Nr 11 (84) LISTOPAD 2016

Transkrypt

Nr 11 (84) LISTOPAD 2016
Nr 11 (84)
LISTOPAD 2016
Nuras.info 11/2016
Od Redakcji
I znów się zaczęło… Jak co roku, gdy ciemność szczelnie okrywa widoki za oknem zanim jeszcze
zdążymy wyjść z pracy, kiedy parasole stają się obowiązkowym elementem naszego wyposażenia, nagle wszelkie dostępne środki medialnego przekazu bombardują nas milionami porad, w jaki sposób
najlepiej przetrwać jesiennie słoty i nie wpaść w melancholię obser wując krople deszczu nieustannie
cieknące po szybach.
Metod jest wiele, włączając w to oczywiście te najbardziej sprawdzone, stosowane od pokoleń, zalecane przez babcie, dobre dusze naszych rodzin. My jednak wiemy, że nie ma lepszej terapii niż aktywność fizyczna. Przecież nic tak nie przegania podstępnej jesiennej chandry jak ciekawe nurkowanie
w doborowym towarzystwie, prawda?
Zatem wszystkim, którzy odczuwają spadek energii, przygnębienie lub wpadają w minorowe nastroje bezmyślnie obracając w dłoniach piloty od telewizorów, bezwzględnie zalecamy dużą porcję nurkowania! Lek dostępny jest bez recepty. Dawkowanie – ilość, czas i miejsce należy dostosować
indywidualnie uwzględniając wiek, ogólny stan zdrowia, posiadane umiejętności, sprzęt i przewidziany
budżet. Interakcje – nie stosować w połączeniu z alkoholem, środkami odurzającymi, bezmyślnością i
brawurą. Działania niepożądane – brak zarejestrowanych danych.
Mamy nadzieję, że kończąc lekturę najnowszego numeru Nuras.info, odejdziecie od monitorów, aby
sprawdzić czy wszystko macie gotowe na jutrzejsze nurkowanie. Do zobaczenia pod wodą!
Spis treści
M jak Madera
4
Wenezuela
18
Islandia
32
Pierwsza wizyta
Umberto Pelizzariego w Polsce
50
Egipt z niepełnosprawnością
58
Gospodska jaskinia
64
IV Mazurska Mila Nocą
76
Wraki i jaskinie...
80
Zmarł Enzo Maiorca
98
Strugalski o bezpieczeństwie nurkowania 100
Wraki Bałtyku
102
Jezioro tajemnic
108
Redakcja
Nuras.info redaguje: Dariusz Smosarski [email protected], współpracują: Miłosz Dąbrowski, Agata Isajew, Michał Winek, Rudi
Stankiewicz, Anna Sołoducha, Radosław Bizoń, Grzegorz Zieliński; Skład komputerowy i łamanie: Studio AVALON – Olsztyn
Za treść artykułów odpowiadają autorzy. Redakcja zastrzega sobie prawo adiustacji i skracania tekstów oraz zmiany tytułów. Nie
ponosimy odpowiedzialności za treść ogłoszeń. Przedruki i kopiowanie wyłącznie za zgodą zespołu redakcyjnego. Wszelkie prawa
zastrzeżone. Publikacja reklamy i tekstów sponsorowanych niekoniecznie oznacza poparcie dla produktu, firmy czy usługi.
Artykuły i zdjęcia można przesyłać przez naszą stronę www.nuras.info
Zdjęcie okładki: Dominik Graczyk
Nadsyłając materiały, celem zamieszczenia w wydawnictwie Nuras.info autor oświadcza, że zapoznał się
z regulaminem zamieszczonym na www.nuras.info i go akceptuje.
2
Nuras.info 11/2016
M jak Madera
czyli jesienna pogoń za słońcem!
Maderę pokochaliśmy będąc tam po raz pierwszy w listopadzie 2013 roku. Malutka wyspa ,około 741km2, na Oceanie Atlantyckim leży niedaleko wybrzeża Afryki, ale terytorialnie należy do Portugalii. Wyspa oczywiście jest
pochodzenia wulkanicznego, jednak nie spotkamy tu kraterów, tak jak na
Azorach, są za to majestatyczne szczyty, stromo opadające klify i niesamowicie kolorowe doliny górskie. Zielona przez cały rok, o łagodnym klimacie
wiecznej wiosny, idealnie nadaje się na jesienne przedłużenie wakacji, dlatego też nalofoty.pl udało się tam wraz z innymi dwunastoma śmiałkami w
październiku tego roku.
4
Pomimo niewielkiej powierzchni, tygodniowy pobyt okazał się zbyt krótki, żeby
zwiedzić wyspę, pospacerować po lawadach, ogrodach, klifach, zakosztować regionalnych specjałów, ponurkować i poganiać
wieloryby. Ale cóż robić, musieliśmy się w
tym tygodniu zmieścić. Plan był napięty, ale
dzięki chętnej do współpracy grupie udało
nam się zaliczyć Maderę w pigułce.
Nuras.info 11/2016
Po pierwsze nurkowania – sześć nurkowań na terenie rezerwatu podwodnego Garajau to niesamowita frajda. Po stromym
klifie zjeżdżamy do bazy nurkowej wykutej
w skale, nad nami góruje pomnik Jezusa
ustawiony na klifie Garajau na wzór tego z
Rio de Janeiro, do miejsca nurkowego mamy parę metrów. Plaża jest niestety kamienista, więc trzeba uważać na każdy krok.
Pod wodą zastajemy krajobraz nieco księ-
5
życowy – skały, kamienie, ale za to bogactwo podwodnego życia jest wprost niesamowite – ogromne grupery podpływające
do nas, żeby je pogłaskać, mureny, barakudy, pasiaste saple, rurecznice przypo- mina-
Nuras.info 11/2016
jące czarodziejskie flety, parotfishe, węgorze ogrodowe nieśmiało wystawiające swoje główki z piasku, mniejsze i większe ryby
w ogromnych ławicach mienią się kolorami i zachęcają do zabawy. W zakamarkach
skalnych kryją się krewetki, pustelniki, prześmieszne kraby o długich kończynach czy
zmieniające kolory jak kameleon ośmiornice. Nawet osoba, która wiele już widziała
pod wodą, nie rozczaruje się tym, co tu za-
6
stanie. W okolicy widywana jest też foka,
nam niestety tym razem nie udało jej się
spotkać.
Pomiędzy nurkowaniami stołujemy się w
miejscowym barze na plaży i łapiemy łap-
Nuras.info 11/2016
czywie promienie słońca. Żeby nie tracić
czasu, każdego dnia ruszamy też na zwiedzanie wyspy, atrakcji w końcu jest cała masa, a czasu nie za wiele. Dla naszej wygody
wynajęliśmy samochody, które sprawnie i
szybko przenoszą nas z miejsca na miejsce.
Zatankowany do pełna bak paliwa wystarczy na tydzień codziennych wycieczek.
7
Na naszej liście są oczywiście: Funchal –
stolica wyspy z bajecznymi ogrodami, muzeum wina, kolejką linową i bajecznie kolorowym targiem owoców i ryb. Niestety w
tym roku z powodu pożarów, które miały
miejsce w sierpniu i dotknęły Funchal i oko-
Nuras.info 11/2016
liczne wzgórza dość mocno, nie udaje nam
się przejść lawadą pomiędzy ogrodami
miejskimi a ogrodem botanicznym, ale liczymy, że już za rok szlak ten będzie ponownie otwarty. Wjeżdżamy natomiast na
sam szczyt kolejką linową, zwiedzamy
ogrody miejskie i pomału wzdłuż zbocza
wracamy do miasta, oglądając z bliska spustoszenia jakie poczynił pożar. Udaje nam
się też dotrzeć do muzeum wina i na degustację regionalnego trunku Madery – wina
o niesamowitym smaku od wytrawnego po
słodkie, produkowanego na wyspie od ponad 300 lat. Pomimo małej powierzchni
8
wyspy, każdy skrawek żyznej wulkanicznej
gleby jest tu zagospodarowany, w górskich
dolinach czy na stokach piętrzą się plantacje bananów czy winnice o winogronach
tak słodkich, że dech zapiera. Będąc w Funchal odwiedzamy też kolorowy targ owoców i ryb, gdzie podziwiamy większość
Nuras.info 11/2016
tego, co widzieliśmy pod wodą lub na naszych talerzach – są tuńczyki, espady (miejscowy specjał w wersji z bananem),
barakudy, trigerfishe, ośmiornice, limpetsy.
Targ owocowy to miejsce, gdzie każdy
owoc staje się jadalny. Monstera – którą
znamy ze szkolnych korytarzy – jak się okazuje, wydaje bardzo smaczne owoce, które
miejscowi nazwali banana-ananaz, ponieważ w smaku przypominają właśnie połączenie banana z ananasem. Znajdziemy tu
też marakuje o wszystkich smakach – po-
9
marańczowe, ananasowe, mandarynkowe,
cytrynowe, bananowe a nawet pomidorowe. Każdy ze sprzedawców chce nas zachęcić do kupna, pozwalając na degustację. Skosztować można dosłownie wszystkiego – soczyste mango rozpływa się w
Nuras.info 11/2016
ustach, kandyzowane kwiaty hibiskusa wyginają się fikuśnie, anona wabi nas bogactwem minerałów a pitanga niesamowitym
czerwonym kolorem. Niestety ceny na targu
są bajońskie, część sprzedawców dosładza
podawane do degustacji owoce cukrem, co
niekiedy znacznie poprawia ich smak, więc
kupować owoce lepiej w lokalnych marketach.
Poza Funchal odwiedzamy też jeden z
najwyższych klifów Europy Cabo Girao –
kręta droga wiedzie na sam szczyt klifu,
10
gdzie z tarasu widokowego o przeszklonej
podłodze (miejsce nie dla ludzi z lękiem
wysokości) możemy podziwiać piękny zachód słońca nad oceanem. Na wyspie jest
też sporo powulkanicznych jaskiń, udajemy
się więc do Centrum Wulkanicznego w Sao
Nuras.info 11/2016
Vincente – gdzie zostajemy zabrani w podróż pod ziemię, aby oglądać erupcję wulkanu i poznać historię powstania wyspy.
Sao Vincente słynie też z wyśmienitej kuchni – szczególnie owoców morza – nie prze-
puszczamy więc okazji, żeby skosztować
lokalnych specjałów w restauracji nad samym brzegiem morza.
Każdego dnia przemierzamy kilkadziesiąt kilometrów niesamowitymi drogami wi-
11
jącymi się wzdłuż zboczy i ostrych klifów.
Niektóre z nich są pełne niespodzianek,
czasami na drodze leżą osypujące się kamienie, czasami przejeżdżamy pod wodospadem. Drogi na wyspie podzielone są na
Nuras.info 11/2016
dwie kategorie – normalne i Antiqua. Te
drugie to stare, wijące się to w górę, to w
dół, często niestety zamknięte, ale niesamowicie malownicze szlaki – kiedy tylko jest
to możliwe, wybieramy właśnie je, pomimo
że podróż nimi jest dłuższa i czasami nie
do końca bezpieczna, ale za to pełna niesa-
mowitych wrażeń i widoków zapierających
dech w piersiach.
Takimi właśnie drogami docieramy do
małych wiosek nad brzegiem oceanu czy
wysoko w górach, do Santany – miasteczka
pełnego typowych dla Madery kolorowych
trójkątnych małych domków, czy na szczyt
12
Pico Areeiro (1817 m), z którego wyruszamy w wyjątkową trasę do Pico Ruivo (1861
m) – najwyższego szczytu Madery. Trasa
wiedzie lawadą PR1. Już parę razy wspomniałam o lawadach, pora więc wyjaśnić,
czym są lawady. To kanały wodne transportujące wodę z jednej strony wyspy na drugą.
Nuras.info 11/2016
Pierwsze lawady powstały na wyspie około
XVI wieku. Dziś lawady to także malownicze szlaki turystyczne, bardzo dokładnie
oznaczone, wiodące przez najróżniej- sze
zakątki wyspy, do których nie zdołamy często dojechać samochodem. Po drodze czekają nas tunele wykute w skale, wodospady
i widoki, które zwalą nas z nóg. Opisanych
lawad jest ponad 200, część z nich się ze
sobą łączy i pewnie zabrakłoby roku, żeby
przejść i poznać je wszystkie dokładnie. Kolejna lawada, którą ruszamy to lawada przez
półwysep Sao Lourenco – najbardziej wysunięty na wschód przylądek Madery, nieza-
13
mieszkały i odcinający się dość mocno od
soczysto-zielonej części wyspy. Panuje tu
klimat pustynny, zbocza pokryte jedynie
wulkaniczną brunatno-czerwoną ziemią
tworzą krajobraz jak z Gwiezdnych Wojen,
a dookoła szaleje ocean, którego fale rozbijają się u podnóża klifów.
Nuras.info 11/2016
Będąc na Maderze nie można przegapić
atrakcji, jaką jest Whale Watching. Zaopatrzeni w polskojęzycznego przewodnika
Zosię i pomarańczowe kamizelki ruszamy
na spotkanie z największymi ssakami. W
planach jest snorkeling z delfinami i podglądanie wielorybów. Zosia nastawia nas
bardziej na snorkeling z delfinami oraz
oglądanie grindwali. O tej porze roku wie-
14
Nuras.info 11/2016
loryby trafiają się rzadziej, choć w zasadzie
cały rok można wokół wyspy spotkać kaszaloty, finwale czy humbaki. Ale jak nie
my, to kto? No kto miałby tyle szczęścia? Po
około 30 minutach płynięcia w stronę wysp
Desertas naszym oczom ukazuje się pierwsze puf… Nie, nie są to grindwale, to kaszaloty, dwa może trzy. Nagle okrzyk z drugiej
15
strony pontonu – kolejne na jedenastej, potem na trzynastej, piętnastej i tak cały czas
widzimy kolejne małe grupki po dwa, trzy
osobniki. Głównie samice z młodymi, nie-
Nuras.info 11/2016
które robią ostatnie puf i znikają pod wodą,
inne leżą leniwie i pozwalają podpłynąć łodzi bardzo blisko. Po trzech godzinach
spektaklu z kaszalotami w roli głównej, już
nawet nie wspominamy o snorkelingu z del-
finami. Widok kaszalotów tak nas cieszy, a
przecież z delfinami zdążymy jeszcze kiedyś posnorklować.
Siedem dni na Maderze upływa mega
szybko, nie ma czasu na nudę, każdego
16
dnia po wyczerpującym zwiedzaniu wracamy do naszej małej rodzinnej restauracji,
którą upodobaliśmy sobie już od pierwszego dnia pobytu, kiedy to niechcący czternastoosobową ekipą wprosiliśmy się na
Nuras.info 11/2016
przyjęcie urodzinowe właścicielki. Czekają tu na nas miejscowe specjały i degustacja
cudownie orzeźwiających portugalskich
win. Będzie nam tego brakowało po powrocie do Polski.
W tym roku otworzyła się przed nami nowa, ciekawa propozycja nurkowania w rezerwacie przy wyspach Desertas. Tym
razem już nie daliśmy rady, ale za rok, w
październiku, na 100% włączymy to do naszej nalofockiej wyprawy na Maderę. Będą
po drodze wieloryby i delfiny, na miejscu
jaskinie i groty, całe bogactwo świata podwodnego i ponoć też foki.
W każdym razie my już nie możemy się
doczekać powrotu na Maderę, a każdego,
kto chciałby poznać z nami tę soczyście
zieloną wyspę, jej podwodne i nadwodne
17
uroki serdecznie zapraszamy – wyprawa z
nalofoty.pl pozwoli Ci zobaczyć Maderę,
jakiej nie opisują przewodniki. Maderę, w
której tak jak my się zakochasz!
Agata Isajew „Gagatek”
[email protected]
Zdjęcia z archiwum www.nalofoty.pl
Adam Borkowski i Agata Isajew
Nuras.info 11/2016
Wenezuela
Ostatni poranek w Mochimie wydawał się wyjątkowo gorący. Śniadanie, pakowanie, ostatnie rozliczenia i
już byliśmy w busie, którym mieliśmy
jechać do San Jose de Buja, miejsca z którego tym razem rzeką –
dopływem Orinoko – mieliśmy się
dostać do naszego usytuowanego w
dżungli campu. Uzyskane wcześniej
informacje wskazywały, że transfer z
północy kraju na południowy wschód,
do delty rzeki, miał trwać trzy godziny.
liśmy przez przepiękne, zielone pasmo górskie, kilka barwnych i zagęszczonych miasteczek, zjedliśmy lokalny lunch przy
Kierowca busa, pomimo że był bardzo
sympatyczny i czekał na nas w pełnej gotowości aż od 6 rano (co jest dziwne w Wenezueli), nie znał angielskiego. Po kilku
kalamburach pokazał mi cztery palce… Ta
niesamowita podróż trwała jednak prawie
sześć palców… Za to po drodze przejecha18
cz. 2
drodze, tankowaliśmy busa, patrząc że kierowca płaci około… 7 groszy za litr paliwa!
Wpadliśmy też dwa razy w korek, który jak
Nuras.info 11/2016
się okazało po kilkunastu minutach, spowodowały pogrzeby. Trumny z ciałami paradowały z przodu, a za nimi całą szerokością
dziurawej, jak w Polsce, drogi szli żałobnicy. W zasadzie ubrani byli raczej kolorowo,
na ich twarzach smutku też nie zauważyłem. W każdym razie ceremonia wyglądała
nieco inaczej niż polski czy też europejski
pogrzeb.
Po dotarciu do San Jose de Buja przeszły
mnie ciarki. Mieścina ta, a raczej wioska,
wyglądała jakby była końcem świata. Zmieniły się też twarze ludzi, mieliśmy tutaj do
czynienia z prawdziwymi Indianami Warao. Niscy, krępi ludzie nie wyglądali na
sympatycznych. Przyglądali nam się z wyraźną ciekawością. Na końcu wsi był niewielki betonowy pomost nad brązową
19
rzeką i przycumowane kanu z wielkim silnikiem. Na pierwszy rzut oka jego długość
dawała nadzieję na pomieszczenie całej
naszej piętnastki i zabranie wszystkich bagaży. Przy silniku kręcił się niski Indianin w
szwagierce, długich spodniach i kaloszach.
Od razu nazwałem go Maliniakiem, i tak
już zostało do końca. Okazał się uczynnym
i sympatycznym człowiekiem, szkoda tylko, że ni w ząb nie kumał po angielsku.
Woda w rzece i różnych jej odnogach miała kolor kakao, pięknie zatem kontrastowała z zieloną dżunglą i błękitnym niebem. Po
około czterdziestu minutach, tuż przed zapadnięciem zmroku, Indianin Maliniak dopłynął do naszego Orinoko Delta Campu. Z
krzaków wyłonił się drewniany dach i zabudowa campu. Wcześniej mijaliśmy kilka
chat Indian Warao, postawionych nad brzegiem rzeki na wysokich palach. Od razu było widać, jak się żyje z dala od cywilizacji.
Indianie Warao to naprawdę dzielni ludzie.
Podczas pobytu w Delcie widziałem mnóstwo dzieci, ale i staruszków. Jak można
przeżyć całe życie w jednym miejscu, przecież taka monotonia może zabić. Jednak jeśli ktoś nie widział alternatywy i innych
miejsc, to może jest mu łatwiej… W ka-
Nuras.info 11/2016
żdym razie Indian Warao żyje w delcie około 35 tysięcy. Generalnie utrzymują się z
dżungli, więc łatwo sobie wyobrazić, że poza kwestią przeżycia polują i dla zysku.
Dżungla powoli zostaje ogałacana ze swoich zasobów. Dzielni Indianie zjedli zatem
większą część populacji małp, krokodyli i
aligatorów, nieźle też przetrzebili największego gryzonia świata, kapibarę. Resztki kapibary widziałem podczas lokalnej wizyty
u jednej z rodzin. Fuj! Nie oparły się żołądkom Indian również węże, żmije oraz ptaki.
Sporo papug jest łapanych w klatki i sprzedawanych jako maskotki.
Jeden Indianin na moich oczach zjadł
dwie wielkie i tłuste larwy oblizując sobie
ich krew z ust. Oczywiście był kulturalnym
Indianinem i chciał mnie poczęstować, ale
szybciutko i stanowczo odmówiłem, twierdząc, że nie jestem głodny. Teraz może i
nawet tego żałuję, ale wtedy o mało co nie
leciałem na Rygę… od samego patrzenia na
białe, tłuste i wijące się wielkie larwy sam
nie wiem czego…
Podobno w zeszłym roku odkryto w delcie Orinoko przeogromne złoża gazu, tak
więc za kilka lat to miejsce może zmienić
się już bezpowrotnie. Wszystkie te informa20
Nuras.info 11/2016
cje przekazał nam… Antonio. To już kolejny po Mochimie przewodnik, bardzo mądry i sympatyczny. Zaraz po przybyciu do
campu przekazał wszystkie ważne informacje i pokazał domki, a raczej szałasy z dachem i bez ścian, w których ustawiono
łóżka szczelnie okryte moskitierami. Generalnie dwie spędzone tam noce miałem zupełnie z głowy. Upał, ale przede wszystkim
dochodzące z ciemności dźwięki nie dawa-
ły spać. Wody rzeki były tak blisko, że po
dwóch krokach od łóżka mogłem już moczyć nogi, jednak realizować tego nie
chciałem. A to głównie dlatego, że tuż
przed zaśnięciem sprzed mojego łóżka musiałem wyganiać małego aligatora. Jego oko
świeciło się wrogo w świetle latarki, ale
szybko czmychnął do wody. Nocne dźwięki wydawane przez małpy, zwane wyjcami,
ptaki i owady były koszmarem, który tłumił
21
jedynie dźwięk muzyki w moich słuchawkach. Nie dawałem dzięki temu rozwinąć
się mojej wybujałej wyobraźni. Pewien jestem, że wiele osób miałoby niezłego pietra
musząc spać w tym miejscu.
Jeszcze wieczorem pierwszego dnia, a
także w każdej wolnej chwili, łapaliśmy z
pomostu piranie. Niestety dużo ich nie wyciągnęliśmy, jednak ubaw z wędkowania
był niezły, szczególnie jak kończyła się butelka rumu. Na jednej z kolacji usmażono
nam obiecane piranie. W smaku te drapieżne i uzbrojone w duże i ostre zęby ryby
były po prostu wyśmienite. Udało nam się
złapać nawet kilka innych ryb, w tym sumików rzecznych z wąsami dłuższymi niż ich
ciała… Sprzęt wędkarski nie był skomplikowany, składał się z krzywego kijka i kawałka żyłki zakończonej zardzewiałym
hakiem. Na niego zakładaliśmy porcję wołowiny i czekaliśmy na branie. Zanęcanie
polegało na chlapaniu końcem wędki w
wodzie. U nas to raczej płoszy ryby…
Po nocnych problemach przyszedł czas
na wycieczkę kanu z silnikiem po delcie,
której 90% powierzchni stanowi wtórna
dżungla i sawanna. Obszar delty zajmuje
około 40 tysięcy km2, długość Orinoko wy-
Nuras.info 11/2016
nosi 2736 km, co daje jej w Ameryce Południowej trzecie miejsce, zaraz po Amazonce i Paranie. Tereny te są dziewicze, tyle że
ze względu na apetyt Indian i brak jakiejkolwiek polityki społecznej obejmującej
rdzennych mieszkańców coraz mniej w niej
zwierząt.
Nasze wycieczki kanu pozwalały obserwować piękne ptaki, bo przecież Wenezuela szczyci się 700 gatunkami tych
zwierząt, co plasuje ją na pierwszym miejscu na całym świecie. Widzieliśmy papugi
ary (kilka mieszkało w naszym campie, można było je więc oglądać z bardzo bliska),
sępy, ibisy, tukany i całą masę innych egzotycznych dla nas ptaków. Były też małpy,
jaszczurki, żółwie, sporo owadów i mały
aligator, którego każdy mógł potrzymać w
rękach, ale może na szczęście żadnych
żmij, węży czy pająków. W delcie żyją także podobno delfiny rzeczne, ale my widzieliśmy tylko jednego i to daleko. Nawet
spacer po bagnistej i gęstej dżungli nie doprowadził do spotkania oko w oko z jakimś
niebezpiecznym stworzeniem. Najbardziej,
jak wiadomo, denerwowały komary, jednak
większość z nas, smarując się odpowiednimi środkami, przeskoczyła i ten problem.
Spacer po dżungli był niezłym przeżyciem.
Maliniak wycinał maczetą rośliny, bo było
tak gęsto, że bez tego nie zrobilibyśmy więcej niż kilka kroków. Indianin z tym niebezpiecznym narzędziem wyglądał nieco
komicznie, bo wysokością równał się prawie z długością maczety… Pomimo upału i
olbrzymiej wilgotności, ubrani byliśmy w
długie spodnie, bluzy i czapki. Na nogach
22
dumnie nosiliśmy pożyczone w campie kalosze. Większość z nas wróciła mocno
brudna, mimo że przez godzinę pokonaliśmy może z 50 metrów od brzegu… Teraz
każdy z nas wie, co to dżungla, jak pachnie
(bagnem) i jak smakuje. Indianin Antonio
dużo opowiadał nam o tym miejscu, zwierzakach i ludziach potrafiących z jednej tylko palmy zrobić alkohol, mąkę i inne
Nuras.info 11/2016
jedzenie, lekarstwa, opatrunki i materiały
do budowy ich chat. Taka lekcja była niesamowitym i nieocenionym przeżyciem. Warunki w jakich żyją ci ludzie dla większości
z nas na dłuższy czas byłyby nie do wytrzymania. Oni perfekcyjnie opanowali sztukę
przetrwania i wykorzystania tego co mieli
dookoła.
Jedzenie w campie, podobnie jak i w
Mochimie, na kolana nie rzucało. Ryż z
kurczakiem albo rybą, makarony, do tego
owoce. Na śniadanie zawsze jajka, które po
dwóch tygodniach spędzonych w Wenezueli po prostu znienawidziłem. O dziwo,
wszędzie kawa była paskudna, cola bardzo
słodka, a rum można było kupić w cenie
poniżej jednego dolara za litr. Antonio, pływając z nami, popijał sobie go nawet sporo,
dlatego kiedy zatrzymał łódź na środku sporego rozlewiska i wskoczył do wody, zachę-
23
cając do orzeźwiającej kąpieli i nas, myślałem, że żartuje. A co z piraniami, krokodylami i całą resztą? Zapewnił, że w tym
miejscu jest bezpiecznie, zaczęliśmy więc
powoli skakać do wody. Ja się wahałem,
więc mnie po prostu wrzucono, ale wybaczyłem od razu, bo woda okazała się idealna, a brązowy kolor, który nadawał jej
wyraz brudu i bagnistej gęstości, okazał się
nieprawdziwy i bezproblemowy. Po kąpieli przyszedł czas na odwiedzenie lokalnych
Indian. Ciekawym zjawiskiem był też zmieniający się w ciągu doby stan wody, z różnicą poziomów dochodzącą do około
dwóch metrów. Z tego powodu podczas
odpływu czasami brakowało żyłki na wędce podczas wędkowania z pomostu…
Kiedy przyszedł czas odjazdu, postanowiłem zadzwonić z campu do Tino. Oczywiście nasze komórki nie działały, więc
kontakt z oddaloną cywilizacją odbywał się
tylko przez normalny telefon. Po miłym początku rozmowy z Tino, nadeszło wenezuelskie piekło. Zaraz po śniadaniu mieliśmy
wracać do San Jose de Buja, aby busem pojechać do Ciudad Boliwar. Tino twierdził,
że jedziemy dopiero po lunchu, ja że napisał mi w programie, że po śniadaniu. No i
Nuras.info 11/2016
się zaczęła awantura. Generalnie na koniec
okazało się, że Tino popełnił błąd, ale żaden bus po nas wcześniej nie przyjedzie, bo
Wenezuela ma w nosie turystów i brak tam
takich usług organizowanych na szybko.
Zamówiony transport był w drodze, ale to
musiało potrwać. Załamani czekaniem na
lunch w gorącej dżungli, ruszyliśmy na kolejną wycieczkę, żeby zabić choć trochę
czasu. Niektórzy wybrali jednak wariant pozostania w campie i byczenia się na wygodnych kanapach i hamakach. Po
wyśmienitym wenezuelskim lunchu pożegnaliśmy się z załogą i ruszyliśmy łodzią w
kierunku cywilizacji. W San Jose de Buja
busa nie było, więc rozeszliśmy się po wiosce. Kupując piwo (o jego cenie nie wspomnę, bo było chyba najtańsze na świecie)
zrobiliśmy niezłe zamieszanie, bo panie
musiały na nowo otwierać sklepy.
Kiedy nadjechał transport, długo pakowaliśmy nasze rzeczy. Wysłano po nas bowiem (15 osób ze sprzętem) niewielkiego
vana i osobówkę. Kilka ładnych minut zajęło wrzucenie ciężkich bagaży na dach vana. Na szczęście jeden z kierowców,
Niemiec Jochan, okazał się miłym i gadatliwym gościem. Kilkugodzinna podróż minę-
ła w miarę sprawnie, chociaż nawet Jochan
nie wiedział, ile dokładnie miała trwać.
Uzależniał to przede wszystkim od kontroli policyjnych, których mogło być aż pięć
na naszej trasie. W Wenezueli kontrole
trwałyby bardzo długo i pewnie kończyłyby
się obowiązkowymi łapówkami. Tym razem szczęście jednak było po naszej stronie. Po drodze nie widać było zbyt wielu
ciekawych rzeczy, puste pola i łąki świecą-
24
ce soczystą zielenią. Bydło pokazywało się
niezwykle rzadko. Jochan powiedział, że
kilka lat temu Chavez ustalił cenę skupu
żywca poniżej progu opłacalności produkcji, nikt więc się w to nie bawi, bo i po co.
Niewiarygodne. Żyzne łąki i pola zostały
zupełnie niewykorzystane, a kraj importuje
w konsekwencji mięso z Brazylii, Argentyny
i Nikaragui… Chavez wyciągnął najbiedniejszych z głodu, zrównał większą część
Nuras.info 11/2016
społeczeństwa i doprowadził do tego, że
może z braku jedzenia nikt nie umiera, ale
bieda w Wenezueli gościła na każdym kroku. Poza nieliczną grupą dopuszczonych
do koryta z ropą, 99% ludzi tkwi w marazmie i beznadziei. Potwierdziło to kilka telefonów, które odebrał Jaochan, próbując
wyciągać „swoich” turystów z opresji.
Spóźniały im się samoloty, odwoływano rezerwacje, loty i transfery, kogoś też okra-
dziono. On kwitował to jednym zdaniem:
– Tu jest Wenezuela. Jak masz problem,
usiądź, napij się piwa, jakoś tam będzie, zero stresu, bo szybko umrzesz…
Świetnie, mogę tu być turystą, ale nie
mieszkańcem. Jemu ten bałagan widocznie
pasował, bo był w Wenezueli od 20 lat i
bardzo rzadko odwiedzał Europę.
Wenezuela ma największe złoża ropy na
półkuli zachodniej i ogromne złoża gazu.
25
Jednak polityka państwa to sprzedawanie
tych surowców za bezcen zagranicznym
koncernom, odkupywanie od nich gotowych paliw i dotowanie pieniędzmi publicznymi, żeby było tanio w końcowym
zakupie. Spokojnie mogliby być drugą Norwegią, ale w wyborach, które odbyły się
podczas naszego pobytu, znów zwyciężyli
komuniści, którzy niczego nie zmienią. Od
2007 roku Wenezuela ma nawet własną
strefę czasową GMT -4:30. Nienawiść rządu do kapitalistów nie jest jednak do końca
podzielana przez naród, który po drogach
porusza się głównie zdezelowanymi amerykańskimi krążownikami z lat 80.
Simon Boliwar, bohater Wenezueli, pewnie teraz przewraca się w grobie… Całe
swoje życie na przełomie XVIII i XIX wieku
walczył o wyzwolenie tej części świata od
Hiszpanii. Został nawet prezydentem nowej
Republiki Wenezueli, ponadto wyzwolił
Kolumbię, Ekwador oraz Peru. Boliwar
skończył jednak tragicznie, umierając w
osamotnieniu w 1830 roku. Bezpośrednim
powodem jego kłopotów było powołanie
Wielkiej Kolumbii (składającej się z Wenezueli, Kolumbii, Ekwadoru i Panamy) i
wprowadzenie dyktatury. Po zamachu stra-
Nuras.info 11/2016
cił władzę, a Wielka Kolumbia rozsypała się
jak domek z kart. Jednak dzisiaj Boliwar to
prawdziwy bohater i protoplasta wolnej
Ameryki Południowej. W Wenezueli dał on
nazwę walucie, a jego imię nosi niezliczona liczba obiektów.
Dojazd do naszej posady w Ciudad Boliwar nie napawał optymizmem. Przeładowany osobowy Dodge Niemca ledwo
pokonywał dziury na szutrowej drodze.
Okolica też nie wyglądała pięknie, można
powiedzieć, że była nawet mroczna, tym
bardziej że noc deptała nam już po piętach.
Camp Petera, kolejnego Niemca, był jednak
jak piękna wenezuelska miss świata wśród
enerdowskich pływaczek.
Piękne domki, idealne w środku, z prysznicem i klimatyzacją, pozwalały myśleć o
odpoczynku. W końcu pozbyliśmy się też
stęchłego zapachu dżungli. Peter miał basen, mini zoo i piękną restaurację. Stąd po
jednej nocy mieliśmy jednak jechać dalej…
Z lokalnego lotniska polecieliśmy dwoma
samolotami do Canaimy.
W sercu wenezuelskiej dżungli natura
stworzyła jedne z najbardziej zadziwiających budowli na świecie. Góry stołowe
miejscowa ludność nazywa tepui, to ozna-
cza „domy bogów”. Te praktycznie niedostępne szczyty spowite chmurami i mgłą legend od dawna zachwycają i inspirują tych,
którym dane było zobaczyć je na własne
oczy. Wśród nich jest właśnie perełka – wodospad Salto Angel. Odkrył go w 1910 roku
Ernesto Sanchez La Cruz, ale o jego pięknie
świat poinformował dopiero w 1933 roku
pilot o nazwisku Angel. Od niego pochodzi
właśnie nazwa wodospadu, którego wysokość wynosi aż 979 metrów.
26
Pożytek z gaduły Jochana mieliśmy w
tym dniu ogromny. Zdradził on, że Peter ma
własny samolot. Jak tylko go poznałem, od
razu zapytałem o możliwość wynajęcia i
polatania nad wodospadem. Zaproponował
40 dolarów za osobę za 30-minutowy lot.
Zdecydowali się wszyscy, więc zaraz po
przybyciu do Canaimy odbyliśmy na raty
trzy wspaniałe loty widokowe Cesną Petera.
Mieliśmy kupę szczęścia, bo chmury pozwoliły obejrzeć Salto Angel w pełnej oka-
Nuras.info 11/2016
załości. Zdjęcia zrobione z samolotu oddają choć trochę to, co widzieliśmy na żywo.
Później nasz przewodnik Tepui (Indianin
z jednego z trzech zamieszkujących te tereny plemion Camaracoto) pokazał nam
camp o standardzie mocno turystycznym i
zabrał na pierwszą wycieczkę. Krótki rejs
łodzią, kąpiel w dwóch wodospadach i
piękne plenery towarzyszyły nam do późnego wieczora. Następnego dnia rano cze-
kała nas kolejna mordercza podróż. Kanu z
silnikami mieliśmy płynąć w górę rzeki aż
do wodospadu Salto Angel. Czterogodzinny rejs dłużył się niemiłosiernie, ale niedogodności rekompensował krajobraz. Piękno
gór stołowych widzianych z lotu ptaka, a
potem z perspektywy rzeki, to po prostu
bajka. Dodam tylko, że Canaima nie była
zapchana turystami, nie było ich tu prawie
wcale. Ogrom i piękno przyrody były po
27
prostu niespotykane.
Po przybyciu w okolice naszego pięknego Angela był mały lunch w campie i trekking przez dżunglę do nieco ponad połowy
wysokości wodospadu. Mieliśmy zabrać ze
sobą latarki, kurtki przeciwdeszczowe i wodoodporne obudowy na aparaty. Niestety
ciągnąłem ze sobą ogromnie ciężki aparat
w obudowie podwodnej, ale trud się opłacił. Na wciśniętej między gęste krzaki i
drzewa skale, w deszczu wody spadającej z
kilometra, zrobiłem każdemu piękne zdjęcia. Bez obudowy byłoby to niemożliwe,
bowiem wodospad generował ogromne ilości wody i do tego niesamowity dźwięk lecącej i rozbijającej się masy. Piękno
przyrody zachwyciło wszystkich. Po mozolnym wejściu w górę, jeszcze trudniej było
schodzić stromą, śliską, a miejscami grząską ścieżką. Ostatnie schodzące osoby używały latarek, w dżungli zrobiło się bowiem
ciemno. Po powrocie wykąpałem się pod
drewnianym prysznicem, w wodzie z górskiej rzeki. Podczas rześkiej kąpieli towarzyszyła mi dorodna żółta żaba z wielkimi
oczami, patrząca na mnie z lekko zdziwioną miną. Noc spędziliśmy w hamakach. O
dziwo, wyspałem się porządnie, nie budząc
Nuras.info 11/2016
się w nocy ani razu. Klimat campu przypominał nieco harcerski biwak, szczególnie
gdy o godzinie 21 wyłączono agregat i nastała totalna ciemność. Powrót do Canaimy
z nurtem rzeki trwał oczywiście krócej, był
za to bardziej hardkorowy, bo wody w rzece ubyło i nasz sternik musiał pokazać swój
cały nieprzeciętny talent. Tak sprawnie i
szybko lawirował między wystającymi kamieniami, że chciało się bić brawa. Po lunchu w naszym mocno turystycznym campie
wróciliśmy samolotami do Ciudad Boliwar,
do naszego poczciwego Petera i jego wypasionego, jak na Wenezuelę, ośrodka.
Kiedy już myślałem, że unikniemy w tej
pięknej, ale obcej systemowo Wenezueli
większych kłopotów, zaczęły się problemy.
Informacja o przełożeniu lotu do Caracas z
godziny 12:20 na 06:00 zwaliła mnie z nóg.
Oznaczało to wstawanie w środku nocy,
godzinny przejazd do innego miasta na
większe lotnisko i ogólne zamieszanie połączone ze zmęczeniem. Pijany Peter oznajmił mi po chwili, że teraz to nie bardzo ma
kierowców na nocny transfer, bo wszyscy
są pijani… Normalnie jak w filmie Barei.
Kiedy już padłem ze zmęczenia i wstałem o
2 w nocy okazało się, że mamy kierowców
i auta. Peter oddał swojego jeepa, pomógł
sąsiad i żona Jochana, więc transfer jakoś
się w końcu udał. Na lotnisku zamieszania
i problemów było co niemiara. O szczegółach i nerwach pisać nie będę, dodam tylko,
że lot o 12:20 z Puerto Ordaz do Caracas
zamieniono nam na lot o 6:00 z Puerto Ordaz do Barcelony i potem o 12:20 z Barce-
28
lony do Caracas. Wylecieliśmy nie o 6, a o
8:30. Przeżywając stres, czy zdążymy na
samolot z Caracas do Frankfurtu, umęczyliśmy się tą podróżą okropnie. O dziwo, nie
zgubiono bagażu i wylądowaliśmy w Caracas o tej samej porze co mieliśmy wylądować w pierwszej wersji. Szkoda tylko
nocy…
Nuras.info 11/2016
Na lotniskach panował totalny tłok i
ścisk, nikt nic nie wiedział i nikt nie rozmawiał po angielsku. Na tablicach powieszono rozkład lotów z dnia poprzedniego.
Zmęczeni, ale szczęśliwi, dostaliśmy się
do Europy rzutem na taśmę. Przejście przez
wszystkie odprawy i kontrole na lotnisku w
Caracas, nawet z naszymi małymi oszu-
stwami i wpychaniem się w kolejkę, trwało
bowiem kilka ładnych godzin.
Wenezuela to piękny, ale i specyficzny
kraj. Dla turystów niebyt przyjazny, czym
jednak byłoby nasze życie bez takich właśnie wyzwań. Jedną wielką nudą…
Miłosz Dąbrowski
70%
RABATU
na życzenia
świąteczne
i noworoczne
w grudniowym
numerze
Nuras.info
[email protected]
29
PEANUT 21
ASYMMETRIC
ASY
MMETRIC
MAŁY
MAŁ
YW
WOREK
OREK O NAJWIĘK
NAJWIĘKSZYCH
SZYCH NA R
RYNKU
YNKU MOŻLIWOŚCIACH!
MOŻLIWOŚCIA
ZASKOCZY
ZASK
OCZY CIĘ CO NAJMNIEJ 4 RAZY:
1.. SUPER OR
1
ORYGINALNYM
YGINALNYM WY
WYGLĄDEM
GLĄDEM
TO
ASYMETRYCZNY
WOREK
ŚWIECIE
T
O PIERWSZY
PIERWSZY AS
YMETRYCZNY W
OREK NA Ś
WIECIE
2.. WYTRZYMAŁOŚCIĄ
2
WYTRZYMAŁOŚCIĄ
DWIE
BARDZO
POWŁOKI
DBAJĄ
D
WIE B
ARDZO WYTRZYMAŁE PO
WŁOKI DB
AJĄ
TWOJE
BEZPIECZEŃSTWO
O TW
OJE BEZPIECZEŃS
TWO (ZEWNĘTRZNA TTO
O CORDURA 1000D)
1000D
3.. PROSTĄ
3
PROSTĄ REGULA
REGULACJĄ
CJĄ PŁYW
PŁ
PŁYWALNOŚCI
YWALNOŚCI
YW
ALNOŚCI
NAJWIĘKSZĄ
SWOJEJ
POJEMNOŚCIĄ
I NAJWIĘK
SZĄ W S
WOJEJ KLASIE PO
JEMNOŚCIĄ = 21L
4.
WORKA
4. BARDZO
BARDZO MAŁĄ WAGĄ
WAGĄ W
WA
ORKA – ZALEDWIE
ZALEDWIE 950G
TECLINE PEANUT 21 ASYMMETRIC
ASYMMETRIC ,
TO SERIA W
WORKÓW
ORKÓW O WY
WYJ
WYJĄTKOWYCH
JĄTKOWYCH CECHA
CECHACH:
CH:
Ş
Ş
Ş
Ş
Ş
Ş
Ş
A
A@QCYNý@SV@JNMSQNK@OýXV@KMNĖBH
@QCYNý@SV@JNMSQNK@OýXV@KMNĖBH
A@QCYNCTķ@ONIDLMNĖÂ@ķKHSQ®V
A
@QCYNCTķ@ONIDLMNĖÂ@ķKHSQ®V
RRTODQNQXFHM@KMXVXFKÀCŔSNOHDQVRYX
TODQNQXFHM@KMXVXFKÀCŔSNOHDQVRYX
@@RXLDSQXBYMXVNQDJM@ĖVHDBHD
RXLDSQXBYMXVNQDJM@ĖVHDBHD
A@QCYNL@ý@V@F@VNQJ@F
A
@QCYNL@ý@V@F@VNQJ@F
MHDYVXJý@VXSQYXL@ýNĖÂFV@Q@MSNV@M@
M
HDYVXJý@VXSQYXL@ýNĖÂFV@Q@MSNV@M@
OQYDY"NQCTQÔ#
O
QYDY"NQCTQÔ#
ATCNV@#
A
TCNV@#
CTķNLHDIRB@Y@FýNVÀ
C
TķNLHDIRB@Y@FýNVÀ
Ş
Ş
Ş
Ş
Ş
CTķNLHDIRB@M@TýNķDMHDVÔķX
C
TķNLHDIRB@M@TýNķDMHDVÔķX
VCNVNKMDIJNMƥFTQ@BIH
CNVNKMDIJNMƥFTQ@BIH
V
TSQYXLXV@MHDM@VDSBHÔķJHDFNROQYÔST
T
SQYXLXV@MHDM@VDSBHÔķJHDFNROQYÔST
M@ONVHDQYBGMHVNCXŔKHSQ®VVXONQMNĖBH
M
@ONVHDQYBGMHVNCXŔKHSQ®VVXONQMNĖBH
@@RXLDSQXBYMXJRYS@ýSONYV@K@IÀBXM@RYXAJH
RXLDSQXBYMXJRYS@ýSONYV@K@IÀBXM@RYXAJH
YYQYTSF@YTVRXST@BI@BG@V@QXIMXBG
QYTSF@YTVRXST@BI@BG@V@QXIMXBG
QQ®ķMDLNķKHVNĖBHJNMƥFTQ@BXIMD
®ķMDLNķKHVNĖBHJNMƥFTQ@BXIM
ODQEDJBXIM@JNMƥFTQ@BI@ONONýÀBYDMHT
O
DQEDJBXIM@JNMƥFTQ@BI@ONONý
@TSNL@SDL5("$LNMN
YY@TSNL@SDL5("$LNMN
9@KDķX "H
9@KDķX
"H M
M@
@ HHCD@KMXL
CD@KMXL RJNMƥFTQNV@MHT
RJNMƥFTQNV@MHT ROQYÔST
ROQYÔST 9@RSNRTI
9@RSNRTI IDCMÀ
IDCMÀ Y
Y VDQRIH
VDQRIH @@TSNL@ST
T S N L@ S T 5
5
(("$
" $ ,
,NMN
6NQDJ
/D@MTS
5
LNMN
ODQEDJBXIM@
CK@
MTQJ@
OýXV@IÀBDFN
6
N Q D J /
D @ M T S HH @@TSNL@S
T S N L @ S 5
(("$
" $ L
NM N SSN
N O
DQ EDJBXIM@ JJNMƥFTQ@BI@
NMƥFTQ@BI@ C
K@ M
TQJ@ O
ýXV@IÀ
ONIDCXMBYÀATSKÀ
YYONIDCXMBYÀATSKÀ
V2 ICE MONO + PEANUT 21 =
PERFEKCYJNA
PERFEKCY
PERFEK
CYJNA
CY
JNA K
KONFIGURACJA
KONFIGURA
ONFIGURACJ
ONFIGURA
CJA
(MMNV@BXIM@ATCNV@PEANUT
NV@BXIM@ATCNV@PEANUT 21
21
C@ID"HODýMÀRVNANCÔQTBGTFýNVÀ
C
@ID"HODýMÀRVNANCÔQTBGTFýNVÀ
HONYV@K@M@VXFNCMDTýNķDMHDVÔķX
NYV@K@M@VXFNCMDTýNķDMHDVÔķX
VJ@ķCDIJNMƥFTQ@BIH
J@ķCDIJNMƥFTQ@BIH
V
SERIA PEANUT 21
CERTYFIKAT CE CE1463 EN1809
BĄDŹ KOBIETĄ TAKŻE POD WODĄ!
/D@MTSVVDQRIH+@CHDRL@TOQYÀķY@OQNIDJSNV@MÀRODBI@KMHDCK@
JNAHDS9LHÔJBYNMDO@RXM@Q@LHDMMDNTMHJ@KMXLJQNITMHDTBH
RJ@IÀAHTRSTHC@IÀRHÔý@SVNTRS@VHÂCNJ@ķCDIJNAHDBDIRXKVDSJH
/@RAHNCQNVXTýNķXRHÔS@JķDAXMHDOQYDRYJ@CY@ÂVBY@RHDON
QTRY@MH@RHÔ"@ýXYDRS@VVXJNÿBYNMNOTQOTQNVÀMHBHÀHG@ESDL
ś+@CHDRŚ -HDYVXJýÀ VXSQYXL@ýNĖÂ Y@ODVMH@ LHÔJJ@ "NQCTQ@
#
Ş QDFTKNV@M@TOQYÀķSXOT
@KTLHMHNVX@C@OSDQCNLNBN
*NLENQS
V@MH@ATSKH
Ş HCD@KMDCNO@RNV@MHDCN
Ş ý@SVDVNARýTCYDJHDRYDMHD
JNAHDBDIRXKVDSJH
A@K@RSNVD
Ş A@QCYNOQNRS@NARýTF@
Ş VXFNCMDJK@LQXO@R®V
OýXV@KMNĖBH
LNBTIÀBXBGATSKÔ
Ş L@ýXQNYLH@Q@KDCTķ@
Ş DRSDSXBYMDVXJNÿBYDMHD
ONIDLMNĖÂKHSQ®V
CDS@KH
Ş KDJJ@@KTLHMHNV@OýXS@H
PRAWDZIWA PRZYGODA ZACZYNA
SIĘ WŁAŚNIE TU!
-TQJNV@MHDVQ@JNVDş@LNķDVXAHDQ@RYRHÔONCK®C#TķN
CNC@SJNVDFN VXONR@ķDMH@ /NSQYDATIDRY ROQYÔST ATCYÀBDFN
3VNID ADYV@QTMJNVD Y@TE@MHD *HDCX Y@ýNķXRY RVNIDFN QB
SHBŗ@ONBYTIDRYI@JAXAXýBYÔĖBHÀBHDAHD/QNRSDCNO@RNV@MHD
HMƦ@SNQS@LFCYHDRHÔFNRONCYHDV@RY@OQDBXYXIM@JNMSQNK@
OýXV@KMNĖBHONYVNKHBHADYOHDBYMHDYQD@KHYNV@ÂSV®IOK@MMTQ
JNV@MH@VJ@ķCXBGV@QTMJ@BGZastosuj dwa automaty V2 ICE
PRQRLNRQƩJXUDFMØ6(0,7(&+SU]\JRWRZDQÄQDQDMWUXGQLHMV]HZDUXQNL]P\ĚOÄROXG]LDFKWDNLFKMDNW\
Ş
Ş
Ş
Ş
KHSQ®VONIDLMNĖBH
TOQYÀķSXOT#(1YDMHDQCYD
VMXLHCQHMF@LH
ONKDQNV@M@MHDQCYDVM@
OýXS@YDRS@KHJV@RNNC
ONQMDI
MHDQCYDVMX@C@OSDQCN
J@ķCDFNQNCY@ITATSKHY
Ş
Ş
Ş
O@R@LHNVYLNBMHNMXBG
MHDQCYDVMXBGJK@LQ@BG
HCD@KM@JNMSQNK@
OýXV@KMNĖBH
VXRNJ@ONYXBI@M@ONVHDQ
YBGMHVNCX
"NQCTQ@#
WAGA CAŁEGO ZESTAWU TO ZALEDWIE 2940 G!!!
LUBISZ PODRÓŻOWAĆ?
DOPUSZCZALNY CIĘŻAR BAGAŻU TO JUŻ
NIE PROBLEM!
9@ý@CTIM@IKķDIRYÀVDQRIÔ/D@MTS@M@CMNV@KHYJHHMHDL@QSVRHÔ
ķDBNĖLTRHÔRS@MHDʖ
)DRSA@QCYNKDJJHHMHDYVXJKDVXSQYXL@ýXIDCMNBYDĖMHD
Ş
Ş
Ş
Ş
KDJJ@JNMRSQTJBI@
V@F@CVTONVýNJNVDFN
VNQJ@SNFQ
AQ@JYAXSDBYMXBGCNC@SJ®V
TKSQ@KDJJ@OýXS@MHD
VXL@F@IÀB@@C@OSDQ@
CV@O@RXRS@AHKMHD
LNBTIÀBDJ@ķCXSXOATSKH
KHSQ®VONIDLMNĖBH
Ş
Ş
PERFEKCYJNA
KONFIGURACJA
#XRSQXATSNQ2BTA@SDBG2OYNNTK+TAHDRYXÿRJ@,HDQYXM3DKE@W
VVVSDBKHMDBNLOK
Nuras.info 11/2016
Islandia
Czego można się spodziewać po
tym lodowatym odludziu? W głowie
majaczą strzępy wyobrażeń poskładanych z obrazów zapamiętanych z
telewizji, opowiadań osób, które już
tam były oraz zdjęć odnalezionych w
Internecie. Ile w tym prawdy? Jak
faktycznie wygląda Islandia?
Czy naprawdę dla nas, Polaków, jest tam
ekstremalnie drogo? Czy miejscowi faktycznie ciągle wierzą w krasnoludki zwane trollami? Czy wyobrażenia o, jak sama nazwa
wskazuje, lodowatej krainie są prawdą, czy
przesadzonym stereotypem? A co z osławioną przejrzystością wody podczas nurkowania – 150 metrów?
Myśl, aby udać się w te okolice kołatała
mi w głowie trzy lata, aż wreszcie udało się
zorganizować wyprawę. Na tę niezwykłą
wyspę, leżącą na środku Oceanu Atlantyc32
Nuras.info 11/2016
kiego, pojechaliśmy grupą dwunastu osób.
Po czterech godzinach lotu z Warszawy, 8
czerwca 2016 r. wylądowaliśmy w Islandii,
w Keflavik, na lotnisku pod Reykjavikiem.
Wynajęte wcześniej samochody już na nas
czekały. Podróż do centrum Reykjaviku,
gdzie mieliśmy zamieszkać, zajęła nam
mniej niż godzinę. Już podczas jazdy z lotniska oczarowała nas olbrzymia przestrzeń.
Dotarliśmy na kwatery hucznie zwane apartamentami i zmęczeni podróżą padliśmy
jak muchy. Na szczęście rolety w oknach
pozwoliły nam zasnąć, mimo panującego
akurat dnia polarnego. Budziki nastawiliśmy na ósmą rano, bo już nazajutrz czekała nas nie lada atrakcja – nurkowanie w
legendarnej szczelnie Silfra. Niektórzy z
nas, po namyśle stwierdzam jednak, że
wszyscy, po raz pierwszy mieli nurkować w
wodzie o temperaturze trzech stopni i przej-
33
Nuras.info 11/2016
rzystości ponad 150 m. Na miejsce nurkowe na terenie Parku Narodowego Pingvellir,
w niedużej odległości od stolicy Islandii,
Reykiawiku (ok. 60 km), dotarliśmy koło południa. W czasie rekonesansu spotkaliśmy
grupę chińskich amatorów snorkelingu, którzy z powierzchni mogli zobaczyć jedynie
namiastkę tego, co nas czekało już za chwilę – krystalicznie czysta woda spływająca
prosto z lodowca Langjokull… Przebraliśmy
34
się na pobliskim parkingu i w całym ekwipunku nurkowym udaliśmy się w kierunku
szczeliny Silfra. Okolica okazała się tak bajeczna i surowa, że nie byliśmy zdecydowani, co nas bardziej zachwyciło, oto-
Nuras.info 11/2016
czenie czy przejrzystość wody, którą widzieliśmy z góry. Kolejno zeszliśmy po drabince do krystalicznej wody i grupą ośmiu
osób popłynęliśmy na spotkanie dwóch płyt
tektonicznych – euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej. Woda oszałamiała przejrzystością. Mózg od nowa uczył się postrzegania świata pod wodą. Nie ma słów, które
potrafiłyby to oddać, ale może fakt, że Silfra
jest w 2016 roku potwierdzonym najczystszym miejscem nurkowym na świecie zdoła przemówić do wyobraźni. Musisz kiedyś
to zobaczyć! Oczywiście nie mogliśmy zapomnieć o uwiecznieniu punktu, w którym
obie płyty są na wyciągnięcie ręki. Nic
dziwnego, że miejsce to działa jak magnes
na ciekawych życia. Lokalne centrum nurkowe z Reykjaviku, które organizuje nurko-
35
wania w Silfrze, zatrudnia dwudziestu
trzech instruktorów i to na pełny etat. Jedno
nurkowanie w Silfra kosztuje 300 euro i nie
ma dnia, ani chwili, aby nie ustawiała się
kolejka chętnych, aby wejść do pęknięcia
tektonicznego.
Po około 40 minutach nurkowania na
głębokości nie większej niż 15 metrów, mimo że jest tam 60 metrów, wyszliśmy z wo-
Nuras.info 11/2016
dy. Okazało się, że nawet największe nurkowe zmarzluchy, urzeczone magią miejsca, dzielnie zniosły niskie temperatury i z
nieskrywanym zadowoleniem deklarowały,
iż nurkowanie w zimnych wodach już im
nie straszne. Rzeczywistość przerosła
wszelkie oczekiwania!
Po nurkowaniu mieliśmy trochę czasu na
ciepłą herbatę oraz małe co nieco, aby z
energią ruszyć na zwiedzanie okolicy, tzw.
Golden Cirkle, Parku Narodowego Pingvellir, założonego już w 930 roku. Osoby nienurkujące (bo i takie z nami były)
zdecydowanie zachęciły nas do odwiedze-
36
nia wodospadu Gullfoss. Na Islandii jest ponad 400 wodospadów. Małe, takie po 20
metrów, są czasami w przydomowych
ogródkach, więc mówiąc wodospad, mówimy o czymś tak potężnym, że zapiera dech
w piersiach – dosłownie! Może oglądałeś
film Prometeusz (geneza powstania obcego). Na początku filmu nasi stwórcy, wg reżysera, wpadają do wodospadu, dając
początek DNA człowieka w wodzie na Ziemi. Przypomnij sobie tę scenę, właśnie o takim wodospadzie mówimy! Żaden
wodospad w Europie nie może się równać z
taką ilością przepływającej wody w jednym
miejscu. Swoją potęgą, mocą i wściekłością
dorównuje wodospadowi Niagara. W 1907
roku angielski biznesmen chciał ujarzmić
siłę tego wodospadu poprzez założenie
elektrowni wodnej. Zaoferował olbrzymie
pieniądze ówczesnemu gubernatorowi, jednak uzyskał odpowiedź:
– I will not sell my friend.
Od 1979 roku miejsce to jest rezerwatem
przyrody i niech tak zostanie.
Pogoda nam dopisywała (ok. 14 stopni,
prawie bezwietrznie), więc ochoczo wyruszyliśmy na wędrówkę. Na tej wysokości
geograficznej temperatury są odczuwane
Nuras.info 11/2016
inaczej niż u nas w Polsce. Przy 14 stopniach niektórzy chodzili w t-shircie i lekkim
polarku. Po nurkowaniu w Silfrze grzechem
byłoby nie przespacerować się na wypiętrzoną obok lawę wulkaniczną, z takimi
tworami geologicznymi, że do dziś nie mogę się nadziwić, co natura jest wstanie wytworzyć. Oczywiście jest tam i wodospad. Z
góry można zobaczyć miejsce, gdzie przed
tysiącami lat lawa wydostawała się z głębi
ziemi, tworząc płaską powierzchnię rozpychającą dwie płyty tektoniczne. To właśnie
tam woda z lodowca Langjokull wypełniła
szczelinę Silfra. Przechodząc przez skałę
wulkaniczną oczyściła się przez najpotężniejszy filtr natury, stąd ta wizura w Silfra!
W oddali było widać wulkan przykryty lodowcem, który kilka lat temu wybuchł, powodując zamieszanie w komunikacji
lotniczej na całym świecie. Jego nazwa jest
tak trudna do wymówienia, a tym bardziej
do zapamiętania, że w grupie umówiliśmy
się nazwać go „No ten”. Dla ciekawskich,
właściwa nazwa to Eyjafjallajokull.
Po około dwóch godzinach spaceru po
malowniczych okolicach Silfry, postanowiliśmy wracać do domu. Jako że byliśmy zaopatrzeni w łatwo osiągalne (bezpłatne,
wszędzie dostępne) mapy prezentujące
miejsca turystyczne, których nie można pominąć będąc na Islandii, a do tego przy dro-
37
gach co chwilę widzieliśmy charakterystyczne znaki informujące o atrakcjach turystycznych, podróż do domu skończyliśmy
Nuras.info 11/2016
około 24.00. Nie sposób bowiem było nie
zatrzymać się przy aktywnych gejzerach
(Geysir), które co kilka minut wybuchały
nawet kilkudziesięciometrowym pióropuszem wody w górę, dosłownie pięć metrów
od twoich stóp! Czekasz z aparatem i nagle… 60 metrów wody o temperaturze 100
stopni eksploduje. Wyobraź sobie, jakie
zdjęcia można tam zrobić. Po drodze mu-
sieliśmy jeszcze wdrapać się na wygasły
wulkan, będący dziś atrakcją turystyczną o
nazwie krater Kerio i – a jakże – przyjrzeć
się z bliska wypełniającemu go jeziorku.
Woda turkusowa, głębokość niewielka, bo
tylko 14 metrów, ale wprawiły nas w zdumienie pływające tam ryby, co one jedzą?
Poznaliśmy Islandię pełną kontrastów –
łąki pełne owiec czy całych stad rozbryka-
38
nych koni, a za chwilę nieprzebrane pola
lawy ozdobione jedynie wątłymi porostami.
Tu i ówdzie surowy islandzki krajobraz
urozmaicają tlące się leniwie smugi dymu
wydobywające się z ziemi, jakby przypominając – pamiętaj, cały czas chodzisz po najbardziej aktywnym geologicznie miejscu w
Nuras.info 11/2016
Europie i za chwilę gdzieś coś wybuchnie,
eksploduje albo wyparuje…
Kolejny dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie surowej, islandzkiej ziemi, przebo-
gatej w gejzery, wodospady, gorące źródła,
ze znajdującymi się na wyciągnięcie ręki
wulkanami. Zachwycał nas Ocean Atlantycki okalający Islandię, przeurocze jezio-
39
ra, kwitnące na fioletowo, ciągnące się po
horyzont łąki i lawowe pustynie przywołujące w myślach krajobrazy księżycowe.
Wyruszyliśmy koło 10 rano, aby zobaczyć
Nuras.info 11/2016
okolice lodowca Vatnajokull. Po drodze zaplanowaliśmy wspinaczkę na wulkan,
wprawdzie wygasły, ale z aktywnymi gorącymi błotami, które co rusz wybuchały, bulgotały, gotowały się i eksplodowały, ku
uciesze gawiedzi turystycznej z całego
świata. Widok ze szczytu wulkanu po raz
kolejny zaparł dech w piersiach. Jak na dłoni widać było wygasłe i wyrastające wulkany, kilka jezior, ocean… Co za krajobraz!
Do apartamentów wróciliśmy koło 21.
Tego dnia drużyna Islandii zainaugurowała
swój udział w Footbollowych Mistrzostwach Europy. Jeszcze o 2:00 w nocy widzieliśmy bawiące się grupki islandzkich
kibiców, nie kryjących zadowolenia z historycznego zwycięstwa swojej reprezentacji.
Tradycyjnie już, w pubie obsługiwał nas
polski kelner. Reykiavik liczy 170 000
mieszkańców, co stanowi ponad połowę
mieszkańców Islandii, spośród których 30%
to nasi rodacy.
Czwartego dnia w planach mieliśmy nurkowanie w Dawidsgial, leżącym nieopodal
Silfry jeziorze słodkowodnym, które jest zasilane wodami z lodowca Langjokull. Pogoda dopisała, zza chmur przebiło się słońce.
Droga ze stolicy Islandii do miejsca nurko-
wego zajęła nam mniej więcej godzinę, po
czym trzeba było jeszcze donieść sprzęt
nurkowy około 100 m. Zanim się zanurzyliśmy, musieliśmy prawie 15 minut płynąć
po powierzchni. Mając w pamięci nurkowanie w Silfrze wierzyliśmy, że warto ponieść ten trud, jednak tuż po zanurzeniu
widoczność wynosiła około… 15 m. Jak
to??? Na szczęście po kilku minutach osią-
40
gnęła 100 m, a urok miejsca dosłownie powalał na kolana. Kolejne nurkowanie w Islandii zaliczyliśmy do udanych – 55 minut,
maksymalna głębokość 12 m. Pełni wrażeń
udaliśmy się na poszukiwanie następnych
atrakcji.
Nie sposób nie wspomnieć, choćby słowem, o Jaskini Lawowej, którą odwiedziliśmy. Po obejrzeniu jednego z programów
Nuras.info 11/2016
National Geographic zrozumiałem, że jest
to miejsce niezwykłe. Jaskinia utworzyła się
dzięki lawie pędzącej pod powierzchnią
ziemi, na ścianach wyraźnie widać smugi
lawy, osiągając długość ok. 2 km. W swoim
wnętrzu skrywa piękne stalaktyty i stalagmity lodowe, niesamowite formacje skalne, w
pewnym momencie jednak zaskakuje kompletną ciszą. Bez zapasu światła i dobrych
butów lepiej nie zapuszczać się w głębszą
część ślepo zakończonej jaskini. Do domu
dotarliśmy o 23:00, mocno zmęczeni, ale
zadowoleni. W dodatku wciąż świeciło
słońce, w końcu to czerwiec, więc słońce
na tej długości geograficznej prawie nie zachodzi.
Nurkowanie w Biatnagail to główny
punkt programu kolejnego dnia na Islandii.
Ciekawostką jest, że w tej szczelinie, z uwagi na sąsiedztwo morza, woda jest dość ciepła. Komputery nurkowe wskazywały
nawet 10 stopni Celsjusza. Zaobserwować
tu można bajeczną haloklinę – to samo zjawisko, którym przewodnicy nurkowi próbują zachwycić nurków w meksykańskich
cenotach – czyli warstwę na połączeniu
wody słodkiej ze słoną. Słona, jako że jest
cięższa, zawsze jest na dnie, przepływając
41
Nuras.info 11/2016
przez nią wszystko widzimy jakby zamazane. Miejsce wydaje się niepozorne, wręcz
małe. Ktoś próbował w szczelinie założyć
hodowlę dorszy. Wprawdzie inwestycja się
nie powiodła, ale miejsce nurkowe jest fenomenalne – głębokość do 30 metrów, kości wieloryba, haloklina, jaskinia, zbocza
niesamowicie porośnięte glonami słodkowodnymi. Jest ciekawie i zaskakująco, zdecydowanie warto zanurzyć tam tyłek. Po
nurkowaniu wsiedliśmy w nasze wehikuły i
udaliśmy się na podbój nowych miejsc Islandii. Wiele słyszeliśmy o gorącej rzece
wśród wulkanów, w której można zrelaksować się po trudach górskiej wędrówki, niczym w jacuzzi na świeżym powietrzu,
wśród dymiących skał. O 21:30, po godzinnym marszu w górach, dotarliśmy do rzeki,
w której nasze zbolałe mięśnie miały chwilę, aby się zregenerować. Temperatura powietrza miała około 13 stopni, temperatura
wody od 45 do 70 stopni, w zależności od
indywidualnej tolerancji na ciepło, wybieraliśmy miejsce wejścia do rzeki. Ciepła
woda obmywała nasze ciała w otoczeniu
dymiących gazami wulkanów, nikt nie
chciał wracać, ale cóż czekała nas jeszcze
górska wędrówka w kierunku domu. Nie-
chętnie wyruszyliśmy o 22:30. Nic się nie
zmieniało, wciąż świeciło słońce… Tak, to
właśnie ta długość geograficzna.
42
Następny dzień naszej islandzkiej przygody to nurkowanie w Oceanie Atlantyckim. Udaliśmy się w okolice lotniska w
Nuras.info 11/2016
Keflavik. Zeszliśmy do wody dokładnie w
miejscu, gdzie miesiąc wcześniej grupa
spotkała wieloryba. Pod wodą zastaliśmy
standardowy widok flory i fauny tej części
oceanu – całe lasy alg, brunatnic, flądry,
dorsze, polloki, halibuty. Przejrzystość niestety nas nie rozpieszczała, gdyż niedawno
skończył się sztorm, ale nurkowanie w Oceanie Atlantyckim mamy zaliczone! Tradycyjnie po nurkowaniu chwilę przeznaczyliśmy na odpoczynek przy herbacie i polskich kabanosach, po czym wyruszyliśmy
w kierunku wodospadu Seljalandsfoss, leżącego w okolicach niedawno wybuchłego
wulkanu. Po przejechaniu około 40 km,
przed nami, na horyzoncie zobaczyliśmy
białą smugę. Na początku zgadywaliśmy,
że być może to biały wiatrak, słup telegraficzny albo jakaś wieża, ale gdy obraz się
zbliżał, już wiedzieliśmy, że to niewyobrażalnie wysoki wodospad – 120 metrów! Jechaliśmy tu dobre dwie godziny, ale warto.
Szczęścia dopełnił dwugodzinny spacer po
okolicy, tak uroczej, że słowa nie są w stanie oddać naszego zachwytu. Pod wodospad można wejść, na wodospad można
wejść, wokół wodospadu można przejść,
jakby tego było mało, w szczelinach skal43
Nuras.info 11/2016
nych są ukryte tajemne miejsca. W jednym
z nich wodospad spadał do jaskini. Miejsce
to znane jest jako Dom Trolli. Jakoś żaden
nie chciał się ukazać, ale zdjęcia wyszły
niesamowite! Udało nam się wrócić do
apartamentów koło 20, więc mieliśmy czas,
aby przespacerować się do miasta i poznać
specjały islandzkiej kuchni. Generalnie królują ryby i baranina. Polecamy restaurację
Fishmarkt w samym centrum Reykiawiku.
Wszystko, czego spróbowaliśmy, było doskonałe – w szczególności delikatne mięso
z wieloryba pobudziło kubki smakowe niektórych z nas.
Szóstego dnia główną atrakcją była wycieczka na lodowiec Langjokull i zwiedzanie najdłuższego na świecie (500 m)
czynnego od dwóch lat tunelu w lodowcu.
Wycieczka znana jest jako Into the Glacier.
Prawdopodobnie w 2016 roku jest to jedyny taki tunel na naszym globie. Na miejsce
dotarliśmy specjalnymi łazikami na gigantycznych kołach, sprawnie przemykającymi przez bezdroża lodowca. Dokładnie
takimi, jakie widzi się czasami w filmach
przyrodniczych nakręcanych na Arktyce
czy Antarktydzie. Na niebie nie było żadnej
chmury, lodowiec skrzył się skąpany w pro-
mieniach czerwcowego słońca. Bilety na
wycieczkę kupiliśmy kilka dni wcześniej,
gdyż zainteresowanie tą atrakcją turystyczną Islandii jest ogromne. Tunel lodowy wydrążony jest około 30 metrów pod lodem.
Na wysokości naszych oczu przewodnik
pokazywał cienką szarą smugę – to pył z
44
wulkanu Ejyafjallajokull (jedynie Ania z naszej grupy umiała wymówić tę nazwę bezbłędnie ), który wybuchł w 2010 roku. Tak
sobie staliśmy patrząc i dopiero po chwili
dotarło do nas, że przecież jesteśmy jakieś
20 metrów pod powierzchnią czapy lodowej.
Nuras.info 11/2016
Raptem sześć lat i tyle lodu się utworzyło? Zdumiewające! W tunelu przewodniczka pokazała nam lodową kapliczkę i ścianę,
za którą widać błękit wody. Zachwyceni
tym pięknym widokiem oczywiście sięgnęliśmy po aparaty. Jednak dopiero po chwili
uświadomiła nas, że ta błękitna woda to jezioro, które widać za około półmetrową
warstwą lodu, za którą stoimy. Kiedyś to
pęknie i woda wypełni korytarze wydrążone specjalnie dla turystów. W tym miejscu
przewodniczka zaśpiewała nam przepięk-
46
nym głosem ludową pieśń islandzką. Głos
miała naprawdę urzekający, jeżeli ktoś zna
Lise Gerard, to wie, o czym mówię. Pozostając pod wrażeniem blisko godzinnej wyprawy w głąb lodowca, wróciliśmy na dół.
Przez kolejną godzinę oglądaliśmy ogrom-
Nuras.info 11/2016
ne wodospady znajdujące się nieopodal.
Wypływają gdzieś spod skał, co dodaje im
niesamowitego splendoru i tajemniczości.
Można podziwiać te formacje bez końca!
Ostatniego dnia postanowiliśmy zwie-
dzić stolicę Islandii. W programie mieliśmy
spacer po porcie i obowiązkowe zakupy pamiątek, mogliśmy też posiedzieć w licznych
basenach zasilanych geotermalnymi ciepłymi wodami. Wieczorem – pewni, że jesz-
47
cze tu wrócimy – wyruszyliśmy do Polski.
Czujemy niedosyt, gdyż wielu miejsc nie
zdążyliśmy zobaczyć. Poruszaliśmy się w
okolicy 150 km od Rejkjaviku, a co z resztą Islandii? Nie widzieliśmy najwyższego
Nuras.info 11/2016
wulkanu Islandii, nie dotarliśmy do gorących źródeł Blue Lagune w Reykiaviku, podobno jednej z największych atrakcji
turystycznych stolicy. Faktycznie, kupienie
biletu graniczyło z cudem.
Krótko mówiąc, należy wrócić na Islandię, bo jeszcze wiele ciekawych miejsc pozostało nieodkrytych. Jeden z polskich
kelnerów, w którejś z licznych restauracji w
stolicy, opowiadał nam, jak wybrał się z kolegą na daleką północ Islandii. Tam już nie
ma dróg asfaltowych, a krajobraz przypomina ten, który znamy ze zdjęć satelitarnych planety Mars. Drogo na Islandii jest, i
owszem, ale bez przesady. Można zabrać
ze sobą sporo jedzenia z Polski i zaoszczędzić około 2000 zł na restauracjach.
Islandia jest zdecydowanie miejscem,
które każdy globtroter powinien zobaczyć,
a osoby nurkujące bez dwóch zdań. Dla fotografów podwodnych i nadwodnych to
48
prawdziwy raj. Ludzie są tu przyjaźni,
uśmiechnięci, pomocni. Miejsce doskonale
nadaje się na wycieczki kamperem, samochodem, rowerem.
Gdybym musiał podsumować Islandię
jednym zdaniem, ująłbym to tak – niesamowite przestrzenie i fenomenalne widoki.
Polecam i zapraszam na kolejną wyprawę, bo na pewno tam wrócę!
Tekst Rudi Stankiewicz i Katarzyna Ronikier Dolańska
Zdjęcia: Rudi Stankiewicz
70%
RABATU
na życzenia
świąteczne
i noworoczne
w grudniowym
numerze
Nuras.info
[email protected]
Nuras.info 11/2016
Czy nie myślałeś o
wypromowaniu się na
łamach jakiejś gazety?
Magazyn Nuras.info (wersja
elektroniczna) poszukuje autorów artykułów. Jeżeli znasz się
na fotografii podwodnej, nurkowaniu, sprzęcie nurkowym, szkoleniu płetwonurków i chcesz
zaistnieć w świecie napisz do
nas. Twój artykuł może być opublikowany. Współpraca z nami
nie jest odpłatna. W zamian za
to oferujemy Ci jednak promocję w renomowanym magazynie, zamieszczenie Twojego
zdjęcia oraz danych kontaktowych. Na artykuły czekamy do
20 każdego miesiąca pod adresem http://nuras.info/?wysylanie-artykulow,8.
Redakcja Magazynu
Nuras.info - kontak:
[email protected]
49
Zapraszamy
na nurkowania
w zimnych
zakątkach globu.
Czerwiec – Islandia
Lipiec – Spitzbergen
Wrzesień – SAFARI
na Lofotach
Nie możesz przeoczyć tych wypraw
chyba, że nie rusza Cie:
- przejrzystość wody 150 m
- nurkowanie w arktycznych
jaskiniach
- nurkowania
w akompaniamencie Orek
Szczegóły i kontakt
www.bestdivers.pl
tel.601321557
Nuras.info 11/2016
Pierwsza wizyta
Umberto Pelizzariego w Polsce
11 listopada 2016 to dzień, który
pozostanie na długo w pamięci
wszystkich polskich freediverów zgromadzonych w Poznaniu, gdzie spotkali się z prawdziwą legendą tego
niezwykłego sportu – Umberto Pelizzarim.
Nie musiał się przedstawiać. Wszyscy na
sali dokładnie wiedzieli, kim jest i czego
dokonał. Pełna lista jego 16 rekordów świata wypisana została na pamiątkowej pocztówce. Dlatego już w pierwszych zdaniach
Umberto zachęcał uczestników do zadawania pytań, a wręcz do wskazywania, jakim
tematem są najbardziej zainteresowani i o
czym miałby opowiadać. Rozpoczął od
prezentacji filmu ze swojego rekordowego
nurkowania na 80 m w stałym balaście
Mayol i Pelizzari
50
Nuras.info 11/2016
(CWT) z 1999 roku. Podkreślił, że według
niego to właśnie ta dyscyplina freedivingu,
rozgrywana na wodach głębokich, jest najtrudniejsza, a tym samym dla niego najpiękniejsza. Jak wyjaśniał Umberto, ta
konkurencja jest najtrudniejsza przede
wszystkim dlatego, że wymaga wszechstronnego przygotowania. Zaliczenie deklarowanej głębokości w tej konkurencji nie
oznaczało jeszcze sukcesu. Tuż po nawro-
51
cie należało pokonać najtrudniejszy odcinek, kiedy to jakakolwiek myśl zwątpienia
mogłaby przyczynić się do nadmiernego
zużycia tlenu, a wówczas zabrakłoby go na
ostatnich metrach. Od razu padło kilka py-
Nuras.info 11/2016
tań na temat jego treningu. Umberto chętnie opowiedział o tym, jak wyglądał jego
program. Podzielił się z uczestnikami stosowanymi przez siebie technikami wizualizacji i budowania świadomości myśli w
trakcie startu. Swoją wypowiedź niejednokrotnie urozmaicał dowcipami. Na pytanie
o istotę diety freedivera odparł, że jego die-
ta opierała się tylko na najlepszych włoskich potrawach jak makaron, pizza i do tego czekolada. A to dlatego, że spędzając
codziennie wiele godzin na treningu nigdy
nie musiał się martwić o kalorie, bo spalał
ich całe mnóstwo. Następnie przedstawił
film z nurkowania na 130 m, gdy ustanawiał kolejny rekord świata w kategorii
52
zmienny balast (VWT). W tej konkurencji
zawodnik może wykorzystać do 30 kg dodatkowego obciążenia, by zanurzyć się
Nuras.info 11/2016
swobodnie i opaść na odpowiednią głębokość, nie tracąc przy tym zbyt dużo energii
i tlenu, a już powrót na powierzchnię odbywa się tylko przy użyciu siły mięśni, techniką wykorzystującą płetwy lub poprzez
podciąganie się po linie, tak jak odbywa się
to w dyscyplinie free immersion (FIM).
Wspominał również swoje historie i doświadczenia łowcy podwodnego, gdy polował na ryby w różnych akwenach na całym
świecie. Mimo tego zawsze uznawał Morze
Śródziemne za najlepsze miejsce do nurkowania. Jego ulubionym gatunkiem jest
„snapper”, ryba którą niełatwo zdobyć, bo
53
wymaga odpowiedniego zachowywania się
przez całe nurkowanie – „należy stać się
częścią tego środowiska, bo inaczej ryba to
wyczuje i nie uda nam się jej złapać”. Kolejnym zaprezentowanym filmem był ten z
najgłębszego nurkowania w jego karierze –
na głębokość 150 m, która według tez na-
Nuras.info 11/2016
ukowców w tamtejszych czasach uznawana była za niemożliwą do osiągnięcia przez
człowieka nurkującego na jednym oddechu. Konkurencja „no limits” pozwala freediverom na wykorzystanie dowolnego
ciężaru w celu zanurzenia, a przy wynurzeniu korzystają oni z powietrza w butli przymocowanej do tzw. „windy”, które po
wypuszczeniu do specjalnego balona wy-
nosi nurka na powierzchnię. Zatem w tej
kategorii siła i wytrzymałość mięśni nie ma
żadnego znaczenia. Dyscyplina „no limits”
opiera się przede wszystkim na koncentracji, opanowaniu i umiejętności sprawnego
wyrównywania ciśnienia, jak mówił gość.
Długość czasu nurkowania nie stanowiła
dla niego przeszkody, bo swoje rekordowe
nurkowanie na głębokość 150 m wykonał
54
w czasie 2 minut 57 sekund. Wracając na
powierzchnię zwalniał, gdy mijał nurków
asekurujących, by celebrować z nimi sukces jeszcze pod wodą. Szczęśliwie Umberto nie miał też problemów z wyrównywaniem ciśnienia i mógł opadać z prędkością nawet trzech metrów na sekundę. W
trakcie „ostatniego zjazdu” sztuka koncentracji i determinacji przyniosła mu sukces i
16 rekord świata wieńczący jego kilkunastoletnią karierę freedivera. To historyczne
nurkowanie odbywało się przy wsparciu
97-metrowej łodzi marynarki wojennej Navy Anteo oraz całego sztabu zaangażowanych w ten projekt ludzi. On sam korzystał
z doświadczenia prekursorów dyscypliny
freedivingu – Jacquesa Mayola i Enzo Maiorci (bohaterów filmu „Wielki Błękit”).
Choć Enzo Maiorca zawsze był bardzo
otwarty i przyjacielski w stosunku do
Umberto, to jednak Mayol był jego prawdziwym nauczycielem.
Umberto przywołał kilka historii, przybliżając nam jak wyglądały te nauki, np. jak
spędził kilka tygodni codziennie nurkując
na głębokość nie większą niż 15 metrów,
by w końcu zrozumieć, że jedynym jego
zadaniem jest po prostu zrelaksować się i
Nuras.info 11/2016
cieszyć się z przebywania w wodzie, a nie
dręczyć ciało do granic wytrzymałości.
Mayol przekazywał mu nauki dotyczące
sfery mentalnej i obszaru technik oddechowych, które czerpał od azjatyckich mnichów i adaptował do freedivingu, a
głównym trenerem, który prowadził pro-
gram treningowy przez wszystkie lata jego
kariery był Massimo Giudicelli. W końcu
Umberto został zapytany o to, jakie znaczenie w treningu freedivera ma joga. Zaznaczył, że nie należy tych dwóch grup
utożsamiać ze sobą. Freediving sięga do obszaru jogi głównie w zakresie ćwiczeń oddechowych powszechnie nazywanych
„pranajamą”. Pojawiło się również pytanie
o przyjaźń pomiędzy nim a Pipinem Ferrerasem, z którym to głównie toczył walkę o
światowe rekordy. Umberto odparł, że była
to zdrowa rywalizacja pomiędzy dwoma
zawodnikami, ich zespołami i gronem
wspierających ich kibiców celebrujących
sukcesy swojego idola, ale od 25 lat się nie
spotkali ani razu. Nawet film, który został
wyprodukowany przez IMAXa pt. „Ocean
Man”, przedstawiający historię obu freediverów, został nakręcony w taki sposób, że
ta dwójka w trakcie produkcji ani razu się
nie spotkała.
Mamy nadzieję, że niebawem freediving
ponownie stanie się dla mediów atrakcyjną
dyscypliną. Dzięki nowoczesnej technologii i projektowi drona opracowanego przez
polskiego inżyniera jest już możliwe, by podążać wraz z nurkiem z odpowiednią pręd55
kością podczas całego nurkowania i transmitować obraz na żywo. Diveye, bo taką
nosi nazwę ten podwodny dron, pojawił się
w Poznaniu. Uczestnicy spotkania po oficjalnym wystąpieniu Umberto mogli obejrzeć jak wygląda na żywo.
Pod koniec spotkania z Umberto goście
mogli zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i
otrzymać autograf od autora „Podręcznika
freedivingu”, blisko 500-stronicowej księgi
zawierającej specjalistyczną wiedzę z zakresu teorii freedivingu, praktycznych przykładów ćwiczeń i treningów, stanowiącego
jedną z najbardziej uznawanych pozycji w
dziedzinie freedivingu na całym świecie.
Pierwsze wydanie zostało przetłumaczone
na język polski, ale już kilka lat temu rozeszło się w całym nakładzie. Niespełna rok
temu ukazało się wydanie zaktualizowane
o bieżące odkrycia naukowe w sferze fizjologii, treningu i reakcji organizmu na praktykę freedivingu, które aktualnie dostępne
jest w sprzedaży w języku angielskim na
stronie organizatora wydarzenia.
Było to niezwykle inspirujące spotkanie
z wielkim mistrzem, sportowcem, rekordzistą, pasjonatem morza, który dokonał wielu niezwykłych osiągnięć dzięki swojemu
Nuras.info 11/2016
uporowi, determinacji i ciężkiej pracy w
drodze do sukcesu, który pomogli mu uzyskać przyjaciele i szereg wspierających
osób. Liczymy na to, że odwiedzi nas ponownie i zdradzi jeszcze więcej historii ze
swojej drogi w głębokie błękity.
Podziękowania dla partnerów, którzy zaangażowali się w to wydarzenie:
Sheraton Poznań Hotel (http://www.sheraton.pl/poznan)
Stowarzyszenie
Freediving
Poland
(http://freedivingpoland.org.pl/)
Stowarzyszenie Spearfishing Poland
(http://www.sspoland.pl)
Diveye (http://diveye.com/)
Agnieszka Kalska
TECHNICAL
HNICAL DIVING
DIVING EEQUIPMENT
QUIPME
RTTECLINE.COM.PL
2ECLINTEC
TE.ECCOM.STAGE
SPLTA\ SSCUBATECH.PL
GCUBAETESET
SCH.EPLT
Dystrybutor:
D
ystr ybutor : SScubatech
cubatech SSp.
p. z o.o.
o.o.
u
ul.
l. D
Derdowskiego
e r d ow s k i e g o 8
8,, SSzczecin
zc zecin Tel/fax
Tel /fax +48
+4 8 91
91 453
453 00
0 0 17
17
56
Nuras.info 11/2016
Magazyn Nuras.info
pobierany jest średnio
w 65000 egz.,
nie może zabraknąć
w nim Twojej reklamy
klikn ij po s zczegó ły
Czy nie myślałeś
o wypromowaniu się na
łamach naszej gazety?
Magazyn Nuras.info nawiąże
współpracę z autorami artykułów. Jeżeli znasz się na fotografii
podwodnej, nurkowaniu, sprzęcie nurkowym, szkoleniu płetwonurków i chcesz zaistnieć w
świecie napisz do nas. Twój artykuł może być opublikowany.
Współpraca z nami nie jest odpłatna. W zamian za to oferujemy Ci jednak promocję w
renomowanym magazynie, zamieszczenie Twojego zdjęcia
oraz danych kontaktowych. Na
artykuły czekamy do 20 każdego miesiąca pod adresem
http://nuras.info/.
57
Nuras.info 11/2016
Egipt z niepełnosprawnością
W dniach 8- 15 października 2016 r.
uczestniczyliśmy w safari nurkowym
zorganizowanym przez Nautica Safari, pod kierownictwem Basi Białek.
Stowarzyszenie Nautica zajmujące się
pomocą nurkom z różnymi rodzajami
niepełnosprawności, dzięki staraniom
Kasi Oleś z Ole Tours, wydzieliło
miejsca dla uczestników i kadry HSA.
Popłynęliśmy na południe, na rafy St.
John’s.
W safari brało udział dwadzieścia siedem
osób, w tym trzech nurków z niepełnosprawnością i trzy osoby kadry HSA do pomocy. Całość braci nurkowej została
podzielona na cztery grupy nurkowe, HSA
stanowiło jedną z nich. Gosia Machnio,
Marzena Stępień-Furmanek i piszący te słowa Dominik Graczyk „Honzo” pomagali
niedowidzącemu Szymonowi, Kasi z porażeniem splotów barkowych oraz Anecie z
wrodzoną łamliwością kości. Do naszej
grupy nurkowej dołączyli: niezwykle opiekuńcza Beata Mazur i filmujący nurków
HSA Janusz Witkowski.
Wejście do wody
Po wylądowaniu w Marsa Alam i załatwieniu formalności wjazdowych wsiedliśmy do autobusu i po 10 minutach jazdy
fot. Małgorzata Bogacka
58
Nuras.info 11/2016
byliśmy w Port Ghalib, gdzie zakwaterowaliśmy się na łodzi Star Jet. Z Egiptem kontynentalnym nie mieliśmy zatem zbyt wiele
wspólnego. Nikt nie odczuł jednak żadnego
niebezpieczeństwa, w tym zagrożenia terrorystycznego.
Rano wypłynęliśmy z portu i odbyliśmy
dwa nurkowania testowe: jedno z łodzi i
Gosia i Szymon w podwodnych labiryntach
jedno z pontonu (RIB-a). Musieliśmy wszak
poznać naszych podopiecznych, gdyż z
niektórymi nie mieliśmy dotąd przyjemności nurkować, a z innymi było to lata temu.
fot. Honzo
59
Nuras.info 11/2016
Specyfika nurkowania z osobą niewidomą wymaga stałego kontaktu dotykowego,
pomocy w ubraniu się i dojściu do wody
oraz specjalnych znaków dotykowych. Szy-
mon okazał się znakomitym nurkiem, któremu poza tymi podstawowymi sprawami
nie potrzeba było szczególnej pomocy. Kasia z kolei nurkuje regularnie od 10 lat, więc
Część grupy HSA pod wodą
poza pomocą w ubraniu i doniesieniu
sprzętu nad wodę nie wymagała specjalnej
troski. Łamliwość kości wymaga jak najmniejszego obciążania organizmu, więc
fot. Honzo
60
Nuras.info 11/2016
Anecie pomagaliśmy ubierać się nad krawędzią łodzi – na decku nurkowym lub na
pontonie, co niekiedy wymagało pewnej
ekwilibrystyki, jednak za każdym razem się
udawało. Pod wodą czasem pomagaliśmy
Anecie pod koniec nurkowania podholo-
Zespół z nurkiem niewidomym
wując ją, zwłaszcza w silnych prądach, by
dziewczę nie padło nam z wyczerpania
przed końcem safari.
fot. Honzo
61
Szymon, Marzena i Aneta w podwodnych kreacjach
fot. Honzo
Nuras.info 11/2016
Po check-dive’ach w Shaab Marsa Alam
i Shaab Sharm byliśmy gotowi płynąć na
południe. Na St. John’s odwiedziliśmy rafy
Habili Ali, Small i Big Gotta, Dangerous Reef, Cave Reef, Sataya, Malahi i dalej kierując się ku północy Claudio, Elphinstone,
Abu Dabab i Marsa Shouna. Wykonywaliśmy po cztery nurkowania dziennie, każde
o czasie pomiędzy 30 a 60 minut. Nie scho-
dziliśmy poniżej 30 metrów, nurkując
zgodnie z uprawnieniami najniższymi w
grupie. Zapewnialiśmy naszym podopiecznym bezpieczeństwo pod wodą, przydzielając do każdego nurka z niepełnosprawnością po dwie osoby zdrowe.
Widzieliśmy mureny, napoleony, błazenki, płaszczki i szereg innych form życia, a
szczęśliwcy także rekiny, tuńczyki i żółwie.
Woda miała temperaturę około 28o Celsjusza i przejrzystość 30-40 metrów.
Pomiędzy nurkowaniami wygrzewaliśmy
się w słońcu, na pokładach łodzi, w temperaturze około 30-35 stopni, kumulując ciepło przed powrotem do Polski, gdzie w tym
czasie było deszczowo, pochmurno i zimno.
Wyżywienie było zróżnicowane i znakomite, napojów nie brakowało, obsługa była
niezwykle miła i pomocna, także naprawdę nie było na co narzekać.
Mam nadzieję, że wkrótce popłyniemy w
kolejny taki nurkowy rejs, ku nowej przygodzie.
Dominik Graczyk „Honzo”
Honzo Dive, SPELEOnurkowanie
Cała ekipa nurkowa
fot. Małgorzata Bogacka
63
Nurkowanie z delfinami
fot. Honzo
Nuras.info 11/2016
Gospodska jaskinia
Zamknąłem drzwi do samochodu i
poszedłem po Rozrucha ze świadomością, że do auta już nic nie wejdzie, że może mieć ze sobą maksymalnie jedną reklamówkę i do połowy pełną torbę na ramię. Późniejsze
przepakowanie samochodu w Chlistowie wyprowadziło mnie jednak z błędu, okazało się, że moglibyśmy
dołożyć bagaże jeszcze dziesięciu
nurków!
Ruszyliśmy zatem z Rozruchem do Zadaru. Dzięki temu, że jechaliśmy z tradycyjnymi przerwami, w toalecie na stacji
benzynowej w Dolním Dvořišti spotkaliśmy
Frantę Pudila. Kiedy byliśmy akurat gdzieś
na granicy Austrii i Słowenii, zadzwonił
Krzysiek, aby poinformować nas, że spotkanie jest u Cetiny, czyli trochę dalej niż pierwotnie zakładaliśmy. Musieliśmy więc
przeliczyć czas jazdy i planowaną przerwę
64
Nuras.info 11/2016
na sen. W międzyczasie Krzysiek podesłał
nam konkretniejsze informacje... Faktycznie, w telefonie widzie- liśmy, że przyszły
zdjęcia z miejsca spotkania i print screen
mapy internetowej, z oznaczeniem punktu
docelowego. Problem w tym, że wyświetlacz telefonu komórkowego okazał się zbyt
mały, abyśmy mogli się zorientować, o jakie miejsce dokładnie chodzi. Przekazali-
śmy email Marinie, która przebywała akurat na Bliskim Wschodzie i z powodu upału nie mogła usnąć, aby rozszyfrowała cel
naszej podróży. Po chwili, za pośrednictwem fejsbuka, Rozruch otrzymał szczegółowe instrukcje, gdzie mamy dotrzeć.
W Chorwacji, chwilę po północy poczułem się zmęczony, zaczęliśmy się więc rozglądać za jakimś przytulnym miejscem na
65
dłuższą drzemkę. Zostawiliśmy samochód
na pobliskim parkingu i z rzeczami do spania pomaszerowaliśmy na zbocze, jak najdalej od świecących lamp. Kilka godzin
zasłużonego snu zakłócał nam nie tylko hałas z szosy, rosa i nocny chłód, ale również,
całkiem niechcący, inni kierowcy. Zatrzymanie jakiegokolwiek samochodu blisko
naszego, stojącego na parkingu, zmuszało
nas obserwacji. Nasz bagaż nie należał bowiem do najtańszych, a człowiek od razu
myślał o najgorszym.
O piątej nad ranem ze snu wyrwał nas budzik. Szybko wrzuciliśmy do auta wszystkie
rzeczy do spania i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Na miejsce spotkania udało nam się dotrzeć
ze sporym wyprzedzeniem, więc z czystym
sumieniem mogliśmy zacząć przegotowania
do śniadania kontynentalnego w formie pieczonych udek kurczaka z importu.
Chwilę po ósmej dojechał Krzysiek. Po
powitaniu, popijając cappuccino w knajpie
u Igora, zapoznaliśmy się ogólnie z planem
czekającej nas akcji. Krzysiek zadzwonił
jeszcze do chłopaków, którzy mieli przyjechać z Polski, z pytaniem o której dotrą.
Gdy usłyszał, że dopiero po południu, ogłosił odjazd.
Nuras.info 11/2016
Skierowaliśmy się do pięknego lasku, który przez następne trzy dni miał być naszym
domem. Na miejscu zajęliśmy się przygotowywaniem wyposażenia potrzebnego do
zbadania dziury. Naszym zadaniem było
zapoznanie się z jaskinią, przygotowanie
drogi, postawienie tyrolki i przyniesienie
Krzyśkowi ekwipunku do jaskini. Ochoczo
wzięliśmy się do pracy, już po chwili wkładaliśmy do Krzyśkowego samochodu przygotowane worki i szliśmy za nim w
kierunku dziury. Nasz samochód zaparkowaliśmy przy ostatnim domku i dalej pojechaliśmy z Krzyśkiem. Gdy tylko się
zatrzymaliśmy, Rozruch szybko wyrzucał
sprzęt z samochodu, a ja chowałem go w
krzakach. W międzyczasie Krzysiek odjechał i zaparkował na dole, obok naszego
auta. Nikt nie powinien się dowiedzieć, że
jesteśmy w Gospodskiej!
Przenieśliśmy worki do jaskini i przebraliśmy się w kombinezony. Krzysiek poprowadził nas jaskinią do miejsca, gdzie trzeba
było postawić trawers linowy, co też uczyniliśmy. Bez wątpienia zaowocowała praktyka z wielu wspólnych montaży tyrolek
przeznaczonych do transportu wyposażenia nurkowego, gdyż pomimo skompliko-
wanej instalacji kotw stalowych, po chwili
byliśmy gotowi. Poszliśmy dalej. Dochodząc do syfonu nagle usłyszeliśmy ciąg
słów nie bardzo nadających się do cytowania, po czym, już nieco bardziej kulturalnie, Krzysiek zaczął nam wyjaśniać, że
powierzchnia była o pięć metrów niżej niż
normalnie! Natychmiast przebrał się w suchy skafander, wziął maskę, płetwy i wsko-
66
czył do wody. Płynął po powierzchni, aż
zniknął nam z zasięgu wzroku. Za chwilę
wrócił z informacją, że cały dawny syfon
można pokonać bez zanurzenia. Szybko się
przebrał i natychmiast poszedł na górę, zadzwonić do chłopaków, aby po drodze kupili jakiś ponton, który mógłby pomóc w
transporcie przez wodę. My w tym czasie
przenosiliśmy rzeczy na miejsce przeładun-
Nuras.info 11/2016
kowe, nieco ulepszyliśmy też kolejkę tyrolską. Chwilę później wyszliśmy z jaskini, dołączyliśmy do Krzyśka i wspólnie udaliśmy
się na obiad do Igora. Co prawda jedzenie
pływało tam w oleju, ale można było za nie
płacić normalną walutą i, co ważne, było
tam Wi-Fi.
Od chłopaków z drogi dotarły wieści, że
co prawda pontonu nigdzie nie znaleźli, ale
za to trafili na pięknego nadmuchiwanego
delfina, którego zdjęcie od razu nam przesłali. W oczekiwaniu na kolegów skierowaliśmy się w stronę naszego lasku. Około
czwartej dotarli Mariusz i Paweł. Pochwalili się pontonem, który przywieźli – Explorer
Pro 200. Od razu zabraliśmy się za dmuchanie, aby przekonać się, czy wejdą do niego
wszystkie nasze sprzęty. Chłopaki przygoto-
67
wywały rzeczy do jaskini, a my w tym czasie asystowaliśmy Krzyśkowi podczas pakowania rebreatherów (RB), po wszystkim
wyruszyliśmy. Na miejscu powstał mały
problem z jednym samochodem. Mariusz
ma sklep ze sprzętem do nurkowania i w
związku z tym jego samochód oklejony jest
reklamami, zaparkowaliśmy więc tak, abyśmy innymi autami zakryli naklejki. Wszyscy przesiedliśmy się do samochodu Krzyśka
i powtórzył się już wcześniej przerabiany
scenariusz – wyrzucenie worków z samochodu, schowanie ich w krzakach i odniesienie sprzętu do dziury w czasie, gdy
Krzysiek odjechał, aby zaparkować auto.
Przebraliśmy się i zabierając kilka worków
poszliśmy z Rozruchem w kierunku tyrolki.
Chłopakom pozostawiliśmy transport RB, jako że lepiej niż my porozumiewali się w języku polskim i dokładnie rozumieli
wskazówki, za co mogą chwycić worki z
RB, jak mogą je przenosić i jak układać.
Worki poukładaliśmy na początku tyrolki,
Rozruch zjechał na dół, aby móc odbierać
sprzęt, który mu kolejno wysyłałem. W międzyczasie dotarła reszta ekipy i chłopaki zaczęły zejście za Rozruchem. Po spuszczeniu
ostatniego pojechałem za nimi.
Nuras.info 11/2016
Mariusz z Pawłem fachowo nadmuchali
Explorera Pro 200, zrobili to klasycznie (gębą – uwaga autora). Pozostali w tym czasie
przebrali się w suche skafandry i związywali różne kawałki sznurków, które miały służyć do przeciągania pontonu. W chwili gdy
znalazł się już na wodzie, załadowaliśmy
pierwszą część bagażu i wyruszyliśmy na
drugą stronę, płynąc obok pontonu. Po rozładowaniu dowiązaliśmy drugą część
sznurków i daliśmy chłopakom znak do
przyciągnięcia. Krzysiek z Rozruchem poszedł dalej budować drabinkę, a ja czekałem, aż chłopaki załadują łódź.
Przyciągnąłem ją, wyładowałem i zapakowałem do niej płetwy. Krzyknąłem, że mogą zabrać ponton i poszedłem z częścią
bagaży dalej do dziury. Później nieśliśmy
jeszcze z Mariuszem plecowy RB, przeklinałem to. Uchwyty na worku były umieszczone dla mnie za wysoko, bardzo mi też
przeszkadzały zaparowane okulary, dlatego drogę sobie tylko wyobrażałem...
Polacy przenieśli całe wyposażenie ostatnich 30 metrów, podczas gdy czeska część
zespołu montowała sztuczne punkty kotwiczenia w miejscach z pionowymi stopniami, przewiązywała uszkodzone części liny
i resztką sznurka przywiązała drabinę. Niestety nóż zostawiliśmy przed syfonem, więc
mieliśmy okazję poznać urok cięcia sznurków kamień o kamień. (W tej chwili nie
wiedziałem jeszcze, że dziewięć dni później na Słowacji, z Amosem i Tučňákem,
będę ciął linę wspinaczkową przy pomocy
główki skalpela i słodkiego batonu Twix).
Poszliśmy popatrzeć jeszcze na wodę,
68
gdzie jutro Krzysiek miał nurkować i pomału zaczęliśmy wracać. To, że suche skafandry nie są właściwe do użytku poza wodą,
jest rzeczą oczywistą, nie jest też żadną nowością fakt, że buty od nich nie są dobre do
chodzenia po jaskiniach. Powrót był bardzo
nieprzyjemny, poślizgnąłem się i z ostrożnego schodzenia nagle przeszedłem do
nierównego lotu. O ile lot nie był najgorszy,
Nuras.info 11/2016
to lądowanie okazało się niezwykle twarde,
bowiem środkiem pleców trafiłem na kamień. Przez moment myślałem, że od pasa
w dół jestem sparaliżowany, że już nigdy
nie będę stepować, że nawet nie mam
szans przeżyć transportu. Na szczęście zbyt
dużo ludzi wiedziało, że tu jestem, więc
chłopaki nie mogły mnie schować pod kamienie i uciec, aby zaoszczędzić sobie pra-
cy. Nie zazdrościłem im perspektywy transportowania mojego ciała na zewnątrz, spróbowałem więc ruszyć ręką. Udało się.
Potem nogą, pomału się podniosłem. Strach
w oczach kolegów zmienił się w zdumienie. Nie, nie z powodu mojej bohaterskiej
zdolności ignorowania bólu, ale na widok
dziury w kombinezie (później, podczas nurkowania na Słowacji w zimniejszej wodzie
69
stwierdziłem, że dziura jest i w suchym skafandrze).
Nie zostało już nic innego, jak tylko wynieść niepotrzebne rzeczy, wiertarki, narzędzia i materiał do produkcji drabiny,
oczywiście tu znów sprawdziła się tyrolka.
Czekał nas już tylko powrót na powierzchnię, przebiegający w ciemności. Nasze
brudne kombinezy, buty i sprzęt do wspinaczki mogły zostać przy wyjściu do jaskini
– nie baliśmy się, że ktoś tam będzie szedł.
Po drodze mieliśmy jeszcze krótkie spotkanie (w formie kilku szklanek rakii) z właścicielem domu, przed którym parkowaliśmy
samochody, a potem już prosto do lasku,
gdzie oddaliśmy się różnym formom konserwacji (fizycznej i psychicznej – ktoś fejsbuk,
ktoś what’s up, ktoś ukulele) i do spania!
Rano nikomu nie chciało się wstawać,
ale że w śpiworze raczej trudno odkryć coś
nieznanego (może znaleźliby coś entomologowie), wyleźliśmy i zaczęliśmy przygotowania do wejścia do dziury. Godne
wspomnienia jest napełnianie butli za pomocą pompy tłokowej przymocowanej do
tylnych drzwi samochodu.
Potem wszystko szło według znanego
scenariusza – wyrzucenie wyposażenia z
Nuras.info 11/2016
samochodu, schowanie go w krzakach, itp.
Przy pierwszym dawnym syfonie zacząłem
filozofować o tym, czy nie byłoby lepiej
przepłynąć od razu pontonem, niż przebierać się w suchy skafander, przewozić rzeczy i za syfonem znów się przebierać.
Podobno jest to niemożliwe… Wizja mokrego skafandra nie była kusząca, skoczyłem więc do pontonu i zacząłem przeciągać
się na drugą stronę. Wszyscy byli zaskoczeni, przepłynąłem. Wyłażenie na drugiej
stronie było męczarnią, musiałem sam przyciągać ponton do brzegu, ale równocześnie
musiałem utrzymywać odległość, abym go
nie zniszczył. W końcu nie zostało nic innego, niż klęknąć na brzegu i sięgnąć do wody, ale udało się! Krzyknąłem, że mogą
sobie przyciągnąć ponton. Zapanował entuzjazm. Nikt nie chciał się przebierać. Za
chwilę usłyszałem krzyk, że mogę ciągnąć i
przypłynął ponton z ekwipunkiem. Wyłożyłem go i odesłałem naszą łódź po kolejny
ładunek. Następnym kursem przyciągnąłem
Krzyśka. Padłem na tyłek, nie na kolana, tak
abym nogami zaparł się o ponton i trzymał
go z dala od ostrych kamieni na brzegu,
jednocześnie ciągnąc za sznurek, tak żeby
Krzysiek mógł wyjść. Okazało się to jednak
dla niego za mało. Chciał, abym go przyciągnął bokiem, więc spełniłem jego życzenie. Gdy wychodził, nagle usłyszeliśmy
„łup” i w Explorerze Pro 200 pojawiła się
dziura. Na szczęście ponton jest kilkukomorowy, więc uwzględniając sporadyczne wylewanie wody i dodmuchiwanie można go
było wciąż używać. Krzysiek udał się na
miejsce docelowe, a ja pracując niczym
70
Charon, po kolei przeciągałem chłopaków.
Pierwszy przypłynął Mariusz, potem Paweł.
Obaj od razu chwycili przywieziony materiał i poszli asystować Krzyśkowi. Po dociągnięciu Rozrucha, poszliśmy za nimi.
Krzysiek z chłopakami przygotował
sprzęt, jeden RB ma na plecach, drugi na
boku jak sidemount, na głowie kask z latarkami i kamerą, kilka komputerów, jednym
Nuras.info 11/2016
słowem mnóstwo pięknej techniki. Równocześnie mówił, że jest to właściwie światowy rekord, bo tak daleko od wejścia do
jaskini, dodatkowo z pokonaniem odległości pionowej, nikt jeszcze nie nurkował z
podwójnym rebreatherem. Za chwilę zanurkował… Rozruch gdzieś zniknął i zaczął
robić zdjęcia. My już tylko rozmawialiśmy,
do momentu gdy Rozruch nie zaczął dyrygować, gdzie mamy stać, jak mamy świecić, kiedy możemy oddychać, a kiedy już
nie. Potem dołączył do nas i wraz z modelką Mariuszem robił zdjęcia produktu dzięki lampie Trojan.
71
Gdzieniegdzie pod powierzchnią widzieliśmy światło Krzyśka, pojawiało się i po
chwili nikło. Po jakimś czasie wreszcie się
wynurzył:
– Gentlemani, mam dla was dwie wiadomości. Dobrą i złą. Ta dobra jest taka, że
dziura, tam niżej, jest fajnie głęboka. Ta zła
jest taka, że tym to się dla nas kończy, dlatego że na dalszy pochód potrzebowalibyśmy habitat...
Niby wyglądaliśmy na przygnębionych,
ale w duchu cieszyliśmy się, że już nie będziemy musieli ciągać ciężkich skuterów,
które miałby wykorzystywać do badania
wielkich przestrzeni w płytszych wodach.
Wyszedł z wody, pomogliśmy mu zdjąć
wyposażenie i według jego wskazówek rozebraliśmy RB. Krzysiek wziął jeden na plecy i zaniósł go nad drabinę (dzięki temu
odpadła nam część transportu RB w rękach), potem pokonał dawny syfon i poleciał na brzeg się ogrzać. My po kolei
wszystko popakowaliśmy, łącznie z pontonem Explorer Pro 200 i hura przez wodę
prosto do tyrolki. Paweł poszedł do góry i
ciągnął rzeczy za pomocą tyrolki, ja zaś z
dołu kolejno je podawałem. Mariusz donosił sprzęt od wody do tyrolki, a Rozruch z
Nuras.info 11/2016
tyłu jeszcze robił zdjęcia. Po wydobyciu
wszystkiego na zewnątrz, przebraliśmy się i
zanieśliśmy rzeczy blisko drogi, gdzie w
międzyczasie podjechał Krzysiek. Wszystko załadowaliśmy do auta, aby później w
lasku, na spokojnie, sobie przebrać.
Po wszystkim udaliśmy się do pizzerii,
zamówiliśmy coś do picia, ale dyskusja jakoś się nie kleiła, co mogło mieć związek z
niezłym w tym miejscu Wi-Fi. Udało nam
się jedynie ustalić plan na kolejny dzień i
wspólnie zdecydowaliśmy, że dziś już mamy wolne. Mariusz z Pawłem postanowili
przyrządzić sobie samodzielnie coś do jedzenia, a my w trójkę zostaliśmy, aby
wspólnie skonsumować największą pizzę,
którą podała nam uśmiechnięta blond kelnerka z wielkimi „płucami”.
Po posiłku Krzysiek wrócił jeszcze do restauracji, aby nalać wody do beczki. Rozruch po drodze wpadł na pomysł, aby
zrobić zdjęcia okolicy, jednak aparat fotograficzny został u Krzyśka w samochodzie.
Nie szkodzi, postanowiliśmy poczekać na
niego nad rzeką, bo właśnie tędy będzie
musiał przejeżdżać. Czekaliśmy i czekaliśmy, ale Krzyśka nie było widać. Z nudów
weszliśmy do rzeki, udając, że się myjemy.
Początkowo wskakiwaliśmy do wody i od
razu wychodziliśmy, ale z upływem czasu
przyzwyczailiśmy się do chłodu. Ale co się
stało z Krzyśkiem? Po chwili przyszło nam
na myśl, że pewnie poderwał tę kelnerkę.
Za chwilę jednak doszliśmy do wniosku, że
z pewnością nie jest w stanie wykonać aż
tylu numerów. Zbudowaliśmy więc kolejną
72
teorię, że w jego wieku to przecież trwa
dłużej. Nie odbierał telefonu, co potwierdzało naszą teorię o piersiastej blondynce.
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że jest inna droga, inna niż ta, którą znamy...
Po jakimś czasie poddaliśmy się i wróciliśmy do naszego lasku. Krzysiek już tam
był, wyładował wszystkie rzeczy z samo-
Nuras.info 11/2016
chodu, wyjął wszystkie rzeczy z worków,
aby się suszyły. Byliśmy dumni – sławny
Krzysztof Starnawski wypakowywał i suszył
nasze przepocone skafandry i zabłocone
kombinezony.
Cóż, złapałem aparat fotograficzny i poszliśmy robić zdjęcia (właściwie to Rozruch
robił zdjęcia, ja tylko gapiłem się na to, co
on fotografował).
W trakcie pstrykania zgłodnieliśmy, więc
wróciliśmy do lasku. Trzeba było wreszcie
zjeść retro-kiełbaski, które kupiliśmy. Był
okres suszy. Rozpaliliśmy ogień i opiekaliśmy kiełbaski, ale oczywiście bezpiecznie,
73
pod nadzorem dwóch ratowników górskich, dawnego strażaka i dwóch dobrych
dusz. Ciepły letni wieczór, sosnowy las,
ogień, kiełbaski, świetna rozmowa, czego
więcej mogliśmy sobie życzyć? Gdy ogień
już zgasł, dogasiliśmy węgielki i poszliśmy
spać.
Nazajutrz rozpoczął się nasz ostatni
dzień. Po obfitym śniadaniu naprawiliśmy
dziurawą łódź, można powiedzieć, że
Explorera Pro 200 ulepszyliśmy do wersji
Explorer Pro 2000, po czym skierowaliśmy
się do jaskini, według scenariusza znanego
już z wcześniejszych dni. Zmiana była dopiero przed tyrolką, udaliśmy się bowiem
zachodnim korytarzem do syfonu, bo za
nim teoretycznie mogło być połączenie z
Cetiną. Znalezienie syfonu w labiryncie korytarzy okazało się dla nas wielkim problemem, kilka razy tam, kilka razy z
powrotem. Na szczęście Krzysiek chciał
przejść tylko z sidemountem, materiału
przeznaczonego do transportu nie było dużo (na każdego tylko dwa worki), więc
ewentualne błądzenie nie mogło nas zasmucić.
W rezultacie udało nam się dotrzeć do
syfonu, więc Krzysiek mógł się przygotować
Nuras.info 11/2016
i zanurzyć. My w tym czasie oddaliśmy się
konwersacji, oczywiście z wyjątkiem Rozrucha, który fotografował i nieustannie pouczał nas, gdzie mamy stać, jaką mamy
robić minę i jak mamy świecić.
Po około godzinie wrócił Krzysiek. Relacjonował, że przejście przez syfon trwało
około pięciu minut i potem szedł dalej suchą częścią. Zatrzymała go pionowa ściana, której bez wyposażenia nie był w stanie
pokonać. Dla nas oznaczało to tyle, że musieliśmy spakować rzeczy i iść z powrotem.
Po drodze niektórzy z nas troszkę zabłądzili, gdyż ten, który szedł wcześniej jako
ostatni i oznaczał drogę (nie chcę mówić,
że był to Rozruch), miał później iść jako
pierwszy i pilnować swoich oznaczeń, jednak szedł znów jako ostatni. Ci, którzy wracali z przodu nie zrozumieli jego oznaczeń.
Broniąc Rozrucha muszę wspomnieć, że
dla mnie jego system oznaczeń był przejrzysty i błądziłbym tylko według oznaczeń
trasy tych chłopaków. Wreszcie dostaliśmy
się do tyrolki, policzyliśmy worki, jednego
brakowało. Poszedłem go szukać. Chłopaki
w tym czasie przeniosły materiał na górę.
Po chwili znalazłem worek, zaniosłem go i
poszedłem na górę Po wyciągnięciu ostat-
niego worka koledzy wynieśli materiał,
Rozruch zlikwidował drogę, ja rozebrałem
tyrolkę. Po wydostaniu się na zewnątrz,
nadszedł czas na sesję zdjęciową oraz mnóstwo pakowania. Na szczęście już nie musieliśmy się chować, byliśmy szczęśliwi i
zadowoleni.
74
Ponownie wybraliśmy się na pizzę. Mariusz z Pawłem, jako że mieli dużo jedzenia, ugotowali sobie sami. Przy okazji
zadeklarowali, że umyją zabłocony ekwipunek, co było bardzo szlachetne z ich strony.
Krzysiek, w oczekiwaniu na posiłek, ściągał zdjęcia od Rozrucha. Nagle krzyknął:
Nuras.info 11/2016
– Jesteś jedynym człowiekiem na świecie,
który ma Canona EOS 5D Mark II i robi
zdjęcia do JPG!
Potem podano nam pizzę, więc mogliśmy się najeść.
Po obfitym posiłku wróciliśmy do chłopaków nad rzekę, rzeczywiście wszystko
umyli! Była więc chwila na higienę osobistą
pod prysznicem solarnym. Po kąpieli przyszedł czas na najgorszą część całej ekspedycji. Łzy w oczach, posmarkane chusteczki, wspólne obietnice, że wszyscy do siebie codziennie będziemy pisać, no po prostu klasyka. Jeszcze na koniec z Rozruchem
pojechaliśmy „nurkować” do Cetiny. Nurkowaliśmy tylko w majtkach z maską, aby
popatrzeć pod wodę i potem hura do domu, gdzie dotarliśmy po ponad piętnastu
godzinach podróży.
Z perspektywy czasu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że akcja była doskonała. Zespół też. Tak bardzo mi się to
podobało, że zdecydowanie cieszę się na
przyszłoroczną kontynuację. Na przykład
Rozruch w ciągu pobytu, głównie dzięki
cierpliwości Krzyśka, całkiem dobrze nauczył się języka polskiego. Konkretnie
trzech najczęściej używanych słów: worek,
ciągnij i kur..
Text: Ondřej „Iru“ Belica
Foto: Jiří „Rozruch“ Urbanec
Chcesz opisać
wyjątkowe nurkowanie?
Chcesz się podzielić
ciekawymi informacjami?
Napisz do nas
[email protected]
75
Nuras.info 11/2016
IV Mazurska Mila Nocą
IV edycja Mazurskiej Mili Nocą za
nami. Idea spotkania była oczywista.
Połączyliśmy zaduszkową tradycję,
popularne Halloween oraz łączącą
nas pasję, czyli nurkowanie. Każdy
stawił się z zamontowaną na styropianowej platformie, wydrążoną i
oświetloną od wewnątrz dynią.
Postanowiliśmy przepłynąć dystans Kanału Łuczańskiego (w przybliżeniu mila
morska – stąd nazwa), ciągnąc za sobą nasze arcydzieła. W ten dość ekstrawagancki
sposób postanowiliśmy uczcić pamięć o
tych, których już nie ma wśród nas, a znaczyli dla nas wiele. Wyzwanie jakie nas
czekało nie należało do najłatwiejszych.
Najpierw musieliśmy przygotować nasze
oryginalne boje sygnalizacyjne, zorganizować do nich podświetlenie oraz zagwarantować ich pływalność. I to było
najłatwiejsze, właściwie drążenie dyni to
sama przyjemność. Spotkaliśmy się, zgod76
Nuras.info 11/2016
nie z planem, przy rondzie Andrzeja Balona Tarasiewicza. W tym roku również zgodnie z planem weszliśmy do wody. I tu
dopiero zaczęła się zabawa. Na powierzch-
ni we fleszach aparatów licznie przybyłej
na rozpoczęcie akcji publiczności wszyscy
byliśmy uśmiechnięci. Jednak wystarczyło
pierwsze 100 metrów i już wszyscy wie-
77
dzieli, że IV Mazurska Mila Nocą długo nie
da o sobie zapomnieć… Lekki na pozór
prąd wody w kierunku Niegocina pod mostem kolejowym sprawił, że po jego poko-
Nuras.info 11/2016
naniu wszyscy byli naprawdę rozgrzani.
Dobrze rokująca na starcie woda, za sprawą instalacji odprowadzającej opady deszczu, za mostem kolejowym przypominała
rozcieńczone mleko. Jeszcze gorzej mieli
nurkowie, którzy płynęli z tyłu. I właśnie ten
odcinek, pomiędzy mostami kolejowym a
obrotowym, można nazwać rozgrzewką dla
78
ducha… Na tych, którzy nie dali się pokonać prądowi i przejrzystości za mostem obrotowym czekała już coraz lepsza woda i
ostatnie 1300 metrów pod wodą. Na trasie
Mili towarzyszyły nam wszędobylskie okonie i płocie. Przy odrobinie szczęścia można było trafić na szczupaki i miętusy.
Nuras.info 11/2016
Wszystkim, którzy zechcieli nam towarzyszyć dziękujemy! Za profesjonalną asekurację i zabezpieczenie ratownicze imprezy
Mazurskiemu Ochotniczemu Pogotowiu
Ratunkowemu – bardzo dziękujemy. Nurkom, którzy podjęli wyzwanie gratulujemy!
Macie moc, chłopaki! W tegorocznej edycji
udział wzięło dwunastu śmiałków: Krzysztof Golubiński, Jarosław Krzysztof Łobodziński, Grzegorz Zubowicz, Michał
Warchoł, Adam Sobański, Daniel Winiarz,
Robert Kukuła, Marek Banaszkiewicz, Ire-
79
neusz Żukowski, Michał Ejsymont, Mateusz
Pawelecz oraz autor powyższych słów.
Do zobaczenia za rok!
Sebastian Łepkowski
Fotografie Marcina „Łabęcia Mierunowicza”
Nuras.info 11/2016
Wraki i jaskinie
od Włoch, przez Francję, po Hiszpanię
Piętnaście dni, sześć tysięcy kilometrów, dwadzieścia godzin spędzonych pod wodą w trzech krajach. To
był naprawdę dobry wyjazd, pełen
niesamowitych miejsc, nowych fantastycznych ludzi i bardzo ciekawych
nurkowań. Zaczęło się od zaproszenia do Hiszpanii na podwodne wykopaliska archeologiczne. Gdy już
rezerwowaliśmy z Kubą bilety na lot
do Girony, wpadł nam do głowy pomysł – a gdyby tak pojechać samochodem i zaliczyć jeszcze jakieś fajne
nurkowania po drodze? Brzmiało to
jak całkiem ciekawy plan…
W piątek o 22:00 opuszczamy Warszawę. Samochód wypełniony mamy po sufit
Elefante Bianco
80
Nuras.info 11/2016
sprzętem nurkowym. Do pierwszego przystanku we Włoszech mamy tylko 1500 km.
Gdy w południe następnego dnia docieramy w okolice Bassano del Grappa, jesteśmy
załamani… pada deszcz. Nie martwi nas
fakt, że trochę zmokniemy. Deszcz może
spowodować duży wypływ z jaskini, w której chcemy zanurkować. Pod Bianco Elefan-
te docieramy wczesnym popołudniem. Na
parkingu wita nas tablica z ostrzeżeniem o
zagrożeniach nurkowania jaskiniowego.
Obok widnieje krótka historia jaskini. Eksploracje tego wywierzyska rozpoczęły się
już w latach 60. W latach 80. o przesunięcie przodka walczyli między sobą J. Bolanz
i O. Isler, z czego ten pierwszy osiągnął
Tuż przed zanurzeniem w Elefante
81
wtedy głębokość 120 metrów. W 2004 roku
Gigi Casati podczas nurkowania trwającego siedem godzin osiągnął głębokość 186
metrów w odległości 530 metrów od wejścia. Jest to w tej chwili rekord głębokości
w tej jaskini. Opis kończy się informacją o
ośmiu nurkach, którzy zginęli podczas działań w tym miejscu. To nas nie zniechęca,
Nuras.info 11/2016
przenosimy sprzęt pod wywierzysko. Sądząc po skałach woda jest całkiem nisko, w
odróżnieniu od tego, czego się spodziewaliśmy, a jej kolor i przejrzystość również nie
zachęcają. Może głębiej zrobi się ciekawiej.
Klarujemy sprzęt i zanurzamy się w zielonkawo brunatnej głębi jeziorka. Szybko odnajdujemy grubą, dobrze przymocowaną
poręczówkę. Mijamy wejście do jaskini i…
nic, woda jest tak samo paskudna. Widoczność to zaledwie 2-3 metry, a w toni unosi
się syf. Gdzie ta legendarna widoczność?
Kończymy nurkowanie lekko zawiedzeni,
bo mieliśmy nadzieję na piękne widoki, a
widzieliśmy… niewiele.
Pakujemy sprzęt i ruszamy do następnego punktu na naszej liście jaskiń – Di Oliero. Niestety dojeżdżamy zbyt późno i
Jezioro Garda
82
muzeum będące jednocześnie wejściem do
systemu jest już zamknięte. Szybka burza
mózgów i męska decyzja. Opuszczamy
okolicę Bassao del Grappa i ruszamy w stronę Gardy. Noc spędzamy pod namiotem,
nad malowniczo położonym jeziorem alpejskim. O Jeziorze Garda wiemy niewiele,
oprócz tego że leży w Alpach i ma 300 metrów głębokości. Nie znamy natomiast żad-
Nuras.info 11/2016
nych miejsc nurkowych w okolicy. W malutkiej, ale bardzo malowniczo położonej
miejscowości Torbole posilamy się włoską
pizzą i pochyleni nad mapą batymetryczną
jeziora ustalamy plan i miejsce, gdzie mniej
więcej chcemy wejść. Gdy znajdujemy już
upragnione dojście do jeziora, klarujemy
graty i ruszamy w dół. Spodziewaliśmy się
ścianki, ale znaleźliśmy za to szybko opadający w dół stok. Widoczność jest bardzo
dobra, a temperatura w głębszych partiach
zaskakująco wysoka, bo aż 12 stopni. Ze
względów logistycznych mamy w butlach
powietrze i zawracamy, gdy narkoza azotowa daje już popalić. Bardzo usatysfakcjonowani kończymy nurkowanie około
godziny 16. Z niedosytem opuszczamy Alpy, ale przed nami jeszcze dobre 1000 km
do Port de la Selva w Hiszpanii, gdzie mamy się zaokrętować o ósmej rano.
El Port de la Selva to małe portowe miasteczko położone na Cap de Creus, najdalej
wysuniętym na wschód półwyspie Hiszpanii. Z jednej strony oblewają je wody Morza
Śródziemnego, a z drugiej dotarcie ograniczają góry. Można tu spotkać głównie rybaków i francuskich turystów chcących
wypocząć na spokojnym wybrzeżu Costa
Jezioro Garda
83
Nuras.info 11/2016
Brava. Już starożytni Rzymianie znali i korzystali z tej zatoki i to właśnie relikty ich
działań sprowadziły nas tutaj.
O świcie wjeżdżamy do portu, mijamy
część z jachtami, przygotowanymi już do
zimy. Gdy docieramy do części rybackiej,
dostrzegamy jednostkę, na której mamy się
zaokrętować. Thetis na pierwszy rzut oka
może nie wygląda na ruinę, ale na luksusowy jacht tym bardziej. Jednak gdy zaczyna-
Port de la Selva
84
my poznawać statek, okazuje się, że jest to
bardzo przemyślana i całkiem wygodna
jednostka z dużym zapleczem socjalnym.
Pierwszego dnia nie nurkujemy, to czas na
zapoznanie się z załogą i statkiem. Trzon
Nuras.info 11/2016
ekipy stanowi trójka archeologów z Centre
d’Arqueologica Subaquatica de Catalunya:
Rut, Gustau i Carlos, kapitan Geordii, który
na twarzy ma wypisane lata spędzone na
morzu. Pomagają mu dwaj marynarze Armand i Guillieme, który również jest archeologiem. Ekipę uzupełniają osoby,
podobnie jak my, zaproszone na wykopaliska: Marina absolwentka archeologii z Hiszpanii, Ahmed pracownik Departamentu
Archeologii Podwodnej z Omanu, Paul archeolog z Kalifornii i my, czyli dwóch archeologów podwodnych z Polski.
Następnego dnia w końcu wchodzimy
do wody. Każdego dnia zaplanowane są
dwa nurkowania na 33 metry, gdzie leży
wrak. Faza denna pierwszego nurkowania
ma trwać 35 minut, potem deep stop na 17
metrach i 10 minut dekompresji tlenowej na
6 metrach. Między nurkowaniami mamy 3
godziny przerwy, w trakcie których jemy
obiad i omawiamy plan na następne nurkowanie. Drugie zanurzenie w fazie dennej
trwa 30 minut, następnie deep stop na 17
metrach, 3 minuty na 9 metrach i nudne 20
minut dekompresji tlenowej na 6 metrach.
Jako lina opustowa służy nam łańcuch kotwiczny, natomiast tlen na dekompresję po-
Kuba kontempluje swoje nurkowanie w Gardzie
85
Nuras.info 11/2016
dawany jest za pomocą długich węży z pokładu statku na deco bar.
Badany wrak ma nazwę Cala Cativa 1.
Była to rzymska jednostka datowana na 50-
30 lat przed Chrystusem. Statek ten służył
do przewożenia wina z Półwyspu Iberyjskiego, czyli obecnej Hiszpanii, na rzymskie stoły. Zatonął najprawdopodobniej od
Mateusz korzysta z dobrodziejst tlenu
86
uderzenia o skały, które w tym miejscu są
bardzo niebezpieczne. Przez wieki statki tonęły w tym miejscu z powodu wiatru nazywanego przez Katalończyków „Tara
Nuras.info 11/2016
Muntana”. To niebezpieczny północny
wiatr spychający jednostki na ostre skały.
Do tej pory żeglarze i kapitanowie obawiają się tego wiatru. Nie jesteśmy pierwszymi
badaczami w tym miejscu. W latach 80.
prowadzono tu badania przy pomocy nurków klasycznych i wydobyto wtedy 63 całe amfory. Celem katalońskich archeologów
jest dokładne zbadanie konstrukcji tego
wraku, ponieważ wszystkie cechy wskazu-
Przystanek deco
87
ją, że został zbudowany właśnie w Iberii.
Pierwszy cel naszego zespołu to wykonanie dwóch wykopów sondażowych po
dwóch stronach wraku. Eksplorujemy przy
pomocy eżektorów wodnych. Praca idzie
Nuras.info 11/2016
powoli, ze względu na tysiące fragmentów
amfor leżących wokół jednostki. Te, które
nadają się do identyfikacji chowamy do
specjalnych worków, natomiast te których
nie da się zidentyfikować odkładane są na
hałdę. W jednym z wykopów odkrywamy
bardzo ciekawy drewniany element. Z pewnością fragment konstrukcji statku. Jednak
jego przeznaczenie nie jest oczywiste. Między nurkowaniami i wieczorem toczymy
dyskusje próbując zidentyfikować ten element.
Kuba na przystanku deco
88
Drugim zadaniem jakie otrzymaliśmy z
Kubą było wycięcie jednej wręgi i klepek na
całym przekroju wraku. Ten fragment jednostki ma być zakonserwowany i umieszczony w muzeum. Klepki są bardzo
delikatne, wykonane z miękkiego drewna.
Nuras.info 11/2016
Przebywając w wodzie przez 2000 lat stały
się bardziej podobne do gąbki niż drewna.
Cięcie zajmuje nam dwa nurkowania. Robimy to bardzo delikatnie przy pomocy
brzeszczotu. Na kolejnym nurkowaniu
montujemy wręgę do stelaża i balonem wy-
pornościowym zabieramy ją na powierzchnię. Kolejne dwa nurkowania zajmuje wydobycie klepek z obu burt i stępki.
W trakcie wszystkich tych działań cały
czas dokumentowane są przekroje wraku,
czym w większości zajmuje się Rut. Plan z
Ressel
89
góry zrobiony był przy użyciu fotogrametrii.
Część dokumentacji wykonujemy przy pomocy iPada w specjalnej podwodnej obudowie. Oprócz tego, że jest bardzo
przydatny do dokumentacji, zdecydowanie
przyspiesza czas spędzony na dekompresji.
Nuras.info 11/2016
Gdy dokumentacja i eksploracja została
już zakończona, naszym zadaniem było zasypanie wraku. Najpierw odwróciliśmy
eżektory, tak aby kopany piach zasypywał
wrak. Przyspieszające prace okazało się
układanie ceramiki i worków z pisakiem na
stanowisku. Drewniane obiekty zasypuje się
nie tylko po to, żeby uchronić je przed łowcami zabytków, ale także żeby zabezpieczyć je przed torredo navalis, czyli
świdrakiem okrętowym, który żywi się
drewnem. Tempo w jakim to stworzenie
90
zjada elementy jednostki jest ogromne. Już
starożytni próbowali walczyć ze świdrakiem obijając statki blachą.
Aby uprzyjemnić pracę przy zasypywaniu stanowiska, postanowiliśmy w międzyczasie sprawdzić jedną pozycję, którą ekipa
Nuras.info 11/2016
dostała od rybaków. W tym miejscu mieli
oni w sieciach wyciągać ceramikę. Niestety pozycja nie była zbyt precyzyjna. Oprócz
przybliżonych koordynatów mieliśmy informację o tym, że wrak ma leżeć na 40 metrach. Pierwsze zrzucenie kotwicy. Idziemy
na dno, ale okazuje się, że jest trochę za
głęboko, bo komputery wskazują 48,8 m.
Pomimo to kontynuujemy poszukiwania
przy pomocy kołowrotka. W 25 minucie
wciąż nie mamy rezultatów, dlatego rozpoczynamy wynurzanie. Przed nami jeszcze
W poszukiwaniu nowego wraku
91
35 minut dekompresji. Niestety drugi zespół
również nie znalazł wraku.
Ostatnie zadanie pod wodą, jakie czekało nas w Hiszpanii, to sprzątanie i likwidacja kotwic. Przyjemność spadła na Kubę,
Mateusza i Gustau’a kierownika badań. Ma-
Nuras.info 11/2016
teusz dostał dwa balony wypornościowe po
100 i 250 kg, dwa kosze na ceramikę i stage’a do pompowania balonów. Kuba i Gustau mają dwa balony po 250 i 500 kg oraz
stage’a do pompowania balonów. Schodzimy razem. Kiedy Mateusz ładuje do koszy
worki z ceramiką i wypuszcza je na powierzchnię, Kuba i Gustau schodzą do
No to hop
92
pierwszej najcięższej kotwicy, którą mają
wypuścić na balonie wypornościowym.
Wypuszczenie koszy poszło bez problemu,
ekipa powierzchniowa już je zbierała, jed-
Nuras.info 11/2016
nak podczas wystrzeliwania kotwicy łańcuch zahaczył o skały, jednak po krótkiej
walce został uwolniony. Teraz ekipa musi
dopłynąć do kolejnych skał, gdzie czeka
ostatnia kotwica. Niestety widoczność dramatycznie spada i robimy to na czuja. Gdy
znajdujemy kotwicę, odczepiamy szeklę,
odplątujemy ją ze skał i wypuszczamy ko-
twicę na balonie wypornościowym. Na zadanie mieliśmy przewidziane 30 minut, ale
udaje nam się w 16 minucie opuścić dno.
Nie mamy już żadnej liny opustowej, dlatego puszczamy bojkę deko. Teraz pozostaje nam tylko znaleźć nasz statek, pod
którym podwieszone są gazy dekompresyjne. Gdybyśmy nie mogli tego zrobić, moto-
Port de la Selva
93
rówka miała podpłynąć do bojki i wskazywać nam drogę. Udaje nam się znaleźć statek i reszta nurkowania przebiega bez
zakłóceń.
Ostatni wieczór w Hiszpanii spędzamy
przy Fideua, tradycyjnej potrawie katalońskich rybaków, i doskonałym winie. Następnego dnia pakujemy swoje zabawki i
Nuras.info 11/2016
ruszamy w kierunku regionu Lot we Francji.
Mamy tam jeszcze parę ciekawych nurkowań do zrobienia.
Pierwsze na naszej liście jest Emmergence du Ressel, jedna z najpopularniejszych
jaskiń we Francji. Odczuwamy to od razu,
bo nie możemy znaleźć miejsca na parkin-
gu przy jaskini. Gdy pytamy wychodzącą
ekipę, czy ktoś jest w jaskini, odpowiedź
zaskakuje nas jeszcze bardziej:
– Tak, chyba trzy zespoły jeszcze.
Znajdujemy miejsce na samochód i zaczynamy ogarniać sprzęt z nadzieją, że może się trochę przerzedzi. Wejście do
Jak się kopie to się kurzy
94
wywierzyska znajduje się w korycie rzeki
Cele. Zanim wybudowano spiętrzenie tej
rzeki, było dostępne z lądu. Są okresy, w
których wypływ wody z jaskini jest tak duży, że nie można tam wpłynąć, ale dzisiejszy dzień na to nie wskazuje. Pierwsze
eksploracje miały miejsce w latach 60., lecz
Nuras.info 11/2016
dopiero konkurencja pomiędzy dwoma legendami nurkowania jaskiniowego Johenem Hasemayerem i Oliverem Islerem
przyniosła duże kroki naprzód. Walka o
przodek zakończyła się dopiero w 1990 roku, kiedy Olivier Isler w trakcie jedenasto-
godzinnej akcji przenurkował 1870-metrowy syfon o największej głębokości 80 metrów. Gdy płyniemy do wejścia, woda w
rzece jest niezachęcająca. Jednak gdy
wchodzimy pod strop, sytuacja się zmienia.
Od pierwszych metrów jaskini wiemy już,
Trou Maamme
95
dlaczego tak często wykorzystywana jest do
szkoleń. Bardzo szeroki korytarz, praktycznie bez śladu mułu na spągu ciągnie się
przez setki metrów na głębokości około 10
m. Po 300 metrach zawijamy w stronę wyjścia. Nurkowanie było bardzo ładne, acz-
Nuras.info 11/2016
kolwiek trochę nudne. Pakujemy sprzęt i
przenosimy się do drugiej jaskini na naszej
liście: Gouffre de Landenouse. Jaskinia, której nie można pomylić z żadną inną. Obudowane wejście do studni z drabiną, po
której należy zejść i wyjść, jest dość charak-
terystyczne. Trafiamy na bardzo niski poziom wody i do lustra mamy jakieś sześć
metrów spaceru po drabinie. Informacje o
tej jaskini są zdecydowanie bardziej lakoniczne niż o innych. Największą głębokość
90 m osiągnął tu Jochen Hassenmayer w
Lantouy
96
1980 roku 1240 metrów od wejścia. Niestety szczęście nam tu nie dopisuje i woda ma
bardzo słabą widoczność. Nie tego oczekiwaliśmy po nurkowaniach w słynnych francuskich jaskiniach! Jednak tym razem układ
jaskini jest trochę ciekawszy. Gdy sprzęt już
Nuras.info 11/2016
ociekał, a słońce chyliło się ku zachodowi,
należało znaleźć jakieś ciekawe miejsce na
nocleg. Mapy sugerowały, że pod Gouffre
de Lantouy jest ciekawe miejsce na obóz.
Od razu się tam skierowaliśmy. Przywitała
nas urocza polanka, idealna na biwak i wino przy ognisku. Rano zobaczyliśmy piękne
wywierzysko z turkusową wodą otoczone
drzewami. Miejsce wyglądało magicznie.
Gdy się zanurzyliśmy, jaskinia od razu nas
„kupiła”. Korytarz szybko opadał w dół, a
strop był bardzo, bardzo nisko. Ciasno…
tak jak lubimy. Na 25 metrach jest zacisk,
który pokonujemy szorując brzuchami po
spągu. Jaskinia jest krótka i osiąga głębokość
50 metrów, ale nurkowanie jest bardzo ciekawe. Nie mamy już czasu na nurkowanie
w kolejnej jaskini, ale odwiedzamy jeszcze
Widok z pobliskich gór
97
Trou Madamme, jaskinię o znacznie bardziej speleologicznym charakterze z wieloma syfonami. Z uczuciem nienasycenia
opuszczamy Francję. Do domu mamy jeszcze 2500 km. W przyszłym roku na pewno
tu wrócimy.
Mateusz Popek
Kuba Maciejewski
Mariusz Linke
Nuras.info 11/2016
Zmarł Enzo Maiorca
W wieku 85 lat w rodzinnych Syrakuzach zmarł Enzo Maiorca, pionier
nurkowania na wstrzymanym oddechu
(freediving), wielokrotny rekordzista
świata. To o nim opowiadał słynny
film „Wielki błękit” Luca Bessona z
1988 roku.
Urodził się 21 czerwca 1931 w sycylijskich Syrakuzach. W młodości był kajakarzem. Nazywano go „człowiekiem rybą”.
W latach 1960–1974 trzynaście razy poprawiał rekord świata w swobodnym nurkowaniu. W 1960 roku zanurkował na głębokość
45 metrów.
W 1961 jako pierwszy człowiek w historii przekroczył głębokość 50 metrów w nurkowaniu bez akwalungu. W tym czasie
uważano, że przekroczenie tej granicy spowoduje natychmiastową śmierć nurka. Maiorca przyczynił się w znaczącym stopniu
do rozwoju i popularyzacji nurkowania
swobodnego w latach 60. i 70. XX wieku.
W 1975 wystąpił w filmie włoskiego re-
żysera Melchiadego Colettiego Wyzwanie
na dnie[3]((wł.) Sfida sul fondo).
W środowisku freedivingu był uznawany
za „żywą legendę”. Jego rywalizację z francuskim nurkiem Jakiem Mayolem, który jako pierwszy zanurkował poniżej 100
metrów, przedstawił w 1988 reżyser Luc
Besson w filmie Wielki błękit. Mayola zagrał Jean-Marc Barr, a jako Maiorca wystąpił Jean Reno. W roku premiery filmu,
57-letni wówczas Maiorca pobił swój rekord życiowy nurkując na głębokość 101
metrów.
Po zakończeniu kariery podejmował
działalność ekologiczną i polityczną, przez
dwa lata od 1994 do 1996 był senatorem z
list Sojuszu Narodowego.
Uważał, że w Wielkim błękicie został
przedstawiony w sposób karykaturalny,
gdyż Besson został zmanipulowany przez,
będącego współtwórcą filmu, Mayola. Maiorca doprowadził do zakazu emisji dzieła
na terenie Włoch. W 2001 roku zmarł Mayol, a w 2002 roku film, po wycięciu kilku
98
scen i przemontowaniu innych, wszedł ponownie na ekrany włoskich kin.
Był autorem lub współautorem publikacji na temat nurkowania publikowanych w
języku włoskim, m.in. Sotto il segno di Tanit, Mediolan 2011.
Zmarł 13 listopada 2016 w rodzinnych
Syrakuzach w wieku 85 lat.
Nuras.info 11/2016
CENTRUM NURKOWE
CENTRUM NURKOWE
ul. Ligocka 61a
40-570 Katowice
Doskonale zaopatrzony salon sprzętu nurkowego,
bogata oferta nurkowań, wypożyczalnia sprzętu,
podróże, serwis, ubezpieczenia
Kursy nurkowe: tQPETUBXPXF
tTQFDKBMJTUZD[OF
tUFDIOJD[OF
tJOTUSVLUPSTLJF
tQJFSXT[BQPNPD
tel.: 32 253 66 05
tel. kom. Ania: 609 767 787
tel. kom. Paweł: 602 619 807
e-sklep: www.frogfish.pl
www.hydrozagadka.pl
e-mail: [email protected]
70%
RABATU
na życzenia
świąteczne
i noworoczne
w grudniowym
numerze
Nuras.info
[email protected]
99
Nuras.info 11/2016
Strugalski o bezpieczeństwie nurkowania
Opis zdarzenia, opowiada młody nurek:
Gdy nurkowałem w jeziorze na głębokości 30 metrów, doszło do zalodzenia II stopnia mojego automatu. Przeszedłem na oddychanie z octopusa i żeby zapobiec ucieczce powietrza z zalodzonego II stopnia (który miał stały
wypływ), załamałem wąż średniego ciśnienia, co spowodowało przerwę w wydostawaniu się powietrza. Po kilku minutach otaczająca woda ogrzała automat
i ustał stały wypływ. Nurkowałem dalej na octopusie bojąc się, że gdy wznowię oddychanie z „naprawionego” głównego ustnika, ten znów się zalodzi.
Komentarz:
Procedura załamania przewodu pomiędzy
I a II stopniem automatu oddechowego jest
błędna z wielu przyczyn. Po pierwsze większość współczesnych automatów ma przewody o takiej sztywności, że nawet
zawiązanie ich na supeł nie spowoduje zamknięcia „światła przewodu” (tzn. nie sprawi, że przewód przestanie być drożny). Z
tego powodu tej procedury nie można uznać
za zalecaną i standardową. Ta bowiem powinna sprawdzać się jeśli nie we wszystkich,
to przynajmniej w większości przypadków.
Po drugie, nurek nigdy nie wie, który stopień
uległ pod wodą zalodzeniu (objawy zalodze-
nia obu stopni mogą być takie same). Zgadzam się, że w większości przypadków jest
to stopień II, jednak nie musi tak być. Na
przykład jeśli nurek przypadkowo weźmie
wdech równocześnie z naciśnięciem przycisku inflatora kamizelki, by ją napompować (a
ustnik i inflator kamizelki zasilane są z tego
samego I stopnia), może to spowodować
nadmierne obciążenie tego I stopnia i jego
zalodzenie. Gdyby w takiej sytuacji nurek załamał przewód pomiędzy I a II stopniem i
udało mu się uczynić to skutecznie, może
wtedy dojść do pęknięcia przewodu pomiędzy I stopniem a miejscem załamania – stałoby się tak w automacie bez octopusa. Gdyby
100
był zamontowany octopus, nadmiar powietrza wydostałby się octopusem i pęknięcie
przewodu nie nastąpiłoby. Jednak automat
nadal byłby zalodzony. Wtedy ma miejsce
bardzo trudna sytuacja awaryjna związana z
tym, że urwany przewód bije nurka po twarzy i wydobywa się z niego chmura bąbli
sprawiająca, że nic nie widać, a także nie ma
już możliwości oddychania z ustnika. Sytuacja ta może się okazać trudna do opanowania. Poza tym oczywiście błędne jest
kontynuowanie nurkowania, pomimo wystą-
Nuras.info 11/2016
pienia sytuacji awaryjnej. Nurkowanie należy wtedy bezwzględnie przerwać. Wygląda
na to, że autor opisu zdaje sobie z tego sprawę, skoro mówi: „Nurkowałem dalej na octopusie bojąc się, że gdy wznowię oddychanie
z „naprawionego” głównego ustnika, ten
znów się zalodzi”. Oczywiście istniało duże
ryzyko ponownego zalodzenia głównego automatu, gdyby został użyty, ze względu na
pozostające w nim tzw. jądra krystalizacji.
Autor opisu wie to, lecz i tak robi swoje. Przerażają mnie ludzie, którzy wiedzą lepiej, ale
nie przeszkadza im to robić gorzej.
Tomasz Strugalski
Powyższy tekst zawiera fragmenty bestsellerowej
książki Tomasza Strugalskiego „Wypadki nurkowe – analiza gorzkich doświadczeń”. Tę i pozostałe książki tego
autora można kupić tu: www.ksiegarnia.iknt.pl
Autor jest instruktorem nurkowania, a także adwokatem, doktorem nauk prawnych, prowadzi własną Kancelarię Adwokacką www.adwokat.strugalski.pl
Jest
zwolennikiem surowej, wysokiej odpowiedzialności organizatorów sportu czy rekreacji za bezpieczeństwo
uczestników. W czasach gdy prowadził bazy nurkowe,
w prowadzonych przez niego bazach w Polsce i za granicą, przez blisko 20 lat nigdy nie zdarzył się wypadek.
101
Nuras.info 11/2016
Wraki Bałtyku
Montownia Kreatywna zabierze
nas do podwodnego świata jaskiń i
głębin morskich.
Najbardziej ekscytujące spotkania w
mieście z cyklu Śladami Ostrowskich Globtroterów, na stałe wpisały się w harmonogram
Ostrowskich
wydarzeń.
Ich
bohaterami są ludzie z sąsiedztwa, pełnij
pasji i miłości do poznawania Świata. Razem z nimi mieliśmy okazję być w najodleglejszych zakątkach Ziemi.
Przemierzaliśmy bezdroża Syberii, zdobywaliśmy góry Tien Szan’u, pływaliśmy
Batorym po Atlantyku, zwiedzaliśmy wyspy
Nowej Zelandii, w Afryce tańczyliśmy, a na
Rapa Nui oglądaliśmy zaćmienie słońca. A
co tym razem? W listopadzie podążymy śladami Artura Mielcarka, który zabierze nas
w przepiękną podróż, pełną adrenaliny,
szybkich decyzji i walki o tlen. W podróż
jedyną i niepowtarzalną. Do podwodnego
świata jaskiń i głębin morskich.
„Nikogo nie trzeba chyba przekonywać,
że nurkowanie to wspaniała przygoda. Kolorowe rafy, bajeczne ryby i ciekawe zwierzęta na wyciagnięcie ręki. I to wszystko w
ciepłej, przejrzystej wodzie. Ale nurkowanie
ma też inne oblicze. W ciemnych, głębokich
wodach Bałtyku spoczywają wraki, o których mało kto ma pojęcie. Pięknie zachowane, niektóre kilkusetletnie, wraz z niesamowitymi historiami, które zakończyły się ich
zatonięciem. Dla tych, którym nie wystarczają kolorowe rybki jest to mroczny świat o
niesamowitej sile przyciągania. Na naszym
spotkaniu chciałbym opowiedzieć o kilku
ciekawych, bałtyckich wrakach i o technice,
która pozwala na ich odwiedzanie. Opowiem również o niesamowitym świecie podwodnych jaskiń i zalanych kopalń.
Wszystkich zainteresowanych serdecznie
zapraszam” – mówi Artur Mielcarek. Śladami
Ostrowskich Globtroterów to cykl spotkań
podróżniczych organizowanych przez Montownie Kreatywną od 2012 roku. Przez lata,
102
zgromadził on ponad pięć tysięcy gości, a zainteresowanie projektem ciągle rośnie. „Podziwiam ludzi którzy wychodzą poza strefę
swojego komfortu, są dowodem na to, że niemożliwe nie istnieje. Te spotkania uczą, mobilizują do działania i pokazują, że ostrowianie
to wspaniali ludzie. Tym razem będzie mokro,
parasole i kalosze nie wystarczą.” – mówi Lena Rodger z Montowni Kreatywnej.
Jeżeli chcesz wziąć udział w projekcie i
opowiedzieć o swojej pasji lub wyprawie
zgłoś się do organizatorów spotkania Montowni Kreatywnej, Organizator spotkania; Montownia Kreatywna https://www.facebook.com/MontowniaKreatywna/?fref=ts
Termin spotkania: 25 listopada godzina
20:00 miejsce; "Mała Scena OCK" ul. Wolności 2 Ostrów Wielkopolski. tel. +48 62
736 40 60
Nuras.info 11/2016
Leila Boasier Budecker poprowadzi zagraniczne przedstawicielstwo
Republiki Dominikańskiej na Hiszpanię i Portugalię
Praga, 15.11.2016 – Leila Boasier
Budecker, Dyrektor Narodowej Centrali Turystycznej Republiki Dominikańskiej
na
Europę
Środkową
i
Wschodnią, od grudnia 2016 r. przejmie
prowadzenie
zagranicznego
przedstawicielstwa w Madrycie, które
obejmuje Hiszpanię oraz Portugalię.
Narodową Centralę Turystyczną w
Pradze, która działa również na terenie Polski, od 2017 r. poprowadzi
Klára Hálková.
Narodowa Centrala Turystyczna Republiki Dominikańskiej otwarta została w czerwcu 2009 r. w Pradze w celu promowania
Republiki Dominikańskiej jako atrakcyjnej
destynacji turystycznej w Czechach, w Polsce, na Węgrzech oraz w pozostałych krajach regionu.
W czasie ostatnich siedmiu lat udało się
nam sprawić, że Republika Dominikańska
stała się rozpoznawalna wśród turystów nie
tylko jako droga luksusowa destynacja dla
zamożniejszych klientów – ocenia ubiegłe
lata Leila Boasier Budecker i dodaje – Poza
słynnymi plażami prezentujemy przyrodę,
góry, zabytki okresu kolonialnego i duże
możliwości ciekawego spędzania wolnego
czasu. Turyści jeżdżą do nas nie tylko wypoczywać, ale też zwiedzać, zarówno w ramach zorganizowanych wycieczek, jak i
samodzielnie.
W czasie pracy w Pradze Leila Boasier
Budecker zdobyła dla Republiki Dominikańskiej kilka prestiżowych nagród. Warto
wspomnieć np. Targi LATO w 2012 i w
2015 r., w czasie których Narodowa Centrala Turystyczna Republiki Dominikańskiej
otrzymała nagrodę „Kryształowe Słońce“ za
najbardziej oryginalną ekspozycję. W 2014
r. dominikańska Centrala uzyskała nagrodę
za najlepszy materiał promocyjny w języku
polskim w ramach konkursu „Mercurio Genadesis“ w Gdańsku oraz nagrodę na opolskich targach „W Stronę Słońca“.
Przedstawicielstwo Narodowej Centrali
Turystycznej Republiki Dominikańskiej w
104
Pradze obejmujące działaniem także Polskę
będzie kontynuować pracę. Statystyki odwiedzin z Polski w ostatnich latach wyraź-
Leila Boasier Budecker
Nuras.info 11/2016
nie wzrosły. Od stycznia do października
zeszłego roku odnotowaliśmy 65,5%
wzrost. W regionie Europy Środkowej i
Wschodniej będziemy kontynuować rozpoczętą pracę – mówi Leila Boasier Budecker.
Od 2017 r. praski oddział prowadzić będzie PhDr. Klára Hálková, dotychczasowa
105
Nuras.info 11/2016
asystentka Leily Budecker i menadżerka
eventów oraz targów, która pracuje w Narodowej Centrali Turystycznej od 2010 r.
O Republice Dominikańskiej:
Republika Dominikańska należy do ulubionych turystycznych destynacji na Kara-
106
ibach. Zajmuje mniej więcej dwie trzecie
wyspy Hispaniola, która leży na południowy wschód od Florydy. Ta destynacja jest,
Nuras.info 11/2016
po Kubie, drugim największym państwem
na Morzu Karaibskim gdzie mówi się po
hiszpańsku, a gdzie podziwiać można różnorodny krajobraz. Znaleźć tu można bezkresne dziewicze plaże, wiecznie zielone
lasy tropikalne i tereny górskie. Ruch turystyczny należy do najszybciej rozwijających się gałęzi przemysłu. Dominikana ma
pięć regionów turystycznych: Puerto Plata –
Cabarete – Sosua, La Romana – Bayahibe,
Samana – Las Terrenas, Boca Chica – Juan
Dolio i Punta Cana.
Kontakt:
Mgr. Leila Boasier Budecker
Dyrektor na Europę Środkową i Wschodnią
Ministerstwo Turystyki Republiki Dominikańskiej / Narodowa Centrala Turystyczna
107
Republiki Dominikańskiej
Štěpánská 611/14, 110 00 Praga 1
Mgr. Simona Juránková
Dział PR
Telefon: +420 222 231 078
Email: [email protected]
Web: www.godominicanrepublic.pl
Nuras.info 11/2016
Jezioro tajemnic
Tajemnic muzeum – ciąg dalszy
Podczas wspólnej konferencji Starostwa
Powiatowego w Drawsku Pomorskim oraz
Muzeum w Koszalinie przekazano – oprócz
bransolety liczącej ponad 3 tysiące lat – także inne przedmioty. Jak stwierdził podczas
konferencji Dyrektor Muzeum Jerzy Buziałkowski, liczba tajemnic tego rejonu jest tak
Dyrektor Muzeum i Starosta Drawski
wielka, że potrzeba wielu lat na wyjaśnienie ich wszystkich.
Wśród przekazanych artefaktów znalazła
się kolejna bransoleta, według wstępnej
oceny pochodząca z drugiego okresu brązu, a więc mająca ok. 2700 lat. Pozostałe
Butonarium
108
Nuras.info 11/2016
fibule z okresu wplywów rzymskich
przedmioty to fragmenty zapinek, tzw. fibul.
Była to podstawowa ozdoba stroju w okresie wpływów rzymskich. Częste zmiany ich
stylistyki pozwalają na dosyć precyzyjne
datowanie obiektów archeologicznych, w
których się znajdują. Zabytki te stanowią
pod względem chronologicznym zwarty zespół, który możemy pewnie datować na 2
poł. II w i pocz. III w. n. e.
– Po dokładnych oględzinach jeden zabytek (wcześniej uznany za zapinkę) zaintrygował mnie. Nie wiem do czego mógł
służyć. Być może po konserwacji sprawa
rozstrzygnie się – opowiada archeolog Andrzej Kasprzak.
Ponadto do muzeum przekazano kamienny przedmiot, o nieustalonej chronologii, z precyzyjnie wywierconym otworem,
służący zapewne jako ciężarek do sieci, a
także guzik. Nie jest wykluczone, że pocho-
bransoleta
dzi z okresu napoleońskiego. Tu jednak nie
ma pewności, dlatego prosimy Czytelników
o pomoc w jego rozpoznaniu. Wszelkie sygnały można przesyłać za pośrednictwem
tego formularza zgłoszeniowego: http://jeziorotajemnic.pl/zglos-informacje/
W konferencji uczestniczyli naukowcy z
dziedziny archeologii, przedstawiciele koszalińskiego muzeum, samorządów z Gmi-
Tuż po przekazaniu artefaktów
109
Nuras.info 11/2016
ny Czaplinek oraz Powiatu Drawskiego,
partnerzy Akcji „Jezioro Tajemnic” i dziennikarze, w tym: Dariusz de Lorm, Ignacy
Skrzypek, Andrzej Kasprzak, Andrzej Kuczkowski, Maciej Zakrzewski, Andrzej Polak,
Tomasz Jasyk, Marcin Łukasz, Marek Nowak, Adam Kośmider, Jacek Kozłowski, Stanisław Kuczyński oraz pracownicy
Starostwa Powiatowego w Drawsku Pomorskim.
O konferencji pisaliśmy tutaj: http://jeziorotajemnic.pl/skarb-sprzed-tysiecy-lat/
den mieści się przy ul. 3-go Marca 15, drugi
zaś przy ul. Drahimskiej 67.
Podpisanie deklaracji odbyło się w siedzibie Starostwa Powiatowego w Drawsku
Pomorskim pomiędzy Panem Wojciechem
Za „U-Boota” jeszcze więcej
Do 85 tysięcy złotych podbił nagrodę za
„U-Boota”, przypuszczalnie spoczywającego na dnie jeziora Drawsko, kolejny przedsiębiorca z Czaplinka. Wojciech Kusa
prowadzi usługi gastronomiczne m.in. w
pobliżu jeziora. Ekipy nurkowe pracujące w
ramach Akcji „Jezioro Tajemnic” często korzystają z jego usług.
Kusa Wojciech Usługi Gastronomiczne
„Fast Food” to firma zarejestrowana w Czaplinku (województwo zachodniopomorskie).
Przedsiębiorstwo działa w branży usługowej
związanej z wyżywieniem. W Czaplinku są
dwa punkty usługowo-gastronomiczne: je-
Starosta i nowy sponsor (po prawej)
110
a Starostą Drawskim Stanisławem Kuczyńskim.
Dotychczasowymi sponsorami głównej
nagrody za odnalezienie i wydobycie wraku historycznego okrętu podwodnego z
Nuras.info 11/2016
okresu II wojny światowej lub wcześniejszego, przypuszczalnie spoczywającego na
dnie jeziora Drawsko, są: Powiat Drawski,
Gmina Czaplinek, Kabel Technik Polska sp.
z o.o., Hotel „Pałac Siemczyno” wraz z
Henrykowskim Stowarzyszeniem w Siemczynie, ECN – Systemy Nurkowe z Drawska Pomorskiego, World Technix ze
Złocieńca, Centrum Reklamy Emen z Drawska Pomorskiego, supermarket Intermarché
z Drawska Pom., firma „Moto –Styl” z Czaplinka, Przedsiębiorstwo Turystyczne wraz
z Restauracją „Stary Drahim” w Starym
Drawsku, Zakład Mięsny „Niedźwiedź” z
Kalisza Pomorskiego, Pomorski Bank Spółdzielczy Świdwin, Diver Service s.c. ze Stargardu, „Sławogród” z Czaplinka, Stowarzyszenie „Wrakersi” z Łodzi, Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach pod Warszawą oraz Kusa Wojciech Usługi
Gastronomiczne „Fast Food” z Czaplinka.
przez młodych naukowców.
W dniach 23-25 września 2016 roku odbył się letni obóz Koła Naukowego Geodezji i Kartografii „Metiri” w Czaplinku.
Wyjazd zorganizowany był na zaproszenie
Starosty Drawskiego Stanisława Kuczyńskiego i jego tematem były działania w ramach Jeziora Tajemnic.
Czym jest Jezioro Tajemnic? Jest to nazwa akcji eksploracyjno – historycznej, której celem jest odkrycie tajemnic jeziora
Drawsko oraz całego Powiatu Drawskiego.
Lokalne pogłoski mówią nawet o zatopionych jednej lub kilku ćwiczeniowych łodziach podwodnych z okresu II wojny
światowej. Studenci Koła Naukowego „Me-
Akademia Morska
znów w Czaplinku
Letni Obóz Koła Naukowego „Metiri”
Czaplinek 2016 nad Jeziorem Tajemnic.
Niemal kosmiczne efekty będziemy prezentować niebawem! Oto relacja nadesłana
Wreczęnie Certyfikatów uczestnictwa w Akcji przez Starostę Stanisława Kuczyńskiego
111
Nuras.info 11/2016
tiri” chętnie przyłączyli się do akcji i w sześcioosobowym składzie, pod przewodnictwem opiekuna koła dr. Grzegorza Stępnia,
przyjechali do Czaplinka.
Pierwszego dnia, tuż po przyjeździe, delegacja KN „Metiri” została przywitana
przez Pana Stanisława Kuczyńskiego, Starostę Powiatu Drawskiego, wraz z pozostałymi działaczami projektu Jeziora Tajemnic.
Opowiedział o całej Akcji, historii miasta
oraz regionu. Następnie studenci otrzymali
certyfikaty dołączenia do projektu „Jezioro
Tajemnic” i wykonane zostało pamiątkowe
zdjęcie. Dalej, po szybkim zakwaterowaniu, odbyło się ognisko integracyjne.
Drugi dzień wyjazdu rozpoczęty był
szybkim śniadaniem, by następnie wyjechać do Starego Drawska nieopodal Cza-
Certyfikaty dla Akademii Morskiej
112
plinka, gdzie nad „Zamkiem Drahim” zostało wykonanych kilka nalotów fotogrametrycznych naszymi dronami. Zdjęcia
wykonane podczas nalotów były robione z
różnymi ustawieniami kamer. Jedne z kamerą zorientowaną pionowo w dół, a inne
z kamerą pochyloną o 60 . Należy także
wspomnieć, że przy nalotach wykorzystaliśmy dwa modele wiodącej firmy bezzałogowców DJI Phantoma 3 i Phantoma 4.
Wszystkie wykonane zdjęcia posłużą do
stworzenia modeli 3D zamku, a także do
porównania obu metod fotografowania
obiektu. Modele do obejrzenia są pod następującymi linkami:
https://sketchfab.com
https://sketchfab.com/models/
Modele opracowane zostały w programie
Agisoft PhotoScan. Jest to świetna platforma
do tworzenia trójwymiarowych modeli ze
zdjęć wykonanych z bezzałogowców,
głównie ze względu na jego prostotę. Przy
opracowaniu niezbędne jest przeprowadzanie siedmiu procesów, które w skrócie opisując najpierw łączą zdjęcia (aerotriangulacja przestrzenna), następnie budują
chmurę punktów, a dalej łączą chmurę w
siatkę i ją teksturują. Dodatkowym zada-
Nuras.info 11/2016
niem podczas opracowywania wyników
jest także dokładne wskazanie fotopunktów
zamierzonych odbiornikiem GNSS- RTK, na
zdjęciach, na których występują. Takie prace dają świetne rezultaty, ale ich wadą jest
bardzo długi czas opracowania, który średnio wynosi około 24h ciągłej pracy komputera.
Zrzut ekranu modelu 3D Zamku Drahim w programie Agisoft PhotoScan
W dalszej części dnia studenci udali się
także między innymi na plażę w Czaplinku,
gdzie wykonanych zostało kilka filmów
oraz zdjęć z bezzałogowców, z których powstanie klip promocyjny z wyjazdu. Pod
koniec dnia na boisku internatu, w którym
nocowali uczestnicy wyjazdu, odbyła się
prezentacja wszystkich dronów, jakimi dysponowało Koło Naukowe podczas wyjazdu.
Liczba
bezzałogowców
była
imponująca, gdyż studenci mieli do dyspozycji 2x DJI Phantom 3, 2x DJI Phantom 4
oraz Sześciowirnikowiec(hexacopter). Dodatkowo do nauki lub doskonalenia umiejętności latania studenci mieli do dyspozycji
mały model Syma X5C oraz symulator z
profesjonalną aparaturą.
Ostatni, trzeci dzień wyjazdu rozpoczął
się już trochę po godzinie 6, nalotem w
centrum miasta nad Kościołem Rzymskokatolickim pw. Świętej Trójcy, z którego także
został wygenerowany model 3D. Następnie
wszyscy uczestnicy wyjazdu udali się na
śniadanie, po którym wykonaliśmy ostatnie
loty wyjazdu. Tym razem fotografowanym
obiektem była rekonstrukcja warowni średniowiecznej Sławogród w Czaplinku.
Podsumowując, krótki ale intensywny
wyjazd KN Metiri to masa nowych do113
świadczeń oraz zdobytej wiedzy praktycznej w dziedzinie fotogrametrii, a także pomiarów satelitarnych. Świetna okazja
poznania nowych ludzi, w tym zespołu nurków pracujących pod kierownictwem Dariusza de Lorm i miejsc, a także rozwijania
swoich zainteresowań oraz doskonalenia
nowych umiejętności. Na koniec warto
wspomnieć, że tak dużą ilość danych udało się pozyskać także dzięki sprzyjającym
warunkom pogodowym. Przez cały weekend pogoda była słoneczna i bezwietrzna,
co jest bardzo ważne ze względu na bezpieczeństwo lotów bezzałogowymi systemami latającymi.
Godziny spędzone w powietrzu podczas
wyjazdu, to zaledwie początek pracy, gdyż
teraz przed studentami kolejne zadanie. Będzie nim opracowanie każdego nalotu i porównanie wyników. Każda chwila
spędzona przy pracy z danymi przez studentów to możliwość utrwalenia i poszerzenia wiedzy zdobytej w ciągu roku
akademickiego podczas laboratoriów. Dlatego tak ważne są tego typu wyjazdy i mamy nadzieję na zwiększenie ich ilości w
przyszłości.
Roman Hałaburda – KN „Metiri”
Nuras.info 11/2016
Łódź w odwiedzinach
Po prelekcji na temat Akcji Eksploracyjno
– Historycznej „Jezioro Tajemnic” przeprowadzonej przez jej uczestnika Grzegorza
Forysiaka, przedstawiciela Stowarzyszenia
„Wrakersi”, uczniowie łódzkiej „samochodówki” podjęli decyzję, że na wycieczkę
klasową w ostatnich dniach września przyjadą właśnie do Czaplinka – nad jezioro
Drawsko. Była bardzo udana!
Pomocy w zorganizowaniu pobytu
udzielił Dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Czaplinku Robert Patrzyński,
zaś koordynator poszukiwań podwodnych
Dariusz de Lorm, najlepszy instruktor nurkowania na świecie 2013 i 2014 roku, odnalazł się w nietypowej dla siebie roli i
został przewodnikiem po Czaplinku. Dzię-
114
ki niemu młodzież zgłębiła wiedzę na temat „Jeziora Tajemnic”.
– W czasie wycieczki zwiedziliśmy zabytki i muzea Powiatu Drawskiego, podglądaliśmy prace archeologiczne na terenie
Czaplinka oraz przespacerowaliśmy się po
okolicy – relacjonuje Anna Forysiak, wychowawca kl.4m Zespołu Szkół Samochodowych w Łodzi.
Mieszkańcy Łodzi zobaczyli między innymi Zamek Drahim, Pałac Siemczyno,
izbę muzealną na Rynku w Czaplinku i Kościół pw. Świętej Trójcy oraz brali udział w
zajęciach rekonstrukcyjnych w parku rozrywki „Sławogród”. Podsumowaniem wycieczki było wręczenie certyfikatów udziału
w Akcji „Jezioro Tajemnic” dla ZSS w Łodzi
oraz wszystkich uczestników wycieczki
przez Starostę Drawskiego Stanisława Kuczyńskiego, który znalazł czas na rozmowę
z młodzieżą o atrakcyjności regionu i zachęcał do ponownego przyjazdu. W czasie
ogniska, które odbyło się na terenie ZSP w
Czaplinku, uczniowie zintegrowali się z
młodzieżą z internatu.
– Spotkaliśmy się z wyjątkowo serdecznym przyjęciem ze strony wszystkich, począwszy od pana Starosty, a skończywszy
Nuras.info 11/2016
na pani wydającej nam obiady. Na pewno
wrócimy do Czaplinka. Dziękujemy – mówi Anna Forysiak.
W tym epizodzie „Jeziora Tajemnic”
uczestniczyli: wychowawca klasy Anna Forysiak, nauczyciel Jerzy Kaczmarski oraz
Bartosz Gruda, Dominik Kowalski, Maciej
Łabędzki, Michał Malinowski, Patryk Michalski, Adam Modrak, Damian Nowak, Arkadiusz Osiecki, Bartosz Piotrowski,
Tomasz Roszak, Marcin Sienny, Kamil Smolarek, Mateusz Tomasik, Maciej Woszczyk,
Kamil Pawłowski, Dawid Szozda i Julia Forysiak. Była to klasa o profilu – technik mechatronik z Zespołu Szkół Samochodowych
w Łodzi – Technikum nr 7.
Czaplinek - dom strzelecki
Jest sygnał na temat znalezisk
Łuski z Mosina i „dom strzelecki” – mamy odzew odnośnie znalezisk z parku przy
czaplineckim LO, nad jeziorem Drawsko.
Odnalezienie łusek radzieckich, zamiast
oczekiwanych niemieckich, jeszcze bardziej komplikuje zagadkę.
O sprawie pisaliśmy w artykule „Znaleziska z parku”. W czasach niemieckich miała tam być strzelnica, po której do dziś
pozostał szeroki rów, zaś ćwiczenia tam się
odbywające są nieodłącznym elementem
miejskiej legendy dotyczącej działalności
Kriegsmarine w dawnym Tempelburgu. I
rzeczywiście. Niedawno natrafiono w parku
na setki przestrzelonych łusek, choć informacja o ich rozpoznaniu zamiast coś wyjaśniać, tylko komplikuje nasze historyczne
śledztwo.
115
Na podstawie zamieszczonych przez nas
zdjęć, o sprawie wypowiedział się Marek
Halter, wieloletni redaktor prestiżowych
pism wodniackich i znawca tematyki żeglarskiej, a także autor najlepszego tekstu
locyjnego o jeziorze Drawsko, oczywiście
zamieszczonego na stronie projektu „Jezioro Tajemnic”:
– Łuski wyglądają mi na radzieckiego
Mosina, bo mają zewnętrzną kryzę. Niemcy takiej amunicji nie używali, a ponadto
skrzętnie zbierali łuski na przerób. Widziałem takie sytuacje jako dziecko. W tym
miejscu mogła być po wojnie strzelnica, ale
też może w czasie walk było to gniazdo dla
ckm lub rkm.
Karabin Mosin (fot. za: Wikipedia) i jego
wersje rozwojowe były podstawowym
Nuras.info 11/2016
uzbrojeniem piechoty rosyjskiej i Armii
Czerwonej od lat 90 XIX w. do lat 50 XX w.
Wśród znalezisk były także fragmenty jakichś instalacji hydraulicznych, co również
komentuje pan Marek wskazując, że kurek
wygląda na część zaworu od instalacji piwnej. Co ciekawe, niedaleko od tego miejsca
funkcjonował niemiecki browar.
Z kolei Zbigniew Januszaniec, miłośnik
historii z Czaplinka wypowiedział się w
kwestii tego, jak był zagospodarowany teren w parku w czasach niemieckich. Przesyłał nam trzy przedwojenne fotografie
(dwie pocztówki oraz zdjęcie z folderu turystycznego z 1938 roku) przedstawiające
„dom strzelecki” w Czaplinku. Tuż przy
nim była strzelnica, natomiast we wnętrzu
znajdowała się kawiarnia z restauracją. Do
dziś spod ziemi przezierają fundamenty po
tym obiekcie.
Na pocztówce (1) widzimy wygląd „domu strzeleckiego” od strony jeziora Drawsko, od strony parku oraz wygląd wnętrza.
Na pocztówce (2) z 8 lutego 1907 roku widzimy „dom strzelecki” od strony jeziora
Drawsko w scenerii zimowej. Fotografia (3)
to także widok od strony jeziora. Pochodzi
z folderu turystycznego z 1938 roku. Jak
116
Nuras.info 11/2016
wskazuje pan Zbigniew, umieszczenie tego
zdjęcia w folderze adresowanym do turystów oznaczało, że obiekt ten uważany był
za jedną z atrakcji turystycznych dawnego
Tempelburga.
Dziękujemy za te sygnały!
O sprawie pisaliśmy w artykule „Znaleziska z parku”.http://jeziorotajemnic.pl/znaleziska-z-parku/
Legenda o tajemnym przejściu
Dotychczasowy przebieg Akcji Eksploracyjno – Historycznej „Jezioro Tajemnic”
udowadnia stare twierdzenie, że w każdej
legendzie tkwi ziarno prawdy. Przy okazji
odkrycia podziemnego tunelu na terenie
Pałacu Siemczyno pisaliśmy, że cząstkowe
badania georadarem wskazują na możliwość istnienia tam całej ich sieci. To twierdzenie ma odbicie także w starej legendzie.
– Bardzo popularna wśród mieszkańców
Siemczyna i okolic jest legenda o tunelu łączącym pałac z kościołem – mówi Bogdan
Andziak, współwłaściciel Pałacu Siemczyno i wielki miłośnik historii tych ziem.
I tak ona się zaczyna:
„Kapliczka, którą możny pan Wilhelm
Goltz z rodziną często osobiście odwiedzał
była misterna jak rodowy klejnot, z zewnątrz skromna, z wysoko umieszczonymi
witrażowymi oknami i wąskimi drzwiczkami. W środku zaś prawdziwe cacko – bajecznie kolorowe ściany, złote gwiazdki na
granatowym jak noc suficie, mnóstwo rzeźbionych, świętych figurek, kwiatów i rodowych ornamentów. Do tego niezwykłego
pomieszczenia, przez maleńkie, umieszczone w zakrystii drzwiczki, pozwolono
wchodzić tylko jednej osóbce, kilkunastoletniej córce organisty. Miała kapliczkę
sprzątać i dekorować co niedziela świeżymi
kwiatami, a przed mszą zapalać świece.
Aby je pogasić, dziewczyna mogła wrócić
dopiero po zachodzie słońca”.
Ten kategoryczny zakaz wcześniejszego
wchodzenia do kaplicy, trochę dziwił
dziewczynę, ale wolała nie ryzykować zadawania zbędnych pytań.
„Pewnego razu jednak, gdy już rozpoczęło się niedzielne nabożeństwo, dziewczyna przypomniała sobie, że nie zapaliła
świec. Co robić? Co robić? – myślała przerażona. Ksiądz zaraz wychodzi do ołtarza,
ojciec zaczyna już grać pieśń na wyjście,
państwo jak zwykle w pierwszym rzędzie
klęczą, zapatrzeni w święte obrazy, kościół
117
pełen ludzi… Może by się przemknąć i zapalić te nieszczęsne świece? Ale czy zdąży?
Jest ich tak wiele… Cichutko otworzyła
drzwiczki i… prawie krzyknęła z wrażenia.
Przed ołtarzem obok rozmodlonych państwa Goltzów, na pięknym, obijanym aksamitem foteliku, siedział złotowłosy
chłopiec! Wpatrzony w promienie słońca,
barwione witrażowymi płytkami, nie od razu ją zauważył. Był taki spokojny, miał niesamowitą, jasną twarz… Tylko dlaczego się
nie ruszał? Od stóp aż po ramiona okryty
był tkanym złotą nitką pledem, wyglądał jak
figurka odpoczywającego po locie anioła.
Ta jego jasna, promienna twarz… Dziewczyna, chcąc sprawdzić, czy jej się to nie
śni, dotknęła delikatnie złotych włosów
chłopca. Ten ocknął się, uśmiechnął i zapytał po prostu:– Kim jesteś?”
Dzieci zaprzyjaźniły się ze sobą i odtąd
oczekiwały niecierpliwie na te niedzielne
spotkania. Chłopiec miał niewładne nogi i
ręce. Rodzice nie chcieli go narażać na kpiny ze strony złych i podłych ludzi. W tamtych czasach ludzie byli mało tolerancyjni i
ułomność nie zawsze wywoływała tylko
współczucie. Goltzowie zbudowali dla
chłopca podziemne przejście prowadzące
Nuras.info 11/2016
z pałacu do pięknej kaplicy, żeby dziecko
mogło modlić się w ich towarzystwie, unikając jednocześnie złych spojrzeń. Przyjaźń
syna z sympatyczną córką organisty nie
przeszkadzała szlachetnym i mądrym rodzicom, zwłaszcza że chłopiec nie mógł się
doczekać kolejnych spotkań ze swą nową
przyjaciółką.
Mijały lata. W jeden z ponurych, jesiennych dni mały Fryderyk poczuł się bardzo
źle. Po kilku pełnych cierpienia dniach i nocach chłopiec zmarł. W niedzielę jak zwykle córka organisty przyszła do kaplicy,
żeby spotkać się z przyjacielem. Przeżyła
jednak wielkie rozczarowanie. Byli tam tylko ubrani na czarno rodzice chłopca. Z ich
twarzy biła nieopisana rozpacz i zwątpienie. Dziewczynka zrozumiała co się stało i
łzy gęstą strugą popłynęły z jej oczu. Nagle
spostrzegła gołębia, który usiadł na parapecie uchylonego, podłużnego okienka.
Dziwny jakiś ten gołąb, tak natarczywie jej
się przygląda, przechylając główkę i gruchając zachęcająco. W jego srebrzystym
upierzeniu pobłyskiwały wyraźnie pojedyncze złote piórka. Nikt w Heinrichsdorf
(Siemczynie) nie widział dotąd tak upierzonego gołębia, ale córka organisty wiedziała
już dlaczego taki cudak pojawił się właśnie
tej niedzieli w Heinrichsdorfowskiej kaplicy. Przez jej strapioną twarz przebiegła
drobna iskierka radości.
Po wielu latach zmarła również córka organisty. Ludzie w Siemczynie opowiadają,
że po jej śmierci każdej niedzieli słychać w
kaplicy gruchanie pary gołębi. Ktoś zaklinał
się, że je widział, jak wlatywały do podziemnej krypty, gdzie miało się znajdować
tajemne przejście do pałacu…
Czy i w tej legendzie tkwi ziarno prawdy?
Kolejne ślady po Kriegsmarine
w Tempelburgu (cz. 2)
Dotąd nie zrobiono czegoś, co było zbyt
oczywiste – nie przeszukano najbliższego
otoczenia okolic budynku LO, podejrzewanego o siedzibę lub miejsce kwaterunku taj-
118
Nuras.info 11/2016
nej jednostki szkoleniowej Kriegsmarine w
dawnym Tempelburgu. Wyręczyła nas Ekipa Miesięcznika „Odkrywca”. Na co natrafili?
Najciemniej pod latarnią. Tak w skrócie
można ocenić efekty rekonesansu wokół
obecnego Liceum Ogólnokształcącego przy
ul. Parkowej 2 w zachodniopomorskim
Czaplinku. To tutaj, według miejskiej legendy, stacjonować mieli oficerowie marynarki wojennej III Rzeszy. Niedawno pojawił
się pierwszy konkretny dowód na jej potwierdzenie: odnaleziona przez Redakcję
„Odkrywcy” fotografia z wizerunkiem bandery tej formacji, zatkniętej na maszcie
przed budynkiem współczesnego LO.
Obecnie, pod pytką warstwą ziemi wokół budynku odnaleziono m.in. różne poniemieckie artefakty z czasów II wojny
światowej. W śród nich znalazł się kolejny
guzik z płaszcza Kriegsmarine (fotografię
zamieszczono we wrześniowym numerze
„Odkrywcy”). Jest także okrągła pokrywa,
którą identyfikujemy jako element kuchni
polowej, odznaczenia wojenne z 1939 r. ze
swastyką, kołowrotek na kabel telefoniczny, łuski, monety i wiele innych.
Być może Czytelnicy zidentyfikują na
podstawie załączonego zdjęcia, za jakiego
119
rodzaju zasługi przyznawano znalezione
odznaczenie? Albo zidentyfikują nierozpoznane dotąd przedmioty? Prosimy o informacje: http://jeziorotajemnic.pl/ Każdy
Nuras.info 11/2016
nadsy- łający, który jeszcze go nie ma,
otrzyma Certyfikat Uczestnictwa w Akcji
„Jezioro Tajemnic!
Ogólnopolski miesięcznik „Odkrywca”
jest jednym z Patronów Medialnych Akcji
„Jezioro Tajemnic” oraz jej aktywnym
uczestnikiem w terenie. Fanpage Odkrywcy: https://www.facebook.com/Odkrywca/
Z jeziora wyłowiono krokodyla
Elementy samochodu, tajemnicza skrzynia oraz… krokodyl. To tylko niektóre znaleziska XVII misji poszukiwawczej w
jeziorze Drawsko, która odbyła się w ostatni weekend. Choć to końcówka października, sezon nurkowy trwa nadal!
– Szczęśliwie nie chodzi o prawdziwe
zwierzę, lecz o porcelanową figurkę. To
jedno z zabawniejszych znalezisk z tej misji – wyjaśnia Dariusz de Lorm, kierownik
prac podwodnych (Szkoła Nurkowania ANDAtek).
Większość znalezionych rzeczy nie byłaby widoczna na sonarze. Nurkowie penetrowali dno bez przyrządów, pracując
między innymi w okolicach Nadbrzeża
Drawskiego. Lista wydobytych na powierzchnię przedmiotów jest długa. Obej120
Nuras.info 11/2016
muje m.in. części samochodu, być może
poszukiwanego Wanderera: 30-litrowy miedziany zbiornik paliwa, wał oraz lampę.
Natomiast drewniana skrzynia okazała się
pusta, choć zachowana w bardzo dobrym
stanie. Została rozpoznana jako pojemnik
na tzw. UGŁ-y. W takich skrzyniach były
przewożone i magazynowane petardy, dymy i gazy łzawiące.
Pod powierzchnią znaleziono także niezidentyfikowane, wymagające oczyszczenia z omułków fragmenty blach, garnki,
121
okrągłe przedmioty z otworami przypominające piasty (nie są nimi, to żeliwne odlewy o trudnym do określenia zastosowaniu),
stare buteleczki po medykamentach oraz po
piwie (m.in. z niemieckiego Połczyna),
wrak kajaka lub łódki (samo dno), koło za-
Nuras.info 11/2016
machowe z sieczkarni, kotwicę, piastę z koła wozu drabiniastego oraz szereg innych,
drobnych przedmiotów, jak np. pokrywka
od słoika z napisem „haideglas”.
W akcji uczestniczyli między innymi
„Nurkersi” – Piotr Kusiak, Filip Dębski, Sylwia Mazańska, Zbigniew Aftański, Karol
Grabarski, „ANDAtek” – Damian, Aleksandra i Dariusz de Lorm, Rafał Jaros, Anna Na-
zarenko, Małgorzata Sikorska, Robert Sikorski, „Zamek Świdwin” – Rafał Iwanicki oraz
Dyrektor ZSP Czaplinek – Robert Patrzyński.
Profil Szkoły Nurkowania ANDAtek. To
tutaj zwoływane są kolejne ekspedycje:
https://pl-pl.facebook.com/ANDAtek.Polska/
M.in. tutaj możliwe są noclegi: http://jeziorotajemnic.pl/wakacje-z-jeziorem-tajemnic/
Jednak Kriegsmarine
w czaplineckim LO?
Dotąd nie wiadomo, co działo się w budynku czaplineckiego liceum w latach wojen-
Fot.: ANDAtek oraz „Wrakersi”
Współczesne zdjęcie LO w Czaplinku
nych. Legenda miejska wskazuje na tajną
bazę szkoleniową miniaturowych łodzi
podwodnych, prowadzoną przez Kriegsmarine. Zagadka ta czeka na rozwiązanie,
choć okolica pełna jest poszlak. Znaleziona w USA fotografia rzuca nowe światło na
tę sprawę.
Zdjęcie zostało wykonane, zgodnie z napisem na odwrocie, 5 maja 1939 w Tempelburgu (obecnie Czaplinku). Niedawno
zostało namierzone i odkupione przez miesięcznik „Odkrywca”(patrona Medialnego
122
Nuras.info 11/2016
Akcji „Jezioro Tajemnic”) od prywatnego
kolekcjonera w USA.
– Na zdjęciu widoczna jest flaga sił zbrojnych III Rzeszy. Mogły jej również używać
oddziały lądowe, a nawet Luftwaffe. Z pewnością jednak nie inne organizacje. Oddziały lądowe używały różnych flag.
Kriegsmarine tylko tej bandery – wyjaśnia
historyczne zawiłości Łukasz Orlicki, Szef
Grupy Eksploracyjnej Miesięcznika Odkrywca.
Budynek obecnego liceum przy ul. Parkowej (tuż nad jeziorem Drawsko, przy plaży
miejskiej) powstał najprawdopodobniej w
latach 30 XX wieku. Było to schronisko młodzieżowe, przejęte później przez nazistowską organizację młodzieżową „Hitlerjugend”. Brakuje jednak źródeł archiwalnych,
aby stwierdzić jaką rolę budynek pełnił w
latach 1939-1945. To nie dziwi, jeżeli faktycznie prowadzono tam jakąś niejawną
działalność związaną z wojskiem.
Fotografia z banderą to pierwszy ślad, zapełniający białą plamę w historii tego budynku. W dodatku ślad potwierdzający
starą czaplinecką legendę miejską…
Fot. z 1939 r. pochodzi z archiwum miesięcznika „Odkrywca”
Strona internetowa „Odkrywcy”: http://odkrywca.pl/
Jezioro Tajemnic
– jezioro badań
W ramach realizacji projektu „Drawsko
– jezioro badań”, wspieranego przez drawskie Starostwo, 21 października br. odbyła
się w budynku Liceum Ogólnokształcącego
Łukasz Orlicki z Odkrywcy (po lewej) i Starosta Drawski Stanisław Kuczyński
123
Nuras.info 11/2016
w Czaplinku prelekcja, której tematem były
związki pomiędzy mieszkańcami Czaplinka i jeziorem Drawsko na przestrzeni wieków.
Wykład prowadził Zbigniew Januszaniec
– mieszkaniec Czaplinka, a jednocześnie
znawca dziejów regionu, a także aktywny
uczestnik Akcji Jezioro Tajemnic. Wśród
słuchaczy znaleźli się uczniowie Zespołu
Szkół Ponadgimnazjalnych oraz czaplineckiego Gimnazjum.
Dzięki prelekcji młodzież miała okazję
zapoznać się z wpływem środowiska naturalnego na życie ludzi w nim mieszkających od czasów pierwszego osadnictwa, po
współczesność, i to na przykładzie obszaru
im znanego, ale jak się okazało – kryjącego
jeszcze wiele tajemnic.
– Miejmy nadzieję, że spotkanie to pobudzi wśród młodych ludzi chęć odkrywania
historii – komentuje Robert Patrzyński, Dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych
w Czaplinku.
http://zsczaplinek.szkolnastrona.pl/
Zatoka Ptasia
częściowo zweryfikowana
W bardzo trudnych warunkach pogodowych nurkowie penetrowali kolejną zatokę
jeziora Drawsko. Widoczność jest bardzo
dobra i sięga obecnie 15 metrów.
„Explorersi” dysponujący m.in. sprzętem
sonarowym przebadali około połowy zato-
124
Nuras.info 11/2016
ki, patrząc od strony jeziora. Część przybrzeżna nie została jeszcze zlustrowana.
W trakcie prac natknięto się na trzy podwodne anomalie, które następnie weryfikowano pod wodą. Nie potwierdzono sygnału
o zatopionym jachcie, natomiast wydobyto
fragment burty niezidentyfikowanej łodzi
wiosłowej. Pozostałe lokalizacje to bardzo
duże skupisko roślin podwodnych oraz olbrzymie głazy (na głębokości 9,8 m). Tego
rodzaju kamienie występują co najmniej w
kilku miejscach jeziora, co nieraz sygnalizują nurkowie. Niektóre z nich miewają
rozmiary samochodu. Niestety, kamera
podwodna została zalana i trudno będzie
odzyskać z niej nagrania.
125
Nuras.info 11/2016
– Widoczność pod wodą jest z każdym
dniem coraz lepsza – mówi Dariusz de
Lorm, który kierował pracami podwodnymi
(Szkoła Nurkowania ANDAtek, najlepszy
instruktor nurkowania świata 2013 i
2014r.). – Czas obalić mit, że w jeziorze
Drawsko jest ona słaba. W tej chwili dochodzi nawet do 15 metrów. Jeżeli chodzi o zatokę Ptasią, dno w przeważającej części
pokryte jest liśćmi. Ze względu na niewielką głębokość dochodzącą maksymalnie do
10 metrów, świetnie nadaje się nawet dla
początkujących nurków. Poza tym jest tam
dość jasno, nawet przy dnie.
W XVIII Misji w ramach Akcji „Jezioro
Tajemnic”, w dniach 28 – 31 października,
uczestniczyli: indywidualnie Robert Patrzyński, Gabriela Patrzyńska, ze szkoły nurkowania ANDAtek – Anna Łodziato,
Urszula i Przemysław Tosik, Grzegorz
Piszcz, Bartosz Drzewiecki, Dariusz i Aleksandra de Lorm, Mariusz Szyrwiel, Piotr Janicki, Robert Sikorski, z WOPR Rogoźno –
Sławomir i Renata Biskupscy, Mariusz Szymański, z gimnazjum Bobolice – Bartosz
Tomaszewski, ze Stowarzyszenia Strażnicy
Historii z Koszalina – Marek Tomaszewski i
Honorata Matuszewska, z Klubu Krótkofa-
lowców z Piły – Przemysław Glanc, z
WOPR Świdwin – Artur Kieruzel, Marcin
Ławrynowski i z Pałacu Siemczyno – Marek
Ławrynowski.
Zatoka Ptasia. Na drugim planie jezioro Żerdno
(fot. Gmina Czaplinek)
Zatoka Ptasia – opis Marka Haltera:
Za półwyspem Kołomąt mamy szerokie
na 1200 m wejście do dużej Zatoki Ptasiej,
ograniczone od północy przez Półwysep
Drawski. W połowie długości linii wejścia
łączącej cyple półwyspów Kołomąt i Drawskiego płytko pod wodą (0,5 m) znajduje się
skała podwodna. Skałę oznakowano czerwoną boją. Na zatoce o powierzchni 100
ha są trzy wyspy. Na linii wejścia do zatoki, w odległości 150 m od Półwyspu Drawskiego, leży Wyspa Żurawia, a 200 m dalej
w głąb zatoki Wyspa Czapla. Bliżej brzegu
półwyspu Kołomąt mamy Wyspę Kaczą.
Przejście między Czaplą a Kaczą jest szerokie ledwie na 100 m i dodatkowo jeszcze
126
obustronnie zwężone przez trzciny otaczające wyspy. Dlatego należy między nimi
przechodzić w osi przesmyku. Półtorakilometrowy wschodni brzeg Zatoki Ptasiej, należący do półwyspu Kołomąt, jest na całej
długości zadrzewiony, a pobrzeże poro-
Nuras.info 11/2016
Drawskiego. Dno wzdłuż tej części tego
półwyspu stromo opada pod kątem 30- 45
stopni przez 40- 50 m od linii brzegowej.
Brzeg cypla dochodzący do wody,
porośnięty lasem łęgowym na długości 500
m jest płaski, a następnie przechodzi w
klifowy, zalesiony bukiem.
Półwysep Drawski, częściowo zalesiony,
oddziela Zatokę Ptasią od Zatoki
Drahimskiej, do której wejście z plosa
głównego ma 600 m szerokości.
śnięte szuwarami. W pobliżu niego (30- 50
m) leżą dwie małe, nie nazwane jeszcze,
wysepki połączone z lądem pasem trzcin.
Ostatnie 600 m tego brzegu należy do jednej z dwóch bezimiennych małych zatok
kończących Zatokę Ptasią. Obie zatoki dochodzą do naturalnej grobli wododziałowej, szerokiej na 100- 150 m, rozdzielającej jezioro Drawsko i jezioro Żerdno. Po
grobli biegnie droga krajowa nr 163. Obie
końcowe zatoki rozdziela niewielki, zadrzewiony półwysep. Brzeg Kołomątu jest
ostatnim fragmentem brzegu wschodniego
należącym do miasta Czaplinek. Dalej administrowanie przejmuje Gmina Czaplinek.
Północny brzeg Zatoki Ptasiej, o długości
1 km, należy do zadrzewionego Półwyspu
Model 3D Sławogrodu
Prezentujemy kolejny trójwymiarowy
model opracowany przez szczecińską Akademię Morską po przyjeździe do Czaplinka
nad jezioro Drawsko.
Model warowni „Sławogód” wykonany
został bezpłatnie przez Koło Naukowe
Geodezji i Kartografii AM „Metiri”, któremu
przewodził dr Grzegorz Stępień. Powiększanie odbywa się scrollem myszki, a obracanie 3D – trzymając lewy klawisz myszki
i poruszając nią.
„Sławogród” www.slawogrod.eu/cms/)
jest rekonstrukcją warowni wczesnośredniowiecznej, wybudowaną w pobliżu jeziora Drawsko. To także jeden ze spon127
sorów nagrody za odnalezienie i wydobycie wraku historycznego okrętu podwodnego z okresu II wojny światowej lub wcześniejszego, przypuszczalnie spoczywającego na dnie jeziora Drawsko.
Niebawem kolejne opracowania!
https://sketchfab.com/models/4199f8e20b5a4640acac40819453d594
Sławogród Czaplinek w akcji Jezioro Tajemnic: www.youtube.com
Apel do kolekcjonerów
czasopisma „Żołnierz Polski”
Jest trop w sprawie torped wydobytych
przed laty z jeziora Drawsko. Można nam
pomóc!
To może być bardzo istotna informacja z
punktu widzenia wyjaśnienia charakteru
Nuras.info 11/2016
Jerzy Janczukowicz - po lewej stronie Starosty
S. Kuczyńskiego (w czerwonej czapce)
działalności Kriegsmarine w rejonie jeziora
Drawsko. Od jakiegoś czasu mieliśmy informację, że wydobycie torped opisała współczesna zdarzeniu prasa. Dotąd nie
wiedzieliśmy jaka. Dziś mamy już ślad.
Chodziło prawdopodobnie o „Żołnierza
Polskiego” lub „Polskę Zbrojną”.
Pierwszy sygnał o torpedach pochodził
od Jerzego Janczukowicza, legendy pol-
skich poszukiwań podwodnych z Gdańska.
Nurkował on w latach 80. w jeziorze Drawsko na zlecenie Uniwersytetu Gdańskiego.
To w tamtym czasie otrzymał zdjęcie, które
było wycinkiem prasowym. W artykule opisywano wydobycie dwóch torped z „Jeziora Tajemnic”.
– To, dość kiepskiej jakości, zdjęcie mam
do dziś w swoich zbiorach. Niestety, nie pamiętam z jakiej pochodziło gazety – opisywał sprawę pan Jerzy.
Teraz nastąpił zwrot w sprawie, dający
nadzieję na przynajmniej częściowe ustalenie przebiegu zdarzeń i przybliżenie się do
tajemnicy jeziora.
– Otrzymaliśmy od pasjonatów historii
informację, że czasopisma o tematyce wojskowej opisywały fakt wydobycia torped. Z
punktu widzenia naszej akcji, są to informa128
cje bezcenne – podkreśla Starosta Drawski
Stanisław Kuczyński.
Problem w tym, że nie wiemy, o jaki konkretnie numer „Żołnierza Polskiego” lub
„Polski Zbrojnej” może chodzić. Czasopisma bowiem ukazywały się przez wiele dekad. Z przekazanych informacji wynika, że
mogło to być najprawdopodobniej w latach
60. lub 70., choć ze względu na długi okres
czasu – pewności nie ma.
Wiemy, że w Polsce jest wielu kolekcjonerów. Niektórzy z nich posiadają wszystkie roczniki i są dobrze zorientowani w ich
treści. Dlatego zwracamy się z prośbą o
udostępnienie nam zeskanowanych artykułów na ten ważny dla nas temat. Odsłońmy
po latach jedną z tajemnic jeziora Drawsko!
Prosimy o przesyłanie informacji za pomocą formularza: http://jeziorotajemnic.pl/zglos-informacje/
Nagrodzimy je Certyfikatami Uczestnictwa w Akcji!
Zdjęcia z archiwum Szkoły Nurkowania ANDAtek.
Pałac Siemczyno skanowany
podczerwienią
Ekipa szczecińskiej Akademii Morskiej
pracowała ostatnio na terenie Pałacu Siem-
Nuras.info 11/2016
czyno – Partnera Akcji „Jezioro Tajemnic”.
Działania miały na celu stworzenie trójwymiarowego modelu tego obiektu. Tym razem jednak ma on być jeszcze doskonalszy
– obejmie bowiem także wnętrze!
Grupa studentów pod kierownictwem dr
inż. Grzegorza Stępnia, Zastępcy Dyrektora
Instytutu Geoinformatyki z Akademii Morskiej w Szczecinie, przystąpiła do wykonywania skanowania zewnętrznego oraz
wnętrz Pałacu w Siemczynie w weekend 5
i 6 listopada 2016 r.
Skanowanie wnętrz rozpoczęto od najwyższej kondygnacji, tj. strychu i jego niezwykłej architektonicznie i wizualnie
więźby dachowej.
– Skanowanie ma na celu nie tylko umożliwienie interesującej wirtualnej podróży
po obiekcie, niczym w grach komputerowych, ale jest to także bardzo precyzyjny
pomiar pomieszczeń i detali obiektu. To
niezwykle czasochłonne – opisuje wrażenia Bogdan Andziak, współwłaściciel Pałacu.
Jak wygląda ten proces od strony technicznej? Przed właściwym skanowaniem
oznakowano pomieszczenia. Polega to na
rozstawieniu specjalnych kul, które stano129
Nuras.info 11/2016
wią elementy łączące poszczególne obrazy
„zdjęte” z urządzenia po zakończonym
procesie. Służy to do finalnej obróbki zebranego materiału, w celu właściwego montażu w całość stanowiskowych obrazów.
Wyznaczenie właściwych miejsc orientacyjnych dla skanera jest bardzo istotne dla
poprawności zmontowanego obrazu. Ze
względu na to, że skanowanie odbywa się
przy użyciu podczerwieni, ważne jest zachowanie należytej ostrożności i nie zbliżanie się podczas skanowania do urządzenia.
– Dzięki tym skanom i pomiarom Pałac
Siemczyno nabierze nowego, wirtualnego
wymiaru, zarówno dla oglądających go
przed monitorem komputera, jak i dla architektów potrzebujących dokładnych wymiarów – relacjonuje Robert A. Dyduła z
Henrykowskiego Stowarzyszenia w Siemczynie, który towarzyszył naukowcom w
trakcie prac.
Precyzja skanowania jest niezwykle wysoka, a czas pracy i jej jakość pozwalają
oznaczyć na skanowanym obiekcie punkty
oddalone od siebie nawet o 15 mm. Daje to
faktyczny obraz o olbrzymiej dokładności.
Kompleks turystyczny oraz konferencyjno – wypoczynkowy Hotel Pałac Siemczyno jest także sponsorem nagrody za
„U-Boota” z jeziora Drawsko: http://jeziorotajemnic.pl/nagroda-w-gore/
Fot. Archiwum pałacu Siemczyno
Fot. wejścia do Pałacu: Adam Myśków
Był tam też Volkssturm?
Mamy kolejne głosy w sprawie identyfikacji znalezisk z parku przy czaplineckim
130
Nuras.info 11/2016
LO nad jeziorem Drawsko, jak i tych znalezionych na podwórku tego budynku.
– Chciałbym się wypowiedzieć nt. łusek
znalezionych na strzelnicy – pisze do Ekipy
Jeziora Tajemnic Łukasz Krzysztoń w odzewie na artykuł pt. „Jest sygnał na temat znalezisk”. – Nie są to łuski od rosyjskiego
Mosina (kal. 7,62x 54 mm R), a od francuskiego Lebela (kal. 8×50 mm R). Karabiny
te były zdobyczne podczas pierwszej wojny światowej. W czasie drugiej wojny światowej nie używano już tych karabinów w
wojsku, więc trafiały do różnych organizacji paramilitarnych i proobronnych. Pod koniec wojny w broń tę często wyposażano
oddziały Volkssturmu.
Volkssturm to formacja o charakterze pospolitego ruszenia, użyta przez Niemców w
131
ostatniej fazie II wojny światowej. Została
powołana do życia 25 września 1944 roku.
Jej członkowie często nie otrzymywali
umundurowania, nosili jedynie opaski z napisem „Deutsche Wehrmacht” lub „Deutscher Volkssturm – Wehrmacht”. Zostali
uzbrojeni głównie w starą broń, często pamiętającą jeszcze czasy I wojny światowej
lub nawet końcówkę XIX wieku. Mieli także
broń zdobyczną, a nawet myśliwską. Najnowocześniejszym rodzajem uzbrojenia
oddanym masowo w ręce volkssturmistów i
często bardzo groźnym, zwłaszcza w walkach miejskich, były ręczne granatniki przeciwpancerne
Panzerfaust
(źródło:
Wikipedia).
– Podobnie działo się z amunicją do nich
– kontynuuje opowieść pan Łukasz. – Po
zdjęciu denka wydaje mi się, że jest to łuska
produkcji francuskiej z czasów I wojny
światowej. Amunicję do tego karabinu produkowały także m.in. Polska, Włochy, Grecja i Niemcy. Na zdjęciu za słabo widać
bicia, żeby pokusić się o dokładną identyfikację – podkreśla i dodaje: – Na strzelnicy
w Złocieńcu używano również starej broni.
Znalazłem tam kiedyś dwa naboje treningowe do nauki przeładowywania broni od ho-
Nuras.info 11/2016
lenderskiego Mannlichera (kal. 6,5×54 mm
R). Na zdjęciu zbiorowym widzę też łuski
systemu Mauser (kal. 7,92×57 mm), więc
jak najbardziej z czasów, które nas interesują.
Poniżej ilustracja przesłana przez pana
Łukasza, a dotycząca innego opisywanego
znaleziska – fragmentu instalacji hydraulicznej. To zdjęcie katalogu firmy C. Breitwisch z Koln, która produkowała armaturę
browarnianą. Zdjęcia pochodzą z ebay.de.
Z kolei Paweł Wiśniewski zidentyfikował
niektóre znaleziska z podwórka LO, o jakich pisaliśmy w artykule „Kolejne ślady po
Kriegsmarine w Tempelburgu (cz. 2):
„Medal KVM – Kriegsverdienstmedaille”
został ustanowiony 19.08.1940, jako najniższa klasa Krieksverdienstkreuza (Krzyż Zasługi
Wojennej,
ustanowiony
19
października 1939), przyznawany za wysoką wydajność pracy na potrzeby wojenne.
Medal jest wykonany z brązu. A napis
brzmi: “Fur/Kriegs-/verdienst/1939”.
Nazwa: Medal Zasługi Wojennej. Nazwa
oryginalna: Kriegsverdienstmedaille, Medaille zum Kriegsverdienstkreuz. Używany
skrót do nazwy: KVM. Data ustanowienia:
19 sierpnia 1940.
Medal o średnicy 38 mm z obramowaniem, na awersie wizerunek Krzyża Zasługi
Wojennej (KVK), na rewersie stylizowany
czterowierszowy napis: Fur/Kriegs-/verdienst/1939.
Wstążka: szerokości 38 mm w kolorze
czarnym z dwoma paskami: białym i czerwonym, grubości 4 mm każdy, po obu bokach i wąskim 1 mm paskiem koloru
czerwonego pośrodku.
Liczba nadań: ponad 4.000.000. Kryteria
przyznawania: odznaczenie cywilne przyznawane w szczególności robotnikom przekraczającym ustalone normy pracy.
Bardzo dziękujemy za sygnały. Zachęcamy jednocześnie, aby były one przesyłane
poprzez formularz zgłoszeniowy, w którym
podaje się dane i wyraża zgodę na ich przetwarzanie. Wykonanie tych czynności umożliwia nam wystawienie Certyfikatu
Uczestnictwa w Akcji „Jezioro Tajemnic”.
O sprawie pisaliśmy tutaj: http://jeziorotajemnic.pl/jest-sygnal-na-temat-znalezisk/
Na zdj.: Studenci i kierownictwo Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu
– Patrona Akcji Jezioro Tajemnic – na terenie przed czaplineckim LO podczas rekonesansu w maju br.
132
Makibau podniósł. Do 90 tysięcy!
Firma „Makibau” Piotra Makowskiego,
znanego m.in. z odnalezienia w jeziorze
Drawsko Panzerfausta, podbiła nagrodę za
„U-Boota”.
Pan Piotr sam jest nurkiem. Aktywnie
wspiera Akcję Eksploracyjno-Historyczną
„Jezioro Tajemnic”. Brał udział już w kilku
wyprawach podwodnych, a także uczestniczył w Zlocie Poszukiwaczy Skarbów „Kocioł Świdwiński – Jezioro Tajemnic”, który
niedawno odbył się na terenie Pałacu Siemczyno. Jego owocem było między innymi
odkrycie legendarnych podziemnych tuneli na terenie przypałacowym. W ostatnim
dniu Zlotu, Starosta Drawski Stanisław Kuczyński podpisał także porozumienie z Pio-
Nuras.info 11/2016
trem Makowskim w sprawie podniesienia
nagrody.
Założona w 2012 r. „Makibau” to firma
zarejestrowana w Bytomiu (województwo
śląskie) na ulicy ul. Bronisława Czecha 4.
Właścicielem jest Piotr Makowski. Przedsiębiorstwo działa w branży robót budowlanych związanych ze wznoszeniem
budynków mieszkalnych i niemieszkalnych. Prowadzi także wszelkiego rodzaju
remonty, docieplanie domów jednorodzinnych i wielorodzinnych w technologii tradycyjnej murowanej w stanie surowym lub
pod klucz.
Dotychczasowymi sponsorami głównej
nagrody za odnalezienie i wydobycie wra-
133
ku historycznego okrętu podwodnego z
okresu II wojny światowej lub wcześniejszego, przypuszczalnie spoczywającego na
dnie jeziora Drawsko, są: Powiat Drawski,
Gmina Czaplinek, Kabel Technik Polska sp.
z o.o., Hotel „Pałac Siemczyno” wraz z
Henrykowskim Stowarzyszeniem w Siemczynie, ECN – Systemy Nurkowe z Drawska Pomorskiego, World Technix ze
Złocieńca, Centrum Reklamy Emen z Drawska Pomorskiego, supermarket Intermarché
z Drawska Pom., firma „Moto –Styl” z Czaplinka, Przedsiębiorstwo Turystyczne wraz
z Restauracją „Stary Drahim” w Starym
Drawsku, Zakład Mięsny „Niedźwiedź” z
Kalisza Pomorskiego, Pomorski Bank Spółdzielczy Świdwin, Diver Service s.c. ze Stargardu,
„Sławogród”
z
Czaplinka,
Stowarzyszenie „Wrakersi” z Łodzi, Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach
pod Warszawą, Kusa Wojciech Usługi Gastronomiczne „Fast Food” z Czaplinka oraz
„Makibau” Piotr Makowski z Bytomia.
Informacja
o
firmie
„Makibau”:
http://znanefirmy.com/firma/431484/makibau-piotr-makowski.html
Pałac Siemczyno: http://www.palacsiemczyno.pl/index.php?lang=pl