymiego ładunku emocjonalnego, który towarzyszy poszczególnym osobom w otoczeniu obu
organizacji, uważam że konieczne jest całkowite odcięcie się od minionych wydarzeń i rozpisanie
w możliwie krótkim czasie przedterminowych wyborów zarówno Zarządu ZKSD jak i Dyrektora
Regionalnego IPSC Polska. Wybory te powinny nastąpić niezwłocznie po uchwaleniu nowego,
uzgodnionego statutu ZKSD oraz po wstąpieniu do ZKSD nowych członków (klubów). Zamknijmy
raz na zawsze smutny okres konfliktu w naszym środowisku. Proponuję, aby do władz „nowej
organizacji”, tj. ZKSD ze zmienionym Statutem, uzgodnionym z SKF, kandydowały
wyłącznie osoby nie zaangażowane w obecne władze zarówno ZKSD, jak i SKF. Ze swej
strony deklaruję takie zobowiązanie odnoszące się do mnie i moich Kolegów z władz ZKSD.
s
Z poważaniem
W imieniu Zarządu
Prezes ZKSD
Zbigniew Świerczek
3
W dniach 7-18 września 2010 roku, w Stolicy Serbii Belgradzie, odbyły się największe na kontynencie
pistoletowe zawody strzeleckie IPSC European Handgun Championship 2010. Impreza cykliczna
rozgrywana co trzy lata (ostatnie mistrzostwa Europy odbył się we Francji w 2007 roku) stanowiła
pole do popisu i sprawdzenia swoich umiejętności zawodników nie tylko z Europy, ale i pozostałych
kontynentów. Mistrzostwa oprócz aspektu sportowej rywalizacji, stanowiły również platformę do
wymiany doświadczeń i obserwacji najlepszych strzelców dynamicznych świata. Doświadczeń, jakie
mogą okazać się bezcenne w kontekście zbliżających się w 2011 roku Mistrzostw Świata IPSC,
które rozegrane zostaną tym razem na starym kontynencie, a dokładniej na greckiej wyspie Rhodos.
Tegoroczne Mistrzostwa Europy IPSC zgromadziły na starcie 861 zawodników, rywalizujących
w pięciu klasach sprzętowych. Miały one również polski akcent. Wśród startujących zawodników,
piętnastu pochodziło z Polski. Jedenastu z nich reprezentowało Region IPSC Polska, trzech
zawodników Region IPSC Litwa oraz jeden zawodnik startował w barwach Regionu IPSC Węgry.
Wychodząc naprzeciw rodzącej się inicjatywie
powstania internetowego pisemka, dotyczącego
różnych rodzajów strzelectwa dynamicznego,
uległem prośbie Kolegów z Magazynu "Reshoot"
i w chwilach wolnych wyskrobałem parę słów na
temat Mistrzostw Europy IPSC w Belgradzie.
Na wstępie przepraszam za moje przyciężkie pióro,
ale okres pisania wypracowań mam już parę lat za
sobą, a trudno wymagać od zaprzysięgłego
technokraty polotu literackiego.
należący do serbskiego MSW, a dokładniej szkoły
policji i żandarmerii, na to wskazuje.
Trzeba przyznać , że organizacyjnie Serbowie stanęli
na wysokości zadania. Otwarcie European Handgun
Championship 2010, odbyło się w centralnym punkcie
Belgradu, w twierdzy Kalemegdan. Kalemegdan to
taki serbski "Wawel". Może jest tam więcej ruin,
niż kompletnych budowli, ale położenie na wzgórzu
u ujścia Sawy do Dunaju stwarza niezapomniany
widoczek.
Mistrzostwa Europy EHC 2010 odbyły się we
wrześniu, w stolicy Serbii - Belgradzie. Organizacja
tego meczu nie była oddolną inicjatywą strzelców
IPSC , ani ich spontanicznym organizacyjnym
zrywem, ale wolą polityczną rządu Serbskiego,
który zaangażował w nią olbrzymie siły i środki.
Specjalnie na ten mecz przebudowano strzelnicę
wojskową do tego stopnia, że wybudowano nowe
asfaltowe drogi wewnętrzne, a powierzchnia torów
zastała wyłożona świeżą trawą. Żal, że po
zakończeniu EHC 2010 obiekt pozostanie
zamknięty dla "zwykłych" strzelców - sportowców
i będzie co najwyżej poligonem ćwiczebnym dla
„służb” . Niestety jego lokalizacja, to znaczy teren
4
Jak wspomniałem cała impreza miała na celu
pokazanie, że "Serbia potrafi". Oficjalne otwarcie
Mistrzostw zaszczycił Minister Obrony Narodowej
Republiki
Serbii
i
Wiceminister
Spraw
Wewnętrznych. Zza każdego narożnika widać było
nacjonalizm. Serbski orzeł i barwy narodowe są
symbolem wszechobecnym. Cóż, nie oszukujmy się
to nadal państwo, w którym policja i wojsko mogą
wszystko.
Wracajac do tematu, Nasza reprezentacja, chociaż
skromna ilościowo, na tle innych bardziej licznych,
prezentowała się całkiem estetycznie.
Po oficjalnym otwarciu Mistrzostw przyszła kolej na
część widowiskową - występy artystyczne, które
wszyscy kochamy, czyli muzyka ludowa. Trzeba
przyznać, że nie zatrzymały one strzelców, którzy
widząc co się święci, podwinęli ogony i pośpiesznie
znikali z ”placu defilad”. Wystarczyło wystawić zimny
bufet, a wszyscy zostaliby do końca.
Następego dnia zaczynały się popisy na torach.
Strzelaliśmy przez cztery dni, po sześć torów
dziennie. Każdy skład miał jeden dzień wolny. Nam
przypadło strzelanie pierwszego dnia i przerwa
drugiego.
Tory były zbudowane bardzo solidnie, estetycznie
i bezpiecznie. No cóż obiekcik nowiuteńki,
że paluszki lizać. Na sporej ilości torów było bardzo
dużo celów ruchomych, „kiwaki”, „wstawaki”,
„przesuwaki” uruchamiane w bardzo wymyślne
sposoby. Odległości do celów bardzo zdradliwie
dobrane. Wydawało się że blisko i wystarczy tylko
dublecik - „pach-pach”, a tu podchodzisz i miss,
...a czasem i dwa. Niestety, praktycznie wszystkie
tory były monotonne taktycznie. Niemalże wszyscy
zawodnicy strzelali tory w identyczny sposób,
a o sukcesie decydowała szybkość palca i odnóży.
Jakiekolwiek zmiany sposobu przebiegu nie miały
sensu, droga była jedna, narzucona z góry przez
sposób aranżacji toru i jej należało się trzymać.
Takie trochę to dziwne, ale tak się myśli w Serbii.
Jako praktukujący strzelec leworęczny muszę dodać,
że parę torów było wykonanych tendencyjnie pod
zawodników praworęcznych, na szczęście tylko parę.
Ale reszta dawała "naszej mniejszości” równe szanse.
Samo strzelanie pierszego dnia przebiegało, …różnie.
Złośliwi powiedzą - No, pojechali żeby się
skompromitować. A ja powiem; wynik mniej ważny,
liczy się zabawa. Nie ukrywajmy, jesteśmy grupką
prawdziwych amatorów na bladym tle, dobrze
zorganizowanych i szczodrze dofinansowanych
zespołów zawodowców z Czech, Włoch czy Hiszpanii
i Francji. Nasz wynik, to po prostu wykładnia
możliwości i umiejętności pasjonatów strzelectwa
IPSC, a nie zawodowych strzelców.
Zabawa, wierzcie mi, była przednia. Całą Naszą
reprezentację podzielono na dwa składy. W jednym
Jurand, Jasiu, Sławek, Tadziu i Roman, a w drugim
Radek, Michał, Boguś i ja. W preematch’u strzelali
Stasiu i Geno, ale oni wystepowali również później
w pasiakach IROA. Sędziował też Czecze.
Nam przyszło strzelać wspólnie z Grekami
i Irlandczykami. Squad bardzo spokojny, bez żadnych
"oszołomów", dla których wynik jest najważniejszy.
Po prostu całkowity luzik. Jedyny minus to moment,
w którym przechodziliśmy na tory sędziowane przez
greckich arbitrów. Wiadomo, greccy koledzy, którzy
z Nami strzelali nie byli strzelcami z najwyższej półki.
Ale ich wyniki były zbliżone do Naszych. Natomiast
zachowanie RO, zawyżających wyniki i skracających
czasy swoich krajanów, było wręcz żenujące.
Aż strach pomyśleć, co będzie się działo na
Mistrzostwach Świata IPSC - World Shoot 2011, które
odbędą się w Grecji.
Po pierwszym dniu strzelania dostaliśmy zupełnie
zasłużony dzień wolnego, który spożytkowaliśmy na
zwiedzanie Belgradu i… no właśnie - jedzonko!
Belgrad, to miejsce stworzone dla sybarytów.
5
Knajpa na knajpie i do tego wszędzie dają dużo
i dobrze (jeść oczywiście…). Nie potrafią jedynie
dobrze doprawić "tatara" i nie wiedzą co to maggi.
W zamian, do potraw podają sos sojowy (fuj).
Kolejną jasną cechą Belgradu i pewnie reszty Serbii
są kobitki. Na ulicy głowa normalnego faceta ma
tendencje do krecenia się wokół. Całe szczęście, że
raz w lewo, raz w prawo, bo inaczej by odpadła. Moi
drodzy tam chyba nie ma brzydkich dziewczyn.
Wszystkie wysokie, zgrabne, ładne i estetycznie
ubrane. Cóż, Belgrad kilkadziesiąt razy zmieniał
właściciela.
Austriacy,
"Madziarzy",
Turczyn
sprośny, Włosi, Chorwaci, wszystkie te nacje
przeszły przez Serbię pozostawiajac trochę swojej…
krwi. Efektem tego, niepospolita uroda niewiast.
Samo miasto, to nasza Warszawa początku lat
dziewięćdziesiątych. Sprzedaż stolikowa, brudne
elewacje i wyeksponowane ruiny budynków po
bombardowaniach NATO. Oj, pielęgnuje władza
nacjonalizm, pielęgnuje!
Wyniki osiągali zawodowcy. Eric Grauffel, w dywizji
Open, był klasą dla siebie. Dawno nie pamiętam,
żeby następny zawodnik w klasyfikacji Overall tracił
do niego aż 10 %. Dla gości strzelających
z "telewizorów” musi to być niezła trauma. W końcu
cała czołówka w tej klasie to zawodowcy. W produkcji
zabrakło wielokrotnego mistrza Europy i Świata
Adama Tyca. Był obecny na strzelnicy, ale jako trener
zawodniczki rosyjskiej, późniejszej Vice Mistrzyni
Europy w kategorii Production Ladies.
To tyle z ciekawostek, wyniki możecie sami zobaczyć
na stronie zawodów - EHC 2010 wyniki Overall. Słabo
wypadli nasi południowi sąsiedzi Czesi. Słabo
oczywiście, jak na osiągnięcia poprzednich Mistrzostw
Europy we Francji.
Ale wracamy na strzelnicę. Technicznych nowinek
podczas konkurencji zbyt wiele nie podpatrzyliśmy.
Jak wspomniałem, tory były nudne taktycznie.
No bo co to za tor na 32 strzały, gdzie nie ma
możliwości by zapomnieć czegoś ostrzelać?
Wszystko na torze widoczne jak na dłoni, cztery
możliwe stanowiska i po robocie. Nasze braki
techniczne bezlitośnie obnażyły wszelkie cele
ruchome. Ale jak się nie trenuje wystarczajaco,
to się nie potrafi niestety, szybko ich ostrzelać.
Dotyczy to przede wszystkim mojej osoby. Występ
mogę zaliczyć do, delikatnie rzecz ujmując,
nieudanych. Nie, nie, raczej kompromitujących.
Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że jest
mnie 20 kilo mniej i nie bardzo potrafiłem się
znaleźć bez solidnego "fundamentu” strzeleckiego.
Reszta kolegów z mojego składu strzelała o niebo
lepiej i skuteczniej, unikając takiej ilości pomyłek.
No coż, takiej rangi impreza jest też trochę loterią.
Sędziowanie. Niestety, nadal IROA bardziej
przypomina oddział geriatryczny, niż dynamikę
zwiazaną z IPSC. Niektóre decyzje bardzo
kontrowersyjne, np. cofnięcie przez Komisję
Odwoławczą zawodnikowi włoskiemu ewidentnej
dyskwalifikacji. DQ przyznanej przez polskiego RO
Staszka Kwietnia, którego trzeba naprawdę bardzo
zirytować, żeby na coś takiego się zdecydował.
I tak szybciej lub wolniej, skuteczniej lub mniej,
ostrzelaliśmy wszystkie 24 tory. Nasz squad, jako
jeden z nielicznych ukończył mecz w komplecie.
Cóż, pozostaje dopisać – kto nie był niech żałuje.
Mam nadzieję, że w Grecji będzie Nas więcej, czego
sobie i Wszystkim pasjonatom IPSC w kraju życzę.
Leszek "Lesio" Madejewski
Galeria EHC 2010
Video EHC 2010
6
Zbigniew "Zibi" Świerczek
Szanowni Państwo!
W chwili obecnej trwają prace końcowe nad nowelizacją obowiązującej Ustawy o broni i amunicji.
Podjęto próby dostosowania ich do wymogów prawnych UE. Równolegle, PZSS przygotowuje zmiany
regulaminu uzyskiwania Licencji sportowych. Zmiany te będą miały fundamentalny wpływ na nasze
funkcjonowanie na strzelnicach sportowych przez najbliższych kilka lat. Mają one stworzyć warunki
do normalizacji zasad funkcjonowania osób zainteresowanych strzelectwem sportowym. Czy tak
będzie, czas pokaże.
Na łamach magazynu chciałbym przypomnieć historię naszego kolegi, który walcząc o swoje prawa,
swoją postawą dał przykład konsekwencji i determinacji w dążeniu do uznania swoich praw
obywatelskich. Choć żenujący i kosztowny spektakl urzędniczej ignorancji trwał ponad półtora roku
to w chwili obecnej sprawa Dariusza S. jest już pozytywnie zakończona. Chcę przypomnieć Wam jej
przebieg oraz zasugerować małą refleksję dotyczącą opisywanych wydarzeń.
Zacznijmy jednak od początku. Dariusz S. to 41-letni
mężczyzna pracujący w jednej ze śląskich kopalń. Osoba
niekarana, o niespotykanym w obecnych czasach
spokojnym charakterze. Człowiek stroniący od używek
wszelkiego rodzaju, pracowity i rzetelny, ceniony
w środowisku za swoje poświęcenie i społeczną pracę na
rzecz swojej jedynej pasji – sportowi strzeleckiemu. Swoje
hobby podzielił na dwa nurty – strzelanie historyczne
z broni czarnoprochowej (jest członkiem jednego z bractw
kurkowych)
oraz
strzelania
praktyczne
zgodne
z regulaminem IPSC.
Początek boju
Zdobyte przez Dariusza S. doświadczenie pozwoliło mu
w 2001 na uzyskanie pozwolenia na posiadanie broni do
celów sportowych oraz otrzymanie dwóch promes. W 2004
otrzymał rozszerzenie decyzji i od tej pory stał
się
właścicielem
pięciu
jednostek
broni,
w tym dwóch bocznego i trzech centralnego zapłonu
(wliczając do tych ostatnich strzelbę gładkolufową).
Rozszerzenie decyzji administracyjnej uzyskanej przez
Dariusza S. w 2004 nie było bezproblemowe. Po szeregu
zabiegów w końcu pozytywnie przychylił się do jego
argumentacji sam Komendant Główny Policji, uchylając
w ten sposób decyzje Komendanta Wojewódzkiego
Policji w Katowicach.
Minęły lata, zaś bohater tej opowieści, oprócz czynnego
uczestnictwa w rywalizacji sportowej, uzyskał również
uprawnienia sędziego sportowego II klasy, Range Oficera
(sędziego IPSC) oraz instruktora sportu o specjalności
strzelectwo sportowe. W 2007 Dariusz S. postanowił
dokonać zakupu kolejnych jednostek broni – czyli sprzętu
sportowego – aby móc sprostać wymaganiom nowych
konkurencji w ramach realizowanej przez siebie pasji
życiowej.
Widmowa nagroda
Co więcej, w rok później, jako sędzia na największych
zawodach IPSC w Europie – Extrem Euro Open
w Czechach, wylosował w loterii rozgrywanej wśród
uczestników nagrodę ufundowaną przez głównego
sponsora Czeską Zbrojowkę – pistolet CZ 75 Phantom.
Aby stać się jego posiadaczem, musiał dokonać
rozszerzenia obecnej decyzji. I tu zaczyna się problem,
bowiem zrozumienia dla jego pasji, hobby i szczęścia nie
7
podzielają
urzędnicy
w
niebieskich
mundurach.
Gdy nasz bohater zwrócił się w lipcu 2008 z podaniem
o zmianę decyzji do KWP w Katowicach, dwa tygodnie
później odpowiedziano mu, że organem właściwym do
rozpatrzenia jego pisma jest... Komenda Główna Policji
(KGP) w Warszawie. Postąpiono w myśl zasady, że skoro
oni mu wydali pozwolenie, to niech oni się z nim męczą,
a poza tym – takie jest prawo.
Należy dodać, że pasjonat dołączył do swojego podania
wszystkie komunikaty, które udało mu się pozbierać do
tego czasu – z zawodów organizowanych przez Okręgowy
Związek Strzelectwa Sportowego (OZSS) oraz Region
IPSC Polska. A ponieważ Dariusz S. aktywnie działał jako
zawodnik i sędzia strzelectwa praktycznego również poza
granicami RP, znalazły się tam także wydruki komputerowe
z oficjalnego programu obliczeniowego światowej federacji
IPSC. Programu, który – co należy dodać – jest jedynym
akceptowanym przez blisko 90 państw (regionów)
zrzeszonych pod flagą IPSC. W sumie 61 osobostartów,
które Dariusz S. zebrał od 2005. Wydawałoby się, że takie
zaangażowanie
w sport strzelecki powinno być
nagrodzone nie tyle pozytywnym rozpatrzeniem wniosku,
ale chociaż dostrzeżone. Nic bardziej mylnego.
Du ju spik inglisz?
28 sierpnia 2008 Komenda Główna zobowiązała Dariusza S. do uzupełnienia materiału, który został przesłany w postaci kopii lub
wydruków komputerowych nie potwierdzonych z
oryginałem. W świetle naszych przepisów prawa
dokumenty takie nie mają mocy dowodowej i dlatego nasi specjaliści zupełnie zlekceważyli 55 potwierdzeń startów uznając je za niewiarygodne! Dodatkowo poinformowali naszego bohatera, że językiem
urzędowym w RP jest język polski i wydruki z oficjalnego programu obliczeniowego IPSC są dla nich niezrozumiałe lub zawierają niepełne dane. Oznacza
to, w opinii urzędników w niebieskich mundurach,
że taki materiał nie może być brany pod uwagę,
a więc w świetle prawa nie istnieje.
Dlatego naszemu bohaterowi z obszernego i obfitego
zbioru dowodów pozostało jedynie 16 komunikatów. Tą
liczbę warszawscy decydenci uznali za niewystarczającą,
aby rozszerzyć Dariuszowi S. pozwolenie, zwłaszcza, że w
końcu – według nich – pięć jednostek broni, które posiada
powinny mu wystarczyć do realizacji swojej pasji. W końcu
przez cztery lata zebrał jedynie 16 osobostartów, co według
urzędników świadczy o tym, że uprawiał strzelectwo jedynie
sporadycznie.
KGP locuta
Powinno wystarczyć? Otóż – nie. Na podstawie artykułu
155 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 Kodeksu
postępowania administracyjnego (Kpa), 7 listopada 2008
Komendant Główny Policji odmówił zmiany decyzji.
Uzasadnienie zawierało wiele słów, z czego większość
stanowił... przepisany artykuł 155, mówiący o fakcie
możliwości zmiany wydanej decyzji za zgodą strony,
jeżeli przemawia za tym ważny interes społeczny lub –
co należy podkreślić – interes strony, czyli naszego
Dariusza S. Znajdziemy tam przypomnienie, że strona
dostarczyła ksera (później uzupełnione) oraz jakieś tam
wydruki komputerowe w niezrozumiałym języku
angielskim, które dodatkowo zawierają niepełne dane.
Dlatego decyzja jest taka, a nie inna. A poza tym chłop
się czepia, bowiem nie dość, że ma pięć jednostek
broni,
to
uczestniczy
w
rywalizacji
jedynie
sporadycznie.
Ostatecznie stwierdzono, że strona nie przekonała więc
organu policji o jej słusznym interesie posiadania
kolejnych jednostek broni sportowej. Organ Policji
uznał zatem, iż w interesie społecznym nie leży
uwzględnienie
wniosku
stron,
bo
według
funkcjonariuszy, istotą interesu społecznego jest
bowiem, by pozwolenia na broń uprawniały do
posiadania tylko takiej ilości broni jaka jest niezbędnie
potrzebna do realizacji celu, do którego broń ma być
przeznaczona. Komendant rozważył zatem
interes strony, jak i interes społeczny i przyznał
priorytet wyższości temu drugiemu dlatego
orzekł jak w sentencji, czyli mówiąc krótko
odmówił.
Riposta
Nasz przypadek odpisał 29 listopada
2008 skarżąc decyzje oraz wnioskując
o jej ponowne rozpatrzenie. Dariusz S.
wyjaśnił dodatkowo, że celem owego
współzawodnictwa w ramach federacji
nie jest produkcja komunikatów w języku
polskim dla potrzeb organów administracji
państwowej. Region IPSC Polska jest pełnoprawnym członkiem federacji światowej, zaś
rywalizacja według regulaminu IPSC odbywa
się w zgodzie z obowiązującymi przepisami
sportowymi prawa polskiego. Wyjaśnił również,
że językiem obowiązującym w federacji IPSC jest
angielski. Dariusz S. podkreślił, że gdyby zażyczył
sobie od federacji komunikat w języku polskim mógłby
spotkać
się
z
koniecznością
przedstawienia
zaświadczenia o poczytalności i braku przeciwwskazań
psychicznych do uprawiania strzelectwa według
regulaminu IPSC. Nie ma możliwości, aby oficjalny
program obliczeniowy federacji spełnił nierealne
wymagania urzędników z KGP.
Dariusz S. ubolewa nad faktem, że na szczeblu
Komendy Głównej nie ma ani jednej osoby w komórce
zajmującą się pozwoleniami na broń, która nie może
w poprawny sposób zrozumieć komunikat z programu.
Należy wspomnieć, że całość zawiera w sumie osiem
słów (sic!) z czego cztery dotyczą klasy sprzętowej,
dwa weryfikacji, zaś ostatnie dwa kategorii zawodnika.
8
Nasz bohater napisał, że ubolewa również nad tym,
że decyzje wydawał urzędnik nie mający absolutnie pojęcia
o strzelectwie praktycznym, na dodatek nie znający nawet
w stopniu znikomym języka angielskiego. Dlatego
przedstawił w sposób zrozumiały tłumaczenie 55
komunikatów z kraju i innych zawodów rozgrywanych na
terenie Europy. Ponadto, z racji faktu, że od złożenia
wniosku minęło sporo czasu, Dariusz S. dodał 15 kolejnych
komunikatów, co w sumie oznaczało, że posiadał 86
osobostartów.
Strzelec w swoim piśmie przypomniał również, że jako
obywatel utrzymujący urzędnika ze swoich podatków ma
prawo wymagać, aby taka osoba, jako przedstawiciel
państwa, posiadała choć elementarną wiedzę w zakresie
rozpatrywanej przez niego sprawy. Dariusz S. zarzuca
Komendzie Głównej naruszenie zasady wnikliwego
rozpatrzenia zarówno sprawy, jak i przedstawionego
wniosku strony. Żądanie przez
organ potwierdzonych komunikatów i startów w zawodach
nie
mieści się
w
żadnym
przepisie prawnym określającym
zasady uprawiania
strzelectwa
sportowego.
Obowiązek
taki
spoczywa na klubach. Wymagania
stawiane
zawodnikowi,
aby
wykazywał się startem w zawodach na sprzęcie, który
nie
spełnia wymogów klasy
jest
niedorzecznością i jest nielogiczne. Bo
jak
startować w klasie Production nie posiadając do
tego sprzętu spełniającego wymogi regulaminowe? Jak więc strona ma udowodnić
słuszny interes posiadania kolejnych jednostek
broni?
Mityczny interes
W swoim piśmie Dariusz S. stwierdził, że u podstaw takiej,
a nie innej decyzji KGP leżą hoplofobiczne wytyczne
wewnątrzresortowe, zaś urzędnicy wykonują polecenia
przełożonych argumentując to i zasłaniając się ważnym
interesem społecznym. Cytowana definicja mitycznego
interesu społecznego przytaczana w świetle artykułu 155
Kpa przeciwstawiana jest interesowi strony, chociaż
w rozumieniu tego artykułu są to definicje nie wyłączające
się, ponieważ ustawodawca postawił między nimi słowo
lub.
Nasz bohater zauważył, że w interesie społecznym leży,
aby tego typu decyzje rozpatrywał urzędnik kompetentny,
a nie będący jedynie myślącą maszyną do pisania,
przytaczającą definicje artykułu i dodającego do tego swój
własny komentarz zgodny z wewnętrznymi dyrektywami.
Dariusz S. dodał, że liczba słów w uzasadnieniu ma
sprawić wrażenie profesjonalizmu, a tak naprawdę
zaciemnia sprawy oczywiste, czyli całkowitą bezkarność
anonimowego funkcjonariusza publicznego wydającego
kiepsko uzasadnione decyzje. Nasz bohater podkreślił
również, że polska Policja jest chyba jedyną instytucją
w cywilizowanej Europie, która uzurpuje sobie prawo
do decydowania o tym co jest, a co nie jest interesem
społecznym.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że coś z naszymi
instytucjami państwowymi jest nie tak. Biorąc pod
uwagę powyższe uzasadnienie, nie sposób wyjaśnić
racjonalnych przesłanek kierujących urzędnikami
tworzącymi podobne brednie w imieniu państwa
polskiego. Opisana sytuacja jest przykładem skrajnej
niekompetencji instytucji mającej stać na straży
bezpieczeństwa publicznego.
Causa finita?
Na szczęście są jeszcze
sądy w Berlinie – jak
w legendzie powiedział
młynarz
Grävenitz
z
Sanssouci, od którego
w połowie XVIII wieku
król
pruski,
Fryderyk
Wielki, chciał odkupić,
a
następnie
zburzyć
młyn, bowiem podczas
wypoczynku w letniej
rezydencji przeszkadzało
mu jego skrzypienie. Gdy młynarz
odmówił,
władca
Prus
zagroził
mu
wywłaszczeniem
bez
odszkodowania,
a wówczas padła kwestia, która na stałe
weszła do kanonu prawniczych anegdot. Według
opowieści, król zdumiony śmiałą odpowiedzią swojego
poddanego zrezygnował ze swoich planów (warto
wspomnieć, że rzeczywista historia wyglądała nieco
inaczej, ale prawdą jest, że młynarz sądził się z władcą
przez blisko 29 lat i w końcu wygrał przed sądem).
21 stycznia 2009 Dariusz S. skierował skargę do
Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie
na decyzje ostateczną Komendanta Głównego Policji.
A warszawski sąd, po rozpatrzeniu sprawy 20 kwietnia
2009, uchylił decyzje KGP przyznając racje strzelcowi.
W obszernym uzasadnieniu Sąd zarzucił organowi
Policji subiektywne rozpatrzenie sprawy oraz dowolną
ocenę przedstawionego materiału dowodowego.
Odniósł się także do współpracy pomiędzy organem
administracyjnym a strzelcem: analizując z uwagą
całość akt sprawy nie sposób nie zauważyć,
że zarówno skarżący jak i organ administracji nie
wykazują żadnej chęci współpracy, dążenia do
kompromisu. Skarżący przy pomocy inwektyw ocenia
działalność organów Policji w rozpatrywanej sprawie,
zaś organy te, dysponujące przewagą, nie wykazują
9
żadnej chęci współpracy, dążenia do kompromisu.
Skarżący przy pomocy inwektyw ocenia działalność
organów Policji w rozpatrywanej sprawie, zaś organy te,
dysponujące przewagą, nie wykazują chęci głębszego
i bardziej zindywidualizowanego rozważania sprawy.
W sumie trudno się dziwić Dariuszowi S., że reaguje i pisze
odwołania oraz argumentacje adekwatne, może nieco
ironiczne, ale na pewno trafione w stosunku do bredni
opisywanych w uzasadnieniu Komendy Głównej. Podejście
do problemu ze strony Policji jest zwykłą złośliwością,
a argumentacja podana przez urzędnika, potrafiłaby
wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej opanowana
osobę.
W dalszym uzasadnieniu sąd napisał: nie sposób
ignorować faktu, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat również
w Polsce powstała i rozwinęła się oficjalnie i legalnie
uprawiana dyscyplina sportowa strzelectwa praktycznego.
Zawodnicy tej dyscypliny biorą udział w sportowym
współzawodnictwie
w
ramach
Międzynarodowej
Konfederacji
Strzelectwa
Praktycznego
(IPSC),
uczestnicząc w zawodach organizowanych w kraju
i zagranicą. Wyniki tych zawodów prezentowane są głównie
w Internecie i – jak się wydaje – z założenia nie są inaczej
prezentowane niż w formie wydruków komputerowych.
Językiem oficjalnym Konfederacji (IPSC) jest język
angielski, jednakże dla zrozumienia komunikatów
z zawodów wystarcza podstawowa znajomość słownictwa
fachowego dotyczącego sportu strzeleckiego. (...) Nie da
się zaprzeczyć, że skarżący nie ułatwiał organom Policji
wyjaśnienia
motywów,
dla
których
ubiega
się
o rozszerzenie pozwolenia na broń o dodatkową liczbę
egzemplarzy. Tym niemniej ostatecznie, po wezwaniach
organów Policji, dostarczona przez niego dokumentacja
jest bardzo obszerna i trudno nad nią przejść do porządku
i pominąć jako dowód w sprawie z powodu na przykład
kilku słów w języku angielskim, które w żaden sposób nie
przeszkadzają w zrozumieniu gdzie, kiedy i w jakich
konkurencjach odbyły się zawody, w których pan Dariusz S.
zajął określone miejsce (pozycję, ilość punktów).
W chwili obecnej bohater tej opowieści oczekuje na
uprawomocnienie się wyroku.
zdumiewające! – jest bliska zera. Zamiast wypowiadać
się na temat, anonimowi pracownicy administracji
produkują obszerne uzasadnienia, których większość
zajmują... przepisane z innych źródeł artykuły prawne, jak
również uwagi dotyczące... znajomości języka polskiego.
Kuriozalne jest w dzisiejszym świecie stwierdzenie osoby
rozpatrującej kwestię rozszerzenia pozwolenia na broń,
że dokumenty są w niezrozumiałym języku, a co za tym
idzie dla takiego urzędnika po prostu nie istnieją.
Równie kuriozalne jest zasłanianie się definicją interesu
społecznego. Sam fakt, że urzędnik państwowy ocenia,
co jest interesem społecznym, a co nim nie jest
i w bezczelny sposób stwierdza, że go nie dostrzega,
powinno spowodować pozbawienie go pracy lub
przesunięciem na stanowisko adekwatne do jego
kompetencji. O ile będzie można takowe znaleźć. Taki
obrót sprawy na pewno byłby w dobrze rozumianym
interesie społecznym.
Można się również zastanowić, czy nie należałoby
oskarżyć urzędników po prostu o... niegospodarność
i doprowadzenie do sytuacji, w której skarb państwa
ponosi straty. W końcu, pomijając już wszystko inne,
po uzyskaniu promesy bohater tej opowieści
pomaszerowałby do sklepu i zakupił broń oraz stosowną
amunicję płacąc od każdej 22% podatku VAT. Warto
zadać sobie pytanie, czy osoba siedząca za biurkiem na
KGP zdaje sobie sprawę, jakie koszty sądowe
i administracyjne generuje, tworząc uzasadnienia, które
kompromitują instytucję Policji i samego Komendanta
Głównego, co w sposób jednoznaczny stwierdził WSA
w Warszawie. W końcu, czy Policja nie powinna raczej
zajmować się sprawami naprawdę ważnymi z punktu
widzenia obywateli, a nie toczyć cichą i bardzo
kosztowną wojnę ze sportem strzeleckim?
Nagroda wylosowana na zawodach nadal pozostaje
u sponsora i czeka na odbiór. Notabene, gdy nasi
południowi sąsiedzi usłyszeli o tej opowieści, to kiwali
jedynie z niedowierzaniem głowami, mając na twarzach
lekko ironiczne uśmiechy. W końcu u nich w tej kwestii
jest od wielu lat normalnie.
Podsumowanie
Reasumując – Dariusz S. stracił 11 miesięcy, aby
wyegzekwować od instytucji państwowych należne sobie
prawo i do dnia dzisiejszego prawa takiego jeszcze nie
otrzymał. Utrzymywany z podatków aparat administracyjny
i sądowniczy zaangażowany jest w bzdurne postępowanie,
którego ostatecznym efektem jest stwierdzenie, że ziemia
jest okrągła, a dwa plus dwa to cztery.
Bohater tej historii traci czas i pieniądze na bezsensowną
przepychankę z urzędnikami, których wiedza w dziedzinie,
którą w teorii powinni mieć doskonale opanowaną, za co
obywatele
płacą
im
niemałe
pieniądze
–
co
10
Paweł "Protech" Ruszkiewicz
W czwartek 16 września 2010r, około 10 rano
pakujemy nasze klamoty do samochodu i ruszamy
w kierunku Gdańska. Trochę z niepokojem myślimy
o naszej nowej elaboracji na nowej partii prochu,
nie było możliwości jej jeszcze sprawdzić na
większym dystansie. Karabiny przystrzelone do
200m., reszta wyliczona z kalkulatora. Zobaczymy
jak się sprawdzi.
Na poligonie Marynarki Wojennej w Strzepczu,
udaje nam się zameldować około godziny 20:00.
Organizator,
w
osobie
Krzysztofa
czeka
na pojawiających się zawodników, zostajemy
zakwaterowani w budynku Straży Marynarki
Wojennej. Swoją drogą, chłopaki mają tam jak
u Pana Boga za piecem, - wyposażenie typowe dla
koszar wojskowych - jacuzzi, siłownia, sauna, TV
i "piłkarzyki", co by na służbie nie zanudzić się na
śmierć. Robimy mały rekonesans na poligonie.
Kilku chłopaków już jest na osiach i strzela sobie
trening, my jesteśmy trochę za późno na taki
luksus, ciemno robi się w kilka minut. Mamy zamiar
obejrzeć wszystko dokładnie rano. Troszkę
niepokoi pogoda, niby nie pada ale chmury nie dają
gwarancji ładnej pogody i do tego ten cholerny
wiatr. Wieje w każdym kierunku. OK, Nie ma co
marudzić – zobaczymy rano. Integracja z naszymi
współtowarzyszami trwa do 3 rano. Basta!
O 6:00 pobudką. Około 4:30 budzi nas radiostacja
strażaków. Jeszcze chociaż godzinkę. Udało się
otworzyć oczy. Jest dobrze.
Kawa i na poligon, na mały rekonesans
z lornetkami. Patrzymy na teren i wiatrowskazy. Nie
jest fajnie. Wiatr iście taktyczny. Na każdym
dystansie inaczej. O 9.00 rozpoczęcie zawodów
w budynku. Dostajemy przygotowane materiały
(metryczki i harmonogram - jeszcze nie wiemy,
że będzie się zmieniał). Odliczyło się 10 zespołów,
w tym 3 team'y z Niemiec. Krótka przerwa i lecimy
już ze sprzętem na poligon, gdzie następuje
oficjalne otwarcie zawodów. Mamy kilka minut na
powrót do sali odpraw. Rozpoczyna się odprawa
przed
pierwszymi
strzelaniami.
Zostajemy
podzieleni na grupy, po dwie pary. Do każdej pary
przypisane jest stanowisko prawe lub lewe. Nam
trafia się lewe. Do południa mamy strzelać
2 konkurencje. Pierwsza - strzelamy na dystansie
od 600 do 900 m. Tarcze podobne do IDPA.
Po tej konkurencji mamy dosłownie chwilkę na
przejście na drugie stanowisko, gdzie będziemy
strzelać do dwóch tarcz papierowych. Liczy się
suma punktów, i czas. Będziemy startować
w trzeciej zmianie. Z krótkofalówki dobiega,
elektryzująca nas wiadomość; - „Grupa 3 na oś.
Czas start”. Z klamotami idziemy na start.
11
Mamy czas, w sumie 10 minut na przejście
i przygotowanie, nie musimy biegać – na razie. Na
stanowisku rozkładamy dragbagi i karabiny.
Rozpoczynamy obserwację terenu. Są nasze
tarcze. Szacujemy odległość, wiatr nie do
oszacowania, i rozpoczynamy strzelanie. Każdy
z nas ma po max. 4 strzały na cel lub do pierwszego
trafienia.
Załadowane
po
8
kulek,
ale mamy zamiar ich wszystkich nie wykorzystać.
Założenia taktyczne dobre – ale wykonanie okazuje
się dość „kiepskie”. Odstrzeliwujemy, a raczej
ostrzeliwujemy cele, poszło wszystko. Brak kontaktu
z celem. Super! Pierwsza konkurencja i już zonk.
Teraz już nie mamy tyle czasu na przejście na
drugą oś. Prowizorycznie ładujemy sprzęt
i wio. Układamy się na bocznym wale, strzelam
pierwszy z pozycji leżącej, po jednym strzale do
tarczy. Jest dobrze, wyszło szybko i 2x alfa. Zamek
w tylne położenie i krzyczę do Darka - „ Strzelaj”.
Darek strzela z pozycji siedzącej, obserwuję
pierwsze trafienie, jest nie źle - Charlie, ale trochę
za wysoko. Podaję poprawkę „prawo dół 1” - mamy
4 trafienie - Beta. Czas dobry. Jeszcze nie wiemy,
że tą konkurencję udaje się nam wygrać.
Już na luzie idziemy na miejsce zbiórki team'ów,
które zakończyły strzelanie. „Loża szyderców”
prowadzi już ożywioną dyskusję, na temat
odległości do tarcz w 1 konkurencji. Nie ma wyjścia.
Dołączamy
się
do
dyskusji.
Odległości
oszacowaliśmy prawidłowo, tylko ten wiatr.
Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że koledzy też
byli dla celów bezpieczni. Zero trafień.
Mamy trochę czasu do obiadu. Obiady. Palce lizać.
Micha nie do przejedzenia. Ciężko podnieść się od
stołu. Na 15.00 – odprawa do konkurencji
popołudniowej. Chwila na kawę, przejrzenie sprzętu
i znów lecimy dowiedzieć się, co dalej. Ponieważ
pogoda dopisuje- tj. nie pada, zapada decyzja
o strzeleniu dodatkowej konkurencji. Da nam to luz
w niedzielę, mamy zakończyć strzelania do soboty
wieczorem. Dobry pomysł. Jesteśmy jak najbardziej
za.
Na odprawie iście odpustowy nastrój, do ostrzelania
będą
2
cele
na
dystansie
do
300m.
Mamy po max. 4 strzały na cel – postawa leżąca.
Cel – to 5 baloników w 2 kolorach. Wielkość około
15 cm. Przywiązanych w sekwencji, czerwony niebieski - czerwony - niebieski - czerwony. Mamy
odstrzelić tyko niebieskie. Za trafienie czerwonego 50 pkt. karnych. Lecimy na oś. Zaczyna całkiem
równo padać. Sędziowie zarządzają 3 min. przerwy.
Czekamy, aż trochę się przejaśni i zajmujemy
pozycje. Wiatr całkiem sympatycznie rzuca
balonami, to w prawo, to w lewo. Oceniamy
odległość na 280m. Strzelam pierwszy, balon
kapituluje po drugim strzale, Darek trafia za
pierwszym strzałem. Jest na czysto, bez karnych,
ale trochę długi czas. Rewelacji nie będzie.
Wieczorem o 20.30 odprawa, przed ostatnią
konkurencją dzisiejszego dnia. Strzelanie nocne.
Do ostrzelania 2 tarcze typu „Francuz” - jak się
dowiemy na stanowisku te „czarne”. Organizator
podaje odległość do tarcz 500m. Jeszcze nie
wiemy, że nie należy we wszystko wierzyć. Zmienia
się kolejność. Startujemy pierwsi. Mamy oddać po 6
strzałów do tarczy. Na stanowisku leżymy chwilkę,
z rozłożonymi luśniami. Ciemno jak w.......
u murzyna. Żadnej gwiazdki, o księżycu nie
mówiąc. Patrzę w lunetę i prawie słyszę Stuhra
z „Seksmisji”. Robi się całkiem wesoło. Z boku ktoś
strzela z PBS-a, "sygnałowym" na spadochronie.
Przez jakieś 10-15 sekund widać nasze cele, łapię
w celownik i czekamy. Pada komenda - "Start".
12
Następny strzał. I znów robi się jasność na chwilę.
Strzelam 4 strzały, ostatni bardziej do konturu
tarczy. 10 sekund przerwy i następny – spokojnie
dokładam 2 strzały. Koniec. Możemy się zwijać.
Czekamy na wracające, następne pary strzelców,
dystans do celu okazał się krótszy, niż podany przez
organizatora o 30m. Zonk. To na tym dystansie,
dość sporo. Udało się trafić tylko 1 sztukę na 12
strzałów – ale chociaż za 5 pkt. Centralne pole.
Sprawdzamy karabiny i niespodzianka. Darek
zamiast na 500m., ma ustawioną lunetę z poprawką
na 600m. Nic to, może jutro będzie lepiej.
Od wracających ze strzelań kolegów, dowiadujemy
się o innych, ciekawych przypadkach nocnego
strzelania. Ktoś nie widział krzyża w lunecie, inny
nie znalazł celu – wszyscy w końcu mamy jakieś
wymówki, dlaczego poszło do bani.
W salwach śmiechu, dyskusje w pokoju trwają do
1.30 – czas do łóżeczka. Za nami pierwszy dzień
zawodów, pełen wrażeń, zabawnych sytuacji
i zabawy w warunkach, w jakich jeszcze nie
mieliśmy okazji strzelać.
Rano szybki rekonesans na strzelnicy. Jest gorzej
niż wczoraj. Wiatr dmucha masakrycznie, 4-6 m/s w
chwilach „ciszy”, chmury nad poligonem wróżą
bardzo „taktyczną” pogodę. Na porannej odprawie,
dowiadujemy się jakie konkurencje nas czekają do
południa. Zostały trzy na dzisiaj. Rozpoczniemy od
strzelania do celi reaktywnych- czyli zgodnie
z zapewnieniami sędziów, do metalowych kółek
w dwóch kolorach – białym i brązowym - wielkość
podobno 30 cm. Ach ta łatwowierność strzelców,
zadziwiająca. Podobnie, jak pierwszego dnia rano
po oddaniu max. 8 strzałów na osobę, mamy
sprawnie przemieścić się na konkurencję „scrabble”.
Losujemy sekwencję strzelania w tej konkurencji dla
dla pierwszego- 5 znaków, które w podanej
kolejności należy „odstrzelić”. Żeby było zabawniej,
karteczkę z „kodem” mamy oddać przed
strzelaniem.
Leżymy na stanowisku i szukamy naszych celi,
chwilę to trwa. Kółko za wielkie nie jest, a cele mają
być na dystansie od 600 do 900 m. Są. Oceniamy
wielkość w mil'sach i szukamy w tabeli odległości.
Wychodzi gdzieś 700 i 800 m. Trochę nie blisko.
Strzelamy cały przydział kulek i... nic. Cholera. Tor
zerowy. Zaczynamy mocno wątpić w te nasze
tabelki balistyczne, tym bardziej, że nie sprawdzone
empirycznie. Nie ma czasu, do następnego toru
kawałek do przejścia, a czasu mało. Ciśnienie
rośnie, truchcik daje o sobie znać. Trzeba się
uspokoić, ale to nie takie proste. Oddaję kartkę
z kodem, już go znam – 4BX{@. Strzelam pierwszy.
Odległość jakieś 200 m. Pierwszy strzał i zonk.
Serce wali jak młotem. Za nisko o jakieś 0.8 milsa.
Całe szczęście w tarczy -5 pkt, jak wyjdzie będzie
13
-25. Nerwowe poprawki na krzyżu, nic nie lepiej.
Kończę strzelanie i losuję kod dla Darka. Przez lunetę
obserwuję tarczę, podaje znak i szukam następnego
na tarczy w międzyczasie poprawki do strzelonych.
Wychodzi lepiej. Mamy tor na plusie. Jednak cieszyć
się nie ma z czego. Raptem 14 na plusie. Mało.
Spadamy w klasyfikacji z 4 miejsca po pierwszym
dniu na 7. Niestety tak już zostanie. Niektórym
wychodzi lepiej. Na tym torze mamy wspólnie
z kolegami 4 wynik.
Została jedna konkurencja na popołudnie. Niektórzy
już wiedzą że wygrali, różnica punktowa ponad 100
pkt. do następnych. Na konkurencji można zdobyć
max 100 pkt. Matematyka jest prosta. Ale zabawa
trwa dalej.
W przerwie wychodzi następna niespodzianka, kółka
do których strzelaliśmy miały 20 cm a nie 30.
Machnęliśmy
się
na
każdym
dystansie
o jakieś 100m. Gdyby było trafienie był by cud. Ale
cudów nie ma, jest za to doświadczenie kolegów
którzy sobie z zadaniem poradzili i ocenili prawidłowo
odległości. Brawo. Jest kogo podpatrywać i się uczyć.
Po wręcz królewskim obiedzie zostaje jedna
konkurencja. Dwie tarcze reaktywne plus kołeczko odległość do 900m. Czas na parę 4 minuty, liczba
strzałów – po max.12 na strzelca. Wielkość tarczy
50X100 cm. Teraz strzelamy z 4 pozycji. Pierwszy
leząc i klęcząc, drugu- klęcząc i stojąc w „okopie”.
I znów tabelki z odległościami. Strzelam do kółka –
chyba na 300m. Pudło. Tarcz jeszcze nie widzimy
pojawią się pojedynczo na około 2 minuty. Zanim
skończyłem strzelać do kółka pojawia się pierwsza
tarcza – ocena odległości i ... nic. Wiatr hula
w najlepsze. Już nie wiem gdzie odkładać poprawki,
ciągnę 4 strzały z różnymi poprawkami na wiatr. NIC.
Następna tarcza pojawia się na oko na 800 metrach.
Efekt- a raczej brak efektu. NIC. Darek próbuje
ratować sytuację ja obserwuję. Tarcze w terenie
porośniętym trawą, na tle lasu. Za diabła nie widać
gdzie pada strzał, jesteśmy bezsilni. Tor wychodzi
na zerowy. Trudno. Na następne zawody postaramy
się przygotować lepiej, mądrzejsi o bagaż
doświadczeń z tych fantastycznych 2 dni.
Po ostatniej zmianie była okazja postrzelać
treningowo z czego skorzystaliśmy. Kółeczka na
dystansie 600m. Okazały się całkiem do trafienia,
nawet gaśnica 10 cm. Szerokości i około 25 cm
wysokości padła jak trzeba. Znaczy się można było,
tabelka balistyczna trochę oszukiwała ale nie aż tak
jak przypuszczaliśmy. Po prostu ocena odległości
leżała na całej linii, no może nie na całej ale od linii
300 m.
Wieczorem mamy zorganizowany grill, luśnie
schowane bezpiecznie, jest czas na wymianę
doświadczeń, wrażeń i wspólny browar. Rozmowy
toczyły się do późna.
W niedzielę o 10.00 odbyło się uroczyste
zakończenie zawodów z udziałem władz Marynarki
Wojennej, Szkoły Policji w Słupsku oraz Pani w-ce
Burmistrz Gminy. Wygrali najlepsi – zabierając ze
sobą bardzo atrakcyjne nagrody. Z naszej strony
jeszcze raz wielkie brawa dla organizatorów. Wielkie
dzięki za fantastyczną przygodę strzelecką
i czekamy na następne. Mi, jako uczestnikowi
pozostaje jedynie mieć nadzieję, że to dopiero
początek takich imprez w naszym kraju, czego
sobie, organizatorom i wszystkim strzelającym
z długich "luśni" życzę. Wyniki końcowe zawodów.
Link organizatora zawodów:
http://www.cws-prokop.pl/
Protech
14
English Version
Thursday 16 September 2010, about 10 a.m. we are
packing our stuff to cars and start our way to
Gdansk, with some anxiety thinking about checking
our new powder while shooting on a bigger
distance. Riffles were checked on 200 metres,
the whole rest is taken just from our calculators.
We will see.
To the Navy’s firing ground we arrive about 8 p.m.
Krzysztof, the organiser is waiting for the coming
participants. We are accomodated in Navy’s Fire
Fighters’ building. Guys have really good conditions
there – typical for soldiers’ barracks ;) Jaccuzi, gym,
sauna, TV and football table not to get bored during
their service. We are looking around the firing
ground. Few men are already on range, but we are
too late to make a training. It is getting dark in few
minutes. We will see everything exactly in the
morning. As far, the weather is not bad, but because
of the clouds and wind we cannot be certain about
tomorrow. It is blowing in every direction at the
same time! O.K. We should not complain – it will
occure tomorrow. Integration in our room ends at
3 a.m.. Finish.
We are going to wake up after whole 3 hours of
sleep, meaning 6.00 a.m. but about 4.30 a.m. fire
fighters’ radio turns on. No, please! Just one hour
more.
Finally we manadged to open our eyes. It is good.
After a big coffee it is time to take binoculars and
go straight to the firing ground. Looking at the
terrain and windstocks... It is not well. The wind is
just tactical. Different on every distance. At 9 a.m.
there is the official beginning of the competition.
We get some materials with tables and schedule,
but we do not know, it will be changing.
10 teams arrived, together with 3 from Germany.
A short break and we run to the firing ground to
start the contest. We have few minutes for
comming back to the briefing room. A briefing
before first shooting starts. We get divided into
groups consisting of two pairs each. Every pair has
right or left station set. We get left. Before midday
we are going to shoot two rivalries . First with
distance 600-900 m, targets similar to IDPA. After
that we have a while to walk to the next stage
where we are going to be shooting to two paper
shields. Time and points count. We will be the third
ones to do it. Voice from a radio announces "Group
3 on the position. "Time start." With all our stuff we
walk to find our place. As far we have time, 10
minutes for walking to our stage and getting ready we do not have to hurry a lot. On stage we start the
observation of terrain. Here are our targets. We
estimate the distance, wind is not possible to
describe. We start shooting. Everyone has max 4
shoots per target [untill first hit]. We have loaded 8
15
bullets not oging to use them all. Tactical
assumptions are good, but performance quite weak.
We shoot to the targets, everything is ok. No contact
with the target. Great. First competition and already
surprise. Now we do not have so much time for
walking to the second stage. We quickly pack our
stuff and go. We lay down on lateral embankment,
I shoot first form the lying position, one shot per
target. It is good, quick and 2 x alpha.
I shout to Darek to shoot. He shoots sitting,
I observe. Not bad, but too high. I tell corrections
"left down 1". We have fourth hit- beta. Good time.
We do not know yet we win this rivalry.
Cooled down we come to the meeting place for
teams that have all ready finished. Discussions last,
the topic is of course the distance. There is no way
out, we also take part. the distances were estimated
correctly, only that wind! Again the targets were
completely safe from bullets and did not get
damaged anyhow. Zero hits. We have some time
untill lunch. King-size dishes and what is more
exceptionally tasty. Aftre such an amount it is hard
to get up from the table. At 3 p.m. - briefing before
afternoon competitions. Few minutes for a coffee,
checking all the stuff and going again to check what
next. Because of a good weather (meaning no rain)
there is a decision about shooting an additional
rivalry, what will give us more free time on Sunday.
We are going to finish competitions untill Saturday
evening. Very good idea, we all happily accept it.
During the briefing the mood is really great. There
are 2 targets to hit, distance up to 300 m, max 4
bullets per target, lying. Target: 5 balloons in two
colors, size about 15 cm. Tied in red-blue-red-bluered sequences. Only blue ones are to be shot.
Shooting a red one equals -50 points. Rain starts
falling. Range officers announce 3 minutes break.
We are waitig for a better weather and occupy our
positions. Balloons gracefully move from right to left
thanks to the wind. We estimate the distance to be
280 m. I shoot first, balloon pops hit with my second
bullet. Darek hits with his first. It is O.K, only the
time a bit too long. It will not be anything special.
In the evening, 8.30 p.m. a briefing before the last
competition of this day. Night shooting. two targets
to hit, 'Frenchman' type. As we get to know on the
stage, the black ones. Organisator says the distance
is 500 m. we still do not know we should not trust
everything. The order changes, we start. There have
to be 6 shoots shot to the target. On the stage we
lay with our riffles for a moment. Dark like hell.
No single star, even mentioning the moon does not
make sense. I look thorugh the scope nearly hearing
Sztur from "Sexmission" movie. It is getting
hilarious. Somebody is shooting form a signal gun
a light-slug on a parachute . We can see the targets
for 10-15 seconds. We hear a 'Start' command.
Next shot. Again 15 seconds of light. I shoot
4 times. 10 seconds break, next light-slug, and i add
2 next shoots. Fnish. Time to go back.
We are waiting for next pairs coming back, the
distance occured to be 30 m shorter than given. On
that distance it means quite a lot. For 12 shoots we
have hit only one target - but still, it is 5 ponts.
Checking riffles we see with a great suprise, that
Darek's scope's correction is set on 600 m instead
of 500 m. Well, I hope tomorrow will be better. We
get some new interesting information from guys that
have just finished. Somebody did not see the cross
in scope, somebody did not find the target..
Everyone has an explanation for bad outcome.
Laughing hard we end discussions at 1.30 a.m. time to sleep. The first day, full of new experiences,
funny situations and fun in completely new
conditions is over.
Short look around in the morning. It is even worse
than yesterday. Wind blows awfully, 4-6 m/s in more
peaceful moments. Clouds over the firing ground
portend a very 'tactical' weather.
While the morning briefing we get to know what
rivalries are we taking part in untill noon. There are
3 left for tomorrow. We are starting from shooting to
reactive targets - as the range officer claims: blueand white colored metal-plates 30 cm wide. Ah,
shooters believe things so easily.. Similarly to the
first day we are used to shoot 8 times and quicky go
to take part in 'scrabble' part. We draw a sequence
of five signs for the first person. that needs to hit
them in a given order. To make it more funny,
we have to give a piece of paper with the code back
before start.
Lying on our positions we are looking for the targets,
what takes some time. Metal-plates are not big and
targets are going to appear on the distance between
600 and 900 m. Here they are. We estimate the size
and check in the table. The distance appears to be
about 700 m and 800 m. Quite far. We have shot all
bullets we had and... simply nothing! Shit. Zero
points.
We slowly stop believing our balistic tables, as they
were not empirically checked. There is no time,
especially that the next competition is not at he
16
same place, we have to walk a bit. The pressure
grows, nearly running we get a bit tired. We need to
calm down, but it is not that easy. I give a sheet with
the code back allready knowing it - 4BX{@. It is my
turn. Distance about 200m.
First shoot and.. what? Heart trembles. It is about
0.8 mils too low! Thanks God it is still in shield. That
means -5 points. When it will not be: -25 points.
Nervous corrections, but nothing gets better. I finish
my turn and draw a code for Darek. Looking
through scope, I tell him the sign and search for the
next one. It is a bit better: the outcome is positive.
But there is nothing to be happy about. Only 14
points. From 4th place in classification after the first
day we end on 7th. Pity, but it will stay like that.
Some people are on better positions. In this wake
we are (together with our friends) on the 4th place.
There is one rivalry left for the evening. Some guys
allready know, they won because of the difference
over 100 points. In one contention you can get max
100 points, so maths is simple.. But fun continues.
During the break there appears a next suprise.
Metal-rings we have been shooting to were not 30
cm, but 20 cm wide. That means on every distance
we had 100 m mistake. If we planted a bullet that
would have been a miracle. But instead of miracles
that do not exist there is an experience of collegues
that were right in their evaluations. Applause! There
are people to look at and learn from.
wiser thanks to the experience form those fantastic
two days.
After competition’s end there was some time for
a training. Round metal-plates on the distance of
600 m. They even appeared possible to hit, as well
as a fire extinguisher [20x15 cm.] I mean: it was said
to be possible. A ballistic table was cheating us
a bit, but not as much as we assumed. Just the
distance evaluation was totally wrong. Well, maybe
not totally, but from 300 m further.
In the evening we have a barbecue organised, riffles
safely hidden. It is time to share opinions,
experiences and drink
a beer together.
Conversations last long.
Sunday, 10 a.m. a final celebration with Navy’s,
Police School’s in Słupsk authorities and
Community’s Vicemayor took place. The best ones
won gaining very attractive prizes. Great applause
for the organisators again! Big thanks for a fantastic
shooting experience, we are waiting for more.
Translated by Milena Ruszkiewicz
Results Overall Forum
http://www.cws-prokop.pl/
The Winning Team.
After nearly royal lunch there is one contention left.
Two reactive targets plus a plate. Distance up to
900 m. Time for one pait 4 minutes, max 12 shoots
per person. Size of the target 50x100 cm. It is time
for shooting from 4 positions. First lying and
kneeling, second: kneeling and standing in
a 'trench'. Distance tables are useful again. I am
shooting to a plate beeing, i think, 300 m away.
Failure. As far we see nothing, they appear one
after another for two minutes. Before I finish
shooting to one metal-plate, the first target appears.
Distance estimation and.. nothing. Strong wind is
blowing. I have no idea anymore what should be
corrected. Four different shots. Constantly
NOTHING. Next target on 800 m. The effect, maybe
i should call it 'the lack of effect' - permanently
NOTHING.
Darek is trying to save us, I am watching. The
targets are in a grassy field, in front of the forest.
It is simply impossible to see where are we
shooting, but we are powerless. The outcome is
zero. Pity. We will prepere better for the next time,
17
Kolejne w sezonie 2010 zawody IPSC i kolejny
raz na gościnnej litewskiej ziemi. Ponownie
w niewąskim gronie shooter'ów z Polski
spotykamy się w niedzielę 03.10.2010 roku,
na dobrze już nam znanej strzelnicy,
w miejscowości Margava na przedmieściach
Kowna.
Tym razem zaplanowane na jeden dzień
strzeleckie "grzybobranie", czyli
Mushrooms
Match 2010 Level III ma raczej związek
z terminem, w jakim zawody się odbywają, aniżeli
z faktycznym szukaniem darów lasu w litewskich
chaszczach.
Uznałem te zawody za godne
poświęcenia uwagi czytelników, ze względów...
No właśnie, może o tym za chwilę.
Warto wspomnieć, że litewscy koledzy doszli do
perfekcji w organizowaniu kilkunasto stage'owych
turniejów, rozgrywanych w jeden dzień, na
których frekwencja godna jest pozazdroszczenia
nawet przez znacznie większe liczebnie Regiony
IPSC. Planowanie i konsekwentna realizacja tego
planu powodują, że zawody odbywają się
wyjątkowo sprawnie i płynnie. Nie inaczej było
tym razem. Na 14 urozmaiconych pod względem
technicznym stage'ach, stanęło do rywalizacji
w jesienny poranek 79 strzelców, w tym 12 znad
Wisły.
Tradycyjnie już koleżeńska atmosfera i humory, wśród
polskojęzycznych zawodników, dopisywały od pierwszych
minut zawodów. Być może fakt, że są to kolejne w tym
roku zawody na dobrze nam znanym obiekcie oraz fakt,
że wielu z nas potraktowało je jako zamykające nasze
występy w tym sezonie na Litwie sprawił, że strzelało się
wyjątkowo lekko, bez obciążenia i presji pokazania się za
wszelką cenę. Zwłaszcza, że niektórzy nie zdążyli
jeszcze wyhamować biegu po zaliczonych kilkanaście dni
wcześniej Mistrzostwach Europy IPSC w Serbii.
Już po pierwszych ostrzelanych torach dało się
zauważyć, że osiągane przez nas rezultaty są
w czołówce najlepszych wyników tego dnia. To cieszyło
i nakręcało pozytywną atmosferę w zespole. A jak się
potem okazało, kilka stage'y zawodnicy polscy nawet
wygrali. Mimo tego, że w naszych przebiegach zdarzały
sie mniejsze i większe potknięcia, a w pobliżu
ustawionych torów odnajdywaliśmy zamiast prawdziwków
dorodne muchomory, zabawa trwała w najlepsze.
Osobiście zdarzyła mi się mało zabawna historia. Otóż na
ostatnim torze, przed ostrzelaniem ostatniej tarczy,
w moim SP-01 pękł rygiel zamka, co skutecznie
uniemożliwiło mi dokończenie konkurencji. Pomyślałem to te cholerne muchomory! Ale cóż, taki jest sport.
Po wszystkim, pozostało nam spakować dobytego do aut
i w nie mniej dobrych nastrojach, jak w trakcie zawodów,
oczekiwać ogłoszenia wyników.
18
Długo oczekiwany moment w końcu nastąpił. Weryfikacja
zawodników oraz ceremonia nagrodzenia zwycięzców
wprawiła nas w euforię. Odczytane przez RM wyniki overal
i...
Po raz pierwszy w historii zawodów IPSC na Litwie, które
mają już swoją tradycję i wysoki poziom, na najwyższym
podium, w prestiżowej klasie Open stanął Polak. Sławek
Czauderna
dosłownie
zdystansował
utytułowanych
i doświadczonych rywali. Nie sposób było oprzeć się
wrażeniu, że sami Litwini mieli problem z pojęciem tego
zjawiska. Ale cóż, powtórzę się - taki jest sport. Nie był to
jednak koniec wspaniałego popołudnia. W klasie Standard
dwóch polaków znalazło się w pierwszej dziesiątce,
zajmując czwarte i siódme miejsce. Na deser polakom
przypadło jeszcze pierwsze miejsce drużynowo w klasie
Open oraz trzecie miejsce drużynowo w klasie Standard.
Z ciekawostek zawodów dotyczących polskich zawodników,
należy zauważyć debiut Andrzeja Zdzitowieckiego w klasie
Open, który w przyzwoity sposób z pożyczonym pistoletem
radził sobie na torach. Przyszłoroczny sezon wśród
openowców w Polsce zapowiada się więc bardzo
interesująco. Tym samym wygląda na to, że rodzinna
hegemonia w polskiej klasie Open została przerwana.
Ale cóż, taki jest sport.
Podsumowując. Kolejne udane i tym razem triumfalne
zawody na Litwie, które dzięki Sławkowi zapamiętamy na
bardzo długo. Cieszy fakt, że polskie strzelectwo
dynamiczne,
mimo
trudnej
sytuacji
i
kryzysu
organizacyjnego, w jakim obecnie się znajduje, zaczyna
być znaczące i dostrzegane poza granicami naszego kraju.
Tradycyjnie w drodze powrotnej do domu wspólna kolacja
i dyskusje na tematy związane z minionym dniem. I tu
ciekawostka. Przed odjazdem pożarliśmy zeppelin'y na
Litwie, a dwie godziny później kartacze w Polsce.
I podobnie jak w przypadku polskiego i litewskiego IPSC,
choć różnica w przyrządzeniu, konsystencji, smaku
i sposobie podania znacząca, to trudno jednoznacznie
stwierdzić które lepsze.
Ostry
19
...z olsztyńskim 3 Gun Challenge nastąpił w ostatni weekend września. Co prawda inicjacja 3-gun'owa
miała miejsce już znacznie wcześniej, jednak 3 Gun olsztyński i to w Olsztynie stanowił dla mnie
nowość. Mimo, że była to już trzecia edycja tych zawodów, to dla mnie była czymś zupełnie świeżym.
Zawodnicy z Festung Breslau nie należą do stałych
bywalców warmińskich i mazurskich strzelnic. I nie
ma się co dziwić, kilometrów 470 w jedną stronę po
polskich drogach, to już niemały wyczyn. W tym
zakresie jednak niejaki Cinek zatroszczył się,
aby dojazd i powrót nie trwały tym razem zbyt długo.
Nasze żołądki mówiły co prawda co innego,
ale jakie wrażenia...
Po drodze obiad Pod Kogutkiem – sandacza
polecamy, świeżonkę i tatara odradzamy. Nocleg
w olsztyńskim Hotelu Warmińskim – ceny
z kosmosu, jakość jakoś nie. Napoi mieszanych nie
warto zamawiać, czyste robią lepsze wrażenie.
Droga na strzelnicę w Mątkach k/Jonkowa pod
Olsztynem to pryszcz, w końcu mamy dżi-pi-esa.
Dobrze,
że
niejaki
Endemit
miał
zasięg
w przenośnym urządzeniu telefonicznym.
– pistoletu obronnego.
Wynikiem zawodnika był uzyskany przez niego czas
powiększony o punkty karne (+0,25 sek. za C i +0,75
sek. za D, +5 sek. za miss'a itp.). Tego typu
punktacja bez dwóch zdań jest znacznie prostsza
i wyraźniejsza od punktacji ipsikowej. Stawia jednak
większy nacisk na celność.
Zawodnicy byli podzieleni według posiadanego
sprzętu na dwie klasy sprzętowe: Contractor i Open.
Klasa Open opierała się o zasadę CKM, czyli - co
kto ma. Contractor, zbliżony natomiast był do
Sportera znanego z Ligi Sportera, a więc broń krótka:
jak w klasach Standard i Fabrycznej IPSC, względnie
jak w IDPA; karabiny bez urządzeń optycznych
z powiększeniem; strzelby tylko działające w trybie
pamp ekszyn.
Zawody
Rynek 3 gun'ów jest w Polsce nieco ograniczony
i bez dwóch zdań; trzeba korzystać z każdej okazji
do tego typu zawodów. Do tej pory najczęściej
spotykaliśmy się na Lidze Sportera, kiedyś
warszawskiej, a teraz coraz bardziej łódzkiej.
Koledzy z Olsztyna (i okolic tegoż miasta) opracowali
na
swoje
zawody
regulamin
w
oparciu
o reguły TSA (Tactical Shooting Association).
Punktacja nie była więc oparta o ipsikowy program
WinMss, a była nieco zbliżona do punktacji jaką
znamy z idepu czy jego polskiego odpowiednika
20
Tory, chociaż nie rzucały na kolana, to zostały
zaplanowane ciekawie i dawały możliwość
sprawdzenia się w strzelaniu z każdej broni.
Co najważniejsze jednak, to położenie nacisku na
broń główną, czyli karabin. Strzelba i pistolet
stanowiły – zgodnie z założeniami strzelań
praktyczno-taktycznych, tylko dodatek. Tak właśnie
powinno być na wszystkich zawodach 3gunowych.
Nie wydaje się za celowe kilkukrotne ładowanie
strzelby i strzelanie z niej po 20 razy – ma to mało
wspólnego z praktycznymi założeniami tego typu
strzelań. I odpowiednio w przypadku broni krótkiej
– jeden, dwa magazynki wydają się być
wystarczającą ilością. Podstawą powinien być
karabin
Jedyny wyjątek w tym zakresie na
olsztyńskim 3 gun'ie, to tor nr 2 – Jožin
z bažin, który poprzez swoje założenia
premiował niestety strzelców strzelbowych.
Co prawda zawodnik mógł do tych samych
celów strzelać z broni krótkiej, ale dopiero po
wystrzeleniu całej amunicji strzelbowej
w ilości 10 sztuk.
Na pozostałych torach jednak równe szanse mieli zarówno karabinowcy, jak pistoleciarze czy strzelbiarze.
Można oczywiście mieć zastrzeżenia, co do małej ilości „dowolności” w rozwiązywaniu zadań strzeleckich
(torów). Tego typu strzelania nie opierają się jednak siłą rzeczy na fristajlu i zgodnie z ich amerykańskim
odpowiednikiem, celowym było wprowadzenie ścisłych procedur strzelania. Z drugiej strony na przyszłość
należałoby dopuścić możliwość startowania z bronią przeładowaną (w szczególności bronią główną i bronią
krótką), jak również możliwość dostrzeliwania celi z broni dodatkowej (np. krótkiej) oraz możliwość wyboru
celi, które zawodnik będzie mógł ostrzelać ze strzelby lub z pistoletu.
Nie byłbym sobą, gdybym nie napomknął o kiełbaskach, które nie tylko były smaczne, ale i w bardzo
rozsądnej cenie O towarzystwie nie wspomnę, bo jak zwykle było doborowe. Można mieć tylko nadzieję,
że tego typu zawodów będzie jeszcze więcej, a olsztyński 3 Gun jak i Liga Sportera zapiszą się na stałe do
kalendarzy polskiego strzelectwa dynamicznego, a w przyszłości będą gromadziły jeszcze większe ilości
zawodników i zawodniczek. Organizatorom życzę dużo wytrwałości i powodzenia na kolejnych edycjach.
Sobie życzę, żebym miał lepszy dojazd do Olsztyna
Zły Kotek
21
Sobie życzę, żebym miał lepszy dojazd do Olsztyna
Pojedynki pistoletowe, to w zasadzie standard
podnoszący atrakcję wielu zawodów strzelectwa
dynamicznego. Czasami jest to jedyna droga do
wyłonienia „prawdziwego i jedynego” zwycięzcy
zawodów. Często zawody polegają tylko na
konkurencjach pojedynkowych.
Są widowiskowe, adrenalinowe, w ogóle są... A ile
ich różnych jest... Szczerze mówiąc, niezazbytnio
wiele. A szkoda, bo szybkie są oprócz tego co
wcześniej
–
szybkie
i
nieskomplikowane
w organizacji. Optymalne są, bo szybkie
i atrakcyjne...
Inne, jednobroniowe pojedynki są rzadziej
spotykane, ale też stają się powoli powszechne.
Najmniej do tej pory organizowanych jest
pojedynków wielobroniowych.
Propozycją olsztyńskich strzelców dynamicznych
jest pojedynek karabinowo-pistoletowy. Pierwszy
raz w opisanej niżej konwencji odbył się na
zakończenie 3-G Olsztyn Challenge – III Otwartych
Wielobroniowych Mistrzostw Olsztyna na strzelnicy
WKS „10” w Mątkach, 26 września tego roku.
Jest to propozycja z definicji widowiskowa i ciekawa.
A dlaczego taka jest?
Warto przypomnieć reguły. Schemat na dole:
Bo w koncepcji jest zbliżona do realnych sekwencji
bojowych. Najpierw ostrzeliwanie celów z broni
podstawowej – długiej, a później z back-up’u –
z pistoletu. Ideałem by było, gdyby broń długa
mogłaby być uczepiona do zawieszeń taktycznych,
ale... ale zwykle regulamin strzelnic na to nie
zezwala i zwykle Organizator „niepokoi” się o tzw.
względy bezpieczeństwa, i karabin po wystrzelaniu
regulaminowej liczby nabojów, się odkłada
bezpiecznie „gdzieś”. „Gdzieś”, to zwykle stół jakiś
albo materac – też jakiś.
W „pojedynku olsztyńskim”, też się odkładało.
Wartością
istotną
regulaminu
„pojedynku
olsztyńskiego” jest, to że wymuszone jest
precyzyjniejsze strzelanie z karabinu – trzeba po
dwa razy trafić tarczę a ma się reglamentowaną
liczbę
amunicji.
Ciekawsze
zapewne
jest
rozwiązanie bardziej „dynamiczne”, nie narzucające
liczby ładowanych do magazynków karabinowych
nabojów. Wówczas zawodnik byłby zmuszony do
przemyślenia swojej taktyki. Tarcze powinny mieć
wymagane dwa trafienia ale liczba strzałów nie
byłaby limitowana przez regulamin ładowania
magazynków. Tylko że znowu wyłaniające się
tzw.
względy
bezpieczeństwa
w tym roku, taką wersję pojedynku
wyeliminowały. Ale w przyszłym
roku... może, może...
Doświadczony zawodnik powinien
sobie poradzić z „problemem”
odkładania broni długiej w stanie
bezpiecznym,
opisanym
i
wymaganym regulaminem 3-G
Olsztyn Challenge. Jednak stres,
adrenalina,
bezpośrednie
współzawodnictwo z sąsiadem
wykonującym w tym samym czasie
zwierciadlane odbicie naszego
zadania, powodują że wpadki
(wtopy) zdarzają się najlepszym.
A zabawa jest zabawą póki jest
bezpieczna, bo to przecież tylko
zabawa, i aż zabawa.
22
Oczywiście są i inne możliwości konfiguracyjne,
jak na przykład: strzelba-pistolet czy strzelbakarabin (albo odwrotnie), ale wydaje się, że są to
mniej „naturalne” schematy... Można też
z przymróżeniem oka przyjąć, że pojedynek
trzybroniowy też ma swoje zalety, ale nie jest to
scenariusz realistyczny, chyba, że za takie
scenariusze mają „robić” scenariusze rodem
z Hollywood.
Aaa, to wtedy możemy dołożyć i po Katiuszy albo
po moździerzu do odpalenia...
Póki co, zapraszamy w przyszłym roku na 3-G
Olsztyn Challenge, chyba że pokusimy się
o zorganizowanie niezależnych „pojedynków
olsztyńskich” jako niemniej niezależnych cyklów
zawodów strzelectwa dynamicznego.
&mit
Wyniki tegorocznej edycji 3-G Olsztyn Challenge
2010 dostępne pod linkiem:
http://ipsc-olsztyn.pl/wyniki/3goc2010.pdf
23
Poznań 23.10.2010 i 20.11.2010
Na zawody 3-guns od dawna chciałem się
wybrać. Dopiero jednak wrześniowe zniesienie
„Czarnej Listy” oraz fakt, że zawody 3-gun
można zorganizować również na zachód od
magicznego południka przebiegającego gdzieś
w okolicach Łodzi sprawiło, że w końcu miałem
gdzie i z czym jechać.
23 października br. skrzyknęliśmy się w czterech –
wszyscy 3-Gun'owe dziewice - i ruszyliśmy do
Poznania. Na podstawie lektury regulaminu Ligi
Sportera oraz nielicznych fotorelacji poprzebieraliśmy
się w różnej maści kamizelki taktyczne i w tej
powstańczo - narodowo - wyzwoleńczej stylizacji
udaliśmy się na poznańską strzelnicę Lizawka.
Już na pierwszym torze, w pierwszym strzelaniu
emocje wzięły górę. Kolega odłożył nierozładowany
karabinek i pomimo szczerego żalu wszystkich,
a największego obsługujący ten tor RO, decyzja
mogła być tylko jedna – DQ. Za osłodę posłużyły złota
myśl (kolejna) RM mówiąca, że „są tylko dwa rodzaje
zawodników: przed i po DQ” oraz możliwość
kontynuacji strzelania choć już poza klasyfikacją.
Jako, że były to pierwsze nasze zawody w tej
konwencji, trudno jest określić stopień trudności
torów, ale na pewno wszystkie były dla nas ciekawe.
O sprawności organizatorów niech świadczy fakt,
że na każdej osi strzelnicy udało im się rozegrać po
dwa odmiennie strzelane tory. Naturalnie potwierdziła
się zakładana przez nas różnorodność strzelania. To
zaskakujące jak czasem pozornie niewielka zmiana
poprawia czas przebiegu, jego płynność czy sam
komfort strzelania. Również analiza sprzętu dała
sporo do myślenia. Wspomniane kamizelki
taktyczne, nawet te z misyjną przeszłością, średnio
zdały egzamin w sportowej rywalizacji.
Warto w tym miejscu pochwalić RO za ich
zaangażowanie
w rzetelne
i
szczegółowe
przedstawienie
zadania
oraz
cierpliwość
w wyjaśnianiu wątpliwości.
Same konkurencje – co oczywiście wynika
z charakteru 3 Gun – strzela się bardzo ciekawie.
Cele rozlokowane niekiedy w sporych odległościach
od siebie, konieczność pamiętania co, jak i ile razy
trzeba ostrzelać, wymuszone różne postawy
z zachowaniem jednak pewnej dowolności, trzy
rodzaje broni i przejścia między nimi – to wszystko
musi być atrakcyjne i takie jest. Później, gdy już
emocje opadły, zgodnie stwierdziliśmy, iż były
to najciekawsze zawody w jakich dotychczas
uczestniczyliśmy.
24
20 listopada 2010, w kolejnym wydaniu poznańskiej
Ligi Sportera udział wzięła już tylko jednoosobowa
reprezentacja „ściany zachodniej”. I tym razem
zabawa była przednia. Dostępność większej ilości osi
strzelnicy sprawiła, że tym razem stage były chyba
jeszcze ciekawsze. Szczególnie przypadły do gustu
stosunkowo długie tory nr 1 i 2. Bogatszy
o doświadczenia poprzednich zawodów, autor tych
słów dużo pewniej przystąpił do rywalizacji. Kila kar
proceduralnych, sporo banalnych błędów w taktyce
oraz finalnie raczej niska lokata ewidentnie wykazały
poziom umiejętności, choć ani trochę nie pomniejszyły
dobrej zabawy.
Pozostaje podziękować organizatorom za udane
zawody. Gdyby jednak Ci zastanawiali się co jeszcze
poprawić w i tak sprawnie przeprowadzonych
zawodach, sugerowałbym narzucenie zawodnikom
większej dyscypliny przy przechodzeniu pomiędzy
stage'ami aby uniknąć tworzących się niekiedy
zatorów. Odrobina dyktatury jeszcze nikomu nie
zaszkodziła. Ale podkreślam, nie był to znaczący
mankament.
A wszystkim, którzy zastanawiają się nad
udziałem w Lidze Sportera, stanowczo polecam te
zawody. Nawet tym, którzy nie posiadają całego
zestawu trzech broni. Dobra wola organizatorów oraz
przyjazna postawa kolegów strzelców pozwalają
pokonać i tę przeszkodę. Wyniki Overall.
Zatem, do zobaczenia na kolejnych zawodach 3-G.
Leonard "Noel" Przybyło
25
Robert "EDDIE" Pawłowski
W czym strzelać?
Pomimo, dobrze wszystkim strzelcom znanego problemu z pozwoleniami na broń, strzelectwo
praktyczne i dynamiczne przeżywa w Polsce swój rozwój. Zawodnicy mają już możliwość brania
udziału nie tylko w przebiegach opartych o jeden rodzaj broni, ale i w zawodach gdzie w trakcie
jednego przebiegu używa się kilku różnych rodzajów broni. Jednym z wielu przykładów są zawody
z cyklu Ligi Sportera czy 3-G Olsztyn Challenge.
I tu może pojawić się pewien problem, natury
logistycznej. Jak w trakcie jednego przebiegu,
przenosić potrzebną ilość amunicji do różnych
rodzajów
broni.
W
przypadku
konkurencji
jednobroniowych, nie ma z tym większego problemu.
Mamy przecież specjalne pasy, ładownice, kabury
produkowane z myślą o strzelających z pistoletów
zawodnikach
IPSC,
w
przypadku
strzelań
strzelbowych można wykorzystać pasy amunicyjne
produkowane dla myśliwych. I to się sprawdza.
Jednak w przypadku jednoczesnego przenoszenia
różnych rodzajów amunicji, takie pomieszanie
sprzętu może powodować problemy z szybkim
ładowaniem. Dobrze wiemy, że zawody w których
pojawia się dynamika strzelania, to nie tylko celne
oddawanie strzałów do poszczególnych celów, ale
i szybkie przemieszczanie się i składanie do strzału.
Liczy się celność i szybkość. Jak więc sobie poradzić
z wygodnym, nie krępującym ruchów przenoszeniem
amunicji. Moim zdaniem należy skorzystać
z wzorców już istniejących i opartych na tych samych
zasadach: szybko i celnie. Różnice stanowi tylko
ilość potrzebnej i przenoszonej amunicji.
Od lat żołnierze sił specjalnych starają się przerabiać
lub wymuszać na firmach tym się zajmujących,
produkcję sprzętu umożliwiającego szybkie zmiany
magazynków, łatwy do nich dostęp i wygodne,
nie krępujące ruchów, przenoszenie potrzebnego
sprzętu. Doświadczenie bojowe tzw. specjalsów
i
ich
pomysłowość,
procentuje
różnymi
rozwiązaniami. Z racji charakteru zawodów, nie ma
powodu skupiać się na rozwiązaniach oferujących
ochronę balistyczną, a wystarczy spojrzeć na
możliwości, jakie oferują kamizelki taktyczne.
Przykładem takich kamizelek, mogą być oferowane
przez Eagle Industries model TAC V3 D
z możliwością doczepienia paneli: Detachable
Panel for two .308 Magazines (przeznaczony do
przenoszenia dwóch magazynków z amunicją .308,
ale może pomieścić również magazynki M16/M4
czy do AK47) i Detachable Panel Shotgun Shell
Pouch (przeznaczony do przenoszenia 12 sztuk
amunicji 12/70) oraz stałymi ładownicami na
3 magazynki do pistoletu, model TAC V1 N Vest B,
gdzie kaburę na lewej stronie kamizelki można
zastąpić przez Detachable Panel Shotgun Shell
Pouch, a na stałe ma 3 ładownice na magazynki
M16/M4. Oba panele są mocowane za pomocą
Velcro®. Kolejnym przykładem takiej kamizelki jest
oferowana przez BLACKHAWK! OMEGA VEST
TAC SHOTGUN/, przeznaczona do przenoszenia
28 sztuk amunicji 12/70, w dwóch ładownicach po
prawej stronie kamizelki oraz 6 magazynków
M16/M4, w trzech ładownicach po lewej stronie.
26
NFM Group ma w swojej ofercie BEAR II oraz
WOLVERINE, Tactical Assault Gear oferuje swoją
MOLLE Operators Vest. Przykładów takich
kamizelek można przytoczyć wiele i każdy może
wybrać coś dla siebie.
Fot. BLACKHAWK - OMEGA VEST TAC SHOTGUN/RIFLE
Przykładów takich kamizelek, można przytoczyć
wiele. Producenci prześcigają się w różnych
rozwiązaniach. Jednak moim zdaniem nie jest to
najlepsze
rozwiązanie.
Problem
stanowią
preferencje poszczególnych strzelców, a także fakt
czy strzelec jest prawo czy lewo ręczny. Aby
zapewnić pełen komfort w ułożeniu sobie, jak i gdzie
mają znajdować się ładownice, autor proponuje
rozwiązanie modułowe w systemie MOLLE/PALS
lub mniej znany i z oczywistych względów mniej
popularny, (co oznacza mniejszy dobór ładownic)
norweski
odpowiednik
3-lock.
Tego
typu
rozwiązania są praktycznie ograniczone tylko
inwencją użytkownika i powierzchnią, przeznaczoną
do montażu ładownic. Dodatkową ich zaletą jest
fakt, że nie ma potrzeby posiadania kilku kamizelek.
Wystarczy jedna i odpowiednia ilość różnych
ładownic. Wiele firm posiada w swojej ofercie takie
kamizelki. Przykładowo: BLACKHAWK! oferuje
S.T.R.I.K.E. OMEGA VEST oraz S.T.R.I.K.E. ELITE VEST, Eagle Industries oferuje TAC V1
MOLLE
(na zdjęciu poniżej), norweska firma
Ponieważ zawody wielobroniowe nie wymagają
długotrwałego przebywania w terenie i dużej
powierzchni
na
kamizelce,
potrzebnej
do
przenoszenia wielu różnych ładownic, najlepszym
rozwiązaniem dla strzelców mogą być tak zwane
Chest Rig. Są to platformy, służące do przenoszenia
potrzebnego sprzętu obejmujące tylko przednią
część tułowia oraz boki lub tylko przednią część
tułowia. I tutaj wybór jest ogromny. Każda z firm ma
w swojej ofercie tego typu sprzęt. TAG oferuje
MOLLE Chest Rig, NFM HEIDRUN II, BHI
LIGHTWEIGHT COMMANDO RECON CHEST
HARNESS, London Bridge Trading Company
LBT-9040A, i wiele innych w tym Chest Rigi, które
mają ładownice na magazynki, do broni długiej
wszyte na stałe, a dodatkowo możliwość
zamontowania innych, potrzebnych kieszeni lub
ładownic.
Przykładem
takich
platform
są
produkowane przez SPEC.-OPS.BRAND M.O.U.T.
RIG, London Bridge Trading Company LBT2586A czy oferowany przez Tactical Assault Gear
Gladiator Chest Rig (na zdjęciu poniżej)
27
Innym rozwiązaniem mogą być pasy modułowe oraz H Gear czyli uprzęże.
Tego typu sprzęt obejmuje strzelca tylko w pasie i dzięki systemowi
MOLLE/PALS, pozwala na rozmieszczenie potrzebnych ładownic zgodnie
z własnymi preferencjami. Do tego dochodzi szeroki asortyment różnego
rodzaju ładownic i kieszeni. Na uwagę zasługują zwłaszcza te, które są
przeznaczone do CQB/CQC, czyli do walki na małych dystansach,
w zamkniętych pomieszczeniach. Są one przystosowane do przenoszenia
magazynków czy amunicji do strzelby, w sposób
ułatwiający szybką wymianę lub doładowanie.
Przykładem takiego sprzętu są ładownice
pistoletowe firmy TAG gdzie magazynki są
przytrzymywane przez wszyte magnesy,
w ładownicach BHI są wykorzystywane
profile wykonane z materiału KYDEX®,
czy ITW MILITARY - FASTmag GEN III
do magazynków typu M16/M4. Wszystkie
te ładownice pozwalają na odkryte
przenoszenie magazynków bez obawy, że
w trakcie dynamicznego przemieszczania
się magazynki powypadają z ładownic.
System MOLLE/PALS (Zdjęcie obok).
Opisanie całego, dostępnego sprzętu tego typu, rodzimych
i zagranicznych firm, wymaga wiele stron tekstu. Jednakże sumując,
zdaniem autora warto oprzeć się na doświadczeniach żołnierzy sił
specjalnych. Systemy modułowe zapewniają dowolność w konfiguracji
sprzętu i dostosowanie go do aktualnych potrzeb, a zwłaszcza w oparciu
o panele typu Chest Rig, które zajmują niewiele miejsca na ciele,
a zapewniają wyjątkowo skuteczną możliwość wykorzystania go. Jeśli
dla kogoś jest ważny kolor wyposażenia, to należy dodać,
że można dobrać sobie kamizelki i ładownice
w całym, "militarnym" wachlarzu kolorów
i kamuflaży. Jedyne, na co należy zwrócić
uwagę, to materiał z jakiego zostały
poszczególne elementy wykonane, tak by
zakupiony sprzęt służył nam przez całe lata.
Na zakończenie, jako ciekawostkę, można
dodać, że system MOLLE (oparty na taśmach
1 calowych), został oparty na pomyśle
operatorów z GROM-u, którzy początkowo
wykorzystywali dostępne w Polsce taśmy
o szerokości 20mm.
Autor artykułu ma za sobą wieloletnią służbę
w siłach specjalnych i sam nieraz przerabiał
sprzęt lub brał udział w różnego rodzaju
projektach
oraz
dalej
jest
żywotnie
zainteresowany tą tematyką.
[email protected]
28
03 październik 2010 roku. Pogodny i ciepły dzień.
Prawdziwa polska jesień. Na Siemianowickej
strzelnicy Polskiego Związku Łowieckiego już po raz
kolejny, dwa śląskie kluby zorganizowały wspólne
zawody w konkurencji „Pistolet Dynamiczny”.
Zawody zaliczane były do Rankingu Grand Prix
i zgromadziły na starcie prawie 30 zawodników w dwóch
klasach sprzętowych. Pogoda była wyjątkowo łaskawa,
witając uczestników bezchmurnym niebem i ciepłymi
promykami słoneczka. Osiem zróżnicowanych torów
z minimalną ilością 130 strzałów, pozwalało w obiektywny
sposób
porównywać
strzeleckie
umiejętności
zawodników. Wspólne zmagania przebiegały praktycznie
bez większych problemów i dłuższych przestojów.
Charakter
techniczny
takiego
obiektu
zmusza
organizatorów zawodów dynamicznych do adaptacji
i dostosowania projektowanych torów, do panujących
warunków na danym obiekcie. W efekcie tory muszą być
wyjątkowo przemyślane, zapewniając wymagane warunki
bezpieczeństwa. Konsekwencją wykorzystywania takich
obiektów jest
znaczące ograniczenie „fantazji”
konstruktorów. Często też niezbędne jest drastyczne
zawężenie
kątów
bezpieczeństwa,
stawiających
dodatkowo wyższe wymagania wobec startujących
zawodników. W przypadku zawodów w Siemianowicach
– Bańgowie wymagania bezpieczeństwa, jak i budowa
ciekawych przebiegów udała się organizatorom
wzorcowo,
zachowując
jednocześnie
równowagę
pomiędzy szybkością, a precyzją oddawanych strzałów.
Zawody należy zaliczyć do wyjątkowo udanych.
Dodatkowo, pogoda oraz zróżnicowane i ciekawe tory
spowodowały, że pasjonaci konkurencji dynamicznych
mogą ten dzień uznać za ciekawy sportowo.
Najlepsze wyniki uzyskali:
Production
1. Krzyżaniak Roman
2. Mizuro Maciej
3. Sokołowski Leszek
4. Siuda Krzysztof
5. Bazała Marcin
6. Głowacki Mariusz
Standard
1. Gałązka Marcin
2. Świerczek Zbigniew
3. Barwicki Karol
4. Sanecznik Krzysztof
5. Pawlik Celina
6. Schuppik Dariusz
Związek Strzelectwa Praktycznego oraz Sekcja Strzelectwa
Praktycznego KS Gwardia 1924, dzięki porozumieniu
i współpracy kierownictwa obu klubów daje przykład,
że wspólnie można realizować cele statutowe i wychodzić
naprzeciw oczekiwaniom klubowiczów. Należy także
podkreślić, że oba kluby zorganizowały po raz pierwszy,
cykl zawodów międzyklubowych jako DERBY Klubowe
„Pistolet Dynamiczny”. Opisywane zawody wchodziły
w niezależny ranking klubowy, rozgrywany pomiędzy
zawodnikami obu klubów. Po raz pierwszy „ DERBY”
wpisane były do oficjalnego kalendarza imprez,
organizowanych pod egidą Okręgowego Związku
Strzelectwa Sportowego w Katowicach.
Działalność obu klubów w porozumieniu i przy współpracy
z Polskim Związkiem Strzelectwa Sportowego, wskazuje
właściwy kierunek rozwoju konkurencji dynamicznych
w naszym kraju. W sezonie strzeleckim 2011 ZSP, jak
i SSP KS Gwardia 1924 kontynuować będą organizację
serii zawodów, tworząc cykl rozgrywek o charakterze
regionalnym. Mamy nadzieję, że inne kluby przyłączą się
do tej wspólnej idei. Komunikat oraz Galeria zawodów.
29
Jacek "Ostry" Ostrzycki
Po
przelotnych
przygodach,
sezonowych
romansach i dłuższych związkach z pistoletowymi
produktami firm Walther, CZ, Sig-Sauer, Glock,
Heckler&Koch czy STI, nieco rozczarowany
i zdegustowany, zwłaszcza tym ostatnim,
znalazłem się w sprzętowej próżni. Szukałem
pistoletu do strzelań dynamicznych, który
charakteryzowałby się niezbyt dużym chwytem,
łagodnym i krótkim skokiem spustu oraz jego
szybkim powrotem. Przy czym, byłby jednostką
solidnie wykonaną i przystosowaną do znoszenia
wysokich obciążeń eksploatacyjnych, jakie wiążą
się z uprawianiem strzelectwa dynamicznego.
Pewnego, wiosennego dnia kolega pochwalił się
swoim nowym nabytkiem, CZ SP-01 Shadow.
Zastanawiałem się, czego można spodziewać się
po pistolecie CZ 75 produkowanym od ponad 35
lat, a w którym dokonane zmiany, na pierwszy rzut
oka, wyglądały jedynie na liftingująco odmładzające? Widoczne, powiększone dźwignie
zatrzasku magazynka i zamka, charakterystycznie
profilowane skrzydełka bezpiecznika, usytuowane
po obu stronach szkieletu
oraz mucha
ze światłowodem i wysoka szczerbina, informowały
o dynamicznym przeznaczeniu broni. Jak na
pierwszy rzut oka, pistolet raczej mnie nie
zachwycił. Moje wątpliwości rozwiała dopiero,
wizyta na strzelnicy i pierwsze oddane strzały.
Wydłużono szkielet, zwiększając masę broni w jej
przedniej części pod lufą. Zamek pistoletu
pozbawiono przewężenia z przodu powodując,
że szyny prowadzące znajdowały się teraz na całej
jego długości. Tak przekonstruowany szkielet
i zamek sprawiały, że broń z podłączonym
oraz pełnym 18-to nabojowym magazynkiem,
dawała wrażenie idealnie wyważonej. Pistolet
zaskoczył pozytywnie przy szybkim strzelaniu.
Kilka gramów więcej z przodu broni, poprawiło
charakterystykę pracy broni w trakcie strzelania.
Niezbyt silny podrzut, dawał się dość swobodnie
opanować, a wszystkie dźwignie rozmieszczone
we
właściwych
ergonomicznie
miejscach,
były łatwo dostępne i wyczuwalne.
Dawało
to poczucie łatwości obsługi pistoletu.
W tej sytuacji decyzja mogła być tylko jedna,
wkrótce stałem się szczęśliwym posiadaczem
"cienia". Pistolet wymagał ode mnie, w miarę
krótkiego okresu adopcyjnego i dość szybko udało
mi
się
poznać
jego
walory
użytkowe
w strzelaniach dynamicznych. Ogólnie, broń
sprawia wrażenie dopracowanej pod każdym
względem, dając wrażenie, że to obsługujący jest
tutaj najważniejszy. Zamek, niski w budowie,
uzyskał dodatkowe nacięcia po obu stronach,
w przedniej jego części. Przyznaję, że jest to nie
bez znaczenia, zwłaszcza w strzelaniach,
wymagających
szybkiego
przeładowania.
30
Charakterystyczna budowa zamka w pistoletach
CZ 75, ogranicza jego masę, a to z kolei ma
bezpośredni wpływ na siłę odrzutu przy strzelaniu,
dając komfortowe poczucie panowania nad bronią.
Ciekawostką
jest,
wyczynowo
zestrojony
mechanizm spustowy. Język spustowy, posiada
regulowaną oporę spustową, zapobiegającą
dalszemu "wpadaniu" spustu po oddanym strzale,
a jednocześnie zmniejszającą rewers języka
spustowego. Mała rzecz, a cieszy. Świetnie spełnia
swoja rolę. Jednak po wyregulowaniu, należy ją
zabezpieczyć np. klejem do złączy współosiowych,
gdyż ma tendencję do odkręcania się w trakcie
strzelania. Zaczep kurka i jego wyzębienie,
współdziałają płynnie i wyjątkowo lekko. Dodatkowa
tuningowana sprężyna kurka, znajdująca się
w komplecie, poprawia pracę całego mechanizmu,
powodując go jeszcze lżejszym i płynniej
działającym. Szybkie strzelanie nie sprawia kłopotu,
a ruch spustu po skoku jałowym jest w jedną
i drugą stronę krótki. Przez okres dwóch lat,
na treningach i zawodach różnej maści,
wystrzeliłem z niego przeszło 20.000 sztuk amunicji
pełnopłaszczowej, firmy Magtech i Sellier & Bellot.
Od kilku miesięcy strzelam także, z dobrze już
znanej shooter'om w Polsce, amunicji laborowanej,
o finezyjnej nazwie viagra.
Przez dwa sezony zdarzyło się kilka usterek. W tym
okresie, dwukrotnie wymiany wymagała sprężyna
języka spustowego, która nie wytrzymała obciążeń,
jakimi była traktowana w klasie Production, gdzie
pierwszy strzał oddawany jest ze zwolnionym
kurkiem. Zdarzyła sie też wymiana łącznika zamka
i szkieletu, spełniającego również rolę rygla
i zatrzasku zamka. Element ten ulega pęknięciu
dość często, o czym dowiedziałem się między
innymi, od innych użytkowników pistoletu.
Poza tym, niezbyt dobre wrażenie sprawiają
gumowane okładziny chwytu. Wykonane z niskiej
jakości materiału, według mnie są za miękkie
i tandetne, chociaż właściwie wyprofilowane.
Ciekawostką jest fakt, że CZ-ka posiada w ofercie
handlowej, alternatywne okładziny z aluminium,
które
sprawiają
pozytywniejsze
odczucia
w dotyku, a broń otrzymuje z nimi bardziej rasowy
wygląd. Niestety, trzeba je sobie kupić. Problem,
z wypadającym z muchy światłowodem nie jest
nagminny, ale charakterystyczny dla tego typu
przyrządów
celowniczych,
we
wszystkich
raceing'owych pistoletach. I Shadow nie jest
w tym odosobniony. W chwili obecnej, bardziej
odczuwalne są już luzy zamka, szkieletu i lufy
względem siebie. Co wskazuje, na zużycie
w miejscach ich stykania się i współpracy. Nie ma
to jednak wpływu na działanie pistoletu, jako
całości oraz nie wpływa zauważalnie, na
skupienie podczas strzelania. Widoczne jest
także, znaczne wytarcie zaczepu pazura wyciągu
w zamku, co klasyfikuje go do wymiany.
Mechanizm spustowy, wydaje się być dotarty
i działający płynniej niż na początku.
Przez okres użytkowania, przytrafiły mi się jedynie
trzy zacięcia, polegające na utykaniu naboju, przy
wejściu do komory nabojowej. Niestety, ma to
związek z podawaniem naboju z magazynka.
I trzeba tutaj zaznaczyć, że sprężyny
w magazynkach SP-01 nie są mocną stroną
pistoletu. Jest to zauważalne przy zrzucaniu
magazynka na ziemię. Naboje w nim dosłownie
się przegrupowują, a po wylądowaniu na ziemi
potrafią wręcz, przykręcić się o 180, czyli
pociskiem do tyłu! W przypadku intensywnej
eksploatacji, sprężyny w magazynkach powinny
podlegać okresowej wymianie, a którą ja zrobiłem
do tej pory raz, po około 15.000 strzałów.
Również, podajniki w magazynkach wykonane są
z dość niskiej jakości plastiku, co powoduje
znaczne ich zużycie w sytuacjach, gdy lądują na
31
piaszczystym
lub
zabłoconym
podłożu.
Są to jednak elementy, których zużyciem, bardziej
lub mniej, cechują się praktycznie wszystkie
pistolety.
SP-01 ogólnie nie grzeszy jakością materiałów,
użytych do jego produkcji i z pewnością nie daje
się, pod tym względem porównać z takimi markami
jak Heckler & Koch, Sig-Sauer, Tanfoglio czy STI
i SVI.
"Koń, jaki jest, każdy widzi" - czy na pewno widać
wszystko? Przyznać należy, że strzelcy z Team'u
fabrycznego CZ-ki zrobili ogromną robotę,
promując produkty tej marki.
Należy się jednak zastanowić, co dostajemy za
2.600,- PLN? Z pewnością niezawodny pistolet,
który praktycznie można zabrać na zawody prosto
z salonu, bezpośrednio po zakupie. Broń
wyposażoną fabrycznie w światłowodową muchę,
powiększone i przystosowane dla strzelców
dynamicznych
dźwignie
zatrzasku
zamka
i magazynka oraz obustronne, powiększone
skrzydełka bezpiecznika. Doskonale zestrojony
mechanizm spustowy. Znajdująca się w komplecie
dodatkowa sprężyna kurka, pozwalająca na
zmniejszenie oporu języka spustowego dla
strzelców bardziej wymagających oraz trzy,
osiemnasto nabojowe magazynki dopełniają
pozytywnego wrażenia produktu, jako całości.
Uważam, że jakość użytych do produkcji pistoletu
materiałów, jest jego najsłabszą stroną. Dłuższą
żywotnością,
wykazują
się
produkty
Heckler&Koch'a, Sig-Sauer'a czy choćby bardzo
spopularyzowanego Glock'a. Jednak, niezbyt
wygórowane ceny części zamiennych oraz ich
bezproblemowa dostępność na naszym rynku
sprawiają, że zdarzające się sporadycznie usterki
nie spędzają snu z powiek właściciela Shadow'a.
To wszystko w konsekwencji powoduje, że SP-01
Shadow jest przyzwoitym pistoletem, za
przyzwoite pieniądze, w dodatku dobrze wydane.
Wygląda na to, że historia zatoczyła koło i po
kilkunastu latach próbowania, "zmiękczania"
oporu materii oraz eksperymentowania z
produktami różnych producentów broni, wróciłem
do marki, którą kiedyś uznałem za nieszczególnie
zachwycającą. Zastanawiam się już, co prawda
nad kolejnym zakupem i następcą posiadanego
Shadow'a. Jednak nie rozglądam się tym razem
daleko, a wszystkie znaki na niebie i ziemi
wskazują, że będzie to kolejny egzemplarz tego
samego modelu.
Co do pistoletu, to tylko jedna rzecz jest dla mnie
ciągle niejasna. Dlaczego Shadow nazywa się
Shadow? Trudno na ten temat znaleźć
wiarygodne informacje, a wśród wielu odpowiedzi,
jakie przychodzą mi do głowy, żadna nie znajduje
logicznego wyjaśnienia. Zapewne specjaliści od
marketingu, w Českiej Zbrojovce, próbowali tym
tajemniczym
określeniem,
zwrócić
uwagę
potencjalnych klientów na swój nowy produkt.
Wygląda na to, że im się udało. Wytwórcy
z Uherskiego Brodu modelem Shadow, wyszli
z cienia, przed szereg innych producentów broni
do strzelań dynamicznych i na pozycji lidera
mocno stoją na nogach.
Zdjęcia: portale internetowe
32
Zabawa w wojsko zawsze była
czymś, co fascynowało pewną
grupę ludzi, w dużej mierze
chłopców, ale nie brakowało w tym
aspekcie,
także
płci
pięknej.
Ciekawą formą tej zabawy jest
właśnie Airsoft.
Airsoft wywodzi się z Azji. Ten rodzaj
hobby/sportu jest w tym rejonie świata
bardzo powszechny. U podstaw airsoftu
leży m.in. tradycja bushido, (kodeksu
samurajów japońskich) kładąca nacisk na
honor,
szacunek
dla
przeciwnika
i samodoskonalenie – hasła wciąż żywe
w zasadach obowiązujących w airsofcie.
Popularności w Korei Południowej czy
na
Tajwanie,
krajach
wysoce
zmilitaryzowanych
i
permanentnie
zagrożonych przez sąsiadujące potęgi
wojskowe, airsoft zawdzięcza swój
odmienny od innego rodzaju „militarnego”
hobby – paintballu – charakter: nacisk na
maksymalne podobieństwo replik do
prawdziwej broni palnej. Repliki ASG
powstały po II wojnie światowej w Japonii,
aby umożliwić ćwiczenia oddziałom
militarnym, które podlegały wówczas
rygorystycznym przepisom, dotyczącym
posiadania i używania broni palnej. Miały
stwarzać
wrażenie
prawdziwości.
Natomiast pierwsze komercyjne repliki
pojawiły się na rynku w latach
osiemdziesiątych. W ostatnim czasie,
dzięki
produkcji
niedrogich
replik
wytwarzanych w Chinach, airsoft stał
się
stosunkowo
rozpowszechnioną
1
rozrywką. Gra polega na strzelaniu do
siebie małymi kuleczkami o średnicy
(kalibrze) 6mm lub 8mm. Wielkość kulki
jest stała, natomiast ich waga, waha się
od 0,12 do 0,46 grama. Ważny jest
właściwy dobór wagi do mocy swojej
repliki. Oczywiście im lżejsza kulka, tym
większą odległość pokona, ale jest wtedy
bardziej podatna na warunki zewnętrzne,
natomiast cięższa kulka jest stabilniejsza
w locie, a lot jest krótszy. Same repliki
posiadają trzy główne napędy, co określa
również ich specyfikę:
1
http://pl.wikipedia.org/wiki/Airsoft
1) Sprężynowa – po każdym strzale trzeba użyć siły mięśni do naciągania
sprężyny po wystrzeleniu kulki. Najpopularniejszą repliką, napędzaną
w ten sposób, są strzelby typu shotgun. Zaletą tego typu replik jest
odporność na warunki zewnętrzne.
2) Elektryczna – mechanizm jest napędzany przez akumulator dodany do
repliki (napięcie baterii jest także zróżnicowane od 7V aż do 12V im
większe napięcie tym szybkostrzelność repliki rośnie). Zaletą tego typu
replik jest to, iż nie trzeba naciągać mechanizmu po każdym strzale.
3) Gazowa – napędzana dwoma rodzajami gazu (Green gazem oraz
CO2.) Najpopularniejsze w tym systemie napędowym są repliki
pistoletów, ale coraz częściej spotyka się też karabiny. Zaletą tego typu
replik jest to, iż posiadają one ruchomy zamek w systemie BlowBack,
co zwiększa realizm. Wadą wytykaną przez wszystkich jest to,
że odmawiają posłuszeństwa w niskich temperaturach.
Skoro temat replik się pojawił to tak właściwie, z czego tak właściwie
strzelamy. Repliki są odwzorowaniem prawdziwej broni. W rozumieniu
ustawy o broni i amunicji, nie jest to broń:
Ustawa z dnia 21 maja 1999 r. o broni i amunicji ze zmianami
wprowadzonymi ustawa z dnia 14 lutego 2003 r. o zmianie ustawy
o broni i amunicji oraz o zmianie ustawy o Biurze Ochrony Rządu (Dz.
U. z 2003 r. Nr 52, poz. 451)
Art.8 W rozumieniu ustawy bronią pneumatyczną jest niebezpieczne
dla życia lub zdrowia urządzenie, które w wyniku sprężonego gazu jest
zdolne do wystrzelenia pocisku z lufy lub elementu ją zastępującego
i przez to zdolne do rażenia celu na odległość, a energia kinetyczna
pocisku opuszczającego lufę lub element ją zastępujący przekracza
17J.
W niektórych krajach istnieją problemy związane z posiadaniem
i używaniem repliki. Spowodowane jest to głównie wyglądem tej „zabawki”
i jej ogromnym podobieństwem do rzeczywistej broni palnej. W kilku
państwach posiadacze muszą mieć pozwolenie na repliki ASG. Niestety
w naszym kraju pojawiają się nieodpowiedzialni ludzie, którzy kupują
33
takowe repliki wyłącznie dlatego, by
zaprezentować na ulicy swoje "zabawki”,
zaimponować otoczeniu, szkodząc tym
samym
środowisku osób, mających
wyraźnie
sprecyzowane
sposoby
obchodzenia się z tego rodzaju sprzętem
i znajomość zasad obowiązujących
w trakcie gry z użyciem replik. Stąd
pochodzi jedno z "powiedzonek”, znane
wśród zainteresowanych: nie lubię dzieci
w airsofcie.
Bezpieczeństwo:
Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo w trakcie
zabawy w ASG najbardziej troszczymy
się o oczy, używając okularów (piszę to
jako
jeden
z uczestników
tejże
„zabawy”). Takie okulary można nabyć
w zwykłym markecie budowlanym lub,
jeśli ktoś chce wyglądać jak prawdziwy
żołnierz - kupuje okulary w sklepach
profesjonalnych. Ceny tej ochrony
kształtują się od 5 do ponad 300 zł.
Każde okulary muszą przejść próbę
przed tym, nim wejdą na "pole walki".
Jeżeli okulary po przyjęciu strzału pękną
– nie są dopuszczane do użytku. Próba
odbywa się przy pomocy repliki, która
jest „najmocniejsza”, czyli taka, która
posiada najwięcej fps (ang. feet per
second – jednostka prędkości używana
w krajach anglosaskich). Miara wyraża
przebytą drogę w stopach angielskich
w czasie 1 sekundy. Spotyka się kilka
2
zapisów skrótowych .
Im więcej fps-ów, tym dalej kulka leci. Niektórzy gracze głównie skupiają się
na tym, by „mieć” ich jak najwięcej. Innym z kolei zależy na tym,
by karabinek strzelał jak najszybciej w ciągu jednej serii, osiągają to dzięki
zwiększeniu mocy akumulatora, który stosują. Większa prędkość
początkowa kulki oraz szybsze podawanie kulek, prowadzi czasem do
niebezpiecznych sytuacji, dlatego w całym środowisku dopuszczalna
odległość strzału jest powyżej 15 metrów. Z mniejszej odległości mówi się
„pif - paf”, w tym wypadku stosuje się zasady fair play.
2
http://pl.wikipedia.org/wiki/Stopy_na_sekund%
C4%99
Czasem spotyka się u "żołnierzy”, także ochronę na zęby. Zdarza się
niekiedy, że ktoś może mieć braki w uzębieniu po jednej ze strzelanek. Są
to jednak wyjątkowo rzadkie przypadki, ponieważ celuje się głównie
w korpus.
Stosowane są także hełmy, które nadają nie tylko kolorytu tzw. strzelance,
ale spełniają również swoją rolę, jako ochrona głowy. Spotyka się zarówno
hełmy pochodzące z oryginalnego wyposażenia wojskowego, jak
i plastikowe repliki. Bardzo często używane są inne nakrycia głowy, takie
jak kapelusze i czapki. Wielu ludzi bawiących się w ten, jakby to nazwać
sport, bardzo mocno stawia na autentyczność tej zabawy, poprzez
dopasowywanie elementów broni ostrej do swojej repliki. Jednak jednym
z najważniejszych elementów jest dobór munduru, jaki chcą nosić w trakcie
strzelania. Poniekąd ma tu zastosowanie stwierdzenie, że szata czyni
człowieka, więc poprzez gromadzenie podobnych elementów wyposażenia
i umundurowania możliwe jest powstanie wielu grup rekonstrukcyjnych,
poszczególnych jednostek wojskowych. Ze szczególnym upodobaniem
rekonstruowane są jednostki amerykańskie, ale również rosyjskie czy
polskie. Ostatnio pojawiło się kilka grup, których mundury są zastępowane
przez odzież cywilną, szczególnie w przypadku rekonstruowania
specyficznych związków paramilitarnych działających w rzeczywistości,
34
jak np. Blackwater. Spotykamy też
oddziały
rekonstruujące
jednostki
specjalne policji. Może najbardziej
zabawnym, jeżeli można to tak określić,
elementem ekwipunku strzelających jest
czerwona szmatka. Wykorzystywana jest
do oznaczania osoby trafionej, bowiem
na naszych mundurach nie widać ran
postrzałowych (jak w paintball-u, gdzie
kolor
farby
identyfikuje
trafienie).
Dodatkowymi elementami wyposażenia
są rękawice, czy ochraniacze na kolana.
Dobierane i używane są według
upodobań i potrzeb poszczególnych
uczestników.
Miejsca spotkań wybierane są głównie
pod względem małej ilości ludzi (cywili)
oraz jak najdalej od dróg, najczęściej na
obrzeżach
miasta
i
terenach
nieuczęszczanych. W Krakowie powstała
m.in. hala przystosowana właśnie do tej
3
zabawy . Spotkania organizowane są nie
tylko w ciągu dnia i trwają kilka godzin,
4
ale istnieją także tzw. MilSim-y .
Długość tych imprez jest zależna od
scenariusza, jaki został stworzony przez
organizatorów, trwają czasem do 72
godzin. Co do scenariuszy są one
czasem przedstawieniem prawdziwych
bitew i działań wojskowych, a dane
uzyskuje się ze źródeł historycznowojskowych.
Te
spotkania
mają
określoną
specyfikę,
charakter
i atmosferę. Zaczyna działać adrenalina,
"gracze” wówczas np. niewiele sypiają,
ponieważ z reguły większość działań
odbywa się w nocy. W trakcie takich
„misji” chodzi nie tylko o to, by pozbawić
siły przeciwnika przez jak największe
wyeliminowanie siły ludzkiej, ale czasem
o zaliczanie pewnych zadań (obserwacja
terenu, obrona terenu, lub zdobywanie
czegoś
w trakcie limitu czasu).
3
4
Czerwona szmatka jest wtedy zastępowana czerwonym światłem
chemicznym(aby ranny był widoczny). W trakcie takiej rozgrywki są
nałożone przez organizatorów wymogi, co do osób w roli „medyków” oraz
charakterystyki ran postrzałowych. Jest to robione celowo, żeby "żołnierze”
przy pierwszej "wymianie ognia” nie wracali do bazy i nie siedzieli często
sami do końca długiego scenariusza. Ranni są wówczas opatrywani, przez
sanitariuszy, co pozwala im dalej uczestniczyć aktywnie w kolejnych
etapach działań. Ilość otrzymanych ran jest ograniczona do jednego
trafienia, które może zostać opatrzone, a następne będzie „śmiertelne”.
Ktoś może powiedzieć, że ta zabawa jest dla ludzi, którzy chcieliby dostać
się do wojska. Nie jest to prawdą, ponieważ wielu oficerów służb
mundurowych także biega z karabinkiem na kulki i bawi się przy tym,
równie dobrze jak ich młodsi i nie mający związku z żadną formą munduru
koledzy. Niemniej jednak, jak wspomniałem wyżej, adrenalina w trakcie
zabawy jest naprawdę duża. Wielu ludzi jeździ na spotkania cotygodniowe,
nie tylko, dla samego strzelania, ale także po to, by spotkać kolegów
(których ciężko poznać bez munduru). W trakcie takich spotkań często
wymieniamy się spostrzeżeniami lub po prostu chwalimy się swoimi
nowymi, sprzętowymi nabytkami. Airsoft można nazwać rozrywką,
ale korzystać z niej powinni ludzie odpowiedzialni i naprawdę
zainteresowani, ponieważ jej charakter i specyfika mogą wydać się
niektórym nieco podejrzane. To naprawdę jest zabawa dla "dorosłych
chłopców”.
Laos
http://www.rywalizacja.com.pl/hala.php
http://pl.wikipedia.org/wiki/Milsim
35
36
Za nami sezon treningów, spotkań strzeleckich i zawodów. Nie
przeszkadza to jednak wielu z nas realizować swoje pasje w dziedzinach
około strzeleckich. Podczas, gdy za oknem mróz i zawierucha, jedni
skrupulatnie dopieszczają zawartość swoich sejfów i szaf pancernych, inni
o szczególnych uzdolnieniach plastycznych, znajdują czas i natchnienie
by realizować się tworząc nie szablonowe "arcydziełka", które i my
możemy podziwiać. Poniżej fragment twórczości naszego kolegi, zapalonego entuzjasty sportów strzeleckich
oraz aktywanego zawodnika i sędziego dynamicznego, Tomasza "Endemita" Bajerowskiego. Ma więc
z pewnością wiele własnych spostrzeżeń i obserwacji, które z powodzeniem, jak widzimy, przelewa na papier.
Jest to tylko mały, jednostkowy wycinek wiekszego zbioru dokonań Endemita. Mamy nadzieję,
że między innymi na łamach Magazynu "Reshoot", zechce się z nami swoją twórczością podzielić.
Do czego gorąco zachęcamy i namawiamy również innych aktywnych artystycznie czytelników magazynu.
37
38
Szanowni Czytelnicy
Oddajemy do Waszej dyspozycji drugie wydanie Magazynu Związku Klubów Strzelectwa
Dynamicznego "RESHOOT". Z tym większym entuzjazmem przystąpiliśmy do jego edycji widząc,
jak wielkim zainteresowaniem cieszyło się wydanie pierwsze. Idea stworzenia tematycznego
internetowego pisma, redagowanego przez strzelców dla strzelców, okazała się przysłowiowym
"strzałem w dziesiątkę". Już podczas redagowaniu obecnego numeru otrzymaliśmy wiele materiałów,
propozycji oraz sugestii traktujących o charakterze, formie oraz treści magazynu w przyszłości.
Wszystkim serdecznie DZIĘKUJEMY.
Tym samym nasze grono redakcyjne powiększa się, tworząc grupę entuzjastycznie nastawionych
i bezpośrednio zaangażowanych we współpisanie, autorów "RESHOOT'a".
Chcąc zainicjować jeszcze szersze zainteresowanie pismem oraz jego współtworzeniem, kolegium
redakcyjne ogłasza KONKURS na zdjęcie lub grafikę do tytułowej strony magazynu. Zdjęcie zostanie
wykorzystane na pierwszej stronie, przy redagowaniu kolejnego - trzeciego numeru magazynu
"RESHOOT", którego wydanie planowane jest na przełom marca i kwietnia 2011 roku.
Warunki:
zdjęcie lub grafika powinny być związane z tematyką strzelecką, najlepiej jedną z form strzeleń
dynamicznych (IPSC, IDPA, wielobroniowym, dłgodystansowym, westernowym, czarnoprochowym,
ASG),
zdjęcie lub grafika powinny stanowić własność osoby, która je udostępnia lub należy dołączyć zgodę
właściciela na wykorzystanie takiego materiału na łamach magazynu,
zdjęcie lub grafika powinny być wykonane w doskonałej jakości, najlepiej w rozdzielczości 1920 x
1280, w układzie pionowym,
nie może być to zdjęcie lub grafika już publikowane lub co do których, są ustalone prawa autorskie
osób trzecich.
Konkurs rozstrzygnie kolegium redakcyjne składające się z autorów artykułów, zamieszczonych do tej
pory na łamach magazynu oraz osób pracujących przy zestawieniu graficznym pisma.
Publikacja trzeciego numeru magazyny, będzie jednocześnie rozstrzygnięciem i wskazaniem
zwycięzcy konkursu.
Dla zwycięzcy konkursu ufundujemy nagrodę w postaci narzędzia wielofunkcyjnego - Multitool'a
renomowanej firmy.
Tym samym gorąco zachęcamy do współtworzenia magazynu poprzez nadsyłanie artykułów
związanych z aspektami funkcjonowania środowiska strzelców dynamicznych, relacji
z odbytych zawodów, testów broni palnej oraz wyposażenia, itp.
Załoga Magazynu RESHOOT
kontakt:
e-mail: [email protected]
e-mail: [email protected]
Związek Klubów Strzelectwa Dynamicznego
Forum Strzelectwa Dynamicznego
Magazyn RESHOOT - archiwum
39
40