Nr 11 (84) LISTOPAD 2016
Transkrypt
Nr 11 (84) LISTOPAD 2016
Nr 11 (84) LISTOPAD 2016 Nuras.info 11/2016 Od Redakcji I znów się zaczęło… Jak co roku, gdy ciemność szczelnie okrywa widoki za oknem zanim jeszcze zdążymy wyjść z pracy, kiedy parasole stają się obowiązkowym elementem naszego wyposażenia, nagle wszelkie dostępne środki medialnego przekazu bombardują nas milionami porad, w jaki sposób najlepiej przetrwać jesiennie słoty i nie wpaść w melancholię obser wując krople deszczu nieustannie cieknące po szybach. Metod jest wiele, włączając w to oczywiście te najbardziej sprawdzone, stosowane od pokoleń, zalecane przez babcie, dobre dusze naszych rodzin. My jednak wiemy, że nie ma lepszej terapii niż aktywność fizyczna. Przecież nic tak nie przegania podstępnej jesiennej chandry jak ciekawe nurkowanie w doborowym towarzystwie, prawda? Zatem wszystkim, którzy odczuwają spadek energii, przygnębienie lub wpadają w minorowe nastroje bezmyślnie obracając w dłoniach piloty od telewizorów, bezwzględnie zalecamy dużą porcję nurkowania! Lek dostępny jest bez recepty. Dawkowanie – ilość, czas i miejsce należy dostosować indywidualnie uwzględniając wiek, ogólny stan zdrowia, posiadane umiejętności, sprzęt i przewidziany budżet. Interakcje – nie stosować w połączeniu z alkoholem, środkami odurzającymi, bezmyślnością i brawurą. Działania niepożądane – brak zarejestrowanych danych. Mamy nadzieję, że kończąc lekturę najnowszego numeru Nuras.info, odejdziecie od monitorów, aby sprawdzić czy wszystko macie gotowe na jutrzejsze nurkowanie. Do zobaczenia pod wodą! Spis treści M jak Madera 4 Wenezuela 18 Islandia 32 Pierwsza wizyta Umberto Pelizzariego w Polsce 50 Egipt z niepełnosprawnością 58 Gospodska jaskinia 64 IV Mazurska Mila Nocą 76 Wraki i jaskinie... 80 Zmarł Enzo Maiorca 98 Strugalski o bezpieczeństwie nurkowania 100 Wraki Bałtyku 102 Jezioro tajemnic 108 Redakcja Nuras.info redaguje: Dariusz Smosarski [email protected], współpracują: Miłosz Dąbrowski, Agata Isajew, Michał Winek, Rudi Stankiewicz, Anna Sołoducha, Radosław Bizoń, Grzegorz Zieliński; Skład komputerowy i łamanie: Studio AVALON – Olsztyn Za treść artykułów odpowiadają autorzy. Redakcja zastrzega sobie prawo adiustacji i skracania tekstów oraz zmiany tytułów. Nie ponosimy odpowiedzialności za treść ogłoszeń. Przedruki i kopiowanie wyłącznie za zgodą zespołu redakcyjnego. Wszelkie prawa zastrzeżone. Publikacja reklamy i tekstów sponsorowanych niekoniecznie oznacza poparcie dla produktu, firmy czy usługi. Artykuły i zdjęcia można przesyłać przez naszą stronę www.nuras.info Zdjęcie okładki: Dominik Graczyk Nadsyłając materiały, celem zamieszczenia w wydawnictwie Nuras.info autor oświadcza, że zapoznał się z regulaminem zamieszczonym na www.nuras.info i go akceptuje. 2 Nuras.info 11/2016 M jak Madera czyli jesienna pogoń za słońcem! Maderę pokochaliśmy będąc tam po raz pierwszy w listopadzie 2013 roku. Malutka wyspa ,około 741km2, na Oceanie Atlantyckim leży niedaleko wybrzeża Afryki, ale terytorialnie należy do Portugalii. Wyspa oczywiście jest pochodzenia wulkanicznego, jednak nie spotkamy tu kraterów, tak jak na Azorach, są za to majestatyczne szczyty, stromo opadające klify i niesamowicie kolorowe doliny górskie. Zielona przez cały rok, o łagodnym klimacie wiecznej wiosny, idealnie nadaje się na jesienne przedłużenie wakacji, dlatego też nalofoty.pl udało się tam wraz z innymi dwunastoma śmiałkami w październiku tego roku. 4 Pomimo niewielkiej powierzchni, tygodniowy pobyt okazał się zbyt krótki, żeby zwiedzić wyspę, pospacerować po lawadach, ogrodach, klifach, zakosztować regionalnych specjałów, ponurkować i poganiać wieloryby. Ale cóż robić, musieliśmy się w tym tygodniu zmieścić. Plan był napięty, ale dzięki chętnej do współpracy grupie udało nam się zaliczyć Maderę w pigułce. Nuras.info 11/2016 Po pierwsze nurkowania – sześć nurkowań na terenie rezerwatu podwodnego Garajau to niesamowita frajda. Po stromym klifie zjeżdżamy do bazy nurkowej wykutej w skale, nad nami góruje pomnik Jezusa ustawiony na klifie Garajau na wzór tego z Rio de Janeiro, do miejsca nurkowego mamy parę metrów. Plaża jest niestety kamienista, więc trzeba uważać na każdy krok. Pod wodą zastajemy krajobraz nieco księ- 5 życowy – skały, kamienie, ale za to bogactwo podwodnego życia jest wprost niesamowite – ogromne grupery podpływające do nas, żeby je pogłaskać, mureny, barakudy, pasiaste saple, rurecznice przypo- mina- Nuras.info 11/2016 jące czarodziejskie flety, parotfishe, węgorze ogrodowe nieśmiało wystawiające swoje główki z piasku, mniejsze i większe ryby w ogromnych ławicach mienią się kolorami i zachęcają do zabawy. W zakamarkach skalnych kryją się krewetki, pustelniki, prześmieszne kraby o długich kończynach czy zmieniające kolory jak kameleon ośmiornice. Nawet osoba, która wiele już widziała pod wodą, nie rozczaruje się tym, co tu za- 6 stanie. W okolicy widywana jest też foka, nam niestety tym razem nie udało jej się spotkać. Pomiędzy nurkowaniami stołujemy się w miejscowym barze na plaży i łapiemy łap- Nuras.info 11/2016 czywie promienie słońca. Żeby nie tracić czasu, każdego dnia ruszamy też na zwiedzanie wyspy, atrakcji w końcu jest cała masa, a czasu nie za wiele. Dla naszej wygody wynajęliśmy samochody, które sprawnie i szybko przenoszą nas z miejsca na miejsce. Zatankowany do pełna bak paliwa wystarczy na tydzień codziennych wycieczek. 7 Na naszej liście są oczywiście: Funchal – stolica wyspy z bajecznymi ogrodami, muzeum wina, kolejką linową i bajecznie kolorowym targiem owoców i ryb. Niestety w tym roku z powodu pożarów, które miały miejsce w sierpniu i dotknęły Funchal i oko- Nuras.info 11/2016 liczne wzgórza dość mocno, nie udaje nam się przejść lawadą pomiędzy ogrodami miejskimi a ogrodem botanicznym, ale liczymy, że już za rok szlak ten będzie ponownie otwarty. Wjeżdżamy natomiast na sam szczyt kolejką linową, zwiedzamy ogrody miejskie i pomału wzdłuż zbocza wracamy do miasta, oglądając z bliska spustoszenia jakie poczynił pożar. Udaje nam się też dotrzeć do muzeum wina i na degustację regionalnego trunku Madery – wina o niesamowitym smaku od wytrawnego po słodkie, produkowanego na wyspie od ponad 300 lat. Pomimo małej powierzchni 8 wyspy, każdy skrawek żyznej wulkanicznej gleby jest tu zagospodarowany, w górskich dolinach czy na stokach piętrzą się plantacje bananów czy winnice o winogronach tak słodkich, że dech zapiera. Będąc w Funchal odwiedzamy też kolorowy targ owoców i ryb, gdzie podziwiamy większość Nuras.info 11/2016 tego, co widzieliśmy pod wodą lub na naszych talerzach – są tuńczyki, espady (miejscowy specjał w wersji z bananem), barakudy, trigerfishe, ośmiornice, limpetsy. Targ owocowy to miejsce, gdzie każdy owoc staje się jadalny. Monstera – którą znamy ze szkolnych korytarzy – jak się okazuje, wydaje bardzo smaczne owoce, które miejscowi nazwali banana-ananaz, ponieważ w smaku przypominają właśnie połączenie banana z ananasem. Znajdziemy tu też marakuje o wszystkich smakach – po- 9 marańczowe, ananasowe, mandarynkowe, cytrynowe, bananowe a nawet pomidorowe. Każdy ze sprzedawców chce nas zachęcić do kupna, pozwalając na degustację. Skosztować można dosłownie wszystkiego – soczyste mango rozpływa się w Nuras.info 11/2016 ustach, kandyzowane kwiaty hibiskusa wyginają się fikuśnie, anona wabi nas bogactwem minerałów a pitanga niesamowitym czerwonym kolorem. Niestety ceny na targu są bajońskie, część sprzedawców dosładza podawane do degustacji owoce cukrem, co niekiedy znacznie poprawia ich smak, więc kupować owoce lepiej w lokalnych marketach. Poza Funchal odwiedzamy też jeden z najwyższych klifów Europy Cabo Girao – kręta droga wiedzie na sam szczyt klifu, 10 gdzie z tarasu widokowego o przeszklonej podłodze (miejsce nie dla ludzi z lękiem wysokości) możemy podziwiać piękny zachód słońca nad oceanem. Na wyspie jest też sporo powulkanicznych jaskiń, udajemy się więc do Centrum Wulkanicznego w Sao Nuras.info 11/2016 Vincente – gdzie zostajemy zabrani w podróż pod ziemię, aby oglądać erupcję wulkanu i poznać historię powstania wyspy. Sao Vincente słynie też z wyśmienitej kuchni – szczególnie owoców morza – nie prze- puszczamy więc okazji, żeby skosztować lokalnych specjałów w restauracji nad samym brzegiem morza. Każdego dnia przemierzamy kilkadziesiąt kilometrów niesamowitymi drogami wi- 11 jącymi się wzdłuż zboczy i ostrych klifów. Niektóre z nich są pełne niespodzianek, czasami na drodze leżą osypujące się kamienie, czasami przejeżdżamy pod wodospadem. Drogi na wyspie podzielone są na Nuras.info 11/2016 dwie kategorie – normalne i Antiqua. Te drugie to stare, wijące się to w górę, to w dół, często niestety zamknięte, ale niesamowicie malownicze szlaki – kiedy tylko jest to możliwe, wybieramy właśnie je, pomimo że podróż nimi jest dłuższa i czasami nie do końca bezpieczna, ale za to pełna niesa- mowitych wrażeń i widoków zapierających dech w piersiach. Takimi właśnie drogami docieramy do małych wiosek nad brzegiem oceanu czy wysoko w górach, do Santany – miasteczka pełnego typowych dla Madery kolorowych trójkątnych małych domków, czy na szczyt 12 Pico Areeiro (1817 m), z którego wyruszamy w wyjątkową trasę do Pico Ruivo (1861 m) – najwyższego szczytu Madery. Trasa wiedzie lawadą PR1. Już parę razy wspomniałam o lawadach, pora więc wyjaśnić, czym są lawady. To kanały wodne transportujące wodę z jednej strony wyspy na drugą. Nuras.info 11/2016 Pierwsze lawady powstały na wyspie około XVI wieku. Dziś lawady to także malownicze szlaki turystyczne, bardzo dokładnie oznaczone, wiodące przez najróżniej- sze zakątki wyspy, do których nie zdołamy często dojechać samochodem. Po drodze czekają nas tunele wykute w skale, wodospady i widoki, które zwalą nas z nóg. Opisanych lawad jest ponad 200, część z nich się ze sobą łączy i pewnie zabrakłoby roku, żeby przejść i poznać je wszystkie dokładnie. Kolejna lawada, którą ruszamy to lawada przez półwysep Sao Lourenco – najbardziej wysunięty na wschód przylądek Madery, nieza- 13 mieszkały i odcinający się dość mocno od soczysto-zielonej części wyspy. Panuje tu klimat pustynny, zbocza pokryte jedynie wulkaniczną brunatno-czerwoną ziemią tworzą krajobraz jak z Gwiezdnych Wojen, a dookoła szaleje ocean, którego fale rozbijają się u podnóża klifów. Nuras.info 11/2016 Będąc na Maderze nie można przegapić atrakcji, jaką jest Whale Watching. Zaopatrzeni w polskojęzycznego przewodnika Zosię i pomarańczowe kamizelki ruszamy na spotkanie z największymi ssakami. W planach jest snorkeling z delfinami i podglądanie wielorybów. Zosia nastawia nas bardziej na snorkeling z delfinami oraz oglądanie grindwali. O tej porze roku wie- 14 Nuras.info 11/2016 loryby trafiają się rzadziej, choć w zasadzie cały rok można wokół wyspy spotkać kaszaloty, finwale czy humbaki. Ale jak nie my, to kto? No kto miałby tyle szczęścia? Po około 30 minutach płynięcia w stronę wysp Desertas naszym oczom ukazuje się pierwsze puf… Nie, nie są to grindwale, to kaszaloty, dwa może trzy. Nagle okrzyk z drugiej 15 strony pontonu – kolejne na jedenastej, potem na trzynastej, piętnastej i tak cały czas widzimy kolejne małe grupki po dwa, trzy osobniki. Głównie samice z młodymi, nie- Nuras.info 11/2016 które robią ostatnie puf i znikają pod wodą, inne leżą leniwie i pozwalają podpłynąć łodzi bardzo blisko. Po trzech godzinach spektaklu z kaszalotami w roli głównej, już nawet nie wspominamy o snorkelingu z del- finami. Widok kaszalotów tak nas cieszy, a przecież z delfinami zdążymy jeszcze kiedyś posnorklować. Siedem dni na Maderze upływa mega szybko, nie ma czasu na nudę, każdego 16 dnia po wyczerpującym zwiedzaniu wracamy do naszej małej rodzinnej restauracji, którą upodobaliśmy sobie już od pierwszego dnia pobytu, kiedy to niechcący czternastoosobową ekipą wprosiliśmy się na Nuras.info 11/2016 przyjęcie urodzinowe właścicielki. Czekają tu na nas miejscowe specjały i degustacja cudownie orzeźwiających portugalskich win. Będzie nam tego brakowało po powrocie do Polski. W tym roku otworzyła się przed nami nowa, ciekawa propozycja nurkowania w rezerwacie przy wyspach Desertas. Tym razem już nie daliśmy rady, ale za rok, w październiku, na 100% włączymy to do naszej nalofockiej wyprawy na Maderę. Będą po drodze wieloryby i delfiny, na miejscu jaskinie i groty, całe bogactwo świata podwodnego i ponoć też foki. W każdym razie my już nie możemy się doczekać powrotu na Maderę, a każdego, kto chciałby poznać z nami tę soczyście zieloną wyspę, jej podwodne i nadwodne 17 uroki serdecznie zapraszamy – wyprawa z nalofoty.pl pozwoli Ci zobaczyć Maderę, jakiej nie opisują przewodniki. Maderę, w której tak jak my się zakochasz! Agata Isajew „Gagatek” [email protected] Zdjęcia z archiwum www.nalofoty.pl Adam Borkowski i Agata Isajew Nuras.info 11/2016 Wenezuela Ostatni poranek w Mochimie wydawał się wyjątkowo gorący. Śniadanie, pakowanie, ostatnie rozliczenia i już byliśmy w busie, którym mieliśmy jechać do San Jose de Buja, miejsca z którego tym razem rzeką – dopływem Orinoko – mieliśmy się dostać do naszego usytuowanego w dżungli campu. Uzyskane wcześniej informacje wskazywały, że transfer z północy kraju na południowy wschód, do delty rzeki, miał trwać trzy godziny. liśmy przez przepiękne, zielone pasmo górskie, kilka barwnych i zagęszczonych miasteczek, zjedliśmy lokalny lunch przy Kierowca busa, pomimo że był bardzo sympatyczny i czekał na nas w pełnej gotowości aż od 6 rano (co jest dziwne w Wenezueli), nie znał angielskiego. Po kilku kalamburach pokazał mi cztery palce… Ta niesamowita podróż trwała jednak prawie sześć palców… Za to po drodze przejecha18 cz. 2 drodze, tankowaliśmy busa, patrząc że kierowca płaci około… 7 groszy za litr paliwa! Wpadliśmy też dwa razy w korek, który jak Nuras.info 11/2016 się okazało po kilkunastu minutach, spowodowały pogrzeby. Trumny z ciałami paradowały z przodu, a za nimi całą szerokością dziurawej, jak w Polsce, drogi szli żałobnicy. W zasadzie ubrani byli raczej kolorowo, na ich twarzach smutku też nie zauważyłem. W każdym razie ceremonia wyglądała nieco inaczej niż polski czy też europejski pogrzeb. Po dotarciu do San Jose de Buja przeszły mnie ciarki. Mieścina ta, a raczej wioska, wyglądała jakby była końcem świata. Zmieniły się też twarze ludzi, mieliśmy tutaj do czynienia z prawdziwymi Indianami Warao. Niscy, krępi ludzie nie wyglądali na sympatycznych. Przyglądali nam się z wyraźną ciekawością. Na końcu wsi był niewielki betonowy pomost nad brązową 19 rzeką i przycumowane kanu z wielkim silnikiem. Na pierwszy rzut oka jego długość dawała nadzieję na pomieszczenie całej naszej piętnastki i zabranie wszystkich bagaży. Przy silniku kręcił się niski Indianin w szwagierce, długich spodniach i kaloszach. Od razu nazwałem go Maliniakiem, i tak już zostało do końca. Okazał się uczynnym i sympatycznym człowiekiem, szkoda tylko, że ni w ząb nie kumał po angielsku. Woda w rzece i różnych jej odnogach miała kolor kakao, pięknie zatem kontrastowała z zieloną dżunglą i błękitnym niebem. Po około czterdziestu minutach, tuż przed zapadnięciem zmroku, Indianin Maliniak dopłynął do naszego Orinoko Delta Campu. Z krzaków wyłonił się drewniany dach i zabudowa campu. Wcześniej mijaliśmy kilka chat Indian Warao, postawionych nad brzegiem rzeki na wysokich palach. Od razu było widać, jak się żyje z dala od cywilizacji. Indianie Warao to naprawdę dzielni ludzie. Podczas pobytu w Delcie widziałem mnóstwo dzieci, ale i staruszków. Jak można przeżyć całe życie w jednym miejscu, przecież taka monotonia może zabić. Jednak jeśli ktoś nie widział alternatywy i innych miejsc, to może jest mu łatwiej… W ka- Nuras.info 11/2016 żdym razie Indian Warao żyje w delcie około 35 tysięcy. Generalnie utrzymują się z dżungli, więc łatwo sobie wyobrazić, że poza kwestią przeżycia polują i dla zysku. Dżungla powoli zostaje ogałacana ze swoich zasobów. Dzielni Indianie zjedli zatem większą część populacji małp, krokodyli i aligatorów, nieźle też przetrzebili największego gryzonia świata, kapibarę. Resztki kapibary widziałem podczas lokalnej wizyty u jednej z rodzin. Fuj! Nie oparły się żołądkom Indian również węże, żmije oraz ptaki. Sporo papug jest łapanych w klatki i sprzedawanych jako maskotki. Jeden Indianin na moich oczach zjadł dwie wielkie i tłuste larwy oblizując sobie ich krew z ust. Oczywiście był kulturalnym Indianinem i chciał mnie poczęstować, ale szybciutko i stanowczo odmówiłem, twierdząc, że nie jestem głodny. Teraz może i nawet tego żałuję, ale wtedy o mało co nie leciałem na Rygę… od samego patrzenia na białe, tłuste i wijące się wielkie larwy sam nie wiem czego… Podobno w zeszłym roku odkryto w delcie Orinoko przeogromne złoża gazu, tak więc za kilka lat to miejsce może zmienić się już bezpowrotnie. Wszystkie te informa20 Nuras.info 11/2016 cje przekazał nam… Antonio. To już kolejny po Mochimie przewodnik, bardzo mądry i sympatyczny. Zaraz po przybyciu do campu przekazał wszystkie ważne informacje i pokazał domki, a raczej szałasy z dachem i bez ścian, w których ustawiono łóżka szczelnie okryte moskitierami. Generalnie dwie spędzone tam noce miałem zupełnie z głowy. Upał, ale przede wszystkim dochodzące z ciemności dźwięki nie dawa- ły spać. Wody rzeki były tak blisko, że po dwóch krokach od łóżka mogłem już moczyć nogi, jednak realizować tego nie chciałem. A to głównie dlatego, że tuż przed zaśnięciem sprzed mojego łóżka musiałem wyganiać małego aligatora. Jego oko świeciło się wrogo w świetle latarki, ale szybko czmychnął do wody. Nocne dźwięki wydawane przez małpy, zwane wyjcami, ptaki i owady były koszmarem, który tłumił 21 jedynie dźwięk muzyki w moich słuchawkach. Nie dawałem dzięki temu rozwinąć się mojej wybujałej wyobraźni. Pewien jestem, że wiele osób miałoby niezłego pietra musząc spać w tym miejscu. Jeszcze wieczorem pierwszego dnia, a także w każdej wolnej chwili, łapaliśmy z pomostu piranie. Niestety dużo ich nie wyciągnęliśmy, jednak ubaw z wędkowania był niezły, szczególnie jak kończyła się butelka rumu. Na jednej z kolacji usmażono nam obiecane piranie. W smaku te drapieżne i uzbrojone w duże i ostre zęby ryby były po prostu wyśmienite. Udało nam się złapać nawet kilka innych ryb, w tym sumików rzecznych z wąsami dłuższymi niż ich ciała… Sprzęt wędkarski nie był skomplikowany, składał się z krzywego kijka i kawałka żyłki zakończonej zardzewiałym hakiem. Na niego zakładaliśmy porcję wołowiny i czekaliśmy na branie. Zanęcanie polegało na chlapaniu końcem wędki w wodzie. U nas to raczej płoszy ryby… Po nocnych problemach przyszedł czas na wycieczkę kanu z silnikiem po delcie, której 90% powierzchni stanowi wtórna dżungla i sawanna. Obszar delty zajmuje około 40 tysięcy km2, długość Orinoko wy- Nuras.info 11/2016 nosi 2736 km, co daje jej w Ameryce Południowej trzecie miejsce, zaraz po Amazonce i Paranie. Tereny te są dziewicze, tyle że ze względu na apetyt Indian i brak jakiejkolwiek polityki społecznej obejmującej rdzennych mieszkańców coraz mniej w niej zwierząt. Nasze wycieczki kanu pozwalały obserwować piękne ptaki, bo przecież Wenezuela szczyci się 700 gatunkami tych zwierząt, co plasuje ją na pierwszym miejscu na całym świecie. Widzieliśmy papugi ary (kilka mieszkało w naszym campie, można było je więc oglądać z bardzo bliska), sępy, ibisy, tukany i całą masę innych egzotycznych dla nas ptaków. Były też małpy, jaszczurki, żółwie, sporo owadów i mały aligator, którego każdy mógł potrzymać w rękach, ale może na szczęście żadnych żmij, węży czy pająków. W delcie żyją także podobno delfiny rzeczne, ale my widzieliśmy tylko jednego i to daleko. Nawet spacer po bagnistej i gęstej dżungli nie doprowadził do spotkania oko w oko z jakimś niebezpiecznym stworzeniem. Najbardziej, jak wiadomo, denerwowały komary, jednak większość z nas, smarując się odpowiednimi środkami, przeskoczyła i ten problem. Spacer po dżungli był niezłym przeżyciem. Maliniak wycinał maczetą rośliny, bo było tak gęsto, że bez tego nie zrobilibyśmy więcej niż kilka kroków. Indianin z tym niebezpiecznym narzędziem wyglądał nieco komicznie, bo wysokością równał się prawie z długością maczety… Pomimo upału i olbrzymiej wilgotności, ubrani byliśmy w długie spodnie, bluzy i czapki. Na nogach 22 dumnie nosiliśmy pożyczone w campie kalosze. Większość z nas wróciła mocno brudna, mimo że przez godzinę pokonaliśmy może z 50 metrów od brzegu… Teraz każdy z nas wie, co to dżungla, jak pachnie (bagnem) i jak smakuje. Indianin Antonio dużo opowiadał nam o tym miejscu, zwierzakach i ludziach potrafiących z jednej tylko palmy zrobić alkohol, mąkę i inne Nuras.info 11/2016 jedzenie, lekarstwa, opatrunki i materiały do budowy ich chat. Taka lekcja była niesamowitym i nieocenionym przeżyciem. Warunki w jakich żyją ci ludzie dla większości z nas na dłuższy czas byłyby nie do wytrzymania. Oni perfekcyjnie opanowali sztukę przetrwania i wykorzystania tego co mieli dookoła. Jedzenie w campie, podobnie jak i w Mochimie, na kolana nie rzucało. Ryż z kurczakiem albo rybą, makarony, do tego owoce. Na śniadanie zawsze jajka, które po dwóch tygodniach spędzonych w Wenezueli po prostu znienawidziłem. O dziwo, wszędzie kawa była paskudna, cola bardzo słodka, a rum można było kupić w cenie poniżej jednego dolara za litr. Antonio, pływając z nami, popijał sobie go nawet sporo, dlatego kiedy zatrzymał łódź na środku sporego rozlewiska i wskoczył do wody, zachę- 23 cając do orzeźwiającej kąpieli i nas, myślałem, że żartuje. A co z piraniami, krokodylami i całą resztą? Zapewnił, że w tym miejscu jest bezpiecznie, zaczęliśmy więc powoli skakać do wody. Ja się wahałem, więc mnie po prostu wrzucono, ale wybaczyłem od razu, bo woda okazała się idealna, a brązowy kolor, który nadawał jej wyraz brudu i bagnistej gęstości, okazał się nieprawdziwy i bezproblemowy. Po kąpieli przyszedł czas na odwiedzenie lokalnych Indian. Ciekawym zjawiskiem był też zmieniający się w ciągu doby stan wody, z różnicą poziomów dochodzącą do około dwóch metrów. Z tego powodu podczas odpływu czasami brakowało żyłki na wędce podczas wędkowania z pomostu… Kiedy przyszedł czas odjazdu, postanowiłem zadzwonić z campu do Tino. Oczywiście nasze komórki nie działały, więc kontakt z oddaloną cywilizacją odbywał się tylko przez normalny telefon. Po miłym początku rozmowy z Tino, nadeszło wenezuelskie piekło. Zaraz po śniadaniu mieliśmy wracać do San Jose de Buja, aby busem pojechać do Ciudad Boliwar. Tino twierdził, że jedziemy dopiero po lunchu, ja że napisał mi w programie, że po śniadaniu. No i Nuras.info 11/2016 się zaczęła awantura. Generalnie na koniec okazało się, że Tino popełnił błąd, ale żaden bus po nas wcześniej nie przyjedzie, bo Wenezuela ma w nosie turystów i brak tam takich usług organizowanych na szybko. Zamówiony transport był w drodze, ale to musiało potrwać. Załamani czekaniem na lunch w gorącej dżungli, ruszyliśmy na kolejną wycieczkę, żeby zabić choć trochę czasu. Niektórzy wybrali jednak wariant pozostania w campie i byczenia się na wygodnych kanapach i hamakach. Po wyśmienitym wenezuelskim lunchu pożegnaliśmy się z załogą i ruszyliśmy łodzią w kierunku cywilizacji. W San Jose de Buja busa nie było, więc rozeszliśmy się po wiosce. Kupując piwo (o jego cenie nie wspomnę, bo było chyba najtańsze na świecie) zrobiliśmy niezłe zamieszanie, bo panie musiały na nowo otwierać sklepy. Kiedy nadjechał transport, długo pakowaliśmy nasze rzeczy. Wysłano po nas bowiem (15 osób ze sprzętem) niewielkiego vana i osobówkę. Kilka ładnych minut zajęło wrzucenie ciężkich bagaży na dach vana. Na szczęście jeden z kierowców, Niemiec Jochan, okazał się miłym i gadatliwym gościem. Kilkugodzinna podróż minę- ła w miarę sprawnie, chociaż nawet Jochan nie wiedział, ile dokładnie miała trwać. Uzależniał to przede wszystkim od kontroli policyjnych, których mogło być aż pięć na naszej trasie. W Wenezueli kontrole trwałyby bardzo długo i pewnie kończyłyby się obowiązkowymi łapówkami. Tym razem szczęście jednak było po naszej stronie. Po drodze nie widać było zbyt wielu ciekawych rzeczy, puste pola i łąki świecą- 24 ce soczystą zielenią. Bydło pokazywało się niezwykle rzadko. Jochan powiedział, że kilka lat temu Chavez ustalił cenę skupu żywca poniżej progu opłacalności produkcji, nikt więc się w to nie bawi, bo i po co. Niewiarygodne. Żyzne łąki i pola zostały zupełnie niewykorzystane, a kraj importuje w konsekwencji mięso z Brazylii, Argentyny i Nikaragui… Chavez wyciągnął najbiedniejszych z głodu, zrównał większą część Nuras.info 11/2016 społeczeństwa i doprowadził do tego, że może z braku jedzenia nikt nie umiera, ale bieda w Wenezueli gościła na każdym kroku. Poza nieliczną grupą dopuszczonych do koryta z ropą, 99% ludzi tkwi w marazmie i beznadziei. Potwierdziło to kilka telefonów, które odebrał Jaochan, próbując wyciągać „swoich” turystów z opresji. Spóźniały im się samoloty, odwoływano rezerwacje, loty i transfery, kogoś też okra- dziono. On kwitował to jednym zdaniem: – Tu jest Wenezuela. Jak masz problem, usiądź, napij się piwa, jakoś tam będzie, zero stresu, bo szybko umrzesz… Świetnie, mogę tu być turystą, ale nie mieszkańcem. Jemu ten bałagan widocznie pasował, bo był w Wenezueli od 20 lat i bardzo rzadko odwiedzał Europę. Wenezuela ma największe złoża ropy na półkuli zachodniej i ogromne złoża gazu. 25 Jednak polityka państwa to sprzedawanie tych surowców za bezcen zagranicznym koncernom, odkupywanie od nich gotowych paliw i dotowanie pieniędzmi publicznymi, żeby było tanio w końcowym zakupie. Spokojnie mogliby być drugą Norwegią, ale w wyborach, które odbyły się podczas naszego pobytu, znów zwyciężyli komuniści, którzy niczego nie zmienią. Od 2007 roku Wenezuela ma nawet własną strefę czasową GMT -4:30. Nienawiść rządu do kapitalistów nie jest jednak do końca podzielana przez naród, który po drogach porusza się głównie zdezelowanymi amerykańskimi krążownikami z lat 80. Simon Boliwar, bohater Wenezueli, pewnie teraz przewraca się w grobie… Całe swoje życie na przełomie XVIII i XIX wieku walczył o wyzwolenie tej części świata od Hiszpanii. Został nawet prezydentem nowej Republiki Wenezueli, ponadto wyzwolił Kolumbię, Ekwador oraz Peru. Boliwar skończył jednak tragicznie, umierając w osamotnieniu w 1830 roku. Bezpośrednim powodem jego kłopotów było powołanie Wielkiej Kolumbii (składającej się z Wenezueli, Kolumbii, Ekwadoru i Panamy) i wprowadzenie dyktatury. Po zamachu stra- Nuras.info 11/2016 cił władzę, a Wielka Kolumbia rozsypała się jak domek z kart. Jednak dzisiaj Boliwar to prawdziwy bohater i protoplasta wolnej Ameryki Południowej. W Wenezueli dał on nazwę walucie, a jego imię nosi niezliczona liczba obiektów. Dojazd do naszej posady w Ciudad Boliwar nie napawał optymizmem. Przeładowany osobowy Dodge Niemca ledwo pokonywał dziury na szutrowej drodze. Okolica też nie wyglądała pięknie, można powiedzieć, że była nawet mroczna, tym bardziej że noc deptała nam już po piętach. Camp Petera, kolejnego Niemca, był jednak jak piękna wenezuelska miss świata wśród enerdowskich pływaczek. Piękne domki, idealne w środku, z prysznicem i klimatyzacją, pozwalały myśleć o odpoczynku. W końcu pozbyliśmy się też stęchłego zapachu dżungli. Peter miał basen, mini zoo i piękną restaurację. Stąd po jednej nocy mieliśmy jednak jechać dalej… Z lokalnego lotniska polecieliśmy dwoma samolotami do Canaimy. W sercu wenezuelskiej dżungli natura stworzyła jedne z najbardziej zadziwiających budowli na świecie. Góry stołowe miejscowa ludność nazywa tepui, to ozna- cza „domy bogów”. Te praktycznie niedostępne szczyty spowite chmurami i mgłą legend od dawna zachwycają i inspirują tych, którym dane było zobaczyć je na własne oczy. Wśród nich jest właśnie perełka – wodospad Salto Angel. Odkrył go w 1910 roku Ernesto Sanchez La Cruz, ale o jego pięknie świat poinformował dopiero w 1933 roku pilot o nazwisku Angel. Od niego pochodzi właśnie nazwa wodospadu, którego wysokość wynosi aż 979 metrów. 26 Pożytek z gaduły Jochana mieliśmy w tym dniu ogromny. Zdradził on, że Peter ma własny samolot. Jak tylko go poznałem, od razu zapytałem o możliwość wynajęcia i polatania nad wodospadem. Zaproponował 40 dolarów za osobę za 30-minutowy lot. Zdecydowali się wszyscy, więc zaraz po przybyciu do Canaimy odbyliśmy na raty trzy wspaniałe loty widokowe Cesną Petera. Mieliśmy kupę szczęścia, bo chmury pozwoliły obejrzeć Salto Angel w pełnej oka- Nuras.info 11/2016 załości. Zdjęcia zrobione z samolotu oddają choć trochę to, co widzieliśmy na żywo. Później nasz przewodnik Tepui (Indianin z jednego z trzech zamieszkujących te tereny plemion Camaracoto) pokazał nam camp o standardzie mocno turystycznym i zabrał na pierwszą wycieczkę. Krótki rejs łodzią, kąpiel w dwóch wodospadach i piękne plenery towarzyszyły nam do późnego wieczora. Następnego dnia rano cze- kała nas kolejna mordercza podróż. Kanu z silnikami mieliśmy płynąć w górę rzeki aż do wodospadu Salto Angel. Czterogodzinny rejs dłużył się niemiłosiernie, ale niedogodności rekompensował krajobraz. Piękno gór stołowych widzianych z lotu ptaka, a potem z perspektywy rzeki, to po prostu bajka. Dodam tylko, że Canaima nie była zapchana turystami, nie było ich tu prawie wcale. Ogrom i piękno przyrody były po 27 prostu niespotykane. Po przybyciu w okolice naszego pięknego Angela był mały lunch w campie i trekking przez dżunglę do nieco ponad połowy wysokości wodospadu. Mieliśmy zabrać ze sobą latarki, kurtki przeciwdeszczowe i wodoodporne obudowy na aparaty. Niestety ciągnąłem ze sobą ogromnie ciężki aparat w obudowie podwodnej, ale trud się opłacił. Na wciśniętej między gęste krzaki i drzewa skale, w deszczu wody spadającej z kilometra, zrobiłem każdemu piękne zdjęcia. Bez obudowy byłoby to niemożliwe, bowiem wodospad generował ogromne ilości wody i do tego niesamowity dźwięk lecącej i rozbijającej się masy. Piękno przyrody zachwyciło wszystkich. Po mozolnym wejściu w górę, jeszcze trudniej było schodzić stromą, śliską, a miejscami grząską ścieżką. Ostatnie schodzące osoby używały latarek, w dżungli zrobiło się bowiem ciemno. Po powrocie wykąpałem się pod drewnianym prysznicem, w wodzie z górskiej rzeki. Podczas rześkiej kąpieli towarzyszyła mi dorodna żółta żaba z wielkimi oczami, patrząca na mnie z lekko zdziwioną miną. Noc spędziliśmy w hamakach. O dziwo, wyspałem się porządnie, nie budząc Nuras.info 11/2016 się w nocy ani razu. Klimat campu przypominał nieco harcerski biwak, szczególnie gdy o godzinie 21 wyłączono agregat i nastała totalna ciemność. Powrót do Canaimy z nurtem rzeki trwał oczywiście krócej, był za to bardziej hardkorowy, bo wody w rzece ubyło i nasz sternik musiał pokazać swój cały nieprzeciętny talent. Tak sprawnie i szybko lawirował między wystającymi kamieniami, że chciało się bić brawa. Po lunchu w naszym mocno turystycznym campie wróciliśmy samolotami do Ciudad Boliwar, do naszego poczciwego Petera i jego wypasionego, jak na Wenezuelę, ośrodka. Kiedy już myślałem, że unikniemy w tej pięknej, ale obcej systemowo Wenezueli większych kłopotów, zaczęły się problemy. Informacja o przełożeniu lotu do Caracas z godziny 12:20 na 06:00 zwaliła mnie z nóg. Oznaczało to wstawanie w środku nocy, godzinny przejazd do innego miasta na większe lotnisko i ogólne zamieszanie połączone ze zmęczeniem. Pijany Peter oznajmił mi po chwili, że teraz to nie bardzo ma kierowców na nocny transfer, bo wszyscy są pijani… Normalnie jak w filmie Barei. Kiedy już padłem ze zmęczenia i wstałem o 2 w nocy okazało się, że mamy kierowców i auta. Peter oddał swojego jeepa, pomógł sąsiad i żona Jochana, więc transfer jakoś się w końcu udał. Na lotnisku zamieszania i problemów było co niemiara. O szczegółach i nerwach pisać nie będę, dodam tylko, że lot o 12:20 z Puerto Ordaz do Caracas zamieniono nam na lot o 6:00 z Puerto Ordaz do Barcelony i potem o 12:20 z Barce- 28 lony do Caracas. Wylecieliśmy nie o 6, a o 8:30. Przeżywając stres, czy zdążymy na samolot z Caracas do Frankfurtu, umęczyliśmy się tą podróżą okropnie. O dziwo, nie zgubiono bagażu i wylądowaliśmy w Caracas o tej samej porze co mieliśmy wylądować w pierwszej wersji. Szkoda tylko nocy… Nuras.info 11/2016 Na lotniskach panował totalny tłok i ścisk, nikt nic nie wiedział i nikt nie rozmawiał po angielsku. Na tablicach powieszono rozkład lotów z dnia poprzedniego. Zmęczeni, ale szczęśliwi, dostaliśmy się do Europy rzutem na taśmę. Przejście przez wszystkie odprawy i kontrole na lotnisku w Caracas, nawet z naszymi małymi oszu- stwami i wpychaniem się w kolejkę, trwało bowiem kilka ładnych godzin. Wenezuela to piękny, ale i specyficzny kraj. Dla turystów niebyt przyjazny, czym jednak byłoby nasze życie bez takich właśnie wyzwań. Jedną wielką nudą… Miłosz Dąbrowski 70% RABATU na życzenia świąteczne i noworoczne w grudniowym numerze Nuras.info [email protected] 29 PEANUT 21 ASYMMETRIC ASY MMETRIC MAŁY MAŁ YW WOREK OREK O NAJWIĘK NAJWIĘKSZYCH SZYCH NA R RYNKU YNKU MOŻLIWOŚCIACH! MOŻLIWOŚCIA ZASKOCZY ZASK OCZY CIĘ CO NAJMNIEJ 4 RAZY: 1.. SUPER OR 1 ORYGINALNYM YGINALNYM WY WYGLĄDEM GLĄDEM TO ASYMETRYCZNY WOREK ŚWIECIE T O PIERWSZY PIERWSZY AS YMETRYCZNY W OREK NA Ś WIECIE 2.. WYTRZYMAŁOŚCIĄ 2 WYTRZYMAŁOŚCIĄ DWIE BARDZO POWŁOKI DBAJĄ D WIE B ARDZO WYTRZYMAŁE PO WŁOKI DB AJĄ TWOJE BEZPIECZEŃSTWO O TW OJE BEZPIECZEŃS TWO (ZEWNĘTRZNA TTO O CORDURA 1000D) 1000D 3.. PROSTĄ 3 PROSTĄ REGULA REGULACJĄ CJĄ PŁYW PŁ PŁYWALNOŚCI YWALNOŚCI YW ALNOŚCI NAJWIĘKSZĄ SWOJEJ POJEMNOŚCIĄ I NAJWIĘK SZĄ W S WOJEJ KLASIE PO JEMNOŚCIĄ = 21L 4. WORKA 4. BARDZO BARDZO MAŁĄ WAGĄ WAGĄ W WA ORKA – ZALEDWIE ZALEDWIE 950G TECLINE PEANUT 21 ASYMMETRIC ASYMMETRIC , TO SERIA W WORKÓW ORKÓW O WY WYJ WYJĄTKOWYCH JĄTKOWYCH CECHA CECHACH: CH: Ş Ş Ş Ş Ş Ş Ş A A@QCYNý@SV@JNMSQNK@OýXV@KMNĖBH @QCYNý@SV@JNMSQNK@OýXV@KMNĖBH A@QCYNCTķ@ONIDLMNĖÂ@ķKHSQ®V A @QCYNCTķ@ONIDLMNĖÂ@ķKHSQ®V RRTODQNQXFHM@KMXVXFKÀCŔSNOHDQVRYX TODQNQXFHM@KMXVXFKÀCŔSNOHDQVRYX @@RXLDSQXBYMXVNQDJM@ĖVHDBHD RXLDSQXBYMXVNQDJM@ĖVHDBHD A@QCYNL@ý@V@F@VNQJ@F A @QCYNL@ý@V@F@VNQJ@F MHDYVXJý@VXSQYXL@ýNĖÂFV@Q@MSNV@M@ M HDYVXJý@VXSQYXL@ýNĖÂFV@Q@MSNV@M@ OQYDY"NQCTQÔ# O QYDY"NQCTQÔ# ATCNV@# A TCNV@# CTķNLHDIRB@Y@FýNVÀ C TķNLHDIRB@Y@FýNVÀ Ş Ş Ş Ş Ş CTķNLHDIRB@M@TýNķDMHDVÔķX C TķNLHDIRB@M@TýNķDMHDVÔķX VCNVNKMDIJNMƥFTQ@BIH CNVNKMDIJNMƥFTQ@BIH V TSQYXLXV@MHDM@VDSBHÔķJHDFNROQYÔST T SQYXLXV@MHDM@VDSBHÔķJHDFNROQYÔST M@ONVHDQYBGMHVNCXŔKHSQ®VVXONQMNĖBH M @ONVHDQYBGMHVNCXŔKHSQ®VVXONQMNĖBH @@RXLDSQXBYMXJRYS@ýSONYV@K@IÀBXM@RYXAJH RXLDSQXBYMXJRYS@ýSONYV@K@IÀBXM@RYXAJH YYQYTSF@YTVRXST@BI@BG@V@QXIMXBG QYTSF@YTVRXST@BI@BG@V@QXIMXBG QQ®ķMDLNķKHVNĖBHJNMƥFTQ@BXIMD ®ķMDLNķKHVNĖBHJNMƥFTQ@BXIM ODQEDJBXIM@JNMƥFTQ@BI@ONONýÀBYDMHT O DQEDJBXIM@JNMƥFTQ@BI@ONONý @TSNL@SDL5("$LNMN YY@TSNL@SDL5("$LNMN 9@KDķX "H 9@KDķX "H M M@ @ HHCD@KMXL CD@KMXL RJNMƥFTQNV@MHT RJNMƥFTQNV@MHT ROQYÔST ROQYÔST 9@RSNRTI 9@RSNRTI IDCMÀ IDCMÀ Y Y VDQRIH VDQRIH @@TSNL@ST T S N L@ S T 5 5 (("$ " $ , ,NMN 6NQDJ /D@MTS 5 LNMN ODQEDJBXIM@ CK@ MTQJ@ OýXV@IÀBDFN 6 N Q D J / D @ M T S HH @@TSNL@S T S N L @ S 5 (("$ " $ L NM N SSN N O DQ EDJBXIM@ JJNMƥFTQ@BI@ NMƥFTQ@BI@ C K@ M TQJ@ O ýXV@IÀ ONIDCXMBYÀATSKÀ YYONIDCXMBYÀATSKÀ V2 ICE MONO + PEANUT 21 = PERFEKCYJNA PERFEKCY PERFEK CYJNA CY JNA K KONFIGURACJA KONFIGURA ONFIGURACJ ONFIGURA CJA (MMNV@BXIM@ATCNV@PEANUT NV@BXIM@ATCNV@PEANUT 21 21 C@ID"HODýMÀRVNANCÔQTBGTFýNVÀ C @ID"HODýMÀRVNANCÔQTBGTFýNVÀ HONYV@K@M@VXFNCMDTýNķDMHDVÔķX NYV@K@M@VXFNCMDTýNķDMHDVÔķX VJ@ķCDIJNMƥFTQ@BIH J@ķCDIJNMƥFTQ@BIH V SERIA PEANUT 21 CERTYFIKAT CE CE1463 EN1809 BĄDŹ KOBIETĄ TAKŻE POD WODĄ! /D@MTSVVDQRIH+@CHDRL@TOQYÀķY@OQNIDJSNV@MÀRODBI@KMHDCK@ JNAHDS9LHÔJBYNMDO@RXM@Q@LHDMMDNTMHJ@KMXLJQNITMHDTBH RJ@IÀAHTRSTHC@IÀRHÔý@SVNTRS@VHÂCNJ@ķCDIJNAHDBDIRXKVDSJH /@RAHNCQNVXTýNķXRHÔS@JķDAXMHDOQYDRYJ@CY@ÂVBY@RHDON QTRY@MH@RHÔ"@ýXYDRS@VVXJNÿBYNMNOTQOTQNVÀMHBHÀHG@ESDL ś+@CHDRŚ -HDYVXJýÀ VXSQYXL@ýNĖ Y@ODVMH@ LHÔJJ@ "NQCTQ@ # Ş QDFTKNV@M@TOQYÀķSXOT @KTLHMHNVX@C@OSDQCNLNBN *NLENQS V@MH@ATSKH Ş HCD@KMDCNO@RNV@MHDCN Ş ý@SVDVNARýTCYDJHDRYDMHD JNAHDBDIRXKVDSJH A@K@RSNVD Ş A@QCYNOQNRS@NARýTF@ Ş VXFNCMDJK@LQXO@R®V OýXV@KMNĖBH LNBTIÀBXBGATSKÔ Ş L@ýXQNYLH@Q@KDCTķ@ Ş DRSDSXBYMDVXJNÿBYDMHD ONIDLMNĖÂKHSQ®V CDS@KH Ş KDJJ@@KTLHMHNV@OýXS@H PRAWDZIWA PRZYGODA ZACZYNA SIĘ WŁAŚNIE TU! -TQJNV@MHDVQ@JNVDş@LNķDVXAHDQ@RYRHÔONCK®C#TķN CNC@SJNVDFN VXONR@ķDMH@ /NSQYDATIDRY ROQYÔST ATCYÀBDFN 3VNID ADYV@QTMJNVD Y@TE@MHD *HDCX Y@ýNķXRY RVNIDFN QB SHBŗ@ONBYTIDRYI@JAXAXýBYÔĖBHÀBHDAHD/QNRSDCNO@RNV@MHD HMƦ@SNQS@LFCYHDRHÔFNRONCYHDV@RY@OQDBXYXIM@JNMSQNK@ OýXV@KMNĖBHONYVNKHBHADYOHDBYMHDYQD@KHYNV@ÂSV®IOK@MMTQ JNV@MH@VJ@ķCXBGV@QTMJ@BGZastosuj dwa automaty V2 ICE PRQRLNRQƩJXUDFMØ6(0,7(&+SU]\JRWRZDQÄQDQDMWUXGQLHMV]HZDUXQNL]P\ĚOÄROXG]LDFKWDNLFKMDNW\ Ş Ş Ş Ş KHSQ®VONIDLMNĖBH TOQYÀķSXOT#(1YDMHDQCYD VMXLHCQHMF@LH ONKDQNV@M@MHDQCYDVM@ OýXS@YDRS@KHJV@RNNC ONQMDI MHDQCYDVMX@C@OSDQCN J@ķCDFNQNCY@ITATSKHY Ş Ş Ş O@R@LHNVYLNBMHNMXBG MHDQCYDVMXBGJK@LQ@BG HCD@KM@JNMSQNK@ OýXV@KMNĖBH VXRNJ@ONYXBI@M@ONVHDQ YBGMHVNCX "NQCTQ@# WAGA CAŁEGO ZESTAWU TO ZALEDWIE 2940 G!!! LUBISZ PODRÓŻOWAĆ? DOPUSZCZALNY CIĘŻAR BAGAŻU TO JUŻ NIE PROBLEM! 9@ý@CTIM@IKķDIRYÀVDQRIÔ/D@MTS@M@CMNV@KHYJHHMHDL@QSVRHÔ ķDBNĖLTRHÔRS@MHDʖ )DRSA@QCYNKDJJHHMHDYVXJKDVXSQYXL@ýXIDCMNBYDĖMHD Ş Ş Ş Ş KDJJ@JNMRSQTJBI@ V@F@CVTONVýNJNVDFN VNQJ@SNFQ AQ@JYAXSDBYMXBGCNC@SJ®V TKSQ@KDJJ@OýXS@MHD VXL@F@IÀB@@C@OSDQ@ CV@O@RXRS@AHKMHD LNBTIÀBDJ@ķCXSXOATSKH KHSQ®VONIDLMNĖBH Ş Ş PERFEKCYJNA KONFIGURACJA #XRSQXATSNQ2BTA@SDBG2OYNNTK+TAHDRYXÿRJ@,HDQYXM3DKE@W VVVSDBKHMDBNLOK Nuras.info 11/2016 Islandia Czego można się spodziewać po tym lodowatym odludziu? W głowie majaczą strzępy wyobrażeń poskładanych z obrazów zapamiętanych z telewizji, opowiadań osób, które już tam były oraz zdjęć odnalezionych w Internecie. Ile w tym prawdy? Jak faktycznie wygląda Islandia? Czy naprawdę dla nas, Polaków, jest tam ekstremalnie drogo? Czy miejscowi faktycznie ciągle wierzą w krasnoludki zwane trollami? Czy wyobrażenia o, jak sama nazwa wskazuje, lodowatej krainie są prawdą, czy przesadzonym stereotypem? A co z osławioną przejrzystością wody podczas nurkowania – 150 metrów? Myśl, aby udać się w te okolice kołatała mi w głowie trzy lata, aż wreszcie udało się zorganizować wyprawę. Na tę niezwykłą wyspę, leżącą na środku Oceanu Atlantyc32 Nuras.info 11/2016 kiego, pojechaliśmy grupą dwunastu osób. Po czterech godzinach lotu z Warszawy, 8 czerwca 2016 r. wylądowaliśmy w Islandii, w Keflavik, na lotnisku pod Reykjavikiem. Wynajęte wcześniej samochody już na nas czekały. Podróż do centrum Reykjaviku, gdzie mieliśmy zamieszkać, zajęła nam mniej niż godzinę. Już podczas jazdy z lotniska oczarowała nas olbrzymia przestrzeń. Dotarliśmy na kwatery hucznie zwane apartamentami i zmęczeni podróżą padliśmy jak muchy. Na szczęście rolety w oknach pozwoliły nam zasnąć, mimo panującego akurat dnia polarnego. Budziki nastawiliśmy na ósmą rano, bo już nazajutrz czekała nas nie lada atrakcja – nurkowanie w legendarnej szczelnie Silfra. Niektórzy z nas, po namyśle stwierdzam jednak, że wszyscy, po raz pierwszy mieli nurkować w wodzie o temperaturze trzech stopni i przej- 33 Nuras.info 11/2016 rzystości ponad 150 m. Na miejsce nurkowe na terenie Parku Narodowego Pingvellir, w niedużej odległości od stolicy Islandii, Reykiawiku (ok. 60 km), dotarliśmy koło południa. W czasie rekonesansu spotkaliśmy grupę chińskich amatorów snorkelingu, którzy z powierzchni mogli zobaczyć jedynie namiastkę tego, co nas czekało już za chwilę – krystalicznie czysta woda spływająca prosto z lodowca Langjokull… Przebraliśmy 34 się na pobliskim parkingu i w całym ekwipunku nurkowym udaliśmy się w kierunku szczeliny Silfra. Okolica okazała się tak bajeczna i surowa, że nie byliśmy zdecydowani, co nas bardziej zachwyciło, oto- Nuras.info 11/2016 czenie czy przejrzystość wody, którą widzieliśmy z góry. Kolejno zeszliśmy po drabince do krystalicznej wody i grupą ośmiu osób popłynęliśmy na spotkanie dwóch płyt tektonicznych – euroazjatyckiej i północnoamerykańskiej. Woda oszałamiała przejrzystością. Mózg od nowa uczył się postrzegania świata pod wodą. Nie ma słów, które potrafiłyby to oddać, ale może fakt, że Silfra jest w 2016 roku potwierdzonym najczystszym miejscem nurkowym na świecie zdoła przemówić do wyobraźni. Musisz kiedyś to zobaczyć! Oczywiście nie mogliśmy zapomnieć o uwiecznieniu punktu, w którym obie płyty są na wyciągnięcie ręki. Nic dziwnego, że miejsce to działa jak magnes na ciekawych życia. Lokalne centrum nurkowe z Reykjaviku, które organizuje nurko- 35 wania w Silfrze, zatrudnia dwudziestu trzech instruktorów i to na pełny etat. Jedno nurkowanie w Silfra kosztuje 300 euro i nie ma dnia, ani chwili, aby nie ustawiała się kolejka chętnych, aby wejść do pęknięcia tektonicznego. Po około 40 minutach nurkowania na głębokości nie większej niż 15 metrów, mimo że jest tam 60 metrów, wyszliśmy z wo- Nuras.info 11/2016 dy. Okazało się, że nawet największe nurkowe zmarzluchy, urzeczone magią miejsca, dzielnie zniosły niskie temperatury i z nieskrywanym zadowoleniem deklarowały, iż nurkowanie w zimnych wodach już im nie straszne. Rzeczywistość przerosła wszelkie oczekiwania! Po nurkowaniu mieliśmy trochę czasu na ciepłą herbatę oraz małe co nieco, aby z energią ruszyć na zwiedzanie okolicy, tzw. Golden Cirkle, Parku Narodowego Pingvellir, założonego już w 930 roku. Osoby nienurkujące (bo i takie z nami były) zdecydowanie zachęciły nas do odwiedze- 36 nia wodospadu Gullfoss. Na Islandii jest ponad 400 wodospadów. Małe, takie po 20 metrów, są czasami w przydomowych ogródkach, więc mówiąc wodospad, mówimy o czymś tak potężnym, że zapiera dech w piersiach – dosłownie! Może oglądałeś film Prometeusz (geneza powstania obcego). Na początku filmu nasi stwórcy, wg reżysera, wpadają do wodospadu, dając początek DNA człowieka w wodzie na Ziemi. Przypomnij sobie tę scenę, właśnie o takim wodospadzie mówimy! Żaden wodospad w Europie nie może się równać z taką ilością przepływającej wody w jednym miejscu. Swoją potęgą, mocą i wściekłością dorównuje wodospadowi Niagara. W 1907 roku angielski biznesmen chciał ujarzmić siłę tego wodospadu poprzez założenie elektrowni wodnej. Zaoferował olbrzymie pieniądze ówczesnemu gubernatorowi, jednak uzyskał odpowiedź: – I will not sell my friend. Od 1979 roku miejsce to jest rezerwatem przyrody i niech tak zostanie. Pogoda nam dopisywała (ok. 14 stopni, prawie bezwietrznie), więc ochoczo wyruszyliśmy na wędrówkę. Na tej wysokości geograficznej temperatury są odczuwane Nuras.info 11/2016 inaczej niż u nas w Polsce. Przy 14 stopniach niektórzy chodzili w t-shircie i lekkim polarku. Po nurkowaniu w Silfrze grzechem byłoby nie przespacerować się na wypiętrzoną obok lawę wulkaniczną, z takimi tworami geologicznymi, że do dziś nie mogę się nadziwić, co natura jest wstanie wytworzyć. Oczywiście jest tam i wodospad. Z góry można zobaczyć miejsce, gdzie przed tysiącami lat lawa wydostawała się z głębi ziemi, tworząc płaską powierzchnię rozpychającą dwie płyty tektoniczne. To właśnie tam woda z lodowca Langjokull wypełniła szczelinę Silfra. Przechodząc przez skałę wulkaniczną oczyściła się przez najpotężniejszy filtr natury, stąd ta wizura w Silfra! W oddali było widać wulkan przykryty lodowcem, który kilka lat temu wybuchł, powodując zamieszanie w komunikacji lotniczej na całym świecie. Jego nazwa jest tak trudna do wymówienia, a tym bardziej do zapamiętania, że w grupie umówiliśmy się nazwać go „No ten”. Dla ciekawskich, właściwa nazwa to Eyjafjallajokull. Po około dwóch godzinach spaceru po malowniczych okolicach Silfry, postanowiliśmy wracać do domu. Jako że byliśmy zaopatrzeni w łatwo osiągalne (bezpłatne, wszędzie dostępne) mapy prezentujące miejsca turystyczne, których nie można pominąć będąc na Islandii, a do tego przy dro- 37 gach co chwilę widzieliśmy charakterystyczne znaki informujące o atrakcjach turystycznych, podróż do domu skończyliśmy Nuras.info 11/2016 około 24.00. Nie sposób bowiem było nie zatrzymać się przy aktywnych gejzerach (Geysir), które co kilka minut wybuchały nawet kilkudziesięciometrowym pióropuszem wody w górę, dosłownie pięć metrów od twoich stóp! Czekasz z aparatem i nagle… 60 metrów wody o temperaturze 100 stopni eksploduje. Wyobraź sobie, jakie zdjęcia można tam zrobić. Po drodze mu- sieliśmy jeszcze wdrapać się na wygasły wulkan, będący dziś atrakcją turystyczną o nazwie krater Kerio i – a jakże – przyjrzeć się z bliska wypełniającemu go jeziorku. Woda turkusowa, głębokość niewielka, bo tylko 14 metrów, ale wprawiły nas w zdumienie pływające tam ryby, co one jedzą? Poznaliśmy Islandię pełną kontrastów – łąki pełne owiec czy całych stad rozbryka- 38 nych koni, a za chwilę nieprzebrane pola lawy ozdobione jedynie wątłymi porostami. Tu i ówdzie surowy islandzki krajobraz urozmaicają tlące się leniwie smugi dymu wydobywające się z ziemi, jakby przypominając – pamiętaj, cały czas chodzisz po najbardziej aktywnym geologicznie miejscu w Nuras.info 11/2016 Europie i za chwilę gdzieś coś wybuchnie, eksploduje albo wyparuje… Kolejny dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie surowej, islandzkiej ziemi, przebo- gatej w gejzery, wodospady, gorące źródła, ze znajdującymi się na wyciągnięcie ręki wulkanami. Zachwycał nas Ocean Atlantycki okalający Islandię, przeurocze jezio- 39 ra, kwitnące na fioletowo, ciągnące się po horyzont łąki i lawowe pustynie przywołujące w myślach krajobrazy księżycowe. Wyruszyliśmy koło 10 rano, aby zobaczyć Nuras.info 11/2016 okolice lodowca Vatnajokull. Po drodze zaplanowaliśmy wspinaczkę na wulkan, wprawdzie wygasły, ale z aktywnymi gorącymi błotami, które co rusz wybuchały, bulgotały, gotowały się i eksplodowały, ku uciesze gawiedzi turystycznej z całego świata. Widok ze szczytu wulkanu po raz kolejny zaparł dech w piersiach. Jak na dłoni widać było wygasłe i wyrastające wulkany, kilka jezior, ocean… Co za krajobraz! Do apartamentów wróciliśmy koło 21. Tego dnia drużyna Islandii zainaugurowała swój udział w Footbollowych Mistrzostwach Europy. Jeszcze o 2:00 w nocy widzieliśmy bawiące się grupki islandzkich kibiców, nie kryjących zadowolenia z historycznego zwycięstwa swojej reprezentacji. Tradycyjnie już, w pubie obsługiwał nas polski kelner. Reykiavik liczy 170 000 mieszkańców, co stanowi ponad połowę mieszkańców Islandii, spośród których 30% to nasi rodacy. Czwartego dnia w planach mieliśmy nurkowanie w Dawidsgial, leżącym nieopodal Silfry jeziorze słodkowodnym, które jest zasilane wodami z lodowca Langjokull. Pogoda dopisała, zza chmur przebiło się słońce. Droga ze stolicy Islandii do miejsca nurko- wego zajęła nam mniej więcej godzinę, po czym trzeba było jeszcze donieść sprzęt nurkowy około 100 m. Zanim się zanurzyliśmy, musieliśmy prawie 15 minut płynąć po powierzchni. Mając w pamięci nurkowanie w Silfrze wierzyliśmy, że warto ponieść ten trud, jednak tuż po zanurzeniu widoczność wynosiła około… 15 m. Jak to??? Na szczęście po kilku minutach osią- 40 gnęła 100 m, a urok miejsca dosłownie powalał na kolana. Kolejne nurkowanie w Islandii zaliczyliśmy do udanych – 55 minut, maksymalna głębokość 12 m. Pełni wrażeń udaliśmy się na poszukiwanie następnych atrakcji. Nie sposób nie wspomnieć, choćby słowem, o Jaskini Lawowej, którą odwiedziliśmy. Po obejrzeniu jednego z programów Nuras.info 11/2016 National Geographic zrozumiałem, że jest to miejsce niezwykłe. Jaskinia utworzyła się dzięki lawie pędzącej pod powierzchnią ziemi, na ścianach wyraźnie widać smugi lawy, osiągając długość ok. 2 km. W swoim wnętrzu skrywa piękne stalaktyty i stalagmity lodowe, niesamowite formacje skalne, w pewnym momencie jednak zaskakuje kompletną ciszą. Bez zapasu światła i dobrych butów lepiej nie zapuszczać się w głębszą część ślepo zakończonej jaskini. Do domu dotarliśmy o 23:00, mocno zmęczeni, ale zadowoleni. W dodatku wciąż świeciło słońce, w końcu to czerwiec, więc słońce na tej długości geograficznej prawie nie zachodzi. Nurkowanie w Biatnagail to główny punkt programu kolejnego dnia na Islandii. Ciekawostką jest, że w tej szczelinie, z uwagi na sąsiedztwo morza, woda jest dość ciepła. Komputery nurkowe wskazywały nawet 10 stopni Celsjusza. Zaobserwować tu można bajeczną haloklinę – to samo zjawisko, którym przewodnicy nurkowi próbują zachwycić nurków w meksykańskich cenotach – czyli warstwę na połączeniu wody słodkiej ze słoną. Słona, jako że jest cięższa, zawsze jest na dnie, przepływając 41 Nuras.info 11/2016 przez nią wszystko widzimy jakby zamazane. Miejsce wydaje się niepozorne, wręcz małe. Ktoś próbował w szczelinie założyć hodowlę dorszy. Wprawdzie inwestycja się nie powiodła, ale miejsce nurkowe jest fenomenalne – głębokość do 30 metrów, kości wieloryba, haloklina, jaskinia, zbocza niesamowicie porośnięte glonami słodkowodnymi. Jest ciekawie i zaskakująco, zdecydowanie warto zanurzyć tam tyłek. Po nurkowaniu wsiedliśmy w nasze wehikuły i udaliśmy się na podbój nowych miejsc Islandii. Wiele słyszeliśmy o gorącej rzece wśród wulkanów, w której można zrelaksować się po trudach górskiej wędrówki, niczym w jacuzzi na świeżym powietrzu, wśród dymiących skał. O 21:30, po godzinnym marszu w górach, dotarliśmy do rzeki, w której nasze zbolałe mięśnie miały chwilę, aby się zregenerować. Temperatura powietrza miała około 13 stopni, temperatura wody od 45 do 70 stopni, w zależności od indywidualnej tolerancji na ciepło, wybieraliśmy miejsce wejścia do rzeki. Ciepła woda obmywała nasze ciała w otoczeniu dymiących gazami wulkanów, nikt nie chciał wracać, ale cóż czekała nas jeszcze górska wędrówka w kierunku domu. Nie- chętnie wyruszyliśmy o 22:30. Nic się nie zmieniało, wciąż świeciło słońce… Tak, to właśnie ta długość geograficzna. 42 Następny dzień naszej islandzkiej przygody to nurkowanie w Oceanie Atlantyckim. Udaliśmy się w okolice lotniska w Nuras.info 11/2016 Keflavik. Zeszliśmy do wody dokładnie w miejscu, gdzie miesiąc wcześniej grupa spotkała wieloryba. Pod wodą zastaliśmy standardowy widok flory i fauny tej części oceanu – całe lasy alg, brunatnic, flądry, dorsze, polloki, halibuty. Przejrzystość niestety nas nie rozpieszczała, gdyż niedawno skończył się sztorm, ale nurkowanie w Oceanie Atlantyckim mamy zaliczone! Tradycyjnie po nurkowaniu chwilę przeznaczyliśmy na odpoczynek przy herbacie i polskich kabanosach, po czym wyruszyliśmy w kierunku wodospadu Seljalandsfoss, leżącego w okolicach niedawno wybuchłego wulkanu. Po przejechaniu około 40 km, przed nami, na horyzoncie zobaczyliśmy białą smugę. Na początku zgadywaliśmy, że być może to biały wiatrak, słup telegraficzny albo jakaś wieża, ale gdy obraz się zbliżał, już wiedzieliśmy, że to niewyobrażalnie wysoki wodospad – 120 metrów! Jechaliśmy tu dobre dwie godziny, ale warto. Szczęścia dopełnił dwugodzinny spacer po okolicy, tak uroczej, że słowa nie są w stanie oddać naszego zachwytu. Pod wodospad można wejść, na wodospad można wejść, wokół wodospadu można przejść, jakby tego było mało, w szczelinach skal43 Nuras.info 11/2016 nych są ukryte tajemne miejsca. W jednym z nich wodospad spadał do jaskini. Miejsce to znane jest jako Dom Trolli. Jakoś żaden nie chciał się ukazać, ale zdjęcia wyszły niesamowite! Udało nam się wrócić do apartamentów koło 20, więc mieliśmy czas, aby przespacerować się do miasta i poznać specjały islandzkiej kuchni. Generalnie królują ryby i baranina. Polecamy restaurację Fishmarkt w samym centrum Reykiawiku. Wszystko, czego spróbowaliśmy, było doskonałe – w szczególności delikatne mięso z wieloryba pobudziło kubki smakowe niektórych z nas. Szóstego dnia główną atrakcją była wycieczka na lodowiec Langjokull i zwiedzanie najdłuższego na świecie (500 m) czynnego od dwóch lat tunelu w lodowcu. Wycieczka znana jest jako Into the Glacier. Prawdopodobnie w 2016 roku jest to jedyny taki tunel na naszym globie. Na miejsce dotarliśmy specjalnymi łazikami na gigantycznych kołach, sprawnie przemykającymi przez bezdroża lodowca. Dokładnie takimi, jakie widzi się czasami w filmach przyrodniczych nakręcanych na Arktyce czy Antarktydzie. Na niebie nie było żadnej chmury, lodowiec skrzył się skąpany w pro- mieniach czerwcowego słońca. Bilety na wycieczkę kupiliśmy kilka dni wcześniej, gdyż zainteresowanie tą atrakcją turystyczną Islandii jest ogromne. Tunel lodowy wydrążony jest około 30 metrów pod lodem. Na wysokości naszych oczu przewodnik pokazywał cienką szarą smugę – to pył z 44 wulkanu Ejyafjallajokull (jedynie Ania z naszej grupy umiała wymówić tę nazwę bezbłędnie ), który wybuchł w 2010 roku. Tak sobie staliśmy patrząc i dopiero po chwili dotarło do nas, że przecież jesteśmy jakieś 20 metrów pod powierzchnią czapy lodowej. Nuras.info 11/2016 Raptem sześć lat i tyle lodu się utworzyło? Zdumiewające! W tunelu przewodniczka pokazała nam lodową kapliczkę i ścianę, za którą widać błękit wody. Zachwyceni tym pięknym widokiem oczywiście sięgnęliśmy po aparaty. Jednak dopiero po chwili uświadomiła nas, że ta błękitna woda to jezioro, które widać za około półmetrową warstwą lodu, za którą stoimy. Kiedyś to pęknie i woda wypełni korytarze wydrążone specjalnie dla turystów. W tym miejscu przewodniczka zaśpiewała nam przepięk- 46 nym głosem ludową pieśń islandzką. Głos miała naprawdę urzekający, jeżeli ktoś zna Lise Gerard, to wie, o czym mówię. Pozostając pod wrażeniem blisko godzinnej wyprawy w głąb lodowca, wróciliśmy na dół. Przez kolejną godzinę oglądaliśmy ogrom- Nuras.info 11/2016 ne wodospady znajdujące się nieopodal. Wypływają gdzieś spod skał, co dodaje im niesamowitego splendoru i tajemniczości. Można podziwiać te formacje bez końca! Ostatniego dnia postanowiliśmy zwie- dzić stolicę Islandii. W programie mieliśmy spacer po porcie i obowiązkowe zakupy pamiątek, mogliśmy też posiedzieć w licznych basenach zasilanych geotermalnymi ciepłymi wodami. Wieczorem – pewni, że jesz- 47 cze tu wrócimy – wyruszyliśmy do Polski. Czujemy niedosyt, gdyż wielu miejsc nie zdążyliśmy zobaczyć. Poruszaliśmy się w okolicy 150 km od Rejkjaviku, a co z resztą Islandii? Nie widzieliśmy najwyższego Nuras.info 11/2016 wulkanu Islandii, nie dotarliśmy do gorących źródeł Blue Lagune w Reykiaviku, podobno jednej z największych atrakcji turystycznych stolicy. Faktycznie, kupienie biletu graniczyło z cudem. Krótko mówiąc, należy wrócić na Islandię, bo jeszcze wiele ciekawych miejsc pozostało nieodkrytych. Jeden z polskich kelnerów, w którejś z licznych restauracji w stolicy, opowiadał nam, jak wybrał się z kolegą na daleką północ Islandii. Tam już nie ma dróg asfaltowych, a krajobraz przypomina ten, który znamy ze zdjęć satelitarnych planety Mars. Drogo na Islandii jest, i owszem, ale bez przesady. Można zabrać ze sobą sporo jedzenia z Polski i zaoszczędzić około 2000 zł na restauracjach. Islandia jest zdecydowanie miejscem, które każdy globtroter powinien zobaczyć, a osoby nurkujące bez dwóch zdań. Dla fotografów podwodnych i nadwodnych to 48 prawdziwy raj. Ludzie są tu przyjaźni, uśmiechnięci, pomocni. Miejsce doskonale nadaje się na wycieczki kamperem, samochodem, rowerem. Gdybym musiał podsumować Islandię jednym zdaniem, ująłbym to tak – niesamowite przestrzenie i fenomenalne widoki. Polecam i zapraszam na kolejną wyprawę, bo na pewno tam wrócę! Tekst Rudi Stankiewicz i Katarzyna Ronikier Dolańska Zdjęcia: Rudi Stankiewicz 70% RABATU na życzenia świąteczne i noworoczne w grudniowym numerze Nuras.info [email protected] Nuras.info 11/2016 Czy nie myślałeś o wypromowaniu się na łamach jakiejś gazety? Magazyn Nuras.info (wersja elektroniczna) poszukuje autorów artykułów. Jeżeli znasz się na fotografii podwodnej, nurkowaniu, sprzęcie nurkowym, szkoleniu płetwonurków i chcesz zaistnieć w świecie napisz do nas. Twój artykuł może być opublikowany. Współpraca z nami nie jest odpłatna. W zamian za to oferujemy Ci jednak promocję w renomowanym magazynie, zamieszczenie Twojego zdjęcia oraz danych kontaktowych. Na artykuły czekamy do 20 każdego miesiąca pod adresem http://nuras.info/?wysylanie-artykulow,8. Redakcja Magazynu Nuras.info - kontak: [email protected] 49 Zapraszamy na nurkowania w zimnych zakątkach globu. Czerwiec – Islandia Lipiec – Spitzbergen Wrzesień – SAFARI na Lofotach Nie możesz przeoczyć tych wypraw chyba, że nie rusza Cie: - przejrzystość wody 150 m - nurkowanie w arktycznych jaskiniach - nurkowania w akompaniamencie Orek Szczegóły i kontakt www.bestdivers.pl tel.601321557 Nuras.info 11/2016 Pierwsza wizyta Umberto Pelizzariego w Polsce 11 listopada 2016 to dzień, który pozostanie na długo w pamięci wszystkich polskich freediverów zgromadzonych w Poznaniu, gdzie spotkali się z prawdziwą legendą tego niezwykłego sportu – Umberto Pelizzarim. Nie musiał się przedstawiać. Wszyscy na sali dokładnie wiedzieli, kim jest i czego dokonał. Pełna lista jego 16 rekordów świata wypisana została na pamiątkowej pocztówce. Dlatego już w pierwszych zdaniach Umberto zachęcał uczestników do zadawania pytań, a wręcz do wskazywania, jakim tematem są najbardziej zainteresowani i o czym miałby opowiadać. Rozpoczął od prezentacji filmu ze swojego rekordowego nurkowania na 80 m w stałym balaście Mayol i Pelizzari 50 Nuras.info 11/2016 (CWT) z 1999 roku. Podkreślił, że według niego to właśnie ta dyscyplina freedivingu, rozgrywana na wodach głębokich, jest najtrudniejsza, a tym samym dla niego najpiękniejsza. Jak wyjaśniał Umberto, ta konkurencja jest najtrudniejsza przede wszystkim dlatego, że wymaga wszechstronnego przygotowania. Zaliczenie deklarowanej głębokości w tej konkurencji nie oznaczało jeszcze sukcesu. Tuż po nawro- 51 cie należało pokonać najtrudniejszy odcinek, kiedy to jakakolwiek myśl zwątpienia mogłaby przyczynić się do nadmiernego zużycia tlenu, a wówczas zabrakłoby go na ostatnich metrach. Od razu padło kilka py- Nuras.info 11/2016 tań na temat jego treningu. Umberto chętnie opowiedział o tym, jak wyglądał jego program. Podzielił się z uczestnikami stosowanymi przez siebie technikami wizualizacji i budowania świadomości myśli w trakcie startu. Swoją wypowiedź niejednokrotnie urozmaicał dowcipami. Na pytanie o istotę diety freedivera odparł, że jego die- ta opierała się tylko na najlepszych włoskich potrawach jak makaron, pizza i do tego czekolada. A to dlatego, że spędzając codziennie wiele godzin na treningu nigdy nie musiał się martwić o kalorie, bo spalał ich całe mnóstwo. Następnie przedstawił film z nurkowania na 130 m, gdy ustanawiał kolejny rekord świata w kategorii 52 zmienny balast (VWT). W tej konkurencji zawodnik może wykorzystać do 30 kg dodatkowego obciążenia, by zanurzyć się Nuras.info 11/2016 swobodnie i opaść na odpowiednią głębokość, nie tracąc przy tym zbyt dużo energii i tlenu, a już powrót na powierzchnię odbywa się tylko przy użyciu siły mięśni, techniką wykorzystującą płetwy lub poprzez podciąganie się po linie, tak jak odbywa się to w dyscyplinie free immersion (FIM). Wspominał również swoje historie i doświadczenia łowcy podwodnego, gdy polował na ryby w różnych akwenach na całym świecie. Mimo tego zawsze uznawał Morze Śródziemne za najlepsze miejsce do nurkowania. Jego ulubionym gatunkiem jest „snapper”, ryba którą niełatwo zdobyć, bo 53 wymaga odpowiedniego zachowywania się przez całe nurkowanie – „należy stać się częścią tego środowiska, bo inaczej ryba to wyczuje i nie uda nam się jej złapać”. Kolejnym zaprezentowanym filmem był ten z najgłębszego nurkowania w jego karierze – na głębokość 150 m, która według tez na- Nuras.info 11/2016 ukowców w tamtejszych czasach uznawana była za niemożliwą do osiągnięcia przez człowieka nurkującego na jednym oddechu. Konkurencja „no limits” pozwala freediverom na wykorzystanie dowolnego ciężaru w celu zanurzenia, a przy wynurzeniu korzystają oni z powietrza w butli przymocowanej do tzw. „windy”, które po wypuszczeniu do specjalnego balona wy- nosi nurka na powierzchnię. Zatem w tej kategorii siła i wytrzymałość mięśni nie ma żadnego znaczenia. Dyscyplina „no limits” opiera się przede wszystkim na koncentracji, opanowaniu i umiejętności sprawnego wyrównywania ciśnienia, jak mówił gość. Długość czasu nurkowania nie stanowiła dla niego przeszkody, bo swoje rekordowe nurkowanie na głębokość 150 m wykonał 54 w czasie 2 minut 57 sekund. Wracając na powierzchnię zwalniał, gdy mijał nurków asekurujących, by celebrować z nimi sukces jeszcze pod wodą. Szczęśliwie Umberto nie miał też problemów z wyrównywaniem ciśnienia i mógł opadać z prędkością nawet trzech metrów na sekundę. W trakcie „ostatniego zjazdu” sztuka koncentracji i determinacji przyniosła mu sukces i 16 rekord świata wieńczący jego kilkunastoletnią karierę freedivera. To historyczne nurkowanie odbywało się przy wsparciu 97-metrowej łodzi marynarki wojennej Navy Anteo oraz całego sztabu zaangażowanych w ten projekt ludzi. On sam korzystał z doświadczenia prekursorów dyscypliny freedivingu – Jacquesa Mayola i Enzo Maiorci (bohaterów filmu „Wielki Błękit”). Choć Enzo Maiorca zawsze był bardzo otwarty i przyjacielski w stosunku do Umberto, to jednak Mayol był jego prawdziwym nauczycielem. Umberto przywołał kilka historii, przybliżając nam jak wyglądały te nauki, np. jak spędził kilka tygodni codziennie nurkując na głębokość nie większą niż 15 metrów, by w końcu zrozumieć, że jedynym jego zadaniem jest po prostu zrelaksować się i Nuras.info 11/2016 cieszyć się z przebywania w wodzie, a nie dręczyć ciało do granic wytrzymałości. Mayol przekazywał mu nauki dotyczące sfery mentalnej i obszaru technik oddechowych, które czerpał od azjatyckich mnichów i adaptował do freedivingu, a głównym trenerem, który prowadził pro- gram treningowy przez wszystkie lata jego kariery był Massimo Giudicelli. W końcu Umberto został zapytany o to, jakie znaczenie w treningu freedivera ma joga. Zaznaczył, że nie należy tych dwóch grup utożsamiać ze sobą. Freediving sięga do obszaru jogi głównie w zakresie ćwiczeń oddechowych powszechnie nazywanych „pranajamą”. Pojawiło się również pytanie o przyjaźń pomiędzy nim a Pipinem Ferrerasem, z którym to głównie toczył walkę o światowe rekordy. Umberto odparł, że była to zdrowa rywalizacja pomiędzy dwoma zawodnikami, ich zespołami i gronem wspierających ich kibiców celebrujących sukcesy swojego idola, ale od 25 lat się nie spotkali ani razu. Nawet film, który został wyprodukowany przez IMAXa pt. „Ocean Man”, przedstawiający historię obu freediverów, został nakręcony w taki sposób, że ta dwójka w trakcie produkcji ani razu się nie spotkała. Mamy nadzieję, że niebawem freediving ponownie stanie się dla mediów atrakcyjną dyscypliną. Dzięki nowoczesnej technologii i projektowi drona opracowanego przez polskiego inżyniera jest już możliwe, by podążać wraz z nurkiem z odpowiednią pręd55 kością podczas całego nurkowania i transmitować obraz na żywo. Diveye, bo taką nosi nazwę ten podwodny dron, pojawił się w Poznaniu. Uczestnicy spotkania po oficjalnym wystąpieniu Umberto mogli obejrzeć jak wygląda na żywo. Pod koniec spotkania z Umberto goście mogli zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i otrzymać autograf od autora „Podręcznika freedivingu”, blisko 500-stronicowej księgi zawierającej specjalistyczną wiedzę z zakresu teorii freedivingu, praktycznych przykładów ćwiczeń i treningów, stanowiącego jedną z najbardziej uznawanych pozycji w dziedzinie freedivingu na całym świecie. Pierwsze wydanie zostało przetłumaczone na język polski, ale już kilka lat temu rozeszło się w całym nakładzie. Niespełna rok temu ukazało się wydanie zaktualizowane o bieżące odkrycia naukowe w sferze fizjologii, treningu i reakcji organizmu na praktykę freedivingu, które aktualnie dostępne jest w sprzedaży w języku angielskim na stronie organizatora wydarzenia. Było to niezwykle inspirujące spotkanie z wielkim mistrzem, sportowcem, rekordzistą, pasjonatem morza, który dokonał wielu niezwykłych osiągnięć dzięki swojemu Nuras.info 11/2016 uporowi, determinacji i ciężkiej pracy w drodze do sukcesu, który pomogli mu uzyskać przyjaciele i szereg wspierających osób. Liczymy na to, że odwiedzi nas ponownie i zdradzi jeszcze więcej historii ze swojej drogi w głębokie błękity. Podziękowania dla partnerów, którzy zaangażowali się w to wydarzenie: Sheraton Poznań Hotel (http://www.sheraton.pl/poznan) Stowarzyszenie Freediving Poland (http://freedivingpoland.org.pl/) Stowarzyszenie Spearfishing Poland (http://www.sspoland.pl) Diveye (http://diveye.com/) Agnieszka Kalska TECHNICAL HNICAL DIVING DIVING EEQUIPMENT QUIPME RTTECLINE.COM.PL 2ECLINTEC TE.ECCOM.STAGE SPLTA\ SSCUBATECH.PL GCUBAETESET SCH.EPLT Dystrybutor: D ystr ybutor : SScubatech cubatech SSp. p. z o.o. o.o. u ul. l. D Derdowskiego e r d ow s k i e g o 8 8,, SSzczecin zc zecin Tel/fax Tel /fax +48 +4 8 91 91 453 453 00 0 0 17 17 56 Nuras.info 11/2016 Magazyn Nuras.info pobierany jest średnio w 65000 egz., nie może zabraknąć w nim Twojej reklamy klikn ij po s zczegó ły Czy nie myślałeś o wypromowaniu się na łamach naszej gazety? Magazyn Nuras.info nawiąże współpracę z autorami artykułów. Jeżeli znasz się na fotografii podwodnej, nurkowaniu, sprzęcie nurkowym, szkoleniu płetwonurków i chcesz zaistnieć w świecie napisz do nas. Twój artykuł może być opublikowany. Współpraca z nami nie jest odpłatna. W zamian za to oferujemy Ci jednak promocję w renomowanym magazynie, zamieszczenie Twojego zdjęcia oraz danych kontaktowych. Na artykuły czekamy do 20 każdego miesiąca pod adresem http://nuras.info/. 57 Nuras.info 11/2016 Egipt z niepełnosprawnością W dniach 8- 15 października 2016 r. uczestniczyliśmy w safari nurkowym zorganizowanym przez Nautica Safari, pod kierownictwem Basi Białek. Stowarzyszenie Nautica zajmujące się pomocą nurkom z różnymi rodzajami niepełnosprawności, dzięki staraniom Kasi Oleś z Ole Tours, wydzieliło miejsca dla uczestników i kadry HSA. Popłynęliśmy na południe, na rafy St. John’s. W safari brało udział dwadzieścia siedem osób, w tym trzech nurków z niepełnosprawnością i trzy osoby kadry HSA do pomocy. Całość braci nurkowej została podzielona na cztery grupy nurkowe, HSA stanowiło jedną z nich. Gosia Machnio, Marzena Stępień-Furmanek i piszący te słowa Dominik Graczyk „Honzo” pomagali niedowidzącemu Szymonowi, Kasi z porażeniem splotów barkowych oraz Anecie z wrodzoną łamliwością kości. Do naszej grupy nurkowej dołączyli: niezwykle opiekuńcza Beata Mazur i filmujący nurków HSA Janusz Witkowski. Wejście do wody Po wylądowaniu w Marsa Alam i załatwieniu formalności wjazdowych wsiedliśmy do autobusu i po 10 minutach jazdy fot. Małgorzata Bogacka 58 Nuras.info 11/2016 byliśmy w Port Ghalib, gdzie zakwaterowaliśmy się na łodzi Star Jet. Z Egiptem kontynentalnym nie mieliśmy zatem zbyt wiele wspólnego. Nikt nie odczuł jednak żadnego niebezpieczeństwa, w tym zagrożenia terrorystycznego. Rano wypłynęliśmy z portu i odbyliśmy dwa nurkowania testowe: jedno z łodzi i Gosia i Szymon w podwodnych labiryntach jedno z pontonu (RIB-a). Musieliśmy wszak poznać naszych podopiecznych, gdyż z niektórymi nie mieliśmy dotąd przyjemności nurkować, a z innymi było to lata temu. fot. Honzo 59 Nuras.info 11/2016 Specyfika nurkowania z osobą niewidomą wymaga stałego kontaktu dotykowego, pomocy w ubraniu się i dojściu do wody oraz specjalnych znaków dotykowych. Szy- mon okazał się znakomitym nurkiem, któremu poza tymi podstawowymi sprawami nie potrzeba było szczególnej pomocy. Kasia z kolei nurkuje regularnie od 10 lat, więc Część grupy HSA pod wodą poza pomocą w ubraniu i doniesieniu sprzętu nad wodę nie wymagała specjalnej troski. Łamliwość kości wymaga jak najmniejszego obciążania organizmu, więc fot. Honzo 60 Nuras.info 11/2016 Anecie pomagaliśmy ubierać się nad krawędzią łodzi – na decku nurkowym lub na pontonie, co niekiedy wymagało pewnej ekwilibrystyki, jednak za każdym razem się udawało. Pod wodą czasem pomagaliśmy Anecie pod koniec nurkowania podholo- Zespół z nurkiem niewidomym wując ją, zwłaszcza w silnych prądach, by dziewczę nie padło nam z wyczerpania przed końcem safari. fot. Honzo 61 Szymon, Marzena i Aneta w podwodnych kreacjach fot. Honzo Nuras.info 11/2016 Po check-dive’ach w Shaab Marsa Alam i Shaab Sharm byliśmy gotowi płynąć na południe. Na St. John’s odwiedziliśmy rafy Habili Ali, Small i Big Gotta, Dangerous Reef, Cave Reef, Sataya, Malahi i dalej kierując się ku północy Claudio, Elphinstone, Abu Dabab i Marsa Shouna. Wykonywaliśmy po cztery nurkowania dziennie, każde o czasie pomiędzy 30 a 60 minut. Nie scho- dziliśmy poniżej 30 metrów, nurkując zgodnie z uprawnieniami najniższymi w grupie. Zapewnialiśmy naszym podopiecznym bezpieczeństwo pod wodą, przydzielając do każdego nurka z niepełnosprawnością po dwie osoby zdrowe. Widzieliśmy mureny, napoleony, błazenki, płaszczki i szereg innych form życia, a szczęśliwcy także rekiny, tuńczyki i żółwie. Woda miała temperaturę około 28o Celsjusza i przejrzystość 30-40 metrów. Pomiędzy nurkowaniami wygrzewaliśmy się w słońcu, na pokładach łodzi, w temperaturze około 30-35 stopni, kumulując ciepło przed powrotem do Polski, gdzie w tym czasie było deszczowo, pochmurno i zimno. Wyżywienie było zróżnicowane i znakomite, napojów nie brakowało, obsługa była niezwykle miła i pomocna, także naprawdę nie było na co narzekać. Mam nadzieję, że wkrótce popłyniemy w kolejny taki nurkowy rejs, ku nowej przygodzie. Dominik Graczyk „Honzo” Honzo Dive, SPELEOnurkowanie Cała ekipa nurkowa fot. Małgorzata Bogacka 63 Nurkowanie z delfinami fot. Honzo Nuras.info 11/2016 Gospodska jaskinia Zamknąłem drzwi do samochodu i poszedłem po Rozrucha ze świadomością, że do auta już nic nie wejdzie, że może mieć ze sobą maksymalnie jedną reklamówkę i do połowy pełną torbę na ramię. Późniejsze przepakowanie samochodu w Chlistowie wyprowadziło mnie jednak z błędu, okazało się, że moglibyśmy dołożyć bagaże jeszcze dziesięciu nurków! Ruszyliśmy zatem z Rozruchem do Zadaru. Dzięki temu, że jechaliśmy z tradycyjnymi przerwami, w toalecie na stacji benzynowej w Dolním Dvořišti spotkaliśmy Frantę Pudila. Kiedy byliśmy akurat gdzieś na granicy Austrii i Słowenii, zadzwonił Krzysiek, aby poinformować nas, że spotkanie jest u Cetiny, czyli trochę dalej niż pierwotnie zakładaliśmy. Musieliśmy więc przeliczyć czas jazdy i planowaną przerwę 64 Nuras.info 11/2016 na sen. W międzyczasie Krzysiek podesłał nam konkretniejsze informacje... Faktycznie, w telefonie widzie- liśmy, że przyszły zdjęcia z miejsca spotkania i print screen mapy internetowej, z oznaczeniem punktu docelowego. Problem w tym, że wyświetlacz telefonu komórkowego okazał się zbyt mały, abyśmy mogli się zorientować, o jakie miejsce dokładnie chodzi. Przekazali- śmy email Marinie, która przebywała akurat na Bliskim Wschodzie i z powodu upału nie mogła usnąć, aby rozszyfrowała cel naszej podróży. Po chwili, za pośrednictwem fejsbuka, Rozruch otrzymał szczegółowe instrukcje, gdzie mamy dotrzeć. W Chorwacji, chwilę po północy poczułem się zmęczony, zaczęliśmy się więc rozglądać za jakimś przytulnym miejscem na 65 dłuższą drzemkę. Zostawiliśmy samochód na pobliskim parkingu i z rzeczami do spania pomaszerowaliśmy na zbocze, jak najdalej od świecących lamp. Kilka godzin zasłużonego snu zakłócał nam nie tylko hałas z szosy, rosa i nocny chłód, ale również, całkiem niechcący, inni kierowcy. Zatrzymanie jakiegokolwiek samochodu blisko naszego, stojącego na parkingu, zmuszało nas obserwacji. Nasz bagaż nie należał bowiem do najtańszych, a człowiek od razu myślał o najgorszym. O piątej nad ranem ze snu wyrwał nas budzik. Szybko wrzuciliśmy do auta wszystkie rzeczy do spania i ruszyliśmy w dalszą drogę. Na miejsce spotkania udało nam się dotrzeć ze sporym wyprzedzeniem, więc z czystym sumieniem mogliśmy zacząć przegotowania do śniadania kontynentalnego w formie pieczonych udek kurczaka z importu. Chwilę po ósmej dojechał Krzysiek. Po powitaniu, popijając cappuccino w knajpie u Igora, zapoznaliśmy się ogólnie z planem czekającej nas akcji. Krzysiek zadzwonił jeszcze do chłopaków, którzy mieli przyjechać z Polski, z pytaniem o której dotrą. Gdy usłyszał, że dopiero po południu, ogłosił odjazd. Nuras.info 11/2016 Skierowaliśmy się do pięknego lasku, który przez następne trzy dni miał być naszym domem. Na miejscu zajęliśmy się przygotowywaniem wyposażenia potrzebnego do zbadania dziury. Naszym zadaniem było zapoznanie się z jaskinią, przygotowanie drogi, postawienie tyrolki i przyniesienie Krzyśkowi ekwipunku do jaskini. Ochoczo wzięliśmy się do pracy, już po chwili wkładaliśmy do Krzyśkowego samochodu przygotowane worki i szliśmy za nim w kierunku dziury. Nasz samochód zaparkowaliśmy przy ostatnim domku i dalej pojechaliśmy z Krzyśkiem. Gdy tylko się zatrzymaliśmy, Rozruch szybko wyrzucał sprzęt z samochodu, a ja chowałem go w krzakach. W międzyczasie Krzysiek odjechał i zaparkował na dole, obok naszego auta. Nikt nie powinien się dowiedzieć, że jesteśmy w Gospodskiej! Przenieśliśmy worki do jaskini i przebraliśmy się w kombinezony. Krzysiek poprowadził nas jaskinią do miejsca, gdzie trzeba było postawić trawers linowy, co też uczyniliśmy. Bez wątpienia zaowocowała praktyka z wielu wspólnych montaży tyrolek przeznaczonych do transportu wyposażenia nurkowego, gdyż pomimo skompliko- wanej instalacji kotw stalowych, po chwili byliśmy gotowi. Poszliśmy dalej. Dochodząc do syfonu nagle usłyszeliśmy ciąg słów nie bardzo nadających się do cytowania, po czym, już nieco bardziej kulturalnie, Krzysiek zaczął nam wyjaśniać, że powierzchnia była o pięć metrów niżej niż normalnie! Natychmiast przebrał się w suchy skafander, wziął maskę, płetwy i wsko- 66 czył do wody. Płynął po powierzchni, aż zniknął nam z zasięgu wzroku. Za chwilę wrócił z informacją, że cały dawny syfon można pokonać bez zanurzenia. Szybko się przebrał i natychmiast poszedł na górę, zadzwonić do chłopaków, aby po drodze kupili jakiś ponton, który mógłby pomóc w transporcie przez wodę. My w tym czasie przenosiliśmy rzeczy na miejsce przeładun- Nuras.info 11/2016 kowe, nieco ulepszyliśmy też kolejkę tyrolską. Chwilę później wyszliśmy z jaskini, dołączyliśmy do Krzyśka i wspólnie udaliśmy się na obiad do Igora. Co prawda jedzenie pływało tam w oleju, ale można było za nie płacić normalną walutą i, co ważne, było tam Wi-Fi. Od chłopaków z drogi dotarły wieści, że co prawda pontonu nigdzie nie znaleźli, ale za to trafili na pięknego nadmuchiwanego delfina, którego zdjęcie od razu nam przesłali. W oczekiwaniu na kolegów skierowaliśmy się w stronę naszego lasku. Około czwartej dotarli Mariusz i Paweł. Pochwalili się pontonem, który przywieźli – Explorer Pro 200. Od razu zabraliśmy się za dmuchanie, aby przekonać się, czy wejdą do niego wszystkie nasze sprzęty. Chłopaki przygoto- 67 wywały rzeczy do jaskini, a my w tym czasie asystowaliśmy Krzyśkowi podczas pakowania rebreatherów (RB), po wszystkim wyruszyliśmy. Na miejscu powstał mały problem z jednym samochodem. Mariusz ma sklep ze sprzętem do nurkowania i w związku z tym jego samochód oklejony jest reklamami, zaparkowaliśmy więc tak, abyśmy innymi autami zakryli naklejki. Wszyscy przesiedliśmy się do samochodu Krzyśka i powtórzył się już wcześniej przerabiany scenariusz – wyrzucenie worków z samochodu, schowanie ich w krzakach i odniesienie sprzętu do dziury w czasie, gdy Krzysiek odjechał, aby zaparkować auto. Przebraliśmy się i zabierając kilka worków poszliśmy z Rozruchem w kierunku tyrolki. Chłopakom pozostawiliśmy transport RB, jako że lepiej niż my porozumiewali się w języku polskim i dokładnie rozumieli wskazówki, za co mogą chwycić worki z RB, jak mogą je przenosić i jak układać. Worki poukładaliśmy na początku tyrolki, Rozruch zjechał na dół, aby móc odbierać sprzęt, który mu kolejno wysyłałem. W międzyczasie dotarła reszta ekipy i chłopaki zaczęły zejście za Rozruchem. Po spuszczeniu ostatniego pojechałem za nimi. Nuras.info 11/2016 Mariusz z Pawłem fachowo nadmuchali Explorera Pro 200, zrobili to klasycznie (gębą – uwaga autora). Pozostali w tym czasie przebrali się w suche skafandry i związywali różne kawałki sznurków, które miały służyć do przeciągania pontonu. W chwili gdy znalazł się już na wodzie, załadowaliśmy pierwszą część bagażu i wyruszyliśmy na drugą stronę, płynąc obok pontonu. Po rozładowaniu dowiązaliśmy drugą część sznurków i daliśmy chłopakom znak do przyciągnięcia. Krzysiek z Rozruchem poszedł dalej budować drabinkę, a ja czekałem, aż chłopaki załadują łódź. Przyciągnąłem ją, wyładowałem i zapakowałem do niej płetwy. Krzyknąłem, że mogą zabrać ponton i poszedłem z częścią bagaży dalej do dziury. Później nieśliśmy jeszcze z Mariuszem plecowy RB, przeklinałem to. Uchwyty na worku były umieszczone dla mnie za wysoko, bardzo mi też przeszkadzały zaparowane okulary, dlatego drogę sobie tylko wyobrażałem... Polacy przenieśli całe wyposażenie ostatnich 30 metrów, podczas gdy czeska część zespołu montowała sztuczne punkty kotwiczenia w miejscach z pionowymi stopniami, przewiązywała uszkodzone części liny i resztką sznurka przywiązała drabinę. Niestety nóż zostawiliśmy przed syfonem, więc mieliśmy okazję poznać urok cięcia sznurków kamień o kamień. (W tej chwili nie wiedziałem jeszcze, że dziewięć dni później na Słowacji, z Amosem i Tučňákem, będę ciął linę wspinaczkową przy pomocy główki skalpela i słodkiego batonu Twix). Poszliśmy popatrzeć jeszcze na wodę, 68 gdzie jutro Krzysiek miał nurkować i pomału zaczęliśmy wracać. To, że suche skafandry nie są właściwe do użytku poza wodą, jest rzeczą oczywistą, nie jest też żadną nowością fakt, że buty od nich nie są dobre do chodzenia po jaskiniach. Powrót był bardzo nieprzyjemny, poślizgnąłem się i z ostrożnego schodzenia nagle przeszedłem do nierównego lotu. O ile lot nie był najgorszy, Nuras.info 11/2016 to lądowanie okazało się niezwykle twarde, bowiem środkiem pleców trafiłem na kamień. Przez moment myślałem, że od pasa w dół jestem sparaliżowany, że już nigdy nie będę stepować, że nawet nie mam szans przeżyć transportu. Na szczęście zbyt dużo ludzi wiedziało, że tu jestem, więc chłopaki nie mogły mnie schować pod kamienie i uciec, aby zaoszczędzić sobie pra- cy. Nie zazdrościłem im perspektywy transportowania mojego ciała na zewnątrz, spróbowałem więc ruszyć ręką. Udało się. Potem nogą, pomału się podniosłem. Strach w oczach kolegów zmienił się w zdumienie. Nie, nie z powodu mojej bohaterskiej zdolności ignorowania bólu, ale na widok dziury w kombinezie (później, podczas nurkowania na Słowacji w zimniejszej wodzie 69 stwierdziłem, że dziura jest i w suchym skafandrze). Nie zostało już nic innego, jak tylko wynieść niepotrzebne rzeczy, wiertarki, narzędzia i materiał do produkcji drabiny, oczywiście tu znów sprawdziła się tyrolka. Czekał nas już tylko powrót na powierzchnię, przebiegający w ciemności. Nasze brudne kombinezy, buty i sprzęt do wspinaczki mogły zostać przy wyjściu do jaskini – nie baliśmy się, że ktoś tam będzie szedł. Po drodze mieliśmy jeszcze krótkie spotkanie (w formie kilku szklanek rakii) z właścicielem domu, przed którym parkowaliśmy samochody, a potem już prosto do lasku, gdzie oddaliśmy się różnym formom konserwacji (fizycznej i psychicznej – ktoś fejsbuk, ktoś what’s up, ktoś ukulele) i do spania! Rano nikomu nie chciało się wstawać, ale że w śpiworze raczej trudno odkryć coś nieznanego (może znaleźliby coś entomologowie), wyleźliśmy i zaczęliśmy przygotowania do wejścia do dziury. Godne wspomnienia jest napełnianie butli za pomocą pompy tłokowej przymocowanej do tylnych drzwi samochodu. Potem wszystko szło według znanego scenariusza – wyrzucenie wyposażenia z Nuras.info 11/2016 samochodu, schowanie go w krzakach, itp. Przy pierwszym dawnym syfonie zacząłem filozofować o tym, czy nie byłoby lepiej przepłynąć od razu pontonem, niż przebierać się w suchy skafander, przewozić rzeczy i za syfonem znów się przebierać. Podobno jest to niemożliwe… Wizja mokrego skafandra nie była kusząca, skoczyłem więc do pontonu i zacząłem przeciągać się na drugą stronę. Wszyscy byli zaskoczeni, przepłynąłem. Wyłażenie na drugiej stronie było męczarnią, musiałem sam przyciągać ponton do brzegu, ale równocześnie musiałem utrzymywać odległość, abym go nie zniszczył. W końcu nie zostało nic innego, niż klęknąć na brzegu i sięgnąć do wody, ale udało się! Krzyknąłem, że mogą sobie przyciągnąć ponton. Zapanował entuzjazm. Nikt nie chciał się przebierać. Za chwilę usłyszałem krzyk, że mogę ciągnąć i przypłynął ponton z ekwipunkiem. Wyłożyłem go i odesłałem naszą łódź po kolejny ładunek. Następnym kursem przyciągnąłem Krzyśka. Padłem na tyłek, nie na kolana, tak abym nogami zaparł się o ponton i trzymał go z dala od ostrych kamieni na brzegu, jednocześnie ciągnąc za sznurek, tak żeby Krzysiek mógł wyjść. Okazało się to jednak dla niego za mało. Chciał, abym go przyciągnął bokiem, więc spełniłem jego życzenie. Gdy wychodził, nagle usłyszeliśmy „łup” i w Explorerze Pro 200 pojawiła się dziura. Na szczęście ponton jest kilkukomorowy, więc uwzględniając sporadyczne wylewanie wody i dodmuchiwanie można go było wciąż używać. Krzysiek udał się na miejsce docelowe, a ja pracując niczym 70 Charon, po kolei przeciągałem chłopaków. Pierwszy przypłynął Mariusz, potem Paweł. Obaj od razu chwycili przywieziony materiał i poszli asystować Krzyśkowi. Po dociągnięciu Rozrucha, poszliśmy za nimi. Krzysiek z chłopakami przygotował sprzęt, jeden RB ma na plecach, drugi na boku jak sidemount, na głowie kask z latarkami i kamerą, kilka komputerów, jednym Nuras.info 11/2016 słowem mnóstwo pięknej techniki. Równocześnie mówił, że jest to właściwie światowy rekord, bo tak daleko od wejścia do jaskini, dodatkowo z pokonaniem odległości pionowej, nikt jeszcze nie nurkował z podwójnym rebreatherem. Za chwilę zanurkował… Rozruch gdzieś zniknął i zaczął robić zdjęcia. My już tylko rozmawialiśmy, do momentu gdy Rozruch nie zaczął dyrygować, gdzie mamy stać, jak mamy świecić, kiedy możemy oddychać, a kiedy już nie. Potem dołączył do nas i wraz z modelką Mariuszem robił zdjęcia produktu dzięki lampie Trojan. 71 Gdzieniegdzie pod powierzchnią widzieliśmy światło Krzyśka, pojawiało się i po chwili nikło. Po jakimś czasie wreszcie się wynurzył: – Gentlemani, mam dla was dwie wiadomości. Dobrą i złą. Ta dobra jest taka, że dziura, tam niżej, jest fajnie głęboka. Ta zła jest taka, że tym to się dla nas kończy, dlatego że na dalszy pochód potrzebowalibyśmy habitat... Niby wyglądaliśmy na przygnębionych, ale w duchu cieszyliśmy się, że już nie będziemy musieli ciągać ciężkich skuterów, które miałby wykorzystywać do badania wielkich przestrzeni w płytszych wodach. Wyszedł z wody, pomogliśmy mu zdjąć wyposażenie i według jego wskazówek rozebraliśmy RB. Krzysiek wziął jeden na plecy i zaniósł go nad drabinę (dzięki temu odpadła nam część transportu RB w rękach), potem pokonał dawny syfon i poleciał na brzeg się ogrzać. My po kolei wszystko popakowaliśmy, łącznie z pontonem Explorer Pro 200 i hura przez wodę prosto do tyrolki. Paweł poszedł do góry i ciągnął rzeczy za pomocą tyrolki, ja zaś z dołu kolejno je podawałem. Mariusz donosił sprzęt od wody do tyrolki, a Rozruch z Nuras.info 11/2016 tyłu jeszcze robił zdjęcia. Po wydobyciu wszystkiego na zewnątrz, przebraliśmy się i zanieśliśmy rzeczy blisko drogi, gdzie w międzyczasie podjechał Krzysiek. Wszystko załadowaliśmy do auta, aby później w lasku, na spokojnie, sobie przebrać. Po wszystkim udaliśmy się do pizzerii, zamówiliśmy coś do picia, ale dyskusja jakoś się nie kleiła, co mogło mieć związek z niezłym w tym miejscu Wi-Fi. Udało nam się jedynie ustalić plan na kolejny dzień i wspólnie zdecydowaliśmy, że dziś już mamy wolne. Mariusz z Pawłem postanowili przyrządzić sobie samodzielnie coś do jedzenia, a my w trójkę zostaliśmy, aby wspólnie skonsumować największą pizzę, którą podała nam uśmiechnięta blond kelnerka z wielkimi „płucami”. Po posiłku Krzysiek wrócił jeszcze do restauracji, aby nalać wody do beczki. Rozruch po drodze wpadł na pomysł, aby zrobić zdjęcia okolicy, jednak aparat fotograficzny został u Krzyśka w samochodzie. Nie szkodzi, postanowiliśmy poczekać na niego nad rzeką, bo właśnie tędy będzie musiał przejeżdżać. Czekaliśmy i czekaliśmy, ale Krzyśka nie było widać. Z nudów weszliśmy do rzeki, udając, że się myjemy. Początkowo wskakiwaliśmy do wody i od razu wychodziliśmy, ale z upływem czasu przyzwyczailiśmy się do chłodu. Ale co się stało z Krzyśkiem? Po chwili przyszło nam na myśl, że pewnie poderwał tę kelnerkę. Za chwilę jednak doszliśmy do wniosku, że z pewnością nie jest w stanie wykonać aż tylu numerów. Zbudowaliśmy więc kolejną 72 teorię, że w jego wieku to przecież trwa dłużej. Nie odbierał telefonu, co potwierdzało naszą teorię o piersiastej blondynce. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że jest inna droga, inna niż ta, którą znamy... Po jakimś czasie poddaliśmy się i wróciliśmy do naszego lasku. Krzysiek już tam był, wyładował wszystkie rzeczy z samo- Nuras.info 11/2016 chodu, wyjął wszystkie rzeczy z worków, aby się suszyły. Byliśmy dumni – sławny Krzysztof Starnawski wypakowywał i suszył nasze przepocone skafandry i zabłocone kombinezony. Cóż, złapałem aparat fotograficzny i poszliśmy robić zdjęcia (właściwie to Rozruch robił zdjęcia, ja tylko gapiłem się na to, co on fotografował). W trakcie pstrykania zgłodnieliśmy, więc wróciliśmy do lasku. Trzeba było wreszcie zjeść retro-kiełbaski, które kupiliśmy. Był okres suszy. Rozpaliliśmy ogień i opiekaliśmy kiełbaski, ale oczywiście bezpiecznie, 73 pod nadzorem dwóch ratowników górskich, dawnego strażaka i dwóch dobrych dusz. Ciepły letni wieczór, sosnowy las, ogień, kiełbaski, świetna rozmowa, czego więcej mogliśmy sobie życzyć? Gdy ogień już zgasł, dogasiliśmy węgielki i poszliśmy spać. Nazajutrz rozpoczął się nasz ostatni dzień. Po obfitym śniadaniu naprawiliśmy dziurawą łódź, można powiedzieć, że Explorera Pro 200 ulepszyliśmy do wersji Explorer Pro 2000, po czym skierowaliśmy się do jaskini, według scenariusza znanego już z wcześniejszych dni. Zmiana była dopiero przed tyrolką, udaliśmy się bowiem zachodnim korytarzem do syfonu, bo za nim teoretycznie mogło być połączenie z Cetiną. Znalezienie syfonu w labiryncie korytarzy okazało się dla nas wielkim problemem, kilka razy tam, kilka razy z powrotem. Na szczęście Krzysiek chciał przejść tylko z sidemountem, materiału przeznaczonego do transportu nie było dużo (na każdego tylko dwa worki), więc ewentualne błądzenie nie mogło nas zasmucić. W rezultacie udało nam się dotrzeć do syfonu, więc Krzysiek mógł się przygotować Nuras.info 11/2016 i zanurzyć. My w tym czasie oddaliśmy się konwersacji, oczywiście z wyjątkiem Rozrucha, który fotografował i nieustannie pouczał nas, gdzie mamy stać, jaką mamy robić minę i jak mamy świecić. Po około godzinie wrócił Krzysiek. Relacjonował, że przejście przez syfon trwało około pięciu minut i potem szedł dalej suchą częścią. Zatrzymała go pionowa ściana, której bez wyposażenia nie był w stanie pokonać. Dla nas oznaczało to tyle, że musieliśmy spakować rzeczy i iść z powrotem. Po drodze niektórzy z nas troszkę zabłądzili, gdyż ten, który szedł wcześniej jako ostatni i oznaczał drogę (nie chcę mówić, że był to Rozruch), miał później iść jako pierwszy i pilnować swoich oznaczeń, jednak szedł znów jako ostatni. Ci, którzy wracali z przodu nie zrozumieli jego oznaczeń. Broniąc Rozrucha muszę wspomnieć, że dla mnie jego system oznaczeń był przejrzysty i błądziłbym tylko według oznaczeń trasy tych chłopaków. Wreszcie dostaliśmy się do tyrolki, policzyliśmy worki, jednego brakowało. Poszedłem go szukać. Chłopaki w tym czasie przeniosły materiał na górę. Po chwili znalazłem worek, zaniosłem go i poszedłem na górę Po wyciągnięciu ostat- niego worka koledzy wynieśli materiał, Rozruch zlikwidował drogę, ja rozebrałem tyrolkę. Po wydostaniu się na zewnątrz, nadszedł czas na sesję zdjęciową oraz mnóstwo pakowania. Na szczęście już nie musieliśmy się chować, byliśmy szczęśliwi i zadowoleni. 74 Ponownie wybraliśmy się na pizzę. Mariusz z Pawłem, jako że mieli dużo jedzenia, ugotowali sobie sami. Przy okazji zadeklarowali, że umyją zabłocony ekwipunek, co było bardzo szlachetne z ich strony. Krzysiek, w oczekiwaniu na posiłek, ściągał zdjęcia od Rozrucha. Nagle krzyknął: Nuras.info 11/2016 – Jesteś jedynym człowiekiem na świecie, który ma Canona EOS 5D Mark II i robi zdjęcia do JPG! Potem podano nam pizzę, więc mogliśmy się najeść. Po obfitym posiłku wróciliśmy do chłopaków nad rzekę, rzeczywiście wszystko umyli! Była więc chwila na higienę osobistą pod prysznicem solarnym. Po kąpieli przyszedł czas na najgorszą część całej ekspedycji. Łzy w oczach, posmarkane chusteczki, wspólne obietnice, że wszyscy do siebie codziennie będziemy pisać, no po prostu klasyka. Jeszcze na koniec z Rozruchem pojechaliśmy „nurkować” do Cetiny. Nurkowaliśmy tylko w majtkach z maską, aby popatrzeć pod wodę i potem hura do domu, gdzie dotarliśmy po ponad piętnastu godzinach podróży. Z perspektywy czasu mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że akcja była doskonała. Zespół też. Tak bardzo mi się to podobało, że zdecydowanie cieszę się na przyszłoroczną kontynuację. Na przykład Rozruch w ciągu pobytu, głównie dzięki cierpliwości Krzyśka, całkiem dobrze nauczył się języka polskiego. Konkretnie trzech najczęściej używanych słów: worek, ciągnij i kur.. Text: Ondřej „Iru“ Belica Foto: Jiří „Rozruch“ Urbanec Chcesz opisać wyjątkowe nurkowanie? Chcesz się podzielić ciekawymi informacjami? Napisz do nas [email protected] 75 Nuras.info 11/2016 IV Mazurska Mila Nocą IV edycja Mazurskiej Mili Nocą za nami. Idea spotkania była oczywista. Połączyliśmy zaduszkową tradycję, popularne Halloween oraz łączącą nas pasję, czyli nurkowanie. Każdy stawił się z zamontowaną na styropianowej platformie, wydrążoną i oświetloną od wewnątrz dynią. Postanowiliśmy przepłynąć dystans Kanału Łuczańskiego (w przybliżeniu mila morska – stąd nazwa), ciągnąc za sobą nasze arcydzieła. W ten dość ekstrawagancki sposób postanowiliśmy uczcić pamięć o tych, których już nie ma wśród nas, a znaczyli dla nas wiele. Wyzwanie jakie nas czekało nie należało do najłatwiejszych. Najpierw musieliśmy przygotować nasze oryginalne boje sygnalizacyjne, zorganizować do nich podświetlenie oraz zagwarantować ich pływalność. I to było najłatwiejsze, właściwie drążenie dyni to sama przyjemność. Spotkaliśmy się, zgod76 Nuras.info 11/2016 nie z planem, przy rondzie Andrzeja Balona Tarasiewicza. W tym roku również zgodnie z planem weszliśmy do wody. I tu dopiero zaczęła się zabawa. Na powierzch- ni we fleszach aparatów licznie przybyłej na rozpoczęcie akcji publiczności wszyscy byliśmy uśmiechnięci. Jednak wystarczyło pierwsze 100 metrów i już wszyscy wie- 77 dzieli, że IV Mazurska Mila Nocą długo nie da o sobie zapomnieć… Lekki na pozór prąd wody w kierunku Niegocina pod mostem kolejowym sprawił, że po jego poko- Nuras.info 11/2016 naniu wszyscy byli naprawdę rozgrzani. Dobrze rokująca na starcie woda, za sprawą instalacji odprowadzającej opady deszczu, za mostem kolejowym przypominała rozcieńczone mleko. Jeszcze gorzej mieli nurkowie, którzy płynęli z tyłu. I właśnie ten odcinek, pomiędzy mostami kolejowym a obrotowym, można nazwać rozgrzewką dla 78 ducha… Na tych, którzy nie dali się pokonać prądowi i przejrzystości za mostem obrotowym czekała już coraz lepsza woda i ostatnie 1300 metrów pod wodą. Na trasie Mili towarzyszyły nam wszędobylskie okonie i płocie. Przy odrobinie szczęścia można było trafić na szczupaki i miętusy. Nuras.info 11/2016 Wszystkim, którzy zechcieli nam towarzyszyć dziękujemy! Za profesjonalną asekurację i zabezpieczenie ratownicze imprezy Mazurskiemu Ochotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu – bardzo dziękujemy. Nurkom, którzy podjęli wyzwanie gratulujemy! Macie moc, chłopaki! W tegorocznej edycji udział wzięło dwunastu śmiałków: Krzysztof Golubiński, Jarosław Krzysztof Łobodziński, Grzegorz Zubowicz, Michał Warchoł, Adam Sobański, Daniel Winiarz, Robert Kukuła, Marek Banaszkiewicz, Ire- 79 neusz Żukowski, Michał Ejsymont, Mateusz Pawelecz oraz autor powyższych słów. Do zobaczenia za rok! Sebastian Łepkowski Fotografie Marcina „Łabęcia Mierunowicza” Nuras.info 11/2016 Wraki i jaskinie od Włoch, przez Francję, po Hiszpanię Piętnaście dni, sześć tysięcy kilometrów, dwadzieścia godzin spędzonych pod wodą w trzech krajach. To był naprawdę dobry wyjazd, pełen niesamowitych miejsc, nowych fantastycznych ludzi i bardzo ciekawych nurkowań. Zaczęło się od zaproszenia do Hiszpanii na podwodne wykopaliska archeologiczne. Gdy już rezerwowaliśmy z Kubą bilety na lot do Girony, wpadł nam do głowy pomysł – a gdyby tak pojechać samochodem i zaliczyć jeszcze jakieś fajne nurkowania po drodze? Brzmiało to jak całkiem ciekawy plan… W piątek o 22:00 opuszczamy Warszawę. Samochód wypełniony mamy po sufit Elefante Bianco 80 Nuras.info 11/2016 sprzętem nurkowym. Do pierwszego przystanku we Włoszech mamy tylko 1500 km. Gdy w południe następnego dnia docieramy w okolice Bassano del Grappa, jesteśmy załamani… pada deszcz. Nie martwi nas fakt, że trochę zmokniemy. Deszcz może spowodować duży wypływ z jaskini, w której chcemy zanurkować. Pod Bianco Elefan- te docieramy wczesnym popołudniem. Na parkingu wita nas tablica z ostrzeżeniem o zagrożeniach nurkowania jaskiniowego. Obok widnieje krótka historia jaskini. Eksploracje tego wywierzyska rozpoczęły się już w latach 60. W latach 80. o przesunięcie przodka walczyli między sobą J. Bolanz i O. Isler, z czego ten pierwszy osiągnął Tuż przed zanurzeniem w Elefante 81 wtedy głębokość 120 metrów. W 2004 roku Gigi Casati podczas nurkowania trwającego siedem godzin osiągnął głębokość 186 metrów w odległości 530 metrów od wejścia. Jest to w tej chwili rekord głębokości w tej jaskini. Opis kończy się informacją o ośmiu nurkach, którzy zginęli podczas działań w tym miejscu. To nas nie zniechęca, Nuras.info 11/2016 przenosimy sprzęt pod wywierzysko. Sądząc po skałach woda jest całkiem nisko, w odróżnieniu od tego, czego się spodziewaliśmy, a jej kolor i przejrzystość również nie zachęcają. Może głębiej zrobi się ciekawiej. Klarujemy sprzęt i zanurzamy się w zielonkawo brunatnej głębi jeziorka. Szybko odnajdujemy grubą, dobrze przymocowaną poręczówkę. Mijamy wejście do jaskini i… nic, woda jest tak samo paskudna. Widoczność to zaledwie 2-3 metry, a w toni unosi się syf. Gdzie ta legendarna widoczność? Kończymy nurkowanie lekko zawiedzeni, bo mieliśmy nadzieję na piękne widoki, a widzieliśmy… niewiele. Pakujemy sprzęt i ruszamy do następnego punktu na naszej liście jaskiń – Di Oliero. Niestety dojeżdżamy zbyt późno i Jezioro Garda 82 muzeum będące jednocześnie wejściem do systemu jest już zamknięte. Szybka burza mózgów i męska decyzja. Opuszczamy okolicę Bassao del Grappa i ruszamy w stronę Gardy. Noc spędzamy pod namiotem, nad malowniczo położonym jeziorem alpejskim. O Jeziorze Garda wiemy niewiele, oprócz tego że leży w Alpach i ma 300 metrów głębokości. Nie znamy natomiast żad- Nuras.info 11/2016 nych miejsc nurkowych w okolicy. W malutkiej, ale bardzo malowniczo położonej miejscowości Torbole posilamy się włoską pizzą i pochyleni nad mapą batymetryczną jeziora ustalamy plan i miejsce, gdzie mniej więcej chcemy wejść. Gdy znajdujemy już upragnione dojście do jeziora, klarujemy graty i ruszamy w dół. Spodziewaliśmy się ścianki, ale znaleźliśmy za to szybko opadający w dół stok. Widoczność jest bardzo dobra, a temperatura w głębszych partiach zaskakująco wysoka, bo aż 12 stopni. Ze względów logistycznych mamy w butlach powietrze i zawracamy, gdy narkoza azotowa daje już popalić. Bardzo usatysfakcjonowani kończymy nurkowanie około godziny 16. Z niedosytem opuszczamy Alpy, ale przed nami jeszcze dobre 1000 km do Port de la Selva w Hiszpanii, gdzie mamy się zaokrętować o ósmej rano. El Port de la Selva to małe portowe miasteczko położone na Cap de Creus, najdalej wysuniętym na wschód półwyspie Hiszpanii. Z jednej strony oblewają je wody Morza Śródziemnego, a z drugiej dotarcie ograniczają góry. Można tu spotkać głównie rybaków i francuskich turystów chcących wypocząć na spokojnym wybrzeżu Costa Jezioro Garda 83 Nuras.info 11/2016 Brava. Już starożytni Rzymianie znali i korzystali z tej zatoki i to właśnie relikty ich działań sprowadziły nas tutaj. O świcie wjeżdżamy do portu, mijamy część z jachtami, przygotowanymi już do zimy. Gdy docieramy do części rybackiej, dostrzegamy jednostkę, na której mamy się zaokrętować. Thetis na pierwszy rzut oka może nie wygląda na ruinę, ale na luksusowy jacht tym bardziej. Jednak gdy zaczyna- Port de la Selva 84 my poznawać statek, okazuje się, że jest to bardzo przemyślana i całkiem wygodna jednostka z dużym zapleczem socjalnym. Pierwszego dnia nie nurkujemy, to czas na zapoznanie się z załogą i statkiem. Trzon Nuras.info 11/2016 ekipy stanowi trójka archeologów z Centre d’Arqueologica Subaquatica de Catalunya: Rut, Gustau i Carlos, kapitan Geordii, który na twarzy ma wypisane lata spędzone na morzu. Pomagają mu dwaj marynarze Armand i Guillieme, który również jest archeologiem. Ekipę uzupełniają osoby, podobnie jak my, zaproszone na wykopaliska: Marina absolwentka archeologii z Hiszpanii, Ahmed pracownik Departamentu Archeologii Podwodnej z Omanu, Paul archeolog z Kalifornii i my, czyli dwóch archeologów podwodnych z Polski. Następnego dnia w końcu wchodzimy do wody. Każdego dnia zaplanowane są dwa nurkowania na 33 metry, gdzie leży wrak. Faza denna pierwszego nurkowania ma trwać 35 minut, potem deep stop na 17 metrach i 10 minut dekompresji tlenowej na 6 metrach. Między nurkowaniami mamy 3 godziny przerwy, w trakcie których jemy obiad i omawiamy plan na następne nurkowanie. Drugie zanurzenie w fazie dennej trwa 30 minut, następnie deep stop na 17 metrach, 3 minuty na 9 metrach i nudne 20 minut dekompresji tlenowej na 6 metrach. Jako lina opustowa służy nam łańcuch kotwiczny, natomiast tlen na dekompresję po- Kuba kontempluje swoje nurkowanie w Gardzie 85 Nuras.info 11/2016 dawany jest za pomocą długich węży z pokładu statku na deco bar. Badany wrak ma nazwę Cala Cativa 1. Była to rzymska jednostka datowana na 50- 30 lat przed Chrystusem. Statek ten służył do przewożenia wina z Półwyspu Iberyjskiego, czyli obecnej Hiszpanii, na rzymskie stoły. Zatonął najprawdopodobniej od Mateusz korzysta z dobrodziejst tlenu 86 uderzenia o skały, które w tym miejscu są bardzo niebezpieczne. Przez wieki statki tonęły w tym miejscu z powodu wiatru nazywanego przez Katalończyków „Tara Nuras.info 11/2016 Muntana”. To niebezpieczny północny wiatr spychający jednostki na ostre skały. Do tej pory żeglarze i kapitanowie obawiają się tego wiatru. Nie jesteśmy pierwszymi badaczami w tym miejscu. W latach 80. prowadzono tu badania przy pomocy nurków klasycznych i wydobyto wtedy 63 całe amfory. Celem katalońskich archeologów jest dokładne zbadanie konstrukcji tego wraku, ponieważ wszystkie cechy wskazu- Przystanek deco 87 ją, że został zbudowany właśnie w Iberii. Pierwszy cel naszego zespołu to wykonanie dwóch wykopów sondażowych po dwóch stronach wraku. Eksplorujemy przy pomocy eżektorów wodnych. Praca idzie Nuras.info 11/2016 powoli, ze względu na tysiące fragmentów amfor leżących wokół jednostki. Te, które nadają się do identyfikacji chowamy do specjalnych worków, natomiast te których nie da się zidentyfikować odkładane są na hałdę. W jednym z wykopów odkrywamy bardzo ciekawy drewniany element. Z pewnością fragment konstrukcji statku. Jednak jego przeznaczenie nie jest oczywiste. Między nurkowaniami i wieczorem toczymy dyskusje próbując zidentyfikować ten element. Kuba na przystanku deco 88 Drugim zadaniem jakie otrzymaliśmy z Kubą było wycięcie jednej wręgi i klepek na całym przekroju wraku. Ten fragment jednostki ma być zakonserwowany i umieszczony w muzeum. Klepki są bardzo delikatne, wykonane z miękkiego drewna. Nuras.info 11/2016 Przebywając w wodzie przez 2000 lat stały się bardziej podobne do gąbki niż drewna. Cięcie zajmuje nam dwa nurkowania. Robimy to bardzo delikatnie przy pomocy brzeszczotu. Na kolejnym nurkowaniu montujemy wręgę do stelaża i balonem wy- pornościowym zabieramy ją na powierzchnię. Kolejne dwa nurkowania zajmuje wydobycie klepek z obu burt i stępki. W trakcie wszystkich tych działań cały czas dokumentowane są przekroje wraku, czym w większości zajmuje się Rut. Plan z Ressel 89 góry zrobiony był przy użyciu fotogrametrii. Część dokumentacji wykonujemy przy pomocy iPada w specjalnej podwodnej obudowie. Oprócz tego, że jest bardzo przydatny do dokumentacji, zdecydowanie przyspiesza czas spędzony na dekompresji. Nuras.info 11/2016 Gdy dokumentacja i eksploracja została już zakończona, naszym zadaniem było zasypanie wraku. Najpierw odwróciliśmy eżektory, tak aby kopany piach zasypywał wrak. Przyspieszające prace okazało się układanie ceramiki i worków z pisakiem na stanowisku. Drewniane obiekty zasypuje się nie tylko po to, żeby uchronić je przed łowcami zabytków, ale także żeby zabezpieczyć je przed torredo navalis, czyli świdrakiem okrętowym, który żywi się drewnem. Tempo w jakim to stworzenie 90 zjada elementy jednostki jest ogromne. Już starożytni próbowali walczyć ze świdrakiem obijając statki blachą. Aby uprzyjemnić pracę przy zasypywaniu stanowiska, postanowiliśmy w międzyczasie sprawdzić jedną pozycję, którą ekipa Nuras.info 11/2016 dostała od rybaków. W tym miejscu mieli oni w sieciach wyciągać ceramikę. Niestety pozycja nie była zbyt precyzyjna. Oprócz przybliżonych koordynatów mieliśmy informację o tym, że wrak ma leżeć na 40 metrach. Pierwsze zrzucenie kotwicy. Idziemy na dno, ale okazuje się, że jest trochę za głęboko, bo komputery wskazują 48,8 m. Pomimo to kontynuujemy poszukiwania przy pomocy kołowrotka. W 25 minucie wciąż nie mamy rezultatów, dlatego rozpoczynamy wynurzanie. Przed nami jeszcze W poszukiwaniu nowego wraku 91 35 minut dekompresji. Niestety drugi zespół również nie znalazł wraku. Ostatnie zadanie pod wodą, jakie czekało nas w Hiszpanii, to sprzątanie i likwidacja kotwic. Przyjemność spadła na Kubę, Mateusza i Gustau’a kierownika badań. Ma- Nuras.info 11/2016 teusz dostał dwa balony wypornościowe po 100 i 250 kg, dwa kosze na ceramikę i stage’a do pompowania balonów. Kuba i Gustau mają dwa balony po 250 i 500 kg oraz stage’a do pompowania balonów. Schodzimy razem. Kiedy Mateusz ładuje do koszy worki z ceramiką i wypuszcza je na powierzchnię, Kuba i Gustau schodzą do No to hop 92 pierwszej najcięższej kotwicy, którą mają wypuścić na balonie wypornościowym. Wypuszczenie koszy poszło bez problemu, ekipa powierzchniowa już je zbierała, jed- Nuras.info 11/2016 nak podczas wystrzeliwania kotwicy łańcuch zahaczył o skały, jednak po krótkiej walce został uwolniony. Teraz ekipa musi dopłynąć do kolejnych skał, gdzie czeka ostatnia kotwica. Niestety widoczność dramatycznie spada i robimy to na czuja. Gdy znajdujemy kotwicę, odczepiamy szeklę, odplątujemy ją ze skał i wypuszczamy ko- twicę na balonie wypornościowym. Na zadanie mieliśmy przewidziane 30 minut, ale udaje nam się w 16 minucie opuścić dno. Nie mamy już żadnej liny opustowej, dlatego puszczamy bojkę deko. Teraz pozostaje nam tylko znaleźć nasz statek, pod którym podwieszone są gazy dekompresyjne. Gdybyśmy nie mogli tego zrobić, moto- Port de la Selva 93 rówka miała podpłynąć do bojki i wskazywać nam drogę. Udaje nam się znaleźć statek i reszta nurkowania przebiega bez zakłóceń. Ostatni wieczór w Hiszpanii spędzamy przy Fideua, tradycyjnej potrawie katalońskich rybaków, i doskonałym winie. Następnego dnia pakujemy swoje zabawki i Nuras.info 11/2016 ruszamy w kierunku regionu Lot we Francji. Mamy tam jeszcze parę ciekawych nurkowań do zrobienia. Pierwsze na naszej liście jest Emmergence du Ressel, jedna z najpopularniejszych jaskiń we Francji. Odczuwamy to od razu, bo nie możemy znaleźć miejsca na parkin- gu przy jaskini. Gdy pytamy wychodzącą ekipę, czy ktoś jest w jaskini, odpowiedź zaskakuje nas jeszcze bardziej: – Tak, chyba trzy zespoły jeszcze. Znajdujemy miejsce na samochód i zaczynamy ogarniać sprzęt z nadzieją, że może się trochę przerzedzi. Wejście do Jak się kopie to się kurzy 94 wywierzyska znajduje się w korycie rzeki Cele. Zanim wybudowano spiętrzenie tej rzeki, było dostępne z lądu. Są okresy, w których wypływ wody z jaskini jest tak duży, że nie można tam wpłynąć, ale dzisiejszy dzień na to nie wskazuje. Pierwsze eksploracje miały miejsce w latach 60., lecz Nuras.info 11/2016 dopiero konkurencja pomiędzy dwoma legendami nurkowania jaskiniowego Johenem Hasemayerem i Oliverem Islerem przyniosła duże kroki naprzód. Walka o przodek zakończyła się dopiero w 1990 roku, kiedy Olivier Isler w trakcie jedenasto- godzinnej akcji przenurkował 1870-metrowy syfon o największej głębokości 80 metrów. Gdy płyniemy do wejścia, woda w rzece jest niezachęcająca. Jednak gdy wchodzimy pod strop, sytuacja się zmienia. Od pierwszych metrów jaskini wiemy już, Trou Maamme 95 dlaczego tak często wykorzystywana jest do szkoleń. Bardzo szeroki korytarz, praktycznie bez śladu mułu na spągu ciągnie się przez setki metrów na głębokości około 10 m. Po 300 metrach zawijamy w stronę wyjścia. Nurkowanie było bardzo ładne, acz- Nuras.info 11/2016 kolwiek trochę nudne. Pakujemy sprzęt i przenosimy się do drugiej jaskini na naszej liście: Gouffre de Landenouse. Jaskinia, której nie można pomylić z żadną inną. Obudowane wejście do studni z drabiną, po której należy zejść i wyjść, jest dość charak- terystyczne. Trafiamy na bardzo niski poziom wody i do lustra mamy jakieś sześć metrów spaceru po drabinie. Informacje o tej jaskini są zdecydowanie bardziej lakoniczne niż o innych. Największą głębokość 90 m osiągnął tu Jochen Hassenmayer w Lantouy 96 1980 roku 1240 metrów od wejścia. Niestety szczęście nam tu nie dopisuje i woda ma bardzo słabą widoczność. Nie tego oczekiwaliśmy po nurkowaniach w słynnych francuskich jaskiniach! Jednak tym razem układ jaskini jest trochę ciekawszy. Gdy sprzęt już Nuras.info 11/2016 ociekał, a słońce chyliło się ku zachodowi, należało znaleźć jakieś ciekawe miejsce na nocleg. Mapy sugerowały, że pod Gouffre de Lantouy jest ciekawe miejsce na obóz. Od razu się tam skierowaliśmy. Przywitała nas urocza polanka, idealna na biwak i wino przy ognisku. Rano zobaczyliśmy piękne wywierzysko z turkusową wodą otoczone drzewami. Miejsce wyglądało magicznie. Gdy się zanurzyliśmy, jaskinia od razu nas „kupiła”. Korytarz szybko opadał w dół, a strop był bardzo, bardzo nisko. Ciasno… tak jak lubimy. Na 25 metrach jest zacisk, który pokonujemy szorując brzuchami po spągu. Jaskinia jest krótka i osiąga głębokość 50 metrów, ale nurkowanie jest bardzo ciekawe. Nie mamy już czasu na nurkowanie w kolejnej jaskini, ale odwiedzamy jeszcze Widok z pobliskich gór 97 Trou Madamme, jaskinię o znacznie bardziej speleologicznym charakterze z wieloma syfonami. Z uczuciem nienasycenia opuszczamy Francję. Do domu mamy jeszcze 2500 km. W przyszłym roku na pewno tu wrócimy. Mateusz Popek Kuba Maciejewski Mariusz Linke Nuras.info 11/2016 Zmarł Enzo Maiorca W wieku 85 lat w rodzinnych Syrakuzach zmarł Enzo Maiorca, pionier nurkowania na wstrzymanym oddechu (freediving), wielokrotny rekordzista świata. To o nim opowiadał słynny film „Wielki błękit” Luca Bessona z 1988 roku. Urodził się 21 czerwca 1931 w sycylijskich Syrakuzach. W młodości był kajakarzem. Nazywano go „człowiekiem rybą”. W latach 1960–1974 trzynaście razy poprawiał rekord świata w swobodnym nurkowaniu. W 1960 roku zanurkował na głębokość 45 metrów. W 1961 jako pierwszy człowiek w historii przekroczył głębokość 50 metrów w nurkowaniu bez akwalungu. W tym czasie uważano, że przekroczenie tej granicy spowoduje natychmiastową śmierć nurka. Maiorca przyczynił się w znaczącym stopniu do rozwoju i popularyzacji nurkowania swobodnego w latach 60. i 70. XX wieku. W 1975 wystąpił w filmie włoskiego re- żysera Melchiadego Colettiego Wyzwanie na dnie[3]((wł.) Sfida sul fondo). W środowisku freedivingu był uznawany za „żywą legendę”. Jego rywalizację z francuskim nurkiem Jakiem Mayolem, który jako pierwszy zanurkował poniżej 100 metrów, przedstawił w 1988 reżyser Luc Besson w filmie Wielki błękit. Mayola zagrał Jean-Marc Barr, a jako Maiorca wystąpił Jean Reno. W roku premiery filmu, 57-letni wówczas Maiorca pobił swój rekord życiowy nurkując na głębokość 101 metrów. Po zakończeniu kariery podejmował działalność ekologiczną i polityczną, przez dwa lata od 1994 do 1996 był senatorem z list Sojuszu Narodowego. Uważał, że w Wielkim błękicie został przedstawiony w sposób karykaturalny, gdyż Besson został zmanipulowany przez, będącego współtwórcą filmu, Mayola. Maiorca doprowadził do zakazu emisji dzieła na terenie Włoch. W 2001 roku zmarł Mayol, a w 2002 roku film, po wycięciu kilku 98 scen i przemontowaniu innych, wszedł ponownie na ekrany włoskich kin. Był autorem lub współautorem publikacji na temat nurkowania publikowanych w języku włoskim, m.in. Sotto il segno di Tanit, Mediolan 2011. Zmarł 13 listopada 2016 w rodzinnych Syrakuzach w wieku 85 lat. Nuras.info 11/2016 CENTRUM NURKOWE CENTRUM NURKOWE ul. Ligocka 61a 40-570 Katowice Doskonale zaopatrzony salon sprzętu nurkowego, bogata oferta nurkowań, wypożyczalnia sprzętu, podróże, serwis, ubezpieczenia Kursy nurkowe: tQPETUBXPXF tTQFDKBMJTUZD[OF tUFDIOJD[OF tJOTUSVLUPSTLJF tQJFSXT[BQPNPD tel.: 32 253 66 05 tel. kom. Ania: 609 767 787 tel. kom. Paweł: 602 619 807 e-sklep: www.frogfish.pl www.hydrozagadka.pl e-mail: [email protected] 70% RABATU na życzenia świąteczne i noworoczne w grudniowym numerze Nuras.info [email protected] 99 Nuras.info 11/2016 Strugalski o bezpieczeństwie nurkowania Opis zdarzenia, opowiada młody nurek: Gdy nurkowałem w jeziorze na głębokości 30 metrów, doszło do zalodzenia II stopnia mojego automatu. Przeszedłem na oddychanie z octopusa i żeby zapobiec ucieczce powietrza z zalodzonego II stopnia (który miał stały wypływ), załamałem wąż średniego ciśnienia, co spowodowało przerwę w wydostawaniu się powietrza. Po kilku minutach otaczająca woda ogrzała automat i ustał stały wypływ. Nurkowałem dalej na octopusie bojąc się, że gdy wznowię oddychanie z „naprawionego” głównego ustnika, ten znów się zalodzi. Komentarz: Procedura załamania przewodu pomiędzy I a II stopniem automatu oddechowego jest błędna z wielu przyczyn. Po pierwsze większość współczesnych automatów ma przewody o takiej sztywności, że nawet zawiązanie ich na supeł nie spowoduje zamknięcia „światła przewodu” (tzn. nie sprawi, że przewód przestanie być drożny). Z tego powodu tej procedury nie można uznać za zalecaną i standardową. Ta bowiem powinna sprawdzać się jeśli nie we wszystkich, to przynajmniej w większości przypadków. Po drugie, nurek nigdy nie wie, który stopień uległ pod wodą zalodzeniu (objawy zalodze- nia obu stopni mogą być takie same). Zgadzam się, że w większości przypadków jest to stopień II, jednak nie musi tak być. Na przykład jeśli nurek przypadkowo weźmie wdech równocześnie z naciśnięciem przycisku inflatora kamizelki, by ją napompować (a ustnik i inflator kamizelki zasilane są z tego samego I stopnia), może to spowodować nadmierne obciążenie tego I stopnia i jego zalodzenie. Gdyby w takiej sytuacji nurek załamał przewód pomiędzy I a II stopniem i udało mu się uczynić to skutecznie, może wtedy dojść do pęknięcia przewodu pomiędzy I stopniem a miejscem załamania – stałoby się tak w automacie bez octopusa. Gdyby 100 był zamontowany octopus, nadmiar powietrza wydostałby się octopusem i pęknięcie przewodu nie nastąpiłoby. Jednak automat nadal byłby zalodzony. Wtedy ma miejsce bardzo trudna sytuacja awaryjna związana z tym, że urwany przewód bije nurka po twarzy i wydobywa się z niego chmura bąbli sprawiająca, że nic nie widać, a także nie ma już możliwości oddychania z ustnika. Sytuacja ta może się okazać trudna do opanowania. Poza tym oczywiście błędne jest kontynuowanie nurkowania, pomimo wystą- Nuras.info 11/2016 pienia sytuacji awaryjnej. Nurkowanie należy wtedy bezwzględnie przerwać. Wygląda na to, że autor opisu zdaje sobie z tego sprawę, skoro mówi: „Nurkowałem dalej na octopusie bojąc się, że gdy wznowię oddychanie z „naprawionego” głównego ustnika, ten znów się zalodzi”. Oczywiście istniało duże ryzyko ponownego zalodzenia głównego automatu, gdyby został użyty, ze względu na pozostające w nim tzw. jądra krystalizacji. Autor opisu wie to, lecz i tak robi swoje. Przerażają mnie ludzie, którzy wiedzą lepiej, ale nie przeszkadza im to robić gorzej. Tomasz Strugalski Powyższy tekst zawiera fragmenty bestsellerowej książki Tomasza Strugalskiego „Wypadki nurkowe – analiza gorzkich doświadczeń”. Tę i pozostałe książki tego autora można kupić tu: www.ksiegarnia.iknt.pl Autor jest instruktorem nurkowania, a także adwokatem, doktorem nauk prawnych, prowadzi własną Kancelarię Adwokacką www.adwokat.strugalski.pl Jest zwolennikiem surowej, wysokiej odpowiedzialności organizatorów sportu czy rekreacji za bezpieczeństwo uczestników. W czasach gdy prowadził bazy nurkowe, w prowadzonych przez niego bazach w Polsce i za granicą, przez blisko 20 lat nigdy nie zdarzył się wypadek. 101 Nuras.info 11/2016 Wraki Bałtyku Montownia Kreatywna zabierze nas do podwodnego świata jaskiń i głębin morskich. Najbardziej ekscytujące spotkania w mieście z cyklu Śladami Ostrowskich Globtroterów, na stałe wpisały się w harmonogram Ostrowskich wydarzeń. Ich bohaterami są ludzie z sąsiedztwa, pełnij pasji i miłości do poznawania Świata. Razem z nimi mieliśmy okazję być w najodleglejszych zakątkach Ziemi. Przemierzaliśmy bezdroża Syberii, zdobywaliśmy góry Tien Szan’u, pływaliśmy Batorym po Atlantyku, zwiedzaliśmy wyspy Nowej Zelandii, w Afryce tańczyliśmy, a na Rapa Nui oglądaliśmy zaćmienie słońca. A co tym razem? W listopadzie podążymy śladami Artura Mielcarka, który zabierze nas w przepiękną podróż, pełną adrenaliny, szybkich decyzji i walki o tlen. W podróż jedyną i niepowtarzalną. Do podwodnego świata jaskiń i głębin morskich. „Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że nurkowanie to wspaniała przygoda. Kolorowe rafy, bajeczne ryby i ciekawe zwierzęta na wyciagnięcie ręki. I to wszystko w ciepłej, przejrzystej wodzie. Ale nurkowanie ma też inne oblicze. W ciemnych, głębokich wodach Bałtyku spoczywają wraki, o których mało kto ma pojęcie. Pięknie zachowane, niektóre kilkusetletnie, wraz z niesamowitymi historiami, które zakończyły się ich zatonięciem. Dla tych, którym nie wystarczają kolorowe rybki jest to mroczny świat o niesamowitej sile przyciągania. Na naszym spotkaniu chciałbym opowiedzieć o kilku ciekawych, bałtyckich wrakach i o technice, która pozwala na ich odwiedzanie. Opowiem również o niesamowitym świecie podwodnych jaskiń i zalanych kopalń. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszam” – mówi Artur Mielcarek. Śladami Ostrowskich Globtroterów to cykl spotkań podróżniczych organizowanych przez Montownie Kreatywną od 2012 roku. Przez lata, 102 zgromadził on ponad pięć tysięcy gości, a zainteresowanie projektem ciągle rośnie. „Podziwiam ludzi którzy wychodzą poza strefę swojego komfortu, są dowodem na to, że niemożliwe nie istnieje. Te spotkania uczą, mobilizują do działania i pokazują, że ostrowianie to wspaniali ludzie. Tym razem będzie mokro, parasole i kalosze nie wystarczą.” – mówi Lena Rodger z Montowni Kreatywnej. Jeżeli chcesz wziąć udział w projekcie i opowiedzieć o swojej pasji lub wyprawie zgłoś się do organizatorów spotkania Montowni Kreatywnej, Organizator spotkania; Montownia Kreatywna https://www.facebook.com/MontowniaKreatywna/?fref=ts Termin spotkania: 25 listopada godzina 20:00 miejsce; "Mała Scena OCK" ul. Wolności 2 Ostrów Wielkopolski. tel. +48 62 736 40 60 Nuras.info 11/2016 Leila Boasier Budecker poprowadzi zagraniczne przedstawicielstwo Republiki Dominikańskiej na Hiszpanię i Portugalię Praga, 15.11.2016 – Leila Boasier Budecker, Dyrektor Narodowej Centrali Turystycznej Republiki Dominikańskiej na Europę Środkową i Wschodnią, od grudnia 2016 r. przejmie prowadzenie zagranicznego przedstawicielstwa w Madrycie, które obejmuje Hiszpanię oraz Portugalię. Narodową Centralę Turystyczną w Pradze, która działa również na terenie Polski, od 2017 r. poprowadzi Klára Hálková. Narodowa Centrala Turystyczna Republiki Dominikańskiej otwarta została w czerwcu 2009 r. w Pradze w celu promowania Republiki Dominikańskiej jako atrakcyjnej destynacji turystycznej w Czechach, w Polsce, na Węgrzech oraz w pozostałych krajach regionu. W czasie ostatnich siedmiu lat udało się nam sprawić, że Republika Dominikańska stała się rozpoznawalna wśród turystów nie tylko jako droga luksusowa destynacja dla zamożniejszych klientów – ocenia ubiegłe lata Leila Boasier Budecker i dodaje – Poza słynnymi plażami prezentujemy przyrodę, góry, zabytki okresu kolonialnego i duże możliwości ciekawego spędzania wolnego czasu. Turyści jeżdżą do nas nie tylko wypoczywać, ale też zwiedzać, zarówno w ramach zorganizowanych wycieczek, jak i samodzielnie. W czasie pracy w Pradze Leila Boasier Budecker zdobyła dla Republiki Dominikańskiej kilka prestiżowych nagród. Warto wspomnieć np. Targi LATO w 2012 i w 2015 r., w czasie których Narodowa Centrala Turystyczna Republiki Dominikańskiej otrzymała nagrodę „Kryształowe Słońce“ za najbardziej oryginalną ekspozycję. W 2014 r. dominikańska Centrala uzyskała nagrodę za najlepszy materiał promocyjny w języku polskim w ramach konkursu „Mercurio Genadesis“ w Gdańsku oraz nagrodę na opolskich targach „W Stronę Słońca“. Przedstawicielstwo Narodowej Centrali Turystycznej Republiki Dominikańskiej w 104 Pradze obejmujące działaniem także Polskę będzie kontynuować pracę. Statystyki odwiedzin z Polski w ostatnich latach wyraź- Leila Boasier Budecker Nuras.info 11/2016 nie wzrosły. Od stycznia do października zeszłego roku odnotowaliśmy 65,5% wzrost. W regionie Europy Środkowej i Wschodniej będziemy kontynuować rozpoczętą pracę – mówi Leila Boasier Budecker. Od 2017 r. praski oddział prowadzić będzie PhDr. Klára Hálková, dotychczasowa 105 Nuras.info 11/2016 asystentka Leily Budecker i menadżerka eventów oraz targów, która pracuje w Narodowej Centrali Turystycznej od 2010 r. O Republice Dominikańskiej: Republika Dominikańska należy do ulubionych turystycznych destynacji na Kara- 106 ibach. Zajmuje mniej więcej dwie trzecie wyspy Hispaniola, która leży na południowy wschód od Florydy. Ta destynacja jest, Nuras.info 11/2016 po Kubie, drugim największym państwem na Morzu Karaibskim gdzie mówi się po hiszpańsku, a gdzie podziwiać można różnorodny krajobraz. Znaleźć tu można bezkresne dziewicze plaże, wiecznie zielone lasy tropikalne i tereny górskie. Ruch turystyczny należy do najszybciej rozwijających się gałęzi przemysłu. Dominikana ma pięć regionów turystycznych: Puerto Plata – Cabarete – Sosua, La Romana – Bayahibe, Samana – Las Terrenas, Boca Chica – Juan Dolio i Punta Cana. Kontakt: Mgr. Leila Boasier Budecker Dyrektor na Europę Środkową i Wschodnią Ministerstwo Turystyki Republiki Dominikańskiej / Narodowa Centrala Turystyczna 107 Republiki Dominikańskiej Štěpánská 611/14, 110 00 Praga 1 Mgr. Simona Juránková Dział PR Telefon: +420 222 231 078 Email: [email protected] Web: www.godominicanrepublic.pl Nuras.info 11/2016 Jezioro tajemnic Tajemnic muzeum – ciąg dalszy Podczas wspólnej konferencji Starostwa Powiatowego w Drawsku Pomorskim oraz Muzeum w Koszalinie przekazano – oprócz bransolety liczącej ponad 3 tysiące lat – także inne przedmioty. Jak stwierdził podczas konferencji Dyrektor Muzeum Jerzy Buziałkowski, liczba tajemnic tego rejonu jest tak Dyrektor Muzeum i Starosta Drawski wielka, że potrzeba wielu lat na wyjaśnienie ich wszystkich. Wśród przekazanych artefaktów znalazła się kolejna bransoleta, według wstępnej oceny pochodząca z drugiego okresu brązu, a więc mająca ok. 2700 lat. Pozostałe Butonarium 108 Nuras.info 11/2016 fibule z okresu wplywów rzymskich przedmioty to fragmenty zapinek, tzw. fibul. Była to podstawowa ozdoba stroju w okresie wpływów rzymskich. Częste zmiany ich stylistyki pozwalają na dosyć precyzyjne datowanie obiektów archeologicznych, w których się znajdują. Zabytki te stanowią pod względem chronologicznym zwarty zespół, który możemy pewnie datować na 2 poł. II w i pocz. III w. n. e. – Po dokładnych oględzinach jeden zabytek (wcześniej uznany za zapinkę) zaintrygował mnie. Nie wiem do czego mógł służyć. Być może po konserwacji sprawa rozstrzygnie się – opowiada archeolog Andrzej Kasprzak. Ponadto do muzeum przekazano kamienny przedmiot, o nieustalonej chronologii, z precyzyjnie wywierconym otworem, służący zapewne jako ciężarek do sieci, a także guzik. Nie jest wykluczone, że pocho- bransoleta dzi z okresu napoleońskiego. Tu jednak nie ma pewności, dlatego prosimy Czytelników o pomoc w jego rozpoznaniu. Wszelkie sygnały można przesyłać za pośrednictwem tego formularza zgłoszeniowego: http://jeziorotajemnic.pl/zglos-informacje/ W konferencji uczestniczyli naukowcy z dziedziny archeologii, przedstawiciele koszalińskiego muzeum, samorządów z Gmi- Tuż po przekazaniu artefaktów 109 Nuras.info 11/2016 ny Czaplinek oraz Powiatu Drawskiego, partnerzy Akcji „Jezioro Tajemnic” i dziennikarze, w tym: Dariusz de Lorm, Ignacy Skrzypek, Andrzej Kasprzak, Andrzej Kuczkowski, Maciej Zakrzewski, Andrzej Polak, Tomasz Jasyk, Marcin Łukasz, Marek Nowak, Adam Kośmider, Jacek Kozłowski, Stanisław Kuczyński oraz pracownicy Starostwa Powiatowego w Drawsku Pomorskim. O konferencji pisaliśmy tutaj: http://jeziorotajemnic.pl/skarb-sprzed-tysiecy-lat/ den mieści się przy ul. 3-go Marca 15, drugi zaś przy ul. Drahimskiej 67. Podpisanie deklaracji odbyło się w siedzibie Starostwa Powiatowego w Drawsku Pomorskim pomiędzy Panem Wojciechem Za „U-Boota” jeszcze więcej Do 85 tysięcy złotych podbił nagrodę za „U-Boota”, przypuszczalnie spoczywającego na dnie jeziora Drawsko, kolejny przedsiębiorca z Czaplinka. Wojciech Kusa prowadzi usługi gastronomiczne m.in. w pobliżu jeziora. Ekipy nurkowe pracujące w ramach Akcji „Jezioro Tajemnic” często korzystają z jego usług. Kusa Wojciech Usługi Gastronomiczne „Fast Food” to firma zarejestrowana w Czaplinku (województwo zachodniopomorskie). Przedsiębiorstwo działa w branży usługowej związanej z wyżywieniem. W Czaplinku są dwa punkty usługowo-gastronomiczne: je- Starosta i nowy sponsor (po prawej) 110 a Starostą Drawskim Stanisławem Kuczyńskim. Dotychczasowymi sponsorami głównej nagrody za odnalezienie i wydobycie wraku historycznego okrętu podwodnego z Nuras.info 11/2016 okresu II wojny światowej lub wcześniejszego, przypuszczalnie spoczywającego na dnie jeziora Drawsko, są: Powiat Drawski, Gmina Czaplinek, Kabel Technik Polska sp. z o.o., Hotel „Pałac Siemczyno” wraz z Henrykowskim Stowarzyszeniem w Siemczynie, ECN – Systemy Nurkowe z Drawska Pomorskiego, World Technix ze Złocieńca, Centrum Reklamy Emen z Drawska Pomorskiego, supermarket Intermarché z Drawska Pom., firma „Moto –Styl” z Czaplinka, Przedsiębiorstwo Turystyczne wraz z Restauracją „Stary Drahim” w Starym Drawsku, Zakład Mięsny „Niedźwiedź” z Kalisza Pomorskiego, Pomorski Bank Spółdzielczy Świdwin, Diver Service s.c. ze Stargardu, „Sławogród” z Czaplinka, Stowarzyszenie „Wrakersi” z Łodzi, Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach pod Warszawą oraz Kusa Wojciech Usługi Gastronomiczne „Fast Food” z Czaplinka. przez młodych naukowców. W dniach 23-25 września 2016 roku odbył się letni obóz Koła Naukowego Geodezji i Kartografii „Metiri” w Czaplinku. Wyjazd zorganizowany był na zaproszenie Starosty Drawskiego Stanisława Kuczyńskiego i jego tematem były działania w ramach Jeziora Tajemnic. Czym jest Jezioro Tajemnic? Jest to nazwa akcji eksploracyjno – historycznej, której celem jest odkrycie tajemnic jeziora Drawsko oraz całego Powiatu Drawskiego. Lokalne pogłoski mówią nawet o zatopionych jednej lub kilku ćwiczeniowych łodziach podwodnych z okresu II wojny światowej. Studenci Koła Naukowego „Me- Akademia Morska znów w Czaplinku Letni Obóz Koła Naukowego „Metiri” Czaplinek 2016 nad Jeziorem Tajemnic. Niemal kosmiczne efekty będziemy prezentować niebawem! Oto relacja nadesłana Wreczęnie Certyfikatów uczestnictwa w Akcji przez Starostę Stanisława Kuczyńskiego 111 Nuras.info 11/2016 tiri” chętnie przyłączyli się do akcji i w sześcioosobowym składzie, pod przewodnictwem opiekuna koła dr. Grzegorza Stępnia, przyjechali do Czaplinka. Pierwszego dnia, tuż po przyjeździe, delegacja KN „Metiri” została przywitana przez Pana Stanisława Kuczyńskiego, Starostę Powiatu Drawskiego, wraz z pozostałymi działaczami projektu Jeziora Tajemnic. Opowiedział o całej Akcji, historii miasta oraz regionu. Następnie studenci otrzymali certyfikaty dołączenia do projektu „Jezioro Tajemnic” i wykonane zostało pamiątkowe zdjęcie. Dalej, po szybkim zakwaterowaniu, odbyło się ognisko integracyjne. Drugi dzień wyjazdu rozpoczęty był szybkim śniadaniem, by następnie wyjechać do Starego Drawska nieopodal Cza- Certyfikaty dla Akademii Morskiej 112 plinka, gdzie nad „Zamkiem Drahim” zostało wykonanych kilka nalotów fotogrametrycznych naszymi dronami. Zdjęcia wykonane podczas nalotów były robione z różnymi ustawieniami kamer. Jedne z kamerą zorientowaną pionowo w dół, a inne z kamerą pochyloną o 60 . Należy także wspomnieć, że przy nalotach wykorzystaliśmy dwa modele wiodącej firmy bezzałogowców DJI Phantoma 3 i Phantoma 4. Wszystkie wykonane zdjęcia posłużą do stworzenia modeli 3D zamku, a także do porównania obu metod fotografowania obiektu. Modele do obejrzenia są pod następującymi linkami: https://sketchfab.com https://sketchfab.com/models/ Modele opracowane zostały w programie Agisoft PhotoScan. Jest to świetna platforma do tworzenia trójwymiarowych modeli ze zdjęć wykonanych z bezzałogowców, głównie ze względu na jego prostotę. Przy opracowaniu niezbędne jest przeprowadzanie siedmiu procesów, które w skrócie opisując najpierw łączą zdjęcia (aerotriangulacja przestrzenna), następnie budują chmurę punktów, a dalej łączą chmurę w siatkę i ją teksturują. Dodatkowym zada- Nuras.info 11/2016 niem podczas opracowywania wyników jest także dokładne wskazanie fotopunktów zamierzonych odbiornikiem GNSS- RTK, na zdjęciach, na których występują. Takie prace dają świetne rezultaty, ale ich wadą jest bardzo długi czas opracowania, który średnio wynosi około 24h ciągłej pracy komputera. Zrzut ekranu modelu 3D Zamku Drahim w programie Agisoft PhotoScan W dalszej części dnia studenci udali się także między innymi na plażę w Czaplinku, gdzie wykonanych zostało kilka filmów oraz zdjęć z bezzałogowców, z których powstanie klip promocyjny z wyjazdu. Pod koniec dnia na boisku internatu, w którym nocowali uczestnicy wyjazdu, odbyła się prezentacja wszystkich dronów, jakimi dysponowało Koło Naukowe podczas wyjazdu. Liczba bezzałogowców była imponująca, gdyż studenci mieli do dyspozycji 2x DJI Phantom 3, 2x DJI Phantom 4 oraz Sześciowirnikowiec(hexacopter). Dodatkowo do nauki lub doskonalenia umiejętności latania studenci mieli do dyspozycji mały model Syma X5C oraz symulator z profesjonalną aparaturą. Ostatni, trzeci dzień wyjazdu rozpoczął się już trochę po godzinie 6, nalotem w centrum miasta nad Kościołem Rzymskokatolickim pw. Świętej Trójcy, z którego także został wygenerowany model 3D. Następnie wszyscy uczestnicy wyjazdu udali się na śniadanie, po którym wykonaliśmy ostatnie loty wyjazdu. Tym razem fotografowanym obiektem była rekonstrukcja warowni średniowiecznej Sławogród w Czaplinku. Podsumowując, krótki ale intensywny wyjazd KN Metiri to masa nowych do113 świadczeń oraz zdobytej wiedzy praktycznej w dziedzinie fotogrametrii, a także pomiarów satelitarnych. Świetna okazja poznania nowych ludzi, w tym zespołu nurków pracujących pod kierownictwem Dariusza de Lorm i miejsc, a także rozwijania swoich zainteresowań oraz doskonalenia nowych umiejętności. Na koniec warto wspomnieć, że tak dużą ilość danych udało się pozyskać także dzięki sprzyjającym warunkom pogodowym. Przez cały weekend pogoda była słoneczna i bezwietrzna, co jest bardzo ważne ze względu na bezpieczeństwo lotów bezzałogowymi systemami latającymi. Godziny spędzone w powietrzu podczas wyjazdu, to zaledwie początek pracy, gdyż teraz przed studentami kolejne zadanie. Będzie nim opracowanie każdego nalotu i porównanie wyników. Każda chwila spędzona przy pracy z danymi przez studentów to możliwość utrwalenia i poszerzenia wiedzy zdobytej w ciągu roku akademickiego podczas laboratoriów. Dlatego tak ważne są tego typu wyjazdy i mamy nadzieję na zwiększenie ich ilości w przyszłości. Roman Hałaburda – KN „Metiri” Nuras.info 11/2016 Łódź w odwiedzinach Po prelekcji na temat Akcji Eksploracyjno – Historycznej „Jezioro Tajemnic” przeprowadzonej przez jej uczestnika Grzegorza Forysiaka, przedstawiciela Stowarzyszenia „Wrakersi”, uczniowie łódzkiej „samochodówki” podjęli decyzję, że na wycieczkę klasową w ostatnich dniach września przyjadą właśnie do Czaplinka – nad jezioro Drawsko. Była bardzo udana! Pomocy w zorganizowaniu pobytu udzielił Dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Czaplinku Robert Patrzyński, zaś koordynator poszukiwań podwodnych Dariusz de Lorm, najlepszy instruktor nurkowania na świecie 2013 i 2014 roku, odnalazł się w nietypowej dla siebie roli i został przewodnikiem po Czaplinku. Dzię- 114 ki niemu młodzież zgłębiła wiedzę na temat „Jeziora Tajemnic”. – W czasie wycieczki zwiedziliśmy zabytki i muzea Powiatu Drawskiego, podglądaliśmy prace archeologiczne na terenie Czaplinka oraz przespacerowaliśmy się po okolicy – relacjonuje Anna Forysiak, wychowawca kl.4m Zespołu Szkół Samochodowych w Łodzi. Mieszkańcy Łodzi zobaczyli między innymi Zamek Drahim, Pałac Siemczyno, izbę muzealną na Rynku w Czaplinku i Kościół pw. Świętej Trójcy oraz brali udział w zajęciach rekonstrukcyjnych w parku rozrywki „Sławogród”. Podsumowaniem wycieczki było wręczenie certyfikatów udziału w Akcji „Jezioro Tajemnic” dla ZSS w Łodzi oraz wszystkich uczestników wycieczki przez Starostę Drawskiego Stanisława Kuczyńskiego, który znalazł czas na rozmowę z młodzieżą o atrakcyjności regionu i zachęcał do ponownego przyjazdu. W czasie ogniska, które odbyło się na terenie ZSP w Czaplinku, uczniowie zintegrowali się z młodzieżą z internatu. – Spotkaliśmy się z wyjątkowo serdecznym przyjęciem ze strony wszystkich, począwszy od pana Starosty, a skończywszy Nuras.info 11/2016 na pani wydającej nam obiady. Na pewno wrócimy do Czaplinka. Dziękujemy – mówi Anna Forysiak. W tym epizodzie „Jeziora Tajemnic” uczestniczyli: wychowawca klasy Anna Forysiak, nauczyciel Jerzy Kaczmarski oraz Bartosz Gruda, Dominik Kowalski, Maciej Łabędzki, Michał Malinowski, Patryk Michalski, Adam Modrak, Damian Nowak, Arkadiusz Osiecki, Bartosz Piotrowski, Tomasz Roszak, Marcin Sienny, Kamil Smolarek, Mateusz Tomasik, Maciej Woszczyk, Kamil Pawłowski, Dawid Szozda i Julia Forysiak. Była to klasa o profilu – technik mechatronik z Zespołu Szkół Samochodowych w Łodzi – Technikum nr 7. Czaplinek - dom strzelecki Jest sygnał na temat znalezisk Łuski z Mosina i „dom strzelecki” – mamy odzew odnośnie znalezisk z parku przy czaplineckim LO, nad jeziorem Drawsko. Odnalezienie łusek radzieckich, zamiast oczekiwanych niemieckich, jeszcze bardziej komplikuje zagadkę. O sprawie pisaliśmy w artykule „Znaleziska z parku”. W czasach niemieckich miała tam być strzelnica, po której do dziś pozostał szeroki rów, zaś ćwiczenia tam się odbywające są nieodłącznym elementem miejskiej legendy dotyczącej działalności Kriegsmarine w dawnym Tempelburgu. I rzeczywiście. Niedawno natrafiono w parku na setki przestrzelonych łusek, choć informacja o ich rozpoznaniu zamiast coś wyjaśniać, tylko komplikuje nasze historyczne śledztwo. 115 Na podstawie zamieszczonych przez nas zdjęć, o sprawie wypowiedział się Marek Halter, wieloletni redaktor prestiżowych pism wodniackich i znawca tematyki żeglarskiej, a także autor najlepszego tekstu locyjnego o jeziorze Drawsko, oczywiście zamieszczonego na stronie projektu „Jezioro Tajemnic”: – Łuski wyglądają mi na radzieckiego Mosina, bo mają zewnętrzną kryzę. Niemcy takiej amunicji nie używali, a ponadto skrzętnie zbierali łuski na przerób. Widziałem takie sytuacje jako dziecko. W tym miejscu mogła być po wojnie strzelnica, ale też może w czasie walk było to gniazdo dla ckm lub rkm. Karabin Mosin (fot. za: Wikipedia) i jego wersje rozwojowe były podstawowym Nuras.info 11/2016 uzbrojeniem piechoty rosyjskiej i Armii Czerwonej od lat 90 XIX w. do lat 50 XX w. Wśród znalezisk były także fragmenty jakichś instalacji hydraulicznych, co również komentuje pan Marek wskazując, że kurek wygląda na część zaworu od instalacji piwnej. Co ciekawe, niedaleko od tego miejsca funkcjonował niemiecki browar. Z kolei Zbigniew Januszaniec, miłośnik historii z Czaplinka wypowiedział się w kwestii tego, jak był zagospodarowany teren w parku w czasach niemieckich. Przesyłał nam trzy przedwojenne fotografie (dwie pocztówki oraz zdjęcie z folderu turystycznego z 1938 roku) przedstawiające „dom strzelecki” w Czaplinku. Tuż przy nim była strzelnica, natomiast we wnętrzu znajdowała się kawiarnia z restauracją. Do dziś spod ziemi przezierają fundamenty po tym obiekcie. Na pocztówce (1) widzimy wygląd „domu strzeleckiego” od strony jeziora Drawsko, od strony parku oraz wygląd wnętrza. Na pocztówce (2) z 8 lutego 1907 roku widzimy „dom strzelecki” od strony jeziora Drawsko w scenerii zimowej. Fotografia (3) to także widok od strony jeziora. Pochodzi z folderu turystycznego z 1938 roku. Jak 116 Nuras.info 11/2016 wskazuje pan Zbigniew, umieszczenie tego zdjęcia w folderze adresowanym do turystów oznaczało, że obiekt ten uważany był za jedną z atrakcji turystycznych dawnego Tempelburga. Dziękujemy za te sygnały! O sprawie pisaliśmy w artykule „Znaleziska z parku”.http://jeziorotajemnic.pl/znaleziska-z-parku/ Legenda o tajemnym przejściu Dotychczasowy przebieg Akcji Eksploracyjno – Historycznej „Jezioro Tajemnic” udowadnia stare twierdzenie, że w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy. Przy okazji odkrycia podziemnego tunelu na terenie Pałacu Siemczyno pisaliśmy, że cząstkowe badania georadarem wskazują na możliwość istnienia tam całej ich sieci. To twierdzenie ma odbicie także w starej legendzie. – Bardzo popularna wśród mieszkańców Siemczyna i okolic jest legenda o tunelu łączącym pałac z kościołem – mówi Bogdan Andziak, współwłaściciel Pałacu Siemczyno i wielki miłośnik historii tych ziem. I tak ona się zaczyna: „Kapliczka, którą możny pan Wilhelm Goltz z rodziną często osobiście odwiedzał była misterna jak rodowy klejnot, z zewnątrz skromna, z wysoko umieszczonymi witrażowymi oknami i wąskimi drzwiczkami. W środku zaś prawdziwe cacko – bajecznie kolorowe ściany, złote gwiazdki na granatowym jak noc suficie, mnóstwo rzeźbionych, świętych figurek, kwiatów i rodowych ornamentów. Do tego niezwykłego pomieszczenia, przez maleńkie, umieszczone w zakrystii drzwiczki, pozwolono wchodzić tylko jednej osóbce, kilkunastoletniej córce organisty. Miała kapliczkę sprzątać i dekorować co niedziela świeżymi kwiatami, a przed mszą zapalać świece. Aby je pogasić, dziewczyna mogła wrócić dopiero po zachodzie słońca”. Ten kategoryczny zakaz wcześniejszego wchodzenia do kaplicy, trochę dziwił dziewczynę, ale wolała nie ryzykować zadawania zbędnych pytań. „Pewnego razu jednak, gdy już rozpoczęło się niedzielne nabożeństwo, dziewczyna przypomniała sobie, że nie zapaliła świec. Co robić? Co robić? – myślała przerażona. Ksiądz zaraz wychodzi do ołtarza, ojciec zaczyna już grać pieśń na wyjście, państwo jak zwykle w pierwszym rzędzie klęczą, zapatrzeni w święte obrazy, kościół 117 pełen ludzi… Może by się przemknąć i zapalić te nieszczęsne świece? Ale czy zdąży? Jest ich tak wiele… Cichutko otworzyła drzwiczki i… prawie krzyknęła z wrażenia. Przed ołtarzem obok rozmodlonych państwa Goltzów, na pięknym, obijanym aksamitem foteliku, siedział złotowłosy chłopiec! Wpatrzony w promienie słońca, barwione witrażowymi płytkami, nie od razu ją zauważył. Był taki spokojny, miał niesamowitą, jasną twarz… Tylko dlaczego się nie ruszał? Od stóp aż po ramiona okryty był tkanym złotą nitką pledem, wyglądał jak figurka odpoczywającego po locie anioła. Ta jego jasna, promienna twarz… Dziewczyna, chcąc sprawdzić, czy jej się to nie śni, dotknęła delikatnie złotych włosów chłopca. Ten ocknął się, uśmiechnął i zapytał po prostu:– Kim jesteś?” Dzieci zaprzyjaźniły się ze sobą i odtąd oczekiwały niecierpliwie na te niedzielne spotkania. Chłopiec miał niewładne nogi i ręce. Rodzice nie chcieli go narażać na kpiny ze strony złych i podłych ludzi. W tamtych czasach ludzie byli mało tolerancyjni i ułomność nie zawsze wywoływała tylko współczucie. Goltzowie zbudowali dla chłopca podziemne przejście prowadzące Nuras.info 11/2016 z pałacu do pięknej kaplicy, żeby dziecko mogło modlić się w ich towarzystwie, unikając jednocześnie złych spojrzeń. Przyjaźń syna z sympatyczną córką organisty nie przeszkadzała szlachetnym i mądrym rodzicom, zwłaszcza że chłopiec nie mógł się doczekać kolejnych spotkań ze swą nową przyjaciółką. Mijały lata. W jeden z ponurych, jesiennych dni mały Fryderyk poczuł się bardzo źle. Po kilku pełnych cierpienia dniach i nocach chłopiec zmarł. W niedzielę jak zwykle córka organisty przyszła do kaplicy, żeby spotkać się z przyjacielem. Przeżyła jednak wielkie rozczarowanie. Byli tam tylko ubrani na czarno rodzice chłopca. Z ich twarzy biła nieopisana rozpacz i zwątpienie. Dziewczynka zrozumiała co się stało i łzy gęstą strugą popłynęły z jej oczu. Nagle spostrzegła gołębia, który usiadł na parapecie uchylonego, podłużnego okienka. Dziwny jakiś ten gołąb, tak natarczywie jej się przygląda, przechylając główkę i gruchając zachęcająco. W jego srebrzystym upierzeniu pobłyskiwały wyraźnie pojedyncze złote piórka. Nikt w Heinrichsdorf (Siemczynie) nie widział dotąd tak upierzonego gołębia, ale córka organisty wiedziała już dlaczego taki cudak pojawił się właśnie tej niedzieli w Heinrichsdorfowskiej kaplicy. Przez jej strapioną twarz przebiegła drobna iskierka radości. Po wielu latach zmarła również córka organisty. Ludzie w Siemczynie opowiadają, że po jej śmierci każdej niedzieli słychać w kaplicy gruchanie pary gołębi. Ktoś zaklinał się, że je widział, jak wlatywały do podziemnej krypty, gdzie miało się znajdować tajemne przejście do pałacu… Czy i w tej legendzie tkwi ziarno prawdy? Kolejne ślady po Kriegsmarine w Tempelburgu (cz. 2) Dotąd nie zrobiono czegoś, co było zbyt oczywiste – nie przeszukano najbliższego otoczenia okolic budynku LO, podejrzewanego o siedzibę lub miejsce kwaterunku taj- 118 Nuras.info 11/2016 nej jednostki szkoleniowej Kriegsmarine w dawnym Tempelburgu. Wyręczyła nas Ekipa Miesięcznika „Odkrywca”. Na co natrafili? Najciemniej pod latarnią. Tak w skrócie można ocenić efekty rekonesansu wokół obecnego Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Parkowej 2 w zachodniopomorskim Czaplinku. To tutaj, według miejskiej legendy, stacjonować mieli oficerowie marynarki wojennej III Rzeszy. Niedawno pojawił się pierwszy konkretny dowód na jej potwierdzenie: odnaleziona przez Redakcję „Odkrywcy” fotografia z wizerunkiem bandery tej formacji, zatkniętej na maszcie przed budynkiem współczesnego LO. Obecnie, pod pytką warstwą ziemi wokół budynku odnaleziono m.in. różne poniemieckie artefakty z czasów II wojny światowej. W śród nich znalazł się kolejny guzik z płaszcza Kriegsmarine (fotografię zamieszczono we wrześniowym numerze „Odkrywcy”). Jest także okrągła pokrywa, którą identyfikujemy jako element kuchni polowej, odznaczenia wojenne z 1939 r. ze swastyką, kołowrotek na kabel telefoniczny, łuski, monety i wiele innych. Być może Czytelnicy zidentyfikują na podstawie załączonego zdjęcia, za jakiego 119 rodzaju zasługi przyznawano znalezione odznaczenie? Albo zidentyfikują nierozpoznane dotąd przedmioty? Prosimy o informacje: http://jeziorotajemnic.pl/ Każdy Nuras.info 11/2016 nadsy- łający, który jeszcze go nie ma, otrzyma Certyfikat Uczestnictwa w Akcji „Jezioro Tajemnic! Ogólnopolski miesięcznik „Odkrywca” jest jednym z Patronów Medialnych Akcji „Jezioro Tajemnic” oraz jej aktywnym uczestnikiem w terenie. Fanpage Odkrywcy: https://www.facebook.com/Odkrywca/ Z jeziora wyłowiono krokodyla Elementy samochodu, tajemnicza skrzynia oraz… krokodyl. To tylko niektóre znaleziska XVII misji poszukiwawczej w jeziorze Drawsko, która odbyła się w ostatni weekend. Choć to końcówka października, sezon nurkowy trwa nadal! – Szczęśliwie nie chodzi o prawdziwe zwierzę, lecz o porcelanową figurkę. To jedno z zabawniejszych znalezisk z tej misji – wyjaśnia Dariusz de Lorm, kierownik prac podwodnych (Szkoła Nurkowania ANDAtek). Większość znalezionych rzeczy nie byłaby widoczna na sonarze. Nurkowie penetrowali dno bez przyrządów, pracując między innymi w okolicach Nadbrzeża Drawskiego. Lista wydobytych na powierzchnię przedmiotów jest długa. Obej120 Nuras.info 11/2016 muje m.in. części samochodu, być może poszukiwanego Wanderera: 30-litrowy miedziany zbiornik paliwa, wał oraz lampę. Natomiast drewniana skrzynia okazała się pusta, choć zachowana w bardzo dobrym stanie. Została rozpoznana jako pojemnik na tzw. UGŁ-y. W takich skrzyniach były przewożone i magazynowane petardy, dymy i gazy łzawiące. Pod powierzchnią znaleziono także niezidentyfikowane, wymagające oczyszczenia z omułków fragmenty blach, garnki, 121 okrągłe przedmioty z otworami przypominające piasty (nie są nimi, to żeliwne odlewy o trudnym do określenia zastosowaniu), stare buteleczki po medykamentach oraz po piwie (m.in. z niemieckiego Połczyna), wrak kajaka lub łódki (samo dno), koło za- Nuras.info 11/2016 machowe z sieczkarni, kotwicę, piastę z koła wozu drabiniastego oraz szereg innych, drobnych przedmiotów, jak np. pokrywka od słoika z napisem „haideglas”. W akcji uczestniczyli między innymi „Nurkersi” – Piotr Kusiak, Filip Dębski, Sylwia Mazańska, Zbigniew Aftański, Karol Grabarski, „ANDAtek” – Damian, Aleksandra i Dariusz de Lorm, Rafał Jaros, Anna Na- zarenko, Małgorzata Sikorska, Robert Sikorski, „Zamek Świdwin” – Rafał Iwanicki oraz Dyrektor ZSP Czaplinek – Robert Patrzyński. Profil Szkoły Nurkowania ANDAtek. To tutaj zwoływane są kolejne ekspedycje: https://pl-pl.facebook.com/ANDAtek.Polska/ M.in. tutaj możliwe są noclegi: http://jeziorotajemnic.pl/wakacje-z-jeziorem-tajemnic/ Jednak Kriegsmarine w czaplineckim LO? Dotąd nie wiadomo, co działo się w budynku czaplineckiego liceum w latach wojen- Fot.: ANDAtek oraz „Wrakersi” Współczesne zdjęcie LO w Czaplinku nych. Legenda miejska wskazuje na tajną bazę szkoleniową miniaturowych łodzi podwodnych, prowadzoną przez Kriegsmarine. Zagadka ta czeka na rozwiązanie, choć okolica pełna jest poszlak. Znaleziona w USA fotografia rzuca nowe światło na tę sprawę. Zdjęcie zostało wykonane, zgodnie z napisem na odwrocie, 5 maja 1939 w Tempelburgu (obecnie Czaplinku). Niedawno zostało namierzone i odkupione przez miesięcznik „Odkrywca”(patrona Medialnego 122 Nuras.info 11/2016 Akcji „Jezioro Tajemnic”) od prywatnego kolekcjonera w USA. – Na zdjęciu widoczna jest flaga sił zbrojnych III Rzeszy. Mogły jej również używać oddziały lądowe, a nawet Luftwaffe. Z pewnością jednak nie inne organizacje. Oddziały lądowe używały różnych flag. Kriegsmarine tylko tej bandery – wyjaśnia historyczne zawiłości Łukasz Orlicki, Szef Grupy Eksploracyjnej Miesięcznika Odkrywca. Budynek obecnego liceum przy ul. Parkowej (tuż nad jeziorem Drawsko, przy plaży miejskiej) powstał najprawdopodobniej w latach 30 XX wieku. Było to schronisko młodzieżowe, przejęte później przez nazistowską organizację młodzieżową „Hitlerjugend”. Brakuje jednak źródeł archiwalnych, aby stwierdzić jaką rolę budynek pełnił w latach 1939-1945. To nie dziwi, jeżeli faktycznie prowadzono tam jakąś niejawną działalność związaną z wojskiem. Fotografia z banderą to pierwszy ślad, zapełniający białą plamę w historii tego budynku. W dodatku ślad potwierdzający starą czaplinecką legendę miejską… Fot. z 1939 r. pochodzi z archiwum miesięcznika „Odkrywca” Strona internetowa „Odkrywcy”: http://odkrywca.pl/ Jezioro Tajemnic – jezioro badań W ramach realizacji projektu „Drawsko – jezioro badań”, wspieranego przez drawskie Starostwo, 21 października br. odbyła się w budynku Liceum Ogólnokształcącego Łukasz Orlicki z Odkrywcy (po lewej) i Starosta Drawski Stanisław Kuczyński 123 Nuras.info 11/2016 w Czaplinku prelekcja, której tematem były związki pomiędzy mieszkańcami Czaplinka i jeziorem Drawsko na przestrzeni wieków. Wykład prowadził Zbigniew Januszaniec – mieszkaniec Czaplinka, a jednocześnie znawca dziejów regionu, a także aktywny uczestnik Akcji Jezioro Tajemnic. Wśród słuchaczy znaleźli się uczniowie Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych oraz czaplineckiego Gimnazjum. Dzięki prelekcji młodzież miała okazję zapoznać się z wpływem środowiska naturalnego na życie ludzi w nim mieszkających od czasów pierwszego osadnictwa, po współczesność, i to na przykładzie obszaru im znanego, ale jak się okazało – kryjącego jeszcze wiele tajemnic. – Miejmy nadzieję, że spotkanie to pobudzi wśród młodych ludzi chęć odkrywania historii – komentuje Robert Patrzyński, Dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Czaplinku. http://zsczaplinek.szkolnastrona.pl/ Zatoka Ptasia częściowo zweryfikowana W bardzo trudnych warunkach pogodowych nurkowie penetrowali kolejną zatokę jeziora Drawsko. Widoczność jest bardzo dobra i sięga obecnie 15 metrów. „Explorersi” dysponujący m.in. sprzętem sonarowym przebadali około połowy zato- 124 Nuras.info 11/2016 ki, patrząc od strony jeziora. Część przybrzeżna nie została jeszcze zlustrowana. W trakcie prac natknięto się na trzy podwodne anomalie, które następnie weryfikowano pod wodą. Nie potwierdzono sygnału o zatopionym jachcie, natomiast wydobyto fragment burty niezidentyfikowanej łodzi wiosłowej. Pozostałe lokalizacje to bardzo duże skupisko roślin podwodnych oraz olbrzymie głazy (na głębokości 9,8 m). Tego rodzaju kamienie występują co najmniej w kilku miejscach jeziora, co nieraz sygnalizują nurkowie. Niektóre z nich miewają rozmiary samochodu. Niestety, kamera podwodna została zalana i trudno będzie odzyskać z niej nagrania. 125 Nuras.info 11/2016 – Widoczność pod wodą jest z każdym dniem coraz lepsza – mówi Dariusz de Lorm, który kierował pracami podwodnymi (Szkoła Nurkowania ANDAtek, najlepszy instruktor nurkowania świata 2013 i 2014r.). – Czas obalić mit, że w jeziorze Drawsko jest ona słaba. W tej chwili dochodzi nawet do 15 metrów. Jeżeli chodzi o zatokę Ptasią, dno w przeważającej części pokryte jest liśćmi. Ze względu na niewielką głębokość dochodzącą maksymalnie do 10 metrów, świetnie nadaje się nawet dla początkujących nurków. Poza tym jest tam dość jasno, nawet przy dnie. W XVIII Misji w ramach Akcji „Jezioro Tajemnic”, w dniach 28 – 31 października, uczestniczyli: indywidualnie Robert Patrzyński, Gabriela Patrzyńska, ze szkoły nurkowania ANDAtek – Anna Łodziato, Urszula i Przemysław Tosik, Grzegorz Piszcz, Bartosz Drzewiecki, Dariusz i Aleksandra de Lorm, Mariusz Szyrwiel, Piotr Janicki, Robert Sikorski, z WOPR Rogoźno – Sławomir i Renata Biskupscy, Mariusz Szymański, z gimnazjum Bobolice – Bartosz Tomaszewski, ze Stowarzyszenia Strażnicy Historii z Koszalina – Marek Tomaszewski i Honorata Matuszewska, z Klubu Krótkofa- lowców z Piły – Przemysław Glanc, z WOPR Świdwin – Artur Kieruzel, Marcin Ławrynowski i z Pałacu Siemczyno – Marek Ławrynowski. Zatoka Ptasia. Na drugim planie jezioro Żerdno (fot. Gmina Czaplinek) Zatoka Ptasia – opis Marka Haltera: Za półwyspem Kołomąt mamy szerokie na 1200 m wejście do dużej Zatoki Ptasiej, ograniczone od północy przez Półwysep Drawski. W połowie długości linii wejścia łączącej cyple półwyspów Kołomąt i Drawskiego płytko pod wodą (0,5 m) znajduje się skała podwodna. Skałę oznakowano czerwoną boją. Na zatoce o powierzchni 100 ha są trzy wyspy. Na linii wejścia do zatoki, w odległości 150 m od Półwyspu Drawskiego, leży Wyspa Żurawia, a 200 m dalej w głąb zatoki Wyspa Czapla. Bliżej brzegu półwyspu Kołomąt mamy Wyspę Kaczą. Przejście między Czaplą a Kaczą jest szerokie ledwie na 100 m i dodatkowo jeszcze 126 obustronnie zwężone przez trzciny otaczające wyspy. Dlatego należy między nimi przechodzić w osi przesmyku. Półtorakilometrowy wschodni brzeg Zatoki Ptasiej, należący do półwyspu Kołomąt, jest na całej długości zadrzewiony, a pobrzeże poro- Nuras.info 11/2016 Drawskiego. Dno wzdłuż tej części tego półwyspu stromo opada pod kątem 30- 45 stopni przez 40- 50 m od linii brzegowej. Brzeg cypla dochodzący do wody, porośnięty lasem łęgowym na długości 500 m jest płaski, a następnie przechodzi w klifowy, zalesiony bukiem. Półwysep Drawski, częściowo zalesiony, oddziela Zatokę Ptasią od Zatoki Drahimskiej, do której wejście z plosa głównego ma 600 m szerokości. śnięte szuwarami. W pobliżu niego (30- 50 m) leżą dwie małe, nie nazwane jeszcze, wysepki połączone z lądem pasem trzcin. Ostatnie 600 m tego brzegu należy do jednej z dwóch bezimiennych małych zatok kończących Zatokę Ptasią. Obie zatoki dochodzą do naturalnej grobli wododziałowej, szerokiej na 100- 150 m, rozdzielającej jezioro Drawsko i jezioro Żerdno. Po grobli biegnie droga krajowa nr 163. Obie końcowe zatoki rozdziela niewielki, zadrzewiony półwysep. Brzeg Kołomątu jest ostatnim fragmentem brzegu wschodniego należącym do miasta Czaplinek. Dalej administrowanie przejmuje Gmina Czaplinek. Północny brzeg Zatoki Ptasiej, o długości 1 km, należy do zadrzewionego Półwyspu Model 3D Sławogrodu Prezentujemy kolejny trójwymiarowy model opracowany przez szczecińską Akademię Morską po przyjeździe do Czaplinka nad jezioro Drawsko. Model warowni „Sławogód” wykonany został bezpłatnie przez Koło Naukowe Geodezji i Kartografii AM „Metiri”, któremu przewodził dr Grzegorz Stępień. Powiększanie odbywa się scrollem myszki, a obracanie 3D – trzymając lewy klawisz myszki i poruszając nią. „Sławogród” www.slawogrod.eu/cms/) jest rekonstrukcją warowni wczesnośredniowiecznej, wybudowaną w pobliżu jeziora Drawsko. To także jeden ze spon127 sorów nagrody za odnalezienie i wydobycie wraku historycznego okrętu podwodnego z okresu II wojny światowej lub wcześniejszego, przypuszczalnie spoczywającego na dnie jeziora Drawsko. Niebawem kolejne opracowania! https://sketchfab.com/models/4199f8e20b5a4640acac40819453d594 Sławogród Czaplinek w akcji Jezioro Tajemnic: www.youtube.com Apel do kolekcjonerów czasopisma „Żołnierz Polski” Jest trop w sprawie torped wydobytych przed laty z jeziora Drawsko. Można nam pomóc! To może być bardzo istotna informacja z punktu widzenia wyjaśnienia charakteru Nuras.info 11/2016 Jerzy Janczukowicz - po lewej stronie Starosty S. Kuczyńskiego (w czerwonej czapce) działalności Kriegsmarine w rejonie jeziora Drawsko. Od jakiegoś czasu mieliśmy informację, że wydobycie torped opisała współczesna zdarzeniu prasa. Dotąd nie wiedzieliśmy jaka. Dziś mamy już ślad. Chodziło prawdopodobnie o „Żołnierza Polskiego” lub „Polskę Zbrojną”. Pierwszy sygnał o torpedach pochodził od Jerzego Janczukowicza, legendy pol- skich poszukiwań podwodnych z Gdańska. Nurkował on w latach 80. w jeziorze Drawsko na zlecenie Uniwersytetu Gdańskiego. To w tamtym czasie otrzymał zdjęcie, które było wycinkiem prasowym. W artykule opisywano wydobycie dwóch torped z „Jeziora Tajemnic”. – To, dość kiepskiej jakości, zdjęcie mam do dziś w swoich zbiorach. Niestety, nie pamiętam z jakiej pochodziło gazety – opisywał sprawę pan Jerzy. Teraz nastąpił zwrot w sprawie, dający nadzieję na przynajmniej częściowe ustalenie przebiegu zdarzeń i przybliżenie się do tajemnicy jeziora. – Otrzymaliśmy od pasjonatów historii informację, że czasopisma o tematyce wojskowej opisywały fakt wydobycia torped. Z punktu widzenia naszej akcji, są to informa128 cje bezcenne – podkreśla Starosta Drawski Stanisław Kuczyński. Problem w tym, że nie wiemy, o jaki konkretnie numer „Żołnierza Polskiego” lub „Polski Zbrojnej” może chodzić. Czasopisma bowiem ukazywały się przez wiele dekad. Z przekazanych informacji wynika, że mogło to być najprawdopodobniej w latach 60. lub 70., choć ze względu na długi okres czasu – pewności nie ma. Wiemy, że w Polsce jest wielu kolekcjonerów. Niektórzy z nich posiadają wszystkie roczniki i są dobrze zorientowani w ich treści. Dlatego zwracamy się z prośbą o udostępnienie nam zeskanowanych artykułów na ten ważny dla nas temat. Odsłońmy po latach jedną z tajemnic jeziora Drawsko! Prosimy o przesyłanie informacji za pomocą formularza: http://jeziorotajemnic.pl/zglos-informacje/ Nagrodzimy je Certyfikatami Uczestnictwa w Akcji! Zdjęcia z archiwum Szkoły Nurkowania ANDAtek. Pałac Siemczyno skanowany podczerwienią Ekipa szczecińskiej Akademii Morskiej pracowała ostatnio na terenie Pałacu Siem- Nuras.info 11/2016 czyno – Partnera Akcji „Jezioro Tajemnic”. Działania miały na celu stworzenie trójwymiarowego modelu tego obiektu. Tym razem jednak ma on być jeszcze doskonalszy – obejmie bowiem także wnętrze! Grupa studentów pod kierownictwem dr inż. Grzegorza Stępnia, Zastępcy Dyrektora Instytutu Geoinformatyki z Akademii Morskiej w Szczecinie, przystąpiła do wykonywania skanowania zewnętrznego oraz wnętrz Pałacu w Siemczynie w weekend 5 i 6 listopada 2016 r. Skanowanie wnętrz rozpoczęto od najwyższej kondygnacji, tj. strychu i jego niezwykłej architektonicznie i wizualnie więźby dachowej. – Skanowanie ma na celu nie tylko umożliwienie interesującej wirtualnej podróży po obiekcie, niczym w grach komputerowych, ale jest to także bardzo precyzyjny pomiar pomieszczeń i detali obiektu. To niezwykle czasochłonne – opisuje wrażenia Bogdan Andziak, współwłaściciel Pałacu. Jak wygląda ten proces od strony technicznej? Przed właściwym skanowaniem oznakowano pomieszczenia. Polega to na rozstawieniu specjalnych kul, które stano129 Nuras.info 11/2016 wią elementy łączące poszczególne obrazy „zdjęte” z urządzenia po zakończonym procesie. Służy to do finalnej obróbki zebranego materiału, w celu właściwego montażu w całość stanowiskowych obrazów. Wyznaczenie właściwych miejsc orientacyjnych dla skanera jest bardzo istotne dla poprawności zmontowanego obrazu. Ze względu na to, że skanowanie odbywa się przy użyciu podczerwieni, ważne jest zachowanie należytej ostrożności i nie zbliżanie się podczas skanowania do urządzenia. – Dzięki tym skanom i pomiarom Pałac Siemczyno nabierze nowego, wirtualnego wymiaru, zarówno dla oglądających go przed monitorem komputera, jak i dla architektów potrzebujących dokładnych wymiarów – relacjonuje Robert A. Dyduła z Henrykowskiego Stowarzyszenia w Siemczynie, który towarzyszył naukowcom w trakcie prac. Precyzja skanowania jest niezwykle wysoka, a czas pracy i jej jakość pozwalają oznaczyć na skanowanym obiekcie punkty oddalone od siebie nawet o 15 mm. Daje to faktyczny obraz o olbrzymiej dokładności. Kompleks turystyczny oraz konferencyjno – wypoczynkowy Hotel Pałac Siemczyno jest także sponsorem nagrody za „U-Boota” z jeziora Drawsko: http://jeziorotajemnic.pl/nagroda-w-gore/ Fot. Archiwum pałacu Siemczyno Fot. wejścia do Pałacu: Adam Myśków Był tam też Volkssturm? Mamy kolejne głosy w sprawie identyfikacji znalezisk z parku przy czaplineckim 130 Nuras.info 11/2016 LO nad jeziorem Drawsko, jak i tych znalezionych na podwórku tego budynku. – Chciałbym się wypowiedzieć nt. łusek znalezionych na strzelnicy – pisze do Ekipy Jeziora Tajemnic Łukasz Krzysztoń w odzewie na artykuł pt. „Jest sygnał na temat znalezisk”. – Nie są to łuski od rosyjskiego Mosina (kal. 7,62x 54 mm R), a od francuskiego Lebela (kal. 8×50 mm R). Karabiny te były zdobyczne podczas pierwszej wojny światowej. W czasie drugiej wojny światowej nie używano już tych karabinów w wojsku, więc trafiały do różnych organizacji paramilitarnych i proobronnych. Pod koniec wojny w broń tę często wyposażano oddziały Volkssturmu. Volkssturm to formacja o charakterze pospolitego ruszenia, użyta przez Niemców w 131 ostatniej fazie II wojny światowej. Została powołana do życia 25 września 1944 roku. Jej członkowie często nie otrzymywali umundurowania, nosili jedynie opaski z napisem „Deutsche Wehrmacht” lub „Deutscher Volkssturm – Wehrmacht”. Zostali uzbrojeni głównie w starą broń, często pamiętającą jeszcze czasy I wojny światowej lub nawet końcówkę XIX wieku. Mieli także broń zdobyczną, a nawet myśliwską. Najnowocześniejszym rodzajem uzbrojenia oddanym masowo w ręce volkssturmistów i często bardzo groźnym, zwłaszcza w walkach miejskich, były ręczne granatniki przeciwpancerne Panzerfaust (źródło: Wikipedia). – Podobnie działo się z amunicją do nich – kontynuuje opowieść pan Łukasz. – Po zdjęciu denka wydaje mi się, że jest to łuska produkcji francuskiej z czasów I wojny światowej. Amunicję do tego karabinu produkowały także m.in. Polska, Włochy, Grecja i Niemcy. Na zdjęciu za słabo widać bicia, żeby pokusić się o dokładną identyfikację – podkreśla i dodaje: – Na strzelnicy w Złocieńcu używano również starej broni. Znalazłem tam kiedyś dwa naboje treningowe do nauki przeładowywania broni od ho- Nuras.info 11/2016 lenderskiego Mannlichera (kal. 6,5×54 mm R). Na zdjęciu zbiorowym widzę też łuski systemu Mauser (kal. 7,92×57 mm), więc jak najbardziej z czasów, które nas interesują. Poniżej ilustracja przesłana przez pana Łukasza, a dotycząca innego opisywanego znaleziska – fragmentu instalacji hydraulicznej. To zdjęcie katalogu firmy C. Breitwisch z Koln, która produkowała armaturę browarnianą. Zdjęcia pochodzą z ebay.de. Z kolei Paweł Wiśniewski zidentyfikował niektóre znaleziska z podwórka LO, o jakich pisaliśmy w artykule „Kolejne ślady po Kriegsmarine w Tempelburgu (cz. 2): „Medal KVM – Kriegsverdienstmedaille” został ustanowiony 19.08.1940, jako najniższa klasa Krieksverdienstkreuza (Krzyż Zasługi Wojennej, ustanowiony 19 października 1939), przyznawany za wysoką wydajność pracy na potrzeby wojenne. Medal jest wykonany z brązu. A napis brzmi: “Fur/Kriegs-/verdienst/1939”. Nazwa: Medal Zasługi Wojennej. Nazwa oryginalna: Kriegsverdienstmedaille, Medaille zum Kriegsverdienstkreuz. Używany skrót do nazwy: KVM. Data ustanowienia: 19 sierpnia 1940. Medal o średnicy 38 mm z obramowaniem, na awersie wizerunek Krzyża Zasługi Wojennej (KVK), na rewersie stylizowany czterowierszowy napis: Fur/Kriegs-/verdienst/1939. Wstążka: szerokości 38 mm w kolorze czarnym z dwoma paskami: białym i czerwonym, grubości 4 mm każdy, po obu bokach i wąskim 1 mm paskiem koloru czerwonego pośrodku. Liczba nadań: ponad 4.000.000. Kryteria przyznawania: odznaczenie cywilne przyznawane w szczególności robotnikom przekraczającym ustalone normy pracy. Bardzo dziękujemy za sygnały. Zachęcamy jednocześnie, aby były one przesyłane poprzez formularz zgłoszeniowy, w którym podaje się dane i wyraża zgodę na ich przetwarzanie. Wykonanie tych czynności umożliwia nam wystawienie Certyfikatu Uczestnictwa w Akcji „Jezioro Tajemnic”. O sprawie pisaliśmy tutaj: http://jeziorotajemnic.pl/jest-sygnal-na-temat-znalezisk/ Na zdj.: Studenci i kierownictwo Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu – Patrona Akcji Jezioro Tajemnic – na terenie przed czaplineckim LO podczas rekonesansu w maju br. 132 Makibau podniósł. Do 90 tysięcy! Firma „Makibau” Piotra Makowskiego, znanego m.in. z odnalezienia w jeziorze Drawsko Panzerfausta, podbiła nagrodę za „U-Boota”. Pan Piotr sam jest nurkiem. Aktywnie wspiera Akcję Eksploracyjno-Historyczną „Jezioro Tajemnic”. Brał udział już w kilku wyprawach podwodnych, a także uczestniczył w Zlocie Poszukiwaczy Skarbów „Kocioł Świdwiński – Jezioro Tajemnic”, który niedawno odbył się na terenie Pałacu Siemczyno. Jego owocem było między innymi odkrycie legendarnych podziemnych tuneli na terenie przypałacowym. W ostatnim dniu Zlotu, Starosta Drawski Stanisław Kuczyński podpisał także porozumienie z Pio- Nuras.info 11/2016 trem Makowskim w sprawie podniesienia nagrody. Założona w 2012 r. „Makibau” to firma zarejestrowana w Bytomiu (województwo śląskie) na ulicy ul. Bronisława Czecha 4. Właścicielem jest Piotr Makowski. Przedsiębiorstwo działa w branży robót budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków mieszkalnych i niemieszkalnych. Prowadzi także wszelkiego rodzaju remonty, docieplanie domów jednorodzinnych i wielorodzinnych w technologii tradycyjnej murowanej w stanie surowym lub pod klucz. Dotychczasowymi sponsorami głównej nagrody za odnalezienie i wydobycie wra- 133 ku historycznego okrętu podwodnego z okresu II wojny światowej lub wcześniejszego, przypuszczalnie spoczywającego na dnie jeziora Drawsko, są: Powiat Drawski, Gmina Czaplinek, Kabel Technik Polska sp. z o.o., Hotel „Pałac Siemczyno” wraz z Henrykowskim Stowarzyszeniem w Siemczynie, ECN – Systemy Nurkowe z Drawska Pomorskiego, World Technix ze Złocieńca, Centrum Reklamy Emen z Drawska Pomorskiego, supermarket Intermarché z Drawska Pom., firma „Moto –Styl” z Czaplinka, Przedsiębiorstwo Turystyczne wraz z Restauracją „Stary Drahim” w Starym Drawsku, Zakład Mięsny „Niedźwiedź” z Kalisza Pomorskiego, Pomorski Bank Spółdzielczy Świdwin, Diver Service s.c. ze Stargardu, „Sławogród” z Czaplinka, Stowarzyszenie „Wrakersi” z Łodzi, Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach pod Warszawą, Kusa Wojciech Usługi Gastronomiczne „Fast Food” z Czaplinka oraz „Makibau” Piotr Makowski z Bytomia. Informacja o firmie „Makibau”: http://znanefirmy.com/firma/431484/makibau-piotr-makowski.html Pałac Siemczyno: http://www.palacsiemczyno.pl/index.php?lang=pl