Mojego bloga

Transkrypt

Mojego bloga
Aleksander amek
"Sens ycia"
Wydanie I
Warszawa, luty 2003
Zapraszam na oficjalną stronę internetową książki:
www.senszycia.republika.pl
Na stronie tej znajdziecie wiele ciekawych informacji i materiałów oraz
forum dyskusyjne.
Opłaty
Ta ksi ka jest rozprowadzana bezp atnie przez Internet. Ka da osoba mo e j
skopiowa dowoln ilo razy i przekaza innym osobom. Ksi k t ka dy
ch tny mo e te bezp atnie umie ci na swojej stronie internetowej.
Je eli ksi ka ta spodoba Ci si , to b d wdzi czny za wynagrodzenie mnie
niewielk kwot (np. 1 z otówk ) za trud poniesiony na jej napisanie. O tym, jak
mo na to zrobi , pisz na ko cu ksi ki.
Zabronione jest wprowadzanie zmian do ksi ki. Nie wolno te pobiera op at
za udost pnianie tej ksi ki innym osobom.
Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu mo e znale si reklama Twojej strony internetowej lub
Twoich us ug i produktów. Stanie si to wtedy, gdy zdecydujesz si na
umieszczenie tej ksi ki na swojej stronie internetowej. Wtedy mog
przygotowa wersj ksi ki z Twoj reklam . Jest to ca kowicie bezp atne.
Zapraszam do skorzystania z tej mo liwo ci.
Wi cej informacji na ten temat mo na uzyska
[email protected]
pod adresem e-mail
www.smiech.org
Zapraszamy do pierwszego polskiego serwisu o terapii śmiechem. Prowadzi
go autor tej książki.
www.kls.republika.pl
Oficjalna strona Klubu Ludzi Sukcesu w Warszawie. Klub ma na celu
rozwijać wśród uczestników umiejętności pomagające w osiąganiu
sukcesów w życiu.
Klub posiada biblioteczkę z bezpłatnymi książkami o sukcesie, karierze,
pozytywnym myśleniu.
Prezydentem klubu jest Aleksander Łamek – autor tej książki.
Wszystkich chętnych zapraszamy na spotkania klubu w każdy wtorek o
godz. 18.18 do Klubu Pod Gruszą na ulicy Popiełuszki 16.
Więcej informacji o klubie można uzyskać na jego stronie internetowej lub
pod adresem e-mail: [email protected]
Wstęp
Ka dy z nas chcia by znale sens swojego ycia. Mo na go szuka na wiele
sposobów. W tej ksi ce poznacie kilka mo liwo ci, jak tego dokona .
Jest to ksi ka o rozwoju osobistym i duchowym, o poszukiwaniu szcz cia i
satysfakcji z ycia, o pieni dzach i pracy, o Polsce i ca ym wiecie, o religiach i
Bogu, o intuicji i tolerancji, o polityce i sukcesie, o tym wszystkim, co sk ada si
na nasze ycie.
Niew tpliwym atutem tej ksi ki jest jej aktualno . Opisuje ona zagadnienia,
które dotycz nas teraz - w 2003 roku. Ksi ka porusza tematy kiepskiej sytuacji
gospodarczej naszego kraju, nieuczciwych polityków, ale równie wojny z
terroryzmem i kwesti klonowania ludzi.
Mimo e ksi ka porusza bardzo wa ne tematy, to jest ona napisana z du ym
poczuciem humoru. Dlatego czytaj c j zapewne nieraz si u miechniecie.
Aby u atwi odbiór znajduj cych si w niej informacji, ksi ka ta ma posta
fabularn . G ównym bohaterem jest osoba, której w a nie zawali si ca y wiat.
Straci a prac , dach nad g ow i rodki do ycia. Gdy znajduje si na samym
dnie, w jej wiat wkracza kto , kto wyci ga do niej pomocn d o . Od tego
momentu ucze i Mistrz krocz wspóln drog , odkrywaj c stopniowo przed
sob swoje tajemnice.
Ksi ka ta ró ni si od wielu innych ksi ek, które traktuj o takich
zagadnieniach jak sukces, szcz cie, rozwój osobisty czy duchowy. Ksi ka
„Sens ycia" nie stara si przekaza jedynych s usznych pogl dów. Przedstawia
ona ró ne koncepcje, z których ka dy czytelnik wybierze te, które mu
odpowiadaj . Dlatego te ksi ka ta wymaga my lenia. Zabieraj c si do jej
lektury b dziesz musia nieraz g biej si zastanowi nad sob , swoim yciem i
otaczaj cym ci wiatem. Je eli si tego nie boisz, to ta ksi ka jest
przeznaczona w a nie dla ciebie.
Zapraszam do jej lektury.
Aleksander amek
Będę bardzo wdzięczny, jeżeli po przeczytaniu książki napiszesz par słów
opinii na jej temat. Opisz co Ci się w niej podobało, a co nie. Jakie
zagadnienia warto byłoby rozwinąć, jakie skrócić, a jakie dodać. Pomoże
mi to w pracy nad rozwinięciem książki. Adres do korespondencji:
[email protected]
Rozdział 1
Jest ju niemal ciemno. Na ma ej, warszawskiej uliczce czas jakby stan w
miejscu. aden ruch nie wskazuje up ywu czasu. Nagle z tego letargu uliczk
budzi nieznajomy, który postanowi wtargn w jej wiat. Nieznajomy, o czym
on sam w tym momencie jeszcze nie wie, ma sta si nied ugo bohaterem
pewnej bardzo poczytnej ksi ki. Ale na razie nie uprzedzajmy faktów.
Nieznajomy, jak na nieznajomego, jest ca kiem dobrze ubrany. Ma na sobie
garnitur, koszul , krawat, eleganckie buty. W lewej r ce trzyma butelk
wysokoprocentowego napoju. Butelka jest ju prawie pusta. Co si sta o z jej
zawarto ci ? atwo si tego domy le po chwiejnym kroku nieznajomego. On
sam do ko ca nie zdaje sobie spraw z tego, co si wokó niego dzieje. Ale nie
ma to wi kszego znaczenia, gdy nie dzieje si tam nic ciekawego.
Czy to przez przypadek, czy te przez ironi losu, nasz nieznajomy wkracza
w nasz ma uliczk . Przemieszczaj c si od jednego je kraw nika do
drugiego, systematycznie pnie si w g b uliczki. Dok d go zaprowadzi ta
droga? Uliczka ko czy si lepym murem. Tak wi c czy nasz bohater b dzie
musia zawróci ? Nie tym razem. Jego dzisiejsze plany nie uwzgl dniaj
dotarcia do ko ca uliczki. W zupe no ci wystarczy mu znajduj cy si w jej
po owie mietnik. Bohater resztkami si dochodzi do mietnika i z
westchnieniem k adzie si obok niego. Tak, tu mu b dzie dobrze. Przynajmniej
tej nocy. Dobranoc.
Rozdział 2
Dzisiaj zapowiada si ciep y dzie . Tak przynajmniej mo na wywnioskowa
ze s o ca, które od samego rana grzeje pe n si . Jednak nie ka demu to
odpowiada. Nasz bohater w a nie zaczyna si budzi . Otwiera powoli oczy i
natychmiast je znowu zamyka, nie mog c wytrzyma padaj cych prosto na jego
twarz promieni s o ca. Po chwili zas ania oczy r k i ponownie, ostro nie je
otwiera. Po minucie jego wzrok ju w pe ni przyzwyczaja si do silnego s o ca.
Bohater wstaje powoli i zaczyna niepewnie rozgl da si po uliczce.
Zapewne zastanawia si sk d si tu wzi . Nagle co sobie przypomina. Nie jest
to co mi ego, gdy jego twarz wykrzywia si w przykrym grymasie.
Gdy bohater zmaga si ze swoj pami ci , uliczka wita nowego go cia. Zza
zakr tu wchodzi do niej ubrany w achmany m czyzna. Pierwsze spojrzenie na
niego od razu nasuwa nam wniosek, e jego status materialny nie jest zbyt
wysoki. Najprawdopodobniej jest ebrakiem. ebrak na pewno nie jest tu po raz
pierwszy, gdy pewnym krokiem idzie w stron mietnika.
Tymczasem nasz bohater nie wiadomy maj cego nast pi kontaktu, spogl da
na zegarek na r ce, a nast pnie si ga po portfel do wewn trznej kieszeni
marynarki i wyjmuje go. Szybko zagl da do rodka i z nieweso min zauwa a,
e jest w nim tylko banknot 10-cio z otowy oraz troch monet.
W tym momencie w ko cu dociera do niego, e nie jest sam w uliczce.
Podnosi wzrok na zbli aj cego si ebraka. ebrak bez ceregieli zwraca si do
niego.
- Czy to twój mietnik?
Bohater mamrocze odpowied .
- Nie.
ebrak niemal rozkazuj cym tonem odpowiada mu.
- To odsu si .
Bohater mimowolnie wykonuje polecenie ebraka i odsuwa si na bok. ebrak
podchodzi do mietnika i zaczyna w nim grzeba . Bohater z niedowierzaniem
kr ci g ow i przygl da si ebrakowi. ebrak zauwa a to i odzywa si .
- No co, ja tu pracuj .
- Pracujesz?
- Musz jako zarabia na ycie. No nie?
Bohater przygl da mu si niepewnie. ebrak nie przerywaj c pracy w mietniku
pyta si bohatera.
- A ty gdzie pracujesz?
- Gdzie?
- Przesta mnie przedrze nia . Chyba potrafisz odpowiedzie na proste pytanie?
- Wcale nie jest takie proste.
- Czyli nie masz pracy?
- Chyba tak.
- A wi c jeste bezrobotnym. To obecnie bardzo popularny zawód. Nie s dzisz?
Bohater nie odpowiada. Ten ebrak chce sobie najwidoczniej z niego pokpi !
- Ale ten mietnik jest mój, wi c musisz sobie znale prac gdzie indziej.
- Nie ma sprawy - odpowiada s abym g osem bohater.
- Ty si chyba czego na pa ? Masz jaki towar do zbycia?
Bohater rozgl da si dooko a, szukaj c wzrokiem butelki. Butelka le y
niedaleko. Jest pusta. Bohater z alem w g osie odpowiada.
- Ju nie.
- Co ty taki ponury. U miechnij si , przecie mamy pi kny dzie .
- atwo ci mówi . Ty w a nie nie straci e pracy i nie zosta e wyrzucony na
bruk.
ebrak przygl da mu si uwa nie.
- A wi c my lisz, e ja mam prac i mieszkanie? Masz kole niez e poczucie
humoru.
- Chodzi o mi o to, e ...
ebrak mu przerywa.
- Wiem o co ci chodzi o mazgaju. Po prostu chcesz zrzuci win za swoje
ponure samopoczucie na innych i z y los. O nie mój drogi, tym sposobem daleko
nie zajdziesz. Tak si sk ada, e wiem co o tym. Kiedy te tak robi em. Ale to
si zmieni o. Teraz polegam tylko na sobie. I widzisz jak daleko zaszed em.
Bohater lustruje krytycznym wzrokiem ebraka i odpowiada.
- W a nie widz .
ebrak nie kryj c z o liwo ci odpowiada.
- Nie wiesz idioto, e to nie szata zdobi cz owieka? Z twojego ubioru wynika
jednak, e dla ciebie faktycznie najwa niejszy jest wygl d. Có . Mo na i tak.
Ale wracaj c do mnie. Jestem cz owiekiem, który sam stanowi o swoim yciu.
To ja decyduj gdzie yj i co robi . Jestem wolny. I co najwa niejsze, jestem
szcz liwy.
Bohater z niedowierzaniem i obrzydzeniem pokazuje na mietnik.
- Jak mo na by szcz liwym yj c w taki sposób?
- Klucz do szcz cia tkwi tu - mówi c to ebrak stuka si palcem w czo o i
doka cza. - Powiniene to zapami ta , gdy chyba od dzisiaj zaczynasz ycie na
moim poziomie.
Bohater nie odpowiada tylko spogl da przed siebie ponuro. ebrak chowa do
worka znalezione w mietniku rzeczy i zbiera si do odej cia. Co go jednak
powstrzymuje. Spogl da jeszcze raz uwa nie na bohatera.
- Czy masz chocia blade poj cie, jak sobie b dziesz radzi w tej nowej sytuacji?
- Nie za bardzo.
ebrak chwil si namy la, po czym odzywa si .
- Wiesz co. Kiedy by em w takiej samej sytuacji jak ty. Aby tutaj prze y
musia em uczy si na swoich b dach. Ty nie musia by tego robi , je eli by
mi przez jaki czas towarzyszy . Móg bym ci pokaza , jak u o y sobie ycie w
tak nieciekawej dla ciebie sytuacji.
Nasz bohater jest realist . Wie, e nie ma nic za darmo.
- A co chcia by w zamian?
- Tylko jedn drobn rzecz - ebrak u miecha si niewinnie.
- Co takiego?
- Musia by nazywa mnie Mistrzem.
Bohater krzywo u miecha si .
- Nie ma mowy. Ale dzi ki za propozycj .
- Widz , e rozpiera ci jeszcze duma. Ale nie przejmuj si . Gdy b dziesz
musia zacz
ebra na ulicy i spa pod go ym niebem, to wyleczysz si z niej.
ebrak podnosi worek i powoli odchodzi. Bohater niepewnie rozgl da si . Zerka
na mietnik, a nast pnie na ebraka. W ko cu wo a.
- Hej, zaczekaj!
ebrakowi najwidoczniej wysiad aparat s uchowy, bo nie zwraca uwagi na
wo anie bohatera. Bohater wo a g o niej.
- Zaczekaj, musz si zastanowi .
Aparat nadal nie dzia a. W ko cu bohater zdesperowany wypowiada magiczne
s owa.
- Zaczekaj, Mistrzu!
S owa te najwidoczniej powoduj w czenie si aparatu, gdy ebrak, a
w a ciwie Mistrz zatrzymuje si w pó kroku. Zastyga na chwil , a nast pnie
powoli odwraca si do bohatera.
- S ucham ci mój uczniu.
Bohater, a w a ciwie ju ucze podchodzi do Mistrza.
- Mog ci nazywa Mistrzem, ale musisz mi udowodni , e naprawd
zas ugujesz na to, aby ci tak nazywa .
Mistrz bez zmru enia oka odpowiada.
- Masz to jak w banku. Idziemy?
Ucze kiwa przytakuj co g ow . Mistrz i ucze kieruj si ku wyj ciu z uliczki.
Po wyj ciu z uliczki Mistrz i ucze wchodz na jedn z ruchliwych ulic
Warszawy. Przechodnie niepewnie zerkaj na ubranego w achmany Mistrza.
Ten widz c to, zwraca si do ucznia.
- Wiesz co, chyba zwracam zbyt du o uwagi. Powinienem przebra si w co
bardziej pasuj cego do twojego wygl du.
Ucze przytakuje na to g ow .
- Przyda oby si .
Mistrz rozgl da si dooko a.
- Ok. Wejd my tutaj.
Mistrz g ow wskazuje na poblisk bram . Mistrz i ucze wchodz do bramy i
przechodz na podwórze. Mistrz podaje uczniowi swój worek.
- Potrzymaj to.
Gdy ucze chwyta worek, Mistrz si ga do rodka i wyjmuje sporych wielko ci
zawini tko. Rozwija je. W rodku znajduj si porz dne spodnie d insowe,
koszula oraz marynarka. Mistrz szybko przebiera si . Stare rzeczy zawija w
zawini tko i chowa do worka. Nast pnie wyjmuje z worka jak szmat , pluje
na ni i wyciera ni buty. Okazuje si , e to s ca kiem eleganckie budy marki
....... (to miejsce czeka na twoj reklam producencie butów - przyp. Autor),
tylko by y wcze niej bardzo brudne.
Mistrz ponownie si ga to worka i wyci ga z niego adnie wygl daj c torb .
Wk ada do niej ca y worek i zwraca si do ucznia.
- I jak wygl dam?
Ucze lustruje go wzrokiem. Wida , e przemiana Mistrza zrobi a na nim du e
wra enie.
- Jestem pod wra eniem. Twój worek kryje sporo niespodzianek.
- Wszystko co mam, nosz z sob . To najlepsze rozwi zanie.
- Dlaczego wcze niej nie nosi e tego ubrania?
Mistrz udaje lekkie zdziwienie.
- A po co? To ubranie jest na specjalne okazje.
- A jaka to okazja?
- Ty. Jeste moim pierwszym uczniem od ponad roku.
- Chcesz powiedzie , e mia e przede mn innych uczniów?
- Oczywi cie. My lisz, e ty jeden zas u y e na to, by by moim uczniem?
- No nie. A w ogóle to ilu uczniów mia e ?
- Razem z tob ?
- Tak
- Niech no policz .
Mistrz zaczyna liczy na placach r k. Trwa to d u sz chwil . Wida , e
matematyka nie jest jego mocn stron . W ko cu Mistrz odzywa si .
- Ty jeste moim 8 uczniem.
- A jacy byli ci poprzedni uczniowie?
- Szczerze? Byli mniej wi cej na twoim poziomie.
- Potraktuj to jako komplement.
- Widz , e jeste niepoprawnym optymist . Ale mniejsza o to. Czas na
wyci gni cie wniosku z pierwszej lekcji.
- Z jakiej lekcji?
- Jak to jakiej? Przed chwil by e wiatkiem przemiany brzydkiego kacz tka w
pi knego ab dzia.
Ucze ledwo powstrzymuje si od miechu.
- Powiedzmy.
- A wi c jaki mora mo emy wyci gn z tej lekcji?
- e ebracy s zamo niejsi, ni na to wygl daj ?
Mistrz kr c c przecz co g owo.
- Za tak odpowied powiniene dosta pa do dzienniczka. Zapami taj sobie
zasad numer jeden. Wszystko co nas otacza jest iluzj . Powtórz.
- Wszystko co nas otacza jest iluzj .
- Dobrze, a teraz to wyt umacz.
Ucze chwil my li, albo tyko udaje, e my li. W ko cu odpowiada.
- To wol ju dosta pa do dzienniczka.
- Mia em w ród swoich uczniów takich, co byli równie uparci i leniwi jak ty.
- I jak sobie z nimi poradzi e ?
- Nie poradzi em sobie. Sko czyli dosy podle - zostali politykami. aden
normalny cz owiek, w tym i ty, nie chcia by sko czy tak jak oni. Ale decyzja
nale y do ciebie. Albo we miesz si do pracy, albo b dziesz mia a osn
egzystencj .
Ucze marszczy brwi.
- Dobrze, postaram si .
- To ju co . Aczkolwiek aby wygra nie wystarczy stara si . Czyli jeszcze raz,
co to oznacza, e wszystko co nas otacza jest iluzj ?
Ucze odpowiada powoli, zastanawiaj c si .
- e otaczaj ce nas rzeczy nie s takie, jakie nam si wydaj na pierwszy rzut
oka.
- Dobrze i co dalej.
- Wi c nie powinni my np. ocenia innych na podstawie ich wygl du, który
mo e si przecie zmieni .
Wyra nie zadowolony ze swojej odpowiedzi ucze spogl da z tryumfem na
Mistrza.
- Chyba zas u y em na szóstk ?
- Je eli chcesz szóstk to musisz odpowiedzie na dodatkowe pytanie.
- Jakie?
- Dlaczego tak si dzieje, e otaczaj nas iluzje?
- No dobrze, wystarczy mi pi tka.
- Pomy l troch .
- Wydaje mi si , e rzecz tkwi w tym, e wi kszo naszych pogl dów ma
charakter subiektywny.
- Mo esz to rozwin ?
- Jeszcze?
- Niech ci b dzie. Powiedzia e , e nasze pogl dy s subiektywne. I to jest
prawd . Tak naprawd , to wszystko, co nas otacza, co obserwujemy, w co
wierzymy, jest w jakim stopniu zaka one brakiem obiektywizmu. We my jako
przyk ad nasze zmys y. Rozejrzyj si dooko a.
Ucze zaczyna rozgl da si .
- Co widzisz?
- No otoczenie. Bram , chodnik, ulic , ciebie.
- Ale chyba zdajesz sobie spraw z tego, e to co widzisz, wcale tak naprawd
nie wygl da?
- To znaczy?
- Twój zmys wzroku ma ci le okre lon percepcj , tzn. potrafi rejestrowa
otoczenie tylko w pewien okre lony sposób. Np. nie potrafi widzie
podczerwieni. Poniewa masz dwoje oczu, wi c potrafisz widzie otoczenie
trójwymiarowo. Ale we my np. stworzenie z jednym okiem, które widzi tylko
podczerwie . Ono b dzie widzie otaczaj cy nasz wiat w zupe nie inny sposób.
Tak wi c to co widzimy jest pewn iluzj .
- A wi c w takim razie jak wiat wygl da naprawd ?
Mistrz chwil si zastanawia zanim udziela odpowiedzi.
- My l , e tylko Bóg jest w stanie ogarn wszystkie aspekty wiata i spojrze
na niego w pe ni obiektywnie. Ale nie przejmuj si tym. Nie musisz wcale stara
si za wszelk cen postrzega wiata w sposób obiektywny. Musisz za to
pami ta , e sposób w jaki postrzegasz wiat, to tylko jedna z wielu mo liwo ci
jego widzenia.
- Ok.
- To samo dotyczy naszych przekona i opinii, szczególnie w odniesieniu do
innych ludzi. Dobrym tego przyk adem jest zamach w USA 11 wrze nia 2001
roku. Dla nas, Europejczyków, by o to bardzo przykre wydarzenie. Ale dla
wielu ludzi ze wiata arabskiego by o to wydarzenie pozytywne. Oczywi cie
t umaczymy to sobie tym, e my jeste my dobrzy, a oni li. Ale dok adnie to
samo my li druga strona. Tak naprawd , to ka da ze stron patrzy na t spraw ze
swojego punktu widzenia. Dopóki ka da ze stron b dzie przekonana, e to ona
ma racj i tylko ona widzi wiat taki, jakim jest on naprawd , tak d ugo o pokoju
na tym wiecie b dziemy mogli tylko marzy . I nie chodzi tu tylko o terroryzm.
Praktycznie ka dy z nas uwa a si za najm drzejszego, e to jego zdanie czy
punkt widzenia jest s uszny. Ludziom trudno zaakceptowa to, e na dan
kwest mo na spojrze z ró nych punktów widzenia i e ka dy z nich jest
w a ciwy, mimo e wzajemnie si wykluczaj . Nad asz?
- Nie do ko ca.
- We my taki oto banalny przyk ad. M i ona jedz zup . M stwierdza, e
zupa jest za s ona. Z kolei ona twierdzi, e zupa jest w sam raz. I dochodzi do
k ótni. Ka de z nich broni swojego stanowiska, uwa aj c, e druga strona maj c
inne zdanie na ten temat, próbuje ich obrazi , czy te wykaza swoj wy szo .
- Jak mo na temu zaradzi ?
- Bardzo prosto. M i ona musz zrozumie , e ka de z nich ma racj , ale ze
swojego subiektywnego punktu widzenia. Dla m a ta zupa faktycznie mog a
by za s ona. Z kolei onie mog a smakowa doskonale. Kwesta smaku. I je eli
m powiedzia by, e dla niego ta zupa jest za s ona, a ona, e dla niej jest w
sam raz, to w tym momencie ka de z nich sygnalizuje, e maj odmienne gusta,
a nie e ka de mówi jak obiektywn prawd . Radz ci stosowa t technik na
co dzie . Gdy wymieniasz si z kim pogl dami czy opiniami, to podkre laj, e
to jest twój punkt widzenia i e ta druga strona ma prawo do w asnego zdania.
No podaj jaki przyk ad.
- Czy ja wiem? No na przyk ad zamiast powiedzie , e telewizor gra za g o no i
nale y go przyciszy , mog powiedzie , e mam wra liwy s uch i dla mnie gra
on za g o no, wi c prosi bym o jego ciszenie.
- No widzisz. Nie jest to wcale takie trudne.
- To mam w takim razie pytanie. Skoro nie jest to takie trudne, to dlaczego
ludziom tak trudno zaakceptowa to, e inni te mog mie racj ze swojego
punktu widzenia?
- To wynika m.in. z przyj tego przez nasz cywilizacj sposobu nauczania. Ju
od najm odszych lat przekazuje si dzieciom informacje, które jak s dzimy s
prawdziwe i obiektywne. Nie pozwalamy dzieciom samym wyrabia sobie
opinii na dany temat, ale zmuszamy je do przyj cia naszych pogl dów. W
doros ym yciu to samo. Spor rol odgrywaj tu te media.
- W jakim sensie?
- Cho by nie wiem jak dziennikarze starali si by obiektywni, to nigdy nie uda
im si przekaza pe nej prawdy o wiecie.
- Sugerujesz, e dziennikarze nie potrafi by w pe ni obiektywni?
- Taka jest ju natura dziennikarstwa. We my na przyk ad telewizj . Zapewne
zauwa y e , e w serwisach informacyjnych, takich jak Wiadomo ci czy Fakty,
czas przekazywania pojedynczych informacji nie przekracza z regu y jednej lub
dwóch minut. W takim czasie mo na przekaza tylko najwa niejsze informacje,
ale nie da si zg bi danego tematu.
- Ale mo e to zrobi prasa.
- Faktycznie, prasa mo e publikowa szczegó owe informacje na dany temat.
Ale sk d te szczegó owe informacje pochodz ? Cz sto s to informacje z
drugiej r ki. Pami taj, e dziennikarz z regu y nie jest ekspertem w temacie,
którym si zajmuje. Musi on polega na opiniach np. ekspertów. Ale jak mo e
on sprawdzi , czy ekspert mówi prawd ? Inny problem dotyczy czasu.
Dziennikarze maj okre lony czas, jaki mog po wi ci na dan spraw . To nie
prokuratorzy, którzy id do s du dopiero wtedy gdy zbior wystarczaj ce
dowody. Dziennikarzy obowi zuj konkretne terminy. To powoduje, e s w
stanie zg bi dany temat tylko w ograniczonym zakresie.
- Coraz mniej mi si to podoba.
- I pozostaje jeszcze kwestia finansowa. Przedsi wzi cia medialne s bardzo
kosztowne. I ich w a ciciele nie zaryzykuj podawania informacji, które mog
ich narazi na powa ne straty.
- A co z Internetem? Przecie aby zacz publikowa w sieci, nie trzeba mie
praktycznie adnych pieni dzy.
- Masz racj . Internet to obecnie jedyny kana komunikacji, w którym mo e
swoje opinie prezentowa ka dy, bez cenzury. Ale to powoduje, e informacje
przekazywane poprzez sie s cz sto traktowane przez odbiorców jako mniej
warto ciowe.
- Czyli nie ma adnego rodzaju mediów, na którym mo na by w pe ni polega ?
- Niestety, tak w a nie jest.
- Czyli co? Powinienem od dzisiaj przesta ogl da telewizj , s ucha radia,
czyta gazety i przegl da Internet?
- Je eli chcesz? Ale tak naprawd to chodzi o to, aby nie ufa bezgranicznie
informacjom przekazywanym przez media. Nie traktuj ich jako jedynego i
stuprocentowo pewnego ród a informacji.
- Ale jakie mam do wyboru inne ród a?
- Masz siebie. Mo esz sam stara si dotrze do informacji ród owych.
- No tak, ale to przecie zajmowa oby bardzo du o czasu.
- Dlatego tego typu dzia ania mo esz podejmowa w najwa niejszych dla siebie
sprawach.
- To znaczy jakich?
- To zale y od ciebie. Sam przecie ustalasz, co jest dla ciebie wa ne.
Mistrz postanawia zmieni temat.
- Zaczyna mi burcze w brzuchu. Mo e by my poszli co zje ?
- Dobry pomys .
- Ale ty stawiasz.
- Chyba artujesz. Mam tylko par z otych.
Mistrz spogl da na ucznia.
- To i tak o par z otych wi cej ni mam ja.
- No tak - odpowiada lekko speszony ucze .
- Znam tu w pobli u sympatyczn kawiarni .
Mistrz i ucze wychodz z podwórza i wracaj na ulic .
Rozdział 4
Mistrz i ucze wchodz do kawiarni. Nasi w drowcy rozgl daj si po jej
wn trzu. W kawiarni jest sporo osób, ale dwa stoliki s wolne.
- Ja zajm stolik, a ty kup mi herbat i kawa ek sernika - wypowiedziawszy te
s owa Mistrz podchodzi do najbli szego wolnego stolika i siada na jednym z
krzese . Ucze powoli, jak ó w oci ale, podchodzi do lady i spogl da na
cennik. Podchodzi do niego sprzedawczyni.
- Co poda ?
- Poprosz dwie herbaty, kawa ek sernika i dwie dro d ówki.
Sprzedawczyni szykuje zamówione produkty i ustawia je na ladzie.
- To razem b dzie 11 z otych.
Ucze wyjmuje powoli portfel i z oci ganiem go otwiera. Wyjmuje z niego
banknot 10-cio z otowy oraz jedn z otówk i z nieszcz liw min podaje je
sprzedawczyni.
- Prosz .
Ta udaj c, e nie widzi jego skwaszonej miny, z u miechem odpowiada.
- Dzi kuj i ycz smacznego.
Ucze bierze herbaty do r k i zanosi do stolika, przy którym siedzi Mistrz i
stawia herbaty przy stole.
- A gdzie mój sernik?
Ucze mamrocze pod nosem.
- Zaraz przynios .
Nast pnie wraca do lady i zabiera z niej talerzyki z sernikiem i dro d ówkami.
Wraca z nimi do stolika, k adzie je na nim i siada na krze le.
- Dzi kuj . Co taki ponury? - w g osie Mistrza s ycha nutk zaniepokojenia.
- W a nie wyda em ostatnie pieni dze, jakie mia em.
- Czy to takie straszne?
- A niby za co kupi co na kolacj ?
- Za bardzo skupiasz si na przysz o ci, a za ma o na tera niejszo ci.
- A co mi da skupianie si na tera niejszo ci? Tera niejszo ci si nie nakarmi !
Na te s owa Mistrz robi jedn ze swoich najm drzejszych min.
- I tu si mylisz. Przecie istnieje tylko tera niejszo . Przesz o ju by a, a
przysz o dopiero nast pi. Istnieje tylko chwila obecna. I to tylko dzia aj c w
niej mo emy mie wp yw na nasz przysz o .
Ucze najch tniej w ogóle nie podejmowa by tematu, ale nie chce by
niegrzeczny, wi c odpowiada.
- I co z tego?
- To, e od tego co zrobimy teraz, zale e b dzie nasza przysz o .
- Masz racj Mistrzu. Wyda em teraz wszystkie moje pieni dze i nie b d mia
ich pó niej.
- No w a nie. To jest typowy przyk ad dzia ania zasady przyczyny i skutku. Aby
co mog o nast pi , np. brak pieni dzy, musi najpierw wyst pi co , co do tego
doprowadzi. A wi c teraz zastanów si , dlaczego straci e prac .
- To nie by a moja wina!
- Zacznij od pocz tku. Czym si zajmowa e .
- Od pocz tku? Dobrze. Do Warszawy przyjecha em dwa lata temu. Poniewa
zawsze by em osob bardzo kreatywn , wi c mam wiele pomys ów na
zarabianie pieni dzy.
- Na przyk ad?
- Wybacz Mistrzu, ale tak dobrze to si jeszcze nie znamy.
- No wiesz - z udawanym oburzeniem odpowiada Mistrz.
- Kontynuuj c. Gdy ju przeprowadzi em si do stolicy, uda o mi si swoimi
pomys ami zainteresowa pewn firm . Z pocz tku w a ciwie nie mia em z tego
adnych pieni dzy, ale po jakim czasie zacz o to procentowa i w ko cu
mog em zacz z tego y . I trwa o to w a ciwie do poprzedniego miesi ca.
- Co si sta o?
- Niestety firma, dla której pracowa em zbankrutowa a. Nie by a w stanie
wytrzyma pogarszaj cej si sytuacji gospodarczej.
- No dobrze. Ale przecie mo esz ze swoimi pomys ami uderza do innych firm.
- To wcale nie jest takie proste. Zgodnie z podpisan umow , to tamta firma ma
prawo do moich pomys ów. I ja nie mam tu ju nic do powiedzenia.
- Ale na pewno masz inne ciekawe pomys y.
- Tak mam. Ale co z tego. Zanim mog yby one zacz przynosi jakie dochody
min musi sporo czasu. A ja potrzebuj pieni dze teraz. W a nie z ich braku
straci em te mieszkanie. Nie p aci em czynszu, wi c w a ciciel powiedzia mi
do widzenia. No w a nie Mistrzu. Mo e wykorzystasz swoj wiedz i doradzisz
mi co mam robi .
- Dobrze. Czas na przedstawienie Ci kolejnej wa nej prawdy. Nasze my li
decyduj o naszym losie i to w najdrobniejszych szczegó ach.
- Chyba artujesz.
- Wygl dam na artownisia?
Ucze ju chcia przytakn , ale w ostatniej chwili ugryz si w j zyk (to
musia o bole - przyp. Autor). Mistrz kontynuuje.
- Nigdy nie marzy e o tym, aby wszystko co sobie pomy lisz, od razu si
spe nia o?
- Jasne, jako dziecko. Ale ju z tego wyros em.
- Wielka szkoda.
- Ok. Mo e troch wi cej szczegó ów?
- Lubi dociekliwych ludzi. Na t kwesti mo na spojrze z dwóch punktów
widzenia - fizycznego i duchowego. Od którego mam zacz ?
- Zacznijmy od fizycznego.
- Czy s ysza e o czym takim jak pod wiadomo ?
- Obi o mi si co o uszy.
- To dlatego masz takie odstaj ce uszy - Mistrz wybucha miechem.
Ucze spogl da na niego z owrogo. Mistrz udaj c, e tego nie widzi,
kontynuuje.
- Nasz umys sk ada si z dwóch podstawowych cz ci - wiadomo ci i
pod wiadomo ci. wiadomo ci jest ta cz
elementy którymi mo e sterowa zarówno umys wiadomy jak i nie wiadomy.
Podaj jaki przyk ad.
- Nie wiem.
- Wstrzymaj na chwil oddech.
Ucze wykonuje polecenie Mistrza.
- No i...
- No i co?
- Czy znasz ju odpowied ?
- Chodzi ci o uk ad oddechowy.
- Bo....
- Bo mog nim sterowa wiadomie np. poprzez wstrzymanie oddechu, ale
normalnie nim si nie zajmuj i steruje nim pod wiadomo .
- Dok adnie. Ale pod wiadomo oprócz tego, e potrafi doskonale zarz dza
czym tak skomplikowanym jak nasze cia o, pe ni jeszcze kilka dodatkowych
funkcji. Przede wszystkim zapami tuje wszystko, co dociera poprzez zmys y do
naszego umys u. Chyba zdajesz sobie spraw , e nasz umys wiadomy
zapami tuje tylko niewielk ilo informacji. To w a nie w pod wiadomo ci
siedzi ca a reszta. I co jeszcze wa niejsze, mimo, e nasz wiadomy umys nie
wie o istnieniu tamtych informacji, to informacje te oddzia uj na nasz
egzystencj .
- W jaki sposób?
- We my taki oto przyk ad. Masz wyst pi publicznie. Ju na wiele dni przed
tym wyst pem zaczynasz martwi si , e co ci nie wyjdzie. Twoje my li
stopniowo przenikaj do pod wiadomo ci. Pod wiadomo nie ocenia twoich
my li tylko stara si je wykona . Tak wi c po jakim czasie w twojej
pod wiadomo ci tworzy si program, który ma zrealizowa my li o
niepowodzeniu podczas wyst pu. W rezultacie gdy przyjdzie pora wyst pu,
pod wiadomo b dzie próbowa a wykona ten program. Mo e to si objawia
np. du trem , k opotami z zapami taniem tre ci przemówienia, itd. Tak wi c
nasze my li mog sta si z czasem samo spe niaj c si przepowiedni ,
realizowan przez pod wiadomo
- Jak mo na temu zapobiega ?
- Oczywi cie my l c pozytywnie. Ponadto mo na zastosowa np. afirmacje. S
to pozytywne sformu owania, np. „Jestem osob pewn siebie”, koniecznie
wypowiadane w czasie tera niejszym.
- Dlaczego?
- Bo pod wiadomo b dzie stara a si je realizowa teraz. Je eli b dziemy
mówi je w czasie przysz ym, to pod wiadomo b dzie je odk ada na
przysz o i nigdy nie zostan zrealizowane.
- No dobrze, a jak cz sto nale y powtarza takie afirmacje?
- S osoby, które powtarzaj t sam afirmacj kilkadziesi t razy dziennie.
- To musi by dosy nudne.
- To zale y. Istniej ró ne metody stosowania afirmacji. Ale je eli one komu
nie odpowiadaj , to mo e te wykorzysta wizualizacj .
- A co takiego?
- Wizualizacja polega na wyobra aniu sobie jakie pozytywnej sytuacji. A wi c
np. wyobra amy sobie przebieg naszego publicznego wyst pienia. Wyobra amy
sobie, e wszystko idzie doskonale. W tym przypadku, zamiast s owami jak w
afirmacji, pos ugujemy si obrazami.
- To mi si bardziej podoba.
- Kwestia gustu.
- A jak w takim razie wygl da podej cie duchowe?
- Zgodnie z tym podej ciem, cokolwiek sobie pomy limy, to si musi spe ni ,
gdy tak funkcjonuje wola Bo a.
- Ale skoro tak jest, to dlaczego jak sobie pomy l , e chc aby pojawi si
przede mn np. czerwony kabriolet, to si nie pojawia?
- To jest kwestia odpowiednio du ej wiary. Dobrze to jest opisane w Biblii.
Niestety niewielu ludzi ma jej wystarczaj co du o.
- To podej cie duchowe jest chyba zbyt trudne dla mnie.
- Skoro tak twierdzisz. Mo esz wszak e zacz od zastosowania pewnej zasady.
- Jakie?
- Takiej, e to o czym my limy, to przyci gamy. Podobno ten wszech wiat jest
tak zbudowany, e nasze my li s w stanie oddzia ywa wzajemnie z my lami
innych ludzi. W rezultacie wydarzenia, które maj miejsce w naszym yciu, np.
kogo w nim spotykamy, s wypadkow naszych my li.
- Czyli wynika z tego, e je eli b d my la ci gle negatywnie, to b d mnie
spotyka negatywne rzeczy.
- Zgadza si .
- Ale trudno jest ci gle my le pozytywnie. Szczególnie gdy zewsz d dociera do
nas tak wiele negatywnych informacji.
- Je eli przyt aczaj ci negatywne wiadomo ci, to po prostu przesta je czyta .
Je eli przeczytasz w jakie gazecie, e np. na l sku bandyci napadli na kantor i
zabili jego pracownika, to jak korzy odniesiesz z przeczytania tego tekstu?
Owszem, b dziesz wiedzia , e takie wydarzenie mia o miejsce, ale ty przecie
nie odniesiesz z tej wiedzy adnej korzy ci. Wprost przeciwnie, mo esz na tym
straci .
- W jaki sposób?
- Taka wiadomo mo e ci wytr ci z równowagi. Zaczniesz rozmy la nad
tym, jak niebezpiecznie i le jest w naszym kraju.
- Czyli sugerujesz, abym unika takich wiadomo ci.
- Je eli maj one na ciebie negatywny wp yw, to tak.
- No ale przecie musz jako zdobywa pewne informacje o otaczaj cym mnie
wiecie.
- Masz racj . Do tego celu najlepiej wybiera te media, które pozwalaj ci na
samodzielny wybór tego, co chcesz si dowiedzie . Takie mo liwo ci daje prasa
oraz Internet. W nich sam decydujesz jaki tekst przeczytasz. Oczywi cie jest te
wy sza szko a jazdy, polegaj ca na tym, e potrafimy tak kontrolowa swoje
my li, e negatywne wiadomo ci nie robi na nas adnego wra enia.
- To chyba na razie nie dla mnie.
- Skoro tak uwa asz. Poniewa nasze my li oddzia uj na nasze ycie, to wiesz
jaki mo na z tego wysun jeszcze wniosek?
- Nie za bardzo.
- Taki, e w naszym yciu nie ma przypadków. W rzeczywisto ci wszystko co
si w nas i wokó nas dzieje, ma swoj przyczyn .
Ucze zamy la si na chwil . Wida , e jego komórki mózgowe intensywnie
pracuj . Po chwili jednak ich praca dobieg a najwidoczniej ko ca, gdy ucze
odzywa si (ludzkim g osem - przyp. Autor).
- Ale je eli nic w naszym yciu nie jest przypadkiem, to oznacza to, e
przypadkiem nie jest te to, jakich ludzi spotykamy podczas ycia.
Mistrz z trudem ukrywa satysfakcj , jak da a mu odpowied ucznia.
- W a nie o tym mówi . I dotyczy to nie tylko ludzi, z którymi rozmawiamy czy
tworzymy jakie zwi zki, ale ka dego cz owieka, którego spotykamy na ulicy
czy w kawiarni.
Ucze odruchowo zaczyna rozgl da si po kawiarni.
- To znaczy, e ...
Mistrz wchodzi mu w s owo.
- To znaczy, e ka da z osób siedz cych w tej kawiarni ma jaki zwi zek z tob .
Ucze z pewnym niedowierzaniem zerka na osoby siedz ce przy najbli szym
stoliku.
- Czyli co? Mam zaprzyja ni si z ka d osob , która tu siedzi?
- To by oby troch trudne. Musisz nauczy si wyszukiwa w t umie
otaczaj cych ci ludzi tych, którzy mog mie wp yw na twoje ycie.
- Ale jak mam to zrobi ?
- Zaufaj intuicji.
Ucze powtarza.
- Zaufaj intuicji.
- Spróbuj si przez chwil poprzygl da osobom w kawiarni.
Ucze zaczyna im si przygl da . Trwa to d u sz chwil . W ko cu zwraca si
do Mistrza.
- Nie wiem. Albo jestem zbyt t py, albo twoja teoria jest b dna.
- Zdecydowanie to pierwsze. A tak na powa nie. Aby uda o si zrobi to, o co
ci prosi em, potrzebna jest naprawd du a praktyka. Powiedzia bym nawet
zdolno ci jasnowidzenia.
- Có . Ja takowych nie posiadam.
- Mylisz si . Ka dy cz owiek posiada j w jakim stopniu. Mo e ona
przyjmowa ró n posta . Chocia by intuicji. Nigdy nie zdarzy o ci si , e
mia e jakie przeczucie, które si sprawdzi o?
- Z raz czy dwa.
- No w a nie. Je eli zaczniesz bardziej polega na swojej intuicji, to zobaczysz,
e po jakim czasie ona si rozwinie.
- A w takim razie czy ty Mistrzu posiadacz rozwini t tak umiej tno ?
Mistrz z przymru eniem oka odpowiada.
- Jak si domy li e ? Jeste jasnowidzem czy co?
Ucze ironicznie odpowiada.
- Umieram ze miechu.
- To mo e wezwa karetk ?
- Obejdzie si bez. Skoro masz takie zdolno ci, to mo e poka esz mi, na jakie
osoby w kawiarni powinienem zwróci uwag ?
- Jak najbardziej. Spójrz ostro nie w stron drzwi wyj ciowych. Widzisz t
dziewczyn przygotowuj c si do wyj cia?
Ucze zerka we wskazanym przez Mistrza kierunku.
- Widz .
- Wyobra sobie, e ona kiedy zostanie twoj on .
Ucze momentalnie odwraca g ow w stron Mistrza.
- artujesz sobie ze mnie?
Na twarzy Mistrza pojawia si niemal autentyczne zdziwienie.
- Co, nie podoba ci si ?
Ucze ponownie przygl da si dziewczynie.
- Jest ok. Ale czy jeste tego pewny?
- Niczego nie mo na by pewnym na 100 procent.
W tym momencie przysz a, potencjalna ona ucznia, nie wiadoma tocz cej si
konwersacji, podchodzi do drzwi wyj ciowych z kawiarni i je otwiera. Ucze
widz c to chce wsta z krzes a.
- To chyba powinienem j zagadn zanim ucieknie.
Mistrz chwyta go jednak za rami .
- Spokojnie. B dziesz jeszcze mia okazj pozna j bli ej.
- Kiedy?
- W noc po lubn .
Mistrz nie mo e powstrzyma si i wybucha gromkim miechem. Ucze po
chwili do cza si do miechu Mistrza. Gdy cichn chichoty, ucze zwraca si
do Mistrza.
- No dobrze. Ale w jaki sposób mog rozwija swoj intuicj ?
- Gdy np. stoisz na przystanku i podje d a autobus, mo esz próbowa odgadn ,
gdzie dok adnie zatrzymaj si jego drzwi. To mo e by ca kiem zabawne.
- Ju wiem. Mam lepszy pomys . B d próbowa odgadn liczby w TotoLotka.
- Jak chcesz. Aczkolwiek radz ci, aby robi to bez obstawiania gry.
- Dlaczego?
- Je eli b dziesz si nastawia na wygran , to b dziesz w rzeczywisto ci t amsi
swoj intuicj . Najlepiej sprawdza si ona wtedy, gdy jest niczym nie
skr powana, a wi c np. twoimi oczekiwaniami i pragnieniami.
- Dobrze.
- Proponuj te , aby za ka dym razem, gdy spotkasz w swoim yciu jak
now osob , zastanowi si , dlaczego ta osoba wkroczy a w twoje ycie. Mo e
ma ci co wa nego do przekazania, mo e ci czego nauczy , a mo e to ty
mo esz co zrobi dla tej osoby. A mo e po prostu ta osoba pojawia si w
twoim yciu tylko po to, aby ci wkurzy . Tak te mo e si zdarzy .
- Tylko po co?
- Je eli w naszym otoczeniu s osoby, które nas wkurzaj , to mo emy dzi ki
temu bardzo wiele si nauczy .
- Np. czego?
- Na przyk ad jak sobie radzi z takimi osobami i jak nie dawa si
wyprowadza z równowagi. Przyznasz, e to ca kiem przydatna umiej tno .
- Przydatna, ale trudna do opanowania.
- Wcale nie. Mo esz skorzysta z ró nych metod, które mog ci w tym pomóc.
Poda ci konkretny przyk ad?
- Jasne.
- Gdy ci kto wkurzy, wyobra sobie, e ta osoba siedzi na kibelku. To od razu
spowoduje, e taka osoba wyda ci si mniej straszna, ni ci si wydawa o.
Mo esz te sobie wyobrazi , e ma zatwardzenie.
Ucze co sobie wyobra a w my lach i wybucha miechem.
- To faktycznie dzia a. W a nie wyobrazi em sobie, e na takim kibelku siedzi
.............. ............... (w to miejsce wpisz imi i nazwisko polityka, którego
najbardziej nie lubisz - przyp. Autor) i od razu l ej mi si zrobi o na duszy.
- A widzisz?
- Widz , tylko ten zapach.
Mistrz i ucze wybuchaj miechem. Po chwili Mistrz odzywa si .
- Skoro si najedli my, to czas na rozrywk .
- Jakiego rodzaju?
- Lubisz si mia ?
- Jasne.
- To powinno ci si spodoba .
Mistrz i ucze wstaj i wychodz z kawiarenki. Kto wie, mo e tu jeszcze kiedy
wróc .
Rozdział 5
Mistrz i ucze ogl daj zdj cia zwierz t umieszczone na ogrodzeniu Parku
azienkowskiego. Gdy dochodz do ostatniego zdj cia, ucze odzywa si .
- To nawet fajny pomys z umieszczaniem zdj w publicznych miejscach, gdzie
nie trzeba p aci za wst p.
- Mi to mówisz?
- No tak. Ty pewnie jeste ekspertem od wszystkiego, co mo na mie za darmo.
- Powiedzmy, e dobrze zarz dzam swoimi finansami. A teraz zapraszam ci na
porz dn dawk miechu.
Mistrz zerka na zegarek.
- Ale musimy si po pieszy .
Mistrz rusza w kierunku bramy do parku, który znajduje si za ogrodzeniem.
Ucze pod a za nim. Przechodz przez bram i wchodz
Mistrz od razu staje w okr gu i kiwa g ow do osoby, która najwidoczniej
kieruj t grup . Osoba ta te mu kiwa z u miechem, a nast pnie zwraca si do
wszystkich zgromadzonych.
- Witam wszystkich bardzo serdecznie. Na imi mam Olek i b d prowadzi to
spotkanie.
W tym czasie ucze te staje w okr gu obok Mistrza. Olek kontynuuje.
- To co sobie tutaj za chwil zrobimy nazywa si grupow sesj terapii
miechem wywodz c si z Indii. Jest to jeden ze sposobów pobudzania si do
miechu. Za chwil b dziemy wykonywa ró ne wiczenia i zabawy, maj ce
nas pobudzi do miechu. Jeste cie gotowi?
Uczestnicy przytakuj , niektórzy si u miechaj , kto wybucha miechem.
- Pierwsza zabawa ma bardzo sympatyczny charakter. Mianowicie za chwil
b dziemy si z sob wita w jak najbardziej radosny sposób. Mo na przy tym
robi sobie jaja. Niech ka de z was przywita si przynajmniej z trzema osobami.
Zaczynamy.
Uczestnicy zaczynaj do siebie podchodzi i wita si . Mistrz podchodzi do
ucznia, podaje mu r k i mówi z rado ci .
- O dzie dobry Panu, my si chyba jeszcze nie znamy. Jestem Mistrzem i
pokazuj drog zab kanym owieczkom. Pan tu chyba pierwszy raz?
I Mistrz wybucha miechem. Ucze troch zbity z tropu u miecha si niemrawo.
Mistrz nie zwracaj c na to uwagi idzie wita si z kolejn osob . Do ucznia
podchodzi jaka dziewczyna i rzuca mu si na szyj .
- Cze , kop lat si nie widzieli my. Co tam s ycha u ciebie nowego? Jak tam
dzieciaki? Podobno kupili cie nowy dom? Musisz mnie tam koniecznie
zaprosi .
Zanim ucze zd y dziewczynie odpowiedzie , ta rzuca si na szyj kolejnej
osobie. Do ucznia podchodzi Olek. Podaje mu r k i z u miechem mówi.
- Cze . Jeste kolejn ofiar Mistrza? Brrrr. Nie zazdroszcz . Czy próbowa si
ju do ciebie przystawia ?
Widz c speszenie na twarzy ucznia dodaje.
- Rozchmurz si . To tylko zabawa.
Olek odchodzi na rodek i zabiera g os.
- Dobrze, wystarczy tego dobrego. Wracamy na swoje miejsca.
Uczestnicy tworz znowu okr g. Olek wyja nia nast pn zabaw .
- A teraz podzielimy si na dwie grupy, które stan w rz dach naprzeciw siebie.
Uczestnicy wykonuj polecenie. Mistrz i ucze staj w przeciwnych grupach
dok adnie naprzeciw siebie.
- A teraz moi drodzy proponuj wyci gn przed siebie r ce, pokazywa nimi
na przeciwników i zacz si z nich mia .
Uczestnicy wykonuj polecenie i zaczynaj si z siebie nabija . Mistrz zaczyna
nabija si z ucznia. Robi to tak dobrze, e pozosta e osoby zwracaj uwag na
niego i ucznia. Ucze z niezbyt szcz liw min stoi bez ruchu.
- Wystarczy. Wracamy do okr gu - komunikuje Olek.
Uczestnicy wykonuj polecenie.
- A teraz zrobimy miech straszny. Kto chce wej
do rodka?
Wi kszo osób podnosi r ce.
- Proponuj aby do rodka wszed nasz nowy przyjaciel.
I pokazuje na ucznia. Ten niepewnie zerka na Mistrza. Ten z rozbawieniem
kiwa zach caj co g ow . Ucze z pewnym oporem wchodzi do rodka i pyta si
Olka.
- Co mam robi ?
- Ty nie musisz nic robi .
Olek zwraca si do pozosta ych osób.
- Wszyscy wiedz co maj robi ? Tak? A wi c na trzy. Raz, dwa trzy.
Osoby stoj ce w okr gu unosz przed siebie r ce, robi przera aj ce miny i z
okrzykiem „U” rzucaj si wszyscy razem w stron ucznia. Tez z zaskoczenia
przykuca, a nast pnie si przewraca. Gdy osoby do niego dobiegaj , zaczynaj
go askota po ca ym ciele. Ucze nie mog c powstrzyma si , zaczyna mia
si .
Po chwili Olek stwierdza.
- Wystarczy, bo nam jeszcze umrze ze miechu.
Uczestnicy cofaj si i tworz okr g. Olek wyci ga r k do le cego ucznia.
- Pomóc ci wsta ?
Ucze z rozbawieniem podaje mu r k .
- Przepraszam czy wy jeste cie normalni?
Olek zwraca si do wszystkich.
- Czy jeste my normalni?
Wszyscy zgodnie krzycz .
- Nie.
- No dobrze, to chyba wystarczy na dzisiaj. Zapraszam was za tydzie . (podczas
prawdziwych sesji terapii miechem uczestnicy wykonuj kilkana cie wicze przyp. Autor)
Uczestnicy zaczynaj klaska , a po chwili zaczynaj si rozchodzi . Mistrz
podchodzi do ucznia.
- I jak si czujesz?
- Ca kiem nie le.
- To dobrze. Chod .
Mistrz podchodzi do Olka, który ko czy rozmow z jak
- Widz , e ch tnych na sesje nie brakuje.
- Ujdzie. Widz , e masz nowego ucznia.
dziewczyn .
Spogl da na ucznia, który w a nie do nich do czy .
- Co was sprowadza w moje skromne progi?
- Mój ucze ma pewien problem.
- Taaaaaaaaak - mówi c to Olek przygl da si uwa nie uczniowi.
Mistrz zaczyna t umaczy .
- Wyobra sobie, e on nie wierzy, e mo na przez ca e ycie my le
pozytywnie i by u miechni tym.
- Nie wierzy? Jeste ateist ? - zwraca si do ucznia. Ucze z u miechem
odpowiada.
- Nie jestem.
- To w czym tkwi problem?
- To przecie niemo liwe aby si u miecha ca y czas. Przecie mamy w yciu
ró ne sytuacje, które nas do uj .
- Tak, a jakie sytuacje?
- No nie wiem. Np. mier bliskiej osoby.
- Albo jaka powa na choroba, np. rak - domy lnie dodaje Olek
- Dok adnie tak.
- Tak si sk ada, e znam sporo osób chorych na raka. I wiesz co? S w ród nich
osoby, które mimo choroby nie trac pogody ducha.
- No ale sam mówisz, e tylko cz
z nich jest pogodna.
- Tak, ale to w a nie te osoby udowadniaj , e mo na nie traci humoru, mimo
tego, e choruje si na tak powa n chorob .
- Raczej mnie nie przekonasz.
- To podam ci jeszcze jeden przyk ad. Podczas drugiej wojny wiatowej niektóre
osoby przebywaj ce w obozach zag ady wykorzystywa y poczucie humoru aby
podtrzymywa si na duchu. I dzi ki temu ci ludzie byli w stanie prze y . Co ty
na to?
- To faktycznie robi wra enie. Pomy l nad tym.
- wietnie.
Olek zerka na zegarek.
- S uchajcie. Ja musz ju lecie . Ale mam dla ciebie prezent.
Olek pochyla si , z plecaka le cego na ziemi wyjmuje ksi k i podaje j
uczniowi.
- To jest moja ksi ka o terapii miechem. Poczytaj j sobie. My l , e ci si
spodoba. Tym bardziej, e jest tam sporo humoru.
Ucze bierze ksi k do r ki i ogl d ok adk .
- Aleksander amek. Rozumiem, e to ty?
- Dok adnie tak Sherlocku Holmesie. ycz udanej lektury. Do zobaczenia.
(ksi ka, któr otrzyma ucze nosi tytu „Terapia miechem” i mo na j kupi
w internetowej ksi garni www.ipis.pl - przyp. Autor).
Olek zarzuca plecak na plecy, podaje r k Mistrzowi i uczniowi i szybkim
krokiem oddala si . Ucze obserwuje go.
- Ca kiem fajny go ciu.
- Trafne spostrze enie - odpowiada Mistrz i dodaje - My te powinni my si
zbiera . (To, e Mistrz i ucze maj tak pozytywne zdanie o Olku, w adnym
wypadku nie jest zwi zane z tym, e to w a nie Aleksander amek jest autorem
ksi ki, której bohaterami s Mistrz i ucze - przyp. Autor)
Ucze ziewa przewlekle i pyta si Mistrza.
- Mam pytanie. Czy masz jaki pomys , gdzie b dziemy dzisiaj nocowa ?
- Proponuj
G os dobiega do nich z ty u, wi c ucze b yskawicznie odwraca si . Mistrz robi
to znacznie spokojniej. W odleg o ci pi ciu metrów od nich stoi jaki barczysty
m czyzna. Ubrany jest w dres. Jego w osy s w kolorze ... . W a ciwie to nie
ma on w osów na g owie. Mistrz domy la, si e m czyzna prawdopodobnie
przeszed niedawno chemioterapi i st d ten brak ow osienia na g owie. Ucze
ma na ten temat nieco inn teori , ale postanawia jej nie ujawnia na g os.
Tymczasem m czyzna ponawia pytanie.
- To macie fajki czy nie?
Mistrz odpowiada mu ze spokojem.
- Niestety my niepal cy.
Na te s owa m czyzna odwraca g ow w stron pobliskiej bramy i wo a.
- S yszycie. Go cie nie maj kamelów.
Z bramy wychodzi jeszcze dwóch m czyzn (te po chemioterapii) i podchodz
do pierwszego. Ten odwraca si znów do naszych g ównych bohaterów.
- To fatalnie. Bo to jest nasza ulica i obcy za poruszanie si po niej musz nam
co odpali . Skoro nie macie fajek, to dawajcie portfele.
S ysz c to ucze zaczyna oblewa si zimnym potem. Tymczasem Mistrz w
ogóle nie przejmuj c si s owami m czyzny, tylko odzywa si do niego z
u miechem.
- Nie ma sprawy. Ale czy zanim oddamy wam nasze portfele, mog wam
opowiedzie super dowcip?
M czyzna jest lekko zaskoczony propozycj Mistrza, ale próbuje to ukry
odpowiadaj c.
- Byle szybko. Ale jak b dzie nie mieszny to dostaniesz w ry o.
- A wi c dowcip brzmi tak. Idzie sobie facet ulic . Nagle pojawia si przed nim
trzech napastników i wo aj - Pieni dze albo ycie. Facet na to im odpowiada. Ostrzegam was panowie. Ja znam karate, kung-fu, judo. Przera eni napastnicy
zacz li ucieka , a ich niedosz a ofiara ko czy zdanie - I jeszcze kilka innych
chi skich i japo skich s ów.
Wszyscy trzej m czy ni wybuchaj miechem. Mistrz te zaczyna si mia .
Tylko ucze stoi ponury. Najwidoczniej nie zrozumia tego dowcipu. Gdy
m czy ni si wy miali, pierwszy z nich odzywa si .
- To by o niez e, a teraz dawa portfele.
Mistrz na to odpowiada z anielskim spokojem.
- Ostrzegam Panowie, ja znam karate, kung-fu i judo.
- To by o mieszne tylko za pierwszym razem. Bra go.
Napastnicy ruszaj w kierunku Mistrza, a Mistrz rusza w ich kierunku. Pierwszy
z napastnik wysuwa si do przodu i bierze zamach praw r k aby wyprowadzi
cios. Jednak Mistrz nie daje mu na to czasu. Podrywa przed siebie praw nog i
z ca ej si y uderza butem w krocze napastnika. Ten, jak na prawdziwego
m czyzn przysta o, krzywi si z bólu i chwytaj c si za krocze pada na
ziemi . W tym momencie do Mistrza podbiega drugi napastnik. Mistrz cofa si
o krok, dzi ki czemu unika ciosu w twarz. Nast pnie Mistrz robi szybki krok do
przodu i uderza nog prosto w nerk napastnika. Si a ciosu jest tak du a, e
m czyzna przewraca si do ty u. Trzeci napastnik widz c powalonych na
ziemi swoich towarzyszy, przypomina sobie, e zostawi w domu w czone
elazko i szybko znika w bramie.
Dwaj pozostali napastnicy wij si z bólu na ziemi. Po chwili jeden z nich
próbuje wsta . Mistrz odzywa si do niego.
- Zabieraj koleg i ebym was tu wi cej nie widzia .
M czyzna pomaga wsta swojemu koledze. Mistrz postanawia da im na
koniec jeszcze dobr rad .
- Jak widzicie i czujecie, palenie papierosów jest szkodliwe dla zdrowia. Wi c
radz wam to rzuci .
Jeden z m czyzn mruczy pod nosem.
- Spadaj.
Mistrz s ysz c to dochodzi do wniosku, e ten m czyzna nie do ko ca jest
przekonany do jego argumentów, wi c postanawia na koniec przekona go,
wykorzystuj c znan technik asertywn - kopie go w ty ek. Dzia a on na
m czyzn jak lekarstwo, gdy zaczynaj w zadziwiaj co szybkim tempie
oddala si od Mistrza. Mistrz widz c to mówi sam do siebie.
- O cudowna pot go kopniaka w ty ek.
Ucze nadal nie mo e wyj z szoku. Mistrz zauwa a to i klepie go
przyjacielsko po plecach.
- No ju po wszystkim. Mo esz przesta zgrywa twardziela.
Z twarzy ucznia powoli znikaj objawy przera enia.
- Bo e wi ty. Sk d si bior na wiecie tacy ludzie?
- Chcesz us ysze szczer odpowied ?
- Tak
- Mo e ci si nie spodoba . Wyobra sobie, e sami takich ludzi sobie
hodujemy.
- Jak to?
- Prawda jest taka, e prawie ka dy przest pca w tym kraju urodzi si jako
niewinny brzd c. Dopiero przy wybitnej pomocy spo ecze stwa wyrós on na
przest pc .
- Jak to mo liwe?
- To przecie ca kiem proste. Jest to zwi zane z uwarunkowaniami rodzinnymi
oraz otoczenia. Gdyby nasz kraj mia odpowiedni program przeciwdzia ania
patologiom spo ecznym, to wi kszo kryminalistów by aby obecnie uczciwymi
obywatelami. Có , mo e kiedy dorobimy si takiego programu. A na razie
musimy niestety m czy si z owocami naszych niedoci gni .
- Zaraz, zaraz. Chcesz powiedzie , e przest pcy nie ponosz winy za swoje
czyny?
- Oczywi cie, e ponosz , ale my jako spo ecze stwo mieli my szans
niedopuszczenia do tego, aby zostali przest pcami i niestety to si nie uda o.
- To nie brzmi zbyt optymistycznie.
- Masz racj . Przeci tny cz owiek woli zwali ca win na przest pców. Mo na
i tak, tylko e dzi ki temu przest pczo nam nie spadnie.
Ucze rozgl da si doko a. Przechodz go ciarki.
- Czy daleko jeszcze do domu twojego by ego ucznia?
- Jeszcze kawa ek.
Mistrz i ucze ruszaj w dalsz drog na spotkanie nieznanego (nie le to brzmi,
co? - przyp. Autor).
Rozdział 7
W ko cu Mistrz i ucze wychodz na jak o wietlon ulic . Wzd u niej
ci gn si rz dy jednorodzinnych domów. Mistrz zwraca si do ucznia.
- Jeste my prawie na miejscu.
- No w ko cu. Ju my la em, e zgubi e drog .
- Czy ja wygl dam na blondynk ?
- Nie wiem. Mo e farbujesz sobie w osy?
W tym momencie Mistrz zatrzymuje si przy furtce. Mistrz dzwoni do
domofonu. Po chwili z domofonu s ycha m ski g os.
- S ucham.
Mistrz odpowiada.
- To ja.
G os pyta si zniecierpliwiony.
- Jaki ja?
Mistrz ze spokojem odpowiada.
- Twój najgorszy koszmar!
Odpowied g osu jest pe na rado ci.
- Mistrzu, to naprawd ty! Wchod !
Otwiera si zatrzask drzwi. Mistrz otwiera furtk i wchodzi na teren ogrodu.
Ucze pod a za nim. Obydwaj podchodz do drzwi domu. Drzwi otwiera
m czyzna oko o 30-tki. Spogl da uradowany na Mistrza. Nast pnie dostrzega
ucznia i z udawan z o ci pyta si Mistrza.
- Czy by mia nowego ucznia? A co ze mn ?
- Wygl da na to, e sobie ca kiem nie le radzisz.
W tym momencie w drzwiach wyj ciowych pojawia si adna dziewczyna.
Mistrz dostrzega j i doka cza.
- Naprawd dobrze sobie radzisz.
M czyzna odwraca si do dziewczyny i odzywa si .
- Pozwól, e was sobie przedstawi . To jest Mistrz, o którym ci opowiada em, a
to jest moja narzeczona Agnieszka.
Agnieszka podaje r k Mistrzowi ze s owami.
- Bardzo mi mi o Pana pozna .
- Po co to pan. Wystarczy ... Mistrzu.
Agnieszka u miecha si .
- Dobrze Mistrzu.
- A ja te chcia bym wam kogo przedstawi . Uczniu pozwól tutaj.
Ucze chc c nie chc c podchodzi.
- To jest mój najnowszy ucze .
Ucze podaje r k m czy nie, który si przedstawia.
- Darek jestem.
Ucze kiwa potakuj co g ow . Nast pnie wita si z Agnieszk .
Darek odzywa si .
- Zapraszam was do rodka.
Wszyscy wchodz do domu.
Rozdział 8
Nasi bohaterzy siedz w kuchni przy stole razem z Darkiem. Agnieszka k adzie
na stole jeszcze gor ce grzanki i mówi.
- Smacznego.
Odpowiada jej Mistrz.
- Bardzo dzi kujemy. Ju dawno nie jad em kolacji w tak mi ym towarzystwie.
Na to odzywa si Darek.
- Jak zwykle doskonale wiesz Mistrzu jak si podliza .
- Tylko nie mów, e ci to nie sprawia przyjemno ci.
- Oczywi cie e sprawia. No dobrze. To ch tnie si dowiem, co was sprowadza
w nasze skromne progi.
- Dlaczego od razu zak adasz, e mamy do ciebie jaki interes. Mo e po prostu
chcia em odwiedzi starego ucznia.
- A ja mo e jestem królewiczem? - z udawan ironi odpowiada Darek. W tym
momencie wtr ca si Agnieszka.
- Dla mnie jeste królewiczem.
Mistrz wybucha miechem.
- No dobrze. Faktycznie nie przyszli my tu tylko na pogaw dk . Prawda
uczniu?
Ucze , który z apetytem zajada w a nie kolacj , nie za bardzo wie, co
odpowiedzie . Wi c tylko przytakuj co kiwa g ow . Mistrz zwraca si do
Darka.
- Mój ucze ma k opoty z prac .
- Jakie k opoty?
- Nie ma pracy.
- To faktycznie jest problem. A jakiej pracy szukasz? - Darek zwraca si do
ucznia.
- Idea em by aby tak, gdzie móg bym realizowa swojego pomys y.
- I cie dyplomatyczna odpowied . Czy ja wiem? W tej chwili nie przychodzi mi
do g owy adna mo liwo . A tobie Aga?
Agnieszka chwil si zamy la.
- Te nie.
W tym momencie wtr ca si Mistrz.
- A mo e zostaniesz politykiem?
Ucze odpowiada zdecydowanie.
- O nie, dzi kuj bardzo.
- Dlaczego? To bardzo fajny zawód. Dostaje si pieni dze za nic. Mo na sobie
dorobi na apówkach i stoi si ponad prawem. Przecie to idealna praca.
- Jak dla kogo. Moim zdaniem politycy to ostatni dranie.
- Ale to nie jest wcale ich wina.
- A czyja?
- Twoja!
- Moja!? Mistrzu, poszukaj sobie nowego psychiatry, bo aktualny ci oszukuje.
- Dzi ki za rad . Mo e skorzystam. A tak na powa nie. Nie pozwoli e mi
sko czy . To jest twoja wina, tak samo jak i reszty spo ecze stwa.
- Chyba troch przesadzasz.
- Ani troch . Pomy l tylko. W naszym kraju politycy sprawuj cy w adz s
wybierani w wyborach powszechnych. Tak wi c to my - spo ecze stwo decydujemy o tym, kto b dzie nami rz dzi . No i niestety wybieramy ludzi,
którzy si do tego raczej nie nadaj .
- Nie nadaj to ma o powiedziane. Politycy to idioci.
- Nie trzeba od razu u ywa tak brutalnych okre le . Wystarczy powiedzie , e
s inteligentni inaczej.
Ucze u miecha si krzywo.
- Bardzo inaczej.
Obydwaj wybuchaj miechem. Ucze postanawia wyci gn od Mistrza co
wi cej na ten temat.
- Ale dlaczego spo ecze stwo wybiera takich ludzi?
- Powodów jest kilka. Po pierwsze, cz
ludzi naprawd my li, e politycy, na
których g osuj mog zrobi co dobrego dla nich i kraju.
- Tylko, e to nieprawda. Jak si gam pami ci do pocz tku lat
dziewi dziesi tych, to aden rz d nie mia jaki naprawd dobrych wyników
swojej pracy. Dlaczego wi c ludzie ci gle im wierz ? Czy s a tak naiwni?
- Naiwno ma tu znaczenie drugorz dne. Najwa niejsze jest - nie wiem czy mi
uwierzysz - lenistwo naszego spo ecze stwa.
- Nie rozumiem.
- Albo nie chcesz przyzna , e jeste leniem.
- Wol moj wersj .
- Mo esz wole , ale prawda jest taka, e nasze spo ecze stwo wybiera
polityków z lenistwa, licz c e politycy zrobi wszystko za nich - zmniejsz
bezrobocie, ogranicz przest pczo , poprawi warunki ycia.
- Przecie po to wybiera si polityków, aby robili te rzeczy.
- Tylko widzisz mój drogi, to jest bzdura.
- Nie rozumiem.
- Nie mo na wybra polityków, którzy ulecz nasz kraj z gn bi cych go
bol czek.
- Teraz to ju zupe nie nic nie rozumiem.
Mistrz z ironi spogl da na ucznia.
- Czuj , e mówisz szczerze. Widzisz, prawda jest taka, e nawet gdyby
spo ecze stwo wybra o najlepszych polityków na wiecie - najlepszych
ekspertów, najuczciwszych i najskuteczniejszych, to ci politycy nie b d w
stanie rozwi za naszych problemów.
- Dlaczego?
- Bo aby je rozwi za , potrzeba dzia ania ze strony ca ego spo ecze stwa.
Politycy mog uchwali najlepsze ustawy, mog przydzieli pieni dze na
realizacj naprawd wietnych pomys ów. Ale w pewnym momencie te
dzia ania natrafi na potrzeb zaanga owania si w nie spo ecze stwa. I po
zabawie.
- To znaczy?
- To znaczy, e ludzie chodz g osowa w wyborach g ównie po to, aby zdj z
siebie ci ar troszczenia si o siebie. Chc aby to politycy zrobili wszystko za
nich. A to jest niestety niemo liwe.
- Jakie w takim razie jest wyj cie z tej sytuacji?
- Teoretycznie banalnie proste. Spo ecze stwo musi wzi si do pracy. Z jednej
strony musi zacz stara si dzia a na rzecz poprawy swojej sytuacji, a z
drugiej strony wybiera do w adzy tylko takich ludzi, którzy faktycznie mog
co dobrego zrobi dla kraju.
- Ale w jaki sposób znale tych w a ciwych polityków?
- To proste. „Poznacie ich po czynach”. Zauwa , e politycy, zanim dorwali si
do w adzy, nie mieli specjalnych osi gni w pomaganiu spo ecze stwu. Oni
argumentuj to tym, e tylko maj c w adz mog co zmieni . To jest
oczywi cie bzdura. Je eli wcze niej nie potrafili dzia a na rzecz spo ecze stwa,
to tym bardziej nie b d tego w stanie zrobi po obj ciu w adzy, gdy b d
musieli mas czasu i energii po wi ci na utrzymanie si u tej w adzy. Tak wi c
wybiera nale y ludzi, którzy mog poszczyci si d ug list zas ug dla
spo ecze stwa, cz sto lokalnego.
- W naszym parlamencie takich ludzi raczej nie ma.
- I st d m.in. tak kiepska sytuacja naszego kraju.
- No dobrze, twierdzisz Mistrzu, e spo ecze stwo samo te powinno stara si
poprawi swój los. Ale w jaki sposób?
- Mo e trudno ci w to uwierzy , ale prawie ka dy problem, który gn bi nasze
spo ecze stwo, zosta ju gdzie rozwi zany. Cz sto takie problemy
rozwi zywa y lokalne spo eczno ci lub organizacje, a nawet pojedyncze osoby.
- Ale sk d ja czy spo ecze stwo mamy wiedzie , gdzie problemy zosta y
rozwi zane?
- Wystarczy poszuka . Jest taki projekt o nazwie Bank Pomys ów, który w a nie
zbiera wszelkiego rodzaju pomys y mog ce przyczyni si do poprawy ycia
ludzi. (projekt ten prowadzi autor tej ksi ki. Bank Pomys ów funkcjonuje jako
cz
wortalu przedsi biorczych www.ipis.pl - przyp. Autor)
- No dobrze, ale s problemy, których lokalne spo eczno ci raczej nie rozwi .
Mam tu na my li chocia by wojny.
- Masz racj , rozwi zywanie konfliktów zbrojnych le y niestety w gestii
polityków.
- No w a nie Mistrzu. Co np. s dzisz o planach ameryka skiej interwencji w
Iraku?
- Moim zdaniem walka zbrojna jest najgorszym z mo liwych rozwi za . Nie
oznacza to, e jestem ca kowicie przeciw si owemu rozwi zywaniu konfliktów.
Ale trzeba sobie zdawa spraw z tego, e rozwi zania si owe maj swoje
ograniczenia.
- Jakie?
- Rzadko udaje si za jego pomoc zrealizowa wszystkie stawiane mu cele.
Jako przyk ad mo na tu poda interwencje w Kosowie i Afganistanie. W
Kosowie chodzi o o to, aby Serbowie nie prowadzili czystek na ludno ci
Alba skiej. Tymczasem interwencja spowodowa a nasilenie tych czystek.
Zanim NATO uda o si zdusi armi serbsk , Serbowie zrobili dok adnie to,
przed czym NATO mia o ich powstrzyma . Podobnie wygl da a sprawa w
Afganistanie. Amerykanom uda o si obali Talibów, ale nie uda o im si ani
zabi Osamy bin Ladena ani zniszczy al-Qaidy. Tak wi c mimo sukcesów
militarnych, w obydwu tych przypadkach nie uda o si osi gn ostatecznego
celu.
- Czyli sugerujesz, e te wojny by y niepotrzebne?
- Nie, próbuj ci pokaza , e wojny same w sobie nie s w stanie rozwi za
ca ego problemu. Z regu y mog tylko rozwi za pewne jego cz ci, na dodatek
cz sto wywo uj c nowe problemy.
- Na przyk ad jakie?
- Mo e jako przyk ad podam wspomniany przez ciebie konflikt wokó Iraku.
Stanom Zjednoczonym prawdopodobnie uda si obali Saddama Husajna. Ale
za jak cen ? Na pewno wojna w Iraku poch onie wiele niewinnych istnie
ludzkich. W rezultacie liczba przeciwników Stanów Zjednoczonych na ca ym
wiecie na pewno wzro nie. Inny problem mo e dotyczy sytuacji, je eli Stany
Zjednoczone zdecyduj si na u ycie w Iraku broni j drowej, i to nawet tej
najmniejszej, przeznaczonej do niszczenia podziemnych bunkrów. Je eli do tego
dojdzie, to mo e zanikn psychologiczna bariera powoduj ca, e od czasu
drugiej wojny wiatowej adne pa stwo nie u y o broni j drowej. No bo je eli
Amerykanie u yj tej broni w Iraku, to niby dlaczego np. Rosja nie mia aby jej
u y w Czeczenii, albo dlaczego nie mia yby jej u y Indie i Pakistan? Co
wi cej, wiele pa stw, które nie posiadaj obecnie broni j drowej, mo e zacz
si zastanawia , czy nie powinny si w ni zaopatrzy . Bo skoro najpot niejsza
armia wiata nie mo e si bez niej oby na polu walki, to co dopiero inne
pa stwa. Zapewniam ci , e liczb potencjalnych negatywnych konsekwencji
konfliktu zbrojnego w Iraku mo na by d ugo mno y .
- Czyli co, lepiej zostawi Saddama w spokoju?
- Nie. Sam bym odetchn , gdyby znikn on z Iraku. Ale nale y zrobi
wszystko, aby jego usuni cie nie spowodowa o otwarcia si puszki Pandory.
- No tak, ale próby pokojowego rozwi zywania konfliktów cz sto ko cz si
klap .
- Oczywi cie nie jest atwo doprowadzi do pokojowego zako czenia jakiego
konfliktu. Ale jak pokazuj przyk ady konfliktu Izraelsko-Palesty skiego czy
te w Irlandii Pó nocnej, to w a nie rozwi zania pokojowe pozwalaj
powstrzyma rozlew krwi.
- Izrael i Palestyna to chyba niezbyt dobry przyk ad. Przecie tam ci gle leje si
krew.
- Zgadza si . A dlaczego? Bo obydwie strony wybra y jako prób rozwi zania
konfliktu akcje zbrojne. I jak wida , to na pewno nie pozwoli rozwi za tego
konfliktu.
- A co pozwoli?
- Powiniene pami ta , e gdy par lat temu rozpocz to na powa nie negocjacje
pokojowe mi dzy Izraelem i Palesty czykami, to w pewnym momencie dosz o
do sytuacji, gdy sko czy si tam rozlew krwi. Trwa o to niestety tylko przez
pewien czas, ale by to najlepszy dowód na to, e tylko w sposób pokojowy
mo na zapewni tam pokój.
- Mam w tpliwo ci czy uda ci si przekona do swoich pogl dów obydwa te
narody.
- Tylko g upiec nie ma w tpliwo ci. Twoje w tpliwo ci s w pe ni uzasadnione.
W chwili obecnej nienawi mi dzy obydwoma tymi narodami jest tak du a, e
trudno sobie wyobrazi podj cie przez nie powa nych prób pokojowego
rozwi zania konfliktu. Niestety to si mo e le sko czy dla obydwóch krajów.
- Mówisz dosy pesymistycznie Mistrzu.
- To jeszcze nic. Niestety, moim zdaniem, nasza cywilizacja chyli si ku
upadkowi.
- To chyba lekka przesada. Owszem, jest wiele zgrzytów, ale my l , e sobie z
nimi mo emy poradzi .
- Nie by bym tego tak pewien. A czy w ogóle wiesz, sk d bior si te zgrzyty?
- Ch tnie si tego dowiem.
- Po ataku terrorystycznym 11 wrze nia 2001 roku pewien dziennikarz zapyta
psychologa, co takiego zmieni o si w ludziach, e mogli dokona co takiego. I
ten psycholog odpowiedzia mu zgodnie z prawd , e ca a rzecz w tym, e
ludzie si nie zmienili. Technicznie yjemy w epoce atomowej, uczuciowo
ci gle w epoce kamiennej.
- Co to oznacza?
- Oznacza to, e nie potrafimy panowa nad sob , nie mamy tolerancji do ludzi,
którzy czym si od nas ró ni . T list mo na by ci gn c niemal w
niesko czono . Ale nie to jest najgorsze. Problem w tym, e nasza cywilizacja
ca y czas si rozwija pod wzgl dem technologicznym. To oznacza, e
dysponujemy coraz bardziej mierciono n broni , a ca a cywilizacja staje si
mniej odporna na destrukcyjne dzia ania. Podam ci kilka przyk adów.
Chocia by rozwój broni nuklearnej. Coraz wi cej Pa stw jest w stanie
wyprodukowa tak bro . To nie wszystko. Nadejdzie taki dzie , gdy t bro
b d w stanie wyprodukowa niewielkie grupy ludzi, np. terrory ci. Podobnie
wygl da kwestia broni chemicznej czy biologicznej. Przyk ad w glika. Ale
chodzi te o ca wspó czesn technologi , np. o Internet. Nie wiem czy wiesz,
ale jeden komputerowy geniusz mo e sparali owa niemal ca sie . W
rezultacie post p techniczny po czony z brakiem post pu emocjonalnego
cz owieka powoduje, e coraz mniejsze grupy ludzi mog prowadzi coraz
atwiej dzia ania destrukcyjne.
- A takiego pesymizmu to si po tobie Mistrzu nie spodziewa em.
- To nie pesymizm, tylko fakty, których jednak wielu ludzi woli nie zauwa a .
- Dlaczego?
- Dlatego, e wol y w wiecie iluzji, który pozwala im nic nie robi . Nie ma
problemu - nie potrzeba go rozwi zywa . Tylko e takie rozwi zanie mo e
nasz cywilizacj wiele kosztowa .
- Chyba przesz a mi ochota na zg bianie tego tematu. Chocia mam jeszcze
jedno pytanie. A jak, twoim zdaniem Mistrzu, b dzie wygl da przysz o
klonowania? Czy uda si wprowadzi ogólno wiatowy zakaz klonowania?
- Na papierze pewnie tak. Ale w praktyce nie.
- Dlaczego?
- Spójrz na inne dziedziny, takie jak handel organami czy ywym towarem. S
to przest pstwa, którym przeciwny jest praktycznie ka dy cz owiek, a jednak
maj one miejsca. Co wi cej, s to przest pstwa pope niane na masow skal . W
przypadku klonowania nie ma a tak wysokiego sprzeciwu, gdy ma ono grup
swoich gor cych zwolenników. Tak wi c skoro nie uda o si zlikwidowa
handlu narz dami i ywym towarem, to i klonowania nie uda si powstrzyma .
- Ale Mistrzu zapominasz o jednej rzeczy.
- Tak?
- Temat klonowania jest bardzo popularny. Wszyscy o tym mówi . A to
oznacza, e jest wi kszy nacisk opinii publicznej na t spraw , ni wymienione
przez ciebie przest pstwa.
- Masz racj , tylko e nag o nienie tego problemu za jaki czas minie. Ludzie,
którzy zajmuj si klonowaniem prawdopodobnie dojd do wniosku, e lepiej
swoje dzia ania prowadzi po cichu, bez zwracania na siebie zbytniej uwagi. A
wtedy problem klonowania zniknie z pierwszych stron gazet. A jak problemu
nie ma w mediach, to dla opinii publicznej nie istnieje.
- Kre lisz kolejny czarny scenariusz.
- To zale y od punktu widzenia. Jest wszak e pewna szansa, e klonowanie
ludzi nie rozwinie si zbytnio. Ostatnio czyta em wypowied pewnego
naukowca, który zauwa y , e istnieje przynajmniej kilka skuteczniejszych
metod na posiadanie dzieci przez osoby, które nie mog ich mie w sposób
tradycyjnych.
- Jakie?
- Chocia by sztuczne zap odnienie czy adopcja. Tak wi c ten naukowiec
prognozuje, e klonowanie ludzi nie rozwinie si za bardzo. A jak b dzie
naprawd ? Po yjemy, zobaczymy. A wracaj c jeszcze do kiepskiej sytuacji
naszego kraju. W jej poprawie ogromn rol móg by odegra system edukacji,
gdyby zosta gruntownie zmieniony.
- W jaki sposób?
- No có . Spróbuj okre li jaki procent wiedzy zdobytej podczas ca ej twojej
edukacji wykorzystujesz na co dzie .
- Nie zastanawia em si nigdy nad tym.
- No spróbuj, tak na oko.
- Chyba nie wi cej ni kilkana cie procent.
- W a nie. W szkole uczysz si o pierwotniakach, o zwi zkach chemicznych, o
wierszach Mi osza, o czarnych dziurach. Tylko po co? Skoro w doros ym yciu
ci si to w ogóle nie przydaje.
- Zgadzam si absolutnie, e znaczna cz
wiedzy nauczanej w szko ach jest
bezsensowna. Tylko e je eli nie b dziemy zna tych rzeczy to inni mog nas
uzna za nieuków.
- To co? Lepiej m czy si przez ile lat i wkuwa wiedz , która nigdy nam si
nie przyda? Zreszt wi kszo ci tej wiedzy i tak zapomnisz, wi c i tak z punktu
widzenia niektórych b dziesz nieukiem.
- To w takim razie jak ty Mistrzu widzia by skuteczny system edukacji?
- Jest oczywiste, e szko a powinna przygotowywa ucznia do doros ego ycia.
A wi c powinien on uczy
rzeczy, które w doros ym yciu naprawd b d
mu przydatne.
- Co na przyk ad?
- Lista jest bardzo d uga. Od wype niania zezna podatkowych, opanowania
emocji, umiej tno ci negocjacji, pracy w zespole, wychowywania dzieci,
radzenia sobie ze stresem.
- Obawiam si , e s raczej ma e szanse na wcielenie tego w ycie. Takie
zmiany nie zyska yby zgody w adz. Podejrzewam, e nawet cz
spo ecze stwa by aby im przeciwna. Aczkolwiek zastanawiam si jakby to by o,
gdyby wprowadzi takie zmiany.
- To nie problem. Wybierz jaki przedmiot.
- J zyk polski. Albo nie - historia.
- Zdecyduj si . Niech b d obydwa. Historia mo e by wietnym przedmiotem
do nauki empatii oraz zdawania sobie sprawy ze skutków w asnych czynów.
- W jaki sposób?
- Uczniowie mogliby dostawa zadania omówienia danego tematu z ró nych
punktów widzenia. Np. zrzucenie bomb atomowych na Nagasaki i Hiroszim
mo na rozpatrywa z punktu widzenia Amerykanów, Japo czyków, Polaków,
Rosjan, Chin, itd. Ka dy ucze wybierze sobie jeden punkt widzenia i go
przedstawi. Dzi ki temu b d oni mogli lepiej zrozumie racje ró nych stron.
B d te mogli próbowa znale inne, by mo e lepsze, rozwi zania wydarze
historycznych.
- A j zyk polski? Ja niestety dosy le wspominam ten przedmiot. Najgorsza
by a ortografia.
- Masz racj . Naóka ortografi to tródna ecz. A co do ca ego przedmiotu, to
mo liwo ci jest bardzo du o. Uczniowie mog uczy si pisa wiersze, oficjalne
pisma, artyku y do szkolnej gazetki, uczy si publicznego przemawiania, itd.
Chyba zgodzisz si , e takie umiej tno ci przydadz si w doros ym yciu?
- Na pewno. Ale co ma zrobi cz owiek, np. rodzic, którego dziecko chodzi do
zwyk ej szko y?
- Niestety musi dzieciakowi za atwi jakie zaj cia pozaszkolne, które b d
rozwija te dodatkowe umiej tno ci. Ale czemu ograniczasz si do dzieci?
Przecie m odzie , ba, doro li równie potrzebuj dodatkowej nauki.
- Doro li s chyba na to za starzy.
- Nic podobnego. Poza tym doros ym takie umiej tno ci s bardziej potrzebne,
gdy od razu mog je wykorzysta w swoim yciu.
- Ale co w takim razie ma zrobi doros y cz owiek, który chcia by np. nauczy
si publicznie przemawia ? Wiem, e s prowadzone na ten temat profesjonalne
kursy. Ale ich ceny raczej nie s na przeci tn kiesze .
- Mo e np. skorzysta z dzia aj cych w naszym kraju Klubów Ludzi Sukcesu.
- Pierwsze s ysz o takich klubach.
- Nie ty pierwszy. Faktycznie s one dosy ma o znane. Ale za to doskonale
pokazuj , jak ludzie sami mog wzajemnie rozwija u siebie nowe umiej tno ci,
nawet je eli nie s ekspertami w danej dziedzinie.
- No znaczy co? Te kluby prowadz amatorzy?
- Mo na tak to uj .
- Ale w takim razie to bez sensu. Jak mo na si tam czego nauczy , skoro nie
mo na uzyska opinii czy te porady zawodowego nauczyciela?
- Wbrew pozorom mo na. Kluby takie dzia aj na takiej zasadzie, e uczestnicy
poprzez wzajemne obserwowanie si ucz si od siebie. I to si sprawdza.
- Czy w Warszawie jest taki klub?
- Jest i to ju od 7 lat. Chcesz tam pój ? (obecnie w Polsce dzia a kilka takich
klubów. Informacje o nich mo na znale na stronie www.teta.ai/polska/ przyp. Autor)
- Czy ja wiem. Generalnie nie mam problemu z publicznym wys awianiem si .
- Tam mo na nauczy si te innych umiej tno ci, np. tolerancji w stosunku do
opinii innych, mo na zyska pewno siebie, jak równie mo na zdoby
umiej tno ci przywódcze. Tak naprawd to to, co z tego klubu wyniesiesz
zale y wy cznie od ciebie.
- Brzmi dosy ciekawie. A kto tam g ównie chodzi. Biznesmeni?
- Wcale nie. Chodz tam zwykli ludzie.
- Co rozumiesz pod poj ciem zwyk ych ludzi?
- Licealistów, studentów, doros ych i nawet emerytów.
- Czyli s tam ludzie z ka dego przedzia u wiekowego.
- Tak. I dzi ki temu mo na tam si nauczy komunikowa z lud mi z innych
grup wiekowych. I na podobnej zasadzie jak te kluby mo na by tworzy grupy
ludzi, którzy b d uczy si
- By o a tak le?
- Lepiej nie pytaj.
Ucze macha z rezygnacj r k . Mistrz udaje, e nie zauwa a tego gestu.
- No co ty. Nie p kaj tylko opowiadaj.
- A niby co mam opowiada ? e moi starzy byli wredni?
- Czyli raczej nie przepadasz za nimi?
- agodnie mówi c - ucze krzywi si miesznie.
Mistrz kiwa smutno g ow .
- Oj niedobrze.
- Da si z tym y .
- Jeste pewien?
- Spoko.
- Niestety musze ci rozczarowa . Je eli ywisz negatywne uczucia do swoich
rodziców, to masz przechlapane.
- Dlaczego?
- Mo esz sobie z tego nie zdawa sprawy, ale te negatywne uczucia mog mie
negatywny wp yw na ciebie, twoje samopoczucia oraz relacje z innymi lud mi.
To zreszt nie wszystko. Dopóki nie przebaczysz swoim rodzicom, dopóty nie
b dziesz w stanie obiektywnie spojrze na ich b dy. A to oznacza, e je eli sam
zostaniesz kiedy rodzicem, to b dziesz pope nia te same b dy co oni.
- To co w takim razie powinienem zrobi ?
- Spróbuj im po prostu przebaczy .
- atwo powiedzie .
- Có . Osoby, które wierz w reinkarnacj , wierz te w to, e sami decydujemy
gdzie i kiedy przychodzimy na ten wiat w kolejnych wcieleniach. Oznacza to,
e sami wybieramy sobie rodziców. Co wi cej, dobieramy ich sobie bardzo
starannie, gdy to od ich i tego jaki wp yw b d mieli na nas w dzieci stwie i
okresie dorastania, zale e b dzie w du ej mierze to, jak uda nam si
zrealizowa cele, które postawili my sobie przed wcieleniem.
- Niedok adnie rozumiem.
- To proste. Wybierasz takich rodziców, którzy s dla ciebie najlepsi.
- Je li to prawda, to ja musia em by nie le pijany jak wybiera em moich!
- Czy aby na pewno? Spróbuj si przez chwil zastanowi jaki wp yw mieli na
ciebie twoi rodzice. I przede wszystkim, jaki wp yw mieli oni na to, gdzie
obecnie si znajdujesz.
- O tu masz ca kowit racj . Jestem kompletnie sp ukany, bez pracy i
mieszkania. Faktycznie, to zas uga moich rodziców.
- Mo esz na obecn sytuacj spojrze oczywi cie w taki sposób. Ale mo esz te
spojrze na ni z innej perspektywy.
- Niby jakiej?
- Dzi ki twojej obecnej sytuacji spotka e mnie i dowiedzia e si czego
nowego o swoim yciu.
Ucze krzywi si .
- Ale ja póki co jeszcze nie wierz w reinkarnacj . Wi c jak chcesz mnie
przekona ?
- Ale wierzysz w Boga.
- Tak.
- A wierzysz, e Bóg jest wszechmocny?
- e mo e wszystko? Raczej tak.
Mistrz ci gnie swój wywód.
- A wi c skoro Bóg mo e wszystko, to chyba mo e te podj decyzj , która
dusza wcieli si w jakie cia o. No nie?
- Czy ja wiem?
- Naprawd wierzysz, e Bóg nie mia wp ywu na to, w której rodzinie si
urodzi e ?
Ucze milczy.
- A mo e uwa asz, e Bóg pope nia b dy i e to przez pomy k skierowa ci
do takich rodziców?
- Chyba w a nie tak by o.
- O nie mój mi y. Je eli wierzysz we wszechmog cego Boga, to musisz
zaakceptowa to, e to on zdecydowa , do jakiej rodziny trafi e . Wiem, e to
nie jest atwe, ale spróbuj zaakceptowa swoich rodziców takich, jakimi s , z ich
wadami, ale i zaletami.
- Zobacz co da si zrobi .
- Dobrze. Pora spa .
W pokoju jest jedno ó ko. Mistrz k adzie si na lewej jego cz ci, a ucze na
prawej. Mistrz odwraca si lekko do ucznia.
- Tylko mnie nie obmacuj w nocy.
- Nie ma obawy. Staruszku.
Mistrz gasi wiat o.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Zapada cisza. No prawie cisza. Osoby o dobrym s uchu powinny us ysze jak
nasi bohaterowie oddychaj . (s yszysz? - przyp. Autor) Jednak po chwili „cisza”
ta zostaje brutalnie przerwana przez Mistrza.
- Zapomnia em ci jeszcze o co spyta .
Ucze najch tniej by nie reagowa na s owa Mistrza, ale nie chce wyj na
gbura.
- Tak?
- Zastanów si i rano mi odpowiesz. Czy wszechmog cy Bóg mo e stworzy
kamie , którego nie b dzie w stanie podnie ?
Rozdział 10
S ycha chrapanie. Chrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr (okropno
- przyp. Autor)
Rozdział 11
Punktualnie o godzinie 8 w cza si budzik. Mistrz pierwszy otwiera oczy.
Chwil potem robi to ucze . (tak wi c mamy w tym momencie czworo
otwartych oczu - przyp. Autor) Mistrz odzywa si jako pierwszy.
- I co. Wiesz ju , czy Bóg mo e stworzy kamie , którego nie b dzie w stanie
podnie ?
- Nie mam zielonego poj cia.
- Czy wiesz co to jest dychotomia?
- Nie.
- To sytuacja, gdy mamy do czynienia z wykluczaj cymi si zdarzeniami. Tak
dok adnie jest w zagadce, która ci zada em. Z punktu widzenia logiki tej zagadki
nie da si rozwi za . Ale to nie oznacza, e opisana w niej sytuacja jest
niemo liwe. Rzeczy, które z naszej, ludzkiej perspektywy wykluczaj si , mog
si jednak wydarzy przy pomocy si wy szych. Dlatego staraj si mniej polega
na logice, a wi cej na intuicji.
- Dlaczego?
- Bo intuicja jest jednym z j zyków, którymi pos uguje si dusza.
- Co to oznacza?
- To, e poprzez intuicj twoja dusza, jak zreszt inne dusze, np. twoi duchowi
opiekunowie komunikuj si z twoim wiadomym umys em.
- A wi c mam polega
eli intuicja podpowie ci, aby skoczy z 20
pi tra, to ...
- To skocz z parteru.
- W a nie.
W tym momencie do pokoju wchodzi Darek.
- Widz , e ju wstali cie. W takim razie zapraszam was na niadanie.
Rozdział 12
Mistrz, ucze , Agnieszka i Darek siadaj do sto u. Gdy tylko usiedli, Darek
zwraca si do ucznia.
- S uchajcie. Tak si z Agnieszk zastanawiali my. Je eli faktycznie masz teraz
takie du e k opoty, to mogliby my ci pozwoli spa w pokoju go cinnym przez
jaki czas, a staniesz znowu na nogi. Co ty na to?
Ucze jest zaskoczony propozycj .
- Naprawd by aby taka mo liwo ?
- Jasne, gdy ja by em uczniem Mistrza, mi te wielu ludzi pomog o stan
nogi.
- To super. Jestem wam bardzo wdzi czny.
na
Wtr ca si Mistrz.
- No widzisz. I jeden problem masz ju z g owy.
- Tak, teraz jeszcze tylko potrzebuj znale prac .
Darek zwraca si do ucznia.
- Teraz nawet w Warszawie nie jest atwo o prac . Mam znajom , która zanosi
swoje podania, gdzie tylko mo e. Cz sto okazuje si , e w danej firmie na
rozpatrzenie czeka przynajmniej kilkaset innych poda .
- Dlatego w a nie lepiej mie co , co b dzie ci wyró nia spo ród innych ludzi
szukaj cych pracy - wtr ca si Mistrz.
- Np. co?
- W twoim przypadku mog to by twoje pomys y.
- Jestem dok adnie tego samego zdania. Ale co maj zrobi osoby, które
powiedzmy nie s zbyt utalentowane?
- Mylisz si . Ka dy cz owiek ma jaki talent. Tylko niestety wielu ludzi nie
potrafi go odkry .
- Dlaczego?
- Powodów mo e by wiele. Wina mo e le e po stronie rodziców lub szko y,
które nie pozwoli y danej osobie rozwin w pe ni jej potencja u.
- To takie osoby jako doro li ludzie ju raczej nie b d w stanie rozwin tych
talentów.
- Jak to nie? Pami taj, e yjemy po kilkadziesi t lat. Zapewniam ci , e to
wystarczaj co du o aby odkry w sobie przynajmniej kilka talentów.
- Tak si zastanawiam. Mo e by rozkr ci jaki w asny biznes? Tylko sk d
wzi na niego pieni dze i co to mia oby by ?
- Mo esz zacz od wymy lenia jakiego sposobu na udoskonalenie ju
dzia aj cego biznesu. Dzi ki temu mo esz uczy si na cudzych b dach, ale
równocze nie b dziesz mia przewag nad innymi, którzy prowadz ten sam
biznes.
- To co mia bym np. robi ?
- To zale y wy cznie od ciebie. Ja mog ci poda przyk ad ludzkiej
kreatywno ci. Chcesz?
- Pewnie.
- Jaki czas temu czyta em, e w G ogowie powsta nowy zak ad fryzjerski. Ze
wzgl du na du konkurencj na tym rynku, jego w a ciciele wpadli na pomys
jak uatrakcyjni swój zak ad. Polega on na tym, e pracuj ce w nim fryzjerki
nosz tylko bielizn oraz przezroczyste halki.
- A to pech. Nie móg ten zak ad powsta w Warszawie?
- Mo e ty za o ysz taki zak ad u nas.
- To jest my l. Oczywi cie artuj .
- Dlaczego. Ja bym ch tnie wybra si do takiego fryzjera. A wracaj c do
tematu. Mo esz sobie sporz dzi list ró nych zawodów czy te biznesów i
nast pnie staraj si je jako kreatywnie rozwin .
- Czemu nie?
Mistrz zerka na zegarek.
- Mamy dzisiaj wiele pracy do zrobienia. Musimy si zbiera .
Rozdział 13
Mistrz i ucze id ulic . W pewnym momencie mocniej zaczyna wia wiatr i
lec ca z wiatrem kartka gazety trafia prosto w twarz ucznia. Ten zirytowany
zdziera kart z twarzy i chce j wyrzuci , ale Mistrz chwyta go za r k .
- Zaczekaj. Nie pami tasz, o czym niedawno rozmawiali my?
Ucze odpowiada z ironi .
- e nie nale y za bardzo ufa gazetom?
- To te . Ale chodzi mi o to, e nic nie zdarza si przez przypadek.
- Chcesz powiedzie , e ta gazeta specjalnie mnie zaatakowa a?
- Dok adnie.
- Tylko po co?
- Mo emy to sprawdzi . Zobacz co jest w rodku.
Ucze zaczyna przegl da gazet . Jego wzrok zatrzymuje si na stronie z
horoskopem.
- O sprawd my, co mnie spotka w najbli szym czasie. Rak.
Ucze zaczyna czyta tekst swojego znaku zodiaku.
- Jezu, co za bzdura. Czy kto w ogóle wierzy w co takiego? - wskazuje g ow
na horoskop.
- Zdziwi by si jak wielu, mimo tego, e takie gazetowe horoskopy s cz sto
ma o warte.
- Dlaczego?
- Te horoskopy s pisane pod masowe odbiorc . Je eli faktycznie chcesz
odkry , co w gwiazdach piszczy, musisz skupi si na sobie.
- To znaczy?
- Musisz mie horoskop zrobiony specjalnie dla ciebie.
- Czyli twierdzisz, e jednak astrologia mo e pomóc przewidywa nasz
przysz o ?
- Zgadza si . Czy w to tak trudno uwierzy ?
- eby wiedzia .
- Ok. Jakby ci tu przekona . Skoro wierzysz w Boga, to znaczy, e wierzysz
te , e to on stworzy ten wszech wiat. Prawda?
- No tak.
- A zatem skoro wszech wiat zosta stworzony przez Boga, to Bóg chyba móg
tchn w niego troch swojej bosko ci i stworzy w nim pewne mechanizmy,
maj ce dla cz owieka natur cudu?
- Mo e i tak.
- Tak wi c spróbuj zaakceptowa , e to Bóg stworzy taki porz dek wiata, w
którym stworzone przez niego cia a niebieskie oddzia uj na ludzi i ich ycie.
- atwiej powiedzie ni zrobi .
- Nie wiem czy wiesz, ale naukowcy ju dawno odkryli, e ró ne cia a
niebieskie maj wp yw na nasze ycie.
- Pierwsze s ysz .
- Opowiem ci dowcip. Co by si sta o, gdyby ksi yc kr y wokó Ziemi 28
razy szybciej?
- Nie wiem.
- Kobiety krew by zala a!
- Powiedzmy, e to by o mieszne. Tylko co to ma wspólnego z tym, o czym
mówimy.
- Cia a niebieskie, takie jak Ksi yc czy S o ce maj wp yw na funkcjonowanie
naszych organizmów. Nie wchodz c w szczegó y, ten wp yw mo e okre la jak
funkcjonujemy. Czy np. jeste my pe ni energii czy te przyklapni ci.
Oczywi cie na poszczególnych ludzi to oddzia ywanie jest bardzo
zró nicowane.
- Dobrze, od dzisiaj b d kierowa si gwiazdami.
- Ja wcale ci nie zach cam do stosowania astrologii.
- Naprawd ? A ja g upi da em si nabra , e to w a nie próbujesz zrobi .
- W gruncie rzeczy chodzi mi o co innego. Chodzi o tolerancj na pogl dy
innych ludzi. Np. tych którzy wierz w astrologi . Nawet je eli dla nas ich
pogl dy s kompletn bzdur , to powinni my zaakceptowa ich odmienne
podej cie przynajmniej z dwóch powodów. Ponadto kiedy mo e si okaza , e
to jednak oni maj racj . We my najlepszy tego przyk ad. Jak wiesz, kiedy
s dzono, e ca y wszech wiat kr ci si wokó Ziemi. Kto g osi inny pogl d,
móg nawet straci g ow . A jednak to w a nie ci „bezg owi” mieli racj .
Zreszt to dotyczy niemal ca ej nauki. Gdy kto dokonywa jakiego nowego
odkrycia, cz sto jego odkrycie by o wy miewane i nieakceptowane. Tak wi c
nie traktujmy ludzi o innych pogl dach jak wariatów. Bo kiedy mo e si
okaza , e wariantami byli my my.
- O ile si orientuj to ko ció katolicki nie uznaje astrologii.
- Mhm.
- Mam w takim razie Mistrzu do ciebie jeszcze jedno pytanie. Zadaje je sobie
chyba ka dy mieszkaniec tej planety.
- S ucham?
- Która religia jest t prawdziw religi ?
- Co masz na my li mówi c prawdziwa?
- No ta, która zosta a stworzona przez Boga i której wyznawcy mog jako jedyni
liczy na niebo?
- Moim zdaniem nie ma takiej religii, ale wyznawcy poszczególnych religii
pewnie si ze mn nie zgodz .
- Jak to nie ma?
- Moim zdaniem nie ma jedynie s usznej drogi do Boga. Czy nie mo na przyj
za o enia, e Bóg móg stworzy wiele religii, które ró ni si mi dzy sob ?
- Tylko po co?
- Chocia by po to aby da ludziom wybór. Ka dy mo e sobie wybra t religi ,
która mu najbardziej odpowiada.
- No tak, tylko z powodu istnienia ró nych religii dochodzi do wielu nieszcz ,
np. wojen religijnych.
- Tak, ale wina le y po stronie ludzi, którzy nie s na tyle tolerancyjni, aby
zaakceptowa w pe ni ludzi o innym systemie wierze . Gdyby ka dy cz owiek
na tej planecie akceptowa prawo drugiego cz owiek do wyznawania takiej
religii, jaka mu odpowiada, to ten wiat by by znacznie lepszy.
- Chyba masz racj . Ale jak w takim razie przekona ludzi do wi kszej
tolerancji na inne religie?
- Mo na im u wiadomi kilka rzeczy.
- Co na przyk ad?
- Np. to, e nawet wyznawcy tej samej religii ró ni si w swoim podej ciu do
niej. Gdyby wzi dowoln grup wyznawców jakie religii i zada im bardzo
szczegó owe pytania na temat ich ycia i wiary, to oka e si , e przy
odpowiednio du ej liczbie pyta nie znajdzie si dwóch ludzi o dok adnie tych
samych pogl dach.
- Sk d to wynika?
- St d, e ka dy cz owiek interpretuje religi na swój w asny sposób. Nie
zastanawia o ci , dlaczego wyznawcy tej samej religii mog post powa w
dok adnie odwrotny sposób? Tak mój drogi. Mimo e wi kszo ludzi nie zdaje
sobie z tego sprawy, to ka dy z nas sam decyduje, jak interpretowa wi te
pisma czy przykazania. Wiesz co to oznacza w praktyce?
Odpowied ucznia jest zdecydowana.
- Nie.
- To, e na tym wiecie mamy tak naprawd tyle religii ilu jest ludzi. Czy to nie
wspania e?
- Czy ja wiem?
- Dla mnie jest to wspania y dar od Boga - dar wolnego wyboru.
- W zwi zku z religi nasun mi si jeszcze jeden temat do dyskusji.
- Jaki?
- Temat mierci.
- Straaaaaasznie fajny temat. Boisz si mierci?
- Jak ka dy.
- To nieprawda. Ja si jej nie boj .
- Ale ty jeste Mistrzem.
- Pochlebiasz mi, ale to nie oto chodzi.
- Znam wielu ludzi, którzy nie boj si o swoje ycie, a nawet o ycie swoich
bliskich.
- Jak im si to udaje?
- Du a rol odgrywaj tutaj w a nie wierzenia religijne. Ja np. wierz w
reinkarnacj . Dla mnie pobyt w ciele jest czym w rodzaju wycieczki, po której
wracam do swojej prawdziwej postaci ducha. Tak wi c mier jest dla mnie
w a ciwie powrotem do domu.
- A jak kto nie wierzy w reinkarnacj , to co ma zrobi ?
- Wykorzysta swoje wierzenia. Wed ug religii chrze cija skich, je eli byli my
za ycia grzeczni, to po kopni ciu w kalendarz trafiamy do czy ca lub do
nieba. S to mi e miejsca, wi c nie ma powodu aby ich si ba .
- Powiedzmy, a co z bliskimi? Dlaczego mia bym si nie ba ich mierci?
- Z tego samego powodu - po mierci trafiaj do lepszego wiata, wi c zamiast
ich op akiwa , cieszmy si , e tam trafiaj .
- No nie wiem, czy przekonasz do tego kogo , kto straci blisk osob i cierpi z
tego powodu.
- No có wielu ludzi cierpi nie dlatego, e al im utraconej osoby, ale z pobudek
egoistycznych.
- Jak to?
- Tak, tak. Wiele osób rozpacza dlatego, e musi y bez zmar ej osoby. I tak
naprawd to rozpaczaj nad sob , a nie utracon osob . I tym osobom mog
jedynie doradzi , aby bardzie uwierzy y w siebie, swoje mo liwo ci, e s w
stanie radzi sobie w yciu o w asnych si ach.
- A je eli kto naprawd cierpi, bo boi si o los straconej osoby?
- Takie osoby mog np. spróbowa postawi si w sytuacji osoby, któr stracili.
- Nie rozumiem.
- To proste. Wyobra sobie, e jeste dusz zmar ej, bliskiej ci osoby, i e ta
dusza obserwuje ci z za wiatów. Jak my lisz, czego taka duszy by ci yczy a?
- Sk d mam wiedzie ?
- Pomys . Chcia aby aby cierpia z powodu jej odej cia, czy te wola aby aby
cieszy si yciem?
- Raczej to drugie.
- No w a nie. I jak sobie co takiego pomy limy, to od razu ra niej nam si
zrobi na duszy.
- Chyba masz racj .
Mistrz zmienia temat.
- Zaczyna mi burcze w brzuchu. Zapraszam ci na przek sk . Ja stawiam.
- Nie obra si Mistrzu, ale o ile si orientuj , to jeste sp ukany.
- Ja tak, ale dosta em par groszy od Darka. W ko cu do czego ma si by ych
uczniów?
- Dobrze. Ale tym razem ja wybieram lokal.
- Ok. To gdzie idziemy?
- Jest kawa ek st d fajny lokal z kuchni wietnamsk . I jak jest ciep o, to
wystawiaj stoliki na dwór.
- W takim razie prowadza uczniu.
Rozdział 14
Mistrz i ucze siedz przy stoliku na dworze. Ucze z du przyjemno ci
zajada gor cego psa (ang. Hotdog - przyp. Autor).
- Mistrzu, tak si zastanawiam. Co warunkuje, e jedni ludzie odnosz sukces, a
inni nie? To znaczy wiem, e liczy si tu sposób my lenia, ale to chyba nie
wszystko?
- Na sukces sk ada si mo e wiele elementów. Jednym z podstawowych jest
umiej tno przezwyci ania pora ek. Je eli kto chce co osi gn , to od czasu
do czasu mo e mu si podwin noga, tak jak tobie ostatnio.
- No w a nie. W tej chwili nie mam raczej ochoty wspina si do góry, wiedz c
jak mog pó niej bole nie spa .
- Tak, ale to minie. Zobaczysz. Jak przebolejesz swoj obecn pora k , to
znowu przyjdzie ci ochota na realizowanie nowych pomys ów.
- Sk d to wiesz?
- Znam si troch na ludziach. I ta umiej tno podnoszenia si z pora ek
wyró nia ludzi sukcesu. Zapewniam ci , e ka dy z nich w swoim yciu odniós
niejedn pora k , ale nie poddawali si , tylko szli dalej lub zaczynali od
pocz tku. Poza tym na pora k mo na spojrze w sposób pozytywny.
- A niby jak?
- Je eli ponios e pora k , to oznacza to, e mia e odwag co zrobi . Wielu
ludzi tak bardzo boi si pora ek, e wol nic nie robi w yciu.
- Masz racj Mistrzu. Ale nawet ludzie sukcesu musz si obawia w jakim
stopniu pora ki.
- Na pewno. Ale mo na si na ni przygotowa .
- W jaki sposób?
- Nale y pomy le , co si stanie gdy poniesiesz pora k , a nast pnie
przedsi wzi kroki, które pozwol j jak naj agodniej znie . A wi c je eli np.
pora ka b dzie oznacza , e stracisz prac i mieszkanie, to zawczasu dogadaj si
z jakim znajomym, e w razie problemu z mieszkaniem b dziesz móg u niego
troch pomieszka . Mo esz te przygotowa sobie awaryjny plan szukania
pracy. I gdy to zrobisz, to ewentualna pora ka od razu wyda ci si o wiele mniej
straszna. Poza tym pami taj o jeszcze jednej wa nej rzeczy.
- Jakiej?
- Wi kszo rzeczy, którymi si zamartwiamy, nigdy si nie wydarza.
- Chyba tak faktycznie jest.
- A tak w ogóle to niektórzy ludzie boj si realizowa swoje marzenia, gdy
samo my lenie o marzeniach ju ich uszcz liwia. Wi c dochodz do wniosku,
e je li urzeczywistniliby swoje marzenia, straciliby powód do szcz cia.
- Tak, chyba masz racj . Przypomina mi si fragment pewnego ameryka skiego
filmu, gdzie jeden z bohaterów mówi sam do siebie. „Od dawna my l o tym,
aby pope ni samobójstwo. I ta my l trzyma mnie przy yciu.”
- Innym powodem, dla którego ludzie boj si realizowa swoje cele i marzenia
jest obawa przed krytyk . Je eli co zaczynamy robi , to jest szansa, e znajdzie
si kto , komu to nie spodoba si .
- No w a nie. Znam to z w asnego do wiadczenia. Sk d bierze si u ludzi taka
du a ch krytykowania innych?
- Powodów mo e by wiele. Dla cz ci ludzi wszelkie zmiany s czym
negatywnym, gdy oznacza mog koniec ich ustabilizowanego, chocia cz sto
a osnego ycia. I gdy kto próbuje dokonywa jaki zmian, które nawet tylko
teoretycznie mog spowodowa zmiany w yciu tych ludzi, oni zaczynaj si
broni m.in. przez krytykowanie. Innym powodem mo e by ch
pomniejszenia zas ug innych ludzi, tak aby w asne pora ki nie bi y ich samych
za bardzo w oczy.
- To jak mo na si broni przed krytyk ?
- Nie ma wi kszego sensu stara si walczy z krytykuj cymi ci lud mi. W ten
sposób mo esz tylko pogorszy swoja sytuacj - ich nie przekonasz do zmiany
zdania, a sam nie le si wkurzysz. Najlepiej wyrobi u siebie nawyk
ignorowania krytyki, oczywi cie tej z o liwej. Bo czasami zdarza nam si
us ysze krytyk jak najbardziej konstruktywn i taka krytyka mo e by dla nas
prawdziwym skarbem, gdy pozwala nam wyeliminowa nasze b dy. Za
ka dym razem, gdy pod naszym adresem pada jaka z o liwa krytyka, mo emy
powtarza sobie powiedzenie, e nie kopie si tylko zdech ego psa. I taka
z o liwa krytyka mo e by miar naszego sukcesu.
- Rzeczywi cie. Tu nawet przychodzi mi na my l przyk ad zespo u „Ich Troje”.
Wprawdzie ja nie przepadam za ich muzyk , ale trudno mi zrozumie , dlaczego
wielu ludzi tak krytycznie si o nich wypowiada.
- Masz racj . Ten zespó jest chyba poddawany najwi kszej krytyce w naszym
kraju. Niestety wielu ludzi postanowi o na nich wyla swoje ale. To w a ciwie
pokazuje jak wielka jest w naszym kraju frustracja ludzi.
- Czy to mo na jako zmieni ?
- Normalny, tolerancyjny i szcz liwy cz owiek nie potrzebuje na wszelkie
sposoby krytykowa innych. Tak wi c gdy ludzie stan si naprawd szcz liwi,
to potrzeba krytykowania innych zaniknie.
- No tak. Ale w naszym kraju to raczej nieszybko nast pi.
- Pami taj o tym, e my sami te mo emy uszcz liwia innych ludzi.
- W jaki sposób?
- S tysi ce sposobów.
- Poprosz ich list .
- Mo esz np. wysy a mi e SMSy do swoich znajomych.
- Sprecyzuj Mistrzu s owo „mi e”.
- Podam ci przyk ad. Spotka e si ze znajomymi. Nast pnego dnia mo esz do
nich wys a SMSa o tre ci. „Wczorajsze spotkanie by o super. Ciesze sie, ze
moglismy si razem spotkac.” I to wystarczy. Nawet mo esz wysy a SMSy bez
jakie okazji. Np. „Naprawde robisz wiele wspanialych rzeczy. Tak trzymac.”
Oczywi cie tre SMSa musi by zgodne z prawd .
- No tak, tylko pami taj o tym, e to kosztuje.
- Ach te wymówki. Znajdziesz dziur we wszystkim.
- Có . Ka dy ma jaki talent.
- A co do SMSów, to mo esz przecie wysy a je za darmo przez Internet.
- To jest my l.
- Naprawd jak troch pomy lisz, to mo esz znale wiele sposobów na
uszcz liwianie innych. Mo e podam ci jeszcze jeden przyk ad.
- S ucham.
- Jak uszcz liwi kobiet nie dotykaj c jej?
- Mo na powiedzie jej jaki komplement.
- A co bardziej oryginalnego?
- Nie wiem.
- W takim razie patrz i ucz si uczniu.
Mistrz wstaje, podchodzi do innego stolika i chwil rozmawia z siedz c tam
dziewczyn . Dziewczyna wybucha w pewnym momencie miechem, wstaje i
idzie za Mistrzem. Podchodz oni do ucznia. Dziewczyna u miecha si do
ucznia i pyta si Mistrza.
- Co mam robi ?
- Wystarczy e usi dziesz i zamkniesz oczy. Je eli przestanie ci si to podoba ,
to po prostu otwórz oczy.
Dziewczyna kiwa potakuj co g ow .
- Dobrze.
I zamyka oczy. Mistrz zbli a swoj twarz do twarzy dziewczyny na odleg o 12 centymetrów i zaczyna ustami wydmuchiwa powietrze prosto na twarz
dziewczyny. Zaczyna od czo a. Powiew powietrza delikatnie muska jej czo o,
przy okazji powoduj c falowanie grzywki. Z pocz tku Mistrz kieruje
powietrzem od jednej strony czo a do drugiej. Nast pnie zatrzymuje si na
kolejnych cz ciach czo a i okr nymi ruchami masuje je powietrzem. Po czole
przychodzi kolej na nos. Mistrz powoli przesuwa strumie powietrza od góry do
do u nosa, z równoczesnym przemieszczaniem go w poprzek od lewej do prawej
jego strony. W ko cu strumie dociera do do u nosa. Mistrz nieco obni a swoj
g ow tak, aby lekki strumie powietrza móg wpada prosto do dziurek nosa.
Wida , e masa powietrzem coraz bardziej podoba si dziewczynie.
Mistrz przechodzi teraz do oczu. Najpierw muska powietrzem lew powiek od
jednego brzegu do drugiego. Nast pnie to samo robi z drugim okiem. Potem
przechodzi do prawego ucha. Delikatnie ruchem okr nym masuje powietrzem
ucho od jego zewn trznej cz ci, stopniowo zbli aj c si do jego rodka. W
ko cu strumie powietrza uderza prosto do rodka ucha. Dziewczyn
przechodzi dreszcz.
Mistrz przesuwa si teraz w stron drugiego ucha i robi z nim dok adnie to
samo. Nast pnie zaczyna masowa lewy policzek. Robi to ruchami okr nymi.
Po policzku lewym przychodzi kolej na prawy policzek. Co b dzie nast pne?
Ku zaskoczeniu ucznia Mistrz nast pnie przechodzi do masa u prawej strony
szyi. I stopniowo przesuwa si na jej rodek a potem lew jej cz . Gdy tutaj
wszystko jest ju zrobione, powoli przemieszcza si w stron podbródka.
Podbródek masuje ruchami okr nymi zgodnie ze wskazówkami zegara.
A w ko cu nadchodzi czas na masowanie najwa niejszej cz ci (twarzy przyp. Autor). Tak tak. Mistrz przesuwa strumie powietrza w stron ust.
Zaczyna od bardzo lekkiego masowania dolnej wargi. Nast pnie równie lekko
masuje warg górn . Potem ju nieco mocniej zaczyna masowa obydwie wargi
ruchem okr nym. A w ko cu zaczyna dmucha powietrze w sam rodek ust.
Dziewczyna mimowolnie rozchyla je. Jest ju bardzo podniecona. A w ko cu
Mistrz ko czy masa .
Dziewczyna w pierwszej chwili nie zdaje sobie sprawy z tego, e to ju koniec.
Wygl da jakby gdzie odlecia a. Mistrz odsuwa si od niej i z ciekawo ci si
jej przygl da. Trwa to oko o 30 sekund. W ko cu dziewczyna zaczyna wraca
do siebie, tak jakby si budzi a po d ugim nie. Przeci ga si i otwiera oczy. Jest
rozpromieniona.
- a . To by o niesamowite.
Pochyla si w stron Mistrza i ca uje go w policzek mówi c.
- Dzi kuj .
Dziewczyna odchodzi i wraca do swojego stolika. Mistrz zwraca si do ucznia.
- Teraz twoja kolej.
- Kolej na co?
- Na masa powietrzem.
- Mam ci Mistrzu zrobi taki masa ?
- Nie mi idioto. Jakie dziewczynie.
- Nie wiem czy sobie poradz .
- Jest tylko jeden sposób aby to sprawdzi . Wybierz sobie dziewczyn .
Ucze przygl da si osobom siedz cym przy stolikach. W ko cu pokazuje r k
na pewn dziewczyn .
- Mo e by ta?
- Czemu nie?
- No dobrze, ale jak mam j przekona , aby tu przysz a?
- Na pewno co wymy lisz. Zaufaj intuicji.
Ucze odpowiada z mieszanymi uczuciami.
- No dobrze.
Ucze wstaje i podchodzi do wybranej dziewczyny mrucz c pod nosem.
- Zaufaj intuicji.
Nast pnie odzywa si g o no do dziewczyny.
- Przepraszam bardzo, czy móg bym ci ... dmuchn ?
Dziewczyna robi si czerwona na twarzy, a nast pnie z ca ej si y r k daje
uczniowi po twarzy. Ucze pocieraj c bol cy policzek wraca do Mistrza i
komunikuje mu.
- Ten wiat schodzi na psy.
- Co ty jej takiego powiedzia ?
Ucze próbuj c ukry speszenie.
- Nic takiego. To pewnie jaka wariatka. Tak, na pewno uciek a z psychiatryka.
- No có mia e pecha. Wybierz w takim razie inn dziewczyn .
- O nie, dzi kuj , mam ju do na dzisiaj. To uszcz liwianie ludzi nie jest
wcale takie przyjemne.
- A tak w ogóle to twoim zdaniem od czego zale y szcz cie?
- Wydaje mi si , e mo e zale e od wielu rzeczy.
- No na przyk ad jakich?
- Chocia by od tego, czy ma si prac , mieszkanie, kogo bliskiego.
- A wi c brak tych rzeczy mo e powodowa , e trudno by szcz liwym?
- Dok adnie.
- A czy ja jestem wed ug ciebie cz owiekiem nieszcz liwym?
- Czy ja wiem?
- Nie wiesz?
- No có , wygl dasz na szcz liwego, ale to mog by tylko pozory.
- A niby dlaczego mia bym udawa szcz liwego?
Ucze odpowiada niepewnie.
- eby by mniej nieszcz liwym?
- Na pewno rozumiesz co mówisz?
- Pewnie mnie zaraz przekonasz, e mówi same bzdury.
- Bzdury to mo e nie, ale rzeczy, które s dalekie od prawdy. Czy ci si podoba
czy nie, ja uwa am si za cz owieka naprawd szcz liwego. I to mimo tego, e
nie mam pracy, mieszkania, ony. I pewnie si zastanawiasz jak to mo liwe?
- Jeste jasnowidzem czy co? - ucze nie mo e si powstrzyma od z o liwo ci.
Mistrz z u miechem spogl da na ucznia, nie reaguj c na jego z o liwo . Po
chwili zaczyna swój wyk ad.
- Istniej dwa g ówne sposoby dochodzenia do szcz cia. Pierwszy sposób jest
ci dobrze znany. Polega ona na tym, e szcz liwi b dziemy wtedy, gdy np.
b dziemy mieli mieszkanie, du o pieni dzy, wielu przyjació . A wi c szcz cie
uzale niamy od czynników zewn trznych.
- A co w tym z ego?
- Nie powiedzia em, e to co z ego. Jednak to rozwi zanie ma swoje wady,
czego ty jeste najlepszym przyk adem. Gdy stracimy zewn trzne przyczyny
naszego szcz cia, tracimy i samo szcz cie. To nie wszystko. Cz sto w pogoni
za szcz ciem d ymy do rzeczy, które tak naprawd nas nie uszcz liwi .
Mog to by np. pieni dze. Oczywi cie s ludzie, którzy dzi ki temu, e maj
du o pieni dzy, s bardziej szcz liwi. Ale jest te wiele osób, którym pieni dze
nie tylko nie pomog y w zdobyciu szcz cia, ale jeszcze im odebra y to
szcz cie, które ju mia y.
- Dlaczego?
- Zarabianie pieni dzy mo e by bardzo nieszcz liwym zaj ciem, szczególnie
gdy nie lubimy swojej pracy i kosztuje nas ona bardzo wiele wysi ku.
- Czy sugerujesz, e lepiej nie stara si zarabia du ych pieni dzy?
- Nic podobnego. Sugeruj tylko, aby robi to m drze, aby ju sama praca by a
dla nas czym przyjemnym i dawa a nam szcz cie. Bo w przeciwnym wypadku
mo emy si bardzo rozczarowa , gdy po latach ci kiej, unieszcz liwiaj cej
nas pracy, oka e si ,
gni ty przez nas cel wcale nam szcz cia nie
przyniós .
- To nawet ma sens.
- Ciekawe czy zgodzisz si z dalsz cz ci wywodu. Czy wiesz w jakim kraju
ludzie s najbardziej szcz liwi?
- W Polsce?
- Widz , e wraca ci poczucie humoru. To dobrze. Wed ug przeprowadzonych
w 2002 roku bada , najszcz liwsi s Gwatemalczycy. Wiesz, w ogóle, gdzie
le y Gwatemala?
- Nie za bardzo.
- W Ameryce rodkowej. Ale to nie ma w a ciwie znaczenia. Wa ne jest to, e
nie jest to zbyt bogaty kraj, a mimo to a 71 procent jego mieszka ców uwa a
si za ludzi szcz liwych. Dla porównania w USA za szcz liwych uwa a si 64
procent.
- Czyli niedu o mnie.
- Tak, tylko dochód na mieszka ca w USA jest znacznie wi kszy ni w
Gwatemali. Nie ciekawi ci , jaki procent Polaków jest szcz liwy?
- Ciekawi.
- 28 procent.
- Czyli nie jest tak tragicznie.
- Mo na tak na to spojrze . Ale dla porównania w Czechach wynosi on 41
procent.
- Szcz ciarze.
- Ale to nie wszystko. Czesi s te bardziej zadowoleni ze swoich pensji, mimo,
e zarabiaj mniej ni Polacy. Jak s dzisz? Dlaczego tak jest?
- Nie mam poj cia.
- Pomy l
- Ju wiem! To dlatego, e w Czechach jest znacznie ta sze piwo. I za mniejsz
pensj mog kupi wi cej piwa ni my.
- Spytam z ciekawo ci. Jeste alkoholikiem?
- Nie.
- Odpowied na moje pytanie jest nast puj ca. To nie ma znaczenia. Wa ne jest,
e pieni dze nie przes dzaj o tym, jacy jeste my szcz liwi.
- Ale zgodzisz si , e kto kto nie ma grosza przy duszy, tak jak ja, ma powody
aby nie czu si szcz liwym?
- Raczej kto taki jak ty potrzebuje nieco wi cej wysi ku, aby poczu si
szcz liwym.
- agodnie powiedziane.
- Dobrze, dobrze. Chyba troch za bardzo poszli my w stron pieni dzy.
Proponuj wróci
- To uzale nienie mo e powodowa , e staniemy si zwyk ym niewolnikiem,
którym inni b d w stanie dowolnie manipulowa .
- Chyba troch przesadzasz.
- Czy by. Jestem ciekaw, co by by gotów teraz zrobi , aby dosta prac ?
- Na pewno sporo rzeczy.
- A widzisz. Zapewniam ci , e w pewnych sytuacjach takie zniewolenie mo e
prowadzi cz owieka do najgorszych rzeczy, nawet do morderstwa.
- Znowu przesadzasz.
- Podam ci konkretny przyk ad. Pewien W och podczas rozprawy rozwodowej
wyci gn pistolet i zastrzeli swoj on . By on tak od niej uzale niony, e nie
móg znie tego, e ona mog aby od niego odej . I wola j zabi ni pozwoli
jej cieszy si yciem.
- To okropne. Czyli nie powinni my naszego szcz cia uzale nia od innych?
- Tak by by o najlepiej. Ale wymaga to du o pracy. Lepiej najpierw skupi si
na tym, aby czynniki zewn trzne wykorzystywa w najlepszy dla nas sposób.
- To znaczy?
- To oznacza, e to my powinni my nad nimi panowa , a nie one nad nami.
Zapewniam ci , e je eli kiedy uda ci si to opanowa , staniesz si w du ym
stopniu wolnym cz owiekiem.
- W du ym stopniu?
- Aby sta si wolnym ca kowicie, musisz pój znacznie dalej. I tutaj
dochodzimy do drugiego sposobu dochodzenia do szcz cia.
- Mam nadziej , e jest atwiejszy w realizacji.
- Jest banalnie atwy.
Mistrz milknie na chwil . Zniecierpliwiony ucze ponagla go.
- To znaczy jaki?
Mistrz u miecha si .
- Wystarczy, e zdecydujesz si by szcz liwy.
Ucze mimowolnie powtarza s owa Mistrza.
- Wystarczy, e zdecydujesz si by szcz liwy.
Ucze przez chwil analizuje s owa w my lach, po czym wybucha miechem.
- Prawie da em si nabra . Ale ja naprawd chc pozna t drug mo liwo .
- W a nie j us ysza e .
- Wolne arty.
- Nic podobnego. Na pewno znasz zagadnienie zwi zane z nape nion do
po owy szklank .
- A tak. Dla optymisty ta szklanka jest w po owie pe na, a dla pesymisty w
po owie pusta.
- Dok adnie. To my decydujemy o tym, jak interpretujemy ró ne wydarzenia,
jakie wywo uj w nas emocje. Zauwa , e i optymista i pesymista maj racj ze
swojego punktu widzenia. Czy zatem nie lepiej wybiera taki punkt widzenia,
który b dzie nas uszcz liwia ?
- Chyba tak. Ale to nie jest takie proste.
- Oczywi cie, ale to jest kwestia odpowiedniej praktyki - mówienia sobie, e
mog zdecydowa si by szcz liwym, gdy szcz cie jest stanem umys u.
- No czy ja wiem.
- Aby sobie pomóc, mo esz wykorzysta np. inteligencj emocjonaln . Wiesz
co to jest?
- Nie za bardzo.
- Terminem tym okre la si pi rodzajów dzia a . Pierwsze z nich to
znajomo w asnych emocji, pozwalaj ca na rozpoznawanie emocji w
momencie, gdy si one pojawiaj . Drugie to kierowanie emocjami - zdaj c sobie
spraw z tego, jakie emocje w danej chwili maj miejsce, mo emy stara si nad
nimi zapanowa . Nast pne dzia anie to zdolno motywowania si , daj ca
mo liwo koncentracji uwagi, samomotywacji, opanowania i twórczej pracy.
Czwarte polega na rozpoznawaniu emocji u innych czyli empatia. I ostatnie
dzia anie to nawi zywanie i podtrzymywanie zwi zków z innymi.
Warto opanowa te wszystkie dzia ania, gdy jak twierdz zwolennicy
inteligencji emocjonalnej, w znacznie wi kszym stopniu decyduje ona czy kto
odniesie w yciu sukces, ni poziom ilorazu inteligencji. Ale wracaj c do
szcz cia. Pierwszym dzia aniem wchodz cym w sk ad inteligencji
emocjonalnej jest krytyczne z naszego punktu widzenia. To w a nie znajomo
w asnych emocji jest kluczem do ich kontrolowania. No bo jak mo na
kontrolowa co , czego nie znamy?
- Nie do ko ca rozumiem.
- Nie do ko ca? Po twojej minie wida , e nic nie rozumiesz.
Ucze lekko si zaczerwienia.
- Chodzi o to, e aby zmieni nasze emocje, najpierw musimy sobie zacz
zdawa spraw z ich istnienia i ich wp ywu na nas. Wyobra sobie tak sytuacj .
K ócisz si z kim . Bardzo trudno w takiej sytuacji jest si samemu uspokoi . A
wiesz dlaczego? Poniewa koncentrujesz si na drugiej osobie i walce z ni .
Gdyby zamiast tego skoncentrowa si na swoich my lach i emocjach, by by
w stanie si uspokoi .
- Brzmi to zbyt prosto.
- Ale tak to wygl da w praktyce. Je eli w trakcie k ótni zaczniesz analizowa
swoje emocje, automatycznie twój gniew i wola walki si zmniejsz , gdy
przestajesz si w pe ni skupia na samej walce. To oczywi cie jeszcze nie
wystarczy aby si uspokoi . Nast pnie musisz podj decyzj : czy chcesz nadal
si k óci , czy te postanawiasz zachowa zimn krew.
- I to wystarczy?
- Tak, ale staraj c si przej kontrol nad swoimi emocjami musisz uzbroi si
w cierpliwo . To nie jest umiej tno , któr udaje si opanowa w tydzie czy
miesi c. Z pocz tku na pewno nie b dzie ci to zbyt dobrze wychodzi . W
stanach wzburzenia po prostu nie b dziesz pami ta o tym, e masz panowa
nad emocjami. Jednak za ka dym razem, gdy emocje ju opadn , nie staraj si
wini siebie za to, tylko dok adnie przeanalizuj swoje wybuchy emocji i
postanów, e nast pnym razem spróbujesz pami ta o panowaniu nad
emocjami. To mo e zaj sporo czasu, a uda ci si po raz pierwszy np. podczas
k ótni przypomnie sobie o kontroli emocji. I to ju b dzie twój du y sukces.
Je eli b dziesz stale nad tym pracowa to zauwa ysz, e z biegiem czasu coraz
cz ciej, gdy tylko zaczn si w tobie burzy negatywne emocje, przypomnisz
sobie o mo liwo ci ich kontrolowania. I w ko cu kiedy mo e nadej taki
dzie , gdy b dziesz w stanie panowa nad emocjami w ka dej sytuacji.
- Mam pewn w tpliwo .
- W tpi jest rzecz ludzk .
- Je eli nie wybuchn gniewem, to czy moje negatywne emocje, nie maj c
mo liwo ci uj cia, b d dusi mnie od rodka? Podobna tak jest w przypadku
niektórych ludzi, którzy hamuj swoje emocje, a w ko cu tyle si ich w nich
gromadzi, e wybuchaj z ogromn si .
- Istnieje takie niebezpiecze stwo, ale to o czym mówi nie polega na d awieniu
emocji, tylko na ich zmianie. Pomy l. K ócisz si z kim . Po k ótni czujesz si z
regu y le. Masz al do tej drugiej osoby. Je eli jednak uda ci si unikn k ótni
lub te zako czy j w pozytywny sposób, wtedy nie ma negatywnych emocji,
które móg by w sobie d awi . Tak wi c warto panowa nad negatywnymi
emocjami, ale w taki sposób, aby je przemienia w emocje pozytywne.
KaPeWu?
- Ok.
Ucze w a nie sko czy je posi ek.
- To co robimy teraz Mistrzu?
- Jest taka adna pogoda, e proponuj i
- Jestem za.
na spacer.
Mistrz i ucze wychodz z lokalu i ruszaj przed siebie.
Rozdział 15
Mistrz i ucze spaceruj sobie po warszawskich ulicach i rozmawiaj . (nie
mówi o niczym wa nym, wi c nie ma sensu tego tu przytacza - przyp. Autor)
Ucze niemal ju zapomnia o swojej nienajlepszej sytuacji.
W ko cu Mistrz zwraca si do ucznia ze s owami.
- Przekaza em ci ju sporo wiedzy. Ale przyda ci si jeszcze kilka praktycznych
rad, które mo esz wykorzysta w ycie.
- Zamieniam si w s uch.
- Proponuj aby zainteresowa si empati . Umiej tno zrozumienia punktów
widzenia innych ludzi mo e by bardzo przydatna. Uczy tolerancji. Poza tym
dzi ki niej b dziesz w stanie niemal odgadywa my li kobiet.
- A m czyzn?
- Z odgadywaniem my li m czyzn nikt nie powinien mie problemów.
- Dlaczego?
- Przecie wiadomo, e faceci my l tylko o jednym.
- Naprawd zabawne.
- Wiem.
- A jak mam rozwija empati ?
- To dosy proste. W codziennym yciu staraj si zastanawia nad sposobem
my lenia innych ludzi. Staraj si niemal odgadywa ich my li, ich pragnienia,
cele i motywacje. I to mo esz robi w stosunku do ka dego - sprzedawczyni w
sklepie, swojej rodziny, osoby publicznej, a nawet przest pcy. Jest to nie tylko
wietny trening, ale i niez a zabawa.
- Faktycznie mo e by to ciekawe.
- Inna rada, która mog ci da polega na tym, aby dzieli si z innymi tym co
masz.
- W chwili obecnej raczej nie mam czym si dzieli .
- Nic podobnego. To przecie nie musi by jakie dobro materialne. Mo esz np.
obdarowywa innych u miechem czy pogod ducha. To ju naprawd co
- Staraj si szuka inspiracji do rozwoju, gdzie tylko mo esz. Mo e to by
cokolwiek, jaka ksi ka, film.
- A jakie filmy mi mo esz poleci ?
- Czy widzia e film Matrix?
- No jasne! To jeden z moich ulubionych filmów.
- Czy wiesz, e dla wielu ludzi ten film niesie przekaz o wa nych prawdach
yciowych?
- Kpisz sobie ze mnie?
- Nic podobnego. Radz ci jeszcze raz obejrze ten film i przyj , e
przedstawione tam wydarzenia s artystyczn wizj funkcjonowania naszego
ycia.
- Ok. Czemu nie. A nie wiem czy wiesz Mistrzu, ale w tym roku w kinach
pojawi si dwie kolejne cz ci tego filmu.
- Oczywi cie, e o tym wiem. (Mistrz e jak naj ty, ale ucze o tym nie wie przyp. Autor)
- A jakie s jeszcze inne mo liwo ci zmian w naszym yciu?
- To mo e by cokolwiek. Np. poprawa naszej kondycji fizycznej. Podam ci
dwa przyk ady.
- S ucham.
- Uprawiasz jaki sport?
- W tej chwili nie.
- Jak wiele innych osób. Tymczasem wystarczy tylko troch ch ci i mo na
dzi ki sportowi poprawi funkcjonowanie swojego organizmu, a przy okazji
zwi kszy motywacj do pracy nad sob .
- No tak, tylko e uprawianie sportu wymaga czasu i cz sto jaki pieni dzy.
- Wcale tak nie musi by . Wiele lat temu nale a em do ludzi, których
zainteresowanie sportem ogranicza o si do ogl dania go w telewizji. Ale w
ko cu postanowi em sobie, e musz jako zacz dba o zdrowie i zacz co
wiczy . I zdecydowa em si na bieganie. Tak si sk ada o, e obok mojego
domu by bardzo adny park. Wi c postanowi em zacz tam biega . Niestety po
pierwszym dniu mia em do .
- Dlaczego?
- Okaza o si , e bez odpowiedniego przygotowania kondycyjnego, jestem w
stanie przebiec zaledwie kilkaset metrów. Poza tym nie odpowiada o mi to, e
ludzie troch dziwnie na mnie patrzyli oraz e musia em traci czas na
przebieranie si przed i po powrocie z dworu.
- Czyli nic z tego nie wysz o?
- Wysz o, gdy zmieni em miejsce biegania. Postanowi em, e do parku b d
chodzi dla przyjemno ci aby podziwia przyrod , a biega b d w domu.
- W domu? Czyli co, kupi e sobie tak ruchom bie ni ?
- Sk d e. Szkoda mi by o na to pieni dzy. Po prostu zacz em biega po
pod odze w miejscu lub po ca ym mieszkaniu. Brzmi to mo e troch dziwnie,
ale tak naprawd nie ró ni si to zbytnio od biegania na dworze. No mo e tylko
tym, e jest mniej wyczerpuj ce. Aczkolwiek i tak z pocz tku by em w stanie
biec tylko przez 1-2 minuty. Ale po tygodniu takiego biegania, gdy ju si do
tego przyzwyczai em, zacz em zwi ksza czas biegania o 10 sekund dziennie. I
w rezultacie po 3 miesi cach doszed em do 15 minut biegania.
- Dosta e za to jaki medal?
- Nie, ale mia o to bardzo pozytywny wp yw na moj psychik .
- Czemu?
- Jak ju ci mówi em, na pocz tku by em w stanie biec przez zaledwie 2 minuty.
Trudno mi by o wtedy uwierzy , e kiedy b d w stanie biec ponad 7 razy
d u ej. A jednak okaza o si to mo liwe i to bez wi kszego wysi ku. I w a ciwie
ka dy cz owiek mo e to osi gn .
- No tak, tylko takie bieganie w domu musi by strasznie nudne.
- Wcale nie. Mo na np. pu ci sobie muzyk czy nawet w czy telewizor.
Je eli mamy w domu kota czy psa, to zapewniam ci , e oni ch tnie si do
ciebie do cz .
- No dobrze. A drugi sposób na popraw zdrowia?
- Jest on przeznaczony dla osób pal cych papierosy.
- Ja nie pal papierosów.
- To masz szcz cie. Ale palacze te maj szcz cie, gdy maj prosty sposób na
popraw swojego zdrowia - mog rzuci palenie.
- Z tego co wiem, rzucanie palenia wcale nie jest takie atwe.
- Oczywi cie. Aby to zrobi , potrzebna jest odpowiednia motywacja. Cz sto
sama ch rzucenia nie wystarcza.
- To co mo e by skuteczn motywacj ?
- Mo e to by ch kontrolowania swojego ycia. Bo je eli palimy papierosy, to
oznacza to, e na óg kontroluje nas. No dobrze to tyle z mojej strony.
Ucze nawet nie zauwa y , e weszli na teren parku. Mistrz siada na najbli szej
awce i zaczyna obserwowa park.
Rozdział 16
Przez d u sz chwil Mistrz i ucze obserwuj co dzieje si w parku. Jaki
staruszek karmi go bie. Matka z dzieckiem bawi si w berka. W powietrzu
czu zapach zbli aj cej si powoli wiosny. Jest naprawd bardzo przyjemnie.
W ko cu ucze odzywa si .
- Tak sobie my l .
- To dobrze, e my lisz. Niektórzy nie robi nawet tego. A przecie my lenie nie
boli.
- No w a nie. Tak sobie my l , e warto by oby wiedz , któr mi przekaza e ,
udost pni te innym ludziom. Gdyby tak ka dy cz owiek wiedzia tyle co ja
teraz, to ten wiat by by na pewno lepszy.
- Co stoi na przeszkodzie, aby przekazywa t wiedze innym?
Ucze zaczyna si drapa jedna r k po g owie (specjalnie nie podajemy któr sam si domy l - przyp. Autor).
- Czy ja wiem? Chyba bym nie podo a ? A poza tym jak mia bym to zrobi ?
- Mo liwo ci masz wiele. Mo esz np. napisa ksi k , której b dziesz g ównym
bohaterem i w której opiszesz swoj histori od momentu poznania mnie.
Ucze przez chwil zastanawia si nad propozycj Mistrza. Po chwili na jego
twarzy pojawia si coraz wi kszy u miech. Wida , e ogarnia go entuzjazm.
- Fantastyczny pomys ! (ja te tak s dz - przyp. Autor)
Ale nagle mina mu rzednie.
- No tak, ale samo napisanie ksi ki to pó biedy. Co potem? Gdzie znajd
wydawc ? Mo e ty Mistrzu znasz kogo , kogo mog aby zainteresowa taka
ksi ka?
Mistrz popatrzy na ucznia szelmowsko.
- A znam jednego. Ty zreszt te .
Ucze ze zdziwienia ci ga brwi i próbuje w pami ci odszuka jakie
informacje na temat takowej osoby.
- Powa nie? Jak on si nazywa?
- Internet.
- Internet? To jaka ksywa?
- Nie. Mo esz swoj ksi k wyda w Internecie.
- A o to ci chodzi. Tylko, e wtedy na tym zbyt du o nie zarobi .
- Ale z ciebie chciwy dra .
- Niech ci b dzie. Nie wezm za ni ani grosza.
- Ale wcale nie o to chodzi. Jak najbardziej mo esz bra za t ksi k
pieni dze. W ko cu b dziesz musia na jej napisanie po wi ci sporo czasu i
wysi ku.
- No w a nie. To jak mog na niej zarobi ?
- Ja ci mog tylko zasugerowa pewne
zanie.rozwi
- S ucham uwa nie.
- Najpierw ksi k opublikujesz w sieci. Ka dy internauta b dzie móg j
przeczyta za darmo. W ksi ce zamie cisz informacj , e je eli czytelnikowi
ksi ka si spodoba i dzi ki niej odniesie jakie korzy ci, to e b dziesz
wdzi czny, je eli taka osoba ci jako za to wynagrodzi. Np. wyp aci ci 1 lub 2
z otówki.
- To niedu o.
- Tyle dostaje rednio autor za sprzeda swojej papierowej ksi ki.
- No dobrze. Ale je eli b dzie to dobrowolne, to czy ktokolwiek zdecyduje si
mi zap aci ?
- To b dziesz musia ju sam sprawdzi . B dzie to niez y test na to, jak ludziom
spodoba si twoja ksi ka. Je eli im si spodoba, to cz
osób pewnie zap aci.
- Milionerem w ten sposób raczej nie zostan .
- Ale to dopiero pocz tek. Je eli ksi ka b dzie dobra, a ja my l , e b dzie, to
zyska sobie du popularno w sieci. A wtedy b dzie ci atwiej przekona do
jej wydania na papierze jakie wydawnictwo.
- Zaraz, zaraz. Je eli ka dy b dzie móg j mie za darmo z sieci, to nikt jej nie
kupi w ksi garni.
- Jeste tego pewien?
- Oczywi cie.
- Musisz si jeszcze sporo nauczy . Przede wszystkim nie ka dy ma dost p do
Internetu i nie ka dy ma komputer. Po drugie, cz
osób nie lubi czyta na
ekranie komputera i b dzie wola a ksi k papierow . Po trzecie, ksi ka
papierowa nadaje si doskonale na prezent dla kogo , w odró nieniu od
bezp atnej ksi ki elektronicznej. Po czwarte, do ksi ki papierowej mo na
wpisywa dedykacje, a jest grupa osób, która lubi je otrzymywa . I w ko cu po
pi te, ksi ka papierowa mo e zawiera wi cej tekstu ni wersja elektroniczna.
Mo esz j np. uzupe ni o sugestie zg aszane przez internautów.
- Ok. Zrobi tak. Tylko jaki tytu mia aby mie ta ksi ka?
- A o czym ona tak naprawd by opowiada a?
- O wielu rzeczach.
- Jakby mia te wszystkie rzeczy zsumowa w jedn , to co by wybra ? á
- Czy ja wiem? Chyba bym uzna , e chodzi o poszukiwanie sensu ycia.
- I masz ju tytu .
- Mia aby si nazywa „O poszukiwaniu sensu ycia”?
- Mo esz tytu nieco skróci .
- Ju wiem. B dzie si nazywa „Sens ycia”!
- Bingo!
- a . Ju widz te t umy wbiegaj ce do ksi gar w poszukiwaniu mojej ksi ki.
Te autografy i dedykacje. To jest naprawd niez y pomys !
- Tylko eby s awa nie uderzy ci za bardzo do g owy.
- Spoko, spoko. Poradz sobie.
- Zobaczymy.
- Mam jeszcze jedno pytanie Mistrzu.
- Tak?
- Domy lam si , e nie b dziesz chcia Mistrzu udzia u w zyskach ze sprzeda y
tej ksi ki?
- Twoja domy lno jest niesamowita.
- To nic wielkiego - odpowiada skromnie ucze .
Mistrz powoli wstaje z awki. Ucze idzie w jego lady.
- Koniec tego dobrego. Czas na nas.
Mistrz i ucze opuszczaj park.
Rozdział 17
Mistrz i ucze staj przy przej ciu dla pieszych. wieci si czerwone wiat o.
Mistrz odzywa si .
- Mam jeszcze do ciebie gor c pro b . Ma tu co dla znajomego.
Mówi c to Mistrz wyjmuje z kieszeni marynarki kopert .
- Niech zgadn - apóweczka?
- Zgaduj dalej. Czy b dziesz móg j komu zanie ? Na kopercie jest adres.
Ucze bierze kopert do r ki i jej si przygl da.
- To jest jaki profesor na uniwerku?
- Dok adnie. Mia em mu to da ju dawno temu, ale jako wylecia o mi z g owy.
- No tak. Staro nie rado .
- Znowu próbujesz udawa m drego. Czyli mog na ciebie liczy ?
- Jasne.
- Super. W takim razie egnaj.
- e co prosz ?
- egnaj. Chyba wiesz co to s owo oznacza?
- Wiem. I dlatego nie wiem po co je wypowiadasz.
- Wyja ni ci to najpro ciej jak potrafi . Moja rola jako twojego Mistrza w a nie
dobieg a ko ca. Nie oznacza to, e wiesz ju wszystko. Ale wiesz wystarczaj co
du o, aby znowu stan na w asnych nogach.
- No to nie mog e mnie wcze niej uprzedzi , e b dziemy razem tylko dwa
dni?
- Takie jest ycie ma y. Ci gle nas zaskakuje.
- A mo na spyta , gdzie si teraz Mistrzu wybierasz?
- Jasne. Wracam do mojego kochanego mietnika. Na pewno si za mn
st skni . Nie s dzisz?
- Oooo. Na pewno.
- No to pa.
Wypowiadaj c te s owa Mistrz rusza przed siebie (w a nie zapali o si zielone
wiat o). Po dwóch krokach zatrzymuje si jednak i odwraca w stron naszego
bohatera.
- Zapomnia bym o najwa niejszym.
- Tak?
- Ta dziewczyna, która mo e zostanie kiedy twoj on , ma na imi Ró a.
Zapami tasz?
- Jasne.
- No to trzymaj si i nie zapomnij dor czy kopert .
Mistrz odwraca si i szybkim krokiem przechodzi przez ulic . Bohater stoi jak
wryty. Po chwili Mistrz znika za rogiem. Bohater kr ci z niedowierzania g ow .
Ten Mistrz to naprawd niez y numer. Bohater chowa do kieszeni kopert od
Mistrza i rusza wolnym krokiem przed siebie.
Rozdział 18 (niestety ostatni - przyp. Autor)
Nasz bohater szybkim krokiem wbiega do budynku uczelni i pod a za
wskazówkami Mistrza. Bez problemu znajduje odpowiedni pokój. Puka i
s ysz c „Prosz ” wchodzi do rodka. Przy stole siedzi m czyzna oko o 50-tki.
Bohater zwraca si do niego.
- Przepraszam czy Pan profesor X X (nie mo emy poda prawdziwego nazwiska
profesora ze wzgl du na ustaw o ochronie danych osobowych - przyp. Autor).
- Tak to ja. W czym mog pomóc?
- Mam dla Pana przesy k od starego znajomego.
- Czyli od kogo?
- Od Mistrza.
- Od Mistrza? No prosz . W ko cu sobie o mnie przypomnia . Co tam u niego
s ycha ? Nadal szuka naiwniaków, którzy chcieliby zosta jego uczniami?
Bohater chwilk si zastanawia zanim udziela odpowiedzi.
- Ju nie. Teraz na uczniów bierze tylko bardzo inteligentnych ludzi.
- Rozumiem. Zobaczmy co tam dla mnie ma.
Bohater podaje profesorowi kopert . Profesor bierze no yczki i otwiera kopert .
Ze rodka wypada pojedyncza kartka. Profesor ogl da j uwa nie z obydwu
stron. W ko cu odzywa si .
- Dziwne. Ta kartka jest pusta. Na pewno nie otwiera e tej koperty? Mo e w
rodku by y pieni dze i je podw dzi e ?
Bohater bladnie na my l, e mo e zosta oskar ony o kradzie . Widz c to
profesor szybko dodaje.
- To by art. W a ciwie nie powinno mnie to dziwi . To zupe nie w stylu
Mistrza. Robi co , co na pierwszy rzut oka jest zupe nie bez sensu. Ale jak by
mo e wiesz, wszystko ma sens, bo w naszym yciu nie ma przypadków. Czyli
pewnie kiedy dowiemy si , po co by a ta kartka. Nie s dzisz?
- Pewnie tak - wyst kuje bohater i zerka niepewnie na zegarek.
- Ja musz ju niestety i .
- Nie zatrzymuj ci ch opcze. A jak spotkasz Mistrza to pozdrów go ode mnie i
podzi kuj za wspania y prezent.
- Na pewno tak zrobi .
Bohater szybko wychodzi z pokoju. No nie le go Mistrz urz dzi . Nast pnym
razem musi pami ta , aby uwa a na pro by Mistrza. Zamy lony bohater nie
zauwa a, e w a nie wychodzi z bocznego korytarza na g ówny korytarz uczelni
i wpada na jak dziewczyn . Bohater rozpoznaje dziewczyn i wyst kuje.
- Ró a.
Ró a bacznie mu si przygl da.
- Czy my si znamy?
- Nie, jeszcze nie.
- To sk d znasz moje imi ?
- To troch trudno wyja ni .
Ró a u miecha si na te s owa.
- Spróbuj.
- Wierzysz w jasnowidzenie?
- Jeste
Bohater, a w a ciwie wie o upieczony Mistrz odpowiada bez zaj kni cia.
- Szukam uczniów.
- Tak, a jakich?
- Takich, którzy b d chcieli pozna sens ycia.
- O, to jaki nowy przedmiot. Gdzie si mo na na niego zapisa ?
- Tylko u mnie. Przy czym prowadz zaj cia wy cznie indywidualnie.
Rozbawiona Ró a zastanawia si chwil .
- Id na dó do kawiarni co zje . Mo e si do czysz Mistrzu i udzielisz mi
pierwszej lekcji?
- Czemu nie.
Ró a rusza korytarzem. Mistrz rusza za Ró
do kawiarni.
i obydwoje schodz po schodach
Pewnie si zastanawiacie co z tego wyniknie. Czy Mistrz i Ró a zakochaj si w
sobie? Czy wezm kiedy lub? Czy pojawi si ten trzeci? Czy Mistrz znajdzie
prac ? Na te i inne pytania (np. dlaczego woda jest mokra) odpowiedzi udziel
w mojej kolejnej ksi ce pt. „Sens ycia kontratakuje”.
W cyklu Sens ycia uka
si równie :
Powrót Sensu ycia
Sens ycia i Komnata Tajemnic
Sens ycia - Reaktywacja
W adca Sensu ycia
Opłaty
Je eli ksi ka ta spodoba a Ci si , to b d wdzi czny za wynagrodzenie mnie
niewielk kwot za trud poniesiony na jej napisanie. Sam ustal jak kwot
by by gotów mi przekaza . To mo e by 1z , 2 z , 5 z . Ale oczywi cie je eli
ci sta , to mo esz wp aci i wi ksz kwot . Oprócz gotówki przyjmuj te
czeki oraz ... kluczyki od samochodów i mieszka
Nie ukrywam, e pozyskane w ten sposób pieni dze b d dla mnie stanowi
motywacj do pisania kolejnych tomów ksi ki.
Pieni dze mo na mi przekaza w dwojaki sposób. Pierwszy polega na
wykorzystaniu systemu p atno ci internetowych www.payu.pl. Nale y
zarejestrowa si w tym systemie (jest to bezp atne) tworz c w nim konto.
Nast pnie nale y przela pieni dze na to konta. A nast pnie z tego konta
pieni ki mo na przela na moje konto w tym systemie, które ma posta
[email protected] (nazw mojego konta jest mój e-mail). W razie w tpliwo ci
co do sposobu funkcjonowania tego systemu, s u pomoc .
Drugi sposób jest przeznaczony dla osób z Warszawy. Osoby te mog mi
przekaza pieni ki bezpo rednio do r czki. Mo e to si odby np. podczas
spotka Klubu Ludzi Sukcesu (wi cej informacji na temat tego klubu mo na
znale na stronie www.kls.republika.pl).
B d bardzo wdzi czny, je eli napiszesz par s ów opinii na temat ksi ki „Sens
ycia”. Opisz co Ci si w niej podoba o, a co nie. Jakie zagadnienia warto
by oby rozwin , jakie skróci , a jakie doda . Pomo e mi to w pracy nad
rozwini ciem ksi ki. Adres do korespondencji: [email protected]
Inne książki autora
"Terapia miechem"
Jest to papierowa ksi ka wydana przez Instytut Przedsi biorczo ci i
Samorz dno ci. Ksi ka opisuje koncepcj terapii miechem. Pokazuje jak
stosowa w codziennym yciu ró ne formy tej terapii. Z ksi ki tej mo na si
te dowiedzie jak rozwija poczucie humoru, jak wykorzystywa humor do
radzenia sobie z problemami dnia codziennego, jak stosowa humor podczas
publicznych wyst pie oraz w nauce. Ksi ka ta sama w sobie jest pewn form
terapii miechem, gdy zawiera zabawne historyjki z mojego ycia, obrazki,
dowcipy i anegdoty. Tak wi c, je eli spodoba wam si humor zawarty w
ksi ce „Sens ycia" to i czytaj c t ksi k na pewno b dziecie dobrze si
bawi . Wi cej informacji o tej ksi ce mo na znale
smiech.org
"Kreatywno
na stronie www.
pracowników a rozwój polskich firm"
Jest to moja praca licencjacka z roku 1998. Zosta a ona oceniona na ocen
bardzo dobr . Praca ta jest przeznaczona dla tych wszystkich, którzy interesuj
si tematyk kreatywno ci, a w szczególno ci wykorzystywaniem kreatywnego
my lenia w miejscu pracy. Ksi k t mo na kupi w serwisie www.studenci.pl.
Do wydawców
Planuj wyda ksi k „Sens ycia" w wersji papierowej. B dzie ona zawiera a
znacznie wi cej tekstu ni ksi ka elektroniczna. Zostanie m.in. uzupe niona o
uwagi i sugestie internautów, jak równie o materia y, których nie umie ci em w
tej wersji ksi ki.
Dlatego wydawnictwa, które by yby zainteresowane podj ciem tego tematu,
prosz o kontakt ze mn .
Aleksander amek
[email protected]
Stopka redakcyjna
Aleksander amek
"Sens ycia"
Wydanie I
Warszawa, 22 luty 2003
Wersja 1.000 dla strony www.senszycia.republika.pl
Wszelkie prawa zastrze one
Kontakt z autorem: [email protected]
Oficjalna strona ksi ki www.senszycia.republika.pl