Nalewka z muchomora
Transkrypt
Nalewka z muchomora
Brulion 25 (1/95): 151-154 (1995) Nalewka z muchomora Poniewa¿ rozkosze zmysùowe cenione s¹ przez wiêkszoœã normalnych ludzi, zainteresowanie wzmo¿eniem ich intensywnoœci (i czêstotliwoœci) wydaje siê jak najbardziej zrozumiaùe. Po pierwsze, nie istnieje chyba jakaœ górna granica rozkoszy, mo¿na wiêc zawsze coœ dodaã do tego, co ju¿ siê posiada, po drugie - œredni poziom odczuwania rozkoszy, na jakim zostaliœmy przez naturê ustawieni wydaje siê mocno niezadowalaj¹cy. Do tego wszystkiego mechaniczna wydolnoœã ró¿nych organów sùu¿¹cych rozrywce pozostawia wiele do ¿yczenia. Zùoœliwoœã natury jest ewidentna, jeœli weêmiemy pod uwagê fakt, ¿e wiele innych, znacznie mniej cenionych przez nas funkcji organizmu wyszpanowanych zostaùo w tym samym czasie (ok. 1 mln. lat ewolucji czùowieka) do granic mo¿liwoœci: wra¿liwoœã na ból zêba, temperatura ciaùa (tylko o 5 stopni ni¿sza od zabijaj¹cej nas), chwytnoœã koñczyn czy te¿ zdolnoœã do abstrakcyjnego myœlenia. Prawdopodobn¹ przyczyn¹ tego stanu mo¿e byã fakt, ¿e natura nie zdawaùa sobie sprawy, ¿e gùównym ¿yciowym celem ka¿dego czùowieka jest odczuwanie przyjemnoœci zmysùowych. Uprawianie seksu stanowi najwy¿ej cenion¹ formê dziaùalnoœci rozkoszuj¹cej. Przera¿aj¹ce ubóstwo naturalnego wyposa¿enia seksualnego czùowieka spowodowaùo, ¿e myœl¹ca ludzkoœã od zarania swoich dziejów szukaùa œrodków kompensuj¹cych istotne braki odziedziczone po wiekach ewolucji biologicznej. Wiele wskazuje na to, ¿e te poszukiwania, prowadzone w ró¿nych kierunkach i z ró¿nym skutkiem, stanowiùy jeden z najwa¿niejszych motorów napêdzaj¹cych ewolucjê kulturow¹ naszego gatunku. Úrodki, sùu¿¹ce intensyfikacji doznañ erotycznych - afrodyzjaki, znane i cenione byùy we wszystkich czasach i we wszystkich kulturach. W naszej, zachodniej kulturze, od okoùo dwustu lat afrodyzjaki, choã stosowane, nie budziùy zbyt powszechnego zainteresowania. Obecnie, na skutek przemian kulturowo-obyczajowych, znacznego wzrostu zasobnoœci i wiêkszego otwarcia na œwiat, zainteresowanie œrodkami wzbogacaj¹cymi prze¿ycia wzrasta nieustannie zarówno w Ameryce, jak i Europie. Naprzeciw tym zainteresowaniom wychodz¹ autorzy ró¿nych opracowañ: encyklopedii, poradników, itp. Ksi¹¿ka Christiana Ratscha "Roœliny miùoœci", z nadtytuùem Poradnik niezwykùy i podtytuùem Afrodyzjaki wczoraj i dziœ stanowi cenn¹ pozycjê w bibliotece ka¿dego amatora mocniejszych prze¿yã. Celowo nie napisaùem: erotycznych, poniewa¿ opracowanie, stanowi¹ce doskonaùe kompedium wiedzy na temat afrodyzjaków, dostarcza tak¿e rzetelnych informacji na wiele innych, etnofarmakologicznych tematów. Ksi¹¿ka jest doskonale ilustrowana i zawiera m.in. szkice o charakterze ogólnym, leksykon roœlin afrodyzyjnychych, zwiêzùe monograficzne opracowania dotycz¹ce najwa¿niejszych z nich, zbiór szczegóùowych recept sporz¹dzania œrodków ekscytuj¹cych i przepisów ich stosowania. Autorem wstêpu do ksi¹¿ki jest dr Albert Hofman, znawca œrodków psychotropowych i wynalazca LSD. Ksi¹¿ka jest dobrze, fachowo napisana i rzetelnie przetùumaczona, co nie zdarza siê czêsto na polskim rynku popularnych leksykonów o charakterze przyrodniczym. Najlepiej widaã to w czêœci najwa¿niejszej opracowania, leksykonie roœlin. Poza dwoma drobnymi uchybieniami dotycz¹cymi polskiej nomenklatury botanicznej (Phallus impudicus to sromotnik bezwstydny, nie smardz cuchn¹cy, a Ledum palustre to bagno zwyczajne, a nie dziki rozmaryn) nie znalazùem w nim ¿adnych istotniejszych bùêdów. Szczególn¹ uwagê zwraca doskonaùa jakoœã rysunków i zdjêã zamieszczonych w tej czêœci poradnika - eksponuj¹ one najbardziej charakterystyczne cechy konkretnych gatunków roœlin (i nielicznych grzybów). Ksi¹¿ka Ratscha, choã skùada siê z wielu, ró¿nych pod wzglêdem charakteru czêœci, sprawia wra¿enie bardzo jednolite. To, co spaja tê ksi¹¿kê nazwaã mo¿na charakterystyczn¹ filozofi¹, œwiatopogl¹dem, a mo¿e raczej specyficznym pogl¹dem na kwestiê u¿ywania. Autor opowiada siê wyraênie za odrzuceniem ró¿nego rodzaju przes¹dów i za eksperymentowaniem w tej dziedzinie. W wielu miejscach najwyraêniej zale¿y mu na tym, byœmy zgodzili siê z nim, agituje. Trudno wrêcz uznaã jego dzieùo za beznamiêtny produkt tzw. "obiektywnego badacza". Nikomu afrodyzjaki nie s¹ potrzebne koniecznie. Pisze Ratsch. Ale wiele osób u¿ywa ich w sposób przemyœlany, daj¹cy w rezultacie zadowolenie. Nikt nie potrzebuje homarów albo ostryg wyù¹cznie po to, by prze¿yã; wystarczy chleb albo ry¿. Ale nawet najlepszy chleb i najsmaczniejszy ry¿ siê znudz¹. Nawet czysto badawcze podejœcie wymaga osobistego zaanga¿owania. Wyodrêbnione substancje biologicznie czynne mo¿na wypróbowywaã w rozmaity sposób. Jeœli czùowiek chce siê dowiedzieã, czy substancja istotnie dziaùa jak tradycyjny afrodyzjak, byùoby logiczne, aby przyj¹ù ten œrodek i go wypróbowaù. Któ¿ bowiem inny mógùby udzieliã takiej informacji? No chyba nie szczur. Dla nas, ludzi zachodu, hasùo: afrodyzjak budzi jednoznaczne skojarzenia. Ma to byã œrodek, wzmagaj¹cy nasze seksualne podniecenie w sposób widoczny, a najlepiej potê¿ny - granicz¹cy z wyczynem. Czùonki i ùechtaczki maj¹ siê naprê¿aã, osi¹gaj¹c maksymalne rozmiary i maksymalny stopieñ sztywnoœci; pochwy maj¹ pozostawaã caùymi godzinami w stanie najwy¿szej gotowoœci, a orgazmy maj¹ byã wrêcz kosmiczne. Do tego wszystkiego ma siê to powtarzaã jak najczêœciej. Afrodyzjaków tak dziaùaj¹cych w omawianej ksi¹¿ce niestety nie znajdziecie. Jedynym wyj¹tkiem jest wyci¹g z kory drzewa yohimbe (Corynanthe yohimbe) , yohimbina. Ale to ¿adna rewelacja, rzecz powszechnie wiadoma. Jedyny "prawdziwy" roœlinny afrodyzjak uznany przez medycynê zachodu. Reszta przytoczonych w ksi¹¿ce afrodyzjaków to œrodki o wiele subtelniejsze i mniej pewne. Ich podstawow¹ cech¹ jest to, ¿e mog¹ podnieciã, ale nie musz¹. Nie doœã tego: mog¹ nawet uspokoiã ¿¹dze, zamiast sprowadziã euforiê. Co do wiêkszoœci afrodyzjaków, opisanych w ksi¹¿ce, trudno zrozumieã, na podstawie jakich kryteriów i jakich eksperymentów (i z kim) uznano je za œrodki pobudzaj¹ce do miùoœci. Przyj¹ã nale¿y, ¿e przekonanie o ich erotyzuj¹cym dziaùaniu przejête zostaùo z magii miùosnej, która, jak wiadomo, nie sprawdza siê pod wzglêdem skutecznoœci. Komu bowiem dzisiaj marchew, seler, dynia, pokrzywa b¹ê cz¹ber kojarzy siê z seksem? Nawet falliczny ksztaùt korzenia nie wydaje siê dziœ wystarczaj¹cym uzasadnieniem. Istnieje tak¿e inne, bardziej racjonalne wyjaœnienie afrodyzjakalnego znaczenia jarzyn, owoców i przypraw. Zawieraj¹ one wa¿ne dla naszego zdrowia witaminy, substancje pobudzaj¹ce i jony. Ich spo¿ywanie poprawia nasz¹ kondycjê fizyczn¹ i psychiczn¹. Intensywnoœã ¿ycia seksualnego, a nawet jakoœã prze¿yã na tym polu zale¿¹ w znacznym stopniu od kondycji psychicznej i fizycznej. Marchew jest wiêc afrodyzjakiem, w pewnym przynajmniej sensie. Istniej¹ tak¿e roœliny i œrodki, które wpùywaj¹ na nasze odczucia erotyczne w inny sposób: pobudzaj¹ nasz¹ fantazjê, b¹dê wra¿liwoœã - zarówno tê "wewnêtrzn¹" jak i czysto zmysùow¹ (np. wra¿liwoœã skóry na bodêce dotykowe). Úrodki takie mog¹ mieã potencjalnie du¿e znaczenie dla dziaùañ erotycznych. Konieczne s¹ jednak: wùaœciwe nastawienie, sprzyjaj¹ca atmosfera i wiele innych, trudniej uchwytnych czynników. Do powszechnie znanych pod tym wzglêdem œrodków nale¿¹ zarówno produkty roœlinne: opium, marihuana, jak i syntetyczne: LSD, MDM, MDMA. Jak wielk¹ rolê odgrywa osobiste nastawienie, tradycja i przes¹dy w odbiorze danego œrodka, œwiadczyã mo¿e historia tzw. mnisiego pieprzu (Vitex agnus-castus). Powszechnie hodowany i spo¿ywany przez mnichów, "uœmierzaù chêã spóùkowania". W tym samym czasie gdy mnisi uspakajali pieprzem swoje ¿¹dze, niewyksztaùcony lud pieprzem je pobudzaù. Wszystko wskazuje na to, ¿e obie strony uzyskiwaùy efekt zgodny z oczekiwaniami. Mê¿czyêni, jeœli ju¿ ùapi¹ siê za afrodyzjaki, maj¹ wysokie oczekiwania (¿eby byù jak ze stali). Zaraz potem pisz¹ ksi¹¿ki i poradniki. Odkrywaj¹ œwiat na nowo. Gotowi s¹ nawet jechaã do indian, malowaã twarz, ùaziã nago i udawaã autochtona, byle tylko poznaã jakiœ nowy œrodek, mocniejszy ni¿ inne. Nadu¿ywaj¹. Robi¹ du¿o szumu. Nasze babcie natomiast, nie wiedz¹c nawet, ¿e stanowi¹ awangardê psychoaktywistek, braùy z ochot¹: laudanum (10% opium + alkohol), amfetaminê, krople Inoziemcowa (te¿ z opium). Gdy mê¿czy¿ni siê zorientowali po latach, ¿e mo¿na siê tym podkrêcaã, szybko trzeba byùo wycofaã te popularne œrodki z aptek na caùym œwiecie. Ciekawe, jakie jeszcze afrodyzjaki stoj¹ na póùkach aptek, nieznane mê¿czyznom zupeùnie? Jak widaã, afrodyzjakalnoœã to cecha trudnouchwytna. Z naszego, bardzo pragmatycznego i przyziemnego punktu widzenia, afrodyzjaki tradycyjne nie s¹ ludziom konieczne (chyba ¿e w celach leczenia niemocy pùciowej - yohimbina). Otacza nas na co dzieñ tysi¹ce afrodyzjaków najnowszej generacji: perfumy, reklamy, prowokuj¹ce stroje, pornografia, no i ostatnio zwùaszcza - viagra. Jak kto zdrowy, to siê tym szybciej podnieci, ni¿ selerem zbieranym podczas peùni ksiê¿yca. Tym bardziej, ¿e jak pisze autor "Roœlin miùoœci": Afrodyzjaki s¹ œrodkami, które maj¹ obdarzaã ludzi zdrowych wiêksz¹ doz¹ rozkoszy. Na koniec jeszcze jedno: Omawiana ksi¹¿ka zawiera bardzo bogaty zbiór afrodyzjakalnych przepisów. S¹ wiêc przepisy na piguùki, pùyny, coœ do palenia w fajce i coœ do wpuszczania lewatyw¹. Do wyboru i do koloru, tylko nie wiadomo dla kogo. Przepisy s¹ bowiem w wiêkszoœci przypadków skomplikowane, a mieszanki wieloskùadnikowe. Wiêkszoœã skùadników jest dla nas, Polaków, raczej niedostêpna. Nie mo¿na tego zerwaã w lesie, nie mo¿na, b¹ê nie wolno tego kupiã. W co drugim przepisie opium b¹dê haszysz jako skùadnik podstawowy. We wstêpie do recept autor stroi miny: Kilka podanych tu receptur zawiera skùadniki, które podlegaj¹ pewnym ustawowym regulacjom i restrykcjom. Te ustawy s¹ w ka¿dym kraju inne. Nale¿y w tym miejscu wyraênie na to wskazaã, aby zapobiec u¿ywaniu substancji nielegalnych. Uwa¿ny czytelnik po zapoznaniu siê z przekazanymi mu informacjami powinien jednak wyrobiã sobie wùasne zdanie. Na szczêœcie jest przepis na nalewkê z muchomora. Andrzej Joachimiak