Karolina
Transkrypt
Karolina
poniedziałek 17 stycznia Dziś miałam pobudkę o 3 nad ranem. Każdego innego dnia ta pora wydawałaby się nienormalna, ale dziś wstałam bez problemu, bo przecież w końcu nadszedł TEN dzień. Na wyjazd do Portugalii czekałam od kilku tygodni. Droga do Warszawy minęła szybko i przyjemnie. Czas na lotnisku troszkę się dłużył, ale w końcu wystartowaliśmy! A jeszcze dwa dni wcześniej miałam gorączkę i istniało prawdopodobieństwo, że nie polecę... Przesiadka we Francji była troszkę uciążliwa, ale najważniejsze, że choć przez chwilę byłam w Paryżu. Niestety nie udało nam się wypatrzeć wieży Eiffla nawet z lotu ptaka. Do Portugalii dotarliśmy wieczorem. Dzięki temu z samolotu było widać pięknie oświetloną Lizbonę. Na lotnisku oczekiwały na nas „nasze” rodziny. Moja koleżanka miała przygotowaną kartkę powitalną, więc bez trudu ją rozpoznałam i od razu do niej podeszłam. Carolina ma młodszego brata Rodrigo i bardzo sympatyczną mamę. W drodze do domu zajechaliśmy na obiad do restauracji.Późnym wieczorem byliśmy już w domu. Tata Caroliny nie mieszka z nimi. Było mi jednak miło, bo na lotnisku przywitała mnie cała rodzina Caroliny. Okazało się, że mama mojej portugalskiej koleżanki mówi bardzo dobrze po angielsku więc mogłam się z nią swobodnie komunikować. Prezenty, które przywiozłam bardzo się spodobały. Mam nadzieję, że zawsze będą im się kojarzyły ze mną i z Polską. To był bardzo męczący dzień. Monday 17 th January 2011 Today I woke up at 3 am. Every other day this time ould seem insane, but today I woke up ihout a problem finally, becouse THE DAY has come. I was waiting for a few weeks for a trip to Portugal. Road to Warsaw was fast and nice. Tima at the airport lased long, but finally we took off! But to days ago I had a temperature nd thot that I on't fly... We changed plane in France and it was a litle inconvenient, but the most important is that I was in Paris. Unfortunately we couldn't see the Eiffel tower even fron the bird's eye viev. We came to Portugal in the evening. It alloed us to see beautifull ligheningin Lizbone from plane. At he airport our host families were waiting for us. My friend had "Welcome" card so I recognizedher and came to her at once. Carolina has younger brother Rodrigo and very friendly mother. When we ere going home we en to a restaurant for a dinner. In the late evening we were at home. Carolinas dad doesen't live with them. But he came o the airpor and it ws very nice. It proved that Carolina's mother speaks english very well so I could talk with er wiwhout a problem. They liked gifts wich I gave them very much. I hope that these presents will remind them of me and Poland forever. It was very tiring day. 18 stycznia 2011 Dzisiaj obudziłam się w Portugalii. Na szczęście czas jest tam cofnięty o godzinę więc mogłam się wyspać po ciężkim dniu. Do szkoły dojechaliśmy samochodem. Kiedy weszliśmy na teren szkoły wokół mnie zrobiło się małe zamieszanie, wszyscy pytali jak mam na imię. Moje nazwisko nie sprawiało im większego trudu, ale nie mogli wymówić nazwiska Oli Dańczyszyn i Kuby Czyszka. Podczas lekcji byłam w bibliotece razem z dziewczyną z Włoch. Do biblioteki przyszła po nas Carlanauczycielka z Portuglii i poszliśmy zwiedzać szkołę. Sala gimnastyczna w Campo de Flores jest n zenątrz, ale przykryta szklanym dachem, jest tam przedszkole i bardzo duża stołówka. Po zwiedzaniu buł lunch, który był dość nietypowy. Później prezentowaliśmy rezultaty kwestionariusza. Potem jechaliśmy zwiedzać Belem, zobaczyliśmy tam stary kościół, odwiedziliśmy typowo portugalską kawiarnię i duży posąg. Po zwiedzaniu była kolacja dla rodzin goszczących i dzieci z Francji, Włoch i z Polski. Po kolacji wróciliśmy do domów. Ten dzień był bardzo ciekawy . 18 th January 2011 Today I woke up in Porugal. Fortunately time is an hour back here so I could sleep longer after iring day. We went to school by car. When we came to school area it has become a little crowd around me. Every one asked for my name. They had only a little problem with my surname, but they couldn't say Ola's Dańczyszyn and Kuba's Czyszek surnames. At he lesson time I was in the liblary with a girl from Italy. Carla- Portugal teacher, came for us to the library and we went to see school. Gym in Campo de Flores is outside but it has roof made of glass, there i a kindergarten there and a very big lunchrom. After a tour was lunch wich was little srange. Later we were presenting resuls of our questionaries and after tha e wen to Belem, we saw an old church, visited typical Portugal cafe and a big monument there. After a our we had dinner for hosts families and children from France, Italy and Poland. Later we went home. Today was very ineresting day. 19 Stycznia 2011 Kolejny poranek Portugalii. Tym razem na śniadanie poszliśmy do kawiarni. Po śniadaniu pojechaliśmy na lekcje, na których nic nie rozumiałam, bo były po Portugalsku. Później mieliśmy spotkanie z Comeniusa, na którym prezentowaliśmy nasze maskotki i plakaty, a także robiliśmy prezentacje, dotyczące wyników kwestionariusza. Potem był lunch, tym razem mniej nietypowy niż poprzedni. Po lunchu kontynuowaliśmy robienie prezentacji. Po lekcjach niektórzy poszli szybko do domu, ale Przemek, Afonso, Carolina i ja czekaliśmy na rodziców. Podczas czekania robiliśmy zdjęcia, graliśmy w kosza, w siatkę i w nogę. Kiedy przyjechał po nas tata Caroliny było już prawie ciemno. Pojechaliśmy do centrum handlowego, ja chodziłam po sklepach z Caroliną, a rodzice Caroliny (jej mama czekała już w sklepie) z Rodrigo. Na kolację poszliśmy do Mc Donalda, a później do domu, tam mama Caroliny dała mi prezent dla mojej siostry, która ma się urodzić. th 19 January 2011 Next morning in Portugal. This time we wen to a cafe for breakfast. After breakast we went to school by car for lessons wich I didn't understand at all becouse they were in Portugeese. Later we had Comenius meeting and we were presenting our msco and posters and we were making presentations about results of questionary. Later we had lunch more normal than previous one. After lunch we continued, making presentations. After lessons some children went home fast, but Przemek, Afonso, Carolina and me were waiting for parents. While we were waiting we were taiking pootos, playing basketball, volleyball and football. When Carolina's father came for us it was almost dark. We went to shopping centre, I was shopping oround with Carolina and her parents (her mother had been waiting for us in the shop) with Rodrigo. We went to Mc Donald for dinner and later home here Carolina's mother gave me a gift for my sister who will born. 20 stycznia 2011 Czwarty dzień w Portugalii. Śniadanie jedliśmy domu. Mieliśmy pączki i sok owocowy. Musieliśmy iść do szkoły pieszo, ponieważ mama Caroliny była w pracy. W szkole najpierw mieliśmy lekcje, na których znowu nic nie rozumiałam. Później mieliśmy spotkanie z Comeniusa i pokazywaliśmy nasze prezentacje multimedialne. Potem pisaliśmy rozkład tygodnia. To było spotkanie międzynarodowe, ale wszyscy mówili po angielsku. Sądzę, że uczniowie z Polski mówili po angielsku najlepiej. Potem mieliśmy lunch i wracaliśmy na lekcje. Po lekcjach pojechaliśmy na plażę z dziadkami Caroliny. Brodziliśmy w wodzie choć jest Styczeń. To było najfajniejsze przeżycie w Portugalii. Plaża i ocean były piękne. Później poszliśmy do centrum handlowego i jedliśmy naleśniki z bananami i czekoladą. Potem robiliśmy zakupy, ja kupiłam kilka bluzek, a babcia Caroliny kupiła mi jedną bluzkę w prezencie. Ja kupiłam jeszcze długopis, błyszczyk do ust, dwie pary kolczyków i bransoletki w kształcie kotków. W sklepie spotkałam kilka koleżanek, one też robiły zakupy. Później poszliśmy do domu i zjedliśmy kolację zrobioną przez mamę Caroliny. To był koniec kolejnego wspaniałego dnia w Portugalii. 20 th J anuary 2011 The fourth day in Portugal. We had breakfast at home. We ate donuts and fruit juice. We had to walk to school becouse Carolina's mother was at work. At school first e had lessons at wich I didn't undersand anyhink again. Later we had Comenius meting and we were showing our multimedia presentations. Besides we prepared the time-table of the hole week. It was international but everybody spoke English. I think that polish students spoke english the best. Afer that e had lunch and came back to lessons. After lessons we went with Carolina's grandparents to the beach. We were alking in the water although it was January. It was the coolest experience in Portugal. The beach and the ocean were very beautifull. After that we went to the shopping center and we ate pancakes wih bananas and chocolate. Later we wre doing shopping and I bought some blouses and Carolina's grandmother bought me a blouse as a present. I also bought a pen, a lip-gloss, 2 pairs of earrings and brancelets in the shape of cats. In the shop I met some friends, they were also doing shopping too. Later we ent home and we had supper, cooked by Carolina's mother. That was the end of next amazing day in Portugal. 21 Stycznia 2011 Ostatniego dnia w Portugalii, wstałam wcześniej, żeby umyć głowę. Mieliśmy śniadanie w kawiarni, ja jadłam ciastko z kremem. W szkole to był dzień pożegnań. Wymieniliśmy się numerami telefonów i adresami e-mail z uczniami z innych krajów. Robiliśmy zdjęcia i nawet płakaliśmy. Potem pojechaliśmy na lotnisko taksówką. Na lotnisku kupiliśmy bilety w automacie i poszliśmy na odprawę bagażową. Po kontroli poszliśmy na zakupy w bezcłowych sklepach. I kupiłam śliczną zabawkę dla mojego siostrzeńca. Lot nie był zbyt męczący, wylądowaliśmy w Paryżu, a potem od razu lecieliśmy do Polski. Wylądowaliśmy w Warszawie wieczorem i pojechaliśmy busem do Elbląga. W drodze do domu zatrzymaliśmy się w restauracji na obiad. Moi rodzice odebrali mnie w Elblągu po północy. Po wejściu do domu od razu przytuliłam się do brzucha mamy. Dzidziuś też chyba był za mną stęskniony, bo na powitanie zaczął fikać i kopać jak nigdy dotąd. Podróż do Portugalii była bardo fajna, ale za krótka. Bardzo się cieszę, że dano mi taką szansę na ulepszenie swojego angielskiego. 21 st January 2011 On the last day in Portugal, I woke up earlier, to wash my hair. We ate breakfast in a cafe, it was a cake with cream. It was a farewell day day at school. We exchanged our phone numbers and e-mails with students from other countries. We were tking photos and even cried. After that we went to the aitport by taxi. At the airport we registered electronically and we went to passport and baggage control. After control we did shoping in tax-free shops and I bought a nice to for my nephew. The flight wasn't so tiring, we landed in Paris and at once flew to Poland. We landed in Warsaw i the evening and we went to Elbląg by bus. On the way home we stopped to have dinner in a restaurant. My parents picked me up in Elbląg after midnight. After entering the home, I huged to her belly at once. Unless baby missed me too, becouse to welcome she started to hop and kick as never before. The trip to Portugal was very cool, but to short. I'm very happy for gaving me a chance like this to make my English better. Karolina 6D