Odp:stare texty mazeniakowe - TTCM

Transkrypt

Odp:stare texty mazeniakowe - TTCM
stare i nowe texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 16:59
_____________________________________
tak mnie natchnal spaslak - wiec bede tu wrzucal, zeby mi nie poginelo, a wy se poczytajta. czesc bedzie
wspinaczkowych, wiec mozecie nie kumac niektorych terminow, ale to chyba nie jest wazne.
najstarszych nie mam, bo mi sie nie chce przepisywac, a nie mam w wersji elektronicznej.
zaczne tak gdzies z przelomu wiekow.
na poczatek z nepalu, przejazdzka po dzungli terajskiej. publikowalem go dawno temu w "wyprawy4x4". zdjecia
(pomieszane z 4 roznych wyjazdow) z samego teraju zaczynaja sie tu (w trzech roznych seriach):
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/1998_2000_nepal_01#5709915207988122098
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/1998_2000_nepal_02#5711364714793686946
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/1998_2000_nepal_03#5711677167147167266
w miare mozliwosci bede dokladal do tekstow zdjecia w srodku, ale nie tak od razu, bo musze je przejrzec i linkowac.
--¦ub jatra!*
£eb nisko!
https://lh5.googleusercontent.com/-ypyXMS6iIOc/Tz2xp6CcvDI/AAAAAAAAHH8/97yo8GGU0aQ/s900/nepal_01_195.jpg
Odruchowo wciskam g³owê w ramiona, choæ druty wisz± co najmniej metr nad dachem ciê¿arówki. Szczê¶ciem wielki
"Tata"(*) jedzie przez wioski na tyle powoli, ¿e mam du¿± szansê ucieczki przed nag³± utrat± g³owy. Siedzê na pace
nad kabin± kierowcy, wci¶niêty miêdzy oponê a jakie¶ szparga³y. W dwuosobowej szoferce oprócz kierowcy siedzi
jeszcze czteroosobowa magarska rodzina. Podró¿owanie na dachu, pomijaj±c jedyn± i w zasadzie niewielk± wadê
nag³ej dekapitacji, ma niew±tpliwie wiele zalet. Ek(*): w kabinie nie da sie wytrzymaæ z gor±ca. Popo³udniowy upa³(*)
powoduje, ¿e cz³owiek pó³nocy w takich blaszankach najczê¶ciej czuje siê jak w piecu, a na dachu jest, choæby
niewielki, przewiew. Dui: tutejsze samochody i autobusy z powodu ma³ych gabarytów cia³a azjatów (w szczególno¶ci
mikrych Nepalczyków) nie proponuj± zbyt wiele miejsca do siedzenia i gdy przewa¿aj±ca wiêkszo¶æ bia³asów woli ze
strachu przed wyl±dowaniem poza obrysem zakrêtu gnie¶æ siê w ¶rodku, ja najczê¶ciej wybieram dach. Tin: w razie
katastrofy mam mo¿liwo¶æ unikniêcia wyl±dowania razem z autobusem czy ciê¿arówk± trzysta metrów ni¿ej na dnie rzeki
- zawsze jest szansa, ¿e spadnê lub zeskoczê zanim pojazd zwali siê z hukiem w dó³. Przeje¼dzi³em parê
kilometrów po highwayach Pakistanu, pó³nocnych Indii i Nepalu - tam widok wraku w rzece to ¿adna sensacja. Chaar: st±d
mam te¿ lepsz± perspektywê do fotografowania. I na koniec, paanch - ta radocha, kiedy widzisz zdziwione gêby, gdy
pó¼niej opowiadasz znajomym jak spêdzi³e¶ du¿± czê¶æ czasu podró¿y highwayem.
https://lh5.googleusercontent.com/-SxdzDOuow7w/Tz2xtEnX-oI/AAAAAAAAHIE/9DZfdcQ0k74/s900/nepal_01_197.jpg
A ten¿e nepalski highway to nie ¿adna tam autostrada w europejskim czy amerykañskim tego s³owa znaczeniu.
Highway najczê¶ciej znaczy tu "droga przez góry". I niekoniecznie przez góry typu alpejskiego - czêsto to droga
przecinaj±ca zbocza przedhimalajskich "beskidów" czyli Mahabharatu, wzgórz Siwalik czy pasma Churia, dwu-,
trzytysiêcznej wysoko¶ci "kopek" o stromych zboczach i czêstych landslide'ach czyli potê¿nych osuwiskach.
Jedziemy trzydziestokilkukilometrowym odcinkiem takiego highwayu z Mugling do Narayangath, ³±cz±cym Pritvi
Highway, wiod±c± z Kathmandu do Pokhary, z Mahendra Highway, przecinaj±c± Nepal prawie 1000-kilometrow±
wstêg± z zachodu na wschód przez nizinne tereny Teraiu(*). Z Mugling wyjechali¶my dobr± godzinê temu, a
przejechali¶my dopiero trzeci± czê¶æ drogi. Szlak znaczy pozostawiana w tyle æmaga - mieszanka spalin ogromnego
diesla i wzniesionego z drogi kurzu. Na du¿ych odcinkach highwayu nie ma w ogóle asfaltu. Miejscami przekraczamy
uprz±tniête ju¿ i ubite kilkudziesiêciometrowej d³ugo¶ci odcinki b³otnych czy kamiennych lawinisk, wciskaj±cych trakt
w p³yn±c± dnem doliny rzekê Narayani. Droga, choæ jeszcze nie ukoñczona, jest ju¿ w ci±g³ym w remoncie. Mo¿na
zaryzykowaæ twierdzenie, ¿e du¿a czê¶æ podhimalajskich dróg dawno zwiedza Zatokê Bengalsk± i Morze Arabskie...
https://lh6.googleusercontent.com/-sPsstovbVk4/Tz2xU7n9rnI/AAAAAAAAHHU/_oZpIS_8ySY/s900/nepal_01_185.jpg
"Tata", którym podró¿ujemy jest do¶æ skromny jak na azjatycki ¶rodek lokomocji. Tendencja dekorowania autobusów, trucków,
samochodów, riksz czy nawet dwuko³owych arb przysz³a z Afganistanu, gdzie islam zabrania oddawania czci
wizerunkom, wiêc ca³a muzu³mañska sztuka od stuleci obiera drogê dekoracyjno¶ci. Kierowcy, dzisiejsi potomkowie
odchodz±cych do historii nomadów i karnaków, obecnie dekoruj± stalowe wielb³±dy i s³onie. Wyznawcy hinduizmu maluj±
na swoich "Tatach" wizerunki straszliwgo Shiwy, ¿eby przeb³agaæ go od nieszczê¶liwego wypadku, buddy¶ci znacz±
swoje pojazdy stoickim b³êkitem oczu O¶wieconego, muzu³manie kaligrafi± cytatów z Koranu czy elementami
geometrycznymi. Najpiêkniejsze ciê¿arówki widzia³em na Karakoram Highway w pó³nocnym Pakistanie, niektóre mia³y
ca³e szoferki rze¼bione w drewnie.
Po trzech godzinach walki z zakrêtami, podjazdami, zjazdami, kurzem i gor±cem, wyj±cy diesel wje¿d¿a w koñcu na
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
równinê Terai. Granica krajobrazowa jest widoczna jak no¿em uci±³. Miejsce stromych zboczy zajmuj± roleg³e równiny
poprzedzielane wielkimi po³aciami tropikalnego lasu. Kilkana¶cie kilometrów do celu. W koñcu energicznie walê w
obudowê dachu, wysiadka! Tadi Bazaar, tutaj muszê odbiæ z g³ównej trasy do Saurahy. Zabieram swój plecak,
zeskakujê, wrêczam kierowcy kilkadziesi±t rupii(*) za podwiezienie (mnie nie ubêdzie, a Nepal to biedny kraj). ¦ub
jatra, daai(*)!
https://lh6.googleusercontent.com/-2H8kkRYhLGg/Tz2x5Kyk1YI/AAAAAAAAHIU/4XPJu09nEH0/s900/nepal_01_201.jpg
£apiê siê na jaki¶ autobus pe³en westmanów, ledwo zipi±cych, wykoñczonych prawie dziesiêciogodzin± mordêg±
trasy z Kathmandu. Guys, ja tu przyjecha³em na urlop po miesiêcznej wyprawie w Himalaje, wiêc oczywi¶cie
wêdrujê odpocz±æ na dach, a wy mêczcie siê dalej. Bang, bang! Dwukrotne klepniêcie w blachê to sygna³ do
odjazdu.
***
Stoimy z Czarniawym przed dwuosobowym bungalowem. Nazwa³em go tak w my¶lach, bo ma tak d³ugie imiê, ¿e za
cholerê nie mogê spamiêtaæ, a nawet jak na lokalne plemiona ma do¶æ ciemn± karnacjê. Czarniawy ma nie wiêcej ni¿
dwadzie¶cia lat i nie jest w³a¶cicielem loggi, jedynie zarz±dc±. Bungalow dzielê z jakim¶ dwudziestokilkuletnim
Angolem, który tu jest na wakacjach z matk±, mieszkaj±c± w budyneczku obok z inn± kobiet±. Du¿y kole¶, a zachowuje
siê jakby trzeba mu by³o pieluchy zmieniaæ. Poza tym nawija jak najêty. Na szczê¶cie po jednostronnej wymianie
zdañ na pocz±tku naszej znajomo¶ci chyba stwierdza, ¿e jestem burak, bo niewiele siê odzywam i swój nieustaj±cy
s³owotok kieruje do "Mamu¶ki" i do jej kole¿anki, które niemal mu w tym dorównuj±. Zreszt± kole¶ spêdza prawie ca³y
czas przyczepiony do mamusinej spódnicy. Sk±d siê tacy tutaj bior±? No tak, pieni±dze... A' propos:
- Three hundred i ani paisa wiêcej! Co ty, my¶lisz, ¿e jestem w Chitwanie(*) pierwszy raz?
https://lh6.googleusercontent.com/-tzHQRG9Grq4/Tz2ykTybFKI/AAAAAAAAHJg/495T_EvTtBo/s900/nepal_01_220.jpg
I tak od kwadransa. Po przyje¼dzie targowa³em siê z Czarniawym o kimanie w bhatti(*), teraz ustalam cenê za
jutrzejsze telepanie siê po d¿ungli na grzbiecie haati(*). To dobre miejsce na zdjêcia - trawa s³oniowa w Chitwanie
siêga dwóch metrów i z wysoko¶ci ludzkich oczu niewiele widaæ. Obawiam siê tylko towarzystwa, z którym spêdzê czas,
Angol z "Mamu¶k±" to straszne gadu³y, a w lesie potrzebna jest cisza. Na wynajêcie ca³ego s³onia z przewodnikiem
mnie nie staæ, to oko³o 50 dolarów, na wyprawie kasa idzie jak woda, zosta³a mi jaka¶ resztka, a chcê jeszcze wynaj±æ
samochód na ca³y trzeci dzieñ i zaszyæ siê w po³udniowej czê¶ci Parku, gdzie jest rzeczywi¶cie dziko.
- No, mister, two thousand, fixed price. This is government price.
Nie roz¶mieszaj mnie, mój ty azjatycki kolego. Fixed price nie istnieje pod t± szeroko¶ci± geograficzn±, to dobre dla tych
¶mierdz±cych dolarami têpaków z westu, których okazywany szacunek jest wprost proporcjonalny do grubo¶ci portfela
rozmówcy.
- Look, my friend, fixed prices are for Japaneese, but I'm not from Japan. I'm from Poland.
- From Holland?
Taaa, ci±gle to samo. Dopiero jak ju¿ zrozumiej± ró¿nicê pierwszej litery, opuszczaj± ceny. Nepalczycy znaj± i lubi±
Polaków, choæ ci czêsto niemi³osiernie siê targuj±. A mo¿e w³a¶nie dlatego - w koñcu kupowanie w Azji bez ca³ej
otoczki targowania siê obra¿a handluj±cych. Kiedy¶ w Kathmandu kupowa³em jaki¶ album w ksiêgarnii poznanego
rok wcze¶niej w jakiej¶ podró¿y Kaszmirczyka. Choæ cena oscylowa³a w okolicy trzydziestu dolarów, targi trwa³y pó³tora
dnia. W miêdzyczasie pewnie wiêcej wyda³ na herbatê i colê dla mnie ni¿ zarobi³ na transakcji. A mo¿e to ja jestem
frajer, bo mo¿e on ten album kupi³ za kilkana¶cie rupii. Ale tak naprawdê to nie jest wa¿ne. Ten Kaszmirczyk uwa¿a
mnie za przyjaciela i ja jego te¿. W koñcu mog³em i¶æ gdzie indziej, ale wola³em spêdziæ ten czas gadaj±c, filozofuj±c i
targuj±c siê w³a¶nie z nim. Rzecz w kontaktach miêdzyludzkich, takie targowanie zbli¿a ludzi. Tylko cz³owiek
niewychowany wpada, p³aci i wybiega, traktuj±c sprzedawcê jak jeszcze jeden przedmiot w sklepie.
Za miejsce na s³oniu skoñczy³o siê na 600 rupiach. To i tak du¿o, ale jest sezon. Jutro rano spêdzê dwie godziny
bohatersko eksploruj±c ostêpy nieprzebytej nepalskiej d¿ungli na grzbiecie s³onia z moimi Angolami w towarzystwie
dwóch innych ekip. "Mamu¶ka" jest wniebowziêta, m³ody za¶ Angol lekko przera¿ony mo¿liwo¶ci± ekstremalnych
prze¿yæ przy spotkaniu dzikiego nosoro¿ca czy jeszcze bardziej dzikiego tygrysa.
***
Mia³em racjê. Ci westmani s± nie do wytrzymania. Jak oni chc± cokolwiek zobaczyæ, skoro gadaj± jak delhijscy
przekupnie na Pahar Ganju(*). Swoim pytlowaniem wystraszyli pewnie nie tylko wszystkie chitwañskie nosoro¿ce, ale
nawet i termity. Gówno zobaczymy, nie rhino.
https://lh4.googleusercontent.com/-KsstjSfrErg/Tz2ys_OjqyI/AAAAAAAAHJw/LskWJXIBKAQ/s900/nepal_01_224.jpg
***
Po powrocie z dwugodzinnej eskapady na s³oniach, w¶ciek³y na zachodnie towarzystwo, polaz³em na jungle-walk z
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
zapoznanym poprzedniego wieczora przewodnikiem. Mia³ wolne popo³udnie i chcia³ przejrzeæ swój rewir. Pozwoli³ mi
sobie towarzyszyæ, pod warunkiem zachowania totalnej ciszy. No i w³a¶nie o to mi chodzi³o. Wczoraj przegadali¶my
ca³y wieczór, dzisiaj bêdê milcza³ jak grób.
https://lh6.googleusercontent.com/-orRIAO-35Yw/Tz2yaUSTazI/AAAAAAAAHJQ/3G_D27-wQI4/s900/nepal_01_216.jpg
***
W niemal dwumetrowej wysoko¶ci trawie ju¿ prawie go nie widzê, ale jeszcze od czasu do czasu w bezpiecznej dla
mnie odleg³o¶ci, miga mi przed oczami jego wielki szary grzbiet. Wiêcej ni¿ jakie¶ pó³ godziny temu mój kumpelprzewodnik cichutko gwizdn±wszy pokaza³ mi, ¿ebym w³az³ na drzewo i sam siê usadowi³ na wielkim pipalu, pod
którym sta³. Ja wlaz³em na pochy³y konar niskiego, ale zdrowo wygl±daj±cego, jedynego w promieniu kilkudziesiêciu
metrów drzewka i cicho siedzê dwa metry nad ziemi±, dok³adnie na linii horyzontu wielkiej trawy s³oniowej. W aparacie
skoñczy³ mi siê w³a¶nie film, wiêc wymieni³em rolkê na now±. Kilkana¶cie zdjêæ szarego olbrzyma, zrobionych z
do¶æ bliskiej, kilkunastometrowej odleg³o¶ci, usatysfakcjonowa³o mnie w zupe³no¶ci i teraz czekam, a¿ zwierz sobie
st±d pójdzie abym i ja móg³ sobie st±d pój¶æ. Jeszcze przed chwil± mia³em na niego dobry widok, ale teraz wszed³ w
bardzo wysok± kêpê i ledwie widzê wygiêty ³uk jego grzbietu. Gdybym nie wiedzia³, ¿e tam jest, móg³bym w ogóle go
nie zauwa¿yæ w takim kamufla¿u. Zej¶æ teraz na pewno nie zejdê, bo chocia¿ nosoro¿ce s± prawie ¶lepe, za to maj±
doskona³y s³uch, a zaniepokojone krokami mog± zaszar¿owaæ. I raczej nie chcia³bym siê wtedy znale¼æ na jego
drodze, wiêc cichutko oczekujê na jego odej¶cie, z wolna zaczynaj±c siê w duchu niecierpliwiæ. A id¼¿e sobie
wreszcie, bo chêtnie bym zlaz³, ile¿ mo¿na siedzieæ na tym samym drzewie! A ten nic, dalej co¶ niucha, skubie, szura
ciê¿kimi filarami nóg i nie zwracaj±c uwagi na moje znu¿enie powoli pocz³apuje i w dodatku zdaje siê w moj± stronê,
co widzê ju¿ tylko po kiwaj±cych siê wierzcho³kach wielkiej trawy. Nagle trawiasta ¶ciana rozstêpuje siê przed
potê¿nym stalowym pancerzem poprzedzanym dwoma antenami kosmatych uszu i zakrzywionym szpicem rogu. Dwa
metry ode mnie kilkutonowy rhino z pochylonym ³bem skubie sobie zielone k³osy. No nie, takiej okazji szkoda by³oby
przegapiæ. Ma³y, podnie¶ nosek! Pstrykam cichutko palcami i to wystarczy, aby nosoro¿ec podniós³ ciekawie ³eb z trawy i
nie przestaj±c ¿uæ zapozowa³ do ujêcia.
https://lh6.googleusercontent.com/-5k977edDvDA/T0P0gf-ldzI/AAAAAAAAHz0/hHXnwqEWRSY/s900/271.jpg
***
Zmêczony morderczym upa³em i ca³odniowym uganianiem siê z aparatem za nosoro¿cem po d¿ungli odpoczywam
nad rzek± Rapti w samym ¶rodku tropikalnego Królewskiego Parku Narodowego Chitwan s±cz±c w nadbrze¿nej
prymitywnej knajpce niestety ciep³e piwo prosto z lodówki pamiêtaj±cej chyba jeszcze czasy króla Tribhuvana. Czekam
ju¿ tylko na koniec dnia, bo w tak makabrycznie gor±ce popo³udnie ju¿ raczej nic godnego obiektywu siê nie zdarzy. W
powietrzu rozchodzi siê jednostajny cichy szum powoli p³yn±cej rzeki i zg³uszone cykanie cyklad, czasem tylko jaka¶
ryba wynurzywszy siê nad wodê w pogoni za komarem przerwie t± monotoniê nag³ym pluskiem. Wiêkszo¶æ turystów
ju¿ rano pochowa³a siê w cieniu swoich bungalowów i oprócz drzemi±cego hinduskiego barmana nie ma nikogo. Wydaje
siê, ¿e s³oñce, pomimo ¿e dochodzi ju¿ do horyzontu, za chwilê zagotuje powietrze, mnie i moje piwo. Dawno
zamilk³ ¶wiergot ezgotycznego ptactwa, nawet wszêdobylskie komary s± jakie¶ ospa³e i nie tn± tak gwa³townie jak
zwykle. Widocznie wyczu³y, ¿e krew w moich ¿y³ach niemal stoi w miejscu i na nic siê zda ich pobudzaj±cy jad.
S³oñce leniwie opiera swoje odbicie na równie leniwej, pomarszczonej zaledwie, tafli rzeki. Powietrze drga. Przerywam
ten mêcz±cy nastrój ciê¿kiego, milcz±cego i upalnego popo³udnia, niemal¿e w jednej sekundzie zrywaj±c siê z
drewnianego sto³ka. Szybko siêgam po aparat i w milcz±cym napiêciu czekam kilka d³ugich sekund na t± jedn±
chwilê. Id±ca gêsiego brzegiem rzeki grupka kilku kobiet z plemienia Tharu nie¶wiadomie pojawia siê na tle
zachodz±cego s³oñca obitego w nurcie Rapti, jakby specjalnie nagradzaj±c wytrwa³o¶æ czekania.
https://lh4.googleusercontent.com/-9cVuP2CJ2wU/Tz2y1uecxkI/AAAAAAAAHKE/pdZ0TUmj4tQ/s640/nepal_01_229.jpg
***
- Bolka-bolka!
Nie, kolego, twoja bolka-bolka mnie nie interesuje. Wszystkie bolka nie maj± przedniego napêdu, to znaczy kiedy¶
mia³y, ale teraz nie maj±. Przedni most z regu³y jest pusty, brak dyfra, brak wa³u. Bolka najczê¶ciej ma tylko jedynkê
i dwójkê, przesuwki synchronizatora dawno rzek³y "da swidanja", reduktor... Reduktor? A co to takiego? Poza tym peda³
hamulca jest non-stop w pozycji "wci¶niety" i nic z tego nie wynika dla warunków jazdy. O blachach nie ma co wspominaæ.
Powietrze do ga¼nika dociera prosto spod maski, ga¼nik widzia³ filtr powietrza ostatnio w radzieckiej fabryce. Bo bolka
to nepalska nazwa UAZa i GAZika, prawdopodobnie od wo³gowskiego logo na niektórych uazowskich silnikach.
Wystarczaj±co pozna³em tutejsze bolki doje¿d¿aj±c do Saurahy z drugiej storny rozlewiska Rapti. Wiêc bolka odpada,
ja szukam czego¶, czym bêdzie mo¿na wróciæ ze stukilometrowej przeja¿d¿ki po terajskiej d¿ungli, niekoniecznie pchaj±c
¶rodek transportu. Bracie, ja tu przyjecha³em odpocz±æ po prawie miesi±cu ciê¿kiej pracy w tych du¿ych, o¶nie¿onych
ska³ach na pó³nocy kraju. Ot, taka ma³a Suzuka Gypsy wystarczy. Znowu popadam w trans targowania.
***
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Umówili¶my siê, ¿e mój guide-driver, je¶li siê bêdzie da³o, zawiezie mnie na drug± stronê wzgórz Siwalik, w okolice
Bagaura, niemal pod indyjsk± granicê, gdzie ³atwiej ni¿ po zaludnionej po³udniowej stronie, mo¿na natkn±æ siê na
"wild tiger". Ano zobaczymy - z tego co wiem, szansa na "upolowanie" tygrysa jest minimalna, ale próbowaæ trzeba. W
koñcu po to przyjecha³em do Chitwanu ju¿ trzeci raz. Zdjêæ nosoro¿ców mam trochê, po ostatnim spotkaniu na drzewie
nawet portretówki, ale dzikiego tygrysa na oczy nie widzia³em. £atwiej by³o mi trafiæ w pakistañskiej Hunzie na ¶wie¿e
¶lady ¶nie¿nej pantery.
https://lh5.googleusercontent.com/-rXfN2-pOrKg/Tz2yuhoNmdI/AAAAAAAAHJ0/dcv-ftSbGrs/s900/nepal_01_225.jpg
Stoimy na niewielkim urwisku nad w±sk±, ale rw±c± i do¶æ g³êbok± w tym miejscu, rzeczk±. Kara, mój m³ody
przewodnik, twierdzi, ¿e jeszcze tydzieñ temu by³ tu drewniany mostek, ale znios³y go gwa³towne ulewy. Fakt, kilka
drzazg le¿y po drugiej stronie. T± Zuzi±, na ³ysych oponkach, nie bêdziemy ryzykowali przeprawy. Wyciagarkê
widzia³em w Nepalu tylko raz. Tutaj nie znaj± takich cudów jak hi-lift, ta¶my, kotwice, szekle, trapy, ledwo ³opatê i dwie
deski znalaz³em w Sauraha, tak na wszelki wypadek. Trudno, musimy nadrobiæ z powrotem kilkana¶cie kilometrów, ¿eby
znale¼æ bród. M³ody siada za kó³kiem, ja siê biorê za ma³o dok³adn±, bardzo schematyczn± mapê.
***
Stajemy nad jakim¶ rozlewiskiem rozprostowaæ ko¶ci. Kilka metrów poni¿ej traktu leniwie sunie rzeka, gdzie¶ w szuwarach
po drugiej stronie podrywaj± siê do lotu kormorany. ¦ledz±c ptaki nagle s³yszê co¶ jakby syk, co¶ jakby warczenie. O,
w mordê! Odskoczy³em za Suzukê. Kara równie¿ przerazi³ siê nie na ¿arty. Wysiad³szy z auta stan±³em nad
niewielk± skarp±, pod któr± odpoczywa³... krokodyl. Niedu¿y, taki ze dwa, mo¿e trzy metry, ale zêbów mia³ du¿o i z
pewno¶ci± ostre. Szczê¶ciem odwrócony by³ ty³em i niezbyt agresywny. Oszed³ kilka metrów, przyjmuj±c defensywn±
postawê odwróci³ siê w stronê samochodu i wystawi³ pysk do aparatu.
https://lh6.googleusercontent.com/-MtxOGIM7P90/Tz2yPNcsTdI/AAAAAAAAHI8/vWV1-X7OXvQ/s900/nepal_01_211.jpg
***
Doje¿d¿amy do poro¶niêtych lasem wzgórz. Kara nie radzi sobie z podjazdem, ga¶nie mu silnik, reduktor jest nie
zapiêty, o sprzêgie³kach pewnie nawet nie s³ysza³. Mówi, ¿e têdy jedzie pierwszy raz, z regu³y obje¿d¿a³ po
zachodniej stronie, ale mamy obsuwê czasow± ze wzglêdu na szukanie brodu, ale inni przewodnicy mówili mu o skrócie.
A ja mam nadziejê, ¿e przynajmniej wie dok±d zmierza.
- Kara, poka¿ to cudo, trochê je¼dzi³em takimi samochodami, spróbujê, OK?
O dziwo, choæ zagranicznym turystom nie wolno kierowaæ po Chitwanie, m³ody siê zgadza. Zapinam sprzêgie³ka,
zapinam reduktor, zapinam jedynkê i heja. Powoli, bo dró¿kê przecina taka ilo¶æ korzeni i kamoli, jakby¶my wje¿d¿ali na
Turbacz od Rdzawki. Widaæ, ¿e tutaj oprócz rangersów chyba rzadko kto przeje¿d¿a, mo¿e tylko wycieczki wypasionymi
Defenderami po 200 dolców osobodniówka. Ja wytargowa³em tylko ma³ego, ale dzielnego Gypsy za 45 dolców. Na twarzy
m³odego widzê mieszankê uczuæ: lekkie przera¿enie o stan Suzuki, za któr± jest odpowiedzialny przed swoim szefem, a
jednocze¶nie podziw dla moich poczynañ. OK, Kara, postaram siê, to tylko parê korzeni. Po drugiej stronie ³agodny
zjazd doprowadza nas na olbrzymi± polanê, przy której stoi wie¿a obserwacyjna. Tutaj spêdzimy pó³ dnia z nadziej±
ujrzenia "wild tiger". Podobno czasem tu podchodzi i zostawia k³ebki sier¶ci drapi±c siê o deski wie¿y. Sier¶ci jednak
nie zauwa¿y³em.
***
Dzikiego tygrysa jak nie by³o, tak nie ma. Za to napatoczy³ siê jaki¶ Land Rover z par± Japoñców, kilkoma
Amerykanami i chyba Duñczykiem. A tak chcia³em za¿yæ trochê samotno¶ci. Znowu mnie cholera bierze. Kara,
wracamy.
***
Wyje¿d¿amy zza zakrêtu i nasze Suzuki gwa³townie hamuje. Obaj z Kar± patrzymy zdziwieni na siebie. Stoi na ¶rodku
i nie chce siê ruszyæ. Rzek³bym nawet, ¿e stoi dumnie jak paw, ale by³oby to zbyt oczywiste. W koñcu to paw.
Wyci±gam aparat, wtedy ten z³o¶liwiec sk³ada ogon.
https://lh3.googleusercontent.com/-tZSQdNx5lHM/Tz2yIf8A6RI/AAAAAAAAHIw/DYtlBNFFpH8/s900/nepal_01_208.jpg
***
- Kara, tygrysa nie "upolowa³em", ale po drodze trochê fajnych zdjêæ narobi³em. W Sauraha stawiam ci piwo.
https://lh5.googleusercontent.com/-dpRsma0gkbs/Tz2yiJ8DX7I/AAAAAAAAHJc/_YOsnYabKQs/s640/nepal_01_219.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Choæ szybko nie jedziemy, jednak wznosimy niez³a chmurê za sob±. Droga jest piaszczysta, a niedawne ulewy dawno
wyemigrowa³y nawet ze wspomnieñ. Tropikalny klimat pó³wyspu dekañskiego zatrzymuje siê dopiero na przedmurzu
Himalajów, Terai nale¿y do krainy gor±ca. Nawet las nie daje och³ody przed upa³em. Chitwan czeka na przedwieczorn±
burzê. Nad saurahañski brzeg Rapti docieramy w promieniach zachodz±cego s³oñca.
--(*) ¦ub jatra - szczê¶liwej podró¿y.
(*) Tata - indyjski trust rodziny Tata, jedno z najwiêkszych przedsiêbiorstw azjatyckich, produkuj±cych niemal wszystko,
w tym samochody.
(*) Ek, dui, tin, chaar, paanch - 1,2,3,4,5.
(*) Kathmandu le¿y na szeroko¶ci geograficznej Kairu.
(*) Terai - nizina w po³udniowej czê¶ci Nepalu bêd±ca naturalnym przed³u¿eniem niziny Gangesu.
(*) daai - zwrot u¿ywany do mê¿czyzn niewiele ale wyra¼nie starszych, takie staropolskie "panie bracie".
(*) 1 USD to ok.75 NRS (rupii nepalskich). 1 rupia nepalska to 100 paisa, jednak paisa prawie wysz³y z obiegu z powodu
inflacji.
(*) Chitwan - Royal Chitwan National Park - Królewski Park Narodowy Chitwanu znajduj±cy siê na nizinie Terai. Sauraha
to jedna z czê¶ciej odwiedzanych przez turystów miejscowo¶ci w Chitwanie, z licznymi hotelikami i loggiami.
(*) bhatti - bungalow, loggia.
(*) haati - s³oñ.
(*) Pahar Ganj - turystyczna ulica-dzielnica w Delhi, jej odpowiednikiem w Kathmandu jest Thamel.
--mala uwaga:
z tym tytulem to nie jestem do konca pewien. byc moze znaczy to zupelnie co innego, byc moze zupelnie inaczej sie
mowi, wtedy probowalem sie dogadac z jakims nepalcem jak to powiedziec, ale nie bylo to latwe, bo u nich po prostu
wali sie w blache grata na odjazd (a afgancy na ten przyklad mowia: burubahajr!). musze zapytac dzieciaka (hindi zna, a
nepali pachoze na hindi), ale chwilowo jej nie ma w polsce.
mala uwaga do malej uwagi:
dziecko mnie uswiadomilo. chcialem byc madry kiedys tam, ale nie wyszlo. poprawnie powinno byc tak jak jest teraz.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 17:05
_____________________________________
na drugi front krotki opowiadanko w klimacie dawnego thamelu - dzielnicy turystycznej w kathmandu z tanimi hotelikami
itp.
zdjecia z kathmandu znajdziecie tutaj, chociaz nie ma tam specjalnie duzo z samego thamelu (raptem moze kilka):
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/1998_2000_nepal_01
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/1998_2000_nepal_02
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/1998_2000_nepal_03
--Thamel
- Riksha, my friend?
https://lh6.googleusercontent.com/maeVDMn6arg/Tz2xfsmS1wI/AAAAAAAAHHo/P8BXYxRhUc0/s900/nepal_01_190.jpg
Riksiarze na Thamelu
Mocno opalony bia³y mê¿czyzna mija obojêtnie riksiarza o sko¶nych oczach i tybetañskich rysach twarzy,
znudzonego oczekiwaniem na klienta. Nawet nie chce mu siê nic mówiæ. Usta lepi± siê od coli i kurzu. Wyblak³a
koszulka klei siê do spoconych pleców. W powietrzu unosz± siê pomielone popo³udniowym upa³em zapachy
kadzide³ek, smród sterty ¶mieci le¿±cej na ¶rodku rozkopanej uliczki, charakterystyczny sw±d palonego w jakim¶
ciemnym zau³ku haszyszu. Ca³e Kathmandu od paru tygodni czeka z utêsknieniem na deszcz. W takie popo³udnie
nawet karaluchy w najtañszym hoteliku nie wychodz± ze swoich tajemnych zakamarków, ale tu, na ulicach Thamelu,
¿ycie kwitnie. Brudne dzieciaki biegaj± za ciekawskimi japoñczykami z drogimi aparatami fotograficznymi, próbuj±c
naci±gn±æ ich na kupno cudownej ma¶ci tygrysiej. Very cheap, my friend, nepali price, two hundred rupees only. Not
interested? Japaneese people not good... W cieniu dachu ma³ej pagody przy roz³o¿onych na sprzeda¿ kilku
marchewkach wyleguje siê stary Tamang z jaskrawo-czerwon± tik± na czole, po schodach ¶wi±tyñki biega ma³pa.
Wokó³ bia³ej, niewielkiej buddyjskiej stupy kr±¿y ³ysy mnich tybetañski w buraczkowo-pomarañczowych szatach,
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
cierpliwie krêc±c m³ynkiem modlitewnym w rytm mamrotanej modlitwy: om-mani-padme-hum-om-mani-padme-hum-ommani-padme-hum. Obok smêtnie przemyka jak cieñ ¶wi±tobliwy hinduski sadhu, pielgrzymuj±cy od turysty do turysty w
nadziei na szczodry bakszysz. W ma³ym sklepiku bez drzwi dwie amerykanki targuj± siê ze sprzedawc± o cenê
ró¿owej sukni sari. Na czworakach podpe³za poskrêcany chorobami nêdzarz, tr±c szar± zniszczon± skór± o beton a¿
ciarki przechodz±. Wyci±ga milcz±co rêkê w b³agalnym ge¶cie. Nie wzbudza zainteresowania; zaczyna ci±gn±æ jedn± z
kobiet za ubranie. Sprzedawca krótkim lecz ostrym warkniêciem odgania natrêtnego ¿ebraka, ktory nie zra¿ony
niepowodzeniem czo³ga siê do nastêpnego stoiska. Jaki¶ pies obw±chuje le¿±ce w wysuszonym b³ocie papierowe
chor±giewki z czerwon± gwiazd± i niebieskim s³oñcem, symbolami partii politycznych. "Nawet kampania wyborcza w
takim upale schodzi na psy" - bia³y próbuje filozofowaæ w my¶lach. Wyci±ga zmiêtoszonego nepalskiego papierosa biri.
"Jedyna rzecz, która w dusznym azjatyckim powietrzu smakuje jak w³a¶ciwa rzecz na w³a¶ciwym miejscu".
https://lh4.googleusercontent.com/-OpqNANqbGa8/T0PrSEA0iqI/AAAAAAAAHko/3VhKlQadxOo/s900/028.jpg
Ulice starego Kathmandu
https://lh5.googleusercontent.com/-x4asSa2TpTk/Tz2tX6qsURI/AAAAAAAAG_4/3X5ko6ukfME/s900/nepal_01_066.jpg
Odpoczynek bramina - spokój staro¶ci
- Namaste, Ram, how is the business going? - przysiada na schodach ma³ego sklepiku, na których roz³o¿one jest
niewielkie stoisko z pami±tkami.
- Not good, my friend, tury¶ci nie kupuj±, stojê tu ca³y dzieñ i sprzeda³em tylko dwa kukhri od rana - narzeka m³ody
Nepalczyk.
- Hello, my friend, to co zwykle? - ze ¶rodka sklepiku s³ychaæ g³os sprzedawcy.
Skin±³ g³ow±, wstaje, k³adzie na blacie dziesiêæ rupii. Zawarto¶æ zimnej butelki coli z brudnej firmowej lodówki z
trudno¶ci± przep³ywa przez zaschniête gard³o. Kucaj±c na schodkach podgl±da ruchliwe ¿ycie ulicy.
- Kolka-kolka - zrezygnowanym g³osem probuje ¿artowaæ handluj±cy pami±tkami tubylec. Kolka czyli rosyjskie "skolko".
Rosjanie handluj±cy z Nepalczykami, sami chc± zarobiæ.
- Kolka-kolka - podchwytuje. - That's life. No business. Smoke? - wyciaga zawini±tko z papierosami.
Siedz± tak razem ka¿dego popo³udnia, pal±, czasem rozmawiaj±c o niczym i o wszystkim, czasem nic nie mówi±c.
Ka¿dy w swoich marzeniach, Nepalczyk o lepszym utargu, który nigdy nie bêdzie wystarczaj±cy, bia³y o lodowych
himalajskich ¶cianach, które nigdy nie bêd± do¶æ blisko domu. Obaj z zaciekawieniem obserwuj± przechodz±cych ludzi,
razem siê ¶miej± z japoñskich wycieczek w jednakowych czapeczkach, razem narzekaj± na upa³, unosz±cy siê w
powietrzu smog i natrêtne klaksony samochodów.
Sennie siê wlecze czas, popychaj±c leniwie niewielkie ob³oki bez nadziei na deszcz. Asfalt klei siê do opon
nieustannie tr±bi±cych taksówek, pogwizduj± przeje¿d¿aj±cy riksiarze. Wydobywaj±cy siê z jakiego¶ zakamarka
nepalski love song Resampiriri próbuje przebiæ siê przez gwar uliczny. Mieni± siê kolorami wschodu sklepiki z
tybetañskimi dywanami i poduszkami z odleg³ego Kaszmiru, z jaskrawymi proszkami u¿ywanymi do farbowania tkanin i
obsypywania zw³ok przed kremacj± w ¶wiêtym miejscu Pashupatinath, z widokówkami i panoramami himalajów, z drogimi
kamieniami szlachetnymi i ich tanimi imitacjami, z gipsowymi malowanymi s³onikami i alabastrowymi buddami. Bramy
tanich hotelików podpieraj± znudzeni naganiacze, w niektórych oknach dro¿szych hoteli cicho brzêcz± aparatury
klimatyzacyjne. Z licznych restauracyjek, knajpek i barów uciekaj± zapachy przypraw, nepalskiego wina rakshi i rumu
kukhri, kelnerzy uwijaj± siê pomiêdzy palmami od stolika do stolika. Z music-shopów dolatuj± d¥wiêki mieszanki
muzycznej, jaka¶ m³oda hippiska tañczy z kilkuletni± nepalsk± dziewczynk± w takt popularnej piosenki dyskotekowej
przed mask± przeje¿d¿aj±cej wolno taksówki. Pokryte kurzem rze¥bione drewniane maski, pomalowane past± do butów,
¿eby wygl±da³y jak starocie, gapi± siê dziurami oczodo³ów na g³owy przechodz±cych, wdziêcz± siê, jakby chcia³y byæ
ich w³asno¶ci± za te kilka marnych rupii. Terkoc± maszyny do szycia w rytm wyszywanych na t-shirtach wzorków z
jakami, yeti i oczami buddy, które potem bêd± zdobiæ dumne piersi westmanów.
https://lh4.googleusercontent.com/-_HDtPl1vGB4/T0LTKSFQliI/AAAAAAAAHSU/LxvIXsQf7Rg/s640/nepal_02_065.jpg
Plac Basantapur ze stoiskami z nepalsk± "cepeli±'
Mê¿czyzna dla ¿artu zaczepia mijaj±cych stoisko turystów, próbuj±c pomóc Nepalczykowi w interesie.
- Hey, man, kup kukhri albo m³ynek modlitewny, very cheap, really - wyci±ga rekê z podróbk± no¿a wojowniczych
Gurkhów. Po powrocie z gór ma tak opalon± skórê, ¿e wygl±da na tubylca, nikt nie dziwi siê kto próbuje im wcisn±æ pami±tki.
Rzadko przystaj± z chwilowym zainteresowaniem, ogl±daj± przez moment, ¿eby odej¶æ bez kupienia czegokolwiek.
"Przecie¿ tu nawet nie chodzi o to, ¿eby kto¶ od razu kupi³, ale ¿eby siê chocia¿ popatrzy³, mo¿e przyjdzie pó¥niej
jeszcze raz. Jak bêdzie siê tu wiêcej ludzi krêci³o, to z zaciekawienia podejd± nastêpni i w koñcu kto¶ wyci±gnie te
kilka rupii."
- So long, young boy - pusta od kwadransa butelka po coli l±duje w kontenerze.
- See you - odpowiada m³ody.
https://lh4.googleusercontent.com/-uhQ3282_jjA/T0LTGpTDBFI/AAAAAAAAHSQ/5kIXE0z7MpI/s640/nepal_02_064.jpg
Ulice starego Kathmandu
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Mê¿czyzna rusza przez t³um umiejêtnie slalomuj±c miêdzy tr±bi±cymi samochodami. Przez jaki¶ czas wa³êsa siê
bez celu nie zwracaj±c uwagi na zapalaj±ce siê ¶wiat³a na wystawach sklepowych, azjatycki wieczór zbli¿a siê nagle,
niepostrze¿enie, nie ma tego d³ugiego zachodu s³oñca jaki jest w Europie. Pomiêdzy rzêdem sklepów ze wszystkim i
niczym schowana jest ma³a ksiêgarnia. Pó³ki s± zawalone po sufit wszelkiego rodzaju literatur±, w wiêkszo¶ci
angielskojêzyczn±. Przewodniki po ca³ym ¶wiecie, albumy z Himalajami i erotyk±, ksi±¿ki o medytacji, krymina³y,
poradniki m³odego adepta jogi, powie¶ci fantastyczno naukowe, relacje z wypraw himalajskich, bestsellery i kicze.
Lepszy sort miesza siê z kolorowymi zachodnimi brukowcami sprzed kilku miesiêcy. Czêsto tu przychodzi, ¿eby
jeszcze raz popatrzeæ przed powrotem do domu na o¶nie¿one szczyty przez pryzmat obiektywu s³awnych fotografów,
pogadaæ ze znajomym sprzedawc±.
- Gor±co dzisiaj, chyba jeszcze nigdy nie by³o tak gor±co, a¿ siê kartki klej± - ¿artuje. O tej porze roku, zanim
nadejdzie monsun, zawsze jest gor±co, ale ten rok jest wyj±tkowy. Susza daje siê we znaki wszystkim w dolinie
Kathmandu. Sprzedawca jest fascynuj±co gadatliwy, robi to jednak z wdziêkiem. Bia³y ze markotn± min± trzyma w
rêce album z sze¶ciotysiêcznikami nepalskimi. Koñcz± siê rupie a cena jest do¶æ wysoka - dwa trzysta.
- My friend, ja wiem, ¿e nie masz ju¿ pieniêdzy, bo jutro wracasz do swojego piêknego kraju, do piêknej bia³ej pani.
Ale ja widzê jak ty tu przychodzisz i jak patrzysz na te piêkne góry. Ja widzê w twoich oczach ten b³ysk i tê pewno¶æ,
¿e ty znowu wrócisz do Nepalu. Zawsze wracasz. Mo¿e nie wrócisz ju¿ wiêcej do mojej ksiêgarni, mo¿e do innej. A
mo¿e do ¿adnej, mo¿e wrócisz do Nepalu tylko po to, ¿eby znowu byæ w Himalajach. Jak ja widzê jak ty patrzysz na te
góry, to ja wiem, ¿e ty je kochasz. Ja te¿ je kocham. Ty my¶lisz, ¿e ja tu prowadzê tylko interesy. ¯e ja chcê tylko
zarobiæ. Ja mogê dobrze zarobiæ na zachodnich turystach z wielkimi portfelami. A tobie sprzedam tê ksi±¿kê tanio. Nie
patrz na tê cenê. Ja ci dam dobr± cenê, bo widzê, ¿e nie przychodzisz tu tylko kupowaæ. Ty przychodzisz tu z
mi³o¶ci. Ja to potrafiê zrozumieæ. Nineteen hundred only.
- I don't have nineteen hundred.
- Widzisz, nie jest wa¿ne ile masz. Jakby¶ mia³ tylko dwadzie¶cia rupii to i tak bym ci tê ksi±¿kê sprzeda³. Bo widzê,
¿e ty do niej têsknisz. Najwa¿niejsze w ¿yciu s± marzenia i têsknota za nieosi±galnym. To tak jak z kobiet±, której nie
mo¿esz mieæ przy sobie, bo jest daleko. Ale wrócisz do domu i bêdziecie razem. Dlatego ja ci jeszcze opuszczê cenê.
¯eby¶ tam daleko, u siebie w domu, móg³ byæ razem z Himalajami. Sixteen hundred.
Mê¿czyzna wyci±ga pieni±dze z kieszeni.
- I've only forteen twenty six.
- OK, my friend, forteen. That's pleasure for me to make business with you. Masz tu jeszcze tak± ma³± ksi±¿eczkê,
jako prezent od firmy. Jest stara, brzydka i ma niewyra¥ne zdjêcia, ale zapewne bêdziesz j± czêsto ogl±da³. Bo
zapamiêtasz, bo bêdziesz têskni³ tam u siebie. Bo ona jest jak wierna kobieta, któr± siê kocha nawet jak ma
osiemdziesi±t lat. Have a nice trip.
https://lh3.googleusercontent.com/-vwgq3ZPNg6w/Tz2s5Rg3eI/AAAAAAAAG_A/D8OYQv22PC0/s640/nepal_01_052.jpg
Ulice starego Bhaktapuru
Na ulicy nag³y podmuch wiatru obudzi³ pogr±¿one w letargu ¶mieci, wieczór rozja¶ni³ siê b³yskawic±. Na zakurzony
asfalt zaczê³y padaæ pierwsze od tygodni upragnione przez ca³e miasto krople deszczu.
--============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 17:10
_____________________________________
trzeci text z nepalu.
tym razem himalaje, wejscie na jeden z szesciotysiecznikow, dosc latwy imja tse. foty tu (czesciowo, bo to foty
pomieszane z kilku wyjazdow, ale podpisy sa, wiec widac co i jak):
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/1998_2000_nepal_01
--Cola za piêæ dolców.
No i dobra. W za³o¿eniach mia³ to byæ tylko kolejny trek, ale na miesi±c przez odlotem z Polski stwierdzili¶my: trzeba
wle¼æ na co¶ ³atwego i niedu¿ego. Wybrali¶my nietrudny, bo w tabelkach ministerstwa turystyki Nepalu okre¶lany jako
trekkingowy i w dodatku naj³atwiejszy z ca³ej taniej osiemnastki pik, ale zawsze to jaka¶ lepsza zabawa ni¿ zwyk³y
spacerek po dolinach.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Samolotem hu¶ta, bo nad Kathmandu burza, odbite w skrzyd³ach b³yskawice, niez³e efekty. Na Tribhuvan International
Airport l±dujemy w ¶rodku nocy. Oczywi¶cie od razu wpada na nas t³um portersów, wiêc zanim podstêpnie i chytrze
zabior± nam wory drê siê:
- Gaaaaneeeesh!
Nie ma Ganesha, starego kompana, zawsze mnie odbiera³ na lotnisku, pewnie zapi³ gdzie¶ albo jara gandzihuanê z
jakimi¶ japonkami w my¶l jego nepalskiej zasady "four best things in the world: american life, chineese food, japaneese
girl and nepali boy".(*) Pakujemy siê do jakiego¶ wiêkszego vana, ustalam cenê i wio do hotelu. Nie musimy waliæ w
bramê, bo jeszcze otwarta, chocia¿ dawno po pierwszej. Na górê do pokojów i spaæ, spaæ, spaæ! Jeste¶my zmêczeni po
kilkunastu godzinach lotu, zmianie stref czasowych i parugodzinnym odwiedzaniu starego, poczciwego, ale parnego
Delhi.
https://lh6.googleusercontent.com/-xWf0zzkYKAc/T0LS7NGfk7I/AAAAAAAAHSA/zLuahg73XMg/s900/nepal_02_060.jpg
(Plac Durbar w Kathmandu)
Rano wpadam na recepcjê, witam siê z ch³opakami: Tadeus-Mazino, nice to see you! Jest pi±tek, w soboty urzêdy
nieczynne, w niedzielê rano mamy samolot do Lukli - imigrejszyn przenie¶li na Baneshwar, dzielnicê obok lotniska, a
daleko od Thamelu, dzielnicy turystycznej, gdzie zawsze by³o pod rêk±; muszê zostawiæ wszystkie papiery Madanowi,
szefowi obs³ugi hotelowej, oni to za³atwi± sprawnie w ci±gu paru godzin, a ja z Marcinem mo¿emy siê tymczasem
pow³óczyæ po zabytkach i knajpach.
https://lh3.googleusercontent.com/-NXYCJ1gkbP8/Tz2rOsYHqnI/AAAAAAAAG8A/gCuJjHGRWY/s900/nepal_01_005.jpg
(Plac Durbar w Kathmandu, z prawej pa³ac królewski Hanuman Dhoka)
Marcin jest pierwszy raz w Nepalu, co prawda wcze¶niej by³ w Chinach i Tad¿ykistanie, wiêc Azjê i jej obyczaje zna,
ale i tak go tutejsze klimaty lekko szokuj±. Biorê go na Durbar, Plac Pa³acowy z Pa³acem Królewskim i zwiedzamy
nepalski Wawel. Zaczepiaj± nas wszelkiej ma¶ci prawdziwi i fa³szywi Sadhu pielgrzymuj±cy od frajera do frajera z
propozycjami typu kasa za fotki, ¿ebracy odrzuceni przez spo³eczeñstwo, handlarze i zwykli mieszkañcy miasta.
Niektórzy, ¿eby zrobiæ na nas interes, a to proponuj± wynajêcie siê jako przewodnika, a to chc± nam opchn±æ "original
Khukri, Ghorka knife, sir, very cheap, nepali price, two-thousand-rupies-only". Zawsze jest to "only", nawet na
rachunkach. Inni tak po prostu, sympatycznie, chc± nas przywitaæ nepalskim "namaste". Po po³udniu jedziemy do
Pashupatinath, gdzie odbywaj± siê ca³opalenia zw³ok. Kolejny raz tu jestem, odór okropny, ¶mieræ wisi w powietrzu,
jakie¶ gnojki z Westu ³aduj± siê z aparatami wprost w rodzinê le¿±cych na stosach zw³ok, jakby ich nie by³o staæ na
odrobinê taktu albo przynajmniej na teleobiektyw. Pomimo odoru i ambiwalentnych uczuæ miejsce to zawsze bêdzie na
mnie robi³o jakie¶ niesamowite masochistyczno-sakralne wra¿enie i znowu tu przyjadê... W dodatku dobija nas upa³,
jest grubo ponad trzydzie¶ci stopni, ca³a dolina Kathmandu cierpi z powodu suszy. Zima by³a sucha, w dodatku deszcz
nie pada³ od ponad miesi±ca.
https://lh5.googleusercontent.com/-0yrZ7ZCvzzc/T0PrZNkNf5I/AAAAAAAAHk0/rde2JlrSkRA/s900/031.jpg
(Pashupatinath)
https://lh3.googleusercontent.com/-zaDhn51K9OI/Tz2tu9yyHfI/AAAAAAAAHAg/29mdo7mQD3w/s900/nepal_01_076.jpg
(Pashupatinath)
W sobotê zwiedzamy z Marcinem wzgórze z buddyjsk± stup± Swayambu. Kadzide³ka, dzwonki, chor±giewki i m³ynki
modlitewne. Marcina równie¿ zauroczy³o cmentarne Pashupatinath, wiêc po po³udniu wybieramy siê tam ponownie.
Poniewa¿ jutro niedziela i lecimy do Lukli, robimy przepak.
https://lh5.googleusercontent.com/-yWZdek8A428/Tz2r-JsLE0I/AAAAAAAAG9Y/dxgMpbt2X_s/s640/nepal_01_026.jpg
(Wej¶cie do stupy Swayambunath)
Na Thamelu spotykam Ganesha, umawiamy siê na wieczór na "roof top restaurant" na tarasie naszego hoteliku.
Ch³opcy hotelowi nie mog±, bo zameldowa³ siê jaki¶ Hindus i rz±dzi nimi jakby by³ maharad¿±, szkoda, bo fajnie siê
z nimi gada przy gorza³ce. Ganeshowi obieca³em ostatnio, ¿e przywiozê typowo polski alkohol do spróbowania.
Przyszed³ ju¿ na bani, oczywi¶cie z kolejn± "japaneese girlfriend", przy szklankach opowiadam historiê o obsikanej
przez ¿ubra trawce znajduj±cej siê w butelce "¯ubrówki", wspominamy moje poprzednie pobyty w Nepalu, gadamy o
Nepalu, Polsce, górach, turystach, z³odziejach, polityce, frajerach, dupie Mary¶ki... Filozofujemy, pijemy i klniemy na
upa³.
Rano trochê skacowani spotykamy maharad¿ê dr±cego siê na ch³opaków na frontdesku, a to ¿e telewizora nie ma, a
to ¿e drogo, a to ¿e co¶ tam. Mam ochotê mu daæ, tak po polsku, jak to mawia³ pewnien krakowski aktor, "w ryj".
£adujemy siê z Marcinem z worami do samolotu, po godzinie jeste¶my ju¿ w Lukli. L±dowisko robi wra¿enie: nie
wiêcej ni¿ sze¶csetmetrowej d³ugo¶ci pas startowy z ubitej ziemi, nachylony od poziomu o osiem stopni, awionetki
l±duj± pod górê, startuj± w dó³. Trwa to kilka sekund, ale bardzo d³ugich sekund. Sir Edziu Hillary siê na ten cud
wykosztowa³, podobnie jak na parê innych inwestycji w Khumbu. Obok pasa le¿± szcz±tki jakiego¶ samolotu. Nie
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
trafi³, ale podobno pasa¿erowie poobt³ukiwali tylko nosy. Nota bene gdzie¶ s³ysza³em, ¿e na nepalskich liniach
lotniczych pilotuj± tylko Nepalczycy, Rosjanie i Polacy. W terminalu krajowym w Kathmandu wisi taki napis: "In Nepal we
do not fly through the clouds, because they often have rocks in them."(*)
https://lh6.googleusercontent.com/qzQyuKJpEm8/Tz2twAW0kCI/AAAAAAAAHAk/54uJEACAQRI/s900/nepal_01_077.jpg
(L±dowisko w Lukli)
https://lh3.googleusercontent.com/-jIZ3L9hIth4/Tz2txlTzvLI/AAAAAAAAHAo/D4_9yYyYYyU/s900/nepal_01_078.jpg
(L±dowisko w Lukli)
Wynajmujemy tragarza, kupujemy mu doko, pleciony kosz do niesienia czê¶ci naszego szpeja, facet nie kuma po
angielsku ani s³owa, ale za to jest tani. Dwa pierwsze dni do Namche Bazar to ¶cie¿ka przez pseudod¿unglê, gór
prawie nie widaæ, troche tylko ¶cianê Kusum Kanguru. Na dwie godziny przed Namche pierwszy raz ukazuj± siê nam
Everest i po³udniowa Lhotse, jeszcze z daleka i ledwo je widaæ, ale jednak.
W Namche Marcina dopada skutek szybkiego osi±gniêcia du¿ej wysoko¶ci - zostajemy na dwie noce u sympatycznej
rodziny szerpañskiej, mnie te¿ trochê ³epetyna pobolewa. Siedzimy przy ¶mierdz±cej dymem z jaczych gówien kozie
postawionej na ¶rodku ¶wietlico-jadalni, gdzie s³ychaæ miarowe mruczenie "Om-Mani-Padme-Hum" dochodz±ce z pokoju
modlitewnego. Lama przez ca³y dzieñ nic nie je, nie pije, wieczorem dopiero wychodzi siê przywitaæ. Ma facet siln±
wolê.
https://lh4.googleusercontent.com/-Fhm55JhgphU/Tz2t5Ji2mvI/AAAAAAAAHA4/vVABr9cnlKc/s900/nepal_01_082.jpg
(Namche Bazar)
https://lh3.googleusercontent.com/-7rCjY9yEsI0/Tz2uB0T6ZiI/AAAAAAAAHBE/ER6j9UbYpv8/s900/nepal_01_085.jpg
(Thamserku 6608m)
Kilka minut za Namche widaæ ju¿ ca³kiem dobrze masyw Everest-Lhotse, nad dolin± wznosi siê strzelista sylwetka Ama
Dablam. Dzisiaj czeka nas zej¶cie w dó³ doliny a potem sze¶æsetmetrowy marsz pod górê do Tyangboche, gdzie mie¶ci
siê tybetañski klasztor, najs³awniejszy w tych okolicach. Po po³udniu jeste¶my ju¿ w Pangboche, na czterech
tysi±cach. Decydujemy siê zostaæ znowu dwie noce w loggi, któr± nazwali¶my "U dziewczynek" - prowadz± j± dwie
siostry. Po pierwszej nocy robimy dzienn± wycieczkê aklimatyzacyjn± na okoliczne pagóry i wracamy na nocleg.
Wieczorem do loggi wparowa³a jaka¶ para prowadzona przez nepalskiego przewodnika, po rysach widaæ, ¿e kole¶ z
po³udnia kraju, nizinny. "Oni jutro musz± wcze¶nie wyj¶æ, bo maj± tylko dziewiêæ dni i chc± byæ jutro w Lobuche, a pojutrze
w bazie Everestu". Bêd± k³opoty. Na nasze próby przekonania ich o beznadziejno¶ci takiego pomys³u odpowiedzi±
by³o jedynie twierdzenie "My sobie damy radê, wyprzedzimy was, bo macie takie wielkie plecaki, a my tylko ma³e
podrêczne". Nepalczyka-przewodnika nazwali¶my "Western Cwm 7000", bo chwali³ siê, ¿e by³ w Kotle Zachodnim na
siedmiu tysi±cach i twierdzi³, ¿e po³udniowa Lhotse jest ³atwiejsza ni¿ klasyczna na Everest. No, niez³y kole¶. Twardy
byæ musi. Wieczorem wypijamy z Marcinem ca³± tutejsz± rakshi, czyli tak zwany lokaluajn (local wine).
https://lh6.googleusercontent.com/-z2biwfbA4ZY/Tz2uRYa7qiI/AAAAAAAAHBY/HAPjocDVTMw/s640/nepal_01_090.jpg
(Klasztor w Tyangboche)
Rano pytam Marcina, gdzie nasi bohaterowie. Okaza³o siê, ¿e bohaterowie s± zmêczeni, ca³± noc wymiotowali,
pewnie zatruli siê nie¶wie¿ym ry¿em, he, he, he, bo rakshi wypili¶my my... Spokojnie bez po¶piechu, jak spece od
wysoko¶ci przykazali, powolutku pniemy siê dalej. W Dingboche jednak jeste¶my szybko, wiêc po po³udniu znowu
wycieczka aklimatyzacyjna. Tym razem na punkt oznaczony kot± 5075 m, sk±d ju¿ ca³kiem fajne widoki siê rozci±gaj±.
Jeste¶my na zboczach Nanga Dzong, z daleka obserwujemy nasz cel, Imja Tse. Wokó³ góry, góry i góry. Wieczorem przy
du¿ej ilo¶ci chhangu, smacznym tybetañskim alkoholu, jeszcze raz omawiamy taktykê aklimatyzacji i atakowania, co,
my nie zaatakujemy? My?! A rano na razie dla aklimatyzacji i widoków - kierunek baza Everestu.
https://lh3.googleusercontent.com/-PjUOuPViQjs/Tz2uVQKIWWI/AAAAAAAAHBg/A4E3jwxe6Y0/s900/nepal_01_092.jpg
(Chorten nad Dingboche)
https://lh6.googleusercontent.com/-ZIe1WRMCEU/Tz2usvzWCyI/AAAAAAAAHCM/AomPgoaHWoc/s900/nepal_01_103.jpg
(Dolina Imja Khola, po lewej 3,5 kilometrowej wysoko¶ci po³udniowa ¶ciana Lhotse)
W kolejnej osadzie, Dughli, w³a¶ciwie to tylko jedna loggia, spotykamy Pepików, piêciu ch³opa i jedna baba, id± na
Lhotse przez Cwm. W tamtym roku czê¶æ z nich by³a na Makalu, jeden ma za sob± sze¶æ pików o¶miotysiêcznych, ostra
brygada, co my tam do nich, zwyk³e turysty, panie. Robimy wspólne zdjêcia i ¿egnamy siê, ahoj, id± dalej, bo maj±
du¿o lepsz± aklimatyzacjê ni¿ my. Decyzja ju¿ zapad³a rano: w Dughla zostajemy na dwie noce przedzielone
wycieczk± aklimatyzacyjn± gdzie¶ za Lobuche. Tam zjadamy wspólnie pizzê za cztery dolary, rozpusta jak na nasze
mo¿liwo¶ci finansowe. Wracamy do Dughla, do sympatycznego Dorje Sherpa, który czêstuje nas chhangiem,
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
gotowanymi ziemniakami i piwem, najdro¿szym tutaj napojem i to wszystko za darmo. Uczestniczy³ w kilku wyprawach,
teraz wraz z ¿on± prowadz± loggiê i wychowuj± ma³e dziecko, pomaga mu siostra. "I'm very busy all the time, Tadeus,
many trekkers, no time for the mountains, ke garne, Tadeus, have one more chhang..." Wieczorami siedzimy z
Marcinem, Dorje, Lhakp±, naszym tragarzem (nazwali¶my go Chlapa) i jeszcze jednym zapoznanym po drodze Pemba
Norbu Sherp± w kuchni, chlejemy chhang, Dorje gra na tybetañskiej mandolinie, Westmani tu nie maj± wstêpu, nie ma
cocacolizmu, jest klimacik.
https://lh5.googleusercontent.com/-T8YdVBCpk-I/Tz2uvjm1arI/AAAAAAAAHCQ/4pFzLlKdAM0/s900/nepal_01_104.jpg
(Ama Dablam od p³n.-zach.)
Po trzech godzinach doj¶cia do osady Lobuche (w niesamowitym upale i zakurzonym, suchym powietrzu) wychodzê na
jakie¶ 5300 w kierunku po³udniowo-wschodniego filara Lobuche East, s± nawet jakie¶ dwójkowo-trójkowe p³yty, powiewa
wicherek, s³oneczko grzeje, a mimo to czuæ blisko¶æ lodowca. Marcin odpoczywa na dole, ma chwilowo do¶æ. Pewnie przez
to "lokalne wino". Po powrocie do loggi kanadyjski pielegniarz mierzy mi elektronicznym cackiem za kilka tysiêcy dolców
têtno i pobór tlenu przez krew. Wyniki ponoæ s± bardzo dobre, pomimo, a mo¿e w³a¶nie dlatego, ¿e ca³y przez ca³y
czas palê paczkê-dwie papierosów dziennie. No i dobrze, bo jutro idziemy na Kala Pattar.
Kala Pattar, Czarny Kamieñ, to piêcioipó³tysiêczne wzgórze u stóp siedmiotysiêcznego Pumori, dok±d pielgrzymuj±
trekkersi i sk±d rozpo¶ciera siê widok na Icefall, lodospad wyp³ywaj±cy z Kot³a Zachodniego, widaæ nawet wierzcho³ek
i czê¶æ zachodniej ¶ciany Lhotse. Najwiêksze jednak wra¿enie robi zachodnia ¶ciana Nuptse i jej piramidalne
zwieñczenie. Kusi mnie, ¿eby powspinaæ siê na dolnej czê¶ci filara Pumori, wzi±³em z do³u nawet raki, skorupy i
dziaby, ale tu widzê, ¿e zanim dojdê pod ¶cianê to minie pewnie pó³ dnia. W Gorak Shep wypijam cztery prawdziwie
czarne herbaty, a nie jakie¶ tam maczanki jak podczas reszty trasy. Marcin delektuje siê najdro¿sz± chyba na ¶wiecie
Col± - równe piêæ dolców za puszkê! A co!
https://lh6.googleusercontent.com/-4lQLsJLkdoY/Tz2vZDX07CI/AAAAAAAAHDc/ph7sKmU8bjs/s900/nepal_01_123.jpg
(Pumori 7200m i czarne ska³y Kala Pattar na pierwszym planie)
Po powrocie do Lobuche ¿artujemy, ¿e Kala Pattar wcale nie jest czarne, tylko niedotlenieni trekkersi maj± czarno przed
oczami i st±d zapewne ta nazwa.
Nastêpnego dnia niemal zbiegamy do Dingboche przez Dughla ("Namaste, Tadeus! Going back? No? Imja Tse? Good
luck, Tadeus!"). W Dingboche znowu ta sama tania i biedna loggia, i znowu chhang, mlecznobia³e piwo tybetañskie.
Fotografujê goni±ce siê nepalskie dzieciaki, maj± ubaw chowaj±c siê przed moim aparatem. Tu odpoczywamy resztê
dnia, by rano wyruszyæ na ostatni etap treku - z Chhukhung ju¿ tylko na pik i do domu. A¿ nas zamurowa³o jak szybko
dotarli¶my do Chhukhung - dochodzimy do jakich¶ loggi, mysl±c, ¿e to jeszcze ci±g dalszy Bibre, osady w po³owie
drogi, a to ju¿ tu! Uff, bo mieli¶my do¶æ tego upa³u... Rzucamy siê na Snickersy, drogie strasznie, dwa dolce za batona,
a co tam, raz kozie wilk. Po nocy, podczas której przez piêæ minut pada³ pierwszy od pocz±tku naszego pobytu w Nepalu
deszcz, postanawiamy zrobiæ rekonesans. Obieramy jednak ¶cie¿kê po niew³a¶ciwej stronie lodowca Lhotse i zamiast
pod Imja Tse, l±dujemy pod po³udniow± ¶cian± Lhotse. Ale ogrom! Co za ska³a, jakie formacje! Fantastiko! Jooo...
https://lh3.googleusercontent.com/-KfJpnoh0A4I/Tz2u3Zswx0I/AAAAAAAAHCg/CuZ76kHbOjA/s900/nepal_01_108.jpg
(Lodowiec)
https://lh6.googleusercontent.com/-419q5vlPvq0/Tz2uymU2wMI/AAAAAAAAHCY/KinaRGJKeTI/s900/nepal_01_106.jpg
(Ama Dablam od pó³nocy)
¯eby zobaczyæ nasz± drogê na Imja Tse musimy niestety przej¶æ lodowiec i okr±¿yæ troche nasz± górkê. Przeprawa trwa
pó³torej godziny, ciê¿kie, upalne pó³torej godziny po obsypuj±cych siê stromych, lodowych pagórkach, pokrytych ¿wirem,
kamieniami, poprzecinanych szczelinami i jeziorkami, ale warto. Krajobraz jak z Ksiê¿yca. Wydostanie siê na morenê
boczn± lodowca to ju¿ pestka. Podchodzimy pod Imja Tse, zbli¿a siê trzecia, trzeba wracaæ, nie zobaczyli¶my naszej
drogi, trudno, mo¿e jutro, bêdzimy jako¶ kombinowaæ.
Ca³y nastêpny dzieñ leniuchujemy. Wpadli do loggi jacy¶ W³osi, "Aaa, Polacco, Il Papa, Wojtyla, good skier, multo
good alpinisti, Kukucka, Wielicki, Polacci bambini multo bene", strasznie weseli i towarzyscy, pomimo ich bardzo marnej
znajomo¶ci angielskiego, a naszej w³oskiego dogadujemy siê pierwsza klasa. I tak a¿ do pó¼nego wieczora, pakujemy
szpej, wspólne zdjêcia, oni te¿ na Imja. Maj± przewodnika Szerpê-himalaistê i dwóch tragarzy. "Phurba multo bene.
Byli¶cie wcze¶niej w Himalajach? I w lodzie te¿ siê wspinacie? Ooo, Polacco bene alpinisti, my tylko czworki, pi±tki, nie
wspinali¶my siê w lodzie jeszcze, Phurba siê nami opiekuje, bêdzie zak³ada³ fixed rope, mo¿e damy radê. Phurba
good Sherpa, very good." Rzeczywi¶cie bardzo fajny cz³owiek i bardzo rozs±dny, dobrze im rozplanowa³
aklimatyzacjê, dba o nich, nie tak jak tamten "Western Cwm 7000". Na Imja by³ sze¶æ lat temu, pytam go o szczegó³y.
https://lh6.googleusercontent.com/-iGOH_8sCYQ4/Tz2u6WtvvEI/AAAAAAAAHCo/97mCsQrZMrs/s900/nepal_01_110.jpg
(Imja Tse 6189m)
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Rano wyruszamy razem, od razu wyprzedzamy ich i dochodzimy pod nasz± górê o godzinê wcze¶niej, ni¿ przewiduje
czas przewodnikowy. Na Pereshaya Gyab, olbrzymim plateau, gdzie zak³ada siê basecamp, spotykamy trójkê
Nowozelandczyków, którzy zeszli po trzydziestogodzinnym wspinaniu pó³nocn± grani±. Gratulujemy im, droga trochê
trudniejsza od naszej i znacznie d³u¿sza. Warunki ponoæ kiepskie, nie ma ¶niegu, tylko ca³y czas lodowe pipanty.
Wskazuj± nam wej¶cie w nasz± drogê, najpierw mozolne podej¶cie po trawiastym zboczu, s± platformy namiotowe czyli
jeste¶my na 5300 (High Camp) i jest problem, nie ma wody w pobli¿u. Odpoczywamy, doszli nasi W³osi i du¿a grupa
Amerykanów. Z powodu braku wody decydujemy siê na wyj¶cie wy¿ej, reszta zostaje, portersi bêd± im nosiæ wodê w
kanistrach. Szwajcaria. Podchodzimy ¿ebrem na jego szczyt, dwie¶cie metrów pod granic± lodu zaczynaj±cego siê
barier± seraków. Jeste¶my na 5700 i tu rozbijamy namiot. To nasz Attack Camp. Chlapa przyniós³ w mena¿ce wodê z
pobliskiego strumyczka i delektujemy siê zupk± z proszku z mielonk±. Mamy ma³o jedzenia, wiêc planujemy na jutro
tylko jedn± próbê. Chlapa ma zostaæ w namiocie i pilnowaæ, ¿eby go krucy nie rozdziobali, lata ich tu ca³e mrowie, szukaj±
resztek jedzenia. Poza tym nasz tragarz nie ma skorup ani innego szpeja, wiêc nie ma szans na wej¶cie w lód, choæ biega
po okolicznych ska³kach jak kozica. Gêba mu siê u¶miecha od ucha do ucha, chyba pierwszy raz widzi takie
krajobrazy, m³ody jest jeszcze. A jest co podziwiaæ: na wschodzie zza grani prawie siedmiotysiêcznego Cho Polu
wystaje czubek Makalu, pi±tego szczytu ¶wiata, z Cho Polu na po³udnie odchodzi kilkukilometrowej d³ugo¶ci grañ Num
Ri, bardzo trudnego, niezdobytego jeszcze sze¶ciotyciêcznika. Resztê horyzontu na razie zas³ania masyw Imja Tse.
https://lh4.googleusercontent.com/Q20OR7sdh8w/Tz2vCmNY7LI/AAAAAAAAHC0/FvHAT_Rdy8s/s640/nepal_01_113.jpg
(Na grani Imja Tse, z ty³u Ama Dablam)
Wstajemy po czwartej rano, zimno, woda zamarz³a w mena¿ce. Papieros, herbatka, ¶niadanko w ¶piworkach, w
miêdzyczasie nasz namiot mijaj± W³osi i Amerykanie. Wychodzimy wraz ze ¶witem, ko³o szóstej. Przekraczamy ¿leb,
nad którym niebezpiecznie wisi ogromny serak, wchodzimy na dwójkowy filar skalny. Jankesi du¿o powy¿ej nas id± ³atw±
¶cie¿k± obok filarka, a co, my nie pójdziemy filarkiem?! Na jego szczycie zaczyna siê granica lodu. Ubieramy raki,
wi±¿emy siê, czeka nas kr±¿enie po labiryncie szczelin, seraków. Rzeczywi¶cie, Nowozelandczycy mieli racjê. Tu gdzie
jest bardziej p³asko, na polach lodowych wytopi³ siê ¶nieg i balansujemy teraz po lodowych ig³ach, pó³torametrowej
wysoko¶ci pipantach, uwa¿aj±c, ¿eby siê na który¶ nie nabiæ. Po przej¶ciu szczelin Marcin ma do¶æ tachania przed sob±
liny, która i tak jest niepotrzebna, rozwi±zujemy siê, zostawiamy jedn± po³ówkê z jego plecakiem i idziemy dalej osobno.
Jest bezpiecznie, bo przed nami tylko du¿e pole lodowe bez ¶wie¿ego ¶niegu i szczelin a¿ do samej ¶ciany
podszczytowej. Dochodzê do ¶ciany, przekraczam mostek lodowy na szczelinie brze¿nej i krzyczê do Marcina, ¿e
Szerpowie Amerykanom rozwiesili porêczówki, bêdzie móg³ skorzystaæ, jak bêdzie chcia³. Sam nie mam na to ochoty,
bo ¶ciana nie jest strasznie stroma, wiêc wbijam dziaby w lód i lezê na ¿ywca (w koñcu nie jest trudno) bardziej po
prawej, ¿eby im nie przeszkadzaæ w zjazdach. Dziwnie zje¿d¿aj±, jakby pierwszy raz byli w górach, ka¿dego prawie
obs³uguje jaki¶ Szerpa, ca³y tramwaj, jak z San Francisco. Ci Jankesi z daleka ¶mierdz± komerch±. Po dwustu metrach
siekania w ociekaj±cym wod± lodzie (znowu ten upa³!) wychodzê na grañ. Do szczytu kilkadziesi±t metrów w prawo,
gdzie w kopu³ê wchodzi w³a¶nie ostatni z W³ochów.
O jedenastej z minutami jestem na piku.
https://lh3.googleusercontent.com/-zfshspcbifQ/Tz2vGI1505I/AAAAAAAAHC4/73h-LJw2ou8/s640/nepal_01_114.jpg
(Na szczycie Imja Tse)
Na po³udniowym zachodzie iskrzy siê w s³oñcu piramida Ama Dablam. Widaæ Kang Taiga, Thamserku, Kusum
Kanguru, Lobuche Shar i Nup, inne sze¶ciotysiêczniki. Dooko³a morze, morze gór, tylko od pó³nocy gro¼nie nachyla
siê nad nami po³udniowa ¶ciana Lhotse, zas³aniaj±c horyzont.
https://lh4.googleusercontent.com/Ku9ukGVDjXY/Tz2vOrs4NeI/AAAAAAAAHDE/GOKv74yNWP4/s640/nepal_01_117.jpg
(Widok z Imja Tse na po³udniow± ¶cianê Lhotse)
Wzajemne mi¶ki gratulacyjne z W³ochami i Phurb± Sherp±, fotki i plotki. Zaczynaj± schodziæ, ja czekam na Marcina.
Zostawili nam stanowisko zjazdowe z lin± i czekaj± ni¿ej. Marcin dochodzi po dwudziestu minutach: "Tadek, to ju¿? Ale
mam do¶æ, ledwo ¿yjê, piæ. Amerykanie wziêli porêczówkê, a ja zostawi³em drug± dziabê pod ¶cian±, idê tylko z
jedn±. Zrób mi zdjêcie." I w tym momencie jego aparat klêka. Klik, zaciê³o siê. A nu¿ co¶ wyjdzie?
https://lh3.googleusercontent.com/-rlMNWpFJKJQ/Tz2vMPlV-PI/AAAAAAAAHDA/Ffe6bomVChA/s900/nepal_01_116.jpg
(Panorama z Imja Tse na skaliste Makalu z ty³u, Cho Polu po lewej i Num Ri z prawej)
Marcin zje¿d¿a, ja wyci±gam ¶rubê i trochê schodzê. Zak³adam j± znowu na grani i ka¿ê zje¿d¿aæ po kolei
Italiañcom, Marcinowi i Phurbie, bo mam z ca³ej tej grupy chyba najwiêksze do¶wiadczenie w lodzie, mo¿e oprócz
Phurby, ale on idzie z jedn± dziab± i bez raków, ma ch³op fantazyjê! "I'm sorry, my friend, but I don't have crampons..."
"Dobra, nie ma sprawy, zje¿d¿aj, tylko uwa¿aj, szkoda by Ciê by³o." Czemu agencja mu nie da³a sprzêtu?! Czemu
W³osi siê nie zainteresowali?! Na cztery zjazdy robiê jeden, idê ostatni i wyci±gam prawie ca³y szpej ze stanowisk,
zostawiam tylko jedn± ¶rubê i jedn± szablê lodow±. To trochê taka polska oszczêdno¶æ (w koñcu centu¶ krakowski
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
jestem), choæ z jednej strony szpej by³ po czê¶ci w³oski, to z drugiej strony, kto wie co siê bêdzie dzia³o na
szczelinach, czy jaki¶ serak nie zmieni³ konfiguracji na tyle, ¿e trzeba bêdzie biæ to ¿elastwo, a nie ma tego zbyt du¿o,
bo po co tyle nosiæ...
Jeste¶my z powrotem na tych cholernych polach lodowych. Piæ, piæ, piæ, co ja bym da³ za ³yk herbaty! Zosta³o parê kropel
w termosie na dole, Marcin zostawi³ go nad serakami poni¿ej. Resztka czekolady smakuje w spêkanych ustach jak
smo³a. Phurba Sherpa czêstuje mnie papierosem, moje skoñczy³y siê rano, ch³opie, na rêkach Ciê bêdê nosi³!
Nepali Shikhar good!
https://lh6.googleusercontent.com/-8qdhb36Wij4/Tz2u8QgXxTI/AAAAAAAAHCs/v2HRLQPaDzI/s640/nepal_01_111.jpg
(Nasz namiot)
Do namiotu dochodzimy oko³o szesnastej, Chlapy nie widaæ. Drê siê za nim, odpowiada mi cisza. Zabra³ siê mato³
na dó³, do Chhukhung uciek³, szuja wredna! W dodatku zabra³ nasze lekkie buty i plecak! Na szcze¶cie naniós³ wody,
napili¶my siê. Ustalamy, ¿e Marcin odpoczywa, ja schodzê po Chlapê a¿ do Chhukhung i pogoniê go rano na górê
do namiotu z butami i po szpej, zejd± razem nazajutrz. Nogi mnie bol± od skorup, klnê w my¶lach i na g³os g³upotê
naszego portera, do Chhukhung czeka mnie ³adnych kilka godzin po kamolach w plastikach, ale my¶l, ¿e w nocy
bêdê spa³ w wygodnej loggi, a nie gdzie¶ na prawie sze¶ciu tysi±cach pod namiotem i persektywa dobrego jedzenia (i
oczywi¶cie chhangu) s± nie do odparcia. Chlapê spotykam w¶ród innych Sherpów w dolnym obozie W³ochów i Jankesów,
brakowa³o mu towarzystwa, w³a¶nie siê pakowali i wszyscy maj± schodziæ. Opieprzy³em go zdrowo za te buty,
przebra³em skorupy na lekkie, kaza³em mu i¶æ w górê do Marcina z jego butami i zapytaniem czy schodzi. Chlapa wróci³,
Phurba t³umaczy z nepalskiego, ¿e Marcin zostaje na noc, jest bardzo zmêczony, ju¿ ¶pi. Trudno, nasz tragarz pójdzie
do góry jutro rano.
https://lh3.googleusercontent.com/-ltnslJUjVyE/Tz2u5PdVTMI/AAAAAAAAHCk/kSFoYwe2xdc/s900/nepal_01_109.jpg
(Na lodowcu)
Do Chhukhung dochodzimy ju¿ po zmroku, ledwo co¶ zjadam i walê siê ledwo ¿ywy na pryczê.
Marcin z Chlap± przyszli przed po³udniem, tragarz tak siê przej±³, ¿e nie pozwoli³ Marcinowi nic nie¶æ, wszystko sam
zniós³ na dó³. Duuu¿o picia, duuu¿y obiad i schodzimy, schodzimy, schodzimy!
(*) - cztery najlepsze rzeczy na ¶wiecie: amerykañski styl ¿ycia, chiñskie ¿arcie, japoñska dziewucha i nepalski
ch³opak.
(*) - W Nepalu nie latamy w chmurach, bo one czêsto maj± w sobie ska³y.
--============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 17:25
_____________________________________
kolejny text z nepalu. tym razem przejscie kuluarem lowe/kendall na wschodniej scianie lobuche shar. foty z tego
przejscia zaczynaja sie tu:
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/1998_2000_nepal_01#5709913124572552498
opowiadanko jest przemieszane chronologicznie.
--Kuluar nafciarzy
- Dobra, spróbujê wprost, ale zostawiê ci wór.
Za nami pierwszy wyci±g, bardzo ³adny, twardy lód, miejscami lekko siê wywieszaj±cy, kilka progów naciekowych. Przed
sob± powy¿ej stanu mam nieciekaw±, bo kruch± przewieszkê przechodz±c± w kominek z zaklinowanym
kilkudziesiêciokilogramowym g³aziorem. Charatam rakami po skale, staram siê znale¼æ jak±¶ szczelinê dla dziaby,
iskry lec±. Dodrapa³em siê pod kamieñ, muszê siê pod nim przecisn±æ na tyle delikatnie, ¿eby go nie spu¶ciæ
partnerowi na g³owê. Danek wisi pode mn± cztery metry na dwóch s³abych ¶rubach lodowych, a ja nie mam przelotu.
Adrenalina wzrasta do poziomu gro¿±cego wykipieniem. Parê chwil pó¼niej jestem nad g³azem, ale to nie koniec
przyjemno¶ci. Znajdujê siê na stromej p³ycie pokrytej grub± ale ma³o stabiln± warstw± ¶niegu, oby tylko nie
wyjechaæ... Do koñca p³yty kilkadziesi±t metrów a nie zanosi siê na jakikolwiek przelot. Po kilkunastu minutach skrajnie
wyczerpany fizycznie i psychicznie dochodzê do pod³u¿nej ny¿y. Na jej prawym krañcu widzê pocz±tek drugiej
czê¶ci lodospadu - nareszcie jest miejsce na stanowisko. £adujê trzy porz±dne ¶ruby i drê siê na dó³:
- Mam autooo!...
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh4.googleusercontent.com/-yCBIjMZ9sWg/Tz2v1knsFNI/AAAAAAAAHEM/C7yDyTpC1Lc/s640/nepal_01_135.jpg
Wschodnia ¶ciana Lobuche Shar
https://lh6.googleusercontent.com/-vf3wqMJ5Rr8/Tz2v3CoYE2I/AAAAAAAAHEQ/hMaLkjr9gAA/s640/nepal_01_136.jpg
Kuluar Lowe/Kendall
https://lh6.googleusercontent.com/-dV8nwRQneto/Tz2v-PdI9RI/AAAAAAAAHEg/q7N5XurO7ZE/s640/nepal_01_140.jpg
Wej¶cie w kuluar
Danek do¶æ d³ugo siê mêczy z przewieszk± i zawieszon± nad pleami want±, zw³aszcza, ¿e teraz targa oba nasze
plecaki. Wisi tam chyba z godzinê, wory nie chc± przele¼æ. W ny¿y jest pieroñsko zimno, zaczynam nie¼le marzn±æ. Z
zimna chyba siê zlejê w goreteksowe gacie. Siedzimy w ¶cianie od ponad trzech godzin, a to dopiero koniec drugiego
wyci±gu. A ile jeszcze przed nami... A mi siê tak chce. Popu¶ci³em trochê nawet. Danek po pó³torej godzinie wreszcie
jest. Z niewys³owion± ulg± siêgam w koñcu do rozporka. Lód pod nami zabarwia siê charakterystycznie.
https://lh4.googleusercontent.com/-rLuVo1AXEs0/Tz2wG09b2JI/AAAAAAAAHEs/5f7wDgC0brQ/s640/nepal_01_143.jpg
W kuluarze - trzeci wyci±g
https://lh3.googleusercontent.com/-4-YudarQF1I/Tz2wJacsySI/AAAAAAAAHEw/WhaW_BC_Pb0/s640/nepal_01_144.jpg
Na pó³wisz±co na stanowisku
- Kurna, z tymi worami to szlag by trafi³, to i tak dobrze, ¿e idziemy na lekko... Co mamy dalej?
- Za kancik po prawo i na tê kaskadê. Odpocznij sobie, a ja siê teraz rozgrzejê - widzê, ¿e jest ledwo ¿ywy,
podobnie jak ja przed godzin±.
Nad nami i¶cie podrêcznikowy odcinek lodospadu. Przepiêkny wyci±g! Ca³e piêædziesi±t metrów pionowego lodu. Tylko
nie wiadomo sk±d leje siê po tym woda! Chyba to wytopiony na grani ¶nieg, bo widaæ, ¿e w dole upa³ musi byæ
niemi³osierny, s³oñce pewnie grzeje jak w piecu, na niebie ani jednej chmurki, tylko my niestety nic z tego nie mamy,
bo siedzimy w kuluarze i w dodatku na wschodniej, mrocznej ¶cianie... Wspinanie idzie mi do¶æ szybko, zak³adam tylko
dwa przeloty, ale tu ju¿ siê nie bojê, ¿e polecê. Dziabki siadaj± w lodzie idealnie. Wlaz³em na lodow± pó³ê, do
koñca mam jeszcze trzymetrowy próg, ale Danek drze siê z do³u, ¿e koniec liny. ¦wienie, miejsce na stan jest wprost
wymarzone. W porównaniu z poprzednim, pó³wisz±cym - niebo a ziemia. ¦ci±gam partnera równie szybko, jak on mi
podawa³.
- Wyjd¼ od razu na ten próg, zrobiê ci fotkê.
To pierwsze miejsce od pocz±tku drogi, w którym mogê wyci±gn±æ z plecaka aparat.
- Goñ dalej, tam ju¿ chyba jest ³atwiej. Krzyknij co widaæ.
- Wiesz co, Mazeno, ¶ci±gnê ciê tutaj, pójdziemy dalej z lotn±, teren siê k³adzie.
- Dobra, likwidujê.
Trzy ruchy czekanami i jestem nad progiem. Rzeczywi¶cie, kuluar z pionowego siê robi po³ogi, nad sob± mamy wiêcej
¶niegu ni¿ lodu. Teraz to jest tylko jakie¶ sze¶dziesi±t, siedemdziesi±t stopni i co chwila kilkumetrowe progi, a nie
wiszenie na czubkach raków i dziabek non stop. Po lewej stronie nad stromym zachodem odchodz±cym z kuluaru widaæ
chyba nawet grañ.
- Wydaje mi siê, ¿e do gani niedaleko, patrz, najwy¿ej jakie¶ dwa, trzy wyci±gi...
Po kolejnych dwóch godzinach optymizm lekko zmala³. Progów jest coraz wiêcej i coraz trudniejsze, a koñca ¶ciany nie
widaæ. Du¿a czê¶æ liny ci±gnie siê za nami, bo idziemy niemal ³eb w ³eb. No i tak siê to musia³o skoñczyæ.
- No, ¿esz kurna!
Przez moment odpoczywali¶my przy bocznej ¶cianie kuluaru i tam w³a¶nie teraz zaklinowa³a siê lina. Próbujê zrobiæ
falê, szarpiê, ani drgnie. Trudno, wracam wyci±gn±æ. Prawie czterdzie¶ci metrów w dó³. Nie chcia³o siê sklarowaæ to
teraz masz. M±dry Polak po szkodzie.
Dochodzê do Danka.
- Gdzie ta cholerna grañ? Mia³a ju¿ dawno byæ!
Robi siê ciemno, zak³adamy czo³ówki, na szczê¶cie teren jest taki, ¿e da siê zabiwakowaæ na pó³siedz±co w niektórych
miejscach, ale decydujemy siê skoñczyæ drogê. Znowu zaczynamy siê normalnie asekurowaæ, bo progi s± coraz
trudniejsze, a mo¿e to my jeste¶my coraz bardziej zmêczeni?... Po kolejnych dwóch wyci±gach, mimo ciemno¶ci w
koñcu widzê ju¿ chyba grañ. Jestem wykoñczony, ¶rubê ledwo mi siê udaje wbiæ do po³owy. Lina jest tak oblepiona
lodem, ¿e nie chce przej¶æ przez ósemkê. Rezygnujê z przyrz±du i po prostu przek³adam przez karabinek, nawet bez
wêz³a. Danek, eufemistycznie mówi±c, równie¿ niezbyt pe³en energii dochodzi do mojego stanowiska, ale go
przeganiam:
- Do grani masz kilkana¶cie metrów, dokoñcz ju¿.
Jedno uderzenie czekanem, chwila odpoczynku. I znowu. I znowu. W koñcu zakomunikowa³, ¿e jest, ale stanowiska
ju¿ nie ma si³y zrobiæ. Nic to, idê, ³atwo ca³kiem, tylko to zmêczenie...
W koñcu p³asko! Nigdzie nie idê dalej, tu kiblujemy! Rzucamy szpej na ¶nieg, rozgl±damy sie w ¶wietle czo³ówek i...
okazuje siê, ¿e jeste¶my na ma³ym seraku. Schodzimy grani± kilka minut i w koñcu trafiamy na pas ska³ek. Co nad
nami, nie widaæ, wiêc pod ska³kami bedzie raczej bezpiecznie. Rozk³adamy enercetki, rozsznurowujemy tylko skorupy i
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
walimy siê spaæ. Bez jedzenia, picia, ¶piworów, namiotu i karimat na sze¶ciu tysi±cach metrów.
https://lh4.googleusercontent.com/-oGjR8gf_9X4/Tz2wR1kvYiI/AAAAAAAAHFE/pIHAsI8Vh_s/s900/nepal_01_149.jpg
O poranku
(***)
Rozpycham siê ³okciami i worem przez oblegajacy nas t³um naganiaczy. Trekkersom nie dajê nawet sekundy na
zastanowienie siê, w któr± stronê maj± i¶æ, bo zaraz ich plecaki rozejd± siê z naganiaczami po ró¿nych taksówkach i zaraz
ich bêdê musia³ kolekcjonowaæ od nowa. Z daleka wybieram wzrokiem vana, bo jest nas osiem osób. Nie zwa¿aj±c na
protesty pakujê plecaki w miêdzyczasie targuj±c cenê. Sadowiê siê z Dankiem ko³o kierowcy, reszta z ty³u, i za
160 rupii doje¿d¿amy w kilkana¶cie minut z lotniska do centrum. Pootwierane szyby, bo upa³ nieziemski. Na Thamelu
okazuje siê, ¿e w³a¶nie dzisiaj mamy Holi, wiêc przez okno samochodu l±duj± na mnie pierwsze litry kolorowej farby.
Koszulka sponsora z granatowej robi siê hippisowska. Papieros nie nadaje siê do palenia. Twarz i w³osy mam
czerwone. Elegancko. Welcome to Thamel, bia³asie. Jest dobrze.
W hotelowym holu Madan (nazwijmy go kierownikiem zmiany) obejmuje mnie za ramiê poklepuj±c i ciesz±c siê z
widoku mojej wrednej gêby jak ma³e dziecko. Ostatni raz mnie widzia³ rok temu. W oczekiwaniu na przygotowanie
pokoi zamawiam dla wszystkich dwa du¿e dzbanki herbaty, które dostajemy po niemal pó³ godziny. Trekkersi siê trochê
burz±, ale to lekcja dla tych, co tutaj pierwszy raz: nie jeste¶cie w swoim biurze, macie wakacje, a Azja siê nie spieszy,
wiêc wy te¿ siê nie spieszcie.
https://lh6.googleusercontent.com/-V6PpubYaDsM/Tz2swO044II/AAAAAAAAG-s/Qhz12E2g950/s900/nepal_01_047.jpg
Bhaktapur - jedno z miast w dolinie Kathmandu
Pó¼nym po³udniem siedzimy na obiadku w Brezel Bakery, bo moja ulubiona Feed And Reed dzi¶ nieczynna. Z tarasu
widaæ jak trzech m³odych Nepalczyków smaruje w³a¶nie jakiego¶ protestuj±cego Westmana farb±. Niech wie i siê uczy!
Popijamy kolorowymi gêbami zimne piwo i przez bambusowe rurki s±czymy gor±c± thongbê, tybetañskie piwo ze
sfermentowanego prosa zalewanego wrz±tkiem. Pierwsze wstêpne rozmowy zapoznawcze w grupie, ja wiêkszo¶æ z
nich ju¿ dobrze znam. Potem w³óczymy siê trochê po mie¶cie i robimy sobie luz do wieczora. A wieczorem...
¯ubrówka na stó³ i nocne Polaków rozmowy na dachu hotelu w ciep³± noc. Arek i Andrzej, kuzyni, bêd± w Nepalu krótko,
tylko tydzieñ, wiêc zwiedz± miasto i jad± na trzy dni na po³udnie do Chitwanu na zorganizowany pobyt poogl±daæ
nosoro¿ce. Szczegó³owo, niemal godzina po godzinie, obja¶niam im jak to ma wygl±daæ. A wiêc wcze¶nie rano takim a
takim autobusem z Kantipath na rafting, tu wysi±¶æ, tu p³ynaæ, tu uwa¿aæ, ¿eby nie wylecieæ za burtê, tu wios³owaæ ile
wlezie jak ka¿e przewodnik pontonu, tu obiad na pla¿y, tu poopalaæ siê pod wisz±c± ska³±, tu wysi±¶æ i kazaæ obs³udze
z³apaæ okazjê do Bharatpuru, tu uwa¿aæ na zielony ogród z reklam±, tu was zabior± autobusikiem albo jeepem do parku,
dwa dni w Chitwan National Park, szwedzki stó³, jazda na s³oniach, p³ywanie ³ódk± po Narayani, pokazy tañców przy
tharskiej muzyce, wieczorem prelekcja ze slajdami, pe³en wypas, full service, Szwajcaria po prostu, dzikie nosoro¿ce,
dzikie krokodyle i dzikie tygrysy. Jak zwykle niezawodnie wpada Ganesh, znanymi sobie tylko kana³ami dowiaduj±c siê,
¿e w³a¶nie wyl±dowa³em w Kathmandu, jak zwykle niezawodnie z japoñsk± dziewczyn± u boku. Ku utrapieniu
m³odego kuchcika, który ju¿ chyba dawno zrezygnowa³ z nadziei na spokojny sen, zamawiamy furê ¿arcia. Polskie,
nepalskie, angielskie i japoñskie pogaduszki mieszaj± siê w oparami ¯ubrówki, rumu Khukri XXX, papierosów,
Wyborowej, azjatyckiej mieszanki zapachowej kadzid³a, chili, kurzu, curry i trawki. Do drugiej w nocy jeszcze zd±¿ymy
oblecieæ z Trybkiem ze trzy razy do tutejszego "supermarketu" po kolejne dostawy rumu Khukri XXX.
Ma³y samolot l±duje na nied³ugim i stromym pasie startowym. Lukla. Pierwsze co robiê to w¶ród setki chêtnych
tragarzy wynajdujê dobrego znajomego Pembê Norbu i po krótkich targach znajduje mi trzech m³odych ch³opaków.
Tylko ja z Dankiem mamy ze sob± mnóstwo szpeja do wspinania, oprócz tego trekkersi, wiêc a¿ trzech tragarzy i Pemba
jako sirdar, ale te¿ nios±cy. Na dzieñ dobry mamy zlewê, ale na szczê¶cie krótk± i po po³udniu docieramy spokojnie
do Pakding. Na drugi dzieñ mijamy Jorsale, podpisuj±c siê w ksi±¿ce wej¶æ i wyj¶æ do Parku Narodowego Sagarmatha,
przy podej¶ciu pod Namche dopada nas ¶nieg. Niektórych g³owy zaczynaj± boleæ, wiêc zostajemy tu na dwie noce. Rano
wychodzimy z loggi i... zaraz wracamy po okulary lodowcowe. ¦wie¿o spad³y w nocy ¶nieg i pal±ce s³oñce razi do bólu.
Ju¿ uzbrojeni w ciemne szk³a wszyscy wychodz± za za³amanie ¶cie¿ki wiod±cej w stronê lodowca Khumbu na
pierwsze zdjêcia Everestu i Lhotse. Zasypana ¶niegiem dolina zakoñczona po³udniow± ¶cian± Lhotse robi wra¿enie
nawet na mnie, choæ widzê j± nie pierwszy raz. Ca³a grupka stoi i milczy, s³ychaæ tylko migawki. Stojê z ty³u i nie
przeszkadzam im.
https://lh4.googleusercontent.com/-Tt_dkr9rtr8/Tz2uAphYWwI/AAAAAAAAHBA/_4jKpC29Pmc/s640/nepal_01_084.jpg
Widok na Everest i Lhotse oraz dolinê Imja Khola z okolic Namche Bazar
- Niech zgadnê, Trybek studiuje menu! - pozostali ch³opcy w³a¶nie dochodz± do Dingboche. I rzeczywi¶cie, na
otoczonym kamiennym murkiem "chautara" placyku Trybek walczy z wiatrem targaj±cym kartk± z ciapatami, eggsami,
rajsami and curry, potatami z tomatami, itepe. Po byczej wy¿erce w postaci porid¿u i du¿ych ilo¶ci jajek na twardo
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
zalegamy na ³awach w kuchni malutkiej i stareñkiej loggi prowadzonej przez mi³a starsz± parê szerpañsk± i
delektujemy siê chhangiem, mêtnym, bia³awym piwem o od¶wie¿aj±cym, ch³odnawo-kwa¶nawym smaku. Chhang
jest pêdzony w jakim¶ starym plastikowym barrelu pozostawionym przez któr±¶ z wypraw, ale smakuje wybornie i
pomimo ma³ej ilo¶ci zawartego w nim alkoholu szybko opanowuje dobrymi humorami nasze szare komórki. Nastêpnego
dnia trekkersi lecz± kaca, a my z Dankiem robimy wycieczkê aklimatyzacyjn± na poblisk± ba³uchê oferuj±c± ¶liczne
widoki na okolice: z ty³u najbli¿sze Nanga Dzong i Pokalde, dalej Nuptse i wielka ¶ciana Lhotse, po drugiej stronie
doliny Ama Dablam, na zachód wisz±ce nad wiosk± Periche sze¶ciotysiêczniki Taboche i Cholatse, dalej na wschód Imja
Tse, wielkie Baruntse i pi±ta góra ¶wiata, Makalu. Dolina, jak codzieñ po po³udniu, zasnuwa siê mg³±, a raczej niskimi
chmurami. Za¶ po zmroku, ju¿ wczesnym wieczorem, mamy codzienn± feeriê gwiazd na niebie.
https://lh4.googleusercontent.com/-8fNFuaQI1pw/Tz2vy0wPpgI/AAAAAAAAHEI/GJb6L07na1E/s640/nepal_01_134.jpg
To trzeba zabraæ w ¶cianê
Dughla-Thukla. Nie pytajcie, która nazwa jest w³a¶ciwa, w Nepalu wszystkie nazwy s± w³a¶ciwe, tylko siê je inaczej
pisze. W³a¶ciciel jedynej tu loggi, Dorje, wita nas szczególnie mi³o, bo mnie zna. Opowiada mi co przez ostatni rok siê u
niego wydarzy³o ciekawego, chwilowo nie ma jego ¿ony, która zajmuje siê loggi± w niedalekiej osadce Dzonglha,
pomaga mu za to jego siostra, dzieciak strasznie podrós³. Wieczorem, gdy wiêkszo¶æ zachodnich trekkersów umiera na
migrenê (A gdzie¿ oni siê tak spiesz± do góry?! Przecie¿ im ten Everest nie ucieknie.), znowu jak przed rokiem, przy
cichym pobrzdêkiwaniu szerpañskiej mandoliny rozmawiamy w kuchni, Dorje, Pemba i ja. Zza drzwi wy³ania siê
g³owa Trybka i informuje, ¿e w salce gdzie mamy spaæ na piêtrowych le¿ankach, rzyga jaka¶ gruba Amerykanka. By³o
tak w³aziæ na górne piêtro le¿anki? A aklimatyzacja? No?
https://lh6.googleusercontent.com/-bKu3E050FIo/Tz2wlz8BEzI/AAAAAAAAHFw/Rj_T6x68vtA/s900/nepal_01_160.jpg
Dorje Sherpa z ¿on±
Tym razem my z Dankiem siê porzygali¶my. Bynajmniej nie z powodu wysoko¶ci, lecz z narodowego braku umiaru w
piciu ró¿nych dziwnych mieszanek. Mówi±, ¿e Polak wszystko wypije, hori³ka, arak, kumys, rakshi, a nawet brzozówka to
dla niego nie dziwota. Ale zacznijmy od pocz±tku. Zostawiwszy czê¶ci trekkingowej naszej ekipy dzieñ drogi na Kala
Pattar i opiekê w osobie Trybka, który odwiedza³ ju¿ kiedy¶ Nepal, rozbili¶my biwak pod wschodni± ¶cian± Lobuche
Shar (zwanym przez niektórych East) z zamiarem atakowania tej¿e nastêpnego dnia, a poniewa¿ susza panowa³a w
okolicy okrutna (granica ¶niegu podnios³a siê przez ostatnie kilka lat o dobre kilkaset metrów) wziêli¶my ze sob± z
poni¿ej po³o¿onej osady Lobuche kanister z wod±. O ile wieczorem jeszcze ciurka³ w okolicy namiotu maleñki
strumyczek i korzystali¶my ze ¶wie¿ej wody, o tyle pó¼nym wieczorem zamarz³. Wiêc haj¿e o poranku przed
wspinaniem (tzn. o drugiej w nocy), robiæ na tej wodzie a to zupki, a to herbatki, a to inne smakowito¶ci w postaci
bidonowo-termosowej. Dziwnie jako¶ smakuje ten poranny grysik, herbata równie¿. W±cham kanister. O, ja durny! O,
frajerstwo tego pado³u! Czemu nie sprawdzi³em, co by³o wcze¶niej w tym kanstrze zanim niczego nie podejrzewaj±cy
tragarze wypo¿yczyli go z jednej z loggi, nape³nili wod± i przytargali razem z naszym szpejem pod ¶cianê? Przecie¿
¿aden koncern paliwowy nie jest naszym sponsorem! I tak w³a¶nie zostali¶my z Dankiem "nafciarzami".
https://lh4.googleusercontent.com/-9fiSKJULCDA/Tz2v5BSG3kI/AAAAAAAAHEU/A1wl6Vo_Nz4/s900/nepal_01_137.jpg
Nasz namiot pod ¶cian±
Po odchorowaniu w Lobuche (Danek pierwsze pó³ dnia rzyga³, drugie pó³ spa³, ja wypi³em na odtrutkê kanister jaczego
mleka i tyle¿ wyrzyga³em) wieczorem byli¶my na powrót pod ¶cian±. Termos ¶mierdzi, bidony ¶mierdz±. Nic to Ba¶ka,
jak mawia³ pewien ma³y rycerz do Oleñki. W nocy wychodzimy, ¿eby zacz±æ ³oiæ ko³o pierwszego s³oñca. Ale jak
mamy ³oiæ, skoro prowadz±cy (w mojej osobie) ma jeszcze sraczkê na podej¶ciu?! Ale Polak jak popije ró¿nych p³ynów to
twardy, ma fantazjê i potrafi. Po przej¶ciu ¶ciany, po mro¿nym biwaku na grani w samych polarach i goretach na
wysoko¶ci oko³o 6000m, przy braku normalnych p³ynów, bekaj±c jeszcze naft±, odpuszczamy ³atw± ju¿ dalsz± drogê
na pik i schodzimy ³atw± drog± klasyczn± do Dughli, gdzie maj± czekaæ na nas trekkersi po powrocie z Kala Pattar. Ju¿
niemal w dolinie spotykamy Pembê, który nios±c picie w termosie wyszed³ po nas i wzi±³ od nas plecaki ze szpejem.
Kocham ciê za to, Pemba Norbu Sherpa!
--============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 17:29
_____________________________________
tera pakistan. 2006 rok, proba z kuba hornowskim na gulmit tower, dziewiczej turni w karakoram. do dzisiaj dziewiczej.
z powodu tego, ze w polowie sciany spadla nam jedyna puszka z gazem, a bez gazu nie ma wody i wspinania (chociaz
jeszcze walczylismy przez prawie caly dzien), zabraklo nam jakies 250m do szczytu. najgorsze jednak bylo przejscie
przez polamany serakami lodowiec ponizej turni.
zdjecia z tej wycieczki tu:
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl/200609_gulmit_tower
male wytlumaczenie tytulu: dynema to potocznie rodzaj tasmy z bardzo wytrzymalego materialu.
text (okrojony o polowe) ukazal sie w magazynie "gory" nr 150, 11/2006.
zaczne od przedstawienia glownej bohaterki. gulmit tower, 5810m npm. wschodnia sciana, wysokosci ok. 1500m od
podstawy.
probowalem dwukrotnie lewym kuluarem lodowym do szerokiej snieznej przeleczy po lewej i dalej grania na tle nieba.
najwyzszy osiagniety puknt to miejsce, gdzie wielka +/- trojkatna polac sniegu w 3/4 wysokosci "wiezy" styka sie z
niebem, powyzej snieznej przeleczy nad kuluarem, pod drugim spietrzeniem lewej grani.
https://lh4.googleusercontent.com/-Pfur_yrfqt0/SavoGHv4hrI/AAAAAAAADOg/n0h9aPOQhH4/s640/gulmit2007_234.jpg
i tera texty:
--Dynema z pasmanterii czyli Polish Traktor Expedition
- Kuba, a nie pojecha³by¶ w jakie¶ wysokie góry w tym roku?
- A co trzeba zrobiæ?
--g-u-l-m-i-t t-o-w-e-r.
Enter.
Wyszukiwarka wypluwa... trzy zdjêcia!
No, nie¼le siê zaczyna.
--Zbiegamy po schodach nowohuckiego bloku. Po trzygodzinnej wizycie u niekwestionowanego autorytetu w sprawach
Hindukuszu i Karakoram, chodz±cej encyklopedii - Jerzego Wali, przynamniej ju¿ wiemy, dok±d siê wybieramy.
--- Halo, s³ucham...
- Stary, bardzo was przepraszam, ¿e tak d³ugo, ale po prostu nie mog³em znale¼æ tej spitownicy, wiêc kupi³em drug±,
to t± wam po¿yczê, jak obieca³em. Umówmy siê jako¶ na mie¶cie...
Ca³y Waldek!
--- Piêæ procent zni¿ki to dostaje byle cieæ z ulicy - przekonuje wspólnika Kaziu S. Za po³ówkow± sze¶ædziesi±tkê Edelrida,
Gie-czternastki, Scarpy, czterdziestkê Karrimora i kupê drobiazgów p³acimy w "Wierchach" dwie trzecie ceny. Na
wiêcej i tak nas nie staæ. Kuba w ostatniej chwili dostaje od swojego pracodawcy trzy tysiaki ekstra. Pójdzie na zwrot
d³ugów zaci±gniêtych na konto wyprawy.
--- Zwa¿y³em osobno przed spakowaniem, w sumie 108 kilogramów - dopinany plecak a¿ trzeszczy. - Kuba, ja jestem
dziecko szczê¶cia, mnie siê zawsze udawa³o z nadbaga¿em, uda siê i tym razem. Walnijmy siê spaæ na te dwie
godzinki jeszcze, w samolocie i tak siê ciê¿ko ¶pi.
--- Mojemu kumplowi nie przepu¶cili nawet pó³ kilograma - w kolejce do odprawy Ciesio³ka pozbawia nas ostatnich
z³udzeñ. - Dlatego nadali¶my wcze¶niej cargo, jakie¶ piêædziesi±t kilo.
W ci±gu czterdziestu minut robimy przepak gratów, które wczoraj pakowali¶my przez ca³y wieczór do pó¼nej nocy.
Wywalamy 150 metrów lin, 7 kilogramów pieczo³owicie przez ostatnie tygodnie suszonej kie³basy i salami, trzydzie¶ci
czekolad, znaczn± czê¶æ szpeja, moj± puchówkê, pieprzê to, nie raz spa³em na ¶niegu w samych polarach i goretach.
Piotrek, kumpel, który nas odwozi³ do Warszawy, we¼mie to do domu. Najbardziej mi szkoda kie³basy.
- Dziewiêædziesi±t cztery - szepcê do Kuby, staraj±c siê nie patrzeæ na licznik wagi przy odprawie. Pani na szczê¶cie
jest mi³a i te¿ siê stara nañ nie patrzeæ. Dostajemy karty pok³adowe i oddychamy z ulg±. Z g³o¶ników trzeci raz p³ynie
komunikat o pozostawionym baga¿u.
--- S³uchajcie, go¶æ mówi, ¿e us³ysza³ przez radio, ¿e podobno 10 minut po naszym odlocie zamknêli Okêcie, bo
znale¼li jaki¶ niezidentyfikowany baga¿. Mamy farta, nie? £adnie by¶my siê mieli, gdyby¶my nie zd±¿yli na samolot do
Islamabadu w Londynie z powodu opó¼nienia w Warszawie.
- He, he, a nie mówi³em, ¿e jestem dzieckiem szczê¶cia?
--- No, jak nie pojedziemy dzisiaj do Gilgit, to zdzwonimy siê z wami wieczorem w hotelu, a jak nie - to trzymajcie siê i
powodzenia na Trango.
- Wam równie¿, bawcie siê dobrze - ¿egnamy siê z Siwym, Nied¼wiedziem, Ciesio³k±, Wawk± i Kub± R. Pakujemy
swoje cztery wielkie plecaki na dach maleñkiej czarno-zó³tej taksówki patrz±c czy nie za bardzo siê ugina. Na Bank Road
przypominamy sobie, ¿e dzi¶ jest pi±tek i wszystko pozamykane - zakupy zrobimy w takim razie w Gilgit, nie ma sensu
spêdzaæ tu ca³ego dnia i nocy. Kierunek Pir Wadai, dworzec autobusowy w Pindi. Nie napijemy siê wieczorem z
ch³opakami przemyconej gorza³ki.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
--Za dwa bilety p³acê 20 dolców i 200 rupii, bo nie wymienili¶my zbyt du¿o na lotnisku. Wyjazd mamy o piêtnastej, wiêc
do tego czasu trochê po¶pimy, trochê siê pow³óczymy po okolicy, ale g³ównie bêdziemy siê sma¿yæ w pieroñskim
upale i kurzu. Za to jechaæ bêdziemy g³ównie w nocy. Na szczê¶cie, choæ autobus ma klimê. Mo¿e nie tyle zwyk³±,
syfiat± klimê na freonie, co dwudziestokilogramowy kawa³ lodu z specjalnym pojemniku z przewiewem, sk±d powietrze
idzie na ca³y autobus. Fantastyczny pomys³, bo ch³odne powietrze jest przy okazji mi³o wilgotne.
--Kuba gdzie¶ siê w³óczy, ja warujê przy naszych worach i obserwujê ¿ebraka, który siedzi na ¶rodku zakurzonego
pasa¿u. Nie ¿ebra nachalnie, nie wyci±ga rêki, wzrok ma utkwiony gdzie¶ w nieskoñczono¶æ. Wygl±da bardziej na
medytuj±cego ascetê, ni¿ na ¿ebraka, choæ to nie Nepal, tylko muzu³mañski Pakistan. Siêgam po 300 milimetrów i
robiê mu kilka ujêæ.
https://lh6.googleusercontent.com/Fy3ngTd30rc/SavRbG267YI/AAAAAAAACM0/bpOKFrgbCUw/s900/gulmit2006_003.jpg
¯ebrak na dworcu Pir Wadai w Rawalpindi
--- Ej, kole¶, bud¼ siê i wyci±gaj paszport - tr±cam Kubê. Wpisujemy swoje dane do tutejszej "ksi±¿ki wyj¶æ". Jeste¶my
na Karakoram Highway, na punkcie kontrolnym w okolicach Chilas, za godzinê mo¿e zobaczmy s³oñce.
https://lh5.googleusercontent.com/kZzZ0G_QBX8/SavSDcf0EsI/AAAAAAAACOI/uaHezDsNID8/s900/gulmit2006_013.jpg
Kuba wpisuje siê na punkcie kontrolnym
https://lh6.googleusercontent.com/-rm_fGtY_Teo/SavSKo-EmSI/AAAAAAAACOc/6lrygI5SP7M/s900/gulmit2006_015.jpg
Diamir Police i nasz autobus
--Imponuj±ce tempo - piêæset siedemdziesi±t kilometrów w osiemna¶cie godzin. Jeszcze bardziej imponuj±ca jest sama
KKH. Pakistañczycy twierdz±, ¿e to ósmy cud ¶wiata. Kuba twierdzi, ¿e pierwszy, i tu siê z nim zgadzam, i jedyny. Tu
ju¿ mam odmienne zdanie, Kuba nie widzia³ Taj Mahalu.
https://lh6.googleusercontent.com/_mO2r11n_Fk/SavSRVTpLMI/AAAAAAAACOs/iz4_hoex30g/s900/gulmit2006_017.jpg
KKH
https://lh5.googleusercontent.com/MbLcLwdBvv8/SavShHBZbZI/AAAAAAAACPM/qJAam5JgGfg/s900/gulmit2006_021.jpg
Doje¿d¿amy do Gilgit
--- Seventy.
- Eighty, last price!
- Seventy five or we don't take it.
- No, eighty - this is last price.
Z ciê¿kim sercem p³acimy po 4 z³ote za metr liny. Nic nie utargowali¶my, a wykupili¶my ca³y zapas statyka w Gilgit.
Czyli w sumie 150 metrów. Do tego jeszcze 10 puszek z gazem, kilka haków, szabli ¶nie¿nych, marn± ale tani± (10 dolców)
puchówkê oraz dwie lokalne karimaty, te¿ za pó³darmo. S± tu tylko dwa sklepy ze szpejem i wiele w nich nie ma, to nie
Skardu... Musimy jeszcze kupiæ garnki do kuchni do bazy, maszynkê do gotowania na naftê albo benzynê, paliwo do
niej, no i ¿arcie na prawie trzy tygodnie.
Zdziercê ze sklepu, gdzie kupowali¶my liny, nazwali¶my "Zdzierc±".
https://lh3.googleusercontent.com/-maoGKL8boE/SavTBboqxQI/AAAAAAAACQc/Havo5uOYvv8/s900/gulmit2006_031.jpg
Na ulicach Gilgit
--W³ócz±c siê po Gilgit trafiamy na stare polo ground. Na trybunach jaka¶ tutejsza gawied¼ (nota bene ciekawe typki),
trochê dzieciarni, trzech kolesi wy¿ywa siê na bêbnach i piszcza³ce, klimat fantastyczny - okazuje siê, ¿e za
kilkana¶cie minut zaczyna siê mecz. Zd±¿ê jeszcze z³apaæ w obiektyw dzieciaki graj±ce na boisku w "kulki" i muszê
uciekaæ na trybuny, choæ i tu do koñca nie jestem bezpieczny - pi³ka lata gdzie chce, a ja niekoniecznie jestem w stanie
¶ledziæ jej ruchy. Jak te konie wytrzymuj± takie tempo...
https://lh3.googleusercontent.com/-g9R5vIX77XM/SavTVSWS3I/AAAAAAAACRQ/E5pZCvr9jpk/s900/gulmit2006_037.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Gilgit jest stolic± ¶wiatowego polo - tu ono powsta³o
https://lh5.googleusercontent.com/EX6ghD649u4/SavTRxhqtyI/AAAAAAAACRM/URz0Yo_KOMk/s900/gulmit2006_036.jpg
Doping na trybunach
--Pakujemy nasze kilogramy (po zakupach jest ich trochê ponad 200) do osobowej Toyoty, na szczê¶cie z napêdem na
cztery ko³a, bo warunki na KKH podobno nie s± najlepsze po ostatnich opadach. Wynajêli¶my samochód prywatnie (po
d³ugich targach za 2200 rupii), bo chcemy zrobiæ trochê zdjêæ po drodze do Gulmit, a autobus, choæ kosztuje jakie¶
piêtna¶cie razy taniej, niestety nie staje na ka¿de ¿±danie kapry¶nego bia³asa z aparatem.
Nasz kierowca okazuje siê byæ bardzo mi³ym go¶ciem i bez najmniejszych oznak zniecierpliwienia zatrzymuje auto na
ka¿de nasze "ochy" i "achy" zwi±zane z mijanym krajobrazem. Wykorzystujê to czê¶ciej, gdy "drajwer" zaczyna
niekontrolowanie przyspieszaæ z powodu lekkiego przydymienia ¶wiadomo¶ci, bêd±cego wynikiem wypalanej w trakcie
jazdy ilo¶ci haszyszu.
https://lh4.googleusercontent.com/-DDwgJCD6DHs/SavTsULzYOI/AAAAAAAACSM/ruKxEnxnrE/s900/gulmit2006_044.jpg
Wyjazd z Gilgit
https://lh6.googleusercontent.com/7yde5RGYbc4/SavUAzNzufI/AAAAAAAACS4/pgGrD4wdjGA/s900/gulmit2006_049.jpg
Widoki z KKH
https://lh3.googleusercontent.com/-iVqfTicNM3g/SavUFdr-JpI/AAAAAAAACTA/D4WSaTNtG5Y/s900/gulmit2006_050.jpg
Widoki z KKH
https://lh6.googleusercontent.com/-XsrEi6fOB0o/SavUWjZwnFI/AAAAAAAACTk/alLU9IPzUH8/s900/gulmit2006_054.jpg
Weso³a kompania
--Pierwszy widok na Gulmit Tower - nasza wie¿a jest opatulona chmurami. I tak j± najczê¶ciej bêdziemy widzieæ. Poni¿ej
odstraszaj±ce, potrzaskane zerwy lodospadu schodz±ce z lodowca Bulkish Yaz. Pod nim bardzo stroma dolina.
Naprawdê stroma.
Zrzucamy bety w Continental Hotel i idziemy pozwiedzaæ okolicê. Fort Andare w le¿±cej powy¿ej Gulmit wiosce Kamaris
równie¿ wita nas nieciekaw± aur±. Wiatr wieje tak mocno, ¿e wznosi tony py³u - ale jakim cudem przy zdrowo padaj±cym
deszczu?
W³a¶ciwie to nie fort, nawet nie ruiny - trochê zarysów murów zosta³o, ale fajnie jest.
Mimo deszczu.
https://lh5.googleusercontent.com/RVYogrZ1QLs/SavUkDop_GI/AAAAAAAACT8/fWF85Geih0A/s640/gulmit2006_057.jpg
Pierwszy widok na Gulmit Tower. Widok z KKH - jeste¶my na ok. 2200m npm, a wierzcho³ek Gulmit Tower odleg³y w
linii prostej o ok. 6km ma wysoko¶æ 5810m. Niez³e nastromienie.
--Wracaj±c wieczorem po ciemku z wycieczki aklimatyzacyjnej wywalam siê na prostej drodze i rozbijam szk³o w
okularach lodowcowych, które mam w kieszeni. Oszczêdno¶æ na bateriach czo³ówki nie pop³aca. Nazajutrz rano
dokupujê w miejscowym sklepiku dwie pary "Gucci made in China" za 120 rupii sztuka i w miejsce rozbitego szk³a
wklejam ta¶m± dwa szkie³ka od "Gucciego". Hej, Nied¼wied¼ - to siê dopiero nazywa lans! ;)
--Ibrahim - sirdar i kucharz w jednej osobie, kud³aty Sheh Hassan, Shah Gulam o tybetañskich rysach, przyg³uchawy ale
wiecznie u¶miechniêty Barkat (w jêzyku wachañskim "szczê¶liwy"), Sher Dil Khan - "serce tygrysa", którego
nazwali¶my "Tajgerem", równie¿ z uwagi na jego podobieñstwo (z twarzy, bynajmniej nie z postury) do boksera
Michalczewskiego - oto nasza karawana. Wszyscy bior± na plecy po co najmniej 35 kilogramów. Pomimo ciê¿aru
przekraczaj±cego dopuszczalne przepisami 25 kilogramów traktuj± nas "ulgowo", bo - primo - widz±, ¿e sami te¿
niesiemy niewiele mniej, a secundo - do tej doliny przez ostatnie 20 lat zajrza³y dwie wyprawy i dwa trekkingi, a
mo¿liwo¶æ uczestniczenia w wyprawie na dziewiczy szczyt to dla nich nobilitacja.
Pozwalamy sobie na luskus - za 10 dolców wynajmujemy traktor. Z le¿±cego przy samej Karakoram Highway Gulmit na
szczyt mamy w linii prostej nie wiêcej ni¿ jakie¶ 10 kilometrów w poziomie i 3,5 kilometra w pionie. ¦rednia wychodzi
wiêc do¶æ stroma, wiêc na pierwsze 200 m w pionie bez oporów ³adujemy siê z worami na ci±gnik niczym sam Andrzej
Zawada. Mo¿e nie do bazy, ale przynajmniej do Kamaris jeste¶my Polish Traktor Expedition. Polish Chicken Traktor
Expedition, bo targamy dwa ¿ywe kurczaki na obiadek.
Do bazy dochodzimy na drugi dzieñ rano, cho¿ to cztery "stages" - etapy. Ibrahim zostaje, reszta, po wyp³acie i premii
za nadbaga¿ (50 rupii wiêcej za etap nie pieni±dz, a dzia³a) oraz umówieniu siê na za oko³o trzy tygodnie, schodzi.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh5.googleusercontent.com/-mRdnIA5BWA8/SavWH-ZkmI/AAAAAAAACXw/ykNR4yxhxjU/s900/gulmit2006_086.jpg
Ogólny widok na czo³o lodowca Bulkish Yaz, nasza Wie¿a oczywi¶cie w chmurach, a bazê ustawili¶my na najwy¿ej
po³o¿onych trawkach po prawej stronie od czo³a lodowca. Zdjêcie ¶wietnie oddaje nastromienie doliny.
https://lh3.googleusercontent.com/-DkFwIGkDqT8/Savb-6XcuhI/AAAAAAAAClw/8-uJHZ2Diq0/s900/gulmit2006_196.jpg
Nasi tragarze (tutaj ju¿ w drodze powrotnej)
https://lh6.googleusercontent.com/-Lt-57CkOt7Y/SavWRgGk3OI/AAAAAAAACYI/7y67rfn5Ejw/s900/gulmit2006_089.jpg
W tak piêknych okoliczno¶ciach przyrody, i niepowtarzalnych, ustawili¶my "bazê".
https://lh6.googleusercontent.com/CCqkXaiJMpQ/SavX30KTK4I/AAAAAAAACb4/L7_Eep_GwgQ/s900/gulmit2006_119.jpg
Naprawdê niepowtarzalnych.
https://lh4.googleusercontent.com/WRvCzmgUdxM/SavWosQmJVI/AAAAAAAACY8/MSeYz4TpucQ/s900/gulmit2006_096.jpg
Widoki z naszego "domku".
https://lh3.googleusercontent.com/ap8_PTIRDKQ/SavXQySI9qI/AAAAAAAACaU/WKmoRQbJR44/s900/gulmit2006_107.jpg
Widoki z naszego "domku".
https://lh3.googleusercontent.com/K5oWPlRNq6k/SavXjsX5EpI/AAAAAAAACbE/r8U8YvhgVTc/s900/gulmit2006_113.jpg
--Przez pó³ dnia targamy kilkudziesiêciokilogramowe g³azy, ¿eby zbudowaæ kuchniê. Kuchnia, owszem, powstaje, w
dodatku zadaszona p³acht±, ale tak siê przyzwyczaili¶my do wcze¶niejszej, prowizorycznej, ¿e przez ca³y czas
trwania wyprawy ta nowa s³u¿y nam jedynie jako sk³ad suchych patyków. Z niewiadomych powodów (chyba nie wysoko¶æ,
bo widzia³em takie kuchnie du¿o wy¿ej) kuchenka naftowa odmawia wspó³pracy (zapalniczki zreszt± te¿), wiêc dopóki
Ibrahim nie przyniesie z do³u butli gazowej musimy korzystaæ z tego, co znajdziemy wokó³ obozowiska. Po po³udniu
wybieramy siê z Kub± w stronê lodospadu rzuciæ okiem co nas czeka. Nie wygl±da to zachêcaj±co - nie ma minuty,
¿eby nie lecia³ jaki¶ kamieñ, kwadransa - g³az, godziny - du¿y g³az, a i ma³e kamienice (tak, kamienice, to nie
literówka) te¿ siê dwa, trzy razy dziennie zwalaj± z seraków w dó³. Upa³ tylko zwiêksza natê¿enie kanonady. Stacatto
s³ychaæ nawet w nocy, gdy chwyta mróz. Najwiêksze jednak z s±siedniej doliny lodowca Shatubar. Tam to musi byæ
seraków!
https://lh3.googleusercontent.com/tcyBSeBUr30/SavWZAyXaSI/AAAAAAAACYY/V_R7uaDBWto/s900/gulmit2006_091.jpg
Problem numer 1 - lodowiec
--"Ju¿ by³ w ogródku, ju¿ wita³ siê z g±sk±, gdy skok robi±c wpad³ w beczkê wkopan±..." - pisa³ Adam Mickiewicz.
Jeste¶my prawie na samej górze lodospadu i beznadziejnie gapimy siê w ciemn± czelu¶æ pod naszymi stopami. Co
najmniej 50 m g³êboko¶ci (tyle widaæ), co najmniej 30 m szeroko¶ci i tak od brzegu do brzegu lodospadu. Praw± stron±
lodospadu pod ska³ami nie ma szans na przej¶cie, chyba dla samobójców. Kamienie bombarduj± dos³ownie ka¿dy metr
kwadratowy. Po lewej stronie szczelina zmienia siê w z³omowisko seraków. O skakaniu do beczki wkopanej nawet nie
my¶limy.
https://lh6.googleusercontent.com/-F-uC1Kr1kXg/SavW2pvE_2I/AAAAAAAACZc/ulrQS0hbo30/s640/gulmit2006_100.jpg
To trzeba jako¶ przej¶æ
--Z góry widaæ lepiej. Z grani powy¿ej bazy obserwujemy nasz "problem numer jeden" - Bulkish Yaz. Pewne nadzieje daje
przetrawersowanie lodospadu na lew± stronê i próba przej¶cia szczelinami brze¿nymi pod p³ytami skalnej, podobnej do
Mnicha, turni po drugiej stronie. Jutro spróbujemy tamtêdy.
I nieustannie s³ychaæ kanonadê.
Po po³udniu wraca z do³u Ibra z 4-ma kilogramami gazu w butli i 30-ma pude³kami zapa³ek. Przynajmniej nie umrzemy
z g³odu.
https://lh6.googleusercontent.com/edo2uPkmMws/SavXCHHKByI/AAAAAAAACZ0/YTprthRc6Jo/s900/gulmit2006_103.jpg
Lodowiec Bulkish Yaz
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
--"...dzisiaj bêdê pisa³ ma³o, bo mi zmarz³y palce. Zreszt± d³ugopis te¿ zamarza. Wszystko zamarza. W nocy
zaczê³o padaæ, najpierw deszcz, potem ¶nieg, potem deszcz ze ¶niegiem, potem znowu ¶nieg i tak w kó³ko."
Siedzimy w namiocie, mokniemy, czytamy i siê nudzimy.
Acha, i latamy miêdzy kamienie. Dorwa³a nas jaka¶ francowata robala i mamy prysznic z ty³ka. A by³o myæ suszone
morele?
Psycha siada.
--I-ha-ha!
Po trzech godzinach od wyj¶cia z bazy stoimy na lo-do-wcu!
Znaczy znale¼li¶my przej¶cie przez lodospad!
A raczej Ona znalaz³a, a my po jej ¶ladach. Du¿a bestia, nie my¶la³em, ¿e taka du¿a jest. Krok ma na pó³ metra co
najmniej, ³apkê wiêksz± ni¿ ludzka d³oñ.
Panthera uncia. Po naszemu ¶nie¿na pantera.
https://lh5.googleusercontent.com/Q6wS_EN1MNY/SavYP8Ja3eI/AAAAAAAACco/FMkw9gSJHQU/s640/gulmit2006_125.jpg
¦lady ¶nie¿nej pantery poprowadzi³y nas przez lodowiec Bulkish Yaz
--Kanonada nie ustaje, zw³aszcza, ¿e znowu jest upa³. Ale za to psycha jak siê polepszy³a!
--Zostawili¶my porêczówkê w najbardziej stromym i niebezpiecznym miejscu, a resztê statyków i pêtle w depozycie na
lodowcu. Przez serak pod p³ytami Mnichowej Turni pod górê szli¶my na ¿ywca. Wiêcej tego nie chcemy robiæ.
--Mamy swoje ulubione i nieulubione g³azy. Ulubiony jest "Polski Kamieñ", bo wskazuje koñcówkê drogi przez lodospad.
Ma bia³o-rud± ¶cianê, za to nieulubiony jest mrocznie szary i straszy nas na pocz±tku trawersu w poprzek lodospadu.
Mam przeczucie, ¿e zwali siê równo w po³udnie, wiêc staramy siê go mijaæ co najmniej parê minut przed lub po dziwnym trafem jeste¶my w jego okolicach w³a¶nie ko³o po³udnia...
Kuba czeka, a¿ zwali siê potê¿ny serak na Atabad Peak nad lodowcem Shatubar.
https://lh4.googleusercontent.com/-ZQsUK600MPo/SavYZadz5mI/AAAAAAAACdE/9VE2WwtK8Y/s900/gulmit2006_128.jpg
Lodowiec Bulkish Yaz
https://lh5.googleusercontent.com/qgPqQjMNL7U/SavYjo3bT0I/AAAAAAAACdc/qQNR9lZrEUU/s900/gulmit2006_131.jpg
Widok na nasz± Wie¿ê - Gulmit Tower, pó³tora kilometra ¶ciany
https://lh6.googleusercontent.com/udGHUZ_VkdM/SavXxFAOeCI/AAAAAAAACbk/qfIIVNEAR5Y/s900/gulmit2006_117.jpg
Serak na Attabad Peak, na którego zwalenie siê czeka³ Kuba
--Rano pakujemy wszystkie graty potrzebne na akcjê w górze - do 4 worów (ma³e na du¿e) wesz³o nam prawie wszystko
to, co do samolotu, plus gaz i ¿arcie kupione w Gilgit, czyli po oko³o 50 ked¿i (jak fonetycznie z angielska okre¶laj±
kilogramy tubylcy) na g³owê. A raczej na plecy. Luzik, mamy ca³y dzieñ.
--Znowu mamy depresjê. Siedzimy w namiocie drug± dobê i drug± dobê zrzucamy z niego ¶nieg. Od przyj¶cia na
lodowiec mieli¶my zaledwie parê godzin przerwy w opadach, wykorzystali¶my to na wycieczkê na poblisk± grañ.
Napada³o ju¿ 20 cm. Zamiast kanonady teraz s³ychaæ lawiny. Wszystko mamy mokre. Czasem z nudów i ¿eby siê
rozgrzaæ wydeptujemy po okolicy w ¶niegu ¶cie¿ki. Albo opowiadam Kubie o Nepalu. Albo wspominamy naszych bliskich.
Albo dokuczamy sobie pomys³ami, co to by¶my nie zjedli. Kuba mnie dobija:
- Ruskie piero¿ki ze skwareczkami.
Acha, i znów latamy miêdzy kamienie. Je¶li zd±¿ymy dolecieæ...
https://lh6.googleusercontent.com/-L9bShA-4M9o/SavY6F4aTBI/AAAAAAAACeU/SQRpU8tPhI/s640/gulmit2006_138.jpg
Zasypuje nas...
--- Trzeba st±d spieprzaæ, jest ju¿ pó³ metra. Jak tak dalej bêdzie waliæ tym ¶niegiem, to nas odetnie do wieczora i nie damy
radê przez ten serak.
- No to spieprzajmy.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/-3hQJFEo838c/SavZLUR1ddI/AAAAAAAACfA/-zJiHZvjOfQ/s640/gulmit2006_143.jpg
No to spieprzajmy... 8 godzin mordêgi w dó³.
--Ponad osiem godzin w dó³ przez kawa³ek, który na lekko przeszli¶my w trzy, a na ciê¿ko (pod górê!) w sze¶æ. Ponad
osiem godzin, 50 ked¿i plus pozostawione wcze¶niej liny, plus woda, któr± nasi±k³o wszystko. Razem mo¿e jakie¶ 60,
65 ked¿i...
Plecy siadaj±, kolana siadaj±, psycha siada.
W dodatku Ibra chyba zszed³ na dó³, bo go nie ma w bazie. Jego namiot zwali³ siê pod ciê¿arem ¶niegu.
https://lh4.googleusercontent.com/-WIq3wLrJW34/SavZSPmQlrI/AAAAAAAACfU/HA6Oqzy_-Jo/s900/gulmit2006_145.jpg
Namiot Ibrahima
--W koñcu wysz³o s³oñce - mamy dzieñ szuszenia, ob¿erania siê, odpoczynku i fotografowania... szynszyli. Nic siê
nie boj±, muszê siê odsuwaæ, bo mi wchodz± w obiektyw.
Ibrahima dalej nie ma. Wywiesili¶my polsk± flagê w widocznym punkcie na znak, ¿e jeste¶my.
A nasza Wie¿a oczywi¶cie w chmurach.
--Spróbujemy jeszcze raz, tym razem ca³kiem na lekko. W koñcu mamy jeszcze trzy dni. ¯adnych namiotów, ¶piworów, tylko
szpej, trzy liofy, cztery zupki chiñskie, jedna puszka gazu ("we¼my jedn± du¿±, bêdzie l¿ej ni¿ dwie ma³e"), p³achty i
jedn± lokaln± karimatê. Na pó³.
https://lh6.googleusercontent.com/Sp2niHhYngQ/SavaCOySNXI/AAAAAAAAChE/iIG4Hrn_N_E/s900/gulmit2006_160.jpg
W drodze na "atak rozpaczy" - przesmyk zabójca, tamtêdy kamienie lecia³y co kilka sekund, a to by³o jedyne przej¶cie
na lodowiec.
--Wstajemy o trzeciej. O pi±tej na lodospadzie wita nas s³oñce i fantastycznie o¶wietlona Gulmit Tower. O siódmej
jeste¶my na lodowcu i s³yszymy pierwsze lawiny. Ko³o ósmej zastanawiamy siê, czy i którêdy ³adowaæ siê w kuluar.
- Czekamy do popo³udnia a¿ bêdzie cieñ czy idziemy?
- Cieñ przy takim upale nic nie da. Popatrz, tutaj ju¿ chyba zesz³o co mia³o zej¶æ, mo¿e by têdy po lewej stronie tego
sto¿ka, samym skrajem tego, co wymiecione.
W tym momencie tym¿e lawiniskiem schodzi kolejna lawina. Na szczê¶cie wymiata ju¿ chyba wszystko, co ¶wie¿e i
decydujemy siê na ruchy. Byle szybko pod ¶cianê skaln± jakie¶ 300 m wy¿ej.
Gdy wchodzimy na sto¿ek lawinowy, by przekroczyæ szczelinê brze¿n±, ¶rodkiem kuluaru schodzi kolejna potê¿na
masa ¶niegu. Dobrze, ¿e nas tam nie ma...
https://lh3.googleusercontent.com/-IeS4TAe8Jaw/SavaWheJrVI/AAAAAAAACh4/UZ5VzL2-qYg/s640/gulmit2006_166.jpg
W kuluarze lodowym wymiecionym lawinami
--Gdzie¶ tam za siedmiotysiêcznym Lupgur Sar po drugiej stronie KKH wstaje ¶wit. Od wczorajszego wieczoru pó³siedzimy pó³-wisimy w wykopanych w ¶niegu pó³eczkach na po³ówkach lokalnej karimaty asekuruj±c siê w kilku friendów w
zalodzonych szczelinach, trzêsiemy siê z zimna i próbujemy siê rozgrzaæ letni± herbat±. Kuba obt³ukuje z lodu dziab±
puszkê z gazem i narzeka na przymro¿one nogi. Mnie makabrycznie bol± plecy. Jakby banda krasnoludków wali³a po
nich m³otkami.
https://lh3.googleusercontent.com/sgLkZ8UtcFc/SavaiWsWVRI/AAAAAAAACiQ/MsieHnFC1oU/s900/gulmit2006_169.jpg
Rankiem na biwaku
Wczoraj urobili¶my dwie trzecie kuluaru. Na dole wygl±da³ trochê ³atwiej, w po³owie zaczê³o siê przewê¿enie i
zrobi³o siê trudno - miejscami przez strome progi lodowe la³a siê woda, lód by³ kiepski i nie by³o gdzie wkrêcaæ i tak
rzadkich ¶rub. W amoku przepaku na Okêciu wyrzucili¶my ich wiêkszo¶æ, pozostawiaj±c jedynie cztery. Robili¶my
kuluar z lotn±, dobre przeloty mieli¶my z jednej, czasem z dwóch ¶rub na ca³± d³ugo¶æ liny. Gdzie niegdzie id±c bokiem
kuluaru przy skale uda³o siê wbiæ jedynkê albo wsadziæ kostkê.
Pierwsze promienie s³oñca muskaj± nas ciepe³kiem.
W tym samym momencie spada nasza jedyna puszka z gazem.
https://lh3.googleusercontent.com/-38TkhFjPxEI/SavaoTFOyCI/AAAAAAAACig/9ZVkI7QmT9g/s640/gulmit2006_171.jpg
Wody nie mamy i do powrotu do bazy mieæ nie bêdziemy, ale walczymy dalej
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
--Do po³udnia skoñczyli¶my kuluar i ciekawie zagl±damy na drug± stronê prze³êczy. Widaæ... nie, nie widaæ, bo
wierzcho³ek jest w chmurach, ale gdzie¶ tam jest Rakaposhi. W dole lodowiec Gurpi, po prawej te ska³y to chyba
Saruchit Sar, odchodz±cy na po³udnie z grani olbrzymiego Ultar Sar.
- Tu wygl±da ³atwo, tam wy¿ej nad prze³amaniem mo¿e byæ trudno.
- Zobaczymy, ile zrobimy do drugiej, potem zdecydujemy, czy ³oimy dalej, czy zje¿d¿amy.
Kuba prowadzi. Po dwóch wyci±gach nietrudnego terenu ponad prze³êcz± rezygnujemy. Kuba ma poomra¿ane nogi, nie
mamy gazu, ale g³ównie to ja jestem sakramecko zmêczony. Nie dam rady poci±gn±æ ani pó³ wyci±gu wiêcej. ¯rê ¶nieg,
choæ wiem, ¿e to nic nie da. Krasnoludki nie pró¿nuj± - plecy coraz bardziej bol± jak cholera. Noszenie 50 ked¿i tam i
nazad da³o mi w ko¶æ.
Wbijam dwa haki i zaczynamy zje¿d¿aæ.
https://lh4.googleusercontent.com/rcg4_6mSLQI/SavbHk0eZ1I/AAAAAAAACjs/cXDg4bMRAmA/s900/gulmit2006_180.jpg
Ostatnie osi±gniête miejsce, jêzyki przyklei³y siê do podniebienia. Zje¿d¿amy.
https://lh4.googleusercontent.com/-MdlCobmPeU/Sava_2FVv_I/AAAAAAAACjc/QbAfwYLO59g/s900/gulmit2006_178.jpg
W dole 3 km ni¿ej widaæ KKH
--- Mam jeszcze pó³ batona, masz kawa³ek.
- Suchy i twa³dy - s³ychaæ niewyra¼ne mamrotanie. - Ale dob³e i to. Jed¼. I nie zgub abakade³ka.
- Przypi±³em na zakrêtasie. Z Bogiem. Do zobaczenia na dole.
I tak a¿ do pó¼nego wieczora. Na stanowiskach przysypiamy. Abaka³owy trzymaj± dobrze. Abaka³owy z ta¶my
kupionej w pasmanterii, po z³otówce za metr, ostatnie 11 metrów. Wygl±da jak Dynema. Testowali¶my j± wcze¶niej na
lodowcu zjezd¿aj±c do szczeliny, skacz±c i wyprawiaj±c ró¿ne cuda obci±¿eniowe. Mo¿e to Dynema, ale sk±d Dynema w
pasmanterii?
--Zosta³o nam 200 metrów zej¶cia na lodospad. Pomaga nam ksiê¿yc.
Wypinam siê w ostatniego zjazdu, ¶ci±gam linê i natychmiast... robiê fiko³a przez ³eb. Wpad³em, a w³a¶ciwie
potkn±³em siê o szczelinê, na szczê¶cie w±sk± i na stromym zboczu. Wystraszony o mnie Kuba kilka sekund
pó¿niej... równie¿ zalicza szczelinê. Resztê schodzimy ostro¿niej.
--- Dajmy sobie spokój z tym lodospadem dzisiaj, jest prawie pó³noc, ledwo pow³óczymy nogami, pozabijamy siê na nim.
Jeszcze jedn± noc wytrzymamy na ¶niegu.
- Te¿ mam do¶æ, nie da³bym rady w tym stanie przej¶æ tego, przynajmniej siê prze¶pimy trochê.
https://lh5.googleusercontent.com/-YvPUJ9EUiFM/SavbLvfvfHI/AAAAAAAACj0/AYbgMboN5Gs/s900/gulmit2006_181.jpg
Tu spali¶my po 12 godzinach zjazdów. Na jednej po³ówce karimaty, na linie i na plecakach.
--Bo bazy dotarli¶my po piêciu godzinach. Na dzieñ dobry zjedli¶my po puszce ananasów i wypili¶my po dwa litry wody.
Ibrahim zrobi³ fantastyczne ciapaty.
Z Kamaris znowu zjechali¶my traktorem. Tym razem na ziemniakach. Polish Potato Traktor Expedition.
¦wie¿e Gie-czternastki po ci±g³ym ³a¿eniu po lodospadzie wygl±daj± jak po kilku sezonach.
Serak na Atabad Peak i Wisz±cy G³az do naszego odej¶cia nie zwali³y siê. Mo¿e w przysz³ym roku ju¿ ich tam nie
bêdzie?...
Acha, i znowu latali¶my miêdzy kamienie.
https://lh3.googleusercontent.com/-QZHrymbhbs0/SavbrJSvkvI/AAAAAAAAClA/vWG-S9iZfuo/s900/gulmit2006_190.jpg
Ibrahim w bazie.
https://lh6.googleusercontent.com/-P8u5FjqFROM/SavbPTcl1fI/AAAAAAAACj4/57jntnLZFbk/s900/gulmit2006_182.jpg
Po¿egnanie z Gulmit Tower
--a ponizej ta sama wycieczka opisana dla "taternika" nr1/2007:
--Kuby jeszcze nie ma. Na ¶rodku pokoju, vis'a'vis kominka, le¿y oko³o 100 kilogramów ¿arcia, ciuchów, ¿elastwa i lin, a
dojd± jeszcze bety Kuby. Pokój jest du¿y i przestronny, lecz graty zajê³y tak± ilo¶æ przestrzeni, ¿e ledwo da siê przej¶æ.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Moj± g³owê zaprz±ta jedna my¶l - wyruszamy tylko we dwójkê, wiêc nie bêdzie mo¿liwo¶ci roz³o¿enia na lotnisku
kilkudziesiêciu kilogramów nadbaga¿u na grupê kilku trekersów, jaka czêsto towarzyszy wyprawom, co skutkuje
ominiêciem wysokich op³at za nadbaga¿. Nic to Ba¶ka, jak mawia³ pewien ma³y rycerz do Oleñki. Optymistycznie
zaczynam wyprawê od pierwszego trzasku migawki na t± setkê kilogramów. Krótko przed pó³noc± przyje¿d¿a Kuba.
Koñczymy pakowanie i walimy siê spaæ, choæby na pó³torej godziny, zanim wyruszymy na lotnisko do Warszawy.
https://lh4.googleusercontent.com/jqUFTte_X8c/SavRV3mx9ZI/AAAAAAAACMk/LWY52b4nAWY/s900/gulmit2006_001.jpg
108 kg na dwóch - jak to zabraæ do samolotu? Da siê. W³a¶ciwie to kiedy¶ przynajmniej siê da³o...
*
Rawalpindi, Pir Wadai. Najfajniejszy dworzec autobusowy ¶wiata. Nawet w Delhi nie ma tak pstrokatych ciê¿arówek i
autobusów, jak tutaj. Na zmianê pilnujemy gratów, chwilowo ja siê w³óczê miêdzy autobusami z aparatem wyszukuj±c
co ciekawszych egzemplarzy, a Kuba tym razem waruje przy naszych worach. Biegaj± za mn± lokalne ch³opaki:
- One picture, one picture!
W koñcu ulegam i szczê¶liwe ma³olaty ustawiaj± siê przed jednym z kolorowych autobusów.
https://lh4.googleusercontent.com/-CgAqmcW72VU/SavRrAlYl9I/AAAAAAAACNY/jJYSy0tvynU/s640/gulmit2006_007.jpg
Autobus na Pir Wadai w Rawalpindi
*
- Passport, sir, passport - budzi mnie pomocnik kierowcy. Wygl±dam z zaciekawieniem przez okno i widzê tablicê:
Diamer Police. Szturcham Kubê i obaj gramolimy siê z autobusu w kierunku ma³ego kamiennego bunkra, gdzie czeka
na nas ksi±¿ka wyj¶æ" dla podró¿uj±cych Karakoram Highway obcokrajowców. Jeste¶my kilkana¶cie kilometrów od stóp
Diamir - zachodniej ¶ciany olbrzymiej Nanga Parbat. Od¿ywaj± we mnie wspomnienia pierwszego wyjazdu do Pakistanu
sprzed 10 lat. Kuba wpisuje nas do ksi±¿ki, a ja wyci±gam aparat.
https://lh6.googleusercontent.com/-oPiAYQdYmY/SavSObXV1gI/AAAAAAAACOk/QukSRbxul3s/s640/gulmit2006_016.jpg
Karakoram Highway
*
Po niespe³na dwudniowym postoju na zakupy sprzêtowo-¿arciowe w Gilgit doje¿d¿amy wreszcie do Gulmit. Z poziomu
Karakoram Highway rzadko widaæ góry - jedziemy jednym z najg³êbszych kanionów ¶wiata, którego ¶ciany tworz±
gigantyczne ha³dy ¿wiru i piachu, uformowanego czêsto w pionowe ¶ciany poprzetykane g³azami, nierzadko wielko¶ci
niez³ej kamienicy. Z okien wynajêtej taksówki na prawo mamy widok na rozlewisko rzeki Hunzy, za¶ po lewej pomiêdzy
dwoma takimi ha³dami ukazuje nam siê na moment nasza wie¿a. Pierwsze ujêcia robimy jej w mglistym otoczeniu
chmur.
https://lh4.googleusercontent.com/-9EPL-MuZS8k/SavctbNfTtI/AAAAAAAACnc/SF7VsDU5yIQ/s900/gulmit2006_209.jpg
Gulmit Tower widoczne z Karakoram Highway
*
My znale¼li¶my Ibrahima, Ibrahim znajduje nam czterech tragarzy. Do bazy znajduj±cej siê u podnó¿a lodowca Bulkish
Yaz dochodzimy rankiem drugiego dnia od wyj¶cia z Gulmit. Ibrahim zostaje i bêdzie nam kucharzy³ (czytaj: robi³ za
oficera ³±cznikowego, bo dolina dzika i nieodwiedzana od kilkunastu lat, a kontakt powy¿ej bazy tylko przez lornetkê i
to nie zawsze), reszta, po wyp³acie i premii za nadbaga¿ oraz umówieniu siê na za oko³o trzy tygodnie, schodzi. Po
po³udniu wyruszamy zrobiæ kilka zdjêæ hucz±cemu spadaj±cymi kamieniami lodospadowi, który stoi nam na drodze pod
nasz± wie¿ê.
https://lh5.googleusercontent.com/-0tLS4nxMgjM/SavZqPyV5jI/AAAAAAAACgQ/PppC-wSIFy4/s900/gulmit2006_153.jpg
Polski kamieñ w bazie.
https://lh5.googleusercontent.com/-f_zm97GD6Vk/SavYziwjQTI/AAAAAAAACeI/as6kPrRsX3Y/s900/gulmit2006_136.jpg
Siedmiotysiêcznik Karun Koh.
*
Po czterech dniach szukania drogi przed lodospad, wliczaj±c w to wyj¶cie na grañ ponad dolin± lodowca Bulkish Yaz (z
góry mo¿na siê lepiej zorientowaæ w sytuacji), decydujemy siê przetrawersowaæ doln± partiê lodospadu na drug± stronê
i spróbowaæ przedostaæ siê na lodowiec przez seraki szczeliny brze¿nej, ukrytej w cieniu ska³ po³udniowej strony doliny po cichu liczymy, ¿e tam nie bêdzie takiego bombardowania kamieniami jak w ods³oniêtej, pó³nocnej czê¶ci. W
pocz±tkowej czê¶ci lodospadu na b³otnisto-szutrowym sto¿ku nasypowym pochylamy siê z aparatami nad... tropami
¶nie¿nej pantery. Bezb³êdny instynkt zwierzêcia poprowadzi³ nas poprzez labirynt szczelin na drug± stronê
lodospadu. Samej pantery niestety nie uda³o nam siê zobaczyæ.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh3.googleusercontent.com/-x1HUNQ0zFEM/SavXc0aoSAI/AAAAAAAACa4/IWfbyHPr0U/s900/gulmit2006_111.jpg
Na grani nad dolin± lodowca.
https://lh4.googleusercontent.com/-pxEhgootosQ/SavZ7fvL91I/AAAAAAAACg0/qYP8jRLkcSU/s900/gulmit2006_158.jpg
Polski kamieñ na lodowcu.
https://lh4.googleusercontent.com/-qsvmOekg7bc/SavWl-jh5VI/AAAAAAAACYw/r3Whh7pHFGI/s900/gulmit2006_095.jpg
Spektakl "¶wiat³o i cisza".
https://lh6.googleusercontent.com/8kuZQcOXCbA/SavZwrZcLUI/AAAAAAAACgY/nZzrW_uW_ss/s900/gulmit2006_155.jpg
Spektakl "¶wiat³o i cisza".
https://lh3.googleusercontent.com/-ssasXlX31uo/SavZfh5hM-I/AAAAAAAACf4/FObmWvqT4L8/s900/gulmit2006_150.jpg
Spektakl "¶wiat³o i cisza".
https://lh6.googleusercontent.com/-enB4m8mAH_A/SavZc4Zz9SI/AAAAAAAACf0/RN2rIob2dLk/s900/gulmit2006_149.jpg
Spektakl "¶wiat³o i cisza".
*
Ponad dwa dni ciê¿kich opadów ¶niegu (w sumie spad³o jakie¶ pó³ metra) wymusza decyzjê o wycofie. W tym tempie
kolejny dzieñ sypania i nas ca³kiem odetnie. Bierzemy na plecy dobrze ponad 50 kilogramów na ³eba (plus wodê we
wszystkim), które wytaszczyli¶my na lodowiec i z wanty zak³adamy zak³adamy zjazd miêdzy znajduj±ce siê
kilkadziesi±t metrów ni¿ej seraki. Przed nami ponad osiem godzin powrotu do bazy, z której z tymi samymi 50-ma
kilogramami dotarli¶my na lodowiec w sze¶æ, a na lekko podczas szukania przej¶cia w trzy. Zrezygnowany Kuba ze
smutn± min± startuje pierwszy, ja wyci±gam aparat, by uwieczniæ nasz± sromotê.
https://lh3.googleusercontent.com/iEZQcS8wD04/SavZHwbwZiI/AAAAAAAACe0/U27lykDxNbw/s900/gulmit2006_142.jpg
Nadzieja na s³oñce?
*
Nareszcie w akcji! Dwa dni odpoczywali¶my, suszyli¶my siê, ob¿erali¶my siê i fotografowali¶my mieszkaj±ce dwa kroki
od naszych namiotów jakie¶ ni to miniszynszyle, ni to myszoskoczki, na które Ibrahim u¿ywa wachañskiego okre¶lenia
"shishk". Poniewa¿ do nadej¶cia tragarzy mamy jeszcze 4 dni decydujemy siê spróbowaæ jeszcze raz, tym razem na
lekko - bierzemy tylko szpej, p³achty biwakowe, puchówki, minimum ¿arcia i jedn± puszkê gazu. Namiot, ¶piwory oraz
ca³y zapas liofilizatów i gazu zostaje w bazie. Wyruszamy po ciemku i ju¿ po dwóch godzinach z minutami ³apiemy w
obiektywy pierwsze b³yski s³oñca na odleg³ych siedmiotysiêcznikach Karun Koh, Lupgur Sar i Momhil Sar,
widocznych z górnej czê¶ci lodospadu. Po kolejnej godzinie wita nas huk obudzonych upalnym s³oñcem lawin,
schodz±cych kuluarem, którym zamierzamy siê wspinaæ.
https://lh6.googleusercontent.com/k52nMhsF0HY/SavaFPZqUmI/AAAAAAAAChQ/g6H4oRhJfko/s900/gulmit2006_161.jpg
Szczeliny lodowca.
*
Gwa³towno¶æ porannych lawin wymiot³a wiêkszo¶æ zalegaj±cego w kuluarze ¶niegu i ods³oni³a znajduj±cy siê pod
spodem ¿ywy lód. Po pierwszych, do¶æ nerwowych, 300 metrach wy¶cigu z czasem, s³oñcem i ewentualnymi kolejnymi
lawinami d³u¿sz± chwilê odpoczywamy na pierwszym stanowisku pod ¶cian± ograniczaj±c± kuluar od lewej. Jeste¶my
mocno wypluci z si³ i psychy (a to dopiero pocz±tek), jednak do najtrudniejszego miejsca na drodze w przewê¿eniu
kuluaru docieramy jeszcze do¶æ ¿wawo. Ociekaj±cy wod± próg wybiera z nas resztkê si³ i do wieczora urabiamy jedynie
2/3 kuluaru. W miêdzyczasie na zmianê zrzucamy na partnera setki kilogramów rozkruszonego dziabkami lodu, co
skutkuje kilkoma siniakami i jedn± krwawi±c± brod±. Po niezbyt lekkiej nocy czê¶ciowo wisz±c, a czê¶ciowo siedz±c
na po³ówkach jednej pakistañskiej karimatki, po ¶niadaniu, podczas obt³ukiwania z lodu naszego jedynego kartusza z
gazem, ten nagle znika w ciemniej±cym poni¿ej nas zboczu. Brzask poranka zostaje brutalnie przerwany stekiem
rzucanych przekleñstw. Trochê optymizmu wlewaj± w nas pierwsze promienie s³oñca, które ³apiê w obiektyw.
Pozbawieni wody nie mamy szans na szczyt, ale decydujemy siê przynajmniej dokoñczyæ kuluar.
https://lh5.googleusercontent.com/-4Vp7nFG3k7k/SavalJ-NriI/AAAAAAAACiY/t0iYKqAK2Qk/s900/gulmit2006_170.jpg
W ¶cianie.
*
Oko³o czwartej po po³udniu zje¿d¿amy do prze³êczy pod po³udniow± grani±, oddzielaj±c± lodowiec Bulkish Yaz od
Gurpi, opadaj±cy w stronê Karimabadu. W chmurach na horyzoncie chowa siê Rakaposhi. Kuba poprowadzi³ ponad
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
prze³êcz± jeszcze dwa wyci±gi zanim zdecydowali¶my siê na wycof. Nie mamy wody, zosta³o nam po 2 ma³e
batony, Kuba ma przemoczone buty i boi siê odmro¿eñ, ja jestem wykoñczony i przysypiam na stanach. Pó³tora dnia
wspinania kilometrowym kuluarem non stop na przednich zêbach raków skutkuje zniszczeniem nerwów w stopach. Po
kilkunastu zjazdach, oko³o pó³nocy zrzucamy na lodowcu wory i momentalnie usypiamy na ¶niegu. O pi±tej rano budzi
nas zimno i pragnienie. Przed wyruszeniem do bazy przez ostatni, najbardziej niebezpieczny odcinek lodospadu,
¿egnamy siê z Gulmit Tower, wymalowan± z³otymi promieniami wschodz±cego s³oñca.
https://lh6.googleusercontent.com/-wjuzlTvnrWg/Sava5XGl5LI/AAAAAAAACjM/r4iHZAvkfIA/s900/gulmit2006_176.jpg
Po drugiej stronie prze³êczy ods³ania siê widok na dolinê lodowca Gurpi. Z miejsca trochê powy¿ej zaczêli¶my
zjazdy powrotne.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 17:43
_____________________________________
rok pozniej w troche innym skladzie (4-osobowym) probowalem znowu z gulmit tower. miejscowi zaczeli ja nazywac
"polish tower". tym razem polecielismy do indii, a stamtad ladem do pakistanu w karakoram, wiec po drodze
zobaczylismy co nieco jeszcze. niestety maksymalnie syfiata pogoda dala nam tak w dupe, ze nie urobilismy nawet
polowy tego co poprzedniego roku...
zdjecia tu:
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl/200707_gulmit_tower
--MAGIA POWROTÓW
My¶lê, ¿e my, wspinacze, postrzegamy tych ludzi w zupe³nie inny sposób, ni¿ inni. Przybywamy w te góry co roku i
widzimy jak oni ¿yj±, wiemy kim oni s± Reinhold Messner.
Podró¿nik od turysty ró¿ni siê tym, ¿e podró¿nik ¶mierdzi Rafa³ Zarabski.
Jeste¶my dla nich niczym dalecy krewni, którzy regularnie ich odwiedzaj±. Jeste¶my uprzywilejowani czasem
przypadkowo mijani tury¶ci ze zdziwieniem i lekk± zazdro¶ci± patrz± na nas gdy na ulicach Gilgit, Skardu, Karimabadu
czy Gulmit rado¶nie obejmujemy siê na przywitanie ze starymi znajomymi sprzed roku czy dwóch, ba - czasem nawet
dziesiêciu; jeste¶my zapraszani na obiady, co tam obiady wspania³e uczty w tradycyjnych domach, do których inni
rzadko, o ile w ogóle, maj± szansê wej¶æ, mamy okazjê ob¿eraæ siê specja³ami, o których zwykli tury¶ci nawet nie
s³yszeli, lub za które musz± p³aciæ ciê¿kie dolary(1). Jeste¶my sadzani na honorowych miejscach w¶ród ca³ej, licznej,
czêsto trzy- czteropokoleniowej rodziny w kilkusetletnich domach. Doceniamy wysi³ek tragarzy nierzadko nios±c tyle¿
co oni kilogramów na plecach, jemy z nimi te same ciapaty czy putok(2) podczas podej¶cia do bazy, pijemy s³on±
herbatê z mas³em czy mlekiem, po kilku dniach pobytu w górach ¶mierdzimy jak oni i nie przeszkadza nam ani ich smród,
ani im nasz. Dostajemy o nich prezenty, o jakich innym siê nie ¶ni³o nie te drogie, które niczym szlachetne kamienie s±
zimne, ale takie zwykle, za to z ciep³em serca a to star± glinian± miskê od pokoleñ u¿ywan± w rodzinie, a to charh
(ko³owrotek), którego u¿ywa³a prababcia, a to wytarty, zakurzony dywanik, który nie b³yszczy nowo¶ci± za sto
kilkadziesi±t dolarów, za to mo¿na wyczytaæ z niego niejeden smutek i niejedn± rado¶æ.
Odwdziêczyæ mo¿emy siê tylko w niewielkim stopniu wspólnym przebywaniem z nimi i zdjêciami. Przekraczamy wydawa³oby siê nieprzekraczaln± barierê jêzykow±, czêsto ucz±c siê przy okazji kilku podstawowych s³ówek w
urdu, wakhi czy burushaski i po prostu siedzimy z nimi nic lub niewiele mówi±c, patrz±c nawzajem na siebie i u¶miechaj±c
siê, ogl±daj±c wspólnie zdjêcia, które oni przechowuj± niczym relikwie.
Jeste¶my szczê¶ciarzami traktuj± nas jak swoich. A to wszystko tylko dziêki naszym powrotom.
***
Powrót pierwszy.
Gilgit budzi siê ze snu. Ju¿ jest upalnie, choæ s³oñce jeszcze nie przedar³o siê przez kurz miasta, który, z monotonn±
regularno¶ci±, wzbity podczas gwaru poprzedniego dnia próbuje osi±¶æ podczas spokoju nocy. Wataha dzikich psów
wa³êsaj±cych siê wokó³ stoj±cego na ¶rodku ulicy kontenera ze ¶mieciami jeszcze nie straci³a nocnej bezczelno¶ci i
agresywno¶ci; w dzieñ te psy bêd± chowaæ siê z podkulonymi ogonami w k±tach zau³ków, uciekaæ przed tr±bi±cymi
pojazdami i kopniakami mieszkañców Gilgit, dla których, jako muzu³manów, to zwierzêta nieczyste. Skrêcam z g³ównej
ulicy-bazaru, powoli o¿ywaj±cej do codziennej zwyk³ej ruchliwo¶ci, w cich± boczn± uliczkê, gdzie metalowe ¿aluzje
witryn sklepowych nie zast±pi³y jeszcze resztek zieleni. Próbujê odnale¼æ w pamiêci i zlokalizowaæ w¶ród topoli dom
sprzed jedenastu lat. Wchodzê przez bramê na podwórko, na ty³ach jest kuchnia natrafiam na siedz±cego przed
wej¶ciem Pakistañczyka. Ibrahim German, którego szukam, jest stary, ma niew³adn± jedn± rêkê, wiêc to pewnie
pomoc domowa. Mieszka³em u Germana dawno temu podczas mojego pierwszego pobytu w Pakistanie. Pili¶my razem
whiskacza (choæ to muzu³mañski kraj i obowi±zuje prohibicja), którego on nauczy³ siê piæ pracuj±c dwadzie¶cia kilka lat
temu w Zachodnich wtedy jeszcze Niemczech (st±d ksywka German) z Polakami. Nie wiem sk±d on tego whiskacza
wtedy wytrzasn±³, ale przegadali¶my przy kilku butelkach dwie noce a¿ do bia³ego rana.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Ibrahim home? pytam prymitywnym angielskim, tamten i tak nie rozumie. Ibrahim German? Ibrahim?
Aaaa, Ibrahim kole¶ jest jak wyrwany ze snu. No Ibrahim. macha rêk±. No trudno, mo¿e pó¼niej. W tamtym roku te¿
go nie zasta³em, wiêc muszê tu wróciæ.
Po po³udniu wracam z bazaru, gdzie robili¶my zakupy wyprawowe. Przekraczam magiczn± bramê Medina Guest
House, za któr± gwar miasta ustêpuje zaciszu ogrodu, ¶wie¿o¶ci zieleni. Tu nawet powietrze jest jakby bardziej czyste,
ch³odniejsze, niezakurzone. Atmosferê spokoju i sielanki stara siê zak³óciæ telewizor nadaj±cy niepokoj±ce informacje o
zamieszkach w Islamabadzie. Nie zwracam jednak na niego uwagi Jakub, w³a¶ciciel hotelu, niemal¿e w progu wita
mnie ze s³owami kto¶ czeka na ciebie.
Czeszcz, dzien dopry brzmi powitanie po jedenastu latach.
https://lh6.googleusercontent.com/-6fUt4OYwmtY/T05XcGHbsMI/AAAAAAAAT9s/6uDE0f5TuA/s640/pakistan_1996_169.jpg
Kilkana¶cie lat wcze¶niej z Ibrahimem "Germanem" i Sifatem Alim pod domem Ibrahima w Gilgit
***
Powrót drugi.
Wynajêty minivan pi±ty dzieñ dzielnie po³yka odleg³o¶æ ponad 1300 km dziel±cych Gulmit od granicy indyjskopakistañskiej w Wagah. Najpierw kilkaset kilometrów autostrady, jakiej nie u¶wiadczysz w Polsce, trzy pasy, równy jak stó³
beton, 130 na budziku non-stop, przyautostradowa knajpa z obiadem za kilkana¶cie dolarów na 7 osób(3). Potem
po³udniowa czê¶æ Karakoram Highway z zielonymi wzgórzami Hazary i Kohistanu, nocleg w Besham, gdzie sprzedawca
sklepu z broni± nie odpowiada na zwyczajowe powitanie Salaam aleikum (Pokój z tob±), w ogóle nic nie mówi, tylko gro¼nie
³ypie okiem spode ³ba. Zaraz po naszym wyje¼dzie z Besham (jak dowiedzieli¶my siê pó¼niej) z powodu deszczu
zwali³a siê droga zginê³o 11 osób. Diamir wita nas krajobrazem suchym, martwym niemal¿e, jedynie w miejscach,
gdzie z bocznych dolin sp³ywaj± potoki z lodowców, jest trochê rachitycznej zieleni. W okolicach Gilgit jedziemy w burzy
piaskowo-gradowej. W Gilgit robimy jednodniow± przerwê na zakupy. Od Gilgit pogoda siê poprawia piaski, kamienie i
piargi doliny Hunzy nabieraj± ciep³ej barwy szary, nieprzyjazny krajobraz pó³nocnej czê¶ci Karakoram Highway staje
siê bardziej ludzki.
W koñcu niebieska tablica Gulmit - zatrzymujemy siê na obowi±zkowe zdjêcie. Kilkaset metrów dalej pierwszy widok
na Gulmit Tower, tu równie¿ robimy przystanek, ostatni ju¿ przed hotelem. Ch³opcy s± zafascynowani. Smuk³a skalista
wie¿a wbija siê w b³êkit nieba prawie trzy i pó³ kilometra powy¿ej nas, a do jej stóp w linii prostej po mapie mamy
nieca³e siedem kilometrów. Wje¿d¿amy na zielone podwórko otoczone wysokimi topolami o jasnej korze.
Salaam aleikum, Zahir!
Wa aleikum salaam!
https://lh4.googleusercontent.com/-YPtL1ldoj4U/SavkEk8-YrI/AAAAAAAAC3Y/c5QvyBpN50M/s905/gulmit2007_049.jpg
Wioska Gulmit, topole obok prymitywnego hoteliku Zahira. Dzi¶ kilkadziesi±t metrów za hotelikiem jest "pla¿a" jeziora
powsta³ego z powodu ogromnego osuwiska kilkana¶cie kilometrów w dó³ doliny.
***
Powrót trzeci.
Barkaaat! drê siê, wzbudzaj±c po raz kolejny ogóln± weso³o¶æ portersów. Barkat jest przyg³uchawy. Na poprzedniej
wyprawie te¿ by³ naszym tragarzem. W³a¶nie w tamtym roku nawo³ywanie Barkata sta³o siê naszym krótkotrwa³ym
(zaledwie na czas drogi do i z bazy), ale zawsze zdrowo rozweselaj±cym zmêczonych tragarzy, zwyczajem. Najbardziej
cieszy to samego Barkata, bo jest w centrum uwagi. I nikt nie robi z jego u³omno¶ci ¿adnego problemu.
Uda³o nam siê doj¶æ do bazy w jeden dzieñ. Tragarze zostaj± na noc, wiêc roz³o¿yli¶my im wielk± p³achtê do
przykrycia siê, która nam bêdzie s³u¿yæ pó¼niej jako dach kuchni-mesy. Rozk³adaj± siê ze swoim spaniem, ka¿dy z
tym co posiada w swoim niewielkim tobo³ku a to jaki¶ stary ¶piwór, a to koc, a to sama tylko podniszczona karimata.
O¶miu ludzi, z których czterech dzielnie targa³o nasze graty równie¿ w tamtym roku.
Bia³y cz³owiek zawsze ma przy sobie ogromn± ilo¶æ niepotrzebnych rzeczy patrz±c na nasze plecaki i barele mówiê do
Sher Dil Khana Tigera. Wy macie tylko to co niezbêdne.
https://lh3.googleusercontent.com/lGNLExiCRSk/SavkskTdv3I/AAAAAAAAC7M/pWUfOrCw1As/s912/gulmit2007_079.jpg
Nasi tragarze - ekipa prawie ta sama co rok wcze¶niej.
***
Powrót czwarty.
Wisz±cy G³az(4), a w³a¶ciwie Dwa Wisz±ce G³azy ju¿ nie wisz±. Kamieñ z Kresk± stoi przechylony, Lodu z Kresk±
nie ma, a do Polskiego Kamienia nad lodospadem nawet nie próbujemy przej¶cia. Nie wchodzi siê drugi raz do tej samej
rzeki, nie wchodzi siê drugi raz na ten sam lodospad.
Próbujemy siê przedrzeæ na lodowiec Bulkish Yaz nie tylko przez ¶cianki seraków ale i przez wilgotn± ¶cianê pogody. Po
lodospadzie lej± siê strugi deszczu na przemian z mokrym ¶niegiem i gradem. Czasem jaki¶ podmuch rozepcha mgliste
k³êbowisko tworz±c niewielkie dziury, ale chmury s± silniejsze i nieub³agalne. I tak przez kolejne dni, z niewielkimi
przerwami. Moje ponowne, a Adama, Bartka i Rafa³a pierwsze teteatete z Gulmit Tower jest szare, bure i ponure. Ale
wra¿enie robi mimo wszystko.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/LnE8Nc9xQR8/Savk0pMwNUI/AAAAAAAAC70/zKi8M7zWqL0/s908/gulmit2007_084.jpg
Baza ponownie w tym samym miejscu obok lodowca Bulkish Yaz.
***
Powrót pi±ty.
Szara plama pozostawionego na lodowcu jednego namiotu jest nie do odró¿nienia od zalegaj±cych powierzchniê
lodowca want. Ogl±damy ¶wiat z wysoko¶ci 5150m, ze ¶rodka kuluaru, z Trzech Wielkich G³azów. Bli¼niaki, dwa wielkie
kamole, ka¿dy wielko¶ci cha³upy, w których okolicy jest nasz namiot, wydaj± siê malutkie niczym klocki. Takich jest tam
w dole tysi±ce. Wczoraj w ¶wietle s³onecznym ka¿dy inny, dzi¶ wszystkie jednakowo szare. Po koszmarnie zimnej nocy
(chyba siê przegrzali¶my poprzedniego dnia i teraz nami telepie) mo¿emy siê tylko domy¶laæ wschodz±cego gdzie¶ tam
nad grub± warstw± chmur s³oñca, a na nas zaczynaj± spadaæ pierwsze krople deszczu. To jak wyrok, ciê¿ki i
nieodwo³alny: wycof. A ju¿ zapowiada³o siê lepiej.
Poprzednie trzy dni by³y w miarê pogodne, ostatniego dnia wrêcz upa³. Podczas kolejnego przej¶cia przez lodospad
mieli¶my tak dobre humory, ¿e zaczêli¶my zabawiaæ siê z Adamem w zrzucanie tonowego g³azu strasz±cego nas z
seraka, pod którym wcze¶niej przechodzili¶my. Po pó³godzinnej walce zespo³u Adam i Mazeno vs. Wielka Wanta wynik
1:0 dla nas. Bartek ju¿ mia³ przestaæ filmowaæ ca³± zabawê, gdy nagle nast±pi³ moment, w którym g³az z hukiem
potoczy³ siê kilkadziesi±t metrów ni¿ej, zwalaj±c po drodze kilka innych mniejszych, a my zastanawiali¶my siê, czy w
bazie Karim w³a¶nie dostaje zawa³u.
Na lodowcu spêdzili¶my jedn± noc i nastêpnego poranka s³oñce nas pogoni³o pod kuluar. Po drodze kilka szczelin,
w±skich i niespecjalnie gro¼nych, tylko na dwóch ostatnich asekuracja na sztywno ¶nie¿ne mostki nie wzbudza³y
zaufania.
W kuluarze niespodzianka lodow± rynn± biegn±c± jego ¶rodkiem p³yn± z góry kaskady wody. Rafa³ odwa¿nie j±
przechodzi jako pierwszy, my za nim, choæ po jej przekroczeniu przychodzi wszystkim do g³owy my¶l, ¿e nie daj Bo¿e
tam wpa¶æ grozi to momentalnym utopieniem siê.
Wczesnym popo³udniem lokujemy siê na Trzech Wielkich G³azach klimatyzacja wymusza biwak w po³owie drogi do
prze³êczy, nie chcemy siê wyrywaæ i potem ¿a³owaæ. Niestety ¿a³owaæ bêdziemy i tak, tylko z innego powodu. Wraz
ze ¶witem ten inny powód zaczyna padaæ nam na g³owy.
https://lh5.googleusercontent.com/wENk8aw67fY/SavlFBdN1wI/AAAAAAAAC9k/Ta2H9cIOma4/s909/gulmit2007_098.jpg
I znów by³a walka ze znalezieniem drogi przez lodospad. Potem wbili¶my siê w kuluar.
***
Powrót szósty. Dos³owny.
Znowu jak rok wcze¶niej siedzimy dwie doby w namiotach na lodowcu i znowu dostajemy depresji. ¯eby to choæ ¶nieg
pada³, ale gdzie tam. Krople deszczu jednostajnie bêbni± o tropiki namiotów pozbawiaj±c nas, z ka¿d± coraz bardziej
nudn± minut±, resztek z³udzeñ. Nie bêdzie powrotu na kuluar, na prze³êcz i na górê, bêdzie powrót do bazy.
https://lh6.googleusercontent.com/xHQu4Zc3pBM/Savlh3Fz04I/AAAAAAAADAE/R_FaaNiP2Ms/s640/gulmit2007_122.jpg
Leje. Deszcz leje. I tak przez kilka nastepnych dni. Wycof.
***
Powrót siódmy.
Gulmit Continental Hotel. Spêdzi³em tu w sumie kilkana¶cie nocy swojego ¿ycia. W starym przewodniku po Pakistanie,
który posiadam, jeszcze jako hotel under construction obok koszmarnie drogiego Marco Polo Inn. Continetal to Zahir Shah
(w³a¶cicielem jest jego ojciec), dobrze mówi±cy po angielsku i sprawiaj±cy podczas rozmowy wra¿enie cz³owieka do¶æ
mocno, jak na tutejsze warunki, wykszta³conego i m±drego jak na swój m³ody, dwudziestoparoletni wiek. Zahir jest
bardzo spokojny i cichy, ale mocno kontaktowy i otwarty. Spêdzamy ca³e popo³udnia i wieczory na rozmowach.
Rozmawiamy o powa¿nych sprawach dotycz±cych Pakistanu, turystów, Talibów, Kaszmiru, Hunzy, podatków, sposobów
rz±dzenia, relacji Pakistanu z Indiami czy Chinami, stosunków pomiêdzy szyitami, sunnitami a ismailitami. Zahir wygl±da
na ¶wiatowca, ale jednocze¶nie nie jest zniszczony cywilizacj± jak choæby Karim. Ma szacunek dla starszych (choæ on tu
rz±dzi, w wa¿nych sprawach konsultuje siê ze starym ojcem), tradycji i rodziny. Posiada muzealn± kolekcjê starych
garnków, misek, naczyñ, siode³, ³uków, szabel, ko³owrotków. Jeden taki ko³owrotek podarowa³ mnie. Nie wiedzia³em, co
mam powiedzieæ. Zahir potrafi zaskoczyæ.
http://megaprzygoda.pl/_smietnik_01/_MG_8250.jpg
Prezent od Zahira
***
Powrót ósmy.
W³óczê siê z Ibrahimem Adbul Raz±, sirdarem z poprzedniego roku, po w±skich, szarych uliczkach starego Gulmit i
szukamy chêtnych na kupno bareli pozosta³ych po powrocie z bazy, przy okazji zwiedzaj±c samo Gulmit. Zagl±damy a
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
to do niewielkiego muzeum mieszcz±cego siê z rozpadaj±cym budyneczku, gdzie w¶ród ró¿nych fajnych eksponatów
mo¿na znale¼æ rzucon± niedbale w k±t traditional tire (tradycyjn± oponê), a to do manufaktury Old House, gdzie grupa
kobiet uczestnicz±c w jakim¶ programie wspomagania kultury cierpliwie dzierga dywany, które potem jaki¶ westman kupi
za ciê¿kie dolary, a to na dach czego¶, co dumnie jest nazywane fortem mira, czyli niegdysiejszego ksiêcia, a jest tak±
sam± cha³upk± jak wszystkie dooko³a, z t± jedynie ró¿nic±, ¿e na dachu jest wiata, sk±d mir patrzy³ na okolicê. Przy
okazji odwiedzamy Dolat Nazara, jednego z tragarzy. Dom jest stary, jeden z najstarszych w Gulmit, podobno ma dobre
kilkaset lat. Rozsiadamy siê, ¿ona Dolata czêstuje nas czajem, dzieciaki siê przypatruj± ciekawie i poszeptuj± o
bia³ym angrezi(5). Robiê kilka ujêæ fantastycznego wnêtrza z wpadaj±cym przez ¶wietlik w suficie ¶wiat³em, a na
koniec proszê Dolata, by obj±³ ¿onê do zdjêcia ch³op ma piêædziesi±tkê na karku, a wstydzi siê jak ma³e dziecko.
W koñcu ona go obejmuje i razem pozuj± w¶ród rozbawionej czeredy dzieciaków.
https://lh3.googleusercontent.com/OA3sm9V8q2U/Savl4NOPeNI/AAAAAAAADCM/qV5QbDrMzHw/s910/gulmit2007_138.jpg
W go¶cinie u Dolat Nazara
***
Powrót dziewi±ty.
Po kilku latach znowu stojê przed najwspanialszym symbolem rozpaczy i têsknoty. Choæ go widzê drugi raz ci±gle robi
na mnie wra¿enie. Wtedy by³em podczas fantastycznego wschodu s³oñca, teraz jest monsunowa szarówka. Wtedy
marmurowe kopu³y nabiera³y z³ocistego blasku pierwszych promieni, dzi¶ ubrana w jaskrawo pomarañczowe barwy
grupa hindusów z po³udnia podkre¶la biel budowli. Mieni±ce siê ¶wiat³em szlachetne kamienie wkomponowane w
a¿urowe ¶cianki z bia³ego marmuru otaczaj± dwa po³±czone serca jedno zmar³e podczas przekazywania ¿ycia,
drugie, które przesta³o biæ z têsknoty za pierwszym. Zanim tam przyby³em, by³em sceptycznie nastawiony my¶la³em:
przereklamowany jeden z tak zwanych cudów ¶wiata, widoczny w prawie ka¿dym katalogu egzotycznych wycieczek.
Przyjecha³em i klêkn±³em przed geniuszem têsknoty. Teraz te¿ klêkam. Taj Mahal.
https://lh4.googleusercontent.com/-VGTVpmVvP-4/T05eJY_o_3I/AAAAAAAAUMk/ZJgdKMymT4o/s900/indie_090.jpg
Wewnatrz Taj Mahalu
***
Powrót dziesi±ty.
Pod koniec wyprawy, zniechêceni trochê niepowodzeniem a trochê kiepsk± pogod±, mieli¶my wszyscy ju¿ do¶æ. Do¶æ
góry, do¶æ dwóch tysiêcy kilometrów przebytych l±dem z Delhi do Gulmit i drugie tyle z powrotem, do¶æ czekania na dobr±
pogodê w namiotach, do¶æ w³asnego smrodu, do¶æ ponadtygodniowej choroby Rafa³a, do¶æ nag³ych zmian temperatury
(klimatyzacja w poci±gach i autobusach oraz upa³ na zewn±trz), do¶æ wysi³ku na lodospadzie, do¶æ ciê¿kich plecaków i
bólu pleców, do¶æ siebie nawzajem, do¶æ poranionych na lodospadzie r±k i skrêconych nóg, do¶æ spadaj±cych kamieni, do¶æ
ponadgodzinnego przeprawiania siê przez granicê w czterdziestostopniowym upale, do¶æ sraczki, do¶æ têsknoty za
najbli¿szymi, do¶æ natarczywo¶ci indyjskich riksiarzy.
Zaczynam my¶leæ o powrocie. O powrocie do Azji.
-1 Exemplum: ³y¿eczka chuwan-e tail (rodzaj oliwy z moreli) w menu tanszych hoteli kosztuje 1-3 dolarów. Kilka ³y¿eczek
qendy (d¿emu z moreli) w malutkiej miseczce to 3-4 dolary. Nie wspominam o dro¿szych.
2 putok chleb z doliny Hunzy.
3 Oprócz kierowcy jecha³ z nami Karim ch³opak w charakterze sirdara, kucharza i oficera ³±cznikowego w jednej
osobie, który siedzia³ w bazie, oraz Hiromi, Japonka, która chcia³a zobaczyæ Karakoram Highway, Gulmit i trochê gór, i której
Karim przy okazji by³ przewodnikiem.
4 Wisz±cy G³az, etc. punkty charakterystyczne na lodospadzie lodowca Bulkish Yaz podczas mojej i Kuby
Hornowskiego wyprawy w 2006 roku, patrz artyku³ Dynema z pasmanterii, Góry nr 150.
5 angrezi zniekszta³cone english tak tubylcy nazywaj± ogólnie ludzi z Zachodu.
--============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 17:47
_____________________________________
inny tekst z tego samego wyjazdu, co powyzej. mala wytlumaczenie tutylu "cztery dni slonca" - aluzja do tytulu ksiazki
adama skoczylasa, taternika lat powojennych.
Niewyrównane porachunki czyli
CZTERY DNI S£OÑCA(1)
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
I think you have a big problem. Albo dostaniemy jak±¶ rekompensatê za to opó¼nienie, albo bêdziecie nas szukaæ na
lodowcu w Pakistanie, co z pewno¶ci± bêdzie was kosztowaæ o wiele wiêcej nasze pertraktacje z przedstawicielami linii
lotniczych trwaj± ju¿ od kilkudziesiêciu minut. Bezowocna konwersacja z mi³±, aczkolwiek niewiele mog±c±,
pracownic± ni¿szego szczebla, do¶æ ³adn± hindusk±, skoñczy³a siê poproszeniem o rozmowê z kim¶ z kierownictwa.
W rêkach energicznego ¶niadego kolesia po kilku minutach nerwowej dyskusji pojawia siê ca³kiem fajny gruby plik
indyjskich rupii o wysokich nomina³ach. Liczymy. Czterna¶cie tysiêcy. Nie¼le. Z tym mo¿emy poczekaæ w Delhi na
baga¿e.
https://lh4.googleusercontent.com/--E8DjUsi42c/SavjI97FmbI/AAAAAAAACxU/V5XUd2JwQmU/s910/gulmit2007_001.jpg
Via Helsinki do Delhi
Ch³opaki, w³a¶ciwie gdyby¶my dostawali tyle codziennie, mogliby¶my tu czekaæ i czekaæ. Po miesi±cu ¶ci±gniemy tu
nasze kobity i kopsniemy siê na wakacje na Goa. A po roku takiego czekania przeniesiemy siê tu na sta³e&
A na razie kopsamy siê na New Delhi Railway Station po bilety na Shatabdi Express na nastêpny dzieñ do Amritsaru i
na jaki¶ obiad na Pahar Ganj. Po wyj¶ciu z budynku portu lotniczego uderza nas fala upalnego powietrza. Po po³udniu z
nieba spada ¶ciana wody. Ale ch³odniej bynajmniej siê nie robi.
***
W poci±gu zimno. To znaczy klima. W porównaniu z upa³em na zewn±trz od tych dwudziestu kilku stopni w przedziale na
ciele robi siê gêsia skórka. Oko³o 500 km do Amritsaru pokonujemy w naprawdê szybkim tempie (5,5 godz.), w
dodatku dostajemy porz±dnie je¶æ i piæ. I to wszystko za 15 dolarów. Standard indyjskiego ekspresu klasy CC kontrastuje z
mijanymi po drugiej stronie wyciszonych okien slumsami na przedmie¶ciach. W³a¶ciwie to ciê¿ko prze³kn±æ cokolwiek
jak siê patrzy na ludzi ¿yj±cych dos³ownie w rynsztokach i na ¶mietniskach. ¯yj±cych w ka¿dym znaczeniu tego s³owa
¶pi±cych w namiotach z tektury, jedz±cych wygrzebane na ¶mietnisku resztki, rozmna¿aj±cych siê w brudzie, kurzu i
b³ocie, marz±cych o jutrzejszej wyimaginowanej misce ry¿u, oddychaj±cych wyziewami gówna i tr±du, rodz±cych siê
po¶ród nieczystych dla hinduistów ¶wiñ i psów, umieraj±cych poza falami ¶wiêtej rzeki Gangesu bez nadziei na lepsze
wcielenie, pariasi wurzuceni poza nawias fizycznie i kastowo. Matka Teresa to kropla w oceanie Indie to szósta czê¶æ
ludno¶ci ¶wiata. Ale jednocze¶nie czasem, choæ bardzo rzadko, mo¿na zauwa¿yæ stoj±cy pomiêdzy tymi tekturowymi
rezydencjami niez³y samochód niektórzy ¶wiadomie wybieraj± du¿o tañsze ¿ycie domowe na rzecz presti¿owego ¿ycia
zawodowego.
https://lh5.googleusercontent.com/QA2yR99Y6uM/SavnwqSHyqI/AAAAAAAADMk/CBhhjfQCSII/s910/gulmit2007_219.jpg
Dworzec kolejowy w Delhi
https://lh6.googleusercontent.com/37QRprgrbcE/SavnvYBlT0I/AAAAAAAADMc/uyYVQO5uE2Y/s910/gulmit2007_218.jpg
Indyjskie koleje
***
Amristar, Z³ota ¦wi±tynia Sikhów. Raj dla fotografuj±cych. Ca³e popo³udnie, wieczór i czê¶æ nocy podgl±dania, ³apania
chwili, wyczekiwania na sytuacjê, przymierzania kadrów, dostosowywania ¶wiat³a. Taniec z aparatem po¶ród
ró¿nokolorowego t³umu pielgrzymów. Zachodz±ce s³oñce podkre¶la zatopion± po szyjê sylwetkê bior±cego rytualn±
k±piel Sikha. Te same promienie odbijaj± siê od z³otych blach, ¶nie¿nobia³ych marmurów i b³yszcz± na szpicach dzid
stra¿ników ¶wi±tyni. Muskaj± jaskrawe sari padaj±cych na twarz kobiet. To wszystko podkre¶lone monotonnym ¶piewem
kap³anów, przez ca³y dzieñ rozchodz±cym siê ze ¶wi±tyni po powierzchni otaczaj±cego j± basenu, odbijaj±cym siê od
murów, lawiruj±cych pod arkadami kompleksu ¶wi±tynnego, gin±cym gdzie¶ w gwarze ulic i bazarów za zewn±trz.
https://lh6.googleusercontent.com/-iVqNi1tJxAQ/SavjUYWt5SI/AAAAAAAACyk/ci0r2iz8z9w/s909/gulmit2007_011.jpg
Amristar - Z³ota ¦wi±tynia Sikhów
https://lh6.googleusercontent.com/-M2hoJA7yJWQ/SavjTYXh65I/AAAAAAAACyc/_lqrzonYOI4/s909/gulmit2007_010.jpg
Amristar
https://lh5.googleusercontent.com/-Axs0A6V74kA/SavjZM3dDvI/AAAAAAAACzA/0n72iRsY0Hk/s909/gulmit2007_015.jpg
Amristar
https://lh6.googleusercontent.com/avJUHNyAphc/SavjfvDow2I/AAAAAAAACz8/QwoDzaHFST8/s909/gulmit2007_022.jpg
Amristar
https://lh3.googleusercontent.com/-uh31mhjdjbs/SavjQB3LqyI/AAAAAAAACyA/BOoGbup7qqg/s910/gulmit2007_007.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Amristar
***
Rafa³ ma prawie 40 stopni i biegunkê. Pierwszy raz w Azji to chrzest bojowy dla jego ¿o³±dka, flora bakteryjna
wariuje. Rafa³ le¿y i umiera. Szprycujemy go jakimi¶ prochami.
***
Granica miêdzy Indiami i Pakistanem to nie tylko granica na mapie. To przede wszystkim granica religijna, p³ciowa,
ubraniowa, a g³ównie mentalna. Granica hinduizm-islam, granica kobiety na ulicach brak kobiet na ulicach, a je¶li ju¿ s±
to chowaj± twarze za burkami, granica kolorowe sari szare szalwar kamis. Ale w Pakistanie jest trochê bardziej czysto
ni¿ w Indiach, ludzie nie s± nachalni w Indiach wsi±dziesz do rikszy to ju¿ ciê wioz± nie tam gdzie chcia³e¶, ale do
sklepu, gdzie riksiarz za dowiezienie ciê tam dostanie prowizjê. Rikszê proponuj± nawet na dworcu w Agrze, nie
zwa¿aj±c, ¿e jest ¶rodek nocy, a ty w³a¶nie ¶nisz o wygodnym ³ó¿ku drzemi±c na niewygodnym krze¶le. Za to w
Pakistanie zaczepi ciê kto¶ na ulicy, ¿eby ciê pozdrowiæ, przywitaæ siê i zamieniæ kilka s³ów po angielsku nic w zamian nie
proponuj±c, zaprosz± ciê do sklepu motoryzacyjnego, z past± do butów czy przyprawami, tylko na herbatê albo czaj i na
krótka rozmowê i nic nie musisz kupowaæ. Ale przy zakupach targowaæ siê z nimi te¿ trudniej ni¿ z Hindusami.
Najwiêksza jednak granica przebiega w zró¿nicowaniu spo³ecznym w Pakistanie nie ma systemu kastowego. Na
ulicach ludzi ¿ebrz±cych jest bardzo niewielu, poza tym Koran nakazuje ja³mu¿nê. Na pierwszy rzut oka trudno odró¿niæ
biednych i bogatych Pakistañczyków, g³ównie z powodu jednakowych ubiorów. Jedynie m³odzi ubieraj± siê po europejsku
(g³ównie mêska czê¶æ spo³eczeñstwa, choæ w du¿ych miastach tak¿e niewielka czê¶æ kobiet). Starsi kultywuj± noszenie
tradycyjnych d³ugich koszul i obszernych spodni szalwarów oraz grubych, szarych, we³nianych zwijanych czapekgilgitówek (choæ pochodz± z Afganistanu taka nazwa w Polsce siê przyjê³a), zawojów turbanów, bia³ych, czasem
kolorowych i zdobionych krymek w zale¿no¶ci od regionu pochodzenia w³a¶ciciela.
https://lh5.googleusercontent.com/-rWXFgax4Sfc/SavnrF6VzfI/AAAAAAAADL0/xe8kr7fu6oo/s910/gulmit2007_214.jpg
Odpoczywaj±cy pielgrzym w meczecie w Lahore
https://lh6.googleusercontent.com/-9p7PnPeTKQ/SavnxkO8mBI/AAAAAAAADMo/HJe3OVM_DQE/s910/gulmit2007_220.jpg
Bezdomni na ulicach Delhi
***
Jedziemy wynajêtym klimatyzowanym vanem szar± wstêg± motorwayu nr 2 w kierunku Islamabadu. Trzy pasy równego
betonu przecinaj± równinê Pend¿abu i pagórki wschodniej czê¶ci Gór S³onych. W Polsce nie ma takich motorwayów. Ale w
Polsce nie ma te¿ Karakoram Highway. To druga strona medalu pod tytu³em Drogi w Pakistanie. Pod wzglêdem
jako¶ciowym ta gorsza, pod wzglêdem krajobrazowym nie ma sobie równych. Pakistañczycy mówi± o niej ósmy cud
¶wiata, ja twierdzê, ¿e pierwszy. W Besham, w po³owie drogi do Gilgit, zatrzymujemy siê na krótki nocleg. Nastêpnego
dnia przed samym Gilgit trafiamy na burzê piaskow±. W Gilgit dowiadujemy siê, ¿e w Besham i w Chilas Karakoram
Highway po nocnych i porannych opadach, zaraz po naszym przeje¼dzie, zjecha³a z b³otnymi lawinami do Indusu. I to
jest ta ciemna strona medalu. Nied¼wied¼ (Marcin Sz.) twierdzi, ¿e ka¿dy powinien raz w ¿yciu przejechaæ Karakoram
Highway. I tylko raz wracaæ powinno siê samolotem. Ja ju¿ jadê têdy licz±c równie¿ powroty pi±ty raz. Allah jest
³askawy.
https://lh3.googleusercontent.com/ySrgNWPBU90/Savmp6CIP1I/AAAAAAAADG0/TrQfbZDETRc/s910/gulmit2007_175.jpg
"Motorway" miêdzy Islamabadem a Lahore
https://lh3.googleusercontent.com/vaQuZqQ9gGk/SavjpKw72hI/AAAAAAAAC1A/qFsmMyrW5BM/s910/gulmit2007_030.jpg
KKH
https://lh5.googleusercontent.com/-qzTABxiRmaE/Savjsw0uouI/AAAAAAAAC1Y/tFb4G1fOCIA/s910/gulmit2007_033.jpg
KKH
https://lh6.googleusercontent.com/-ydjEWFBZctc/SavjviM46XI/AAAAAAAAC1o/Dclfou2JW9Y/s905/gulmit2007_035.jpg
KKH
***
W Gilgit robimy jednodniow± przerwê na zakupy u zdziercy, którego w tamtym roku z Kub± Hornowskim nazwali¶my
Zdzierc± bierzemy chiñsk± porêczówkê, epi-gaz, puchówki po 10 dolców i parê innych szparga³ów oraz sprzêt
kuchenny do bazy, ¿arcie i plastikowe barele dla tragarzy (to ju¿ w innych sklepach). Gilgit to najwiêkszy bazar w
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
okolicy (w szeroko pojêtej okolicy), tu praktycznie jest wszystko oprócz ksi±¿ek.
Rafa³ odpoczywa po dniu spêdzonym w ³ó¿ku w otoczonym zieleni± hotelu Madina, gdzie gospodarzem jest
sympatyczny Mr. Yaqoob, Rafa³ czuje siê du¿o lepiej. W Madina spotykamy trzech ch³opaków wybieraj±cych siê na
Purian Sar North brytyjczyk zostawi³ im baga¿e w Londynie i& zostawi³. Czekali nañ 5 dni i siê nie doczekali.
Ostatecznie po naszym faksie do Islamabadu baga¿e wróci³y do Polski, a ch³opcy po¿yczali podstawowy szpej od
krakowskiej wyprawy na Kampire Dior, która w³a¶nie wróci³a z gór. Mam nadziejê, ¿e dostan± bycze odszkodowanie od
British Airways za taki numer.
https://lh5.googleusercontent.com/xHXNTBi5dUo/SavjrQDgJhI/AAAAAAAAC1Q/uMpQuQJjuS4/s910/gulmit2007_032.jpg
Przepak w Medina Guest House, niestety - prawdopodobnie ju¿ nieistniej±cym.
***
Zaraz za Hunz± (Karimabadem), przy samej Karakoram Highway, za kolczast± siatk± odgradzaj±c± od drogi ogl±damy
naskalne graffiti wyryte kilkaset (kilka tysiêcy?) lat temu prymitywn± rêk±. Tylko Rafa³ nie wychodzi z vana, znowu ma
siê kiepsko mêcz± go ci±g³e zmiany upa³-klima. Ponownie mocno gor±czkuje. Wieczorem po przyje¼dzie do Gulmit
po telefonicznych konsultacjach z lekarzem w Polsce decydujemy siê podaæ mu mocn± dawkê dwóch antybiotyków, która
po paru dniach postawi go na nogi.
Odprawiamy kierowcê vana, pocz±tkowa kwota 400 dolarów uros³a w miêdzyczasie o 65 dodatkowych zielonych
banknotów, o co mamy pretensje do towarzysz±cego nam w charakterze nieoficjalnego prywatnego oficera ³±cznikowego
i kucharza bazowego, Karima. Karim jest m³ody i trochê mu siê wydaje, ¿e jest nie tyle w pracy, co na wakacjach
podczas do¶æ ostrej rozmowy ustawiamy go do pionu. Na tyle skutecznie, ¿e kolejnego dnia jest potulny jak baranek i a¿
do przesady us³u¿ny a¿ mi go momentami ¿al, ale musimy byæ twardzi, bo inaczej wejdzie nam na g³owy. Nastêpnego
dnia odwiedzam starych znajomych z Gulmit; Ibrahima, który ma nam zmontowaæ ekipê tragarzy, oraz wizytujê
kilkusetletni, znajduj±cy siê w najstarszej czê¶ci Gulmit, tradycyjny dom Dolat Nazara, jednego z tragarzy. Oczywi¶cie
poczêstunki, fantastyczna lokalna wy¿erka miêdzy innymi wspania³y d¿em z morwy (w tamtym roku by³ równie
pyszny z moreli, ale teraz na morelowy jeszcze za wcze¶nie).
Okazuje siê, ¿e nie wyjdziemy tak jak planowali¶my ani 10, ani 11 lipca, bo jest ¶wiêto z okazji 50-lecia Pakistanu, VIPy, fanfary, tañce, hulanki, ochrona i nikt siê nie ruszy do góry. Robimy sobie dzieñ aklimatyzacji wychodz±c we trójkê
(Ada¶, Bartek i ja) w kierunku bazy na Rajab Hill, na jakie¶ 3900m, Rafa³ le¿y w hotelu. Najbli¿sze kilka dni spêdzi na
razie na dole, a jak siê poczuje lepiej, dojdzie do bazy ko³o 18-ego.
https://lh6.googleusercontent.com/-IGs7wt4mbFY/SavkXXA1lNI/AAAAAAAAC5I/xlRTne1to4A/s905/gulmit2007_063.jpg
Gulmit - bêdzie impreza
https://lh6.googleusercontent.com/WvPwji8FrLQ/SavkZ69DQMI/AAAAAAAAC5Y/DxsC2GLPG0M/s909/gulmit2007_065.jpg
Panny siê stroj± - tatua¿e z henny
https://lh3.googleusercontent.com/QnqisDGQxU8/SavkVonJNyI/AAAAAAAAC5A/MuFU87_Z0fk/s905/gulmit2007_062.jpg
Ch³opcy z ferajny
https://lh6.googleusercontent.com/-LrJLIttr1NY/SavkUZJtrMI/AAAAAAAAC44/Au3CJWBAgtI/s905/gulmit2007_061.jpg
Wizyta u starych znajomych w 700-letniej cha³upie
https://lh6.googleusercontent.com/pXH6hkVZz2o/SavkcOgydPI/AAAAAAAAC5o/iV2Okq7VZmo/s909/gulmit2007_067.jpg
Nieistniej±cy obecnie most w Gulmit (zalany i zerwany przez powsta³e na skutek gigantycznego obrywu jezioro Attabad)
***
W bazie, po ca³ym dniu ³adnej pogody podczas podej¶cia, wita nas deszcz. Jak siê pó¼niej oka¿e to pocz±tek
d³ugiego za³amania pogody. Wielkimi krokami zbli¿a siê monsun, który, jak s±dzi³em, zatrzymuje siê na olbrzymach
le¿±cych od nas daleko na po³udniowy wschód Nandze Parbat, Rakaposhi, Ultarze. Tegoroczny jednak upar³ siê
zawitaæ w nasze okolice, co wed³ug jednych podobno jest ewenementem, a wed³ug drugich normalne. Przez kolejne
dwa tygodnie pobytu w górach bêdziemy mieli cztery dni w miarê ³adnej pogody. Poza tym deszcz, rzadziej ¶nieg.
https://lh6.googleusercontent.com/MQoIaqHQ77g/Savk5l2EAPI/AAAAAAAAC8M/FSROiH39z9c/s906/gulmit2007_087.jpg
Baza za³o¿ona
https://lh5.googleusercontent.com/-AGpTAN-iCSo/Savk8SHkV9I/AAAAAAAAC8g/tmTeAhEk9ik/s909/gulmit2007_090.jpg
Niestety monsun
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Kolejnego dnia rano ju¿ mocno pada, Karima boli g³owa, wiêc nazajutrz wyrzucamy go do Gulmit (baza jest na 4200m,
Gulmit na 2500m, a podeszli¶my w jeden dzieñ), w bazie zostaje jego pomocnik, m³ody Aziz. A my wyruszamy na
rekonesans na lodospad. Konfiguracja seraków zupe³nie inna ni¿ w tamtym roku, dwa Wisz±ce G³azy ju¿ nie wisz±,
tylko le¿± kilkadziesi±t metrów ni¿ej, olbrzymi, wielko¶ci kamienicy G³az z Kresk± stoi przechylony o 90 stopni, lewa
strona lodospadu nie do poznania. Za to mniej siê sypie kamieni nie ma takiego bombardowania, jak w zesz³ym roku.
Dochodzimy prawie do koñca lodospadu, przekonani, ¿e to jest to chyba znale¼li¶my przej¶cie. Wracamy do bazy w
opadach ¶niegu z deszczem, z lekkim bólem g³owy. Po drodze przez radio od Karima dowiadujemy siê, ¿e w bazie by³
Rafa³, ale na szczê¶cie zszed³ do Gulmit tego samego dnia ci±gle jest na antybiotykach. Przynajmniej zrobi³ wstêp
aklimatyzacyjny.
https://lh3.googleusercontent.com/-7RMMIieE8Ss/Savk-dL602I/AAAAAAAAC80/1GZuhwhiS_Q/s909/gulmit2007_092.jpg
I tak ju¿ bêdzie ca³y czas
https://lh3.googleusercontent.com/-mjMNgD-Kpmw/SavlDxRAqCI/AAAAAAAAC9c/afN6OIny5-g/s909/gulmit2007_097.jpg
Ruszamy na lodowiec
Nastêpnych klika dni mija nam a to na czytaniu ksi±¿ek, a to na transporcie szpeja przez lodospad na lodowiec, a to na
Polaków nocnych rozmowach o polityce, ¶wiatopogl±dzie, dupie Maryny, wspinaniu. Nostalgiczna pogoda nastraja do
têsknoty za rodzinami. Przychodzi do bazy Karim z Rafa³em, ca³kiem nie¼le siê ju¿ czuj±cym.
Wieczorem w przykrytej plandek± bazowej kuchni Karim dostaje bojowe zadanie: ma graæ. Na fujarce, to odstrasza
chmury.
***
Podczas jednej z wycieczek przez lodospad uparli¶my siê z Adamem zrzuciæ oko³o tonowy g³az wisz±cy na seraku nad
naszym przej¶ciem po pó³godzinnym wysi³ku, podkopywaniu, rzucaniu w niego innymi, mniejszymi g³azami,
rozruszaniu, kiedy ju¿ niemal wyczerpani padamy na lodowcowy szuter ostatnim pchniêciem w koñcu siê udaje. I
mamy to na video ;)
https://lh6.googleusercontent.com/-tmKrzs56_gY/SavlGi2U5oI/AAAAAAAAC9s/yXZDaW3sxNY/s910/gulmit2007_099.jpg
Na lodowcu
W koñcu pakujemy ostatni szpej i ostatecznie ruszamy na lodowiec nastêpnego dnia ju¿ z zamiarem akcji w kuluarze i
w kopule szczytowej. Mamy nadziejê na piêkn± pogodê i rzeczywi¶cie od rana upa³. Decydujemy siê biwakowaæ
przy Trzech G³azach w ¶rodkowej partii kuluary ni¿ej ni¿ w tamtym roku ze wzglêdu na aklimatyzacjê. Kolejny biwak
(dwie noce) planujemy na prze³êczy, a potem czas na ostatni± czê¶æ naszej wie¿y turniê szczytow±.
https://lh4.googleusercontent.com/-DTsLDUkjysA/SavlJJIAUgI/AAAAAAAAC98/1DPzDY4ENiI/s910/gulmit2007_101.jpg
Na lodowcu
https://lh3.googleusercontent.com/-o32uEY5s7YM/SavlZsvpI0I/AAAAAAAAC_U/ZguMa-GNy0k/s910/gulmit2007_116.jpg
Poranek przed atakiem
W kuluarze lodowa rynna, wzd³u¿ której wspinali¶my siê z Kub± zesz³ego roku (i która, jak my¶la³em, powsta³a na
skutek lawin), kipi szaleñczo rw±cym potokiem wody, rzek³bym ma³± rzek±. Wpadniêcie w objêcia jej nurtu podczas
jej przekraczania (robili¶my to w dwóch miejscach) grozi momentalnym utopieniem siê. Od czasu do czasu przelatuje
nad naszymi g³owami jaki¶ kamieñ, czasem niebezpiecznie blisko.
https://lh6.googleusercontent.com/-Y1enSZBHeIg/Savlfxhf8RI/AAAAAAAAC_0/YPajSoir9ec/s640/gulmit2007_120.jpg
W kuluarze
Do Trzech G³azów dochodzimy oko³o 15-ej osi±gamy wysoko¶æ 5150m wed³ug GPS-a(2).
Ja z Adamem nocujemy na najwy¿szym, po¶redni siê nie nadaje, Bartek z Rafa³em zamieszkuj± najni¿szy. Oba
skrajne o tyle siê nadaj±, ¿e mamy po kilkana¶cie centymetrów kwadratowych na pó³dupek. W nocy okropnie marzniemy
prawdopodobnie jest to reakcj± na przegrzanie organizmów w ci±gu dnia. Siadamy oparci plecami o siebie. Adam ma
k³opoty z zasypianiem.
https://lh4.googleusercontent.com/-NljHwUnP9yU/Savlgy_Rc5I/AAAAAAAAC_8/2fv0ZUO7Cw4/s640/gulmit2007_121.jpg
Biwak na Trzech G³azach w kuluarze
Mazeno, ja to ci zazdroszczê. Ty by¶ nawet w piekle zasn±³ i jeszcze by¶ Lucyferowi poduszkê zabra³ mruczy. Fakt,
¿e bez wzglêdu na warunki sypiam betonowo.
Budzimy siê ko³o czwartej. Dooko³a chmury, zaczyna padaæ deszcz. Boimy siê sytuacji, w której bêdziemy czekaæ
d³ugie dni na prze³êczy odciêci zagro¿eniem lawinowym w kuluarze jak Francuzi prawie dwadzie¶cia lat temu.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Decyzja jest ciê¿ka, ale jednomy¶lna zje¿d¿amy. Je¶li pogoda pozwoli wrócimy tu znowu jutro, mo¿e pojutrze.
***
Ani jutro, ani pojutrze, ani kolejnego dnia. Deszcz mêczy nas kolejn± dobê, zaczynamy reagowaæ puszczaj± nam
nerwy, co skutkuje lekkimi awanturami o byle co. Ani chybi siada psycha. W dodatku Rafa³ podczas zej¶cia
przypadkiem poci±gniêty przez Adasia pechowo skrêci³ nogê, co wy³±cza go z dalszej akcji. Ale dalszej akcji ju¿ nie
bêdzie deszcz goni nas do bazy po kilku dniach bezczynno¶ci definitywnie koñczymy akcjê, mocno zawiedzeni
pogod±. Koñczy nam siê jednak czas i wiemy, ¿e na kolejny atak ju¿ nie mamy szans. A Karim ma przer±bane
dajemy sobie ³by poucinaæ, ¿e nie gra³ na fujarce.
https://lh3.googleusercontent.com/-Kai_EufPGUY/SavlkXaq1tI/AAAAAAAADAc/RxW-hB82kDc/s910/gulmit2007_125.jpg
Efekty walki na lodospadzie
https://lh3.googleusercontent.com/-5MBx7l1vRfI/SavlnOw7DeI/AAAAAAAADAs/a0RjkbddT-A/s910/gulmit2007_127.jpg
Przeja¶nienia
https://lh3.googleusercontent.com/-ISv96GlUebQ/Savlnt-xq1I/AAAAAAAADA0/wUW3YH5Q-Qs/s910/gulmit2007_128.jpg
Smutek i nostalgia z powodu pora¿ki
***
Po zej¶ciu z bazy czeka nas w Gulmit jeszcze dzieñ odwiedzinowo-wy¿erkowy. Najpierw u rodziny Karima, potem u
Ibrahima. Ghoost-e qam, kurczak w sosie, wo³owina w sosie, gral muska (rodzaj ciapatów ze sma¿onym mas³em),
ziemniaki duszone ze ¶wie¿± papryk± chili, mieszanka duszonych warzyw, ciapaty, dal (soczewica), czarna herbata,
zielona herbata, górska herbata (z lawendy?), czaj (z mlekiem), putok (wspania³y chleb z Hunzy). Pe³en wypas,
fantastyczne jedzenie, ale jak tak± ilo¶æ wytrzyma³y nasze ¿o³±dki do dzi¶ siê zastanawiam.
Nastêpny dzieñ ch³opcy spêdzaj± na krótkim treku na lodowcu Passu, ja w³óczê siê z Ibrahimem po Gulmit próbuj±c
sprzedaæ rzesztki szpeju kuchennego, barele i liny. Po drodze wstêpujemy do muzeum, w którym mijamy siê z jak±¶
westowsk± rodzink± zwiedzaj±c± z w³asnym wynajêtym przewodnikiem. S³yszê dialog mniej wiêcej w tym stylu:
Apricot jam? Is this any special local dish? Can you arrange us it for tasting? Really? Is this very expensive?
No tak, biedacy, jedyny kontakt z prawdziw± kultur± wachañsk± maj± w muzeum, a z d¿emem z moreli dopiero po
zaaran¿owaniu za ciê¿kie dolary widzia³em cenê w menu naszego, do¶æ taniego hotelu Gulmit Continental, oni
mieszkali w drogim Marco Polo Inn. Nie wiem, ile bym musia³ zap³aciæ za te ilo¶ci przetworów, którymi objada³em siê u
Ibrahima czy w innych tutejszych domach, pewnie nie starczy³oby bud¿etu wyprawy. Za ³y¿eczkê (sic!) chuwan-e tail
(oliwy z moreli) w tym¿e hotelowym menu sta³o jak byk: 60 rupii. Równo jeden amerykañski dolar. Za dwuosobowy pokój
za nockê p³acimy tylko 200 rupii. A mnie zarz±dzaj±cy naszym hotelem Zahir Shah podarowuje charh bezcenny
zabytkowy ko³owrotek. Zatyka mnie ze wzruszenia i nie wiem co powiedzieæ.
https://lh3.googleusercontent.com/OA3sm9V8q2U/Savl4NOPeNI/AAAAAAAADCM/qV5QbDrMzHw/s910/gulmit2007_138.jpg
W 700-letniej cha³upie Dolat Nazara, z prawej Ibrahim Abdul Raza, nasz zesz³oroczny "kucharz" i sirdar w jednej osobie
***
Pokonanie 2000km z Gulmit do Delhi tym razem tanimi lokalnymi ¶rodkami transportu zajmuje nam kolejny tydzieñ po
drodze zaliczamy sprzeda¿ rzesztek powyprawowych w Gilgit za ca³kiem niez³± kasê (a ju¿ mieli¶my oddaæ za pó³
darmo), sza³ zakupów na bazarze, nocne postoje w zepsutym autobusie w okolicach Kohistanu (tereny do¶æ czêsto
odwiedzane przez Talibów) i blokadê Karakoram Highway przez dwie, wykonuj±ce dziwne figury, ciê¿arówki.
Odwiedzamy fort w Lahore i Taj Mahal w Agrze oba niestety smutne, ponure i wilgotne. Adam z Rafa³em s± w Agrze
pierwszy raz, ale i tak Taj robi na nich niesamowite wra¿enie. Ja go ju¿ widzia³em 10 lat temu podczas przepiêknego
wschodu s³oñca teraz jestem mocno zawiedziony. Jedynego kolorytu dodaje przewijaj±ca siê tu i ówdzie grupka
Hindusów w pomarañczowych wdziankach.
https://lh3.googleusercontent.com/-88sCVu_T210/T05dra0fO0I/AAAAAAAAUJw/q0fBxloR_IU/s900/indie_068.jpg
Nacjonali¶ci hinduscy w pomarañczowych wdziankach pod Taj Mahalem
***
Po powrocie do kraju odbieram maila od Kuby Ga³ki z wyprawy na Purian Sar North w Kohistanie dwóch kolesi z
ka³achami wywlek³o wszystkich pasa¿erów z autobusu, przystawili im lufy do g³ów i zabrali ca³± kasê.
***
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Halo, no cze¶æ, Horno, wróci³em. Urobili¶my ledwo po³owê z tego, co w zesz³ym roku. Cztery dni s³oñca tylko by³o.
Wiesz co, Kuba, zostawiam ci t± górê, ja spêdzam kolejne wakacje na Goa gor±ca pla¿a, s³oñce, palmy, piasek,
mahoniowe kelnerki i drinki z parasolkami. Jak prawdziwy sahib. I nikt mi nie wmówi ¿adnego pieprzonego romantyzmu
gór. ¯adne tam lody, ska³y i ¶niegi. Niech siê mocniejsi ode mnie mêcz±. Salam alejkum, kole¶.
-1 Mam nadziejê, ¿e Adam Skoczylas nie obrazi siê za podkradniêcie tytu³u ;)
2 Wszystkie nasze zesz³oroczne pomiary z nieskalibrowanego altimetru w zegarku Kuby s± zdrowo zani¿one ¶rednio o
oko³o 200-250m. Tak wiêc prze³êcz jest prawdopodobnie na ok. 5500-5600m.
--============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 18:28
_____________________________________
wracamy do nepalu.
tym razem tekst zwiazany z konkretnymi ujeciami, wiec zdjecia zalaczam od razu.
--"Wielu przybywa i patrzy, niewielu przybywa i widzi."
Dawa Tenzing Sherpa
Migawki z Shangri-La.
https://lh3.googleusercontent.com/-DSdmf5e13lk/Tz2tkxle1RI/AAAAAAAAHAM/lq0_60kiJkg/s640/nepal_01_071.jpg
Jako ostatni siadam na przedniej kanapie po lewej stronie obok kierowcy i powoli opuszczamy Tribhuvan International
Airport st³oczeni z wielkimi plecakami w niewielkim, o typowo mikrych azjatyckich rozmiarach, busiku kieruj±cym siê na
Thamel, do hotelowej dzielnicy stolicy Nepalu. Kathmandu wita nas upa³em gor±cej tutaj wiosny, po³owa marca to tak
jak w Europie ¶rodek lata. Chwilê jedziemy po szerokiej obwodnicy Ring Road, tr±bi±c ostrzegawczo na jeszcze
mniejsze od naszego pojazdy: trójko³owe, czarno¿ó³te autoriksze, niewiele wiêksze od nich niebieskie tak zwane
tempos, kursuj±ce po okre¶lonych trasach gdy siê zape³ni± kilkunastoma pasa¿erami, oraz zwyk³e riksze rowerowe,
czêsto ob³adowane setkami kilogramów ³adunku lub gromadk± dzieciaków, kierowane lub popychane przez wiecznie
zmêczonych i niedospanych bezdomnych riksiarzy, z regu³y spêdzaj±cych noce pod baldachimami swych riksz. Na
nas z kolei tr±bi± rycz±ce wielkimi dieslami, kopc±ce na czarno z rur wydechowych ogromne autobusy i ciê¿arówki
indyjskiej marki Tata, ozdobione kolorowymi falbankami, hinduistycznymi minio³tarzykami i cytatami z Ramajany oraz
charakterystycznymi angielskimi napisami z ty³u samochodu: HORN PLEASE. Proszê tr±biæ, bo na ulicach panuje
prawo d¿ungli, wiêkszy ma pierwszeñstwo, mo¿e nie zauwa¿yæ maleñstwa. Wiêc tr±bi± na potêgê wszyscy: grzmi±
basowe klaksony trucków, trzeszcz± modulowane tr±bki autobusów, g³o¶no brzêcz± klaksoniki autoriksz, nawo³uj± lub
ostro gwi¿d¿± riksiarze rowerowi. Zje¿damy w jakie¶ boczne uliczki, ca³kiem w±skie, lawiruj±ce miêdzy zruinowanymi
kamieniczkami, bierzemy ostry zakrêt i wje¿d¿amy znowu na g³ówn± ulicê wprost przed mostem przebiegaj±cym nad
¶wiêt± rzek± Bagmati. W dzielnicy Gyaneshwar obje¿d¿amy le¿±c± na ¶rodku ulicy porzucon± skrzyniê biegów, na
Naxal mijamy ukryt± po prawej stronie za wysokim parkanem siedzibê króla, chwilê stoimy w korku na rondzie przy
Kantipath, zaraz za rondem zwalniamy przy parkanie, na którym wisz± wielkie kolorowe chusty. Jeste¶my na Tridevi
Marg, tu zaczyna siê Thamel. Ca³kiem spu¶ci³em szybê i próbujê z³apaæ trochê ¶wie¿ego powietrza, co w
dzisiejszym dniu w ¶rodku zat³oczonego miasta jest z mojej strony rzecz± tyle beznadziejn± co nierozs±dn±. Skrêcamy
na Jyatha i niespodziewanie dostajê prosto w twarz kolorow± farb±. Holi! ¦wiêto kolorów, co¶ jak u nas dyngus, o tyle
ciekawsze, ¿e zamiast zwyk³ej wody Nepalczycy u¿ywaj± trudno zmywalnych barwników. Zanim zd±¿y³em zasun±æ
szybê ju¿ ca³y by³em kolorowy.
https://lh4.googleusercontent.com/-GkXp19g1QHM/Tz2tWm1wpKI/AAAAAAAAG_0/3fMeX1rZc7c/s900/nepal_01_065.jpg
Od kilkudziesiêciu minut pocê siê w po³udniowym s³oñcu na placu Taumadhi Tole w Bhaktapurze. Ci±gle siedzê
na tym samym miejscu naprzeciw ogromnej ¶wi±tyni Nyatapola, piêciodachowej pagody, jednej z najwiêkszych w
dolinie Kathmandu. Wznoszony tysi±cami par nóg kurz miesza siê z gwarem miasta. Krêci sie tu tylu ludzi, Nepalczyków i
westmanów, ¿e trudno z³apaæ odpowiedni moment. Obserwujê go i ca³y czas czekam. On sam zreszt± nie siedzi w
miejscu. Ciekawa, nietypowa jak na Azjatê, ale jednocze¶nie pomarszczona mocnym s³oñcem twarz, krótko ostrzy¿one
siwe w³osy, ostre, jakby wykute w marmurze rysy, wzrok zdecydowany ale nieobecny, wpatrzony w przestrzeñ,
wyra¼nie dumny i trochê jakby sceptyczny. Ten cz³owiek jest zupe³nie niepodobny do ¿adnego z tych wêdruj±cych,
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
wiecznie naæpanych haszyszem, d³ugow³osych pielgrzymów Sadhu z g³upkowatym u¶miechem cwanego ¿ebrakabogacza naci±gaj±cego na "bakshish" ka¿dego napotkanego bia³ego. Niepodobny jest do brudnych tybetañskich
mnichów, bezmy¶lnie klepi±cych pod nosem obowi±zkowe modlitwy "Om mani padme hum", przebieraj±cych w palcach
du¿e koraliki buddyjskich ró¿añców, niepodobny do ciemnoskórych, g³o¶no zachwalaj±cych swój towar i wiecznie
targuj±cych siê ulicznych handlarzy owocami czy no¿ami Kukhri dla turystów. Ubrany bardzo schludnie, choæ w rzeczy,
które swoj± ¶wietno¶æ dawno zapomnia³y, trochê w europejskim stylu - granatowa koszula i d³ugie drelichowe spodnie.
Na pierwszy rzut oka nie pochodzi z ¿adnego z hinduskich ani tybetañskich plemion. Wydaje siê, ¿e to czystej krwi
Newarczyk, potomek staro¿ytnego plemienia z doliny Kathmandu. Chodzi po placu, graj±c na drewnianej piszcza³ce
jakie¶ proste lecz wpadaj±ce w ucho melodie, jednocze¶nie d¼wigaj±c kilkadziesi±t innych piszcza³ek sprytnie
umocowanych na bambusowej tyczce, ale nie narzuca siê z tym swoim towarem nikomu. Fujarki tworz± kolczasty
bukiet rzucaj±cy handluj±cemu grajkowi pasiaste cienie na twarz. W³a¶nie na jedno takie ujêcie cierpliwie czekam w
tym upale.
https://lh6.googleusercontent.com/-gGBz3afdK20/Tz2rUc7rE1I/AAAAAAAAG8M/4wpCpIPsaIk/s640/nepal_01_008.jpg
Miasto ju¿ dawno ¶pi. Tylko gdzie niegdzie w odleg³ym zau³ku w dzielnicy Chhetrapati zaszczeka jaki¶ bezdomny i
g³odny pies, za dnia przeganiany od porozrzucanych na ulicach ¶mieci przez ludzi, ¶wiête krowy a nawet
wszêdobylskie, równie¿ ¶wiête, ma³py makaki. Choæ pies dla hinduistów jest zwierzêciem nieczystym, na ulicach i
placach miast czasem mo¿na spotkaæ przemykaj±ce siê chy³kiem ca³e ich watahy, walcz±ce miêdzy sob± o
po¿ywienie na ¶mieræ i ¿ycie, jak gangi wielkich miast zachodu po¶ród wysokich biurowców. Tymczasem wiêkszo¶æ z tych
psich hord ukry³a siê na jakich¶ podwórkach, ¿eby przeczekaæ nerwowym snem kolejn± noc. Zgni³e resztki owoców i
warzyw, podarte tekturowe kartony, plastikowe butelki i wszelakiego innego rodzaju sterty ¶mieci, zalegaj±ce za dnia na
bazarowych ulicach, pó¼nym popo³udniem zosta³y spalone lub uprz±tniête i teraz psy co najmniej a¿ do nastêpnego
popo³udnia nie bêd± mia³y siê ju¿ czym po¿ywiæ. Porz±dków dokoñczy³a krótka lecz gwa³towna wieczorna burza,
sp³ukuj±c z miasta kurz. Po ulicy odchodz±cej z placyku Asan Tole rozchodzi siê cz³apanie jakiej¶ cierpi±cej na
bezsenno¶æ ¶wiêtej krowy, pielgrzymuj±cej od malutkiej ¶wi±tyni Annapurny w kierunku placu Durbar le¿±cego w
centrum królewskiego miasta Kathmandu. Gdzie¶ z oddali dochodz± do mnie st³umione ludzkie g³osy, prawdopodobnie
¿o³nierze Gorkha strzeg±cy wej¶cia do Pa³acu Królewskiego rozmawiaj± miêdzy sob±. Usadowi³em siê na stopniach
podstawy ¶wi±tyni Mohan Narayan w zachodniej czê¶ci placu i próbujê ustawiæ aparat do nocnego zdjêcia wielkiej,
trzypiêtrowej, siedemnastowiecznej pagody Maju Deval, tajemniczo o¶wietlonej od strony Pa³acu reflektorem
zas³oniêtym przez malutk±, pochy³±, ¶nie¿nobia³± sikharê Kam Dev. Nagle zrobi³o siê zupe³nie cicho, ¶wiêta
krowa przesta³a cz³apaæ, mo¿e znalaz³a jaki¶ wygodny k±t na noc, pies ju¿ nie szczeka, ¿o³nierze prawdopodobnie
rozeszli siê i w milczeniu pal± nepalskie papierosy biri. W porównaniu do codziennego turystyczno-bazarowego gwaru na
Durbar, który zabija jak±kolwiek mo¿liwo¶æ skupienia siê po¶ród kilkudziesiêciu stoj±cych na placu ¶wi±tyñ, teraz zrobi³a
siê g³ucha cisza, a¿ w uszach piszczy. Jest niemal mistycznie. D³ug± chwilê powstrzymujê siê przed zwolnieniem
migawki, która przerywaj±c t± ciszê zabrzmia³a jak wystrza³.
https://lh5.googleusercontent.com/-kYfOaHr8nd8/Tz2rmzWUU8I/AAAAAAAAG80/8-vThK6lIII/s900/nepal_01_017.jpg
Pashupatinath. Straszliwa nazwa. Straszliwe miejsce najstraszliwszego wcielenia najstraszliwszego boga. Pashupathi to
najgro¼niejsza odmiana Shiwy, hinduskiego boga zniszczenia. Tu koñczy siê czê¶æ drogi, któr± ka¿dy hinduista
pod±¿a, tu nastêpuje przej¶cie w nastêpne wcielenie, reinkarnacja w inn± postaæ ¿ycia lub rzadziej, ostateczne
odej¶cie w nirwanê, szczê¶liwy niebyt. Dla id±cych w³a¶ciw± ¶cie¿k± to miejsce gdzie odradzaj± siê w osobie
bli¿szej nirwany, dla niegodnych to miejsce, gdzie zaznaj± jeszcze gorszego ¿ycia w kolejnej postaci. Miejsce, gdzie
materialne cia³o ulatnia siê z dymem, gdzie dusza uchodzi z cz³owieka uwolniona przez szparê w roz³upanej
czaszce, a pozosta³e po ceremonii prochy sp³ywaj± z leniwym nurtem ¶wiêtej rzeki Bagmati pomiêdzy dokonuj±cymi
rytualnych k±pieli lud¼mi. Przybywaj±cy tu ze spokojnego azylu turystycznej enklawy Kathmandu, hoteloworestauracyjno-sklepowej dzielnicy Thamel, tury¶ci traktuj± to sacrum jako kolejn± egzotyczn± ciekawostkê wart±
zaliczenia, po czym szybko st±d uciekaj± niezdolni do wytrzymania unosz±cego siê w gor±cym powietrzu
niesamowitego, dusz±cego sw±du spalonych cia³ pomieszanego z dymem kadzide³. ¯aden z nich nie wytrzyma tu
wiêcej ni¿ kwadrans. Ma³o który targuje siê o cenê taksówki, chc±c jak najszybciej odjechaæ z tego miejsca. Wracaj±c
znad ghatów, stopni z platformami kremacyjnymi, które ci±gn± siê przez kilkaset metrów wzd³u¿ w±skiego i p³ytkiego
koryta ¶wiêtej a jednocze¶nie niesamowicie zanieczyszczonej rzeki, nie zwracaj± uwagi na kupieckie stoiska oferuj±ce
barwniki o ostrych kolorach u¿ywane do posypywania kremowanych zw³ok, girlandy jaskrawo¿ó³tych i czerwonych
kwiatów, wszelakie kadzid³a czy po prostu drewno do przygotowania stosu pogrzebowego. Uciekaj± do swoich
wygodnych pokoi hotelowych, do przytulnych restauracji i sklepów pe³nych rozmaito¶ci. Nie zwracaj± uwagi nawet na
rozwrzeszczane stado ma³p skacz±ce po z³otym dachu ¶wi±tyni. Tym bardziej nie zwróc± uwagi na siedz±cego pod
murem nêdzarza, wyci±gaj±cego do nich b³agalnie rêce. A niemy ¿ebrak krzyczy swoimi pomarczonymi d³oñmi.
Krzyczy w imieniu wszystkich odrzuconych, niedotykalnych i niewidzialnych. Chocia¿ on nie mo¿e mnie zobaczyæ, gdy go
fotografujê, to patrz± na mnie te rêce, a¿ mi ciarki przechodz± po plecach.
W tym momencie zachodzi s³oñce.
https://lh6.googleusercontent.com/-gYRRv7ygW5o/Tz2rvzZZOdI/AAAAAAAAG9I/yzN6imhNYF0/s640/nepal_01_022.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Otêpia³y szuraniem drogich zachodnich butów, du¿o tañszych azjatyckich sanda³ów i najtañszych, bo bosych stóp, t³um
mnichów, pielgrzymów i turystów monotonnie maszeruje szemrz±c "Om mani padme hum". Buddy¶ci, w wiêkszo¶ci
uchod¼cy z Tybetu, ale równie¿ Nepalczycy, Bhutañczycy czy Hindusi, nawiedzeni biali i zwykli, ciekawscy westmani.
Wszyscy tak samo beznamiêtnie wprawiaj± w ruch znajduj±ce siê w niszach pobielonego ogrodzenia m³ynki
modlitewne. Obok grubej, ci±gle paplaj±cej do nie wiadomo kogo Amerykanki z jednorazowym aparatem fotograficznym
na szyi, bezwstydnie obijaj±cym siê miêdzy jej wydatnymi i obwis³ymi piersiami, os³oniêtymi jedynie przez koszulkê
bez rêkawów, niewielki, lekko przygarbiony staruszek prowadzi kilkuletniego ch³opca, kandydata na mnicha. Mimo
popo³udniowego upa³u, jaki zwykle panuje o tej porze w Bodnath, obaj s± skromnie okrêceni w fa³dy lu¼nych, ale
ciê¿kich i niezbyt wygodnych, ciemnobordowo-pomarañczowych mnisich szat. Przy nich drobnymi kroczkami wêdruje
stara kobieta w kiedy¶ zapewne czarnej, a teraz po prostu bardzo brudnej, we³nianej sukmanie z grubym, kolorowym,
pasiastym fartuchem zawieszonym u pasa. Kobieta ma prymitywny z³oty kolczyk w nosie i dwa podobne, ozdobione
du¿ymi, nieoszlifowanymi turkusami, w uszach. Jedn± rêk± z wpraw± i wieloletnim do¶wiadczeniem przesuwa do¶æ
szybko w palcach wielkie korale buddyjskiego ró¿anca. Drug± porusza drewniany, zdobiony w litery modlitw m³ynek, do
którego przymocowany jest na ³añcuszku kawa³ek metalu, sprytnie pomagaj±cy za pomoc± si³y od¶rodkowej utrzymaæ
m³ynek w ci±g³ym obrocie. Wewn±trz drewnianego walca równie¿ znajduj± siê, wypisane na ma³ych zwojach,
modlitwy. Jeden obrót - jedna modlitwa idzie w ¶wiat. Za nimi dziarsko maszeruje ca³a rodzina szerpañska: niem³ody
ju¿ ojciec, poszarpana ciê¿k± prac± matka i gromadka bosonogich maluchów z brudnymi, obsmarkanymi, ale
zaciekawionymi buziami. Odziany w pomarañczowo-¿ó³to-szare szaty mnich-pielgrzym, z drewnianymi klapkami na
nogach i rêkach, wykonuje kolejny z jedenastu tysiêcy stu jedenastu posuwistych pok³onów, z ka¿dym odmierzaj±c
d³ugo¶ci± swojego cia³a kolejny odcinek pokonanej drogi w kierunku zbawczej nirwany, wyrywaj±cej go z kolejnego
materialnego wcielenia. Ca³y ten ró¿norodny, brudny, kolorowy, ¶wiec±cy gdzie niegdzie ³ysinami wygolonych mnisich
g³ów, tysi±conogi ludzki stwór pe³znie wokó³ Bodnath, wype³niaj±c szczelnie kilkumetrowej szeroko¶ci chodnik pomiêdzy
orgomn± kopu³± stupy a otaczaj±cymi j± niezliczonymi sklepikami i klasztorami. Kucam po¶rodku id±cego t³umu
tworz±c wyrwê niczym samotny kamieñ wystaj±cy po¶rodku fal rzeki Kali Gandaki. Obserwujê siedz±cego równie¿ na
drodze id±cych ludzi, skupionego nad otwart± ksi±¿k± mnicha. Z niewielkiej odleg³o¶ci, ale na tyle dalekiej, ¿eby nie
przeszkadzaæ mu w rozwa¿aniach, kadrujê w my¶lach obrazek. W koñcu ruszam dyskretnie w jego stronê, ale jest tak
skupiony, a ja tak wtopiony w t³um, ¿e nie zauwa¿a jak siê za nim zatrzymujê. Przesuwa palcem po kartkach z
tybetañskimi znakami jakby nie istnia³o wokó³ nic. I zapewne dla niego nic wokó³ nie istnieje, ja równie¿, wiêc delikatnie,
ufaj±c, ¿e szuranie tysi±ca stóp i szemranie modlitw poch³onie odg³os migawki, nacikam spust.
https://lh4.googleusercontent.com/-kboUcTt_yFY/Tz2tgfPxHpI/AAAAAAAAHAE/j9EpLkxGm78/s640/nepal_01_069.jpg
Nie, nie dam ci stu rupii. Nie bêdê ciê fotografowa³, jak szczerzysz do mnie za¿ó³cone betelem zêby. W twoim
spojrzeniu nie ma nic z dziko¶ci nomady, w twoim spojrzeniu jest chytro¶æ dobrze prosperuj±cego przedsiêbiorcy.
Jedyne pielgrzymki jakie uprawiasz to te od turysty do turysty w pogoni za rupiami. My¶lisz, ¿e skoro ubra³e¶ siê w to
jaskrawo¿ó³te wdzianko, skoro najara³e¶ siê haszyszem i wzrok ci lekko b³±dzi, to bedziesz wdziêcznym obiektem
moich fotograficznych zainteresowañ, ale nie. Jeste¶ zbyt dobrze od¿ywiony na datkach od amerykañskich,
japoñskich i niemieckich zwiedzaczy, wygl±dasz na zadbanego, niemal utuczonego turystyk±, sta³ego bywalca tego
miejsca. Nie szele¶æ do mnie znanym ca³emu ¶wiatu charakterystycznym ruchem palców trzymaj±cych papierowe
banknoty, bo ode mnie nie dostaniesz nic za pozowanie. O, widzisz, ten facet w szortach, w ¶miesznym p³óciennym
kapelusiku, podnosz±cy pytaj±co brwi i zachêcaj±cy swoj± brzydk± i agresywnie wyszmikowan± laluniê do ustawienia
siê ko³o ciebie zapewne uszczê¶liwi ciê du¿ym bakshishem. A nie mówi³em? O, ju¿ masz te swoje "one albo nawet
two hundred rupies" i do niego mo¿esz skierowaæ swój nieszczery u¶miech. Bêdzie jeszcze bardziej szczê¶liwy jak
podniesiesz rêkê, o w³a¶nie tak, tak, wy¿ej trochê, dobrze teraz, w ge¶cie pozdrowienia. Bêdzie siê potem
wszystkim znajomym chwali³ egzotycznym spotkaniem ze ¶wiêtym mê¿em sadhu. Ja tymczasem dalej tu sobie
posiedzê i poobserwujê ciebie i twoich kole¿ków po intratnym ¿ebraczym fachu, ale na twoj± propagandê ¶wiêto¶ci
nie dam siê nabraæ, zdjêæ wam nie bêdê robi³. A gdyby¶ siedzia³ na moim miejscu to zapewne te¿ zobaczy³by¶
ró¿nicê miêdzy wami a tym samotnikiem ubranym jedynie w warstwê popio³u, te¿ ¿ebraj±cym, ale bez tego
natarczywego narzucania siê dewizowcom. Zobaczy³by¶ skromnego, zmêczonego wêdrówk± cz³owieka,
odpoczywaj±cego spokojnie miêdzy kamiennymi chyatas. Tych trzyna¶cie kapliczek z wizerunkiem lingi powinny byæ dla
ciebie i twoich kolesi miejscem ¶wiêtym, a robicie z niego miejsce handlu w³asn± religi±. Nie boicie siê, ¿e straszliwy
Pashupati spogl±daj±cy na to wasze kupczenie ze swej ¶wi±tyni z drugiej strony ¶wiêtej rzeki Bagmati, w której
obmywacie swoje cia³a z grzechów jednocze¶nie filuternie zerkaj±c w stronê szkie³ obiektywów, ¿e ten straszliwy
Pashupati, przed którym tutaj pada na twarz nawet sam król, pewnego poranka w¶cieknie siê i was st±d przepêdzi? I
wtedy zostanie tu niczym ostatni sprawiedliwy jedynie on, ten cichy cz³owiek o szarej skórze, patrz±cy w stronê ¶wi±tyni
tajemniczym spojrzeniem, jakby wiedzia³. I jedynie ten cz³owiek spo¶ród was wszystkich jest wart naci¶niêcia migawki.
https://lh6.googleusercontent.com/-2tO1Cmb2-10/Tz2xR7dhNpI/AAAAAAAAHHM/afub2im3qMg/s640/nepal_01_183.jpg
Powoli wygrzebujê siê z puchowego ¶piwora. Stoj±ca na ¶rodku sali metalowa "koza", która wieczorem, napchana
wysuszonym ³ajnem jaków grza³a tak, ¿e pomimo wielko¶ci pomieszczenia nie da³o siê wytrzymaæ z gor±ca, ju¿ od
kilku godzin nie daje ani trochê ciep³a. Mróz przeciska siê przez ¶ciany prymitywnej loggi zbudowanej z lu¼no
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
u³o¿onych kamieni. Za w±skimi oknami pierwsze oznaki krótkiego w Nepalu ¶witu. Ubieram gruby polar, biorê aparat i
wychodzê z sali, na której wszyscy jeszcze g³eboko ¶pi±, staraj±c siê nie skrzypieæ zanadto drewnian± pod³og± z
surowych desek. Zanim po chybotliwych schodach zszed³em na dó³ i wyszed³em na zewn±trz, w górnych partiach doliny
zrobi³o siê ju¿ zupe³nie jasno. Stojê na ³upkowatych p³ytach g³ównego traktu przechodz±cego miêdzy dwoma
rzêdami kamiennych domostw tworz±cych w±sk± uliczkê i jak urzeczony patrzê na niesamowity widok. Przede mn±
mroczny jeszcze, przejmuj±co zimny w±wóz o wysokich dwukondygnacyjnych, podziurawionych jaskiniami okien,
kamiennych ¶cianach. W±wóz lekko zakrêcaj±c ci±gnie siê przez oko³o kilkaset metrów w obie strony, wiêc nic w
najbli¿szej okolicy, co zak³óca³oby ten widok, nie widaæ. Jedynie na koñcu doliny horyzont zostaje naderwany
postrzêpion± grani± prawie siedmiotysiêcznej wysoko¶ci gro¼nego Numbura, z którego wierzcho³ka wieczne ¶niegi
rzucaj± o¶lepiaj±ce ¶wiat³o. Odruchowo mru¿ê oczy pomimo kilkunastokilometrowej odleg³o¶ci jaka dzieli mnie od
olbrzyma.
https://lh6.googleusercontent.com/-X0EI6L-1cAs/Tz20kkTK9WI/AAAAAAAAHNE/nBwKHCrwc7o/s640/nepal_01_277.jpg
Ju¿ dawno przesta³em liczyæ, który raz tego dnia wychodzê z sali ¶wietlicowej prymitywnej loggi, ¿eby zrzuciæ z nylonowej
pow³oki ¶wie¿o nasypan± warstwê ¶niegu. Bojê siê, ¿e mój namiot za³amie siê pod ciê¿arem miliardów ¶nie¿ynek.
Spêdzam w Sanktuarium kolejny dzieñ jedynie z kilkoma zmarzniêtymi Gurungami. Mniej wiêcej co pó³ godziny
przybywa kilkana¶cie centymetrów bia³ego puchu. Zanim skoñczê strzepywaæ ¶nieg z tropiku, nowa warstwa zaczyna
przyrastaæ tam, gdzie przed chwil± zaczyna³em. ¦nieg wali takimi ilo¶ciami, ¿e moje ¶lady z oddalonego o kilkana¶cie
metrów kamiennego schroniska, z którego przed chwil± wyszed³em, zgin± w ci±gu nastêpnych kilku minut, zreszt± i tak je
w tej ¶nie¿ycy ledwo mogê dostrzec. Samej loggi tym bardziej nie widzê, wiêc muszê siê ¶pieszyæ je¶li chcê wróciæ,
aby ogrzaæ siê przy prymitywnej lampie naftowej i nie zab³±dziæ przy okazji w drodze powrotnej. Gdy kilka dni temu
ubija³em w ¶niegu platformê i ustawia³em na niej namiot, ¿aden z Nepalczyków, opiekuj±cych siê przez wiêkszo¶æ
sezonu loggiami w Sanktuarium, nie przewidywa³ na najbli¿szy okres takich opadów. Nawet stary, do¶wiadczony, eks¿o³nierz Gurkha, który w¶ród gospodarz±cych tu Gurungów cieszy siê du¿ym szacunkiem i ma wyra¼ny pos³uch. Niebo
by³o czyste, bez jednej chmurki, pogoda jak ¿yleta, idealna do pow³óczenia siê po okolicy, s³oñce pali³o tak, ¿e
wydawa³o siê, i¿ w ci±gu trzech, czterech dni czterometrowa warstwa ¶niegu, powsta³a podczas ca³ej zimy, stopnieje
o po³owê. Obawia³em siê jedynie potê¿nych lawin z pó³nocnych zboczy sze¶ciotysiêcznego Hiunchuli, wiêc swoje
jednodniowe wypady kierowa³em w stronê lodospadu schodz±cego z prze³êczy miêdzy Hiunchuli a Annapurn±
Po³udniow±. Na lodowiec Annapurny z powodu ogromu ¶niegu nie widzia³em mo¿liwo¶ci zej¶cia, poza tym ukryte pod
puchem szczeliny skutecznie mnie odstrasza³y. Za to dzisiejszy ca³y dzieñ, ¿eby by³o nam ra¼niej, wszyscy siedzimy
w jednym schronisku. Loggie na razie stoj± puste, oczekuj±c pierwszych trekkersów tej wiosny i pierwszego zarobku po
martwym zimowym sezonie. Ostatniej nocy zaczê³o sypaæ i do teraz, gdy zaraz zacznie siê przedwieczorna szarówka,
przyby³o go wiêcej ni¿ nastêpny metr. Wiêc co jaki¶ czas muszê porzucaæ na chwilê to przytulne miejsce przy
wielkim, prostok±tnym stole. Z krawêdzi blatu na ca³ym jego obwodzie zwisa pled, którym siedz±cy przykrywaj± sobie
jedynie nogi i w ten sposób zatrzymuj± ciep³o lampy ustawionej pod sto³em. Jednocze¶nie szczelnie okrywaj± tu³ów
przed panuj±cym nawet wewn±trz budynku mrozem a to star± kurtk± puchow±, a to kilkoma dziurawymi swetrami czy
poplamionymi polarami pozosta³ymi po jakiej¶ dawnej wyprawie, s³owem czym kto posiada. Na stole stoi druga taka
lampa o¶wietlaj±ca wnêtrze ¶wietlicy, gêsta ¶nie¿yca nie przepuszcza wiele ¶wiat³a s³onecznego, a tu, wewn±trz, nie
dochodzi ono prawie wcale. Bawe³niana siatka powoli siê dopala rzucaj±c na kamienne ¶ciany fantastycznie wielkie
cienie siedz±cych przy stole postaci. Dwóch Nepalczyków, którzy przed moim wyj¶ciem rozmawiali jeszcze pó³g³osem, teraz
drzemie, chowaj±c g³owy w ramionach z³o¿onych na deskach blatu, reszta robi to ju¿ od co najmniej godziny. Tak w
ciszy, s³uchaj±c jedynie leniwego szumu lampy spêdzamy to ci±gn±ce siê popo³udnie. By³y Gurkha, niczym ubrany
w podniszczon± panterkê kamienny pos±g Buddy, mru¿y oczy i wygl±da jakby równie¿ spa³, ale to w³a¶nie on, jakby
wiedziony instynktem starego wilka, zachowuj±c najwiêksz± czujno¶æ, nagle cicho ale stanowczym g³osem rzuca jakie¶
polecenie do jednego z Gurungów. Ten, zbudzony z drzemki, oci±gaj±c siê, z wyra¼n± niechêci±, ale jednak,
podchodzi do drzwi. Chowa siê za wisz±cym, przybitym do górnej czê¶ci futryny grubym kocem pe³ni±cym funkcjê
wiatro³apu i otwiera drzwi wpuszczaj±c lodowate powietrze. Chwilê stoi bez ruchu, jakby nas³uchiwa³ odg³osów burzy
¶nie¿nej. Ostrym krzykiem przerywa panuj±c± ciszê. W jednej chwili wszyscy Nepalczycy podrywaj± siê i wybiegaj± na
zewn±trz. Odruchowo ³api±c czo³ówkê wybiegam z nimi i równie¿ s³yszê s³abe i oddalone, ale jednak wyra¼nie
wzywaj±ce g³osy. Biegniemy kilkana¶cie kroków w ich stronê i napotykamy trzech tragarzy nios±cych jakie¶ pakunki i
prowadz±cych ledwie pow³ócz±gego nogami turystê japoñskiego. Dwóch Gurungów odbiera Japoñczyka, trzech innych
przejmuje baga¿e tragarzy. Przy¶wiecam czo³ówk± na nasze ¶lady, które z powrotem doprowadzaj± nas do loggi. Przy
wej¶ciu strzepujemy z siebie ¶nieg pozostawiaj±c go niez³± kupê na pod³odze pod drzwiami. Z rozmów miêdzy
Nepalczykami wynika, ¿e tragarze id±c w górê znale¼li wyczerpanego turystê ¶pi±cego na swojej trasie, przysypanego
kilkunastocentymetrow± warstw± bia³ego mordercy. Za godzinê mog³o byæ ju¿ za pó¼no, mia³ ch³op szczê¶cie. Jak
siê od niego dowiadujemy, sze¶æ godzin temu wybra³ siê tutaj z dolnej czê¶ci Sanktuarium, sk±d w piêkn± pogodê
mo¿na zaj¶æ nawet w godzinê. Ubrany jest jedynie w kurtkê narzucon± na sweter, sztywne od lodu spodnie jeansowe i
lekkie, teraz przemarzniête na ko¶æ, sportowe buty. Ocucony z letargu gor±c± herbat±, rozebrany z lodowatego ubrania,
opatulony kilkoma kocami i posadzony przy rozpalonym w kuchni piecu po niemal godzinie dochodzi do siebie. Zajêci
rozgrzewaniem Japoñczyka nawet nie zauwa¿yli¶my kiedy przesta³o sypaæ. Za oknem, w dziurze rozrzedzaj±cych siê
gêstych jeszcze chmur, nagle pojawia siê wierzcho³ek zachodniej ¶ciany Macchapucchare i pierwsze tego dnia
promienie s³oñca padaj± na trójk±tn± skalno-¶nie¿n± piramidê.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh4.googleusercontent.com/-Z2Sur2sQ-g8/Tz2wCq7EUeI/AAAAAAAAHEo/_q-bzUQajus/s640/nepal_01_142.jpg
- Dobra, spróbujê wprost, ale zostawiê ci wór.
Za nami pierwszy wyci±g, bardzo ³adny, twardy lód, miejscami lekko siê wywieszaj±cy, kilka progów naciekowych. Przed
sob± powy¿ej stanu mam nieciekaw±, bo kruch± przewieszkê przechodz±c± w kominek z zaklinowanym
kilkudziesiêciokilogramowym g³aziorem. Charatam rakami po skale, staram siê znale¼æ jak±¶ szczelinê dla dziaby,
iskry lec±. Dodrapa³em siê pod kamieñ, muszê siê pod nim przecisn±æ na tyle delikatnie, ¿eby go nie spu¶ciæ
partnerowi na g³owê. Wisi pode mn± cztery metry na dwóch s³abych ¶rubach lodowych, a ja nie mam przelotu.
Adrenalina wzrasta do poziomu gro¿±cego wykipieniem. Parê chwil pó¼niej jestem nad g³azem, ale to nie koniec
przyjemno¶ci. Znajdujê siê na stromej p³ycie pokrytej grub± ale ma³o stabiln± warstw± ¶niegu, oby tylko nie
wyjechaæ... Do koñca p³yty kilkadziesi±t metrów a nie zanosi siê na jakikolwiek przelot. Po kilkunastu minutach skrajnie
wyczerpany fizycznie i psychicznie dochodzê do pod³u¿nej ny¿y. Na jej prawym krañcu widzê pocz±tek drugiej
czê¶ci lodospadu - nareszcie jest miejsce na stanowisko. Wkrêcam w lód trzy porz±dne ¶ruby i drê siê na dó³:
- Mam autooo!...
Do¶æ d³ugo siê mêczy z przewieszk± i zawieszon± nad plecami want±, zw³aszcza, ¿e teraz targa oba nasze plecaki.
Wisi tam chyba z godzinê, wory nie chc± przele¼æ. W ny¿y jest pieroñsko zimno, zaczynam nie¼le marzn±æ. Z zimna
chyba siê zlejê w goreteksowe gacie. Siedzimy w ¶cianie od ponad trzech godzin, a to dopiero koniec drugiego
wyci±gu. A ile jeszcze przed nami... A mi siê tak chce. Popu¶ci³em trochê nawet. Po pó³torej godzinie wreszcie pojawia
siê mój partner. Z niewys³owion± ulg± siêgam w koñcu do rozporka. Lód pod nami zabarwia siê charakterystycznie.
- Kurna, z tymi worami to szlag by trafi³, to i tak dobrze, ¿e idziemy na lekko... Co mamy dalej?
- Za kancik po prawo i na tê kaskadê. Odpocznij sobie, a ja siê teraz rozgrzejê - widzê, ¿e jest ledwo ¿ywy,
podobnie jak ja przed godzin±.
Nad nami i¶cie podrêcznikowy odcinek lodospadu. Przepiêkny wyci±g! Ca³e piêædziesi±t metrów pionowego lodu. Tylko
nie wiadomo sk±d leje siê po tym woda! Chyba to wytopiony na grani ¶nieg, bo widaæ, ¿e w dole upa³ musi byæ
niemi³osierny, s³oñce pewnie grzeje jak w piecu, na niebie ani jednej chmurki, tylko my niestety nic z tego nie mamy,
bo siedzimy w kuluarze i w dodatku na wschodniej, mrocznej ¶cianie... Wspinanie idzie mi do¶æ szybko, zak³adam tylko
dwa przeloty, ale tu ju¿ siê nie bojê, ¿e polecê. Dziabki siadaj± w lodzie idealnie. Wlaz³em na lodow± pó³ê, do
koñca mam jeszcze trzymetrowy próg, ale mój kompan drze siê z do³u, ¿e koniec liny. ¦wienie, miejsce na stan jest
wprost wymarzone. W porównaniu z poprzednim, pó³wisz±cym - niebo a ziemia. To pierwsze miejsce od pocz±tku drogi, w
którym mogê wyci±gn±æ z plecaka aparat. Jedn± rêk± ¶ci±gam partnera równie szybko, jak on mi podawa³, jednocze¶nie
drug± rêk± wystawiaj±c aparat za krawêd¼ pó³ki i na o¶lep robi±c zdjêcie.
https://lh3.googleusercontent.com/-jaIxT5QW0Ns/Tz2wQjN3UDI/AAAAAAAAHFA/sW-OvtdlvY8/s640/nepal_01_148.jpg
Przenikliwy mróz nie dawa³ spaæ nam obu. Skuleni, na pó³ le¿±c, na pó³ siedz±c, os³oniêci jedynie ma³ym progiem
skalnym od niebezpiecznie wisz±cego na grani powy¿ej seraka - obrywaj±cego siê bloku lodowego wielko¶ci du¿ej
kamienicy, przykryci tylko p³acht± ratunkow± folii NRC, przez ca³± noc trzê¶li¶my siê z zimna zasypiaj±c w koñcu na
godzinê-dwie, po czym znowu siê budzili¶my i ca³a d³uga procedura zasypiania zaczyna³a siê od nowa. To by³a
bardzo d³uga noc. Wreszcie na wschodniej stronie rozgwie¿d¿onego nieba pojawia siê pierwsza oznaka brzasku granatowa po¶wiata. Delikatnie, ¿eby nie obudziæ ¶pi±cego jeszcze partnera, wyci±gam podkurczone nogi zdrêtwia³e z
zimna i z powodu niewygodnej pozycji. Strzepujê ¶nieg z plastikowych skorup butów wspinaczkowych uderzaj±c lekko
stopami o siebie. Te parê ruchów minimalnie rozgrzewa ledwie poruszaj±c± siê w moich ¿y³ach krew. Dobrze, ¿e
wczoraj wieczorem, pomimo zmêczenia po ca³ym dniu ciê¿kiego wspinania w pionowym lodowym kuluarze, mia³em
na tyle przytomno¶ci umys³u, ¿eby rozsznurowaæ i poluzowaæ skorupy. Inaczej nasz biwak na ¶nie¿nej grani
sze¶ciotysiêcznika bez namiotu i ¶piworów móg³by siê skoñczyæ ciê¿kimi odmro¿eniami stóp. Obok nas na ¶niegu le¿y
bez³adnie porozrzucany wczoraj sprzêt wspinaczkowy, zamarzniête liny i kaski. Le¿ê jeszcze kilka minut w bezruchu
oszczêdzaj±c ostatnie drobiny ciep³a pod goreteksow± kurtk±, po czym z plecaka pod g³ow± wyci±gam aparat.
Czekam chwilê na pierwsze promienie wschodz±cego s³oñca, delikatnie muskaj±ce ca³y horyzont otaczaj±cych nas
dooko³a niebotycznych szczytów. Nie zmieniaj±c pozycji, wci±¿ na le¿±co, jakby boj±c siê, ¿e zaskoczone moim
nag³ym powstaniem umkn±, utrwalam je na kliszy.
https://lh3.googleusercontent.com/-ewcRkjFwD0s/Tz2uxDD5FNI/AAAAAAAAHCU/1kJf8-tU0o0/s640/nepal_01_105.jpg
Obudzony nag³± potrzeb± szybko wyskakujê ze ¶piwora. Brrrr, zimno! Przebieraj±c nogami wybiegam na zewn±trz,
zeskakujê z kilku kamiennych stopni i skrêcam za murek, gdzie w koñcu pozwalam sobie ul¿yæ. Trzesê siê z zimna,
jak to zwykle w przypadkach, kiedy razem z p³ynami fizjologicznymi wychodz± z cz³owieka ostatnie resztki
wewnêtrznego ciep³a. Odetchn±wszy z ulg± zaczynam siê rozgl±daæ po okolicy, któr± wieczorem zas³oni³y mg³y i
chmury. Chhukung, wczesny ranek, s³oñce dopiero zaczyna muskaæ szczyty, tu w dolinê jego ¶wiat³o jeszcze nie
dochodzi. Za to przede mn± o¶lepiaj±ca ¶nie¿nym odbiciem, opozycyjnym do ciemnogranatowego jeszcze nieba,
wschodnia grañ Ama Dablam, przed ni± burobrunatne usypiska moreny czo³owej lodowca Lhotse, za plecami potê¿na
trzyipó³kilometrowej wysoko¶ci ¶ciana czwartej góry ¶wiata, Lhotse, spod której wyp³ywa okr±¿aj±c nasz± osadê ten¿e
lodowiec; po lewej stronie, gdzie¶ tam daleko za grani± miêdzy dok³adnie sze¶cioipó³tysiêcznym Cho Polu a nieco
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
wiêkszym Num Ri, w³a¶nie wstaje s³oñce, po prawej za¶, na zachodzie, dolina rzeki Imja Khola za chwilê leniwie
zacznie budziæ siê do ¿ycia. ¦wiat³o tworzy fantastyczne kontrasty, wiêc szybko wracam do loggi po aparat. £apiê
grañ Ama Dablam w kadr i zerkam przez przypadek k±tem oka w jedno z okien kamiennego schroniska i nagle widzê
niesamowite zjawisko, jakiego mo¿na siê spodziewaæ tylko w tej ba¶niowej górskiej krainie. Za szyb±, w której obijaj± siê
bia³e refleksy fotografowanej przed chwil± grani, stoi Szerpanka wpatruj±ca siê w ¶nie¿ny wierzcho³ek, tworz±ca
swoj± postaci± mistyczny obraz tajemniczego himalajskiego ducha gór.
https://lh4.googleusercontent.com/-evN0ksvo-94/Tz2wreStiAI/AAAAAAAAHF8/yuonHsCmsiQ/s640/nepal_01_163.jpg
Pac, pac, pac, pac. Jaskrawoczerwone drobinki wysuszonego chili miarowo podskakuj± w rytm kamiennego t³uczka
opadaj±cego na dno prostego mo¼dzierza skleconego naprêdce z jakiej¶ du¿ej blaszanej puszki. Klêcz±c na macie,
trzymam go miêdzy kolanami i zawziêcie t³ukê ostre paryczki na miazgê. Siedz±ca obok mnie na drewnianym
sto³ku stara kobieta, potomkini tajemniczego plemienia Manang, uwa¿nie ¶ledz±ca nadchodz±cych ¶cie¿k± ludzi, co
chwilê przerywa obserwacjê, nachyla siê nade mn± i dolewa do puszki oliwy. Tel ali-ali, szepce jakby trochê do
siebie staruszka, odrobinkê oliwy, ¿eby smak chili lepiej rozchodzi³ siê w potrawach. Wystarczy kilka kropel, prostuje
siê i znowu zaczyna obserwowaæ trakt. W zmru¿onych oczach, pod pozornie spokojnymi powiekami, widaæ jak±¶
nieokre¶lon± têsknotê, lekki niepokój. W drodze zej¶ciowej z Gorepani do Hille mój wzrok przyku³a stara, niepozorna
bhati, herbaciarnia, i tu siê w³a¶nie zatrzyma³em korzystaj±c z go¶ciny staruszki. Spêdzamy teraz razem popo³udnie
przy tym prymitywnym mo¼dzierzu. Co jaki¶ czas popijam z kubka przyniesiony przez babinkê chhang, mêtnobia³e,
lekko kwa¶ne ale smaczne piwo z prosa, bo zapach chili unosz±cy siê w powietrzu wokó³ nas strasznie mi krêci w
nosie i gdyby nie napój, kicha³bym na potêgê. Tel ali-ali, powtarza staruszka, dolewa kilka nastêpnych kropel i znów
patrzy na ¶cie¿kê. Po kilkunastu minutach zatrzymuje moj± rêkê z t³uczkiem mówi±c: Okey, okey, wystarczy. Zerkam
teraz na ni± ciekawie i chyba zauwa¿a pytanie w moich oczach, bo za chwilê wci±ga rêkê w kierunku zabudowañ,
w¶ród których nagle pojawia siê, cz³api±cy powoli po kamiennych p³ytach, staruszek nios±cy dwa razy wiêkszy od niego
samego pakunek, który ma zawieszony za pomoc± sznura na czole. Pati, pati! Twarz staruszki siê rozja¶nia. Jej m±¿
dzi¶ wraca z zielonych dolin Pokhary.
https://lh4.googleusercontent.com/GCQlkZTA1Ig/Tz2xN7aTTAI/AAAAAAAAHHA/Wpqp5ZM_YuU/s900/nepal_01_180.jpg
Siedzimy tak od d³u¿szej chwili na tej samej kamiennej chautara w Pangboche. Ja z plecakiem, którego nawet nie
¶ci±gn±³em z ramion, na jednym koñcu tej kilkunastometrowej ³awy z ³upkowatych p³yt. Przysiad³em na chwilê, z
zamiarem zmiany teleobiektywu na szerokok±tny i uwiecznienia jeszcze jednego typowego widoku na o¶nie¿on±
piramidê Ama Dablam, ró¿ni±cego siê od dotychczas zrobionych przez tysi±ce ludzi zdjêæ jedynie osob± za tyln±
¶ciank± aparatu oraz innymi warunkami pogodowymi. On na drugim koñcu ³awy z nogami wisz±cymi lu¼no nad
ziemi±. Nie zwróci³bym na niego uwagi, bo miêdzy nami odpoczywa³o kilku tragarzy z du¿ymi wi±zkami chrustu, które
zas³ania³y widoczno¶æ w tamt± stronê. Ale tragarze szybko ruszyli w dalsz± drogê i wtedy go zobaczy³em.
Zasmarkany, ze zwisaj±cym z nosa ¶pikiem, wygl±da jakby siedzia³ i gapi³ siê przed siebie. Ale kilkuletnie, nawet te
najbardziej zasmarkane dzieciaki z regu³y nie potrafi± usiedzieæ tak d³ugo spokojnie na jednym miejscu, a co dopiero
mówiæ o gapieniu siê na jedn± górê. A ju¿ na pewno nie patrz± na tê jedn± górê z takim b³yskiem w oczach, nawet w
Nepalu. Spojrza³ na mnie, jakby chcia³ powiedzieæ: fajna górka, co bia³asie? I znowu siê gapi na tê górê. Wiêc
siedzimy ju¿ tak od mniej wiêcej kwadransa, gapi±c siê to na górê, to na siebie. Nad Ama Dablam przesuwaj± siê
nieliczne wêdruj±ce po granatowym niebie ob³oki, rzucaj±c na jej stoki dziwne cienie. Niby normalna ta góra, znana z
milionów widokówek, albumów czy przewodników, ale jednak. A ¶cie¿k± obok naszej chautara, co a¿ dziwne w Khumbu, nikt,
odk±d tragarze z chrustem odeszli, nie pod±¿a. Zupe³nie jakby nikt nie chcia³ nam przeszkadzaæ w tych obserwacjach.
Na szczê¶cie obiektywu nie zd±¿y³em jeszcze zmieniæ, wiêc wykorzystuj±c moment, kiedy malec znowu patrzy na Ama
Dablam, wolnym ruchem podnoszê do oczu aparat, ¿eby go z tych kilkunastu metrów z³apaæ z profilu i nie speszyæ. Ma³y
nagle odwraca g³owê i tym samym wzrokiem mówi±cym: fajna, co? patrzy na mnie chwilê jakby przyzwalaj±c na
zrobienie zdjêcia. Zwalniam migawkê, po czym malec zeskakuje z kamiennych p³yt, bez s³owa podnosi z³o¿one
rêce w ge¶cie Namaste i biegiem znika jak duch miêdzy zabudowaniami wioski.
https://lh3.googleusercontent.com/nDGybQ0CcHM/Tz2zBZv8ATI/AAAAAAAAHKg/VZ8v2mq5K2g/s900/nepal_01_236.jpg
Raangoko masu! Raamro! Ramroo! Jaane! Chha! Bufelo! Good bufelo! Wo³owina, dobre miêso, chod¼ tutaj! ¦rodek
pa¼dziernika. Dasain, niemal dwutygodniowe ¶wiêto ku czci bogini Durgi. Jedyny okres, kiedy wyznawcy hinduizmu
zabijaj± krowy i jedz± ich miêso. Ram Bahadur Tamang ci±gnie mnie za sob± w kierunku niskiej glinianej chatki pokrytej
dachem z bambusowej trzciny. Pod zadaszeniem siedzi jaka¶ starowinka i dzierga na krosnach ma³y dywan.
Przytrzymujê za ramiê mojego przewodnika, wyci±gam aparat i dyskretnie robiê babci zdjêcie. Gdy po chwili
podchodzimy zerka na Rama Bahadura, wstaje i wita siê z nim rado¶nie zapraszaj±c nas gestem do ¶rodka. W progu
schylam g³owê, ¿eby nie uderzyæ o nisk± futrynê i widzê jak±¶ rodzinê siedz±c± wokó³ ogniska rozpalonego na
¶rodku klepiska. Na ogniu le¿y wielka, stara, czarna patelnia, na której skwiercz± ma³e paski ciemnej wo³owiny i
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
czerwone paryczki chili. Sk³adam rêce w powitalnym ge¶cie Namaste i siadam we wskazanym przez jednego z
domowników miejscu. Ram prymitywnym angielskim, family, my friend, we all family, t³umaczy mi, ¿e to jego dalsza
rodzina. Jedna z kobiet, najprawdopodobniej gospodyni domu, podaje mi tackê z jakiego¶ du¿ego zielonego li¶cia i
nak³ada kilka kawa³ków wo³owiny z chili. Biorê jeden z nich do ust. Wo³owinê sma¿y siê niemal do twardo¶ci
kamienia, wiêc jedynym sposobem zjedzenia miêsa jest jego d³ugotrwa³e ¿ucie. Za to wyborny, ostry smak rozchodzi
siê d³ugi czas po ca³ych ustach. Nepalczycy ¶miej± siê ze mnie widz±c jak siê mêczê z pierwszym kawa³kiem,
podczas gdy oni ju¿ koñcz± wszystko, wiêc mówiê, ¿e bufelo good, very good, raamro masu i klepiê siê po brzuchu,
na co oni wybuchaj± jeszcze wiêkszym ¶miechem. Kto¶ podtyka mi drugi li¶ciasty talerz, na którym dymi± okr±g³e,
faszerowane jarzynami piero¿ki momo, polane ostrawym sosem. W misce przede mna pojawia siê thukpa, tybetañska
zupa podobna trochê do naszego roso³u z jarzynami i rozbitym jajkiem, zaraz te¿ l±duje wielka metalowa taca z jedn±
du¿± i kilkoma mniejszymi przegródkami. W du¿ej znajduje siê ¶nie¿na góra ry¿u, w mniejszej ziarna soczewicy,
warzywa, jarzyny, sos chili oraz przyprawy. Dostajê kubek gor±cego prze¼roczystego napoju: Rakshi, friend, raamro
rakshi!. Dwa razy mi nie trzeba powtarzaæ, rakshi, zwana przez niektórych z angielska local wine, s³aba wódka pita na
gor±co z pieprzem, to jeden z moich ulubionych nepalskich aperitifów do tak wielkich posi³ków. Ramie Bahadur,
zgotowa³e¶ mi prawdziwe nepalskie ¶wi±teczne przyjêcie!
https://lh4.googleusercontent.com/-PYR6eeMxM8c/Tz2zV1ezOpI/AAAAAAAAHLA/XBShCFcvrjw/s900/nepal_01_244.jpg
Zmêczony d³ugim podej¶ciem z kilkusetmetrowej g³êboko¶ci dna kanionu siadam na kamiennym pode¶cie chautara i
zrzucam z pleców kilkunastokilogramowy ciê¿ar plecaka. Parê metrów ode mnie du¿a grupka jakich¶
angielskojêzycznych trekkersów otaczaj±ca dwóch wêdrownych kramarzy z plemienia Managów, zawziêcie siê targuje.
Ceny oscyluj± do¶æ wysoko, wiêc zaciekawiony o co chodzi, podchodzê i zagl±dam im nad pochylonymi g³owami. Kilku
bia³ych obraca w rêkach po³ówki ma³ych, czarnych, g³adkich, okr±g³ych kamieni. Saligram. Zaklête w amonitach
sprzed kilkuset milionów lat wyobra¿enie hinduskiego boga Wishnu, ¶wiête dla ka¿dego hinduisty. Dla ka¿dego
zachodniego turysty z wypchanym portfelem punkt obowi±zkowy w rubryce "zakupy". W okolicach Annapurny,
zw³aszcza w niedalekiej dolinie rzeki Kali Gandaki, po¶wiêcaj±c jedno czy dwa odpoczynkowe popo³udnia oraz
wysilaj±c trochê wzrok i cierpliwo¶æ mo¿na je samemu znale¼æ. W Kathmandu na Thamelu uliczni m³odzi sprzedawcy
maj± tego na kilogramy, wiêc pomijaj±c fakt, ¿e mo¿na ich po prostu poszukaæ, to po co je kupowaæ tutaj i nosiæ przez
nastêpne kilka czy kilkana¶cie dni dodatkowo siê obci±¿aj±c. No, chyba ¿e jak w przypadku takiej grupy,
obs³ugiwanej przez kilkunastu tragarzy wynajêtych przez agencjê z rz±dow± licencj±, niesie siê jedynie ma³y
podrêczny plecaczek wype³niony zaledwie butelk± wody mineralnej i aparatem fotograficznym. Wtedy mo¿na sobie
pozwoliæ na komfort zakupów w górach, ale wtedy równie¿ nie czuje siê, ¿e przyjecha³o siê prze¿yæ przygodê, a nie
zaliczyæ jeszcze jedne wakacje z biurem podró¿y i egzotycznymi sprawunkami. A podczas takich zaciêtych targów mo¿na
zupe³nie pomin±æ rzeczy o wiele istotniejsze. Z tarasu przy chautara zauwa¿am piêkn± mozaikê dachów z p³askich
³upkowatych p³yt, coraz rzadszy, z powodu inwazji blachy falistej, widok w Nepalu. Wiêc zamiast braæ bezproduktywny i
bierny udzia³ w dyskusji nad czarnymi, okr±g³ymi kamieniami, wyci±gam z futera³u aparat i kierujê obiektyw w stronê
szarych, p³askich kamieni pokrywaj±cych kilkana¶cie domostw le¿±cych poni¿ej.
https://lh6.googleusercontent.com/-Jz66va0vVTs/Tz2y7dtziYI/AAAAAAAAHKU/ql50_ufLuXI/s900/nepal_01_233.jpg
"WELCOME TO LOVE LOVE JUICE CENTRE" - stojê ju¿ jaki¶ czas przed du¿ym szyldem wisz±cym nad ¶cian±
zbudowan± z samych owoców. Czekam cierpliwie, a¿ przede mn±, wzniecaj±c niewielki ob³ok kurzu, przetoczy siê
jeszcze jedna, snuj±ca siê leniwie grupka wspó³czesnych niby hippisów, którzy urwali siê sprzed swoich komputerów na
wakacje do egzotycznego kraju. Tym razem s±dz±c po barwach na koszulce m³odego faceta z dredami na g³owie, to
Australijczycy szuraj±cy sanda³ami po klepisku dro¿yny w poszukiwaniu mi³ej knajpki, gdzie mo¿na bez wiêkszego
problemu skrêciæ i wyjaraæ jointa. Za moimi plecami pob³yskuje w popo³udniowym s³oñcu b³êkitna tafla jeziora Phewa
Tal, nad któr± przelatuje z krzykiem sp³oszone z sitowia ptactwo. Przede mn±, zaraz za jednolit±, ustawion± nad
brzegiem jeziora ¶cian± tysi±ca sklepików, knajpek, ksiêgarni, biur turystycznych, ma³ych hotelików i juice-and-lovecentrów le¿y Pokhara. Miasto, a raczej miasteczko, którego jedyn± zalet± jest po³o¿enie. Nad Pokhar± w odleg³o¶ci
oko³o trzydziestu kilometrów w linii prostej wznosi siê potê¿na grupa Annapurny, odbijaj±ca swe oblicze w wodach
jeziora. Ca³y urok miasta zawiera siê w tej kompozycji wody, ska³y i ¶niegu, choæ jedyne miejsce sk±d dobrze widaæ to
po³±czenie, to przeciwleg³y brzeg jeziora. Tury¶ci nie wiadomo czemu upatrzyli sobie jednak w³a¶nie ten, sk±d widaæ
tylko fale Phewa Tal, za¶ ¿eby zobaczyæ himalajski masyw trzeba wej¶æ na który¶ z dachów, pomimo tego, ¿e budynki nad
jeziorem nie s± wysokie. Zupe³nie jak ta ma³a knajpka, przed któr± czekam i któr± próbujê uwieczniæ na kliszy. Kiedy w
koñcu znajdujê w kolorowym t³umie wyrwê i naciskam migawkê, obok mnie zjawia siê nagle m³oda japoñska para
debatuj±ca nad jakim¶ starym czarnobia³ym albumikiem fotograficznym. Po kilku minutach rozmowy okazuje siê, ¿e od
kilku lat wêdruj± po ¶wiecie odwiedzaj±c miejsca sfotografowane w tym ma³ym albumie. Pozwalaj± mi zajrzeæ do
albumu i widzê dok³adnie to samo ujêcie, jakie przed chwil± widzia³em w kadrze mojego aparatu.
https://lh5.googleusercontent.com/-7G5fP1sIewY/Tz2sPJiHMdI/AAAAAAAAG9w/JOq8aR6K_RA/s640/nepal_01_032.jpg
Rozdzieraj±cy jazgot klaksonów mijaj±cych siê pojazdów, wzniecaj±cych tony dusz±cego py³u z zakurzonych ulic
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
prowadz±cych na plac pa³acowy Durbar w Patanie, zdenerwowa³by w koñcu nawet cierpliwego Buddê, a co dopiero
zwyk³±, wychudzon±, choæ ¶wiêt±, krowê odpoczywaj±c± w cieniu kamienicy. Obudzona ze sprawiedliwego snu,
gniewnie potrz±saj±c rogatym ³bem, podnosi siê gwa³townie i prychaj±c chrapami zaczyna siê drapaæ ocieraj±c
klawiaturê wystaj±cych ¿eber o mur, po czym znika w jednym z bardziej zacisznych podwórek. Ja równie¿ mam ochotê
zaznaæ trochê spokoju od zgie³ku miasta, wiêc z w±skiej uliczki wchodzê do ¶rodka jakiej¶ kamieniczki. Najbardziej
spokojne miejsca w nepalskich miastach to oczywi¶cie dachy, dlatego swoje kroki od razu kierujê na stopnie
napotkanych schodów. Na kolejnych ciemnych kondygnacjach mijam jakie¶ opuszczone pomieszczenia prymitywnych
newarskich mieszkañ bez ¿adnych oznak ¿ycia czy ich u¿ytkowania. W koñcu po drewnianych, stromych stopniach
wychodzê na nas³oneczniony dach, na którym za niewielkim murkiem bawi siê ma³a dziewczynka, a parê metrów dalej,
na s±siednim dachu, jaka¶ kobieta robi pranie. W poszukiwaniu wygodnego miejsca do obserwacji okolicy miasta
przechodzê po kilku tarasach na dach jakiej¶ wiêkszej kamienicy zas³aniaj±cej czê¶æ horyzontu i nagle zza wêg³a
przede mn± pojawia siê br±zowy wierzcho³ek sikhary. To Mahabuddha, bardzo nietypowa sikhara, gdy¿ w³a¶nie
buddyjska, a nie hinduistyczna jak wiêkszo¶æ tego rodzaju budowli. Strzelisty sto¿ek ¶wi±tyni o kwadratowym przekroju
pokryty jest kilkuset niszami z figurkami siedz±cego O¶wieconego i st±d w³a¶nie ta nazwa: Maha oznacza tysi±c, wiele.
Mahabuddha, Tysi±c Buddów. Choæ tak naprawdê nisz doliczy³em siê tylko oko³o dwustu siedemdziesiêciu, legenda
mówi, ¿e figurek nie jest tysi±c lecz o jedn± mniej, bo kto¶ t± brakuj±c± ukrad³. I rzeczywi¶cie, przez obiektyw aparatu
widzê, ¿e wielu pos±¿ków z powodu rozbicia lub kradzie¿y nie ma. To smutne ¶wiadectwo odwiecznego barbarzyñstwa
nie przeszkadza mi jednak w u¶wiadomieniu sobie, ¿e w³a¶nie niemal w samym centrum g³o¶nego miasta znalaz³em
oazê spokoju.
https://lh4.googleusercontent.com/-acuHrlpjLa0/Tz2rqn9kAjI/AAAAAAAAG88/fiuw3fg3nKM/s640/nepal_01_019.jpg
Szukaj±c dobrego punktu obserwacyjnego zagl±dam w s±siaduj±ce z bram± klasztoru drzwi, za którymi kryje siê
mroczny korytarz z surowego betonu. Tkniêty przeczuciem zag³êbiam siê w nieprzyjemny ch³ód korytarza i w koñcu
napotykam jak±¶ klatkê schodow±. Budynek od ¶rodka wygl±da na jaki¶ niedokoñczony trzypiêtrowy typowo azjatycki
wspó³czesny kompleks sklepowy, z którego nagle z niewiadomych przyczyn wycofali siê wszyscy inwestorzy. Wbiegam
na sam± górê i wychodzê na p³aski dach, gdzie jak prawie na ka¿dym budynku mieszkalnym w Kathmandu znajduje
siê du¿y taras. Poniewa¿ budynek jest jednym z wy¿szych mam st±d doskona³y widok na ca³± okolicê stupy
Bodnath. Na dachach kilku ni¿szych budynków usytuowanych dooko³a placu widzê odpoczywaj±cych w restauracyjkach
turystów. Poni¿ej przeci±ga kolorowa procesja ludzi, odmawiaj±cych mantry, krêc±cych bêbnami m³ynków modlitewnych
umieszczonych w niszach ogrodzenia stupy, dzwoni±cych dzwonkami Ghanta, symbolem buddyjskich si³ ¿eñskich, z
uchwytem w kszta³cie Dorje, symbolicznego pioruna, odpowiednika mêskich si³ we wszech¶wiecie. Wszêdzie
dooko³a ha³a¶liwy t³um, który obdziera to ¶wiête miejsce z sacrum medytacji. Nepalsko-tybetañska ci¿ba ludzka
wt³oczona w mechaniczne klepanie i europejsko-amerykañska w plotkowanie przy "big pot of black tea" nie do koñca
chyba ma poczucie ¶wiêto¶ci miejsca, w którym siê znajduje. Zauwa¿am, ¿e jedynym samotnikiem oprócz mnie,
obserwuj±cego tê scenê z dachu opuszczonego budynku, jest siedz±cy na platformie podstawy stupy, patrz±cy na
powoli zachodz±ce s³oñce, ubrany w brudne bordowe szaty m³ody buddyjski mnich.
https://lh3.googleusercontent.com/-5KCmb-hPzNs/Tz2yTGgJHtI/AAAAAAAAHJA/BB8vLdxrbH4/s640/nepal_01_212.jpg
W niemal dwumetrowej wysoko¶ci trawie ju¿ prawie go nie widzê, ale jeszcze od czasu do czasu w bezpiecznej dla
mnie odleg³o¶ci, miga mi przed oczami jego wielki szary grzbiet. Wiêcej ni¿ jakie¶ pó³ godziny temu wlaz³em na
pochy³y konar niskiego, ale zdrowo wygl±daj±cego, jedynego w promieniu kilkudziesiêciu metrów drzewa i cicho siedzê
dwa metry nad ziemi±, dok³adnie na linii horyzontu wielkiej trawy s³oniowej. W aparacie skoñczy³ mi siê w³a¶nie film,
wiêc wymieni³em rolkê na now±. Kilkana¶cie zdjêæ szarego olbrzyma, zrobionych z do¶æ bliskiej, kilkunastometrowej
odleg³o¶ci, usatysfakcjonowa³o mnie w zupe³no¶ci i teraz czekam, a¿ zwierz sobie st±d pójdzie abym i ja móg³ sobie
st±d pój¶æ. Jeszcze przed chwil± mia³em na niego dobry widok, ale teraz wszed³ w bardzo wysok± kêpê i ledwie widzê
wygiêty ³uk jego grzbietu. Gdybym nie wiedzia³, ¿e tam jest, móg³bym w ogóle go nie zauwa¿yæ w takim kamufla¿u. Zej¶æ
teraz na pewno nie zejdê, bo chocia¿ nosoro¿ce s± prawie ¶lepe, ale maj± doskona³y s³uch, a zaniepokojone krokami
mog± zaszar¿owaæ. I raczej nie chcia³bym siê wtedy znale¼æ na jego drodze, wiêc cichutko oczekujê na jego odej¶cie,
z wolna zaczynaj±c siê w duchu niecierpliwiæ. A id¼¿e sobie wreszcie, bo chêtnie bym zlaz³, ile¿ mo¿na siedzieæ na
tym samym drzewie! A ten nic, dalej co¶ niucha, skubie, szura ciê¿kimi filarami nóg i nie zwracaj±c uwagi na moje
znu¿enie powoli pocz³apuje i w dodatku zdaje siê w moj± stronê, co widzê ju¿ tylko po kiwaj±cych siê
wierzcho³kach wielkiej trawy. Nagle trawiasta ¶ciana rozstêpuje siê przed potê¿nym stalowym pancerzem
poprzedzanym dwoma antenami kosmatych uszu i zakrzywionym szpicem rogu. Dwa metry ode mnie kilkutonowy rhino
z pochylonym ³bem skubie sobie zielone k³osy. No nie, takiej okazji szkoda by³oby przegapiæ. Ma³y, podnie¶ nosek!
Pstrykam cichutko palcami i to wystarczy, aby nosoro¿ec podniós³ ciekawie ³eb z trawy i nie przestaj±c ¿uæ zapozowa³
do ujêcia.
https://lh4.googleusercontent.com/-9cVuP2CJ2wU/Tz2y1uecxkI/AAAAAAAAHKE/pdZ0TUmj4tQ/s640/nepal_01_229.jpg
Zmêczeni morderczym upa³em i ca³odniowym uganianiem siê za nosoro¿cem po d¿ungli odpoczywamy nad rzek±
Narayani w samym ¶rodku tropikalnego Królewskiego Parku Narodowego Chitwan s±cz±c w nadbrze¿nej prymitywnej
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
knajpce ciep³e piwo prosto z lodówki pamiêtaj±cej chyba jeszcze czasy króla Tribhuvana. Czekamy ju¿ tylko na koniec
dnia, bo w tak makabrycznie gor±ce popo³udnie ju¿ raczej nic godnego obiektywu siê nie zdarzy. W powietrzu
rozchodzi siê jednostajny cichy szum powoli p³yn±cej rzeki i zg³uszone cykanie cyklad, czasem tylko jaka¶ ryba
wynurzywszy siê nad wodê w pogoni za komarem przerwie t± monotoniê nag³ym pluskiem. Wiêkszo¶æ turystów ju¿
rano pochowa³a siê w cieniu swoich bungalowów i nikogo oprócz nas trzech i drzemi±cego hinduskiego barmana tutaj nie
ma. Wydaje siê, ¿e s³oñce, pomimo ¿e dochodzi ju¿ do horyzontu, za chwilê zagotuje powietrze, nas i nasze piwo.
Jest tak gor±co, ¿e nawet nam siê nie chce wysilaæ do rozmowy. Dawno zamilk³ ¶wiergot ezgotycznego ptactwa, nawet
wszêdobylskie komary s± jakie¶ ospa³e i nie tn± tak gwa³townie jak zwykle. Widocznie wyczu³y, ¿e krew w naszych
¿y³ach niemal stoi w miejscu i na nic siê zda ich pobudzaj±cy jad. S³oñce leniwie opiera swoje odbicie na równie
leniwej, pomarszczonej zaledwie, tafli rzeki. Powietrze drga. Ten mêcz±cy nastrój ciê¿kiego, milcz±cego i upalnego
popo³udnia przerywamy tak nagle my, niemal¿e w jednej sekundzie zrywaj±c siê z drewnianych sto³ków. Szybko
siêgamy po aparaty i w milcz±cym napiêciu czekamy kilka d³ugich sekund na t± jedn± chwilê. Id±ca gêsiego
brzegiem rzeki grupka kilku kobiet z plemienia Tharu nie¶wiadomie pojawia siê na tle zachodz±cego s³oñca obitego w
nurcie Narayani, jakby specjalnie nagradzaj±c nasze wytrwa³e czekanie w tym upale wymarzon± i fantastyczn±
kompozycj±.
--============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 18:36
_____________________________________
pierwotna wersja textu o wycieczce do azji (zdjecia byly wczesniej, ale zeby nie szukac to link).
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/20120809_azja_srodkowa
ta wersja textu nie byla nigdzie publikowana w calosci, bo ciecie, ktore kupily ode mnie ten text do gazety (zwanej npm),
kazaly skrocic go o prawie polowe, "wyglaskac" styl i spolszczyc rusycyzmy (sekretarka redakcyjna mocno sama zaczela
ingerowac w text, wiec zrobilem to po swojemu).
w koncu na skrocenie sie zgodzilem, bo z czegos trza zyc, a calosci by nie kupili, na reszte nie (do rusycyzmow dodalem
tlumaczenie "po swojemu"), drukneli to w numerze 1/2013.
a tu wrzucam pierwotna calosc, zeby nie zginela w odmetach moich dyskow :)
--CZTERY NA CZTERECH
Nosi mnie.
Jak by³em gówniarz, kumple biegali za pi³k± albo ogl±dali pi³kê w telewizorni, ja biega³em po dachach. Oni dalej
ogl±daj± pi³kê, a ja nie mam telewizora, bo kasa posz³a na szpej wspinaczkowy i na wachê do strucla. I dalej mnie
ci±gnie po dachach tym razem na Dach ¦wiata. Kilka razy by³em ju¿ od po³udnia w pakistañskim Karakorum, teraz
poci±gnê³o od pó³nocy w Pamir. Chcia³em zetkn±æ te swoje ¶cie¿ki nie do koñca siê uda³o, ale...
Ludzie lubi± cyferki, wiêc najpierw krótkie podsumowanie wycieczki.
Cztery Stany na Czterech Ko³ach w cyferkach:
42 ilo¶æ dni w drodze,
16624 km przejechany dystans,
2276 litrów ilo¶æ spalonego paliwa,
17 litrów ilo¶æ paliwa wwiezionego do Uzbekistanu w butelkach po mineralce, coli, itp.,
2000 stargowana rekordowo niska cena (w uzbeckich sumach) za litr soliarki (oleju napêdowego) w kraju, gdzie soliarki
nie ma, a czarnorynkowa cena waha siê w granicach 3000-5000,
6 ilo¶æ przejechanych krajów,
11 ilo¶æ przekroczonych granic (Polska, Ukraina, Rosja, Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan, Tad¿ykistan, Kirgistan,
Kazachstan, Rosja, Ukraina, Polska),
34 minuty najkrótszy czas przekraczania granicy (Uzbekistan-Kirgistan),
4 godziny najd³u¿szy czas przekraczania granicy (Ukraina-Unia Europejska),
3800 m n.p.m. najwy¿sza wysoko¶æ osi±gniêta samochodem (prze³êcz Tosor),
4200 m n.p.m. najwy¿sza wysoko¶æ osi±gniêta na nogach (wierzcho³ek pod Pikiem Lenina),
1315 km najd³u¿szy dystans dzienny samochodem (Kazachstan),
4 km najkrótszy dystans dzienny samochodem (pod Pikiem Lenina),
7,5 usd/os. najdro¿szy hotel (Chiwa, ze ¶niadaniem i registrowk±),
5 usd/os. najtañszy hotel (Buchara, z registrowk±),
7 usd/os. drugi najdro¿szy i drugi najtañszy hotel (Samarkanda, ze ¶niadaniem i registrowk±; wiêcej hoteli nie by³o),
60 usd koszty grubszych napraw (spawanie mocowañ alternatora, zakup i wymiana poduszek pod silnikiem, wymiana
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
³o¿yska tylnej pó³osi, naprawa si³ownika sprzêg³a),
2000 tenge najwiêksza i jedyna du¿a ³apówka zamiast mandatu (ok. 40z³),
4z³ ¶redni koszt ³apówki zamiast mandatu (=dwa scyzoryki reklamowe po 2z³), wyda³em ok. 25 scyzoryków,
5 kg ¶rednia ilo¶æ przywiezionych przypraw na osobê, w tym 100 g szafranu,
3 litry ¶rednia ilo¶æ przywiezionego miodu na osobê,
43 min d³ugo¶æ sesji zdjêciowej z kr±¿±cymi nad padlin± or³ami, sêpami, or³osêpami etc, potem nam siê znudzi³o i
odjechali¶my,
ok. 50oC najwy¿sza temperatura (Uzbekistan, Nukus-Chiwa-Buchara),
ok. -2oC najni¿sza temperatura (Kirgistan, prze³êcz Tosor),
3 miliardy ilo¶æ komarów na podtaszkenckim biwaku (byæ mo¿e nawet 3,5 miliarda),
3 miliony ilo¶æ wyprzedzonych tirów na odcinku Astana-Pietropaw³owsk-Kurgan-Czelabiñsk-Ufa-Samara,
6 milionów ilo¶æ wyminiêtych tirów na tym samym odcinku (tzn. ¿e w drug± stronê by³o gorzej),
250 ilo¶æ decybeli w tunelu pod prze³êcz± Anzob,
3 ilo¶æ (w procentach) tlenu w zawiesinie nies³usznie zwanej powietrzem w tunelu pod prze³êcz± Anzob,
275 najwiêksza jednorazowa ilo¶æ posiadanych banknotów z jednego kraju (sumy uzbeckie),
2 mm strata na wysoko¶ci bie¿nika,
3,5 ilo¶æ metrów sze¶ciennych wykorzystywana do prze¿ycia przez 4 ch³opów (Andrzej, Pawe³, Staszek oraz pisz±cy te
s³owa Mazeniak) przez 6 tygodni podczas ruchu jednego autobusiku na w/w trasie,
1 - ilo¶æ randek umówionych sms-owo. Nota bene z ch³opakami. Tfu, XXI wiek... Ale o tym na koñcu.
A teraz kilka migawek z trasy.
Obrazek pierwszy. Zakup soliarki w Uzbekistanie.
Soliarka czyli olej napêdowy.
No wiêc takowego nie ma tam w legalnej i oficjalnej sprzeda¿y. Ale kto z nas, ¿yj±cych kiedy¶ w g³êbokiej komunie,
gdy na kartki by³o wszystko, na pó³kach kilometrami l¶ni³y rzêdy butelek z octem i nic wiêcej, nie wie jak sobie w takiej
sytuacji radziæ. Polak potrafi³ za Jaruzela, potrafi i dzi¶.
https://lh5.googleusercontent.com/-qTVa8VaObAE/UFzS1jBqnAI/AAAAAAAAMuM/47iv_TKb0Bo/s900/_MG_4797.jpg
Tankujemy w Uzbekistanie paliwo...
https://lh6.googleusercontent.com/-lLlGOw8dc90/UFzS9N7tryI/AAAAAAAAMuM/VyiHc9CId9I/s900/_MG_4818.jpg
...i tankujemy w Uzbekistanie wodê.
W Uzbekistanie spêdzili¶my 9 dni, przejechali¶my ca³y kraj, czyli w okolicach minimum 2200km. Licz±c ¶rednie
spalanie podliczone na koñcu wycieczki na 13,8/100km wychodzi ok. 300 litrów wachy. W Kazachstanie zatankowali¶my
zbiornik do pe³na, kanistry do pe³na, butelki po coli i mineralce do pe³na. Razem oko³o 85+75+15=175 litrów czyli do
granicy z Kirgistanem brakuje co najmniej drugie tyle. Z moich notatek wynika, ¿e w Uzbekistanie zatankowa³em 260
litrów czego¶, czego nie ma. Jak?
Podje¿d¿am na stacjê. Warunek nie mo¿e to byæ stacja w mie¶cie lub w miejscu na tzw. widoku. I tu odbywa siê
nastêpuj±cy dialog:
Salam alejkum, zdrastwujtie, kak die³a? Kak wasza siemia? Kak ¿ywiotie?
Normalno, a wy kak?
To¿e normalno.
Czyli zwyczajowe grzeczno¶ci, a dalej:
A soliarka u was jest?
Soliarki nietu.
A skolka za litr? i tu wzrok kierujê na g³êbokie zaplecze, lub wskazujê nosem kierunek tego¿ lub wykonujê inne
czynno¶ci oznajmiaj±ce, ¿e nie jestem Giermaniec czy Amierykaniec i wiem, w ciom die³o, czyli ¿e istnieje czarny rynek
i ja w to równie¿ gram.
Ale mo¿na równie¿ tak:
Jedziemy sobie autostrad± (¿artowa³em) i widzimy mijaj±ce nas skoty wojskowe (transportery opancerzone). My¶lê se,
od tych to by wzi±æ oni pewnie maja soliarki w sroc. Za parê minut widzê stoi na poboczu jeden, so³daty siê nudz±.
Podje¿d¿am, stajê i po zwyczajowej wymianie grzeczno¶ci pada sakramentalne pytanie:
A soliarka u was jest na proda¿?
Nietu, patamu my stoim, no tam dalszie pajediosz, budiet traktor, u niewo jest soliarka.
Traktor owszem by³, soliarke prodawa³. Zatrzyma³em, akurat nalewa³. Potargowa³em i przy czarnorynkowej cenie
rzêdu 3000-5000 kupi³em za... 2000.
Poza tym s± maszyny pracuj±ce przy budowie i remoncie dróg - te¿ na soliarkê.
Wiêc tylko siêgn±æ.
Obrazek drugi. A'propos "normalno".
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Na zwyczajowe "kak die³a" nie odpowiada siê ani "charaszo", ani "p³ocha" my¶lê, ¿e to pozosta³o¶æ po Sowieckim
Sajuzie, gdzie je¶li narzeka³e¶, poddawa³e¶ Sowieckij Sajuz krytyce, a je¶li by³o charaszo znaczy by³o ci za dobrze i
¿e¶ ku³ak albo co gorsza, szpion.
Szpion.
Bardzo gro¼ne s³owo, wiêc s³ysz±c je, czêsto wybucha³em ¶miechem:
A szto ja Giermaniec ili Amierykaniec?
Na co rozmówca reagowa³ te¿ ¶miechem i ju¿ siê atmosfera rozlu¼nia³a.
Szpionami mogli¶my zostaæ np. przekraczaj±c Amu Dariê ko³o Nukusu w Uzbekistanie. Most na Amu Darii wielki,
³adnie z niego widaæ rzekê, wiêc mimo tego, ¿e wiem, ¿e po obu stronach s± posterunki milicji i wojska, stajê na
samym jego ¶rodku i jak gdyby nigdy nic zaczynamy robiæ zdjêcia. Potem zjazd z mostu i oczywi¶cie na posterunku
milicjanier pa³eczk± nas zatrzymuje. Zwyczajowe grzeczno¶ci, po czym glina pyta:
A paciemu wy ostanowilis?
Sztoby snimki zdie³at.
A wy znajetie, szto nie lzia, most eto strategicieskij abiekt. Was mo¿na w tiurmu, kak szpionaw.
No my nie snimki mosta die³ali, ino Amu Darii - przy czym wrêczam w celu lepszego razgawora kilka scyzoryków,
zakupionych na allegro po 2 z³ sztuka, mowi±c:
A zdies takoje malienkije padaroki iz Polszy dla was.
Atmosfera siê ca³kowicie rozlu¼nia, milicjaniery wyci±gaj± dwa wielkie arbuzy i nas czestuj±, przy czym padaj±
niezliczone pytania, atkuda, kuda, paciemu, oraz cmoki i achy i "ma³adcy". ¯egnamy siê jak najlepsi kumple. Normalno.
https://lh5.googleusercontent.com/-W-9T9AP_pVI/UFzT66-5ioI/AAAAAAAAMuM/L9MFQN63Eq0/s900/_MG_5085.jpg
A wot, zdies my snimali kak szpiony.
Obrazek trzeci. Morze i klêkniête sprzêgie³ko.
Morza, jak wiadomo, maj± to do siebie, ¿e maj± brzegi, fale i takie tam. Ale przede wszystkim p³ywaj± po nich ³ódki,
statki, okrêty i takie tam. No wiêc zachcia³o nam siê obejrzeæ te brzegi, fale, ³ódki, statki, okrêty i takie tam. Ale ¿e
Morze Aralskie jest daleko od morza, tzn. od brzegu (najpierw jakie¶ sto-kilkadziesi±t kilometrów przez pustyniê do
brzegu, potem jeszcze drugie tyle brzegiem), wiêc gonili¶my w te i we wte po brzegu, ¿eby je w koñcu (to morze)
znale¼æ. A jak ju¿ znale¼li¶my i zobaczyli¶my, to nie mogli¶my do niego siê dostaæ, bo le¿y nisko, a my wysoko. A
miedzy nami klify. A najbli¿szy zjazd z klifów jest w³a¶nie te sto-ile¶tam brzegiem na po³udnie.
No to hajda na po³udnie.
https://lh3.googleusercontent.com/-3YwVn6Y61Y8/UFzTKrOEcNI/AAAAAAAAMuM/llJzQy2rQTY/s900/_MG_4852.jpg
Morze, gdyby kto¶ pyta³. Aralskie.
Ale jak wrócili¶my do zjazdu, to ju¿ nam siê nie chcia³o robiæ kolejnych stu-ile¶tam na pó³noc, zw³aszcza, ¿e miêdzy
klifami a morzem w³a¶ciwym (czyli obecnym) ci±gn± siê podwodne (kiedy¶) wyspy, fa³dy i cholera wie, co jeszcze.
Wyl±dowali¶my wiêc na samym dnie. A na dnie jak to na dnie morza sucho. Wiêc tym suchym pod±¿yli¶my w
kierunku statków, okrêtów i takich tam na Mojnak. Mojnak to takie zadupie, do którego mo¿na dojechaæ od drugiej strony
Damazem (busikiem), ¿eby stamt±d dostaæ siê nad morze. Ale poniewa¿ jest do tego morza daleko i trza by wynaj±æ
jakiego¶ Uaza albo Toyotê za mnogo diengów, to nikomu, co odwiedza Mojnak od p³d.-wsch. nie chce siê i wraca nie
widz±c morza (nam siê lap³o zobaczyæ, bo znad morza przyjechali¶my). Ale za to mo¿e zobaczyæ to, co kiedy¶ po morzu
p³ywa³o i jest usatysfakcjonowany.
https://lh4.googleusercontent.com/-WtlK95g5-6Y/UFzTR84gngI/AAAAAAAAMuM/AbbDIXn0EDg/s900/_MG_4868.jpg
Na dnie morza
My chcieli¶my byæ ci lepsi, wiêc ustalili¶my, ¿e bêdziemy spaæ przy tym, co kiedy¶ po morzu p³ywa³o. No wiecie
zdjêcia wieczorne, poranne, pó¼niejszy lansik i takie tam. No to jazda w ten piach. Rozpêdem.
O do dupy!...
Ale co¶ grz±sko siê zrobi³o...
Nagle tak...
Auto zamiast w przód, idzie w dó³. Ale tylko ty³em!
Przód stoi na piasku.
Znaczy przodu nie ma. Przedniego napêdu znaczy.
O-o.
S³abo.
Sprzêgie³ka przednich pó³osi, jak wiadomo, maj± to do siebie, ¿e maj± zêby, wielokliny i takie tam. A ja, zdaje siê,
przygotowuj±c w Polsce autobusik do wycieczki, nie wzi±³em pod uwagê, ¿e te zêby i wielokliny zjad³ z±b czasu.
https://lh5.googleusercontent.com/-fEj3OqoBcYU/UFzTWmGyNWI/AAAAAAAAMuM/qsrVmmwCcgk/s900/_MG_4882.jpg
Siê zesra³o ;(
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Wiêc teraz na zmianê raz próba za³o¿enia segerka, który nic nie trzyma (czyli rozkrêcanie sprzêgie³ka, naprawa na
pó³torej sekundy dzia³ania, zakrêcanie sprzêgie³ka), a raz podk³adanie pod tylne kola koców, ¶piworów, karimat, srimat,
trawy, ¶mieci etc.
I tak przez kolejne 4 godziny.
Jedyne 50 m do ty³u.
A zdjêcia lansiarskie z nastêpnego poranka i tak mam.
A w zwi±zku z powy¿szym, calutk± trasê po Azji ¦rodkowej objecha³em bez przedniego napêdu wliczaj±c w to m. in.
przekraczanie moreny polodowcowej. Da siê.
https://lh3.googleusercontent.com/-WAfTnIlkgv4/UFzTXUdNsoI/AAAAAAAAMuM/oyBqtx5G9C8/s900/_MG_4886.jpg
Lansiarskie zdjecie pierwsze
https://lh6.googleusercontent.com/-2EhyjfVpBpQ/UFzTZ_4aGjI/AAAAAAAAMuM/MRy4vfVL1rc/s900/_MG_4935.jpg
Lansiarskie zdjecie drugie
https://lh4.googleusercontent.com/-wB0aHPuDsa4/UFzTg5KclXI/AAAAAAAAMuM/UtjyI3K_CYQ/s900/_MG_5012.jpg
Lansiarskie zdjecie trzecie
https://lh4.googleusercontent.com/-MpX_RNrIN9c/UFzTlLPL4bI/AAAAAAAAMuM/ZL963YgVSOk/s900/_MG_5018.jpg
Lansiarskie zdjecie... upsss. Znacie historyjkê, nie bêdê dalej nawija³.
Obrazek czwarty. Oraz pi±ty. I jeszcze kilka nastêpnych. Miasteczka, wioseczki, czy jak to tam zwa³.
Jak ju¿ wygrzebali¶my siê w tych aralskich piasków, przejechali¶my kilka ciekawych miasteczek typu Chiwa, gdzie
spali¶my w jednych z bardziej ulubionych przeze mnie hotelowych miejscówkach na dachu (nota bene w obrêbie murów
Icchan Kala czyli w samym centrum starego miasta), sk±d, primo z regu³y wszystko ³adnie siê podk³ada pod obiektyw
aparatu, zarówno rano jak i wieczorem, secundo mo¿na w nocy ogl±daæ gwiazdy a ja to uwielbiam, tertio gdzie podczas
tropikalnej nocy jest o wiele przyjemniej ni¿ w dusznym pokoju. Lecz ¿eby za idealnie nie by³o trochê by³em
niekontent z tych noclegów, bo, pomimo zwyczajowego targowania siê, by³y to najdro¿sze hotele w moim ¿yciu a je¶li
ju¿ muszê sypiaæ w hotelach, to z regu³y nie przekraczam 3 dolców za noc, a tu bulili¶my 7. Owszem, mo¿na spaæ na
murach miasta (co onegdaj czêsto uskutecznia³em na kru¿gankach w okolicy Bramy Floriañskiej), ale gdzie¶ raz na
jaki¶ czas umyæ siê trzeba jeziora s± g³ównie w górach, a do tych mieli¶my jeszcze dobrych kilka dni. Za to w cenie
dostali¶my ¶niadanie do¶æ fajna niespodzianka i mi³e uzupe³nienie po porannym spacerze o wschodzie s³oñca po
pustych jeszcze zakamarkach Chiwy z aparatem w rêku.
https://lh4.googleusercontent.com/-jHqGC9S2VK0/UFzUKHoDCvI/AAAAAAAAMuM/v16To7olPzs/s900/_MG_5124.jpg
"Przystanêli, poszeptali - tu bêdziemy nocowali."
https://lh6.googleusercontent.com/-mGlMW1K7Oeo/UFzURy8Ca-I/AAAAAAAAMuM/rKKUbbHj6-Q/s900/_MG_5152.jpg
Poranne widoki z "okna", czyli z dachu, na którym spali¶my - "Kolory ziemi".
https://lh3.googleusercontent.com/-mnbzU3t_6nM/UFzUWg-gCSI/AAAAAAAAMuM/8u0fu5THY2s/s900/_MG_5158.jpg
Poranne widoki z "okna", czyli z dachu, na którym spali¶my - "Postaæ ofiarna z dymem".
https://lh3.googleusercontent.com/-2iUjymcdaTM/UFzUY15vlNI/AAAAAAAAMuM/-hATMPOqOmI/s900/_MG_5163.jpg
Poranne widoki z "okna", czyli z dachu, na którym spali¶my - "Detal który¶-tam".
https://lh3.googleusercontent.com/-r8zuvHTUqSk/UFzUiAlGvTI/AAAAAAAAMuM/MIQIRbp8z6A/s900/_MG_5174.jpg
Z porannego spaceru
https://lh5.googleusercontent.com/-eoJJUW7JpYg/UFzUj9194-I/AAAAAAAAMuM/QfG4OQg5MWg/s900/_MG_5180.jpg
Z porannego spaceru
Inne ciekawe miasteczko, które przejechali¶my, to Buchara, gdzie nocowali¶my u Mabid¿ona, Tad¿yka, gospodarza
æwierætysi±cletniej tradycyjnej bucharskiej cha³upy z wewnêtrznym dziedziñcem otoczonym przez proste, niemal¿e
prymitywne komnaty do spania Mabid¿ona, który swego czasu za sowieckiej komuny by³ sportsmienom i prezentowa³
dumnie pier¶ z medalami na pami±tkowych fotografiach, i który ¶miertelnie ba³ siê ingerencji uzbeckiej milicji, OVIR-u,
KGB i czego tam jeszcze i ci±gle nam o nich przypomina³ podczas wypisywania "registrowki". Ale przynajmniej hotel
kosztowa³ deko mniej 5 dolców. O zabytkach nie wspominam, bo o nich wyczytacie w ka¿dym przewodniku. Za to
ciekawostk± by³ fakt, ¿e w obecnym hotelu Mabid¿ona podczas wojny ukrywali siê przed komunistami Polacy, którzy
pó¼niej uciekli do Andersa. O Andersie jeszcze wspomnê.
https://lh5.googleusercontent.com/-5o913GdKf6o/UFzVg0ARmHI/AAAAAAAAMuM/8uLLSR8T4qw/s900/_MG_5286.jpg
Mabid¿on dubletowy
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh4.googleusercontent.com/-Q4Jg39IYtvw/UFzVfqHBYRI/AAAAAAAAMuM/ZGQ4DIEMqSI/s900/_MG_5284.jpg
Hotel Mabid¿ona
https://lh5.googleusercontent.com/-yrfjcdJxSso/UFzVrYF_ElI/AAAAAAAAMuM/cRhWCQOkasU/s900/_MG_5296.jpg
Zabytki, o których nie wspominam
Który¶ nastêpny hotel nic nie kosztowa³ by³ to jeden z moich ulubionych, darmowych hoteli miliongwiazdkowych.
Tysi±ce nocy w takich hotelach w swoim ¿yciu spêdzi³em i podczas tej wycieczki te¿ g³ównie w takich spali¶my ¿adna
to nowo¶æ czy powód do chluby, ale o tym wspominam, bo by³ szczególny o tyle ciekawy, ¿e z pobliskiej jurty (w³a¶ciwie
geru, bo jurta to miejsce obozowania geru czyli namiotu) przyszed³ zaprosiæ nas na wieczorny ciaj staruszek w czarnym
jak noc kakakule, ale ¿e akurat my zalewali¶my gorcki wrz±tkiem, dziadziu¶, rozsiad³szy siê w go¶cinie na
rozk³adanym krze¶le, wprowadzi³ mnie w konsternacjê, opad szczeny i takie tam. Mianowicie starszy pan nie zna³...
ciaju w buma¿ce! Musia³em mu rozerwaæ torebkê i pokazaæ, ¿e w ¶rodku jest herbata. Mamy XXIw., wiêcej ludzi ma
dostêp do telefonii komórkowej ni¿ do czystej wody, a tu proszê. Ciaj w buma¿ce, nowo¶æ!
https://lh4.googleusercontent.com/-cseup8_7KOs/UFzWz9ZYlnI/AAAAAAAAMuM/cURZUnIx4YI/s900/_MG_5471.jpg
Ciaj w buma¿ce? A szto eta?
https://lh6.googleusercontent.com/-0PQr7SVeIs4/UFzWy9WCo_I/AAAAAAAAMuM/6reR1fC84Ik/s900/_MG_5467.jpg
W górach Langar
Kolejne odwiedzone miasteczko to Samarkanda, l¶ni±ca b³êkitami kopu³, gdzie podczas wieczornej posiadówy przy
herbacie w hotelowym foyer mia³em ochotê wyr¿n±æ w zêby pysza³kowatego Italiañca, który wraz ze swoj± niuni±
zaczêli okrutnie pyskowaæ, jak niuni zwróci³em uwagê, ¿eby nie jara³a szlugów przy dziecku w³a¶ciciela siedz±cym przy
stole. Stachu, który by³ ¶wiadkiem akcji, ju¿ widzia³ W³ocha lewituj±cego gdzie¶ w okolicy drugiej strony foyer i
nakrywaj±cego siê w³asnymi nogami, ale ja by³em na wakacjach - gdy prowokacyjnie stan±³ przede mn± pluj±c siê z
w¶ciek³o¶ci, ¿e ¶mia³em jego(!) niuni zwróciæ uwagê, spojrza³em jeno ch³opakowi g³êboko w oczy, zmru¿y³em wzrok
i tylko szepn±³em u¶miechaj±c siê k±cikiem ust:
Give me an excuse. Please... (Daj mi tylko pretekst. Proszê...)
Rital by³ z tych co du¿o gadaj± (a napyskowa³ siê wcze¶niej okrutnie, ¿e hej!), a ma³o robi± i chyba siê szybko
zorientowa³, ¿e w ¶rodku Azji znalezienie chirurga-dentysty mo¿e sprawiæ trochê trudno¶ci. Okrutne to jest, ale
uwielbiam, jak kto¶ nie wie gdzie uciekaæ oczami w takiej sytuacji. A przy dzieciaku wiêcej szlugów nie jarali.
https://lh4.googleusercontent.com/-SJuiNK3-4o8/UFzXww5458I/AAAAAAAAMuM/gBqAhT8wkOg/s900/_MG_5573.jpg
L¶ni±ca b³êkitami kopu³ Samarkanda.
https://lh6.googleusercontent.com/-B-qYsKrTomM/UFzX7wyqbTI/AAAAAAAAMuM/WdonllaKTwk/s900/_MG_5595.jpg
L¶ni±ca b³êkitami kopu³ Samarkanda.
Dalej by³ Taszkent, który zwiedzi³em z poziomu... podziemi, a raczej kana³u w warsztacie mechanicznym. Gdzie¶ na
autostradach (znowu ¿artowa³em) mój autobusik podskoczy³ na jakiej¶ muldzie trochê za wysoko, efektem czego przy
kolejnym podskoku gdzie¶ na kamieniach w górach Langar, ³apy poduszek silnika wyemigrowa³y ze swojego sta³ego
miejsca i silnik, lekko przekrzywiony w stosunku do pozycji fabrycznej, opar³ siê jedn± stron± o ramê. Wiêc wybaczcie
literówki - do tej pory mam drgawki w rêkach od wstrz±sów na kierownicy i czasem jeszcze nie trafiam w odpowiednie
klawisze.
https://lh3.googleusercontent.com/-IhJaemF_E1s/UFzYc5mLieI/AAAAAAAAMuM/ZNGJxWhSMj4/s900/_MG_5658.jpg
Z tym panem zwiedzali¶my "podziemny" Taszkent.
Ju¿ w Sachrisabz i Samarkandzie ¿aden ze znalezionych przeze mnie mechaników nie chcia³ siê podj±æ podniesienia
silnika, choæ to nie jaka¶ skomplikowana przecie robota - sêk w tym, ¿e... nie mieli ¿adnego podno¶nika. W Taszkencie
w koñcu znalaz³em - i wymieni³em obie genuine-isuzu-³apy-z-poduszkami na proste konstrukcyjnie genuine-gumyniva-za-siedem-doców-sztuka. A do Polski spokojnie dotar³y, po drodze przekraczaj±c wspomnian± wcze¶niej morenê.
Poniewa¿ naprawa kosztowa³a mnie w sumie 25 dolców i piêæ godzin postoju (wliczaj±c w to wschodni± chêæ do
podejmowania zawi³ych tematów) z Taszkentu wyjechali¶my wieczorem. I we¼-¿e tu znajd¼-¿e, cz³owieku, kawa³ek
ziemi na kimê nocn±, gdy fruniesz autostrad± (kolejny raz ¿artowa³em) przez góry, a jedyne miejsce z mo¿liwo¶ci±
zjazdu poza betony ograniczaj±ce drogê, to krótkie wjazdy do przycupniêtych do tej¿e drogi mikrowioseczek. Có¿ robiæ wjadê w jak±¶ wioseczkê i mo¿e na jej koñcu jakie krzaczory znajdziemy, bo ni¿ej ju¿ przepa¶ciste przepa¶cie
przynajmniej tak siê nam w nocy wydawa³o. I wjecha³em. Pierwsza dró¿ka przez wiochê koniec pod jak±¶ zawart±
bram±. Wycof. Druga to samo. Trzecia tym razem brama otwarta, wiêc siê pakujê do ¶rodka. Andrzej protestuje,
gdzie ja komu¶ na podwórko wje¿d¿am (bo jeszcze my¶li po europejsku) a ja ju¿ widzê po minach miejscowych, ¿e
wschodnia go¶cina i takie tam.
Allach was nam zes³a³! innych s³ów nie oczekiwa³em.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Was to¿e nam Boh da³, bo my u¿e miesta na nociu iskali, a zdies tolko doroga...
Ale to nie bêdzie zwyk³a noc okazuje siê, ¿e trafili¶my na... obrzezanie! A dla Azjatów przypadkowy go¶æ w taki czas to
dodatkowe, szczególne b³ogos³awieñstwo. Ca³a balanga siê w³a¶nie zaczê³a i ma trwaæ trzy dni na du¿ym podwórku
uczestniczy w niej g³ównie mêska starszyzna zasiadaj±ca na dywanach i ³awach, kobiety za¶, prócz domowniczek
krz±taj±cych siê wokó³ prowizorycznej, polowej kuchni, spêdzaj± czas osobno, plotkuj±c i biesiaduj±c wewn±trz
domostwa. Za¶ pomiêdzy uwijaj±cymi siê paniami obs³uguj±cymi biesiadników biega rozwrzeszczana dzieciarnia, a
w¶ród niej bohater imprezy. Jedynie wielkich kot³ów, w których powstaje pilaw, dogl±daj± m³odzi mê¿czy¼ni.
https://lh3.googleusercontent.com/-5IIJzpTDb9k/UFzYi0ef_GI/AAAAAAAAMuM/2Vkqi8VwMwI/s900/_MG_5678.jpg
Kocio³ek
https://lh4.googleusercontent.com/-tIa0I2zEdyo/UFzY6deS-9I/AAAAAAAAMuM/9TdsFLY4eE0/s900/_MG_5752.jpg
Jad³o i popitka
https://lh3.googleusercontent.com/-3nrkkTEwHR4/UFzY_CuKUZI/AAAAAAAAMuM/GtshXCiQRyA/s900/_MG_5749.jpg
Muzyka gra
https://lh3.googleusercontent.com/-k43KZLCSA3k/UFzZBInm2SI/AAAAAAAAMuM/y208w9Gr0xk/s900/_MG_5753.jpg
"Amin" ("Amen") na koniec uczty
Nastêpne miasteczko s³ynie z najwiêkszego bazaru w tej czê¶ci Azji. To Osz. Na tym¿e bazarze dwa lata wcze¶niej
zaczê³y siê rozróby Kirgizów z Uzbekami jak ka¿de tego typu rozróby wykorzystane przez politykê. Dzi¶ bazar w Osz w
po³owie jest rozebrany, kupcy siê w¶ciekaj±, p³acz± i... p³ac±, za maj±ce powstaæ tutaj nowoczesne hale. W tych
halach ju¿ nie bêdzie wolnej handlowej amerykanki, znaczy azjatki, z ca³ym jej klimatem. A za kilka lat pewnie bêd±
kamery, banany z przys³owiow± krzywizn±, sanepidy i jeszcze wiêksze podatki. Zupe³nie jak w Jewrokawchozie. I
gdzie ja wtedy kupiê od baby kurut z chilli, który tak uwielbiam?!?
https://lh5.googleusercontent.com/-aa-kd9oWfSo/UFzZJ8r1W-I/AAAAAAAAMuM/dLJ__8fhTvQ/s900/_MG_5814.jpg
Bazar w Osz nad brzegami rzeki
https://lh6.googleusercontent.com/-07ygihKKcLU/UFzZURmAbsI/AAAAAAAAMuM/rH6PgeC85Fo/s900/_MG_5821.jpg
Po prawie dwóch tygodniach pó¼niej jeszcze mnei pamiêta³
https://lh6.googleusercontent.com/-pPJteItVBCw/UFzZgXOQqjI/AAAAAAAAMuM/skwsNo_3glg/s900/_MG_5831.jpg
W³a¶ciwy cz³owiek na w³a¶ciwym miejscu
https://lh4.googleusercontent.com/fM2F0VDUkfo/UFzZWQM2D4I/AAAAAAAAMuM/IWwCGo7HmvE/s900/_MG_5823.jpg
Do Polski przywioz³em kilka kilo przypraw
W Osz jako¶ nie kupili¶my wiêkszej ilo¶ci aktualnej szamki, bo uwa¿ali¶my, ¿e na takim upale pomidory szybko zgnij±,
lepioszki wyschn±, a miêso zacznie chodziæ.
Spoko, kupimy w Sary Tasz.
Nie wziêli¶my pod uwagê jednej rzeczy. Sary Tasz, nastêpne miasteczko, o którym chcê wspomnieæ, to punkt
zwornikowy czterech g³ównych dróg w tej czê¶ci Kirgistanu w tym jednej na Chiny i dwóch na Tad¿ykistan. No to jak tak,
to i bazar bêdzie i wsio, w koñcu centrum. Ino nie by³o wsio. W³a¶ciwie by³a tylko wódka oraz trochê puszek i
s³odyczy. A Sary Tasz jest tylko na mapie du¿e i wa¿ne. Wokó³ wielka pustka, wielkie góry, wielkie nic. I tylko wiatr tam
wyje. Ale w³a¶nie to w nim mnie urzek³o.
https://lh6.googleusercontent.com/-Zlg5EFXIfkw/UFzaIpILMtI/AAAAAAAAMuM/yLwhK_x_-fw/s900/_MG_5907.jpg
Tylko wyj±cy wiatr s³ychaæ...
https://lh5.googleusercontent.com/-moLbIjtZ83E/UFzaMTjnO6I/AAAAAAAAMuM/qIabbDspRvg/s900/_MG_5912.jpg
...i to mnie w Sary Tasz urzek³o.
Nastêpne miasteczko...
W³a¶ciwie nie uda³o siê. Ale od pocz±tku. Mój wycieczkowy autobusik chcia³ dojechaæ w Pamir tam jest parê fajnych
miejsc, jeziora Zorku³ i Jaszyk Ku³, krater meteorytu, petroglify, niewielki gejzer, gor±ce ¼ród³a, Kitajce za miedz±,
górskie widoki w stronê mojego ukochanego Karakorum... Wiêc mia³o byæ po drodze kilka innych miasteczek, jak
Khorog, Iszkaszim czy Murgab. Jeszcze w Polsce mieli¶my zmartwienie, czy nas wpuszcz± w Pamir rozróba w Khorogu
zapowiada³a du¿e trudno¶ci lub w ogóle odwo³anie imprezy w samym Pamirze. Strup na g³owie okaza³ siê
rzeczywisto¶ci± do Murgabu od pó³nocy nie wpu¶cili (czy raczej nie wypu¶cili) ju¿ Kirgizi, wiêc do doliny Piand¿u
próbowa³em wjechaæ od zachodu. Ju¿ na pierwszym posterunku milicyjno-wojskowym w Daszt-I-Szer us³yszeli¶my
"nazad". Nie pomog³y ¿adne perswazje, nawet te poparte bakszyszem. Ale jak wspomnia³em wy¿ej Polak potrafi.
Objazd górami trzech posterunków wokó³ prze³êczy Chaburabot spowodowa³ mocne zdziwienie so³datów na czwartym w
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Kalai Khumb. Tego ju¿ siê niestety fizycznie objechaæ nie da³o z jednej strony prawie ¶ciany i ¿adnej, nawet najgorszej
¶cie¿ki, na szeroko¶æ wiêkszej ni¿ koza, z drugiej Piand¿ i za nim Afganistan (przynajmniej go zobaczyli¶my). Gdy tutaj
te¿ us³yszeli¶my "nazad", spróbowa³em jeszcze jednej metody zawita³em do lokalnej szychy, nacialnika miejscowej
milicji. Zdeterminowany wkroczy³em do jego kanciapy.
Job twoju matieri, a wy zdies atkuda?!?
A my iz Polszy prijechali. I mnie nu¿na buma¿ka at tiebia, sztoby ja mog pieriejechat w Pamir.
Musia³em mu zdjêcia pokazaæ, ¿e my przez góry, a nie za pomoc± jakiej¶ super³apówki siê tu dostali¶my, bo biedni by
byli ci ch³opcy z ominiêtych posterunków przez telefon siê na nich dar³ jak opêtany. A kolejne pó³ godziny naprawdê
bardzo przyjacielskiej rozmowy i te¿ nic nie wskóra³em. Widzia³em tylko strach w oczach nacialnika podczas
powtarzanej ci±gle formu³ki "zaprie¶cienno ministierstwam".
https://lh5.googleusercontent.com/-9bKev7Uon6M/UFzce5NNrNI/AAAAAAAAMuM/E2ZHgoSCgto/s900/_MG_6226.jpg
W stronê doliny Piand¿u.
https://lh4.googleusercontent.com/-u7AXwUYKjwM/UFzcsVzmcbI/AAAAAAAAMuM/sD2ZBolDQA8/s900/_MG_6249.jpg
Rany starej wojny jeszcze siê nie zagoi³y, a ju¿ nowe siê robi±...
https://lh5.googleusercontent.com/-3LKAzcFOIDg/UFzc3sbCWjI/AAAAAAAAMuM/AX5KX5DTImc/s900/_MG_6263.jpg
Naoko³o przez góry.
https://lh5.googleusercontent.com/-EKi4sTmsAc0/UFzdOJ64RKI/AAAAAAAAMuM/_9yq29PgAVA/s900/_MG_6301.jpg
Gdzie¶ za prze³êcz± Chaburabot.
https://lh5.googleusercontent.com/-SG-fDipAw-M/UFzdPq3KhTI/AAAAAAAAMuM/m0pTNs9OWwA/s900/_MG_6304.jpg
Piêkna droga.
https://lh3.googleusercontent.com/-22joFm9qLjY/UFzdh2fztAI/AAAAAAAAMuM/svT4XWVD75Y/s900/_MG_6336.jpg
Dalsze "zaprie¶cienno ministierstwam". Z ty³u górki Afganistanu.
Ale mu siê nie dziwiê, w koñcu dwa miesi±ce wcze¶niej zgin±³ jego kolega po fachu z Khorogu. Prawdopodobnie na
zlecenie samego prezia, który w ten sposób pozby³ siê niepokornego urzêdnika (jednocze¶nie szefa klanu trzymaj±cego
w ³apach miejscowy przemyt broni i narkotyków do i z Afganistanu), a tym samym stworzy³ sobie pretekst dla wkroczenia
wojsk rz±dowych do niepokornego Pamiru i posadzenia na tamtejszych sto³kach swoich ludzi.
Wiêc z ¿alem wycofali¶my siê wzd³u¿ granicy afgañskiej, lecz niestety na zachód, nie na wschód.
https://lh6.googleusercontent.com/-aTMHArGr7zc/UFzdjm6XirI/AAAAAAAAMuM/sIIoAKGqpUk/s900/_MG_6341.jpg
St±d niestety na zachód, nie na wschód.
https://lh6.googleusercontent.com/-8OFZ7cjojzU/UFzdlOh5lGI/AAAAAAAAMuM/ip-92qe_huQ/s900/_MG_6339.jpg
Piand¿, po lewej brzeg afgañski, po prawej tad¿ycki.
https://lh4.googleusercontent.com/-k__1fX0h35I/UFzdrm-ZTeI/AAAAAAAAMuM/l9Q-7n9C2b4/s900/_MG_6356.jpg
Afgañski "motorway".
Inne miasteczko, które odwiedzili¶my nazywa siê Duszanbe. W³a¶ciwie nic siê tam ciekawego nie wydarzy³o, prócz do¶æ
dziwnej sytuacji. Stoimy ko³o budynku Ministerstwa Spraw Zagranicznych (akurat tam by³o miejsce do zaparkowania),
podchodzi do nas europejsko wygl±daj±ca para z wygl±du urzêdnicy, nie tury¶ci (po¼niej siê okaza³o, ¿e Niemcy).
Pani wsadzi³a nos do auta i równie szybko go wyci±gnê³a chyba co¶ musia³o jej ¶mierdzieæ. My?
Pan za¶ zapyta³ po angielsku:
Czy to wy jeste¶cie tymi Polakami, co siê przedarli do Badachszanu?
Drugi raz mi opad³a kopara na tej wyciecze. Ale czemu ja siê dziwiê, w koñcu, jak wspomina³em, mamy XXIw. i
telefoniê komórkow±. A godzinê wcze¶niej ogl±da³em nagranie sprzed dwóch dni z Khorogu (wiece, strza³y) na
telefonie jednego Tad¿yka. A ja w³a¶nie wtedy negocjowa³em z nacialnikiem w Kalai Khumb.
https://lh6.googleusercontent.com/-NnJr4HaAAFc/UFzeVMnBClI/AAAAAAAAMuM/q2lFZ6FrK7o/s900/_MG_6472.jpg
W Duszanbe u tego pana w cha³upie jest muzeum instrumentów ludowych.
Potem by³y jeszcze dwa ciekawe miasteczka. Jedno to D¿alalabad, w którym go¶ci³ nas polski Jezuita, ksi±dz
Remigiusz. Pokaza³ nam cmentarz ¿o³nierzy i cywilów Andersowców. Zapalili¶my ¶wieczkê i pomodlili¶my siê wspólnie.
https://lh5.googleusercontent.com/-ItJipWVml5A/UFzf7r2SEAI/AAAAAAAAMuM/2pA5c5iWt5w/s900/_MG_6686.jpg
Symboliczny cmentarz Andersowców.
https://lh4.googleusercontent.com/-hb6_RbFAXMc/UFzgETnuQuI/AAAAAAAAMuM/K3_bIBTYh3M/s900/_MG_6696.jpg
Msza ¶w. w D¿alalabadzie. W lewym k±cie chrzcielnica, która na moj± pro¶be zawlekli Benek z Elwoodem.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Drugie to Naryñ, do którego autobusik dojecha³ zgrzytaj±c i skrzypi±c sta³o siê to, czego siê zawsze na wycieczkach
najbardziej obawia³em, pad³o ³o¿ysko tylnej pó³osi, nak³adane na gor±co. Ciê¿ka to i skomplikowana robota, ale w
koñcu po dooobrych kilku godzinach uda³o siê je wymieniæ w zak³adzie mechanicznym, który mia³ mniej narzêdzi ni¿
ja w swojej samochodowej skrzynce. Ale oni jeszcze palnik mieli, a ja nie.
https://lh3.googleusercontent.com/-ILxDLwFA6oU/UFzih-kPLTI/AAAAAAAAMuM/0frMKnzhP8U/s900/_MG_7112.jpg
Naryñ - robótki rêczne.
Astany nie chce mi siê opisywaæ. Kapie z³otem, nic poza tym.
Obrazek który¶-tam i kolejne. Mostek.
Mieli¶my co ogl±daæ i fotografowaæ po drodze. By³y pustynie, a na nich wie¿e milczenia miejsca "pochówku" zoroastrian.
Zoroastrianizm to jedna z pierwszych religi monoteistycznych, zwani s± tak¿e czcicielami ognia lub (pierwotnie)
mazdaitami (od imienia boga, Ahura Mazda). ¯eby nie bezcze¶ciæ ¿ywio³ów (ziemi, ognia, powietrza i wody), zostawiali oni
na platformach na wie¿ach milczenia zw³oki na ¿er ptakom, a niespopielone ko¶ci przysypywali wapnem w studni
wewn±trz wie¿y. Podobnie wygl±da pochowek buddyjski w Tybecie.
https://lh6.googleusercontent.com/-6iRPR22RO4Q/UFzTwzhGeNI/AAAAAAAAMuM/-Kfk4z9Me_A/s900/_MG_5059.jpg
Zoroastryjskie "wie¿e milczenia".
By³y ruiny staro¿ytnego miasta i szcz±tki skorup w Chod¿aili.
By³y ¶lady historii Wielkiej Gry na placu przed murami Arku w Bucharze, gdzie stracono Stoddarta i Conolly'ego.
https://lh5.googleusercontent.com/-vPhE1nTM-60/UFzWMP7Ec2I/AAAAAAAAMuM/HmMdT3H4VsI/s900/_MG_5371.jpg
Pod tymi murami zginêli Stoddart i Conolly.
By³y nieznalezione petroglify w Saimaluu Tash i znalezione w Cho³pon Ata.
https://lh4.googleusercontent.com/-D7-I4POORPo/UFzkZy2AUoI/AAAAAAAAMuM/5nwhj9e44K4/s900/_MG_7354.jpg
Cho³pon Ata.
By³ fantastyczny Kanion Szaryñski kazachski wielki Kanion Kolorado w skali mikro.
https://lh3.googleusercontent.com/-F_J6Ug46ztA/UFzk4z6T8QI/AAAAAAAAMuM/KScUNITTAFc/s900/_MG_7418.jpg
Kanion Szaryñski.
https://lh3.googleusercontent.com/-oCa6vehDdYA/UFzkuit8W6I/AAAAAAAAMuM/gGny7fOPmJs/s900/_MG_7391.jpg
Kanion Szaryñski.
By³a dolina Ko¶cieliska w skali makro. By³o wielkie jezioro Song Ku³ i jeszcze wiêksze Issyk Ku³. By³o te¿ ma³e
jeziorko Iskander Ku³ (Aleksandra, tak, tego Aleksandra, znaczy Macedoñczyka), które iskrzy³o siê noc± od blasku
ksiê¿yca. Po drodze by³ tunel, do którego ba³bym siê wjechaæ z dzieæmi Andrzej, który pracowa³ w kopalni, stwierdzi³,
¿e tam jest w³a¶nie jak w kopalni.
https://lh4.googleusercontent.com/-92GePLK45lE/UFziQBazjCI/AAAAAAAAMuM/vIYu4WV8BjQ/s900/_MG_7067.jpg
Kirgiz nie schodzi z konia nad Song Ku³.
https://lh4.googleusercontent.com/-dtw03mtApQ0/UFzj9_lwVsI/AAAAAAAAMuM/Of3OQ2bX2Fs/s900/_MG_7275.jpg
Jesienne barwy nad Issyk Ku³.
https://lh6.googleusercontent.com/-ecZhXfCNTzk/UFzegpgnI_I/AAAAAAAAMuM/PGQebQgE-T0/s900/_MG_6503.jpg
Ksiê¿ycowy krajobraz Iskander Ku³.
By³a zapowied¼ niszcz±cego wszystko na swojej drodze silu powodzi rw±cej dolinami po ulewach w górach.
By³y stada olbrzymich ptaków drapie¿nych kr±¿±cych wokó³ pad³a martwego bydlêcia.
By³y stada pó³dzikich jaków, by³ te¿ jak-samotnik, walcz±cy z nurtem rzeki D¿iluu Suu.
https://lh4.googleusercontent.com/-YwyPpgK7YzM/UFzjf3OkvBI/AAAAAAAAMuM/f6lq6jVEVUE/s900/_MG_7228.jpg
Jak w nurcie D¿iluu Suu.
https://lh4.googleusercontent.com/-Gfmw_BQs0dk/UFzjUQ9-KbI/AAAAAAAAMuM/iMB91K4rUoY/s900/_MG_7213.jpg
D¿iluu Suu.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
By³a zaorana granica kirgizko-kazachska.
By³y fantastycznie smaczne, wêdzone na s³oñcu, ryby z jeziora Ba³chasz.
By³y wysokie prze³êcze, jak prze³êcz Tosor (3800m n.p.m.), z której zje¿d¿a siê przez morenê polodowcow±.
https://lh6.googleusercontent.com/-KvTs7hr2dFg/UFzjqPhF6tI/AAAAAAAAMuM/oeWBDCY1aJE/s900/_MG_7243.jpg
Prze³êcz Tosor.
By³y ró¿ne ró¿no¶ci i ró¿ne cuda po drodze, ale chyba najbardziej podoba³ mi siê mostek w dolinie Barkan, do której
trafili¶my przez pomy³kê w³a¶nie dlatego, ¿e trafili¶my tam przez pomy³kê. Mostek, który nie tylko by³ ³adny i siê
³adnie do zdjêcia komponowa³, ale by³ te¿ swego rodzaju abstrakcj± w tym miejscu na co komu mostek na koñcu
¶wiata? Mo¿e po to, by po³±czyæ dwa koñce ¶wiata. Warto czasem zab³±dziæ.
https://lh3.googleusercontent.com/-GnFfQ8nxMBo/UFzjOcNhqOI/AAAAAAAAMuM/6ZqKQgV016o/s900/_MG_7203.jpg
Mostek w dolinie Barkan
Obrazek specjalny. Randka czyli bêdzie o kumplach.
Kumple to Xuj (czytaj: Ksuj, nie inaczej) oraz Benek. Obaj wyjechali Parchem Benka jaki¶ tydzieñ przed nami, z
zamiarem krêcenia siê po tym¿e regionie, lecz z nieco innymi priorytetami. Przed wyjazdem zmówili¶my siê, ¿e
zrobimy se gdzie¶ na miejscu randkê. Trochê gejorzenia nie zaszkodzi.
Benek to miêczak. Czemu wymiêka? Jak ju¿ siê umówili¶my, korzystaj±c z kilkukrotnie wspominanych dobrodziejstw
XXIw. (wymiana sms-ów jak ciosów: "Spawamy bolt w nowym amorze w Osz, a wy gdzie", "Próbujemy przebiæ siê do
GBAO", "No to za 30min w Sary Tasz"), to koniec koñców zabalangowali¶my wspólnie pod Leninem. Mam tu na my¶li
urocze miejsce nad jeziorkiem w okolicach góry zwanej Pikiem Lenina lub Szczytem Awicenny. Scenka odbywa siê
podczas kolacji.
Stoj± dwa moje kanistry w jednym soliarka, a drugim woda pitna. I Benio nala³ se do czajnika soliarki. A¿
zbulwersowany wrzasn±³em:
Benek, æwoku, ja za etu soliarku w Uzbekistanie da³ mnoga dienieg, sztoby etu soliarku pa³ucit, patamu szto tam niet
soliarki, a ty mi etu soliarku do sagana na ciaj wylewajesz? Job twoju soliarku!
I tu Benio wymiêk³ zamiast wypiæ drogocenny z³oty trunek (kiedy¶ mi siê tak przypadkiem uda³o w Nepalu, koledzy
ochrzcili mnie potem per "Nafciarz"), dawaj w te pêdy podpalaæ sagana, ¿eby nie "jeba³o ducke" z tego¿ sagana.
Bezskutecznie. Do koñca swojej wycieczki ch³opcy robili ciaj ju¿ w innym gorcku.
https://lh6.googleusercontent.com/-LkumVwDPiVU/UFzbZIoRRHI/AAAAAAAAMuM/r0nH6PwdHcI/s900/_MG_6070.jpg
Czajnik siê pali.
A Xuj to twardziel. Rankiem, kiedy ju¿ Benek zrezygnowa³ z dalszego podpalania czajnika, a pierwsze promyki
s³oneczka zaczê³y o¶wietlaæ ¶niegi Piku Lenina, Xuj wyci±gn±³ co¶ gumowo-zielonego i rzuci³ w moj± stronê:
Pompuj, Mazeniak!
Jak ju¿ napompowa³em, rzuci³ znowu:
Zwoduj, Mazeniak! pos³usznie zawlok³em na wodê. Gumowo-zielone okaza³o siê byæ pontonem.
Wsiadaj, Mazeniak!
Pos³usznie wsiad³em. My¶lê se: "Zaraz siê odegra ch³op za te moje ci±g³e 'wypatataj' podczas naszej wspólnej
zesz³orocznej pojezdki macedoñsko-albañskiej utopi mnie na ¶rodku jeziora albo co". I mia³em racjê z tym "albo co".
Ledwo¶my osi±gnêli ¶rodek akwenu, niespodziewanie poczu³em atak z si³± wodospadu. Xuj mnie chcia³, owszem,
utopiæ, ale metod± zachlapania wios³ami! Mia³, skubaniec, przewagê, jam przy nim malutki jest, do wody ledwo przez
burtê dosiêga³em, a i miejsce w pontonie mia³ bardziej strategiczne.
Ko³o po³udnia rozjechali¶my siê my do Tad¿ykistanu, oni do Chin.
https://lh4.googleusercontent.com/-0tH5D0pf20A/UFzbqwIY9HI/AAAAAAAAMuM/UG3GmqxyFQI/s640/_MG_6112.jpg
Pontonem pod Leninem
Jest jeszcze kilku kumpli, o których wspomnê.
Przemek z Igloo. Dziêki niemu pojecha³em, bo chyba ciê¿ko by by³o ruszyæ bez opon. Dotychczasowe zaczê³y po
kolei wybuchaæ na poprzednich wyjazdach, wiêc Przemo, choæ jego domen± jest bia³e, a nie czarne (czyli lodówki, nie
opony), postara³ siê o ca³y komplet nowych gum.
Wielkie dziêki, Przemek.
Rafa³ czyli Lolek. Jak kilka lat temu kupowa³em dzi¶ pe³noletnie ju¿ auto i pochwali³em siê, ¿e chcê jechaæ nim do
Turcji, us³ysza³em:
Ch³opie, ty tym do granicy województwa nie dojedziesz...
Rafa³ siê zaj±³ autobusikiem.
Dziêki Rafa³owi i jego magicznych trickom z moim gratem pojecha³em nim i do Turcji, i zrobi³em wycieczkê dooko³a
Polski, i poje¼dzi³em po Ukraiñskich Karpatach, i przez 5 tygodni szwenda³em siê po Maroko i Saharze, i zaliczy³em
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
ostre starcia z grawitacj± w Macedoñskiej Zduñskiej P³aninie, i ¿ar³em z Xujem suchego dzika na pograniczu
Albañsko-Czarnogórsko-Kosowskim... A teraz autobusik pojecha³ na sze¶ciotygodniow± wycieczkê objazdow± po Azji i
wróci³ na w³asnych ko³ach.
Dziêki, Lolo!
Jak bêdziecie go szukali, to pytajcie w Krakowie wszyscy znaj± Lolka.
Zbyszek czyli Gebels. P³yny ustrojowe przysposobi³ do autobusika. Dziêki.
Xuj czyli Spa¶lak czyli Elwood. Jeszcze raz o nim wspomnê, bo go cholernie lubiê. Ma³o kto tak zna ¶cie¿ki Azji
¦rodkowej jak on. Ale nie w tym rzecz.
Dziêki, Spa¶laku, za Twoje proste kumpelstwo.
https://lh3.googleusercontent.com/-xIAp41TbPCU/UFzbfR3VtXI/AAAAAAAAMuM/yyFD9A7Q5zE/s900/_MG_6081.jpg
Proste kumpelstwo czyli Elwood Xuj.
--wrzuce na koniec jeszcze tlumaczenie mojego "opierdolu" benka, jak zalal ropa sagana, bo koncowka fajna:
Benek, æwoku, ja za t± wachê w Uzbekistanie wybuli³em kupê kasy, ¿eby t± wachê dostaæ, bo tam wachy dostaæ nie
idzie, a ty mi t± wachê wylewasz do czajnika na herbatê? Tr±ca³ pies twoj±... wachê!
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 18:40
_____________________________________
gwarowa opowiesc o tygodniowej wedrowce po zimowych beskidach.
zdjecia tu:
https://picasaweb.google.com/mazeno.pl.01/20121201_beskidy_pmw
--Kie sie ni ma...
...to sie lubi. Wies, Stasiu, wiêc biere se te siekierke i ide hañ w las. Ino piórko mi sie nie migoce. Piórko nie mój styl.
Rano ¿em wyse³ od ciebie, jak ¿e¶ta jesce spali. W nocy napada³o trocha, sam ¿e¶ widzio³, jake¶my wiecorem z tym
twoim zatkanym sambem walcyli. He, he, na¶ci kontrasty wiecorem zasrane sambo, a rano ¶wie¿utki ¶niezek, nicem
³ubranko komunijne. Dobra, juz nie marudzem, ³opowiadom, ale polej, Stasiu. Wiêc biere tego gmola na plegary,
zamykam za sob± bramke. Cholerstwo (gmol, nie bramka) wa¿y chyba z tonê. ¯orcia na co najmniej tydzieñ, kie³basa,
ser, puski z rybami, chleby dwa, stara mi kotlety przyzondzi³a, wzio³ek se te duze buty na zaspiarstwo, gaz, spiwór, no i
to niebezpiecnie ciêzkie narzêdzie zbrodni, bardziej dla fasonu, bo przecie ga³êzi se umim na³amaæ albo przepaliæ na
³ogniu. Ale siekierecka musi byæ. Nie bój, Stanis³aw, nie bede zdradzo³, sk±d zem rusy³, bo ci siê zaroz zwali na ³eb
ca³a chmara ciekawskich. Wies jaki ten ¶wiat jest jak siê nie wyekshibicjonujes na fejsie, to¶ cieæ i nie istniejes. Dlatego
¿em se wymy¶li³ pocz±tek grudnia wtedy syf najgorsy w pogodzie i ¿ywej dusy w lesie ni mos. Nawy¿ej zaj±ca alebo
drwala. A i ¶cie¿ke ¿em se wybro³ jak najbardziej po zielonym. Wiêc niech ci ta cha³upa spokojn± ostanie.
https://lh4.googleusercontent.com/-HuuZXqJF2uo/UMO69EGI9GI/AAAAAAAANWU/6oI87GOMLXQ/s800/_MG_8284.jpg
Z tamtela ¿ech wystartowo³.
No wiêc ¿em se polaz³. Nasampierw po cornym kawa³ecek, ale sam wies, jak tam wy¿ej wedle ciebie jest, corny siê
zara koñcy za jaki kilometer. I dalej ju¿ miêdzy ³ostatnie cha³upy tym siutrem ¿em se polaz³. W ka¿dym razie po
dwóch godzinach ju¿ by³ek gdziesik w okolicach Kasinki, na Dzielec wlaz³em. Schodze se z tego lasu, ¶cie¿ka stroma,
leze miêdzy takie belki grube, ¶ciachane widaæ, ¿e cha³upe bed± stawiaæ, bo to takie fest belki be³y. ¦niegu wiele ni ma,
tak ze dwa centymetry, wies, Stasek, ma³o ¿em tam nie fikn±³ koz³a na dzieñ dobry, he, he. Taka stromizna, ino letko,
¶lisko, bo z góry. Potem ¿ech mio³ tory tej kolejki, co wies, s³a bez Kasinke. Tam Szkopy wczas wojny wciry zalicyli ³ode
nasych, tory ¿e¶my im wypiernicyli, tablica nawet wisi, ale ma³o kto j± ³ogl±da, bo stacyjka na g³ucho zawarta.
Normalnie kie za komuny zabita kratami, dró¿nika nie ma i nie bedzie. Atrakcja turystycna nie wypali³a. No, polej, Stasiu.
https://lh4.googleusercontent.com/-i-I4zI1XnJg/UMO7woyiXkI/AAAAAAAANXU/Sp7S59uSMbg/s800/_MG_8297.jpg
Atrakcja nie wypali³a.
Wiêc ide se dalej tymi torami, tak przez pare kilometrów. Zabacu³ek, któren to ze starych alpinistów z zachodu pisa³
kiedysik tak± bajere, opowiadanko, jak z³oili pó³nocn± Eigeru i sta³o, ¿e obyrtli siê nazad hañ do³u bez tory takiej tam
kolejecki, co przeje¿d¿o tam bez ¶ciane. No i przydyba³ ich jaki¶ pacan, konduktor czy kto, jaki inszy sier¿ant, wa¿ny
taki, bo w munduze, i pedo ku nim:
Nie wolno chodziæ po torach.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh5.googleusercontent.com/--sy3AtqKaz0/UMO7tVqQcSI/AAAAAAAANXM/LLhmlzX5zdI/s800/_MG_8295.jpg
"Nie wolno chodziæ po torach".
Kapujes? Ch³opy sieknêli ¶ciane, jedn± z najhonorniejsych w Alpach, a ten im wyjezdzo z paragrafem. No ¿esz!... I tak
mi sie przycepi³o to "nie wolno chodziæ po torach", jak¿em se tam sze³. Min±³em se asfalt z Mszany na Limanow± i
polaz³em w bocn± tak± dró¿ke. Dziadek jakowy¶ lezie, to siê go podpyta³em o taki skrót. £un mi gada, ¿e na Æwilin to ju¿
za po¼no, ale nie spowiada³ek mu sie, gdzie leze, bo to nie nos probosc. I hajda bokiem, bo Æwilin mnie nie
interesowo³, wola³em tak na sku¶ke przez zaro¶la. Tak ¿ech se duma³, ¿e jakie widocki bed±, no i be³y, a na Æwilinie
ino las. Widze Grunwald, bracie. Nie bojce, prowde ci pedom, górka taka nad Mszan±. Ale wiela nie widaæ, bo ca³y cos
æmaga w powietrzu. ¦mig³o ino polan± piêæ sarenek, dalej sta³y ze dwie sopy. Mino³ek te sopy i potem w dó³ do £ostówki,
bez pola na Wilczyce i na £êtowe. Se my¶le, na Jasieniu, wiem, sza³as jest. Nie by³ek tam dawno, ale mo¿e jesce
stoi. Po ciemku ju¿ tam zalaz³em, jest, nawet ¼róde³ko niezamarzniête. Ino drewno na ognisko trza by³o z lasu targaæ,
bo przy samym sza³asie ju¿ przede mn± m±drzejsi wybrali.
https://lh3.googleusercontent.com/-6xiCKW5RuEA/UMO8dvklIpI/AAAAAAAANYE/qW_hlFgyCr4/s800/_MG_8304.jpg
Kajsik pod Æwilinem
https://lh3.googleusercontent.com/-PW7IJtEKQWk/UMO8_iA5awI/AAAAAAAANYs/1OCviqGDsl0/s800/_MG_8312.jpg
Wedle Æwilina
No i noc. Siedze se, w³a¶ciwie le¿e na ³awce przy ogniu, prawie zasypiam i... co, cholera? Zwidy mam? Imaginujes,
Stanis³aw, g³os m³odej dziewoi s³yse. No, scebiot, weso³y taki. Eeeee, wiater. ¯aden tam wiater, g³os coraz
wyro¼niejsy. S³yse drugi, sukaj± wej¶cia, no to sie dre:
Taka du¿o drewniano wajcha, w dó³ j± trza! wzle¼li. M³odzieniec i panna.
Mocie farta, ju¿ sie poli, grzejta sie pogaworzyli¶my jaki¶ cas, pojedli, popili, jo ¿ech w kime waln±³. Pó¼niej rano
panna gada³a (bo ch³opak jesce spa³, jak ¿em wychodzi³), ¿e siedzieli se do ¶witu. Romantycnie. Nie wniko³ek, wies
Stasiu, ja ¶pie jak beton, móg³bym w piekle zasn±æ i jesce bym Lucyperowi poduskê zabra³. I dobra, polaz³em. A jak
Mogielice fajosko widaæ by³o! Ino ca³y cas chmury nad ³bem.
https://lh5.googleusercontent.com/-IK8bnPtDW6U/UMO-aQ9E2aI/AAAAAAAANZ0/B8uHlbqWCTs/s800/_MG_8324.jpg
Pirsa noc w sa³asie.
https://lh4.googleusercontent.com/-7Z5WTDb9N9w/UMO-pa6DZII/AAAAAAAANaE/-kkjJHUq8EY/s800/_MG_8327.jpg
Mogielice fajosko widaæ.
Zatraci³ek sie ducke w lesie nad Przys³opem, ale dobrze, bo fajnie siê zgubiæ casem. To nie Antarktyda, wiêc
wiedzio³ek, ¿e i tak wyleze na w³a¶ciwy kierunek, bo s³ychaæ psy we wsi. Tam pare sza³asów na pastwiskach, z boku
nawet jakasik cha³upa murowana, w koñcu ten las i za nastêpnymi polami juz do³u miêdzy wypa¶ne cha³upy na
Przys³opie. Min±³ek se przystanecek z ma³olatami z plecakami, wsiadali do autobusu, niedziela be³a, wiêc se my¶le:
"O, bidoki, do sko³y albo do biura jutro, a ja w dzic" i hop na tak± grañke w bok. Ta niedziela, to w³a¶ciwie ¿em
powinien Panu Bogu ¶wiecke jak± zapaliæ i przynajmniej ze trzy zdrowa¶ki, no ale ni ma ka, bo las. Okazja jesce bedzie,
a na razie s± schody do nieba. Racej do lasu. Drzewniane i strome. A jesce racej na polane, co j± Jaworzynk± zw±.
Sza³as jest, ino durny jakisik na k³ódke zawar³, bo inne durne by zniscy³y. No niefart, Stanis³aw dwudziesty pirwsy
wiek mamy i wsytko has³a, kluce, szyfry. No, dorzuæ jesce jeden kawa³ek do pieca, bedzie, Stasiu, bedzie. Ale nie pora
jesce kimaæ by³a, daleko do koñca dnia. Kierunek ¿em ³obra³ na ¶cie¿ke znakowan± przez polanke Pod Ska³y, tam
¿em Narwanego spotka³, wies, tego znajomka, co na Mnichu zwykle wisi, a jak nie wisi, to ³azi po Gorcach, bo
najbardziej je lubi. Ty¿ kiedysik gania³ po Babiej jako my z Wojtkiem i Rafa³em, ino my po nocach, un za dnia. Sza³asy
fajne. Dalej tam jest Troszacki Gorc, ¶tyrych m³odzie¿y znowu by³o i para jakisik dziadków, po³amane drzewa i korniki,
no i Kud³oñ. W koñcu gdziesik tam widaæ Turbacza. Potem z³a¿e do prze³êcy Borek, kiedy¶ dawno tam na tym
starym rowerze wyjecha³ek od drogi niebiesk± ¶cie¿k±, krzaki po drodze gêste, no w³a¶ciwie czasem ¿em pcha³ albo
go przenosi³ek, a teraz autostrada. Uciek³em het w góre, bom se pomy¶la³, ¿e jesce co przyjedzie... Lej, Stasinku.
Storcy.
https://lh4.googleusercontent.com/-ORVIj33kzeU/UMO_VieiKBI/AAAAAAAANbE/SfXedI9UcK4/s800/_MG_8344.jpg
Cha³upy na Przys³opie.
https://lh6.googleusercontent.com/-vzzWsLLH_DU/UMPAciBwubI/AAAAAAAANck/lLCsmV5kPc0/s800/_MG_8362.jpg
Polana pod ska³y.
https://lh3.googleusercontent.com/-6QVe3fmwQcc/UMPBgIM37LI/AAAAAAAANds/ALP_F_sDk3s/s800/_MG_8376.jpg
Na Kud³oniowej Grani.
Æmok sie zrobi³, wiêc do Turbacza do¶æ po æmoku zalaz³em. Przez te pierwse dwa dni w tych letkich butach ¿em laz³, a
¿e po drodze sypa³o troszki, tom je zmoczy³, zw³asca, ¿e widzis, Stasiu, o, dziury jakie. Drugi dzieñ, koniec, jest
najgorsy, bo dusa marudzi, a jak jesce ci zimno w nogi i mokro to ju¿ w ogóle. Wiêc se duse polecy³ek zmieni³ek buty,
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
ze¿ar³ek puske z rybami, zagotowa³ek se harbaty i dalej. Gdziesik kole Bukowiny, na Wisielakówce, duje ju¿ fest, dawno
min±³em kaplickê papie¿a Wojty³y, jakasik chatynka stoi, widaæ, ¿e letniki, no i wiata obok na ³ognisko. Cego wiela
dumaæ przecie im nie ukradne chaty. Kie³basa jesce by³a we worze, drzewna haniok pe³no, ino mi ta wiata spasi³a, bo
bedzie ochraniaæ przed ¶niegiem i wichrem. No to tak ochroni³a, ¿em ca³y w ¶niegu siê ³obudzi³. Na wicher nie
pomog³o.
https://lh4.googleusercontent.com/-30uJrCUN8ak/UMPBwCo861I/AAAAAAAANeE/4dGDTtAX7jo/s800/_MG_8384.jpg
Tu ¿ech spo³ na Wisielakówce.
Pok³oni³em siê piknie w kamere, co mie tam ¶ledzi³a i potem w las bukowiñski, na Klikusow±. Ciag³a mi sie ta
¶cie¿ka, bo duje i æmaga, w koñcu wylaz³ek z lasu i naszed³ek na ule bracie! Kolorowe jarmarki na bia³ym puchu. Pare
pscó³ zdechniêtych na wylotkach by³o, musia³y ju¿ na ¶nieg wy³aziæ. A w dole Klikusowa, zakopianka, corny syf. Zajrzeæ
chcia³ek do ko¶cio³a ¶wiêtego Marcina, co obok baca ³owi w stawie, chyba a¿ od ¶tyrnastego wieku, jak parafia
powsta³a, ale ko¶ció³ zawarty by³, wiêc ino ¿em siê garn±³ przez wioske na Pyzówke tory id± w jarze i stacyjka taka
góralsko fajna. Poci±gi na Kraków i Zakopane tam bie¿aj±. A ja w las na niebiesk± ¶cie¿ke. Ino znaki sie zatraci³y, ale wim
co i jak - prosto stromo w góre i potem ju¿ het skrajem lasa i pól. Polej, Stasinku.
https://lh6.googleusercontent.com/-gs5Nk7sq4is/UMPCB007unI/AAAAAAAANek/qC5XV4NMZcM/s800/_MG_8393.jpg
Nadu³o ¶niega.
https://lh6.googleusercontent.com/-2OljLa4BaKI/UMPCKQENXnI/AAAAAAAANe0/LzW_MVzqu8c/s800/_MG_8395.jpg
Ule hañ nad Klikusow±.
https://lh5.googleusercontent.com/-yyAWeb57Nl8/UMPCjXFIY1I/AAAAAAAANfc/dTv8esnz9qE/s800/_MG_8405.jpg
Pyzówka.
https://lh3.googleusercontent.com/-9NhD_GQONNg/UMPCze5qC3I/AAAAAAAANf0/2qBe7MVBVJU/s800/_MG_8409.jpg
Tamtela kajsik som Tatry, ino cwangla i nie widno ich z Janikówki.
Laz³em, laz³em i zalaz³em, jak ¶lak odbija na po³udnie, wiata stoi. Chrustu du¿o w lesie, ogieñ zapali³em, a¿ z dachu
zaczê³o kapaæ od ciep³ego. A rano wylaz³em, pêcherz ci¶nie, wiêc stoje nad coraz wiêks± ¿ó³t± plam± i gapie sie na
niego, a ³on na mnie. Pikny kozio³ek. W koñcu hycn±³ w m³odniki. Zlaz³em do Sieniawy, kawa³ek cornym i wedle
le¶niczówki nowym traktem, a potem ¶cie¿k± na grañ Podhalañskiego nad Harkabuz. Stasiu, tela zasp na raz nigdy nie
widzio³ek. Bo tam duje od po³udnia w ¶ciane lasu, a droga przy samych drzewach równo bie¿y. I tak pó³ dnia.
https://lh3.googleusercontent.com/-wA3b3WCcVq8/UMPC46Lkf_I/AAAAAAAANf8/vtGpA4D6riY/s800/_MG_8411.jpg
¦piem we wiacie hañ w lesie.
https://lh3.googleusercontent.com/-z_s27WiTXUY/UMPDYWj2WJI/AAAAAAAANgk/jss-ceTdHvw/s800/_MG_8417.jpg
Zaspy wedle Harkabuza.
https://lh4.googleusercontent.com/-c-SpA24nby8/UMPDa14ZmtI/AAAAAAAANgs/vhDzCPLVKag/s800/_MG_8418.jpg
Dujawica wedle Harkabuza.
A drugie pó³ ju¿ za prze³êc± Spytkowick± koleiny traktorów od zrywki. Ale najpierw cheba wystrasy³em jednemu
polowacowi zwierzyne, bo jak¿em go pyta³ o ¶cie¿ke, to rozmowny nie by³. A ¶cie¿ka zamiast ¶cie¿k±, s³a rowem
przeciwpo¿arowym. Nazywa siê to Koñcówka i tam nikt nie ³azi, ¶ladów c³owieka ni najdzies. Przejdzies d³ugo i nic. A¿
za Wolnik. A potem te koleiny po prze³êc W±wóz. A najgorse to, ¿e wtedy ju¿ po æmoku, i nawet jak z lampk± idzies, to
odchodzi co chwile cosik w bok i nie wies, któro prawa. Sukaj ¶cie¿ki po nocy. Zamarzniêty, mokry, ¶ciorany zlaz³ek w
koñcu miêdzy cha³upy i ¿em spyta³ gospodarza w pirwsym domu o kawa³ek przypiecka. Nakarmili, napoili, utulali. S±
jesce, Stasiu, uczciwe c³eki, a nie ino dutki i fejsbuki. Pirwsa nocka pod prawdziwym dachem. Odpoco³ek ducke.
https://lh3.googleusercontent.com/-Ps9AXs2PlBg/UMPEkLJ_UkI/AAAAAAAANiM/fVqEa9VF-ak/s800/_MG_8440.jpg
Podsarnie.
https://lh5.googleusercontent.com/-1cEsENXOJMM/UMPEszm2tQI/AAAAAAAANic/xouzHVANnBs/s800/_MG_8444.jpg
Tak ¿ech se se³ i se³.
https://lh3.googleusercontent.com/-umysSC5d870/UMPE70F4GuI/AAAAAAAANi0/jhtxUiHU9Ws/s800/_MG_8447.jpg
Pasmo podhalañskie.
https://lh3.googleusercontent.com/-keNlp_H5BM8/UMPFZnEBNII/AAAAAAAANjk/t5hzQNz2EM4/s800/_MG_8462.jpg
A spo³ek u pana Józefa z Zubrzycy.
Do Markowych Scawin to P³ajem sie garno³ek, star± habsbursk± drog±, co po niej kiedysik nawet powozami je¼dzili.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Letko po po³udniu ¿em zase³, ale chcia³ek na sóstego na wierch wle¼æ, bo wies, dzieñ, coby upamiêtniæ Wojtka. Sóstego
by³o jutro, wiêc leniowa³ek na reste dnia. W schronie ino ja, pani Iza, co siê schronem opiekuje, i dwóch jej pomocników.
Rano spali, jak¿em z Brony wy³azi³ na wierch. I widzis, Stasiu bez wcze¶niejsze dnie wyciecki, ca³y czas æmaga,
cwangla, chmury, ¶nieg sypie, wiater lodowe ig³y w pysk duje, a jak ¿em na Babi± wylaz³ krysta³. S³oñce, góry,
niebiesko-bia³o. Nawet dymy z krakowskiego £êgu i katowickich hut widaæ by³o. Tfu, cywilizacja. Siedzia³ek se tam trzy
kwadranse i ¿ech sie gapi³ na Taterki, s³owack± Orawe i Liptów. Tyle razy bylimy tu z Wojtkiem pogoniæ se z Markowej
Zawoi po grani, no kilkadziesi±t nocy co najmniej. Zreszt± wies, ten wariot to nawet z Krakowa tam biega³ pare razów. Za
Wojtka zdrowa¶kê odmówi³ek i zlaz³ek do³u.
https://lh3.googleusercontent.com/-TwZis-v9IRc/UMPF3bj-hqI/AAAAAAAANkU/L1-BBbg0pGg/s800/_MG_8479.jpg
Dzincio³.
https://lh4.googleusercontent.com/-_fdcVRm9hnY/UMPGSe4bDsI/AAAAAAAANlE/OOLviI2OsS4/s800/_MG_8495.jpg
Na Markowych Scawinach.
https://lh4.googleusercontent.com/-JrsgCfuGPlU/UMPIu3TRLpI/AAAAAAAANo4/Lu-Cm5ZsmJ0/s800/_MG_8548.jpg
Bez Brone ¿ech pose³...
https://lh5.googleusercontent.com/-bzzQuBC0BLw/UMPHNFEFe_I/AAAAAAAANnM/31a0zx-VPl4/s800/_MG_8523.jpg
Z wiercha Baby Tatry widoæ.
https://lh4.googleusercontent.com/-ikxD644Pv9s/UMPHr3v1UCI/AAAAAAAANoU/tx5Rb96N5Rs/s800/_MG_8536.jpg
Zdrowa¶ke za Wojtka odmówi³ek.
A jakem na dalsy P³aj potem se³ to znów cwangla na Babiej by³a.
https://lh5.googleusercontent.com/-wtRuSdKNa5Q/UMPJA0E-j7I/AAAAAAAANpY/tWsj78XK-K8/s800/_MG_8560.jpg
Na P³aju.
Tam jest sza³as na Cornej, ale tej zimy to on ju¿ chyba nie przetrzymie. Ruina, Stasiu. Za to nowa wiata na samym kraju
parku jest. Dorzuæ do ognia i polej. Corna Hala ³adna, ale zarasta i jak wylezies dalej ku Mêdralowej to jesce ³adniej i
te¿ sza³as stoi. Mêdralowa to takie miejsce, gdzie S³owaki maj± swój koniec ¶wiata na pó³nocy. Tropy basiora ¿ech tam
widzio³, samotnika. No bo wko³o pe³no sarnich i jelenich kopyt. Tabuny. A wilków-samotników coraz mniej po lasach,
wygoni³y je pi³y motorowe i psy ³añcuchowe... Prawie nie ma ju¿ ¶lebodnych wilków, s± ino zastrasone watahy,
odwa¿ne jeno w kupie. Polej, Stasiu, dobrze polej...
https://lh6.googleusercontent.com/-ghfgj50W8fw/UMPJQqFsLRI/AAAAAAAANpo/X-TB_NBDcL4/s800/_MG_8565.jpg
Sa³as na Cornej.
Przed Jaworzyn± jest prze³êc, G³uchacki. Tako stoi stara ruina, sza³as studenciaków. Jak ¿em dose³, to sypa³o ju¿
fest. Tak ¿em sie wystracha³, ¿e jutro bedzie z meter ¶niega, ¿em naniós³ se do szopy a z dobry kubik drewna, coby
siedzieæ w ciep³ym na wypadek brei po pas. Nasypa³o, ale meter nie, du¿o mniej ni¿ pó³, mo¿e æwiartke. Poszuka³ek se
¶cie¿ki cornej, te¿ j± trudno naj¶æ, dobrze, ¿e pod Jaworzyn± schron letni jest i gospodarz od schronu strza³ki
nasmarowali na korze.
https://lh5.googleusercontent.com/-Kyoiy1ABe64/UMPKATzoGCI/AAAAAAAANqo/Tv8aRpT4Hm4/s800/_MG_8582.jpg
Jaworzina.
https://lh3.googleusercontent.com/-ZkdvYe4A1Rg/UMPKFE6zN-I/AAAAAAAANqw/qPgAEKOPKKA/s800/_MG_8584.jpg
Sa³as na G³uchackach.
https://lh5.googleusercontent.com/-pHBTtvaTlwo/UMPKQD917pI/AAAAAAAANrI/tTG8D1i032Y/s800/_MG_8587.jpg
Zawarty letni schron pod Jaworzina.
A potem do Korbielowa opu¶ci³ek g³ówn± ¶cie¿kê i zlaz³ek se po tropach le¶nika jakiego¶, bo ¶lady sz³y wedle
ambonki, strumyka, krzaków, krêci³y dziwnie a fajnie. I takem se, Stanis³awie, przese³ w tydzieñ sto trzidzi¶ci
kilometrów z kawa³eckiem, hañ bez Wyspowy, Gorce, Makowski i ¯ywiecki. Polej, Stasinku, a do ³ognia jesce dorzuæ...
--a potem jak pedal pojechalem busem do lupusa.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Autor: Stranger - 2013/02/22 20:40
_____________________________________
³oooooo, chochochooooo, ale ¿e¶ dopierniczy³³³³.
Spasiba - bêdê mia³ co czytaæ przez tydzieñ.
Jak na t± chwilê zdj±cia poluka³em i powiem tak.
S± o niebo lepsze ni¿ te te z HDR-a obecnie cykane. Jako¶ tak bardziej do mnie gadaj±.
Sumuj±c to..... to siê nie znam, aaaaale powiem tobie, ¿e zajebiaszczo miê siê podobaj± twoje pikczery - ze
zwyk³ego p³ota zrobiæ obrazek to nie jest takie proste.
Widzisz takie sprawy, których inni nie widz± i widzieæ nie bêd±.
Ostatnio naby³em body Canon eos 650 - i kliszê te¿ nabêdê - poprzednie to samo siê spsowa³o ale le¿y dla
cieszenia oka - zrobi³o ju¿ swoj± paczkê slajduf i inszych ujmuj±cych pami±tek.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/22 21:06
_____________________________________
zdjecia do starych textow to skany slajdow - skaner byl nie najlepszy, wiec z jakoscia jest jak jest. ale wazne ze sa.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Elwood - 2013/02/22 22:33
_____________________________________
Mazeniuszu, mo¿e zeskanuj te stare teksty?
Nareszcie, co¶ tu drgnê³o.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/23 01:52
_____________________________________
ufff, ale sie napracowalem. na razie styknie - cieszta sie tym co jest.
te calkiem stare moze przepisze kiedys - zwlaszcza, ze jeden to byl tekst o nanga parbat lata temu w "gorach", wiec
ciebie bedzie rajcowal, spaslaku.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Elwood - 2013/02/24 23:38
_____________________________________
Mazeniuszu, czekam na sygna³.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/27 02:12
_____________________________________
macie jeszcze jedno - tym razem z zimowo-wiosennej wycieczki do krysi w rybnem czyli 6 dni po beskidzie niskim i
bieszczadach.
Ku Krysinej Cha³upie.
Hej!
Cosik mnie tak ¶ciko w do³ku, kie by to to jakisik zal be³.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Hej, zal! Zal, kie sie siedzi doma, za ³oknem saro, buro i ponuro, bo las het! A tu ino ludziska sie spiesom, ganiajom wte
i we wte, sami nie wiedzom za cym jesce. Jesce jedyn nowocesny telefon, kie by im ma³o be³o gadaæ bez ten stary.
A tu wedle kominka mruga siekierecka ku mnie. Chod¼, pedo, pójdziem w las. To my i po¶li het.
Zabro³ek se w mandzur ¿arcia na kielo to dniów, zabro³ek se ¶piwór, zabro³ek siekierecke.
Z Gorlic najsampierw ubitym cornym asfaltem s³em se, tam jakisik cas dalej stoi pikny drzewniany ko¶ció³ w Siarach, co
to kiedysik ludziska, co z daleka przysli, pod zadaseniem tam na mse czekali od sobotniego wiecoru, st±d i nazwa soboty.
https://lh3.googleusercontent.com/--RRG6GzLKo0/S_KvYFnsbPI/AAAAAAAALpU/-2lWKTig2Sw/s640/_MG_0029.jpg
Soboty ko¶cio³a w Siarach-Sêkowej
Dalij ¶ciezynka wiedzie hañ na wierch bez bukowe zagajniki na Oboc, Husce i Brusy, het nad £owcarami. Pedali
ludziska, co w £owcarach mrozy po ¶tyrdzie¶ci stopniów tej zimy be³y!
Kie sie idzie z Brusów ku prze³êcy £owczarskiej, ambony dla polowacy stojom, terozki puste, ino wiater w nich duje i
muzyke jakosik dzik± wycynio, az strach... Od prze³êcy dro¿yna ku wierchu zacyno sie wznosiæ. Z poc±tku lehko ino,
potem nacyna slalomowaæ grani± Magury, a pod sam wierzcho³ek stromo i ¶lisko ³okrutnie sie robi. Kie lezies w lato to
jesce idzie, no kie lezies w zimie, alebo we wiosne wcesn±... ¦iega miejscami po meter, mokry be³, sto kroków ¿em se³,
a racej brodzi³, dobre kilka pacierzy, i to nie jakisik pojedyncych zdrowasiek, ino pe³nych. Aze sie tma zrobi³a, ciemno
noc przis³a. W lesie g³ucho, ino kajsik tam, alebo insze gdzie, trza¶nie jaka ga³±zka... Z³y? Po³owa marca, z³y nie ¶pi.
Wilcy tyz nie ino za sarnami ganiajom...
https://lh5.googleusercontent.com/-xM5BBszULyk/T2ol1zPbc-I/AAAAAAAAIn4/jeTkwXYQvck/s900/_MG_3565.jpg
Ule przy ¶cie¿ce na Obocz
https://lh5.googleusercontent.com/-l_CdX0RH53I/T2ol6UvZb0I/AAAAAAAAIoE/BO_BJHvXRxA/s900/_MG_3568.jpg
Brusy
https://lh5.googleusercontent.com/-2eDLi9UUVOM/T2omCw-zy_I/AAAAAAAAIow/FWo4heJbk2g/s900/_MG_3574.jpg
Nad Brusami
https://lh5.googleusercontent.com/-2Sc5SSosGaU/T2omKOgCm9I/AAAAAAAAIpI/ryEHejPNZ9A/s900/_MG_3578.jpg
Ambona wedle przelêczy Owczarskiej
Nie marudzem, ino brnem bez ten ¶nieg. Na wiecór dobrno³ek do chatki, schronika na Ma³astowkiej Magurze. Pusto sie
wydawa³o, ino ¿arówka jedna sie pali. Wchodzem, coby se odpocac kapke i podsusyc buty calkiem mokre. Slysem g³os
spod ziemi, a racej z windy od kuchni na biesiadna sale:
Chebojcie¿ do³u, do kuchni! Tam od zadniej strony! -to ¿em i pose³. Grzegorz, gospodarz, mnie przenocowa³ przi
piecu, gor±cej harbaty nagotowa³, grosza nie wziun, piknie dziêkuje mu z tego miejsca. Pogaworzylimy d³ugo przy
¶wiecce i legli. Som na tym ¶wiecie ludziska z sercem, a nie ino z sakiewk± w piersi, oj, som!
https://lh3.googleusercontent.com/--ea9MyT1vXw/T2omVZGP0UI/AAAAAAAAIpw/wv0_aKa77vQ/s900/_MG_3586.jpg
Ostatnie ¶wiat³o dnia nad Magur± Ma³astowsk±
https://lh5.googleusercontent.com/-JNsT5L-1pGg/T2omW8KzD9I/AAAAAAAAIp4/tQc9e4OxP7E/s900/_MG_3588.jpg
Przy ¶wieczce u go¶cinnego Grzegorza
Rano na Ma³astowk± Prze³êc ¿em pyrgn±³, buty mi u Grzesia obesch³y na przypiecku. Tam cmentarz z pirwsej wojny
stoi, prawie dwa sta ludziska le¿y. Wiecne ³odpocywanie rac im daæ, Panie; choæ siê bili w inszych armiach pewnie
niejeden swojego s±siada ustrzeli³ nie znaj±c kogo ubija... Durna to wojna, jak ka¿do wojna.
https://lh5.googleusercontent.com/-BopxA94T694/T2omdQy5KhI/AAAAAAAAIqQ/sU1cyM_j7kI/s900/_MG_3591.jpg
Cmentarz wojenny na prze³eczy Ma³astowkiej
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh4.googleusercontent.com/-_fZOlXmW4i0/T2omiN8BrbI/AAAAAAAAIqg/Q8OQloCWo2w/s900/_MG_3593.jpg
Na Banicê przez Wierch Wirchne
Na Banice bez Wierch Wirchne s³em. Cisa w lesie, ino ptaki nielicne s³ychaæ casem, tak nikogo, ni c³eka, ni zwierza.
S³onecko sie pokazywa³o bez konary, w koñcu wyse³ ¿em na asfalt. Na Banicy jest pomnik nasych pilotów, co w cas
drugiej wojny ich Szkopy zestrzeli³y w angielskim aeroplanie, Halifaxie. Wie¼li nasi lotnicy z Italii pomoc dla
bohaterskich Warszawskich Powstañców.
https://lh3.googleusercontent.com/-f2oRF3CYWxY/T2omyS6ryDI/AAAAAAAAIrQ/Ymi1ps5y9zE/s900/_MG_3603.jpg
Dzielna za³oga Halifaxa
https://lh5.googleusercontent.com/-xpmy8tnLM24/T2om0SnFYQI/AAAAAAAAIrY/XBg1APGqxE0/s900/_MG_3604.jpg
Dzielna za³oga Halifaxa
Potem jest Krywe i kilka ³emkowskich chy¿y chy¿a to taka cha³upo, co w niej i boisko, i stajnia, i ³obora jest, choæ to
malenkie ³obej¶cie. Wszytki dobytek inwentarski ¿ywie w niej. W Krywym ty¿ jest cerkiew ³odnowiona w remoncie, pod
wezwaniem Damiana i Kosmy. Za potem ino pare cha³up Jasionki i asfalt sie koñcy. Hej! Narescie! Trakt wedle wierchów
Carnej i Suchej bie¿y, ino ja se go opuscam i po ubocu lezem. Trawa jesce w wielu miejscach ¶niegiem przykryto, ino na
po³udniowych stokach j± widno i spod ¶niega z³otymi a suchymi od s³onecka k³osami ¶wieci matowo. Hej! Nikogo, hej!
Drzeæ siê mozna, ca³y ¶wiat nie us³ysy! Ale siem nie drem bo i po co.
https://lh6.googleusercontent.com/-WJGC08vXJIY/T2om2UhivcI/AAAAAAAAIrk/t0NbtqwXZ8w/s900/_MG_3605.jpg
Chwila na popas
https://lh5.googleusercontent.com/-_lkOwFw3o_4/T2om7x7bz7I/AAAAAAAAIr4/GaCZPq-3-5s/s900/_MG_3608.jpg
Cerkiew ¶w. Kosmy i Damiana w Krywem
https://lh5.googleusercontent.com/-PHcRj7Uzzjc/T2onFIcWlJI/AAAAAAAAIsc/U6xuqKHNEJk/s900/_MG_3612.jpg
¯eremie bobrów zamieszkuj±.... kaczki
https://lh4.googleusercontent.com/-DYObRV-Nwy8/T2onUm0HVeI/AAAAAAAAItY/8O7pyi2zUDI/s900/_MG_3622.jpg
Jasionki
https://lh6.googleusercontent.com/-q8QfDX8BLWw/T2on2yyM7EI/AAAAAAAAIvI/UI9Kzw8Og6k/s900/_MG_3639.jpg
Cmentarz w Czarnem
Na rozstaje na Nieznajow±, Carne i Jasionki idzies, to stoi cha³upa, konie luzaki biegaj± w zagrodzie, potem trzi kaplicki
wedle siebie i w koñcu te rozstaje. Bierem sie w prawo, co trakt na Radocyne jest - kieby¶ta widzieli, jaka to wie¶ dumna
dawnymi casy tam by³a, tera jeno ruina sko³y i jakiesik nowe budynki siê stawiajom. To bogate ministry lebo inne
urzêdniki z wielkich metropolii lasy okupujom i cywilizacje si³om wprowadzajom... £ogrodzajom to wszytko, a wolnego
c³eka by pogonili, tfu!...
https://lh5.googleusercontent.com/-u8K8YIXIm9U/T2on9_CXppI/AAAAAAAAIvg/JZLc-405HuI/s900/_MG_3644.jpg
Luzaki
https://lh3.googleusercontent.com/-WZAR1van1wY/T2ooEj8WoMI/AAAAAAAAIvw/le3QCSNIhmU/s900/_MG_3650.jpg
Ostatnia chy¿a w Czarnem
https://lh3.googleusercontent.com/-O_jQtI1hmzc/T2ooHaPHMJI/AAAAAAAAIv4/bQrVPSudZEg/s900/_MG_3651.jpg
Trzi kaplicki
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Ale jo na D³ugie bez szeroki potok Wis³oki idem, retorty jesce stojom. Corne kie sam diobe³, ale zimne. Ale kie sie pali
w nich to ty¿ jako w piekle gor±c w ¶rodku musi byæ. Wedle nich dwa stare cmentarzyska, ledwie kilkoma krzizami
zaznacone, drugi jesce p³ot ma. Na samiu¶kiej prze³êcy nad D³ugiem widzem hañtela stadko jeleni lezie! Ba, tam
lezie. Krocy! Takem sie gapi³, wes³o w koñcu w las.
https://lh4.googleusercontent.com/-32FOF13dm9o/T2ooYd841wI/AAAAAAAAIww/VgevEUYG4gk/s900/_MG_3659.jpg
Pozosta³o¶ci wypa³u w D³ugiem
https://lh4.googleusercontent.com/-8tRdXGAe6fA/T2ood8Hq6MI/AAAAAAAAIxI/P23uBmFWgZU/s900/_MG_3662.jpg
Cmentarz wojenny w D³ugiem
https://lh4.googleusercontent.com/-bRI31DzPYig/T2ookD6dg0I/AAAAAAAAIxg/E92vxpQZCMA/s900/_MG_3665.jpg
Droga na Wyszowatkê
https://lh6.googleusercontent.com/-jxQbABTA8HE/T2ooq7E4t_I/AAAAAAAAIx4/AreZOKNZgOw/s900/_MG_3669.jpg
Bóg patrzy z krzy¿a. Odnowione krzy¿e i kapliczki to zas³uga Szymona-kamieniarza.
https://lh4.googleusercontent.com/-Wuh8jJssi_w/T2oouaF8ppI/AAAAAAAAIyA/2o8JeOXzU4o/s900/_MG_3672.jpg
Jelenie nad prze³êcz± nad D³ugiem
Zesze³ ¿em do Wyszowatki, pegieery, ludziska biedujom, bo ¿yjom z nicego. W ten cas nawet sera nie przedajom, bo
nikto nie przeje¿d¿o bez te wsie na koñcu ¶wiata. W Grabie ³obierom kierunek na Krempn± star± drog±. Na podje¶ciu
pod las s³oñce chyli siê na horyzont, z prawa i lewa wszytko w z³otych ¶niegach doko³a. W lesie wiata stoi, konarów
uzbiero³ek, ognisko zapali³ek, mokre buty susy³ek, ale nie wysusy³ek do rana. W nocy pikne gwiozdy ino ¶wieci³y i
³ognisko. Gazda Niebieski mnie pilnowo³ jeno.
https://lh3.googleusercontent.com/-j3FXvrJ_mCw/T2oo8FLAWPI/AAAAAAAAIy4/CCFKLP6LkEo/s900/_MG_3684.jpg
Wyszowatka - dawny PGR
https://lh4.googleusercontent.com/-2WWHVmAxQpM/T2opATpADjI/AAAAAAAAIzI/v_qor5zokFs/s900/_MG_3686.jpg
Autoportret cieniowany
https://lh6.googleusercontent.com/-Qwdb5QkZkB0/T2opQKyrVOI/AAAAAAAAIz4/kqAma2Fr2Cg/s900/_MG_3698.jpg
Grab - cha³upa
https://lh3.googleusercontent.com/-5I2F_Fqtcf8/T2opYxfFhJI/AAAAAAAAI0s/qW-IVzNbKZo/s900/_MG_3709.jpg
Gwiazdy nad g³ow±
https://lh3.googleusercontent.com/-Kw37inhOI5M/T2opbEP8MDI/AAAAAAAAI04/V7ojOHP2b9Q/s900/_MG_3712.jpg
Nocleg w lesie
Rano ¿em wce¶nie wsto³, coby bez zaspy, co ¿em je uwidzio³ wiecorem na dalsej drodze, nie le¼æ jak rozmieknom. Nie
da³o. Szlag by to!... Krok robiem, stojem, drugi, w pó³ uda sie zapadom. Kijkami sie podpierom, nie pomago. Droga
chyba bez ca³± zime nie przechodzona, bo autami tam nie przejedzie mostek za ¯ydowskiem zawalony. No zanim ¿em
na ¯ydowskie dose³, chcio³ek z Czerte¿a na Polañsk± Hute skrótem. Ino ¿em w dolinie stadko dzików z m³odymi
warchlakami wystrasy³, a przele¼æ, nie przelaz³em, bo wiosenne roztopy bagniska zrobi³y, ¿e hej. Wojskowa amfibia by
nie przes³a, co dopiero c³ek. Potopiæ sie s³o i tela. Z butami pe³nymi wody wróci³ek na droge na Krempn±, klêska
sromotna.
https://lh3.googleusercontent.com/-nBu7Jq08-98/T2ophdFDcfI/AAAAAAAAI1Q/iHLGGYMhRBU/s900/_MG_3717.jpg
Zostawiam ¶lady mordêgi za sob±
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh4.googleusercontent.com/-iZW9QdluVQ8/T2opqbV4XOI/AAAAAAAAI14/WfFjrbryzfg/s900/_MG_3722.jpg
Nienawidzê zasp
https://lh6.googleusercontent.com/-DQCGMIp28do/T2op0wNUTcI/AAAAAAAAI2Y/MYn8XqkBr90/s900/_MG_3727.jpg
Pancerne Kaylandy przemok³y
https://lh5.googleusercontent.com/-ps01gVckNl4/T2oqDDeW64I/AAAAAAAAI3A/5Wjl6Ax13rw/s900/_MG_3732.jpg
¯ydowskie - stary samotnik
Te siedm kilometrów na ¯ydowskie ¶tyry godziny zem se³! ¦tyry godziny bez mokre ¶niegi i zaspy. Oddych³em se kapke
na ¯ydowskiem, ku s³onecku buty ¿em wystawi³, pajd± chleba i kie³basy kawa³kiem ¿em sie po¿ywi³, od razu lepiej.
Do Krempnej ju¿ ³atwo zesz³ek. Tam odremontowana cerkiew jest, ¶wiezym drewnem desek b³yscy w s³oñcu. A ja se
idem dolin± Wis³oki ku Polanom, wedle drogi wiela ³emkowskich cha³up chy¿y jesce stoi. W Polanach cerkiew
znacna, murowana, kopu³a z blachy miedzianej b³yscy. Tam skrêcom ku Dobañcom i Olchowcowi, za którym w las na
Tylawe. W Olchowcu pogaworzy³ek se ducke z gospodarzem, ¿ycy³em dobranoc, a on mi scêscia w drodze. Tu sie
naprowde zacny kawa³ecek nachodzi, tamtela nikto nie ³azi, bagniska droge poch³one³y. No jesce zanim bagniska, to
¿em se nase³ kawa³ek zagajnika, drzewna ¿em uzbiero³ na zapas, bo licho nie spi. Nie chcio³byk mieæ lokatora
nieprosonego, z³y g³odny, bo wiesna dopiero sie budzi, a ³un jesce nie ¿re³ wiela. Do rana ¿em spo³ na pó³ cuwaniu,
coby sie ogieñ nie zagasi³.
https://lh5.googleusercontent.com/-qXKPV8XkLHA/T2oqTdgBhvI/AAAAAAAAI3w/2EPasbP-25I/s900/_MG_3738.jpg
Cmentarz ³emkowski na ¯ydowskiem
https://lh5.googleusercontent.com/-9O2z7jozEyg/T2oqbiCcqTI/AAAAAAAAI4Q/m9An4159zrk/s900/_MG_3743.jpg
Stara Krêpna
https://lh6.googleusercontent.com/-hTs_rBaINk8/T2oqqHXfI7I/AAAAAAAAI5A/I6zm7GvHHgw/s900/_MG_3751.jpg
Pszczo³y jeszcze ¶pi±
https://lh3.googleusercontent.com/-ppGIHA8TgPo/T2oqtXq7jaI/AAAAAAAAI5Q/c5g0jnRaoyM/s900/_MG_3753.jpg
Dom nad jeziorem - roztopy
https://lh5.googleusercontent.com/-kColfAQf66k/T2oq03o_S-I/AAAAAAAAI5o/Gxw9DKrIR3Y/s900/_MG_3757.jpg
£emkowskie chy¿e w Polanach
https://lh4.googleusercontent.com/-rTfSHM9Zzxo/T2orGh4LzAI/AAAAAAAAI60/pUOS-Cj95nQ/s900/_MG_3773.jpg
Wypasiony, miliongwiazdkowy hotel...
https://lh4.googleusercontent.com/-ex9QTPAsUOM/T2orLdsAE-I/AAAAAAAAI7I/dN0eUreErSk/s900/_MG_3777.jpg
...i wypasiona restauracja.
Dalij pikny bór jest. ¦lady ludzkiego ¿iwota nie u¶wiadcys, c³ecej rêki ni ma. Ino trza w las ³obej¶æ bagniska i potoki, co
sie o tej porze roku rozlewajom het. Znowu dzików stadko ¿em pogoni³ i sarnów kilka. Kilka godzin bez pikne ³ostêpy
le¶ne a dzikie, bez doline Wilszni spierwa, a het naobko³o potem. A laz³ek tak, ¿ech mio³ gêbe poharatanom ode
krzoków kolcastych. Na prze³êcy pod Kamiennikiem grz±sko, choæ to wysoko, ³±ka jak m³aka. S³ysem nade ³bem
klangor ¿urawi, drze sie to aze w Dukli s³ychaæ pewnikiem. Piknie! Do Tylawy ju¿ bardziej sucho, bo i z poc±tku
¶ciezyna, a potem trakt ju¿ bie¿y.
https://lh3.googleusercontent.com/-Azml3_WTacc/T2orVlWypqI/AAAAAAAAI7g/eQq1XLt1MJA/s900/_MG_3780.jpg
Bagniska Wilszni
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh4.googleusercontent.com/-xSfAgOjTPdQ/T2orxrFj1SI/AAAAAAAAI9M/6m8VI21nfF0/s900/_MG_3792.jpg
Bagniska Smerecznego
https://lh4.googleusercontent.com/-8gKuWyo84eQ/T2or23ciTMI/AAAAAAAAI9c/2p37TmkhXcc/s900/_MG_3794.jpg
Droga na Tylawê
https://lh3.googleusercontent.com/-gA9NgiCPFIc/T2or_y1FHqI/AAAAAAAAI-Q/me9fa0Dwmcw/s900/_MG_3800.jpg
"Klangor ¿urawia do mnie przemawia"
https://lh6.googleusercontent.com/-HR8WH4cvpRw/T2or6iDxpjI/AAAAAAAAI9w/jbPNyUTntAA/s900/_MG_3796.jpg
Tylawê ju¿ widaæ
Tam na asfalt, bo na wierchach wedle prze³êcy Dukielskiej wiela ¶niega, pewnie z meter alebo i wiuncej poleguje, se³
by tydzieñ. Do Daliowe, potem do Woli Wy¿niej, u dobrych ludzi na boisku (po wasemu to w stodole) miejsce na spanie
znalaz³ek, a buty mi posusyli na piecu. Dziwne te ludziska som: pikno drzewniana cha³upa stoi, chy¿a, pusta i rujnuje
sie, a oni w betonowym pustakowcu ¿yjom... Prosili, no wola³ek na boisku i na gwiazdy se spozieraæ.
https://lh6.googleusercontent.com/-67wjP7mlSHA/T2osORkmmLI/AAAAAAAAI_M/7aEk6gAP3sk/s900/_MG_3807.jpg
Daliowa
https://lh6.googleusercontent.com/-oQXljT6XyjQ/T2oscSNqRfI/AAAAAAAAJAQ/r9-zNEUcFGE/s900/_MG_3815.jpg
Wola Wy¿nia
https://lh3.googleusercontent.com/-BdGr8jjIa4k/T2osfjNWYuI/AAAAAAAAJAg/WTXEw6Lg3BY/s900/_MG_3823.jpg
Noc w Woli Wyzniej
https://lh4.googleusercontent.com/-urYJxGaBu4Q/T2osjiG3IWI/AAAAAAAAJA4/PGmDtd4o65o/s900/_MG_3826.jpg
Kolejny hotel
Kie sie lezie do Moszczañca, wedle drogi lega³y se po¶cinane patyki drzewniane, grube na pó³ ch³opa! Taka to ta
gospodarka le¶na w ca³ej Polsce jest - pikne zdrowe drzewa sie ¶cino, a w lesie spaæ wolnemu c³ekowi i paliæ ³ognisko
zabranio. Chuj, nie polityka, psiekrwie! A za Wis³okiem, za cerkwi±, kie polaz³em bez wierch Hory, wiela belek siana
od³ogiem leguje. Bogate cwaniaki za ³apówki pokupowali tanio ca³e setki morg ziemi, której na ³ocy nie widzieli nigdy, no
oni tera rolnikami som, bo tak prawo durne stanowi, i ino miejscowemu ch³opu jakiemu kazujom skosiæ te morgi i za to
dostajom ode jewropejskoj ³uni dotacyje parsywie wielkie. A i jesce ekologicnym to nazywajom. A siano lezy i gnije,
casem i samozap³onu dostaje. A kie by te dotacyje dostaæ, to te morgi siatkami i ¿elaznymi drutami ³otocone som,
zwierzyna pl±ce sie w nie i dusi. Chuj, nie polityka, pedom!
https://lh6.googleusercontent.com/-M7WtbuP1smo/T2osxLKDvTI/AAAAAAAAJCI/TptddMS-Twc/s900/_MG_3837.jpg
"Zapa³ka" na pó³ ch³opa
https://lh3.googleusercontent.com/-MMtVpwcOs9M/T2otP-SxmQI/AAAAAAAAJEU/B5Yjku7g6ys/s900/_MG_3856.jpg
Cerkiew w Wis³oku
https://lh5.googleusercontent.com/-gvPXM9eYfJs/T2otbx4PiyI/AAAAAAAAJFQ/AyYGkBcqmGk/s900/_MG_3866.jpg
Samozap³on gnij±cego siana
https://lh6.googleusercontent.com/-vhNd9HDOn8c/T2otdLrHR6I/AAAAAAAAJFY/n2ogDgGKAzc/s900/_MG_3868.jpg
...te morgi siatkami i drutami otoczone s±...
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Za Wa³achowskim Wierchom w las zem sie pyrgno³ i... ¿em sie ducke pogubi³ w zagajnikach. Duma³ek se na
Komañcze le¼æ, a ma³o co ¿em na Cystogarb nie zlaz³. Dawaj do góry nazad i na trakt le¶ny na Komañcze.Tam be³a
zabawa! Koleiny ode le¶nych traktorów do zrywki, g³êbokie na meter i wody w nich pe³no pod ¶niegiem. Nie wisz ka
lezies bez ¶nieg, bez lód, bez m³ake, lebo bez wode pod ¶niegiem. W koñcu ¿ech siê dotargo³ do klasztoru
Nazaretanek, kie Wyszyñski prymas siedzio³ przez komunistów powiêziony. Nic im to nie da³o, ch³op twardy be³, nie
do³ sie im, francom jednym i na swoje postawi³ Polske do ¶lubów jasnogórskich zaprowadzi³, a na Jasnej Górze ³ojcowie
Pauliny postawi³y puste krzes³o i kwiotki na niem dla niego i naród widzio³.
https://lh5.googleusercontent.com/-JDL9rNjnlhc/T2otvgnoo5I/AAAAAAAAJGw/84nDuc4bJfk/s900/_MG_3878.jpg
Las Telehiwki nad Komañcz±
W Rzepedzi do sklepu po chleb ¿em zase³, tam wiela bloków komunistycnych pobudowali, kombinat drzewniany postroili.
Za nim droga na Turzañsk. Pikna turzañska cerkiewka, o zmierzchu j± odwiedzi³ek, moja ulubiona. W Turzañsku w
stodole na powrót spa³ek, herbaty mi dali gor±cej ludziska dobre.
https://lh4.googleusercontent.com/-nTdDBCZZVaA/T2ot6eBc6QI/AAAAAAAAJHo/fKKEcDJmk4A/s900/_MG_3885.jpg
Turzañsk
https://lh5.googleusercontent.com/-EuobqEGzIeA/T2ot79vnxfI/AAAAAAAAJHw/T6vM0XPdsVw/s900/_MG_3886.jpg
Wieczór nad turzañskiem
https://lh3.googleusercontent.com/-gqQiQl-3DWQ/T2ot9-OtWsI/AAAAAAAAJH8/iaQooR1bb0c/s900/_MG_3888.jpg
Turzañski hotel na wozie
Za Turzañskiem jest koniec drogi i tam dolina Kalniczki, cicha i pusta. Na grañ het wyjdzies, to najdzies betony, co
osta³y siê po starych pegieerowskich drogach, pszcelorze po nich je¿d¿om do uli. Ja skrêci³ek na pêtelke na
Sukowate i ku dolinie Tarnawki. Wedle Bobrowego Jeziorka se odpoco³ek krzinke. Hañ, tam piknie, hej! Ka¿dem razem
com tam jest, piknie tam. Æmaga cy dyszcz, ¶nieg czy s³onecko zawse tam piknie. C³ek to jeziorko zbudowo³, tame
ma³± postawi³, ale Pon Bócek lubi se w takich miejscach przysi±¶æ, to i se kaza³ postawiæ kaplicke.
https://lh4.googleusercontent.com/-BVKh9xMp298/T2ouafbkQ_I/AAAAAAAAJKI/88zNIFFP5zI/s900/_MG_3909.jpg
Nad dolin± Kalniczki
https://lh4.googleusercontent.com/-4X8mdDkyVuc/T2oucTJ4oKI/AAAAAAAAJKU/qQVf9lAaW4k/s900/_MG_3910.jpg
Na Kamionki
https://lh4.googleusercontent.com/-sJ-1lRLuFh4/T2ourmzLOnI/AAAAAAAAJLQ/qD4nPXNNlws/s900/_MG_3920.jpg
Tron
https://lh5.googleusercontent.com/-31Clh0abiPM/T2ou-rIIPII/AAAAAAAAJMg/hgreXESbuGk/s900/_MG_3931.jpg
Jeziorko Bobrowe
Stare Huczwice, potem Rabe. Wiela tam w okolicach tych wiosek, co ich juz nie najdzies, bo wysiedlone, poniscone,
pobuzone, popalone komunistami. Piekne cerkwie i ko¶cio³y sta³y, wsie bogate, ludziska radosne i wolne, przy¶li
komuni¶ci, pograbili, poburzyli, dzisiok zarastajom zdzica³e sady, kajsik kawa³ek kamiennego muru najdzies. I tyle.
https://lh5.googleusercontent.com/--AvE8IHsZ5g/T2ovMRhtFGI/AAAAAAAAJNc/ohHgmjdGNic/s900/_MG_3938.jpg
Wyrêby le¶ne w Rabem
Za Baligrodem na Markowsk± Góre ¿em pose³, a tam...
Lezem se wierchem, grani± w lesie, droga bie¿y, troche b³ota a ¶niega na niej. Wiater duje, konary na wierchach drzew
stukaj±, trzaskaj±, hukaj±... A takie ³odcucie mam, co mnie cosik obserwuje z lasa. Wybie¿a³ek na rozstaje, co na
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Bere¼nice odbiega, zzu³ek mand¿ur, bo mnie po tych paru dniach ku ziemi ci±gnie, ogl±dam se widocki pikne, a to na
Po³oniny Caryñskie, na Wetliñskie, na Bere¼nice... Jak nie warknie w krzokach! Z³y! Us³ysza³ek ino jak lis
obszczekiwa³ z³ego, pewnikiem mu sie z³y do jamy dorwa³, a tam ma³e, albo co, bo wrzask lisa by³ okrutny, a i z³y
te¿ nie cichy. Nie czeka³ek, nogi za pas i wartko ¿em stamtela polaz³...
https://lh3.googleusercontent.com/-et1AvyTtwPE/T2ovvFuMHCI/AAAAAAAAJQU/K7QL5WX2yhk/s900/_MG_3956.jpg
Po³oniny z Markowskiej Góry
https://lh6.googleusercontent.com/-uYTKPEJRl0s/T2ov2ctyrsI/AAAAAAAAJRI/1iNoKnoAROw/s900/_MG_3964.jpg
¦w. Juda Tadeusz - ikonostas w cerkwii w Górzance
Pod wiecór do Górzanki ¿em dose³, pod cerkiew Paraksewy, na mszê nasz³em, Panu Bogu podziêkowaæ piknie za
scê¶liw± wyciecke. Po mszy ino pare kroków do Rybnego, tam na koñcu wsi cha³upema Krysia go¶cinna wielce i
obrotna to kobita, baba, a so³tysem we wsi jest! I to nie byle jakim! Zim±, kie wszytkie ch³opy i baby po cha³upach ino
¶pi±, ona ozdoby rózne i stroiki piknie majstruje, latem do konkursów na regionalne przysmaki staje i w cuglach je
wygrywuje.
https://lh3.googleusercontent.com/-oIU4Tu4Ldb8/T2ov4EwYknI/AAAAAAAAJRY/e86e_ucOlwo/s900/_MG_3967.jpg
U go¶cinnej Krysi
U Krysi jajecznice z pietnastu jajek na kolacje dosta³ek, pogaworzyli my do nocy, odgadali wspólnych przijació³, a niech
sie im ckni, a za uchem swêdzi!
I takem se przelaz sto piundziesiont kilometrów w piunæ dniów z Gorlic aze po Równe nad Soliñskim jeziorem. Bez ¶licny
Beskid Niski, bez pikne Biescady, co jesce zima ich ca³kiem het nie odes³a, a wiosna powoli hañ bie¿a³a. Hej!
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Elwood - 2013/02/27 09:45
_____________________________________
Ano list mi kolejny pu¶æ.
A wczoraj se na rowerku pohasa³em pierwszy raz w tym roku, po d³ugiej do¶æ przerwie, co by odbytnice szykowaæ.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Stranger - 2013/02/27 12:17
_____________________________________
DZIÊKI WIELKIE MAZENO - zajefajne czytanie by³o.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/02/27 19:23
_____________________________________
spaslaku - gdyby na fat chcieli ci wywalic cos z puzatka z powodu "miesa", podaj im to:
http://africatwin.com.pl/forumdisplay.php?f=68
Relacje z podró¿y
Wróci³e¶ i ju¿ dupa Ciê nie boli?
hie, hie.
tego jaru calkiem juz podupcylo:
http://africatwin.com.pl/showthread.php?t=16761&page=2
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Fotografie ogl±dam zawsze z wielka przyjemno¶ci±, ale odbiegacie od tematu jaki za³o¿y³ juri bmw adv.
Je¶li chcecie dzieliæ siê wspomnieniami z Ameryki Po³udniowej to proszê - za³ó¿cie inny temat.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Elwood - 2013/02/28 02:28
_____________________________________
Powoli coraz wiêcej tematów do Lo¿y Szyderców...
Najlepsze jest to, ¿e esteta upomnia³ estetê.
Ogólnie jednak Mazeniuszu mam to g³eboko w odbytnicy.
Chcê parê spraw zakoñczyæ, wsi±¶æ na rower i pojechaæ w moje pizdu.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/07/09 10:16
_____________________________________
wlasnie minela 2-ga rocznica smierci wojtka - z tej okazji zrobilem sobie "prywatny memorial wojtka" - ponad 440kilometrowa wloczege, ze startem w lesniczowce u mario, a z meta na wiktorowkach w tatrach (gdzie w rocznice smierci
wojtka odbyla sie msza w jego intencji), po drodze z przystankiem pod poteznym, 850-metrowej wysokosci, filarem
ganku w tatrach (miejscem, gdzie w marcu 2011 wspinalismy razem ostatni raz; trzecim w zespole byl krzysiek).
tak wyglada rzeczony filar - meczylismy go non-stop przez 26 godzin akcji w scianie, calosc "od drzwi do drzwi" (czyli od
spania na parkingu na lysej polanie do powrotu do domu) - 46 godzin. filar to ta formacja spadajaca w dol z tego
oswietlonego sloncem najwyzszego wierzcholka, prawie na srodku kadru, do czarnej skalnej sciany na dole:
https://lh5.googleusercontent.com/-7cfPHo7GTqw/TX-cYmzzdxI/AAAAAAAACWE/aPAd3GFo0WQ/s900/_MG_8473.jpg
filar ganku zima to jedna z najbardziej powaznych drog wspinaczkowych w tatrach - oddalony o caly dzien drogi od
najblizszego schroniska, dosc skomplikowany topograficznie zwlaszcza w kopule szczytowej, tam rowniez najtrudniejszy
technicznie - ostatnie 300m jest najtrudniejsze (robilismy ta czesc w nocy). na taka wyrype mozna sobie pozwolic tylko z
kims, na kim polega sie w 100% - na wojtku mozna bylo polegac w 100%.
wiec taki czlowiek wymaga specjalnego "memorialu":
https://lh3.googleusercontent.com/-fVT-M8hEnnU/TX-ckY0aKVI/AAAAAAAACW4/gDluPAlYq40/s900/_MG_8487.jpg
wojtek w scianie filara.
i dlatego postanowilem z tej okazji troche bardziej nietypowo sie zmeczyc.
--po tym wstepie wracamy do mariowej lesniczowki.
przy okazji chcialem mariowi serdecznie podziekowac za "uratowanie dupska"- widzac, iz dorzynam pare dziurawych
adidasow (no przecie nie bede lazl w las w "kosciolkowych" butach) podarowal mi nowki sztuki przydzialowe buty
lesnika. w sobote przywloklem sie do maria pociagiem, chytrze kalkulujac wstriecie z pastorem podazajacym w kierunku
polnocno-wschodnim do zbycha. nazarlszy sie nazbieranych wlasnymi recami za pare zlotych u mariowego sasiada
trzech kilo truskawek, grilowanych na mariowym podworku trzech kilo miecha (pastor jako jarosz zarl jakis sciemniany
oscyp z biedronki), ubiwszy sobotnim wieczorem zyliard komarow metoda kolonijna ("marchewa" z recznika), zeby
pastorowe szkodniki mialy spokojny sen, w niedziele pozegnawszy sie z pastorowa gromadka i mariem - ruszylem w
droge.
drugim nieocenionym prezentem od maria byl antykomarowy zel.
zel o tyle skuteczny, ze gdy stalem - dopadalo mnie tylko 47 milionow komarow (zamiast 387349 zyliardow w przypadku
nie uzywania tegoz zelu), ale gdy szedlem - nie dzialal w ogole. widocznie jego zapach ulatywal gdzies za mna, a
komary zostawaly przy mnie. tzn. wlazily mi do uszu, nosa, geby, oczy - nawet do dupy, choc ta byla chroniona przez
gacie i czesciowo przez plecak.
https://lh6.googleusercontent.com/-oJe9FJJboRk/UdmDGlRqwNI/AAAAAAAAOtA/N4FxhOmy2pw/s900/_MG_9578.jpg
pierwsze kroki na komarowej, znaczy: mariowej ziemi.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/-LCkvIII2qRQ/UdmDKitOOQI/AAAAAAAAOtY/fNVUDqUAMTo/s900/_MG_9582.jpg
krzyz przydrozny porosniety krzakami - sam krzyz "obrosniety" sztucznymi kwiatami przez wiernych.
https://lh4.googleusercontent.com/-tKmOpA6GEYY/UdmDLqmk_dI/AAAAAAAAOtg/N1K6ZIrU9Mw/s900/_MG_9584.jpg
przez kilka dni przesladowac mnie beda beda kominy elektrowni belchatowskiej...
https://lh6.googleusercontent.com/-FtSVk3qbxBg/UdmDRHfkKoI/AAAAAAAAOuA/1jiLZpKhB4g/s900/_MG_9588.jpg
...dlatego staram chowac sie w lasach.
przez pierwsze dni staralem sie tluc dosc duzo kilometrow, bo nie chcialem sie spoznic na sobote 6 lipca w tatry. co
prawda w pierwszy dzien zrobilem ledwie 42 km, bo dosc pozno - w poludnie - wystartowalem, ale drugiego dnia juz 49
km - choc w takich dystansach drugi i trzeci dzien z reguly mam najslabsze i nie przekraczam 35 km dziennie, bo
organizm jeszcze nie wpadl w rytm, a juz zaczyna odczuwac zmeczenie. ale normalnie na piechte laze po gorach - a tu
plasko. wiec moze dlatego wyszlo lepiej niz sie spodziewalem.
juz w chalupie zrobilem se rozpiske dzienna (w nawiasie ogolna ilosc km):
1 - 42 km
2 - 49 km (91)
3 - 45 km (136)
4 - 39 km (175)
5 - 46 km (221)
6 - 45 km (266)
7 - 33 km (299)
8 - 7 km (306)
9 - 24 km (330)
10 - 28 km (358)
11 - 36 km (394)
12 - 16 km (410)
13 - 28 km (438)
14 - 4 km (442)
te dwa "cienkie" dni (7 km i 4 km) to dzien "odpoczynkowo-wizytowy" (o tym bedzie pozniej) i dzien ostatni, kiedy trzeba
bylo tylko dojsc do kaplicy na wiktorowkach. a dzien 12-ty (16 km) to dzien ganiania po tatrach. po plaskim troche
zapierniczalem - w piec dni zrobilem polowe dystansu - zas w beskidach tempo spadlo do emeryckiego. primo: przestalo
mi sie spieszyc, bo juz wiedzialem, ze zdaze, wiec moglem sobie pozwolic na krotsze odcinki (takie z reguly robie w
gorkach zima), secundo: noclegi planowalem tam, gdzie robie zimowe (szalasy albo jakis inny dach nad glowa), bo
pogoda nie rokowala na laskawa.
pierwszego popoludnia docieram do kaszewic - jest tu piekny drewniany kosciol, zbudowany w XVIIw przez mikolaja
koniecpolskiego w ramach pokuty za porzucenie stanu duchownego. do srodka nie wlazilem z aparatem, bo akurat bylo
nabozenstwo.
https://lh4.googleusercontent.com/-hxSBJFpd1z0/UdmDSpiIJ6I/AAAAAAAAOuI/sclqGy-vPok/s900/_MG_9590.jpg
dalej byly rozlewiska widawki zamienione obecnie na stawy rybne - i oczywiscie kolejne zyliardy komarow. dosc fajnie sie
jednak szlo, bo podloze piaszczyste i dobra amortyzacja pod stopami. a kominy - zupelnie jak komary - dalej upiornie
upierdliwe.
https://lh6.googleusercontent.com/-LRTR2GGqqd0/UdmDVXx_QjI/AAAAAAAAOuY/NQY8P1iqBSs/s900/_MG_9592.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-0hqbqZ-pCBY/UdmDYSjJekI/AAAAAAAAOuo/4CJ7TDkCkGw/s900/_MG_9594.jpg
widawka.
w pewnym momencie zaczalem slyszec uporczywy dzwiek slyszalny w calej okolicy - jakby buczenie, z czasem coraz
bardziej narastajace. po paru kilometrach juz wiedzialem ze to dzwieki z kopalni belchatowskiej - w koncu zobaczylem
potezna kilkunastokilometrowej dlugosci tasmostrade laczaca obie czesci kopalni. zdjecia niestety nie mam, bo gdy
przekraczalem tasmostrade pod spodem, obserwowalo mnie kilkanascie kamer, a znaki "zakaz fotografowania" wprost
krzyczaly na mnie. a ze szukalem wlasnie miejsca na nocleg, to nie chcialem prowokowac ewentualnej awantury z
ochrona.
wlasnie - spanie: ino jak tu spac przy takim buczeniu - wspolczuje ludziom mieszkajacym w odleglosci kilkudziesieciu
kilometrow od kopalni...
w lesie na poludnie od kopalni rozpalilem ognicho, upieklem se kielbache i... musialem uciekac z lasu i szukac jakiegos
zadaszenia. zbieralo sie na solidna burze. nota bene burze w okolicy belchatowa to duza zasluga elektrowni i dymow z
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
jej kominow. schronienie znalazlem pod okapami dachu (wygladajacego na opuszczony) kosciola w kuznicy. na
szczescie - bo jeszcze wieczorem byla potezna zlewa.
https://lh6.googleusercontent.com/-8xaklqUnvFs/UdmDZce7DMI/AAAAAAAAOuw/6H8P7B5k5Ls/s900/_MG_9595.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-gItTMre4TFI/UdmDamHq1cI/AAAAAAAAOu4/wqrZ-pvjUSE/s900/_MG_9597.jpg
tu upieklem se kielbase - i stad wygonily mnie burzowe chmury.
https://lh3.googleusercontent.com/-OyEgFrXpg44/UdmDcLB1DKI/AAAAAAAAOvA/woPKPIVG0GY/s900/_MG_9598.jpg
poranek w kuznicy.
https://lh5.googleusercontent.com/-gqjTgPY8DD4/UdmDeAYHeWI/AAAAAAAAOvQ/hghZnR2-NpU/s900/_MG_9601.jpg
jedne z najbardziej polskich kwiatow - chabry - na lakach gdzies pod sulmierzycami.
bardzo sie zdziwilem, widzac stadko owiec i baranow na plaskich lakach wojewodztwa lodzkiego - przecie to nie
podhale? dotychczas mialem wrazenie, ze polskie owce sa troche jak nepalskie czy tybetanskie jaki - potrzebuja
wysokosci, zeby przetrwac. a tu masz - niziny i beczenie.
https://lh5.googleusercontent.com/-bbsHmz5uv-0/UdmDker2qqI/AAAAAAAAOvw/RfN_8oDMN0w/s900/_MG_9608.jpg
a jak niziny to i bagniska - tu na szczescie niegrozne, bo omijalem je droga, za to pozniej...
https://lh5.googleusercontent.com/-9ZXibyD9pEk/UdmDnzSkVzI/AAAAAAAAOwA/bJInhFMvRB0/s900/_MG_9611.jpg
ale to pozniej. tymczasem zas mijam mnostwo opuszczonych, popadajacych w ruine gospodarstw...
https://lh4.googleusercontent.com/-N9iA3P8z4VA/UdmDqhaIUCI/AAAAAAAAOwQ/uieZpg9Fr98/s900/_MG_9618.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-oUk6RbESZEU/UdmDsE5vWkI/AAAAAAAAOwY/bRHlBY89zpM/s900/_MG_9623.jpg
...pilnowanych jedynie przez koty...
https://lh6.googleusercontent.com/-yyJsBv4_Y3Q/UdmDpL_0fYI/AAAAAAAAOwI/FDuAdE03MGY/s900/_MG_9617.jpg
...i bocki.
https://lh4.googleusercontent.com/-M-nBT4q4yAo/UdmDvXfFJYI/AAAAAAAAOwo/jdwvqUuLWGw/s900/_MG_9626.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-pn27efU2JnM/UdmDwemoPwI/AAAAAAAAOww/HPBAO88efyk/s900/_MG_9624.jpg
wczesniej pisalem o tym "pozniej" ;)
"pozniej" wlasnie nastapilo.
w okolicach strzelc wielkich, gdzies za osada zamoscie-kolonia, chcialem skrocic droge przez pola. spotkani miejscowi
chlopi powiedzieli, ze dawniej tam byla jakas sciezka, nawet ktos pare lat temu szedl nia na poludnie, ale teraz wszyscy
jezdza droga ok. 10 km naokolo, ale tu jest tylko trzy kilometry przez te laki do tamtego lasu na horyzoncie, ale sciezka to
nie wiadomo, panie... jak traficie na mostek, to dalej juz tylko gorzej...
zaryzykowalem.
i mialem nieziemskiego farta - trafilem na ten mostek.
mostek okazal sie byc "metr na metr" - doslownie. mostek nad kanalem, wlasciwie kanalikiem miedzy... kolejnymi
bagniskami. kanaly charakteryzowaly sie tym, ze mozna w nie bylo wpasc do wody po pas, a w bagniskach - lazlem
zanurzony tylko po kostki, no - czasem, choc rzadziej, po pol lydki, w wodzie. to wszystko w gestej dzikiej trawie,
pokrzywiskach, chaszczach czepiajacych sie wszystkiego, o wysokosci prawie czlowieka, wsrod nawalnicy komarow i
innego robactwa - w tym kleszczy, ktorych po tych trzech kilometrach zrzucilem z siebie kilka. piekna walka przez ponad
godzine - wyszedlem z niej mokry od wod bagniska i od potu. a tak sielankowo wyglada na zdjeciu - choc tu juz
koncowka przy lesie, ktory okazal sie zbawienny. pod tymi trawami - kilka-kilkanascie centymetrow wody, bajka:
https://lh3.googleusercontent.com/-vb07JNWzi0w/UdmDx7n-YeI/AAAAAAAAOw4/s3priMprW00/s900/_MG_9627.jpg
kolejny las, za nowa brzeznica, jest jeszcze bardziej przyjazny - nie dosc, ze komarow tu juz tylko 300 milionow na kubik,
to jeszcze pojadlem borowek i poziomek.
https://lh4.googleusercontent.com/-gdp-JLAVS4E/UdmDz6OD-pI/AAAAAAAAOxA/xX6_zkm019g/s900/_MG_9628.jpg
w koncu w miejscu wazne mlyny (zadnych mlynow nie widzialem) przekraczam warte - pierwszy raz, bo jeszcze sie z nia
spotkam pozniej.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh4.googleusercontent.com/-ggktHLa3sN8/UdmD1ZJRzlI/AAAAAAAAOxI/ZB0iix2d8WM/s900/_MG_9629.jpg
potem przepiekna, prosta jak strzala, 10-kilometrowa przecinka przez las - ale tutaj doslownie plulem komarami.
https://lh5.googleusercontent.com/-Oli8Bi91YpQ/UdmD2mP5i9I/AAAAAAAAOxQ/cNuAMTxySck/s900/_MG_9631.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-oN_0Fe38Ui4/UdmD4ZnXoUI/AAAAAAAAOxY/0Yqbpc1LbZM/s900/_MG_9633.jpg
w koncu osiagam jakis pierwszy wyrazny etap na mapach (ktorych nota bene dzwigam nieco ponad pol kilograma) - w
okolicy miejscowosci kruszyna przecinam krajowa "jedynke":
https://lh6.googleusercontent.com/-6noKNlaeikk/UdmD9W93LCI/AAAAAAAAOx4/PHqfZrswCis/s900/_MG_9643.jpg
w kruszynie stoi barokowy kosciol z XVIIw., ufundowany przez rodzine denhoffow - potomkow kacpra denhoffa, polityka
inflanckiego, doradcy zygmunta III wazy. kacper denhoff w kruszynie wybudowal rowniez palac, dzis niestety zamkniety i
mocno zniszczony. z kruszyna i rodzina denhoffow zwiazana jest ponura legenda: kilka kilometrow na poludnie od
kruszyny w kierunku na borowno, wsrod pol stoi obelisk upamietniajacy smierc kacprowego syna, ktory popelnil
samobojstwo po stracie ukochanej barbary szafraniec w pozarze wywolanym przez parobkow na zlecenie ojca, ktory nie
chcial dopuscic do tego malzenstwa - w podpalonym budynku zginela cala rodzina szafrancow.
https://lh5.googleusercontent.com/-Pb28gJLdaL8/UdmEAO0bqrI/AAAAAAAAOyI/Tdu6Tr3KLOE/s900/_MG_9647.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-ciU2QDkqrmE/UdmEA8xBJ5I/AAAAAAAAOyQ/WFvfJPzEF6M/s900/_MG_9651.jpg
na nocleg pakuje sie do jakiejs opuszczonej chaty stojacej w szczerym polu za borownem - i calkiem slusznie, bo w nocy
kolysze mnie do snu potezna burza i oberwanie chmury.
https://lh4.googleusercontent.com/-2tjytz9big0/UdmECAHe75I/AAAAAAAAOyY/Rq-1elvRIMw/s900/_MG_9653.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-j7gCQDrgXdc/UdmEEyx7smI/AAAAAAAAOyo/47kFLH6UVjE/s900/_MG_9656.jpg
nie wiem kto i komu to napisal - ale po nocnej zlewie takie wlasnie odczucia mialem do tej pustej chatki - "kocham cie
kwiatuszku".
po minieciu linii kolejowej pod rudnikami i bladzeniu po rudnickich lasach lapie kierunek na mstow, po drodze lapiac tez
troche wody. to co widac na ponizszym zdjeciu to jest skrzyzowanie ("mojej" szutrowki z droga asfaltowa), a fontanna to
przejezdzajaca ciezarowka:
https://lh3.googleusercontent.com/-cSCYaAqp3bw/UdmELYRs7II/AAAAAAAAOzI/5rCEF8CySzw/s900/_MG_9662.jpg
w mstowie zatrzymuje sie na chwile, zeby rzucic okiem na kosciol i klasztor kanonikow, zalozony tu juz w XIIIw.
oczywiscie obecne budynki pochodza z pozniejszego okresu - to XVIII-wieczny barok. zespol czesto ulegal zniszczeniu,
w koncu zostal odbudowany w latach 30-ych XXw. zagladam tez przez krate do wnetrza.
https://lh3.googleusercontent.com/-F6jeK6YJR7A/UdmEN8eOprI/AAAAAAAAOzY/ft7TMbcoiSI/s900/_MG_9664.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-Pn9RJ7ppZI0/UdmER-yDhbI/AAAAAAAAOzw/uqvtqluN6do/s900/_MG_9665.jpg
mstow okazuje sie byc pierwsza miejscowoscia jury krakowsko-czestochowskiej na mojej trasie - przekroczywszy warte
(to ten drugi raz) widze nad jej brzegami pierwsze skaly wapienne.
https://lh4.googleusercontent.com/-VoJJgJluvHM/UdmEWhrccHI/AAAAAAAAO0A/5YhuuyPB994/s900/_MG_9671.jpg
inne oznaki, ze to juz jura - to drogi wylozone wapieniem.
https://lh6.googleusercontent.com/-EX0Zj_jcZ0Y/UdmEZxXt7fI/AAAAAAAAO0Q/LqDZwuyLKVc/s900/_MG_9673.jpg
gdzies wsrod pol znajduje rzadki widok - jak najbardziej polskie dziko rosnace maki. na szczescie jeszcze nie wyginely.
https://lh5.googleusercontent.com/-CyA4frzsFoU/UdmEdEbbgBI/AAAAAAAAO0g/a2tS1RzjlkQ/s900/_MG_9675.jpg
po drodze na poludnie mijam polozony kilka kilometrow obok zamek w olsztynie pod czestochowa - widzialem go nieraz,
wiec nie bede zbaczal.
https://lh3.googleusercontent.com/-cSkFaagSu58/UdmEiShM7-I/AAAAAAAAO1A/ybGFvHkJY6s/s900/_MG_9680.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
za to nie daruje sobie - zwlaszcza, ze i tak mam po drodze - obejrzenia barokowego drewnianego kosciola sw. idziego w
zrebicach. w srodku znajduje sie m. in. poznogotycki obraz matki bozej betlejemskiej pochodzacy z XVw. - niestety do
wnetrza dostepu bronila krata wejsciowa, wiec widac jedynie jego fragment po prawej stronie dolnego kadru (zaslaniaja
drzwi).
https://lh4.googleusercontent.com/-vrNxI9mKmzg/UdmEpUeBHLI/AAAAAAAAO1o/rALC3fVnQ5A/s900/_MG_9695.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-peyboKLWqIQ/UdmEqo0T94I/AAAAAAAAO1w/aG5n9KXgyao/s900/_MG_9696.jpg
pozniej siedlec...
https://lh4.googleusercontent.com/-T72oRVbddmY/UdmExXUlErI/AAAAAAAAO2Q/VLjOGhLjwF4/s900/_MG_9702.jpg
...polozony w sasiedztwie pustyni siedleckiej (wlasciwie zarosnietej) oraz kamieniolomu wapienia.
https://lh6.googleusercontent.com/-ZeqS-UlPG8c/UdmE0T0vU3I/AAAAAAAAO2g/av2IBb5Mzmc/s900/_MG_9704.jpg
na kolejny nocleg zawedrowalem poznym wieczorem do niegowej na parafie - poprosilem o kawalek dachu nad glowa i
ksiadz udostepnil salke katechetyczna. w nocy znowu zlewa. psiakrew - w takich warunkach kielbase trza jesc "na
surowo", bo ogniska nie idzie rozpalic...
kosciol (p.w. sw. mikolaja) ladny - jeden z najstarszych w okolicy, romansko-gotycki, pochodzi z XIIIw. pozniej
przebudowywany (dobudowano m. in. wieze), wnetrze barokowe.
https://lh3.googleusercontent.com/-vv-MW_G3-bA/UdmE5iOrkNI/AAAAAAAAO3A/ZzxkJiN5OTo/s640/_MG_9714.jpg
wlasciwie w tych zlewach to mialem szczescie - w ciagu dnia mialem jedynie niewielkie deszcze, grube ulewy zdarzaly
sie tylko nocami - przewidujac je, z reguly szukalem jakiegos kawalka dachu lub wiaty.
z niegowej nastepnego ranka poranna rosa prowadzi mnie w kierunku bobolic.
https://lh4.googleusercontent.com/-Kxj7qZI0sck/UdmE8Zr5rnI/AAAAAAAAO3Q/eBW1hwTe_eQ/s900/_MG_9717.jpg
bobolice.
z reguly mam obiekcje co do odbudowywania ruin - bo z wraz z odzyskaniem szpetnego "blichtru swiezosci" najczesciej
traca dusze. tutaj na szczescie jakos sie udalo osiagnac kompromis, choc polozony ponizej zamku hotel, mimo proby
zachowania stylu, szpeci okrutnie. nie byl wart naciskania migawki. za to podczas prac zwiazanych z odbudowa zamku
"odryto" piekna brame skalna, dawniej zarosnieta krzakami i zasypana smieciami. do bramy prowadza wykute onegdaj
przez budowniczych zamku w skale schody, ktorych fragmenty sie zachowaly. zamek oczywiscie powstal za krola kazia
wielkiego - wybudowanie takiego jednego kosztowalo krola okolo trzech ton srebra (ladnych parenascie milionow na
dzisiejsze pieniadze), a ze skarbiec byl raczej ubogi - w ramach splaty dlugow panstwowych krol w testamencie
przekazywal "orle gniazda" rycerstwu i wielmozom.
https://lh3.googleusercontent.com/-On_j4Y2xIXg/UdmFErEzhSI/AAAAAAAAO4A/jNDhKAsnK8A/s900/_MG_9721.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-h3eOQLfbrds/UdmFCI09RnI/AAAAAAAAO3w/h7I2vfYScb8/s900/_MG_9726.jpg
kolejny fajny punkt na trasie - gora zborow - rezerwat ostancow i mekka polskich wspinaczy. niestety mokro i zimno targane silnym wiatrem krople deszczu dopadly moj obiektyw nawet wewnatrz groty.
https://lh6.googleusercontent.com/-mN7YyN1IUFY/UdmFKScj1NI/AAAAAAAAO4g/cqoaWvNao5c/s900/_MG_9732.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-HS1sKp4NXJc/UdmFP6Z0YhI/AAAAAAAAO5A/_TmSXKipYas/s900/_MG_9742.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-3s930tDVxtU/UdmFM8Z4jrI/AAAAAAAAO4w/4wU7na08aCY/s900/_MG_9739.jpg
potem przez lasy gory apteka w kierunku morska - tam obok koszmarnego zestawu komercyjno-rekreacyjnego (wyciag,
hotel, tzw. infraskturktura) stoi sobie zamek bakowiec. zamkniety oczywiscie, a jakze.
https://lh5.googleusercontent.com/-YEZll4oP4nI/UdmFSl2BJWI/AAAAAAAAO5Q/2Q2qTECHptM/s900/_MG_9744.jpg
no to lecim na piaseczno.
https://lh6.googleusercontent.com/-S1ziIRam-QI/UdmFVQU7fvI/AAAAAAAAO5g/C1ibDSYbi5Q/s900/_MG_9748.jpg
mijam okiennik wielki...
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh4.googleusercontent.com/-Bb7FhY3nyfs/UdmFX0bnkPI/AAAAAAAAO5w/g8jeNXijoMc/s900/_MG_9752.jpg
...i zerkowice. polska to nie albania, ale swoje bunkry tez ma.
https://lh3.googleusercontent.com/-z2KSLm03_IE/UdmFZH2BNDI/AAAAAAAAO54/SPAfDWJ5fMA/s900/_MG_9753.jpg
w zerkowicach procz bunkrow stoja mocno strzezone rezydencje na ciezkie miliony - rozmawialem z miejscowymi,
podobno ich wlasciciele w ogole nie odwiedzaja swoich posiadlosci (pewnie maja takich dziesiatki), bo prawie nie
opuszczaja swoich prywatnych samolotow - pracuja na ich pokladach, w przelotach miedzy jedna filia swojego
przedsiebiorstwa w indiach, a inna w brazylii. czy to znaczy, ze oni tez podrozuja?... chyba bym tak nie chcial. wole
wloczyc sie po lasach, jak np. po tym miedzy karlinem a gora birow:
https://lh5.googleusercontent.com/--8ojBJllcSU/UdmFdMx7PUI/AAAAAAAAO6I/E7FyLXMkeSk/s900/_MG_9755.jpg
na gorze birow kilka lat temu postawiono rekonstrukcje sredniowiecznego grodziska - czasem wewnatrz odbywaja sie
turnieje rycerskie, pokazy wojow czy inne wakacje z duchami.
https://lh6.googleusercontent.com/-b-cTLmln0gU/UdmFevxKXRI/AAAAAAAAO6Q/3qOQbZz2CH0/s900/_MG_9756.jpg
stad juz tylko rzut beretem do podzamcza - tutaj wajda krecil swoja "zemste". zamek znam, wiec ulica krakowska, przy
ktorej stoi fajna niebieska chalupa, gnam dalej na las losiec.
https://lh5.googleusercontent.com/-y96btJiUqPo/UdmFf9tkQ6I/AAAAAAAAO6Y/i1koCkwt9z8/s900/_MG_9758.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-i8NrU6wWk5k/UdmFiZWRYAI/AAAAAAAAO6o/7dgryHn4Z5w/s900/_MG_9760.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-kbX23RdrF7E/UdmFmi90IwI/AAAAAAAAO7A/t06Ixp4levw/s900/_MG_9765.jpg
las losiec.
za zelazkiem, na gorze swiniuszka - kapliczka na drzewie. matka boska opiekuje sie takimi wariatami jak mazeniak, wiec
troche nizej, we wsi rodaki trafiam do przesympatycznej rodziny, ktora mnie ugoscila na noc. wykarmili, wysuszyli,
wymyli i wyspali. po czym rano znowu nakarmili fest i zyczyli szerokiej drogi. czemu im nie zrobilem zdjecia? pewnie z
zaskoczenia goscinnoscia.
sa jeszcze fajni ludzie na swiecie.
https://lh6.googleusercontent.com/-KBR1Ze6UB1o/UdmFoYzTHEI/AAAAAAAAO7I/8ehE3wDtOkE/s900/_MG_9767.jpg
w tych samych rodakach znajduje sie kosciol (sw. marka) z XVIw. zbudowany bez uzycia gwozdzi.
https://lh3.googleusercontent.com/UZTHdZ35Tec/UdmFp33C3dI/AAAAAAAAO7Q/qAJMWWHSdS8/s900/_MG_9768.jpg
mijam chechlo i pakuje sie w resztki pustyni bledowskiej. kiedys spedzalem tu kupe czasu - po robocie pakowalem sie do
swojego 25-letniego uaza, umawialem sie z kumplem (z drugim uazem), bralismy paru innych kolegow, krate piwa, pol
tony kielbachy i kilka bochenkow chleba, rozplalalismy wielkie nocne ognicho, a rano wracalismy do roboty. tam juz
wiedzieli, gdzie spedzalismy noc, po ilosci piachu naniesionego do firmy http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
dzis na dzien dobry pogonia cie zolnierze, straznicy itp - choc chyba troche bezsensownie, skoro chca "odbudowac"
pustynie. zwlaszcza jak sie popatrzy na cale polacie wycinanych sosen. a to wyganianie rowniez pod pretekstem
"twojego bezpieczenstwa" - o czym ponizej na zdjeciach.
https://lh3.googleusercontent.com/-qFrQSCJTX4w/UdmFwJVho_I/AAAAAAAAO7w/ixAfBa8hcu0/s900/_MG_9774.jpg
jak na pustynie to dosc tu wilgotno - w nocy oczywiscie padalo.
https://lh4.googleusercontent.com/--_kRfVsh0i0/UdmFypZQvVI/AAAAAAAAO8A/X4w1J9IOnFM/s900/_MG_9776.jpg
samotnosc dlugodystansowca na, zarosnietej niczym geba tegoz, pustyni.
https://lh4.googleusercontent.com/-z6-rKBMb6JY/UdmF1vAwARI/AAAAAAAAO8Q/be_bMzlEobM/s900/_MG_9780.jpg
biala przemsza wplaw. tym razem z buta, nie na kolach.
https://lh6.googleusercontent.com/-7cazrkl3JWU/UdmF6tf2CUI/AAAAAAAAO8o/9qXk6psY8oY/s900/_MG_9786.jpg
karczowanie pustyni bledowskiej.
https://lh3.googleusercontent.com/-uOyvzBcZgC8/UdmF9zmi-wI/AAAAAAAAO84/JBKyjB5zhmc/s900/_MG_9790.jpg
"w trosce o twoje bezpieczenstwo..."
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/-_6Eo9HwHOnA/UdmF_HC86BI/AAAAAAAAO9A/Jf_d3iSPHBY/s900/_MG_9792.jpg
"...w ciagu nastepnych kilku lat ustawimy tu kamery."
zostawiam pustynie z jej "niebezpieczenstwami" i obieram kierunek na rabsztyn, gdzie na wzgorzu stoja ruiny
sredniowiecznego zamku, ktory szwedzi w ramach akcji "potop" zniszczyli w 1657r., a dodatkowo w XIXw. poszukiwacze
skarbow wysadzili jedna z baszt. dzisiaj zamek straszy "plombami" z cegly w otworach okiennych, zeby przypadkiem
ktos nielegalnie sie nie dostal do srodka. ciekawostka jest fakt, ze zamek byl tlem w kilku scenach filmu "karol, czlowiek,
ktory zostal papiezem".
https://lh4.googleusercontent.com/-Ym-5yqKbRQ8/UdmGEn24hoI/AAAAAAAAO9g/KpY0Uy1pRRo/s900/_MG_9798.jpg
potem kilka kilometrow przez las z olewina na suloszowa - jedna z najdluzszych wsi w polsce, choc do zubrzycy sie nie
umywa - suloszowa ma raptem 9km dlugosci. w lesie na polanie lapie w obiektyw drapieznika spogladajacego na swoje
krolestwo ze snopka siana.
https://lh6.googleusercontent.com/-GP2tde-4WIM/UdmGK22hisI/AAAAAAAAO-A/b2Mo96gI-xg/s900/_MG_9805.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-oBVWUfTS3Ug/UdmGOz4di9I/AAAAAAAAO-Y/kvyz30dzV9s/s900/_MG_9808.jpg
suloszowa - chalupa to pikus, bo dach z eternitu, ale zwroccie uwage na komin!
https://lh5.googleusercontent.com/-dYGxAPQqajk/UdmGR790FZI/AAAAAAAAO-o/F2-n0MsE0AY/s900/_MG_9814.jpg
stylizowany na neobarok kosciol w suloszowej z dwudziestolecia miedzywojennego.
https://lh5.googleusercontent.com/-IbGGZr7vGKU/UdmGVOf7h6I/AAAAAAAAO_A/yuBQxUWosJQ/s900/_MG_9817.jpg
a dalej klimaty doliny pradnika:
https://lh4.googleusercontent.com/-inxB_IOwkg8/UdmGZ6Qj7DI/AAAAAAAAO_Y/sqo7jUaR6DE/s900/_MG_9824.jpg
pieskowa skala i maczuga herkulesa:
https://lh4.googleusercontent.com/-yNL941ab5VE/UdmGbLQuXTI/AAAAAAAAO_g/W2mbO0KovDM/s900/_MG_9829.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-fs-RIXldqk0/UdmGgpRrH7I/AAAAAAAAPAI/73_0KOjrpsg/s900/_MG_9845.jpg
w koncu na nocleg trafiam do starego kumpla, ktory osiadl pod jerzmanowicami (byc moze niektorzy go znaja z
podkrakowskiego "potrzasku" - landservisu).
prosze panstwa, teraz z szacunkiem prosze - ten muscel (na range roverze), na ktorego blotniku prezentuje sie maly
"gwiazdor" ("gwiazdor" to ksywka stojacego obok ojca, zwanego tez inaczej "piekny marek", choc ani on marek, ani
piekny http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif ) - no wiec ten muscel, kierowany przez tego duzego kolesia, dotarl kiedys do
indii i spowrotem, w dodatku przez czesc drogi taszczac na pace motocykl z wozkiem bocznym.
https://lh3.googleusercontent.com/-ACw46qKtqPU/UdmGibOceDI/AAAAAAAAPAQ/hnCQTK3QfJA/s900/_MG_9847.jpg
--druga czesc opowiesci bedzie zas.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: adam_r100gs - 2013/07/09 13:42
_____________________________________
Zebys nie pomyslal ze sie dowalam, ale Denhoffowie to byla szlachta "poniemiecka" z Inflant, z pogranicza Estonii bodaj.
Tamten teren byl polem rywalizacji pomiedzy Szwecja i Rosja, a poddal sie w opieke Najj.Rzplitej bo wiedzieli tambylcy,
ze to najdluzsza smyczka. Jako ciekawostke dodam, ze jako rody kultywujace swoje tradycje, ani im w glowie bylo
mowic po polsku czy "polski" katolicyzm przyjmowac - i zaczeli powyzsze rzeczy przyjmowac dopiero po rozbiorach, gdy
w zasadzie nie bylo juz powodu, o tak, moze nie dla draki, ale w formie protestu chyba.
A wiec Denhoff - znaczy inflancki.
============================================================================
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/07/09 15:00
_____________________________________
adas - i dobrze - przywalaj sie, to sie czegos dowiem ciekawego :)
no i oczywiscie poprawilem.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/07/14 01:35
_____________________________________
jak sie tak idzie samotnie...
zabijanie czasu.
ide i ide.
czasem przystaje, by zrobic zdjecie.
ale to wyjatki, bo normalnym sposobem spedzania czasu jest naprzemienne, monotonne poruszanie nogami.
440km to co najmniej pol miliona krokow.
pol miliona ruchow prawa noga, pol miliona ruchow lewa noga.
sprobuje policzyc, moze nie do pol miliona, ale...
po dwustu mam dosc.
nuda.
nic sie nie dzieje.
co robic?
zaczynam mowic do siebie. tzn. nie tyle mowic do siebie, co myslec na glos, wyrazac swoje mysli. obcuje z samym soba,
czasem jedynie zamieniajac pare zdan z pania z wiejskiego sklepiku czy z kims od kogo biore wode.
albo modle sie.
klepie bezmyslnie zdrowaski w rytm krokow, albo rozmawiam z bogiem tak prawdziwie, podziwiajac jego pomyslowosc w
akcie stworzenia.
kopie lezace na drodze szyszki, kamyki itp.
odgarniam kijami kepy wilgotnych od deszczu traw czy pokrzyw, na ktorych w mojej wyobrazni czaja sie kleszcze.
spiewam, poczatkowo pod nosem, zeby ktos, kto mnie nagle przypadkiem uslyszy, nie zrobil zdziwionej miny, a mnie
bedzie glupio. po jakims czasie jednak juz mam to gdzies i spiewam, gadam itp wyraznie na glos.
czasem mam sie ochote zadrzec.
wieczorem zas przychodzi uspokojenie, przy ognisku, albo przy kolacji zamykam gebe. uspokojenie, wyhamowanie
przed snem.
znuzenie.
ide i ide.
znuzenie nastepuje dosc szybko po poranku. potem dochodzi zniechecenie. kolo poludnia na krotko trzeba przerwac ta
monotonie, zeby po poludniu znow nabrac dobrego tempa.
zagladam do sklepikow pod pretekstem zakupu bulki czy butelki czarnej wody (coli) - czarna woda to szybki cukier i
nagly kop. nie tyle fizyczny, co bardziej psychiczny, na zasadzie placebo.
monotonie przerywa tez pogawedka ze sprzedawca, sciagniecie na chwile butow.
zbijalem monotonie marszu idac czasem na bosaka, na przyklad po lakach czy piaszczystych lesnych drozkach.
wykorzystuje kazde pobocze, kazdy pas trawy przy asfalcie. czasem mozna noge skrecic, lepiej sie idzie po
wystrzyzonych.
kazdy pretekst do przerwania monotonii jest dobry, chocby to skutkowalo mniejszymi dziennymi przebiegami.
bardzo duzo czasu poswiecam na fotografowanie. to znaczy nie tyle samo fotografowanie, co jego celebracje. aparat
trzymam schowany w torbie foto wsadzonej do polecaka. za kazdym razem musze stanac, znalezc miekkie miejsce
(trawa, ziemia) na wbicie kijow, zeby ich potem nie podnosic z ziemi, sciagnac ciezki plecak, podpierajac go najpierw na
kolanie, postawic go na ziemi tak, zeby sie nie przewracal, wykorzystujac konfiguracje terenu, odpiac klape, wyjac
aparat. potem celebracja zdjecia - pomiar swiatla i takie tam, pstryk. chowam aparat, zakladam plecak, zapinam pas
biodrowy, regulujac go minimalnie za kazdym razem, bo podczas marszu sie o ten milimetr-dwa rozsunie i nie trzyma jak
nalezy. kije w lapy, poprawka paskow, znowu w droge. za kazdym razem zajmuje mi to dwie-trzy minuty. a to juz sa inne
dwie-trzy minuty. czasem robilem tak doslownie do kilkadziesiat metrow.
zmeczenie.
ide i ide.
najbardziej mecza sie nie nogi, uda, lydki, nie plecy (od ciezaru plecaka), lecz spody stop.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
nie tyle od samego marszu - co od przegrzania.
najgorszy jest asfalt, zwlaszcza dlugie jego odcinki, nieprzerywane odpoczynkiem na lakach czy polnych drogach.
dodatkowo psycha siada. mialem tak podczas okrazania krakowa. w okolicy duzych miast posesje sa niewielkie, teren
poszatkowany ogrodzonymi dzialkami z domami, przewazajaca wiekszosc drog poasfaltowana. nie ma ktoredy ominac
tego, zeby isc po lesie (po trawie lub zwyklej ziemi). czal czas asfalt lub beton. nawet drogi w dolinkach podkrakowskich
pokryte sa w wiekszosci asfaltem. masakra. bedkowska - prawie wszedzie asfalt! niedlugo pod dupe slonia bedzie szla
asfaltowa sciezka i wydzielony pas dla rowerow.
https://lh3.googleusercontent.com/-vtyUzgM7mxE/UdmGkDIxxlI/AAAAAAAAPAY/vBb1ijUca3I/s900/_MG_9848.jpg
dupa slonia. skala sie tak nazywa. dolina bedkowska.
https://lh5.googleusercontent.com/-TWX4noVag5c/UdmGnWb6rmI/AAAAAAAAPAg/ArAH9fIykb0/s900/_MG_9850.jpg
a obok szumi wodospad szum.
https://lh5.googleusercontent.com/-DRboaGJ7o1A/UdmGsgDZ77I/AAAAAAAAPA4/QkN66vmZ-FY/s900/_MG_9854.jpg
niegoszowice. od jakiegos czasu wlocze sie asfaltem. z poczatku, zeby szybciej ominac krakow, pozniej, bo nie bylo
innej mozliwosci...
https://lh3.googleusercontent.com/-MxL6jzqRX8I/UdmGt3l-Y1I/AAAAAAAAPBA/bTfMox4ytGc/s900/_MG_9856.jpg
z tego wszystkiego staram sie wynajdowac takie perelki. praktycznie prawie w granicach krakowa!
https://lh4.googleusercontent.com/-9GqLnxd0I3c/UdmGxB92XwI/AAAAAAAAPBQ/PQxgB9-sMxM/s900/_MG_9858.jpg
kleszczow.
https://lh4.googleusercontent.com/-ArTqWbE0Eig/UdmGyNBClBI/AAAAAAAAPBY/us1T7Y0q9oQ/s900/_MG_9861.jpg
radar lotniczy w popowce.
w koncu mijam kolejny wazny z punktu widzenia psychologicznego etap na mapie - przecinam autostrade a4. nastepny to wisla.
https://lh3.googleusercontent.com/-zB5lNvt0tuw/UdmGzbxIt4I/AAAAAAAAPBg/-P9fKM40SKc/s900/_MG_9864.jpg
autostrada a4 nade mna.
https://lh4.googleusercontent.com/-PwuS3CrkQUs/UdmGzzBD3bI/AAAAAAAAPBo/JJiLgR1JVkg/s900/_MG_9875.jpg
zaraz obok lotnisko w balicach.
w liszkach spytam o prom na wisle - co prawda przed wycieczka sprawdzalem, ze kursuje codziennie, ale... po co z
kopanki wracac kilkanascie kilometrow do kladki na stopniu wodnym przy autostradzie. z daleka obserwuje, jak
nadwislanskie mewy bawia sie rytmicznie w podrywanie sie, kolowanie nad polem i ladowanie - i tak raz na mniej wiecej
minute. w tle widac neoromanski kosciol w liszkach. tamze powstaje tez kielbasa lisiecka - kiedys jedna z lepszych
kielbas w polsce. na lisieckim rynku spytalem o ten prom - i dobrze zrobilem. wczoraj nie chodzil ze wzgledu na wysoki
stan wody na wisle. nie licze, ze dzis bedzie chodzil. obieram kierunek na wschod - na kladke przy autostradzie. z kilku
kilometrow widac benedyktynow i kamedulow. ci pierwsi wykonuja benedyktynska prace np. tlumaczac biblie tysiaclecia,
ci drudzy - to najbardziej chyba rygorystyczna i ascetyczna regula zakonna swiata.
https://lh4.googleusercontent.com/-1G1avq-ZBIM/UdmG1ESW7cI/AAAAAAAAPBw/v5KUhr2k2pE/s900/_MG_9880.jpg
liszki.
https://lh5.googleusercontent.com/w4ks755ADUs/UdmG2RCWwhI/AAAAAAAAPB4/mxOQ32BQ_U0/s900/_MG_9885.jpg
tynieckie opactwo benedyktynow widziane z okolic liszek...
https://lh3.googleusercontent.com/-02HkW_iRVpE/UdmG3MiZwyI/AAAAAAAAPCA/gorWjTGiUjk/s900/_MG_9887.jpg
...i klasztor kamedulow na bielanach.
https://lh5.googleusercontent.com/-lWNH8C0ZjiA/UdmG4QvCXsI/AAAAAAAAPCI/jOFGIICyE_g/s900/_MG_9888.jpg
wisla - brudna krolowa polskich rzek. ja sam nie wygladam lepiej po tygodniu wedrowki.
https://lh5.googleusercontent.com/-oZxZTIsIa-o/UdmG78f8LGI/AAAAAAAAPCY/iVYpmkjMlZw/s900/_MG_9890.jpg
rezerwat skolczanka w tynieckim lesie. jeden z nielicznych odcinkow nie asfaltowych.
w tyncu chca wyciac w pien polowe lasu i wybudowac spalarnie zwlok (taki nowoczesny pseudocmentarz). zaraz obok
rezerwatu. no tak jest najlepiej przeciez. nie jestem zadnym podupconym zielonym ekoterrorysta, ale kretynizm i chec
robienia kasy za wszelka cene przez rzadzacych tym swiatem wnerwia mnie rownie mocno, co miejscowych, ktorzy
jedyne co moga zrobic to pisac petycje i wywieszac transparenty. takie jak ponizsze np. (idzie o majchrowskiego, ktory,
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
zdaje sie, wydal pozwolenie na wycinke polowy tynca i budowe tejze spalarni). jakby sie nie dalo gdzie indziej.
https://lh4.googleusercontent.com/-zV7_H8vMmB8/UdmG_cB5GsI/AAAAAAAAPCo/W3itwD6799w/s900/_MG_9893.jpg
gnam dalej asfaltami przez podkrakowskie osiedla. poznym wieczorem dochodze do pewnej miejscowosci polozonej
przy zakopiance (pomine, ktora to). miejscowe mlode zuliki, chlejace piwko pod sklepem rzucaja cos w stylu "na
zakopane to nie w ta strone", na co odpowiadam, ze i owszem, w ta. pierwszy kontakt nawiazany - okaze sie, ze jeszcze
sie przyda. dolaze do zakopianki i dzwonie do kumpla, ktory mieszka w okolicy. okazuje sie jednak, ze, primo - rano
wyjezdza w daleka trase (choc dla niego to nie jakis wielki problem), secundo - mam do niego jeszcze jakies 7-8
kilometrow. dzisiaj juz nie dam rady, wyplulem sie na tych asfaltach. rezygnuje i wracam pod sklep zagadac do zulikow.
slysze:
- co, jednak nie w te?
- w te, w te, ino musze miejsce na kiblowanie tu gdzies znalezc.
od slowa do slowa, rozgadalismy sie. jak powiedzialem skad ide, to z poczatku nie chcieli uwierzyc, a potem - pelen
szacunek. nawet cos w rodzaju sztamy http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif - ino jakos ten szacunek nie chcial sie na
kawalek dachu zamienic (znowu ten cholerny przewidywany deszcz!). jeden mieszka z matka i widac, ze sie jej
panicznie boi, drugim rzadzi jakas laska, ktorej tez sie boi, trzeci to, czwarty tamto... w koncu pytam o plebanie. zuliki
stwierdzaja, ze stary ksiadz i owszem, wzialby na plebanie, ale nowy - nie. zaryzykuje, nic mnie to nie kosztuje.
zaprowadzaja, bo plebania nie tam gdzie kosciol. obawy mam, bo w wiosce na bogato (calkiem bogato). zuliki sie
ulatniaja, ja rozmawiam... z kamera, ktora w dodatku swieci mi prosto w oczy. przedstawiam sie, mowie co i jak, skad i
gdzie, pytam o kawalek dachu nad glowa, jakis garaz, wiate, cokolwiek. "ja pana nie znam. to nie hotel." odpowiadam:
"rozumiem, dziekuje." oj, zmienili sie ci proboszczowie. zwlaszcza w cywilizowanych miejscach. zupelnie jak
spoleczenstwo. im bogatsze tym gorsze. a bynajmniej nie jestem antyklerykalem.
no nic, wracam do centrum, ide pod kosciol, moze tam gdzies bedzie jaki dach. okrazam... jest! pod schodami do
zakrystii. ksiadz nie przyjal, bog przytulil. a poranna "zemsta" bedzie slodka. no - moze nie tyle zemsta, co moze
nauczka dla ksiedza bez powolania.
robie se szybka kolacje i ide w kime.
https://lh5.googleusercontent.com/-7V45bgwlfWY/UdmHA5R09FI/AAAAAAAAPCw/yO-4_gSzsLU/s900/_MG_9895.jpg
schody do nieba nade mna. znaczy do zakrystii.
rano budzi mnie jakis starszy facet. koscielny. co, jak, dlaczego tu... wyjasniam i na odchodnym prosze o przekazanie
ksiedzu fragmentu ze swietego mateusza:
"bylem glodny, a daliscie mi jesc. bylem spragniony, a daliscie mi pic. bylem przybyszem, a przygarneliscie mnie".
za mlodu bylem lektorem i znam pare kawalkow z pisma swietego na pamiec.
tak, zgadza sie - mam charakter ze "do rany przyloz". ino ta rana lubi sie potem jatrzyc
http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
ale zeby byla jasnosc: nie pisze tego, zeby pokazac, jaki to kler jest wredny. nie jest - kilka dni wczesniej ksiadz w
niegowej przyjal mnie pod dach, choc go juz z lozka wyciagnalem. wiec nie ma co szufladkowac ludzi.
po prostu - chlop gdzies sie po drodze pogubil w tym, co chcial robic w zyciu - zamiast isc na jakies studia ekonomiczne
poszedl do seminarium. nie on pierwszy i nie ostatni. sa nauczyciele, co ucza dzieciaki tylko wypelniac testy, sa i ksieza
bez powolania.
chcialbym, zeby mu to oczy otworzylo, bo nastepnym razem moze zapukac glodny i bezdomny, a nie jakis cymbal,
ktoremu zachcialo sie wedrowac przez pol polski.
obieram kierunek na drogi gdzies pomiedzy swiatnikami a myslenicami.
https://lh4.googleusercontent.com/--lact3ulC84/UdmHEMo6hgI/AAAAAAAAPDI/bb5y-o_Uuk8/s900/_MG_9900.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-I8py3TDrsq8/UdmHHJ9d77I/AAAAAAAAPDY/O-cnvefuPus/s900/_MG_9904.jpg
w okolicach myslenic znow przecinam zakopianke, tym razem w przeciwna strone, wlasnie do myslenic. a tam chlopaki
zwarci i gotowi. na razie czekaja na opylenie, bo to egzemplarze "salonowe" jeszcze, ale moze juz niedlugo beda sluzyc
w strazy.
https://lh6.googleusercontent.com/-gqkj8ZmzyKA/UdmHKOH8YmI/AAAAAAAAPDo/t64agZFEFlc/s900/_MG_9906.jpg
myslenice przebiegam, znowu kresle zakopianke (nazad na wschodnia strone) i tne rabe po moscie.
https://lh4.googleusercontent.com/-KtiaAvi6vt8/UdmHLTwRe4I/AAAAAAAAPDw/6dLfGWiGSmg/s900/_MG_9909.jpg
nastepnie gora chelm. a tam takie cudo - na chodzie (zwracam uwage na bieznik tylniego kola):
https://lh3.googleusercontent.com/-48Je1qH7Src/UdmHM6FCY6I/AAAAAAAAPD4/idPBdye658M/s900/_MG_9911.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
kolejna nocka (no, na razie wczesny wieczor).
dosc mam chowania sie pod tymi "dachami", musi byc w koncu ognisko. nawet chocby miala byc sakramencka zlewa.
https://lh6.googleusercontent.com/-09PVl48EWbg/UdmHQVGL3PI/AAAAAAAAPEI/8cXocNMepb4/s900/_MG_9915.jpg
a do rana spadlo raptem kilka kropel http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
nastepny dzien mialem wyjatkowo luzny. potraktowalem go jako odpoczynkowo-towarzyski, poza tym to byl dzien panski
(niedziela znaczy), wiec prawie zgodnie z koszernymi przepisami (zydzi w szabas nie moga dreptac wiecej niz 2 tysiace
krokow czy cos kolo tego, chyba tylko do boznicy) zrobilem raptem 7 latwych kilometrow, spotykajac po drodze pare
znajomych osob. w koncu jestem blisko swoich terenow.
najpierw do kosciolka (na chelmie), oddac chwale panu bogu.
potem w kierunku schroniska na kudlaczach - kolo niego biegnie szlak po lubomirze. tam spotykam znajomego
przewodnika, ktory akurat imprezuje z grupka swoich znajomych, obchodzac urodziny jednego z nich. wlasnie wszyscy
zaczynaja leczyc kaca i niespecjalnie maja ochote na jedzenie, ktorego i tak zostalo dosc duzo po wieczornej balandze zalapuje sie na "drugie sniadanie". najlepsze byly kiszone ogorki wlasnej roboty - dawno tak dobrych nie jadlem. na
droge dostaje jeszcze z kilogram miesa i kielbasy na wieczorne ognisko.
https://lh5.googleusercontent.com/-VhJXPqxFFkc/UdmHTB1DjbI/AAAAAAAAPEY/1WOD60Ab2BQ/s900/_MG_9917.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-HJirKv4EhXo/UdmHVwaD86I/AAAAAAAAPEo/y0np8tZvbaA/s900/_MG_9921.jpg
ja ide w chmurach po lubomirze, a nad lipnikiem widac slonce.
https://lh4.googleusercontent.com/-muNLqqEZMMo/UdmHXb8NQHI/AAAAAAAAPEw/6PzFjDE1fK8/s900/_MG_9924.jpg
obserwatorium astronomiczne na lubomirze.
https://lh5.googleusercontent.com/-4LhObSD7Miw/UdmHZYBO_LI/AAAAAAAAPE4/aPpd23dJNRk/s900/_MG_9925.jpg
a to makiety starych budynkow obserwatorium.
minawszy obserwatorium schodze z lubomira. po drodze widze stojacy znajomy samochod, a pare minut pozniej witam
sie z rafalem, ktory jest akurat przelotem w odwiedzinach u rodzicow przebywajacych tutaj na wakacjach. "lolek" to gosc,
ktory doprowadza mojego grata do stanu uzywalnosci i przydatnosci na wycieczkach po swiecie. facet, ktory o isuzu
trooperze wie chyba wszystko. poniewaz dzien luzny, wiec kawka, pogaduszki etc. u rafala zalapuje sie rowniez na
kolejny posilek, tym razem grill - dorzucam wiec tez swoje miecho. mam rafala wpycha we mnie gore fantastycznych
salatek, smazonych kalafiorow i innych frykasow oraz dodatkowo jakas pieczona wolowinke no i oczywiscie tony
karkowki z grilla. moje "drobiazgi" miesne, otrzymane rankiem od kumpla-przewodnika, przy tej ilosci to tylko drobiazgi.
jak schudlem przez poprzednie dni wedrowki o dobrych pare kilo - to teraz wszystko wrocilo do normy w ciagu godziny.
https://lh4.googleusercontent.com/-Q1CbKxl7f7c/UdmHas2klVI/AAAAAAAAPFA/fLgHpaIW84w/s900/_MG_9926.jpg
rafal vel lolek.
kilka godzin odpoczynku, wyzerki i laby. poniewaz rafal wraca do krakowa, a ja mam juz plany na noc, zegnamy sie dreptam dalej. no i mialem nadzieje, ze troche "rozchodze" ten spasiony brzuch, ale nic z tego. wieczorem przy ognisku
jedynie duze ilosci herbaty.
https://lh6.googleusercontent.com/-eit9VRz6ESE/UdmHfx9pApI/AAAAAAAAPFY/a0e4sLRBkjY/s900/_MG_9937.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-8Oe1iyS7GfU/UdmHg_RmDDI/AAAAAAAAPFg/0TjrLBJGKj4/s900/_MG_9940.jpg
nastepnego ranka mijam owce na wierzbanowskiej gorze (no - tutaj to ma sens, a nie jak na lodzkich rowninach)...
https://lh5.googleusercontent.com/-4lL39XnF4Jc/UdmHnhPhQYI/AAAAAAAAPGA/JW3ZIAcvkSA/s900/_MG_9946.jpg
...oraz krowy na zboczach dzielca.
https://lh3.googleusercontent.com/-djTyrhDxrwI/UdmHqhJPvAI/AAAAAAAAPGQ/--0beZ62BpU/s900/_MG_9950.jpg
znowu znajome sciezki. opuszczona stacja kolejki - niegdys atrakcji turystycznej.
https://lh3.googleusercontent.com/-Aqp5LCXKKUU/UdmHt7gKz3I/AAAAAAAAPGg/AwXgAs84vac/s900/_MG_9952.jpg
"nie wolno chodzic po torach". czyzbym o tym juz gdzies kiedys pisal?
https://lh6.googleusercontent.com/-YBim3acBQcQ/UdmHxGYQQDI/AAAAAAAAPGw/RFTvTfu0n7o/s900/_MG_9958.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
mostem na kotowce kieruje sie w strone cwilina.
https://lh5.googleusercontent.com/-RyOc8bIAILA/UdmH0eridMI/AAAAAAAAPHA/3YPW_4AwAuM/s900/_MG_9963.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-giOPe65-XuY/UdmH4nYiDdI/AAAAAAAAPHY/xUlyEXVTdr0/s900/_MG_9967.jpg
laki pod cwilinem.
https://lh5.googleusercontent.com/-yToMJjp7l2k/UdmH6ai6JTI/AAAAAAAAPHg/l87w9YExHG0/s900/_MG_9968.jpg
blizniaki.
gdzies pod cwilinem chlopy jeszcze pracuja konmi - jakiez to fajne.
https://lh4.googleusercontent.com/-t-SKvIIThbI/UdmH7y9X5II/AAAAAAAAPHo/kV8MqwNMHqc/s900/_MG_9969.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-FO33bn4Th8U/UdmIEajw6cI/AAAAAAAAPIQ/Hs2tA1LTMyE/s900/_MG_9975.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-uNncQEzTVPM/UdmICrgmkvI/AAAAAAAAPII/AXyYzNYrYbI/s900/_MG_9974.jpg
nad wilczycami.
https://lh3.googleusercontent.com/-4t7AKNu2Ek8/UdmIMCF9wmI/AAAAAAAAPI4/gCJIFec3-1Y/s900/_MG_9983.jpg
niektore szalasy na grani ostrej juz niestety dogorywaja...
https://lh6.googleusercontent.com/-HjYW4EJqCPg/UdmIF5rxpUI/AAAAAAAAPIY/Xp9cIHM0L3E/s900/_MG_9976.jpg
...inne sa zamkniete na porzadne klodki.
cwilin, lubogoszcz, wierzbanowska gora - za mna.
https://lh5.googleusercontent.com/-ZysDyb2HebY/UdmIOlLplsI/AAAAAAAAPJI/Q0hDvKX797w/s900/_MG_9985.jpg
tym razem zamiast zyliona komarow (choc tych tez troche jest), mam zylion borowek. na jasieniu na podwieczorek
wcinam ich pol litra z cukrem.
https://lh6.googleusercontent.com/-C_afhv69McM/UdmIXN9sJdI/AAAAAAAAPKI/Qy-V6wLyDxU/s900/_MG_9996.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-9UOD_1Vw-2w/UdmIfY7bT8I/AAAAAAAAPLA/bJ-zMUk9aqc/s900/_MG_0006.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-ApeY_AQp7zQ/UdmIdMZrPjI/AAAAAAAAPK4/B0XP0QBodpY/s900/_MG_0004.jpg
widok na mogielice z polany skalne pod jasieniem.
nocleg na jasieniu w szalasie. po borowkach obowiazkowa kielbasa - jeszcze z zapasow od kumpla-przewodnika.
https://lh3.googleusercontent.com/--oEgF_C1BxA/UdmIgFZlsSI/AAAAAAAAPLI/VxX0Hy62_ug/s900/_MG_0007.jpg
szalas na polanie skalne jest jednym z ostatnich szalasow (ze swietnym wyposazeniem) odpostepnionych dla turystow. o
poranku:
https://lh4.googleusercontent.com/-bcAlWeXwAJo/UdmIhd91hWI/AAAAAAAAPLQ/N9C9Iti9-QI/s900/_MG_0010.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-f6us3RRsT0Y/UdmIk6tygbI/AAAAAAAAPLg/zwbq98bt-yw/s900/_MG_0012.jpg
potem przez pustki i myszyce w kierunku gorcow.
https://lh5.googleusercontent.com/-vLrkOJmIidQ/UdmIuDY_B0I/AAAAAAAAPMQ/l0KgYLLFMaM/s900/_MG_0022.jpg
a tam gdzies majacza lubon wielki i szczebel.
https://lh5.googleusercontent.com/-bNi8miAX558/UdmIv9-Y91I/AAAAAAAAPMY/J3Drp0X6_R0/s900/_MG_0023.jpg
przekraczam przelecz przyslop i z polanki jaworzynka obserwuje jasien, kutrzyce, mogielice i lubomierz w dole.
https://lh5.googleusercontent.com/-0lzdGnk6HjQ/UdmIzg65X9I/AAAAAAAAPMw/VSsTR6dzNKI/s900/_MG_0026.jpg
a na wschod - kiczora z antenka, modyn, oraz na horyzoncie beskid niski.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh3.googleusercontent.com/-OAYJ5SOH4jU/UdmI106iTgI/AAAAAAAAPNA/95Mk4MLzBHI/s900/_MG_0028.jpg
to pamietamy z zimowej wedrowki do lupusa. polana pod skaly:
https://lh4.googleusercontent.com/-WMOld9740EE/UdmI_t5UayI/AAAAAAAAPN4/j1U_oFT4zzk/s900/_MG_0041.jpg
a tam gdzies sie wybieram - otoczenie doliny kaczej w tatrach przez obiektyw 300mm: z lewej w chmurach garluch i
zadni garluch, potem batyz, zelazne wrota i ganek, z prawej w chmurach wysoka.
https://lh6.googleusercontent.com/-UKyRVk1uJVw/UdmJGpZGJyI/AAAAAAAAPOo/QOHzV7UoYok/s900/_MG_0054.jpg
przez kudlon schodze w kierunku przeleczy borek, gdzie jeszcze pare lat temu, zeby dostac sie na nia na rowerze od
strony doliny kamienicy - musialem przedzierac sie przez krzaki i przenosic rower przez polamane drzewa. dzis na borek
dolina dolnej kamienicy z przyslopu mozna dojechac samochodem (szeroki szutr).
https://lh6.googleusercontent.com/-iHaUbXY7eI4/UdmJPss646I/AAAAAAAAPPY/Pmf0Gn4kevU/s900/_MG_0064.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-h5tWbfEIOEw/UdmJTatHhLI/AAAAAAAAPPo/1MXPySNVWvM/s900/_MG_0066.jpg
wiatrolomy gornej kamienicy pod dluga hala.
https://lh3.googleusercontent.com/-fnYkDQ02xlc/UdmJU4rel1I/AAAAAAAAPPw/e-a3PKmUZ4Q/s900/_MG_0068.jpg
dluga hala.
a w oddali na zachodzie - babia gora, po ktorej kiedys biegalem nocami z wojtkiem:
https://lh3.googleusercontent.com/-6T6wwY-xdmA/UdmJYR1gwSI/AAAAAAAAPQI/QlC0tB8DGC8/s900/_MG_0071.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-n90Nui-6TEo/UdmJZo9Y5sI/AAAAAAAAPQQ/3ETZq2TfKwM/s900/_MG_0073.jpg
oltarz papieski na turbaczu.
nad turbaczem zapetlily sie dwa latacze - widac wyczuly prady wznoszace, bo szybko znikaly w gorze.
https://lh5.googleusercontent.com/-yCUKZNiw5D0/UdmJd8twC0I/AAAAAAAAPQw/auZBBLIscgw/s900/_MG_0078.jpg
w schronisku robie sobie chwile przerwy - doladowuje baterie do aparatu i telefonu, dajac przy okazji odpoczac nogom.
pod szczytem turbacza, od poludniowej juz strony, stoi krzyz upamietniajacy partyzantow, walczacych tak ze szkopami
podczas wojny, jak i z kacapami po wojnie - m.in."ognia" (jozefa kurasia).
https://lh6.googleusercontent.com/-i3Bof1YnYrA/UdmJfsYSpVI/AAAAAAAAPQ4/CiufGEelMR4/s900/_MG_0083.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-xxH6QJwenGE/UdmJjFbecgI/AAAAAAAAPRI/bwQaTbZbR6E/s900/_MG_0085.jpg
bukowina waksmundzka. tutaj owce jak najbardziej maja sens.
z daleka widac pieniny i jezioro czorsztynskie:
https://lh5.googleusercontent.com/-txlD-64EWlw/UdmJkpZhKFI/AAAAAAAAPRQ/oHbUiWTBFGo/s900/_MG_0086.jpg
w dolnych partiach hali waksmundzkiej, na wyznim zarebku zalegam na popas.
https://lh6.googleusercontent.com/-bgZKJYZxZSI/UdmJpBlcruI/AAAAAAAAPRo/5ZMktHDt8XY/s900/_MG_0091.jpg
gdzies kolo polnocka, juz troche przysypiajac, uslyszalem, wydobywajace sie z krzakow ponizej skarpy, nad ktora
lezalem, wyrazne "niuchanie". dla swietego spokoju spakowalem graty i zaczalem lezc sciezka, zeby sie znalezc blizej
jakichs zagrod. po jakichs 400m droga zrobila zakret o 180 stopni i znalazlem sie znow w poblizu miejsca, gdzie mialem
biwak, ino jakies 100m nizej. w swietle latarki zobaczylem mlodego (tak na oko jednorocznego) miska. grzecznie przez
pare sekund poswiecilem mu w oczy z odleglosci ok. 30m - po czym "zly" obrocil sie i poszedl se w las, a ja zlazlem
jeszcze jakies 2 kilometry do zabudowan w lopusznej, zeby mnie znowu nie nawiedzal w nocy. a rano obudzilem sie z
widokiem na tatry.
https://lh4.googleusercontent.com/-TVt5mUSdHkw/UdmJq8_zuOI/AAAAAAAAPRw/LLo9jyIPsic/s900/_MG_0093.jpg
zszedlem calkiem na dol do lupusznej i obejrzalem sobie gotycki kosciol z XIV wieku...
https://lh3.googleusercontent.com/-1xN5DI7VF6g/UdmJudjYu9I/AAAAAAAAPSA/jIXew9A_wFw/s900/_MG_0099.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
...z szablonowa (patronowa) polichromia gotycka na barierze choru i stropie...
https://lh4.googleusercontent.com/-X22CGbSwt6c/UdmJxaj9WbI/AAAAAAAAPSQ/RWVicWCL7Z4/s900/_MG_0096.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-8PMMgxW3rQo/UdmJy_s6g6I/AAAAAAAAPSY/yw9tBZIBYTA/s900/_MG_0098.jpg
...oraz otwieranym gotyckim oltarzem-tryptykiem ze scena ukoronowania maryi:
https://lh4.googleusercontent.com/-KS4MdqAxT5M/UdmJ0GpSuCI/AAAAAAAAPSg/NZjNS7cxbq0/s900/_MG_0102.jpg
obok kosciola znajduje sie maly skansen - tzw. dwor tetmajerow...
https://lh5.googleusercontent.com/-Sbibc5fVeMg/UdmJ18K4MPI/AAAAAAAAPSo/fAJghTOhT7Y/s900/_MG_0108.jpg
...wraz z zabudowaniami przydworskimi:
https://lh3.googleusercontent.com/-0SXzMCxU_nI/UdmJ8FWxsHI/AAAAAAAAPTA/kNW02vRz3sY/s900/_MG_0112.jpg
strozowka po lewej, spichlerz i chata.
opuszczajac lopuszna opuszczam rowniez gorce.
https://lh4.googleusercontent.com/-E6mn7twtWI8/UdmKKSepwYI/AAAAAAAAPVI/eErUA0dqefU/s900/_MG_0134.jpg
przede mna podhale, a potem tatry. rzut oka na pierwsza wyrazna panorame:
https://lh5.googleusercontent.com/-rLlN-kC8ywE/UdmJ8-ocXHI/AAAAAAAAPTI/KyEpKe-h6mY/s900/_MG_0113.jpg
od prawej - najpierw widac tatry zachodnie: kominiarski, czerwone wierchy, kopa kondracka i giewont ponizej (na duzej
rozdzielczosci go widac), dalej suche i goryczkowe czuby, kasprowy, beskid, skrajna turnia, posrednia turnia, swinica,
gasienicowa turnia, niebieska turnia, zawratowa turnia, zawrat, maly kozi, zamarla, kozie czuby, kozi, czarne sciany,
zolta turnia, za nia granaty, z przodu zas koszysta, nastepnie woloszyn, opalone, miedziane, cubryna, trzy miegusze
(msw, posredni, czarny), wolowy grzbiet (na tle chmury), zabi kon, rysy, wysoka, ganek (z widoczna w duzej
rozdzielczosci galeria), zelazne wrota, konczysta (na tle chumry), batyz, zadni gerlach i gerlach (oba garluchy w
chmurach), swistowy, mur jaworowych (tez czesciowo w chmurach), a dalej zaslania las, sponad ktorego delikatnie
wystaje bodajze kawalek lodowego.
***
chwila przerwy, bo zamknelismy kolejny etap - beskidzki.
niedlugo wkraczamy w podhalansko-tatrzanski.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/07/15 17:23
_____________________________________
podhale.
na dzien dobry kieruje kroki do nowej bialej. stoi tam - oczywiscie bialy, ale nie calkiem nowy ;) - barokowy kosciol sw.
katarzyny aleksandryjskiej, patronki podbliskiego nowego targu, postaci prawdopodobnie legendarnej, ktorej
pierwowzorem byla hypatia aleksandryjska - starozytna (IVw.) matematyk, astronom, filozof, ktora zginela smiercia
meczenska w wyniku walk politycznych pomiedzy orestesem, rzymskim prefektem aleksandrii i kumplem katarzynyhypatii, a cyrylem, biskupem aleksandrii, jej przeciwnikiem.
zanim w XVIIIw. wybudowano obecny murowany kosciol, wczesniej stala tu drewniana swiatynia z XVIIw. fragment
wnetrza oczywiscie fotografowalem przez krate w drzwiach bocznych - kosciol byl zamkniety. wnetrze jest w wiekszosci
barokowe i rokokowe (fantastyczny drewniany, zlocony oltarz) - z ciekawostek: szafowy konfesjonal (niestety foty nie
mam, bo stoi z boku kolo glownego wejscia), zdobiona kamieniami szlachetnymi ambona (na drugim zdjeciu po prawej) z
wizerunkiem siewcy (niestety na zdjeciu prawie niewidocznym, bo w glebokim cieniu pod baldachimem nad wejsciem).
obraz samej katarzyny (w prezbiterium) ze scena jej smierci jest zakryty przez wizerunek matki boskiej.
https://lh5.googleusercontent.com/-B_VA5CzxqvM/UdmKONJLrDI/AAAAAAAAPVg/YrJst4t1mY0/s900/_MG_0138.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-GABnS5rkS8Q/UdmKPjoolKI/AAAAAAAAPVo/axHJ4QAXR8I/s900/_MG_0139.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
pare krokow za nowa biala postanawiam odpoczac na plazy z otoczakow w przelomie bialki pod kramnica. pod sama
kramnice nie przechodze - kiedys to uskutecznialem, nie bylo to latwe. nurt jest tu na tyle silny, ze jest w stanie
przerwocic silnego doroslego chlopa podpierajacego sie kijami. onegdaj jednego z moich kumpli wykopyrtnelo podczas
przeprawy - ciezkiego plecaka ze szpejem wspinaczkowym szukal dobre paredziesiat metrow nizej. nie ryzykowalem
takiej zabawy teraz, na kramnice - jedna z najfajniejszych polskich skal do wspinu (poza tatrami) - patrzylem z drugiego
brzegu.
kramnica to wapien - ale nie taki jak podkrakowskie wyslizgane "mydlo", tylko fajny, piaskowcopodobny, szorstki wapien.
po "mojej" stronie jest jeszcze mniejsza skala - oblazowa. pod wzgledem wspinaczkowym skala jak skala - obok paru
naprawde "mocnych" drog jest jedna bardzo latwa - ale ze wzgledu na swoj "patenciarski" charakter slawna, wielu
mocarzy na niej poleglo, bo... nie wiedzialo jak.
https://lh6.googleusercontent.com/-z4VJ0lUFrUE/UdmKQ1FNwZI/AAAAAAAAPVw/X4N3baqDvQo/s900/_MG_0140.jpg
ok. 30-metrowej wysokosci glowna sciana kramnicy - wg mnie krolowa polskich wapieni.
https://lh4.googleusercontent.com/-ZmQEXutJ7jU/UdmKSVfFERI/AAAAAAAAPV4/Qds-E7q50h8/s900/_MG_0144.jpg
skala kramnicy "wchodzaca" do bialki.
https://lh6.googleusercontent.com/-BWcQJPnmNxk/UdmKTwutamI/AAAAAAAAPWA/9uyUUC41q-k/s900/_MG_0145.jpg
bialka i tatry.
jednak najbardziej slawna oblazowa jest z innej przyczyny. w jednej z jej grot, w latach 80-ych XXw., polscy archeolodzy
wydlubali kosci lwa i hieny jaskiniowych, zeby nosorozca wlochatego, rogi renifera oraz slady miejscowej "cywilizacji" z
paleolitu - w tym najstarszy bumerang swiata wykonany nietypowo, bo z kosci mamuta. poczatkowo podejrzewano, ze
wiekszosc tych drobiagow to prawdopodobnie ekwipunek lowcy, ktory tu mial swoj schowek, jednak pozniejsze badania
zweryfikowaly ta hipoteze - fragmenty krzemieni przywleczone z okolic sandomierza (sic!) czy jury krakowskoczestochowskiej, krysztalow tatrzanskich czy np. inne drobiazgi pochodzace z czeskich moraw, sugeruja szamanskie
miejsce kultu podczas jakiejs dlugiej pielgrzymki (np. w poszukiwaniu nowych terenow lownych). nota bene to nie jedyne
takie slady w okolicy - np. obok oblazowej znaleziono tez slady obozowiska czlowieka paleolitu, a w grotach pieninskich
(walusiowa jama) narzedzia krzemienne.
tutaj mozna poczytac wiecej:
czlowiek pierwotny w jaskini oblazowej - pawel valde-nowak
https://lh5.googleusercontent.com/-ZlakHyUwqA/UdmKWz7QwWI/AAAAAAAAPWQ/LRi8agbVQfA/s900/_MG_0152_HDR.jpg
glowna grota oblazowej. archeolodzy kopia w mniejszej, parenascie metrow na zachod.
https://lh6.googleusercontent.com/RssvYxZ4_qQ/UdmKVXEb6jI/AAAAAAAAPWI/mEqm2FjOYXU/s900/_MG_0159_HDR.jpg
grota oblazowej.
pod kramnica wykapalem sie - trzeci raz podczas tej wycieczki http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif woda ze 4 stopnie, ale
ja tak lubie. niestety - piekne sloneczne dni maja to do siebie, ze takie miejsca przyciagaja tlumy. w pewnej chwili zjawila
sie jakas kolonia dzieciakow - zebralem graty i ulotnilem sie w lasy w strone trybsza.
https://lh4.googleusercontent.com/-M1WsnOONpe8/UdmKYZr5OuI/AAAAAAAAPWY/cQQDexZ1Ipw/s900/_MG_0163.jpg
bialka pod trybszem.
trybsz - tutaj jest kolejna fantastyczna rzecz, unikat na skale swiatowa: zbudowany bez uzycia gwozdzi modrzewiowy
kosciol gotycki z 1567r., z barokowa polichromia (1647r.) namalowana przez nieznanego artyste, zwanego podhalanskim
michalem aniolem (bo tak jak buonarotti wymalowal sam sykstyne, tak polichromie trybsza sa dzielem jednego artysty)
na prawie calej powierzchni scian i stropu wnetrza.
jedna ze scen (sad ostateczny) umiejscowiona jest na tle najstarszej znanej malowanej panoramy tatrzanskiej (tatr
bielskich). druga panorama jest pod scena wniebowziecia maryi - przedstawia krajobraz z zamkami czorsztynskim i
niedzickim oraz tatrami. inna ciekawostka jest postac jana kantego, umieszczonego (po prawej stronie obok oltarza)
posrod swietych... kilkanascie lat przez beatyfikacja, a ponad wiek przed kanonizacja! autorem koncepcji calej
polichromii byl ksiadz jan ratulowski, owczesny proboszcz z frydmana, doktor praw akademii krakowskiej, gdzie dwa
wieki wczesniej studiowal i wykladal rowniez jan z ket (obok swietego widnieje herb "ujotu") - wiec prawdopodobnie jan
kanty wyladowal obok oltarza na 100 lat przed oficjalnym uznaniem za swietego - "po znajomosci" ;)
mozna zobaczyc tez postac jezusa triumfujacego na rydwanie ciagnietym przez podhalanskie owieczki - zreszta
motywow "goralskich" jest na polichromii wiecej.
https://lh5.googleusercontent.com/-SsuCfa_E3nA/UdmKbEZzquI/AAAAAAAAPWo/0HJ66p32cX4/s900/_MG_0184.jpg
kosciol w trybszu od strony cmentarza.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/-vm-L305QP3c/UdmKcgkmFdI/AAAAAAAAPWw/g19CG87rldo/s900/_MG_0165.jpg
wnetrza zdobia swietnie zachowane polichromie z 1647r. sw. jan kanty widnieje po prawej stronie od oltarza.
https://lh6.googleusercontent.com/-E2sRiVbnGL4/UdmKfXeLefI/AAAAAAAAPXA/VA9D6XOgWvM/s900/_MG_0170.jpg
jezus triumfator.
https://lh5.googleusercontent.com/-7M8omS_7erg/UdmKg7MYVEI/AAAAAAAAPXI/WGMgDBJwI9s/s900/_MG_0173.jpg
wnetrza kosciola - rzuca sie w oczy ciekawa (jak dla mnie to juz prawie rokokowa w charakterze) ambona ze scenami z
chrystusem i samarytanka przy studni oraz milosiernym samarytaninem.
https://lh3.googleusercontent.com/-blkoiVcH_3g/UdmKiNSFozI/AAAAAAAAPXQ/H-RDedm3OB0/s900/_MG_0169.jpg
chrystus, maria i sw. jan.
https://lh4.googleusercontent.com/-GiGu3ZpdW8M/UdmKjggkyxI/AAAAAAAAPXY/ItEEo3U24iw/s900/_MG_0177.jpg
wniebowziecie matki boskiej...
https://lh6.googleusercontent.com/-SFRBe0tS2j8/UdmKk0khR5I/AAAAAAAAPXg/0VReS_uSxRQ/s900/_MG_0178.jpg
...a pod ta scena - panorama czorsztyna, niedzicy i tatr.
https://lh3.googleusercontent.com/-druFquSSrlU/UdmKmB0lZsI/AAAAAAAAPXo/1McIa8EDyCo/s900/_MG_0182.jpg
sad ostateczny na tle tatr bielskich.
opuszczam ten skarb architektury podhalanskiej.
kroki kieruje na ponad 7-kilometrowej dlugosci sciezke przez wierzchowine w strone rzepisk. przepiekna trasa,
krajobrazowo zupelnie dzika, jedynie w pewnym miejscu widac lezaca w dole czarna gore. rzepiska pamietam z
wczesnej mlodosci, jako wies z prawie samymi drewnianymi zbudowaniami - dzis niewiele ich pozostalo wsrod
pustakowcow. tutaj onegdaj spalem na zwyklej drewnianej lawie goralskiej z otwieranym siedziskiem, pod ktorym kryl sie
schowek, tutaj onegdaj mylem sie w deszczowce sciekajacej po gontach do drewnianej rynny, tutaj onegdaj jadlem
domowy chleb popijany zetyca. nie ma juz tych rzepisk...
https://lh5.googleusercontent.com/-4SpwmQb12kQ/UdmKnY0qeoI/AAAAAAAAPXw/H4cToBVRdu4/s900/_MG_0187.jpg
z widokiem na tatry.
https://lh5.googleusercontent.com/-qZqClJwUW-o/UdmKuUiSjBI/AAAAAAAAPYg/b_V8CyJX-Gk/s900/_MG_0193.jpg
z widokiem na pieniny.
https://lh5.googleusercontent.com/-8siL9XUV-YA/UdmKxx1UDxI/AAAAAAAAPY4/Vm-FPDEIHwQ/s900/_MG_0196.jpg
z widokiem na babia gore i czarna gore.
https://lh4.googleusercontent.com/-JYYJHXRxibI/UdmKzivEdMI/AAAAAAAAPZA/cakVy76Bo7w/s900/_MG_0199.jpg
z widokiem na polskie czerwone krowy (tez rzadkosc dzisiaj).
https://lh4.googleusercontent.com/-lmvqc-9aQk0/UdmK1SEpclI/AAAAAAAAPZQ/wxjBP4BmyvI/s900/_MG_0202.jpg
nad tatry idzie burza.
https://lh3.googleusercontent.com/-1k5lfAz2-_k/UdmK4ZDUr-I/AAAAAAAAPZg/ESSAGWr9yWs/s900/_MG_0210.jpg
w drodze do pawlikow nad rzepiskami.
https://lh3.googleusercontent.com/-eFwzAxYFlmQ/UdmK9B4hmsI/AAAAAAAAPZ4/HbEHZZPltxE/s900/_MG_0218.jpg
kapliczka zbojnicka z XIXw. nad rzepiskami.
https://lh5.googleusercontent.com/-IcqbWGE4lOg/UdmK_zv4ANI/AAAAAAAAPaI/KcVbgiICeBA/s900/_MG_0220.jpg
obok druga - nieco mlodsza.
https://lh6.googleusercontent.com/-Ja5y-mmBtv0/UdmLBO3wmoI/AAAAAAAAPaQ/Cn6QUZxdZ-w/s900/_MG_0223.jpg
pozostalosci po starych rzepiskach - ostrewki z pni swierku.
https://lh3.googleusercontent.com/-6yuJSHxk_WQ/UdmLC6d-vvI/AAAAAAAAPaY/i3o3lsO8-6w/s900/_MG_0224.jpg
wspomnienie po dawnych rzepiskach.
miedzy jurgowem a rzepiskami dopada mnie burza. na chwile chowam sie w szalasie goralskim, gdzie chlop robi oscypki
(dzis oczywiscie z krowiego mleka), potem wlasciwie "przebiegam" jurgow nie zatrzymujac sie nawet by obejrzec (ale
widzialem go wczesniej nieraz) spisko-rokokowy kosciol z polichromia z 1813r., i po przekroczeniu bialki podchodze
stroma droga przez brzegi w kierunku drogi przez glodowke na lysa polane.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/-oI_izF9vGmo/UdmLFnHy9kI/AAAAAAAAPao/dg9cYtBuyQk/s900/_MG_0227.jpg
brzegi.
https://lh4.googleusercontent.com/-gsB4O-hCr0U/UdmLJRv552I/AAAAAAAAPbA/jeVuSZ5p8Q4/s900/_MG_0231.jpg
tatry bielskie z brzegow.
https://lh5.googleusercontent.com/-72mtiC0gjJg/UdmLP-XwBKI/AAAAAAAAPbg/9NJ3iO2Rti8/s900/_MG_0235.jpg
panorama na tatry z glodowki, od lewej: dwa piki gerlacha, zelazne wrota, ganek, wysoka, rysy, miegusze, woloszyn.
https://lh5.googleusercontent.com/-3iTFkCnhhT4/UdmLVREqm2I/AAAAAAAAPcI/cW7FIT2qcs4/s900/_MG_0240.jpg
tatry bielskie po lewej i piramida lodowego po prawej.
na lysej zawitalem do gajowki i do chalupy straznika parku - zbieralo sie na kolejna nocna zlewe, wiec poprosilem o
kawalek dachu w szopie czy garazu. w obu mi (dosc zreszta niegrzecznie) odmowili. jak widac lesnicy, jak i ksieza sa
rozni - sa tacy jak mario (patrz poczatek opowiesci), bezinteresowni i pomocni, sa tacy jak ci dwaj panowie, co maja w
dupie, bo jako parkowi sa na panstwowym (czyli w sumie za moje podatki).
polazlem na byle przejscie graniczne. na samym przejsciu pod zadaszeniem budynkow spac nie moglem, bo czesto tam
bywa straz parku i uwielbia wlepiac mandaty, wiec przeczekalem na parkingu do zapadniecia ciemnosci i wpakowalem
sie... a nie powiem gdzie, zeby nie ulatwiac panom roboty http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
https://lh3.googleusercontent.com/-GnKjg-1PZn0/UdmLWckI8FI/AAAAAAAAPcQ/nLbRglPeboY/s900/_MG_0243.jpg
hie, hie - tutaj spalem.
rano polazlem w doline bialej wody.
na szlaku pierwsza jest polana biala woda z lesniczowka.
nie chce mi sie opisywac tego, co tam zastalem. rece opadaja. dosc powiedziec, ze slowaccy lesnicy w duzych ilosciach
bawili sie na imprezie zorganizowanej przez "rumcajsa", slowackiego straznika parku z polany bialej wody, znanego z
tego, ze jest mocno i czesto zlosliwie ciety na wspinaczy i turystow i uwielbia im utrudniac zycie.
grille, chlanie, samochody, naglosnienie, dymy po calej polanie.
park-kurwa-narodowy.
https://lh5.googleusercontent.com/-G4wOVFtw6vY/UdmLXr-BQVI/AAAAAAAAPcY/p3ItH_OpA3k/s900/_MG_0246.jpg
takich zdjec mam duzo wiecej, ale nie wrzucam, bo to nie artykul o balaganie w tanapie i tpnie.
https://lh5.googleusercontent.com/-ckac76WgWWc/UdmLZXpKQ9I/AAAAAAAAPcg/nXVMGgU522U/s900/_MG_0325.jpg
a tak wyglada dalsza czesc tanapu - rabunkowa tzw. "gospodarka lesna". to sa zdrowe (!!!) drzewa. po polskiej stronie
jest identycznie. idac wzdluz drogi oswalda balcera (lysa polana - zakopane) praktycznie przez caly sezon slychac silniki
pil motorowych.
https://lh3.googleusercontent.com/-neHjuZRt8Q4/UdmLbJyBTpI/AAAAAAAAPco/YvpLsgUxVmA/s900/_MG_0258.jpg
cale polany wykarczowane.
dosc o syfie. wracamy na sciezke.
dolina bialej wody o poranku:
https://lh5.googleusercontent.com/-FQ_36WfCoig/UdmLcouhMqI/AAAAAAAAPcw/VcsZXIzKWYA/s900/_MG_0251.jpg
z lewej mlynarz, z tylu rysy i nizne rysy, po prawej zabie szczyty, a w srodku jedna z najdzikszych w tatrach - dolina
zabich stawow bialczanskich./I]
https://lh3.googleusercontent.com/-1TnsapBiiR8/UdmLdrUTSmI/AAAAAAAAPc4/GAVhWk6KJz8/s900/_MG_0253.jpg
poranne mgielki i rosa.
dolina bialej wody to jedna z najdluzszych i najdzikszych walnych dolin tatrzanskich (czyli taka co biegnie od stop gor do
samej grani). ciagnie sie na dlugosci ponad 10km, wiec niewielu chetnych sie w nia zapuszcza, a zima w ogole jest
nieodwiedzana (tylko przez wspinaczy, bo na slowacji jest zakaz lazenia zima po gorach powyzej linii schronisk dla
turystow; w bialej wodzie schronisk nie ma). w okolicach polany pod wysoka sciezka idaca dolina zaczyna sie stromo
wznosic na prog doliny kaczej (tu takze odbiega w bok dolina ciezka ograniczona od poludniowego wschodu sciana
galerii gankowej), a nastepnie litworowej.
https://lh3.googleusercontent.com/-nyDbLv475RM/UdmLlDV9a6I/AAAAAAAAPdY/fVuAuvPjVRU/s900/_MG_0260.jpg
polana pod wysoka. z tylu ganek w centrum i wysoka po prawej, a pod nia prog doliny ciezkiej.
w koncu docieram do jednego z celow mojej wedrowki - pod filar ganku. to tutaj w marcu 2011r. wspinalem sie z
wojtkiem ostatni raz...
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/-DEkgblWTz7U/UdmLmt8SaBI/AAAAAAAAPdg/qmuGTR4errQ/s900/_MG_0261.jpg
filar ganku to ta potezna, 850-metrowej wysokosci formacja idaca z wierzcholka do wielkiego plata snieznego u jego stop.
***
tytulem dygresji i malej przerwy - kilka zdjec z tamtego wspinu (pokrotce opisywalem go na poczatku tego opowiadanka):
https://lh5.googleusercontent.com/-1QaKImEfFj4/TX-cdft4BtI/AAAAAAAACWU/MHNlHWu8eL4/s640/_MG_8478.jpg
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh5.googleusercontent.com/-o2Rpv7zrDfc/TXcjkx77HI/AAAAAAAACW0/GoBet5c67m4/s640/_MG_8486.jpg
wojtek w akcji w scianie filara ganku.
https://lh3.googleusercontent.com/-1cAgb7lPo_I/TX-chWJ-i4I/AAAAAAAACWs/Z8hml1sV2go/s900/_MG_8484.jpg
krzysiek dochodzi do kolejnego stanowiska.
https://lh3.googleusercontent.com/-Wl1ZPUI9R0g/TX-cmQAqFtI/AAAAAAAACXE/IeKuD-QPtVs/s900/_MG_8490.jpg
poranek drugiego dnia w kopule szczytowej.
https://lh3.googleusercontent.com/-zNuGPNgj1uo/TX-crD4XSfI/AAAAAAAACXg/kI_jP2OWAB8/s900/_MG_8499.jpg
nasza trojka na szczycie ganku (od lewej: wojtek, mazeniak, krzysiek), po 26 godzinach wspinania non-stop. "sweet
focia" i spierdalamy dolu, bo na grani wialo tak, ze o malo nas nie pozrzucalo. te grymasy to nie usmiechy, to proba
zlapania oddechu przy wichrze w pyski. wystawcie gebe za okno w eskpresie lecacym 160km/h - podobny efekt.
***
wracamy do wedrowki.
odmowilem zdrowaske i "wieczne odpoczywanie..." i ruszylem dalej w kierunku litworowego stawu, nastepnie zmarzlego
stawu, a potem polskiego grzebienia czyli przeleczy pomiedzy dolina wielicka a biala woda, w najblizszej okolicy
gerlachow, miedzy litworowym szczytem, a mala wysoka.
https://lh5.googleusercontent.com/-wSgHMSkbuBk/UdmLp0ZwkkI/AAAAAAAAPdw/Cta5QgUXEw8/s900/_MG_0266.jpg
litworowy staw.
https://lh4.googleusercontent.com/-2o7CjmNnTiU/UdmLtGTSFFI/AAAAAAAAPeA/k8ZvCHy9MNc/s900/_MG_0268.jpg
litworowy szczyt.
https://lh4.googleusercontent.com/-65TinPB73pM/UdmLut7AFtI/AAAAAAAAPeI/zM4Brf7KzOQ/s900/_MG_0271.jpg
od lewej: dzika turnia i mala wysoka.
https://lh4.googleusercontent.com/-2Ic2I8kB-q8/UdmLxmf4dTI/AAAAAAAAPeY/jfrlMYtBOCQ/s900/_MG_0272.jpg
otoczenie zmarzlego stawu widziane rybim okiem: po lewej litworowy szczyt, po prawej dzika turnia.
https://lh5.googleusercontent.com/-H0og0KQW7ZE/UdmLzFVLVGI/AAAAAAAAPeg/0-7kgGcNuxI/s900/_MG_0273.jpg
dolina wielicka rybim okiem - po prawej gerlach i zadni gerlach.
z polskiego grzebienia na szczyt malej wysokiej (2428m npm) juz tylko pare minut. tutaj chwile posiedze i poladuje
"akumulatory" psychy - zaopatrze sie w widoki na nastepne dni ;)
https://lh6.googleusercontent.com/-RlfiZSmIpg0/UdmMCM6cRVI/AAAAAAAAPf4/3UaQSdOOF7c/s900/_MG_0291.jpg
panorama rybim okiem: od lewej na pierwszym planie gerlach i zadni gerlach, z tylu dwuwierzcholkowa wysoka, ponizej
jej szczytow ledwo widoczny w jej tle ganek, potem piramida rysow, nizne rysy, mniej wyrazne zabie szczyty, dalej
prawie cale tatry polskie.
https://lh5.googleusercontent.com/-DA6XoFBg8Oo/UdmMDwKMepI/AAAAAAAAPgA/rArc47lYp8o/s900/_MG_0292.jpg
i rzut oka (rybiego) w druga strone, od lewej: zacieniony swistowy, daleko na ostatnim planie tatry bielskie, potem
dwuwierzcholkowy lodowy, nizej jaworowe i maly lodowy przechodzacy w prawo w czerwona lawke, nad ktora na koncu
widac dwie piramidy - durnego i lomnicy. panorame doliny starolesnej na pierwszym planie zamyka po prawej kopula
slawkowskiego z tylu oraz idaca od niego w naszym kierunku gran slawkowskich wiezy i starolesnego.
z malej wysokiej zgania mnie nadchodzaca burza - przez polski grzebien schodze na powrot nad litworowy staw.
https://lh5.googleusercontent.com/-_iI3lUdlXIk/UdmMNeXiB9I/AAAAAAAAPgo/HNO08eBScIs/s900/_MG_0304.jpg
litworowy staw.
tam spotykam goscia, ktory pyta mnie o papierosa (nie jaram od 12 lat). zaczynamy gadac - okazuje sie, ze to
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
bezdomny, ktory se lazi tu i tam, no bo co ma zrobic. przegadalismy cale popoludnie, opowiedzielismy se kazdy po
historii swojego zycia.
https://lh5.googleusercontent.com/-YknPivKId2E/UdmMOxIYyvI/AAAAAAAAPgw/3_wfz18gd18/s900/_MG_0306.jpg
bezdomny i kaczka, z ktora dzielil sie chlebem. ze mna tez sie dzielil, bo o ile do chleba cos jeszcze mialem, to chleb mi
sie skonczyl.
w nocy kiblujemy z jednej z koleb w okolicach litworowego stawu.
https://lh3.googleusercontent.com/-ZH7D3vqbGLs/UdmMR7ye1iI/AAAAAAAAPhA/XEHDKZSB0I8/s900/_MG_0308.jpg
promienie slonca nad gorami.
https://lh3.googleusercontent.com/-BnHivjlzvfk/UdmMS-s-61I/AAAAAAAAPhI/awL_E1UTX9Y/s900/_MG_0309.jpg
zachodzi sloneczko.
https://lh3.googleusercontent.com/-cm-Z0Jkq2Iw/UdmMU3_yyvI/AAAAAAAAPhQ/qBrdxLfU8Qs/s900/_MG_0311.jpg
rano zupelna zmiana pogody - cwangla. scenka rodzajowa ze sniadanka.
https://lh4.googleusercontent.com/-AS28X9BSsB0/UdmMaGmeveI/AAAAAAAAPho/7K5a8RpHHtk/s900/_MG_0316.jpg
z bezpiecznej odleglosci ciekawie gapi sie na nas kozica.
bezdomny idzie do smokowca, ja schodze do doliny bialej wody - powrot do polski. na polanie pod wysoka stoi lawka, na
ktorej z reguly z wojtkiem odpoczywalismy po powrocie ze wspinania. rowniez tutaj czasem zaczepial nas gluszec, ktory
zdaje sie, ze przez kilka lat nie mogl znalezc se baby - od tego zglupial i atakowal wszsystko, co sie rusza.
https://lh3.googleusercontent.com/-M5TdUlD_YLg/S9VTIXjwDeI/AAAAAAAAKyc/d-4sDEqVLko/s900/_MG_4370.jpg
gluszec na polanie pod wysoka w zimie 2010r. populacja tego gatunku w polsce to 700 sztuk. na slowacji - nie wiem, ale
tez rzadkosc.
https://lh4.googleusercontent.com/-a5Q2YfzJqqo/S9VUOhhUYzI/AAAAAAAAK28/akPgRWEljlM/s900/_MG_4488.jpg
harnasie w rajtuzach: mazeniak, daniel i wojtek na lawce po przejsciu drogi whp 1651 na scianie zadniego gerlacha.
https://lh5.googleusercontent.com/--BSGMqlRaLE/UdmMfN7_ccI/AAAAAAAAPiA/W6SFV_hbb1M/s900/_MG_0322.jpg
dzis lawka jest pusta, gluszca tez nie ma...
droga oswalda balzera, prowadzaca z lysej polany do zakopanego, zmierzam do mojego kumpla, kuby, wspinacza i
ratownika topr, z ktorym onegdaj probowalem zaloic pewna piekna turnie w pakistanskim karakorum - gulmit tower
(gdzies tu wczesniej pisalem o tym - opowiadanko "dynema z pasmanterii"). kuba mieszka w murzasichlu. nad
giewontem widze burze, a w murzasichlu sloneczko pelna geba.
https://lh5.googleusercontent.com/-MFNIBDrEqs8/UdmMn1Zk7VI/AAAAAAAAPiw/4LVhBS9Otq8/s900/_MG_0336.jpg
burza nad giewontem.
https://lh6.googleusercontent.com/-PrBTTLrlQuc/UdmMnMe4HdI/AAAAAAAAPio/t4-NDEknUDE/s900/_MG_0334.jpg
murzasichlanskie pola.
https://lh4.googleusercontent.com/-TL4q-J2qEnM/UdmMkBL28pI/AAAAAAAAPiY/yXnWnROR7qM/s900/_MG_0330.jpg
w murzasichlu posrod wypasionych hoteli mozna znalezc jescze stare zagrody goralskie.
https://lh3.googleusercontent.com/-cluOX1rmbTA/UdmMpCAtwOI/AAAAAAAAPi4/Xw4UXvbGu8E/s900/_MG_0338.jpg
murzasichle - praktycznie koniec wedrowki u kuby.
nastepnego dnia podjechalismy juz (za malo czasu bylo, zeby jeszcze isc) z kuba na parking pod wiktorowki - stamtad
do kaplicy raptem 20 minut przez las. tutaj w druga rocznice smierci wojtka odbyla sie msza w jego intencji. do domu
zabralem sie juz z rodzina. chociaz przez te ostatnie dwa tygodnie tak sie przyzwyczailem do chodzenia, ze moglbym isc
dalej...
https://lh5.googleusercontent.com/-PsOhrV61IZY/UdmMqt09xyI/AAAAAAAAPjA/LVX762GOAl8/s900/_MG_0343.jpg
kaplica na wiktorowkach.
***
https://lh6.googleusercontent.com/-h2AwwcGMO6s/UdmMsZwTasI/AAAAAAAAPjI/rAtaOXQ16cI/s640/_MG_0340.jpg
wojtek kozub - in memoriam.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Pastor - 2013/07/15 17:39
_____________________________________
Piêkne..
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Elwood - 2013/07/16 00:49
_____________________________________
Nie potrzeba emotikonów Mazeniuszu.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/11 23:46
_____________________________________
wstep do ponizszego ciagu dalszego mazeniakowych textow:
chopy, poniewaz ja jestem leniwy, a cholera wie, co kiedys sie stanie z tym, co wyskrobalem gdzie indziej (mysle m. in. o
tym pedalskim fat - tam to pisze glownie ze wzgledu na takich zjebow jak lupi, fazik, orzep czy szpargal i jeszcze kilku
innych podobnych, wiec pewnie dlatego mi sie jeszcze chce), wiec bez poprawek bede wam tu dodawal te popierdolki
zdjeciowo-tekstowe, ktore wysmarowalem tamze. jeden czy dwa texty z tych wczesniej tu zapodanych sie potworza, ale
nie martwcie sie - beda i insze. jak sie bedzieta nudzic albo wszystko miec w dupie (jak np. zbyniu ostanio) albo
dostanieta wkurwu na wsio (jak np. wiejebny), to moze mazeniak wam troche wiare w ten durny swiat przywroci - albo
przynajmniej sie usmiechnieta patrzac na zdjecia.
bede wrzucal po troche, zeby was nie zasypac od razu caloscia - bo byscie sie w tym utopili. a co za duzo to niezdrowo.
zaczne zara.
na poczatku beda popierdolki podlizywawcze kulegom - ale nie chce mi sie ktorys raz tego redagowac apiac. niech se
leci jak jest - bo tak mam na dysku zapisane pliki.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/11 23:47
_____________________________________
zaczne troche perfidnie http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
alarm w radio. rozgoraczkowana spikerka na antenie, tzw. reportaz interwencyjny. przesluchuje urzednikow administracji
osiedla. urzednicy sie skarza:
- prosze pani, z tymi cyganami nie idzie wytrzymac! wie pani, co oni robia? wieczorem pala ognisko na podlodze, siedza
dookola i spiewaja!
- ognisko na podlodze?!
- tak, prosze pani redaktor. w nowym mieszkaniu, w nowym bloku! na podlodze! taki brak kultury!
u kogo brak kultury? u ryby, ktora zdycha bez wody, czy u tych, ktorzy rybe zamkneli w klatce? odebrali cyganom ich
krew, bez ktorej cyganie nie potrafia zyc: droge, ruch i ognisko podsycane placzem skrzypek, a teraz wielki halas, ze
cygan robi sobie ersatz jak lekarstwo na ciezka, smiertelna chorobe. a co ma robic w betonowych pudlach, tak wrogich
jego tradycji, jego jazni, jego genom, jego calej biologii i psychice calej istocie jego zycia? niech pali! pal cyganie ognisko,
palcie ogniska w kazda noc, zazdroszczac gwiazdom, ktore sa wolne i niedosiegle. spalcie wszystkie podlogi!
to juz drugi raz, jak cytuje tutaj ten fragment lysiaka - dla mnie jest to jeden z najwazniejszych fragmentow literatury w
calej jej historii. ksiazke, z ktorej pochodzi powyzszy fragment podarowalem kiedys spaslakowi (tak nazywam
elwooda/puzatka) z dedykacja - "spal wszystkie podlogi, spaslaku", ten fragment rowniez pierwszy raz pojawil sie tutaj w
odpowiedzi na post lupiego "dokad zmierzamy" - jako swego rodzaju wyraz solidarnosci z, nomen-omen, samotnym
wilkiem (zarowno tym symbolicznym, jak i tym realnym z pewnego wiekszego miasta w beskidzie malym).
znam ich obu na tyle (choc osobiscie znamy sie dopiero od wrzesnia 2011), zeby w ciemno stwierdzic, ze ten cytat jest
tocka w tocke odzwierciedleniem ich (naszego) swiatopogladu i jednoczesnie opisem naszej pozycji "cyganow" we
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
wspolczesnym swiecie - choc pisany byl za glebokiej komuny, niewiele sie zmienilo: dzis rzadza nami korporacje,
eurokolchoz, fejsbuk, kamery i piny, taborow cyganskich nie uswiadczysz, a spanie w lesie jest nielegalne. i wlasnie o
"spaniu w lesie", czy jak mowi lupi - "spaniu po rowach", chce tu poopowiadac.
nie bedzie w tych opowiesciach "afryki", bo nie jestem specjalnie kasiasty, zeby miec kolejny "strup" na utrzymaniu
(wystarczy mi - musi - 19-letni monciak; auto jest priorytetem przed moturem, bo mam rodzine na glowie i im tez czasem
chce kawalek swiata pokazac; dygresja o wychowaniu "w drodze": skutkuje to tym, ze 14-letnie dziecko wpada do kuchni
i oznajmia starym: "mamo, tato, latalam dzisiaj na motolotni", a w klasie maturalnej rzuca na miesiac nauke, pakuje
plecak i leci sama do nepalu, po czym po powrocie bez probemu dostaje sie na dosc wymagajace studia).
kiedys marzylem o jawce roadsterze 90-tce, potem o dominatorze, pozniej o at, potem doroslem - i najwazniejsza stala
sie przestrzen wokol mnie, zmieniajacy sie krajobraz - nosi mnie, mam podroznicze adhd, potrzebuje pooddychac
swiatlem gwiazd nad glowa, poniuchac wiatru smagajacego mojego ryja, poparzyc sobie palce poprawiajac plonace
polana w ognisku, spocic sie pod ciezarem plecaka w upalnym sloncu, usyfic sie smarem grzebiac pod autem gdzies w
przestrzeniach azji, zmarznac na pakistanskim na lodowcu.
a jak sie przemieszczam - to malo wazne. jak nie ma juz nawet na wache - to na nogach.
i chyba nie jest juz to kwestia samego tylko podrozowania, co raczej ciagu do wolnosci - mamy dusze nomadow, ale
takich innych - bez stada (choc moze stadem sa nasze rodziny). jest w nas cos z abrahama, swietnie
scharakteryzowanego przez zofie kossak w ksiazce "przymierze" starotestamentowego wiecznego nomade. jest cos z,
przytaczanego przez spaslaka, poldka wanatowicza z "podrozy za jeden usmiech", jest cos z wloczykija. wszedzie tam,
gdzie w literaturze (kinie) wystepuje typ nomady-wloczegi - niezauwazalnie (bo inaczej komunistyczna cenzura nie
puscilaby np. "podrozy za..." w telewizji), towarzyszy mu jedna z najwiekszych wartosci czlowieka jako gatunku - wolnosc.
w koncu podarowal ja nam sam bog.
dzieki temu pieknemu podarunkowi moge dzisiaj spac "w lesie" i "po rowach".
---dedykuje ten moj (majacy ponizej nastapic) "serial" wlasnie tych dwom kolesiom, od ktorych w ciagu dosc krotkiej, ale
intensywnej znajomosci, wiele otrzymalem - i nie mowie tu bynajmniej o rzeczach materialnych.
https://lh5.googleusercontent.com/-8tplFTck2RA/ToCwMoCmBVI/AAAAAAAAEsk/LiM32Rb1Aw4/s900/_MG_0194.jpg
(fot. szymon wilk)
ten po prawej to chyba wiecie kto.
ten w srodku to tez chyba poznajecie.
a ten trzeci to mazeniak.
---a poswiecam ten "serial" pamieci mojego niezyjacego juz serdecznego przyjaciela - s.p. wojtka kozuba. nazwa
megaprzygoda powstala zrodzona wlasnie z jego powiedzonek - o genezie mozecie poczytac na mojej stronie. to byl
niesamowity czlowiek. kiedys o nim tez opowiem, bo to tez byl "cygan".
http://www.memorialwojtka.pl/_foto_w/_fot_017.jpg
(fot. lukasz heretyk)
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/11 23:58
_____________________________________
zeby zegarek mogl tykac, sprezynka musi byc nakrecona.
zdjecie z poprzedniego mojego postu (to drugie) zostalo zrobione gdzies w okolicach przeleczy tengizbay ashuu w
malym alaju w kirgistanie. nawet ci z was, co byli w kirgistanie, raczej tej przeleczy nie znaja, bo jest ona niedostepna dla
motocykli. dla rowerow rowniez nie - chlopcy (wojtek i lukasz) przez dwa dni pchali je lub (czesciej) niesli na plecach.
dwa dni po kamieniach, glazach, piarzyskach z rowerami na plecach. ten kawalek, na ktorym wojtek pcha rower (zdjecie
z pierwszego postu), to jeden z latwiejszych - podobnie jak ten na ponizszym (lukasz po lewej, wojtek po prawej):
http://www.memorialwojtka.pl/_foto_w/_fot_033.jpg
(fot. lukasz heretyk)
poniewaz mam juz swoje lata, jakis czas temu zaczelo mi sie wydawac, ze powinienem zaczac zwalniac tempo - jak
czlowiek "powaznieje z wiekiem" to zmienia sie troche perspektywa spojrzenia. kiedys, jak bylem mlodszy, jechalem z
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
zona w alpy stopem, zostawialem kobite, zeby sie poopalala przy stacji kolejki na aquille du midi, a sam szedlem
wspinac sie na 400-metrowa droge lodowa solo - dzisiaj juz sie nie wspinam bez asekuracji. owszem, przychodza
jeszcze rozne durne pomysly do lba, ale juz troche rzadziej. a wraz z mniejsza iloscia tych durnych, mniej jest rowniez
tych mniej durnych, ale zarazem i wariackich (tak pozytywnie). slowem - czlek z wiekiem kapcanieje. dopoki nie dostaje
kopa. kopa czyli nakrecenia sprezynki.
wojtek to byl chlopak, ktory mnie, starego dziada http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif nakrecal - tak jak sie nakreca
zegarki. nie w sensie patologicznym, tak jak sie nakrecaja ludzie w korporacjach ("zwiekszac sprzedaz, panie
grzegorzu"), ino w sensie pozytywnym - "kopal w tylek" (ten psychiczny) tym, co robil. a przede wszystkim - jak to robil.
przykladowo: zima, siedzimy gdzies w tatrzanskiej scianie czternasta godzine na jakims trudnym wspinie, ja padam ze
zmeczenia na tzw. ryj, a jemu geba sie smieje: "ale przygoda!". to on wybieral sciany i drogi - najczesciej byly to miejsca
odlegle od schronisk, gdzie ludzie nie zagladaja i nie "kibicuja", nikt nie patrzy, jak ci idzie. jak biegac po gorach, to po
nocy, bez publicznosci. no taki byl.
ciagnal mnie za wszarz do tego swojego kieratu, a mnie z tym bylo dobrze - jak sie patrzylo na chlopaka z jaka radoscia
robi w zyciu rozne rzeczy, to samemu sie bardziej chcialo.
wiec tak mnie to nakrecalo. i ciagle jeszcze nakreca.
***
https://lh3.googleusercontent.com/-uN3rntEMxiI/S_ouK1ZxgRI/AAAAAAAAO1Q/ttfFljh5t58/s900/_MG_4768.jpg
to jest szczegolnie wazne dla mnie miejsce. bylem tam z kilkadziesiat razy, najczesciej w srodku nocy. babia to zadna
jakas wielka gora, ale dla mnie ma bardzo osobiste znaczenie.
najczesciej w srodku tygodnia, po robocie, gdzies kolo godziny 18-ej, 19-ej umawialismy sie na matecznym (rondo w
krakowie). stala ekipa czyli wojtek, rafal i ja oraz czasem ktos jeszcze. rafal, choc mial najblizej, zawsze sie spoznial.
wskakiwalismy w jego auto i heja na zakopianke. okolo 21-ej, moze deko pozniej, zostawialismy auto na parkingu w
zawoji-markowej i dymalismy przez markowe szczawiny i brone (przelecz) na wierzcholek babiej. okolo poltorej godziny
do gory, chwila odpoczynku, potem trzy kwadranse, czasem godzina, w dol. okolo 2-ej w nocy bylismy juz z powrotem w
krakowie, rano o 7-ej pobudka do roboty.
bywalo, ze i dwa razy w tygodniu.
ganialismy lato, zima (jak nawalilo pol metra swiezego sniegu, to wtedy nie - czekalismy pare dni az osiadzie, ale nawet
porzadna zlewa nam juz nie przeszkadzala, bo jak czlowiek porzadnie spocony, to i tak mokry), przy swietle czolowek (ja
czasem zapominalem i wtedy bieglem bez - jeden z moich kumpli mawia o mnie, ze mam noktowizory w oczach).
i prawie zawsze na wierzcholku pizdzilo, bo na babiej z reguly pizdzi.
biegalismy czasem innymi szlakami (np. z kiczorow czy krowiarek), ale markowa-brona-babia najbardziej nam
odpowiadala ze wzgledu na duze przewyzszenie przy stosukowo krotkiej trasie - chodzilo o to, zeby wyspac sie jeszcze
te kilka godzin przed wstawaniem do roboty.
nota bene wojtek kilka razy pobiegl na babia z krakowa - zajmowalo mu to ok. 18-22 godziny w zaleznosci od trasy (ok.
100-120km). nie dla slawy, poklasku czy medali - dla siebie, mial adhd, duzo mocniejsze niz moje.
teraz wojtka juz nie ma.
a tak mnie wlasnie nakrecal.
(zdjec z tych wypadow mam niestety niewiele, bo rzadko kiedy bralem aparat - tym sa dla mnie one cenniejsze.)
***
we wrzesniu 2011 umowilem sie z elwoodem, ze na nasza balkanska wyrypke, zgarne go od jego kumpla z bielska. nie
znalem wtedy jeszcze lupiego, spaslaka osobiscie tez jeszcze nie, obu poznalem dopiero w dniu wyjazdu do macedonii. i
niestety - wbrew opiniom wiekszej czesci chlopakow z 3po3 (znaczy forum4x4), ktorzy nie dawali nam (mnie i elwoodowi
- dwoch zjebow w jednym aucie) zbyt wielu szans nawet na wspolne dojechanie do granic macedonii, do dzis ze
spaslakiem jestemy kumplami.
niestety http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
no i wtedy rowniez poznalem lupiego (to zdjecie w pierwszym poscie). choc moze lepiej powiedziec - mialem pierwszy
kontakt, bo poznalem pozniej, na biesach.
bo zeby poznac czlowieka, nie wystarczy sie z nim przywitac - trzeba z nim troche pogadac (ale czasem rowniez
pomilczec).
a zeby pogadac, trzeba z nim pobyc (jak np. ze splaslakiem na balkanach), albo go odwiedzic i chwile posiedziec u
niego, wiec...
https://lh4.googleusercontent.com/-pvlZDsI86m8/ToC2XIoTjeI/AAAAAAAAFCQ/EqCOeuok6zE/s900/_MG_1036.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-qiBWBwg5Lxc/ToC5BKYkNNI/AAAAAAAAFLo/gVXwQcy62PE/s900/_MG_1446.jpg
do spaslaka mam kawalek niestety, gdansk lezy jakies 700km od mojej chalupy. moze kiedys zrobie mu dowcip w
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
odpowiedzi na jego "mazeniakowa ortodrome" - kiedys sie dowiecie, o co idzie - i nie przyjade do niego, jak zwykle,
pociagiem).
ale do lupusa juz nie mam tak daleko.
taka troche terapia, jak ta nasza pojezdka macedonsko-albanska.
***
terapia samotnika.
samotnika z wyboru, ale tez nie do konca samotnika - bo taki samotnik potrzebuje bliskich osob, zeby sie nie czuc
opuszczonym, osamotnionym. ladnie o tym pisze (w "wyspach bezludnych") moj ulubiony lysiak - nalezy rozrozniac
samotnosc (z wyboru), od osamotnienia (z powodu opuszczenia przez innych).
a jak juz samotnosc - to dlugodystansowa (bez "c"). bo wtedy mozna pogadac z samym soba, przemyslec pare spraw - i
jak nagle spotykasz jakiegos czlowieka, zaczynasz zupelnie inaczej na niego patrzec i inaczej z nim rozmawiac.
bo omijasz tlumy, ktore nie sa niczym innym tylko tlumami - tlum nie posiada cech humanistycznych, ludzkich. wezcie
przykladowo wypadek - stoi tlum i sie gapi, i nikt sie nie ruszy z pomoca, dopoki ktos nie wskaze konkretnej osoby "niech
mi pan pomoze". inaczej sie rozmawia z pojedynczym czlowiekiem.
i taka samotnosc dlugodystansowa sobie umyslilem.
poniewaz na jej koncu musi byc ten czlowiek, z ktorym mam sie spotkac i pogadac, to umyslilem se, ze bede odwiedzal
swoich znajomych. z racji tego, ze bardzo lubie beskid niski i bieszczady, pierwsza byla krysia wronowska z rybnego, u
ktorej spaslak organizuje biesowisko - krysia jest wzorem goscinnosci, wiec zrozumie wariata, ktoremu sie zachcialo
lazic przez tydzien po lesie. o tamtej wyciecze kiedy indziej.
innym takim czlowiekiem, ktory nadaje na tych samych czestotliwosciach - jest lupus (no - a przy okazji jest pretekst,
zeby w koncu zahaczyc o babia. to nic, ze trasa idzie troche dookola, to niewazne - czlowiek se szuka usprawiedliwien,
pretekstow, celow, no bo nie jest bezmyslny, to co robi, musi miec jakis sens i cel).
a zeby do lupusa dojsc, musialem od siebie przejsc 4 mapy :)
zaczalem od mapy beskidu wyspowego.
a zeby isc w samotnosci - musialem wybrac sie wtedy, kiedy ludzi nie ma. najlepiej wczesna zima, kiedy jest pogodowy
syf, o taki:
https://lh3.googleusercontent.com/-sHYqf8KneQ0/UMO7EVk6EdI/AAAAAAAANWc/qdrX_hwzA9M/s800/_MG_8286.jpg
i najlepiej przez takie miejsca, gdzie na bank ludzie w takim syfie pogodowym sie nie kreca:
https://lh6.googleusercontent.com/-Y4hXweeQxSY/UMO7Mp5I44I/AAAAAAAANWk/jQ-OWREaXm0/s800/_MG_8288.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-ooUku2MHLvo/UMO7YGVtI_I/AAAAAAAANW0/GsOBjrMJv44/s800/_MG_8292.jpg
jak jest taki syf, to nawet pociagi nie jezdza, wiec wbrew jednemu takiemu pacanowi cytowanemu w klasycznej
literaturze alpinistycznej poszedlem se po torach (chlopcy po przejsciu slynnej eigerwand w alpach, wracali ze sciany
torami kolejki idacej w tunelu przez ta sciane, po czym przy wyjsciu na stacyjke uslyszeli od jakiegos mundurowego: "nie
wolno chodzic po torach" i dostali mandat. debil nawet nie spytal skad sie tam wzieli.):
https://lh5.googleusercontent.com/--sy3AtqKaz0/UMO7tVqQcSI/AAAAAAAANXM/LLhmlzX5zdI/s800/_MG_8295.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-qae95OAz0wQ/UMO8Eg62oUI/AAAAAAAANXs/y3CnDDIlgrU/s800/_MG_8299.jpg
po drodze mijam miejsca zapomniane przez ludzi i boga:
https://lh4.googleusercontent.com/-i-I4zI1XnJg/UMO7woyiXkI/AAAAAAAANXU/Sp7S59uSMbg/s800/_MG_8297.jpg
choc napotkana tablica wskazywalaby, ze jednak ktos o nich pamieta:
https://lh6.googleusercontent.com/-wgPYG4pgswY/UMO70xnft5I/AAAAAAAANXc/A110CsoXi24/s800/_MG_8296.jpg
w sumie po torach idzie sie bardzo niewygodnie - rozklad podkladow (w dodatku sliskich) nijak sie ma do dlugosci kroku
ludzkiego - zeby robic krok co jeden podklad to za malo, co dwa - za duzo, zwlaszcza jak sie ma na plecach wor z
zarciem i spaniem na tydzien, druga para ciezkich butow - w tym dniu szedlem w lekkich, pare kilo sprzetu foto i na
dodatek siekierke). znudzily mi sie tory, wiec skrecilem calkiem w las:
https://lh3.googleusercontent.com/-6xiCKW5RuEA/UMO8dvklIpI/AAAAAAAANYE/qW_hlFgyCr4/s800/_MG_8304.jpg
choc sniegu nie ma duzo, to jest mokry, wiec takie piekne stare drewniane szopy dlugo tu juz nie postoja:
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/-K6plyC7GOTQ/UMO830wrzCI/AAAAAAAANYk/CIoza_oZcKE/s800/_MG_8311.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-PW7IJtEKQWk/UMO8_iA5awI/AAAAAAAANYs/1OCviqGDsl0/s800/_MG_8312.jpg
mala dygresja: poniewaz jest we mnie duzo przewrotnosci, troche specjalnie zaczalem od polski - to tez jest piekny, dziki
kraj, nawet gdy jest ponury (i oczywiscie przewrotnie zaczalem od "piechty"):
https://lh3.googleusercontent.com/-j0NVqn8-1n8/UMO9GlJNQ5I/AAAAAAAANY0/70nrr7z2Kq8/s800/_MG_8313.jpg
fajnie tak isc majac swiadomosc, ze na drodze nie ma zadnych sladow:
https://lh4.googleusercontent.com/-SBgdIYRQLmU/UMO9jx4ZoCI/AAAAAAAANZM/EQgOEr1v-EE/s800/_MG_8317.jpg
chociaz dziwne, bo jak sie obrocilem do tylu - swoich tez nie widze... jakas zaczarowana ta wycieczka (to z tylu to cwilin):
https://lh5.googleusercontent.com/-ldyGNDXxuy8/UMO-RgK3UiI/AAAAAAAANZk/iOFTfolITcw/s800/_MG_8320.jpg
dzisiejszy wieczor zakonczymy wieczorem w szalasie na polanie skalne pod jasieniem. tutaj w koncu moglem sie troche
przesuszyc i upiec kielbache - szalas jest wyposazony w grill. nawloklem se drewna z lasu i zafajczylem. nie jest to
stricte lupusowy row, z uwagi na ten grill i znalezione ogarki swieczki - raczej rzeklbym, ze to wypasiony las (no, lesny
szalas):
https://lh5.googleusercontent.com/-IK8bnPtDW6U/UMO-aQ9E2aI/AAAAAAAANZ0/B8uHlbqWCTs/s800/_MG_8324.jpg
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/12 00:01
_____________________________________
czlowiek samotnie siedzacy przy ognisku to jest cos prymitywnie fajnego - w tym sensie, ze jest to czlowiek nieobciazony
niepotrzebnymi przyzwyczajeniami cywilizacyjnymi, gadzetami, potrzebami etc. - wystarczy mu cieplo i swiatlo ognia,
goraca herbata, kawalek miesa z pajda chleba. zupelnie jak pierwotnie - cieplo i jedzenie.
zobaczcie - historia ludzkosci (biorac pod uwage homo erectusa, wyprostowanego, ktory potrafil rozpalic ogien) to jakies
2 mln lat - przez te 2 mln lat wieczorami ogladalismy cieple swiatlo ogniska (oraz gwiazdy na niebie). dopiero od
kilkudziesieciu lat patrzymy w zimne ekrany telewizorow, monitorow i ajfonow - nasze oczy sa zupelnie
nieprzystosowane do takiego sztucznego swiatla. poza tym przy ognisku pierwotna horda szukajac ciepla, zblizala sie do
siebie - a dzis mamy slynne "wojny" o pilota czy izolowanie sie przy fejsbuku, najczesciej jeszcze ze sluchawkami na
uszach. to jest chore.
jak taki ktos ma czas - to od razu przychodza do glowy rozne przemyslenia, skojarzenia i wspomnienia. wspomnienia
niedawnych jeszcze ognisk, przy ktorych spedzalo sie czas z przyjaciolmi, pokrzepiajac sie wisnioweczka, gdy w twarz
goraco, a w plecy zimno jak cholera, bo temperatura ponizej -20C:
https://lh3.googleusercontent.com/-4rZLDY7D6zc/TWI3bLwEzLI/AAAAAAAACTc/JqJ2uiT4TtQ/s900/_MG_8467.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-NbJWl0Q9FQM/S0G873-CXLI/AAAAAAAAIcI/5nDLX2ukUt4/s900/_MG_2648.jpg
te ogniska nie powiem gdzie palilismy, bo to calkiem nielegalne :)
nielegalne jest rowniez to, co robilismy pozniej.
w ogole wspolczesny czlowiek, jak by tak sie dokladnie przyjrzec, swiadomie lub czesciej nieswiadomie (bo ciezko te
wszystkie durne przepisy/regulaminy/instrukcje spamietac), bardzo duzo rzeczy robi wbrew istniejacym kodeksom, nota
bene czesto skutecznie ograniczajacym z reguly jego wolnosc osobista. nie mowie u tu prawach podstawowych (jak np.
10 przykazan, ktore sa proste i jasne), tylko o tysiacach ton przepisow wymyslanych przez urzednikow, ktorzy musza sie
wykazac, ze sa potrzebni - a nie sa.
a im bardziej czlowiek jest ograniczony tymi przepisami, nakazami, regulaminami, instrukcjami, im bardziej sie do nich
stosuje, tym szybciej przestaje myslec - robi sie niczym tresowana malpka w cyrku. a taka malpka latwo sterowac.
z reguly nastepnego poranka po jednym z takich wieczornych ognisk wbijalismy sie na przyklad tu:
https://lh3.googleusercontent.com/-WXRiKYU4nCY/S0G9C_B22TI/AAAAAAAAIco/2MP1B3QMmCQ/s900/_MG_2658.jpg
zimno tu, ciemno dosc, bo to polnocne stoki, i straszno, bo stromo dosyc, ale z tym gosciem stary dziad mazeniak dawal
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
rade ;)
https://lh6.googleusercontent.com/-4ZHfwjOcsvI/S0G8_j26IlI/AAAAAAAAIcY/3eoQwVIHuKU/s900/_MG_2652.jpg
wojtek to byl koles, z ktorym rozumialem sie bez slow - w doslownym sensie tego znaczenia. podczas wspinania zespol
musi sie ze soba porozumiewac "komendami" informujacymi o tym, czy sie wspinasz czy asekurujesz, cos jak pilot i
kierowca na rajdzie, z tym, ze w scianie trzeba krzyczec, bo konfiguracja terenu czesto nie pozwala na kontakt wzrokowy.
kiedy indziej, na tej samej co na powyzszych zdjeciach 600-metrowej wysokosci scianie (istnieje tam durny zakaz
wspinania, a dolina pod nia nazywana jest "dolina fotokomorek"), gdzie przed wzrokiem sluzb skryla nas gesta cwangla
(mlga), musielismy sie wspinac milczac, zeby te sluzby nie wyczaily, w ktorej jestesmy czesci i nie zaczekaly nas na
gorze, obchodzac od tylu sciezka do miejsca, w ktorym wyjdziemy ze sciany.
wspinanie bez komunikacji nie jest latwe, bo asekuracja tam jest slaba - glownie ze srub wkrecanych w zmrozone kepki
traw. w takiej sytuacji musisz wyczuc np. gdy konczy sie dlugosc liny, czy partner ma dobre miejsce na zalozenie
stanowiska asekuracyjnego lub czy idzie dalej, czy nie trzeba podejsc likwidujac swoje stanowisko i idac z tz.w
asekaracja lotna - no bez "komend" to ciezka sprawa. a my dzialalismy jak swietnie dopasowany organizm - przez caly
dzien bez jednego slowa, choc widocznosc byla praktycznie zerowa:
https://lh5.googleusercontent.com/-ngax2pOU4Xw/TWI3dMjiiKI/AAAAAAAACTo/bi1ng2kbQ4Y/s900/_MG_8471.jpg
a w kilka miesiecy pozniej wojtek zniknal jak w tej mgle...
***
dlaczego o tym pisze?
primo, ze to rodzaj - jak to nazywa spaslak - terapii, secundo, ze to nie sa takie zwykle wycieczki, ino swego rodzaju
prywatny memorial. idac do lupusa ukladam se trase tak, zeby po drodze byla babia (bo tam razem biegalismy), no i
zeby za latwo nie bylo - zeby troche sie zmeczyc (bo i razem tez meczylismy sie).
zreszta wiele z moich pozniejszych wyrypek jakos tak dziwnie sie zazebia w wojtkiem - czasem az nie do uwierzenia. ale
o tym napisze pozniej przy okazji kirgistanu.
wracamy do wedrowki do lupiego.
rano bylo tak - to ten szalas na jasieniu:
https://lh5.googleusercontent.com/-oyWGN8bgWPo/UMO-hOlxMSI/AAAAAAAANZ8/rDOpob1RWYs/s800/_MG_8325.jpg
z drugiej strony widok na mogielice:
https://lh4.googleusercontent.com/-7Z5WTDb9N9w/UMO-pa6DZII/AAAAAAAANaE/-kkjJHUq8EY/s800/_MG_8327.jpg
ruszam w dalsza droge. poniewaz pierwszy dzien jest z reguly rozgrzewkowy, wiec wczoraj duzo nie zrobilem - jakies
23km tylko. drugi jest najczesciej jeszcze gorszy - zaczyna sie odczuwac pierwsze zmeczenie, a jeszcze organizm nie
jest w cugu - pierwsze oznaki cugu przychodza dopiero trzeciego dnia, w czwartym-piatym dniu organizm jest na pelnych
obrotach.
https://lh4.googleusercontent.com/-wSiS9MHPh00/UMO-9XezA8I/AAAAAAAANac/f_qQGe9dHl4/s800/_MG_8332.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-zAxzjLEr_7c/UMO_FiChgXI/AAAAAAAANas/DBFHqaRiaho/s800/_MG_8338.jpg
powoli przechodze na druga mape - gorce.
https://lh4.googleusercontent.com/-cMbi6Q0xwVc/UMO_JsmyHcI/AAAAAAAANa0/X2xU6ywnkcA/s800/_MG_8340.jpg
gorce to takie pasmo, gdzie jeszcze pozostalo troche starych, surowo pieknych, pasterskich szalasow, jak ten na
jaworzynce:
https://lh6.googleusercontent.com/-voxvp2kDb4w/UMO_y-6_TNI/AAAAAAAANbs/6MiOCMu8bE4/s800/_MG_8350.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-rjwxRLdA3v0/UMO_4u6zuGI/AAAAAAAANb0/xB6PALTWT8A/s800/_MG_8354.jpg
czy te na polanie pod skaly:
https://lh6.googleusercontent.com/-vzzWsLLH_DU/UMPAciBwubI/AAAAAAAANck/lLCsmV5kPc0/s800/_MG_8362.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-56kUvqS8l3k/UMPA1z79IVI/AAAAAAAANc8/60vKd6DOgIg/s800/_MG_8366.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
lub na gorcu troszackim, choc ten juz dogorywa:
https://lh6.googleusercontent.com/-fmGiegA322c/UMPBJjnU-eI/AAAAAAAANdU/d_PRywf0doc/s800/_MG_8371.jpg
w lesie na grani kudlonia cicho i spokojnie, pomijajac swistajacy nad glowa i czubkami drzew wiatr - ale to on tu jest
gospodarzem.
https://lh3.googleusercontent.com/-Yaava0gzp5A/UMPBTwcI3PI/AAAAAAAANdc/f3M1ICyblz8/s800/_MG_8372.jpg
na przyslopku w normalnym czasie, latem, przy pieknej pogodzie i dodatkowo w weekend, byloby pare osob. dzis jest
tylko moj plecak.
https://lh6.googleusercontent.com/-hamvFN5_cS8/UMPBns48kSI/AAAAAAAANd0/KM4cHvZlJfs/s800/_MG_8380.jpg
tutaj mnie dogonily ostatki dnia. potem juz po ciemku polazlem przez przelecz borek na turbacz, tam chwila odpoczynku,
herbata, jakas konserwa i dalej w droge. po drodze przystanek przy niedawno postawionym krzyzu upamietniajacym
zolnierzy jozefa kurasia "ognia" - krola podhala, zolnierza wykletego. wieczne odpoczywanie racz im dac panie. potem
krotka wizyta przy kaplicy papieskiej na polanie rusnakowej i kieruje sie na wisielakowke. tam skorzystalem z
domniemanej uprzejmosci gospodarzy jakiejs zamknietej na glucho chalupy letniskowej, przy ktorej stala wiata. mialem
nadzieje, ze gospodarze sie nie obraza, bo syfu nie zostawilem.
https://lh6.googleusercontent.com/-NxL_40tr_XQ/UMPBrtusQPI/AAAAAAAANd8/zrQ6YtVFsrM/s800/_MG_8382.jpg
rano, zanim ruszylem dalej, musialem znowu znowu rozpalic ogien, zeby sie ogrzac i stopic lod w butelce, zeby miec
wode na droge (nota bene sprzedam wam tu patent: na ogniu mozna prawie zagotowac wode w plastikowej butelce butelka nie stopi sie az do momentu wrzenia, kiedy nie ma dostepu powietrza od srodka, bo temperature "odbiera"
woda). w nocy przypizdzilo fest i pod wiate, choc dobrze od wiatru oslonieta, troche nasypalo - obudzilem sie przykryty
wartewka sniegu.
https://lh4.googleusercontent.com/-30uJrCUN8ak/UMPBwCo861I/AAAAAAAANeE/4dGDTtAX7jo/s800/_MG_8384.jpg
a jak mialem sie zamiar meczyc - to sie meczylem. sniegu nawalilo - swiezego nawialo miejscami pol metra. i o to chodzi.
https://lh3.googleusercontent.com/-3kUy5H9edRg/UMPB1pttGbI/AAAAAAAANeU/40kCbIC_Ouw/s800/_MG_8390.jpg
czasami udawalo sie zaspy ominac.
https://lh6.googleusercontent.com/-gs5Nk7sq4is/UMPCB007unI/AAAAAAAANek/qC5XV4NMZcM/s800/_MG_8393.jpg
w klikuszowej przekraczam zakopianke i wkraczam na kolejna mape - pasmo podhalanskie (beskid makowski) - a na
polanie gdzies powyzej klikuszowej taka mala abstrakcja:
https://lh6.googleusercontent.com/-2OljLa4BaKI/UMPCKQENXnI/AAAAAAAANe0/LzW_MVzqu8c/s800/_MG_8395.jpg
tym razem nie mam zamiaru isc po torach - pyzowka, linia kolejowa krakow-zakopane:
https://lh6.googleusercontent.com/-9LnsqvxJufk/UMPCtldcKEI/AAAAAAAANfk/uHSVFByaEHQ/s800/_MG_8404.jpg
i dalej znowu w zaspy. mialem nadzieje na panorame na tatry, ale niestety - syfiata pogoda, ktora jest moim
sprzymierzencem w poszukiwaniu samotnosci, jest wrogiem w poszukiwaniu kadrow. chmury sa nisko, wiec z panoramy
nici:
https://lh3.googleusercontent.com/-9NhD_GQONNg/UMPCze5qC3I/AAAAAAAANf0/2qBe7MVBVJU/s800/_MG_8409.jpg
na kolejna noc zwalam plecak do jednoosobowego hotelu z ogrzewaniem. hotel niestety gwiazdek nie ma, bo niebo
zasnute chmurami.
https://lh3.googleusercontent.com/-wA3b3WCcVq8/UMPC46Lkf_I/AAAAAAAANf8/vtGpA4D6riY/s800/_MG_8411.jpg
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/12 00:05
_____________________________________
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
rano wylaze ze spiwora, staje se na srodku polany, zaczynam rysowac na sniegu zolte wzorki (zawsze lubilem te zabawy
przy sikaniu http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif ), tak sie leniwie dookola po lesie rozgladam... no nie.
stoi i sie gapi na mnie.
gapi sie jak jakis cap.
no - moze jak koziol.
koziolek.
teraz?! jak szczam?!
nie mogles chwile pozniej?
jak bede mial aparat w lapie?
niestety aparat daleko, wiec zanim skonczylem ("chocbys nie wiem ile trzepal, bracie, i tak kropla spadnie w gacie")
koziolek zniknal w krzakach.
wiec ja po sniadaniu tez zniknalem w krzakach.
w tych krzakach:
https://lh5.googleusercontent.com/-EZljSPsz6XE/UMPC95UmBGI/AAAAAAAANgE/8DqR6zSaVnw/s800/_MG_8412.jpg
a potem przelazlem rabe wplaw. no, nie ma paniki - raba w tym miejscu (sieniawa) miala moze 5cm glebokosci, wiec
nawet butow nie sciagalem.
za sieniawa znowu wlazlem w las, bo nie lubie lazic po asfalcie.
https://lh3.googleusercontent.com/-z_s27WiTXUY/UMPDYWj2WJI/AAAAAAAANgk/jss-ceTdHvw/s800/_MG_8417.jpg
no i zaczelo sie. sciezka nad harkabuzem jest od poludniowej strony odslonieta - a wiatr najczesciej stamtad wieje.
https://lh4.googleusercontent.com/-c-SpA24nby8/UMPDa14ZmtI/AAAAAAAANgs/vhDzCPLVKag/s800/_MG_8418.jpg
wypizd fajnie widac po zgietych galeziach modrzewi:
https://lh3.googleusercontent.com/-0RM3nTkN8ow/UMPDjQo2d2I/AAAAAAAANg8/YlcyrBkq0Lw/s800/_MG_8421.jpg
na przeleczy kolo leszczaka przecinam asfalt - "droge solidarnosci", z tablica upamietniajaca szlaki kurierow ak z II wojny
swiatowej oraz szlaki wedrowek karola wojtyly.
https://lh3.googleusercontent.com/-R7sHmBFV3QE/UMPDq18c_FI/AAAAAAAANhE/3JTpZA1F3MQ/s800/_MG_8422.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-Wvu04K4zxuY/UMPDyQ0T14I/AAAAAAAANhM/DWwyQ1BIq2Q/s800/_MG_8423.jpg
a potem przez pol dnia zaspy i zaspy. nienawidze zasp.
https://lh5.googleusercontent.com/-18CJf2FaaGg/UMPEKnj3I9I/AAAAAAAANhk/3gx7t3VOHcE/s640/_MG_8429.jpg
zaspy, zaspy, zaspy.
i tak przez cholerne pol dnia.
naprawde nienawidze zasp.
https://lh3.googleusercontent.com/-gKyxFclBEys/UMPEOt8xn9I/AAAAAAAANhs/L0LONjnMxvo/s800/_MG_8432.jpg
z daleka w dolinie czasem widac jakies wioski (harkabuz, podsarnie).
https://lh3.googleusercontent.com/-Ps9AXs2PlBg/UMPEkLJ_UkI/AAAAAAAANiM/fVqEa9VF-ak/s800/_MG_8440.jpg
ale tak poza tym jestem sam - czyli to, o co mi szlo.
https://lh5.googleusercontent.com/-1cEsENXOJMM/UMPEszm2tQI/AAAAAAAANic/xouzHVANnBs/s800/_MG_8444.jpg
na przeleczy spytkowickiej pierwszy raz od kilku dni widze marne oznaki slonca i babia - ta oczywiscie w chmurach.
https://lh6.googleusercontent.com/-Q9_YS_QvrKQ/UMPE3HLyTZI/AAAAAAAANis/B5Tm2W5raiw/s800/_MG_8445.jpg
pakuje sie w nieodwiedzana w ogole czesc pasma podhalanskiego - tutaj nawet znakow szlakow nikt nie odnawial od
dobrych paru lat, wiec mozna sie zgubic - co zreszta bardzo lubie. aha - i zmieniam mape - to juz czwarta (pasmo
babiogorskie i beskid zywiecki).
https://lh3.googleusercontent.com/-umysSC5d870/UMPE70F4GuI/AAAAAAAANi0/jhtxUiHU9Ws/s800/_MG_8447.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
wiec sie zgubilem. troche celowo, a troche nie moglem odnalezc sciezki. co jakis czas tylko orientowalem sie gdzie jest
(plus-minus) po widokach, ktore czasem wychodzily na polanach spomiedzy chmur (kielek czyli kielik z przodu, z tylu
kiczorka, polica i po prawej okraglica z widocznym masztem):
https://lh5.googleusercontent.com/-krE6p6US4WY/UMPFBtmzStI/AAAAAAAANi8/QqseXBRbAg0/s800/_MG_8449.jpg
dalej z tego dnia z trasy juz wiecej zdjec nie mam, bo w grudniu ciemno sie robi kolo 16-ej, ale po kolejnych kilometrach
nasunal mi sie jeden wniosek - lazenie po zamarznietych koleinach pozrywkowych o glebokosci pol metra, szukajac w
dodatku po ciemku szlaku, w przemoczonych butach, jest cholernie meczace http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif. wiec
stwierdzilem, ze w ten wieczor troche sie spedale i zajrze do zubrzycy (jak trafie i jak dojde), moze ktos mnie przekima w
stodole. kolo 21-ej trafilem na zabudowania i sympatycznych gospodarzy. dostalem goraca herbate (caly dzbanek),
kolacje i cieply kat (bynajmniej nie w stodole, ino w starej drewnianej chalupie). sa jeszcze normalni ludzie na swiecie.
https://lh4.googleusercontent.com/-c9LccVSM1HY/UMPFLEzERQI/AAAAAAAANjM/tky57NS-lME/s800/_MG_8460.jpg
i sa jeszcze takie normalne stare chalupy, jak ta - dwuizbowa, z piecem kaflowym w kuchni, gdzie wysuszylem buty.
przez pierwsze dwa dni tego spacerku szedlem w lekkich, starych, dziurawych polbutach trekingowych - tak, zeby je
dorypac do konca (e-tam, pewnie jeszcze pochodze kiedy w nich, do kosciola to wstyd, bo rzeczywiscie fest dziurawe,
ale do lasu ujdzie), a poza tym w lekkich butach latwiej sie idzie. pozniej jak bylo wiecej sniega, to zalozylem stare
zimowe kaylandy wspinaczkowe, dosc ciezkie i swego czasu pancerne, ale od paru lat mocno tez sciorane, wiec dosc
lykaja wilgoc - wieczorami suszylem je przy ognisku, wiec tyle byle ino. tutaj przy piecu w koncu wyschly porzadnie.
https://lh4.googleusercontent.com/-rfPVsvOBFPg/UMPFUEQsL4I/AAAAAAAANjc/ef_034n5nQg/s800/_MG_8455.jpg
z gospodarzem, panem jozefem:
https://lh3.googleusercontent.com/-keNlp_H5BM8/UMPFZnEBNII/AAAAAAAANjk/t5hzQNz2EM4/s800/_MG_8462.jpg
a tu inna chalupa w zubrzycy (polaczona ze stodola):
https://lh3.googleusercontent.com/-ShKjU6_nRdg/UMPFeizVwUI/AAAAAAAANjs/Y8OangfsmVc/s800/_MG_8465.jpg
o-o-o - i w koncu widac babia. sam wierch oczywiscie w chmurach - a po ich wygladzie widac, ze jak zwykle tam pizdzi:
https://lh3.googleusercontent.com/-fFddCCpB0Rs/UMPFirPBzgI/AAAAAAAANj0/x7zJCTYqytA/s800/_MG_8469.jpg
dzisiaj krotki odcinek trasy przede mna - wiec poszwendalem sie po lesie zygzakami, zeby nie siedziec cale popoludnie
na dupie.
https://lh5.googleusercontent.com/-oCP-aV-HZ8Y/UMPFr-GeRfI/AAAAAAAANkE/lHaLLYePA3c/s800/_MG_8473.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-nRqrLshF0o0/UMPFw0plibI/AAAAAAAANkM/h8gNE7ale7U/s800/_MG_8474.jpg
a gdzies po drodze popodgladalem se dzieciola:
https://lh3.googleusercontent.com/-TwZis-v9IRc/UMPF3bj-hqI/AAAAAAAANkU/L1-BBbg0pGg/s800/_MG_8479.jpg
na ochlipowie minalem kaplice papieska...
https://lh3.googleusercontent.com/-bxzkw-dL9Z8/UMPF92FsHpI/AAAAAAAANkk/7a4zLeoGHxI/s800/_MG_8485.jpg
a na nocke zwalilem wor na markowe szczawiny. drugi raz pod normalnym dachem przez ostatnie dni, a co.
https://lh4.googleusercontent.com/-_fdcVRm9hnY/UMPGSe4bDsI/AAAAAAAANlE/OOLviI2OsS4/s800/_MG_8495.jpg
rano, jak jeszcze wszystko spalo, ciepnalem wor w kat i polazlem przez brone (przelecz miedzy babia a mala babia) na
gore.
https://lh4.googleusercontent.com/-EJU2mflpsX4/UMPGY-XRpfI/AAAAAAAANlU/nsjYB2KDW78/s800/_MG_8502.jpg
brona:
https://lh3.googleusercontent.com/-pq_qsBPsBK8/UMPGcWAmvpI/AAAAAAAANlc/KJFUJRLFBYw/s800/_MG_8503.jpg
na wierchu pierwszy raz od tych kilku dni mam pelne slonce. dzisiaj jest 6-ty, 6-tego lipca zginal wojtek. jestem sam i
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
rozmawiam se w myslach z chlopem. nie wiem - moze nawet gadalem na glos... i tak nic nie slychac, bo jak zwykle wiatr
wszystko zaglusza.
https://lh4.googleusercontent.com/-ikxD644Pv9s/UMPHr3v1UCI/AAAAAAAANoU/tx5Rb96N5Rs/s800/_MG_8536.jpg
daleko na horyzoncie, pod samym sloncem, widac tatry. na zdjeciu od lewej: swinica, koprowy, prawie razem baszty,
ostry pik szatana i obok szczyrbski, ponizej lsnia sie liptowskie kopy, dalej gran hrubego z kulminacja, wcale lagodna
ostra, maly trojkat krotkiej, przelecz szpara z tunelem, duzy trojkat krywania, z przodu czerwone wierchy: malolaczniak,
krzesanica, ciemniak, oraz... giewont. nie widzita giewontu? szukajta! kasprowy tez jest, ino ledwo widoczny - dokladnie
pod pikiem koprowego.
https://lh4.googleusercontent.com/-BaQKl5cqnPU/UMPHPlKS0aI/AAAAAAAANnU/xfma8ULp0KQ/s800/_MG_8524.jpg
w dole fantastyczne poranne mgly:
https://lh3.googleusercontent.com/-PRMAt7b-M3A/UMPHVbtK-II/AAAAAAAANnk/YztYc2pTng0/s800/_MG_8527.jpg
a na polnoc - kominy krakowskiego legu i nowej huty:
https://lh5.googleusercontent.com/-8rGJfpObKiU/UMPHaIS5WzI/AAAAAAAANn0/L0NByFFKAZc/s800/_MG_8531.jpg
o 8-ej rano wyruszylem w gore, o 11 bylem juz z powrotem na dole, trzy kwadranse spedzilem na piku. tyle razy tam
bylem, ale z reguly po nocy, a tym razem - cos pieknego. potem przez gorny plaj i jego wiatrolomy...
https://lh6.googleusercontent.com/-UN4PnNgLnTQ/UMPI6d7hB7I/AAAAAAAANpI/2F8JEhy-2fo/s800/_MG_8554.jpg
...porosniete huba:
https://lh5.googleusercontent.com/-wtRuSdKNa5Q/UMPJA0E-j7I/AAAAAAAANpY/tWsj78XK-K8/s800/_MG_8560.jpg
hala czarnego i rozsypujacy sie szalas - ale jeszcze idzie skorzystac.
https://lh6.googleusercontent.com/-ghfgj50W8fw/UMPJQqFsLRI/AAAAAAAANpo/X-TB_NBDcL4/s800/_MG_8565.jpg
na medralowej jest inny szalas, z daleka na oko w lepszym stanie, ale do srodka nie zagladalem, bo nie chcialo mi sie
kopac w sniegu, zeby do niego dojsc:
https://lh3.googleusercontent.com/-u2-Z7KN_kSw/UMPJz7WMTRI/AAAAAAAANqY/q_OPM_UudhE/s800/_MG_8577.jpg
po polowie dnia wloczenia sie po beskidzie zywieckim docieram gdzies w okolice gornych gluchaczek.
https://lh5.googleusercontent.com/-Kyoiy1ABe64/UMPKATzoGCI/AAAAAAAANqo/Tv8aRpT4Hm4/s800/_MG_8582.jpg
a troche dalej pakuje sie na nocleg w ewidetnie chylacej sie ku upadkowi bazie namiotowej na gluchaczkach - namiotow
oczywiscie o tej porze nie ma, a chatka sie rozsypuje. nanioslem se drewna i pale se, bo chatka nie ma pelnych scian (to
bardziej wiata), wiec w srodku pizdzi wiater. wieczorem znowu zaczelo walic ostro sniegiem, wiec drewna nanioslem
sporo, gdyby sie okazalo, ze trzeba tu spedzic wiecej niz jedna noc... a to co nie spalilem zostanie dla potomnych.
https://lh3.googleusercontent.com/-ZkdvYe4A1Rg/UMPKFE6zN-I/AAAAAAAANqw/qPgAEKOPKKA/s800/_MG_8584.jpg
na szczescie nie bylo tego jakos tragicznie duzo - moze ze 20cm swiezego:
https://lh5.googleusercontent.com/-L73uUUcuBeQ/UMPKHwvi-RI/AAAAAAAANq4/vtVOIaaBXaM/s800/_MG_8586.jpg
po dwoch godzinach uzerania sie z zaspami mijam zamkniety letni schron pod jaworzyna i wkraczam w las nad
kowalowka.
https://lh5.googleusercontent.com/-pHBTtvaTlwo/UMPKQD917pI/AAAAAAAANrI/tTG8D1i032Y/s800/_MG_8587.jpg
ostanie godziny spedzam w lesie korbielowskim.
https://lh3.googleusercontent.com/-bHimUt_zYqo/UMPKYmhl9KI/AAAAAAAANrY/ypvBUVmdZ4c/s800/_MG_8590.jpg
i korbielow:
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh5.googleusercontent.com/-cg3iQweA88U/UMPKfBgdpSI/AAAAAAAANrg/AeU33lpKYNQ/s800/_MG_8592.jpg
poniewaz nie lubie chodzi asfaltami pomiedzy autami, do lupusa podjechalem juz miejscowym busem.
***
132-kilometrowy spacerek po zimowych beskidach zajal mi 7 dni, podczas ktorych spotkalem po drodze w sumie 12
osob - i niech ktos mi powie, ze polska to nie jest normalny, dziki kraj http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
chociaz...
z coraz bardziej wyraznego braku miejsca na poruszanie sie w dziczy po polsce pojazdami mechanicznymi (juz nawet na
ukrainie czy w rumunii jest ciezko) - pozostaje pieszo (bo rower tez za szybki) - ale i tak jest to pewne wyzwanie, bo
trzeba trase tak ustawic, zeby szla jak najbardziej po zielonych plamach na mapie, i jak najmniej ludzi spotkac.
dosc wazna role gra tutaj termin - trzeba wybierac najbardziej syfiate pogodowo okresy. pozna jesien/wczesna zima lub
zima/wiosna/roztopy, no i musi byc obowiazkowo gowniana pogoda - wiadomo, im jest gorzej, tym mniej ludzi wychyla
nosa z chalupy. wtedy jest luz.
a lupus troche zly, bom go nie sfotografowal na koncu.
psiakrew - po drugiej wyrypce do niego tez nie... moze mnie nie zbanuje za to http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/12 00:09
_____________________________________
spaslaku - ta twoja opowiastka o mlodym, ktora wywaliles, a ktora i tak zdazylem przeczytac, przypomniala mi, jak to
wszystko sie zaczynalo. skad sie wziela moja ksywka "mazeno" i gdzie mnie tak nosilo...
a zaczynalo sie tak:
https://lh5.googleusercontent.com/-AwKY9FfKYqU/UUgyESkjW9I/AAAAAAAAHjk/tkBgnERB_dk/s640/_MG_8817.jpg
a potem tak:
https://lh3.googleusercontent.com/-PYAECmxPpso/UUgx6D3ylvI/AAAAAAAAHi0/ZahXAmlmjIE/s900/_MG_8823.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-jT4L_nYQ8LA/UUgx4GoKXjI/AAAAAAAAHis/DOz-t_QK8m0/s900/_MG_8824.jpg
he - patrzajta na ten szpanerski fryz!
wlasciwie to, ze mnie nosilo, to zaczelo sie duzo wczesniej, ale nie mam jakos zdjec w formie cyfrowej - to co tu
wrzucam, to sfotografowane odbitki. zreszta wczesniej nosilo mnie po dachach, nie robilem wtedy jeszcze zdjec.
zobaczcie jaki szpej - na nogach trampki (pozniej przyszly "profesjonalne" korkery z obcinanymi korkami - to na drugim
foto). dupowspor (uprzaz znaczy) szyty recznie. karabole z reguly ruskie i polskie bizony. kask budowlany. to musialo
byc dawno temu - i bylo.
pare lat pozniej.
jesien 1996.
sprzedalem nowiutki komputer (a komputery wcale byly tak tanie jak teraz) i kupilem bilet lotniczy do islamabadu. pod
koniec grudnia wyladowalem w pakistanie. tam spotkalem sie z dwoma goscmi, z ktorymi jeszcze w polsce sie umowilem
- z jednym telefonicznie, z drugim mailowo - to ostatnie to wtedy rzadkosc byla. obaj polacy, romek byl kumplem zawady,
jacek - pracownikiem ambasady polskiej. kontakty lapalem od duzo starszego kumpla-wspinacza, ktory mial wtedy
jechac na wyprawe na nanga parbat, ale w koncu nie pojechal.
https://lh4.googleusercontent.com/YYiGTJdygso/T05Tbmtz4cI/AAAAAAAATpM/juOoCzTtFCk/s900/pakistan_1996_005.jpg
pamietam jakie wrazenie na mnie wywarla informacja od tego mojego kumpla, ze jak onegdaj mieszkal w hoteliku
niedaleko tego meczetu, to w tych okolicach wybuchla bomba - ale tego dowiedzialem sie po powrocie, jak ogladal moje
slajdy.
https://lh6.googleusercontent.com/P4mZFWKktS0/T05TjBfbzQI/AAAAAAAATp0/zh1StNGEBnw/s640/pakistan_1996_010.jpg
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh5.googleusercontent.com/WpyCIyseeRM/T05TcyfXFOI/AAAAAAAATpU/GBxxTITJGxE/s640/pakistan_1996_006.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
potem byl przelot do gilgit nad himalajami - to byly takie czasy, ze zeby dostac sie do kabiny pilotow (np. by zrobic
zdjecia) wystarczylo poprosic stewardese. ten wielki picur, co wlazi w chmury, to nanga parbat - najdalej wysuniety na
zachod osmiotysiecznik, jednoczesnie jeden z najbardziej niebezpiecznych. poza tym ma najwyzsze sciany na swiecie rupal (poludniowa) ma 4500m, diamir (zachodnia) 4200m. a ja pod diamir sie wlasnie chcialem dostac. siedziala tam
polska wyprawa pod kierownictwem zawady.
https://lh5.googleusercontent.com/cNIonPmOlX8/T05TqYvJH8I/AAAAAAAATqk/_uW6rwTBR5I/s900/pakistan_1996_016.jpg
z samolotu spogladalem w dol - na karakorum highway, biegnaca niteczka wzdluz indusu. marzylo mi sie wtedy... eeee.
niewazne.
https://lh5.googleusercontent.com/-F53lhxRIkPI/T05TtDzuZnI/AAAAAAAATq0/TRbGFklSIJI/s900/pakistan_1996_018.jpg
z gilgit wynajelismy miejscowego jeepa, kupilsmy troche zarcia na bazarze i ruszylismy na poludnie w strone chilas.
https://lh4.googleusercontent.com/S5UQimZcMDY/T05UG_c29hI/AAAAAAAATtE/tWQ65cptTwk/s900/pakistan_1996_036.jpg
no i sie zaczelo - karakorum highway, moja milosc. a na niej cuda.
https://lh5.googleusercontent.com/E0BEO1VqfCw/T05TvbmdfyI/AAAAAAAATrE/AxfPPf_sl2s/s900/pakistan_1996_020.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/An7Wc4OrY6I/T05TxNfc2OI/AAAAAAAATrM/jPBuyqJAtcA/s640/pakistan_1996_021.jpg http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh5.googleusercontent.com/31e8FwDH4cI/T05TyUa1idI/AAAAAAAATrU/_K7JyBRq154/s640/pakistan_1996_022.jpg
a kilkaset metrow ponizej rzeka indus i rzeka gilgit:
https://lh6.googleusercontent.com/-C6vUAfmbi8/T05T3qd1ZPI/AAAAAAAATrs/FVsvquIZfyQ/s640/pakistan_1996_025.jpg http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh4.googleusercontent.com/up1gRi02_M0/T05UBmX_ReI/AAAAAAAATsk/V5Vx_PTSv-0/s640/pakistan_1996_032.jpg
lansiarskie zdjecie na posterunku wojskowym. ci wszyscy panowie sa zolnierzami. przynajmniej teoretycznie.
https://lh6.googleusercontent.com/-HOYldwc2Ryg/T05ThJBnxI/AAAAAAAATsU/DheiTTEOGa4/s900/pakistan_1996_030.jpg
pojawia sie nanga - tym razem widoczna sciana rakhiot - polnocna. widoczna z jakichs 80-ciu kilometrow (no dobra,
troche w zblizeniu, ale niewiele - wtedy najdluzszy obiektyw mialem 135mm).
https://lh4.googleusercontent.com/crA1NWVOMEU/T05UFEDZrUI/AAAAAAAATs8/E7ZYNTygkNc/s900/pakistan_1996_035.jpg
w koncu docieramy w okolice bunar - z tym panem po prawej jeszcze bedziemy mieli do czynienia. to abdul manan, cos
w rodzaju soltysa wioski i sirdara tragarzy. potrzebowalismy ich, bo romek mial kilka beczek z zaopatrzeniem dla polskiej
wyprawy. ten po lewej to nasz kierowca. a ten w srodku - chyba chcial po prostu byc na zdjeciu.
https://lh6.googleusercontent.com/1pXlm9W5_bQ/T05UJYXOAZI/AAAAAAAATtU/IaknuvQjKxE/s900/pakistan_1996_038.jpg
wjezdzamy w doline bunar. ale mialem wtedy pietra, czy sie nie obsuniemy - a dzisiaj mi sie smiac chce z tego
http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
https://lh6.googleusercontent.com/xUD1oRedIkA/T05UKhy1t8I/AAAAAAAATtc/_LTyGgtHeZw/s900/pakistan_1996_039.jpg
po lewej obudowany kanal nawadniajacy, ze strumieniem polynacym spod lodowca, lezacego kilka dni marszu wyzej.
wzdluz niego ida slupy - planowano wtedy tam jakas tame postawic i mala elektrownie, co z tego wyszlo - pewnie nic.
slupy staly - drutow nie bylo.
https://lh3.googleusercontent.com/- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
wdbTnzfe2uQ/T05UNPZAUkI/AAAAAAAATts/cqnHlSwE2YI/s900/pakistan_1996_041.jpg
koniec jazdy - od tego mostku dalej juz na nogach. zbudowany klasycznie wedlug tych samych zasad od stuleci nakladajace sie na siebie wysuniete bale, obciazone kamieniami, a jedynie glowne "przeslo" zrobione ze wspolczesnej
kratownicy.
https://lh4.googleusercontent.com/_UpruF6Rx6I/T05US2fGtAI/AAAAAAAATuE/wdEQKJ_PcR8/s900/pakistan_1996_044.jpg
wedrujemy przez doline bunar.
https://lh5.googleusercontent.com/xqoEWK1hCsQ/T05UYXZ54eI/AAAAAAAATuk/cgJ3trjE5Xs/s900/pakistan_1996_048.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-pmjR9t-qv9w/T05Ucq5PszI/AAAAAAAATu0/iEOyP8drEw/s900/pakistan_1996_050.jpg
w okolicach wioski diamori (diama, diamir) zatrzymali nas ci panowie i zazadali oplaty za przejscie doliny. oplata
poczatkowa wynosila jakies bajonskie sumy rzedu 150 dolcow (w rupiach) od glowy. zaczelismy sie z nimi targowac - po
pol godzinie skonczylo sie na 8-miu dolcach od glowy (oczywiscie wszystko liczone w rupiach) i na dodatek kupilismy od
nich wiadro jajek za jakies zupelne grosze (typu 1-2 dolary). cale wiadro - a wlasciwie duza puszke po farbie. ale zeby im
nie bylo za latwo i zeby jakos wyjsc z tego z twarza, od tego, co sie drapie po szyi, a robil za herszta (nazywal sie
manarszia), pokazujac jakas bumazke, na ktorej w arabskich "robaczkach" cos bylo napisane (twierdzil, ze to papier od
wladzy, ze ma prawo pobierac oplaty), wiec od niego wymusilem glejt - ze mu juz zaplacilismy i nikt nie ma prawa sie
nas czepiac. konsternacja (dlatego sie drapie po szyi) - kto umie pisac?
https://lh5.googleusercontent.com/NItQrEvFg4I/T05UeNkek0I/AAAAAAAATu8/Riv_leTHSiA/s900/pakistan_1996_051.jpg
jakis mlodzieniec, co chodzil kiedys do szkoly, umial - i napisal to, co mu kazalem. pytalem potem jednego znajomego
pakistanczyka, co tam jest napisane - bylo co trzeba. potem sie nawet z nimi zaprzyjaznilismy - w drodze powrotnej
ucieszeni, ze nas spotkali chcieli niesc nam plecaki. za darmo. a na razie wymienili naszych tragarzy od beczek romka,
wynajetych na dole.
https://lh6.googleusercontent.com/-A3H_2D_5GA/T05UkaEOKiI/AAAAAAAATvU/s2MbArgUg2s/s900/pakistan_1996_054.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/jeXgduYgSXs/T05UngH2XoI/AAAAAAAATvk/zFHER4isGf0/s900/pakistan_1996_056.jpg
po drodze "przesladowala" kolejna miejscowa banda.
https://lh6.googleusercontent.com/LnsVkzB3BOg/T05UtfQOD3I/AAAAAAAATv8/oJW_PHjMpWA/s900/pakistan_1996_059.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/Qq0MlpJK1VM/T05Uradao4I/AAAAAAAATv0/LvjfirpJhCA/s640/pakistan_1996_058.jpg http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh6.googleusercontent.com/lDuPtcrfh3o/T05UvOCLmcI/AAAAAAAATwE/idTjHJ4XtQk/s640/pakistan_1996_060.jpg
pod koniec dnia rozbijamy sie gdzies w dolinie. moj ten najmniejszy w srodku.
https://lh5.googleusercontent.com/-dQOIGjiffHw/T05UzPK6whI/AAAAAAAATwU/cHbcRTsgzY/s900/pakistan_1996_062.jpg
poranek mrozny i ciemny - dolina jest glebokim kanionem, a my jestemy na jego dnie. -18C na termometrze romka.
https://lh4.googleusercontent.com/osesoo1OOMQ/T05U3bGY0mI/AAAAAAAATws/Z3zqakuG8zE/s900/pakistan_1996_065.jpg
po drodze takie cuda - no w koncu jest srodek zimy.
https://lh5.googleusercontent.com/deuRGX6KQUc/T05U5k84NhI/AAAAAAAATw0/V6w7jy9NANw/s640/pakistan_1996_066.jpg
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh6.googleusercontent.com/- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
IHuXbWZ8lOc/T05U7HOjMLI/AAAAAAAATw8/9iL9QK8j92E/s640/pakistan_1996_067.jpg
sciezka tez niczego sobie.
https://lh3.googleusercontent.com/JMhNMXM_tNA/T05U8jDiJ9I/AAAAAAAATxE/hP4NTJORRYA/s640/pakistan_1996_068.jpg
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh4.googleusercontent.com/AWqlOI52aj8/T05WXG5dWDI/AAAAAAAAT4c/Yka4EM3Turg/s640/pakistan_1996_127.jpg
zastanawialismy sie z czego ci ludzie tutaj zyja. pewnie jedza kamienie, bo siano zebrane na "dachu" tego glazu bylo dla
koz, chociaz schowano je tam wlasnie przed nimi, zeby nie zezarly od razu wszystkiego.
https://lh6.googleusercontent.com/WVG_DjkLRl8/T05VFhKFaoI/AAAAAAAATyA/ohPDomehHI4/s900/pakistan_1996_074.jpg
rowniez jako spizarnie sluza radkie i rahityczne drzewka.
https://lh3.googleusercontent.com/-MyTUSmARP1U/T05VD4UZEpI/AAAAAAAATxs/nq8np8nwIU/s900/pakistan_1996_073.jpg
zblizamy sie do podnozy lodowca diamir. na drugim planie cos, na czego punkcie zwariowalem - gran mazeno.
to byly czasy, gdy powstawalo nalezace jeszcze do romana kluski "polskie yahoo" - czyli optimusnet, pozniejszy onet.
zajebista firma z prawie rodzinnymi relacjami wsrod kadry - bylo nas 22 osoby. na jednym z serwerow postawilem
katalog "mazeno" i tam wrzucilem zdjecia. poniewaz kombinowalem wtedy ze stronami internetowymi, wiec zrobilem z
nich wygaszacz-prezentacje w html-u. a ze koledzy tak czesto "musieli" ogladac te moje zdjecia na wygaszaczu na moim
monitorze, to przezwali mnie mazeno. zostalo do dzis. prosze panstwa, ladies and gentlemen - oto gran mazeno:
https://lh6.googleusercontent.com/xTo43ohrFrw/T05VMlFhR1I/AAAAAAAATyk/eAcMfsoUpVs/s900/pakistan_1996_080.jpg
ponad 10 kilometrow dlugosci, przepiekne sciany, dlugo sie opierala wielu slawnym wspinaczom - niejeden marzyl o jej
przetrawersowaniu na sam szczyt nanga parbat. nie poradzily sobie z nia takie swiatowe slawy himalaizmu
ekstremalnego (tu z premedytacja uzywam tego slowa, choc go nie lubie, bo ta gran rzeczywiscie jest jednym z
najwiekszych problemow wspinaczkowych na swiecie) jak doug scott, erhard loretan, jean troillet czy wojtek kurtyka. w
koncu padla w lipcu 2012 po 17 dniach wspinania w stylu alpejskim (czyli wszystko na wlasnych plecach i do przodu) gran zrobili bracia rick i sandy allenowie, brytole. szacunek ogromny.
a my tymczasem kladziemy sie do spiworow na dachach letniej pasterskiej osady kaczal - w zimie tu nikt nie mieszka,
wszyscy schodza w dol doliny. a pasterskiej, bo blisko lodowca jest bardziej zielono - tu jest woda. a czemu na dachach?
bo to jedyne miejsca w okolicy, gdzie nie ma kozich gowien i jest w miare plasko. kozie bobki byly nawet w jedynym
zrodelku, z ktorego bralismy wode do pocia. dawalismy jej szanse sie dluzej pogotowac - choc tutaj ameba nie grozila,
bo wysokosc 3700m npm.
https://lh3.googleusercontent.com/-1MQ7svThUW4/T05VONrQtXI/AAAAAAAATys/YVwtmdssx8/s900/pakistan_1996_081.jpg
pardon za slaba jakosc zdjec - ale primo, byly robione w polowie lat 90-ych, a secundo - skanowane kiepskim skanerem.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/12 00:13
_____________________________________
rano budzimy sie ogrzani promieniami sloneczka - w namiotach robi sie duszno i dosc cieplo. w ogole roznice temperatur
w cieniu, a w sloncu, sa koszmarne - mnie jakies dwa dni pozniej "rozlozyly" (zreszta i wysokosc pewnie tez - pierwszy
raz bylem na tej wysokosci, ok. 3900m npm). dochodza do 30-40 stopni w ciagu kilku zaledwie minut (z 10-15 powyzej
zera w sloncu, do 20-25 ponizej, gdy slonce sie chowalo za chmurami lub za grania). po lewej nanga parbat w chumrach,
po prawej gran mazeno, nizej czolo lodowca diamir.
https://lh6.googleusercontent.com/-4keZnyQO58g/T05VUWWG6I/AAAAAAAATzM/Hmmc9NwtVMQ/s900/pakistan_1996_085.jpg
chalupy w kaczal - "klasyczny" dom-zagroda. dach nizszej czesto jest "tarasem" domu powyzej, na ktorym stoi zagroda
dla koz, otoczona plotem z kolczastych krzewow - jako ochrona przez irbisem. o irbisie bedzie troche nizej.
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
https://lh6.googleusercontent.com/mlNtaeGMmq0/T05VTGqPdNI/AAAAAAAATzE/I0hNy2jk0g0/s900/pakistan_1996_084.jpg
https://lh4.googleusercontent.com/-lvbfo-y7114/T05VRqBbDTI/AAAAAAAATy8/lMdN9aJlkKI/s900/pakistan_1996_083.jpg
na srodku kadru na ziemi widac ciemniejsza plame - to najwieksze skupisko kozich gowien przy jedynym
niezamarznietym zrodelku w okolicy (wspominanym wczesniej).
https://lh4.googleusercontent.com/-fXho2Sak2o/T05VPxWOkTI/AAAAAAAATy0/ZOgmGYhTb3s/s900/pakistan_1996_082.jpg
im blizej lodowca tym wiecej wody - i zycia:
https://lh3.googleusercontent.com/--0ztglJqmz0/T05VYG88WI/AAAAAAAATzc/UWaiSAPd4WE/s900/pakistan_1996_087.jpg
i chociaz wszystko jest zamarzniete, to wiosna ozyje na powrot. zauwazcie, jakie silne musialy byc mrozy, ktore skuly
lodem dosc wartko plynacy strumien - probowalem isc po tym, ale pomimo "wbijania" kijow teleskopowych,
zeslizgiwalem sie w dol - strumien byl o dosc stromym spadku. co ciekawe tej zimy sniegu bylo dosc niewiele - normalnie
o tej porze roku jest go tu duzo.
https://lh3.googleusercontent.com/-muOTgLg3WM/T05Vhj3eWCI/AAAAAAAAT0E/iQ1RWxGO4Po/s640/pakistan_1996_092.jpg
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh5.googleusercontent.com/R5zggN4_6uY/T05VasvQ6JI/AAAAAAAATzk/j72mcgDeTjU/s640/pakistan_1996_088.jpg
przy tym zakrecie moreny, zaraz za skalami po lewej, stala baza polskiej wyprawy - jakies 8km od sciany diamir. ja
rozbilem sie nieopodal, lekko na uboczu. stoja tu tez ostatnie letnie kamienne chatki miejscowych.
https://lh4.googleusercontent.com/3ygFErUlXgg/T05WGA918_I/AAAAAAAAT3E/wM3jCJyM5WI/s900/pakistan_1996_116.jpg
rzut oka w tyl (tu juz troche powyzej dolnego konca moreny) - na horyzoncie widac osniezone szczyty hindukuszu.
mala dygresja, bo wczesniej zapomnialem dodac - miejsce, w ktorym lacza sie rzeki indus i gilgit (zdjecie we
wczesniejszym poscie) to rowniez miejsce styku trzech wielkich pasm gorkich: po zachodniej stronie lezy hindukusz, po
wschodniej himalaje, na polnocy - karakorum.
https://lh4.googleusercontent.com/zSdpMo39Bp4/T05Vm5SmlEI/AAAAAAAAT0c/TiVE13KZlPU/s900/pakistan_1996_095.jpg
chlopcy z wyprawy na sciane diamir prosili - w ramach "barteru", bo wyzeralismy im ;) zmrozona ma kosc polska szynke
z puszki - zeby zaniesc jakies graty do depozytu pod sciane - co oczywiscie z checia (w ramach aklimatyzacyjnego
wyjscia) uczynillismy.
a teraz wyjasnienie tego, co widac na ponizszym zdjeciu - a skrot perspektywiczny dosc mocny. stoje pod sciana, ktora
ma ok. 4200m wysokosci, w odleglosci moze 2km od jej stop.
po lewej stronie to nie zadna wielka gora tylko ganalo, jedna z bocznych kulminacji sciany - ok. 6600m npm.
potem w srodku charakterystyczny trapez kopuly szczytowej nanga parbat - 8125m npm. czyli 1,5 km wyzej niz ganalo - i
juz macie pojecie jaki to skrot. a ponizej na pierwszym planie - "depozytowy" glaz w ksztalcie latajacego spodka normalnie ufo.
https://lh4.googleusercontent.com/CvbASgWLlxk/T05VoBdN4TI/AAAAAAAAT0k/uSSiS4LJRnk/s900/pakistan_1996_096.jpg
tera bedzie krotki "techniczny" opis sciany.
ponizsze zdjecie zrobilem z okolic namiotu czyli ok. 8km od sciany.
w lewej czesci sciana "zakreca" na zachod, wiec ganalo w dalszym ciagu wydaje sie wysokie. posrodku, minimalnie na
prawo od linii spadku wierzcholka, obok tzw. zebra mummery'ego idacego srodkiem sciany, widac w scianie chmure - to
lawina. tera uwaga: od niej na prawo w skos w gore, w cieniu nad wielka pionowa skala widac poziomy obryw lodowy
(serak) - szeroki na ok. poltora kilometra, wysoki na ok. 200m.
no to juz macie pojecie jakies wielkosci jest lawina - schodzila dobre kilkanascie minut, chlopaki, ktore byly w dolnej
czesci sciany (w lewej jej czesci, opis bedzie nizej), przez ten czas przezyli sniezna nawalnice z huraganem.
https://lh4.googleusercontent.com/- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
5X2TmuSTTWg/T05V3FEJG6I/AAAAAAAAT10/E8KyQfcyh7Y/s900/pakistan_1996_106.jpg
na tej scianie sa dwie wielkie (slynne drogi) - kinshoffera (zrobiona w 1962, a w 1985 roku powtorzona przez polki wande
rutkiewicz, anne czerwinska i krystyne palmowska, w 1996 solo zrobiona przez krzysztofa wielickiego w jeden dzien sic!), jej opis ponizej, oraz droga messnera (dwukrotnie przez niego robiona, w tym raz solo) - ta idzie po prawej od tego
wielkiego seraka do kotla bazhin pod kopula szczytowa.
a ta wyprawa zimowa - 1996/7 (pod kierownictwem andrzeja zawady) - to juz trzecia polska proba na nanga parbat:
pierwsza byla na scianie rupal w zimie 1988/89, druga z zimie 1990/91 tez na rupalu - kierowal nimi s.p. maciek berbeka,
ktory zginal w tym roku po zimowym zdobyciu broad peak w karakorum. podczas tej drugiej fala uderzeniowa lawiny
kompletnie zniszczyla baze.
chlopaki "od zawady" wspinali sie droga kinshoffera - biegnie ona najpierw poltorakilometrowej wysokosci lodowa rynna
(oboz 1 jest pod nia), ponizej tej "szczerbinki na lewej focie (w szczerbince znajdowal sie oboz 2, ok. 5900mm npm).
potem - foto prawe: wyzej droga trawersuje przez wielkie pola lodowe po lewej (oboz 3, 6800m npm), a nastepnie
przekracza pas skal i idzie przez te prawe pola lodowe (oboz 4 7200m npm) w strone kopuly szczytowej. to wyglada jak
po plaskim, ale nalezy pamietac o skrocie perspektywicznym - roznica to jakies 400m w pionie.
https://lh4.googleusercontent.com/la5UUb17T0M/T05V4y3CtMI/AAAAAAAAT18/MfYfSxjiGg0/s640/pakistan_1996_107.jpg http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh6.googleusercontent.com/7PyPx4HfTUs/T05V6yh4mZI/AAAAAAAAT2E/SOorPUBViyw/s640/pakistan_1996_108.jpg
kopula szczytowa. droga kinshoffera idzie po skosnej waskiej snieznej rynnie w kierunku wierzcholka.
https://lh6.googleusercontent.com/-QQlvYls981o/T05V8FfXxkI/AAAAAAAAT2M/JeMPk4k-mw/s900/pakistan_1996_109.jpg
na tej scianie jest jeszcze droga francuska, jeana c. lafaille, bedaca wariantem kinshoffera - w dolnej czesci biegnie
filarem na lewo od tej wielkiej lodowej rynny, potem sie z nia laczy.
przypomne jeszcze tylko jedna rzecz, bo to dla mnie jest to, co lubie najbardziej:
http://africatwin.com.pl/showthread.php?t=18169
to co robi czapkins - tomek mackiewicz i marek klonowski to historia swiata. czapki(ns) z glow.
wyjasnie tylko jeszcze, co to znaczy zima w himalajach - najlepiej powiedza wam to cyfry.
na everescie w calej historii jego zdobywania i "zdobywania" bylo juz prawdopodobnie ponad 10 tysiecy ludzi (nie pisze:
alpinistow, tylko: ludzi, bo od dluzszego czasu wiekszosc z nich to bogaci klienci zawodowych przewodnikow).
zima na everescie bylo 5 osob:
krzysztof wielicki, leszek cichy, oraz w tzw. sezonie zimowym, nie liczonym jednak do zimy kalendarzowej (na piku 16
grudnia 1983,), japonczycy noboru yamada i kazunari murakami oraz szerpa nawang yonden.
5 osob.
statystycznie - pol promila.
a zima w nepalu jest lagodniejsza niz pakistanie - nanga do tej pory nie ma zimowego wejscia, choc wlasnie w 1996
polacy daleko nie mieli - krzysztof pankiewicz i zbyszek trzmiel zawrocili 300m od szczytu (z ciezkimi odmrozeniami).
nie zanudzam szczegolami?
chcialem wam pokazac jakos ten ogrom.
4,5 kilometra - to tak jakby postawic ok. 20 warszawskich palacow kultury i nauki jeden na drugim - razem z antenami.
siedzialem tam kilka dni, z czego jeden dzien "umieralem" w namiocie - raz, ze pewnie "chrzest wysokosciowy", dwa dopadlo mnie jakies przeziebienie i po prostu spalem przez cala noc i caly dzien - wieczorem przeszlo. pod sciane
polazlem dwa razy. pierwszy raz do depozytu, drugi po prostu na spacer - i niestety nie zabralem aparatu - i to byl blad.
po drodze widzialem na swiezo spadlym sniegu slady irbisa - snieznej pantery (panthera uncia), wiec wrocilem po aparat
do namiotu, ale niestety - snieg w ciagu dnia, gdy swiecilo slonce, dosc szybko topnial, wiec jak wrocielm tam za dwie
godziny - juz niestety swiezego sniegu i sladow nie bylo. udalo mi sie sfotografowac slady irbisa w 2006 r w karakorum ale o tym kiedy indziej. irbis to bardzo plochliwe stworzenie - i rzadko spotykane - mozna sie nazwac szczesciarzem, jak
sie widzialo jego slady. do niedawna np. jeszcze nikt nie widzial jego zalotow - dopiero pare lat temu zostaly sfilmowane
z odleglosci kilku kilometrow.
w miedzyczasie przyszla tam zorganizowana grupa trekkersow. po tych paru dniach - nie bede przecie siedzial tam
wiecznie ;) - zlazlem z nimi na dol. ale co to byla za grupa - wypas, kilkunastu tragarzy, stoliczki, stoleczki, sniadanko
podane, obiadek podany, termosiki z wrzaca herbata, namiocik czeka - najgorsze to to, ze byl akurat ramadan, i ci biedni
tragarze patrzyli na tych ludzi spode lba, jak ci sie objadali - no ja sie nie dziwie...
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
wiec teraz zegnamy sie juz z nanga parbat...
https://lh6.googleusercontent.com/KId4endwHKs/T05V0YyW6RI/AAAAAAAAT1k/fPFl68IAOCo/s900/pakistan_1996_104.jpg
...i schodzimy wzdluz moreny bocznej - po lewej lodowiec pokryty kamiennym zwirem, a na horyzoncie - znow hindukusz.
https://lh3.googleusercontent.com/RGrXMZVJ_aE/T05WCjreIzI/AAAAAAAAT20/VW9SirAtK0M/s640/pakistan_1996_114.jpg
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh3.googleusercontent.com/-tYSVyEdJk4/T05WErIKVoI/AAAAAAAAT28/RejFzkNxdR8/s640/pakistan_1996_115.jpg
podobala mi sie ta sciezka, jak meandrowala po stromych, osypujacych sie zboczach - a teraz se wyobrazcie, ze s.p.
piotrek morawski (ktory w 2005r zrobil pierwsze zimowe wejscie na shisha pangma) w 2007r, po zdobyciu nangi,
zjezdzal tedy na rowerze.
w wolnym czasie obejrzyjcie sobie poswiecona mu strone (kiedys to byla jego strona): piotrmorawski.com.
https://lh6.googleusercontent.com/sjROt_YAk9A/T05WRnSh31I/AAAAAAAAT4E/V7cUEVbA43U/s640/pakistan_1996_124.jpg
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh3.googleusercontent.com/60TlPaPn_lM/T05WjWWLcyI/AAAAAAAAT5U/nPF54H3sPek/s640/pakistan_1996_134.jpg
po drodze mijamy dwie wioski, nazywane upper i lower (gorne i dolne) dzil. po paru latach doszedlem, co to jest to "dzil" znieksztalcone angielskie "jail" - wiezienie. gdzies wyczytalem, ze tutaj brytole na poczatku XXw. wieku zsylali wiezniow.
a w wioskach takie cuda. to jest mlyn (zamarzniety oczywiscie):
https://lh4.googleusercontent.com/-1mh8LcvQ1T4/T05WhtN32MI/AAAAAAAAT5M/s0XjNwTgyU/s900/pakistan_1996_133.jpg
tu ponownie spichlerze i tarasowate poletka, wydarte skalom:
https://lh3.googleusercontent.com/MRjDhlIS3AA/T05WqxH9bnI/AAAAAAAAT50/ANwQQu2RCDU/s640/pakistan_1996_138.jpg
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh6.googleusercontent.com/--PSAX1cKJ8/T05Wo3d4fbI/AAAAAAAAT5s/lUdoWxe4Rco/s640/pakistan_1996_137.jpg
wszedobylskie kozy, zywiace sie kamieniami i suchymi krzakami - a mimo to jakie wypasione:
https://lh4.googleusercontent.com/an9CDh7pK5E/T05WuqJTjWI/AAAAAAAAT6E/zT3CQedTV_E/s900/pakistan_1996_140.jpg
i bojowe niczym tutejsi foru... dobra, zartowalem ;)
https://lh4.googleusercontent.com/-trai6a0AKH8/T05WzDItLDI/AAAAAAAAT6U/SfC2trEqfic/s900/pakistan_1996_142.jpg
po dwoch dniach docieramy do wioski diamori (widocznej w prawym gornym rogu).
https://lh5.googleusercontent.com/kzG52_q9_zA/T05W4BtKz4I/AAAAAAAAT6s/p1weIF8z6kY/s900/pakistan_1996_145.jpg
kwestia skali:
https://lh3.googleusercontent.com/Cmz5ijiG4pw/T05XAX63XRI/AAAAAAAAT7U/Gtaf0wlG7n4/s900/pakistan_1996_150.jpg
mlody wtedy mazeniak z kolegami (czesciowo z tymi, z ktorymi targowalismy sie o bakszysz za przejscie ich doliny po
drodze w gore), ktorzy niesli zaopatrzenie dla tej zorganizowanej grupy - jak tam swoj plecak wole targac sam (nie,
dlatego, ze sie o niego boje, tylko byloby mi wstyd - chociaz ktorys z tych "bakszyszowcow" zabral mi go na kwadrans,
ale szybko mu go wzialem z powrotem przy pierwszym lepszym postoju. moze chcial znowu zarobic, moze chcial sie
zrewanzowac, nie wiem - w kazdym razie geba mu sie cieszyla).
https://lh6.googleusercontent.com/-umn1ya_Y2M/T05XB23c3EI/AAAAAAAAT7c/Va39TnyNbZ8/s900/pakistan_1996_151.jpg
po drodze odbywaly sie takie zabawy - ci, ktorzy z nami wczesniej negocjowali, rowniez mieli takie argumenty (na tym
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
zdjeciu z "negocjacji" w poprzednim poscie, zza plecow kolesia i wdziecznym imieniu manarszia, wystaje lufa. nota bene
nie jestem pewien czy "manarszia", to znow nie znieksztalcone "monarcha"...). tez sprobowalem tej zabawy - a luske
przemycilem na poklad samolotu i mam do dzis. obok moj zestawik "hotelowy":
https://lh4.googleusercontent.com/nTtab7hg6D0/T05UigfflLI/AAAAAAAATvM/y2dhaWtxGak/s640/pakistan_1996_053.jpg http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh3.googleusercontent.com/8fy_3LejQUg/T05XDhCC2WI/AAAAAAAAT7k/ZygGPVfXMMc/s640/pakistan_1996_152.jpg
docieramy do doliny indusu. moim chytrym planem bylo to, ze wiedzac, ze trekkersi maja tam czekajacy na nich wynajety
busik, zalapie sie z nimi do gilgit - no i sie zalapalem :) nawet na wiecej niz gilgit. o tym za chwile.
https://lh6.googleusercontent.com/xvvlMFfa5WI/T05XLpwJFLI/AAAAAAAAT8M/9LzkiMTXdSI/s900/pakistan_1996_157.jpg
gilgit - senne miasteczko, miejscowe "zakopane", czasem arena zamieszek. tym razem bazar pusty - jest ramadan, wiec
zyciem nie tetni. o gilgit opowiem przy innej okazji bardziej szczegolowo.
https://lh6.googleusercontent.com/Xt8OH9tFPsc/T05XZV3uc6I/AAAAAAAAT9c/nSXsuJLeBao/s900/pakistan_1996_167.jpg
moli pakistanscy kumple - ibrahim (po lewej) i sifat ali (po prawej). ibrahim znal kilka polskich slow - kiedys bedac w
niemczech pracowal z polakami. z ibrahimem spotkalem sie kilka lat pozniej przy okazji wspinania w karakorum. bedzie
o tym tez. sifat ali byl przewodnikiem tej grupy trekkersow. on mi polecil dom ibrahima jako miejsce na nocleg - poltora
dolara. trekkesi spali w hotelu serena - drozszym jakies 100x. a my - w samym srodku muzulmanskiego kraju, w samym
srodku ramadanu - schlalismy sie z ibrahimem i sifatem alim (ali wydobyl "spod ziemi" jakiegos jasia werdowniczka czy
cos, zreszta zwierzyl mi sie, ze kiedys nawet za alkohol siedzial w pierdlu).
https://lh6.googleusercontent.com/-6fUt4OYwmtY/T05XcGHbsMI/AAAAAAAAT9s/6uDE0f5TuA/s640/pakistan_1996_169.jpg
grupka jechala zobaczyc karimabad (lezacy jakies 120km na pln w dolinie rzeki hunzy) - wiec umowilem sie z nimi, ze
mnie wezma za niewielka oplata do tego ich busika). po drodze o dziwo (ramadan) - stragan z owocami.
https://lh3.googleusercontent.com/JVaH9qw6e7c/T05XdrnKX4I/AAAAAAAAT90/_fJV5luVuWE/s900/pakistan_1996_170.jpg
dolina hunzy:
https://lh6.googleusercontent.com/-lsY6KK00fHA/T05XuUWRGI/AAAAAAAAT_E/Ns0I2x5wvRA/s900/pakistan_1996_180.jpg
ogromne napisy ulozone z pomalowanych na bialo kamieni (nizej widac suche drzewa):
https://lh6.googleusercontent.com/-CvAQVQiTZnI/T05XsiFtS6I/AAAAAAAAT8/Q42y5iwt0EI/s900/pakistan_1996_179.jpg
karimabad - dawny kandzut, opisywany przez bronislawa grabczewskiego.
https://lh4.googleusercontent.com/MIshH1KpwtE/T05XwFNJS1I/AAAAAAAAT_U/o3KowwS8xRA/s900/pakistan_1996_182.jpg
w dzisiejszym karimabadzie sa dwa forty: gorny - baltit, dolny - altit. obejrzelismy baltit. o tym forcie (i jego "polskim
akcencie") tez opowiem przy nastepnej pakistanskiej historyjce.
https://lh6.googleusercontent.com/34LxG0V2m_s/T05Xy2FEM3I/AAAAAAAAT_g/55iMIr6f4ps/s640/pakistan_1996_184.jpg http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh5.googleusercontent.com/TW8cFwF5BIg/T05X2XzlAhI/AAAAAAAAT_8/Bbf3mL9Jr4c/s640/pakistan_1996_187.jpg
fort znajduje sie u podnoza ponadsiedmiotysiecznej gory o wdziecznej nazwie bojohagur dunasir w grupie ultar - niestety
w chmurach.
https://lh4.googleusercontent.com/ePsVEaEIUUo/T05Xz4nuQdI/AAAAAAAAT_o/7ByN3VaCcVs/s640/pakistan_1996_185.jpg
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif http://megaprzygoda.pl/_d/0.gif https://lh6.googleusercontent.com/i5pDscmeFnA/T05X8W2ym4I/AAAAAAAAUAc/tTW_MDVT4CI/s640/pakistan_1996_191.jpg
wnetrza fortu:
https://lh4.googleusercontent.com/-27T796jQjCA/T05X3326knI/AAAAAAAAUAE/nGyy5Pfz2Q/s900/pakistan_1996_188.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/pPi9bZtjhLo/T05X692v8DI/AAAAAAAAUAU/GrdV0W8MfH4/s900/pakistan_1996_190.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/yBl_oXI5d20/T05X5lRwchI/AAAAAAAAUAM/UoiZYWsGpl0/s900/pakistan_1996_189.jpg
tarasy na dachu, na ktorym przesiadywal mirza (wladca), ferowal wyroki, ogladal gory i tance panienek:
https://lh5.googleusercontent.com/-i_vP2m6KyIc/T05X97fLWwI/AAAAAAAAUAk/ocK0u2ecFQ/s900/pakistan_1996_192.jpg
stamtad powrot do domu - samolotem z gilgit do islamabadu, a potem do polski.
https://lh3.googleusercontent.com/nNSU81Qhqvg/T05YAXzzTEI/AAAAAAAAUAs/cEkxhCbr6JY/s640/pakistan_1996_193.jpg
***
na razie styknie - za jakis czas wrzuce kolejne kawalki.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Pastor - 2013/09/12 07:09
_____________________________________
Kurde nie moge na to patrzec bo mi znowu beret zryje.. :dry:
Ale jak juz wlaz³em to zapytam - masze te fote w lepszej rozdzielczo¶ci?
No chyba ze mi skrócisz domys³y i powiesz co to by³o, bo niby podobne troche zamkiem do SMLE ale reszty jako¶ nie
potrafie dopasowaæ..?
https://lh4.googleusercontent.com/nTtab7hg6D0/T05UigfflLI/AAAAAAAATvM/y2dhaWtxGak/s640/pakistan_1996_053.jpg
Masz ta ³uske jeszcze? Od niego by³a? Jesli tak to poka¿..
Widzisz - sie musze na duperelach koncentrowaæ, ¿eby na to co wazne nie patrzeæ. Bo mi beret urwie.. :)
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Pastor - 2013/09/12 09:32
_____________________________________
Co ja pieprze, na oczy mi pad³o chyba.. :pinch: Absolutnie inny zamek niz w SMLE. Juz predzej 98k ale tez jakis ma³o
podobny. Co to kurde za repetier????
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/12 10:26
_____________________________________
zboczur...
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
mnie to dali akurat strzelac z tego kalacha, co trzymie ten z tylu, wiec luska ci nic nie powie. pierwszy raz w zyciu
strzelalem wtedy z kalacha - nie interesowal mnie jakis repetowany, bo z takich podobnych strzelalo sie na pe-o na
strzelnicy w szkole sredniej, wiec dla gowniarza co to za radocha - moze jakby to byl jakis winchester, to pewnie bym sie
wtedy jaral, ale skad ja mialem wiedziec co to - co innego kalach, ten mnie sie bardziej podobal, bo w koncu prawdziwy
karabin, nie? http://megaprzygoda.pl/_d/hehe.gif
http://megaprzygoda.pl/_docs/pakistan_1996_053_detal.jpg
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/09/12 10:37
_____________________________________
a tu mam inna giwere z pakistanu z 2006 roku - ino obrazki wielkie, wiec linki zapodaje:
http://megaprzygoda.pl/_docs/gulmit2006_0933.jpg
http://megaprzygoda.pl/_docs/gulmit2006_0934.jpg
http://megaprzygoda.pl/_docs/gulmit2006_0935.jpg
http://megaprzygoda.pl/_docs/gulmit2006_0936.jpg
http://megaprzygoda.pl/_docs/gulmit2006_0937.jpg
ino z tego nie strzelalim, nabojow nie bylo. ibrahim (nasz sirdar) se wzial chyba tylko dla lepszego samopoczucia, bo
nam irbis krecil sie kole namiotow. poza tym lufa krzywa jak uj.
a pojdzie mi do zakrystii, na moj "zlom drewniany" spojrzy.
kuba (kumpel, z ktorym sie wtedy wspinalem) robi za winnetou:
https://lh5.googleusercontent.com/-8zGd9GkPIhc/Savbaj2LAtI/AAAAAAAACkY/AQnZ4jXytKE/s640/gulmit2006_185.jpg
acha - ja mysle, ze to wszystko to produkcja miejscowa - na zachod od islamabadu, w miejscowosci darra pod
peshawarem, jest zaglebie produkcji broni - kalachy tez produkuja. wszystko produkuja. recznie. kalacha mozna kupic za
50 dolcow.
a sklepy z bronia tez sa - jak z kuba (powyzszym) jechalismy autobusem z islamabadu do gilgit, to poznym wieczorem
zatrzymalismy sie na postoj w abottabadzie, tam gdzie pozniej bin ladena dorwali (i gdzie byly te koszmarne trzesienia
ziemi). pol godziny przerwy, co bylo robic - jakis posilek uliczny, potem wloczega po ulicy. trafilismy na sklepik z bronia,
taka klita 3x1,5m, koles patrzyl na bialasow spode la. jak pare lat pozniej dorwali bin ladena, dzwonie do kuby i gadam:
- kuba, ale jestesmy dupki. taaaka pega nam przeszla kolo nosa.
- ale ossochodzi?
- no kurwa, 25 milionow baksow stracilismy jak cioty.
- ale, kurwa, mow co jest grane?
- pamietasz jak ogladalismy kalachy w abottabadzie w nocy?
- nooo...
- trza bylo zainwestowac te 100 baxow, kupic ze dwa kalachy i poszukac go na miescie. a tak to jankesi nam go
sprzatneli. i chuj strzelil 25 milionow dolcow.
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: mazeno - 2013/10/03 19:04
_____________________________________
wiejebny - i co ci wyszlo w temacie powyzszych giwer?
============================================================================
Odp:stare texty mazeniakowe
Autor: Pastor - 2013/10/04 12:39
_____________________________________
A w sumie to nie szuka³em, bo mnie ¿ywot przygniot³.
Generalnie ja ich zazbytnio nie rozró¿niam - specjalist± bynajmniej nie jestem. Lubie tylko ¶ledziæ ¶cie¿ki rozwojowe
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26
róznych konstrukcji, a takie zabawki ¶wietnie sie do tego nadaj±.
Acha - powiedz Kubie ¿eby NIGDY nie k³ad³ tak palucha na spu¶cie. Palec sie trzyma tak jak ten pakistañczyk.
Dopiero przed samym strza³em Palucha sie wk³ada w kab³±k :)
============================================================================
- The Temple Of Concrete Mixers
MamboBoard Forum Component version: 1.4 Stable
Generated: 1 March, 2017, 19:26

Podobne dokumenty