Nr 1/2013 - Głos Lubiński
Transkrypt
Nr 1/2013 - Głos Lubiński
G ŁOS L UBIŃSKI LOKALNY DWUMIESIĘCZNIK OŚWIATOWY Nr 1/2013 (16) Lubin, 17 czerwca 2013 O nowelizacji Karty Nauczyciela i pozycji rodzica w szkole Z dużej chmury, mały deszcz, tak można skomentować proponowane zmiany w Karcie Nauczyciela. Samorządowcy raczej nie są zadowoleni, ale MEN woli uniknąć wojny ze związkami zawodowymi, dlatego rewolucji w karcie nie będzie. Przygotowane przez resort edukacji propozycje, po konsultacjach społecznych, mają wejść w życie do 1 stycznia 2014 r. Średnie wynagrodzenie nauczycieli zagwarantowane w ustawie zostanie zastąpione wskaźnikami kalkulacyjnymi środków ogółem przeznaczonych na ten cel. Naliczanie pensji ma być łatwiejsze, a jej rozliczenie ma dotyczyć wszystkich nauczycieli, bez podziału na określone grupy awansu zawodowego. Jednorazowy dodatek uzupełniający, jeśli już będzie wypłacany, to dla wszystkich zainteresowanych. Taki dodatek uzupełniający nie będzie natomiast wypłacany nauczycielom, którzy nie pracowali w danym roku, bo np. przebywali na urlopie dla poratowania zdrowia. Planowana jest też likwidacja części innych dodatków, w tym wiejskiego i mieszkaniowego, a także na zagospodarowanie. To strata dla osób młodych, wchodzących do zawodu. Zgodnie z nową propozycją, wymiar urlopu zdrowotnego nie będzie już wynosił łącznie trzech lat, a jedynie rok. Zmieni się też tryb jego przyznawania. Nauczyciel zyska do niego prawo po 20 latach, a nie jak obecnie po siedmiu. Wciąż jednak to gminy będą za niego płacić, a nie ZUS. Będzie o nim decydować lekarz medycyny pracy, a nie rodzinny. To rozwiązanie krytykuje Prezes ZNP, który uważa, że okres 20 lat pracy jest zbyt długi na uzyskanie uprawnień urlopowych dla poratowania zdrowia. Również urlop wypoczynkowy ma być skrócony do 47 dni. W nieprzerwanym wymiarze nauczyciel będzie mógł z niego skorzystać przez co najmniej 28 dni. Nauczyciele mają też ewidencjonować swój czas poświęcony na rozmowy z rodzicami uczniów, rady pedagogiczne i doskonalenie zawodowe. A rejestrowanie niektórych godzin może być brane pod uwagę przy ocenie pracy nauczyciela – powiedziała Krystyna Szumilas, Minister Edukacji Narodowej. W projekcie na razie nie ma mowy o zmianie pensum godzin. Natomiast wyniki badania czasu pracy nauczycieli mają być znane pod koniec marca albo z początkiem kwietnia. Zobaczymy, czy te badania wpłyną na zmianę stanowiska MEN. Najbardziej kontrowersyjne zmiany dotyczą udziału rodziców w życiu szkoły i sytuacji zawodowej nauczycieli. Proponowane rozwiązania mają charakter populistyczny i nie sprzyjają bu- dowaniu prestiżu zawodu nauczyciela. Resort proponuje, aby dyrektor przy ocenie pracy nauczyciela musiał zasięgać opinii rady rodziców. Do tej pory „mógł”. Przedstawiciel rodziców będzie też uczestniczył w komisjach kwalifikacyjnych i egzaminacyjnych przy nadawaniu stopni awansu zawodowego. Choć sama procedura pozostanie bez zmian, a o awansie wciąż będzie decydowała teczka ze zgromadzonym dorobkiem zawodowym. W obecnie obowiązujących zapisach prawnych rodzice mają sporo uprawnień – uczestniczą w komisjach konkursowych na stanowisko dyrektora szkoły, na ich wniosek nauczyciel powinien być oceniony, akceptują plan pracy wychowawczej klasy, biorą udział w postępowaniu odwoływania się nauczyciela od oceny jego pracy. A jak taka rola rodzica wygląda w praktyce? Jest jedynie formalnością, bo co o metodyce nauczania, czy metodach wychowawczych, jak również prawie oświatowym może wiedzieć stolarz, cieśla czy ekonomista? A rodzicnauczyciel nie pcha się do rad rodziców, bo swojej szkoły ma na co dzień dosyć. Przedstawiciel rady rodziców jest często pupilem dyrektora, który zabiega o jego głos w konkursie lub właśnie w komisji odwoławczej. Rodzic najczęściej głosuje zgodnie z wolą dyrektora, bo boi się o los swojego dziecka w szkole. Dobrze jeśli uczestniczy w szkolnych uroczystościach z udziałem uczniów, gorzej jeśli jest zapraszany na imprezy pracownicze dla nauczycieli. Panom dyrektorom, którzy tak chętnie zapraszają rodziców na takie imprezy, przypominamy, że nauczyciele mają prawo do prywatności i zabawy jedynie w swoim gronie i nie chcą być obserwowani, gdy piją alkohol. Zresztą takie spoufalanie się z rodzicami może być korupcjogenne, gdy zaproszony rodzic częstuje alkoholem przyniesionym przez siebie i proponuje toast nauczycielowi matematyki, z której zagrożona jest jego pociecha. Dodatkowo, sprawa ma wymiar ekonomiczny – wspomniane imprezy w dużej mierze są finansowanie z funduszu socjalnego, zatem udział osób nieuprawnionych jest niezgodny z prawem. A Pani Minister chcę zadać pytanie, czy pacjenci uczestniczą w komisjach oceniających lekarzy? A może palestra prawnicza bierze pod uwagę opinię klientów oceniając adwokatów? Chyba zdrowsza jest sytuacja opisana w tym wierszyku z dawnych czasów: murarz muruje domy, krawiec szyje ubrania... i niech już tak zostanie. A rodzice niech wychowują własne dzieci w domu. KD www.glos.lubin.pl W SKRÓCIE „Siódemka” najlepsza na Dolnym Śląsku Reprezentacja Szkoły Podstawowa nr 7 zajęła I miejsce XII Dolnośląskich Meczów Matematycznych. W finałowym meczu, który rozegrano 18 maja 2013 r. młodzi matematycy z Lubina pokonali 16:14 drużynę Szkoły Podstawowej nr 3 z Wrocławia. Powstaje gminne gimnazjum Gimnazjum dla uczniów z terenu gminy Lubin zostało utworzone w budynku Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Lubinie. Dyrektorem został Mateusz Marciniak, dotychczasowy szef Szkoły Podstawowej w Niemstowie. Uczniowie rozpoczną naukę w gimnazjum 1 września 2013 roku. Szkoła na zakręcie zostaje Zespół Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących pozostanie do czasu ukończenia szkoły przez uczniów techników i zasadniczej szkoły zawodowej. Tak zdecydowali radni. Natomiast V Liceum Ogólnokształcące od 1 września 2013 r. zostało włączone do Zespołu Szkół Sportowych. Szkoła dbająca o bezpieczeństwo W dniu 7 czerwca 2013 roku Wojewódzka Komisja Konkursowa dokonała analizy wniosków nadesłanych przez szkoły do konkursu o certyfikat „Szkoła Dbająca o Bezpieczeństwo” w roku szkolnym 2012/2013. Jak czytamy w komunikacie, certyfikat otrzymał między innymi Zespół Szkół Integracyjnych w Lubinie. NA STRONIE 2 WYWIAD Z PREZESEM ODDZIAŁU ZNP W LUBINIE PANIĄ BEATĄ GOLDSZAJDT 2 Zdaniem Prezesa… GŁOS LUBIŃSKI 17 czerwca 2013 Do rozmowy zaprosiliśmy dziś Panią Beatę Goldszajdt, Prezesa Oddziału ZNP w Lubinie Pani Prezes, naszą rozmowę powinniśmy chyba zacząć od gra- tulacji, które należą się Pani i Związkowi Nauczycielstwa Polskiego, którym Pani kieruje w Lubnie. Gratulujemy energii, wytrwałości i przede wszystkim skuteczności w działaniu. Choć sprawa wydawała się przesądzona, udało się uratować ZSZiO, popularny „zakręt”, czy czuje Pani satysfakcję? Satysfakcja to niewłaściwe słowo, ale jest to potwierdzenie starej prawdy, że walczy się do końca i nigdy nie należy się poddawać. Jest Pani bardzo skromna. Jakie są nastroje wśród pracowników szkoły? Różne, bo nie dla wszystkich wystarczy etatów. Fakt, że szkoła będzie „wygaszana” dwa lata i nie będzie naboru do klas pierwszych, spowoduje, że część pracowników w kolejnych latach straci pracę, ale jest to czas dodany, gdy można jeszcze zdobyć dodatkowe kwalifikacje, albo nabyć prawa emerytalne. Najważniejsze jest to, że uczniowie dokończą naukę w szkole, którą sobie wybrali. Poza tym, ciągle mam nadzieję, że gmina zmieni zdanie i utworzy liceum integracyjne na bazie tej szkoły, które byłoby kontynuacją gimnazjum integracyjnego, skoro istnieje liceum sportowe na bazie gimnazjum sportowego. Wydawało się, że sprawa likwidacji szkoły jest już przesądzona, a jednak szkoła pozostaje, co ostatecznie przesądziło o jej losie? Przesądziło „durne prawo”, cytując klasyka. Gmina nie wystąpiła o opinię w sprawie likwidacji szkoły do właściwych struktur związków zawodowych – konkretnie Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, stąd wycofanie się Rady Miasta z uchwały o likwidacji. To był właściwy powód, a nie jak podał rzecznik dobro uczniów, nad którymi zlitował się prezydent. Taka drobna manipulacja, szkoda, że brak jest odwagi cywilnej, by przyznać się do błędu. Moim zdaniem, ukazanie ludzkiego oblicza, bo każdy może się mylić, jest lepiej widziane i zrozumiane niż trwanie w kłamstwie. Jakie działania były podejmowane, by nie dopuścić do zamknięcia placówki? Wszystko zaczęło się w lutym 2012 r., gdy prezydent wydał nie- zgodnie z prawem zarządzenie o zakazie naboru uczniów do klas pierwszych w Zespole Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących na rok szkolny 2012/2013. Dwukrotnie udało się związkom zawodowym zaskarżyć zarządzenia Prezydenta, które Wojewoda Dolnośląski uchylił, ale nabór elektroniczny spowodował, że uczniowie musieli wybrać inne szkoły, wskazane przez gminę - Zespół Szkół Nr 1 i 2. Spowodowało to liczne zwolnienia nauczycieli i pracowników niepedagogicznych od września 2012 r. W grudniu rada miasta podjęła uchwałę o zamiarze likwidacji Zespołu Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących. Od tego momentu związki zawodowe wspólnie z pracownikami szkoły wielokrotnie występowały do prezydenta miasta z propozycją spotkania i podjęcia rozmów w sprawie losów szkoły, ale bez echa. Nikt z organu prowadzącego nie spotkał się z zainteresowanymi. Czy mogliście Państwo liczyć na jakąś pomoc z zewnątrz? Jakie stanowisko zajęło Dolnośląskie Kuratorium Oświaty? Pomoc prawna Okręgu Dolnośląskiego ZNP. Me- dia wrocławskie, nasze lokalne bardzo ostrożnie podjęły temat. Najbardziej zawiódł Dolnośląski Kurator Oświaty, który wydał pozytywną opinię w sprawie likwidacji szkoły. Zaangażowana w obronę szkoły Posłanka na Sejm RP- Pani Elżbieta Witek, która została zaproszona przez nauczycielską Solidarność. Jak ocenia Pani postawę całego środowiska nauczycielskiego? Czy istnieje solidarność zawodowa, czy koledzy z innych szkół wspierali pracowników, którym likwidowano szkołę? Postawa środowiska nauczycielskiego jest taka, jak całego naszego społeczeństwa - zależy od moralności człowieka. Są ludzie obdarzeni dużą empatią, solidaryzmem, współczuciem, chęcią działania i szukaniem rozwiązania, ale nie jest ich zbyt wielu. Są też inni, którzy liczą na własną korzyść, dodatkowe godziny w etacie - ja nazywam to „dzieleniem skóry na niedźwiedziu” lub czekają na wyniki działania innych, nie angażując się, nie narażając się nikomu. Są też tacy, którzy dla własnej korzyści wyparli się szkoły, którą tyle lat tworzyli. Nie widać było żadnej solidarności zawodowej wśród radnych nauczycieli, którzy jednogłośnie głosowali za likwidacją szkoły, a Komisja Oświaty wydała dwukrotnie pozytywną opinię w tej sprawie. Utrzymanie ZSZiO jest sukcesem związków zawodowych – gratulujemy. Jednak niż demograficzny jest faktem, jakie rozwiązanie widzi Pani, żeby go bezpiecznie przeczekać i nie pozbawiać nauczycieli pracy? Oświata podlega ciągłym zmianom. Każdy kolejny rząd ma inną koncepcję na sprawy nauczania, wychowania dzieci i młodzieży. Zajmują się tym ludzie, którzy nie są kompetentni, a uprawiają politykę i czują się przez to upoważnieni do wprowadzania głębokich reform w systemie oświaty. Niż demograficzny jest faktem, ale to nie wina nauczycieli. To polityka kolejnych rządów powoduje, że młodzi, wykształceni Polacy rodzą dzieci i swoją przyszłość wiążą z krajami, w których opieka socjalna państwa sprawia, że ludzie mają poczucie bezpieczeństwa. Mowa o niżu demograficznym w szkołach jest dla mnie niezrozumiała. Jakie mogą mieć osiągnięcia w nauce uczniowie, uczący się w klasach 34 osobowych - w szkołach ponadgimnazjalnych? Jak pracować z gimnazjalistami w 30 osobowych klasach? Szkoły podstawowe i przedszkola – tam również liczba uczniów w oddziałach wynosi 28. Każda wprowadzana reforma oświaty stwarzała oczekiwania poprawy warunków nauki i pracy poprzez zmniejszenie liczebności klas, bo takie są wymogi współczesności, bo takie są oczekiwania i rodziców, i dzieci, i nauczycieli. Uczeń nie powinien być anonimowy, nauczyciel powinien poznać jego możliwości, aby właściwie z nim pracować. Trudno to osiągnąć w tak licznych klasach. Kilka dni temu ogłoszony został Raport z „Badania czasu pracy i warunków pracy nauczycieli”, z którego wynika, że wymiar pracy nauczycieli jest większy, niż przewidziany ustawowo i jest bliski 47 godzinom zegarowym – dlatego moim zdaniem, nie możemy mówić o niżu, tylko stwarzać nauczycielom i uczniom godne warunki, by absolwenci byli kiedyś konkurencyjni na rynku pracy, nie tylko polskim. Jak Pani zdaniem, powinna układać się współpraca z władzami miasta, aby w przyszłości ewentualna reorganizacja placówek oświatowych przebiegała bezpiecznie dla pracowników i uczniów oraz nie stwarzała sytuacji konfliktowych? Zrobiliśmy bardzo wiele, by ułożyć dobrą współpra- cę z władzami miasta. Organizowaliśmy spotkania, na które zapraszaliśmy prezydenta oraz przedstawicieli organu prowadzącego. Występowaliśmy z propozycjami zorganizowania debaty w sprawach oświatowych i opracowania strategii jej rozwoju na kolejne lata (bo taka nie istnieje w naszym mieście). W ostatnim piśmie z kwietnia br. - prezydent proponuje, by związki przedstawiły swoje propozycje na piśmie, a organ je podda analizie. Naszym zdaniem, aby coś wypracować, należy się spotkać. Ale cierpliwie czekamy - w przyszłym roku odbędą się wybory samorządowe, wtedy na pewno znajdzie się czas i dla związkowców, i dla pracowników oświaty. Dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszej wytrwałości w walce o sprawy oświaty. 17 czerwca 2013 GŁOS LUBIŃSKI 3 Czy szkolne biblioteki skutecznie obronione? Czy szkoła bez stołówki, świetlicy - skutecznie wypełni funkcje opiekuńcze? Propozycja ministra Boniego o wycofaniu z założeń do ustawy zapisów dotyczących bibliotek w zamian za to, że środowisko wypracuje model współpracy bibliotek, to dobra wiadomość. Wypracowanie takiego modelu wydaje się możliwe przy wsparciu organizacyjnym ze strony MAC. Zobaczymy, co z tego wyniknie, gdy dojdziemy do omawiania konkretnych propozycji” - zaznaczył współorganizator obywatelskiego protestu „STOP likwidacji bibliotek” Janusz Wasilewski. Przeciwko możliwości wykonywania zadań biblioteki szkolnej przez bibliotekę publiczną opowiedziały się m.in. Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, Towarzystwo Nauczycieli Bibliotekarzy Szkół Polskich, Związek Nauczycielstwa Polskiego i SLD. SLD złożył w Sejmie projekt ustawy, zgodnie z którym każda szkoła musi mieć bibliotekę. W Internecie list otwarty do ministra administracji i cyfryzacji – popierający akcję „STOP likwidacji bibliotek” - podpisało prawie 52 tys. osób. Stanowisko Zarządu Głównego ZNP z dnia 12 marca 2013 r. w sprawie statusu prawnego nauczycieli bibliotekarzy Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego krytycznie odnosi się do projektu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, dotyczącego między innymi bibliotek szkolnych. Prawne usankcjonowanie możliwości łączenia biblioteki szkolnej z biblioteką publiczną poprzez utworzenie w szkole filii biblioteki publicznej ma jeden cel - zmianę statusu prawnego nauczycieli bibliotekarzy i wyłączenie ich spod Karty Nauczyciela. Zarząd Główny Związku Nauczycielstwa Polskiego przedstawił opinię do projektu założeń do ustawy o poprawie warunków świadczenia usług przez jednostki samorządu terytorialnego. Propozycje Ministra Administracji i Cyfryzacji, zawarte w założeniach do ustawy o poprawie warunków świadczenia usług przez jednostki samorządu terytorialnego zasadniczo można uznać za słuszne, np. umożliwienie dobrowolnego łączenia się JST czy ułatwienie współpracy między poszczególnymi samorządami. Jednak, oprócz tych słusznych rozwiązań, projekt kryje też propozycje, które przy zderzeniu ich z tym, co już się w JST dzieje, rodzą poważne obawy. Jednym z zagrożeń jest stworzenie możliwości wykonywania zadań biblioteki szkolnej przez bibliotekę publiczną. Likwidacja bibliotek szkolnych, spowoduje dalsze "ogołocenie" szkoły – czytamy o opinii związkowej. Na skutek oszczędnościowej polityki JST już prawie nie ma stołówek szkolnych, świetlice pracują na zasadzie improwizacji (brak stałej kadry, lub tylko jeden etatowy Spotkanie z poetką w szkolnej bibliotece nauczyciel świetlicy, a i to nie zawsze zatrudniony w pełnym wymiarze, zatem dziećmi opiekują się głównie nauczyciele realizujący tu tzw. godziny karciane). Również z przyczyn ekonomicznych samorządy nie pozwalają dyrektorom na zatrudnianie specjalistów (psychologów, pedagogów szkolnych, logopedów, terapeutów). Teraz MAiC proponuje, by JST mogły likwidować szkolne biblioteki i przekazywać ich zadania bibliotekom publicznym. Pomysł jest groźny, bo szkolne biblioteki to nie to samo co publiczne (inna kadra, inny księgozbiór, inny czytelnik). (...) Biblioteki szkolne tętnią życiem, a młodzież i dzieci czynią z nich miejsce spotkań z rówieśnikami, kulturą, realizują projekty edukacyjne, czytają prasę. Komu tak zależy na usuwaniu kolejnego przyjaznego młodzieży miejsca ze szkół? Nauczyciele bibliotekarze – pełnoprawni członkowie rady pedagogicznej, specjaliści o wysokich kompetencjach – realizują politykę oświatową MEN w zakresie przygotowania uczniów do odpowiedzialnego funkcjonowania w społeczeństwie informacyjnym opartym Wystawa komiksów mitologicznych w szkolnej bibliotece na wiedzy. Nauczyciele bibliotekarze są odpowiedzialni za edukację czytelniczą i medialną, współpracują z nauczycielami wszystkich przedmiotów nauczanych w szkole oraz ze środowiskiem lokalnym. Zadania i funkcje biblioteki szkolnej jako pracowni szkolnej oraz zatrudnionych w niej nauczycieli są wpisane w realizację podstawy programowej na każdym etapie nauczania. Zadaniem biblioteki szkolnej jest przede wszystkim wszechstronny rozwój ucznia i to przede wszystkim jemu poświęca swój czas nauczyciel bibliotekarz. Biblioteka szkolna wspiera cały proces dydaktyczny szkoły. (...) Korzystanie z biblioteki szkolnej przez ucznia jest obligatoryjne, natomiast korzystanie z innych rodzajów bibliotek dobrowolne. Biblioteki szkolne dysponują odpowiednimi zbiorami metodycznymi wspierającymi pracę nauczycieli. (...) Filie bibliotek publicznych nie będą w stanie podjąć się takich zadań. One nie gromadzą czasopism metodycznych, wiązałoby to się ze zwiększeniem budżetu bibliotek. (...) Podstawa programowa kształcenia ogólnego nakłada obowiązek współpracy wszystkich nauczycieli z nauczycielami bibliotekarzami w celu wszechstronnego przygotowania uczniów do samokształcenia i świadomego wyszukiwania, selekcjonowania i wykorzystywania informacji. Współpraca przejawia się na co dzień także tworzeniem odpowiednich dokumentów szkolnych, ich gromadzeniem i przetwarzaniem. Jak rolę będą tu pełnili bibliotekarze bibliotek publicznych? Poza tym dyrektor szkoły utraci możliwość nadzoru nad biblioteką. Dotychczasowe księgozbiory bibliotek szkolnych w dużej mierze uzupełniane są dzięki środkom finansowym przekazanym przez Rady Rodziców oraz działaniom samym nauczycieli bibliotekarzy (pozyskiwanie funduszy, poszukiwanie sponsorów), bowiem tylko nieliczne szkoły mają odpowiednie środki zabezpieczone przez organy prowadzące w swoich budżetach. W szkole rodzice mają większy wpływ na pracę biblioteki oraz kształt księgozbioru. Reprezentacja rodziców nie ma wpływu na sposób działania biblioteki publicznej. Biblioteka szkolna jako immanentna część szkoły integruje proces dydaktyczno-wychowawczy. (...)To nieodłączny element bazy szkolnej, który znacząco wpływa na jakość szkoły, jej wizerunek i atmosferę. Jedną z cech odróżniającą biblioteki szkolne od innych typów bibliotek jest obligatoryjność korzystania z nich, podobnie jak obowiązek szkolny dzieci. Znane są już przykłady działań podejmowanych przez niektórych wójtów i burmistrzów przejmowania bibliotek i świetlic szkolnych, a nawet powoływania podmiotów do prowadzenia szkół z obejściem ustawy. Do tej pory wyroki NSA stanowiły skuteczną zaporę tych praktyk, jako niezgodnych z prawem. Z przykrością należy stwierdzić, że samorządy skrzętnie wykorzystują takie możliwości. W konsekwencji MAiC w swoim projekcie chce zafundować dzieciom szkołę pozbawioną szkolnej biblioteki oraz całego otoczenia opiekuńczosocjalnego. Związek Nauczycielstwa Polskiego oczekuje, że Minister Administracji i Cyfryzacji wycofa się z tych propozycji oraz że będzie chronił szkoły przed szkodliwymi działaniami samorządów, których podłożem jest wyłącznie rachunek ekonomiczny, a nie społeczny. GŁOS LUBIŃSKI 4 17 czerwca 2013 Najwyższa Izba Kontroli krytycznie o nadzorze pedagogicznym W polskiej edukacji nie ma spokoju. Nie tylko za sprawą ciągłych reform dotyczących treści i sposobu kształcenia, ale także za sprawą sporów różnych podmiotów związanych ze szkolnictwem – samorządów, MEN, związków zawodowych oraz stowarzyszeń rodziców i organizacji społecznych. Każdy z tych podmiotów ma swój punkt widzenia i wskazuje na inny problem. 13 listopada 2012 r. NIK opublikowała raport o nadzorze pedagogicznym, bezlitośnie punktując niedociągnięcia organów odpowiedzialnych za nadzór pedagogiczny, czyli kuratoria oświaty i dyrektorów szkół. Główny zarzut, jaki NIK stawia dyrektorom i kuratoriom, dotyczy braku efektywności i działania niezgodnie z przepisami. Nadzór pedagogiczny – czytamy w raporcie NIK – powinien być jednym z najważniejszych narzędzi organów państwa umożliwiających oddziaływanie na jakość i efekty kształcenia w szkołach oraz ocenę pracy dyrektorów szkół i nauczycieli. Waga i zasięg stosowania tych narzędzi wymaga precyzyjnego określenia instrumentów (form) nadzoru pedagogicznego oraz zakresu odpowiedzialności w posługiwaniu się nimi. Tymczasem od 1996 r. koncepcja nadzoru pedagogicznego zmieniała się pięciokrotnie, przez co żadna z nich nie utrwaliła się na tyle, żeby można było dokonać rzetelnej oceny sprawności i efektywności jego funkcjonowania. Ogólne zarzuty sformułowane w raporcie to: Nadzór pedagogiczny szkół publicznych nie jest dostatecznie sprawny i efektywny. Wdrożenie w 2009 r. nowych zasad nadzoru pedagogicznego nie zostało właściwie przygotowane. W okresie od sierpnia do listopada 2009 r. nie obowiązywały żadne szczegółowe zasady sprawowania nadzoru pedagogicznego. Szkolenie kadry pracowników kuratoriów w zakresie ewaluacji zewnętrznej rozpoczęto ponad pół roku po ustaleniu nowych zasad nadzoru pedagogicznego, a w badanym okresie przeszkolono zaledwie 155 osób. W roku szkolnym 2009/2010 oraz w pierwszym półroczu roku szkolnego 2010/2011 w skontrolowanych kuratoriach oświaty ewaluacją zewnętrzną, oceniającą stopień spełniania przez szkoły i placówki wymagań w zakresie efektów pracy, objęto zaledwie odpowiednio 0,4% i 2,9% nadzorowanych szkół i placówek. Sporządzane w skontrolowanym okresie raporty w niewielkim stopniu realizowały cele określone w nowych zasadach nadzoru, ograniczając się do ogólnego opisu szkół, bez oceny jakości ich pracy, wskazania mocnych i słabych stron oraz szans i zagrożeń w ich funkcjonowaniu. O nierzetelności kontroli kuratoriów świadczą liczy – na 32 tysiące skontrolowanych szkół, sformułowano 8,541 zaleceń, stwierdzono tylko 421 przypadki uchybień, a w 42 przypadkach stwierdzono niedostateczne efekty kształcenia, polecając dyrektorom opracowanie programów naprawczych. W tym czasie w jednej czwartej szkół pogorszyły się wyniki sprawdzianów zewnętrznych. Jedna czwarta uczniów skontrolowanych szkół zawodowych nie uzyskała uprawnień zawodowych w wyniku egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe. O niewłaściwie prowadzonym nadzorze pedagogicznym i niedostatecznej jego skuteczności świadczą również stwierdzone w wyniku kontroli istotne nieprawidłowości w działalności samych kuratoriów oświaty i dyrektorów szkół publicznych. Polegały one w szczególności na: niedostosowaniu liczby pracowników w kuratoriach, w tym zatrud nionych na stanowiskach wymagających kwalifikacji pedagogicznych, niedostosowaniu regulaminu organizacyjnego kuratorium do wymogów rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie organizacji kuratoriów oświaty oraz zasad tworzenia ich delegatur, niewywiązaniu się dyrektorów z obowiązku realizacji przyjętego na dany rok szkolny planu nadzoru pedagogicznego, naruszeniu przepisów prawnych, przez dyrektorów przy prowadzeniu dokumentacji przebiegu nauczania oraz działalności wychowawczej i opiekuńczej, zaniechaniu, przez dyrektorów realizacji obowiązku przedstawiania radzie pedagogicznej nie rzadziej niż dwa razy w ciągu roku szkolnego ogólnych wniosków wynikających ze sprawowanego nadzoru pedagogicznego i informacji o działalności szkoły, niedotrzymaniu przez dyrektorów terminu przedstawienia radzie pedagogicznej planu nadzoru pedagogicznego na dany rok szkolny, niezapewnieniu, przez dyrektorów bezpiecznych i higienicznych warunków pobytu uczniów i nauczycieli w szkole, niezgodności statutu szkoły z zapisami ramowego statutu szkoły publicznej, zatrudnieniu nauczycieli bez wymaganych kwalifikacji. ZNP konsekwentny w obronie publicznej oświaty Pogłębiający się proces niekontrolowanej prywatyzacji oświaty publicznej oraz bezczynność organów władzy publicznej (Ministra Edukacji Narodowej, Ministra Administracji i Cyfryzacji, wojewodów, kuratorów oświaty), które pozostają bierne wobec tego zjawiska i konsekwentnie odmawiają podejmowania działań zmierzających do egzekwowania od organów samorządu terytorialnego obowiązku prowadzenia szkół publicznych zmusił ZG ZNP do złożenia wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie niekonstytucyjności zakładania, prowadzenia i przejmowania publicznych szkół przez podmioty prywatne. Prezydium ZG ZNP uchwałą z dnia 11 marca 2013 r. podjęło decyzję o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie zgodności z Konstytucją RP art. 5 ust. 5g i art. 58 ust. 3 ustawy o systemie oświaty. W ocenie ZNP art. 5 ust. 5g i art. 58 ust. 3 ustawy o systemie oświaty naruszają Konstytucję RP w zakresie w jakim umożliwiają prowadzenie szkół publicznych przez podmioty prywatne, co stanowi pogwałcenie konstytucyjnych obowiązków władz publicznych w zakresie zagwarantowania równego dostępu do oświaty publicznej. Zdaniem ZNP normy art. 5 ust. 5g i art. 58 ust. 3 ustawy o systemie oświaty są niezgodne z art. 2, art. 7, art. 65 ust. 1 i art. 70 ust. 1, 3 i 4 Konstytucji RP. Zaskarżone przepisy pozostają więc w sprzeczności z zasadą praworządności (zasadą zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa), zasadą legalizmu i względnej swobody ustawodawcy w kształtowaniu prawa, zasadą równego i powszechnego prawa do bezpłatnej oświaty (prawo do nauki) oraz zasadą prawa do wykonywania zawodu i wyboru miejsca pracy (wolność pracy). Wniosek opiera się o zarzut naruszenia art. 70 Konstytucji RP - z której wynika podział na oświatę publiczną państwową i niepubliczną - prywatną. Zdaniem ZNP szkołą publiczną w rozumieniu art. 70 Konstytucji RP jest tylko i wyłącznie szkoła państwowa, a więc szkoła prowadzona przez jednostkę samorządu terytorialnego lub ministra, w odróżnieniu od szkoły niepublicznej, prowadzonej przez podmioty prywatne. Celem wniosku jest stwierdzenie nieważności ww. norm ustawowych w związku z naruszeniem zasad konstytucyjnych i tym samym uniemożliwienie podmiotom prywatnym zakładania, przejmowania i prowadzenia szkół publicznych, zaś jednostkom samorządu terytorialnego wyzbywania się obowiązku prowadzenia szkół publicznych. 17 czerwca 2013 GŁOS LUBIŃSKI 5 Działania szkolne w ramach Projektu „Modernizacja kształcenia zawodowego na Dolnym Śląsku II” Bogusława Zygman – bibliotekarz ZSP w Lubinie W Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Lubinie, która mieści się przy ul . M. Skłodowskiej-Curie 72 realizowane są zajęcia w ramach projektu „ Modernizacja kształcenia zawodowego na Dolnym Śląsku II”. Zajęcia współfinansowane są ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Celem zajęć jest podniesienie atrakcyjności i jakości szkolnictwa zawodowego. Uczniowie Technikum: technik optyk i technik ortopeda oraz Szkoły Policealnej biorą udział w: dodatkowych zajęciach pozalekcyjnych i pozaszkolnych ukierunkowanych na rozwój kompetencji kluczowych (język angielski zawodowy, „I Ty możesz zostać oratorem” – język polski, „Z matematyką za” Pan Brat” , Język angielski zawodowy w ochronie zdrowia i ratownictwie medycznym, język migowy) dodatkowych zajęciach dydaktyczno – wyrównawczych ( Matema- tyka w praktyce, Czytanie tekstów ze zrozumieniem treści - język niemiecki, język angielski, Specjalistyczne ratownictwo medyczne, Stany zagrożenia życia, Manewry ratownictwa medycznego), doradztwie i opiece psychologiczno-pedagogicznej, kursach, wycieczkach zawo- doznawczych. W ramach wycieczek zawodoznawczych uczniowie klasy 1 Technikum w zawodzie technik ortopeda w dniu 29 listopada 2012 odbyli wycieczkę do kopalni granitu „Grabinex” w Strzegomiu. Dyrektor zakładu oprowadził wycieczkę po kamieniołomie. Opowiedział w bardzo przystępny sposób jak zakładane są ładunki wybuchowe i jak oddziela się poszczególne, kilkutonowe granitowe głazy. Następnie wszyscy zeszli w głąb wyrobiska i z bliska oglądali jak zakładane są ładunki. Przez 2 godziny obserwowali jak powstaje kostka granitowa, chodniki, ozdobne obeliski. Słuchacze szkoły policealnej Ratownik Medyczny odbyli wycieczkę do Katedry Zakładu Anatomii i Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Była to wycieczka w celu poznania anatomii człowieka. Słuchacze zwiedzili muzeum w/ w Zakładu. Muzeum zawiera gabloty pełne kości czaszek, ludzkich szkieletów. Oprócz tego znajdują się tam też tkanki miękkie narządów głowy i szyi, klatki piersiowej, jamy brzusznej. Największe zainteresowanie wzbudziły ludzkie płody na różnych etapach rozwoju oraz zniekształceń. Niestety słuchacze nie mogli zobaczyć prosektorium, czym wszyscy byli ogromnie zawiedzeni. Dnia 4 grudnia uczniowie kl. I Technikum w zawodzie technik optyk wzięli udział w wycieczce do Zawiercia. Celem wycieczki było zwiedzenie Huty Szkła w Zawierciu. Uczniowie zapoznali się z historią zakładu, który prowadzi produkcję szkła nieprzerwanie od 1884 roku. Zwiedzając zakład uczniowie zgłębili tajniki topienia i formowania szkła oraz zdobienia i polerowania – nadającego wyrobom niepowtarzalny kształt i blask. Każdy może z bliska zobaczyć surowce, z których wytapia się szkło oraz narzędzia, jakie stosowane są przy ręcznym formowaniu (dmuchaniu) wyrobów, jak i przyjrzeć się procesowi ręcznego zdobienia wyrobów kryształowych. Cały proces zwiedzania odbywa się podczas normalnej pracy zakładu i bieżącej produkcji wyrobów kryształowych. W ramach kursów na terenie szkoły odbył się Kurs pomocy przedmedycznej „BLS -AED” W kursie, który odbył się w dniach 7 i 8 i 15 grudnia 2012 r. wzięli udział uczniowie Technikum i Szkoły Policealnej Ratownik Medyczny. Uczestnicy kursu otrzymali certyfikaty i zaświadczenia potwierdzające ich kwalifikacje do udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. W ramach projektu „Modernizacja kształcenia zawodowego na Dolnym Śląsku II” uczniowie szkoły zwiększyli swoją motywację do podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Pokoloruj rolnika, czyli o stanie polskiej edukacji W ostatnim czasie ukazało się sporo wypowiedzi na temat jakości edukacji w Polsce. Niektóre opatrzone ostrym tytułem, który już na wstępie zdradza prezentowane w tekście stanowisko. Chciałoby się powiedzieć: nareszcie. Już najwyższy czas poddać ocenie niezliczone reformy, nieudane eksperymenty i ratować polską szkołę i jej uczniów. Jakości kształcenia poświęcimy numer powakacyjny, kiedy będą znane wyniki tegorocznego egzaminu maturalnego, a na razie przytoczymy anegdotę, która otwiera rozmowę Rafała Drzewieckiego z Bogusławem Śliwierskim (przewodniczącym Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN) w kwietniowym numerze czasopisma Dziennik Gazeta Prawna: Zna pan taki dowcip? Zadanie z matematyki w latach 70. Rolnik miał 3,5 hektara pola, z hektara zebrał 40 kwintali pszenicy. Za kwintal dostanie w skupie 90 zł. Ile po sprzedaży wszystkich plonów zarobi rolnik? Zadanie z lat 90. Rolnik miał 3 hektary. Z jednego zebrał 40 kwintali pszenicy, wartej 3,6 tys. zł. Ile zarobi w sumie rolnik? 2000 r. – jeśli rolnik zasieje pszenicę, zarobi 10 tys. zł, jeśli kukurydzę 9 tys. Co się bardziej mu opłaca? Zadanie z 2013 r. Jeśli rolnik zrezygnuje z uprawy, z unijnej dotacji otrzyma 11 tys. zł. Opisz korzyści unijnego programu rolnego. Znam wersję z jeszcze lepszym ostatnim zadaniem: Pokoloruj rolnika. GŁOS LUBIŃSKI – lokalny dwumiesięcznik oświatowy Zarządu Oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego w Lubinie Adres redakcji: Zarząd Oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego, ul. Kościuszki 9, 59-300 Lubin Redakcja: Beata Goldszajdt – redaktor naczelna , Krystyna Drexler-Wawrzyniak, Antonina Słota, Mariusz Grablewski, Arkadiusz Tomczuk, kontakt z redakcją: tel./fax: 76 841 20 70, e-mail: [email protected] 6 GŁOS LUBIŃSKI 17 czerwca 2013 O szkolnym sobiepaństwie słów kilka Sprawując funkcję dyrektora chciałbym przestrzegać zasady otwartej komunikacja i dobrej współpracy między pracownikami. Pozytywną atmosferę pracy osiągać poprzez przestrzeganie procedur i zasad etyki, dbać o właściwe relacje między podmiotami życia szkolnego. W zakresie nagradzania, wymierzania kary i przydzielania obowiązków wszystkich traktować na równi, z uwzględnieniem specyfiki wykonywanych zajęć, aby każdy pracownik czuł się akceptowany i potrzebny, a jego praca doceniona... Prowadząc nadzór pedagogiczny będę się kierował zasadami: jawności wymagań i sposobów kontroli, obiektywizmu, współdziałania nadzorującego z nadzorowanym, wyzwalania samodzielności i aktywności... Chciałbym też kilka uwag poświęcić własnej wizji dyrektora. Dobrego dyrektora placówki winny wyróżniać następujące cechy: komunikatywny, sprawiedliwy, konsekwentny w działaniu, zdyscyplinowany, stanowczy, operatywny, otwarty na nowości, posiadający umiejętność szybkiego podejmowania decyzji, dostępny, opanowany, uprzejmy, potrafiący stawiać interesy ogółu nad własnymi, zainteresowany sprawami kierowanego zespołu... Pewnie naszych czytelników zaintrygował powyższy tekst. Zastanawiają się, cóż to za zbiór pobożnych życzeń. Spieszę wyjaśnić. To są deklaracje, jakie składają kandydaci na dyrektorów szkół przed komisjami konkursowymi prezentując tak zwaną koncepcję pracy. Aż trudno w to uwierzyć, bo codzienna rzeczywistość jest bardzo daleka od „zamierzonego wzorca”. Zamierzony wzorzec został ujęty w cudzysłów, bo mam wrażenie, że sami kandydaci nie traktują go poważnie. Po prostu mówią to, co w ich mniemaniu komisja chce usłyszeć i co pomoże zdobyć wymarzony dyrektorski fotel. Potwierdzenie tej tezy znajduję obserwując codzienne praktyki wielu dyrektorów szkół w naszym lokalnym środowisku. Styl, w jakim sprawują swą funkcję, upoważnia do postawienia jeszcze dalej idącej tezy, że nie poczucie misji dydaktyczno-wychowawczych stanowi motywację do objęcia stanowiska dyrektora, lecz chęć realizacji osobistych ambicji, w tym satysfakcja z posiadanej władzy. Materiał do niniejszego artykułu pochodzi z mediów, wokand sądowych, skarg kierowanych do kuratorium oświaty i związków zawodowych oraz oczywiście z autopsji. W jednym z ostatnich numerów Głosu Lubińskiego prosiliśmy czytelników o zgłaszanie przypadków niewłaściwych praktyk szkolnych w relacjach między pracownikami i kierownictwem placówek. Przyznam, że nie spodziewaliśmy się tak dużego odzewu. Nauczyciele informowali nas o arogancji przełożonych, łamaniu praw pracowniczych oraz wykorzystywaniu władzy do osobistych celów. W niniejszym tekście chcemy zwrócić uwagę na pewne zjawiska zgodnie z prasowym prawem do krytyki negatywnych zjawisk społecznych bez wskazywania konkretnych osób. W indywidualnych sprawach powinny zostać wszczęte procedury prawne. Choć warto zrobić zastrzeżenie, że prawo nie reguluje wszystkiego, właściwe relacje międzyludzkie to kwestia kultury, dobrych obyczajów i poszanowania drugiego człowieka, a nie ustaw i paragrafów. Sprawa jest poważna, skoro wydarzenia w lubińskiej oświacie zajmują uwagę ogólnopolskich mediów, a rodzice piszą skargi do rzecznika praw dziecka. Choć lizanie dyrektorskich kolan lub atak nożem są bulwersujące i spektakularne, to jednak zdarzenia (na szczęście) jednostkowe. Tymczasem za sprawą postępków relatywnie mniejszej wagi, ale występujących na co dzień w szkolnej praktyce, można się poczuć jak w dramacie Mrożka lub powieści Gombrowicza – groteskowo - czyli i śmiesznie, i strasznie. Klimat pracy i relacje międzyludzkie w dużej mierze zależą od dyrektora szkoły, zatem spróbujmy spojrzeć, jak sprawują swe funkcje. Grzech pierwszy, żeby nie powiedzieć pierworodny, to przekonanie o sobie samym i zajmowanej w szkole pozycji. Wielu dyrektorów szkołę traktuje jak prywatny folwark i tak nią zarządza. Chcą rządzić samodzielnie i decydować o wszystkim. Szkolna praktyka pokazuje, że nawet kompetencje rady pedagogicznej bywają ograniczane w myśl zasady: niech nauczyciele siedzą cicho i posłusznie głosują. W innych sprawach najczęściej działa klucz - „znajomi królika”. W ten sposób przyznawane są nagrody, dodatki motywacyjne, zatrudniani są pracownicy, a dla niektórych nawet przeprowadza się specjalne remonty, aby wybrańcowi losu zapewnić służbowe mieszkanie w szkole, choć inni, z którymi pracodawca nie obszedł się tak troskliwie, dojeżdżają do pracy lub wynajmują lokum na mieście. Nierówne traktowanie pracowników, to częste zjawisko. W jednej ze szkół dyrektor zatrudnił na godziny dwie nauczycielki, obie uczyły w klasie maturalnej, ale jedna miała umowę do końca kwietnia - kiedy maturzyści kończyli rok szkolny, ona kończyła pracę w szkole. Druga otrzymała umowę do końca sierpnia, więc pobierała pensję także przez miesiące, w których nie pracowała. Dlaczego? Odpowiedź pozostawiam domyślnym czytelnikom. A ocenę gospodarności owego dyrektora organowi prowadzącemu. Brak pracy na lokalnym rynku lub konieczność zwolnienia samotnej matki z trójką dzieci, nie stanowi przeszkody dla dyrektora, gdy zechce zatrudnić nawet już emerytowanych pracowników spoza naszego terenu, którzy, wbrew zapewnieniom, wcale nie wyróżniają się posiadanymi kwalifikacjami. Podobna sytuacja dotyczy zatrudniania na godziny znajomych z dawnej szkoły kosztem swoich własnych pracowników, zwłaszcza, gdy się dodatkowo wyposaża taką osobę w przywilej nieuczestniczenia w radach pedagogicznych. Bezwzględność i brak empatii to częste cechy naszych dyrektorów. Nie robią na nich wrażenia szlachetne gesty, gdy koledzy chcą oddać godziny, by ocalić etat nauczyciela, któremu grozi utrata pracy. Wręcz przeciwnie, łamią solidarność pracowników, grożąc, że oddane godziny i tak otrzyma ktoś inny. Czyżby stosowali starą zasadę – dziel i rządź? Skłóconym gronem łatwiej zarządzać, dlatego też znane są przypadki wykorzystywania przez dyrektorów osobistych animozji i konfliktów między nauczycielami. Jeden z dyrektorów w sprawie sądowej posłużył się treścią rozmowy toczonej w pokoju nauczycielskim między pracownikami, inny wykorzystał prywatną wymianę zdań, do której doszło w przerwie rady pedagogicznej, a sporządzoną w tej sprawie notatkę służbową wykorzystał przeciw nauczycielowi. Takie zachowania mają znamiona intryg i raczej nie licują z obliczem dyrektora dbającego o zasady etyki zawodowej. Ale cóż znaczą zasady etyki, gdy walczy się o stanowisko dyrektora. Wtedy na wagę złota jest każdy głos, nie tylko w komisji konkursowej, ale nawet na radzie pedagogicznej, która wybiera swojego przedstawiciela do owej komisji. Wtedy wzywa się wszystkich, nawet tych, którzy wcześniej nigdy na radach nie bywali. Oczywiście na wezwanie odpowiadają pozytywnie, żeby wypełnić zobowiązania wobec pracodawcy, który obiecał godziny, jeśli ponownie zostanie dyrektorem. Może już czas postawić retoryczne pytanie, czym się kieruje taki dyrektor? dobrem szkoły? nauczycieli? Czy może ma jakieś własne cele? Sytuację przyznawania nagród, dodatków, nadgodzin, kolejnego wychowawstwa dobrze określiła Pani Prezes ZNP na zebraniu w jednej ze szkół – jest to po prostu rodzaj korupcji. Jednak nie wszystkie przypadki podlegają tak łatwej i oczywistej ocenie. Bywają sytuacje bardziej wyrafinowane, nie mniej jednak budzące wątpliwości prawne i moralne. Jak ocenić przypadek, gdy dyrektor realizujący zadania w ramach umowy–zlecenia z zewnętrznym podmiotem zleca ich wykonanie etatowemu pracownikowi szkoły, który z tym zewnętrznym podmiotem nie ma żadnej umowy? Mówiąc wprost – ów pracownik wykonuje zadania nie należące do jego obowiązków służbowych, pracuje dla innego podmiotu niż szkoła, a jest opłacany w ramach pracy etatowej w szkole. Jest jakby podwykonawcą dla dyrektora, ale dyrektor płaci mu pieniędzmi szkolnymi. Czy jest to przywilej korzystania z władzy? Innym przykładem jest przyzwolenie dla siebie samego i wybranych nauczycieli do podróżowania po Europie w czasie roku szkolnego. Gdy jedni mozolnie realizują program nauczania „przy tablicy”, inni, widocznie stworzeni do wyższych celów, bywają w ciekawych zakątkach naszego globu w ramach tzw. projektów. Takie wyjazdy, przeznaczone dla wąskiej grupy osób, wciąż tej samej, nie są zatwierdzane przez radę pedagogiczną, a ich pozytywne skutki 17 czerwca 2013 GŁOS LUBIŃSKI dla szkoły i uczniów nie są znane. Niektórzy dyrektorzy tak są łakomi władzy, że przyznają sobie dodatkowe kompetencje i chcą w szkole decydować dosłownie o wszystkim. Znany jest przykład, że kierujący szkołą chciał wpływać na wybór i pracę społecznego inspektora pracy, choć to zadanie dla związków zawodowych, do innego, przewodniczący komisji egzaminacyjnej udawali się na konsultacje dotyczące ocen dla egzaminowanych abiturientów. Dyrektor tak zachłyśnięty posiadaną władzą, chyba nawet nie zdaje sobie sprawy, że taka sytuacja może stawiać go w niekorzystnym świetle. Uważano, że w poprzednim systemie nadmierna unifikacja ograniczała szkołę, dlatego walczono o jej autonomię. Czy jednak o taką autonomię chodziło, czy swoboda dyrektora w podejmowaniu decyzji nie zamieniła się w samowolę? Z autonomii potrafią korzystać tylko ci, którzy nie zapominają, do czego zostali powołani, jakie cele mają realizować. Ci, którzy bycie dyrektorem traktują jako cel sam w sobie, błądzą i nadużywają władzy. Przykładem jest dyrektor, który ocenę nauczyciela wykorzystał, żeby wziąć odwet za to, że ten nie pomagał mu w zdobyciu władzy na drugą kadencję. W opisowej części oceny poświadczył nieprawdę i zniesławił nauczyciela. Inna pani dyrektor odreagowała własne frustracje nie przyznając żadnemu z pracowników dodatku motywacyjnego. Sama go nie dostała, widocznie za złe zarządzanie, to postanowiła ukarać wszystkich swoich pracowników. Obecna sytuacja nie jest korzystna dla pedagogów, niż demograficzny spowodował, że o pracę w szkole jest trudno, więc kto ją ma, nie chce się narażać na konflikt z pracodawcą, bo boi się zwolnienia. Zaś brak reakcji na niewłaściwe praktyki daje zwierzchnikom poczucie bezkarności, rozzuchwala i jest źródłem kolejnego grzechu władzy – arogancji. Aż trudno uwierzyć, że dyrektor placówki oświatowej może podrzeć pismo skierowane do niego, podnosić głos na pracownika, demonstracyjnie nie kłaniać się, okazywać negatywne emocje, wreszcie wypowiadać takie oto zdania: nażarła się w święta, to się jej nie chce do pracy przychodzić lub nie chcę pani widzieć w mojej szkole. To ostatnie zdanie potwierdza tezę wstępną dotyczącą prywatnego folwarku. A gdy arogancja łączy się z pychą, powstaje niesmaczna mieszanka – wizerunek dyrektora mówiącego o sobie przy użyciu liczby mnogiej, który demonstruje święte oburzenie, że nauczyciel ośmielił się przed sądem dochodzić swych praw: pozwała nas. Warto przypomnieć, że między wzniosłością, a śmiesznością jest cieniutka granica. Czy nie bywa przekraczana, gdy szkolna impreza dla uczniów zamienia się w spotkanie celebrytów – z licznym gronem gości, mediami i cateringiem? Oczywiście catering nie jest przeznaczony dla uczniów, którzy w tej sytuacji stanowią jedynie tło wydarzeń. Z pychy i arogancji wynika kolejna przywara – lekceważenie – zarówno ludzi, jak i obowiązków. Za ilustrację niech posłuży dyrektor, który nie uczestniczył w zakończeniu roku szkolnego maturzystów. Ukończenie szkoły średniej to ważny etap w życiu młodych ludzi, dlatego zgodnie z tradycją towarzyszy mu odpowiednia oprawa, która ma swój walor wychowawczy - podkreśla trud pracy nauczycieli, sukcesy szkoły i uczniów, radość rodziców - szkoda, że „pierwszy nauczyciel” placówki nie podziela tego poglądu. Część opisanych sytuacji dotyczy stylu sprawowania władzy, stylu, który wprawdzie podlega ocenie etycznej i społecznej, ale nie zawsze prawnej. Jakie paragrafy zastosować wobec dyrektora, który wymaga od podwładnego podpisania oświadczenia, że nie będzie buntował przeciw niemu nauczycieli? Postawić mu zarzut przekroczenia uprawnień, czy zarzucić brak zdrowego rozsądku polegający na myśleniu życzeniowym? Jaka jest wartość takiego oświadczenia? Jak dyrektor zamierza sprawdzić jego skuteczność? Jakie konsekwencje chce wyciągnąć w razie niedotrzymania słowa? I wreszcie, co uzna za buntowanie? Zastanawiające, skąd się biorą takie dziwaczne pomysły? Z sentymentu do minionego systemu czy z kompleksów? Szef, który ima się takich metod, obnaża własną słabość i zasługuje na politowanie. Słabość, to kolejna negatywna cecha władzy, która występuje w różnych odmianach. Może oznaczać słabość charakteru - zmienność, nadmierną emocjonalność, uleganie wpływom lub też po prostu słabość kompetencji, nieumiejętność zarządzania instytucją i ludźmi, brak profesjonalizmu. Może być to szczególnie dotkliwe dla nauczyciela, który podlega ocenie. Zdarzają się dyrektorzy, którzy nie tylko nie potrafią być obiektywni, ale też łamią procedury dotyczące oceny 7 podwładnego. Znany jest przypadek, gdy dyrektor nie zastosował się do Rozporządzenia MEN w sprawie kryteriów i trybu dokonywania oceny nauczyciela. Nie uwzględnił wszystkich kryteriów oceny pracy, nie zapoznał nauczyciela z jej projektem, ocenę przekazał zainteresowanej przez kadrową, zamiast osobiście. Nie raczył nawet zastosować wewnątrzszkolnej procedury oceny pracy nauczyciela, którą sam wprowadził. To jaskrawy przykład łamania prawa oświatowego, niestety nie jedyny. Jeśli zwierzchnik chce dokuczyć pracownikowi, zawsze znajdzie na to sposób, nawet bezprawny. Jak choćby odbierając dodatek za wychowawstwo, rzekomo z powodu zaniedbania obowiązków. Po pierwsze, w tym wypadku, nauczyciel nie mógł wykonać obowiązków, bo był na zwolnieniu lekarskim, po drugie, dodatek ten należy z racji pełnionej funkcji wychowawcy i nie można go odebrać. Można co najwyżej odebrać wychowawstwo klasy. Czy dyrektor jest tak butny, że sądzi, że prawo go nie obowiązuje, czy tak słaby, że musi podkreślać swoją władzę, a może tak niekompetentny, że nie zna obowiązujących przepisów? Na wiele z postawionych pytań, trudno znaleźć odpowiedź. Podobnie jak trudno pomieścić w niniejszym tekście wszystkie przypadki, o których redakcja została poinformowania. Może jednak na tym poprzestaniemy, żeby nadmiernie nie epatować czytelników, zwłaszcza, że przecież nie wszyscy dyrektorzy w tak naganny sposób pełnią swą funkcję. Znamy także dyrektorów, którzy są wspaniałymi nauczycielami, wychowawcami i dbają o przyjazny klimat w swoich placówkach. Niestety świat jest niesprawiedliwy, bo częściej skupia uwagę na złu. A może należy wyciągnąć bardziej optymistyczny wniosek – jednak to dobro uważamy za normę, więc właściwe postawy uważamy za naturalne i nie poddajemy ich analizie. W każdym razie, nie wszyscy dyrektorzy muszą się czuć bohaterami niniejszego artykułu i to jest pozytywna informacja. A ci, którzy się czują jego bohaterami, niech zweryfikują swoje postępowanie. KMD Postscriptum Ośrodek Rozwoju Edukacji - agenda podległa Ministerstwu Edukacji - wystawił bardzo niepochlebną opinię dyrektorom polskich szkół. Sprawę tę opisywał Dziennik Gazeta Prawna. Główne zarzuty dotyczą niewłaściwego stylu zarządzania, hamowania reform oświatowych, pełnienia funkcji w szkole, w której wcześniej pracowali jako nauczyciele, co powoduje brak dystansu, zbyt długie zajmowanie stanowiska, wreszcie nadmiar niesformalizowanych relacji między organem prowadzącym, zwłaszcza w małych ośrodkach. Ośrodek Rozwoju Edukacji proponuje zmiany, które miałyby poprawić sytuację. Propozycje ORE zainicjowały dyskusję, w którą włączyły się inne podmioty, między innymi MEN, ale także związki zawodowe i oczywiście sami zainteresowani. Nowe propozycje dotyczą zmian w składzie komisji konkursowej, ograniczenia liczby kadencji dyrektorskich, zakaz pełnienia funkcji w „swojej” szkole, zawieszenie przywilejów KN na czas bycia dyrektorem, obowiązek odbywania specjalnego dwuetapowego szkolenia – teoretycznego i praktycznego, wreszcie tworzenia grupy szkół zarządzanych przez inspektora oświaty. Do tego ostatniego rozwiązania, podobno nie potrzeba nawet zmian w prawie. I prawdę mówiąc, może dla szkoły, dla uczniów, procesu edukacyjnego byłoby korzystne odciążenie dyrektora od nadzoru menedżerskiego, wtedy całą uwagę mógłby skupić na dydaktyce i wychowaniu, bo w końcu na tym polega misja szkoły. Ale wtedy stanowisko dyrektora byłoby zbędne, wystarczyłby przewodniczący rady pedagogicznej, odpowiedzialny przede wszystkim za wyniki nauczania. To całkiem zdrowa sytuacja. Panowie samorządowcy, ile można by zaoszczędzić na wypasionych pensjach, dodatkach motywacyjnych i funkcyjnych, nagrodach przyznawanych za sam fakt sprawowania funkcji? Rozważcie, zwłaszcza wobec tych, którzy się na to stanowisko zwyczajnie nie nadają. RGL GŁOS LUBIŃSKI 8 17 czerwca 2013 Biologia, fizyka, a może chemia? Czyli pierwszoklasista przed trudną decyzją. Skutki kolejnej reformy oświatowej. Od 1 września 2012 r. - zatem od bieżącego roku szkolnego - kolejny etap wdrażania nowej podstawy programowej kształcenia ogólnego objął szkoły ponadgimnazjalne - zasadnicze szkoły zawodowe, licea ogólnokształcące i technika. Dla samych uczniów zmiany będą szczególnie odczuwalne po wakacjach, gdy będą musieli decydować o wyborze profilu kształcenia. Choć do końca nie jest jasne, czy wybiera uczeń, czy tak naprawdę wybiera za niego szkoła. Aby powakacyjna rzeczywistość nie była zaskoczeniem, warto przypomnieć zasady organizacyjne kolejnej reformy. Wprowadzone zmiany to: inna niż dotychczasowa konstrukcja ramowego planu nauczania: w miejsce tygodniowego wymiaru godzin w cyklu kształcenia na poszczególne obowiązkowe zajęcia edukacyjne zostały określone minimalne liczby godzin przeznaczone na te zajęcia w całym cyklu kształcenia; określenie tygodniowego obowiązkowego wymiaru obowiązkowych zajęć edukacyjnych w poszczególnych klasach poszczególnych typów szkół; określenie minimalnych liczb godzin w cyklu kształcenia na kształcenie zawodowe teoretyczne i kształcenie zawodowe praktyczne; na nowo zdefiniowane godziny do dyspozycji dyrektora szkoły; nieuwzględnienie wymiaru godzin na zajęcia religii/etyki i na nauczanie języka mniejszości narodowych, etnicznych lub języka regionalnego - wymiar godzin na te zajęcia będzie określony w odpowiednich rozporządzeniach; określenie liczby godzin na zajęcia rewalidacyjne dla ucznia nie- pełnosprawnego w oddziale ogólnodostępnym i integracyjnym (2godziny tygodniowo). Rozporządzenie wprowadza zasadnicze zmiany w ramowych planach nauczania dla szkół ponadgimnazjalnych. Zgodnie z nową podstawą programową w tych typach szkół (z wyjątkiem zasadniczej szkoły zawodowej i szkoły policealnej) przedmioty obowiązkowe mogą być nauczane w zakresie podstawowym lub w zakresie rozszerzonym: 1) tylko w zakresie podstawowym - przedmioty: wiedza o kulturze, podstawy przedsiębiorczości, wychowanie fizyczne i edukacja dla bezpieczeństwa; 2) w zakresie podstawowym i w zakresie rozszerzonym: a) język polski, język obcy nowożytny, język mniejszości narodowej lub etnicznej, język regionalny, matematyka; uczeń realizuje zakres podstawowy albo zakres rozszerzony (wymagania szczegółowe dla zakresu rozszerzonego obejmują także wszystkie wymagania szczegółowe dla zakresu podstawowego); b) historia, wiedza o społeczeństwie, geografia, biologia, chemia, fizyka, informatyka; uczeń obowiązkowo realizuje zakres podstawowy (zakres rozszerzony stanowi kontynuację nauczania danego przedmiotu w zakresie podstawowym). 3) tylko w zakresie rozszerzonym: historia muzyki, historia sztuki, język łaciński i kultura antyczna, filozofia. Szkoła ma obowiązek zadbać o wszechstronny rozwój każdego ucznia i dlatego dla uczniów, którzy wybiorą kształcenie w zakresie rozszerzonym z przedmiotów matematyczno-przyrodniczych, został przewidziany dodatkowy przedmiot uzupełniający historia i społeczeństwo, którego realizacja ma za zadanie poszerzyć wiedzę uczniów w zakresie nauk humanistycznych oraz ukształtować w nich postawy obywatelskie. Natomiast dla uczniów, którzy wybiorą kształcenie w zakresie rozszerzonym z przedmiotów humanistycznych został przewidziany dodatkowy przedmiot uzupełniający przyroda, którego realizacja ma za zadanie poszerzyć ich wiedzę w zakresie nauk matematycznoprzyrodniczych. Na gruncie nowej podstawy programowej kształcenia ogólnego przyjęto zasadę, że obowiązkowe przedmioty ogólnokształcące ujęte w podstawie programowej w zakresie podstawowym (z wyjątkiem języka polskiego, języka obcego nowożytnego, języka mniejszości narodowej lub etnicznej, języka regionalnego, matematyki i wychowania fizycznego) będą realizowanie w klasie I liceum ogólnokształcącego (a w liceum ogólnokształcącym dla dorosłych - w dwóch pierwszych semestrach) lub w klasach I i II technikum. Kierując się wymienionymi wyżej ustaleniami zawartymi w nowej podstawie programowej kształcenia ogólnego przyjęto następujące rozwiązania w odniesieniu do poszczególnych typów szkół: W liceum ogólnokształcącym uczeń będzie miał obowiązek wyboru od 2 do 4 przedmiotów, a słuchacz liceum ogólnokształcącego - 2 przedmiotów, spośród proponowanych przez szkołę przedmiotów ujętych w podstawie programowej w zakresie rozszerzonym, przy czym co najmniej jednym z tych przedmiotów musi być: historia, biologia, geografia, fizyka lub chemia. Uczeń (słuchacz), który nie będzie realizował w zakresie rozszerzonym historii, będzie obowiązany realizować przedmiot uzupełniający historia i społeczeństwo. Uczeń (słuchacz), który nie będzie realizował w zakresie rozszerzonym jednego z następujących przedmiotów: biologia, chemia, fizyka lub geografia, będzie obowiązany realizować przedmiot uzupełniający przyroda. W technikum uczeń będzie miał obowiązek wyboru 2 przedmiotów, spośród proponowanych przez szkołę przedmiotów ujętych w podstawie programowej w zakresie rozszerzonym, związanych z kształceniem w określonym zawodzie. Jednym z tych przedmiotów musi być: matematyka, biologia, geografia, fizyka lub chemia. Uczeń technikum będzie obowiązany w zdecydowanej większości przypadków realizować przedmiot uzupełniający historia i społeczeństwo. Zamiast komentarza, ku refleksji... Zespół Szkół w Chróstniku - rok 2008 Pozostałość po budynku Zespołu Szkół w Chróstniku - rok 2013