Narracja sobie a muzom

Transkrypt

Narracja sobie a muzom
PISMO PG
29
Narracja sobie a muzom
P
laton w „Fajdrosie” ustami Tamuza
mówi tak: Ten wynalazek niepamiêæ
w duszach ludzkich posieje, bo cz³owiek,
który siê tego wyuczy, przestanie æwiczyæ
pamiêæ; zaufa pismu i bêdzie sobie przypomina³ wszystko z zewn¹trz, a nie z w³asnego wnêtrza, z samego siebie. Ja zaœ z
niepokojem przypominam sobie pewne
zdarzenia, które przytrafia³y mi siê ostatnio. Najpierw latem doœwiadczy³em serii
podobnych doznañ, zawsze w zat³oczeniu,
jak np. ruchliwe przejœcia przez jezdniê
lub masowe imprezy. Otó¿ w tych sytuacjach otrzymywa³em niepostrze¿enie
kuksañce pod ¿ebro... Na ogó³ staram siê
unikaæ t³oku, a podobnie bolesne doznania zostawiaj¹ce siñce po bokach pamiêtam sprzed kilkunastu lat z Moskwy, gdzie
tym sposobem tamtejsza ludnoœæ zdobywa³a miejsca w œrodkach transportu publicznego i torowa³a sobie przejœcie w t³umie... Nie przypuszcza³em, ¿e podobne
dó³ od Jaœkowej Doliny. O tej porze w mieœcie jest sporo ludzi, a tu chodnikiem jedzie, ale gdzie tam – pêdzi z rozwianym
w³osem rowerzystka. Ujrza³em j¹, gdy
mnie minê³a, zahaczaj¹c kierownic¹ o kieszeñ kurtki. Tkanina stawi³a opór, rower
straci³ impet i zatrzyma³ siê kilka kroków
przede mn¹. Sprawdza³em stan swojej
odzie¿y i, spodziewaj¹c siê przeprosin, ju¿
przywdziewa³em uœmiech, gdy owa Walkiria, obracaj¹c g³owê w moj¹ stronê ze
spojrzeniem Gorgony, wrzasnê³a: – k...a
maæ! Po czym odepchnê³a siê chwacko i
ruszy³a z kopyta, siej¹c pop³och wœród
przechodniów. Wszystko to przypomina
mi zdarzenia sprzed lat; otó¿ miewa³y
wówczas miejsce przypadki gwa³townego popchniêcia w t³oku... Sprawcy pozostawali nieznani, a ludzie mówili, ¿e by³y
to wybryki cz³onków jakiejœ z³owieszczej
sekty... Nie czyta³em o tym w gazetach,
mo¿e dlatego, ¿e ju¿ od lat preferujê
zabawy uliczne
czytanki dla ubogich,
dotr¹ do mojego supereuropejskiego Trójmiasta. Kolejne zdarzenie mia³o miejsce
pewnego jesiennego wieczoru; gdy niem³ode ju¿ panie zmierza³y do domów po
nabo¿eñstwie ró¿añcowym, z przeciwnej
strony nadbiega³y dwie dziewczyny, dziwnie lekko ubrane jak na tê porê. Niby wymachuj¹c w podskokach rêkami – jak siê
póŸniej zorientowa³em – targa³y owe kobiety za w³osy. Nim siê która obejrza³a,
ju¿ nie by³o za kim... Stawa³y os³upia³e,
wypatruj¹c w mroku mo¿e nietoperza, czy
jakiejœ kole¿anki-z³oœnicy. – O, jeszcze tu
mnie boli... co to by³o? – Czy widzia³a
pani coœ podobnego... Ledwie na ni¹ spojrza³am, a ju¿ mnie szarpnê³a, smarkula
jedna! Gdy przystan¹³em, nie by³o ju¿ œladu po podlotkach, jedynie wzburzone kobiety rozprawia³y o tym niespodziewanym
ataku, podejrzliwie rozgl¹daj¹c siê dooko³a... W kilka dni póŸniej oko³o jedenastej
przed po³udniem szed³em Grunwaldzk¹ w
czyli prasê darmow¹ – zero ryzyka finansowego, chocia¿ zawsze pewne ryzyko infekcji memetycznej [patrz: „Pismo PG”
7 (92) / 03, str. 51]. W paŸdziernikowym
numerze takiego w³aœnie pisemka, wyraŸnie adresowanego do m³odego konsumenta kultury, trafi³em na nieswoiste wyrazy:
ambient, cia³oœæ, clubbing, did¿ejka, dizajner, kumatoœæ, luzacki i olewacki (etos), na
maksa (coœ byæ powinno), nurt cyberpunku, protoflipper, przypasiæ (coœ komuœ),
rapowany (tekst), VJ-eka, wyrapowany (teatr), zajebisty (film), zin. S¹ tam tak¿e frazy dotycz¹ce zapewne muzyki, czy jak ktoœ
woli – sygna³ów akustycznych:
l
element rzeŸb dŸwiêkowych wspó³tworzonych przez strzêpki abstrakcyjnej
elektroniki;
l
jazzowe smaki, elektronika, echa post
rocka i obrze¿a poszukuj¹cego hip
hopu w porywaj¹cym, instrumentalnym
miksie;
kosmiczny feeling krautrocka i psychodelii;
l
kwintesencja psychodelicznego, zatêch³ego, stoj¹cego w opozycji do mainstreamu, amerykañskiego, hiphopowego undergroundu;
l
wibruj¹ce dŸwiêkowe przestrzenie liryczne.
Inne zaœ zdania œwiadcz¹ o g³êbszym namyœle autorów:
l
Niespe³nienie ¿yciowe, brak akceptacji ze strony kobiet, a szczególnie lêk
przed utrat¹ œrodków do ¿ycia, to motywy nader aktualne w dzisiejszych czasach.
l
Obecnie funkcja przekazu informacyjnego podporz¹dkowana polityce i biznesowi sta³a siê globaln¹ aren¹ dla
œcierania siê pogl¹dów, faktów, wyobra¿eñ i interesów. Dysponowanie informacj¹ docieraj¹c¹ do milionów jest
potê¿n¹ broni¹.
l
Mo¿e my ju¿ nie chcemy nowych œwiatów, mo¿e po tym, co siê sta³o z radosn¹ kolorowank¹, któr¹ nam ofiarowano wraz z „wolnoœci¹”, mamy stracha,
¿e znów zamiast piêknego obrazka wyjdzie potwór z najgorszego snu Samuraja Jacka?
l
Wszystko, co zostaje skutecznie po¿arte, skonsumowane i wyplute przez zachód trafia do nas jako nowoœæ!
Niew¹tpliwie jest to jêzyk m³odych i ich
sprawy. Ale czy¿by tylko ich? Brytyjscy
nauczyciele ubolewaj¹ nad trudnoœciami
w ocenianiu wypracowañ, czyli esejów,
w których tamtejsze nastolatki, wyra¿aj¹c swoje myœli w jêzyku pisanym, pos³uguj¹ siê wyra¿eniami SMS-owymi.
Zatem œwiat m³odzie¿y staje siê nieuchronnie œwiatem nauczycieli, chocia¿ w
innym kontekœcie. Wytwory techniki informacyjnej i komunikacyjnej (Information and Communication Technology –
l
Nr 9/2003
30
PISMO PG
warte w s³owach i obrazach, czynnoœciach
lub eksponatach. Narracja lekcyjna, czyli
to, co mówi nauczyciel, jest jego/jej opowieœci¹ – opisem jemu/jej znanego fragmentu rzeczywistoœci, a poœrednio tak¿e
opisem miejsca, które on/ona w œwiecie
zajmuje. Komunikat lekcyjny staje siê
zbiorem symboli, a powinnoœci¹ nauczyciela jest spowodowanie u studentów takiej a nie innej ich interpretacji. Dwa s¹
warunki powodzenia strategii dydaktycznej: pozyskanie przyzwolenia odbiorców
komunikatu na jego przyjêcie oraz uznanie dekodowanych informacji za zgodne
z ich w³asnym kodem znaczeñ. Owo
uzgadnianie, czyli
ICT) kszta³tuj¹ dzisiaj ca³e spo³ecznoœci,
szczególnie intensywnie wp³ywaj¹c na
najm³odszych. W procesie komunikowania zbêdny staje siê bezpoœredni kontakt
osobisty, a owa
nieidentyfikowalnoϾ
interlokutora
sprzyja nabywaniu dziwacznych czasem
nawyków i powstawaniu takich¿ wzorców
zachowania. Gry komputerowe i symulatory rzeczywistoœci wirtualnej umo¿liwiaj¹ natychmiastowe i wielokrotne prze¿ywanie wra¿eñ i emocji w nierealnym œwiecie, konkuruj¹c z mniej rozrywkow¹,
mniej b³yskotliw¹ i niedynamiczn¹ rzeczywistoœci¹ realn¹. Skutki tego mo¿na
zaobserwowaæ podczas zajêæ na semestrach pocz¹tkowych. Wydaje siê, ¿e na
uczelniê trafiaj¹ osoby zdecydowanie nieprzygotowane do podjêcia powinnoœci
studenta; pozyskanie ich zainteresowania
i skupienie uwagi na toku zajêæ wymaga
coraz silniejszych i zmiennych bodŸców
zewnêtrznych. Owo zderzenie m³odzie¿owej subkultury o rozmaitych rodowodach
z kultur¹ uczelni akademickiej rodzi problemy w³aœciwe komunikacji miêdzykulturowej. Remedium w tej nowej sytuacji
edukacyjnej, zaobserwowanej ju¿ przy
koñcu 80. lat w USA, mia³y staæ siê
interaktywne metody nauczania
[patrz: „Pismo PG” nr 8 (93)/03, str. 28].
Innego sposobu wspomagania procesu dydaktycznego upatrywano w intensywnym
wykorzystywaniu œrodków technicznych.
Rzutnik pisma, komputer z dostêpem do
Internetu i projektor multimedialny sta³y
siê nieodzownym wyposa¿eniem sal lekcyjnych w nowoczesnych instytucjach
kszta³cenia. Czarne tablice wraz z kred¹
Nr 9/2003
szkoln¹, zast¹pione bia³ymi panelami i
zestawem kolorowych pisaków, nabra³y
wartoœci eksponatu muzealnego. Jednak¿e niektórzy entuzjaœci postêpu bezkrytycznie ulegaj¹ pokusie hipermedialnej
aran¿acji zajêæ, konkuruj¹c nieomal z kinem akcji i niejako przystaj¹c na redukcjê roli nauczyciela do g³osu zza ekranu.
Sprzyja to dehumanizacji procesu dydaktycznego, który – przybieraj¹c cechy elektronicznego kszta³cenia na odleg³oœæ – oddala siê od tradycji bezpoœredniej relacji
mistrz-uczeñ, tego najwa¿niejszego atutu
¿ywego, niewirtualnego uniwersytetu.
Tymczasem wspó³czesna, poprawna politycznie
komunikacja lekcyjna
zak³ada upodmiotowienie ucznia oraz
partnerstwo jego i nauczyciela, w ramach
którego wspólnie tworz¹ oni treœci jednoznaczne dla obu stron. Owe treœci s¹ za-
proces interpretacji znaczeñ
przebiega w realnym œrodowisku, zatem
komunikowanie dokonuje siê w kontekœcie otoczenia fizycznego (oœwietlenie,
temperatura, jakoœæ powietrza, wyposa¿enie techniczne i ergonomiczny komfort
sali lekcyjnej itp.), spo³ecznego (zwyczaje i wzorce ró¿norodnych zachowañ sytuacyjnych, np. wyk³ad, seminarium, spotkanie towarzyskie, koncert, dyskoteka,
relaks itd.) oraz interpersonalnego (bezpoœredni kontakt osobisty, np. relacje typu
mistrz-uczeñ, miêdzypokoleniowe, pracownicze, rodzinne, intymne itd.). Aby
dynamiczny w swej istocie proces komunikowania poddaæ analizie, trzeba go unieruchomiæ niby stop-klatkê, co pozwala na
wyodrêbnienie trzech jego postaci:
l
jednokierunkowego przekazu informacji od nadawcy do odbiorcy, gdy
nadawca nie oczekuje reakcji lub nie
otrzymuje odpowiedzi;
PISMO PG
interakcyjnej wymiany informacji pomiêdzy nadawc¹ i odbiorc¹;
l
interaktywnej pêtli transmisji, gdy
nadawca i odbiorca wspó³dzia³aj¹; tutaj ka¿dy przebieg informacji jest nieco inny, a znaczenia mog¹ ulegaæ kolejnym modyfikacjom.
Wypada zauwa¿yæ, i¿ rzeczywisty kontakt
komunikacyjny przebiega wielofazowo,
rozmywaj¹c niejako owe postaci kanoniczne, a sama interpretacja znaczeñ zale¿y od aparatu poznawczego, ukszta³towanych ju¿ mentalnych struktur wiedzy
oraz od jakoœci i iloœci „tkwi¹cych” w nich
informacji. Ale obserwuj¹c sytuacje codzienne, mo¿na zauwa¿yæ osobliw¹ postaæ komunikacji, czyli
l
gry komunikacyjne,
które podejmujemy z mam¹-karmicielk¹
ju¿ w pierwszych chwilach naszego istnienia, z biegiem czasu wci¹gaj¹c w nie
coraz to nowych partnerów. W latach
dzieciêcych s¹ to wyliczanki i zgadywanki, wymagaj¹ce znajomoœci prawid³owych odzywek. Kto pamiêta zabawê w
pomidora: – Kto ty jesteœ? – Pomidor.
– Co tu masz? – Pomidor itd. Innym przyk³adem jest „has³o i odzew”; niezapomniane uczelniane studium wojskowe
trwa nadal ¿artach-zapytaniach, np. – Co
¿o³nierz ma pod ³ó¿kiem? Z czego sk³ada siê dzida bojowa ogólnowojskowa?
Co to jest góra i w jaki sposób? Natomiast z ¿ycia cywilnego pochodz¹ takie
sekwencje, jak np. – Czym ró¿ni siê koñ
od koniaku? – Czy kota siê pierze? Innym przyk³adem zagadek s¹ dowcipy
seryjne, jak przyk³adowo te o blondynkach, np. dlaczego rzeczona, wsiadaj¹c
do tramwaju, kasuje dwa bilety? A ja zapytujê: co to jest
kreatywna
autowideodokumentacja?
Otó¿ jest to amatorski filmik VHS wyprodukowany 19 maja 2003 r. w Technikum
Budowlanym w Toruniu, szeroko upo-
wszechniony we wrzeœniu przez publiczne i prywatne œrodki masowej informacji.
Niestety, twórcy, komunikuj¹c œwiatu zewnêtrznemu tajemnicê pewnej lekcji jêzyka angielskiego, nie znaleŸli zrozumienia dla tego eksperymentu komunikacyjnego, ani uznania dla siebie. Do gier komunikacyjnych zaliczyæ mo¿na równie¿
sprawdziany wiedzy. A propos, na pomys³
oceny, czyli przypisywania wartoœci liczbowej ludzkiej myœli, czy szerzej – myœleniu, wpad³ prawdopodobnie w 1792 r.
niejaki William Farish, profesor in¿ynierii w Cambridge. Dzisiaj niektórzy egzaminatorzy z luboœci¹ stosuj¹ test wyboru
– surogat komunikacji. Umo¿liwia on
wykazanie zgodnoœci znaczeñ za spraw¹
przypadku, co nagradzane jest stosown¹
ocen¹, nawet bardzo dobr¹. Rezultat
owego testu staje siê wiêc ocen¹ zasobu
informacji posiadanych przez egzaminowanego, jego stanu wiedzy, a nawet – o
zgrozo – prawid³owoœci jego rozumowania! Podobnie budziæ w¹tpliwoœci mog¹
interpretacje wyników badañ opinii publicznej, a tak¿e formu³owanie opinii o
rzeczywistym nauczycielu na podstawie
anonimowego kwestionariusza ocen wystawianych mu przez mniej lub bardziej
wirtualnych, bo nieidentyfikowalnych
studentów, o których nawet nie wiadomo, czy rzetelnie – a nawet, czy w ogóle
– uczestniczyli w ocenianych przez siebie zajêciach. Zagadnienia komunikacji
miêdzyludzkiej w procesie dydaktycznym dotykaj¹ fundamentalnego dylematu moralnego:
czy przekazywaæ informacje,
czy nauczaæ sposobów
rozumowania?
Kunsztowne wyposa¿anie ucznia w narzêdzia warsztatu poznawczego oraz konstruowanie struktur systemów wiedzy
jest dla jednych powinnoœci¹ i wyzwaniem, inni zaœ traktuj¹ to zgo³a inaczej.
A przecie¿ politechniczna edukacja akademicka, to nie wy³¹cznie znawstwo za-
31
wodowe, ale to tak¿e pomoc m³odemu
cz³owiekowi w jego uk³adaniu siê z ¿yciem w warunkach niepewnoœci losu i
lêku przed jutrem, to wychowywanie do
demokratycznego uczestnictwa i wartoœci etycznych sprawdzalnych w praktyce, to w ostatecznym rozrachunku edukacja spo³eczno-kulturalna, uwalniaj¹ca
twórczy potencja³ cz³owieka dzia³aj¹cego dla dobra rzeczywistych spo³ecznoœci. Jak temu celowi s³u¿¹ stosowane
strategie i narracje lekcyjne? A Tamuz w
„Fajdrosie” s³owami Platona dalej przepowiada: Uczniom swoim dasz tylko pozór m¹droœci, a nie m¹droœæ prawdziw¹.
Posiêd¹ bowiem wielkie oczytanie bez
nauki i bêdzie siê im zdawa³o, ¿e wiele
umiej¹, a po wiêkszej czêœci nie bêd¹
umieli nic i tylko obcowaæ z nimi bêdzie
trudno; to bêd¹ mêdrcy z pozoru, a nie
ludzie m¹drzy naprawdê.
PS. Ilustracje przedstawiaj¹ tzw. walki – malowid³a
uliczne widoczne na obiektach budowlanych w
Gdañsku-Wrzeszczu; dokumentacjê sporz¹dzono 29 paŸdziernika 2003 r. (fot. autor)
Waldemar Affelt
Wydzia³ In¿ynierii L¹dowej
Z t Ak i p oe z ji
Wró¿by
Z chmur wywró¿ê sobie mi³oœæ
a z rêki pogodê
z piany morskiej czu³e s³owa
z ust twoich przygodê
z fal ró¿owe poca³unki
w godzinie radosnej
z woni kwiatów ukojenie
z bicia serca wiosnê
noc¹ œwiat³o gwiazd b³yszcz¹cych
na nieba b³êkicie
z szumu wiatru ¿ar uczucia
z ciep³a d³oni ciszê
z drzew zieleni dobre ¿ycie
z uœmiechu nadziejê
z ptaków œpiewu s³odycz chwili
gdy dla mnie siê œmiejesz
z p³atków ró¿y serca drgnienie
z oczu barwn¹ têczê
z ziarnka piasku wielk¹ radoœæ
Maria Piszcz
Wydzia³ Chemiczny
Nr 9/2003
32
PISMO PG
Dbajmy o jêzyk !
Nie zawsze na przedostatniej sylabie, czyli o akcencie
A
kcent (przycisk) wyrazowy w
jêzyku polskim jest w zasadzie
sta³y i w wyrazach rodzimych pada
na przedostatni¹ sylabê (akcent paroksytoniczny). Pod tym wzglêdem
polszczyzna ró¿ni siê od wielu innych
jêzyków, na przyk³ad angielskiego
czy rosyjskiego, w których akcent
mo¿e padaæ na ró¿ne sylaby. Co wiêcej, z³e akcentowanie w tych jêzykach mo¿e naraziæ nas na œmiesznoœæ
lub niezrozumienie. Osoby znaj¹ce
jêzyk rosyjski wiedz¹ na przyk³ad, ¿e
wyraz rosyjski pisat’ mo¿na wymówiæ dwojako: jeœli akcentowana jest
druga sylaba (pisat’), wtedy znaczy
on „pisaæ”, gdy natomiast po³o¿ymy
akcent na pierwszej (pisat’), wtedy
Rosjanin us³yszy „siusiaæ”.
Odstêpstwo od akcentu paroksytonicznego w jêzyku polskim polega na tym, ¿e pewne wyrazy akcentowane s¹ na ostatniej, trzeciej od
koñca lub czwartej od koñca sylabie (zg³osce).
Przyk³adem pierwszej grupy
mog¹ byæ z³o¿enia niektórych wyrazów jednosylabowych z poprzedzaj¹cymi je cz³onami: arcy-, eks-,
wice-. Oto przyk³ady (sylaby akcentowane zosta³y podkreœlone): arcyleñ, eks-m¹¿ (albo eksm¹¿) i wiceszef. Akcent na ostatni¹ sylabê pada
te¿ w niektórych wyrazach obcych,
jak np. savoir-vivre czy a propos. Z
wyrazów rodzimych taki akcent ma
tylko wyraz akurat. Ponadto czêsto
akcentowana jest ostatnia sylaba w
skrótowcach: pekape (PKP), esemes
(SMS) czy peerel (PRL).
Akcent wyrazowy na trzeci¹ sylabê od koñca pada w nastêpuj¹cych
grupach wyrazów:
a) formy pierwszej i drugiej osoby
liczby mnogiej czasu przesz³ego
– np. widzieliœmy, widzieliœcie,
biegliœmy, biegliœcie, a tak¿e nie-
Nr 9/2003
które inne wyrazy z koñcówkami -œmy, -œcie – np. abyœmy, skoroœmy, któregoœcie;
b) formy trybu warunkowego w
pierwszej, drugiej i trzeciej osobie liczby pojedynczej oraz w
trzeciej osobie liczby mnogiej:
wymyœli³bym, zdoby³byœ, poszed³by, byliby;
c) liczebniki z koñcówkami -sta lub
-set: czterysta, czterystu, szeœciuset, osiemset, dziewiêæset, dziewiêciuset, kilkaset;
d) wyrazy zapo¿yczone zakoñczone
na -ika, -yka: politechnika, polityka, matematyka, Ameryka (przy
odmianie przez przypadki akcent
ten zachowuje siê, jeœli w danym
przypadku jest tyle samo sylab,
co w mianowniku – w przeciwnym razie akcentowana jest
przedostatnia sylaba, na przyk³ad:
politechnikami);
e) wyrazy pochodzenia obcego zakoñczone na -ik, -yk w tych formach przypadkowych, w których
liczba sylab sylab jest taka sama
jak w dope³niaczu liczby pojedynczej – a zatem we wszystkich
oprócz mianownika (np. statystyk) i celownika liczby pojedynczej (Meksykowi) oraz narzêdnika liczby mnogiej (informatykami); a oto kilka przyk³adów: o
statystyku, w Meksyku, informatykiem, romantycy, muzyków (zasada ta nie dotyczy jednak wyrazów rodzimych, zatem nale¿y akcentowaæ: prawnika, prawnicy,
przemytnik, przemytnicy);
f) niektóre inne wyrazy zapo¿yczone, np.: leksykon, ryzyko, opera
(w znaczeniu ‘utwór sceniczny’
lub ‘budynek, w którym wystawiane s¹ opery’), uniwersytet,
technikum, optimum, minimum,
maksimum, rezerwuar, repertuar.
Akcent wyrazowy na czwart¹ sylabê od koñca pada w formach
pierwszej i drugiej osoby liczby
mnogiej trybu przypuszczaj¹cego:
chcielibyœmy, pisa³ybyœcie, robilibyœmy, robilibyœcie itp.
Oprócz tego w niektórych wyrazach wystêpuje tzw. akcent chwiejny, czyli nieustabilizowany, gdy¿
przycisk mo¿e w nich padaæ na trzecich sylabach od koñca lub na przedostatniej, jak w nastêpuj¹cych przyk³adach: festiwal albo festiwal, ocean a. ocean, Jerozolima a. Jerozolima, komitet a. komitet, prezydent a.
prezydent. Dwie formy akcentowania wystêpuj¹ równie¿ w wyrazach:
rzeczpospolita, okolica, analiza, ale
jêzykoznawcy zalecaj¹ warianty:
rzeczpospolita, okolica, analiza; dotyczy to zw³aszcza oficjalnej nazwy
naszego pañstwa Rzeczpospolita
Polska. Niepoprawne jest jednak
akcentowanie na trzeciej zg³osce od
koñca dowolnie wybranych wyrazów obcych, jak równie¿ wyrazów
rodzimych, takich jak: nauka, stolica czy rocznica. Nale¿y zatem akcentowaæ: ekipa, muzeum, liceum,
atmosfera, biblioteka, prezydium,
kamera. Szczególnie rozpowszechnione jest niepoprawne akcentowanie wyrazu nauka, co dotyczy
tak¿e, niestety, profesorów, rektorów, a nawet ministrów edukacji narodowej. Przypomnijmy zatem, ¿e
jest to s³owo rodzime i ma trzy sylaby: na-u-ka.
Poniewa¿ zbli¿a siê Nowy Rok,
przypomnijmy te¿, ¿e poprawn¹ form¹ jest: rok dwa tysi¹ce czwarty (a
nie ‘dwutysiêczny czwarty’).
Stefan Zabieglik
Wydzia³ Zarz¹dzania i Ekonomii
PISMO PG
Podró¿e w przestrzeni i w czasie
Magia, magowie i czarownice
O
powieœci o dawnych rytua³ach, ceremoniach i o magii do dziœ wzbudzaj¹ zainteresowanie, a nawet emocje.
Najwa¿niejszym elementem ka¿dej magii
zawsze jest osoba, która czyni t¹ magiê,
wypowiada zaklêcia, odprawia rytua³y,
zwracaj¹c siê o pomoc do si³ przyrody, duchów przodków czy duchów zwierz¹t.
Trudno nam dziœ zaakceptowaæ te praktyki, a nawet spróbowaæ je zrozumieæ.
Zapatrzeni w najnowsze osi¹gniêcia techniki odrzucamy naukê o ludzkim duchu,
czy o ludzkim umyœle. Nie oznacza to jednak, ¿e pewne zjawiska, których nie rozumiemy i nie akceptujemy, nie istniej¹.
Wszystkie kultury wywodz¹ siê z pierwotnych tradycji plemiennych, przepojonych
magi¹. Przez ca³e tysi¹clecia podlega³y
one ró¿nym wp³ywom i ulega³y zmianom.
Najdawniejsze praktyki magiczne maj¹
korzenie w magii czarowników i szamanów. Pomimo zrozumia³ych ró¿nic, uwarunkowanych praktykami religijnymi,
ró¿nicami geograficznymi i przyrodniczymi, szamanizm mia³ pewne cechy wspólne: by³ nierozerwalnie powi¹zany z magi¹; szamani u¿ywali œwiêtych roœlin, kontaktowali siê z ró¿nymi totemicznymi
zwierzêtami; nawi¹zywali te¿ ³¹cznoœæ
pomiêdzy œwiatem ¿ywych i umar³ych.
Do dziœ fascynuj¹ nas tajemnicze monumentalne budowle ery megalitycznej, które mo¿emy podziwiaæ w Anglii i w Irlandii, zagadkowe kamienne krêgi. Trudno
nam zrozumieæ magiê i mistykê tamtych
obrzêdów, np. obrzêdów pochówkowych
Celtów. Dziêki licznym badaniom tego
okresu wiadomo ju¿, ¿e w epoce megalitu pojawi³a siê czczona powszechnie postaæ Wielkiej Matki, która mia³a moc przywracania umar³ych do ¿ycia. Si³a tej magii musia³a byæ naprawdê ogromna. Potwierdzaj¹ to mity z tego najdawniejszego okresu. Pierwsze czarownice i szamanki by³y znachorkami, które leczy³y, szuka³y roœlin leczniczych; przekazywa³y te¿
swoj¹ wiedzê z pokolenia na pokolenie.
Z czasem, gdy plemiona ³owców zaczê³y
siê ³¹czyæ, matriarchat straci³ sw¹ si³ê i
miejsce znachorki zaj¹³ czarownik. Nie
tylko leczy³ – by³ równie¿ przywódc¹ duchowym, przywo³ywa³ duchy i wró¿y³.
„Czarownik, zaklinacz, wieszczek lub szaman, aby nabraæ uzdrawiaj¹cych i wró¿ebnych mocy musi osi¹gn¹æ umijêtnoœæ
33
ni, wró¿bici i astrologowie prowadzili
obserwacje nieba, stosowali liczne zaklêcia, modlili siê do bogini leków i trucizn.
wejœcia w trans, zyskaæ poczucie wewnêtrznego naznaczenia, stan zwiêkszenia osobowoœci, a niekiedy jasnowidztwa.
Dopiero wtedy widzi zarówno duchy, jak
i duszê, potrafi usun¹æ skutki chorób gnêbi¹cych cia³a i umys³y. Ró¿ni siê od psychoterapeuty i psychiatry tym, ¿e g³êboko wierzy w ponadludzk¹ moc, nadan¹ mu
przez Boga lub si³y natury” (J. Ni¿nikiewicz, ”Tajemnice staro¿ytnej medycyny i
magii”). Przyk³adem dzia³ania tych potê¿nych si³ psychicznych mog¹ byæ przypadki „œmierci zadanej”, spowodowanej przez
czarowników (np. w Afryce czy w Australii). Po rozpadzie spo³eczeñstw pierwotnych rolê czarownika przej¹³ szaman.
Postaæ szamana kojarzy siê z rytualnym
nakryciem g³owy, zakrywaj¹cym oczy,
poniewa¿ duszê mo¿na dostrzec „wzrokiem wewnêtrznym i doœwiadczeniem
pozazmys³owym”; z rytualnym strojem,
grzechotkami, tarczami, obrzêdowymi
maskami, ³ukiem, bêbnami, zio³ami, dymem, którym szaman okadza tego, komu
ma pomóc. Szaman czêsto wykonuje magiczny taniec, wiruje w rytm taktu, wybijanego na bêbenku, wpada w trans. Dokonuje ceremonii oczyszczenia. Piêknie
opisuje te zjawiska Claude Levi-Strauss
w „Antropologii strukturalnej”: „w ten
sposób nast¹pi przejœcie od banalnej rzeczywistoœci do mitu, od œwiata fizycznego do fizjologicznego, od œwiata zewnêtrznego do wewnêtrznego. I mitowi
rozgrywaj¹cemu siê wewnêtrznie, pod
os³on¹ stanu patologicznego i za pomoc¹
stosownych metod, bêdzie dyktowa³ warunki szaman”.
Egipt. Chyba najbardziej tajemnicza i
skomplikowana wydaje siê nam dziœ magia egipska. Powsta³a ona na bazie wierzeñ wspólnot plemiennych i totemizmu.
Staro¿ytni Egipcjanie nazywali swoj¹ ziemiê Kemet (Czarny L¹d), co Arabowie
przekazali jako Al-Kimiyya (alchemia).
Egipscy bogowie wywodzili siê od zwierz¹t-totemów. Najwa¿niejszym bóstwem
by³ Horus, o g³owie soko³a. Innymi znanymi magicznymi symbolami by³y kobra
i sêp. Jednak dopiero potê¿ny bóg s³oñca
Ra jest kojarzony z pocz¹tkami praktyk
magicznych i ze wszystkimi póŸniejszymi systemami ezoterycznymi. Egipcjanie
wierzyli w ¿ycie po œmierci, dlatego wznosili monumentalne grobowce dla swoich
w³adców, mumifikowali te¿ cia³a faraonów, dostojników i œwiêtych zwierz¹t.
Magiczne zaklêcia i kl¹twy, stosowane
podczas ceremonii pogrzebowych, by³y
legalne – pomaga³y ¿ywym i umar³ym.
By³a te¿ stosowana czarna magia, okreœlana przez znawców tematu jako niska
magia, która mia³a sprowadzaæ œmieræ i
nieszczêœcia na tego, dla kogo by³a przeznaczona i odprawiana. Egipt by³ uznawany bardzo d³ugo za krainê cudów, do
której przyje¿d¿ali liczni staro¿ytni wêdrowcy, by zdobyæ tu nauki. Zachowa³y
siê œwiadectwa, ¿e takie podró¿e odbyli
Hipokrates, Solon, Herodot, Pitagoras,
Tales, Anaksymander i wielu innych. Zachowa³o siê te¿ wiele papirusów i zapisów w piramidach, œwiadcz¹cych o wysokim poziomie medycyny. I tu, podobnie jak w Mezopotamii, by³a ona wydzielona z praktyk magicznych. Lekarze jednak stosowali specjalne zaklêcia, które
Mezopotamia, kolebka naszej cywilizacji, po³o¿ona w dorzeczu Eufratu i Tygrysu, by³a zamieszka³a ju¿ oko³o 10 000
lat p.n.e. Najstarsz¹ cywilizacjê stworzyli
Sumerowie. Ich spadkobiercami byli Babiloñczycy i Chaldejczycy. Dawni szamani zostali zast¹pieni przez lekarzy, wró¿bitów, zaklinaczy i pisarzy. Wszyscy oni
musieli sk³adaæ „przysiêgê s³u¿bow¹” na
wiernoœæ. Mo¿emy te¿ nawet mówiæ o
rozwoju nauk medycznych. Leczenie, bêd¹ce niegdyœ domen¹ czarowników i szamanów, zaczyna³o byæ traktowane jako
zawód. Czêsto lekarze odsy³ali chorych
do egzorcystów czy wró¿bitów, gdy nie
umieli leczyæ choroby. Magowie, kap³a-
Autografia hetyckiego tekstu magicznego wg
M. Popko „Magia i wró¿biarstwo u Hetytów”
Nr 9/2003
34
PISMO PG
wyg³aszali w obecnoœci chorego. Papirusy medyczne zawiera³y kompendium wiedzy dla setek pokoleñ lekarzy. Nauk¹ i
magi¹ zajmowali siê kap³ani – znali wiele zaklêæ i formu³ magicznych. Powszechnie stosowano amulety, figurki uzdrawiaj¹ce i zapobiegaj¹ce chorobom. Jednym
z najbardziej czczonych œwi¹t by³y misteria Izydy, które ³¹czono z narodzinami
s³oñca. Uwa¿a siê, ¿e egipska magia jest
najstarsza na œwiecie, a samych Egipcjan
przez tysi¹clecia uwa¿ano za „naród czarowników”. Magiê uwa¿ano za sztukê
królewsk¹. Jej patronem by³ Imenhotep.
Praktykowanie magii by³o wiêc zgodne z
prawem, karano tylko tych, którzy stosowali czarna magiê. Przyk³adem mo¿e byæ
proces kap³anów, którzy chcieli „rzuciæ
czary” na Ramzeza III, korzystaj¹c z magicznych papirusów, przechowywanych w
œwi¹tyniach. Przez d³ugie wieki liczni czarownicy, magowie, wtajemniczeni kap³ani i astrologowie zajmowali siê magi¹.
¯ydzi. Magia by³a wszechobecna w
codziennym ¿yciu, mimo ¿e by³a surowo
têpiona przez kap³anów, a potem przez
rabinów. Stosowano j¹ najczêœciej w sytuacji zagro¿enia – noszono amulety
ochronne, odprawiano egzorcyzmy, z których wiele przejêto od Babiloñczyków.
Praktykowanie magii uwa¿ano za zbrodniê, a kar¹ przewidzian¹ dla „winnych”
by³o ukamienowanie. ¯ydzi znali równie¿
magiê egipsk¹. Ciekawym dokumentem
jest „Testament Salomona”, który zawiera opisy zaklêæ stosowanych przy „uwalnianiu ludzi z opêtania”. Rozpowszechnione by³y kaba³a, wró¿by, magia i numerologia. ¯ydowska kaba³a prawdopodobnie wywodzi siê z magii egipskiej.
Wywar³a ona ogromny wp³yw na wiele
póŸniejszych systemów okultystycznych.
Kaba³a oznacza po hebrajsku tradycjê.
Mo¿na powiedzieæ, ¿e jest ¿ydowskim
mistycyzmem, poszukiwaniem miejsca
cz³owieka, prób¹ zrozumienia jego duszy,
poszukiwaniem boskoœci. Jednoczeœnie s¹
to mistyczne i magiczne praktyki, dostêpne tylko dla nielicznych wybrañców. Wieki póŸniej, zosta³a ona opisana po raz
pierwszy w znany nam dziœ sposób przez
Izaaka Œlepego (oko³o 1160 – 1263).
Dziêki nieustannym wêdrówkom ¯ydów
trafi³a ona do wszystkich prawie krajów
starego kontynentu.
Grecja. Samo s³owo „magia” ma pochodzenie greckie, ale rdzeñ s³owa magush pochodzi od perskiego s³owa, okreNr 9/2003
œlaj¹cego wiedzê magów. Magami by³y
osoby zajmuj¹ce siê wiedz¹ tajemn¹,
wtajemniczeni kap³ani, którzy czcili
œwiêty ogieñ boga Mitry, astrologowie,
dokonuj¹cy œwiêtych obrzêdów i rytua³ów. Przyci¹gali oni pomoc si³ nadprzyrodzonych do osób, które jej potrzebowa³y. Pliniusz w „Historii naturalnej”
wymienia trzy szko³y magii. Za najstarsz¹ uwa¿a on szko³ê persk¹, w której
ogromn¹ rolê odgrywa³ kult Mitry i nauki Zoroastra. Drug¹ szko³¹ by³a szko³a
¿ydowska, m³odsza od perskiej o tysi¹c
lat, która ukszta³towa³a siê pod wp³ywem
tradycji egipsko-¿ydowskiej. Trzeci¹ –
by³a szko³a cypryjska. W staro¿ytnej
Grecji patronk¹ magii by³a Hekate, która mia³a ogromn¹ moc. Magowie byli w
stanie zmusiæ demony, by s³u¿y³y ludziom rad¹. Wywo³ywano duchy i podporz¹dkowywano je woli maga. Powszechne by³y te¿ wiara w amulety, moc
spisywanych zaklêæ, oraz wiara w przedmioty magiczne. Za najs³ynniejsz¹ czarodziejkê staro¿ytnoœci uwa¿ano Medeê.
W VI w. p.n.e. za centrum nauk magicznych uwa¿ano miasto Hypate, w którym
mieszka³y s³ynne w ca³ej Helladzie kobiety-czarodziejki. Zachowa³o siê do dziœ
oko³o 150 greckich dokumentów magicznych, z których kilkanaœcie by³o podrêcznikami magii. Zachowa³y siê równie¿
liczne tabliczki defixiones, na których
wygrawerowano magiczne formu³ki i zaklêcia ochronne, oraz figurki kotossoi,
które przek³uwano i pêtano drutem, a potem umieszczano – œpiewaj¹c odpowiednio ponur¹ inkantacjê – na cmentarzach.
Wró¿ono te¿ na podstawie zachowania
siê zwierz¹t, badano wnêtrznoœci zwierz¹t ofiarnych, analizowano unosz¹cy siê
dym, wodê, sny, a równie¿ wywo³ywano duchy. O wielu tych praktykach, z
dystansem i humorem, opowiada Lukian
w „Mi³oœniku rzeczy fa³szywych”. Echa
skomplikowanych rytua³ów magicznych
mo¿na by³o odnaleŸæ w misteriach eleuzejskich, które by³y pierwszym stopniem
wtajemniczenia lekarzy. By³y te¿ misteria œmierci i zmartwychwstania, maj¹ce
prawdopodobnie rodowód staroegipski,
misteria terapeutyczne w œwi¹tyniach
Asklepiosa, gdzie kap³anom towarzyszy³y w terapii wytresowane wê¿e i psy. Hipokrates by³ prze³omow¹ postaci¹ dla
medycyny. „By³ cz³owiekiem niezwyk³ym. Jego g³ówn¹ zas³ug¹ by³o uwolnienie medycyny od wp³ywów teurgiczno-magiczno-œwi¹tynnych i ustawienie
jej na podstawach racjonalnych” (Ni¿ni-
kiewicz). Ale tradycja przypisywa³a samemu Hipokratesowi magiê. Mówiono
na przyk³ad, ¿e „ w stoj¹cym na jego grobie ulu pszczo³y produkowa³y miód
uzdrawiaj¹cy wszelkie choroby”. W staro¿ytnej Grecji pojawili siê te¿ aptekarze, którzy sprowadzali leki z ca³ego ówczesnego œwiata. Przywo¿ono je z Egiptu lub z Chin, wêdruj¹c s³ynnym „jedwabnym szlakiem”. Jednoczeœnie jednak, ró¿ne wiedŸmy i znachorki zbiera³y
zio³a, z których przygotowywa³y napoje
mi³osne, kosmetyki, leki, czy œrodki poronne.
Rzym. W antycznym Rzymie fascynacja magi¹ i nienawiœæ do niej by³y wyj¹tkowo silne. Stare walczy³o z nowym.
W najdawniejszym okresie by³ rozpowszechniony ju¿ kult Westy, bogini ogniska domowego, oraz dobrych duchów
przodków. Ogromn¹ popularnoœci¹ cieszy³y siê te¿ wyrocznie, podobnie jak w
Grecji, gdzie najs³ynniejsz¹ by³a wyrocznia w Delfach. Wyrocznie w Kume, w
pobli¿u Wezuwiusza, by³y znane w ca³ym pañstwie rzymskim., np. Wyrocznia
Zmar³ych. Przepowiedni udziela³a tam
Sybilla. By³a to s³ynna wyrocznia, która
s³u¿y³a pañstwu przez stulecia, a zbiór
tych przepowiedni – Carmina Marciana
– przechowywano na Kapitolu, w œwi¹tyni Jowisza. Niestety, sp³on¹³ w 83 r.
p.n.e. PóŸniej, ju¿ w epoce katolickiej,
wykorzystywano równie¿ proroctwa
Etrusków. Tacyt w swoich „Kronikach”,
opowiada jak cesarz Klaudiusz broni³ tradycji i sztuki wró¿biarskiej. Œwi¹tynie w
Kume przez tysi¹c lat przyci¹ga³y pielgrzymów, którzy chcieli poznaæ przysz³oœæ. Ta pogañska wyrocznia œwietnie
funkcjonowa³a w czasach chrzeœcijañskich. Odprawiano wiele skomplikowanych magicznych rytua³ów, podczas któ-
Drzeworyty roœlin z dzie³a Falimirza „O zio³ach i mocy ich” wg „Encyklopedii wiedzy o
ksi¹¿ce”
PISMO PG
rych odurzeni narkotykiem pielgrzymi
przechodzili przez tajemne pomieszczenia i korytarze, by w koñcu us³yszeæ przepowiednie. Magia i astrologia mia³y
ogromne wp³ywy w Rzymie, a prorocy i
wieszcze cieszyli siê ogromnym powodzeniem. Czêsto te¿ „pomagano” magii,
u¿ywaj¹c wolno dzia³aj¹cych trucizn. Powszechnie stosowano amulety i kwadraty magiczne. Spisywano równie¿ wiele
zaklêæ ochronnych na tabliczkach defixiones. Popularnymi œwiêtami by³y Lemuria, podczas których b³agano z³e duchy, by pozosta³y w podziemiach i nie
nêka³y ludzi. W „Prawie 12 tablic”, pochodz¹cym z oko³o 450 r. p.n.e. po raz
pierwszy wspomniano o magii. Magia
by³a w antycznym Rzymie, tak jak medycyna i sztuka, czêœci¹ ¿ycia codziennego. Wyj¹tkiem by³y czasy Tyberiusza,
który kaza³ przegnaæ wszystkich czarowników i wró¿biarzy. Niew¹tpliwie ciekaw¹ postaci¹ by³ Apolloniusz z Tyany,
uwa¿any za cudotwórcê, „okreœlany
przez historyków mianem maga egipskiego, czego nie prostowa³, twierdz¹c,
¿e jest w stanie uciszaæ morze, zatrzymywaæ burze, zapobiegaæ huraganowym
wiatrom” (Ni¿nikiewicz).
Spadkobiercami magii chaldejskiej,
egipskiej, neoplatonistów i kabalistów stali siê ró¿okrzy¿owcy, którzy byli tajnym
stowarzyszeniem okultystycznym, za³o¿onym w XIV w. przez Christiana Rosenkreuza. Cz³onkowie tego stowarzyszenia
mogli stosowaæ magiê nieodp³atnie, by
pomagaæ chorym. Ich spadkobiercy dzia³aj¹ zreszt¹ do dziœ, staraj¹c siê poznaæ
sekrety natury i nauki.
Du¿e znaczenie mia³y i maj¹ do dziœ
magiczne karty tarota. Trudno powiedzieæ, czy pochodzi³y z Indii, czy przywiezione zosta³y przez Marco Polo z Chin.
Do Europy trafi³y ju¿ w XIII wieku i przez
wiele stuleci by³y u¿ywane jako karty do
gry. Dopiero w po³owie XVIII w. odkryto
ich magiê i zaczêto u¿ywaæ do celów tajemnych. Tradycyjne talie nawi¹zuj¹ do
XIV-wiecznych wzorów weneckich lub
piemonckich. Warto tu jeszcze wspomnieæ
o tarocie indiañskim i kaszmirskim tarocie astrologicznym. Znawcy tematu twierdz¹, ¿e kart nie wolno nikomu po¿yczaæ,
a nawet nie wolno ich pozwoliæ dotkn¹æ.
Powinny te¿ byæ traktowane z szacunkiem. Karty te symbolizuj¹ ró¿ne elementy ludzkiego doœwiadczenia, pomagaj¹
35
podj¹æ w³aœciwe decyzje ¿yciowe. Wiedza przekazywana przez karty tarota by³a
wykorzystywana od bardzo dawna w tzw.
wysokiej magii.
Warto wspomnieæ te¿ o starej magii
celtyckiej, s³owiañskiej, germañskiej, nie
mówi¹c ju¿ o tradycjach takich, jak staroindyjska, chiñska, indiañska, tradycje
afrykañskie i wiele innych. W tak krótkiej formie jest to jednak niemo¿liwe.
Dziœ zauwa¿a siê renesans zainteresowania magi¹. Wicca to wspó³czesna magia, której korzenie siêgaj¹ celtyckiej tradycji. Najwa¿niejsz¹ zasad¹ wicca jest
rede, które w krótkiej formie brzmi:
„Czyñ, co zechcesz, bylebyœ nikogo nie
krzywdzi³”, natomiast wersja rozbudowana zaczyna siê od takich oto wskazówek:
„Przestrzegaj prawa, pe³en mi³oœci i ufnoœci.
¯yj i daj ¿yæ, bierz i dawaj.
Kreœl magiczny kr¹g,
by odstraszyæ niepo¿¹dane moce...”
(A. Devine, „Magia z czterech stron œwiata”).
Wiccanie praktykuj¹ swoj¹ magiê w
samotnoœci albo w klasycznych gardneriañskich zgromadzeniach, które skupiaj¹
po 13 cz³onków, spoœród których wyznacza siê najwy¿szego kap³ana i kap³ankê. Zajmuj¹ siê tylko bia³¹ magi¹, nie potrzebuj¹c ¿adnego wtajemniczenia.
Przedmiotem ich zainteresowañ s¹ ró¿ne zaklêcia, takie jak zaklêcia mi³osne,
przyci¹gania, uwodzenia, odpêdzania,
zaklêcia pieniê¿ne, magiczne ¿yczenia.
Nieobca jest im krystalomancja, gdy¿
wró¿¹c z luster, wody, œwiec, czy z dymu
mog¹ poznaæ przysz³oœæ i przesz³oœæ. S¹
znawcami rytua³ów magicznych, otwarcia krêgu, równowagi i koncentracji, rytua³ów ochronnych i rytua³ów oczyszczania. Znaj¹ uk³ady i znaczenie run, a w
swojej magii stosuj¹ ró¿ne zio³a, kadzid³a i zapachy, kamienie szlachetne i numerologiê.
Inaczej sprawa wygl¹da z czarownicami. Przez ca³e wieki cieszy³y siê bardzo
z³¹ s³aw¹. Wiele z nich straci³o ¿ycie za
uprawianie magii – szacuje siê, ¿e oko³o
6 milionów czarownic spalono na stosach.
A. Devine („Zaklêcia, rytua³y, wró¿by, ksiêga cieni”) daje wskazówki, jak
zostaæ czarownic¹: „Staj¹c siê czarownic¹, nie trzeba odrzucaæ dotychczasowego ¿ycia i nie oddziela siê swojego ¿ycia
duchowego od ¿ycia codziennego – a
raczej d¹¿y siê do stosowania zasad sztuki we wszystkim, co siê robi na co dzieñ”.
A co robiæ, by zostaæ czarownic¹? Nale-
Fragment pracy M. Cooleya „WiedŸmy”
¿y nauczyæ siê medytacji, wewnêtrznego wyciszania, trzeba „pozostaæ na bie¿¹co z naturalnym rytmem naszego œwiata”, poznaæ fazy ksiê¿yca, równonoce,
ksiê¿ycowy zodiak. Bardzo wa¿ny jest
te¿ kontakt z natur¹. Nale¿y równie¿ nabyæ stosowne akcesoria, prowadziæ grimuar, czyli ksiêgê cieni, oraz braæ udzia³
w sabatach Samhain, Yule, Imbolc, Ostara, Beltane, Litha, Lammas i Mabon.
Wówczas adept sztuki wiedzy tajemnej
ma pewne szanse, by powtórzyæ niewiarygodny wyczyn pewnej zaradnej czarownicy, nijakiej Leny Skanind z Norwegii. Jak donios³a prasa (Onet.pl – Wiadomoœci z dnia 24.10.2003 r.) „Norweska czarownica, maj¹ca problemy z
utrzymaniem siê ze swojej dzia³alnoœci,
otrzyma³a pañstwow¹ zapomogê. Pieni¹dze maj¹ jej pomóc w produkcji i sprzeda¿y eliksirów dla zagubionych dusz i
niepewnych swojej potencji narzeczonych staj¹cych na œlubnym kobiercu.
Lena wie, ¿e dla czarownic sprzedawanie swoich us³ug, to pewne tabu.” Oddajmy jej g³os: „Jestem zwyk³¹ czarownic¹ z oryginalnym pomys³em na biznes
[...] chcê jedynie wnieœæ trochê magii w
¿ycie zwyk³ych ludzi. W koñcu magia
jest wszêdzie, tylko nie zawsze zdajemy
sobie z tego sprawê”.
Niewiarygodne? Ale prawdziwe! I to
nie za siedmioma górami, siedmioma
morzami i siedmioma lasami, jak to drzewiej bywa³o.
Iwona Alaaie
Biblioteka G³ówna
Nr 9/2003
36
PISMO PG
Po¿yteczne po¿ary lasu
P
o¿ary lasów kojarzone s¹ zwykle ze
stratami materialnymi, zwi¹zanymi
z ubytkiem surowca w postaci drewna
oraz z kosztami gaszenia pal¹cych siê
drzewostanów. Jednak gdy nieco g³êbiej wnikniemy w owo zagadnienie,
to okazuje siê, ¿e po¿ary s¹ odwiecznym naturalnym czynnikiem, maj¹cym
istotny wp³yw na sukcesjê ekologiczn¹ leœnych ekosystemów (chodzi o po¿ary wywo³ane si³ami przyrody, np.
uderzeniem pioruna, a nie o bezmyœlne podpalenia lasów gospodarczych).
W Ameryce Pó³nocnej wiele gatunków
przystosowa³o siê do okresowych po¿arów, np. sosna Banksa (Pinus banksiana), u której szyszki otwieraj¹ siê
wy³¹cznie dziêki wysokiej temperaturze wywo³anej obecnoœci¹ ognia; st¹d
drzewo to otrzyma³o inn¹ potoczn¹
nazwê – „sosna ogniowa”. Sosnê tê
mo¿na sporadycznie napotkaæ m.in. w
Lasach Oliwskich oraz wypatrzyæ w
ogrodzie botanicznym Wydzia³u Farmacji Akademii Medycznej w Gdañsku, mieszcz¹cym siê przy ul. Genera³a Józefa Hallera.
Leœne pogorzeliska oraz miejsca po
ogniskach s¹ siedliskami kilkunastu
w¹sko wyspecjalizowanych organizmów, niezwykle interesuj¹cych pod
wzglêdem ekologicznym. Egzystuj¹
tam przyk³adowo: w¹trobowiec porostnica wielokszta³tna (Marchantia polymorpha) oraz szereg antrakofilnych
(wêglolubnych) gatunków wielkoowocnikowych grzybów. Wœród nich
s¹ taksony nale¿¹ce do klasy workowców (Ascomycetes), m.in. kustrzebka
fioletowawa (Peziza violacea) i garstnica wypaleniskowa (Geopyxis carbo-
Sosna Banksa (Pinus banksiana) – z³amana
przez wiatr ga³¹Ÿ z szyszkami, W¹wóz Karoliny w Lasach Oliwskich, 1.05.2003 r.
Nr 9/2003
W¹trobowiec – porostnica wielokszta³tna (Marchantia polymorpha), wyros³y w miejscu wypalania ga³êzi, Dolina Wê¿owa, oddz. 110a
leœn. Renuszewo, 23.08. 2003 r.
Garstnica wypaleniskowa (Geopyxis carbonaria), Dolina Wê¿owa, 23.08. 2003 r.
naria). Klasê podstawczaków reprezentuj¹ m.in. ³uskwiak wypaleniskowy
(Pholiota carbonaria), popielatek
czarniawy (Tephrocybe atrata) i szaroblaszek zgliszczowy (Faerberia carbonaria), rzadki przedstawiciel rzêdu ¿agwiowców. Z wyj¹tkiem ostatniego
taksonu, wszystkie wymienione powy¿ej grzyby zosta³y stwierdzone w Lasach Oliwskich (Trójmiejski Park Krajobrazowy), w miejscach wypalania ga³êzi i pniaków – przede wszystkim w
monokulturach z dojrza³ymi drzewostanami œwierkowymi lub w drzewostanach liœciastych zawieraj¹cych domieszkê œwierka pospolitego. Dot¹d
nie zaobserwowano tu pospolitego
workowca – Pyronema confluens, tworz¹cego na zgliszczach ró¿owoczerwone kobierce, sk³adaj¹ce siê z wielu niewielkich miseczek. Myl¹ca mo¿e byæ
nazwa grzyba: zgliszczak pospolity
(Ustulina deusta). Gatunek jedynie wygl¹dem przypomina zwêglony substrat,
lecz nie jest zwi¹zany z pogorzeliskami. Tworzy cienkie, mocno sp³aszczone – najpierw popielate, póŸniej czarne podk³adki na murszej¹cych pniakach nale¿¹cych do drzew liœciastych.
Wœród antrakofilnych grzybów Lasów Oliwskich najczêœciej napotkamy
garstnicê wypaleniskow¹, zaliczan¹ do
gatunków nieczêsto wystêpuj¹cych w
kraju. Jej m³ode pomarañczowobr¹zowe owocniki wpierw maj¹ kszta³t czarkowaty, a nastêpnie talerzykowaty.
Brzeg owocnika otoczony jest bia³¹ obwódk¹, co przydaje mu walorów estetycznych. Kustrzebka fioletowawa
przybiera kolor, który zawarty jest w
jej nazwie, polskiej i ³aciñskiej – ale
tylko w pocz¹tkowym okresie jej rozwoju, kiedy to ma kszta³t miseczki;
póŸniej ów kolor zmienia siê na br¹zowawy.
Gatunkiem, który preferuje wypaleniska, jest przyczepka falista (Rhizina
undulata). W m³odoœci jej owocnik jest
wypuk³y, g³adki, kasztanowobr¹zowy,
otoczony bia³a obwódk¹. Nastêpnie,
zgodnie z nazw¹ gatunkow¹, owocnik
ulega zmarszczeniu, pofa³dowaniu.
Przytwierdzony jest do pod³o¿a sznurami grzybni – rizoktonami, które przypominaj¹ korzenie; st¹d synonimiczna
nazwa rodzaju grzyba – korzenica. W
Polsce przyczepka niszczy siewki i
m³ode egzemplarze drzew w wieku 25 lat. Dlatego podrêczniki fitopatologii leœnej odradzaj¹ wypalania drewna
w miejscach zak³adania nowych kultur drzew iglastych, przede wszystkim
sosny pospolitej, a tak¿e œwierka i
modrzewia. Ciekawe, ¿e egzotyczna
Kustrzebka fioletowawa (Peziza violacea),
oddz. 124 leœn. Matemblewo, 28.08.2003 r.
PISMO PG
daglezja zielona, czêsto sadzona w Lasach Oliwskich, jest odporna na dzia³anie tego patogenu. W anglojêzycznym piœmiennictwie fitopatologicznym
funkcjonuje termin: Rhizina root disease (w wolnym t³umaczeniu: choroba
upraw wywo³ana przez przyczepkê). W
Wielkiej Brytanii patogen atakuje drzewostany starsze, 20-30 letnie, zw³aszcza te z udzia³em œwierka sitkajskiego
(Picea sitchensis), sprowadzonego tam
z Ameryki Pó³nocnej. Odnotowano
wyj¹tkowe przypadki paso¿ytowania
przyczepki na drzewach liœciastych.
Czy wypalanie odpadów drewna na
terenie Lasów Oliwskich jest szkodliwe, czy te¿ po¿yteczne? Na tak postawione pytanie trudno odpowiedzieæ
jednoznacznie. O ile dzia³alnoœæ ta dotyczy niewielkiego obszaru (i nie przeistacza siê w wielkopowierzchniowe
po¿ary), to mo¿na j¹ uznaæ za sprzyjaj¹c¹ rozwojowi lasu. Bez obecnoœci
miejsc po ogniskach, egzystencja wymienionych powy¿ej antrakofilnych
gatunków grzybów by³aby niemo¿liwa.
Zauwa¿ono, ¿e w trakcie palenia
ognisk czêsto dochodzi do niszczenia
p³ytko zag³êbionych w pod³o¿u korzeni œwierków. Nierzadko, wskutek bliskoœci drzew, dochodzi do tzw. oparzeliny kory i pojawia siê martwica w ¿ywej czêœci drzewa. Niebawem miejsca
te ulegaj¹ infekcjom przez paso¿ytnicze grzybowe ksylobionty, np. w przypadku buka jest nim hubiak pospolity
lub pniarek obrze¿ony*. Zjawisko paso¿ytnictwa grzybów na drzewach
mo¿e cieszyæ przyrodnika, bo leœne
œrodowisko jest wówczas bli¿sze naturalnemu, ale na pewno Ÿle jest oceniane przez gospodarza lasu. Dla niego to
ewidentna strata surowca drzewnego, a
zatem i mniejszy zysk z hodowli drzew.
W Lasach Oliwskich straty w uprawach
spowodowane przez przyczepkê falist¹
s¹ symboliczne, co wynika m. in. ze
sk³adu gatunkowego drzewostanów:
dominuje tu przede wszystkim buk pospolity. Pozosta³e gatunki saprobiontycznych grzybów pozytywnie oddzia³ywaj¹ na leœne uprawy i przy okazji
wzbogacaj¹ okoliczn¹ mikobiotê. Jest to
równoznaczne z powiêkszeniem siê lokalnej ró¿norodnoœci biologicznej.
Niepokoj¹cym zjawiskiem w Lasach
Oliwskich jest permanentne pozostawianie przez robotników leœnych nie-
37
M³ode owocniki przyczepki falistej (Rhizina undulata), Dolina Wê¿owa, 23.08.2003 r.
dogaszonych ognisk. Taki proceder
mia³ m. in. miejsce w sierpniu 2003
roku dwukrotnie: w oddz. 130d i 124b
leœnictwa Matemblewo. Ca³e szczêœcie,
¿e wyst¹pi³y obfite opady deszczu, które oddali³y mo¿liwoœæ wyst¹pienia po¿aru lasu, przede wszystkim œció³ki, na
wiêkszym obszarze**.
Zamieszczone w niniejszym artykule zdjêcia owocników antrakofilnych
grzybów zosta³y wykonane na obszarze dwóch leœnictw: Matemblewo i Renuszewo, gdzie od kilku lat prowadzone s¹ intensywne zabiegi trzebie¿y oraz
zrywki drewna.
Antrakofilny gatunek kustrzebki (Peziza praetervisa), oddz. 144 leœn. Matemblewo,
18.08.2003 r.
Marcin S. Wilga
Wydzia³ Mechaniczny
Pomorskie Ko³o Terenowe
Klubu Przyrodników
Fot.: autor
* Postaram siê kiedyœ opisaæ na ³amach „Pisma PG” historiê naturaln¹ pewnego buka,
który uleg³ dzia³aniu ognia; mam kilka interesuj¹cych fotografii zwi¹zanych z tym zamieraj¹cym przez lata drzewem.
** Pracuj¹c spo³ecznie w Stra¿y Ochrony Przyrody, latem 1994 roku bra³em udzia³ w akcji
gaszenia p³on¹cego torfowiska w rejonie Matarni (otulina TPK). Przekona³em siê, jak
skomplikowane jest to zadanie i doceni³em
wówczas pracê stra¿aków – ich trud i poœwiêcenie oraz profesjonalizm.
£uskwiak wypaleniskowy (Pholiota carbonaria), oddz. 130 leœn. Matemblewo,
25.08.2003 r.
Nr 9/2003
38
PISMO PG
Z kalendarza JM Rektora
PaŸdziernik 2003
" 15 paŸdziernika. Ratusz Staromiej-
"
"
"
"
l
l
l
"
"
"
ski w Gdañsku. Na zaproszenie
Marsza³ka Województwa Pomorskiego Jana Koz³owskiego Rektor
wzi¹³ udzia³ w Pierwszym Regionalnym Forum Strategii Innowacyjnoœci dla Województwa Pomorskiego.
17 paŸdziernika. Rektor przyj¹³ w
swoim gabinecie niemieckiego profesora Wolfganga G. Deurera wraz
z rodzin¹, autora ksi¹¿ki „Gdañsk
i jego koœcio³y”.
17 paŸdziernika. Dwór Artusa w
Gdañsku. Prezentacja polskiego
przek³adu ksi¹¿ki prof. Wolfganga
G. Deurera pt. „Gdañsk i jego koœcio³y”.
17 paŸdziernika. Polska Filharmonia Kameralna w Sopocie przy Operze Leœnej. Uroczyste jubileuszowe
spotkanie z okazji 10-lecia dzia³alnoœci Wojewódzkiego Funduszu
Ochrony Œrodowiska i Gospodarki
Wodnej w Gdañsku.
20 paŸdziernika. Uroczyste oddanie do eksploatacji superkomputera (klastra komputerowego) o najwiêkszej mocy obliczeniowej w Polsce i jednego z najwiêkszych w Europie. W spotkaniu m.in. udzia³
wziêli:
Stacy Smith – wiceprezydent INTEL
Corporation z USA
Wojciech Szewka – podsekretarz
stanu w Ministerstwie Nauki i Informatyzacji
Andrzej Widerszpil – prezes firmy
OPTIMUS.
24-26 paŸdziernika. Politechnika
Œwiêtokrzyska w Kielcach. Konferencja Rektorów Polskich Uczelni
Technicznych (KRPUT).
27 paŸdziernika. Sala 300 w Gmachu G³ównym Politechniki Gdañskiej. Otwarcie firmy symulacyjnej
na Politechnice Gdañskiej.
28 paŸdziernika. Audytorium Katedry Wysokich Napiêæ i Aparatów
w Gdañsku-Wrzeszczu. Uroczystoœæ
nadania audytorium Katedry Wyso-
Nr 9/2003
"
"
l
l
l
"
"
"
kich Napiêæ i Aparatów Elektrycznych imienia Profesora Tadeusza
Lipskiego.
28 paŸdziernika. Ratusz Staromiejski w Gdañsku. Spotkanie z
prof. Edmundem Kotarskim – Laureatem Nagrody Heweliusza za
rok 2002.
29 paŸdziernika. Rektor przyj¹³ w
swoim gabinecie prezesa firmy Intel pana Marka Harrisa – szefa europejskich programów edukacyjnych Intela. W spotkaniu wziêli
udzia³ równie¿:
Leszek Pankiewicz – prezes Intel
Technology Poland
prof. Andrzej Stepnowski – prorektor ds. nauki PG
prof. Henryk Krawczyk – dziekan
Wydzia³u ETI PG
29 paŸdziernika. Dwór Artusa w
Gdañsku. Na zaproszenie Rady
Miasta Gdañska Rektor wzi¹³
udzia³ w uroczystym wrêczeniu
Gdañskiej Nagrody im. Ericha Brosta partnerstwu hanzeatyckich
miast Gdañska i Bremy.
30 paŸdziernika Sala posiedzeñ w
Nowym Ratuszu w Gdañsku. Sesja
Rady Miasta Gdañska, na której zosta³a podjêta uchwa³a w sprawie
ustanowienia roku 2005 Rokiem
Politechniki Gdañskiej.
30 paŸdziernika. Sala kolegialna w
Gmachu G³ównym Politechniki
Gdañskiej. Rektor przyj¹³ delegacjê z Rouen z Prezydentem Górnej
Normandii na czele.
"
l
l
l
l
"
"
"
"
"
Listopad 2003
" 4 listopada. Sala Bia³a Ratusza
G³ównomiejskiego w Gdañsku. Kolacja z okazji wizyty w Polsce pana
Francisco Campsa Ortiza, premiera Autonomicznego Rz¹du Walencji.
" 5 listopada. Sala Senatu Politechniki Gdañskiej. Rektor przyj¹³ delegacjê firmy Telecom z Karlskrony w Szwecji.
" 9 listopada. Dwór Artusa w Gdañ-
"
sku. Debata nt.: „Prawda historii
– balast czy szansa?”
11 listopada. Uroczystoœci zwi¹zane z 85. rocznic¹ odzyskania przez
Polskê niepodleg³oœci:
sk³adanie wi¹zanek pod tablic¹ J.
Pi³sudskiego
sk³adanie wieñców pod pomnikiem
Jana III Sobieskiego
przemarsz do Bazyliki Mariackiej
msza œw. w Bazylice Mariackiej
koncelebrowana przez Metropolitê
Gdañskiego ks. abp Tadeusza Goc³owskiego.
13 listopada. Rektor przyj¹³ w swoim gabinecie profesora Wielanda
Ramma z Kaiserslautern (Niemcy).
19 listopada. Intel Technology Poland w Gdañsku. Rektor wzi¹³
udzia³ w spotkaniu na zaproszenie
prezesa Intel Technology – Leszka
Pankiewicza.
21-22 listopada. Politechnika
Gdañska. Polskie Forum Akademicko-Gospodarcze na temat
„Wartoœæ cz³owieka lojalnego. Etyka w biznesie, nauce i edukacji”.
22 listopada. Auditorium Novum Politechniki Gdañskiej. Koncert
Flamenco organizowany przez
Konsula Honorowego Hiszpanii w
Gdañsku – Macieja Dobrzynieckiego oraz Rektora PG profesora Janusza Rachonia.
24 listopada. Sala Kongresowa
Akademii Wychowania Fizycznego
i Sportu w Gdañsku. Uroczystoœæ
nadania godnoœci doktora honoris
causa profesorowi Januszowi Czerwiñskiemu oraz Kazimierzowi Górskiemu.
25 listopada. Biurowiec Elbrewery
Co. Ltd. w Elbl¹gu. Posiedzenie
Rady Rektorów Województwa Pomorskiego z przedstawicielami
w³adz samorz¹dowych województwa pomorskiego i warmiñsko-mazurskiego oraz cz³onkami Polskiego Klubu Ekobiznesu.
Piotr Markowski
Rektorat